2 stycznia 1970

[KP] Ganydef

"Give my regards to the Abyss"
Nekromanta, Diablo II


Deyja - Antagarich
Nekromanta | Uczeń Vidominy | Były wychowanek szkoły magii w Bracadzie


Jako młodzieńcowi zafascynowanego magią Bracada wydawała się Ganydefowi najlepszym miejscem, by móc się rozwijać oraz uczyć ścieżek arkanów. Urodzony i wychowany w jednym z miasteczek Erathii, dostał możliwość pobierania odpowiedniego wykształcenia, gdy wędrowny mag wyczuł w nim nitkę magii.
Umysł miał wtedy wyjątkowo świeży, otwarty... I podatny na odpowiednią perswazję. Magowie Bracady zawrócili mu w umyśle obietnicami dostania się na nauki do samego Gavina Magnusa i możliwością zostania wielkim arcymagiem, który będzie nauczał innych i pewnego dnia może zastąpi samego mistrza siedzącego na tronie w Celeste.
Były jednak księgi, plotki i opowieści, a także wydarzenia, które otworzyły oczy Ganydefowi. Zaczął eksperymentować i mutować czystą magię światła do niechlubnych czynów, wieczorami wykradając się ze szkoły, by testować to co przeczytał w księgach schowanych bardzo głęboko w bibliotece - wydawały mu się one ogromnie ciekawie.
Łapał, łapał i łapał, aż w końcu zabił człowieka w pędzie ku wiedzy. I zmienił go w coś dużo gorszego od zombie, prymitywnego w stylu początkujących uczniaków. Stworzenie poranione i pozszywane, poobdzierane z godności zmarłego... Uciekło na pustynię.
Ganydef wiedział z czym to się wiązało, gdyby prawda wyszła na jaw. Już od jakiegoś czasu nauczyciele patrzyli mu na ręce zauważając w nim postępujące zmiany, a głównie plugawe zafascynowanie zabawą w bóstwo i testowanie granicy potęgi śmierci.
Musiał uciekać nim zdążą go zamknąć w więzieniu w Celeste.
Do Deyji, gdzie widział jedyną możliwość dalszego rozwoju i uspokojenie głodu trawiącego jego umysł.

Rezydująca tam Vidomina przyjęła go do siebie na nauki, choć nie było w tym żadnego miłosierdzia dla złaknionego wiedzy adepta. Los uśmiechnął się po prostu do niego, a sama nekromantka nigdy nie przyznała się dlaczego wtedy postanowiła go uczyć oraz kto przekazał jej wieści, że Ganydef kogoś szuka. Zastanawiał się czasami, gdy z mijającymi miesiącami poznawał historię swojej mistrzyni, czy nie widziała w nim samej siebie sprzed lat - ona również opuściła Bracadę, gdy odkryła bardziej "rozwijającą" szkołę magii. Zbuntowała się, zauroczyła ożywianiem martwych... Podobnie jak Ganydef.
Może to był ten ohydny smród jego pierwszego, deyjiańskiego ożywieńca z harpii, której wcześniej pourywał skrzydła by zrobić miejsce na więcej rąk...


Mija właśnie dziesiąty rok jego pobytu w Deyji, ponurej obumarłej krainie, a aspirujący nekromanta zaczął kreować swoją własną sławę. Ambicje rozsadzają go od środka i nieustannie łaknie potęgi, ucząc się nowych zaklęć oraz udoskonalając zdolności nekromancji - będąc przy tym jednak częstokroć nadto aroganckim i butnym w zdystansowany, chłodny w obyciu sposób. Jego ciągłe, milczące odwiedziny w wielkiej bibliotece Czeluści oraz rozpływające się eksperymenty nieustannie wrzucane do Strefy Wylęgu nie przeszły niezauważone - któż nie spostrzeże nasilających się odmieńców stworzonych dzięki pochopnym decyzjom i "chwili ekscytacji"?
W zbliżającej się wojnie Kastora miał odegrać swoją rolę i zapisać się kartach historii. Przybysz z Terry wiedział czym przekonać nekromantę - wiedza Starożytnych mogła przecież dostarczyć mu tak pożądanej mocy.


Muzyka zalinkowana pod "Ganydef"
Wątek z Frikey Slender.
Arty: ShivaWalker oraz silnaniewinna.tumblr.com

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz