Jeśli coś pomyliłam przy dodawaniu linków lub coś nie działa - dajcie znać, proszę! Trochę zamotana jestem ostatnio. - //V.

1 stycznia 1970

[KP] Mattias Salzwedel

"I'm no hero. Never was, never will be. I'm just an old killer, hired to do some wet work."
Solid Snake, Metal Gear Solid

Landshut (Niemcy) - Watykan
40 lat / Braterstwo Wilków Świętego Michała / Wilkołak


"Święty Michale Archaniele! Wspomagaj mnie w walce, a przeciw zasadzkom i niegodziwości złego ducha bądź moją obroną. Oby go Bóg pogromić raczył, pokornie o to proszę, a Ty, Wodzu niebieskich zastępów, szatana i inne duchy złe, które na zgubę dusz ludzkich po tym świecie krążą, mocą Bożą strąć do piekła. Amen."

Nauczono go jako dziecko by w chwilach słabości zawierzyć Bogu i być mu wiernym do końca swoich dni. Mattias Salzwedel nie wiedział jednak, że jego życie na zawsze zwiąże się z duchowną ścieżką i stanie się on mieczem sprawiedliwości, a także przeklętym wojownikiem w służbie Najwyższemu Stwórcy, Gwiazdy Zarannej i jej Syna.

Mattias nie jest bowiem zwykłym zakonnikiem i człowiekiem - przynależy do okrytego tajemnicą Braterstwa Wilków Świętego Michała, błogosławionego przez samego papieża. Czym różni się ono od innych zgromadzeń?

Wierzysz w demony i diabły, moce tak niesamowite, że wodzą ludzi na manowce? Oczywiście, że powinieneś wierzyć, Szatan chodzi między nami i namawia wiernych Bogu do grzechów. Czy wierzysz jednak, że stworzenia o których rozpowiada się w bajkach - wilkołaki, wampiry i zjawy - istnieją naprawdę i walczą w imiona świętych w wiecznej walce o dusze śmiertelników?
Jest to prawda, a Braterstwo Wilków jest zgromadzeniem osób, które dzielą wspólną klątwę likantropizmu. Przez lata szkolą się i kontrolują swoje przeklęte moce, bojąc się tylko i wyłącznie boskiego wyroku. To właśnie dla Niego walczą z diabolizmem, którego nie da się kontrolować i które nie chce być kontrolowane. W tym świecie każda istota, nawet zrodzona z demona, może zmienić swój los.

Jeśli nie chce - papież wzywa Braterstwo Wilków, by jego członkowie zapobiegli mordowaniu owieczek Jezusowych.


Mattias już od ponad 22 lat szkoli się pod berłem zakonu, gdzie stał się odznaczonym i szanowanym Kawalerem Braterstwa i kimś kogo powinny bać się wszystkie złe moce. Jego wewnętrzny wilk to bestia wyjątkowo zachłanna i dzika, ale dzięki treningowi udaje mu się ją uspokoić na tyle, by nie mordować pod wpływem pełni. Jest ona całkowitym przeciwieństwem zimnego, oczytanego i zdystansowanego zakonnika. Salzwedel jest niemalże ślepo oddany Bogu i Braterstwu, bo dzięki nim zawdzięcza swoje życie, które nie skończyło się na stosie.
I próbuje pokazać to innym istotom zrodzonym z tajemniczych sił, że nie muszą kończyć na palu jeśli tylko zawierzą swoją duszę prawdziwemu Stwórcy.



Zdjęcia się zmieniają.
Muzyka zalinkowana pod "Mattias Salzwedel",
wątek z Night Tear (I see wut you did there >w>).
Wizerunek: Falk Maria Schlegel

3 komentarze:

  1. Ludzie wcale nie byli tacy głupi i naiwni, jak przypuszczała Annika. Nie dało się nie zauważyć, że coś jest nie tak. Wieśniacy źle się czuli ze świadomością, że w lesie dzieje się coś dziwnego, coś… złego. Ktoś lub coś poluje na ludzi, zwodzi ich i zabija – lub też po prostu gubią drogę, nie mogąc wyjść z lasu i tam umierają. Z głodu, pragnienia, wycieńczenia, nerwów…
    Tak naprawdę Las nie był przeklęty. Był schronieniem Anniki i jej dziwnych rytuałów – słów, magii, która podobnież nie była wcale zła. Lea widziała dokładnie, co wyprawiała jej starsza siostra w kamiennym domku w środku lasu, do którego rzadko kto docierał. Lub docierał wleczony przez starszą dziewczynę, jako ofiara, której wymagał rytuał. Mówiła, że sam sobie był winny, że wszedł do lasu. Nigdy nikogo z wioski nie uprowadziła.
    Tak czy siak, Lea często stała w kącie, z głową spuszczoną, a wzrokiem wbitym w podłogę. Nie potrafiła patrzeć na cierpiącego i przerażonego człowieka. Wykonywała tylko rozkazy Anniki. Nic więcej i nic mniej…
    Kochała swoją siostrę. Była jej jedyną podporą, dlatego się jej słuchała – mimo że często się z nią nie zgadzała. Podobnie jak przy ojcu Helmucie.
    Lubiła tego duchownego. Często bywała na plebani, aby po prostu z nim porozmawiać, pośmiać się czasem przy kieliszku wina – często jeszcze kwaśnego, ale ważniejsze było raczej towarzystwo. Ojciec Helmut lubił ją, a ona lubiła jego – lecz ostatnimi czasy starał się wręcz za bardzo pociągnąć ją za język. Lea milczała, nie chciała łamać obietnicy danej siostrze. Milczała lub kłamała – choć to drugie raczej rzadko kiedy jej wychodziło wiarygodnie.
    Póki jednak nie wchodził do Lasu – był bezpieczny.
    Niestety, przekroczył granicę. Annika go nie oszczędziła. A Lea nigdy nie zapomni widoku rozprutych zwłok wywieszonych na drzewie przy granicy Lasu, na przestrogę.
    Annika długo głaskała wtedy swoją płaczącą siostrę, szepcząc jej czule, że musiało tak być. Że też tego nie chciała, ale ojciec Helmut za dużo wiedział, a jeszcze więcej chciał się dowiedzieć. Znalazł nawet kamienny dom. Szła wtedy, niosąc materiały na następny rytuał, razem z księgą. Nie mógł się dowiedzieć prawdy. Nie zrozumiałby jej. A one obie zostałyby surowo ukarane. Dlatego tak jest lepiej. Lepiej jest bez niego…
    Smutek Lei utrzymywał się jeszcze bardzo długi czas. Uciekała wzrokiem zawsze, kiedy ktoś wspominał o ojcu Helmucie. Gdy przybyli zbadać sprawę – nie wychodziła nawet z domu. To Annika zawsze odpowiadała na pytania, tłumacząc, że Lea przeżyła traumę, bo Helmut był dla niej jak ojciec. Że poprawi jej się, tylko musi wyjść z szoku, a do tego potrzeba czasu.
    Wierzyli…
    Kiedy jednak usłyszała, że nowy ksiądz ma się zjawić we wsi, postanowiła, że nie dopuści do tego, aby historia się powtórzyła. Nie mógł skończyć jak ojciec Helmut. Gdy rozeszła się plotka, że ksiądz jest już na plebani i zadamawia się we wsi, następnego dnia chwyciła koszyk wraz z owocami, kawałkiem jagnięciny i chlebem, jako prezent powitalny, i ruszyła w stronę kaplicy.
    Dotarłszy na miejsce, zastukała w drzwi, czekając na jakikolwiek odzew. Rozglądała się co jakiś czas, zerkając za siebie. Nie powiedziała Annice, że idzie do nowego księcia. Nie wiedziała, czy by to pochwaliła. A jeżeli jej siostra jest w lesie – za moment się na pewno dowie, że Lea tutaj przyszła. Dlatego prosiła Boga w duchu, aby ksiądz nie był na tyle zajęty, aby jej nie przyjąć.
    W środku byłaby bezpieczniejsza niż tutaj. Tak jej się przynajmniej zdawało.

    OdpowiedzUsuń
  2. Przygryzała nerwowo wargi, zerkając co jakiś czas za siebie z niepewnością. Annika w każdej chwili mogła się dowiedzieć o jej wizycie. I nie byłaby z tego powodu zadowolona. Chciała odciąć ją za wszelką cenę od kontaktu z księdzem, nawet poprzednim, a także krzywo spoglądała, gdy jej siostra zamierzała pójść do kaplicy, aby choć raz w tygodniu pomodlić się z innymi mieszkańcami malutkiej wsi.
    Po chwili usłyszała kroki za drzwiami i cichutkie skrzypienie. Odwróciła głowę i zamarła na moment, gdy jej oczy spotkały się z oczami nieznajomego jej mężczyzny. Poczuła ciarki na plecach i gęsią skórkę, która na szczęście nie była aż tak widoczna, przynajmniej do połowy ramion, przez rękawy sukni.
    Przed sobą ujrzała wysokiego, bardzo chudego mężczyznę w sutannie. Jego twarz wyraźnie dawała zamknąć się w trójkącie, a policzki miał trochę zapadnięte. Nie wspominając już o nietypowej jak dla człowieka bladości.
    Uśmiech, który jej posłał i miał wzbudzić zaufanie, za bardzo nie zadziałał. Może sprawił tyle, że nie rzuciła koszyka z podarunkiem i nie uciekła z krzykiem do domu, barykadując drzwi.
    Ale tak naprawdę, zrobiłaby to? Raczej nie. Nawet ona nie potrafiłaby uciec z wrzaskiem na czyjś w widok.
    Zagryzła dolną wargę, wbiła spojrzenie w podłogę i, mimo wszystko, weszła do środka. Nie powinna go w końcu oceniać po wyglądzie. Może był miłym, wartościowym i ciepłym człowiekiem.
    Zerknęła na krzesło, które jej przystawił, później na niego. Widziała, że samym wzrokiem proponował jej, aby usiadła, ale trochę na razie nie wypadało. Dlatego wciąż stała ze wzrokiem wbitym w podłogę, czasem tylko zerkając w jego stronę, jakby dla pewności, gdyby okazało się, że wcale nie był tak miły, jak Lea by chciała.
    - Och – jakby nagle przypomniała sobie, że nie przyszła tutaj stać jak słup soli, a miała jednak cel. Znów zerknęła na niego, dość nieśmiało. – Chciałam w imieniu swoim i swojej siostry, Anniki, przywitać nowego Bożego wysłannika w naszej wsi. – Na jej ustach pojawił się lekki uśmiech. Zrobiła kilka kroków w jego stronę i wyciągnęła do niego rękę wraz z koszykiem. – A to jest skromny prezent powitalny od nas. Będzie nam niezmiernie miło, jeżeli szanowny ksiądz przyjmie te skromne dary.

    OdpowiedzUsuń
  3. Najchętniej sama siebie wychłostałaby w myślach za to, jak pochopnie i nietrafnie go oceniła. Ksiądz przeraził ją na pierwszy rzut oka swoim wzrostem, nienaturalnie wręcz bladą skórą i kształtem twarzy. Wystraszyła się czegoś tak głupiego jak wygląd, oceniła go po pozorach. Jak mogła?
    Ojciec, którego miała przed oczami, zachowywał się wobec niej niezwykle przyjaźnie. Uśmiechał się, był uprzejmy, z pokorą również przyjął jej podarunek i coś w jej podświadomości szeptało, że nie powinna się go bać. Że wcale nie jest srogi i groźny, a tym bardziej już nie powinna uciekać z krzykiem na jego widok.
    Nie powinna. Wieści po wsi szybko się rozchodzą. Annika na pewno będzie zła, że poszła do nowego Wysłannika Bożego bez jej wiedzy i aprobaty. Ale tym bardziej byłaby zła, gdyby się dowiedziała, że wystraszył jej młodszą siostrę. Ukarałaby go podwójnie.
    Albo potrójnie, gdyby dodać do tego przynależność do Boga. Poczwórnie, gdyby kontynuował misję swojego poprzednika…
    Jeśli rozprute zwłoki na drzewie były jedynie karą za wciskanie nosa w nieswoje sprawy, Lea bała się pomyśleć, jak wyglądałoby ciało nowego księdza, gdyby tylko Annika…
    Zacisnęła na krótką chwilę powieki. Myśli krążące po jej głowie sprawiły tylko, że zamiast rozluźnić się i pokazać swoje zaufanie, wyglądała na jeszcze bardziej przestraszoną.
    Za moment jednak strach opuścił jej ciało, ustępując miejsca zawstydzeniu, który zaowocował rumieńcem na lekko opalonych policzkach Lei. Przez to wszystko kompletnie zapomniała o tym, że na samym początku wypada się przecież przedstawić.
    — Przepraszam najmocniej, kompletnie zapomniałam… - wymamrotała tak cichutko, że aż sama z trudem siebie słyszała. Spuściła głowę i wbiła wzrok w podłogę. Dopiero po krótkiej chwili dodała już nieco wyraźniej: - Nazywam się Lea.
    Za moment dotarło do niej, że sama przecież nie ma pojęcia, jak nazywa się nowy ksiądz. Owszem, w tak małej wsi jak Melbeck wieści rozchodzą się bardzo szybko, ale nikt jeszcze nie wspomniał imienia nowego Sługi Bożego. Plotki na jego temat skupiały się na razie tylko na tym, że przyjechał do wsi. Reszta to tylko wyssane z palca teorie wiejskiego ludu.
    Podniosła nieśmiało wzrok z podłogi na sylwetkę księdza i postarała się miło uśmiechnąć. Jednak płonące policzki wciąż przypominały jej o niedawnym zakłopotaniu i nie wyszło jej to tak przyjaźnie, jak chciała.
    — Ale ja również nie znam imienia wielebnego ojca – dodała, zastanawiając się czy czasem nie wspięła się właśnie na szczyt własnej odwagi, pytając prawie obcego człowieka o imię.
    Ale zaraz wstyd ją opuścił, gdy usłyszała pochwałę z ust duchownego. Mówił tak, jakby doskonale znał stolicę i wiedział, jak tamtejszy lud się prowadzi – jak prowadzą się tamtejsze kościoły. Lea nigdy nie była poza granicami wioski. Jej życie skupiało się wokół domostwa, lasu i łąk, na których pasały się ich owce. Nigdy nie widziała tego wielkiego świata.
    Annika nigdy nie pozwalała jej oddalać się od niej. Byłaby wściekła, gdyby dowiedziała się, że Lea opuściła wioskę.
    A ona była ciekawa jak wygląda życie poza granicami tak dobrze znanego jej Melbeck…
    Dlatego w jej oczach błysnęła iskierka zaciekawienia.
    Naprawdę był ojciec w stolicy? – zrobiła kilka drobnych kroków w jego stronę, ale zatrzymała się za moment, nie chcąc, aby pomyślał, że spoufala się ze Sługą Bożym aż za bardzo. – Jak tam jest? Ludzie mówią tak dużo… Że jest tam brudniej niż na wsiach, że ludzie tam są ślepi i głusi, nie potrafią dostrzec innych osób. Ale mówią też, że jedzenie tam nie mieści się w spiżarniach, że jest tyle dobrobytu, mięsa i świętowań, że życie tamtejszych ludzi skupia się tylko na ucztach. Jak tam jest? – powtórzyła ciszej, mając nadzieję, że naprawdę usłyszy odpowiedź.

    OdpowiedzUsuń