Trochę nas ubyło, choć po linkach tego nie widać. Proszę o sygnał, co usunąć z linków :)

2 stycznia 1970

[KP] Ozyrys

"Your Honor, I'm sorry but... I cannot allow you to not allow me to make an objection!"
Miles Edgeworth, Ace Attorney: Investigations

Miami
  Prokurator | Ma wrażenie, że o krok od "rozwodnika" 

Ozyrys
Bóg śmierci i odrodzonego życia
Wielki Sędzia zmarłych

Zejście do nowego, "ludzkiego" świata nie było do końca takie złe.
Przynajmniej nie w jego perspektywie. Zawsze czuł się bardziej ludzki od innych bogów, związany z człowieczeństwem poprzez własnych wyznawców. Także przez bycie Sędzią zmarłych, bo dzięki temu poznawał ich ziemskie historie oraz poszerzał własną wiedzę na temat życia ponad Podziemiami.
Zmarłych jednak było coraz mniej i mniej... Niewielu mógł już sądzić, tracił swoją pozycję. Wielokrotnie zastanawiał się, czy to nie jest znak od losu, że należy porzucić dotychczasową rolę i powrócić do dawnego życia "na górze". Kłóciło się to jednak z jego wiecznym poczuciem obowiązku oraz odpowiedzialności.

Przykrym zrządzeniem losu i "wspólną odpowiedzialnością" za winy znalazł się w ludzkim, śmiertelnym ciele z dala od boskości, nim jeszcze cokolwiek postanowił w sprawie powrotu.

Początkowo nieznana, obca mu cywilizacja powolutku otwierała przed nim swoje drzwi zachęcając by poznawał ją bliżej. Naturalnym dla niego wyborem było związać się z zawodem tak przypominającym mu o tym kim kiedyś był i co udało mu się zbudować przez lata wspólnie z charyzmatyczną żoną. Nie było to jednak takie proste, ten świat działał zupełnie inaczej...
Nadal szuka prawdy i sprawiedliwości - za wszelką cenę, póki może to zrobić w zgodzie z samym sobą. Prościej mu ją egzekwować po prokuratorskiej stronie, gdyż tu nie może zostać zmuszonym do obrony kogoś w kogo sprawę nie wierzy. Spokojny i rozsądny w osądach, ale poruszony grzebie w sprawach do końca choćby miało go to wykończyć psychicznie i fizycznie.

Dostał drugą szansę, także możliwość ponownego pojednania się z rodziną. Pytaniem było jednak, czy Izyda przebaczyła mu nagłe odejście do Podziemi podyktowane tylko i wyłącznie jego wysoką , może też i naiwną, odpowiedzialnością za losy świata.

Zastanawia się czasem, słuchając własnego syna podczas długich wypadów poza Miami - czy naprawdę chce wrócić tam skąd pochodził, kiedy może naprawdę na to zasłużyli? W czym ten świat jest gorszy od ich?




Muzyka zalinkowana pod "Desmond Osiris Farewell".
Wizerunek: Luke Goss

2 komentarze:

  1. Sądziła, że krótki wyjazd dobrze jej zrobi. Nawet jeśli to miała być zwykła konferencja patologów w Filadelfii. Szkoda, że tak boleśnie się myliła.
    Sądziła, że zmiana otoczenia jej pomoże. Po zesłaniu bogów do świata śmiertelników wszystko posypało się jeszcze bardziej. Jej małżeństwo w zasadzie przestało istnieć. Obrali jedynie wspólne nazwisko – i tyle. Jakby nigdy nie przeżyli lat, w których naprawdę byli szczęśliwi, w których troszczyli się o wschodzącą potęgę jaką był Egipt. Jakby nigdy nie nauczyli ludzi czynić sobie ziemię podwładną, a nawet jak opanować Nil.
    Jakby nie byli najbardziej doskonałym małżeństwem, jakie nosiła kraina wiecznych piasków…
    W zasadzie… nie, nie byli nim. Oboje się ranili, oboje zdradzali – aż nareszcie oddalili się od siebie tak bardzo, że nie potrafili ze sobą nawet po ludzku porozmawiać.
    Czasami udawało jej się przeżyć dzień bez głupiego uczucia kołaczącego się gdzieś w jej podświadomości, że całkowicie zniszczyła sobie życie, że nie zawalczyła. Bywały jednak wieczory spędzone w samotności, z lampką wina, gdy łzy same płynęły, a wspomnienia same sunęły do tamtych dni. Gdy nie wątpiła, że jego uśmiech jest szczery. Że on naprawdę należał do niej…
    Teraz nawet wątpi czy o niej myśli. Chociaż czasem.
    Wróciła w dniu, w którym wszystkie rozgłośnie medialne trąbiły wręcz o najnowszym odkryciu muzeum HistoryMiami, które w swoich dawnych, zakurzonych zbiorach odnalazło mumię. Pewnie byłaby zdziwiona i zafascynowana, gdyby wiedziała tak samo mało jak ci ludzie. Gdyby nie wiedziała, że to wcale nie jest takie wyjątkowe wydarzenie zważywszy na to, że zaledwie dwa stulecia wcześniej ludzie handlowali mumiami, obdzierali je z płócien i bezcześcili.
    To, co teraz robią, też jest profanacją. Nie widziała się z Anubisem, ale mogła wyobrazić już sobie jego reakcję.
    Za to mało kto potrafił sobie wyobrazić minę Izydy, gdy zaledwie dwa dni później ta słynna mumia trafiła na jej stół. Isis pochylała się nad ciałem razem z Neftydą. Obie otrzymały komplet dokumentacji ze szpitala, w którym przeprowadzano rezonans zmumifikowanego ciała. Po tym, co zobaczyły na załączonych zdjęciach, obie były święcie przekonane, że nie mają do czynienia z autentykiem, a jedynie próbą podrobienia mumii.
    Ktokolwiek zrobił to tej osobie, nie miał kompletnie wprawy w tym, co robił – ani nawet wiedzy wykraczającej poza tą ogólną.
    Były zgodne co do jednego. Trzeba zdjąć płótna z ciała. Obie starały się jak najdelikatniej zdjąć przytwierdzone materiały, ale zaraz w ich nozdrza uderzył odór gnijącego ciała. Potem okazało się, dlaczego – osłabiona część odeszła razem z materiałem.
    To znacznie komplikowało sprawę. Szczególnie, że ktoś nadgorliwy od razu zawiadomił prokuraturę i ktoś za moment ma się zjawić, czekając na dokładne wyjaśnienia.
    Tylko z drugiej strony… Czy potrzebowali odwinąć całe ciało, aby postawić odpowiednie tezy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. *
      Nie liczyła czasu, jaki tam spędziła, ale zaraz ktoś wyrwał ją z pisania, twierdząc, że prokurator już czeka na zdanie raportu. Rzuciła automatycznie, że zaraz przyjdzie i kończyła dalej. Dopiero gdy postawiła kropkę, zerwała się z miejsca, zabrała kilka dokumentów i ruszyła niemal biegiem w stronę drzwi. Wtedy jeszcze nie myślała, że może spotkać…
      Jego.
      Gdy podniosła wzrok na Ozyrysa, na moment zastygła w bezruchu. Jej mózg przestał pracować, zapomniał dyktować jej dalsze polecenia. Po prostu przez kilka sekund stała i gapiła się głupkowato na twarz swojego prawie-byłego męża.
      Dopiero po chwili ruszyła się, zamknęła za sobą drzwi i uciekła wzrokiem do trzymanej w rękach dokumentacji. W tym momencie trzymała się jej, jakby była dla niej jakimś kołem ratunkowym na głębinie.
      Ta noc nie będzie mogła być już gorsza…
      — Jest kilka spraw o których muszę dłużej opowiedzieć – rzuciła od razu, bez żadnego dzień dobry i innych uprzejmości. – Przejdźmy do bardziej wygodnego miejsca. Kawy? – spytała i zerknęła na asystenta, który momentalnie pokiwał głową i zniknął zaraz za rogiem. – Chodźmy.

      Usuń