Jeśli coś pomyliłam przy dodawaniu linków lub coś nie działa - dajcie znać, proszę! Trochę zamotana jestem ostatnio. - //V.

2 stycznia 1970

[KP] Trevor Michaels

"You know, I've been in this game for a lot of years and I got out alive. If you want my advice - give the shit up."
Michael De Santa, GTA V

Trevor Michaels
Capetown - Kalifornia
46 lat / Wdowiec / Budowlaniec i burzyciel spokoju sąsiedzkiego / 26-letnia córka mieszkająca w San Jose



Muzyka zalinkowana pod "Trevor Michaels".
wątek z Nevaeh.
Wizerunek: Bruce Hulse

5 komentarzy:

  1. Piaszczyste drogi, brak dróg szybkiego ruchu, zaledwie kilka sklepików bliżej centrum i przepiękne morze oddalone zaledwie o kilkadziesiąt metrów od domu, miały być dla niej wybawieniem. Nigdy by nie przypuszczała, że wyląduje w miasteczku bez centrum handlowego, kina i starbucksa. Ona. Księgowa z wykształcenia i zamiłowania. Kobieta, która większość swojego dnia spędzała przyklejona do ekranu komputera bądź telefonu. Zawsze online, zawsze dostępna. Wysyłająca kilkadziesiąt mejli dziennie. Idealna żona i matka. Była.
    Wszystko się posypało 5 lat temu, gdy blondynka odkryła romans swojego męża. Ludzie w tym wieku myślą inaczej. Zamiast wyrzucać, chciała naprawiać. W wieku młodzieńczym zarzekała się, że nigdy nie wybaczy zdrady, że wykopie faceta na zbity pysk i każe się walić. Płakała, przepraszała, błagała by został. Został, by pól roku później podczas delegacji zaliczyć kolejną panią prezes. I jeszcze jedną i jeszcze.
    Capetown to dla niej nowy start. Przyjeżdżając z zatłoczonego Londynu zdawała sobie sprawę, że wchodzi w zupełnie nowe towarzystwo. Nie oczekiwała wiele. Nie potrzebowała domu z basenem i ogrodem, który będzie miał 500 metrów kwadratowych. Chciała spokoju i wyciszenia.
    Pewnie dlatego zdecydowała się na wymagający remontu domek w okolicach plaży. Już przy pierwszej wizycie zakochała się w tym miejscu, choć zdawała sobie sprawę, że czekają ją nie lada wyzwanie. Pewnie dlatego z samego rana, ubrana w spodnie dresowe i stanowczo zbyt duży, sprany T-shirt Queen krzątała się po domku, myśląc co jej będzie niezbędne do przywrócenia w tym miejscu ładu. W żadnym stopniu nie przypominała eleganckiej pani księgowej, która codziennie do pracy przyjeżdżała w pełnym makijażu, spódnicy ołówkowej i czarnych, wysokich szpilach. Wbrew pozorom była zachwycona zmianą miejsca zamieszkania i stylu bycia.
    Ucieszyła się słysząc klakson. Wyszła na drewniany taras i ruchem ręki zaprosiła firmę meblową do środka. Ustalając szczegóły, poprosiła o przywóz najpotrzebniejszych narzędzi i farb. Rosa mogła wynająć firmę remontową w tydzień miałaby piękny, odnowiony domek, w którym nie znalazłby śladu kurzu jednak tym razem nie chciała iść na łatwiznę. Może to kryzys wieku średniego albo głupie widzimisię.
    Po upływie kilku godzin firma remontująca domy dostarczyła starszej kobiecie pełen zestaw narzędzi i choć panowie oferowali pomoc, Rosa serdecznie podziękowała. Zrobiła sobie zieloną herbatę – podziękowała za działającą instalację eklektyczną – i wzięła się do roboty. Godziny mijały nieubłagalnie szybko, a prace posuwały się stanowczo zbyt wolno. Niby zadania, które tego dnia wyznaczyła sobie blondynka były prostą sprawą, jednak bez odpowiedniej wiedzy i wprawy wszystko trwało dwa razy dłużej. Do tego czarny kot, który przebiegł jej drogę dzisiejszego dnia nie był przypadkiem. Wszystko zaczynało się psuć. Najpierw wylała pół farby na nowe panele, później uderzyła się w kciuk młotkiem wbijając gwóźdź, by w efekcie podłączyć zbyt dużo urządzeń na raz i wyrzucić korki. W całym domku zapadła jedna, wielka ciemność, a ona usiadła zrezygnowana, brudna i zmęczona błagając o ratunek.
    Wzięła ostatni łyk herbaty, podgrzewacz, który pamiętał jeszcze czas starego właściciela i postanowiła poprosić o pomoc sąsiada. Musi tam mieszkać jakiś facet. Albo chociaż małżeństwo.
    Przed domkiem naciągnęła jedynie bluzkę chcąc ją nieco bardziej rozprasować, poprawiła niewielki kok i energicznie zapukała modląc się pod nosem by nie zostać do jutra bez prądu.

    Rosa Turner

    OdpowiedzUsuń
  2. Czekanie nie miało końca. Kobieta myślała, że wyjdzie z siebie i stanie obok. Mieszkaniec, bądź mieszkańcy domku obok jej małej rudery, widocznie nie spieszyli się by uratować ją z opresji. Rosa prychnęła pod nosem, oparła się o drewnianą balustradę i skrzyżowała ręce na piersi. Rozejrzała się dokoła musiała przyznać, że odbijający się w morzu księżyc wygląda dziś naprawdę imponująco. Cisza, przerywana jedynie odgłosami wiatru i świerszczy, była czymś niesamowitym, a blondynka nie wiedziała jakim cudem wytrzymywała w zatłoczonym i głośnym Londynie.
    Słyszała ujadanie psa i gdyby nie fakt, że naprawdę lubiła te sierściuchy już dawno by uciekła. W dzieciństwie miała naprawdę nieprzyjemne doświadczenia związanego z czteronożnymi przyjacielami i sama się sobie dziwiła, że nie została jej jakaś trauma.
    Na usta cisnęły jej się naprawdę niecenzuralne słowa i resztą zdrowego rozsądku zatrzymała je w umyśle. Oczywiście zdawała sobie sprawę, że jest późna pora, a sąsiedzi nie maja obowiązku w czymkolwiek jej pomagać, jednak byli jej ostatnią deską ratunku. Kobieta nie przepadała za ciemnością więc spanie w towarzystwie jednego podgrzewacza było dla niej awykonalne.
    Zza przeszklonych drzwi kobieta ujrzała postać wysokiego, całkiem dobrze zbudowanego mężczyzny. Na jej ustach wręcz automatycznie pojawił się uśmiech, bo pierwszy raz tego wieczoru poczuła, że zostanie uratowana. Dopiero, gdy siwy mężczyzna wychylił się w jej stronę, a lampka na ganku oświetliła twarz brodacza, Rosa zamarła. Nie wiedziała, w którą stronę uciec wzrokiem. Może powinna się zaśmiać, albo zapłakać? W tym momencie marzyła tylko by zapaść się pod ziemię.
    Czym sobie na to zasłużyła? Trevor był pierwszym facetem, z którym Rosa postanowiła uprawiać seks, po decyzji o rozwodzie. Musiała przyznać, że wakacje, które sobie zrobiła wspominała bardzo dobrze, między innymi dzięki Michaelsowi, ale do tego w życiu mu się nie przyzna. Oboje byli pijani, całkiem dobrze im się rozmawiało i łóżkowe igraszki idealnie uwieńczyły ostatnią noc Rosy na Meldiwach. Szczerze? Jeszcze 10 minut temu nie miałaby oporów by powtórzyć ich spotkanie. Teraz nie potrafiła zrozumieć samej siebie.
    - Nie wspominałam Ci o swojej manii prześladowczej? – zapytała w końcu rozbawiona całą tą irracjonalną i niezręczną sytuacją. Spodziewałaby się w tym miejscu nawet swojego (prawie) byłego męża z kochanką, ale nie jego. Nie chcieli nawet wymienić się numerami telefonu, więc dlaczego los był tak okrutny i podłożył jej gazetę z ogłoszeniem dotyczącym sprzedaży domu obok Michaelsa?
    - Tak prawdę to mam problem. – nieco drżącą dłonią poprawiła wystające, z luźno upiętego, koka włosy brudząc tym samym policzek od kurzu. – Nie wiedziałam, że macie tu takie słabe korki.. Włączyłam wiertarkę i wszystko zgasło..– dodała rozbawiona i roześmiała się kręcąc przecząco głową. Czy tylko ona czuła się tak zażenowana tą sytuacją? Na wakacjach widział ją w zwiewnych, kwiatowych sukienkach, teraz miał okazję podziwiać ją w brudnych dresach i wyciągniętej koszulce. Rewelacja. Turner skończyła w tym roku 42 lata, a mimo to cały czas przejmowała się swoim wyglądem. Rano starała się biegać, na śniadanie zawsze jadła owsiankę, a przed snem smarowała się kremami za ponad sto dolarów, łudząc się, że zmarszczki, które pojawiły się od bogatej mimiki, znikną. – Więc w ramach naszej długiej znajomości.. – w tym miejscu ponownie buchnęła śmiechem modląc się by jej policzki choć w tym świetle nie były tak czerwone jak są w rzeczywistości. -… może zajrzałbyś i coś poradził? – zapytała intensywnie bawiąc się jednym z pierścionków.

    Rosa Turner

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak została wychowana. Zawsze musiała być najlepsza, wyglądać dobrze i wysławiać się poprawnie. W jej rodzinie bycie przeciętniakiem zwyczajnie nie miało racji bytu. B z egzaminu była swoistym wymogiem choć matka Rosy stanowczo bardziej preferowała A+. W tym wszystkim zapomniała o dzieciństwie i zwykłym luzie. Natłok zajęć dodatkowych na długie lata wykluczył młodą Turner z życia towarzyskiego więc w czasie liceum nadrabiała zaległości. Poznając Thomasa – swojego (prawie) byłego męża twierdziła, że złapała Pan a Boga za nogi. Był idealny. Towarzyski, przystojny kapitan drużyny basketballowej, z typowym wyrazem twarzy dla bad guy. Rosa była gówniarą puszczoną ze smyczy. Jej wcześniejsze kontakty z płcią przeciwną opierały się głownie na spisywaniu od blondynki zadań domowych, zatem zainteresowanie ze strony szkolnej gwiazdy, było miłą odmianą. Wystarczyło kilka uśmiechów, alkohol w zatrważających ilościach i zwyczajna, ludzka głupota, by pół roku później powiedzieć tak i wymienić się obrączkami. Czy żałowała tej decyzji? Nie, bo spędziła z Thomasem kilkaset naprawdę wspaniałych chwil. Bo ze szkolnego playboy’a stał się odpowiedzialnym i godnym zaufania człowiekiem. Bo swego czasu był wspaniałym ojcem i mężem. Był jej pierwszą wielką miłością i to z nim przechodziła wzloty upadki – w przeciągu ostatnich lat liczba tych drugich gwałtownie poszybowała w górę.
    Rosa nienawidziła wyglądać źle. Jej samoocena gwałtownie spadała i choć ona sama względnie się akceptowała, miała wątpliwości w stosunku do otaczających ją ludzi. Klęła, przeklinała i modliła się w tym samym czasie. Jasnowłosa na długie lata zapomniała, że gdy ma 40 stopniowa gorączkę ma prawo wyglądać gorzej niż zwykle, nie pozwalała sobie na wybryki w postaci płaskich baletek, a o koszuli w kolorze innym niż biała, mogła zapomnieć. Chciała być idealna. Choć w tym jednym aspekcie. Może nadal pragnęła spełniać wygórowane oczekiwania matki, albo zadośćuczynić za błąd młodości. Rosa naprawdę kochała swoją córkę jednak jej wiedza na temat wychowywania dziecka, w wieku 18 lat, była znikoma. Pewnie dlatego Lilith popełniła w swoim życiu już tyle błędów.
    Rose odbierano dwuznacznie. Dla jednych była sztuczna, dla drugich profesjonalna. Dla samej siebie po prostu była. Rosa starała się nie analizować swojego życia. Nie kalkulować co się udało, a co było totalnie nieprzemyślanym i bezsensownym posunięciem. Trwała. Tak samo jak kilkanaście lat trwała w pełnym oszustw i kłamstw małżeństwie.
    Znów zachowywała się dziwnie. Przejmowała się takimi głupotami, że gdyby zobaczyła tę sytuację z boku, z pewnością by się wyśmiała. Czasami odzywała się w niej ta niepewna nastolatka, dla której kontakty z drugą osobą były nie lada wyczynem.
    - Nie, najwyżej wypluję płuca. – odpowiedziała z przekąsem i schowała dłonie w kieszeniach rozciągniętego dresu. Czterdziestolatka może i nie przepadała za dymem papierosowym jednak nie była też zagorzałą przeciwniczką. Uważało, że na coś trzeba umrzeć i jeśli ktoś lubi hodować zwierzęta, to nikotynizm jest całkiem dobrym rozwiązaniem.
    Dom Turner w środku przypominał istne pobojowisko. Uważny obserwator bądź artysta nazwałby ten burdel artystycznym nieładem, choć nie było w tym krzty artyzmu. Kobieta otworzyła drzwi i weszła do środka automatycznie zahaczając o kilka, leżących na podłodze kluczy, które dźwięcznie odpowiedziały głośnym hałasem. – Postaraj się nie stracić życia. – powiedziała odwracając się przez ramię, bo choć jej wzrok powoli przyzwyczajał się do ciemności, jasnowłosa nadal niewiele widziała. – Dopiero co kupiłam dom, nie stać mnie na adwokata. – wyjaśniła nieco naginając prawdę bo choć jej zaplecze finansowe było naprawdę pokaźne w Capetown ni śmiałą zamiaru się z tym obnosić.

    Rosa Turner

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  5. Michael wcale nie był taki zabawny za jakiego się uważał. Jasnowłosa swego czasu zgłębiała wiedzę na temat egzorcyzmów i jej zdaniem nawiedzenia domu nie było niczym śmiesznym, tym bardziej, przez starszego mężczyznę. Musiałaby uciec jak najdalej, a przecież jeszcze dobrze się nie wprowadziła.
    Szczerze mówiąc Turner uważała, że remont idzie jej naprawdę dobrze. Co prawda była tu dopiero 3 raz jednak jak na jej możliwości całkiem zgrabnie powbijała gwoździe i pomalowała połowę ściany w sypialni. Kobieta uwielbiała jasne przestrzenie i choć większość domku miała zostać drewniana, poszczególne pomieszczania trzeba było odnowić. Na całe szczęście łazienka była miejscem, które najlepiej się uchowało i ślad czasu jakby ominął tę część chatki. Na kładzeniu kafelek i tych wszystkich hydraulicznych sprawach kobieta nie miała zielonego pojęcia toteż musiałaby poprosić kogoś o pomoc. Rosa była na to zbyt uparta. Chciała oddać w tym domu część siebie, tą ukrytą pod idealnym makijażem i hybrydą na paznokciach. W Londynie miała nowoczesność. W jej mieszkaniu dominowały 3 kolory: biały, czarny i szary, co po czasie zaczynała ją przygniatać. Thomas upierał się by zostać wszystko na miejscu, gdyż przyzwyczaił się do panującego tam ładu. Kobieta marzyła o czymś bardziej surowym, czymś co przeżyło jakąś historię. Pewnie, dlatego zamiast kupować meble w Ikea poprosiła znajomego stolarza o przygotowanie dla niej kilku szafek i łóżka.
    Mimo iż topografię domu starsza kobieta znała naprawdę dobrze z położeniem piwnicy miała mały problem, dlatego przed wskazaniem jej przez dłuższą chwilę się zastanawiała.
    - Już dzwonię po armię antyterrorystów. – powiedziała w końcu poszukując wzrokiem oświetlanego przez latarkę miejsca. Po chwili roześmiała się ochoczo przypominając sobie, że Capetown jest miejscem, w którym zasięg występuje tylko w poszczególnych częściach miasteczka. Tym miejscem stanowczo nie był domek Rosy.
    Zostawienie jej w tym, ciemnym pomieszczeniu było z jednej strony naprawdę dobrym pomysłem, bo Rosa zdążyła już zapomnieć co, w którym miejscu położyła i mogłoby się skończyć wizytą w szpitalu. Niemniej strach przed ciemnością powoli paraliżował jasnowłosą, dlatego wręcz po omacku zaczęła szukać zostawionego, przed wyjściem, podgrzewacza. Odetchnęła z ulgą dopiero, gdy nastała jasność, a ona mogła zaobserwować panujący w przedpokoju bałagan. Nie spodziewała się, że zostawiła wszystko w takim nieładzie bo miała w zwyczaju odkładać wszystko na swoje miejsce. W tym świetle farba na ścianie wcale nie prezentowała się spektakularnie, a gwoździe z pewnością wypadną zaraz po zawieszeniu pierwszej półki. Duma z jaką księgowa wchodziła do domku właśnie gdzieś się schowała.
    Kobieta przeniosła się do kuchni by wstawić wodę na herbatę – chociaż na taką formę podziękowania zasłużył Trevor. Woda zaczęła powoli bulgotać, a do jej uszu doszło coś pomiędzy krzykiem, a jęknięciem. Może faktycznie powinna dzwonić po prezydenta i antyterrorystów?
    Niewiele się zastanawiając udała się w kierunku piwnicy. – Błagam, nie trać przytomności. – powiedziała w końcu schodząc ze schodów jednocześnie kurczowo trzymając się balustrady. Stopnie były na tyle strome, że o mało co, a blondynka zjechałaby po nich tyłkiem.
    -Trevor? – zapytała rozglądając się po słabo oświetlonej piwnicy. Była w tym pomieszczeniu zaledwie raz i już wtedy stwierdziła, że trzeba będzie poprawić oświetlenie. Miała w planach przechowywać tu swoje przetwory – tak, te, których nigdy wcześniej nie robiła i nie miała pojęcia jak to zrobić. Rozglądała się dokoła w poszukiwaniu brodatego mężczyzny lecz nigdzie nie mogła go zlokalizować. Gdzie były te cholerne bezpieczniki?

    Rosa Turner

    OdpowiedzUsuń