Jeśli coś pomyliłam przy dodawaniu linków lub coś nie działa - dajcie znać, proszę! Trochę zamotana jestem ostatnio. - //V.

1 stycznia 2000

[KP] be strong and have faith


Dallas Barnes
30 latek → Australijczyk mieszkający na stałe w San Francisco → Pilot
Od zawsze chciał zwiedzać świat. Zaczynał od atlasów, które były wypełnione zdjęciami z różnych miejsc, a skończył jako pilot samolotów pasażerskich. Nigdy nie sądził, że życia doprowadzi do w takie miejsca. Z Australii przeniósł się do Stanów, zostawiając tam najbliższą rodzinę. Dzięki częstym lotom do rodzinnego kraju, choć nie zawsze do Sydney, gdzie się urodził, może spotykać się z bliskimi. Poznał ciekawe miejsca oraz ludzi. 

1 komentarz:

  1. Delphine Moon była kobieta, która szczerze nienawidziła latać i decydowała się na ten środek transport w ostateczności. Darzyła wielką miłością poruszanie się pociągiem i samochodem, lecz całe zamieszanie z rozmiarem walizki i odprawą przyprawiało ją o poranne mdłości. Gdyby nie antykoncepcja hormonalna, którą regularnie stosuje zaczęłaby podejrzewać ciąże. Na całe szczęście, bez wahań mogła wyeliminować tę ewentualność i odetchnąć z ulgą. Projekt sukni ślubnej był już praktycznie zatwierdzony wiec zmiany na ostatnią chwilę, nie tylko przyprawiły pannę Moon o zawrót głowy ale także dodatkowy stres. A stresowała się wystarczająco mocno. Do najważniejszego dnia w jej życiu zostało pół roku, a ona czuła jakby magiczne tak miała wypowiadać już jutro. Od jakiegoś czasu miała problemy z jedzeniem, a bez porządnej dawki melisy nie potrafiła zasnąć.
    Podróż z San Francisco miała trwać zaledwie kilka godzin, a brunetka starała się pozytywnie nastrajać. Wzięła do samolotu bestseller książkowy ostatnich miesięcy, iPoda z ulubioną play listą i wygodną poduszkę, która miała odciążyć jej kark i chociaż odrobinę zrelaksować.
    Na lotnisko standardowo odwiózł ją Josh i całując czule na pożegnanie, poprosił by zadzwoniła od razu po lądowaniu. Jak zwykle, z szerokim uśmiechem kiwnęła przytakująco i udała się na odprawę. Ta jak zwykle ciągnęła się w nieskończoność.
    Wejście do samolotu było równie traumatycznym przeżyciem, bo jej towarzysze podróży pchali się jakby lot miał się odbyć bez nich. Ciemnowłosa poprawiła niesforny kucyk i wzięła za ucho lekko falowane włosy, choć przez chwilę skupiając swe myśli na czymś innym. Serce dudniło jej w piersi, oddech automatycznie stał się płytszy, a suchość w gardle nie chciała zniknąć.
    Pozorny spokój przyszedł w momencie zajęcia przez Moon miejsca. Zapięła się pasami rozejrzała się dokoła i po raz kolejny podziękowała, że nie trafiło jej się miejsce przy oknie. Wzięła głęboki oddech i odwzajemniła uśmiech pani, która siedziała tuż obok. Starsza kobieta, mimo widniejących na jej twarzy śladów czasu, wyglądała naprawdę pięknie. Chyba wyczuła strach – nieodłącznego kompana Delphine – i chciała w ten sposób choć odrobinę ją uspokoić.
    Tuż przed startem przemiła stewardessa życzyła podróżnym miłego lotu, wspomniała o pasach i o maseczkach z tlenem, w razie wystąpienia niebezpieczeństwa. Brunetka sprawdziła czy jej maseczka jest na swoim miejscu i choć czuła się jak przewrażliwiona panikara, nie potrafiła zachować się inaczej. Josh powinien jej towarzyszyć. Trzymać za rękę i powtarzać niczym mantrę, że wszystko będzie dobrze. Zawsze był jej ostoją, bezpieczną przystanią, do której mogła zwrócić się z każdym, nawet najbardziej błahym problemem. Była najszczęśliwszą kobietą na świecie i mimo iż obecnie przypominała kłębek nerwów i zwątpień, wiedziała, że za kilka godzin wszystkie emocje z niej zejdą.
    Zasnęła. Całe szczęście. Obudziły ją dopiero turbulencje i przerażony głos załogi , która usilnie starała się uspokoić przestraszonych pasażerów. W pierwszej chwili Delphine nie do końca wiedziała co się dzieje, a jej ruchy były nieco spowolnione. Dopiero, gdy całkowicie odzyskała świadomość, a Morfeusz zamknął przed nią bramy swojej krainy, wpadła w panikę. Wręcz automatycznie sięgnęła po maseczkę tlenową nie mogąc złapać choć jednego porządnego oddechu. Chciała krzyczeć, uciec i zapaść się pod ziemię jednak jej ciało było jak sparaliżowane. Oczy powoli zachodziły mgłą, a ona już sama nie wiedziała czy umiera czy już doszczętnie zwariowała.

    Delphine Moon

    OdpowiedzUsuń