Żyjemy, piszemy! Niedługo pojawi się lista obecności.

29 lutego 2000

[KP] Jerome Driscoll

Jerome Driscoll
Lat 18. Niedoszły student medycyny z odrzuconą aplikacją na koncie.


Okryty całunem ciężkiej niczym ołów porażki, przepełniony do cna mieszaniną rozczarowania, goryczy, frustracji i rozdrażnienia, a także niewypowiedzianymi nigdy wprost słowami zdradzającymi jego jawną zazdrość — został postawiony w przytłaczającej przez negatywne emocje sytuacji, w której drzwi wymarzonej uczelni i dostanie się na upragniony niemal od dziecka kierunek, zatrzasnęły się z hukiem jak podczas przeciągu. Został z niczym, odcinając się od każdego, kalkulując raz po raz, gdzie popełnił błąd i w czym dlaczego nie jest aż tak dobry, choć włożył w naukę masę ciężkiej pracy i czasu, zaciskając ręce w kurczowo w pięści z bezsilności. Bez planu B, a jedynie z parszywie uśmiechającym się do niego mściwym komiksem, czyhającym jakoby w cieniu na stosowny moment, w oczekiwaniu na dodatkowe zrujnowanie jego małego półświatka.


Wątek z: pterodaktylem

2 komentarze:

  1. Pogoda była piękna. Nikt nie mógł narzekać na to, że początek wakacji był nieudany. Słońce dopisywało, ogrzewając swoimi promieniami ziemię i mieszkańców miasteczka, w którym żyli. Nick uwielbiał, gdy było ciepło. Był zmarzluchem i często to pokazywał. Był zupełnym przeciwieństwem swojej matki, jeśli o to chodzi. W końcu to ona był znana z tego, że podczas zimnych dni biegała bez kurtki, bo przecież „wychodzi tylko na chwilkę”. Na samą myśl o tym wstrząsnęły nim dreszcze.
    Pierwszy tydzień wakacji spędził na wyjeździe z rodzinką. Wynajęty domek letniskowy w pobliżu gór pozwolił zregenerować wiele sił i chęci. W końcu ostatni rok szkolny w liceum był ciężki. Trzeba było ostro pracować i dużo się uczyć, jeśli chciało się mieć zapewnioną odpowiednią przyszłość. Nick nie uczył się dla innych tylko dla samego siebie. Wiedział że od tego jak sobie poradzi w ostatniej klasie i jak napisze egzaminy końcowe będzie miało ogromny wpływ na jego edukację. Nie chciał pracować jako budowlaniec albo jako robotnik kopiący drogi, chociaż dla niektórych takie zajęcie było wystarczająco satysfakcjonujące. On sam był na to zbyt ambitny, dlatego też uczył się zawzięcie nie raz poświęcając swoje prywatne życie i przyjemności na rzecz książek i notatek.
    Nicholas doskonale wiedział, czego chce i kim pragnie zostać. Antropologia od zawsze go interesowała. Uwielbiał uczyć się o człowieku i widział się podczas rozwiązywania przestępstw. Działał w miejscowym ośrodku archeologicznym, w którym katalogował kości, znalezione na wykopaliskach. Cóż, nigdy nie musiał składać szkieletu ani dopasowywać kości, ale sprawdzał, czy każda paczka zawiera odpowiednią liczbę żeber, czaszek czy kręgów. Po kilku tygodniach nauczył się rozpoznawać poszczególne części ciała i nie miał już problemów ze skompletowaniem szkieletu, jeśli byłoby mu dane to zrobić. Najważniejsze jednak, że miał jakieś podstawy.
    Korzystając z faktu, że była piękna pogoda, rodzina Nicholasa pragnęła uzupełnić braki w lodówce spowodowane ich nieobecnością. Wyjazd się udał. Chłopak się zregenerował i mógł spędzić czas na odpoczynku. Nic nie odciągało go od beztroskiego lenistwa, na które z całą pewnością zasługiwał. Cały czas zresztą myślał jedynie o tym, że dostał się na swoje wymarzone studia, na które pracował tak długo i ciężko.
    Był w sklepie razem z matką. Cierpliwie i posłusznie pchał wózek za kobietą, która zwinnie niczym kotka manewrowała między regałami i alejkami. On, ze względu na nikłą mobilność sklepowego pojazdu, nie miał takiej możliwości i ciężko włóczył się za nią, jak cień za swoim właścicielem. Z każdą minutą przybywało kolejnych produktów.
    Jego matka zatrzymała się przy regale z herbatami, zastanawiając się, którą kupić tym razem. Brała każde pudełka do rąk i przyglądała się poszczególnym składnikom i smakom. W międzyczasie Nicholas sprawdzał w telefonie swoje wiadomości i inne ciekawe rzeczy. Jednak w pewnej chwili, jego rodzicielka wyraźnie się ożywiła.
    – O, Nick, zobacz to Jerry – powiedziała i nie czekając na jakąkolwiek odpowiedź ze strony swojego syna, podeszła do Driscolla. – Dzień dobry, Jerry, jak się masz. Długo się nie widzieliśmy – powiedziała do zdziwionego chłopaka.

    OdpowiedzUsuń
  2. Przeczuwał, że ten dzień nie okaże się la niego szczególnie miły. Niby nic złego się nie działo, jednak na każdym kroku miał to dziwne przeczucie, że coś nagle wyskoczy i uderzy go tak, że zepsuje cały dzień. Nie spodziewał się jednak, że niezręczna sytuacja spotka go na zakupach z własną matką. Owszem, można się przecież spodziewać czegoś takiego. W końcu to rodzice sprowadzają na swoje pociechy najwięcej nieprzyjemności i są powodem do wstydu, jednak matka chłopaka była niezwykle miłą i ogarniętą kobietą. Pech chciał, że jej otwartość do znajomych syna była całkiem duża. Kobieta zawsze rozmawiała z kolegami i koleżankami, którzy przyszli do Nicholasa. Niby nigdy mu to nie przeszkadzało, ale gdy ta podeszła do Jerome'a, to Duvall chciał zapaść się pod ziemię lub rozpłynąć w powietrzu. Jego matka nie miała pojęcia o tym, że relacje jej syna z chłopakiem, z którym właśnie rozmawiała nieco się zepsuły. Nie wiedziała tego, bo nikt nie miał zamiaru jej o tym mówić. Z resztą nawet sam Nick nie wiedział, czemu tak właściwie relacje łączące go z przyjacielem nagle zmalały do zera. Z przyjaźni została jedynie obojętność i tolerowanie się. Nie rozmawiali ze sobą, jedynie witali gdy mijali się na ulicy.
    Niechętnie pchał wózek z zakupami. Starał się unikać wzroku Jerome'a, dlatego też przeglądał produkty, które mijał po drodze. Czuł się, jakby ta chwila trwała nieskończenie długo. Niestety w końcu znalazł się przy matce i wysilił się na uśmiech. Nic nie miał do swojego przyjaciela. Nie darzył go negatywnym uczuciem, nie był ana niego zły, ale czuł się niezręcznie zwłaszcza teraz. Wiedział, że prędzej czy później ich relacja się poprawi i chociaż nie będzie tak jak dalej, to przynajmniej będą mogli w spokoju porozmawiać i spędzić czas w swoim towarzystwie. Domyślał się, że każda znajomość przechodzi swoje wzloty i upadki i nic nie jest wieczne.
    – Ciebie również – odpowiedział szybko i przeniósł swój wzrok na matkę, mając nadzieję, że ta wyczuje że mają zrobić zakupy i nie ma czasu na pogadanki z innymi. Nicholas miał nadzieję, że w końcu stamtąd pójdą.
    – Jerry, twoja mama dzwoniła do mnie, że widziała u was na poddaszu kilka moich talerzy, które musiały zostać po jakimś przyjęciu. Wyślę Nicka po to później, mógłbyś to znaleźć? – zapytała kobieta. Nicholas nie chciał tego usłyszeć. Już wolał stać i pozwolić matce rozmawiać z chłopakiem. Nie chciał przychodzić do niego do domu sam. Chciał zaprotestować, ale uśmiech na twarzy jego matki zdradzał, że kobieta już postanowiła i nie było możliwości zmiany jej planów. Westchnął i przeczesał włosy dłonią, odgarniając grzywkę z czoła.
    Odchrząknął. Nie chciał już tam stać i bezmyślnie patrzeć się na matkę a już tym bardziej na swojego przyjaciela, z którym i tak nie miał nic do omówienia. Nie wiedział co zrobić, więc pierwszym odruchem było sięgnięcie po pierwszy lepszy produkt, znajdujący się na regale obok. Duvall nie wiedział, co to było, ale nie miało to znaczenia, bo zaczytał się w etykietkę.
    – W sumie, to możecie iść po to teraz, jeśli nie masz większych zakupów do zrobienia – zaproponowała kobieta.

    OdpowiedzUsuń