Żyjemy, piszemy! Niedługo pojawi się lista obecności.

29 czerwca 2000

[KP] Even the strongest blizzards start with a single snowflake.


Sansa Stark
urodzona 285 roku od podboju ♦ najstarszy żyjący Stark ♦ narzeczona Ramsaya Boltona

The snow drifted down and down, all in ghostly silence, and lay thick and unbroken on the ground. It was a place of whites and blacks and greys. White towers and white snow and white statues, black shadows and black trees, the dark grey sky above. A pure world, Sansa thought. I do not belong here. Yet she stepped out all the same.

Winter is here
Jej życie miało być bajką. Miała wyjść za przystojnego księcia i któregoś dnia zasiąść na tronie u jego boku. Miała — niczym bohaterki wszelkich pieśni, w które tak się zasłuchiwała — znaleźć swoje szczęśliwe zakończenie u boku mężczyzny, który kochałby ją całym swoim sercem. Ale los okazał się mieć dla niej inne plany. Zamiast księcia dostała karła, zamiast władzy — klatkę, która nawet nie udawała, że wykonana była ze złota. Zamiast miłości obdarzono ją nienawiścią, a jej rycerzem na białym koniu okazał się być — o ironio — manipulant, którego ręce nigdy nie trzymały broni. I teraz, gdy po tych wszystkich latach w końcu dotarła do domu — tego prawdziwego, nie marnej imitacji, jaką było Orle Gniazdo — w niczym nie przypomina naiwnej dziewczynki, jaką niegdyś była. Zamierza odzyskać wszystko, co niegdyś należało do jej rodziny, oraz pomścić wyrządzone krzywdy; i tym razem nie pozwoli, aby ktokolwiek — a tym bardziej strach — jej w tym przeszkodził.
na gifach Sophie Turner, w tytule Sara Raasch, w karcie Martin, wątek z Luthien

1 komentarz:

  1. Ramsey był dzisiaj wyjątkowo poddenerwowany. Po pierwsze z samego rana musiał udawać przykładnego syna dla tej grubaski, słodzić jej na każdym kroku i nazywać mamą. Dla niego była tylko grubą, głupią suką, która rozłożyła nogi przed jego ojcem. Nie ciepriał jej towarzystwa jednak dla dobra swojego imienia musiał znosić jej głupkowaty uśmiech i patrzeć jak tłustymi paluchami dokłada sobie kolejną porcję. Potem to nieudane polowanie z którego wrócił z jedną przepiórką. A na domiar złego z jego komnaty zniknął naszyjnik z czerwonym klejnotem, który miał podarować Sansie Stark z okazji ich zaręczyn. Mało obchodziło ją czy przypadnie jej do gustu. Najważniejsze by Starkówna była ładna. Nie musiała go kochać to co mu się należy jako mężowi weźmie sobie choćby siłą.
    Teraz jednak miał na głowie inną sprawę. Stał w psiarni a jego suki siedziały tuż obok niego. Pięć potężnych i wygłodniałych psów, które poznały już nie raz smak ludzkiego mięsa. Jedna z suk nie mogła usiedzieć na miejscu. Wierciła się i warczała.
    -Cisza! -Wrzasnął Ramsey.
    Na środku psiarni siedziała na ziemi przywiązana łańcuchami do mokrej i wilgotnej ściany naga, młoda dziewczyna. Po jej udach spływała krew. Na plecach i rękach miała liczne siniaki. Stróżka krwi ciekła z jej rozciętej wargi. Drżała i łkała po cichu błagając o litość.
    -Lydio... moja słodka Lydio... powiedz mi proszę gdzie jest naszyjnik. Moja przyszła pani żona za chwilę tutaj będzie, a ja nie mam dla niej prezentu. -Podszedł do niej głaskając ją po twarzy. Spojrzał w jej oczy. Nie bała się wystarczająco. Nawet po gwałcie i tych wszystkich torturach.
    -Fetorze. -Zwrócił się do Theona Greyjoya. -Podaj mi łuk.
    Wierny sługa od razu wykonał jego polecenie. Ramsey naciągnął cięciwę i wystrzelił pierwszą strzałę prosto w udo dziewczyny. Potem naciągnął kolejną strzałę i zrobił to samo. Tym razem trafiając w drugą nogę. Potem naciągnął trzecią...
    -W schowku pod moim łóżkiem w komnacie! -Wrzasnęła. -Błagam miałam to sprzedać na leki dla mojego dziecka. Błagam...
    Wtedy do komnaty wszedł lord Bolton. Jego grymas na twarzy wyrażał niechęć do tego okropnego widoku. Nie podobały mu się metody jakie Ramsey stosował, ale działały, a to najważniejsze. Oznajmił mu że Lady Sansa właśnie przybyła. Ramsey skinął głową. Podszedł do miski z wodą, umył dłonie z krwi po czym polecił Fetorowi by przyniósł mu naszyjnik.
    -Smacznego... -Uśmiechnął się do swoich suk, które w tym momencie rzuciły się na dziewczynę.
    Chwilę później stał na przeciwko swojej przyszłej żony i był przedstawiany przez swojego ojca.
    -Witaj Lady Sanso. -Ukłonił się przed nią. -To zaszczyt cię poznać. Witaj w domu, moja pani.

    OdpowiedzUsuń