Żyjemy, piszemy! Niedługo pojawi się lista obecności.

1 czerwca 2000

[KP] I'm sick and I'm tired too


Nathaniel Bradbury
17 lipca 1991 Australia, Canberra → Na stałe mieszka w Los Angeles → Popularny muzyk (głos) → Wygrana w amerykańskim X-Factorze w 2013 →Nagrane dwie płyty → Trasa koncertowa po Europie w celu promowania najnowszej płyty → Sam pisze teksty piosenek → Po prostu Nate
Zaczynał na YouTube, gdzie z czasem zdobył dość spory rozgłos. Wrzucał na początku covery ulubionych piosenek, a z czasem próbował sił z własnymi piosenkami. Za namową siostry zdecydował się wziąć udział w programie muzycznym, X Factor, który ostatecznie wygrał. Lubi kontakt z fanami, z chęcią udziela wywiadów, a rzadko kiedy ma dość biegnących za nim po całym LAX paparazzi. Poza kamerami i całą tą otoczką, jest dość spokojnym facetem. Podobnie jak zwykli obywatele lubi chodzić na koncerty ulubionych wykonawców, do kina na najnowsze filmy akcji czy do kawiarni na rogu, gdzie sprzedają najlepszą kawę pod słońcem i przepyszne babeczki czekoladowe.

Fc. Andre Hamann 
Tytuł: The Neighbourhood "The Beach"

11 komentarzy:

  1. W takich chwilach tak ta Villemo Steichert zastanawiała się, czy lepszym rozwiązaniem nie byłoby jednak pójście na studia z reżyserii dźwięku, bo dzięki temu miałaby w miarę spokojne życie (no dobra, od czasu do czasu przetykane stresem egzaminów), a na koniec dostałaby świstek, który być może później pomógłby jej znaleźć pracę. Tyle że doświadczenie miałaby zerowe. Nie miała bladego pojęcia, co ją podkusiło, żeby wybrać inną drogę i chociaż zdawała sobie sprawę, że naprawdę może się dużo nauczyć i nabrać doświadczenia, kiedy od razu spróbuje się pracy, ale przecież nie mogła pracować z kimś do końca życia, nie mogła być wiecznie tylko asystentką. Co będzie, jeśli ktoś zażyczy sobie papierka ukończonej szkoły, aby przyjąć ją do pracy gdzieś indziej? Mimo to, podobało się jej to życie i „praca”, nawet jeśli było trochę wariackie i wiecznie na walizkach. Tak, od czasu, kiedy skończyła szkołę średnią, nie była nawet w domu, jeżdżąc praktycznie po całym świecie. I w sumie całkiem to lubiła.
    Tylko właśnie w chwilach, kiedy Peter Williams, menadżer, czyli rzekomo najważniejsza osoba w ekipie, która wszystko kontrolowała, chodził taki wściekły, zastanawiała się, co tu właściwie robi. Tak jak większość ekipy, starała się umykać przed nim, żeby czasem nie oberwać rykoszetem. Bo za godzinę mieli samolot do Londynu, a wokalisty nadal nie było, choć właśnie zaczynała się odprawa. Nic dziwnego, że Williams był taki zły, maszerując po terminalu w tę i z powrotem.
    Nic nie pomagało. Telefon milczał, poczta głosowa była najbardziej irytującym wynalazkiem na świecie, nikt nie wiedział, gdzie jest Nathaniel, a resztę chłopaków najwyraźniej to bawiło. Jakby kompletnie ich nie obchodziło, że następnego dnia wieczorem dają koncert na innym kontynencie, a jeszcze tam nie dotarli. Perkusista jednak w końcu się zlitował, podsuwając przypuszczenie, gdzie najprawdopodobniej znajduje się właśnie ich lider.
    Przez kolejne dziesięć minut Peter znów maszerował w tę i z powrotem, zastanawiając się, co zrobić, bo sam przecież nie mógł jechać po krnąbrnego podopiecznego. Musiał koniecznie lecieć do Londynu tym samolotem, wiedząc, że jeśli sam wszystkiego nie dopilnuje, to się to posypie. I kiedy tak potoczył wzrokiem po całej ekipie, chcąc znaleźć kogoś, kogo mógłby wysłać na tę „misję”, spojrzał na Villemo. A ona jeszcze nigdy nie poczuła się tak zbędna jak w tym momencie, bo to oznaczało tylko jedno. Bez nikogo innego nie mogą się obejść, a ona nie jest na tyle potrzebna, więc z braku laku może się poświęcić i najwyżej spóźnić na samolot. Byle tylko dostarczyła najważniejszą osobistość na miejsce.
    Wzięła to na siebie tylko ze względu na groźby o tym, że ją zwolni ze skutkiem natychmiastowym, które padły z usta Williamsa. Jeśli go nie posłucha i nie zrobi tego, co każe. I na nic się zdały czyjekolwiek protesty. Spisała więc adres od perkusisty na dłoni i pobiegła na postój taksówek przed lotniskiem.
    Szkoda, że „bar na trzydziestej czwartej ulicy” okazał się być jednym z co najmniej siedmiu barów. Pół godziny zajęło jej przeszukanie kilku z nich i dopiero w przedostatnim znalazła tę jakże ważną osobistość, której szukała. Szkoda tylko, że Duncan nie był sam, tylko w towarzystwie alkoholu i jakiejś panienki. A jego dłoń znajdowała się w miejscu na pewno dla niej nieodpowiednim.
    - Nate! - krzyknęła do niego, chcąc w ten sposób zwrócić na siebie jego uwagę, jednak wątpiła, by w ogóle to usłyszał z racji tego, że było dosyć głośno i z takiego banalnego powodu, jak to, że był skupiony na czymś innym. Co go obchodziła jakaś baba, która się wydzierała, wołając go?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Vill przepychała sę między ludźmi, żeby dotrzeć do Nate'a, ale w pewnym momencie przystanęła na chwilę, zachowując trochę dystansu. Spoglądała z zazdrością na dziewczynę. Krótka spódniczka, niebotycznie długie nogi, jakie Steichert zawsze chciała mieć, a jakich nigdy nie będzie miała. Nie żeby jej zazdrościła, wcale nie chciałaby być teraz na niej miejscu, choć przecież każda dziewczyna dałaby się pokroić za to, aby znaleźć się w takiej sytuacji z Nathanielem Bradbury. I może nawet coś ukłuło Vill w serduszku, gdy zobaczyła tę sytuację i układ, nie mogła jednak tak stać teraz między tymi wszystkimi ludźmi, tylko musiała coś zrobić. Inaczej Williams ją zabije. A potem zwolni. Dokładnie w takiej kolejności.
      - Nate! - krzyknęła więc jeszcze raz, podchodząc. Miała nadzieję, że tym razem ją dostrzeże i przypomni sobie, gdzie powinien być.

      Usuń
  2. Uśmiechnęła się, gdy dostrzegła, że Neta wstaje i idzie w jej kierunku. Uznała, że szczęście choć raz się do niej uśmiechnęło, że przypomniał sobie o koncercie, gdy tylko ją zobaczył i jeśli tylko teraz, od razu wyjdą, to jeszcze zdążą na samolot. Chciała go złapać za łokieć od razu i pociągnąć w stronę wyjścia, ale stanęła jak wryta, gdy usłyszała pytanie. Pracowała przy jego trasach koncertowych już trzeci rok i nie miał pojęcia, jak ma na imię? To było niemiłe, ale to, co usłyszała po chwili sprawiło, że ją zatkało. Spojrzała tylko na niego jak na wariata. Podpisać się? Po co? Jaja sobie robił z niej jak nic, a Vill nie była w nastroju na żarty.
    - Podpisać? - praktycznie ryknęła. Zdenerwowała się. To naprawdę nie był moment na dowcipy. A Villemo, choć sama była niewielka, miała kawał głosu.- Na dupie, kurwa! Odpierdala ci!?
    Mimo całej sympatii dla Nate'a i uznania dla jego pracy, Villemo nie patrzyła na niego, jak ci wszyscy fani zachowujący się bardziej jak zakochani w nim fanatycy, a nie zwykli fani. No a poza tym, oficjalnie była teraz w pracy, a to wymagało choć trochę odpowiedzialności. Nie chciała jej stracić, więc musiała zrobić wszystko, aby doprowadzić go na lotnisko i jakoś przetransportować do Londynu. Ale analiza aktualnej sytuacji, w której odstawiał szopkę zamiast iść do drzwi, twierdziła, że samolot, którym mieli lecieć, zaraz im ucieknie i marne szanse, aby na niego zdążyli. Głównie przez to, że tyle czasu jej zeszło na poszukiwaniach, ale gdyby nigdzie nie poszedł, to Vill nie musiałaby po niego jechać. A skoro już wyszedł, to mógł od razu teraz wyjść, a nie robić żarciki.
    - Zaraz ja ci się podpiszę na dupie, tylko kopniakiem! Peter cię zajebie! - a potem zajebie ją, Villemo, a to było dla niej ważniejsze, tylko że nie wspomniała o tym na głos.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie sądziła, że pójdzie tak łatwo. Po tym „wyluzuj” uznała, że jak gdyby nigdy nic wróci sobie do zabawy i ją oleje. Ale informacja o zapomnianym koncercie jednak podziałała. Najwyraźniej musiał to przetworzyć w głowie i zareagował z opóźnieniem. Ale i tak nie sądziła, że koncert jest na tyle ważny, aby zrezygnować z imprezy. Właściwie wręcz przeciwnie, zdawało jej się, że będzie musiała wyciągać go stąd siłą (ciekawe jak, tej „siły” to nie miała zbyt wiele, chyba że w płucach), że jacyś tam fani, w sumie obcy ludzie, czekający na niego na innym kontynencie nie będą w stanie odciągnąć Nate’a od perspektywy upojnej nocy z ładną kobietą. Choć jak na gust Vill, pokazywała zbyt dużo. (A może powinna wziąć z niej przykład? Wtedy na pewno przyciągnęłaby trochę męskich spojrzeń. Tyle tylko, że Villemo Steichert się po prostu szanowała.) Ale wywołało to reakcję, na szczęście i najwyraźniej odezwała się nuta odpowiedzialności w głowie Nathaniela. Albo przeraziła go myśl o tym, jak zbeszta go Peter, bo rzeczywiście czasem było się czego bać, tylko że po niektórych to po prostu spływało i niespecjalnie się przejmowali. W końcu to Peter pracował dla Nate’a. A Villemo pracowała dla Petera. I nie chciała być zwolniona, o nie.
    Przewróciła jedynie oczami, słysząc jego komentarz, ale nie powiedziała ani słowa. Nie było sensu wdawać się w dyskusję, musiała to po prostu mądrze zignorować. Za chwilę sam się zorientuje, że przecież do niego dzwonili. Ale najpierw nie odbierał, a później miał wyłączony telefon. Wyjątkowo nie przejęła się nawet tym, że jest zły na nią, jakby to była jej wina, że musiała po niego przyjechać i że zapomniał o tak ważnej rzeczy. Wszyscy inni pamiętali, był już chyba na tyle dorosły, by mieć porządek we własnym życiu, prawda? A jak nie, to zawsze mógł sobie zatrudnić jakiegoś asystenta, który przypominałby mu o najważniejszych sprawach. Ekipa od koncertów nie miała tego w umowie. Co więcej, nawet menadżer nie miał tego w umowie. Owszem, miał się zajmować interesami podopiecznego, ale nie było tam przecież mowy o pilnowaniu go jak niańka.
    Chciała złapać Nathaniela za łokieć i pociągnąć za sobą w stronę wyjścia, żeby się pospieszył, bo może jakimś cudem zdążyliby na samolot/// Nie, nie było szans. Nie ciągnęła go więc na siłę, tylko sama poszła, przepychając się między ludźmi, pewna, że pójdzie za nią. Tuż za drzwiami napisała jeszcze do Petera, aby przebukował bilety, byle przed odlotem. Z niewzruszoną miną podeszła do krawężnika, chcąc złapać taksówkę.
    - Słuchaj, a ty masz sześć lat czy dwadzieścia sześć? - spytała spokojnie, patrząc na niego jak na idiotę. Też sobie zażyczył. Sam powinien pilnować swojego terminarza.- Potrzebujesz niani, która ci będzie przypominać o tym, że masz się wysikać? Nie jesteśmy od tego, żeby cię szykować do wyjazdu i pilnować, abyś na pewno wsiadł. Trochę dojrzałości, człowieku!
    Stała tak na krawężniku, machając ręką, ale żaden żółty samochód nie chciał się zatrzymać. Może nie było jej widać? Ale przecież nie zacznie teraz skakać, wyglądałaby komicznie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie musiał się trudzić, Peter już dobrze wiedział, gdzie Nate był, co robił Inie istniało żadne wyjaśnienie na to, że po prostu zapomniał (albo olał sprawę, według Petera – a jak on sobie coś w mówi, to na nic tłumaczenia). Wystarczyło tylko wysłuchać zrzędzenia, pokiwać głową i robić swoje. W gruncie rzeczy, to Williams pracował dla Nathaniela, więc zwolnić go nie mógł, chyba że odwrotnie, Nate mógł zwolnić jego. Vill to co innego, Vill się przejmowała gadaniem menadżera, bo ją akurat mógł wywalić. A potrzebowała tej pracy bardzo.
    Ale akurat o bagażu ekipa pamiętała. Nie przypilnowali głównej osobistości, ale jego rzeczy zabrali, zabawne. Rzeczy Vill też właśnie wyruszały w podróż do Europy, a przy sobie miała tylko małą torebeczkę z najpotrzebniejszymi rzeczami. Czyli trochę drobniaków w portfelu i nic poza ty, więc kiedy Nate zaciągnął ją do taksówki, przypomniała sobie, że nie ma jak za nią zapłacić, bo wszystko wydała na poprzedni kurs, który był cholernie drogi na dodatek.
    - Wiem – rzuciła tylko, pakując się do auta. Powiedziała to odruchowo, choć wiedziała, że takie stwierdzenie może być irytujące.
    Kiedy zatrzasnęła za sobą drzwi, bezczelnie jeszcze pomachała przez szybę chłopaczkowi, któremu podebrali taryfę. Dopiero potem odwróciła się do Nate’a.
    - Za dwadzieścia minut – poinformowała, to było równoznacznie z tym, że nie zdążą. Na szczęście, Peter już pewnie zmienił bilety i przesunął je na następny lot, tylko ze Vill jeszcze nie wiedziała, o której ten lot jest.- I nie jedziemy po bagaż, już jest zapakowany. Na lotnisko prosimy – rzuciła to taksówkarza i zignorowała kilka przekleństw, bo nagle musiał zmienić kierunek jazdy.- Dobrze się czujesz? – spytała, nagle zadziwiająco troskliwie.- Czy za dużo wypiłeś i zaraz to wyląduje na siedzeniu? – dopytała, co zapewne nie było już takie miłe.- Jeśli ci niedobrze, to możesz się położyć i dać głowę na moje kolana – zaproponowała, ale zaraz też zbeształa się z myślach, że za bardzo się wychyla.- Zły jak zawsze, jakbyś go nie znał. Przejdzie mu – rzuciła dosyć obojętnie, odwracając głowę do szyby. Jeśli chodziło o Petera, to przecież nie musiał się przejmować tym, co menadżer mu mówił. Co więcej, mógł odpyskować i wtedy to Peter musiałby się zamknąć.

    OdpowiedzUsuń
  5. - No przecież ci nie znajdzie szybszej drogi – Vill przewróciłą oczami.
    Wprawdzie chwilę wcześniej była tak samo zdesperowana i cały czas miała nadzieję, że zdążą, ale jak zobaczyła ilość samochodów na drodze, nawet o tej porze, to już jej przeszło. To Los Angeles, do cholery! Nie prowincja, na której spędziła piętnaście lat swojego życia. Nie było szans i już. Peter był wściekły, fakt, ale znalazł już rozwiązanie. Telefon jej w tym momencie zapikał, a wiadomość była właśnie od menadżera.
    - Mamy cztery godziny – odezwała się informacyjnie.- Więc nie musi się pan już tak spieszyć – nie było już teraz sensu, bo nawet jeśli jak najszybciej dotrą na lotnisko, to co będą tam robić? Wprawdzie kierowca pewnie miał chrapkę na podwójną stawkę… Vill wpatrywała się więc przez chwilę w Nate’a naglącym wzrokiem, aby potwierdził to, co powiedziała i odwołał chęć zapłacenia podwójnie. Ale spojrzenia chyba nie potrafiły aż tak jasno mówić.- Odwołał przez to twój wywiad z rana, bo pewnie nie dotrzemy – dodała. To też było w treści esemesa. I jeszcze kolejna informacja dopisana drukowanymi literami, jakby Peter krzyczał. Lubił krzyczeć, co poradzić. Vill w sumie też niekiedy lubiła krzyczeć. I miała do tego predyspozycje i możliwości, choć to ignorowała.- I… - zawahała się jeszcze.. Nie wiedziała, czy mówić to teraz, czy lepiej poczekać, aż już będą w samolocie.- I załatwił jeszcze jeden koncert na festiwalu, więc nie wrócimy z Londynu do LA – powiedziała w końcu.

    OdpowiedzUsuń
  6. - Nie wiem, chyba w Holandii – wzruszyła ramionami, co świadczyło o tym, że w gruncie rzeczy ma to gdzieś.- Albo w Niemczech. Chcą nagrać oficjalny występ, puścić potem na DVD i sprawdzić, czy się przyjmie – poinformowała jednak, mówiąc to wszystko bezwiednie, choć w sumie powinna milczeć, aby to Peter przekazał podopiecznemu takie informacje.- A potem chcieli chyba zrobić taki pełnometrażowy, że tak to określę, wiesz, z materiałami z różnych koncertów, zza kulis i w ogóle… - dodała, dziwiąc się sama sobie, że odpuściła sobie uszczypliwości i mówi do Nate’a normalnie.
    Zamilkła, uznając, że rozmowa jest zbędna i zagapiła się w okno. Choć za nim też nie było niczego interesującego. Ignorowała to, co robił Nate, no może jedynie się raz krzywo uśmiechnęła, bo doprawdy, nawet taksówkarz musiał go skojarzyć i wziąć autograf dla córki. Chciała jeszcze przewrócić oczami, ale się powstrzymała.
    Kiedy skończył, myślała, ze teraz będą już jechać w milczeniu, aż dotra na lotnisko. Wtedy się pewnie pokłócą o jakąś bzdurę, bo Vill będzie zirytowana, że nic nie idzie po jej myśli i się nie układa, a Nathaniel będzie zirytowany, bo ona jest zirytowana i niemiła.
    Była zdziwiona, kiedy się odezwał. Spojrzała na niego z uniesionymi brwiami.
    - Nie rozpoznałeś mnie? – powtórzyła po min teatralnie zdziwiona.- Cóż, pewnie dlatego, że w sumie nie bardzo wiesz kim jestem, nie? Jak mam na imię?
    Dobrze wiedziała, że Nate nie ma pojęcia o tym, jak Vill ma na imię. Zadała to pytanie nie wiadomo po co. Chyba po to, aby poczuć się gorzej, żeby było widać wyraźnie, jak mało jest ważna, skoro nie znał nawet jej imienia.

    OdpowiedzUsuń
  7. Vill, w przeciwieństwie do Nate'a, nie miała zamiaru przepraszać, że na niego naskoczyła. Nigdy nie przepraszała za takie rzeczy. No, prawie nigdy. Taki miała charakter i bywała złośliwa. Bardzo złośliwa. Fakt, nie było to miłe, ale nikogo nie zmuszała do przyjaźnienia się z nią. Za to dla przyjaciół (których nie miała - no, prócz brata) była cudownie kochana.
    - Nie musisz zgadywać, przecież to nie ma znaczenia - stwierdziła jedynie, wzruszając przy tym ramionami. Cud, ze w ogóle ją choć trochę skojarzył po twarzy. Mógł przecież uznać, że jest fanką, która mu wkręca bajkę, aby zdobyć choć trochę uwagi.- Nie zlinczuję cię i się nie obrażę - powiedziała spokojnie.- To naprawdę nie ma teraz znaczenia - powtórzyła.
    Rzeczywiście, tak jak się spodziewał, odwróciła głowę w stronę okna, ale nie dlatego, że była obrażona. Po prostu nie było po co ciągnąć dyskusji. A innego tematu chyba nie mieli. Skoro jej nie znał, tak po prawdzie, to o czym mieliby teraz rozmawiać?

    OdpowiedzUsuń
  8. No i dobrze, że milczeli. Nie było niezręczności przynajmniej. Vill jedynie przewróciła oczami, widząc, że Nate i tak płaci podwójnie, to była jej jedyna reakcja i okazanie jakichkolwiek emocji przez całą drogę. Bo nie miała obrażonej miny i nie wyglądała, jakby była zła. Ale nie wyglądała też na wybitnie szczęśliwą. Była normalna, może trochę obojętna. Całkowicie naturalna, ani trochę nie zdenerwowana, myślała praktycznie i wysiadając z auta ustaliła sobie cel, którym było popędzenie po bilety. Albo raczej ustalenie, czy jest rezerwacja, bo co będzie, jeśli Peter jakimś cudem tego nie załatwił? Nie no, na pewno załatwił, był profesjonalistą.
    - Nie rozumiem, o co ci chodzi – mruknęła jedynie.- Przecież nie powiedziałam, że nie będę się do ciebie odzywać. Ale chyba nie muszę też na siłę tobą rozmawiać, prawda? – lekko się zirytowała. Jeszcze tego nie wiedział, ale na pewno wolałby, aby Villemo milczała, niż gdyby miała mu co chwilę serwować jakieś pretensje i ogólnie czepiać się o wszystko. A mogłaby. Była w nastroju na to. Nie wspomniała o tym jednak, bo była pewna, że jeszcze zdąży wyrzucić z siebie wszystkie żale i oskarżyć Nathaniela o to, że przez niego wyleci z pracy, bo jest nieodpowiedzialnym dupkiem.- Bagażu możesz szukać w powietrzu – poinformowała beztrosko, omijając go i kierując się do wejścia.- Poleciał do Londynu już – rzuciła jeszcze przez ramię, aby było jasne, o co jej chodzi.
    Jeśli liczył na przebranie się, to cóż, nie uda się. Vill też nie do końca była zadowolona z tego faktu, bo je bagaż też poleciał, a miała tam wsadzoną kartę płatniczą. Niechcący ją tam zapakowała. Więc teraz była goła i wesoła.

    OdpowiedzUsuń
  9. Vill podejrzewała, że te miejsca obok siebie to wcale nie na złość, tylko Peter takie zaklepał, żeby trzymali się blisko siebie i żeby Villemo mogła w razie wyższej konieczności zatargać Nate’a za uszy do tego Londynu. Choć w rzeczywistości nie miała zamiaru go nawet dotykać. Zamiar zamiarem, bo kiedy przysnęła w samolotowym fotelu (siłą rzeczy była trochę zmęczona, a nie miała co ze sobą zrobić), głowa jakoś tka bezwiednie opadła jej na ramię sąsiada. Zorientowała się dopiero, gdy się przebudziła, zaalarmowana dziwnymi komunikatami, ale że Nathaniel jeszcze spał, to uznała, że nawet się nie zorientował. Nie miała zamiaru nawet go o tym informować, po co?
    Za to informacje podane w formie komunikatu dosłownie ją przeraziły. Zrobiła duże oczy i to zapewne był pierwszy widok, jaki Nate zobaczył po przebudzeniu. Wyraźnie było widać na twarzy Vill, że jest dosłownie przerażona. Nie samym awaryjnym lądowaniem, to przecież da się przeżyć, Vill nie miała problemu z lataniem samolotami, nie od kiedy zaczęła pracę przy trasach koncertowych. Przeraziło ją to, co teraz mogło się stać. Miała już w głowie wizję tego, jak Peter się wścieknie… I to nie na Nathaniela, jemu się nie oberwie, bo na nim menadżer nie mógł się tak wyzywać. Jej się oberwie najbardziej, właśnie jej! Choć nic złego nie zrobiła. A najbardziej przeraziło ją to, że Peter tak po prostu wywali ją z pracy. Nigdy jej nie lubił, a teraz miał pretekst, by się jej pozbyć.
    Potrząsnęła w końcu głowa, żeby się wybudzić z tego odrętwienia.
    - Tak usłyszałeś, bo tak powiedzieli – syknęła, nagle głosem znów pełnym złości.- W Paryżu! Lądujemy w Paryżu! Jak, do cholery, mamy się dostać teraz do Londynu, co!?

    OdpowiedzUsuń
  10. - Nie wydzieram się – syknęła znów. Owszem, miała zirytowany ton, ale przecież się nie darła.
    Poza tym, Nate nic nie rozumiał. Nie wiedział, że nie chodzi tutaj tylko o koncert, bo gdyby tylko o to chodziło, to Vill nie przejmowałaby się tak bardzo, bo koncert przecież można przesunąć. Była zdesperowana, by dotrzeć na czas, bo menadżer miał coś nie tak z głową. A naprawdę, naprawdę potrzebowała tej pracy. Tylko że gdyby mu o tym powiedziała, to pewnie by ją wyśmiał i uznał, że przesadza i nikt jej nie zwolni. Nic dziwnego, dla niego Peter w przeważającej mierze był miły. Czasem się darł, fakt, czepiał się, ale niewiele mógł zrobić. Jeśli chodziło o ludzi, którzy byli pod nim albo ogólnie byli tak mało ważni w ekipie jak Villemo, to zamieniał się dosłownie w potwora.
    Nawet jeśli tylko się spóźnią (ale jednak dotrą), to Peter wpadnie w szał i wyżyje się na niej, bo niby na kim innym.
    Samolot z wyraźnym trudem wylądował, a Vill była w coraz większej rozpaczy i niemalże się trzęsła. W tym właśnie momencie była na tyle przerażona całą tą sytuacją, ze zwyczajnie zamknęła się w sobie. Nawet nie zareagowała na słowa Nathaniela. Widać było, że pogoda na zewnątrz jest okropna, że leje i w ogóle, nie było szans, aby samochodem spokojnie gdziekolwiek dojechali. A już na pewno nie w pięć godzin.
    - I co z tego, że to Paryż, a nie USA – zamruczała jedynie.
    Mógł się cieszyć, że nie mówiła nic więcej, tylko milczała. I w czasie lądowania, i w czasie przetransportowywania się do terminalu, i przez kolejnych kilka(naście?) chwil. Przez kilka minut chodziła zdenerwowana w tę i z powrotem, martwiąc się. I klnąc cicho pod nosem. A kiedy pojawiła się możliwość uzyskania informacji, od razu tam pobiegła. Wykłócała się chyba zbyt długo, próbując za wszelką cenę znaleźć jakąś możliwość wydostania się z Paryża, aby tylko zdążyć na koncert i zachować głowę. Niezmiennie słyszała tylko, że wszystkie loty zostały odwołana, a wznowione zostaną… Nie bardzo wiadomo kiedy. I że wszyscy odradzają jakiekolwiek wyprawy w taką pogodę, bo rzeczywiście na zewnątrz lało niemiłosiernie i chyba nie tylko o deszcz chodziło.
    Gdyby tylko miała walizkę, zapewne kopnęłaby w nią ze złości.
    Co miała teraz zrobić? Albo raczej, co mieli teraz zrobić? Bez żadnych rzeczy, bez noclegu, z zobowiązaniami w innym państwie, nie mogąc się ruszyć z obcego miasta? A w dodatku wisiała nad nią wizja utraty pracy… Już nawet nie miała siły się złościć, ani na Nate’a, ani na nic innego. Usiadła tylko na najbliższym krzesełku, mając wrażenie, że zaraz się rozpłacze z bezsilności.

    OdpowiedzUsuń