Jeśli coś pomyliłam przy dodawaniu linków lub coś nie działa - dajcie znać, proszę! Trochę zamotana jestem ostatnio. - //V.

20 lipca 2000

[KP] No rain, no flowers

Lisa McCarthy

Jedyna córka dwóch lekarzy, którzy zawsze pragnęli mieć ułożone, perfekcyjne dziecko. Przez to bardzo często odnosi wrażenie, że jej życie już od narodzin zostało skrupulatnie zaplanowane przez jej rodziców. Czas spędza głównie w swoim pokoju, ewentualnie na dłuższych wyprawach rowerowych w weekendy. Pilna obserwatorka rzeczywistości, która pragnie wreszcie rozwinąć skrzydła i nabrać więcej odwagi, by cieszyć się życiem oraz spełniać marzenia, których ma pod dostatkiem.

3 komentarze:

  1. To nie była łatwa noc. Mama musiała zostać na nocną zmianę w pracy i na Kiarę zostało zrzucone zajęcie się zaświnkowanym młodszym rodzeństwem (jak cała trójka dała radę załatwić się w tym samym czasie było dla niej nie do pojęcia). Zrywała się w nieregularnych odstępach czasu od 22 do 7, zmieniając dzieciakom okłady, dając im pić i starając się nie udusić tych małych wariatów, którzy nie potrafili zrozumieć, że jeśli Kiara się nie wyśpi, to padnie na angielskim i Boże broń ją przed tą heterą co ich uczy.
    Nie trzeba więc tłumaczyć, że nie była w najlepszym stanie, gdy tłukła się rano autobusem do szkoły, niemrawo kiwając się w rytm poruszającego się pojazdu.
    Wf na pierwszej lekcji jakoś przeżyła, przynajmniej odrobinę otrząsnęła się ze znużenia zaciskającego na niej swoje szpony. Matematyka? Bez problemu, była zbyt zajęta by zasnąć. Fizykę przeżyła.
    Na angielskim jednak, zgodnie z jej przewidywaniami straciła nieco kontakt z rzeczywistością. Właśnie rozmyślała o tym jak wspaniale będzie w końcu paść do łóżka i odpłynąć (miała dzisiaj wyjątkowo wolne), kiedy głos pani Martinez wypowiadający jej nazwisko wyrwał ją z zamyślenia.
    -…a więc Lee z McCarthy i tak dalej, alfabetycznie po liście. Wszystko zrozumiane? Za dwa tygodnie chcę widzieć wasze eseje na biurku.
    Tylko nie praca zespołowa, nieee!
    Odwróciła się do dziewczyny siedzącej za nią i zmusiła się do uśmiechu.
    -Cześć… Lisa? Tak? Wybacz, trochę się rozkojarzyłam. O co chodzi dokładnie?

    OdpowiedzUsuń
  2. Uśmiech spełzł jej z twarzy. Piętnaście stron. Tragiczna miłość. Chryste.
    -Damy radę, Lisa – powiedziała dramatycznym tonem i poklepała dziewczynę po ramieniu – Razem damy radę.
    Odwróciła się z powrotem do tablicy i zaczęła robić notatki. Lekcja trwała już w najlepsze, jakby temat eseju nigdy nie został poruszony. Znużenie opuściło ją nagle. Może po prostu jej organizm wiedział, że teraz nie czas na to.
    Gdy zadzwonił dzwonek wrzuciła zeszyty do połatanego plecaka (z tego dzieła była bardzo dumna, łaty zrobione były ze starej kurtki jej przyjaciółki, fioletowej w drobne kwiaty, co przyjemnie odcinało się od musztardowej żółci oryginalnego materiału) i ruszyła z buta, by dogonić Lisę.
    -Hej! – zawołała, delikatnie dotykając pleców dziewczyny – Kończę za dwie lekcje. Masz czas, żeby spotkać się w bibliotece? Mogłybyśmy dzisiaj przynajmniej zastanowić się nad przykładami.
    Nie zamierzała ukrywać, że im szybciej skończą cały ten idiotyczny projekt, tym szczęśliwsza będzie. Potrzebowała dobrych ocen, ale potrzebowała też pracować, a wszystkie tego typu zadania skutecznie pozbawiały jej czasu.
    Ziewnęła rozdzierająco, zasłaniając usta dłonią.
    -Wybacz – mruknęła, uśmiechając się przepraszająco.
    [Opornie mi to idzie, ale zaraz się rozkręcę, nie martw się :D]

    OdpowiedzUsuń
  3. Odetchnęła z ulgą, kiedy Lisa zgodziła się na spotkanie. Po ostatniej porażce związanej z pisaniem eseju, która skończyła się tym, że Kiara nawrzeszczała na swojego partnera po tym jak pojawił się naćpany jak delfin w kawiarni, w której umówili się na wspólną pracę, jej zaufanie do ludzi spadło mniej więcej do zera.
    Nie potrafiła ukryć lekkiego zdziwienia, kiedy usłyszała pytanie dziewczyny i to całkiem… troskliwe.
    -Uhm…
    Przeczesała włosy palcami, mierzwiąc i tak niesforną fryzurę, zastanawiając się równocześnie czy odpowiedzieć szczerze czy zblefować. „Imprezowałam do późna”, „Odrabiałam matmę” i „Byłam u chłopaka” były odpowiedziami, które zostałyby skwitowane krótkim „aha”. Prawda? Niekoniecznie. Nienawidziła tego błysku litości, który pojawiał się w oczach każdej osoby, której wspominała o sytuacji w domu. Hej, daje sobie radę, prawda?
    Coś jednak podpowiadało jej, że Lisa nie potraktuje jej jak zranionej owieczki, która potrzebuje pomocy.
    -Mam epidemię świnki w domu, a mama nie mogła pozwolić sobie na zwolnienie się z pracy. Zajęcie się bachorkami spadło na mnie.
    Przewróciła oczami.
    -Uwierz mi, nie ma nic gorszego od gorączkujących dzieciaków.
    [<3]

    OdpowiedzUsuń