23 lipca 2000

[KP] Ylaya Melwasúl

To, że widzisz słońce nie oznacza, że masz bystry wzrok.
To, że uniosłeś kilka ziarenek piasku, nie świadczy o twojej wielkiej sile. 
Nie ma chwały w zapanowaniu nad ludźmi słabymi i pozbawionymi ducha.
Peter V. Brett
Ylaya Melwasúl
Środkowa córka wodza || Jeździec Smoków || Bard z pasji || Łucznik dla obrony || Stitch 

Jako córka wodza powinna dawać innym przykład. Powinna zachowywać się tak jak na damę - wojowniczkę przystało. Nie powinna się sprzeciwiać ojcu. A mimo wszystko niemal od zawsze robiła wszystkim na przekór. Miała zasiąść ognistego smoka, który byłby odzwierciedleniem jej ognistego i porywczego charakteru. Jednak, kiedy znalazła małego, białego smoka, od razu go przygarnęła. I na nic zdały się prośby, a nawet groźby. Wychowała Stitcha, z którym tworzą świetny zespół. Mknie na białym smoku po niebie i tylko w takich chwilach czuje się naprawdę szczęśliwa
Ma tendencję do znikania i pojawiania się w różnych miejscach. Do dziś wielu się zastanawia, jak udało jej się wyplątać z niechcianego małżeństwa i wplątać w nie starszą siostrę. 

- Nie śpij w siodle!

- Ja nie śpię! Ja twórczo myślę!
Często wymyka się pod osłoną nocy, aby polatać na smoku. Jeszcze częściej wymyka się za dnia. Ojciec prawi jej morały, ale nie wyciąga konsekwencji. Podobno dlatego, że najbardziej z jego córek, przypomina swoją matkę - uroczą kobietę i dzielną wojowniczkę, którą wódz pokochał do szaleństwa.
Nauczyła się strzelać z łuku już jako mała dziewczynka. Sztukę władania mieczem doskonali do dnia dzisiejszego. Ma problem z przewidywaniem ruchu przeciwnika, a czasami z utrzymaniem miecza.
Dla relaksu i rozrywki grywa na lutni. Podobno niektóre ze smoków da się kontrolować za pomocą muzyki. Ale zapewne, to tylko legendy... 

2 komentarze:

  1. [Wybacz mi tę okrutną zwłokę, musiałam na chwilę odstawić wszelki internet D:]
    Z rzadka zabijał smoki. To nie tak, że miał ku temu jakiś dziwny wstręt, ale też nie chodziło o to, że nie potrafił. Aczkolwiek w wiosce była mnogość wojowników lepszych od niego – tak w mieczu, jak i w łuku, a nierzadko nawet w obu naraz. Opowiadali o mrowiu pokonanych bestii, a on z reguły tylko uśmiechał się i cicho gratulował, bo sam mógł pochwalić się liczbą o jedno zero mniejszą. Ale tak naprawdę nie ubolewał – w wiosce pełnił inną rolę, a przecież też ważną. Jego matka nie miała córek, które mogłaby wychować na swoje następstwo, a zielarz i cyrulik był im potrzebny. Więc nie wychylał się nadmiernie i nie pchał do walki – w końcu kiedy medyk jest ranny, kto się nim zajmie? Wiele czasu spędzał w ogrodzie lub wraz ze swoją matką i jej pacjentami. Na razie jej pomagał, ale wiedział, że wkrótce sam będzie musiał to wszystko ogarniać.
    Niejednokrotnie myślał o partnerce, choćby z najbardziej prozaicznych przyczyn. Zwykłej pomocy domowej, możliwości posiadania potomstwa. Ale nie tylko. Miał nadzieję na jakąś miłą miłostkę, o której będzie mógł opowiadać, jak teraz jego matka. A z drugiej strony właśnie dlatego nie chciał zbliżać się nadmiernie do kogokolwiek. O następcę martwić się jeszcze nie musiał, ale był pewien, że znalazłby jakiegoś dzieciaka chętnego do nauki. Chodziło jednak o to, jak jego matka reagowała teraz, kiedy wspomniało się przy niej o Ponocnikach. Jak jej spojrzenie wyostrzało się, a ona chłodniała. Bo tak długo, jak nie schodziło się na ten jeden temat, była ciepła i otwarta oraz całkowicie gotowa do opowiadania jednej z setki anegdotek o mężu.
    Tego więc dnia Falkret nie wspomniał, że wioskowi chłopcy polują właśnie na Ponocnika, który buszuje w miejscu, w którym są zioła, których potrzebowali. Zabrał tylko torbę, którą zawiesił na ramieniu, uśmiechnął się na pożegnanie i wyszedł. W pierwszej chwili powitał go chłodny podmuch jesiennego wiatru, więc z odruchu szczelniej owinął się wełnianym kubrakiem, uszytym mu przez jedną z pacjentek mamy w roli podziękowania za ocalenie jej syna. Wtedy chciał go oddać, teraz jednak dziękował bogom, że tego nie zrobił. Zagłębił się powoli w las, a tam wszystko stało się cholernie szybko. W jednej chwili zrywał wrzosy, w następnej już słyszał przeraźliwy huk ledwie parę, może paręnaście metrów od drzewa. Odruchem medyka wepchnął to, co już uzbierał do torby i poleciał pospiesznie w tamtą stronę. Gdy już zbliżył się do źródła hałasu, był niemal pewien, co się stało. Zobaczył dziewczynę, mniej więcej w jego wieku, leżącą na miękkiej ściółce usłanej barwnymi liśćmi. Miała szczęście, przeszło mu przez myśl, gdy do niej podbiegał. Rzucił pospiesznie okiem na obrażenia i już miał jako taki obraz sytuacji. Liczne obicia, zamortyzowane ewidentnie przez listowie. Musiała spaść. Ponocnik? Nie widział na niej śladów pazurów, a to było nieco dziwne, ale może wypuścił ją celowo? Tylko czemu? Mógł w sumie trafić na lepszą ofiarę. Co by to nie było, Falkret był medykiem, musiał się więc nią zająć. Obrażenia nie były poważne, co dobrze wróżyło. Oddychała, co też sugerowało, że było lepiej niż dobrze, a dziewczyna miała więcej niż sporo szczęścia. Próbował ją wybudzić, coś do niej mówić, ale nie reagowała. Westchnął.
    Kątem oka zobaczył lutnię, którą przewiesił sobie przez ramię, po czym podniósł dziewczynę ostrożnie, wybadawszy wcześniej okolice jej kręgosłupa i powoli ruszył w stronę wioski. Była dosyć drobna, ale chłopak sam nie należał do specjalnie silnych osób. Zawołał parę razy za wojownikami, którzy przecież byli w lesie, ale gdzieś ich wcięło. Pewnie trafili na dobry trop. Szczęśliwie był przynajmniej na skraju lasu, więc jego marsz nie był daleki. Gdy dotarł do chatki, jego matki nie było. Musiał założyć, że jest w ogrodzie. Postanowił zaraz ulokować dziewczynę na łóżku dla pacjentów, teraz całkowicie wolnym. Obrażenia, owszem, poważne nie były, ale Falkret wolał im się przyjrzeć uważniej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już zaczął grzebać w ziołach, szukając czegoś na rozbudzenie, aż nagle usłyszał za sobą głos. Odwrócił się z wyuczonym, lekarskim uśmiechem i powiedział:
      – W bezpiecznym miejscu. Spadłaś z wysoka, więc uznałem za stosowne ci pomóc. Dobrze się czujesz? – spytał, przyglądając jej się uważnie, z troską.

      Usuń