6 sierpnia 2000

[KP] every moment matters

STEVEN LEWIS
23 lata studia na psychologii na Harvardzie dzięki poświęceniu rodzicówbrat szesnastoletniej Carrie, dziesięcioletniego Jima oraz pięcioletniego Tomawrażliwywdzięcznyinteligentnyszeroko posunięte plany na przyszłośćodpowiedzialność

7 komentarzy:

  1. Dlaczego psychologia? By zrozumieć dlaczego ojciec rzuca się w wir pracy, zarabia olbrzymie sumy tylko po to by przesłać im daną kwotę na konto, a resztę wydać na kochanki. By pojąć dlaczego matka z ćpającej koki modelki zmieniła się w pisarkę nadużywającą alkohol. A poza tym lubił babrać się w ludzkiej przeszłości i psychice. Chociaż perspektywa siedzenia w gabinecie i słuchania cudzych problemów wydawała mu się nudna to nakręcał się za każdym razem kiedy pomyślał, że będzie potrafił rozpoznać już po samej rozmowie jaki jest dany człowiek. A przede wszystkim pragnie nauczyć się jak manipulować ludźmi.
    Jaki według niego był Steven gdy pierwszy raz go zobaczył? Zamknięty w sobie przestraszony chłopiec, który pragnie w końcu się otworzyć i zaszaleć. Był przecież tylko zwykłym chłopakiem ze wsi, który po raz pierwszy zobaczył prawdziwy, nowy świat... Mimo tego Lu nie skreślił go całkowicie. Widział w nim potencjał i wydal mu się po prostu przyjazny. A do tego szukał w temacie psychologii tego co i on. Tak więc mimo wielu rzeczy, które ich poróżniały to znalazło się coś co ich połączyło.
    Pierwszy dzień na nowej uczelni zawsze wiąże się z poznawaniem okolicy, nowych znajomych i za klimatyzowaniem się w nowym otoczeniu. Potem przychodzi czas na pierwsze zajęcia. Lucien był bogaty więc pokój w akademiku wynajmował w pojedynkę. Nie chciał by ktokolwiek chrapał mu przez całą noc, albo puszczał bąki. Cenił sobie swoją prywatność nade wszystko. A że był również typem imprezowicza, który przyciągał swoją osobowością dosłownie wszystkich... dzień wcześniej poimprezował z nowymi kolegami i krótko mówiąc przesadził z wódką.
    Obudził go budzik i okropny ból głowy. Jeszcze tylko godzinka.... Mam czas... Studia nie uciekną... pomyślał i nagle poderwał się na równe nogi. Był spóźniony na pierwszy wykład. Przeczesał tylko swoją grzywkę, szybko się przebrał, narzucił na siebie skórzaną kurtkę i wybiegł z pokoju wzdłuż korytarza i przez dziedziniec. Wpadł do sali z hukiem, a wszystkie pary oczu skierowały wzrok w jego stronę.
    -Panie Carr na litość boską spóźniony w pierwszy dzień? -Profesor pokiwał głową. -Proszę siadać i nie przeszkadzać.
    Lucien zajął szybko wolne miejsce obok jakiegoś chłopaka, który dziwnie mu się przyglądał. To był ten chłopak, który przyjechał ze wsi, ten którego obgadywali na imprezie, że pewnie ojciec musiał sprzedać wszystkie świnie, żeby było ich stać na Harvard. Ale Lu pomyślał, że może właśnie tego mu trzeba. Znajomości z kimś kto nie oszalał na punkcie pieniędzy.
    -Dużo przegapiłem? -Uśmiechnął się do niego, a potem podał mu rękę. -Lucien Carr.

    OdpowiedzUsuń
  2. Lucien zerknął na notatki. Psychologia nauka badająca mechanizmy i prawa rządzące psychiką oraz ...ble ble ble przeczytał w głowie. To o tym mają się uczyć? Czym jest psychologia? On chciał badać najmroczniejsze zakamarki umysłu, a nie uczyć się pieprzonych regułek. Odsunął notatki z powrotem do Stevena.
    -Sama nuda... -Powiedział pod nosem, kiedy rozległ się dzwoniący telefon komórkowy. Wszyscy spojrzeli ponownie w ich stronę. Lucien początkowo nie wiedział o co chodzi dopiero po chwili, kiedy profesor zasugerował, że być może to jego telefon odebrał rozmowę.
    -Mam wykład. Oddzwonię. -Schował komórkę do kieszeni i uśmiechnął się do wszystkich. Profesor pokręcił tylko głową i wrócił od wykładu w głębi duszy modląc się by pan Carr szybko zrezygnował z psychologii.
    W szkole Lucien nigdy nie był przykładnym uczniem. Może i miał dobre oceny żeby dostać się na studia, ale zawsze podchodził do nauki olewczo. Przecież czego się nie nauczy to ściągnie, albo znajdzie jakiś inny sposób. Był mistrzem w ściąganiu i oszukiwaniu nauczycieli. A jego niewinne oczy i uśmiech zawsze sprawiały wrażenie, że Lu nie może stać za spalonym dziennikiem czy rozdanymi odpowiedziami testu końcowego.
    -Dlaczego psychologia? -Wyszeptał do Stevena. -Wyglądasz mi bardziej na fizyka.
    Nie należał do osób, które potrafiły wytrzymać cały wykład w ciszy i jeszcze robić pilnie notatki. Był zdania, że co ma zapamiętać to i tak zapamięta, a większość to po prostu niepotrzebne brednie. On chciał pracować ze świrami, grzebać w umyśle prawdziwych seryjnych morderców czy gwałcicieli, a to obiecywali im dopiero na piątym roku studiów. Jednak Lu miał inny plan.
    -Jesteś tu po to by uczyć się tych bredni czy przejść do prawdziwej psychologii?

    OdpowiedzUsuń
  3. -O to właśnie chodzi Steven... -Lu uśmiechnął się do niego i nachylił się nad nim. -By potrafić rozpoznać w najsłodszej istocie seryjnego mordercę, w szkolnym prymusie pedofila, a w macho sypiającym co noc z nową panienką geja...
    Dla niego cała ta psychologia była tylko dobrą rozrywką. Przecież nie zamierzał siedzieć w swoim gabinecie i wysłuchiwać dlaczego pani Collins rozeszła się z mężem po dwudziestu latach małżeństwa, albo po co pan Willis po raz kolejny zdradził żonę. Takie banalne rzeczy go nie interesowały.
    -Dokładnie Stevenie. Chcę badać najgorsze przypadki. Chcę zrozumieć takich ludzi, a nie osądzać ich. Jeśli chcesz czekaj na mnie po zajęciach. Mam znajomego w pobliskim psychiatryku. -Puścił mu oczko.
    Dlaczego go zaprosił? Miał to być między innymi eksperyment z psychologii. Chciał zaufać swojemu instynktowi dlatego wybrał Stevena. Chłopaka ze wsi, który nie był lubiany przez śmietankę towarzyską. Jednak jemu wydał się kimś normalnym. Kimś kto dzięki pracy, a nie pieniędzy dochodzi do wszystkiego. Kimś kto mógł Lu nauczyć czegoś więcej niż tylko zabawy i wydawania pieniędzy, a poza tym to Lu mógł wybierać sobie znajomych. Zawsze wszystkich przyciągał i zawsze każdy marzył by się z nim przyjaźnić. Steven był inny i tego był pewny.
    -Ponoć trzymają tam dziewczynkę z Nevady... -Czekał na jego reakcję. Ową dziewczynką była dziesięciolatka, która bez powodu zabiła swoją młodszą siostrę pchając ją nożem czterdzieści pięć razy. Ostatnio w kraju było dość głośno o niej. Obecnie przebywała w zakładzie psychiatrycznym trzy dzielnice dalej.

    OdpowiedzUsuń
  4. Lucien zawsze był osobą, która niczym się nie przejmowała, podejmowała decyzje nagle i spontanicznie, a dopiero po fakcie zastanawiała się czy to była słuszna decyzja. Na pomysł o odwiedzeniu szpitalu psychiatrycznego wpadł sam. Mógł przecież zabrać ze sobą swoich bogatych kolegów, ale wiedział, że ci na pewno puszczą parę z ust. Steven nie ośmieliłby się nikomu o niczym powiedzieć bo mógłby zostać wylany z uniwersytetu, a to oznaczałoby jego porażkę.
    -Nad czym się zastanawiać. Możemy tam pójść wieczorem. Eddie nas wpuści. -Puścił do niego oczko. -Podobno ta Nevada bo tak na nią mówią jest totalnie pokręcona. Wbiła widelec w rękę jakieś kobiety tylko dlatego, że ta się na nią spojrzała. Mówię ci to o wiele ciekawsze niż te wykłady. -Wyciągnął niespodziewanie telefon i po chwili podsunął go w stronę Stevena. -Zobacz to ona.
    Na wyświetlaczy widniało zdjęcie dziewczynki w długich tłustych włosach, która spoglądała spod łba na autora zdjęcia. W oczach było widać coś przerażającego. Jej spojrzenie mówiło 'zabiję cię'. Była zapięta w kaftan i siedziała na samym środku pokoju bez okien i klamek. Miała rozciętą wargę po której spływała krew.
    -Eddie to zrobił po tym jak jakiś sanitariusz musiał użyć przemocy żeby ją uspokoić. Idziesz na dzisiejszą imprezę w akademiku? -Zmienił nagle temat nie dając Stevenowi posłuchać wykładu. -Będzie dużo panienek, alkoholu i głośna muzyka... Ale ja wybieram się na miasto... -Spojrzał na niego uśmiechając się. -Chcesz się rozerwać?

    OdpowiedzUsuń
  5. -Oj Steve... Steve... -Zrobił jego imię nie zastanawiąc się czy w ogóle mu się to spodoba. -Po pierwsze się wyluzuj. Świat stoi otworem przed tobą i na pewno będziesz kimś, ale musisz się trochę zabawić. -Puścił mu oczko. -Nie idę na żadną imprezę. Nie lubię tej żałosnej muzyki, którą puszcza dj, nie lubię pijanych lasek, które same pchają się na kolana i tych sztucznie uśmiechniętych twarzy.
    Lucien w szkole średniej często chodził na takie imprezy, ale jakoś nigdy go nie kręciły. Wolał czytać książki czy pisać wiersze lub jeździć konno w stajni swojego wujka. Robił wszystkie te rzeczy o które nikt by nawet go nie podejrzewał. Jako syn bogatych rodziców powinien był kochać imprezy. Jednak tak nie było...
    -Pójdziesz ze mną do tego psychiatryka. -Uniósł dumnie głowę. -Ale jeszcze nie teraz bo nie jesteś głupi. Nie ufasz mi. Dopiero co mnie poznałeś i masz za dużo do stracenia. Zgadza się? Jeśli tak to jestem cholernie dobrym materiałem na psychiatrę. -Zaśmiał się po cichu.-Zapraszam cię do mojego pokoju. Trzecie piętro w akademiku pokój numer 288 wchodź bez pukania. Mam dobrą wódkę od mojego dziadka z Polski, a to już powód by wypić choćby kieliszek.

    [Możesz przeskoczyć do momentu kiedy do niego przyjdzie :D ]

    OdpowiedzUsuń
  6. Lucien od razu pomyślał, że chyba nieźle wystraszył Stevena skoro ten wybiegł szybko z sali wykładowej. Może za bardzo nalegał? Cóż nic na siłe. Czysta psychologia. Jeśli teraz odpuści to ciekawość powinna przyciągnąć Stvena do jego pokoju.
    Wrócił z wykładów zmęczony jak nigdy, ale postanowił jeszcze nie wracać do pokoju. Poszedł na stołówkę, gdzie zamówił ciemną kawę. Tam spotkał swojego dobrego kolegę Jerrego. Jerry był dzieciakiem z jednej z najbogatszych rodzin na świecie i cholernie chciał studiować literaturę chociaż ojciec wylał go na prawo. Tak więc Lu słuchał przez dwie godziny o tym jak Jerry zamierza zbuntować się ojcu multimilionerowi po czym rozstali się machając sobie na pożegnanie.
    Zapadł wieczór. Lu zaświecił świecie w swoim pokoju. Zawsze to robił gdy miał ochotę poczytać jakaś poezję, albo dobrą książkę. Nalał sobie trochę czystej wódki do szklanki i usiadł na parapecie przy otawartym oknie. Zaczął czytać popijając alkohol...
    Po chwili otworzyły się drzwi. Lu dobrze wiedział kto przyszedł. Uśmiechnął się pod nosem i zaczął czytać cytat z książki:
    -Gdy coś pokochamy to coś na zawsze staje się nasze. A kiedy próbujemy się tego pozbyć to zawsze do nas wraca. Staje się częścią nas... Albo nas niszczy. -Uniósł wzrok znad książki. -Witaj Steve. Siadaj. Tam jest wódka. Nalej sobie. Tylko mi nie odmawiaj. Są studia, a my jesteśmy młodzi i rządni przygód.

    OdpowiedzUsuń
  7. Odłożył książkę na parapet i zeskoczył z niego. Żwawym krokiem podszedł do stołu i sam dolał sobie wódkę. Zrobił kilka głębszych kroków po czym oparł się plecami o zimną ścianę. Ucieszył się, że jednak Steven do niego przyszedł. Zawsze raźniej spędzać czas z kimś niż samemu.
    -Mądry cytat Steve.... -Zamyślił się. -Moja matka musi być szaleńczo zakochana w moim ojcu i zgodnie z tym co powiedziałeś niszczy ją to. Z dnia na dzień wbija jej coraz więcej noży w serce i sprawia, że staje się coraz słabsza. Że poddaje się nałogą byle tylko zapomnieć o tym, że ojciec pieprzy jakąś panienkę na swoim nowych jachcie. -Wyszczerzył zęby w uśmiechu. -Zawsze musi być jakiś powód by się spotkać? -Puścił do niego oczko. -Trwa impreza w akademiku. My możemy wyjść na miasto do baru. Znam taki w którym barman może sprzedać nam trochę trawki.
    Lucien nie brał narkotyków, ale czasami zapalił sobie. Robił to rzadko jedynie gdy nadarzyła się okazja.
    -Albo możemy zostać tutaj, wypić wódkę i obgadać naszych kolegów i nasze koleżanki. -Dolał sobie ponownie wódki. -Ale przede wszystkim wyluzuj Steve. Jesteś jakiś spięty jakbyś był z panną na randce. Masz w ogóle jakaś dziewczynę?

    OdpowiedzUsuń