Jeśli coś pomyliłam przy dodawaniu linków lub coś nie działa - dajcie znać, proszę! Trochę zamotana jestem ostatnio. - //V.

11 sierpnia 2000

[KP] Ktoś kiedyś powiedział, że wszystko co kochasz i czego nienawidzisz jest jednym i tym samym zwykłym snem

WIKTOR KRZYSZTOF ZAGÓRSKI
25 II 1981, Kraków, Polska — letnik wynajmujący dom w gospodarstwie państwa Kołodziejów
Kilka razy znalazłeś się na językach całego kraju, ale wbrew twoim naiwnym marzeniom, nie miało to nic wspólnego z ukończoną przez ciebie architekturą. Nigdy nie zastanawiałeś się nad najgorszymi scenariuszami, chyba nikt normalny tego nie robi; twoje życie, choć niełatwe, układało się swoimi spokojnymi torami. Byłeś pierworodnym synem sprzątaczki i gospodyni domowej oraz pracowitego mechanika, a chociaż w twoim domu nie przelewało się z nadmiaru pieniędzy, dawaliście sobie radę. Nauczyłeś się szanować każdą zarobioną złotówkę, bo praca nie była ci obca od młodego wieku; nigdy nie chciałeś być ciężarem i wolałeś sobie oszczędzić wymówek pod swoim adresem ze strony ojca, z którym nigdy nie żyłeś dobrze. Do dziś nie wiesz, czy za obopólną niechęcią stał twój nastoletni bunt, czy fakt, że nieprzychylnym okiem patrzyłeś na to, jak wylewał sobie za kołnierz przy byle okazji, dokładając twojej matce zmartwień. W wieku dziewiętnastu lat ze świeżo zdanym egzaminem dojrzałości w kieszeni poprosiłeś o rękę swoją szkolną koleżankę, za którą szalałeś od bardzo dawna. Zgodziła się chyba na przekór nadopiekuńczym rodzicom, jednak przetrwaliście lata studiów, które szybko okazały się najszczęśliwszym czasem w twoim życiu, mimo że często wiatr wiał wam w oczy, a parszywy los rzucał kłody pod nogi. Nieplanowanie zostaliście rodzicami wspaniałego chłopca i właśnie wtedy wszystko wzięło w łeb; fałszywe oskarżenie, trzymiesięczny areszt, który przerodził się w dziesięć lat spędzonych za kratami. Własna rodzina przestała ci wierzyć, bo czas potrafi zniszczyć dosłownie wszystko — tylko matka obstawała przy swoim, będąc pewną, że nie zabiłeś z zimną krwią, walczyła o ciebie niczym lwica i właśnie ta walka kosztowała ją życie. Tak długo powtarzałeś każdemu wokół, że jesteś niewinny, że w pewnym momencie sam zacząłeś zastanawiać się nad tym, co jest rzeczywistością, a co wymysłem twojego zmęczonego umysłu. Kiedyś tam odeszła Małgosia i Antek, kiedyś tam przerwał się sznur, na którym próbowałeś zawisnąć. Mówią, że w pewnym wieku doskonale wiesz, kim jesteś. Dzisiaj nie potrafisz patrzeć na swoich bliskich bez żalu do samego siebie — widzisz w końcu pozostałość po rodzinie, którą zniszczyłeś. Nie szukasz nawet kontaktu z niewidzianym od dekady synem, czując w kościach, iż jego matka nie życzyłaby sobie twojej obecności. Próbujesz znaleźć sobie zajęcie, odnaleźć się w świecie, przywyknąć do nieuchronnych zmian. Palisz po kilka paczek dziennie i nikt cię nie powstrzymuje. Chyba już wiesz, kim jesteś, a po tylu latach to małe zwycięstwo.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz