Jeśli coś pomyliłam przy dodawaniu linków lub coś nie działa - dajcie znać, proszę! Trochę zamotana jestem ostatnio. - //V.

4 sierpnia 2000

[KP] Life is beautiful

Andreas Berg
35 LAT | NAUCZYCIEL SZTUKI | WDOWIEC

4 komentarze:

  1. Dzień zapowiadał się naprawdę paskudnie. Zresztą jak każdy inny w Oslo. Za oknem szalał wiatr, a krople deszczu z impetem uderzały o chodnik. Wiedziała o tym nawet panienka Larsen, która nieco od ponad roku nie była w stanie zobaczyć nawet minimalnego przebłysku światła. Myślała, że nigdy do tego nie przywyknie. Była pewna, że popełni samobójstwo, a matka będzie płakać i przeklinać Boga na jej pogrzebie. Niegdyś zadbana, starannie dobierająca odpowiednia stylizację, obecnie zamknięta w sobie, ciut zbyt bardzo opryskliwa z wielkim zniechęceniem na twarzy. Powrót do szkoły ma być dla niej swoistą terapią dlatego od nieco dwóch tygodni stara się zaklimatyzować.
    Internat jednej z najbardziej prestiżowych szkół prywatnych w Norwegii był wyposażony naprawdę hojnie, a uczniowie prócz podstawowych przedmiotów mogli wybrać sobie masę zajęć dodatkowych. Susana, zważywszy na swoją nieudolność miała nauczanie, które różniło się od innych, jednak na większość zajęć chodziła z resztą swojej klasy. Jej półroczne egzaminy są zupełnie inaczej postrzegane i choć wszyscy zazdroszczą jej taryfy ulgowej nikt by się z nią nie zamienił. Człowiek posiadający wszystkie zmysły ma szczęście w nieszczęściu. Z jednej strony jest bardzo samodzielny i niezależny. Z drugiej głuchy i głupi, bowiem ma za dużo dróg, którymi bodźce docierają do jego mózgu. Susana straciła wzrok, ale wyostrzył jej się słuch. Jej dotyk stał się tak czuły, że brunetka jest w stanie czując fakturę skóry rozpoznać do kogo należy, muskając ją tylko przez chwilę. Bez problemu wyłapuje nawet najcichszy szmer i na długo zapamiętuje zapach danej osoby. Musiała się tego wszystkiego nauczyć. Uczyła się chodzić na nowo, jeść i czytać. Dostała specjalny telefon obsługiwany głosem i masę innych gadżetów, które zdaniem jej rodziców, miały ułatwić jej nastoletnie życie. Zamiast tego wkurzają ją tylko, więc już dawno wylądowały w pudle na komodzie.
    Dochodziła godzina 8 co dosadnie podkreślił budzik, więc piegowata dziewczyna chciała czy też nie, musiała wstać by na spokojnie doprowadzić się do względnego porządku. Topografia jej niewielkiego pokoju nadal sprawiała jej spore trudności, dlatego poruszanie się bez laski zwykle kończyło się licznymi siniakami i przekleństwami rzucanymi na głos. Już kilka razy spadła jej lampka nocka, a rumor wywołany bliskim spotkaniem z podłogą przywołał sąsiadkę mieszkającą pokój obok. Całe szczęście skończyło się niewielkim zadrapaniem lecz brzmiało i wyglądało całkiem poważnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niechętnie i bardzo ociągale brunetka wygramoliła się z lóżka i przetarła oczy. Dotykając każdego mebla po kolei przetransportowała się do niewielkiej łazienki by odnaleźć umywalkę i móc przemyć twarz. To samo zrobiła z zębami i lada chwila, w artystycznym nieładzie, próbowała odnaleźć szczotkę do włosów. Co prawda niepełnosprawność nauczyła uczennicę porządku, jednak odnalezienie się w nowym pomieszczeniu i przypisanie każdemu przedmiotowi swojego miejsca, zajmowało trochę czasu. Niewiele się zastanawiając rozpuściła włosy, zebrała je dłońmi i związała w luźnego koka. Od razu poczuła jak niesforne, polokowane kosmyki, wychodzą jej w okolicy czoła i uszu jednak działo się to nagminnie, więc zwyczajnie to zignorowała. Jakimś cudem znalazła w szafie koszulę i spodnie, na stopy wciągnęła trampki i biorąc w biegu swoją najlepszą, białą przyjaciółkę, wyszła z pokoju. Wręcz automatycznie skierowała się do klasy numer 5, na parterze, bo tam miała zacząć dzisiejsze lekcje. Była to sala do ogólnie pojętej sztuki. Mogła grać na pianinie, dmuchać w klarnet bądź malować gdzieś w kącie. Czasami był wykład, czasami zajęcia na powietrzu, od koloru do wyboru. Lekcje były na tyle luźne, że należały do tych nieobowiązkowych – oczywiście pomijając Susanę bo dla niej miała być to forma rehabilitacji. Tydzień temu ominęła je celowo i dostała reprymendę od dyrektora. Prócz zajęć grupowych o 9, miała również sesję wieczorną, na którą mogła przyjść sama bądź z jakąś bliską osobą. Póki co modliła się by nauczyciel nie okazał się starym zgredem, który zamiast w ciekawy sposób prowadzić zajęcia, będzie ich wszystkich ograniczał i trzymał w ryzach.
      Oparła się o ścianę tusz obok drzwi bacznie wyczekując pedagoga. Znając życie jako pierwsza go usłyszy, bo wszystkie dziewczyny zagorzale plotkowały, a dwóch chłopaków, którzy również postanowili uczestniczyć w zajęciach, rozmawiali o wczorajszym meczu.

      Susana Larsen

      Usuń
  2. Tak jak myślała wiedziała o przybyciu nauczyciela jako pierwsza. Udawała, nawet przed samą sobą, że olewa te zajęcia jak każde inne jednak wychodzenie poza strefę komfortu bardzo stresowało młodą kobietę. Tak naprawdę nie wiedziała czego może się spodziewać, nie miała pojęcia do czego jest zdolny nauczyciel i czego będzie od niej wymagał. Większość traktowała ją naprawdę ulgowo i w miarę jej to pasowało. Mogła wszystko olewać, nie szła do odpowiedzi na lekcjach, a o liczeniu przy tablicy mogła tylko pomarzyć. Miała prawo się spóźniać i mieć muchy w nosie. Mogła naprawdę wiele, a wszyscy i tak litowali się nad nią co jeszcze bardziej działało jej na nerwy. Wykorzystywała sytuację bo jej na to pozwalano. Zamiast zderzyć brunetkę z rzeczywistością i zahartować jej wątły organizm, nauczyciele i psychologowie skakali nad nią jak nad małym dzieckiem.
    Ona naprawdę nie chciała tu być. Zapragnęła wrócić do swojego pokoju jak tylko usłyszała dźwięczny, męski głos. O młodym nauczycielu chodziły różne plotki i choć Susana starała się ich nie słuchać, dziewczyny zwykle tak głośno nawijały, że nie dało się tego zrobić. Większość uważała Berga za niezłe ciacho, a co druga zastawiała się nad jego karierą. Chłopcy zazdrościli mu talentu bądź nie przepadali za młodym nauczycielem tak dla zasady. Okres dojrzewania był naprawdę paskudny i niejeden nauczyciel zmienił pracę przez nabuzowanych testosteronem i głupimi pomysłami, licealistów.
    Po wejściu do klasy dziewczyna zajęła pierwszą zlokalizowaną przez siebie ławkę i nieco nieudolnie spoczęła na miejscu. Szczerze nienawidziła hałasu, który zwykle wokół siebie robiła, bo choć nie widziała ciekawskich spojrzeń, wiedziała, że i tak wszyscy się na nią gapią.
    Zapowiadało się naprawdę nudno toteż nastolatka oparła podbródek na dłoni, a paznokciami drugiej ręki zaczęła wybijać tylko sobie znany rytm. Dopiero po kilku zdaniach została wciągnięta przez blondyna w jakąś pułapkę, otchłań czy inna czarną dziurę i zaczęła słuchać. Dawno nie słyszała człowieka, który z taką lekkością wykładał. Słuch był jedynym zmysłem, którym brunetka mogła przyswajać obecne zajęcia, dlatego skupiała się najmocniej jak umiała by wychwycić nie tylko ważne słowa, ale także ich intonacje i akcent. Dziewczyna czuła się jakby ktoś czytał jej naprawdę dobrą książkę i choć szczerze nie miała zielonego pojęcia na temat malarzy i innych artystów, w tej chwili była naprawdę bardzo zaciekawiona.
    - Nie wiem czy zdążył się pan zorientować.. – powiedziała z przekąsem jak zwykle testując granice nowo poznanego nauczyciela. -.. ale jestem ślepa i którykolwiek wybiorę i tak nie będę wiedziała co na nim jest, więc co to za różnica? – zadała pytanie retoryczne bo zamiast odpowiedzi oczekiwała spokoju. Zwykle po takim wystąpieniu nauczyciele się peszyli i zamykali by nie drążyć tematu. Bo co jej mogli powiedzieć? Że kiedyś zobaczy? Że sztukę można odczuwać w inny sposób? Skoro ludzie naprawdę w to wierzą niech na tydzień zawiążą sobie oczy opaską i spróbują żyć normalnie. Albo chociaż odczuwać sztukę.
    Zareagowała automatycznie. Reakcja obronna była przypisana do jej osoby jak biała przyjaciółka, która zwykle pomaga jej się w miarę normalnie poruszać. Nie panowała nad swoim językiem i przyzwyczajeniami, które nabyła podczas niecałych dwóch tygodni pobytu w szkole. Mimo chwilowej fascynacji słowami wypowiadanymi przez mężczyznę, nadal potrzebowała spokoju. Wolała być niewywoływana, tym bardziej po nazwisku bo dałaby sobie obie ręce obciąć, że pozostali uczniowie znajdujący się w klasie świdrują ją w tym momencie wzrokiem. Ktoś wywołał zapytał ją o coś po raz pierwszy. I niby ta forma terapii miała jej w czymś pomóc?

    OdpowiedzUsuń
  3. Westchnęła głęboko i zagryzła wargę, bo choć nie była przyzwyczajona do takiej sytuacji i musiała z całych sił powstrzymywać się by nie uciec z klasy, była poniekąd wdzięczna młodemu nauczycielowi. On jeden nie traktował jej jak zbitego lusterka, którego nie da się naprawić. Zresztą, chyba jako jedyny nie uważał, że przynosi pecha toteż zamiast odpuścić i dać jej spokój, brnął w to dalej. Była nie tylko lekko zdziwiona jego odpowiedzią, ale także zawstydzona, bo ktoś miał na tyle odwagi by uzmysłowić jej, że nie jest pępkiem świata, że nie każdy się będzie do niej dostosowywał i chce czy też nie, musi podporządkować się panującym, na tych zajęciach, zasadom. Pierwszy raz od wypadku miała być traktowana jak osoby w pełni sprawne. Ona. Ślepa.
    Zawsze mogła zrezygnować – a tak raczej myślała – bowiem państwo Larsen, jak i sam dyrektor uważali, że artterapia jest dziewczynie niezbędna i nie zrezygnują z niej choćby zapierała się rękami i nogami. Zważywszy na jej stany emocjonalne, które podczas dochodzenia do jako takiej samodzielności rozpościerały się od depresji, aż po stany euforii. Susana cały czas nie akceptowała zastanej rzeczywistości i choć miała świadomość, że bunt wobec świata tylko wysysa z niej energię, to brnęła w to podświadomie.
    Po raz setny tego ranka dziewczyna żałowała, że w ogóle wyszła z łóżka i gdyby tylko mogła automatycznie by się do niego teleportowała. Niestety była zwykłą dziewczyną, która o tajemnych mocach mogła tylko czytać książki, teraz słuchała audiobooków choć zwykle po kilku rozdziałach traciła zapal i przestawała znosić sztywno czytającego lektora. A skoro o tym mowa, nauczyciel sztuki nadawałby się na takowego, bo choć mówił naprawdę mało istotne rzeczy, robił to w taki sposób, że wszyscy byli zasłuchani. Tak przynajmniej przypuszczała młoda brunetka, ponieważ nie była w stanie skontrolować tego swym wzrokiem. Nigdy by nie przypuszczała, że znienawidzone niegdyś zajęcia ze sztuki będą dla niej czymś tak ciekawym. Susana nie należała do osób, które uwielbiają malarzy, zachwycają się poezją i odwiedzają kościoły by podziwiać greckie style architektoniczne. Wręcz przeciwnie. Jej umysł należał do tych ścisłych i brunetka bardziej rozumiała rachunek różniczkowy niż sonety Petrarki.
    Gdy nauczyciel skończył mówić, w głowie uczennicy pojawiło się jedno wielkie bullshit , ale zamiast krzyknąć to na cały głos, machnąć ręką i wyjść, wzięła kolejny głęboki oddech. Całe to pieprzenie o oczach wyobraźni było całkiem zabawne, gdy wzrok można było odzyskać w ciągu sekundy, otwierając powieki. Gdyby to również dla niej było takie łatwe, zamiast całej gadki i złości, którą mimowolnie przelewała w słowach, zwyczajnie wybrałaby jeden z obrazów i jak reszta klasy, powiedziałaby na jego temat kilka słów.
    Milczała. Dłuższą chwilę nerwowo przebierała palcami, a między jej brwiami automatycznie pojawiła się zmarszczka sygnalizująca zamyślenie. - Wschód księżyca nad morzem. – powiedziała wreszcie choć sama nie zdawała sobie sprawy, że jej myśli tak szybko wydostaną się ustami. Panienka Larsen nigdy wcześniej nie widziała tego obrazu, ale mimo to wydał jej się być najbliższym. Susana kochała morze. O każdej porze dnia i nocy, każdego miesiąca i dnia. Zawsze. Tak samo mocno. Tylko je cały czas odczuwała tak samo. Nie potrzebowała wzroku, by poczuć na swych stopach fale. Nie musiała widzieć by móc wdychać świeże, nadmorskie powietrze. Nadal czuła promienie słoneczne i chłodny wiatr. Mogła kłaść się na piasku i marudzić, że przez tydzień będzie się go pozbywać z włosów.

    OdpowiedzUsuń