Jeśli coś pomyliłam przy dodawaniu linków lub coś nie działa - dajcie znać, proszę! Trochę zamotana jestem ostatnio. - //V.

2 sierpnia 2000

[KP] Rayna

Nigdy nie zapominaj o tym, kim jesteś, bo świat na pewno o tym nie zapomni. Uczyń z tego swoją siłę, a wtedy przestanie to być twoim słabym punktem. Zrób z tego swoją zbroję, a nikt nie użyje tego przeciwko tobie.
G. R.R. Martin
Rayna z rodu Orwellów
<Herb>  || Żona  lorda Roana Blackthorne`a || Prawowita dziedziczka tronu || Córka legendarnego króla Orwella, władcy Ardy || Siostra tego lorda Vishala Orwella || Nasze strzały są ostre 
Za dnia uśmiecha się do swoich poddanych, do których wychodzi, sprawdzić, jak im się żyje. W południe przesiaduje w sali tronowej, gdzie przyjmuje skargi i zażalenia. Wieczorami z wysoko podniesioną głową, dumnie kroczy po królewskim zamku. A nocami, w ramionach męża, stara się nie myśleć o tym, że została przehandlowana w zamian za ogromną armię, która zapewnia bezpieczeństwo jej, jej rodzinie oraz poddanym.


Źródło zdjęcia: Character Image 

4 komentarze:

  1. Kiedy opuszczali mury Letlis jedyną osobą, która za nim płakała była Olia. Obiecał jej, że kiedy wróci przywiezie jej jakąś pamiątkę. Dziewczyna od zawsze zajmowała w jego sercu specjalne miejsce. Mógł nienawidzić całego rodu Rodenów, ale na nią nie potrafił się gniewać. Była jak na swój wiek bardzo mądra i zaradna. Lubił uczyć ją strzelać z łuku chociaż nikomu nie mówili o tej słodkiej tajemnicy. Wiedział, że macocha by się wściekła. Nienawidziła go już od pierwszej chwili kiedy pojawił się w Letlis. Nic dziwnego w końcu jej ukochany mąż, którego nie podejrzewała o odwiedziny burdeli zrobiła bachora jakiejś dziwce zza rzeką. Ojca też nie darzył zbytnim uczuciem, ale szanował go. Gdyby nie on zawsze byłby zwykłym bękartem. A teraz dzięki niemu był bękartem z nazwiskiem i mógł prowadzić interes ojca czyli zajmować się hodowlą królewskich rumaków.
    Okazał się potrzebny ojcu nie tylko do tego. Wkrótce stary Roden miał umrzeć, jego stan znacznie się pogarszał. Każdy dzień mógł być tym ostatnim dlatego maester zabronił mu wszelkich podróży. Tym właśnie sposobem Ragnar miał towarzyszyć swojego bratu Randallowi do zamku króla Roana i reprezentować godnie herb Rodenów. Zabrał ze sobą swojego wiernego przyjaciela, a bardziej sługę Caleba. Macocha kiedy dowiedziała się o tym, że Ragnar będzie im towarzyszyć szybko znalazła wymówkę by nie jechać na dwór Blackthorne'ów. Wytłumaczyła się wydaniem Eve za jednego z lordów oraz tym, że będzie bardziej potrzebna córce niż synowi. Ragnar aż bał się pomyśleć co zrobi lord kiedy dowie się, że jego żona nie jest dziewicą i w dużej mierze głównie z jego powodu.

    Był wczesny ranek. Nikt już nie spał, Randall poszedł na stronę bo wypił poprzedniego wieczora sporo wina. Długo nie wracał i Ragnar poszedł go poszukać.
    -Lejesz czy szukasz leśnych wróżek? -Spytał kiedy ujrzał przyrodniego brata idącego w jego stronę.
    I nagle zza krzaków tuż obok Randala wyskoczyły cztery wilki. Ten największy rzucił się na niego powalając go na ziemię. Pochwycił za łopatkę i szarpał jak szmacianą lalką. Kiedy zlecieli się strażnicy wraz z Calebem Ragnar stał wpatrując się w cały ten obraz. Wilki właśnie wgryzły się w prawy bok księcia, a ten wrzeszczał tak głośno krzykiem pełnym bólu i cierpienia. Krzykiem jaki Ragnar słyszał pierwszy raz w swoim życiu.
    Mógł rzucić się na pomoc swojemu przyrodniemu bratu, ale nie zrobił tego. Widok bezradnego człowieka w paszczy tych majestatycznych zwierząt w jakiś sposób był dla niego przyjemny.
    Caleb stanął obok niego.
    -Nie pomożemy mu?
    -Stój... -Rozkazał Ragnar.
    Dwójka strażników ruszyła na pomoc księciu. Jeden z nich rzucił się mu do gardła rozszarpując je...
    Wtedy nadeszła pomoc pozostałych trzech strażników. Jeden z nich przebił młodego wilka włócznią. Zwierzę padło martwe na ziemię tuż obok księcia. Ragnarowi zrobiło się go żal. Był taki silny, majestatyczny i piękny, a teraz leżał martwy tylko dlatego, że działał pod wpływem swojej dzikiej natury. Trzy pozostałe wilki uciekły do lasu.Książę miał tak liczne rany, że stracił przytomność od utraty krwi. Umierał...

    -Wasza miłość... -Caleb ukłonił się kiedy weszli do sali królewskiej. -Oto książę Randall Roden. -Odszedł na bok, a ich oczom ukazał się młody chłopak odziany w czarną zbroję. Miał na sobie herb Rodenów. Wilka i oplatające go dłonie. Wilka, który sprawił, że jego los mógł całkowicie się odmienić. Z tyłu stała trójka jego strażników.
    -Mam nadzieję, że podróż minęła spokojnie. -Król wstał z tronu.
    -Chciałbym to potwierdzić, wasza miłość, ale niestety nie mogę. -Książę ukłonił się. -Straciłem bowiem swojego przyrodniego brata Ragnara i dwójkę strażników. Zostali zaatakowani przez wilki.

    [Też mi się bardziej podoba :D]

    OdpowiedzUsuń
  2. Ragnar prowadził proste życie choć był synem z samego króla. Ktoś kto nie posiadał nazwiska w tych czasach nie miał większego znaczenia. Macocha Ragnara nigdy nie pozwoliła by otrzymał nazwisko. Powtarzała, że nie pozwoli by na tronie kiedykolwiek zasiadł ten fałszywy pies... Dla niej był przecież tylko psem. Kundlem podrzuconym pod jej schludne drzwi i czystą wycieraczkę.
    Matka Ragnara choć była dobrą kobietą to była również zwykłą kurwą. Spisywała się jako matka, ale o tym nie mógł już wiedzieć. Zmarła kiedy miał pięć lat. Potem trafił na dwór wujka by ten nauczył go walki i manier. Brat króla, nieżyjący już Eben był jednak dość porywczym człowiekiem. Wolał pić piwo w karczmie i sypiać z dziewkami niż uczestniczyć na radach. Ragnar wiele mu zawdzięczał i gdyby miał wybrać pomiędzy swoim ojcem, a wujkiem.... nie zawachałby się ani chwili.
    Eben nie miał żony więc całą swoją uwagę poświęcał Ragnarowi. Nauczył go perfekcyjnie jeździć konno. Opanował to aż tak dobrze, że obecnie żadna siła nie potrafiła wysadzić go z siodła. Lubił też towarzystwo tych zwierząt. Rozmiał je lepiej od ludzi i chyba to sprawiło, że tak dogadał się z Ebenem. Jednak śmierć przyszła również i po niego, a on dwa lata temu zjawił się na dworze króla.
    Dostał swój interes. Mógł prowadzić hodowlę końskich rumaków, które były najlepsze we wszystkich królestwach i każdy lord marzył by jeździć na grzbiecie wierzchowca Rodenów. Jednak jego macocha na każdym kroku przypominała mu kim jest. Zwykłym bękartem, który nigdy nie będzie miał prawa do tronu.
    Czyżby, słodka mamusi? Pomyślał uśmiechając się w duszy kiedy wpatrywał się w królową. Wydała mu się niezła. Na pewno w łożu potrafiła zdziałać cuda. Może kiedyś będzie miał okazję to sprawdzić?
    -Mój brat był bękartem. Choć to duża strata nie wiele mieliśmy ze sobą wspólnego. Niech uczta będzie taka jaką zaplanowaliście. -Jeden ze strażników szturchnął go w bok jakby chciał mu przypomnieć o manierach. -Wasza miłość. -Dodał pospiesznie. -Wilki rozszarpały ciało. -Nie prawda, ale jego truchło może zgnić w tych krzakach do których je wrzuciłem. -Zajął się nimi mój sługa Caleb. -Wskazał na mężczyznę stojącego obok.
    Ragnar nie był dobry w dobieraniu idealnych dwornych słów i słodzeniu lordom czy damą. Był przyzwyczajony do przeklinania, bójkach w karczmach i odwiedzaniu burdeli.

    [Dziękuję i udanego wypoczynku :D]

    OdpowiedzUsuń
  3. Królowa miała przeszywający wzrok, którym prześwietlała go w tej chwili. Ale był to też pociągający wzrok, który sprawiał, że Ragnar zaczynał jej pożądać jako kobiety. Wiedział, że ktoś taki jak on może sobie tylko pomarzyć o tym by choćby dotknąć kobietę szlachetnego urodzenia. Jednak nie był teraz Ragnarem urodzonym w burdelu przez jakąś prostytutkę. Nie był bękartem, któremu nic się nie należało. Nie był też nic nie wartym śmieciem żyjącym w cieniu swojego wielkiego brata. Teraz to on był przyszłym królem Letlis i nic nie mogło do powstrzymać do zdobycia władzy.
    Król uważnie obserwował jego każdy krok odkąd przybył do zamku. Ponoć bywał zazdrosny o swoją żone. Wiedział, że jest piękna i pożądana nie tylko w swoim królestwie. Słyszał też, że choć był okrutny i bywał czasami porywczy to nigdy nie pozwolił by stała się jej krzywda. Teraz też wiedział, że Ragnar patrzy na nią takim wzorkiem jakim nie powinien nikt na nią patrzeć z wyjątkiem jej męża, ale nie odezwał się słowem.
    Jednak teraz byli zupełnie sami stali wpatrując się w swoje oczy. Ragnar uśmiechnął się szyderczo.
    -Ależ oczywiście moja pani. Dziękuję za gościnę. Do zobaczenia na kolacji.
    Wszedł od swojej komnaty obracając się jeszcze w stronę królowej. Zastanawiał się jak to jest być władczynią, a i tak nie decydować o swoich poddanych lecz służyć bratu i mężu... Widział w niej kogoś kto mógł władać krajem w pojedynkę. Zobaczył w niej kobietę, którą było stać na wiele więcej i to spodobało mu się w niej najbardziej.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jego komnata gościnna była bardziej elegancka niż ta, którą zajmował w pałacu swojego ojca. Macocha była nawet przeciwna by mieszkał w wierzy królewskiej, a wiec dostał komnatę tam gdzie pracowała służba. Dla niej wszystko związane z nim było problemem. Marzyła by ktoś zasztyletował go w ciemnej uliczce, ale tak nigdy się nie stało. To Ragnar zabijał ludzi, to on był drapieżnikiem, a nie ofiarą. Niejednokrotnie wykonywał zabójstwa na zlecenie. Tak między innymi poznał Caleba. Uratował mu życie, a ten pozostał jego wiernym i jedynym sługa jakiego miał.
    Usiadł na wygodnym łoży z aksamitną pościelą i baldachimem, a potem położył się na nim plecami. Nigdy nie spał na wygodniejszym łożu. Leżał tak dobrą godzinę zastanawiając się co dalej. Tak więc oficjalnie w tej krainie był on księciem Letlis i przyszłym królem. Niebawem nim nastanie jesień był przekonany iż otrzyma list z wiadomością o śmierci swojego ojca. Najstarszy syn nie żył. Prawowitą dziedziczką zatem była Eve, która za miesiąc miała wziąć ślub z grubym lordem Coltem. Który z kolei będzie mieć prawa do tronu. Na całe szczęście Eve była na tyle głupia, że nie jest już dziewicą i lord może anulować ślub zaraz po nocy poślubnej. Potem prawa zostają przekazane Olii... Ale jej nie skrzywdzi. Nie potrafiłby. Zostanie zatem pozbyć się macochy...

    Nie zdziwił go w ogóle fakt, że Rayna spóźniała się. Była atrakcyjną kobietą i doskonale o tym wiedziała zatem pewnie lubiła robić furorę. Kiedy weszła do sali wszyscy zamarli, a ona szła pewna się w ich stronę. Ragnar nie potrafił od niej oderwać worku, a Roan zacisnął dłoń na pucharze z winem i odchrząknął. Król w porównaniu do Raganra był potężnym, umięśnionym wojownikiem, który za pewne za broń którą odetnie Ragnarowi głowę wybrałby topór, albo potężny miecz dwuręczny. Ale to był tylko król... A jego dewiza brzmiała Zabijamy z ukrycia. Wtedy po raz pierwszy pomyślał, że i to królestwo będzie kiedyś należeć do niego.
    -Jedzenie jest wyśmienite, moja pani. -Odparł śledząc ją wzrokiem. -Tak jak i towarzystwo.
    Wtedy za jego plecami pojawił się Caleb. Schylił się nad nim i poinformował:
    -Wysłałem panie list o śmierci twojego brata. Miałem problem z jednym z naszych rycerzy, ale obiecałem mu w twoim imieniu to o kazałeś. -Miał na myśli zrobienie z niego dowódcy wojsk. Jeden z rycerzy nie chciał uznać Ragnara za swojego króla, ale ten dobrze znał ludzi i wiedział, że każdego można czymś przekupić.
    -Możesz odejść. -Skinął głową i ponowie spojrzał na królową.

    OdpowiedzUsuń