2 sierpnia 2000

[KP] Rayna

Nigdy nie zapominaj o tym, kim jesteś, bo świat na pewno o tym nie zapomni. Uczyń z tego swoją siłę, a wtedy przestanie to być twoim słabym punktem. Zrób z tego swoją zbroję, a nikt nie użyje tego przeciwko tobie.
G. R.R. Martin
Rayna z rodu Orwellów
<Herb>  || Żona  lorda Roana Blackthorne`a || Prawowita dziedziczka tronu || Córka legendarnego króla Orwella, władcy Ardy || Siostra tego lorda Vishala Orwella || Nasze strzały są ostre 
Za dnia uśmiecha się do swoich poddanych, do których wychodzi, sprawdzić, jak im się żyje. W południe przesiaduje w sali tronowej, gdzie przyjmuje skargi i zażalenia. Wieczorami z wysoko podniesioną głową, dumnie kroczy po królewskim zamku. A nocami, w ramionach męża, stara się nie myśleć o tym, że została przehandlowana w zamian za ogromną armię, która zapewnia bezpieczeństwo jej, jej rodzinie oraz poddanym.


Źródło zdjęcia: Character Image 

15 komentarzy:

  1. Kiedy opuszczali mury Letlis jedyną osobą, która za nim płakała była Olia. Obiecał jej, że kiedy wróci przywiezie jej jakąś pamiątkę. Dziewczyna od zawsze zajmowała w jego sercu specjalne miejsce. Mógł nienawidzić całego rodu Rodenów, ale na nią nie potrafił się gniewać. Była jak na swój wiek bardzo mądra i zaradna. Lubił uczyć ją strzelać z łuku chociaż nikomu nie mówili o tej słodkiej tajemnicy. Wiedział, że macocha by się wściekła. Nienawidziła go już od pierwszej chwili kiedy pojawił się w Letlis. Nic dziwnego w końcu jej ukochany mąż, którego nie podejrzewała o odwiedziny burdeli zrobiła bachora jakiejś dziwce zza rzeką. Ojca też nie darzył zbytnim uczuciem, ale szanował go. Gdyby nie on zawsze byłby zwykłym bękartem. A teraz dzięki niemu był bękartem z nazwiskiem i mógł prowadzić interes ojca czyli zajmować się hodowlą królewskich rumaków.
    Okazał się potrzebny ojcu nie tylko do tego. Wkrótce stary Roden miał umrzeć, jego stan znacznie się pogarszał. Każdy dzień mógł być tym ostatnim dlatego maester zabronił mu wszelkich podróży. Tym właśnie sposobem Ragnar miał towarzyszyć swojego bratu Randallowi do zamku króla Roana i reprezentować godnie herb Rodenów. Zabrał ze sobą swojego wiernego przyjaciela, a bardziej sługę Caleba. Macocha kiedy dowiedziała się o tym, że Ragnar będzie im towarzyszyć szybko znalazła wymówkę by nie jechać na dwór Blackthorne'ów. Wytłumaczyła się wydaniem Eve za jednego z lordów oraz tym, że będzie bardziej potrzebna córce niż synowi. Ragnar aż bał się pomyśleć co zrobi lord kiedy dowie się, że jego żona nie jest dziewicą i w dużej mierze głównie z jego powodu.

    Był wczesny ranek. Nikt już nie spał, Randall poszedł na stronę bo wypił poprzedniego wieczora sporo wina. Długo nie wracał i Ragnar poszedł go poszukać.
    -Lejesz czy szukasz leśnych wróżek? -Spytał kiedy ujrzał przyrodniego brata idącego w jego stronę.
    I nagle zza krzaków tuż obok Randala wyskoczyły cztery wilki. Ten największy rzucił się na niego powalając go na ziemię. Pochwycił za łopatkę i szarpał jak szmacianą lalką. Kiedy zlecieli się strażnicy wraz z Calebem Ragnar stał wpatrując się w cały ten obraz. Wilki właśnie wgryzły się w prawy bok księcia, a ten wrzeszczał tak głośno krzykiem pełnym bólu i cierpienia. Krzykiem jaki Ragnar słyszał pierwszy raz w swoim życiu.
    Mógł rzucić się na pomoc swojemu przyrodniemu bratu, ale nie zrobił tego. Widok bezradnego człowieka w paszczy tych majestatycznych zwierząt w jakiś sposób był dla niego przyjemny.
    Caleb stanął obok niego.
    -Nie pomożemy mu?
    -Stój... -Rozkazał Ragnar.
    Dwójka strażników ruszyła na pomoc księciu. Jeden z nich rzucił się mu do gardła rozszarpując je...
    Wtedy nadeszła pomoc pozostałych trzech strażników. Jeden z nich przebił młodego wilka włócznią. Zwierzę padło martwe na ziemię tuż obok księcia. Ragnarowi zrobiło się go żal. Był taki silny, majestatyczny i piękny, a teraz leżał martwy tylko dlatego, że działał pod wpływem swojej dzikiej natury. Trzy pozostałe wilki uciekły do lasu.Książę miał tak liczne rany, że stracił przytomność od utraty krwi. Umierał...

    -Wasza miłość... -Caleb ukłonił się kiedy weszli do sali królewskiej. -Oto książę Randall Roden. -Odszedł na bok, a ich oczom ukazał się młody chłopak odziany w czarną zbroję. Miał na sobie herb Rodenów. Wilka i oplatające go dłonie. Wilka, który sprawił, że jego los mógł całkowicie się odmienić. Z tyłu stała trójka jego strażników.
    -Mam nadzieję, że podróż minęła spokojnie. -Król wstał z tronu.
    -Chciałbym to potwierdzić, wasza miłość, ale niestety nie mogę. -Książę ukłonił się. -Straciłem bowiem swojego przyrodniego brata Ragnara i dwójkę strażników. Zostali zaatakowani przez wilki.

    [Też mi się bardziej podoba :D]

    OdpowiedzUsuń
  2. Ragnar prowadził proste życie choć był synem z samego króla. Ktoś kto nie posiadał nazwiska w tych czasach nie miał większego znaczenia. Macocha Ragnara nigdy nie pozwoliła by otrzymał nazwisko. Powtarzała, że nie pozwoli by na tronie kiedykolwiek zasiadł ten fałszywy pies... Dla niej był przecież tylko psem. Kundlem podrzuconym pod jej schludne drzwi i czystą wycieraczkę.
    Matka Ragnara choć była dobrą kobietą to była również zwykłą kurwą. Spisywała się jako matka, ale o tym nie mógł już wiedzieć. Zmarła kiedy miał pięć lat. Potem trafił na dwór wujka by ten nauczył go walki i manier. Brat króla, nieżyjący już Eben był jednak dość porywczym człowiekiem. Wolał pić piwo w karczmie i sypiać z dziewkami niż uczestniczyć na radach. Ragnar wiele mu zawdzięczał i gdyby miał wybrać pomiędzy swoim ojcem, a wujkiem.... nie zawachałby się ani chwili.
    Eben nie miał żony więc całą swoją uwagę poświęcał Ragnarowi. Nauczył go perfekcyjnie jeździć konno. Opanował to aż tak dobrze, że obecnie żadna siła nie potrafiła wysadzić go z siodła. Lubił też towarzystwo tych zwierząt. Rozmiał je lepiej od ludzi i chyba to sprawiło, że tak dogadał się z Ebenem. Jednak śmierć przyszła również i po niego, a on dwa lata temu zjawił się na dworze króla.
    Dostał swój interes. Mógł prowadzić hodowlę końskich rumaków, które były najlepsze we wszystkich królestwach i każdy lord marzył by jeździć na grzbiecie wierzchowca Rodenów. Jednak jego macocha na każdym kroku przypominała mu kim jest. Zwykłym bękartem, który nigdy nie będzie miał prawa do tronu.
    Czyżby, słodka mamusi? Pomyślał uśmiechając się w duszy kiedy wpatrywał się w królową. Wydała mu się niezła. Na pewno w łożu potrafiła zdziałać cuda. Może kiedyś będzie miał okazję to sprawdzić?
    -Mój brat był bękartem. Choć to duża strata nie wiele mieliśmy ze sobą wspólnego. Niech uczta będzie taka jaką zaplanowaliście. -Jeden ze strażników szturchnął go w bok jakby chciał mu przypomnieć o manierach. -Wasza miłość. -Dodał pospiesznie. -Wilki rozszarpały ciało. -Nie prawda, ale jego truchło może zgnić w tych krzakach do których je wrzuciłem. -Zajął się nimi mój sługa Caleb. -Wskazał na mężczyznę stojącego obok.
    Ragnar nie był dobry w dobieraniu idealnych dwornych słów i słodzeniu lordom czy damą. Był przyzwyczajony do przeklinania, bójkach w karczmach i odwiedzaniu burdeli.

    [Dziękuję i udanego wypoczynku :D]

    OdpowiedzUsuń
  3. Królowa miała przeszywający wzrok, którym prześwietlała go w tej chwili. Ale był to też pociągający wzrok, który sprawiał, że Ragnar zaczynał jej pożądać jako kobiety. Wiedział, że ktoś taki jak on może sobie tylko pomarzyć o tym by choćby dotknąć kobietę szlachetnego urodzenia. Jednak nie był teraz Ragnarem urodzonym w burdelu przez jakąś prostytutkę. Nie był bękartem, któremu nic się nie należało. Nie był też nic nie wartym śmieciem żyjącym w cieniu swojego wielkiego brata. Teraz to on był przyszłym królem Letlis i nic nie mogło do powstrzymać do zdobycia władzy.
    Król uważnie obserwował jego każdy krok odkąd przybył do zamku. Ponoć bywał zazdrosny o swoją żone. Wiedział, że jest piękna i pożądana nie tylko w swoim królestwie. Słyszał też, że choć był okrutny i bywał czasami porywczy to nigdy nie pozwolił by stała się jej krzywda. Teraz też wiedział, że Ragnar patrzy na nią takim wzorkiem jakim nie powinien nikt na nią patrzeć z wyjątkiem jej męża, ale nie odezwał się słowem.
    Jednak teraz byli zupełnie sami stali wpatrując się w swoje oczy. Ragnar uśmiechnął się szyderczo.
    -Ależ oczywiście moja pani. Dziękuję za gościnę. Do zobaczenia na kolacji.
    Wszedł od swojej komnaty obracając się jeszcze w stronę królowej. Zastanawiał się jak to jest być władczynią, a i tak nie decydować o swoich poddanych lecz służyć bratu i mężu... Widział w niej kogoś kto mógł władać krajem w pojedynkę. Zobaczył w niej kobietę, którą było stać na wiele więcej i to spodobało mu się w niej najbardziej.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jego komnata gościnna była bardziej elegancka niż ta, którą zajmował w pałacu swojego ojca. Macocha była nawet przeciwna by mieszkał w wierzy królewskiej, a wiec dostał komnatę tam gdzie pracowała służba. Dla niej wszystko związane z nim było problemem. Marzyła by ktoś zasztyletował go w ciemnej uliczce, ale tak nigdy się nie stało. To Ragnar zabijał ludzi, to on był drapieżnikiem, a nie ofiarą. Niejednokrotnie wykonywał zabójstwa na zlecenie. Tak między innymi poznał Caleba. Uratował mu życie, a ten pozostał jego wiernym i jedynym sługa jakiego miał.
    Usiadł na wygodnym łoży z aksamitną pościelą i baldachimem, a potem położył się na nim plecami. Nigdy nie spał na wygodniejszym łożu. Leżał tak dobrą godzinę zastanawiając się co dalej. Tak więc oficjalnie w tej krainie był on księciem Letlis i przyszłym królem. Niebawem nim nastanie jesień był przekonany iż otrzyma list z wiadomością o śmierci swojego ojca. Najstarszy syn nie żył. Prawowitą dziedziczką zatem była Eve, która za miesiąc miała wziąć ślub z grubym lordem Coltem. Który z kolei będzie mieć prawa do tronu. Na całe szczęście Eve była na tyle głupia, że nie jest już dziewicą i lord może anulować ślub zaraz po nocy poślubnej. Potem prawa zostają przekazane Olii... Ale jej nie skrzywdzi. Nie potrafiłby. Zostanie zatem pozbyć się macochy...

    Nie zdziwił go w ogóle fakt, że Rayna spóźniała się. Była atrakcyjną kobietą i doskonale o tym wiedziała zatem pewnie lubiła robić furorę. Kiedy weszła do sali wszyscy zamarli, a ona szła pewna się w ich stronę. Ragnar nie potrafił od niej oderwać worku, a Roan zacisnął dłoń na pucharze z winem i odchrząknął. Król w porównaniu do Raganra był potężnym, umięśnionym wojownikiem, który za pewne za broń którą odetnie Ragnarowi głowę wybrałby topór, albo potężny miecz dwuręczny. Ale to był tylko król... A jego dewiza brzmiała Zabijamy z ukrycia. Wtedy po raz pierwszy pomyślał, że i to królestwo będzie kiedyś należeć do niego.
    -Jedzenie jest wyśmienite, moja pani. -Odparł śledząc ją wzrokiem. -Tak jak i towarzystwo.
    Wtedy za jego plecami pojawił się Caleb. Schylił się nad nim i poinformował:
    -Wysłałem panie list o śmierci twojego brata. Miałem problem z jednym z naszych rycerzy, ale obiecałem mu w twoim imieniu to o kazałeś. -Miał na myśli zrobienie z niego dowódcy wojsk. Jeden z rycerzy nie chciał uznać Ragnara za swojego króla, ale ten dobrze znał ludzi i wiedział, że każdego można czymś przekupić.
    -Możesz odejść. -Skinął głową i ponowie spojrzał na królową.

    OdpowiedzUsuń
  5. Jako Ragnar nie mógł nigdy oczekiwać propozycji małżeństwa. Ojciec znał tylko wysoko urodzonych, a żaden mężczyzna nie wydałby swojej córki za bękarta. To byłoby ogromną plamą na herbie każdego rodu. Mógł jedynie miewać jakieś panny na jedną noc, albo zawrócić w głowie głupim wieśniaczką. Nigdy nie mógł mierzyć wyżej, ani też nigdy nie mógł przypuszczać, że będzie miał okazję do wybrania sobie małżonki. Z resztą nigdy nie było mu to głowie. Całymi dniami myślał jak zdobyć pozycję, jak być kimś i zacząć się liczyć.
    -Tak moja pani. Moja ukochana Eve wychodzi za lorda doliny. Będzie teraz lady Olbert. -Na samo wspomnienie o siostrze robiło mu się niedobrze. To nie tak, że jej nienawidził, ale doskonale wiedział jak szaleńczo jest w nim zakochana. Kiedy przyjechał pierwszy raz do pałacu nie odrywała od niego wzroku. Dość niedawno przyszła do jego komnaty w nocy w samej koszuli nocnej. A potem całymi dniami płakała mu w ramię, że ma zostać żoną starego grubasa. -Owszem powinienem był już znaleźć sobie kandydatkę na żonę, ale mam tendencję do pożądania mężatek. -Pochwycił swój puchar z winem i dopił je do końca od razu prosząc o kolejną dolewkę.

    [No to cieszę się, że wracasz :D ]

    OdpowiedzUsuń
  6. -Wasza miłość. -Starał odzywać się tak jakby robił to jego brat. Musiał zwracać uwagę na swoją mowę gdyż to ona mogła go zdradzić. -Przy mnie nie musisz się pilnować jeśli chodzi o maniery i etykietę. -Uśmiechnął się do niej. -Jej małżeństwo to nieporozumienie. Eve jest młodą nastolatką z kształtnym ciałem i długimi włosami, którymi zazdrości jej każda przyjaciółka, a ma wyjść za grubego obleśnego lorda tylko dlatego, że nasz ojciec potrzebuje jego ziemi i armii.
    Kiedy zaczęła mówić o tym by się pospieszył z weselem skinął w stronę służek by dolały im wina, a potem zerknął na króla. Do tej pory cały czas bacznie ich obserwował, ale na jego szczęście właśnie podszedł do niego jakiś mężczyzna i zaczęli żywo rozmawiać co znacznie odwróciło jego uwagę od żony i gościa.
    Ragnar przybliżył się nieco do królowej, a potem wyszeptał:
    -Małżeństwo powinno być pełne namiętności i pożądania inaczej wypali się szybciej niż zaczęło. -Podsunął jej puchar z winem. -Ale ja upatrzyłem sobie tę jedyną. Kto wie może kiedyś odejdzie od męża, a my będziemy mieli kolejną wojnę z powodu kobiety. -Puścił do niej oczko.


    [Lepiej poczekać aż wróci wena i pisać na spokojnie niż na siłe :D ]

    OdpowiedzUsuń
  7. -Chcesz powiedzieć, że biedni mają taki przywilej a my nie? -Spojrzał w stronę Caleba. Był typowym wieśniakiem, któremu zwyczajnie się poszczęściło i za sprawą tych wszystkich sytuacji Ragnar nie pozwolił go skrzywdzić w zamian za to, że ten pozostawał mu wierny. On nie chciałby namiętnego związku z ukochaną kobietą. Jemu wystarczyła jedna wizyta na kilka dni w burdelu by robić z tymi wszystkimi nierządnicami to czego nigdy nie mogłby zrobić z ukochaną. Może i dobrze bo Caleb nie grzeszył urodą, a z jego buzi okropnie śmierdziało. Z resztą mył się tylko od święta co ciężko było znieść. -Może i nie będę, wasza miłość... -Nachylił się bliżej niej. -Atrakcyjnym sojusznikiem, ale na pewno atrakcyjnym kochankiem. Wyznaję zasadę, że powinno się żyć chwilą i brać z życia wszystko to co najlepsze. -Mógł tak mówić nawet jeśli byłby księciem. Przecież nawet Randall mógł być lekkoduchem.
    Prawda niestety była inna. Randall zawsze był przykładnym synem, który patrzył tylko na to co wypada, a nie ta to czego pragnie. Uważał, że nie liczą się jego dobra lecz liczy się królestwo.Byłby dobrym królem, a na pewno sprawiedliwym. Lecz tacy nie władali zbyt długo. Zazwyczaj padali ofiarami swoich bliskich lub doradców.
    Raganr zamierzał być władcą, którego się kocha, ale i boi. Strach sprawiał, że lud robił się posłuszny. Nie mógł być zbyt okrutny bo tacy królowie też nie żyli długo. Musiał nacinać ranę na ręce królestwa by zaraz po tym całować jego dłoń...
    -Nie pozwoliłbym, żeby mówili o tej kobiecie źle... że odeszła od męża. Co to to nie. -Wypił kolejny kielich wina. Chociaż poczuł, że zaczyna mu szumieć w głowie to mógł wypić jeszcze wiele więcej. Zawsze miał mocną głowę. -Musiałbym zadbać o to by wszyscy myśleli, że ją porwałem...

    OdpowiedzUsuń
  8. Coraz bardziej zaczynało mu się podobać to w jaki sposób ze sobą rozmawiali oraz coraz bardziej pociągała go sama królowa co nie wróżyło niczego dobrego. Podejrzewał jednak, że jako dobrze urodzona dama nie odda się żadnemu bo zostałaby oskarżona o zdradę i być może nawet powieszona. W każdym bądź razie nikt nie mógł mu zabronić rozmawiać mu w taki sposób bądź patrzeć na nią z takim pożądaniem z jakim robił to właśnie w tej chwili.
    W końcu był bękartem, który do łoża brał tylko dziwki i głupie córki rolników, które nie miały przyszłości ani urody lecz chętnie rozkładały nogi. Z królową jako bękart mógł pomarzyć, że w ogóle zamieni jakiekolwiek słowo. Tym razem siedział razem z nią przy stole, pili wino i flirtowali ze sobą. Czego można chcieć więcej?
    -Chcę być dobrym kochankiem i władcą. -Dolał jej niespodziewanie wina. -A jestem jeszcze młody i na razie mogę skupić się na mojej wybrance póki nie zostanę królem.... Chociaż mam nadzieję, że mój ojciec nie umrze jeszcze. -Dodał pospiesznie. W rzeczywistości szanował go i było mu przykro, że będzie musiał pożegnać starego, ale z drugiej strony miał zostać królem... -Czy masz ochotę się przejść po ogrodach, wasza miłość? -Odsunął krzesło wstając od stołu i podstawiając jej swoją rękę. -Król jest pochłonięty rozmową z lordami, moja pani.

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie odmówiła spaceru więc poczuł się dumnie, że królowa chętnie ujęła go pod rękę i pozwoliła się prowadzić. Wieczerza trwała w najlepsze i nikt nawet nie zwrócił uwagi na to, że opuszczają zamek.
    -Dlaczego ogrody? Nie znam, moja pani twojego królestwa. Jedyne co zdążyłem zauważyć z okna mojej komnaty to ogrody. -Szedł powoli i mówił po ciuchu. Jednego czego nauczył się w Letlis to tego by zawsze być ostrożnym. Nawet teraz kiedy teoretycznie przyjechał tutaj o pokój. -Znasz lepsze miejsce na wieczorny spacer? -Zerknął na nią ukradkiem.
    A potem zdał sobię sprawę, że zabranie kobiety do ogrodów było takie typowe w stylu Randalla. Jeśli nawet ktoś ich śledzi i dotrze to do jego macochy kobieta tylko przytaknie, że to na pewno jej pierworodny. Randall zawsze był romantyczny. W przeciwieństwie do Raganra. Jemu nie zależało na kwiatach, księżycu, gwiazdach lecz na namiętności i pożądaniu.
    -Myślę, że nasz sojusz się uda. -Zmienił niespodziewanie temat. -Twój mąż podpisze z nami przymierze, a kiedy mój ojciec umrze a ja zostanę królem... choć jego śmierć zasmuci mnie okropnie. -Dodał pospiesznie. -Będziemy mogli wyruszyć na wojnę przeciwko wrogowi.

    OdpowiedzUsuń
  10. -Więc wiesz, że moje zachowanie nie ma na celu przekupienia cię. Byłem przekonany, że to twój mąż podejmie ostateczną decyzję. -Starał dotrzymać jej kroku. Ogród mało go interesował. Zwykłe rośliny, krzaki i liście, które rosły na pęczki dosłownie w każdym kraju. Z tą różnicą, że tutaj były ładnie poukładanie i dopasowane.
    -Masz rację. -Zgodził się z nią. -Wróg sam po nas przyjdzie. Więc po co tracić czas i zastanawiać się co będzie jutro skoro możemy nie dożyć jutra. -Stanął na przeciwko jej zagradzając jej tym samym drogę do dalszej części ogrodu. Zbliżył się do niej na niebezpiecznie bliską odległość. Jednego był pewny. Gdyby go nie pożądała nie zgodziłaby się na tą całą grę... Może i jej strażnicy gdzieś tu się krzątali jednak on miał Caleba, który miał na oku każdego kto mógł im przeszkodzić.
    -Kochasz swojego męża? Jesteś z nim szczęśliwa? -Takiego pytania nie powinien zadawać królowej, ale teraz nie dbał o to. Nie byli już na sali tronowej, a on nie był Randallem. -Ze mną mogłabyś być szczęśliwsza. Widzę to w twoich oczach. -Niespodziewanie przyłożył dłoń do jej policzka.

    OdpowiedzUsuń
  11. Z wszystkich kobiet jakie do tej pory spotkał i jakie miał żadna nie wyróżniała się specjalnie. Wszystkie były głupie, chętnie się rozbierały i kupowały bajeczki o tym, że jest ukochanym synem króla. Ta kobieta była z kolei inna i miała w sobie coś co go w niej pociągało. Nie był przecież księciem więc nie musiał przejmować się manierami. Mógł mówić i robić to czego prawdziwy Randall by się nie odważył i może to właśnie był błąd wszystkich szlachciców?
    -Jest starszy od ciebie i okrutny. Nie wiem jaki jest dla ciebie, ale pewnie w jakiś sposób dobry skoro go pokochałaś. Ale to nie jesteś ty. -Znów się do niej zbliżył. -Lubisz się spóźniać kiedy wszyscy na ciebie czekają, lubisz podjemować te wszystkie decyzję. Podoba ci się rządzenie. I potrzebujesz kogoś takiego jak ty....
    Zupełnie niespodziewanie złapał ją za ramię i pociągnął w stronę pobliskich krzewów, które stały nieopodal nich. Okazało się, że pośród nich stał pomnik anioła ogrodzony wysokim żywopłotem tak, że tutaj nie mógł zauważyć ich nikt.
    -A skąd ty możesz wiedzieć, że nie chcesz mnie? Nie boję się twojego męża. On i tak wie, że coś między nami jest nie tak... -Uśmiechnął się. -Ale nie zabije mnie. On również potrzebuje mojego wojska inaczej nie wygracie. Wiesz to moja droga. -Przeszył ją wzrokiem.

    [Kiedy uśmiercamy jej męża? Może na tej uczcie jak wrócą? Albo podczas obiadu kolejnego dnia :D]

    OdpowiedzUsuń
  12. [Dobry pomysł :D Ale mu przygadała haha :D]


    -Wygląda na znacznie starszego. -Uniósł brwi do góry. -Może to ze względu na złe odżywianie. Widziałem że przesadza z winem i tłustym jedzeniem.
    Dla bękarta najgorsze było uświadomienie mu, że nie jest prawdziwym synem swego ojca, że nigdy nie będzie należeć do rodu. Ale jeśli bękart udawał księcia, który w oczach królowej był tylko zwykłym posłańcem w sumie zaczynało to być zabawne. Ragnar ponownie się do niej zbliżył.
    -Sama nie wiesz czy mnie chcesz czy nie. Ale wkrótce się przekonasz. Co do mnie i mojego ojca... -Zaczął spacerować wokół niej. Przyłożył dłoń do swojego podbródka drapiąc się tam gdzie powinna być broda. Jednak on wolał zawsze ogoloną twarz i starannie przystrzyżone włosy.
    -Kiedy wrócę z wyprawy jako posłaniec mój ojciec będzie już martwy, a ja... -Stanął na przeciwko niej rozkładając dłonie. -A ja będę królem. W zasadzie już nim jestem to tylko kwestia czasu. Matka przygotowywała nas na jego śmierć. Teraz będzie mu łatwiej odejść. -Skłamał.

    OdpowiedzUsuń
  13. Jej ostatnie słowa go rozzłościły. Nawet nie miała pojęcia z kim miała do czynienia. Nie był słodkim i uprzejmym księciem Randallem. Był mordercą na zlecenie, przebiegłym i podstępnym bękartem króla Hartmuta. Nic nie mogło go powstrzymać przed zdobyciem władzy.
    Spojrzał na nią w nieco iny sposób niż dotychczas. Sposób zimny i pełen nienawiści. Taki sam sposób w który patrzył na swoje ofiary tuż przed zabiciem chociaż jej nie zmierzał dziś zrobić krzywdy.
    -Posłuchaj WASZA MIŁOŚĆ. -Podkreślił dwa ostatnie słowa. -Kiedyś TO WSZYSTKO będzie moje, a ty będziesz błagała o to bym na ciebie chociaż spojrzał. A teraz wybacz. Wracam do twojego kochającego męża by zawrzeć sojusz, który mam nadziej okaże się owocny dla mojego królestwa. -Obrócił się i zaczął odchodzić.

    OdpowiedzUsuń
  14. -Ależ oczywiście. -Obrócił się do niej uśmiechając jak gdyby nigdy nic. -Sojusz jest najważniejszy szkoda by go zrywać z powodu tak zwierzęcych popędów. -A potem ruszył dalej w stronę zamku. Kiedy wrócili do zamku nikt nawet się nie zorientował, ze zniknęli. Wszyscy dobrze się bawili i byli już pijani. Kolejnego dnia oczywiście doszło do zawarcia sojuszu, a król Roan zabrał na polowanie Randalla w ramach przyjacielskich kontaktów.

    Tak minął tydzień. Ragnar często spotykał na swojej drodze królową. Zawsze patrzył na nią wzrokiem pełnym pożądania, ale jakoś stracił ochotę na dalsze ubieganie o jej względy. Caleb namawiał go nawet by poszedł z nim do burdelu, ale on wolał jeździć konno po tutejszych okolicach i pić z Roanem. Ku jego zaskoczeniu dość dobrze dogadywał się z mężczyzną co wróżyło dobrze ich wspólną przyszłość.
    Ostatniego dnia król zapragnął by wyrządzono na ich pożegnanie wielką ucztę z czterdziestu dań ponieważ tak dobry sojusznik zasługiwał na godne pożegnanie. Tym razem Ragnar siedział tuż obok króla.
    -Mój przyjacielu kiedy powrócisz do swojego królestwa pozdrów ode mnie swojego ojca. Powiedz mu, że kiedy nadejdą złe czasy będziemy gotowi do walki.
    -Więc następnym razem zobaczymy się dopiero na polu walki. -Ragnar oparł się wygodnie o krzesło i zerknął w stronę królowej. -Obyśmy oboje wrócili z niego żywi.
    -Albo zginęli w chwale i boju. -Król uniósł puchar z winem do góry wznosząc tym samym toast.
    -Albo zginęli w chwale i boju. -Powtórzył Ragnar robiąc to samo.

    OdpowiedzUsuń
  15. Do Letlis było bardzo daleko, a droga była niebezpieczna o czym zdarzyli się już przekonać podczas podróży do królestwa Roana. W nocy prawie w ogóle nie podróżowali ponieważ byli narażenie na ataki wilków i bandytów. Książę w końcu nie mógł przecież zabrać ze sobą całej armii by czuć się bezpiecznie.
    -Z samego rana moja pani. -Uniósł ponownie kielich i skinął w jej stronę. -O samym wschodzie słońca. Dostałem wczoraj list, że mojemu panu ojcu się pogorszyło. Chcemy zdążyć z powrotem bym mógł ujrzeć go jeszcze przed śmiercią.
    To prawda stary król był już bliski śmierci, ale Ragnar wcale nie chciał go zobaczyć. Nie chciał widzieć reakcji kiedy ojciec dowie się, że to jego bękart będzie teraz władał królestwem. Właściwie sam nie wiedział jak to zrobi. Wpierw będzie musiał się pozbyć macochy, kiedy już ojciec odejdzie. A dopiero potem zasiądzie na tronie. Tyle, że potrzebuje wiernej armii...

    [Jest taki blog :o? ]

    OdpowiedzUsuń