1 sierpnia 2000

[KP] Shadya

Shadya z rodu Kujin
Najmłodsza córka króla || Potrafi grać na lutni || Posiadaczka całkiem ładnego i dźwięcznego głosu || Przed sprzedażą miała zostać córką jakiegoś lorda ||Nieco rozpieszczona || Przyzwyczajona do życia na wysokim poziomie || Podobno wcale nie jest kłótliwa 

4 komentarze:

  1. Bycie smokiem wcale nie jest takie fajne jak może się wydawać. Chociaż jesteś jedną z największych istot na tym świecie, jednym oddechem możesz spalić całą wioskę, a armia żołnierzy nie jest dla ciebie wcale taka straszna to wszystko ma swoją cenę. Wszystkie smoki są samotne. Chociaż moją swoje rodziny to odwiedzają je tylko raz na kilka lat. Większość swojego życia spędzają na lataniu, straszeniu chłopów, rujnowaniu zamków i zbieraniu świecidełek, których i tak nigdy nie sprzedadzą. Po prostu lubią je gromadzić to wszystko. Lubią czuć się bogate.
    Lecz Valerian od zawsze był inny. Chociaż czasami zdarzyło mu się zabrać z łowów jakieś świecidełko wcale aż tak za nimi nie przepadał. Po prostu uważał, że jako smok powinien tak się zachowywać. Tak zawsze radził mu Gabadur Najstarszy. Smok, który chyba pamięta jeszcze epokę kamienia łupanego. Gabadur wziął pod swoje skrzydła Valeriana kiedy ten jeszcze był młodym pisklęciem i wychował jak należy. A przynajmniej tak mu się zdawało bo valerian zawsze różnił się od wszystkich. Kiedyś nawet parę smoków zarzuciło mu, że nie jest prawdziwy.
    Nie jestem prawdziwy? W takim razie czym jestem? Baranem zaklętym w smoczą skórę?
    Jako smok dokładnie dobierał swoje ofiary. Musiał przecież jeść. Preferował młode osoby. Ich mięso smakowało znacznie lepiej niż jagnięcina czy baranina. Mięso ludzkie było najlepsze. Chociaż wymagało precyzji w polowaniu.
    Tego wieczoru Valerian obrał sobie za miejsce łowów Ścieżkę Króla. Wiodła ona przez gęsty las, rozległe polany prosto do pałacu samego króla. Tego wieczoru kiedy wzbił się w przestworza zobaczył w dole jadącą karetę z sześcioma białymi rumakami. Konie nie smakowały mu. Wolał je podziwiać niż jeść.
    Jak za każdym razem zleciał gwałtownie w dół, ział ogniem we wszystkie strony i zabijał nim rycerzy, którzy za wszelką cenę pragnęli ochronić skarb, który znajdował się w karecie. A kiedy nie pozostawił już nikogo przy życiu, kiedy konie uciekły galopem w stronę zamku z karety wyszła najpiękniejsza ludzka istota jaką kiedykolwiek zobaczył. Nie miał wątpliwości, że jest nią sama córka króla.
    Tak smakowity kąsek jeszcze nigdy mi się nie przytrafił. To będzie wspaniała uczta.

    Swoje ofiary zawsze wrzucał do pieczary by wpierw napawać się ich wyglądem. Słuchać ich błagań, patrzeć jak w ich oczach rośnie strach. A potem kiedy już tracili wszelkie nadzieje na ratunek pożerał ich czasem na surowo czasem smażył na własnym ogniu.
    Tak też miało stać się z księżniczką...

    OdpowiedzUsuń
  2. Smok siedział na niewielkiej skale i wpatrywał się w księżniczkę. Obserwował jej każdy ruch. Przechylił lekko głowę kiedy rzuciła w niego pierwszy kamień, który nawet do niego nie doleciał. Drugi trafił go w skrzydło, a trzeci między oczy. Może i miała cela, ale na nic był jej te kamyki. Strzały i miecze nie były nawet w stanie przebić smoczej skóry. Do tego służyła specjalna czarna stal, którą było ciężko pozyskać w obecnych czasach. Może dlatego smoki tak się panoszyły po całym królestwie.
    Valerian nie narzekał na to. Dzięki temu mógł polować w spokoju i wyruszać w dalekie podróże nie obawiając się, że zostanie upolowany przez bandę jakiś wieśniaków.
    Zwinnym i szybkim ruchem zszedł ze skały zbliżając się do kobiety. Swoimi żółtymi ślepiami wpatrywał się w nią przez dłużą chwilę, a potem przemówił do niej swoim wewnętrznym głosem. Ten dar miały tylko nieliczne smoki. Potrafiły porozumieć się ze swoimi ofiarami.
    -Na nic ci twoje poczynania. -Zamachał skrzydłami by je rozprostować. -Stąd nie da się uciec chyba, że wyrosłyby ci skrzydła i nauczyła byś się latać. -Podniósł ją swoimi szponami i postawił na nogach. -Na twoim miejscu zacząłbym się zastanawiać jak przekonać mnie bym pożarł cię jutro...
    Czasami zabijał swoją ofiarę dopiero po kilku dniach jeśli ta wydawała się wartościową osobą. Pamiętał pewną kobietę, która miała śliczny głos i śpiewała mu pieśni. Jednak pewnego poranka obudziła się i nie potrafiła wypowiedzieć ani jednego słowa. Nie było więc z niej pożytku. Zjadł ją usmażoną... tak jak lubił najbardziej.

    OdpowiedzUsuń
  3. Valerian spojrzał na księżniczkę i gdyby tylko smoki mogły się śmiać wybuchnął by tak histerycznym śmiechem, że ciężko byłoby go uspokoić. Co to za różnica gdzie ją pożre? Mógł to zrobić nawet w jej pałacu. Dla niego to akurat nie miało najmniejszego znaczenia.
    -Na wizytę w mojej grocie trzeba sobie zasłużyć, księżniczko. -Zaakcentował ostatnie słowo. -Czyżbyś przywyknęła za bardzo do życia w luksusie? Zamki, służba, wygoda... wszystko to co zapragniesz, prawda? Ale tutaj to ja jestem twoim panem i jeśli będziesz miła może pożyjesz jeszcze parę dni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [Krótko mi wyszło, ale musi się rozkręcić między nimi :P ]

      Usuń