Trochę nas ubyło, choć po linkach tego nie widać. Proszę o sygnał, co usunąć z linków :)

4 sierpnia 2000



baw mnie, zepsuj lub zbaw mnie
to tak zabawnie dzielić swój grzech na pół
weź mnie, jak się bierze czek
gdy się człowiek chce zapomnieć


Marcel Savage
Marcel to ten chłopak. Ten, na którego nawet nie zwracasz uwagi, bo jest dokładnie taki sam jak inni. Nie lubi chodzić do fryzjera, więc brązowe, wiecznie przydługie włosy wciąż wpadają mu do ciemnych oczu. Do tego gdy się uśmiecha, robią mu się urocze dołeczki w policzkach, nie lubi o sobie opowiadać, a kiedy się stresuje, nerwowo skubie już i tak lekko rozpruty rękaw przydużego swetra i obraca ukryte pod nim kolorowe bransoletki. Znasz ten typ: uprzejmy, o wodzącym za tobą łagodnym spojrzeniu i miękkich, różowych wargach ocierających się o twoje, kiedy szepcze bądź delikatny. Dokładnie taki ci się wydaje: słodki, ale niedoświadczony i właściwie to szkoda ci na niego czasu; nuży cię to, jaki jest ułożony. Nawet nie zdajesz sobie sprawy, jak obrzydliwie bogaci są jego rodzice. W końcu on nie bywa zarozumiały, wiesz, że czasem chodzi na zakupy do supermarketu na rogu i za każdym razem kupuje ten sam makaron i sos do spaghetti.
A potem wszystko nagle staje na głowie. Zauważasz ostry, dziki błysk w jego spojrzeniu, zadziornie uniesiony kącik ust i zdajesz sobie sprawę, że on się z ciebie nabija. Nie wiesz, kiedy to się stało, czy to on tak szybko się zmienił, czy ty. Ma ciężkie i trudne poczucie humoru, mimochodem wspomina o samobójstwie, zaburzeniach osobowości i w tym samym zdaniu rzuca aluzjami do seksu, które niepokojąco gładko i bezwstydnie wypływają spomiędzy jego warg. Zmieniasz zdanie. Jednak chcesz go mieć: pociąga cię sposób, w jaki wciąż niepoprawnie akcentuje niektóre słowa, śmieje się gromko w nieodpowiednich momentach i zaczesuje włosy do tyłu, przygryzając dolną wargę. Jesteś gotowy go sobie wziąć, pomimo tych wszystkich problemów albo może pragniesz jego problemów bardziej niż jego samego. Masz ochotę rzucić się na niego, nim o ścianę albo kostką, żeby losowa liczba oczek zadecydowała o tym, ile razy go dzisiaj przelecisz. Ale on marszczy nos, spoglądając na ciebie z rozbawieniem i mówi nie wiedziałbyś, co ze mną zrobić. Nie tak to sobie wyobrażałeś. Marcel to ten chłopak. Ten, na którego powinieneś był zwracać większą uwagę.
Może wtedy to na ciebie by tak patrzył.

1 komentarz:

  1. Liam impulsywnie ścisnął palce Marcela, czerpiąc z tak drobnego gestu zaskakująco sporo siły. Marcel do niego mówił i stopniowo poza głosem swojego chłopaka, Liam nie słyszał już nic więcej, ani przemowy stewardessy, ani pilota, a już tym bardziej dźwięku odpalanego silnika. Spojrzał na Marcela i mogło to wydawać się tak sztampowe, oklepane, ale Liam naprawdę nie mógł oderwać od niego wzroku.
    Oczywiście, że pamiętał, nawet miał tę sytuację przed oczami. Dzień, w którym Marcel wtargnął z powrotem do jego życia, a dokładniej, do jego biura, już od progu mu grożąc. To mogło się skończyć na dziesięć różnych scenariuszy; Liam mógł po prostu wezwać ochronę, mógł go spławić, mógł oskarżyć Marcela o nękanie, ale się tak nie skończyło. A teraz byli tu razem, wbrew temu, co na początku mówił Liam.
    - Coś w tym jest – mruknął, uśmiechając się kątem ust. Może i cały strach z niego nie wyparował, szczególnie, gdy wzbijali się w powietrze, ale Liam nie czuł już panicznego lęku, zamówił im nawet deser, oraz coś do picia. Samolot leciał gładko, bez większych turbulencji i problemów, mimo wszystko Liam wolał już stanąć pewniej na ziemi. Był wdzięczny Marcelowi za te subtelne próby odwrócenia uwagi od lotu.
    -Nie wiem, czy ci już wspominałem, ale… - zaczął, gdy stewardessa podała im po sporym kawałku ciasta na eleganckim talerzyku, oraz po lampce białego wina. – Mam wrażenie i w sumie od samego początku taki był mój zamiar, że nikt raczej nie oczekuje, że przywiozę ze sobą partnera. Co najwyżej przyjaciela – przyznał, dziobiąc widelczykiem ozdobną, cukrową truskawkę. – Spodziewaj się zaskoczenia – dodał, z kawałkiem owocu w ustach. – Pomyślałem, że przez pierwszy dzień możemy poudawać, wiesz, że jesteśmy tylko przyjaciółmi, spać osobno, ograniczyć dotyk. Chciałbym ogłosić nas z przytupem i możliwie największym skandalem, na przykład podczas wspólnej kolacji. Nie masz pojęcia, jak bardzo pragnę zobaczyć szok na twarzach starych ciotek, które zawsze swatały mnie z każdą dziewczyną z sąsiedztwa – westchnął, biorąc większy, niż to konieczne, łyk wina ze smukłego kieliszka.
    Miał nadzieję, że nikomu nie wpadnie do głowy pytać o Iberię, ani o przeszłość Marcela.Nie mieli opracowanego żadnego planu, jedyne kłamstwo, którym wyjaśniali swoją znajomość, to to, które wcisnęli Ruby; że poznali się przez ojca Marcela. To było ryzykowne, ale Liam lubił wystawiać wszystkie karty na stół.

    OdpowiedzUsuń