Trochę nas ubyło, choć po linkach tego nie widać. Proszę o sygnał, co usunąć z linków :)

4 sierpnia 2000

Once you have traveled, the voyage never ends


Tristan Byrne
22 lata | niedoszły prawnik | (nie)przykładny syn | dobytek życia upchnięty w plecaku
 
Rodzice zawsze mieli dla niego plan. W końcu był jedynakiem, ich jednym dzieckiem, spadkobiercą majątku, największą dumą, najmądrzejszym i najzdolniejszym chłopcem w każdej szkole prywatnej, do której go posłali. Ale on nigdy nie czuł się dobrze wśród osób z wyższych sfer, nudziły go spotkania biznesowe, na które zabierał go ojciec i nie potrafił odnaleźć się na oficjalnych kolacjach, na których tak często towarzyszył rodzicom. Chciał ich zadowolić. Zapinał koszulę na ostatni guzik, ciasno wiązał uwierający go pod szyją krawat i przybierał poważny wyraz twarzy, który podłapał od ojca.
W głębi duszy zawsze jednak chciał czegoś innego. Czegoś więcej. Starał się o tym nie wspominać, nie być niewdzięczny, nie chciał przecież pokrzyżować rodzicom planów, w których przejmował po nich świetnie prosperującą kancelarię. Poszedł nawet na NUI Galway, gdzie prawie skończył studia i prawie został prawnikiem.
Prawie, bo pewnego dnia wreszcie dojrzał do tego, by powiedzieć sobie stop i wyruszył w drogę. Chce zasmakować życia na własną rękę. Gdzie i jak chciałby to zrobić? Tego jeszcze nie wie.
Ale z małą pomocą się dowie.

1 komentarz:

  1. Arcady wolność pojmował inaczej niż przeciętny osobnik. Nie kojarzył jej z lataniem czy robieniem tego co się chce. Dla niego wolności mogła zaspokoić jedynie osoba żyjąca zgodnie z sobą. Nie ma znaczenia, czy jest bogatym biznesmenem czy księdzem w maleńkiej parafii na obrzeżach miasta. Najważniejsze jest to by dopasować do siebie odpowiedni tryb życia.
    Osobiście widział wolność w swoim zniszczonym wanie, mapie wciśniętej w schowek przy siedzeniu pasażera i ciągłym dokonywaniu tego, co niemożliwe. Przez ten rok odwiedził wiele krajów w Europie i choć w żadnym nie pozostał dłużej niż miesiąc, w każdym z nich odnajdywał coś wspaniałego, dla czego był w stanie powrócić.
    Tego dnia obudził się cholernie niewyspany po całonocnym siedzeniu w irlandzkim barze. Stereotypy podchodziły pod prawde - irlandzkie piwo jest naprawde niesamowite, szczególnie dla takiego smakosza jak Arcady. Ponieważ nie wytrzeźwiał do końca został w vanie do popołudnia. Dopiero wtedy ruszył w dalszą podróż. Zabawy z policją go nie kusiły.
    Przez większość czasu skupiał się na jeździe i podśpiewywał pod nosem rockowe piosenki, które akurat leciały w radiu. Zazwyczaj słuchał swoich zmaltretowanych płyt, ale tym razem zrobił wyjątek, by odświeżyć swój nieco zastały już gust. Po jakimś czasie jego uwagę przykuł dość młody chłopak, stojący gdzieś na boku drogi. Zdecydowanie nie wyglądał na jakiegoś przypadkowego przechodnia, wręcz przeciwnie. Arcady dostrzegł w nim siebie samego, choć mogło być to oczywiście mylne wrażenie. Mimo to zatrzymał się na boku i otworzył drzwi od strony pasażera. Dawno nie miał towarzysza, choćby przypadkowego.
    - Dzień dobry. - Przywitał uśmiechem, spoglądając na nieznajomego chłopaka pełnymi podekscytowanie niebieskimi oczami. Oczywiście, że ryzykował zabierając go ze sobą. Oczywiście, ten mógł go zabić, porwać, zgwałcić, ale tak ponure przygnębiające wizje nie zaślepiły Arcady’ego - najprawdopodobniej był to po prostu zwyczajny dwudziestoparolatek szukający podwózki.
    - W tym momencie? - Zastanowił się, przenosząc wzrok na drogę, kiedy ponownie na nią wjechał. Właściwie nie obrał sobie konkretnego celu, choć przez głowę przeszedł półwysep iberyjski. Chętnie wróciłby do Hiszpanii lub Portugalii.. Uwielbiał tamtejsze jedzenie i pozytywną energię wręcz wybuchającą w miejscowej ludności.
    - Barcelona. Albo Alicante. Tam dopiero byś się usmażył. Czterdzieści stopni to u nich chłodek. - Oznajmił wesołym tonem. On sam uwielbiał upał, nawet jeśli pot lał mu się litrami po plecach. Może to dlatego, że tak często marzł
    - Jestem Arcady. Mógłbym tu podać nazwisko, ale nie ma ono znaczenia więc zostańmy przy imieniu. Mam nadzieje, że nie jesteś zbiegiem z sadystycznymi skłonnościami.

    [W końcu się udałooo]

    OdpowiedzUsuń