Jeśli coś pomyliłam przy dodawaniu linków lub coś nie działa - dajcie znać, proszę! Trochę zamotana jestem ostatnio. - //V.

1 stycznia 2010

[KP] chociażbym chodził ciemną doliną, zła się nie ulęknę



– Zerachiel – Zachary Claudel – Zach – redaktor – wieczny 34-latek –
Eks-anioł, rudy jak nieszczęście, z tendencją do poparzeń słonecznych i niemalże niezdrowym zamiłowaniem do gryzących swetrów wszelkiej maści. Ogolony przypomina roztrzepanego studenta drugiego roku fotoniki, zarządzania parafią czy innego dziwnego kierunku, o którym nikt nigdy nie słyszał. Zakochany tak nieszczęśliwie, że nic tylko napisać o tym trzytomową sagę iście romantyczną, ale że jest też przy okazji straszną dupą wołową kiedy przychodzi do spraw sercowych, to nic z tego nie wyszło i pewnie już nie wyjdzie. Podobno amerykanin francuskiego pochodzenia ze skandynawskimi korzeniami i dziwnym akcentem. Ogromny fan bluesa i muffin waniliowych. Chociaż tak naprawdę to wszystkich muffin. Muffiny są dobre.

1 komentarz:

  1. Ona naprawdę kochała to miasto. Mimo niesprzyjającej pogody, korków i braku świeżego pieczywa w sklepie tusz pod jej kamienicą. Uwielbiała to miasto każdego dnia bardziej, mimo niemiłych sąsiadów, wiecznie spieszących się ludzi i spalin, które niejednokrotnie uprzykrzyły jej życie. Tak samo było dzisiaj. Kłęby zanieczyszczonego powietrza przez większa część nocy wlatywały przez otwarte na oścież okno brunetki, przez co niejednokrotnie budziła się kaszlem. Godzinę przed planowanym budzikiem poddała się i wstała by wypić poranną kawę – jej ulubiony rytuał. Nie wiedzieć czemu, młoda dziennikarka nigdy nie wychodziła bez szklanki aromatycznej kawy, twierdząc, że tak musi zacząć dzień, aby był dobry. Był wtorek, praktycznie środek tygodnia, a pogoda postanowiła wszystkich zaskoczyć i w całej okazałości pokazała swoją moc w postaci trzydziestu kilku stopniowych upałów. Ciemnowłosa bardzo lubiła słonce, zresztą w jesienne popołudnia zawsze cierpiała na brak witaminy D, jednak taki upał w połączeniu z 8 godzinnym maratonem w pracy, nie zwiastował rewelacyjnego dnia.
    Przetarła nerwowo oczy czując piasek pod powiekami. Przejrzała się w lustrze i choć przy pierwszym spojrzeniu nie dostrzegła zaróżowionych białek, po umyciu twarzy lekko ją to zaniepokoiło. Machnęła ręką czując niemały dyskomfort jednak szybko odgoniła od siebie myśli o zapaleniu spojówek. Tygodniowe chorobowe byłoby dla niej w obecnej sytuacji czymś nad wyraz niewygodnym, bowiem młoda dziennikarka właśnie domykała naprawdę ciekawy i nurtujących mieszkańców Oslo temat dotyczący budowy nowych fabryk. Agnes była odpowiedzialna za typowe Newsy i choć nigdy nie należała do tych nadgorliwych dziennikarek, w tym temacie totalnie przepadła. Jeszcze nigdy nie była tak podekscytowana tworząc artykuł.
    Po kubku kawy brunetka poczuła się nieco lepiej jednak nadal dość silnie doskwierały je przekrwione białka. Z całych sił starała się ignorować dyskomfort jednak co jakiś czas przecierała oczy w nadziei, że wszystko minie. Były to płonne nadzieje. Pewnie dlatego zamiast w standardowy sposób dotrzeć do pracy – swoim małym garbusem – zamówiła taksówkę i pakując wszystko w obszerną torbę, wyszła z mieszkania. Gorące powietrze uderzyło w nią dosłownie sekundę po opuszczeniu zimnej klatki schodowej i młoda kobieta wręcz automatycznie zapragnęła wrócić do swoich małych, czterech ścian. Droga do pracy była nad wyraz długa i nużąca, a przez swędzenie pod powiekami stała się naprawdę irytująca. Do tego pan taksówkarz nie należał do tych najbardziej doświadczonych i kilka razy, celowo bądź przypadkiem, skręcił w złe uliczki marnując nie tylko pieniądze, ale także czas Agnes.
    Wreszcie dotarła do wielkiego, oszklonego wieżowca i choć codziennie podziwiała jego rozmiar, dziś nie miała na to zwyczajnie ochoty. Jej ogólne samopoczucie również nie należało do najlepszych co kompletnie nie pasowało do brunetki. Agnes należała do osób wiecznie uśmiechniętych, lubiących wyzwania i nowe doświadczenia. Była naprawdę otwarta i skora do pomocy, jednak dziś jedynie skinieniem głowy odpowiadała znajomym, którzy z daleka krzyczeli cześć. Usiadła przy swoim biurku, standardowo włączyła komputer i wręcz automatycznie sprawdził skrzynkę e-mailową. Niestety nie dostała interesującej jej informacji zwrotnej dotyczącej jednego z artykułów, który miał wyjść w następnym numerze, dlatego niewiele się zastanawiając przeszła przez biuro w poszukiwaniu Zaharego. Zlokalizowała go w odpowiednim boksie i z delikatnym uśmiechem udała się w jego kierunku.
    - Cześć. – powiedziała opierając się o rant dzielącej jego i kolegę, nadstawki. – Miałeś podesłać mi materiały dotyczące tego zamykanego schroniska, pamiętasz? – zapytała przecierając przemęczone oczy. Naprawdę nie wyglądała i nie czuła się zbyt dobrze. Oby to nie było żadne choróbsko.

    OdpowiedzUsuń