Jeśli coś pomyliłam przy dodawaniu linków lub coś nie działa - dajcie znać, proszę! Trochę zamotana jestem ostatnio. - //V.

1 stycznia 2010

[KP] pokoju mieć nie mogę, wojska nie szykuję



— NEWELL REGIS MONDT —
ŚWIEŻO UPIECZONY AUROR — 28 LAT — ABSOLWENT ILVERMORNY — W MACUSIE OD ROKU — CZYSTEJ KRWI — TOPOLA I WŁOS ROUGAROUA, 12 CALI — ORION — MÓL KSIĄŻKOWY — NIEULECZALNIE ODDANY PRACY

Ma 28 lat i za dużo z dziecka, zupełnie jakby nigdy do końca nie udało mu się wyzbyć tego infantylnego przekonania, że świat jest sprawiedliwy, a ludzie dobrzy, nawet jeśli wszelkie znaki na niebie i ziemi jednoznacznie temu zaprzeczają. Wciąż jeszcze wierzy w takie dyrdymały jak drugie szanse i to, że wystarczy naprawdę ciężko pracować, by pełen wachlarz życiowych możliwości automatycznie stanął przed tobą otworem. Wierzy też w siłę sprawczą obowiązującego aktualnie prawa, w wolność, równość i braterstwo, w to, że w zawodzie aurora liczy się prawość, szczerość, chęć pomocy społeczeństwu, i ktoś chyba powinien kopnąć go wreszcie w dupę albo sprzedać porządny wpierdol w głębi ciemnego zaułka, naprawdę, może w końcu przejrzałby na oczy, a poza tym sam się o to prosi. Bo tak kończą irytujące szczeniaki bez doświadczenia, za to z nieuleczalną tendencją do wpychania nosa w nieswoje sprawy i głupimi ideałami żywcem wyjętymi z pierwszej lepszej opowieści o średniowiecznych rycerzach - po prostu źle. Świat wcale nie jest taki znowu piękny. Właściwie nie jest nawet ładny. Niektórym zwyczajnie uświadomienie sobie tego zajmuje więcej czasu niż innym.

2 komentarze:

  1. [W ogóle się nie przejmuj, jest ślicznie, ja przepraszam za długość, ale nie umiem w barwne opisy. Chyba, że mam dzień. No, a jak widać nie mam i wyszedł jakiś szajs. Pozwoliłam sobie już ich do siebie przybliżyć, przepraszam. Pomiń to, jeśli Ci nie odpowiada.]

    Znajomość odpowiednich ludzi od dawna była jego mocną stroną. Większość również zyskiwała na utrzymywaniu z nim dobrym stosunków, bo ten świat był mały, nigdy nie było wiadomo czego klient mógł zapragnąć z asortymentu zakazanych eliksirów i przedmiotów, a osób, które warzyły Eliksir Dusiciela niewiele. To było jednak wyjątkowo proste zamówienie, wyjątkowo przyjemne do realizacji, ponieważ chociaż przez chwilę mógł poczuć się całkowicie zwyczajny i ze względu na nadmiar wolnego czasu pozwolić sobie na wmieszanie się w tłum całkowicie niezwiązanych z czarodziejskim światem osób. Sprytnie poruszał się po mieście, w którym przebywał zaledwie od dwóch tygodni, bo w gruncie rzeczy większość metropolii była do siebie podobna, a on sam pasował do panującego zgiełku, do brudnej ulicy, do szarości chodników. Zadziwiająco dobrze odnajdywał się też w zwyczajnym funkcjonowaniu w społeczeństwie, choć podając dziś bardzo ładnej kobiecie kapelusz wiedział, że chętniej zdobyłby rękę Glorii niż ujrzał jej szeroki, zalotny uśmiech. Był przecież kolekcjonerem, który napawał się swoimi minutami z długo wyczekiwaną zdobyczą i zdobyczą tą nie była z pewnością niemagiczna kobieta, nawet tak urokliwa.
    Wszystko przebiegło gładko, jakby był tylko pośrednikiem w transakcji, pewnie dlatego w tak dobrym nastroju przekroczył próg rezydencji, w której tymczasowo miał przyjemność gościć.
    Jeszcze przed porami wieczornymi zasiadł do jednego ze stolików w lichym barze. Nikogo nie dziwiła już jego obecność, nikt nie zwracał na niego uwagi, a on czerpał w spokoju niemożliwą do wyjaśnienia satysfakcję z uczenia czarodziei niemagicznych gier karcianych. Jego własna talia samoistnie tasowała się, a on patrzył prosto w oczy jednego z dwóm swoich przeciwnikom, którym wyjaśnił zasady, z którymi rozegrał próbną partię, a teraz miał zamiar przejść do nieco poważniejszej rozgrywki. Oczywiście gra z początkującymi, którzy nie znali nawet właściwej nomenklatury nie należała do szczytu jego możliwości, nie łechtała stymulująco żyłki hazardzisty, nie dawała zastrzyku adrenaliny, bo też nie istniał żaden znaczący zakład. Gdyby chociaż mógł powalczyć o papierosy, ale skąd miał trafić na czarodzieja, który w podobny sposób zatruwał swoje ciało, skoro to był wynalazektamtych.
    Karty zostały rozdane i w tej chwili jego towarzysze przy stole spojrzeli w stronę drzwi frontowych tego zacnego przybytku, na ich twarzach malowało się niemałe zdziwienie. Podejrzał swoje karty, zanim postanowił się odwrócić.
    Natrafił spojrzeniem na człowieka, którego twarz zdecydowanie kojarzył. Uśmiechnął się szeroko, choć wtedy jego twarz nieco przywodziła na myśl szaleńca. Mężczyzna wyglądał, jakby się zgubił w tym miejscu, jakby całe jego jestestwo usilnie zaprzeczało temu, że znalazł się prawdopodobnie wśród najbardziej podejrzanych czarodziei w Bostonie.
    Odwrócił się do mężczyzn, którzy już oderwali spojrzenie od nieznanej im osoby. On sam postanowił zająć się tym, co robił dotychczas i nie przejmować obecnością świeżynki.
    – Może się przyłączysz? – zapytał, kiedy usłyszał (a może poczuł?), że ktoś za nim stał i wbijał w niego swoje przeszywające spojrzenie ciemnych oczu.

    Już-kochający-ale-jeszcze-nieświadomy Everard

    OdpowiedzUsuń
  2. [Cieszę się, że jest znośnie.]

    Jego towarzysze spojrzeli po sobie pytająco, na co przewróciłby oczami, gdyby nie oczywistość zaistniałej sytuacji. Funkcjonował zbyt długo wśród podobnych im ludzi, żeby ich nie rozumieć. Zapewne na ich miejscu również nawet nie szukałby jakiejś gładkiej wymówki, a po prostu opuściłby towarzystwo. Mężczyzna, który tu wszedł był bowiem niezaufany, mógł podsłuchać rozmowy, które nie powinny opuszczać tych murów, a każdy cenił sobie swoje tajemnice i za zdradzenie ich trzeba było słono zapłacić. Bycie nowym w tym wyśmienitym towarzystwie warunkowało swoisty ostracyzm społeczny. Nie było więc zaskoczeniem, że jeden z nich skinął mu, dając tym samym znać, że go opuszczą. Nie odpowiedział im, bo za wystarczającą reakcję uznał płynny ruch prawej dłoni, który nakazał pozostawionym na stole kartom ponowne wtasowanie w talię.
    Został sam z Mondtem, bo przecież pamiętał jego nazwisko. Pamiętał też te ciemne oczy, które przywodziły mu na myśl rozpuszczoną na słońcu wyjątkowo gorzką czekoladę i patrzył w nie znów po tylu latach. Nie mógł zapomnieć tej dziecinnej naiwności, z którą jego niegdysiejszy szkolny towarzysz postrzegał świat. Nadal wydawał się niewinny, a teraz na dodatek zupełnie nie pasował do panującej we Wrzeszczącym Kocie atmosfery, scenerii i w ogóle wszystkiego.
    – A znasz zasady? – zapytał, unosząc subtelnie kącik ust. Wyglądał jak drapieżnik, który właśnie zaczynał zabawę swoją ofiarę, choć w tym przypadku to ofiara przyszła do niego. Jakimś dziwnym sposobem pasował do tego zbiorowiska szumowin i wyrzutków.
    Oczywiście zastanawiała go obecność Mondta w takim miejscu. Wydawał się aż tak bardzo nie zmienić, czego więc szukał w takim miejscu? Raczej nie chciał nikogo otruć, pewnie nie szukał płatnego mordercy ani nie parał się czarną magią. Wyczułby to, tak jak wyczuwał swoich klientów i ich pieniądze z odległości przynajmniej kilku metrów. Ciekawość zaczynała zżerać go od środka.
    – Zagrajmy o pytania – zaproponował spokojnie, przyglądając się kartom, które były tasowane w powietrzu. Były już nieco wyświechtane, choć przecież było go stać na nową talię. Do tych był jednak wyjątkowo przywiązane, bo była to jego szczęśliwa talia.
    Westchnął, zaczesując włosy lekko do tyłu i odchylając się lekko na krześle. Już po chwili znalazły się przed nim karty, pięć kart. Nie spojrzał na nie jeszcze, cały czas przyglądał się swojemu nowemu towarzyszowi. Nie dawał po sobie poznać, że go pamiętał. Zasadniczo bardzo mało dało się wyczytać z jego twarzy, jakby bardzo brał do siebie pojęcie pokerowej twarzy i stosował je nawet w życiu codziennym.
    – Sprawdzasz, podbijasz przez dorzucenie ilości pytań lub pasujesz. – Miał szczerą nadzieję, że nie musiał tłumaczyć oznaczeń kart czy też ich układów, bo przecież już kiedyś mu to wszystko tłumaczył, a teraz liczył na otworzenie się jakiejś tajemniczej zakładki w jego pamięci. Chciał zacząć grę, żeby nareszcie wygrać, bo przecież całe jego życie polegało na tejże chęci. – Widzę, że czegoś tu szukasz – dodał jeszcze. – Powiedzmy, że każdy z nas ma dziesięć pytań na swoim koncie.

    OdpowiedzUsuń