Żyjemy, piszemy! Niedługo pojawi się lista obecności.

10 stycznia 2014

[KP] Nathaniel de Lioch



Nathaniel de Lioch

Rycerz Grobu Pańskiego, wierny sługa która Anglii, zaufany przyjaciel, wojownik. Rycerz z białym koniem na niebieskim tle w herbie.

Od dawna znający swoją przyszłość, wypisaną w gwiazdach i słowach ludzi, którzy dzierżą większą od niego władzę. Rycerz skrywający wielkie tajemnice i namiętności.

808 komentarzy:

  1. To była miłość, która nie miała racji bytu. Nie powinna się zdarzyć, ale zdarzyła się – i było już za późno, by cokolwiek w tej sprawie zmienić. Będzie przez to cierpiał zdecydowanie dłużej, niż zasłużył. Ale jeszcze nie. Teraz był szczęśliwy. Zwłaszcza wtedy, gdy miał go przy sobie.
    William wiedział, że według niektórych obaj grzeszyli. Ale czy prawdziwą miłość można było nazwać grzechem? Nie. Kochał Nathaniela i był gotów zrobić dla niego wszystko, nawet jeżeli oznaczało to postawienie się ojcu. Dopóki ten nie namawiał go do ślubu, utrzymywał tę głupią farsę. Udawał zainteresowanie kobietą, z którą nic go nie łączyło. Nie chodziło tylko o brak pociągu fizycznego. Chodziło o to, że on już był w kimś szalenie zakochany. Kimś, kto powinien być tylko i wyłącznie jego przyjacielem, a był kimś zdecydowanie więcej. Oboje znali się tak dobrze, że to co pomiędzy nimi się pojawiło nikogo nie powinno dziwić. Jego nie dziwiło.
    Miał nadzieję, że przyjdzie. Wyczuł jego obecność jeszcze zanim ten się odezwał. Udawał jednak, że go nie widzi i nadal zajmował się swoją ulubioną klaczą.
    – Na to nigdy nie jest za późno – odpowiedział i roześmiał się. Will był wesołym człowiekiem, ale tylko przy Nathanielu śmiał się tak naprawdę. Tylko przy nim był sobą. Williamem Brandonem, które nikt nie znał. Zerknął na niego, a jego uśmiech stał się jeszcze szerszy. – Co tutaj robisz? Czy nie powinieneś już.. spać? Jest późno. – W końcu przestał czyścić konia, wytarł dłonie i powoli ruszył w jego stronę. Rozejrzał się, doskonale wiedząc, że nie są sami. O tej porze w stajni zawsze było jeszcze kilka osób. W tym miejscu byli jednak niewidoczni. Stanął na tyle blisko, że ich oddechy zmieszały się ze sobą. Był od niego odrobinę niższy, ale nie przeszkadzało mu to.
    Uwielbiał go. Uwielbiał jego oczy, w które mógł wpatrywać się całymi dniami. Uwielbiał jego usta, które mógł całować bez przerwy. Uwielbiał go jak przyjaciela, ale także jak kochanka. Kiedyś uważał go za brata, swojego najwierniejszego powiernika. Teraz uważał go za człowieka, któremu oddał swoje serce.
    – Spędzisz ze mną noc? – Zapytał cicho, choć wiedział, że Nathaniel nigdy by mu nie odmówił. Pragnęli tego obaj. Widział to w jego oczach. – Jutro przyjeżdża moja narzeczona, więc nie będziemy mieli dla siebie dużo czasu. Przynajmniej wtedy, gdy ona tutaj będzie. – Chwycił jego dłoń i splótł razem ich palce. – Chodźmy, nie chcę tracić więcej czasu. – Z wielką niechęcią puścił jego dłoń.

    OdpowiedzUsuń
  2. William zawsze podporządkowywał się ojcu. Był jedynym synem Lorda Thomasa Brandona i nie miał innego wyjścia. Jedynie, gdy dowiedział się o zaręczynach, pojawiło się w nim coś na kształt buntu. Mógł zająć miejsce ojca u boku władcy. Mógł być wspaniałym doradcą. Mógł być synem, o jakim mażą lordowie. Ale nie mógł zostać mężem lady Ophelii. Próbował wytłumaczyć to ojcu już wiele razy, ale ten za bardzo liczył na jej posag, dzięki któremu rodzina znalazłaby się jeszcze wyżej i bliżej króla. Uzyskaliby również dodatkowy szacunek nie tylko na dworze królewskim. Był w stanie zrobić wszystko, byleby tylko nie doszło do zaślubin. Niestety miał przeciwko sobie zarówno ojca, jak i przyszłą żonę, która chciała by ceremonia odbyła się jak najszybciej.
    – Ty też? Ta kobieta bez wątpienia ma w sobie coś z czarownicy. Szkoda tylko, że mój ojciec nie potrafi tego dostrzec. – Powiedział, jeszcze zanim ruszyli. W jego głosie dało się wyczuć rozbawienie, choć wcale nie żartował. Nie tym razem.
    Chciał jak najszybciej dotrzeć do swoich komnat, więc gdy tylko się pożegnali, jak najszybciej udał się do swoich komnat. Zostawił ledwie uchylone drzwi, tak jak zawsze. Czekał na niego ze zniecierpliwieniem, mając nadzieję, że nikt nie zauważy Nathaniela. Im bliżej zaślubin, tym coraz bardziej obawiał się, ze ktoś ich w końcu przyłapie. Byli ostrożni, za każdym razem uważali i wybierali takie miejsca, w których nikt im nie przeszkodzi. Problem polegał na tym, że gdy tylko ich usta się ze sobą łączyły, Will tracił całą czujność. Zapominał o tym kim był, gdzie był i dlaczego nie powinien tego robić. W takich chwilach liczył się dla niego tylko on.
    Na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech, gdy tylko Nathaniel wszedł do jego komnaty. Podszedł do niego szybko, a jego uśmiech trochę zbladł. Nie zamierzał psuć sobie wieczoru myśląc o lady Ophelii.
    – Przestań – mruknął, stając przed nim, tak samo jak w stajni tyle tylko, że tym razem położył mu dłoń na ustach. – Nie mów o tym. Nie myśl o tym. Nie myśl o niej, bo ja też nie chcę o niej myśleć, rozumiesz? – Zabrał dłoń i zastąpił ją swoimi ustami. To było zaledwie muśnięcie, delikatny dotyk, bo zaraz się odsunął. – Nie chcę o niej myśleć, ani rozmawiać. Ta kobieta nie ma dla mnie żadnego znaczenia. Nie zmieni się to nawet wtedy, gdy zostanie moją żoną. – Spojrzał mu w oczy. – Ty jesteś jedyną osobą, z którą chcę spędzać noce. I nigdy się to nie zmieni. Błagam, zrozum to, Nathanielu.

    OdpowiedzUsuń
  3. W obecnych czasach trudno było o miłość. Małżeństwa były zawierane dla majątku, dobra ogółu – tak samo miało być w przypadku Williama. Choć on odnalazł swoją miłość i kochał tak mocno, że aż bolało. Bolało za każdym razem, gdy musiał się z nim rozstać, a potem spotykał go i nie mógł do niego podjeść oraz choć złapać go za rękę. Nie opierał się decyzjom ojca, choć starał się to przedłużyć, odłożyć w czasie. Bał się, że gdy zostanie mężem Ophelii prędzej, czy później będzie musiał zakończyć romans z Nathanielem. A to wydawało się dla niego być znacznie gorsze, od wiecznego potępienia.
    – Wiem. – Odwrócił na chwilę wzrok, ale zaraz znów spojrzał mu w oczy. Odetchnął głęboko. – A ja przysięgam na wszystko co prawdziwe oraz na księżyc, że będę kochać cię do końca mojego życia, nawet jeżeli będzie trwało bardzo długo. Nigdy nie przestanę i zawsze będę cię szukać, nawet jeżeli odejdziesz daleko. Nikt nigdy nie zajmie twojego miejsca w moim sercu. Jesteś moją jedyną miłością.
    Gdy tylko poczuł jego usta na swoich, chwycił go za ramiona, obrócił się razem z nim i pchnął go w stronę wielkiego łoża stojącego na środku komnaty. Oderwał się od niego na jedną, krótką chwilę, by móc ściągnąć swoją grubą, bawełnianą koszulę. Uśmiechnął się kpiąco, tak jak zawsze miał w zwyczaju i szybko pomógł mu ściągnąć tunikę, kaftan i koszulę. Wszystko wylądowało na podłodze za nimi. Znów pchnął go na łóżko, a następnie usiadł okrakiem na jego biodrach. Pochylił się nad nim, opierając cały swój ciężar na rękach, które ułożył obok jego głowy. Pocałował go w usta, a następnie zjechał ustami niżej, na jego szyję.

    OdpowiedzUsuń
  4. William nie chciał się spieszyć. Chciał prowadzić, zrobić wszystko po swojemu. Wystarczyło jednak zaledwie kilka pocałunków, by zaczął tracić nad sobą panowanie.
    – Cierpliwość jest cnotą, Nathanielu – odpowiedział szybko, nim ich usta ponownie się ze sobą złączyły. Uwielbiał jego mocne, a zarazem delikatne usta, które idealnie pasowały do jego ust. Mógłby całować je do końca swojego życia. Uwielbiał jego szorstkie dłonie, które pobudzały go jak nic innego.
    Jednakże dziś jedna myśl nie dawała mu spokoju. Wydawało mu się, jakby to wszystko wyglądało jak pożegnanie – choć przecież nim nie było. Do przyjazdu jego przyszłej żony było jeszcze trochę czasu. Tak samo, jak do ślubu. Jeszcze nie raz się spotkają. Chciał zapytać się, czy on również to czuje, ale wystarczyło, że spojrzał mu w oczy i o wszystkim zapomniał. Od początku dziwiło go to, jak bardzo ich ciała do siebie pasowały, mimo tego, że różnili się jak dzień i noc.
    Jego usta zjechały niżej, na jego szyję. Przygryzał jego skórę, podczas gdy jego dłoń znalazła się pomiędzy nimi. Chwycił go w dłoń i poruszył nią kilka razy. Biodra usadowił pomiędzy jego nogami. Puścił go, by móc unieść jego nogi. Zagryzł mocno dolną wargę w skupieniu i zaczął wchodzić w niego boleśnie powoli.

    OdpowiedzUsuń
  5. – Niemożliwe, jestem pewien, że jeszcze jakieś ci zostały – powiedział i spróbował zapanować nad śmiechem. Bezskutecznie. Roześmiał się i chwilę zajęło mu doprowadzenie się do porządku.
    Chciał zrobić to powoli i starał się być jak najbardziej delikatny. Robili to już kilka razy, ale i tak zawsze bał się, że zrobi mu krzywdę. Albo że nagle Nathaniel go odepchnie i powie, że nie tego pragnie.
    Westchnął z ulgą, gdy poczuł, jak się rozluźnia. Dzięki temu szybko udało mu się wejść w niego jeszcze głębiej. Z jego ust uciekło głośny jęk. Zatrzymał się i spojrzał mu w oczy. Uśmiechnął się jednym kącikiem ust, wyszedł z niego prawie całkowicie i pchnął, tym razem znacznie szybciej i mocniej. Po chwili zaczął poruszać się w jednym rytmie. Jedną dłoń zacisnął na jego udzie, a drugą odepchnął jego dłoń i sam sięgnął do jego krocza. Wiedział, że nie będzie w stanie kochać się z nim długo. Był zbyt podniecony. Swoją dłonią poruszał w tym samym rytmie, w którym pracowały jego biodra. Jego oczy ani na chwilę nie opuściły oczu Nathaniela. Jego oddech stał się szybszy, tak samo jak jego pchnięcia, które nagle stały się niedbałe. Doszedł w nim z jękiem i jego imieniem na ustach.

    OdpowiedzUsuń
  6. Uwielbiał ten moment, gdy przychodziło spełnienie, gdy jego ciało rozluźniało się całkowicie, a z umysł wypychał z głowy wszystkie złe myśli.
    Wyszedł z niego z ociąganiem, jakby bojąc się, że gdy zerwie to połączenie, wszystko co jest pomiędzy nimi zniknie. Oddał pocałunek równie mocno, ale odsunął się gdy poczuł jego dłoń na swojej męskości. Uniósł jedną brew i roześmiał się, całkowicie poddając się jego dotykowi. Jego usta na powrót odnalazły usta Nathaniela. Pocałował go jeszcze mocniej, niż jeszcze chwilę temu, przygryzając przy tym jego dolną wargę.
    Ukląkł na łóżku, opierając cały swój ciężar na ramionach. Musiał mocno zacisnąć dłonie na prześcieradle, by nie zacząć drżeć, najpierw gdy sunął palcami po jego plecach, a następnie gdy wsunął je w niego. Jego podniecenie rosło wraz ze zniecierpliwieniem.
    – Nathaniel – warknął ostrzegawczo. Chciał, by ten zrobił to szybciej. Pragnął poczuć go w sobie, podczas gdy on możliwe, że nieumyślnie, droczył się z nim. Sapnął, gdy w końcu wszedł w niego głębiej. Żałował, że nie może teraz przyglądać się twarzy swojego kochanka. Musiał zadowolić się tym, że czuł w sobie jego członka, a na sobie jego duże, ciepłe dłonie.
    Wystarczyło zaledwie kilka pchnięć Nathaniela, by ramiona Willa go zwiodły. Padł na łóżko, wtulając twarz w miękki materiał, przepełniony ich zmieszanymi zapachami. Pościel tłumiła wszystkie dźwięki, które wydobywały się z jego ust, a nad którymi nie potrafił zapanować. Uniósł się odrobinę, by móc chwycić swojego członka, który zaczął pulsować boleśnie, gdy przyjemność po raz kolejny zaczęła się kumulować w jego lędźwiach.

    [Hmm, tak sobie myślałam, że najlepiej będzie jeżeli następnego dnia przyjedzie narzeczona Willa (wcześniej, niż planowano) i może ich razem zastać w komnacie. A potem zacznie się zabawa z nieśmiertelnością Williama i umieraniem oraz odradzaniem się Nathaniela. Co Ty na to? :)
    Nie ma problemu, ja wszystko rozumiem. Odpisuj, kiedy masz czas, ja nie zamierzam uciekać. :)]

    OdpowiedzUsuń
  7. Osiągnął spełnienie z westchnieniem. Jego ciało był przyjemnie odrętwiałe, gdy Nath legł obok niego.
    - Chciałbym żebyś został dłużej choć raz - wyciągnął dłoń i musnął nią jego policzek, a następnie przejechał kciukiem po jego dolnej wardze. - Już mi siebie przyrzekłeś. - Ściszył głos do szeptu, uśmiechając się łagodnie. - Nic nas nie rozłączy, a na pewno nie śmierć. Śmierć może być naszym jedynym sprzymierzeńcem.
    Był pewien, że nawet jego małżeństwo nie będzie w stanie ich rozdzielić. Owszem, wszystko się zmieni, ale przecież ich wzajemne uczucia pozostaną. William nigdy nie zrezygnuje z Nathaniela. Był gotów zrobić wszystko, byleby tylko móc z nim być. Nawet jeżeli łączyłoby się to z cierpieniem.

    Coś nie dawało mu spać. Dziwne przeczucie, które ogarnęło go już jakiś czas temu, gdy Nathaniel wszedł do jego komnaty. Po raz kolejny zbudziło go poruszenie obok. Nie otwierając oczu przysunął się do kochanka z zamiarem powstrzymania go przed wyjściem. Bo spodziewał się, że ten właśnie to zamierzał uczynić. Jednak szybko otworzył oczy, gdy tylko usłyszał kobiecy głos. To było niemożliwe... Przecież to nie mogła być ona.
    Podniósł się i rozejrzał po swojej komnacie. W końcu ją dostrzegł, a jej słowa odbiły się echem w jego głowie.
    - Ophelia, co ty tutaj robisz? Kto cię tu wpuścił? - Prawie zerwał się z łóżka, w ogóle nie przejmując się swoją nagością. - I o czym ty mówisz? Uspokój się.
    Nie zamierzał się jej tłumaczyć, ani tym bardziej mieć wyrzutów sumienia z powodu tego, że nakryła ich razem w łóżku. Bardziej zaskoczyło go to, że zachowywała się, jakby wcale nie była tym zaskoczona, jakby wiedziała o tym, co ich łączy...
    - Nie powinnaś tutaj być - podszedł do niej. Zmarszczył brwi, bo dopiero teraz zauważył swój miecz, który trzymała w dłoni. - Wyjdź stąd.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  9. [Mam nadzieję, że nie będziesz miał nic przeciwko, bo postanowiłam przenieść ich do współczesności. Jeżeli coś Ci nie odpowiada to dawaj znać, a zmienię. Pomyślałam, że w razie czego będziemy mogli robić retrospekcje - wracać w przeszłość, do wybranych okresów. Co Ty na to? :D]


    Patrzył na swoją narzeczoną, nie mogąc zrozumieć co się dzieje. Nie wierzył w żadne jej słowa. Nawet nie chciał jej słuchać. To ona była obłąkana. Miał zamiar wyrzucić ją z pokoju, ale nim zdążył to zrobić, jego wzrok spoczął na Nathanielu, który miał wbity w pierś jego miecz. Nie mógł wykonać żadnego ruchu. Mógł tylko patrzeć i cierpieć. W tym momencie jego serce rozerwało się na miliony kawałków, a przez jego ciało przeszły ogromne fale bólu. W końcu zdołał wyrwać się z otępienia i podbiegł do niego. Wiedział, że było już za późno. Objął dłońmi jego twarz i złożył na jego ustach delikatny pocałunek. Jego ramiona drżały, gdy chwycił za miecz. Wyciągnął go z jego piersi, a następnie wbił w swoją. Nie chciał żyć, chciał odejść… Ale nie mógł.
    Spojrzał na swoje dłonie, które były teraz umazane krwią ich obydwu. Ale nie czuł niczego, oprócz żalu i smutku. Żadnego bólu. A jedyne co słyszał to jej śmiech.
    __

    Obudził się zlany potem. Koszmar tamtej nocy prześladował go co jakiś czas i wiedział już, co się zbliża. Kolejny raz spotka Nathaniela, a potem po raz kolejny go straci. Za każdym razem bolało tak samo. Zerknął na zegarek leżący na stoliku, obok łóżka. Było tuż przed piątą. Nie było sensu się kłaść.
    Zaledwie kilka dni temu przeprowadził się do Los Angeles i właśnie dziś rozpoczynał swój ostatni rok w nowym liceum. Brzmiało to cholernie zabawnie, bo w swoim życiu przeżył już naprawdę dużo ostatnich lat w liceum. Nie miał jednak nic lepszego do roboty. Jego wygląd się nie zmieniał. Przez cały czas przypominał osiemnastolatka. Oczywiście, nie raz próbował się postarzyć, ale maksymalnie do trzydziestki.
    To była już jego któraś z kolei wizyta w Kalifornii. Jednak jeszcze nigdy nie spotkał tutaj Nathaniela. Cóż, najwyraźniej miało się to niedługo zmienić.

    Zaledwie kilka minut przed dzwonkiem rozpoczynającym pierwsze zajęcia, wkroczył do sekretariatu, by odebrać swój plan. Znał tę szkołą bardzo dobrze, bo już kiedyś się tu uczył przez jakiś czas, a rozmieszczenie sal nie uległo zmianie. Choć musiał przyznać, że budynek sprawiał naprawdę dobre wrażenie.
    Wkroczył do sali, w której miał pierwsze zajęcia. Był jednak zbyt zajęty przeglądaniem swojego planu zajęć, by zwracać uwagę na cokolwiek innego. Wpadł na kogoś, papiery wypadły mu z rąk, a on zwyczajnie wylądował na tym kimś. Podniósł wzrok, a jego spojrzenie skrzyżowało się ze znajomymi oczami. Uśmiechnął się kpiąco.
    Och tak, znów się zaczęło.

    OdpowiedzUsuń
  10. - Z życia. Trzeba się nim cieszyć, bo nie wiesz, kiedy możesz je stracić. - Odpowiedział, po prostu, odwracając wzrok. - Nie uważasz, że powinniśmy cieszyć się życiem? - Zapytał, podnosząc się. Również zebrał swoje papiery porozrzucane na podłodze. Jednakże bardziej zainteresowany był notatkami Natha. Albo raczej rysunkami, które zdążył zauważyć.
    Zmarszczył brwi na jego kolejne, ale uśmiech na jego ustach jeszcze bardziej się powiększył. Wyprostował się i dopiero teraz przyjrzał mu się uważniej.
    - Tak? A dlaczego nie trudno cię zauważyć? Ze względu na to, że jesteś taki chamski, czy dlatego, że udajesz niegrzecznego chłopca? Może chodzi o tę aurę niebezpieczeństwa, hm?
    Powinien się powstrzymać, a najlepiej zamknąć i odejść. Ich drogi i tak znów się ze sobą spotkają. Zawsze tak było.
    Problem polegał na tym, że każda osobowość Nathaniela, którą spotykał na swojej drodze, fascynowała go. Za każdym razem wydawał się inny, ale ostatecznie Will widział w nim tego samego chłopaka, w którym się zakochał. I którego kochał nadal. Albo raczej - zakochiwał się w nim od nowa.
    - Ale masz rację. Powinienem bardziej uważać. Już więcej razy postaram się na ciebie nie wpaść. - Wyminął go i ruszył w kierunku ławek. - Sorry, Nathaniel. - Dodał, odwracając się w jego stronę, na jedną, krótką chwilę. Nie zastanawiał się nad tym co mówi, a gdy zobaczył jego zaskoczoną minę uświadomił sobie, że zwrócił się do niego po imieniu.

    OdpowiedzUsuń
  11. Przez to spotkanie z Nathanielem prawie zapomniał o tym, że tym razem nie był Williamem Brandonem, a Leo Brandano. Musiał zmieniać imię i nazwisko, ale co jakiś czas powracał do swojego prawdziwego. Cóż, będąc dokładnym - średnio co sto lat.
    Pierwsze lekcje cholernie mu się dłużyły. Znał już prawie cały materiał i nie miał potrzeby dowiadywania się czegoś nowego. Jeszcze kilka dni temu sądził, że powrót do szkoły uczyni jego życie jeszcze bardziej nudniejszym, ale akurat dziś wiedział, że się mylił. Już nie chodziło o samo spotkanie z Nathanielem, ale o to jaki był. Och, tak. Jego życie bez wątpienia nie będzie teraz nudne. Przynajmniej przez pewien czas.
    Powlókł się na ostatnią lekcję, jaką miała być chemia. Spóźnił się i wszedł do sali kilka minut po dzwonku. Zignorował zaciekawione spojrzenia uczniów i od razu podszedł do nauczyciela. Zanim jednak tam dotarł jego wzrok padł na Natha.
    - To ty jesteś tym nowym uczniem, zgadza się? - Zagadnął go nauczyciel, zmuszając go do oderwania wzroku od chłopaka. Skinął głową, tym razem uważniej rozglądając się po sali. Było tylko jedno wolne miejsce, oczywiście. Wywrócił oczami na następne słowa nauczyciela. - Przedstaw się nam.
    - Nazywam się Will... - urwał. Odchrząknął. Jasne, jeszcze więcej wpadek, tego mu było trzeba. - To znaczy Leo, nazywam się Leo. Niedawno przeprowadziłem się tutaj z Anglii.
    Nie zamierzał mówić nic więcej, choć nauczyciel ewidentnie tego od niego oczekiwał. W końcu jednak kazał mu usiąść. Will skierował się w stronę miejsca i usiadł obok Nathaniela.
    - Cholera, jak myślisz, pozwolą mi zrezygnować z chemii, jeżeli nadal masz ochotę mi wpierdolić? - Mruknął cicho, nawet na niego nie patrząc.

    OdpowiedzUsuń
  12. Roześmiał się cicho, kręcąc głową. Zignorował złowrogie spojrzenie nauczyciela, który zaczął mówić, czym będą zajmować się w tym roku.
    - Uwielbiam dostawać wpierdol, serio. Zastanowię nad nad twoją ofertą i dam ci znać. Sądzę, że będziemy się często spotykać. Przynajmniej na chemii. - Powiedział z rozbawieniem. - Nie podoba ci się imię Leo? - Zapytał z udawanym obrażonym tonem. - Mi się podoba. To na cześć Leonarda da Vinci, jestem pewien, że gdybym żył w jego czasach, na pewno zostalibyśmy przyjaciółmi... - dodał, nadal nie mogąc zapanować nad swoim rozbawieniem. - Ale wiesz... - pochylił się w jego stronę i zniżył głos. - Może tak naprawdę wcale nie mam na imię Leo? Może jestem zwykłym oszustem? Ale co do rodziców masz rację, nie za bardzo mnie kochali. - Odchylił się na krześle, mrużąc oczy - co będziesz robił z tą siarką, hm?

    OdpowiedzUsuń
  13. - Zgadłeś, jestem masochista Leo. Brawo. Ale... lizanie oczu? No błagam! - Zmarszczył brwi w obrzydzeniu. - Chłopie, skąd ty się wziąłeś? Uciekłeś z wariatkowa, czy jak? Niby kto lubi takie rzeczy?
    Will w ogóle nie skupiał się na zajęciach. Cóż, prawda była taka, że nawet gdyby go wywalili ze szkoły, to nic by mu się nie stało. Jasne, tym sposobem mógłby wzbudzić zainteresowanie władz, bo jak to tak - osiemnastolatek bez rodziny, który wziął się nie wiadomo skąd?
    - Cholera, nawet nie wiesz, jak blisko prawdy jesteś. - Mruknął, a uśmiech na jego twarzy powiększył się. - Mam tylko nadzieję, że nikomu nie zdradzisz mojej prawdziwej tożsamości. Mogli by ci nie uwierzyć. Zwłaszcza, że posiadam dokumenty potwierdzające moją tożsamość. A William to brzydkie imię i niezwykle pospolite. Leo jest lepsze.
    Wywrócił oczami na jego kolejne słowa. Tak, z tym Nathanielem bez wątpienia będzie dużo zabawy.
    - Może i nie moja, ale chcę wiedzieć. - Nie zdążył dodać niczego więcej, bo przy ich stanowisku pojawił się nauczyciel. Podniósł wzrok, uśmiechając się szeroko. - Ja, hmm, nie jestem zbyt dobry z chemii, a mój nocy kolega, Nathaniel, zaoferował się, że mi pomoże.
    No cholera, przecież nie mógł dostać kary pierwszego dnia w szkole. Nie żeby się tym przejmował za bardzo, no ale jakieś resztki honoru jeszcze w nim pozostały.

    OdpowiedzUsuń
  14. - Skąd ty w ogóle bierzesz takie przypuszczenia? Musisz mieć niezła wyobraźnię. To, że jestem masochista wcale nie oznacza, że lubię w... - Nie dokończył,bo jakoś nie miał ochoty, by nauczyciel wyrobil sobie jeszcze gorsze zdanie na jego temat.
    - Proszę pana, my się na razie poznajemy. Zabawa dopiero się zacznie. - Powiedział jeszcze, zanim nauczyciel zostawił ich w spokoju i wrócił do swojego biurka. Pokrecil głową z dezaprobatą, gdy usłyszał dziewczęcy chichot.
    - Ach, od początku wiedziałem, że udajesz niegrzecznego chłopca. Niech zgadnę, dziewczyny na to lecą? Ile dzięki temu zaliczyłeś? - Uniósł jedną brew, czekając na jego odpowiedź. - Jestem tu dopiero jeden dzień, a już zdążyłem usłyszeć o tobie wiele różnych historii. Zdradzisz mi, która jest prawdziwa, czy najpierw muszę przejść jakiś test?
    Zerknął na zegarek. Zostało zaledwie kilka minut do końca lekcji. Wiedział, że to nie jest ich ostatnie spotkanie - nawet jeżeli któryś z nich teraz by wyjechał, to i tak w końcu znów by się znaleźli. Problem polegał jednak na tym, że on jeszcze teraz nie chciał się z nim żegnac. Z drugiej strony nie mógł się do niego tak poza prostu przyczepić.
    - Dobra, Nathaniel... Tak wracając do tej siarki i chloru, to zanim postanowisz wysadzić szkolę, daj mi znać. Wolałbym zginąć w jakimś lepszym miejscu, niż to. - Zadzwonił dzwonek, a Will niechętnie się podniósł. - Tylko nie rozwal niczego, ani nikogo nie zabij do naszego następnego spotkania. Co prawda jeszcze nigdy nikogo nie odwiedziłem w więzieniu, ale jak na razie nie zamierzam tego zmieniać. - Mrugnął, wziął swoje rzeczy i skierował się w stronę wyjścia.

    OdpowiedzUsuń
  15. - Masz na myśli tę pielęgniarkę z długimi blond włosami? - Zastanowił się przez chwilę.- Cholera, jest naprawdę niezła, ale niestety nie w moim typie, więc nawet gdyby nie była lesbą to na pewno bym jej nie przeruchał. Takie życie. Widzę, że w tej szkole uczniowie naprawdę lubują się w plotkach, super. Żyć nie umierać. Bawię cię? To chyba dobrze, nie? Każdy powinien mieć choć jedną osobę, która jest w stanie go rozbawić. A wydaje mi się, że ciebie nie jest wcale tak łatwo rozweselić.
    Uśmiechnął się kpiąco, opierając o ławkę obok.
    - Moja intuicja. Niektórzy nazywają to także szóstym zmysłem, ale co kto woli. Przekonasz się, że mam rację. I to niedługo. - Powiedział, wyminął go i wyszedł z sali.

    Reszta dnia ciągnęła mu się niemiłosiernie. Na historii uciął sobie krótką drzemkę, podczas gdy reszta klasy zaczęła omawiać wojnę secesyjną. Wątpił w to, że ze szkolnych podręczników zdoła nauczyć się czegoś więcej, niż już wiedział, wiec spał. Lepszego zajęcia nie znalazł. Właśnie dlatego nie lubił powrotów do szkoły. Dni w końcu stawały się takie same, rozmywały się.
    Tym razem jednak nie mógł znów zrezygnować ze szkoły i wyjechać na drugi koniec kraju, albo jeszcze dalej. Skoro znów go odnalazł, to musiał tkwić w Los Angeles. Kilkadziesiąt lat temu po spotkaniu Nathaniela wyjechał, ale wrócił zaledwie po tygodniu, bo nie mógł walczyć z uczuciami, które go ogarniały, gdy byli od siebie oddzieleni.
    Po ostatniej lekcji schował wszystkie książki do szafki i jak najszybciej wyszedł ze szkoły, by móc w końcu odetchnąć świeżym powietrzem.
    Aby dotrzeć do swojego nowego mieszkania musiał przejść przez park tuż obok szkoły, wiec ruszył w tamtą stronę. Wcale nie zdziwił go widok Natha na jednej z ławek.
    - Mówiłem ci, że spotkamy się szybciej, niż ci się wydaje - zaczepił go, zatrzymując się kilka metrów przed ławką. Poprawił plecak i wcisnął ręce do kieszeni ciemnych jeansów. - Ukrywasz się tu przed kimś? - Rozejrzał się i ściszył głos. - Boisz się, że ktoś zakabluje twojej mamie, że palisz? - Zapytał z rozbawieniem. - Co jeszcze robisz, jako niegrzeczny chłopiec? Palisz, bijesz się, chlasz na umór? A czekaj, zapomniałem o seksie w przypadkowymi dziewczynami i ćpaniu. Ćpasz? Nie lubię ćpunów.

    OdpowiedzUsuń
  16. - Taak, wiem. Jestem straszną gadułą, nie każdy potrafi ze mną wytrzymać. - Wzruszył ramionami, jakby to w ogóle nie było od niego zależne. Zawsze dużo mówił i się śmiał. Właśnie taki był. - Tak naprawdę to była tylko jedna osoba, która potrafiła ze mną wytrzymać, ale cóż.
    Znów się roześmiał. Chyba po raz pięćdziesiąty tego dnia. Ale zaraz odrobinę spoważniał i uniósł jedną brew. Vera? Kim, do cholery, jest Vera? Nie miał najmniejszego pojęcia, kogo Nath miał na myśli.
    - Nie śledzę cię. Właśnie szedłem do domu. Nie wiem czy wiesz, ale świat nie kręci się wokół ciebie. I nie mam pojęcia kim jest Vera. Twoja była, która nie daje ci spokoju? - Zapytał z aż nadto wyczuwalną ironią w głosie. - Myślisz, że to ona mnie wysłała, bym cię pilnował, czy coś? Bez urazy, ale nie jestem chłopcem na posyłki. Detektyw też ze mnie marny.
    Zdziwił się jeszcze bardziej, gdy ten zaczął mówić o swojej matce. Matki tego Nathaniela z pewnością nie znał. Zanim jednak zdążył zadać mu jakiekolwiek pytanie dotyczące rodzicielki, ten chwycił go za plecak i ściągnął ze ścieżki.
    - Hej, hej, nie wiedziałem, że jesteś taki szybki. Jak dla mnie najpierw powinniśmy się bliżej poznać. Potem możesz mnie zaciągnąć w krzaki... - zamilkł dopiero, gdy zauważył trzy dziewczyny, przed którymi Nath ewidentnie chciał się schować. Will widział je dziś w szkole, ale nie zwrócił na żadną z nich większej uwagi.
    Spojrzał na niego marszcząc brwi, ale w jego oczach nadal błyskały iskierki rozbawienia.
    - Czy któraś z nich to Vera? - Zaraz za nim wyszedł z powrotem na ścieżkę i rozejrzał się. Jednak jego spojrzenie po chwili znów padło na Natha. - Skąd pewność, że w ogóle chcę się czegoś o tobie dowiedzieć? Może po prostu staram się być miły? Mówiłem ci już, każdy potrzebuje osoby, która go rozweseli. A ty naprawdę wyglądasz, jakbyś takowej potrzebował. - Westchnął ciężko, przeczesując ręką swoje jasne loki. - Dobra, nie bawię się tak. Dzieciaku, rób sobie co chcesz. Nie rozumiem dlaczego myślisz, że wysłała mnie jakaś Vera, bądź ktokolwiek inny, no ale. Jeżeli nie odpowiada ci moje towarzystwo, to jakoś to przeżyję. - Chyba, dodał w myślach.
    Uśmiechnął się krzywo, odwrócił na pięcie i ruszył w tym samym kierunku, co dziewczyny.

    OdpowiedzUsuń
  17. Zaskoczył go trochę. Will nie spodziewał się, że Nath powie mu aż tyle o swojej rodzinie. Jasne, były to tylko pobieżne informacje - nic szczegółowego, ale zawsze. Nie skomentował jednak słów dotyczących jego rodziny.
    - Wątpię w to, byśmy byli spokrewnieni - prychnął. - I zdecydowanie nie chciałbym być twoim dziadkiem. - Dodał jeszcze i ruszył ścieżką.
    W pierwszej chwili w ogóle nie zauważył dziewczyny. Zamierzał jak najszybciej dotrzeć do domu i nie zwracał na nic większej uwagi. Zauważył ją dopiero, gdy ta stanęła mu na drodze.
    - Cześć, miło cię w końcu poznać, Vera. Nathaniel mi dziś trochę o tobie opowiedział - odpowiedział, uśmiechając się łagodnie.
    Z jednej strony chciał iść z nimi do tego baru, ale z drugiej... nie, raczej nie. Zwłaszcza, że dziewczyna sprawiała wrażenie jeszcze bardziej rozgadanej niż on sam, co zdarzało się naprawdę nieczęsto i było dosyć niespotykanym zjawiskiem. Nie odmówił jednak, tylko wlókł się za nimi. Cholera, ta dziewczyna mówiła tak dużo, że nawet nie nadążał z odpowiedziami. Za każdym razem, gdy tylko otwierał usta, by coś powiedzieć, ona prawie natychmiast zaczynała mówić coś nowego.
    - Wow, my Anglicy i Półanglicy, łączmy się! Taak, to naprawdę zabawne. Tworzycie mieszankę wybuchową - mruknął z rozbawieniem. - A wasze dzieci miałyby w sobie angielską, francuską i szwedzką krew, to dopiero coś. - Zażartował, kątem oka zerkając na Natha. - Wonderland, serio? Oryginalnie.
    - Szczerze? Zrobię wszystko byleby się tylko od niej na chwilę oderwać. Nawet jeżeli łączy się to z macankiem w kiblu - pochylił się w jego stronę i ściszył głos, jakby bojąc się, że Vera może go usłyszeć. - Ona gada więcej niż ja! Nie wiedziałam nawet, że to możliwe. Czy ona ma jakiś wyłącznik?
    Skrzywił się odrobinę, gdy postawiła przed nim piwo. Nie lubił piwa. Zdecydowanie wolał mocniejsze trunki, ale przecież nie miał okazji jej o tym powiedzieć.
    - Piłem piwo w Niemczech i to zdecydowanie nie jest stamtąd sprowadzane - mruknął, po upiciu kilku łyków. Tym razem jego uśmiech był wymuszony. - Bo byłem tam... niedawno.
    Tak naprawdę w Niemczech był jakieś dwadzieścia lat temu, ale przecież nie mógł im o tym powiedzieć. Taa, od razu uznaliby go za wariata. Albo i gorzej.
    - To nie jest moja pierwsza wizyta w Stanach. Zwiedziłem... - urwał, uświadamiając sobie, że znów za dużo mówi. Przecież nie mógł powiedzieć, że zwiedził wszystkie stany. Jak na osiemnastolatka to byłoby zdecydowanie za dużo. - Florydę. Tak, byłem na Florydzie. Bardzo dawno. - Uśmiechnął się krzywo. - Lubię Los Angeles, ale jak dla mnie jest tu za gorąco. Zdecydowanie bardziej wolę angielskie klimaty. Byliście kiedyś w Wielkiej Brytanii? To wspaniały kraj. Trochę za nim tęsknię. Dawno nie byłem w domu... - Kurwa. Przecież wszystkim wcisnął kit, że dopiero co przyjechał z Anglii. - To znaczy, dla mnie dwa miesiące to długo. - Chwycił kufel piwa i wypił prawie połowę. Musiał się przymknąć.

    OdpowiedzUsuń
  18. Miał wielką nadzieję, że Vera okaże się być osoba ze słaba głową. Nie był pewien, jak długo wytrzyma to gadanie. Jasne - sam dużo mówił, ale ta dziewczyna nawet nie czekała na odpowiedzi, choć zadawała milion pytań. Była jak petarda, albo torpeda.
    Słuchał jej jednak uważnie, a przynajmniej udawał. Przy okazji wypił całe piwo, które nie było znowu wcale takie złe. Był gotów wypić dziesięć takich kufli, jeżeli to by ją choć na chwilę zamknęło.
    Jednak z uwagą zaczął śledzić ich krótką wymianę zdań. Skłamałby mówiąc, że nie obchodzi go to, co dotyczyło Natha. O nim mogła mu opowiadać. Choć oczywiście głośno tego nie przyzna.
    Patrzył na Verę wyczekująco. Chciał aby kontynuowała, ale po chwili domyślił się, że teraz to on powinien coś powiedzieć. Problem polegał na tym, że on nie wiedział nic o życia Natha. A przynajmniej tego Natha.
    Roześmiał się na jej reakcję, gdy zobaczyła wódkę.
    - Dasz radę. Nie jest taka zła, jak się wydaje - mruknął, zanim chwycił kieliszek. Nawet się nie skrzywił. Lubił wódkę zdecydowanie bardziej niż piwo. I miał mocną głowę. Nie spotkał jeszcze osoby, która by go przepiła.
    Uniósł jedną brew, przenosząc wzrok z Very na Natha.
    - Czachę? Dlaczego akurat czachę? - Zapytał z wyraźnym zainteresowaniem. Niestety jego pytanie zaginęło gdzieś pośród paplaniny dziewczyny. Nigdy nie sądził, że polubi tatuaże. A zwłaszcza tatuaże na ciele Nathaniela.
    Im więcej czasu z nim spędzał, tym wyraźniej widział w nim swojego najlepszego przyjaciela.
    Czekał na niego cierpliwie, gdy ten poszedł zaprowadzić siostrę do taksówki. W końcu mógł odetchnąć z ulgą. Cisza, która zapanowała przy ich stoliku była cudowna, a wręcz nieprawdopodobna.
    - Ta dziewczyna to jakaś maszyna. Jeszcze nigdy nie spotkałem osoby, która by tyle gadała. A uwierz mi... w swoim życiu poznałem już wielu, wielu ludzi. - Chwycił kieliszek i czym prędzej go opróżnił. - To znaczy, fajna z niej dziewczyna. Jest miła. I troszczy się o ciebie. Sam dużo gadam, ale z nią nie mam szans. - Pokręcił głową z dezaprobatą i wygodniej rozsiadł się na kanapie. - Tak, w tym momencie wielkość tej szkoły jest zbawieniem.
    Gdy ten opróżnił swój kieliszek, Will popchnął w jego stronę trzeci, ten który miała jeszcze wypić Vera.
    - Twoja rodzina na serio nie wie gdzie mieszkasz? A co jeżeli coś by się stało i musieliby cię znaleźć?
    Wiedział, że Nath może go spławić dokładnie tak jak siostrę, ale w tym momencie się tym nie przejmował. Chciał dowiedzieć się więcej, bo choć początkowo mu się wydawało, że blondynka może być dobrym źródłem informacji, to teraz zmienił zdanie. Prawie w ogóle nic nie pamiętał z jej paplaniny. A Will miał dobrą pamięć. Wiec albo to była wina jej, albo alkoholu.
    - Powiedz mi coś więcej o sobie, Nathaniel. - Uśmiechnął się kpiąco. - Proszę?

    OdpowiedzUsuń
  19. - Wiesz... narzekasz na swoją rodzinę do czasu, aż ją stracisz. Gdybyś został sam na tym pieprzonym świecie, to na pewno byś za nimi zatęsknił. Nawet gdyby byli najgorszymi ludźmi, jakich poznałeś. Kiedyś wspomnisz moje słowa... - zawahał się - albo i nie. Kto wie?
    William wiedział o czym mówi. Szanował swoich rodziców, ale miał do nich wielki żal, że zmusili go do ślubu. Gdyby nie to, wszystko zapewne potoczyłoby się inaczej. Jednak musiał przyznać, że za nimi tęsknił. Oczywiście nie tak bardzo, jak za Nathanielem - bo ta tęsknota była wręcz nie do opisania.
    Dobra, może i jednak nie powinien aż tyle pić. Jutro zapewne będzie tego żałował, ale czasu nie odwróci.
    Zazwyczaj nie palił, ale teraz wyciągnął papierosa z paczki i zapalił.
    - Znałem takiego jednego - zamknął oczy, a na jego ustach wykwitł łagodny uśmiech. - Tez uważał, że nie jest zbyt ciekawy. Ale ja uwielbiałem go słuchać, bo według mnie był najciekawszą osobą, jaką znałem. - Zaciągnął się dymem i milczał przez chwilę. - Ale jak nie chcesz o niczym opowiadać, to spoko. To twoje życie. Przecież cię do niczego nie zmuszę. - Wzruszył ramionami i rozejrzał się po barze. Jego wzrok był już trochę zamglony, ale głowa nadal pracowała na najwyższych obrotach.
    - Często tu przychodzisz? Czekaj, czekaj, niech zgadnę, to jedno z twoich ulubionych miejsc, hm?
    Gdy barman przyniósł kolejne kieliszki, skrzywił się nieco, ale prawie natychmiast opróżnił swój.
    - Lubię wódkę, ale wolę whisky. Prawdziwy ze mnie chłopiec z dobrego domu, co? - Roześmiał się, znów zaciągając się dymem.
    Nagle coś przyszło mu do głowy i odezwał się, nim zdążył to przemyśleć.
    - Czy uważasz, że ludzie pojawiają się na świecie z jakiegoś powodu? I że każdy ma jakąś misję do spełnienia? Nie mówię o zbawianiu ludzkości, ale o czymś prostszym.

    OdpowiedzUsuń
  20. Prychnął, gasząc papierosa.
    - Pieprzysz, Nathaniel. Samotność to najgorsze co może być. Nawet nie zdajesz sobie z tego sprawy. Możesz się odciąć od wszystkiego, ale i tak będzie ci czegoś brakować. Kogoś. Możesz nienawidzić matki, ale nie możesz skazywać się przez nią na samotność. To idiotyzm. Ty sobie nie wyobrażasz, jako jest być samym przez wiele lat.
    Poczuł, że z każdym kolejnym słowem, jego zdenerwowanie rośnie. Był na niego zły, choć przecież nie powinien. Musiał się uspokoić, innej opcji nie było.
    - Lord William Brandon - wymamrotał, bardziej do siebie niż do niego. Wychylił kolejny kieliszek i był pewien w stu procentach, że nie powinien już więcej pić. Bo jeżeli wypije, to będzie miał cholerne trudności z powrotem do domu.
    Słuchał go uważnie, choć trudno było mu się skupić na czymkolwiek konkretnym. Jego głos dochodził jakby z daleka i sensu słów nie do końca docierał do Willa. To był kolejny znak potwierdzający, że nie powinien więcej pić. Gdyby tylko alkohol mógł sprawić, by choć na chwilę zapomniał kim był. By mógł w pełni udawać Leo Brandano i nie przejmować się kompletnie niczym.
    Gdy ten się podniósł, spojrzał na niego spod wpółprzymkniętych powiek.
    - Spoko. Tylko się gdzieś po drodze nie przewróć i nie poobijaj sobie tyłka. - Mruknął i roześmiał się głośno. Tak, właśnie tego potrzebował. Musiał się śmiać, bo śmiech wyrzucał wszystkie złe myśli z jego głowy.
    - Czekaj... mam jeszcze jedno pytanie - złapał go za ramię, nim ten zdążył się oddalić. - Czy masz tutaj bliznę? - Odwrócił się cały w jego stronę i wskazał na swoją klatkę piersiową. Dokładnie to miejsce, w które został wbity jego miecz.
    Każdy Nathaniel miał tę bliznę. Jeżeli jednak chłopak nie miał tej pieprzonej blizny, to może William się pomylił? Może tak bardzo tęsknił za Nathanielem, iż ubzdurał sobie, że to właśnie on?

    OdpowiedzUsuń
  21. Musiał wiedzieć. W tym momencie. Jeżeli okaże się, że nie ma tej pieprzonej blizny, to Will zniknie stąd najszybciej, jak będzie mógł. Ale przecież wyglądał jak on, więc skąd te wątpliwości? Może to wina alkoholu? W tej chwili naprawdę żałował, że dał się zaciągnąć do tego baru. Powinien uciec przed Verą, albo ulotnić się zaraz po jej wyjściu. Nie powinien zostawać z nim sam na sam, bo przecież wiadome było, że w końcu coś palnie.
    Patrzył za oddalającym się Nathanielem. Możliwe, że był to idealny moment do ucieczki. Gdyby teraz wyszedł, może by nad sobą zapanował i przy następnym spotkaniu nie zachowywałby się jak kompletny idiota.
    Podniósł się z ociąganiem i skierował w stronę łazienki. Wiedział, że to nie był dobry pomysł.
    - To jak, odpowiesz mi na pytanie, czy nie? - Zapytał, opierając się o ścianę. Przez cały czas przyglądał się jego twarzy. A gdy skończył, podszedł do niego i pchnął go na ścianę. - Jeżeli chcesz to rzeczywiście sam sprawdzę. Twój wybór.
    Był od niego niższy, ale miał tyle samo siły co on, wiec spokojnie dawał radę przytrzymać go przy ścianie, nawet mimo szalejącego w organizmie alkoholu. Spojrzał mu w oczy, zaciskając mocno szczękę. Ledwie zauważalnie wsunął dłoń pod jego koszulkę. Sunął dłonią w górę, aż w końcu natrafił na bliznę. Z jego ust wydostało się westchnienie ulgi. Odwrócił wzrok i szybko wyciągnął dłoń.
    Tak, następnego dnia śmiało zwali to wszystko na alkohol. A może Nath jutro wcale nie będzie tego pamiętał? To byłoby chyba najlepsze wyjście.

    [Dobra, nie wiem czy to się do czegoś w ogóle nadaje, ale mam nadzieję, że tak. Odpisuję szybko, bo jutro muszę wstać po 6, ponieważ mam rano próbną maturę z niemieckiego. :/]

    OdpowiedzUsuń
  22. [Rano byłam nieprzytomna i wydarłam się na budzik - brawo dla mnie (a tak serio to byłam przekonana, że ktoś do mnie dzwoni, więc troszkę się zdenerwowałam, że mi sen przerwał). XD
    A co do matury to... porażka. E-mail do napisania był tak głupi, że aż szkoda gadać. No ale trudno, przede mną jeszcze kilka próbnych matur (bo w mojej cudownej szkole próbne od września są co miesiąc) - a potem czas na tę prawdziwą. Tę mam nadzieję, że zdam. :)
    A jak tam twoje kolokwium? :) Udawanie, ze się uczysz na coś się przydało? XD]

    Oczywiście, że nie chciał się odsuwać. Teraz miał stuprocentową pewność, że Nath jest tą osobą, której Will szukał. Albo raczej - szuka przez całe życie. Jednak co miał zrobić? Rzucić się na niego? Swoją drogą, ciekawe jak zareagowałby Nathaniel, gdyby William opowiedział mu teraz o wszystkim... Bez wątpienia by mu nie uwierzył. Cóż, on sam sobie by nie uwierzył. Cała historia brzmiała jak bajka. Tyle, że niestety nią nie była.
    Spojrzał na niego, marszcząc brwi. Przeszedł kilka kroków i stanął mu na drodze. Zachował się dokładnie tak, jak Vera kilka godzin wcześniej.
    - A co, wolałbyś żebym teraz się do ciebie dobrał i cię przeleciał? - Na jego twarzy pojawił się krzywy uśmiech. - Myślałem, że wolisz dziewczyny. Nie wiedziałem, że kręcą cię faceci, Nath. Ale co kto lubi, nie? Każdy ma prawo wyboru.
    Roześmiał się i nagle stracił ochotę na powrót do domu. Zdecydowanie bardziej wolałby zostać i jeszcze trochę się z nim podroczyć. Bądź zrobić coś innego. Zawsze mógł to zwalić na alkohol, prawda?
    - Tak, lubię macanki. Moje życie od razu stało się lepsze i znów nabrało kolorów. A to wszystko dzięki krótkiemu macanku. Nie jestem małym chłopcem, nie wiem czy zdajesz sobie z tego sprawę. I jedyną osobą, którą ktoś powinien odprowadzić do domu jesteś ty. Już ci spodnie ze strachu spadają. - Wywrócił oczami, wsuwając ręce do kieszeni. Nadal stał mu na drodze i jak na razie nie zamierzał się odsunąć.
    - Ja przynajmniej jestem w stanie stać prosto, a z tobą to nic nie wiadomo. Może cię odprowadzić, co, dzieciaku? Wiesz, przypilnuję żeby ktoś cię nie skrzywdził. To jak? - Wyszczerzył się. Po chwili dodał: - Zawsze możesz mnie potem zaprosić na herbatkę. Tak w ramach podziękowania.
    Obrócił się na pięcie i podszedł do drzwi.
    - Idziemy? Pospiesz się, jeszcze dziś chcę dojść - zawahał się, a potem wybuchnął śmiechem. - W sensie tam, gdzie mieszkasz. Chcę dojść do ciebie.

    OdpowiedzUsuń
  23. [Błagam cię, ja już mam serdecznie dość tych próbnych matur. No ile można?! A najlepsze jest to, że jestem chyba jedną z nielicznych, która się na serio nimi przejmuje. XD I jak, udało wam się zdać powyżej średniej krajowej? :D Miałam w planach zdawać rozszerzenie z niemieckiego, a podstawę z angielskiego, ale chyba jednak pozostanę przy podstawie z niemca, a rozszerzeniu z historii. Rosyjski to dla mnie kosmos. Nie umiem i nigdy nie chciałam się nauczyć mówić w tym języku. XD Bardzo chętnie się z Tobą zamienię! Ja chcę jak najszybciej skończyć liceum, bo już mam dosyć, o. To jak, masz ochotę napisać za mnie maturę w maju? XD
    A tak w ogóle, to co studiujesz? Tzn. jeżeli mogę zapytać. :D]


    – Nie? – Zmarszczył brwi, jakby nie do końca to rozumiejąc. Cóż, był pijany i nie wszystko tak szybko do niego docierało, jak wtedy, gdy jest trzeźwy. – Zobaczymy, jak długo będziesz tak twierdził. Sprawię, że zmienisz zdanie. – Ściszył głos, jakby chcąc upewnić się, że tylko Nath go usłyszy. Choć oprócz nich w łazience nie było przecież nikogo innego. – Będziesz mnie błagał, żebym cię przeleciał.
    Dobra, w tym momencie chyba nie powinien już dłużej myśleć o pieprzeniu się z nim. Nie do końca panował nad sobą i swoim ciałem, więc wolał nie ryzykować.
    – Obiecujesz mi ten wpierdol i obiecujesz. Przystopuj trochę, bo się tym za bardzo podniecę i co wtedy będzie? – W końcu z ociąganiem zszedł mu z drogi.
    Miał już wielką ochotę opuścić ten bar. A na pewno nie miał zamiaru już więcej pić. To, że był w stanie utrzymać się prosto, a jego umysł pracował w miarę dobrze, wcale nie oznaczało, że był trzeźwiejszy od Natha.
    – Spuścić się na twoją podłogę? Cóż za zaszczyt. Oświecisz mnie, czym sobie na to zasłużyłem? Intuicja podpowiada mi, że chodzi o mój urok osobisty. Tak, zdecydowanie chodzi o urok osobisty. Nie możesz mi się oprzeć, co? Ale, ale! Strzał w dziesiątkę, co do Angola. Choć może jednak nie do końca – zastanowił się przez chwile, nim kontynuował. – Kiedyś, bardzo, bardzo dawno, może i byłem typowym Angolem. Teraz już nie, za dużo podróżuję.
    W przeciwieństwie do Natha, nie wypił już nic więcej – tak jak sobie obiecał. Miał zamiar najpierw bezpiecznie odprowadzić go do domu, a następnie wrócić do siebie. A jeszcze większa dawka alkoholu zdecydowanie mogła mu w tym przeszkodzić.
    Po wyjściu z baru doszedł do wniosku, że jednak jest od niego znacznie trzeźwiejszy. Zwłaszcza, gdy kilka razy musiał go ratować przed upadkiem. A potem wiązać mu buta. Nie skomentował jego słów dotyczących pozycji, w której się znaleźli. Roześmiał się i ledwo powstrzymał się przed przyznaniem mu racji.
    Nie mógł jednak zaprzeczyć, że taki Nathaniel mu się podobał. Był radosny i normalny. Nie udawał i nawet nie próbował zachowywać się jak dupek. Idealnie. Will w końcu stwierdził, że jeżeli mają się w ogóle dogadać, to Nath będzie musiał zacząć więcej pić. Na trzeźwo to wszystko nie przejdzie.
    – Kurwa, jakim cudem planowałeś sam wrócić do domu, co? Przecież gdybyś się wywalił i leżał na ziemi, nikt by na ciebie nawet nie zwrócił uwagi. No chyba, że zechciałby opróżnić twój portfel. – Wyrzucił z siebie, gdy znaleźli się pod kamienicą. Obejrzał budynek od góry do dołu i zagwizdał, bynajmniej nie z wrażenia. Nie spodziewał się, że Nath mieszka w takim miejscu. Jakim cudem ta kamienica jeszcze stała? Czy ten budynek aby na pewno nie grozi zawaleniem?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdy znaleźli się na klatce schodowej, rozejrzał się uważnie. Gdyby było tu czyściej, na pewno to miejsce przypadłoby mu do gustu. Nie odezwał się ani słowem, choć milczenie przychodziło mu z trudem. Szedł za nim spokojnie, powoli stawiając każdy krok. Niestety nie potrafił zapanować nad śmiechem, gdy Nathan mocował się z drzwiami. Starał się jednak, by jego śmiech był jak najcichszy, co chyba niezbyt dobrze mu wychodziło, no ale.
      Wszedł za nim do środka i długo rozglądał się po jego mieszkaniu. Przyglądał się wszystkiemu, czemu mógł i próbował zauważyć każdy szczegół. Z nieco zamglonym wzrokiem nie było to wcale takie proste, jak się mogło komuś wydawać. To miejsce miało swój urok i podobało mu się znacznie bardziej od jego własnego, które było wręcz bezosobowe i nijakie.
      – Podoba mi się tu – odezwał się w końcu, znów zwracając na niego swoje spojrzenie. Uśmiechnął się krzywo – widzisz? Powinienem częściej do ciebie przychodzić. Elektrownia mnie kocha. I nie tylko ona. – Jęknął sfrustrowany. – No proszę cię, za kogo ty mnie masz? Przecież powiedziałem ci, że będę unikał tej dziewczyny jak ognia. Na pewno nie wypaplam jej, gdzie mieszkasz. Niby dlaczego miałbym to zrobić? – Zamrużył groźnie oczy, a przynajmniej tak mu się tylko wydawało. Zapewne wyglądał po prostu śmiesznie, ale kij z tym. – Nie ufasz swojemu nowemu koledze? Ranisz me serce. Normalnie czuję, jakbyś wbił mi miecz – wskazał na swoją klatkę piersiową. Dokładnie na miejsce, w którym obaj mieli bliznę – o tutaj.
      Bez ceregieli podszedł do kanapy i usiadł wygodnie.
      – Człowieku, nie masz nawet łóżka? Jak ty na tym śpisz? Chyba nigdy nie siedziałem na mniej wygodnej kanapie. – Odchylił głowę i dopiero teraz zauważył żyrandol. – Nie boisz się, że w końcu spadnie ci na głowę? – Odchylił się jeszcze bardziej i padł na plecy. Zdał sobie sprawę z tego, że ta kanapa wcale nie była taka niewygodna.

      Usuń
  24. [Dobra, nie strasz mnie już, bo jeszcze specjalnie nie zdam matury, bo za bardzo będę się bała iść na studia (ale tak całkiem szczerze, to serio trochę się boję studiów). XD
    Skoro zdałbyś maturę z matmy, to zapraszam. ja co prawda próbną zdałam każdą, ale jakoś fajerwerków nie ma. XD Ja miałam zdawać jeszcze wos, ale chyba jednak zostanie sama rozszerzona historia. :D
    Ach... tak, to z pewnością jest fajne, ale zdecydowanie nie dla mnie, niestety. Więc raczej się nie zamienimy. No nic, trudno. Może jakoś to przeżyję. :c XD]

    – Nie musisz niszczyć moich marzeń. Może przez chwilę chciałem poczuć się jak bohater, co? – Podniósł na chwilę głowę i oderwał wzrok od sufitu, by móc na niego spojrzeć. –Dobra, już nic nie powiem. Zabijasz mnie człowieku. Próbuję być miły, a ty swoje. Jesteś niemożliwe.
    Chwycił butelkę i wypił kilka łyków. Dopiero teraz zdał sobie sprawę, że był spragniony. Zagapił się na niego, gdy ściągnął kurtkę. Naprawdę podobały mu się jego tatuaże. Coś w nim drgnęło, gdy dostrzegł herb. Musiał mocno wytężyć wzrok, by upewnić się, że to co widzi jest prawdą, a nie jakimś snem. Obyłoby się bez sprawdzania, czy blizna jest na miejscu. Wystarczyło, żeby wcześniej dostrzegł herb.
    – Mogę się domyślić, w jakich okolicznościach materac się zapadł – powiedział ze śmiechem. – Musiało być ostro, nie ma co. To dlatego wybrałeś tę kanapę, co? Wydaje się być solidna i nie powinno się nic z nią stać, podczas pieprzenia.
    Nic sobie nie robiąc z jego słów, ułożył sobie ręce pod głową i znów spojrzał na żyrandol, który jak dla niego wyglądał niezwykle niebezpiecznie. A do tego wisiał idealnie nad kanapą. Jakim cudem on jest w stanie tu zasnąć? Pomijając już to, że cały budynek wygląda, jakby zaraz miał się zawalić. Możliwe, że kamienica sprawiała tylko takie złe wrażenie, bo był środek nocy, ale wątpił by spodobała mu się w dzień. Miała jednak w sobie coś dziwnego, wręcz niespotykanego nigdzie indziej. Zwłaszcza w Los Angeles trudno o podobne budynki.
    – Spokojnie, nie bój się tak o to swoje łóżko. Niczego ci nie wygniotę, możesz być spokojny. – Wywrócił oczami. – Wątpię. Ten żyrandol kiedyś spadnie i cię zabije, zobaczysz.
    Will widział śmierć każdego Nathaniela i doskonale wiedział, że ten też w końcu umrze. A świadomość, że mógłby go zabić ten piekielny żyrandol, prawie całkowicie popsuła mu humor. Myślał, że oglądanie pierwszej śmierci było bolesne, ale każda kolejna bolała tak samo. Wiele razy próbował popełnić samobójstwo, ale bezskutecznie. Nic nie było w stanie go zabić. Dobijało go to, bo ile można żyć? Zwłaszcza, że przez większość czasu był samotny. Miał już dosyć samotności.
    – Mówię ci, powinieneś przesunąć tę kanapę – mruknął, choć i tak wiedział, że Nath go nie posłucha. Bo niby z jakiego powodu ma go słuchać?
    Podniósł się dopiero, gdy Nathaniel zaczął zapalać świecie. Przeciągnął się i ostatni raz rozejrzał się po pomieszczeniu.
    – Och, jak romantycznie. Trochę mrocznie, ale głównie romantycznie. Pod tą fasadą bad boya ukrywasz romantyka o wrażliwym sercu?
    Może i powinien się już stąd zmyć, ale nie chciał. Domyślał się jednak, że jeżeli sam nie wyjdzie z jego mieszkania, to Nath bez problemu go stad wyrzuci.
    – Dam radę. Może w końcu znajdzie się ktoś, kto mnie zabije? Muszę spróbować – z krzywym uśmiechem skierował się w stronę drzwi. Zatrzymał się, odwrócił w jego stronę i oparł o ścianę. – Ten tatuaż, to herb rodziny de Lioch, prawda? – Zapytał, choć przecież doskonale znał odpowiedź. Pragnął jednak usłyszeć ją z jego ust. – Koń na niebieskim tle to na pewno de Lioch. Jestem tego tak samo pewny, jak tego, że jestem Anglikiem. – Wyszczerzył się – no nic, na mnie już chyba pora, co? Było miło. Zobaczymy się na chemii?

    OdpowiedzUsuń
  25. [Z jednej strony bardzo chciałabym już być na studiach, a z drugiej trochę za bardzo boję się, że sobie nie poradzę. Ale nic to, już i tak bliżej niż dalej. :)
    Zawsze marzyłam o kryminalistyce, albo archeologii - bądź czymś podobnym, chciałam też kiedyś pracować z muzeum, ale chyba zdecyduję się na psychologię. :D]

    - Tak właściwie, to wydaje mi się, że mogę to wszystko zgonić na twoją siostrę. Zdążyłem zauważyć, jak się o ciebie martwi i chyba zaszczepiła we mnie podobne uczucie. - Wyjaśnił, wzruszając lekko ramionami. Tak naprawdę nie miało to nic wspólnego z Verą, ale przecież Nath nie musiał o tym wiedzieć, prawda? Will i tak już sporo dziś wygadał, choć powinien nad sobą panować. Był pewien, że wystarczyłoby jeszcze trochę czasu, by o wszystkim mu opowiedział. Dlatego musiał wyjść.
    - Ha, zobaczysz, że jeszcze okażesz się być większym romantykiem, niż ja. Teraz tylko to wypierasz. Ale ja cię przejrzałem.
    Zmarszczył brwi, uważnie go słuchając.
    - Bo ci się należy. I wcale nie musisz czekać do pełnoletności. Ważne jest to, co czujesz, de Lioch. Nic innego nie ma pieprzonego znaczenia. - Zerknął na niego po raz ostatni, uśmiechnął się krzywo i bez słowa wyszedł z jego mieszkania.
    Szybko zbiegł po schodach, bo ta kamienica przyprawiała go o dreszcze. Co było dosyć ciekawym zjawiskiem, bo Will nieczęsto się czegoś bał. Może kiedyś... ale zdecydowanie nie teraz. Przeżył już wiele i wątpił w to, że jeszcze kiedyś coś będzie w stanie go przerazić.

    Rozejrzał się uważnie, gdy znalazł się na ulicy i prawie od razu ruszył w kierunku swojego domu, nie oglądając się za siebie. Udało mu się przejść zaledwie kilka kroków, gdy ogarnęło go jakieś dziwne przeczucie. Znał to. Ktoś go śledził. Szedł jednak dalej, usilnie zastanawiając się, kto to może być. Owszem, po wyjściu z kamienicy zauważył kobietę, ale było zbyt ciemno, by mógł przyjrzeć jej się uważniej. Ledwie na nią spojrzał. Może to ona? Nie, niemożliwe. I głupie. Niby z jakiego powodu miałaby go śledzić? Przez głowę przeszła mu myśl, że może to być matka Nathaniela, ale szybko wyrzucił ją z głowy. Nie znała jego, a on nie znał jej. To nie trzymało się kupy.
    Po zaledwie piętnastu minutach znalazł się na swoim osiedlu. Nie zamierzał jednak iść od razu do mieszkania. Najpierw musiał dowiedzieć się, czego od niego chciała owa osoba.
    Wszedł w bramę budynku obok i schował się w cieniu. Minęła zaledwie chwila, gdy ta osoba również się pojawiła. Teraz miał pewność, że to była ta sama kobieta, którą widział pod kamienicą, w której mieszkał Nath.
    - Dlaczego mnie śledzisz? - Zapytał głośno, wychodząc z cienia. Nie widział jej twarzy. Była do niego odwrócona tyłem. Jego cała pewność ulotniła się, gdy odwróciła się w jego stronę.
    Zamarł. Nie mógł uwierzyć, że to co widzi jest prawdą. Nie. To nie mogło być prawdą. Jego najgorszy koszmar. Pomimo tego, że wyglądała inaczej, poznałby ją wszędzie.
    - C-co? Co ty tu, do cholery, robisz?!
    Nagle pożałował, że nie został u Nathaniela. Mógł go jakoś przekonać, by ten pozwolił mu zostać.

    OdpowiedzUsuń
  26. [Ja nadal waham się nad kryminalistyką, ale chyba jako jedyna jest na Uniwersytecie Gdańskim, a to jak dla mnie trochę za daleko. Nawet trochę bardzo. :D Tak, czy siak, psychologia także mi się podoba. :)]

    Minęła zaledwie chwila, gdy wszystko zrozumiał. Nathaniel był jej synem. To było jeszcze bardziej nieprawdopodobne niż to, że właśnie stała przed nim. Los jeszcze bardziej sobie z niego zadrwił.
    Nie wytrzymał. Roześmiał się tak głośno, iż przez sekundę miał wrażenie, że całe osiedle go usłyszało.
    – Ty go kochasz? Ty?! Ja go kochałem… Ale przez ciebie go straciłem. To ty go zabiłaś, do cholery! Zabiłaś go moim mieczem! Zdążyłaś już o tym zapomnieć? – Zrobił krok w jej stronę, tym razem odrobinę ściszając głos. – Chcesz złamać klątwę, dlatego że jest twoim synem, tak? Jesteś egoistką. Najgorszą osobą, jaką poznałem. Przez tyle lat musiałem męczyć się i patrzeć, jak umierał. Cierpiałem za każdym razem, a ty mówisz, że go kochasz… Powinnaś cierpieć tak, jak my. Skazałaś nas na to. – Każde kolejne słowo bolało coraz bardziej, ale w tym momencie był zbyt wściekły, by zapanować and tym, co mówi. – Ciekawe, co byś czuła patrząc, jak twój ukochany syn umiera. – Skrzywił się, gdy tylko to zdanie wydostało się z jego ust. Zawahał się. Może ona rzeczywiście znała sposób, by to wszystko zatrzymać? Jasne, chciał się na niej zemścić, ale czy on sam będzie w stanie patrzeć na śmierć kolejnego Natha?
    – Jaki jest sposób na złamanie tego zaklęcia? – Zapytał, odrobinę spokojniej. Przecież nie musiał się na nic godzić.
    W jednym jednak miała rację, nie mogli tutaj o tym rozmawiać.
    – Chodź – mruknął, ominął ją i ruszył w stronę budynku, w którym mieszkał. Nie odwrócił się ani razu, by sprawdzić czy za nim idzie. Czuł, że tak. Dotarł do drzwi i wstukał kod. Wszedł do środka i przytrzymał dla niej drzwi. Gdy tylko znaleźli się na klatce schodowej, ruszył w stronę schodów. Wspiął się na samą górę. Otworzył drzwi do swojego mieszkania i wpuścił ją pierwszą do środka. Zatrzasnął drzwi i zapalił lampkę w holu.
    – Jak złamać zaklęcie? – Powtórzył jeszcze raz pytanie. Musiał się tego dowiedzieć.

    OdpowiedzUsuń
  27. [Właśnie wiem, dlatego jeżeli zdecyduję się na psychologię to najprawdopodobniej wybiorę specjalizację sądową. :D
    Nie wiem co się dzieje, ale przewróciłam się już drugi raz w ciągu dwóch dni - wczoraj, gdy leciałam rano do szkoły, a dziś, gdy wysiadałam z samochodu. Poślizgnęłam się i wypierdzieliłam na chodnik. Myślałam, że mój kolega padnie ze śmiechu. Nawet nie był w stanie wyjść z auta i pomóc mi wstać, bo tak się śmiał. Jeżeli dalej tak pójdzie, to tej zimy na pewno sobie coś połamię. XD]

    – Czyli byliśmy zwykłymi pionkami, w twojej egoistycznej grze, tak? Nigdy nawet nie sądziłem, że mogłaś być aż tak zepsuta… I naprawdę byłabyś gotowa poświęcić nasze dziecko, w imię twojego marzenia o nieśmiertelności? – Zacisnął mocno szczękę. – Powiedziałbym, że współczuję każdemu dziecku, które miałoby taką matkę jak ty, ale w świetle tego, iż dowiedziałem się, że masz syna, a ten syn jest kolejnym wcieleniem mojej miłości, byłoby to czystą hipokryzją.
    Uśmiechnął się krzywo, zaplatając ramiona na piersi i opierając się o ścianę.
    – Czyli to jednak jest dla ciebie rodzaj kary – pokręcił głową.
    W pierwszej chwili nie sądził, że powie mu o wszystkim – a przynajmniej o większości. Był pewien, że zdradzi mu jedynie, w jaki sposób złamać zaklęcie. Słuchał jej i ani razu nie przerywał. Nie wszystko rozumiał. To było… dużo. Bardzo dużo. Może nawet stanowczo za dużo.
    – Poczekaj, poczekaj – zmarszczył brwi jeszcze bardziej, o ile to w ogóle było możliwe. – Czyli mam rozumieć, że… twój syn, Nathaniel jest owocem miłości, okej. Nie planowałaś się zakochać, jasne. Ale… tyle lat temu, mi i jemu zabrałaś miłość? – Oczywiście miał na myśli pierwszego Nathaniela, ale nie musiał tego precyzować. Ona bez wątpienia wiedziała, kogo miał na myśli. – Nie przejmowałaś się tym, co będę czuł, gdy go zabijesz, a teraz ja mam przejąć się tobą i twoim synem? Dlaczego?
    Spiął się jeszcze bardziej, gdy zauważył, jak ściera łzę z policzka. Nienawidził jej tak bardzo, że aż bolało. A teraz, po tylu latach, dowiedział się, dlaczego zniszczyła jego życie. Jego miłość.
    Długo milczał. Z każdym jej kolejnym słowem, jego upór i pewność, co do chęci ukarania jej, słabł. Była możliwość, żeby to wszystko zakończyć. Ale czy aby na pewno mógł jej zaufać?
    – Ophelia, jak możesz? Przecież wiem, że to on. Nie musisz mi o tym mówić. Gdy tylko go zobaczyłem, wiedziałem. Nawet sobie nie wyobrażasz jak to jest przez całe swoje, cholernie długie, życie zakochiwać się w kimś od nowa. Wiem jednak, że tak naprawdę nie zakochuję się od nowa. Wiem, że to jest ta sama osoba, mój najlepszy przyjaciel, którego kochałem bardziej niż swoje życie. Więc nie mów mi, że jest bezczelny. Nie wmawiaj mi, że mogę go nie chcieć, bo nie ma innej osoby, której pragnąłbym tak jak jego. – Zamilkł i odwrócił wzrok. Nie zamierzał jej tego mówić. To były uczucia, tłumił w sobie przez setki lat. Uczucia, o których nigdy nikomu nie opowiedział.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. – Dobra… chwila – pochylił się lekko do przodu i wsunął dłonie w swoje włosy, by po chwili mocno za nie pociągnąć. Musiał się skupić. Skoro można było złamać to zaklęcie, to będzie musiał to zrobić. – Nie wszystko rozumiem. Ja… to znaczy, nie wiem czy dobrze rozumiem to, co powiedziałaś. Musi mnie pokochać, a potem my… – zawahał się – musimy umrzeć? Ty i ja musimy umrzeć, żeby on mógł żyć i żeby zakończyć w końcu to cholerne cierpienie? – Podniósł na nią wzrok – próbowałem się zabić wiele razy. Niby jak mam…? – Zamrużył oczy – jeżeli to Nath będzie tym, który mnie zabije, to będę mógł odejść?
      Wiele razy się nad tym zastanawiał, jednemu z Nathanielów nawet to zaproponował, ale ten powiedział, że nie byłby w stanie zabić Willa. Czy ten mógłby to zrobić?
      – Sama powiedziałaś, że Nath jest… specyficzny. Sugerujesz, że mam go w sobie rozkochać, tak? Nie sądzę, że on się temu podda, Ophelio. Może za jakiś czas… ale doskonale wiesz, że nie mamy tego czasu. – Właśnie w tym momencie uświadomił sobie, że coś jeszcze przykuło jego uwagę, gdy mówiła. – Wspominałaś o tym, że zaglądałaś do jego snów. Powiedz mi, o czym śnił? Czego pragnął i szukał? Powiedz mi. – Zażądał, teraz już trochę pewniejszym głosem. – I musisz przestać w tym mieszać. Nie masz prawa tego robić.

      Usuń
  28. [Spoko, nie musisz się śmiać dyskretnie. Możesz to robić jawnie. Sama się z siebie śmiałam - choć nie powiem, moje biedne kolana przez to cierpią. XD Szczęściarz z Ciebie, ale wiesz, zima jeszcze się nie skończyła, wszystko przed Tobą. Oczywiście, żeby nie było, jestem dobrą osobą i wcale nie życzę Ci wywrotki... XD]

    - Wiesz o tym, że to bardziej niż trochę nie w porządku względem niego, prawda? Jeżeli ja mam się do niego zbliżyć, to ty musisz przestać mieszać w tym wszystkim, w jego snach, czy czym to tam jest. Jeżeli nadal będziesz to robić, to nic nie wyjdzie. - Spojrzał jej w oczy - on przez to cię nienawidzi. Chyba nie chcesz, żeby twój jedyny, ukochany syn cię nienawidził do końca swojego życia, hm?
    Zacisnął dłonie w pięści, gdy mówiła dalej.
    - To był koniec dziewiętnastego wieku - mruknął, bardziej do siebie niż do niej. Doskonale to pamiętał. Pamiętał każdego Natha, którego kiedykolwiek poznał. Ale wtedy byli razem najdłużej. Zazwyczaj mieli dla siebie niewiele czasu, ale nie wtedy.
    Nie zależało mu na niej, ani na jej uczuciach. Jedyną osobą, na której mu zależało był Nathaniel. Ale on był jej synem, czy mu się to podobało, czy nie.
    - A jeżeli to nie wyjdzie? Jeżeli okaże się, że kilka kropli naszej krwi nie wystarczy, albo że on mnie nie pokocha?
    William nie zamierzał robić sobie złudnych nadziei. Był gotów zrobić wszystko, byleby tylko zakończyć ten koszmar, ale obawiał się, że coś może pójść nie tak.
    Przez długą chwilę przyglądał się mieczowi, który wskazała. Oczywiście, że go poznał. Coś w nim drgnęło, na sam jego widok. Przed oczami stanął mu obraz Nathaniela z właśnie tym mieczem wbitym w pierś. Potrząsnął głową, by się tego pozbyć.
    - Jakim cudem znalazł się on na wystawie średniowiecznej? - Zapytał, nie dowierzając. Po raz ostatni widział go tej pamiętnej nocy. Nie wiedział, co się potem z nim stało i nawet się nad tym nie zastanawiał. - Rozumiem, że trzeba go stamtąd wykraść, tak? - Uśmiechnął się ironicznie - bo wątpię w to, by ktoś nam go tak po prostu pożyczył.
    Mógł zdobyć miecz. Akurat to było najmniejszym z problemów. Oddał jej broszurę, bo nie mógł dłużej na to patrzeć.
    - Nawet jeśli to wszystko zadziała... Jaki jest haczyk? Bo musi jakiś być. Przecież nie może być kolorowo. Nigdy nie jest. Sama dobrze o tym wiesz. Dlatego wydaje mi się, że jest coś, o czym mi nie mówisz. To wydaje się być za proste. - Zrobił krok w jej stronę i pochylił się, by móc po raz kolejny spojrzeć w jej oczy. – Powiedz mi, jaki jest haczyk, Ophelia.

    OdpowiedzUsuń
  29. [Z konia? :o Dobra, w takim razie moje wywrotki to nic, w porównaniu z tą Twoją. XD Ja jak byłem mała to spadłam z konia i choć lubię te zwierzęta, to nie wiem, czy odważyłabym się teraz na jakiegoś wsiąść. :>]

    - Tak, to chyba dobry pomysł - choć trochę niechętnie, to przyznał jej rację. Nie wiedział jednak, jak powinien do tego skłonić Nathaniela, ale... coś wymyśli. Na pewno.
    - Jak wysoki ten datek musi być? - Zapytał prawie od razu. - Jeżeli przeleję pieniądze na twoje konto, to się tym zajmiesz, tak?
    Nadal nie był pewien, czy może jej w pełni zaufać, ale nie miał innego wyjścia. Była jedyną osobą, której tak samo zależało na Nathanielu. William musiał zaryzykować.
    - Emmm... szczerze? Tak, wyobrażam to sobie - roześmiał się, z zakłopotaniem przeczesując włosy. Zdecydowanie nie chciał myśleć o trzynastoletnim Nathanie uprawiającym seks. Jednak nie dziwiło go to ani trochę. No może poza tym, że opowiedział o tym matce. - To Nath. Czego ty się spodziewałaś? Że swój pierwszy raz przeżyje jak będzie dorosły? I to może jeszcze z młodszą od niego dziewczyną? - Zapytał z ironią.
    Kiwnął głową na znak, że zrozumiał. Nie mieli żadnej gwarancji. Czuł się, jakby błądził we mgle, ale szansa była zbyt wielka, by móc ją zmarnować. Jeżeli nie zaryzykuje, to nie dowie się, czy było warto.
    - Jestem gotów zrobić wszystko, byleby tylko był szczęśliwy i mógł żyć. Jedynymi osobami, które zasługują na śmierć, jesteśmy my. I oboje dobrze o tym wiemy. - Westchnął, na chwilę zamykając oczy. - Wydaje mi się, że on po prostu cierpi. Czuje się niekochany. Może nawet niepotrzebny. - Uniósł jedną brew, a kąciki jego ust po raz kolejny wygięły się w ironicznym uśmiechu. - Wydaje mu się, że zastąpiłaś go sobie nowym facetem i idealną córeczką. Nie mogę mówić za niego, ale właśnie to zauważyłem wczoraj. Żeby to się udało, musisz mu pokazać, że go kochasz. Również mnie musisz udowodnić, że go kochasz, rozumiesz? I nie musisz mi o nim niczego opowiadać. Poradzę sobie. - Podszedł do małej szafki, chwycił długopis i na skrawku papieru napisał swój numer. - Daj znać, jak już będziesz wiedziała coś więcej o mieczu. - Podszedł do niej i podał jej ten kawałek papieru. - A w międzyczasie odblokuj jego sny i pokaż, że go kochasz. Nie udawaj już przed nim więcej. Ja mogę cię nienawidzić, ale on nie.
    Podszedł do drzwi i otworzył je. Poczekał aż wyjdzie, a następnie zatrzasnął je za nią.


    Przez całą noc nie potrafił nawet zmrużyć oka. Dopiero nad ranem przysnął na chwilę, ale obudził się szybko, bo znów nawiedził go koszmar tamtej nocy.
    Wiedział, że nie mieli dużo czasu, więc musiał działać.
    Było zaledwie kilka minut po dziesiątej, gdy wspinał się po schodach w kamienicy. W dzień nie wyglądała co prawda tak strasznie, jak w nocy, ale nadal przyprawiała go o ciarki na plecach. Zapukał głośno do jego drzwi.
    - Wstawaj, de Lioch!

    OdpowiedzUsuń
  30. - Domyślam się, że masz pieniądze, ale wcale nie oczekuję, że za wszystko zapłacisz. Plan awaryjny obejmuje włamanie do muzeum i kradzież miecza? Cholera, wydaje mi się, że akurat to spodobałoby się twojemu synowi. Adrenalina, te sprawy. Miejmy jednak nadzieję, że uda ci się wszystko załatwić dzięki pieniądzom. - Prychnął z rozbawieniem. - Nie jestem znawcą dzieci. Może i nie nie mam dzieci, nie znam ich psychiki, ale za to zdążyłem poznać już Natha. To mi wystarczy. - Wywrócił oczami. - Spokojnie, nie będę faszerować twojego synka ani czekoladą, ani marcepanem.
    Wujek Henry? Serio? Ten chłopak coraz bardziej go zadziwiał. Nie powiedział jednak nic więcej, tylko czekał, aż wyjdzie. Nie silił się na uprzejmości. Nawet nie zamierzał jej mówić „cześć” ani „do widzenia”, bo po co? Sojusz sojuszem, ale nadal jej nienawidził.

    Wyszczerzył się, gdy Nath pojawił się w drzwiach. Na chwilę zagapił się na jego klatkę piersiową, ale szybko się otrząsnął. Miał nadzieję, że wystarczająco szybko, by ten nie zauważył tego, jak Will mu się przyglądał.
    - Sorry. Byłem przekonany, że będziesz jeszcze spać, skoro zdecydowałeś się nie iść dziś do szkoły. Chciałem cię obudzić - powiedział, wchodząc do środka i zamykając za sobą drzwi. - Nie kłam. Tak naprawdę to miałeś nadzieję, że zapamiętam. - Roześmiał się. - No powiedz szczerze, nie cieszysz się, że mnie widzisz? Och, czekaj. Oczywiście, że się cieszysz. Widzę to w twoich oczach. Przede mną nic nie ukryjesz.
    Podszedł do kanapy i usiadł na niej, nie przejmując się tym, że może mu się to nie spodobać. Odsunął na bok pościel, by go jeszcze bardziej nie drażnić.
    - Co ciekawego robiłeś? - Zapytał, rozglądając się po pomieszczeniu. Unikał jednak patrzenia na niego, bo jego półnagie ciało robiło z nim dziwne rzeczy. I choć wcale nie powinno go to dziwić, to jednak dziwiło.
    - Tak właściwie, to potrzebuję twojej pomocy. Oprócz ciebie, no i oczywiście twojej siostry prawie nikogo tu nie znam - wzdrygnął się na samo wspomnienie Very i jej rozgadanej natury. - W jednym z muzeów właśnie otworzono nową średniowieczną wystawę. Eksponaty przyleciały z Anglii. Chciałbym ją zobaczyć - zerknął na niego po raz pierwszy odkąd wszedł. - Coś czuję, że ty również chciałbyś to zobaczyć. Może będzie tam coś związanego z rodem de Lioch? - Uśmiechnął się krzywo. - Tak, czy siak, nie mam nikogo kto mógłby tam ze mną pójść, a pomyślałem, że ty będziesz idealnym kandydatem. A jako, że postanowiłeś dziś sobie zrobić dzień wolny od szkoły, to... może moglibyśmy się tam teraz wybrać? Chyba, że już sobie coś zaplanowałeś na dziś - poruszył znacząco brwiami.
    Całą noc zastanawiał się od czego powinien zacząć. Nie było dużo czasu, więc nie mógł zastanawiać się w nieskończoność. Dopiero, gdy tutaj szedł pomyślał o muzeum.
    - A może najpierw wolisz coś zjeść? Jestem całkiem niezłym kucharzem.

    OdpowiedzUsuń
  31. - Nie jestem aż takim wariatem - powiedział ze śmiechem. - Domyśliłem się, że nie pójdziesz dziś do szkoły. Mówiłem ci, mam szósty zmysł.
    Skrzywił się. Wiedział, że jest to pytanie retoryczne, ale i tak zamierzał na nie odpowiedzieć. Dlaczego? Bo mógł. Nie zdążył jednak tego zrobić, bo Nath mówił dalej.
    - Lubię mówić. - Mruknął po prostu, wzruszając lekko ramionami. Zazwyczaj był cicho. Tylko w towarzystwie niektórych ludzi potrafił się naprawdę rozgadać. - Tak szczerze, to nie rozumiem fenomenu audiobooków. Może ludzie od razu powinni przestać pisać książki? - Prychnął - kiedyś nie było audiobooków, czytników, komputerów, ani innego szajsu, a ludzie jakoś normalnie sobie radzili. A czytanie książek było czymś wspaniałym.
    Możliwe, że trochę się zagalopował, ale cholera, jednak był starym człowiekiem. Nie chodziło o to, że nie lubił nowinek technologicznych. Lubił. Ale jednak pewne przyzwyczajenia w nim pozostały. Nie mógł i nawet nie chciał się ich pozbyć. Taki był i tyle.
    - Nie martw się. To nie randka. - Uśmiechnął się ironicznie. - Chyba, że chcesz.
    William wiedział, że ten pomysł jest słaby, ale nie miał innego wyjścia. Miał nadzieję, że Nathaniel mu nie odmówi. Ophelia miała rację, pójście na tę wystawę rzeczywiście mogło coś w nim odblokować.
    - Chcesz tylko kanapki? Serio? - Zapytał z niedowierzaniem. - Mogę zrobić coś lepszego... Dobra. Niech będą kanapki. - Wywrócił oczami. - Daj mi chwilę.
    Ściągnął kurtkę i w kilka minut zrobił mu te kanapki. Nie było w tym żadnej filozofii i Will był trochę zawiedziony. Naprawdę lubił gotować. Przez większość czasu robił to tylko dla siebie. Nie miał dla kogo gotować. Pomijając te chwile, gdy był z Nathanielem... Nathanielami? Cholera, mniejsza z tym.
    - Serio, nie chciałbyś mieszkać w lepszym miejscu? No wiesz, tam gdzie miałbyś chociażby normalną kuchnię? - Zapytał, podając mu talerz z trzema, nie dwiema kanapkami. - Nie zrozum mnie źle, podoba mi się to miejsce, ale... Nie. Nie masz kuchni, nie podoba mi się tu. - Zerknął w górę, siadając obok niego. - A ten żyrandol nadal mnie przeraża. Jeżeli nie przesuniesz tej kanapy, to sam to zrobię. Zobaczysz - spojrzał na niego groźnie. - I tym razem nie żartuję. A wracając do jedzenia, to jeżeli chcesz to kiedyś możesz do mnie wpaść. Przekonasz się, jak wspaniale gotuję i się zakochasz. - Mruknął z rozbawieniem.
    Zerwał się z miejsca, gdy tylko Nath skończył jeść.
    - Czyli co, możemy już iść?

    OdpowiedzUsuń
  32. Uśmiechnął się sam do siebie, gdy Nath wspomniał, że lubi, gdy ktoś mu czyta.
    - Taa, akurat to się nie zmieniło - mruknął cicho, pewien tego, że chłopak tego nie usłyszy.
    Znalezienie składników do zrobienia głupich kanapek wcale nie było takie proste, jak mu się początkowo wydawało.
    - Zauważyłem. Człowieku, czy ty jesz cokolwiek innego niż kanapki i ciastka? - Zerknął na niego, unosząc jedną brew. - Inne wydatki? Serio?
    Był niecierpliwy. Chciał jak najszybciej dotrzeć do muzeum. Wiedział, że może się to okazać ślepym zaułkiem, ale jednak. Musiał spróbować.

    Przez całą drogę po raz setny przetwarzał w głowie rozmowę z Ophelią. Milczał więc, ale Nathan nie wyglądał tak, jakby mu to miało przeszkadzać. Dopiero, gdy zaczęli rozmawiać o średniowieczu, Will znów się rozgadał. Wiedział dużo. Bardzo dużo. Było to głównie spowodowane tym, że żył w średniowieczu, ale przecież nie mógł się do tego przyznać. No, przynajmniej nie teraz. Jeszcze nie.
    Wiedział, że nie powinien tego go obserwować, ale zwyczajnie nie potrafił się powstrzymać. Ciekawość była silniejsza od wszystkiego innego. Owszem, rozglądał się wokół, ale sama wystawa nie za bardzo go interesowała.
    Coś w nim drgnęło, gdy dotarli do wystawy z mieczami. Jego wzrok od razu padł na miecz, który będą musieli zdobyć. Uważnie przyglądał się Nathanielowi i zaobserwował zmianę na jego twarzy. Tak, przyjście tu zdecydowanie było dobrym pomysłem.
    Zignorował jego pytanie i podszedł do niego bliżej.
    - Spójrz - otarł się ramieniem o jego ramię i pochylił do przodu. Jakim cudem wcześniej tego nie zauważył? - Są tutaj nazwy ich pierwszych właścicieli. Ciekawe skąd... - Pokręcił głową ze śmiechem. - Lord William Brandon. - Mruknął z sarkazmem. - Oczywiście, że lord. Powiedz mi, Nathaniel, jak dużo wiesz o swoich przodkach ze strony ojca?
    Zanim zdążył cokolwiek dodać, albo chociażby spojrzeć na Natha, obok nich pojawiła się młoda kobieta, najprawdopodobniej pracownica muzeum.
    - Przepraszam, ale czy mógłby się pan odrobinę odsunąć? To są bardzo ważne, a zarazem stare eksponaty. Nie wiem, czy się pan zorientował, ale pochodzą z XIII i XIV wieku. Nie chciałby pan ich zniszczyć. - Spojrzała na Willa takim wzrokiem, jakby był co najmniej idiotą.
    Wyprostował się i zerknął na Nathaniela, a kąciki jego ust uniosły się w uśmiechu.
    - Tak się składa,ze bardzo dobrze o tym wiem. Brandonowie są moimi przodkami i właśnie zauważyłem...
    Nie zdążył dokończyć, bo oczy kobiety zabłysły. Kurwa, może nie powinien tego mówić?
    - Ojeju, naprawdę? - Pochyliła się i również przyjrzała mieczowi. - Jednak czy lord William Brandon nie był ostatnią osobą z tego rodu? Może ma pan na myśli jakąś boczną linię? Nie może pan być przodkiem tego oto Williama Brandona. Znam bardzo dobrze historię króla Edwarda III, a jego zaufany doradca, lord Brandon miał tylko jednego syna. William zniknął niedługo po swoim ślubie. Co swoją drogą jest naprawdę ciekawą historią...
    - Macie tutaj drzewa genealogiczne większych rodów z XIV wieku? - Przerwał jej. Wiedział jaką ciekawą historię planowała im opowiedzieć i wcale nie chciał tego słyszeć. Nath również nie powinien dowiedzieć się tego od niej.
    - Tak, powinniśmy mieć. Lord Brandon aż do końca życia towarzyszył królowi, jego rodzina była bardzo ważna w tamtym czasie w Anglii... Chodźcie za mną.
    Spojrzała na nich ostatni raz i ruszyła w stronę wystaw, do których jeszcze nie dotarli.
    - Idziesz, de Lioch? - Zapytał, uśmiechając się kpiąco. Nie czekając na jego odpowiedź, złapał go za ramię i ruszył za kobietą.

    OdpowiedzUsuń
  33. Roześmiał się tak głośno, że aż przyciągnął w ich stronę kilka ciekawskich spojrzeń.
    – Też jestem tego ciekaw. – Przyznał. – Ale debile? I skąd pewność, że sami nie umieli tego robić? Może po prostu sami nie mogli, dlatego ktoś musiał to robić za nich. Nie pomyślałeś o tym?
    Naprawdę miał ochotę zamordować tę kobietę. Widać, że znała historię jego rodziny - choć na pewno nie całą. Całość znał tylko on, Ophelia oraz Nathaniel - ten pierwszy, choć nie całość. Nie dowiedział się już, co stało się z Williamem po jego śmierci.
    Nie chciał, by Nath myślał, że Will przyciągnął go tutaj tylko po to, by pochwalić się tym, że jego przodkiem był lord, zaufany doradca króla. Choć przecież nie mógł przyznać się przed nim i wyznać prawdziwego celu.
    – Nie, zdecydowanie nie była brzydka. Wydaje mi się, że problem tkwił w czymś zupełnie innym - powiedział z rozbawieniem, ale na tyle cicho, by tylko on mógł go usłyszeć. – Może miał po prostu inne preferencje? – Spojrzał na niego trochę wyzywająco.
    Był ciekaw, czy rzeczywiście mają coś więcej, niż tylko jego miecz. Drzewa genealogiczne to było to. Jeżeli mieli drzewo Brandonów, to de Lioch także się znajdzie. Ciekawe, czy Ophelia wiedziała również o tym.
    Kobieta prychnęła i spojrzała na Natha jeszcze bardziej nieprzyjemnym wzrokiem, nić chwilę temu na Willa.
    – Jeżeli pana na to stać, to oczywiście można próbować – odpowiedziała, choć niechętnie. Zapewne nie wierzyła w to, że chłopak był w stanie udowodnić rodowód.
    Will zignorował jej obecność i podszedł do drzewa swojej rodziny. Główna linia kończyła się na nim. Uśmiechnął się kpiąco. Nie dopisano tu nawet jego żony. Ciekawe, kto o to zadbał. Oderwał się od swojego imienia i spojrzał na Natha. Podszedł do niego i z zaciekawieniem zerknął na drzewo genealogiczne rodziny de Lioch. Jego wzrok jakby automatycznie powędrował aż do XIV wieku.
    Zrobił dokładnie to samo, co chłopak chwilę temu. Opuszkami palców dotknął tabliczki, a na jego twarzy pojawiło się coś na kształt bólu. Na chwilę zapomniał o tym, gdzie jest i co się wydarzyło. Wpatrywał się w tabliczkę, jakby to miało zmienić bieg historii.
    – Właśnie o tym chciałam powiedzieć. Nie wiem, czy wiecie, ale rodziny Brandon i de Lioch się znały. Doszło nawet do tragedii… – Znów zaczęła mówić, a w jej głosie dało się wyczuć podekscytowanie. William poderwał głowę do góry i spojrzał na nią groźnie.
    – Tu jest błąd. Zła data. – Powiedział, po raz kolejny jej przerywając. – Nathaniel de Lioch zmarł w 1352, a nie 1351. – Jego głos trochę się załamał, ale nie potrafił nad tym zapanować. Stuknął palcami w imię. – On i William Brandon byli przyjaciółmi – położył nacisk na ostatnie słowo i spojrzał Nathanowi w oczy.
    – Tak, ale wtedy Nathaniel de Lioch zakradł się do komnaty…
    – Do cholery, może się pani przymknąć?! – Odezwał się, może nawet trochę zbyt głośno. Słyszał tę bajeczkę już zbyt wiele razy, by być w stanie wysłuchać jej po raz kolejny. – Poradzimy sobie, może pani wracać do pracy.
    Kobieta burknęła coś pod nosem i wyszła, zostawiając ich samych w sali.

    OdpowiedzUsuń
  34. - Nie, raczej nikt nie uciekł w romantyczną podróż do Szkocji. - Powiedział. Tak naprawdę, to chłopak wcale aż tak bardzo się nie pomylił. Podróż do Szkocji się odbyła, ale samotna i zdecydowanie nie romantyczna.
    Kobieta wyglądała na więcej niż zaskoczona słowami Natha. Może i mogła mieć doktorat z historii, ale nie miała dobrego rodowodu, którym mogłaby się pochwalić i o który zawalczyć.
    - Czekaj, co? - Spojrzał na niego nieco zdezorientowany. - Co masz na myśli mówiąc... - urwał, jakby dopiero teraz uświadamiając sobie, co powiedział Nath. - Serio, Nath? Pedałować bez większych problemów? - Wybuchnął śmiechem. - Tak się zastanawiam, skąd ty się, do cholery, wziąłeś. - Pokręcił głową nadal się śmiejąc.
    Dzięki niemu cała złość Willa wyparowała. Przynajmniej częściowo. Miał tylko nadzieję, że ta pani mądralińska nie postanowi do nich wrócić. Owszem, znała historię - ale głównie tę zmyśloną.
    - Wiesz, w gruncie rzeczy nie spalono ich na stosie. - Wzruszył lekko ramionami. - Choć może stos byłby lepszy... - zawahał się. Już wiele razy o tym myślał. Śmierć nigdy nie wydawała się dobrą opcją, ale była znacznie lepsza od życia w samotności.
    - Nie martw się o moja twarz - zerknął na niego z ukosa. - Przez tyle lat nie nabawiłem się zmarszczek, więc teraz też mi nie grożą. - Przeszedł przez salę. Milczał, przyglądając się po kolei prawie każdemu drzewu genealogicznemu.
    - Nathaniela de Lioch znalezionego zakrwawionego i martwego w komnacie Brandona. Nigdzie jednak nie można było znaleźć tego drugiego. Służba martwiła się, że de Lioch zrobił coś z ich panem, a potem sam się zabił. W końcu okazało się, że Brandon spędził noc ze swoją narzeczoną - skrzywił się. Bzdura. Kompletna bzdura. – Podobno De Lioch był o niego strasznie zazdrosny. Czekał na niego w łóżku i w końcu postanowił popełnić samobójstwo. Znaleziono przy nim miecz Williama. Ten sam, który widzieliśmy. - Zatrzymał się przy drzewie swojej rodziny. - Brandon był załamany śmiercią najlepszego przyjaciela. Niedługo potem ożenił się z lady Ophelią, a potem zniknął. Nikt nie wiedział, co się z nim stało. - Uśmiechnął się ironicznie. - To oficjalna wersja. Prawdziwa zdecydowanie bardziej się od niej różni.
    Okazało się, że ta cała wizyta w muzeum w nim wywołała zdecydowanie więcej wspomnień, niż w Nathanielu. W końcu udało mu się odwrócić wzrok i ruszyć w stronę wyjścia.
    - Jesteś do niego podobny. Bardzo. A oczy masz identyczne. Chodź, obejrzyjmy resztę wystawy, a potem się stąd zmywamy.

    OdpowiedzUsuń
  35. - C-co? Boże, Nathaniel, nie jestem lachociągiem i wcale tak nie wyglądam - wywrócił oczami. - Wychodzi na to, że to ty masz wybujałą wyobraźnię, a nie ja.
    Poszperał w kieszeniach kurtki. W końcu znalazł opakowanie gumy owocowej. Rzucił mu ją bez słowa. Uśmiechnął się ironicznie. No właśnie. Nath nigdy nie zapytał go o to, ile miał lat, a on nie zamierzał go uświadamiać. Przynajmniej na razie.
    - Ja to wiem, ty to wiesz, ale ludzie nie. - Wzruszył ramionami - z resztą sam widziałeś. Ta babka chciała nam opowiedzieć właśnie tę historię. Skoro ludzie w XXI wieku w nią uwierzyli, to w XIV nie? Ludzie wierzą w to, co chcą wierzyć. A to najwyraźniej było mniejsze zło, niż prawda, która mogła być wyjątkowo okrutna. Znaczy, tak myślę.
    Nie planował mu mówić o tym, że jest podobny do tamtego Nathaniela. Po tym jak te słowa opuściły jego usta, mocno ugryzł się w język. Jeżeli Nath jeszcze nie uważał go za wariata, to Will był na bardzo dobrej drodze ku temu.
    - Po prostu wiem. Nie możesz mi zaufać? - Mruknął jeszcze, nim zaczęli wędrówkę po reszcie wystawy.
    Udawał zainteresowanie, choć tak naprawdę nic więcej nie przykuło jego wzroku. Głównie zależało mu na zobaczeniu miecza, a drzewa genealogiczne to tak przy okazji.
    - Uważaj, bo pomyślę, że mnie podrywasz - powiedział, gdy po raz kolejny się o niego otarł. - I kto tu jest lachociągiem, de Lioch? - Wyszczerzył się. Cieszył się, że Nath jeszcze od niego nie uciekł, choć zapewne był tego bliski.

    Zerknął na telefon, gdy wyszli z muzeum. Ze zdziwieniem zauważył, że spędzili tam prawie trzy godziny. Czas leciał cholernie szybko, dlatego nie mógł go marnować.
    - Nie, wcale nie musisz odwiedzić wujka Henrego. - Po raz kolejny chwycił go za ramię i pociągnął w stronę przystanku, nie przejmując się tym, że on wcale może tego nie chcieć. - Pojedziemy do mnie. Ugotuję ci coś, żebyś nie musiał dziś stołować się w jakimś barze. Co ty na to? Potem będziesz mógł zrobić wszystko, na co będziesz miał ochotę. Pasi?
    Akurat podjechał autobus, więc Will nie dał mu dużo czasu do namysłu. Wręcz wciągnął go do środka i kupił im bilety.
    - Nie martw się, nic ci nie zrobię. Ze mną jesteś bezpieczny - poruszył brwiami.
    Wysiedli na czwartym przystanku. William od razu skierował się w stronę osiedla, na którym mieszkał. Była to dobra dzielnica, a budynki nie straszyły tak, jak kamienica w której mieszkał Nath. Czegoś tu jednak brakowało. Było tak spokojnie i zwyczajnie. Za zwyczajnie.

    OdpowiedzUsuń
  36. William sam prawie nikomu nie ufał - stop, tak naprawdę to ufał tylko Nathanielom, oprócz nich nikomu nie mógł wyznać o sobie prawdy, a co za tym idzie, zaufać. Dlatego nie oczekiwał, że po zaledwie dwóch dniach znajomości Nath od tak mu zaufa. Jasne, byłoby miło, ale Will nie był idiotą. Doskonale wiedział, jak to wszystko działa.
    - Znacznie wygodniejsze od twojego. Przekonasz się, jeżeli będziesz chciał - odpowiedział i również się zaśmiał. Może i żartował, ale jego łózko naprawdę było znacznie wygodniejsze od kanapy, na której spał Nath.
    - Mama jednak się o ciebie martwi? - Zapytał, gdy chłopak odpisywał na smsa. Nie przeczytał go, rzuciły mu się jednak trzy ostatnie słowa. Wywrócił oczami. Nadal jakoś nie potrafił sobie uświadomić, że Ophelia była w stanie kogoś pokochać. A jednak.
    Jego mieszkanie nie było duże, ale jak dla niego wystarczające. Salon, po którym aktualnie walały się książki, połączony z aneksem kuchennym, sporej wielkości łazienka i mała sypialnia, w której znajdowało się jedynie duże łóżko, ubrania i kilka pudeł z rzeczami, które zawsze ze sobą woził. Niczego więcej nie potrzebował.
    - Wiem, trochę nawet za czysto, co? - Mruknął, zdejmując buty, a potem kurtkę, którą rzucił na szafkę w przedpokoju. Podszedł do zlewu, podwinął rękawy długiej, czarnej bluzki i umył ręce. Zerknął na niego przez ramię.
    - To zależy od tego, na co masz ochotę. Jeżeli chcesz to możesz nawet przespać się na moim wspaniałym łóżku - wskazał głową na zamknięte drzwi. - Tam jest sypialnia. A co do łóżka, to jest naprawdę znacznie lepsze od twojej niewygodnej kanapy. - Zajrzał do lodówki, wypełnionej prawie po brzegi. Cholera, kiedy on miał zamiar to wszystko zjeść?
    - Zanim jednak spanie, czy tam to, na co masz ochotę, to powiedz mi, co lubisz jeść. Tylko błagam cię, nie mów o kanapkach. Tylko wymyśl coś fajnego. Coś, czego dawno nie jadłeś. Zobaczysz, oszalejesz na punkcie mojego gotowania. - Znów na niego zerknął - no dalej, nie mamy całego dnia.

    OdpowiedzUsuń
  37. - Och, jasne, rozumiem. - Zagryzł mocno dolną wargę, odwracając się w jego stronę. Oparł się o blat. - W takim razie, jak będziesz zmęczony i nie dasz rady wyjść po, to chętnie użyczę ci połowę łóżka. - Po chwili palnął się ręką w czoło - oczywiście, mam na myśli po jedzeniu. Żeby nie było.
    Dopiero gdy stał przy lodówce coś go tknęło i sięgnął do tylnej kieszeni ciemnych jeansów po swój telefon. Roześmiał się. Ophelia załatwiła mu zwolnienie w szkole? Serio? Przez chwilę nie mógł się uspokoić, ale w końcu odpisał jej, że dziękuje i w razie czego są w kontakcie. Położył telefon na blat.
    - Tak się składa, że mnie też nie będzie w szkole - wyszczerzył się. Kurde, musiał teraz wymyślić jakiś powód. Zastanawiał się przez chwilę, udając, że myśli nad tym, co powinien ugotować. Dlaczego wymyślenie głupiego pretekstu przychodziło mu z takim trudem? - Muszę odwiedzić babcię w domu opieki. Ostatnio trochę chorowała. - Palnął w końcu, wyciągając z lodówki mięso i ser.
    Kurwa. Serio, Will?
    - W takim razie będzie spaghetti - mruknął, odnajdując w szafce pomidory z puszce. Miał nadzieję, że Nath nie będzie już drążył tematu babci z domu opieki. - Mam wino i piwo. Bierz co chcesz. - Wskazał na szafkę, w której stało wino. - A piwo jest w lodówce, jak coś.
    Zajął się robieniem jedzenia. Wyłączył się całkowicie i skupił na gotowaniu, tak jak miał w zwyczaju. Gdy sos był już gotowy, wstawił makaron.
    - Jak dużo masz tatuaży? - Zapytał, podchodząc do kanapy. Zerknął na zegarek i usiadł niedaleko niego. Mieli chwile, zanim makaron będzie gotowy. - Powiesz mi co oznaczają?

    OdpowiedzUsuń
  38. Nathaniel nie zdawał sobie sprawy z tego, że Will wiedział, jakiego wujka ma na myśli. Nie mógł się jednak zdradzić z tą wiedzą, bo jak by mu to wyjaśnił? "A wiesz, twoja mama była u mnie wczoraj i powiedziała mi co nieco o tobie. A tak przy okazji, to byłem jej pierwszym mężem, co stawia nas w naprawdę nieciekawej sytuacji. Zwłaszcza, że od wieków jestem zakochany w Natchanielu de Lioch, twoim przodku. Cóż, teraz także w tobie. Bo jesteś jego kolejnym wcieleniem." Tak, to z pewnością by przeszło.
    Słuchałgo uważnie, bo naprawdę ciekawiły go jego tatuaże. On sam nie miał żadnych, choć już od jakiegoś czasu zastanawiał się nad zrobieniem jakiegoś. Ciągle mu jednak było nie po drodze. Przyglądał się jego ciału i nawet nie próbował ukryć zachwytu. Tatuaże na ciele Natha robiły z nim naprawdę dziwne rzeczy.
    Chłopak nawet nie wiedział, jak blisko był prawdy. Właśnie w tym momencie William nabrał wielkiej ochoty, by mu o wszystkim powiedzieć. Zadzwoniły także po jego matkę. Wątpił jednak w to, by Nathaniel dobrze to wszystko przyjął.
    – Na razie? Czyli kiedyś w końcu planujesz to zrobić? – Zapytał z sarkazmem. – Nie mogę się doczekać – mrugnął i podniósł się z kanapy.
    Odcedził makaron, a w międzyczasie podgrzał sos. Po kilku minutach wszystko było gotowe. Chwycił dwa talerze i wrócił na kanapę. Mogli zjeść przy mały stoliku stojącym tuż obok dużego okna, ale tu było znacznie wygodniej. Podał mu jeden talerz i usiadł na tym samym miejscu co wcześniej.
    – Dobra, ubieraj się, bo nie będę w stanie skupić się na jedzeniu. – Powiedział, spoglądając na niego spod przymrużonych powiek. I wcale nie przesadzał. Nathan naprawdę go rozpraszał. Choć miał wielką ochotę popodziwiać jeszcze jego ciało oraz tatuaże, to chyba lepiej będzie, jeżeli ten się ubierze.
    – Co byś zrobił, gdyby ktoś powiedział ci, że niedługo umrzesz? No wiesz, jakaś wróżka, czy coś w tym stylu. Nie żebym słuchał wróżek, ale tak sobie właśnie o tym pomyślałem. - Nabrał trochę makaronu na widelec i szybko zjadł. Dopiero teraz uświadomił sobie, jak bardzo był głodny. - I nie mam na myśli tego, iż nagle dowiedziałbyś się o jakiejś chorobie. Nie. Tak po prostu... Z jakiegoś tobie nieznanego powodu miałbyś umrzeć. Nie wiedziałbyś kiedy, jak i dlaczego.

    OdpowiedzUsuń
  39. - Nie jestem wrażliwy. Po prostu dbam o swój komfort psychiczny. I dbam też o ciebie. Chyba nie chciałbyś żebym się na ciebie rzucił, co? - Westchnął z udawanym ciężarem. Zaraz jednak zajął się jedzeniem.
    Nie wiedział, co się z nim dzieje. W głowie opracował sobie cały plan - ale nic nie wychodziło tak, jak chciał. Miał miliony pytań, na które chciał poznać odpowiedzi i chociaż zamierzał poczekać, to i tak nie mógł się powstrzymać, by zadać choć jedno. Choć tak naprawdę zadał mu już kilka.
    - Niedługo? Tydzień, dwa, miesiąc... - wzruszył ramionami. Jasne, sam chciałby wiedzieć lepiej. Chciałby znać dokładną datę i wiedzieć, ile czasu im pozostało. To równie dobrze mogło być kilka dni. Obiecał sobie, że wieczorem skontaktuje się z Ophelią, może będzie wiedziała coś więcej. Skontaktować się z Ophelią… przez chwilę nie mógł uwierzyć, że o tym pomyślał. Prawie się roześmiał. Jednak słowa Natha przywróciły go do rzeczywistości.
    Na jego twarzy wykwitł szeroki uśmiech.
    - Przespałbyś się ze mną? - Zapytał, jakby nagle potrzebował potwierdzenia. - To konanie na haju nie za bardzo mi się podoba, ale tu drugie już tak. Zdecydowanie. - Mruknął w końcu ostawiając prawie pusty talerz na niski stoliczek przed kanapą. Poderwał głowę do góry i spojrzał na niego z zainteresowaniem. - Aż tak bardzo spodobał ci się ten miecz? Cóż... może kiedyś go jeszcze dostaniesz, kto wie? I wcale nie będziesz musiał go ukraść. Nie no wiesz, ona chciała się tylko popisać przed nami swoją wiedzą. W większości nieprawdziwą, ale zawsze. A do mnie możesz wpadać kiedy chcesz. Drzwi zawsze będą dla ciebie otwarte. - Podniósł się, zgarnął talerz i podszedł do aneksu. Nalał sobie soku pomarańczowego i wrócił na miejsce. Zanim jednak usiadł, postawił sok na stoliku i pochylił się nad Nathanielem.
    - Masz tu... - z ironicznym uśmieszkiem dotknął jego policzka - sos.
    Pochylił się jeszcze bardziej, tak że ich czoła prawie się ze sobą stykały. Przechylił głowę i musnął ustami jego usta. Po chwili jakby stracił nad sobą kontrolę, pocałował go mocniej, nadal trzymając dłoń na jego policzku. Językiem rozdzielił jego wargi i wsunął go do jego ust. Całował go przez chwilę, aż w końcu odsunął się od niego, a coś błysnęło w jego oczach.
    - Gdybym miał niedługo umrzeć, to też bym się z tobą przespał, de Lioch. - Wyszeptał i opadł na kanapę.

    OdpowiedzUsuń
  40. - Wiesz, swoją drogą to ciekawe, że zainteresowałeś się tak mieczem mojego przodka. Myślę, że to przeznaczenie - powiedział ze śmiechem. Doskonale znał powód tego zainteresowania i ono wcale go nie dziwiło. Ciekawe jakby Nath zareagował, gdyby dowiedział się, że miecza nie ma już w muzeum. Will najchętniej zaciągnąłby go tam jeszcze raz, ale chłopak tym razem mógłby się mu postawić i nie zgodzić na to ,by tam z nim pójść.
    - Spoko, nie musisz się o to martwić. Nie będę już więcej wpadać do ciebie bez zaproszenia. - Powiedział jeszcze zanim go pocałował. Wątpił, by w ogóle miał kiedyś takowe zaproszenie otrzymać, ale w tym momencie za bardzo się tym nie przejmował.
    Nathaniel trochę go tym zaskoczył, że prawie od razu oddał pocałunek. William był jednak zbyt zadowolony czuciem jego ust na swoich, by się głębiej nad tym zastanowić.
    - Mam rozumieć, że... chcesz mnie przelecieć, tak? - Zapytał, unosząc jedną brew. - Może ja też chciałbym przelecieć ciebie i w ogóle może mnie nie obchodzić to, że - zawahał się - jak ty to powiedziałeś? A, że nikt nigdy w ciebie nic nie wkładał. - Uśmiechnął się kpiąco. - Zawsze musi być ten pierwszy raz, de Lioch. - Pochylił się w jego stronę i chwycił jego podbródek. - Nie myśl sobie, że tak łatwo jest się dostać do mojego tyłka. Do ciebie jednak mam jakąś dziwną słabość. Za cholerę nie wiem, jak się tego pozbyć.
    Puścił go i odsunął się. Wahał się przez chwilę. Nie był do końca przekonany, że to dobry pomysł, ale w pewnym sensie miał dosyć planowania. Chciał żyć. Tak po prostu. A przede wszystkim nie chciał myśleć o żadnych konsekwencjach.
    Nie do końca wiedział, jak powinien postępować z Nathanielem. Gdy już miał wrażenie, że do niego dotarł - ten mówił coś nieoczekiwanego, co zbijało Willa z tropu.
    - Pomyśl o tym, dzieciaku. Możesz już nie dostać lepszej szansy na... rozdziewiczenie - poklepał go po kolanie i się roześmiał. - Daj mi chwilę.
    Podniósł się i zaraz zniknął za drzwiami łazienki. Odepchnął na bok wszystkie za i przeciw oraz wskoczył pod prysznic. Po kilku minutach wrócił do salonu, z ręcznikiem na biodrach. Oparł się plecami o ścianę.
    - I jak? - Zerknął na niego i dopiero teraz uświadomił sobie, że był bez koszulki, więc Nath będzie mógł zobaczyć bliznę na piersi. Oprócz niej miał także wiele innych, ale ta była łudząco podobna do jego własnej. Szybko zaplótł ramiona na klatce piersiowej, jakby to w ogóle miało czemuś zapobiec. - Idziesz się umyć, czy będziesz tak siedział i się gapił?

    OdpowiedzUsuń
  41. - Kwiaty dostaniesz po. Chociaż nie, może w ogóle ich nie dostaniesz. Bo po co ci? Nie udawaj już takiego świętego. - Wywrócił oczami. - I to wcale nie jest nasza pierwsza randka. - Mruknął. Jego słowa miały podwójne znaczenie, ale dodał: - To w ogóle nie jest randka. Raczej przyjacielskie spotkanie.
    Był dziwnie spokojny, gdy mył się, a następnie wycierał. Chciał tego, cholernie mocno tego chciał i choćby nie wiadomo co nie byłby w stanie tego ukryć.
    - Ale to nie ja się o ciebie ocierałem przy każdej możliwej okazji - odparował. - A gapienie się na ciebie to naprawdę świetne zajęcie.
    Nie potrafił zapanować nad swoim ciałem, które zadrżało, gdy tylko Nath przesunął swoim językiem po jego skórze. Zamrużył oczy, gdy się odsunął, a następnie minął go i zniknął w łazience. Stał tak chwilę przy ścianie, jakby dopiero teraz uświadamiając sobie, że to działo się naprawdę, a nie tylko w jego głowie. Było to wręcz surrealistyczne i trudne do uwierzenia.
    W końcu jednak jako tako doprowadził się do porządku, oderwał się od ściany, podszedł do aneksu kuchennego i opróżnił połowę butelki wody.
    Uniósł jedną brew, gdy Nath wyszedł z łazienki. Nie potrafił oderwać wzroku od jego półnagiego ciała. Spojrzeniem błądził po jego tatuażach, a dopiero gdy usłyszał jego głos, spojrzał mu w oczy.
    - Zawsze uprawiam seks na trzeźwo. Nigdy nie robiłem tego po pijaku - zamrużył oczy. Zanim jednak zdążył dodać coś jeszcze, usta Nathaniela skutecznie go uciszyły. Jego dłonie jakby automatycznie uniosły się i wsunęły we włosy chłopaka. Oderwał się od niego, by zaczerpnąć powietrza.
    - Czekaj, czy ty... myłeś zęby? - Zmarszczył brwi, usilnie się nad czymś zastanawiajac. Byli tak blisko, że jego oddech łaskotał Willa w twarz. - Moją szczoteczką? Serio? - Roześmiał się, ale zaraz znów pochylił się do przodu i pocałował go mocno.
    Nie odrywając się od jego ust, pchnął go w stronę zamkniętych drzwi. Otworzył je i wręcz wepchnął go do swojej sypialni. Dłonie Willa zjechały na ramiona Natha, a następnie niżej. Chwycił ręcznik, który już po chwili wylądował na podłodze. Popchnął go na łóżko, a gdy Nath usiadł na jego skraju, dłoń Williama zjechała jeszcze niżej. Chwycił jego członka, a jego usta zjechały na szyję chłopaka. Przygryzał delikatnie jego skórę, w tym samym czasie poruszając dłonią po całej długości.

    OdpowiedzUsuń
  42. Nawet nie zauważył tego, że jego ręcznik również zniknął z bioder. Był zbyt zajęty pogryzaniem szyi chłopaka i poruszaniem ręką po jego członku. Nath zaskoczył go tym szarpnięciem za ramię. Wpatrywał się chwilę w jego twarz, próbując uspokoić swój oddech, co niestety niezbyt dobrze mu jak na razie wychodziło.
    - To przez ciebie - mruknął, jakby to było najbardziej oczywistą rzeczą na świecie. Bo tak naprawdę było. Choć Will ze wszystkich sił starał się nie spieszyć, to nie potrafił. Chciał go. Pragnął czuć go wszędzie, gdzie tylko mógł. Teraz. W tej chwili.
    Jęknął, gdy Nath ugryzł jeden z jego sutków. Szarpnął się, tym samym mocniej się o niego ocierając. Jego dłonie błądziły po plecach chłopaka, aż w końcu zjechały na pośladki. Ścisnął je mocno, przyciągając go jeszcze bardziej do siebie. Chciał go czuć maksymalnie blisko.
    W końcu jego dłoń wsunęła się pomiędzy nich. Zamrużył oczy i tym razem chwycił oba członki w dłoń. Drugą dłonią chwycił jego podbródek i przyciągnął jego usta do swoich. Pocałował go mocno, przygryzając przy tym jego dolną wargę.
    W końcu oderwał się od jego ust i tym razem to on pchnął go na plecy. Usiadł okrakiem na jego udach i pochylił się do przodu. Zjechał ustami wzdłuż szyi Natha, aż do klatki piersiowej. Musnął językiem oba jego sutki, a następnie wziął do ust ten z kolczykiem.

    OdpowiedzUsuń
  43. - Bo może taka właśnie jest prawda? - Uśmiechnął się krzywo. - Wiesz... możliwe, że jestem. Dlatego dobrze, że wpadliśmy na siebie w szkole, co? Nie będę musiał dłużej cierpieć na brak pieszczot. - Wymamrotał jeszcze, zanim ponownie wziął jego sutek do ust.
    Roześmiał się, gdy usłyszał pytanie. Zerknął na niego z ukosa, zsuwając się z niego. Otworzył dolną szufladę małej szafki, która stała przy łóżku i wyciągnął stamtąd żel, który następnie mu podał.
    Nagle nie chciał się spieszyć. Chciał robić wszystko powoli, by móc w pełni się tym cieszyć.
    - I niby kto tutaj jest szybki, co? - Zamrużył oczy z rozbawieniem, ale zanim Nathaniel zdążył odpowiedzieć, Will znów się do niego przysunął. Odepchnął jego dłoń i sam chwycił jego członka. Ścisnął go trochę mocniej i przejechał kciukiem po główce. Ułożył się wygodniej i pochylił się do przodu. Przejechał językiem po całej jego długości, a następnie zassał jego główkę, patrząc przy tym Nathanowi w oczy. Rozluźnił gardło i wziął go całego do ust. Powoli zaczął poruszać głową. Jęknął, czując jak robi się coraz twardszy w jego ustach.

    OdpowiedzUsuń
  44. Ten Nathaniel de Lioch był zupełnie inną osobą, niż poprzedni, i jeszcze wcześniejszy, ale Will miał wrażenie jakby doskonale znał jego ciało, choć przecież teraz dotykał go po raz pierwszy. Nie wiedział także, co lubi, a czego nie – no, poza jednym małym wyjątkiem, o którym Nath zdążył mu już wspomnieć. Jednak, sądząc po reakcjach jego ciała, radził sobie całkiem dobrze.
    W pierwszej chwili, gdy Nath docisnął jego głowę do swojego krocza, rzeczywiście prawie się zakrztusił. Zaraz jednak jeszcze bardziej rozluźnił gardło i zaczął oddychać przez nos. Poruszał głową w górę i w dół, nawet na chwilę nie przerywając kontaktu wzrokowego.
    Wypuścił go z ust z cichym cmoknięciem, nieco zaskoczony. Uniósł jedną brew, ale nim zdążył zapytać o cokolwiek, jego wargi zderzyły się z wargami Nathana.
    Przekręcił się na brzuch i prawie od razu tego pożałował. Nie wiedział do końca dlaczego, ale nadal chciał mu patrzeć w oczy. W jego wzroku było coś, od czego William zwyczajnie nie potrafił się oderwać.
    Drżał, czując jego chłodne palce, a następnie mokry język. Jakby bezwiednie poruszył biodrami, prawie się do niego przyciskając. Jęknął głośno, gdy Nath ugryzł go w pośladek.
    – Chcesz mnie naznaczyć? – Zapytał z rozbawieniem, ale jego głos został stłumiony przez pościel.
    Sapnął, czując jak palce chłopaka się w niej wślizgują. Spiął się na jedną, krótką chwilę, ale zaraz odetchnął głęboko i się rozluźnił. Minęło już trochę czasu, odkąd ostatnio to robił i doskonale wiedział, że Nath powinien go teraz dobrze rozciągnąć. Problem polegał na tym, że nie chciał czekać. Chciał go poczuć w sobie, nawet jeżeli nie był jeszcze do końca gotowy i będzie bolało.
    – Do cholery, nie przedłużaj tego – wymamrotał w końcu, odwracając głowę w jego stronę. – Dłużej już nie wytrzymam, a bardziej gotowy nie będę. I nie drocz się ze mną, bo dziś za siebie nie ręczę.
    Zamrużył oczy, spoglądając na niego po raz ostatni. Wtulił twarz w czarną pościel, wypinając biodra jeszcze bardziej do góry. Sam był już boleśnie twardy, a jego członek domagał się uwagi.
    – Nathaniel… – wysyczał ostrzegawczo, gdy ten dopiero powoli wyciągnął z niego palce. Oparł cały swój ciężar na jednym ramieniu, a drugą rękę wsunął pod siebie i chwycił swojego członka. Mocno zacisnął na nim palce i poruszył kilka razy dłonią.

    OdpowiedzUsuń
  45. Sapnął głośno, gdy Nath zaczął się w niego wciskać. Przez chwilę czuł ból, który zaraz zaczął mieszać się z przyjemnością. Jego ciało idealnie dopasowało się do ciała chłopaka i już nie wiedział, gdzie kończy się on, a gdzie zaczyna Nathaniel.
    Poruszał swoją ręką w tym samym rytmie, w którym ten się w niego wbijał. W końcu przestał także panować nad jękami, które wydostawały się z jego ust i w tym momencie ani trochę nie obchodziło go to, że jest tak głośno, iż sąsiedzi zapewne słyszą go bez problemu.
    Poczuł dreszcze oraz ciepło spływające w dół kręgosłupa. Był blisko, ale chciał to maksymalnie przedłużyć. Puścił swojego członka i podparł się na ramionach, by móc się podnieść.
    Zacisnął mocno dolną wargę, by nie krzyknąć, bo Nath wbijał się teraz w niego pod innym kątem. Chwycił go za kark i pocałował go najpierw delikatnie. Z każdym kolejnym mocniejszym pchnięciem ich pocałunek stawał się coraz bardziej brutalny.

    OdpowiedzUsuń
  46. Westchnął w jego usta, gdy poczuł jego dłoń na członku. W pierwszej chwili był trochę zaskoczony, bo musiał przyznać, że się tego nie spodziewał. Zaraz jednak jego mózg zamienił się w papkę i już przestał zastanawiać się nad czymkolwiek.
    Zamknął oczy, gdy poczuł jak Nath w nim dochodzi. Minęło zaledwie kilka sekund, nim on również doszedł w dłoni chłopaka. Przejechał ustami po jego nieogolonym policzku, aż do ucha, a następnie wtulił twarz w zagłębienie jego szyi. Wiedział, że Nathaniel w każdej chwili może go odepchnąć, ale w tym momencie za bardzo się tym nie przejmował. Odetchnął głęboko, zaciągając się zapachem Natha, który teraz zmieszany był z zapachem jego samego.
    Gdy się z niego wysunął, złapał go za ramię i pociągnął go ze sobą na łóżko, nie przejmując się tym, że spermą zabrudzą pościel.
    Uśmiechnął się krzywo, dokładnie tak jak zawsze miał w zwyczaju i spojrzał mu w oczy.
    - Cóż, de Lioch, to było naprawdę... - zamilkł, bo bo żadne słowo, które przychodziło mu do głowy nie było adekwatne do sytuacji.

    OdpowiedzUsuń
  47. Był zadowolony, że teraz może mu się przyjrzeć znacznie uważniej niż wcześniej. Przekręcił się na bok i zaczął śledzić palcami kontury jego tatuaży, które go cholernie fascynowały. Uwielbiał kontrast, jaki tworzyły razem ich ciała.
    Prychnął, kręcąc głową z dezaprobatą.
    - Tak, dokładnie. Spodziewałem się, że będzie kiepsko. - Mruknął z rozbawieniem. - A tak serio, to wiedziałem, że będzie... - uśmiechnął się ironicznie - nieźle. Ale nie wiedziałem, że aż tak.
    Nie spodziewał się, że Nath go zrozumie, ale wcale tego nie oczekiwał. Gdyby znał całą historię, to owszem - ale w tym wypadku niczego nie mógł wymagać.
    Jeszcze chwilę nie potrafił oderwać od niego swojej ręki. Błądził nią po całej jego klatce piersiowej.
    - Chyba powinniśmy się umyć, co? - Chwycił jego nadgarstek i odsunął go od swoich włosów. Podniósł się z ociąganiem. Jego spojrzenie padło na lustro wiszące obok drzwi. Zmarszczył brwi i szybko na niego spojrzał. - Cholera, ty naprawdę mnie ugryzłeś! Przez chwilę myślałem, że to mi się tylko wydawało... Jak nic zostanie mi po tym ślad. - Dodał, z udawanym żalem.

    OdpowiedzUsuń
  48. - To zależy od tego, jak często zamierzasz myć swoje włosy moim szamponem - powiedział, patrząc na niego znacząco. - Nie, tak się składa, że nie zauważyłem. Byłem zajęty czymś zupełnie innym. Ale przecież nie powiedziałem, że mi się to nie podoba. - Wywrócił oczami i wyszedł z pokoju.
    Przez cały czas szczerzył się jak głupi, ale nie potrafił nad tym zapanować. To było silniejsze od niego. Podobało mu się to, że Nath czuł się w jego mieszkaniu tak swobodnie. Przez jedną, krótką chwilę obawiał się, że chłopak zaraz postanowi się stąd zmyć, jakby nigdy nic.
    - Mogę cię wylizać, jak tak bardzo ci na tym zależy, ale później - roześmiał się i pokazał mu język. Oparł się o ścianę i przyglądał się, jak ten zagląda do lodówki. Zanim jednak zdążył o cokolwiek zapytać, został zaciągnięty do łazienki.
    - Jasne, oszczędność wody, ehe.
    Uniósł rękę i dotknął nią swoich włosów.
    - Serio? - Zaśmiał się, przesuwając się, by wejść pod strumień wody.
    Nie spodziewał się jego następnych słów, więc przez chwilę milczał. Chciał mu powiedzieć prawdę, ale wiedział, że Nath prawie od razu uznałby go za wariata. Zadrżał, gdy Nathaniel dotknął blizny. Musiał powiedzieć przynajmniej część prawdy.
    - Dekoncentrujesz mnie - mruknął, gdy znów poczuł jego dłonie na klatce piersiowej. - Chciałem się zabić - zaczął cicho, uważnie przyglądając się jego twarzy. - Jak widać, bezskutecznie. - Uśmiechnął się z wymuszeniem. - Wtedy... nie myślałem. Po prostu nie chciałem już dłużej żyć. - Wzruszył ramionami. - Potem próbowałem jeszcze kilka razy. Podcięcie żył. Powieszenie. I parę innych. - Uniósł dłoń i dotknął jego blizny. - Jednak jak na ironię nadal tu jestem. Czasami myślę sobie, jakby to było gdybym wtedy umarł.. - odchrząknął. Chwycił żel pod prysznic, wylał trochę na dłoń i zaczął namydlać jego ciało. Uśmiechnął się kpiąco. - Cóż, teraz wiem, że nie poznałbym ciebie i cholernie mocno bym tego żałował.
    Pochylił się do przodu i przygryzł jego dolną wargę.
    - Jak mam na imię? - Zapytał, totalnie bezsensownie, ale nie za bardzo się tym przejął. Był ciekaw odpowiedzi Nathaniela.

    OdpowiedzUsuń
  49. Skłamałby mówiąc, że słowa Natha go nie zabolały. Zabolały. I to dosyć mocno. Uderzyły w najczulszy punkt. Z perspektywy czasu wiedział już, że wtedy zachował się głupio, wbijając sobie ten miecz w klatkę piersiową, ale wolał śmierć od życia bez Nathaniela.
    - Ta, możliwe, że jestem głupi. I słaby. - Mruknął cicho, odsuwając się od niego. - Nie, nie zakochałem się w tobie. I wyobraź sobie, że nie potrzebuję, by ktoś mnie potarmosił od czasu do czasu. - Zacisnął szczękę i odwrócił od niego wzrok. - Tak, czy siak nie życzę ci tego, byś kiedykolwiek znalazł się na moim miejscu. Chociaż... możliwe, że wtedy byś zrozumiał.
    Opłukał swoje ciało i wyszedł spod prysznica.
    - Jak się zakochasz, to wtedy pogadamy o tym, że czy śmierć jest dla słabych i czy magiczne tabletki naprawdę są takie cudowne. - Wytarł się, przewiązał ręcznik w pasie i wyszedł z łazienki, nawet na niego nie patrząc.
    Nie powinien być na niego zły, bo niby jaki miał ku temu powód? Jednak był zły, może nawet bardziej na siebie niż na niego. Poszedł do kuchni i wyciągnął z lodówki to nieszczęsne piwo, którego nawet nie lubił. Po jaką cholerę trzymał je w lodówce? Za jednym zamachem opróżnił prawie połowę butelki.

    OdpowiedzUsuń
  50. Wiedział, że Nath nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, że jego słowa mogły w jaki sposób urazić Willa. Właśnie dlatego nie powinien mieć do niego o to pretensji - Nathaniel przecież o niczym nie wiedział.
    - Nie, nie mam żadnego ataku. - Wywrócił oczami i roześmiał się, choć w tym momencie jakoś nie było mu do śmiechu. - Po prostu... mówisz tak, jakby śmierć była czymś złym. Cholera, tak naprawdę to w niektórych sytuacjach może być jedynym dobrym wyjściem i jedynym sprzymierzeńcem.
    Przypomniał sobie, jak te dwa ostatnie słowa mówił do kogoś innego, ale szybko spróbował wyrzucić z głowy to wspomnienie.
    W końcu podszedł do kanapy i usiadł obok niego.
    - Dlaczego wątpisz w to, że się kiedyś zakochasz i twierdzisz, że jest to zbyt trudne dla kogoś takiego jak ty? - Zapytał, trochę przekręcając jego wcześniejsze słowa. - Wiesz, tak naprawdę to miłość wygląda zupełnie inaczej, niż przedstawiają to romanse, czy melodramaty. No, weźmy na przykład twoją matkę, mówiłeś, że kocha teraz tego swojego nowego faceta, ojca Very. Kochała pewnie też twojego ojca. Rozmawiałeś z nią kiedyś o tym?

    OdpowiedzUsuń
  51. Słuchał go uważnie, ani na chwilę nie spuszczając wzroku z jego twarzy.
    - Ja... nigdy tak o tym nie myślałem. - Przyznał w końcu, jeszcze raz przetwarzając w głowie jego słowa. - W tamtym momencie, gdy po raz pierwszy próbowałem się zabić - jakby automatycznie jego dłoń powędrowała do blizny - myślałem tylko tym, że nie chcę cierpieć, że chcę zniknąć, odejść, bo tak będzie łatwiej. - Roześmiał się, tym razem szczerze - choć przyznam, że było to trochę melodramatyczne. Jednak z drugiej strony, gdybym miał cofnąć czas, to postąpiłbym zapewne tak samo. - Do końca opróżnił butelkę, a następnie zaczął obracać ją w dłoniach. - Widziałem już sporo śmierci i jestem ciekaw, kiedy w końcu przyjdzie po mnie. Gdybyś czekał tak długo jak ja, też pewnie byłbyś nieco zdesperowany.
    Przypomniał sobie o wczorajszej rozmowie z Ophelią, o tym, jak bardzo zależało jej na tym, by choć spróbować ocalić Nathaniela.
    - Twoja matka wydaje się całkiem spoko. - Skrzywił się. Dobra, możliwe, że nadal jej nienawidził. - Moja matka odkąd pamiętam, nigdy się mną nie przejmowała. W przeciwieństwie do ojca, który przejmował się mną i wszystkim co ze mną związane aż za bardzo. Sfiksowałbym, gdyby nie mój przyjaciel. Tak, to zdecydowanie dzięki niemu dałem radę przeżyć.
    W końcu odstawił butelkę na stolik i prawie całym ciałem odwrócił się w jego stronę.
    - Wydaje mi się, że twoja matka doskonale wie, gdzie mieszkasz. - Powiedział, a na jego ustach zagościł kpiący uśmiech. - Na pewno pilnuje swojego małego synka, tylko że ty o tym nie wiesz i myślisz, że znalazłeś idealne miejsce na kryjówkę. A propos twojego mieszkania, to... zostajesz dziś ze mną, co?

    OdpowiedzUsuń
  52. W tym momencie miał już dosyć rozmów o śmierci, mimo tego, że zazwyczaj to on zaczynał ten temat - zadał już przecież Nathanowi sporo pytań dotyczących śmierci.
    - Gdybyś tylko wiedział - powiedział ze śmiechem. - Oj, dzieciaku, dzieciaku. - Zmarszczył brwi. Zaraz, co? - Frytki? Chcesz frytki? Eee, tak, chyba mam. W tej lodówce jest wszystko. Nadal się zastanawiam, po co to kupuję, skoro nie jestem w stanie tego wszystkiego zjeść.
    Podniósł się z ociąganiem, a przy okazji zgarnął puste butelki, które następnie wylądowały w koszu. Zajrzał do zamrażalnika i wyciągnął stamtąd frytki.
    - Jesteś podobny do matki? - Zapytał, jakby od niechcenia. Wiedział, że nie przypomina jej z wyglądu. Przecież nie domyślił się, że Nath jest jej synem, ale może charakter... Jakby nie było, sam zbyt dobrze jej nie znał. To znaczy znał - tę Ophelię, którą poznał w XIV wieku. - Za dużo ćpasz i pamięć ci szwankuje, maluchu? - Zapytał, rzucając mu rozbawione spojrzenie. - Kurde, nie mam frytkownicy, czy czegoś tam podobnego. Mogę je zrobić w piekarniku, nie? - Skrzywił się i zaczął czytać sposób przygotowania na opakowaniu. Cóż, było to trochę żałosne, ale jakby nie było sam za frytkami nie przepadał.
    - No problem. Przypomnę ci o okuliście - dodał jeszcze, żeby mieć pewność, że Nath z nim zostanie. Włączył piekarnik, wyciągnął blachę na którą następnie wysypał całą zawartość opakowania.
    Zostawił to na razie na blacie i zniknął w sypialni. Wrócił po chwili w czarnych bokserkach, którymi zastąpił ręcznik.
    - Swoją drogą, dlaczego frytki? - Zapytał z autentycznym zainteresowaniem. Zajrzał do lodówki - chcesz jeszcze jedno piwo, czy pasujesz?

    OdpowiedzUsuń
  53. - Z twoich słów stwierdzam, że twoja matka naprawdę musi być... - przez chwile szukał odpowiedniego słowa. W końcu zdecydował się na coś piekielnie banalnego. - Ciekawą osobą.
    Nie spodziewał się tego, że Nath zajdzie go od tyłu i rzeczywiście podskoczył. Zaraz jednak się rozluźnił i wręcz zatrzasnął lodówkę.
    - Ziemniaki. Zapamiętam. Muszę kupić więcej frytek w takim razie. Nie ma innej opcji. - Mruknął. Zadrżał i musiał zacisnąć mocno szczękę, by nie jęknąć. Ugryzł go. Znów. Najbardziej zadziwiające było jednak to, że naprawdę mu się to podobało.
    - Mam jeszcze wino... - powiedział, w ogóle nie skupiając się na tym, co mówi. Niby przypadkiem naparł na jego biodra.
    Po chwili zapomniał o frytkach, które zapewne właśnie powinien wstawić do piekarnika. Obrócił się w jego ramionach i pchnął go w stronę blatu.
    - Cholera, widzę, że naprawdę lubisz mnie gryźć - wymamrotał, przejeżdżając ustami po jego szyi. Zassał mocno jego skórę. Jedna z jego dłoni zsunęła się wzdłuż jego pleców. Ścisnął jego pośladek, sunąc ustami wyżej. Ledwie musnął ustami jego wargi i odsunął się z ironicznym uśmiechem na ustach.
    - Chyba czas wstawić twoje frytki - obrócił się, otworzył piekarnik i wsunął do środka blachę.

    OdpowiedzUsuń
  54. - Spoko, da się załatwić. Tylko wiesz, na pewno musisz wpaść, żeby mi się wszystko nie popsuło. Nie ma że boli.
    Uniósł jedną brew, zastanawiając się, co takiego złego jest w winie. Osobiście najbardziej lubił whisky, ale tak się składa, że kilka dni temu cały swój zapas wypił, więc teraz zostało tylko wino i piwo.
    - Co dokładnie wyszukanego masz na myśli?
    Zamarł, gdy usłyszał pytanie. Nie wiedział jednak, czy rzeczywiście powinien na nie odpowiadać. Bo niby w jaki sposób?
    - To prędzej ty znikniesz, a nie ja. - Powiedział cicho, ledwie słyszalnie. Nie był nawet pewien, czy mówi to do siebie, czy do niego. - Znikniesz i nigdy się nie pojawisz. A ja zostanę.
    Bo choć na jego drodze co kilkanaście lat pojawiał się nowy Nathaniel, to każdy był inny, i każdy wyjątkowy. Nie do podrobienia. Jeżeli to, co zaplanowała Ophelia, się nie uda to Nath rzeczywiście zniknie.
    Przyglądał mu się uważnie, gdy ten zakładał koszulkę i choć chciał mu powiedzieć, żeby tego nie robił, to zamiast tego znów skierował się w stronę sypialni.
    - Ja, ten, też się ubiorę - powiedział, znikając za drzwiami. Wrócił w koszulce i krótkich spodenkach. Zajrzał do piekarnika. - Chcesz coś do tych frytek? - Zapytał, tym razem znów unikając patrzenia w jego stronę.

    OdpowiedzUsuń
  55. - W takim razie, może nie powinienem pozwolić ci stąd wyjść?
    Wiedział, że jeżeli niczego nie zrobią, to śmierć nadejdzie niebawem i nawet gdyby zamknął go w swoim mieszkaniu, to i tak niczego by nie powstrzymało. Dlatego miał wielką nadzieję, że Ophelia się nie myliła. Nie tylko jej zależało na uratowaniu syna.
    Nie był głodny, więc zjadł zaledwie kilka frytek. Jego żołądek był wręcz boleśnie ściśnięty, bo nagle zaczął zastanawiać się, co zrobi, jeżeli to wszystko się nie uda. Jego myśli rozwiały się dopiero, gdy wrócili do sypialni.
    - Jak zwykle - wymamrotał w odpowiedzi, na jego słowa. Ani trochę go to nie zdziwiło. To było coś, co nigdy się nie zmieniało. Przyzwyczajenie, który miał każdy Nathaniel, którego poznał William.
    W przeciwieństwie do Natha, nie potrafił zasnąć. Oddał mu prawie całą kołdrę, z resztą prawie tak, jak zawsze. W nocy było mu zbyt gorąco, by jeszcze czymś się przykrywać. Leżał tak długo, wpatrując się w sufit i wsłuchując w spokojny oddech chłopaka.

    Przymknął na chwilę oczy, a gdy je otworzył wcale nie zdziwił się, gdy zauważył w sypialni Ophelię. Miał wielka ochotę się roześmiać i ledwo nad sobą zapanował. Cała sytuacja w tym momencie była naprawdę przekomiczna. Leżeli obaj nago w jednym łóżku, a w tym samym pokoju była matka jednego z nich, a zarazem żona drugiego. Gdzie tu sens i logika?
    Wpatrywał się w nią tak długo, aż w końcu i ona na niego spojrzała. Był ciekawy tego, co teraz zamierzała zrobić. Jego ciało jakby samoistnie, cicho przysunęło się w stronę Nathaniela. Nie panował nad tym.
    Obserwował ich z uwagą, a senność, którą odczuwał jeszcze chwilę temu, zniknęła zupełnie. Domyślał się, że Ophelia pojawiła się, by odblokować pamięć Nathana. Zastanawiał się, czy to coś w ogóle da. Miał nadzieję, że tak, bo bądź co bądź, to był najprostszy sposób na trafienie do chłopaka.
    Był ciekaw, o czym teraz śni.
    Gdy odsunęła się od niego, Will wskazał głową na drzwi. Chciał z nią jeszcze chwilę porozmawiać. Poczekał, aż wyjdzie z pokoju i dopiero wtedy wyplatał się z pościeli. Próbował to robić jak najciszej, by przypadkiem go nie obudzić. Odnalazł gdzieś na ziemi swoje bokserki i wsunął je, zanim wyszedł na korytarz.
    W pewnym sensie poczuł się trochę skrępowany, czego nawet nie próbował ukryć. Przejechał dłonią po włosach, mierzwiąc je jeszcze bardziej.
    - I jak? Spróbowałaś odblokować jego sny? Myślisz, że to coś da? - Zapytał szeptem. - A tak w ogóle, nie mogłaś mnie wcześniej ostrzec, że się pojawisz? Nie sądzisz, że to było trochę niezręczne? Zwłaszcza, że on jest twoim synem. - Na jego ustach pojawił się krzywy uśmiech. Zaplótł ramiona na piersi. - Wydaje mi się, że robimy coś źle. Że robimy coś przeciw niemu. Boję się, że on wcale tego nie chce, że to wszystko jest na nim wymuszone... - wyrzucił w końcu z siebie część swoich obaw. - Ja naprawdę nie chcę go do niczego zmuszać. Jeżeli on niczego do mnie nie poczuje? - Zapytał, a jego głos odrobinę się załamał.
    Nie chciał się z nią tym wszystkim dzielić, ale przecież ona była jedyną osobą, z którą mógł o tym wszystkim porozmawiać.

    OdpowiedzUsuń
  56. - Zastanawiałem się, dlaczego ciągle śni o tym samym. Wydaje mi się, że to jest spowodowane tym, że z tamtym Nathanielem byłem najdłużej. Na samym początku wszystko działo się szybko, jakby w każdej chwili miał zniknąć, ale nagle zwolniło. Wtedy myślałem, że to może już koniec, ale cóż, myliłem się. - Oparł się plecami o ścianę w salonie. Wywrócił oczami na jej kolejny słowa. - Fakt. Chyba w końcu powinniśmy wziąć rozwód, nie sądzisz? Ciągnie się za nami to małżeństwo i ciągnie. Jeżeli zwiążę się z twoim synem, to dasz mi rozwód? - Zapytał z rozbawieniem.
    Nadal do końca do niego nie dotarło, że jeden z Nathanów jest synem kobiety, która ich na to wszystko skazała.
    - Jesteś taka sama jak twój syn. Albo nie, to on jest podobny do ciebie - westchnął. - Żadne z was nawet nie zapytało, czy w tym domu można palić. Cholera, teraz widzę, że rzeczywiście jesteście rodziną.
    Zastanawiał się chwilę nad jej słowami. Jeszcze nigdy nie czuł, że coś wymusza, na którymkolwiek z Nathanielów, ale tym razem właśnie tak czuł. To było coś nowego. Nieodgadnionego.
    - Zaopiekuję się nim, tylko pamiętaj, że nie mogę go tu trzymać jak na smyczy. On ma swój rozum i swoje życie. Nie będzie chciał wiecznie spędzać ze mną czasu. - Powiedział w końcu. Zdążył zauważyć to, że Nath nie ufa ludziom i wcale go to nie dziwiło. Właśnie dlatego obawiał się, że chłopak niedługo po prostu zniknie. Stwierdzi, że znudził się już Willem i po prostu odejdzie, jakby nigdy nic.
    Na jej słowa odnośnie konserwacji i ostrzenia miecza jedynie kiwnął głową. To był kolejny aspekt, w którym musiał jej zaufać. Zaraz jednak coś przykuło jego uwagę.
    - Możesz... możesz pomóc mi odejść? - Zapytał z niedowierzaniem. Odepchnął się od ściany i podszedł do niej. - Mogłaś to zrobić przez cały czas? Przecież wiedziałaś, ile musiałem wycierpieć przez te setki lat... - Jego głos się podniósł, ale zaraz się opanował, bo nie chciał przecież obudzić Natha. Westchnął sfrustrowany, wsunął dłonie we włosy i mocno za nie pociągnął.
    - Skąd pewność, że zamieszkałby akurat ze mną? Może zechciałby wrócić do kochanej mamusi? - Jego głos był teraz przepełniony ironią i żalem, ale nie za bardzo się tym przejmował. - Możesz spróbować. Jeżeli będzie chciał ze mną zamieszkać, to w porządku. Jestem za. - Postukał kilka razy w parapet i odwrócił się do niej plecami. - Zaproś go może na jakiś obiad, co? Spędź z nim trochę czasu, w razie jakby to wszystko się nie udało. On cię potrzebuje.
    Podszedł do drzwi sypialni, ale za nim je otworzył, zerknął na nią ostatni raz.
    - Następnym razem mnie uprzedź, że wpadniesz, co? - Uśmiechnął się kpiąco - niby jesteś moją żoną, ale paradowanie przed tobą bez ubrania zdecydowanie nie jest komfortowe.

    OdpowiedzUsuń
  57. - Tak, pamiętaj więc, że ja nadal czekam na rozwód. A właśnie... widziałem drzewo genealogiczne mojej rodziny. Nie ma cię na nim. Maczałaś w tym palce, czy to zwykły przypadek? - Zapytał, nawet nie próbując ukryć podejrzliwości w głosie.
    Nie powiedział jej o tym, że był już Nathanem z muzeum, ale znając życie, to ona już o tym wiedziała, albo i tak niedługo się dowie.
    - A jak nie dotrzymam mu kroku, to stwierdzi, że jestem nudziarzem i zniknie. Kapuję. Spróbuję go nie zawieść, ale niczego nie mogę obiecać. Sama wiesz, że twój syn jest specyficzną osobą. A ja już jestem stary.
    Nie miał nic przeciwko paleniu w jego mieszkaniu, ale to jakby samo mu się wyrwało. Sam czasami popalał, więc nie zamierzał się ich czepiać.
    - Jeżeli nam się nie uda i Nath umrze, ja też będę chciał odejść, ale czy ty aby na pewno będziesz gotowa zostawić całe swoje dotychczasowe życie? - Zapytał, tak dla pewności. Nie chciał myśleć o tym, że to wszystko mogłoby się nie udać, ale nie potrafił się zmusić do niemyślenia o tym.
    Przełknął głośno ślinę, ale w żaden sposób nie skomentował jej słów dotyczących tego, że potrzebuje Nathaniela. William też go potrzebował i wydawało mu się, że ona nawet nie ma pojęcia, jak bardzo.
    Roześmiał się cicho.
    - Willy? - Na jego twarzy pojawił się lekki grymas. - Nie czuję się urażony, bo na szczęście ty też nigdy nie byłaś w moim typie. I od początku czułem, że jest z tobą coś nie tak. Szkoda tylko, że mój ojciec tego nie dostrzegał.
    Wspomnieniami wrócił do momentu, w którym ojciec zakomunikował mu, że poślubi lady Ophelię. Był gotów mu się postawić, powiedzieć nie, ale wiedział, że nie mógł tego zrobić. Obowiązek wobec rodziny.
    Nie powiedział już nic więcej, cicho otworzył drzwi i wszedł do sypialni. Wsunął się do łózka i przywarł do pleców Nathaniela. Pocałował go w kark, objął ramieniem i wtulił twarz w jego włosy. Tym razem zasnął prawie natychmiast, ani trochę nie przejmując się tym, że Nath może mieć coś przeciwko temu, że Will się do niego przytulił.

    OdpowiedzUsuń
  58. Dawno nie spał tak dobrze. O dziwo nie przeszkadzało mu nawet ciepłe ciało, do którego był przytulony. Obudził się tylko raz, gdy zaczęło świtać. Zerknął na Natha, który nadal smacznie spał. Wyglądał spokojnie. Will był ciekaw, czy rzeczywiście śni o tym, o czym wcześniej wspominała Ophelia.
    Nadal był śpiący, więc jeszcze bardziej się w niego wtulił i znów zapadł w sen.
    Następnym razem obudził go głos Nathaniela. Czuł jego gorący oddech na twarzy, więc przekręcił się najpierw na bok, a następnie na brzuch, skopując przy tym kołdrę z łóżka.
    - Jeszcze pięć minut, Nath. Daj mi pięć minut. Zaraz ci poczytam, obiecuję - wymamrotał nieprzytomnie w poduszkę. Dopiero po chwili tak naprawdę doszedł do niego sens słów chłopaka. Ach, jasne. Kawa. Zdecydowanie potrzebował kawy. - Nikt mnie dawno tak nie nazywał - mruknął, z trudem podnosząc głowę. W jego głowie pojawiła się Ophelia, która w nocy nazwała go tak samo. Szybko wyrzucił ją ze swoim myśli.
    Otworzył najpierw jedno, potem drugie oko. Zamrugał, by odzyskać ostrość widzenia.
    - Kawa jest w górnej szafce obok lodówki. Piję z mlekiem - uśmiechnął się krzywo i znów wcisnął twarz w poduszkę.
    Nie chciał wstawać, bo spało mu się cholernie dobrze. Musiał jednak przyznać, że gdy nie miał już przy sobie ciała Nathaniela, nie było już tak przyjemnie.
    Z trudem, ale zawsze, podniósł się i ruszył do łazienki. Doprowadzenie się do porządku z na wpół zamkniętymi oczami nie było proste, ale jako tako udało mu się to zrobić. Wziął szybki prysznic, umył zęby, ale nadal ledwo widział na oczy. Miał nadzieję, że Nath rzeczywiście zrobi mu kawę. Bez niej będzie nieprzytomny przez jeszcze długi czas.
    – Cześć, jak się spało? – Wychrypiał, wchodząc do kuchni, jedynie w bokserkach. – Bo ja spałem jak zabity. – Zmarszczył brwi, spoglądając na zegarek w telefonie. – Miałem ci przypomnieć o okuliście. Masz dziś wizytę?

    OdpowiedzUsuń
  59. – Co ci się śniło? – Zapytał z autentycznym zainteresowaniem. Nie mógł jednak powstrzymać uśmiechu, który cisnął mu się na usta. – Śniłem ci się? Opowiedz mi o tym.
    Roześmiał się i chwycił jeden z kubków. Spokojnie mógłby do tego przywyknąć. Upił kilka łyków gorącego napoju, ale zaraz spojrzał na niego marszcząc brwi. Zaraz, co?
    – Idę dziś z tobą na obiad? Do domu twojej matki? Czy nie uważasz, że jest jeszcze za wcześnie, na przedstawienie mnie? – Uśmiechnął się ironicznie i dodał z rozbawieniem: – Ale skoro uważasz, że już czas, to nie mam nic przeciwko.
    Dobra, faktem było to, że się tego nie spodziewał. Ciekawe co na to Ophelia. Och tak, będzie zabawnie. Na pewno.
    – Niech zgadnę, nie jadasz śniadań, co? – Zapytał, choć doskonale znał odpowiedź na to pytanie. –To dobrze, bo ja też. – Podszedł do kanapy i rozsiadł się wygodnie. – O której jest ten obiad?

    OdpowiedzUsuń
  60. - Taki już jestem. Przeszkadza ci to? Jeżeli wolisz, to mogę przestać zadawać pytania.
    Ciekawość wręcz rozrywał go od środka, ale przecież nie mógł się do tego przyznać. Pozostało mu mieć nadzieję, że Nath,prędzej czy później zdecyduje się opowiedzieć o tym, co mu się śniło.
    Skrzywił się z obrzydzeniem i odstawił pusty kubek na stolik.
    - Przez ciebie już nigdy nie zjem bekonu. - Po chwili skrzywił się jeszcze bardziej. Boże, z kim się związała ta kobieta?! Bezapelacyjnie musiała mieć coś z głową, nie było innej opcji. A synek to po niej w pewnym sensie odziedziczył.
    - Kiedyś jeździłem. Dosyć dawno. Kilka lat temu ostatnio. - Uniósł jedną brew - nie wiem, czy chcę jeździć na koniach twojego ojczyma... Nie, zdecydowanie tego nie chcę. Już chyba wolę skazać się na wieczne paplanie twojej siostry. I bez obaw. Nie mam na nic uczulenia. Pod tym względem jestem czysty - podniósł się, chwycił kubek, by następnie odstawić go do zlewu. Podszedł do Nathana i pochylił się w jego stronę, jakby miał zamiar wyjawić mu jakiś sekret - uwielbiam czekoladę. Pod każdą postacią. I marcepan. Mmm, zanim pojedziemy na ten obiad, będziemy musieli wstąpić do sklepu po czekoladę dla mnie. - Roześmiał się, pochylił się jeszcze bardziej i pocałował go, zaskakując samego siebie.
    - Czekaj, mam jechać z tobą do okulisty, czy sam tam trafisz, a my spotkamy się później? - Zapytał, gdy się od niego odsunął.

    OdpowiedzUsuń
  61. Doskonale wiedział o tym, że Nathaniel ma uczulenie na czekoladę i marcepan, ale nagle miał ochotę się z nim podroczyć. Tak po prostu. On sam nie był jakimś wielkim fanem czekolady, więc jego słowa były trochę podkoloryzowane.
    - Tak jest kapitanie - zasalutował mu z rozbawieniem. - Po każdym zjedzeniu czekolady i marcepanu umyję zęby, w razie jakbym miał cię potem całować. Słowo... - uśmiechnął się szerzej - rycerza.
    Nie zamierzał się nigdzie ruszać z domu aż do jego przyjazdu, ale nie mówił mu o tym. Nath zaskoczył go po raz kolejny, gdy przed wyjściem go pocałował, ale nie skomentował tego w żaden sposób.
    Pierwszy raz od dawna znów czas zaczął mu się cholernie dłużyć. Zdawało mu się, że minuty zamieniły się w godziny. Krzątał się bez celu po domu, kompletnie nie wiedząc, co ze sobą zrobić. Był zdezorientowany i do końca nie wiedział, co się z nim tak właściwie dzieje. Zmienił pościel, posprzątał prawie całe mieszkanie, a i tak miał jeszcze zapas czasu.
    Kilkanaście minut przed drugą zamknął mieszkanie i zbiegł na dół. Czekał zaledwie chwilę na przyjazd Nathana. Po drodze wypytał się go jeszcze o wizytę u lekarza. Co miał poradzić na to, że się zwyczajnie o niego martwił?
    Możliwe, że dom, pod którym zaparkowała taksówka powinien zrobić na nim duże wrażenie. Niestety się tak nie stało. Dostał tylko kolejne potwierdzenie tego, jak bardzo Ophelia musiała być bogata. Nagle zaczął zastanawiać się, ile zapłaciła za miecz. A następnie, ile zapłaci za jego konserwację.
    - Mini zoo? - Zapytał trochę zdezorientowany. Przecież nie mogło być tak źle, prawda?
    Słuchał go w osłupieniu. To nie mogła być prawda. Nathaniel musiał sobie z niego robić jaja. Przecież żaden normalny człowiek nie dałby rady mieszkać w domu z tyloma zwierzętami. Dobra, Ophelia może i nie była normalna, ale na przykład Vera wydawała się być całkiem zwyczajna.
    - Żartujesz, tak? - Zmarszczył brwi. Jego oczy prawie wypadły ze zdziwienia, gdy zobaczył prosiaczki. Co, do cholery?! - Ja pieprzę... - mruknął cicho, sam do siebie.
    W tym momencie ani trochę nie dziwił się, że Nathan się stąd wyprowadził. William lubił zwierzęta, no ale bez przesady.
    - Cześć, Vera. - Powiedział, nadal będąc w niemałym szoku. Był pewien, że jego usta otworzyły się ze zdziwienia, gdy zaczęła wymawiać imiona świnek. - Cześć, świnki. Miło mi was poznać. – Powiedział debilnie, uśmiechnął się tak szeroko, jak tylko zdołał. - Czy wszystkie wasze zwierzęta mają imiona? - Zapytał, gdy Vera razem z prosiakami zniknęła z pola jego widzenia. Ruszył za nim, mając nadzieję, że nie natrafią na żadne zwierzę. Przynajmniej na razie.
    - Jakim cudem oni dają radę tu mieszkać? Przecież to wygląda jak wariatkowo! - Mruknął, gdy znaleźli się w pokoju Natha. - Bez urazy, oczywiście. Po prostu... jasne, kiedyś ludzie mieszkali ze zwierzętami, ale byli do tego zmuszeni. Często nie mieli innego wyjścia. - Pokręcił głową z rozbawieniem. - Cholera, już twoje mieszkanie w tej kamienicy wydaje się być znacznie lepsze. I nie, nie dziwię ci się, że nie chcesz tu mieszkać. - Rozejrzał się uważnie po pomieszczeniu - więc… przyszliśmy do twojego domu, a ty pierwsze co robisz, to prowadzisz mnie do swojego pokoju? - Jego wzrok w końcu spoczął na Nathanielu. Tym razem uśmiechnął się kpiąco. - Naprawdę jesteś szybki.

    OdpowiedzUsuń
  62. - Gdybym tu mieszkał, to na pewno przestałbym jeść mięso. - Wzdrygnął się, wsuwając spodnie do kieszeni jeansów. - Lubię psy i koty, ale to wszystko to jak dla mnie trochę za dużo.
    Zakołysał się na piętach, gdy Nath uchylił drzwi i zawołał coś, co nazywało się Ziemniak. Will miał dziwne przeczucie, że nie będzie to normalne domowe zwierzątko... Odetchnął jednak wręcz z ulgą, gdy w pokoju pojawił się kot. Dobra, nie byle jaki kot - wielgachny, ale nadal kot.
    - Cześć, Ziemniak - przywitał się z nim dokładnie tak samo jak wcześniej z prosiakami. W tym momencie naprawdę czuł się jak w jakimś kabarecie. - Nazwałeś go tak, bo po seksie lubisz jeść ziemniaki? - Zapytał, uważnie przyglądając się zwierzęciu. Co jak co, ale naprawdę był nieźle spasiony.
    W pierwszej chwili był zbyt zaskoczony, by zareagować w jakikolwiek sposób. Zaraz jednak, objął jego twarz dłońmi i pogłębił pocałunek. Popchnął go w stronę ściany. Otarł się o niego, przyciskając go do ściany. Jedna z jego dłoni zsunęła się wzdłuż ciała Natha i wsunęła pod jego koszulkę. Musnął dłonią jego brzuch, akurat w momencie, w którym rozległo się pukanie do drzwi.
    - Niech zgadnę, to Vera albo twoja mama? - Zapytał z ustami tuż przy jego. Przygryzł jego dolną wargę dosyć mocno i odsunął się od niego z ociąganiem. - Nie mogę się doczekać, aż ją poznam. - Powiedział z lekką nutką ironii w głosie.

    OdpowiedzUsuń
  63. W pewnym sensie miał nadzieję, że to będzie Ophelia. Nie zdążył się jeszcze całkowicie psychicznie przygotować na paplaninę dziewczyny. Naprawdę była gorsza od niego. On przynajmniej czasami robił przerwy na oddech, albo gdy zadał jakieś pytanie, czekał na odpowiedź - niestety ona nie miała takich zahamowań.
    Chciał odpowiedzieć, że przecież to równie dobrze, on mógł namówić Nathana do wagarów, ale oczywiście nie zdążył tego zrobić, bo minęła zaledwie chwila, gdy Vera znów zaczęła mówić. Polubił ją. Wydawała się być naprawdę fajną dziewczyną, ale nawet jak na jego gust zbyt gadatliwą.
    Zaraz, zaraz. Czy on właśnie wyczuł zazdrość w jej głosie? Spojrzał na nią nieco zaskoczony. Była zazdrosna o Nathaniela. No jasne. Mógł się tego spodziewać. Przyglądał się jej przez chwilę, aż poczuł na sobie spojrzenie Natha. Uniósł jedną brew, ale zaraz się roześmiał. Ledwie zauważalnie kiwnął głową. Obawiał się jednak, że teraz Vera nie zostawi ich sam na sam.
    - Wiesz, Vera, tak właściwie to muszę ci się do czegoś przyznać - przerwał w końcu jej gadaninę. A gdy na niego spojrzała, kontynuował: - Leo, to nie jest moje prawdziwe imię. Nazywam się William. Po przeprowadzce do Stanów chciałem zmienić trochę swoje życie, no i o. Tak wyszło. - Wzruszył ramionami, uśmiechając się przepraszająco.
    Może i nie było powodu ku temu, by jej o tym mówił, ale stwierdził, że prędzej czy później by to wyszło, więc wolał żeby dziewczyna choć znała jego prawdziwe imię.
    - Nathaniel, gdzie tu jest łazienka? - Wypalił nagle, nim dziewczyna zdążyła znów rozpocząć swój maraton mówienia. W końcu w jakiś sposób musieli się stąd wydostać, prawda? A łazienka była jedynym pomysłem, który wpadł mu do głowy.

    OdpowiedzUsuń
  64. No oczywiście, że nikomu nie pasowało to imię, a jednak wszyscy w nie uwierzyli. Nawet szkolna sekretarka patrzyła na niego w jakiś dziwny sposób, jakby wiedziała, że jest z nim coś nie tak. Cóż, mógł wybrać sobie inne imię. Albo po prostu wrócić do Williama Brandona. Ostatnio Williamem Brandonem był jakieś pięćdziesiąt lat temu i wiedział, że nadal żyją osoby, które poznał.
    Skrzywił się, gdy Vera zaoferowała, że go zaprowadzi do łazienki. Również się do niej uśmiechnął, ale ten uśmiech zdecydowanie nie sięgnął oczu. Nie chciał być jednak względem niej niemiły - polubił ją, a do tego była siostrą Natha. Dosyć specyficzną, ale nadal siostrą.
    Ledwie stłumił śmiech, ale posłusznie wyszedł za chłopakiem z pokoju. Wkroczył do łazienki i zaczął rozglądać się z zainteresowaniem. Nie sądził, że coś jeszcze może zaskoczyć go w tym domu, a jednak.
    - Szczerze? Chyba bałbym się skorzystać z tej łazienki. Czy tu wszystko jest ze szkła? - Zapytał cicho, pochylając się nad misą, która pełniła funkcję umywalki. Nieźle. - Wiesz, nie mam nic przeciwko jej gadaniu. W pewnym momencie wszystko zaczyna się ze sobą zlewać i połowę z tego co mówi, nie da się zrozumieć. - Wyprostował się i zerknął na niego. - Więc może dokończymy to, co twoja siostra nam tak brutalnie przerwała?
    Podszedł do niego na tyle blisko, że ich klatki piersiowe się ze sobą stykały.
    - Co ty na to, Nath? - Wymruczał, przechylając głowę w bok i muskając ustami jego usta. Wiedział, że w tym momencie nie mają czasu na droczenie się, więc już po chwili pogłębił pocałunek, tym razem wsuwając obie dłonie pod jego koszulkę. Przycisnął go bardziej do siebie, rozchylając językiem jego wargi. Jęknął, gdy ich języki się spotkały. Jedna z jego dłoni podążyła w górę klatki piersiowej Natha. Chwycił kolczyk i pociągnął za niego. Uśmiechnął się, nie odrywając się od jego ust.

    OdpowiedzUsuń
  65. - Najwidoczniej jeszcze nie trafiła na godnego siebie przeciwnika - powiedział ze śmiechem. - Choć wątpię, by istniał na tym świecie, ktoś kto choć w połowie dorównałby jej paplaninie.
    Zapomniał się. Tak po prostu. Przestał analizować w głowie to, co powinien, a czego nie powinien. Chciał być i czuć.
    Otarł się o niego mocniej, gdy Nath posadził go na swoich kolanach. Z każdą kolejną mijającą sekundą robił się coraz bardziej podniecony i nie mógł nad sobą zapanować. Pojawiła się w nim nagląca potrzeba bycia jak najbliżej Nathaniela.
    Zsunął się odrobinę niżej, by mieć lepszy dostęp do jego spodni. Jego wargi zaczęły błądzić po szyi chłopaka. Rozpiął jego spodnie i wsunął dłoń w jego bokserki. Było zbyt mało miejsca by mógł zrobić coś więcej. Objął jego męskość palcami, mocno ssąc skórę na jego szyi. W końcu jego usta znów powędrowały wyżej, najpierw na usta, potem policzek, a na końcu ucho Natha.
    - Cholera, chyba powinniśmy już iść - wysapał, a następnie przygryzł płatek jego ucha. Poruszał dłonią na tyle, na ile mógł i czuł, jak robi się coraz twardszy. Jęknął z frustracji, bo sam również potrzebował dotyku. Jego członek był boleśnie twardy i ściśnięty w spodniach. Poruszył się trochę agresywnie na jego kolanach. Podniósł wzrok i spojrzał mu w oczy. Jego ciało zamarło. Obaj oddychali szybko i głośno. Przełknął głośno ślinę i pocałował go, nie odwracając spojrzenia od jego oczu.
    - Robisz ze mną coś cholernie dziwnego - wymamrotał w jego usta, a jego dłoń znów zaczęła poruszać się na męskości Nathaniela.

    OdpowiedzUsuń
  66. Westchnął głośno, gdy poczuł jego dłoń na swoim członku. Zamknął na chwilę oczy, ale zaraz je otworzył, bo dokładnie tak jak wczoraj, nie mógł oderwać się od jego spojrzenia.
    Roześmiał się cicho w jego usta, a ich oba ciała zawibrowały. Nie zamierzał tego kończyć. Przynajmniej jeszcze nie.
    Wiedział, że w każdej chwili do drzwi łazienki może ktoś zapukać, albo jeszcze lepiej - ktoś może ich zwyczajnie usłyszeć, ale nie przejmował się tym. Skupił się tylko wyłącznie na całowaniu, odczuwaniu przyjemności z dotyku chłopaka oraz na swojej ręce, szybko poruszającej się po męskości Nathaniela.
    Nawet gdy przenieśli się na podłogę było im dosyć niewygodnie. W ten sposób jednak mieli do siebie znacznie łatwiejszy dostęp. Co prawda, wszystko byłoby lepsze, gdyby mogli się rozebrać i na spokojnie cieszyć się z tym wszystkim, a może i nie? Will czuł adrenaliną przepływającą przez jego żyły.
    - Boże, naprawdę mam nadzieję, że wrócić dziś ze mną do domu - wymamrotał dosyć niewyraźnie, gdzieś pomiędzy pocałunkami, liźnięciami, a gryzieniem się nawzajem. Myślał tylko o tym, jakby to było znów móc spać z przytulonym do siebie Nathanielem. Ta myśl nakręciła go tak bardzo, że jeszcze bardziej przyspieszył ruchy dłonią.
    Odchylił głowę do tyłu i doszedł w jego dłoni, zagryzając mocno dolną wargę, by przypadkiem nie krzyknąć. W tym samym momencie poczuł na dłoni wilgoć i jęknął cicho.
    - Hmmm, teraz to już na pewno musimy już iść - wysapał, spoglądając na niego z zadowolonym uśmiechem na ustach.

    OdpowiedzUsuń
  67. Tak naprawdę dopiero po chwili dotarło do niego, co się właśnie wydarzyło w łazience. Całkowicie stracił nad sobą kontrolę, nie przejmując się tym, że ktoś może ich nakryć.
    Próbował uspokoić oddech i szybko bijące serce, niestety na samym początku niezbyt dobrze mu to wychodziło. Gdyby musiał w tym momencie wyjść z łazienki, na pewno by się potknął, albo w ogóle nie byłby w stanie ustać na nogach.
    Chciał zapytać się, co to do cholery, była za lampa, ale wydawało mu się, że teraz jego głos odmówił posłuszeństwa. Na szczęście jego oddech w końcu się uspokoił i był w stanie się podnieść.
    Chichotał jak wariat, gdy Nathan otwierał drzwi. Jego śmiech jednak uwiązł w gardle, gdy zauważył Ophelię. Musiał zagryźć mocno dolną wargę, by jeszcze bardziej się nie roześmiać. Opanował się jednak i przywitał się z nią tak, jakby widział ja po raz pierwszy w życiu. Coś w środku go ukłuło, bo czuł się, że to kolejne kłamstwo wymierzone w Natha. Ostatnie czego chciał to go okłamywać. W żaden sposób nie zareagował na jej słowa, dotyczące tego, że muszą porozmawiać po posiłku. Szedł za Nathanem dziwnie milczący.

    Gdy zauważył ojczyma Nathaniela jego wesołość wróciła z podwójną siłą. Rzucił szybkie spojrzenie Ophelii, które wyrażało niedowierzanie, a już po chwili został prawie zmiażdżony przez tego wielkiego mężczyznę. Był pewien, że jeszcze chwila i facet go zwyczajnie udusi. Cóż, przeraziłoby go to, gdyby mógł umrzeć.
    William nie przepadał za aż tak zdrowym jedzeniem i widok tego wszystkiego na stole aż go przeraził. Odetchnął z ulgą, gdy na jego talerzu wylądowała ryba i warzywa. To mógł zjeść bez problemu. Czuł na sobie spojrzenie Very i przez myśl przeszło mu, że dziewczyna wie, że obaj wylądowali w łazience, ale zaraz jednak wyrzucił tę myśl z głowy. Nie mogła wiedzieć. Chyba. Jednak to jej spojrzenie nie dawało mu spokoju. Dziewczyna była też nienaturalnie cicha, co dodatkowo go zastanawiało.
    Zakrztusił się wodą, którą właśnie pił, gdy dotarł do niego głos Vincenta. Roześmiał się głośno, tym razem nawet nie próbując nad sobą zapanować.
    - Och, tak. Znamy się ze szkoły - potwierdził, odkładając szklankę na stół. - Jak ostatnio sprawdzałem to nie miałem żadnych tatuaży, proszę pana. A co do tego, czy jestem zadbany, czy nie... To wydaje mi się, że tak. Jak się myję, to czasami używam żelu pod prysznic. Albo mydła. Od czasu do czasu używam też szamponu. - Wyszczerzył się i zerknął na Natha.
    - Po co ci nawilżający żel pod prysznic? - Zapytał, marząc brwi. - Dobra! Może jednak nie chcę wiedzieć, do czego ci to dodatkowe nawilżenie.
    Jego głos był aż nadto sugestywny i był pewien, że usłyszał nawet rozbawione prychnięcie Ophelii.

    OdpowiedzUsuń
  68. - Lekarz zalecił ci używane żelu nawilżającego? - Pochylił się w jego stronę, gdy tamci zaczęli się kłócić. Ściszył głoś jeszcze bardziej, by przypadkiem siedząca na przeciw nich Vera go nie usłyszała. - Ciekawe, w jakich miejscach go używasz. Chętnie się przekonam.
    Zamarł, gdy poczuł jego dłoń na swoim kroczu. Uniósł jedną brew, przyglądając mu się uważnie. Chwycił jego nadgarstek i w pierwszej chwili zamierzał odsunąć jego dłoń, ale ostatecznie ścisnął go tylko i odsunął rękę. Niech będzie i tak.
    W końcu oderwał wzrok od Nathana i spojrzał na Verę. Zanim zdążył choć otworzyć usta, by odpowiedzieć na jej pytanie, Nath go ubiegł.
    Wspomnienie tego, co się wydarzyło w łazience stanęło mu przed oczami i ledwie powstrzymał się od powiedzenia, co zapewne miało główny wpływ na zachowanie jej brata.
    - Nocować? Tutaj? - Mimowolnie zadrżał i miał nadzieję, że nikt oprócz siedzącego obok niego chłopaka tego nie widział. - Nathaniel, mówiłeś, że nigdy nie planujesz z wyprzedzeniem. Skąd wiesz, że jutro będziemy zajęci? - Zapytał niewinnie, uśmiechając się krzywo.
    Nagle poczuł na sobie także wzrok Ophelii. Spojrzał na nią i miał ochotę zmarszczyć brwi, gdy ona ledwie zauważalnie kiwnęła głową. Zaraz, co? Sugerowała mu, że mieli tu przenocować?
    - A gdzie byś chciała jutro iść? - Zapytał w końcu, z rezygnacją w głosie. - Ja muszę odwiedzić moją babcię - oho, znów powróciła babcia z domu opieki. Brawo Will. Na szczęście jednak, nie było to aż tak wielkie kłamstwo. Miał kogoś do odwiedzenia w domu opieki. Pomijając to, że ta kobieta nie była jego babcią, wszystko inne się zgadzało.
    - Ale możemy coś porobić przed tym. Prawda, Nath? - Uśmiechnął się jeszcze szerzej i ponownie ścisnął jego dłoń pod stołem. - No dawaj człowieku, twoja siostra chce spędzić z tobą trochę czasu. Chyba jej nie odmówisz, co? - Mruknął, nieco wyzywającym tonem.
    Jeżeli to wszystko się nie uda, a Nathaniel umrze, to Vera miała prawo spędzić z nim trochę czasu. Mimo tego, że Will wolał spędzić go sam na sam z chłopakiem. Przecież nie mógł po prostu zamknąć go w swoim mieszkaniu. Niestety.

    OdpowiedzUsuń
  69. - Sucha skóra. Jasna sprawa. Rozumiem. - Pokiwał głową, jakby na potwierdzenie swoich słów.
    - Kiedyś jeździłem. Dosyć dawno, ale... - nie dokończył, bo i tak nikt go nie słuchał. Wywrócił oczami. Powinien już przyzwyczaić się do tego, że Vera zadaje pytania, ale tak naprawdę wcale nie oczekuje na nie odpowiedzi. No, w większości.
    Nath coś mu o tym wspominał, ale jak widać nie była to cała historia. Z szeroko otwartymi oczami wpatrywał się najpierw w dziewczynę, a później w jej brata.
    - Serio? Ale to jest przecież jak jazda na rowerze! Nigdy się tego nie zapomina. - Szturchnął go łokciem w bok. - A ty przecież masz to we krwi! - Zastanowił się chwilę marszcząc brwi. - Chociaż... nasze konie różnią się od tych, które są tutaj. Ja na przykład zawsze czułem mocniejszą więź z końmi w Anglii.
    Roześmiał się po raz kolejny.
    - Jesteś pewien, że nie masz w tym doświadczenia? - Zapytał z rozbawieniem, sugestywnie unosząc brwi.
    Cholera, naprawdę dziwnie było tak po prostu siedzieć przy jednym stole i śmiać się razem z rodziną osoby, której się nienawidziło. I choć początkowo naprawdę się tego obawiał, to wcale nie czuł się dziwnie w towarzystwie Ophelii. Było... normalnie. Naturalnie. Tak, jak powinno być.
    - Dobra, skoro zostajemy tu dziś na noc, to gdzie mam spać? Domyślam się, że w tak wielkim domu macie mnóstwo pokoi gościnnych, ale zaznaczam, że nie chcę spać z prosiakami. - Rzucił przepraszające spojrzenie Verze i zerknął na jej ojca, a następnie macochę.
    To było dla niego kluczowe pytanie. Lubił zwierzęta, ale nie chciał spać z jakimkolwiek. No okej, przemógłby kota albo psa. Nic innego.

    OdpowiedzUsuń
  70. - Taa, ja też sobie go cenię - wymamrotał w odpowiedzi. Prawie podskoczył, gdy Nathan ścisnął jego krocze. Spiorunował go wzrokiem i niech go cholera weźmie, prawie się zarumienił.
    Czas mijał naprawdę szybko. Musiał przyznać, że przyjście na ten obiad było strzałem w dziesiątkę. Mimo tego, że Nath narzekał tak na swoją rodzinę, to nie było aż tak źle.
    Słuchał wymiany zdań pomiędzy rodzeństwem, a pod sam koniec nie wiedział już, czy chce się roześmiać, czy uderzyć głową w stół. Najlepiej mocno. Bardzo mocno.
    - Ty też? - Wtrącił się nagle w rozmowę. - Ta pielęgniarka jest naprawdę niezła, skoro wszystko chcą ją... - zawahał się. Kurwa, był zawstydzony w obecności swojej żony? No bez jaj! Ta kobieta zrujnowała mu życie. Przecież mógł przy niej przekląć... Chyba. - Chcą uprawiać z nią seks. Albo uprawiali. Nieważne. - Pokręcił głową, marszcząc brwi. - Byłem w tej szkole jeden dzień, a już mnie przeraża. Lubicie tu plotki, co?
    Nie był ani trochę zadowolony z tego, że Ophelia zaciągnęła go do swojego gabinetu. Co jeżeli ktoś podsłuchałby ich rozmowę? Nathaniel mógłby to źle zrozumieć, a to bez wątpienia wszystko by popsuło.

    Oparł się o ścianę tuż przy drzwiach i założył ramiona na piersi.
    - Inny? - Zapytał z zainteresowaniem i udawał, że nie usłyszał jej dalszej wypowiedzi. Nie podobała mu się myśl, że ich słyszała.
    - Coś pamięta, ale rano nie chciał mi powiedzieć. Może potem mi powie... Nie wiem. Mam przynajmniej taką nadzieję. - Uśmiechnął się krzywo - sama widziałaś, w jaki sposób się dogadujemy. On jest... - skrzywił się, zastanawiając się, jak najlepiej obrać swoje myśli w słowa. - Nigdy nie spotkałem takiego Nathaniela i nigdy też nie sądziłem, że ktoś taki może do mnie trafić. A z resztą, to co czuję nie jest ważne. Co z mieczem? Rozumiem, że niedługo będzie gotowy?
    Tak naprawdę nie obawiał się o stan miecza, a o to, że Nath zwyczajnie może się w nim nie zakochać. Mieli cholernie mało czasu, a on nie znał się na pieprzonych miłosnych sztuczkach. Chociaż wątpił w to, by jakiekolwiek sztuczki na niego działały.

    OdpowiedzUsuń
  71. - Tak, chyba coś znaczy - przyznał w końcu, choć dosyć niepewnie. Nie chciał się za bardzo nakręcić, żeby potem się nie zawieść.
    Dotknął rękojeści miecza, a z jego ust wydobyło się westchnienie. Widok miecza wywołał wiele wspomnień, zarówno tych nieprzyjemnych jak i przyjemnych. Odgonił jej jednak od siebie i postanowił skupić się na rzeczywistości. Nie był sensu zagłębiać się i rozczulać nad przeszłością. Nie mógł cofnąć czasu i zmienić biegu wydarzeń. Mógł za to zatrzymać cały ten proces.
    - Nigdy nie zamierzałem nikogo przed nim udawać - powiedział hardo, patrząc jej w oczy. - Jednakże chyba na razie nie mogę powiedzieć mu, że jest kolejnym wcieleniem mojego przyjaciela i kochanka, a jego matka jest moją żoną, która zabiła najważniejszą osobę w moim życiu, prawda?

    Podobało mu się w ogrodzie znacznie bardziej, niż w tym wielkim domu. Rozsiadł się wygodnie i jeszcze bardziej się rozluźnił. Opróżnił połowę kieliszka i nachylił się w stronę Natchaniela.
    - Twoja siostra jest o ciebie zazdrosna. Obawiam się, że prędzej czy później wydrapie mi oczy, albo mnie zwyczajnie wykastruje - wyszeptał mu do ucha. - Boi się, że cię jej zabiorę. - Odsunął się od niego z uśmiechem na ustach. Akurat w tym momencie Vera wyciągnęła w jego kierunku półmisek z owocami w czekoladzie. Przypomniał sobie jednak słowa z dzisiejszego poranka i odmówił.
    - Nie, dzięki. Nie wziąłem ze sobą szczoteczki do zębów - powiedział z rozbawieniem, odsuwając od siebie półmisek. Wziął za to kilka truskawek, ale bez czekolady.

    OdpowiedzUsuń
  72. – A co jeżeli wcale nie chodzi o ruchanie? Może boi się, że straci brata? – Wzruszył ramionami. Powiedział mu to, co sam zaobserwował. A nie miał wątpliwości co do tego, że Vera była zazdrosna. Zapewne gdyby tylko mogła, to wcisnęłaby się pomiędzy nich. – Jeżeli w jakikolwiek sposób zagrozi moim klejnotom rodowym, to pożałujesz, de Lioch – zagroził. I choć z jego twarz zniknął uśmiech, to w głosie dało się wyczuć rozbawienie.
    Było miło. Nawet bardzo. W końcu nawet przyzwyczaił się do biegających wokoło zwierząt. Czuł, jak Nathan coraz bardziej się do niego przybliża, ale ani trochę mu to nie przeszkadzało. Dobra, musiał przyznać sam przed sobą, że bardzo mu się to podobało.

    William miał zapewne tak samo mocną głowę, jak Ophelia. Był pewien prawie w stu procentach, że to dzięki temu, że żyją już tak długo. Wypił sporo, a czuł zaledwie lekkie szumienie w głowie.
    Odwrócił wzrok od stawiku i spojrzał na Natha. Uśmiechnął się szeroko, słysząc jego słowa.
    – Nie ślepniesz. Ale czytać ci i tak mogę – wywrócił oczami i jakby bezwiednie oparł głowę na jego ramieniu. - Wydaje mi się, że byłoby nam lepiej niż dobrze, ale co ja tam wiem? Jak nie spróbujemy, to się nie dowiemy. Ryzyk-fizyk, czy jakoś tak nie?
    Podniósł głowę i rzucił szybkie spojrzenie drzemiącej Verze. Odstawił swój pusty kieliszek i chwycił podbródek Nathaniela. Pochylił się i pocałował go. W razie czego, może to zgonić na alkohol, prawda? Zanim jednak zdążył się bardziej rozkręcić usłyszał chrząknięcie. Prychnął z rozbawieniem i spojrzał na Ophelię. Spodziewał się zauważyć na jej twarzy złość, ale niczego takiego tam nie dostrzegł. Zaraz... mrugnęła do niego? Cholera, może jednak nie ma tak mocnej głowy, jak mu się zawsze wydawało? W jej spojrzeniu jednak było coś takiego, przez co wydawało mu się, że zależy jej na pozostaniu z synem sam na sam.
    – To ja ten, może odprowadzę Verę do domu? Ona i tak już padła – podniósł się i podszedł do dziewczyny. Potrząsnął nią lekko, a gdy się obudziła, pomógł jej wstać i ruszył z nią w kierunku domu. Długo zajęło mu znalezienie jej pokoju, bo ona w żaden sposób nie była pomocna. Wyglądała jak żywy trup, ale gdy już zostawił ją w pokoju, to rzuciła mu istnie diabelskie spojrzenie. Tak, to zdecydowanie przez ten alkohol. Wrócił na dwór, chichocząc jak wariat. Opadł na swoje miejsce obok Natha.

    OdpowiedzUsuń
  73. - Fircyka? Nikt jeszcze nigdy nie nazwał mnie fircykiem... cóż, zawsze musi być ten pierwszy raz, nie? - Roześmiał się, kręcąc głową - spokojnie, na oświadczyny jeszcze przyjdzie czas. Co ty taki w gorącej wodzie kąpany? Chciałbyś już móc mnie nazywać swoim mężem?
    Był pewien, że przez tę przeprawę z Verą, cały alkohol z niego wyparował. Wydawało mu się, że tak naprawdę niczego nie wypił, choć przecież w rzeczywistości wypił sporo.

    Siedział chwilę sam i obserwował ogród. Dobrze zrobił, zabierając Verę na górę, a tym samym dając Nathowi i Ophelii trochę prywatności. Zdążył już pogłaskać kilka prosiaków, które nagle pojawiły się na patio. Powoli te zwierzęta przerażały go coraz mniej. Choć chyba nigdy nie przekonałby się do mieszkania w domu, które aż tak bardzo przypominało zoo.
    Uśmiechnął się lekko, gdy wrócili.
    - Jak widać nie. Jestem cały i zdrowy. - Wyciągnął przed siebie ręce i nogi, a następnie udał, że uważnie je ogląda. - Chyba. Jednak miałem trochę problemów ze znalezieniem jej pokoju w tym wielkim domu. A Vera w ogóle nie pomagała. Dziewczyna naprawdę ma słabą głowę.
    Jeszcze chwilę siedział na swoim starym miejscu, a dopiero gdy Ziemniak zaczął go obserwować, przeniósł się na kanapę. Chwycił butelkę i napełnił ich kieliszki.
    - Dobra, to teraz opowiedz mi coś więcej o twoim śnie - wypalił nagle, odwracając się prawie całym ciałem w jego stronę. - Często masz takie sny z ludźmi, których dopiero poznałeś, w roli głównej? - Zapytał z rozbawieniem. – Nie żeby mi to przeszkadzało. Podoba mi się to, że o mnie śnisz. - Wyszczerzył się. Opróżnił kieliszek i zaczął go obracać w dłoniach. - A co do czytania, to kiedyś naprawdę muszę ci poczytać. Lubie czytać na głos. Problem w tym, że nie mam żadnego słuchacza. Ostatnio nawet zastanawiałem się nad kupnem psa, albo kota. - Skrzywił się - niestety zwierzak nie za bardzo pasuje do mojego trybu życia.
    Był ciekaw, czy dzięki temu, że ostatniej nocy Ophelia próbowała odblokować pamięć Nathana, jego sny będą się teraz powtarzać. Równie dobrze chłopak może zacząć śnić także o innych wcieleniach, a nie tylko o tym jednym, konkretnym. Miał tylko nadzieję, że będzie śnił tylko tych dobrych rzeczach i ominie śmierć. Bo śmierć żadnego z Nathanów nie była ani miła, ani przyjemna.
    - Zamierzasz kiedyś wrócić do Anglii? - Zapytał, trochę zbaczając z głównego tematu.

    OdpowiedzUsuń
  74. - Niczego sobie nie wyobrażam. Po prostu byłem ciekawy. - Wywrócił oczami i odwrócił się od niego. Zagapił się na Ziemniaka, który nadal uważnie go obserwował. - Już o nic nie zapytam, skoro tak. Będę milczeć.
    Zmarszczył brwi i spojrzał na niego takim wzrokiem, jakby patrzył na małe dziecko. Ledwie powstrzymał się od śmiechu.
    - Powinienem cię gdzieś zabrać? A to niby dlaczego? - Zapytał ironicznie. - To mój obowiązek, czy jak? Jeżeli skarzę cię jutro na towarzystwo Very, to co zrobisz? Zemścisz się na mnie? Przelecisz kogoś, a potem się tym pochwalisz, myśląc, że będę o ciebie zazdrosny?
    Nie wiedział, co w niego wstąpiło. Może to jednak była wina tego alkoholu.
    - Idę do łazienki, a potem zamówię sobie taksówkę - wymamrotał, podnosząc się.
    Nagle zostanie tutaj na noc wydało mu się złym pomysłem. Co za dużo, to nie zdrowo, prawda?
    Zapewne było to więcej łazienek, niż mogło mu się wydawać, ale znał położenie tylko jednej. Wrócił po kilku minutach i zaczął przeszukiwać wszystkie kieszenie.
    - Nie widziałeś gdzieś przypadkiem mojego telefonu? Cholera, chyba go zgubiłem. - Zaczął rozglądać się po patio, ale nigdzie nie dostrzegł swojej komórki. Podszedł do kanapy i stanął nad Nathanem. - Trudno. Pożyczysz mi na chwilę swoją?

    OdpowiedzUsuń
  75. - Ty też zbyt dobry w uwodzeniu nie jesteś - pokazał mu język, dokładnie tak, jakby miał co najwyżej dziesięć lat. - Nie odstawiam żadnego dramatu. Jak ci się nie podoba, to możesz się mnie przecież pozbyć. Widzisz w tym jakiś problem?
    Dopiero teraz uświadomił sobie, że rzeczywiście mógł zostawić telefon w jego pokoju. Nie chciał jednak tam wracać. Był zły. Tak po prostu. I już sam nie wiedział, czy na niego, czy może bardziej na siebie.
    Wziął od niego kartkę i spojrzał na niego z niemym pytaniem. Rozłożył ją dopiero, gdy Nathan zniknął w domu. Akurat tego w ogóle się nie spodziewał. Przez dobrych kilka minut wpatrywał się w rysunek, aż w końcu ogarnął się, złożył z powrotem kartkę i wsunął ją do kieszeni spodni. Rzucił ostatnie spojrzenie na patio i ruszył do pokoju Natha. Miał mętlik w głowie. Z jednej strony chciał stąd jak najszybciej zniknąć, a z drugiej chciał zostać.
    Stanął w drzwiach i oparł się o framugę.
    - Dobra, nie szukaj go. I tak jest już późno - wzruszył ramionami. - Przenocuję, a wrócę do domu rano. Jak chcesz, będziesz mógł wrócić ze mną, żeby uciec przed Verą. A jak nie... to nie.
    Nie wiedział, czy ktoś może powinien posprzątać na patio, ale nie za bardzo się tym przejmował. Ściągnął buty i postawił je tuż obok drzwi. Wyszedł z pokoju i znów zajrzał do łazienki. Umył zęby szczoteczką Nathana, dokładnie tak jak on to zrobił wczoraj z jego szczoteczką. Wrócił do pokoju i zaczął się rozbierać.
    - Nie patrz tak na mnie. Idę spać - mruknął, ściągając koszulkę. – Żeby nie było, nie zamierzam spać w ubraniu. - Zdjął spodnie, pozostając jedynie w bokserkach. Złożył swoje rzeczy i położył je na fotelu.
    - Podsuń się Ziemniak - mruknął, kładąc się na łóżku, zostawiając miejsce bliżej okna dla Natha.

    OdpowiedzUsuń
  76. - A ty czego tak naprawdę chcesz? - Zapytał, bo jakoś nie potrafił się powstrzymać. Jednak chyba nie dane mu było uzyskać odpowiedź na to pytanie.
    Czekał, aż Nath mu odpyskuje, albo w jakiś sposób go wyśmieje. Patrzył na niego przez chwilę, moszcząc się wygodnie w łóżku. Z zaskoczeniem przyjął to, że chłopak nie powiedział już nic więcej.

    Tym razem zasnął bez problemu, choć początkowo obawiał się, że przez to mruczenie Ziemniaka nie będzie w stanie nawet zamknąć oczu. Spał jednak niespokojnie. Jego sen był złożony z miliona wspomnień, które nakładały się na siebie. Jeden Nathaniel, potem drugi, trzeci, czwarty, dwudziesty. Pierwsza śmierć, druga, piąta, dziesiąta... Wypadnięcie z okna. Postrzał. Morderstwo. Samobójstwo. Wypadek samochodowy.
    Obudził się, gdy poczuł gwałtowny ruch obok siebie. Otworzył oczy i w ciemnym pokoju ledwie dostrzegł sylwetkę Nathana. Pomacał ręką kołdrę i ze zdziwieniem zauważył, że Ziemniak razem z tym swoim basowym mruczeniem gdzieś zniknął.
    Przysunął się do Natha i chwycił jego twarz w dłonie. Zaskoczyło go to, że poczuł pod palcami wilgoć. Płakał. Nath płakał przez sen. Serce Willa ścisnęło się boleśnie, gdy to w końcu do niego dotarło.
    - Nathaniel... Hej, spójrz na mnie. Proszę - wyszeptał, wycierając jego mokre policzki. Pochylił się na tyle blisko w jego stronę, by móc spojrzeć mu w oczy. - Co ci się śniło? - Zapytał cicho, choć nawet nie oczekiwał odpowiedzi. Nie przejmując się tym, że może go odepchnąć, objął go ramionami i przytulił do siebie. A może to on przytulił się do niego? Mniejsza z tym. - Przecież wiesz, że możesz mi o tym opowiedzieć.
    Położył się, ciągnąc go za sobą i ani na chwilę nie wypuszczając go ze swoich objęć.

    OdpowiedzUsuń
  77. Nadal zastanawiał się, o czym mógł śnić, aż w końcu usłyszał jego głos. Edynburg. East End. Londyn. Młody Nathaniel. Cholera.
    Leżał tak chwilę jak sparaliżowany nie wiedząc, co powiedzieć. Pamiętał doskonale ten okres i wbrew pozorom był on jednym z najbardziej bolesnych w jego życiu. Wyjazd z Londynu był najgorszą decyzją, jaką podjął w tamtym czasie. Nie, nie wyjechał. Uciekł. Jak na ironię przypomniał sobie o tym, jak zaledwie kilka godzin temu również chciał uciec - z tą różnicą, że następnego dnia zamierzał się z nim zobaczyć. A jeżeli nie następnego, to na pewno kolejnego.
    - Ja... - urwał, żadne sensowne słowo nie przyszło mu do głowy. Co powinien zrobić? Tłumaczyć się? Zawinił i żałował tego przez wiele długich lat, ale czasu nie mógł odwrócić.
    Nie zatrzymał go. Wpatrywał się jedynie, jak jego sylwetka znika na korytarzu. Słowa Natha zaczęły krążyć po jego głowie. W końcu się ogarnął i wyplątał z pościeli. Wpadł do łazienki, ciesząc się, że nie zamknął się na klucz. Ściągnął bokserki i bez ceregieli wpakował się po kabiny. Zadrżał, gdy poczuł chłodną wodę na ciele.
    - Nie zostawię cię nigdy więcej - powiedział cicho, obejmując go od tyłu. Oparł podbródek o jego ramię. - Wiem, że te słowa pewnie nic dla ciebie nie znaczą, ale dostałem już nauczkę. Nigdy nie popełnię tego samego błędu. - Westchnął, bardziej przyciskając się do jego pleców.
    - Przepraszam. - wymamrotał w końcu, odrywając się od niego. - Popełniłem w życiu wiele błędów, a zostawienie cię było jednym z nich.
    Nie zamierzał mówić mu, że zwariował, że to o czym mówił nigdy się nie wydarzyło. Jeżeli trzeba będzie to wyzna mu całą prawdę.

    OdpowiedzUsuń
  78. Roześmiał się i wywrócił oczami.
    - Cholera, oczywiście, że o tym wiem. Myślisz, że poszedłbym do łóżka z dwunastolatkiem? Za kogo ty mnie masz, człowieku?
    Chyba potrzebował tej zmiany tematu. Nie był do końca przekonany, czy dałby radę tłumaczyć mu to o trzeciej nad ranem. Gdy wychodził z pokoju zerknął jeszcze na zegarek, by się upewnić która godzina.
    - Jest trzecia nad ranem... - dokończenie zdania uniemożliwiły mu usta Nathana. Sapnął zaskoczony, ale oddał pocałunek. Wtulił się w niego, obejmując go ramionami w pasie. Odetchnął głęboko, wdychając jego zapach.
    - Chyba wolałbym myśleć, że to ja mam na ciebie taki wpływ. - Mruknął z rozbawieniem i podniósł wzrok. Mrugnął do niego, wyciągnął rękę i zakręcił wodę. - Chodźmy stąd, bo niby woda jest ciepła, ale mam wrażenie że zaraz zamarznę. Możemy jeszcze się przespać, albo... porobić coś innego - uśmiechnął się ironicznie i z wielkim trudem się od niego oderwał. Nie mógł nic poradzić na to, że aż za bardzo podobało mu się bycie obejmowanym przez Natha.
    - No choodź - złapał go za rękę i na siłę wyciągnął z kabiny. Podał mu ręcznik, a następnie pobieżnie wytarł się drugim.

    OdpowiedzUsuń
  79. Chciał mu jeszcze powiedzieć, że doskonale wie, ile Nath miał wtedy lat, ale ostatecznie się powstrzymał.
    Will nie był na tyle odważny, by chodzić po cudzym domu nago, więc wrócił do pokoju z ręcznikiem na biodrach. Zamknął za sobą drzwi i podszedł do łóżka. Uśmiechnął się krzywo, gdy ręcznik wylądował na podłodze. Uniósł jedną brew, ale bez słowa usiadł okrakiem na jego kolanach. Objął ramionami jego szyję i znieruchomiał, gdy usłyszał pytanie.
    - W bibliotece? - Odrzucił głowę do tyłu i się roześmiał. - Nie. Nigdy nie robiłem tego w bibliotece. Choć może być ciekawie. Lubię książki. No i zawsze musi być ten pierwszy raz. A Ty, robiłeś to kiedyś w bibliotece? - Zerknął na niego z ukosa i pochylił się. Przejechał ustami po jego policzku. Gdy dotarł do ucha, przygryzł jego płatek.
    - Ufasz mi? - Zapytał, przyciskając swoją klatkę piersiową do jego. Otarł się również kroczem o jego. - Pozwolisz mi kiedyś... - zawahał się, zastawiając się, jakiego słowa powinien użyć. - Pozwolisz mi się przelecieć?
    Mógł to ująć jakoś delikatniej, ale wątpił w to, by Nath obraził się za właśnie taki dobór słów.
    Nie wiedział dlaczego właśnie o tym teraz pomyślał. To znaczy, myślał o tym już wcześniej, bo Nathaniel jasno się określił.

    OdpowiedzUsuń
  80. Zamrużył oczy. Ogarnęło go dziwne uczucie, którego w pierwszej chwili nie potrafił nazwać. W końcu uświadomił sobie, że to zwykła zazdrość. Był o niego zazdrosny. Na myśl o Nathanie z innymi facetami, czy kobietami, jego usta zacisnęły się w wąską linię. Nie miał prawda być o niego zazdrosny, ale był. To było silniejsze od niego i tyle.
    - Jak zasłużę? - Uśmiechnął się krzywo. - Co muszę zrobić żeby zasłużyć? - Zapytał z ustami przy jego szyi, którą zaczął całować i lekko przygryzać. Zassał mocno jego skórę, gdy poczuł, jak palec napiera na jego wejście. Oderwał się od jego skóry i jakby mimowolnie poruszył biodrami.
    - A ja lubię mieć cię w sobie... - mruknął, zanim wylądował na łóżku. Podniósł się na łokciach i spojrzał na niego z błyskiem w oczach. Oblizał wargi, czekając na to, co miało za chwilę nastąpić. Zagryzł mocno dolną wargę, gdy poczuł jego język na członku. Szarpnął biodrami do góry, gdy Nath zaczął go mocno ssać. Ledwie panował nad jękami, wydobywającymi się z jego ust, choć starał się być cicho. Wplątał palce w jego włosy i pociągnął za nie mocno.
    - Robisz to dopiero drugi raz? Cholera. Jeżeli nie przestaniesz to za chwilę dojdę - wysapał. Poruszał biodrami w tym samym rytmie, w którym wsuwał w niego palce. - Kurwa, Nathaniel - warknął, zaciskając dłonie w pięści w jego włosach. - Musisz się odsunąć...

    OdpowiedzUsuń
  81. Gorąco. Mokro. Idealnie. Chciał się wysunąć z jego ust, ale Nath mu to uniemożliwił. Puścił jego włosy ze złością. Przeklął po raz kolejny i doszedł z jękiem w jego ustach. Jego ciało przyjemnie się rozluźniło i z westchnieniem opadł na łóżko. Nie leżał tak długo, bo jego głos zadziałał na Willa jak kubeł zimnej wody.
    - Pieprz się, de Lioch - podniósł rękę i pokazał mu środkowy palec. Nie ma co, bardzo dorosłe zachowanie. Niestety w tym momencie nie mógł wymyślić niczego innego.
    - Mówiłem ci, żebyś się odsunął. Nie moja wina, że doszedłem w twoich ustach. Nie miej do mnie pretensji. To ty chciałeś mi obciągnąć. Nie musisz robić tego nigdy więcej - ostatnie zdanie dodał tonem obrażonego dziecka.
    Patrzył na niego przez chwilę, ignorując to, że znów zaczął go pobudzać. Miał wielką ochotę powiedzieć, żeby się odczepił, że niczego mu nie da. Prychnął cicho i w końcu jednak przewrócił się na brzuch. Uklęknął na łóżku i wypiął tyłek w jego stronę. Twarz wcisnął w pościel i ani myślał ponownie na niego spojrzeć.

    OdpowiedzUsuń
  82. Zadrżał, gdy objął go w pasie. Znów rozluźnił się pod jego dotykiem.
    - Nie złoszczę się. I to przez ciebie zachowuję się jak dziecko. - Pościel tłumiła jego głos, więc wątpił w to, by Nath go usłyszał. Doskonale wiedział, co kryje się za tym "zanim". Zanim Nathaniel umrze. Tym razem Will nie zamierzał do tego dopuścić. Zrobi wszystko, byleby tylko historia znów nie zatoczyła pieprzonego koła. Dlatego musiał się ogarnąć. Nathan musi się w nim zakochać, żeby to wszystko zadziałało.
    Nie spodziewał się tego, że przewróci go na plecy.
    - Co? Gdzie zamierzasz iść? Niby od kogo zamierzasz dostać odpowiedzi? Jeżeli mamy bawić się w podchody, to musisz mi powiedzieć, gdzie się wybierasz. - Chciał się podnieść, ale nim zdążył to zrobić, Nath zarzucił sobie jego nogi na ramiona. Z jego gardła wydobył się długi jęk, gdy zaczął w niego wchodzić.
    - No dalej, pieprz mnie. Przecież właśnie tego chciałeś. Czemu się powstrzymujesz? - Znów podniósł się na łokciach i spojrzał mu wyzywająco w oczy. Poruszył biodrami na tyle, na ile mógł.

    OdpowiedzUsuń
  83. Nie kontynuował już dłużej tej ich rozmowy, tylko skupił się na doznaniach. Jeżeli myślał, że wczoraj było cudownie, to dzisiaj było jeszcze lepiej, o ile to w ogóle możliwe. Musiał mocno zaciskać szczękę, by przypadkiem nie krzyknąć, gdy Nathan zaczął go ostro pieprzyć.
    Poddawał się każdemu pchnięciu, każdej zmianie pozycji. Nath męczył go tak długo, iż myślał, że w końcu zwyczajnie wybuchnie. Nie wiedział, ile minęło czasu, ale gdy w końcu po raz kolejny i poczuł, jak Nathaniel dochodzi w nim, był pewien, że minęło dobrych parę godzin.
    Przekręcił się na bok, gdy usłyszał jego śmiech. Otworzył usta, a potem je zamknął i tak kilka razy. Bez wątpienia wyglądał żałośnie.
    - To chyba dobrze, nie? Każdy potrzebuje kogoś, kogo będzie kochał. - Przeczesał dłonią swoje blond loki, mierzwiąc je jeszcze bardziej. - Tak czy siak, ja jestem pewien, że się w tobie zakochuję - mruknął w końcu, znów przekręcając się na plecy. Zagapił się na sufit, układając ręce pod głową.

    OdpowiedzUsuń
  84. Skłamałby mówiąc, że czuje się świetnie. Całe ciało go bolało i był pewien, że jak wróci do domu, to rzuci się na kanapę i już nie wstanie. Czuł jednak dziwną radość, której zwyczajnie nie potrafił wyjaśnić.
    Nie był nawet pewien, jakim cudem udało mu się podnieść z łóżka, umyć, ubrać i zwlec na dół. Z zadowoleniem przyjął od Ophelii kubek kawy i ba, nawet się do niej szczerze uśmiechnął. Kilka razy zerknął na jej dużą i nieporęczna torbę, wiedząc co się w niej znajduje.
    - Przyznaj się, że chcesz przyjść do mnie na romantyczną kolację - wyszczerzył się i dopił kawę. - Spoko. Wpadnij. Coś ugotuję, jeżeli chcesz. A potem możemy pochodzić po mieście.
    Zsunął się ze stołka barowego i odstawił kubek do zlewu.
    - Ta, wolę żebyś zadzwonił po taksówkę. Zwłaszcza, że Vera chyba jeszcze śpi.

    Gdy taksówka zatrzymała się na jego osiedlu, chwycił klamkę, ale zawahał się, nim otworzył drzwi.
    - Czyli wpadniesz wieczorem, tak? - Zapytał niepewnie, jakby bojąc się, że Nathan jednak zmieni zdanie.

    OdpowiedzUsuń
  85. Nie powiedział już nic więcej i wysiadł z taksówki, zanim kierowca zdążył obrzucić go kolejnym niemiłym spojrzeniem. Nie poszedł od razu do domu. Wpatrywał się w znikającą za zakrętem taksówką i czuł się, jakby właśnie w tym momencie wypuścił z rąk coś cennego. Wiedział, że Nathaniel do niego przyjdzie. Jeżeli nie dziś, to następnego dnia.
    Gdy tylko dowlókł się do swojego mieszkania, padł na kanapę i prawie od razu zasnął, dokładnie tak jak sobie wcześniej zaplanował. Niestety jego sen ani trochę nie należał do przyjemnych.

    Obudził się, cały spocony, kilka godzin później. Znów śnił mu się ten koszmar, który męczył go za każdym razem, gdy miał spotkać nowego Natha. To było dziwne, bo przecież już go poznał... Potrzebował z kimś o tym porozmawiać, ale w końcu uświadomił sobie, że nie ma takiej osoby, z którą mógłby o tym pogadać.
    Wziął długi prysznic, ale nawet gorąca woda nie pozwoliła mu się rozluźnić. Gdzieś w jego myślach tlił się niepokój, który nie dawał mu spokoju. Dałby wiele, żeby zrozumieć co się teraz z nim dzieje.
    Próbował czytać, ale literki za bardzo mu się rozmywały. W końcu zaczął przeglądać wszystkie pamiątki, które ze sobą woził od tylu lat. Nawet nie zauważył, kiedy zaszło słońce. Siedział na puchatym dywanie w sypialni, a wspomnienia mieszały się w jego głowie, tworząc istny mętlik. Nie skupiał się na niczym konkretnym. Nie potrafił.
    Ze swojego stanu zawieszenia wyrwał się dopiero, gdy usłyszał pukanie. Wrzucił wszystko do pudeł i pobiegł otworzyć drzwi. Zamrużył oczy, uważnie przyglądając się Nathanowi. Cieszył się, że przyszedł, ale coś w jego wyglądzie wywołało w Willu jeszcze większy niepokój.
    - Biłeś się z kimś? - Zapytał z niedowierzaniem, robiąc krok w jego stronę. Uniósł dłoń i musnął kciukiem jego rozciętą wargę. - I ćpałeś. Mam rację? - Spojrzał mu w oczy - wchodź - cofnął się i wpuścił go do środka. Gdy zatrzasnął za nim drzwi zauważył zdartą skórę na jego dłoniach.
    - Czy choć przez jeden dzień nie mogłeś być grzeczny? - Zapytał z rozbawieniem. -Dobra, nie jestem twoją matką. To nie ja powinienem zrobić ci reprymendę. Przejdźmy do milszych tematów, jesteś głodny?

    OdpowiedzUsuń
  86. Poszedł za nim do salonu i oparł się plecami o ścianę. Słuchał go ze zmarszczonymi brwiami, niewiele rozumiejąc.
    - Zazwyczaj znajduję cię przypadkiem - powiedział powoli, uważnie go obserwując. - Tak samo było i tym razem. Nie spodziewałem się, że na ciebie wpadnę. Nie wiedziałem nawet ile będziesz miał lat, a przede wszystkim kim będziesz.
    Prychnął i pokręcił głową z dezaprobatą, gdy Nath wyciągnął małą torebeczkę z białym proszkiem. Przypomniał sobie, o tym jak Ophelia mówiła mu, by trzymał Nathana z daleka od wujka Henry'ego. Will domyślał się, że chłopak go dziś odwiedzi, ale kim on był by mu w tym przeszkodzić? Jasne, w tym momencie miał wielką ochotę zwyczajnie na niego nawrzeszczeć, dlatego, że się naćpał, ale wie że by mu się to nie spodobało ani trochę.
    - Twoja matka mówiła ci o reinkarnacji? Wierzysz w to? - W końcu oderwał się od ściany i podszedł do niego. Opadł na miejsce obok niego. - Szczerze? Wolałbym ci o wszystkim opowiedzieć, gdy będziesz myśleć trzeźwo.
    Podniósł wzrok i spojrzał mu w oczy. Czy mógł mu właśnie teraz o wszystkim powiedzieć? Nathaniel był coraz bliżej odkrycia prawdy, ale sam nie dowie się wszystkiego. Jednak... czy był już na to gotowy? William obawiał się, że chłopak uzna go za wariata, wyśmieje go i ucieknie.
    Tak czy siak trzeba zacząć powoli.
    - Jakbyś zareagował, gdybyś dowiedział się, że się nie starzeję, a do tego nie mogę umrzeć? Mówiłem ci o tych próbach samobójczych.
    Zanim Nath zdążył odpowiedzieć, Will przypomniał sobie o tym, co dziś przeglądał. Może to pomoże.
    - Zaraz wrócę, nie ruszaj się stąd - zerwał się i prawie pobiegł do sypialni. Wróci po chwili z małym pudełkiem. Wysypał jego zawartość na kanapę obok Natha. To były wszystkie dokumenty, którymi kiedykolwiek się posługiwał. Setki tożsamości. Jego całe życie. - Tak naprawdę nazywam się William Brandon, ale co kilkadziesiąt lat muszę zmieniać tożsamość.

    OdpowiedzUsuń
  87. Przejrzał kilka dokumentów, które wybrał Nathan. Chwilę zajęło mu przypomnienie sobie tych wcieleń, ale w końcu mu się to udało. Zanim jednak zdążył powiedzieć coś jeszcze, odezwał się Nathan.
    - Tak, nie starzeję się, a ty nigdy nie mógłbyś być kobietą - wywrócił oczami. Przyglądał się jego poczynaniom, a jego irytacja zaczęła wzrastać. Zamrużył ze złością oczy. - Nie będę wciągać tego świństwa. - Pochylił się jednak nad stolikiem i zwyczajnie... dmuchnął. Nie był to zbyt dobry, ani tym bardziej dojrzały pomysł, ale kij z tym. - Cóż, chyba będę musiał poodkurzać. Nie chcę mieć tego gówna na podłodze.
    Poszperał jeszcze wśród dokumentów, bo był pewien, że to gdzieś tu jest.
    - A to? Poznajesz to? - Podał mu starą, wyblakłą i bardzo zniszczoną fotografię. Tę samą, którą trzymał w portfelu, który ukradł mały złodziejaszek z East Endu.
    Znów się podniósł i podszedł do aneksu kuchennego. Wyciągnął z szafki nóż i stanął przed Nathanielem.
    - Przetnij moje żyły, no dalej. - Uśmiechnął się kpiąco - albo od razu wbij mi ten nóż w serce, jak wolisz. Decyzja należy do ciebie.
    Musiał mu udowodnić swoją nieśmiertelność. Po prostu musiał.

    OdpowiedzUsuń
  88. Wziął od niego zdjęcie i wpatrywał się w nie szeroko otwartymi oczami. Potem spojrzał na starą fotografię i zdębiał. To nie mógł być ojciec Nathaniela, ale chłopak miał rację - mężczyźni byli wręcz identyczni. Rodzina? Nie... tamten Nathaniel nie był spokrewniony z rodziną de Lioch. A może... Cholera! Sam już nie wiedział.
    Szarpnął się do przodu, gdy chłopak wziął od niego nóż i przejechał ostrzem po swoim nadgarstku.
    - Co ty robisz? Mówiłem o swoim nadgarstku, debilu! - Prawie wyrwał mu z ręki ten nóż. Chciał mu udowodnić, że nie może umrzeć. Nie chciał, by chłopak ciął swoją skórę. Opadł znów na kanapę, po drugiej stronie stosu papierów.
    Następne słowa Natha spowodowały, że w końcu oderwał wzrok od fotografii, które nie mogły dać mu spokoju.
    - Co masz na myśli mówiąc, że tu jest za dużo życia? Może od razu zamieszkamy na cmentarzu? - Rzucił rozbawionym tonem. Nie sądził, by Nathan rzeczywiście chciał z nim zamieszkać. Mówił tak pewnie tylko dlatego, że się naćpał. Will nie chciał robić sobie złudnych nadziei, żeby się potem nie zawieść.
    Prawie jęknął, gdy wszystkie papiery wylądowały na podłodze. William był pod tym względem trochę chory. To były części jego wspomnień, a teraz tak po prostu leżały na podłodze... Zanim jednak zdążył zacząć się bardziej nad sobą użalać, poczuł jego usta na swoich. Pocałunek był jednak zbyt krótki, a on zbyt zaskoczony, by na niego odpowiedzieć.
    - Jutro poszukamy mieszkania? - Zapytał, trochę z niedowierzaniem. Wsunął palce w jego włosy i zaczął się nimi bawić. - Dobrze, skoro właśnie tego chcesz. - Uśmiechnął się krzywo - a co z twoim mieszkaniem w kamienicy? Nie będzie ci ciężko je opuścić na rzecz czegoś nowego? I jesteś pewien, że chcesz ze mną zamieszkać?
    Poczuł, że całe nagromadzone napięcie opuszcza jego ciało. Jakby wystarczył jeden dotyk Nathana, by poczuł się lepiej. Cóż, pewnie właśnie tak było.
    - Dlaczego przeciąłeś swój nadgarstek, a nie mój? To znaczy wiesz, mówiłem ci, że nie mogę umrzeć, więc raczej nie byłbyś odpowiedzialny za morderstwo.

    OdpowiedzUsuń
  89. - Dlaczego uważasz, że ciebie tu nie ma? Nie możesz mówić, że do nikogo nie należysz.
    Nie do końca rozumiał, co chłopak miał na myśli. A może rozumiał aż za bardzo, ale nie chciał przyznać tego sam przed sobą? Chciał jednak dowiedzieć się o wszystkim, co w tym momencie męczyło Nathana. Chciał znać jego myśli i uczucia, nawet jeżeli on nie był skłonny się tym dzielić.
    Roześmiał się i pstryknął go w nos.
    - Ej no, żona? Kochanie, nie wydaje mi się, że mam wszystko, co powinna mieć dobra żona. - Znacząco poruszył brwiami. - Jeżeli chcesz mieć żonę, to źle szukasz. Ja co najwyżej mogę być mężem, który będzie dla ciebie gotować. Zastanów się, czy właśnie tego chcesz - dodał z rozbawieniem.
    Zastanowił się przez chwilę nad tym, czy dałby radę zamieszkać w tej kamienicy. Co prawda nie było to zbyt cudowne miejsce, ale nie był tam też aż tak źle, jak mogło się wydawać.
    - Nie. Mógłbym tam z tobą zamieszkać. Pod jednym warunkiem - wyszczerzył się. - Kupimy nowe łóżko. Nie będę spać na tej kanapie. Ze względu na to, że nie jest zbyt wygodna, oraz to, że spałeś już na niej z kimś. Pasi? - Zaraz jednak przypomniał sobie jeszcze o czymś - no i na pewno postawimy je w innym miejscu, a nie pod tym cholernym żyrandolem.
    Z zaskoczeniem poczuł, jak szybko bije jego serce. Zmarszczył brwi. Zsunął dłoń niżej i wsunął ją pod jego koszulkę. Znów położył dłoń w okolicy jego serca, ale tym razem na nagiej skórze.
    - Boisz się, że mógłbym umrzeć? - Odpowiedział pytaniem na pytanie i zaczął kreślić palcami wzory na jego klatce piersiowej. - Dobra, może i masz rację. Wolę nie ryzykować. Trochę szkoda by było, gdybym tym razem umarł.
    Zagryzł dolną wargę i odchylił głowę, opierając ją o kanapę.
    - Nie mam zbyt dużo rzeczy. Trochę pamiątek i ciuchów. Jak chcesz to niedługo mógłbym się do ciebie przeprowadzić. Chyba, że jednak wolisz znaleźć nowe mieszkanie.

    OdpowiedzUsuń
  90. - Nie jesteś chory psychicznie. To na pewno nie jest schizofrenia - mruknął cicho, doskonale zdając sobie sprawę z tego, co za tym stoi. W pewnym sensie poczuł także wyrzuty sumienia.
    Will nie był do końca normalny, a do tego nie miał nic do stracenia, więc mógł zamieszkać w tej rozpadającej się kamienicy, nawet jeżeli przebywanie w niej wywoływało ciarki na jego plecach.
    - Dobra, akurat o tym mogłeś mi nie mówić. - Wzdrygnął się. - Wolałbym myśleć, że właścicielka żyje, nawet jeżeli prawda jest zupełnie inna.
    Cieszył się, że jego serce powoli wracało do normalnego rytmu, bo powoli zaczął się tym już martwić. Z jednej strony żałował tego, że pozwolił mu pójść się naćpać, a z drugiej doskonale wiedział, że przecież nie może go wiecznie trzymać przy sobie. Jakby nie było, Nathan był dorosły. Nawet jeżeli zachowywał się niedojrzale. Sam William był już stary, a często zachowywał się jak dzieciak.
    - Taak, jutro. Mamy dużo czasu, nie ma sensu się spieszyć. - Zerknął na niego spod przymrużonych powiek i również zachichotał. - Posuwać się do bardzo dobre słowo - mruknął, uśmiechając się ironicznie. - Brakuje nam tylko gromadki dzieci. Jaka to szkoda, że żaden z nas nie może ich urodzić. Idealna rodzina, nie ma co. Jak sądzisz, może Vera podarowałaby nam jednego prosiaka? Nie potrzebuje tyle opieki, co dziecko. - Znów się roześmiał.
    - Kiedy masz urodziny? - Zapytał nagle, zbaczając znacznie z głównego tematu. Jedna z jego dłoni nadal spoczywała na klatce piersiowej chłopaka, a drugą zaczął bawić się jego włosami. – Moje są w listopadzie.

    OdpowiedzUsuń
  91. – Szczerze? Ziemniak mnie przeraża - przyznał, marszcząc brwi. – Wczoraj w nocy przez cały czas czułem na sobie jego wzrok. Nie mówię, że za bardzo się tym przejmowałem, bo jakby nie było, byłem trochę zajęty – roześmiał się – ale to było trochę stresujące. Jeżeli ma być tak za każdym razem, gdy będziemy się kochać, to ja pasuję - wbił w niego poważny wzrok, ale zaraz znów się uśmiechnął.
    Will doskonale wiedział, kto urodził się w październiku, ale nic nie powiedział, jedynie uśmiechnął się szerzej.
    – Zdecyduj się w takim razie – wywrócił oczami, śmiejąc się. Zawsze dużo się śmiał, ale w ciągu kilku ostatnich dni znacznie więcej.
    Potem już zapadła cisza, która ani trochę mu nie przeszkadzała. Lubił rozmawiać z Nathanem, ale lubił też milczeć. Choć wcześniej jego umysł był zaprzątnięty milionem myśli, to teraz panował w nim spokój. William nie myślał o niczym konkretnym, a jedynie cieszył się bliskością drugiego człowieka.
    Przeciągnął się i ziewnął. Chyba zasnął, choć nie był tego pewien w stu procentach.
    – Spoko. Trochę już późno, więc zrobię kanapki. Może być? Jutro zrobię coś lepszego, obiecuję.
    Zwyczajnie nie chciało mu się już gotować, więc kanapki były najlepszą alternatywą. Podniósł się i pozbierał wszystkie dokumenty do pudełka. Potem zaniósł je do sypialni i zabrał się za kolację. Nim Nathan wyszedł z łazienki, talerz z górą kanapek stał już na stole, a obok niego dwa parujące kubki z herbatą. Rozłożył się na kanapie i włączył telewizor. Zaczął skakać po kanałach, jak zwykle nie mogąc znaleźć niczego ciekawego do oglądania.

    OdpowiedzUsuń
  92. Nie był głodny, więc zjadł tylko jedną kanapkę, resztę pozostawiając Nathanowi. Był zirytowany, bo nie mógł znaleźć nic ciekawego do oglądania. Jakoś nie przepadał za oglądaniem telewizji, ale od czasu do czasu miał zwyczajnie ochotę posiedzieć na kanapie i obejrzeć coś ciekawego. Zatrzymał się w końcu na jakiś starym horrorze.
    - Masz na myśli film? - Zapytał, nie odrywając wzroku od ekranu. - Nie do końca się w tym orientuję... Każdy horror jest prawie o tym samym. - Zerknął na niego, ale zaraz wrócił do oglądania - no i widzisz? Fabuła wszędzie jest taka sama! Choć wie, że nie powinna sama iść w nocy na cmentarz, to i tak się tam pcha. - Prychnął. Will należał do osób, które uwielbiały komentować to, co się działo na ekranie. Nieraz zastanawiał się nad tym, kto pisze tak głupie scenariusze.
    Oparł głowę na ramieniu Natha i nawet nie wiedział, kiedy zasnął. Obudził się akurat, gdy film się kończył. Niechętnie się od niego odsunął i się przeciągnął, szturchając go przy tym w ramię.
    - I co? - Zapytał trochę głupio, rzucając spojrzenie na ekran. - Sorry, musiałem zasnąć. Idę wziąć prysznic. Zaraz wrócę - wymamrotał, podnosząc się.
    Wrócił zaledwie po kilku minutach jedynie w bokserkach, bo nie zamierzał spać w niczym więcej. Oparł się o ścianę. Uśmiechnął się krzywo.
    - Idziesz spać, czy zamierzasz jeszcze coś oglądać?

    OdpowiedzUsuń
  93. Poszedł do sypialni i rzucił się na łóżko. Prawie całą kołdrę przesunął na stronę Natha, bo wiedział, że jemu w nocy i tak będzie za gorąco, żeby się przykrywać. Ułożył się wygodnie na brzuchu, ale zasnął dopiero, gdy chłopak położył się obok niego. Czuł się całkowicie spokojnie i bezpiecznie.

    Nagle otworzył oczy, ale tym co zobaczył wcale nie była jego sypialnia. W pierwszej chwili nie wiedział co się dzieje. Rozejrzał się uważnie i odetchnął z ulga, gdy jego spojrzenie skrzyżowało się ze spojrzeniem Nathaniela. Uśmiechnął się do niego szeroko i zapomniał o tym, że w tym wszystkim było coś dziwnego. Jedno spojrzenie na chłopaka wystarczyło, żeby poczuł się jak w domu.
    - Mój drogi, czy uważasz, że spędzanie ze mną czasu jest stratą czasu? - Zapytał i tym razem obdarzył go stosunkowo wyzywającym spojrzeniem. - Ciesz się przyrodą, Nathaniel. To zdecydowanie lepsze od przebywania w zimnych murach zamku.
    Uwielbiał wybierać się z nim na konne przejażdżki. Nawet jeżeli tylko bezsensownie krążyli po doskonale znanych im terenach. Jechał za Nathanem ciesząc się piękną pogodą i słońcem, które przebijało się przez drzewa.
    Również zeskoczył z siodła i przywiązał swego konia do pobliskiego drzewa. Jego peleryna wylądowała na trawie razem z pasem z mieczem. Podszedł do niego i objął go ramionami w pasie. Oparł podbródek na jego ramieniu i zaczął rozwiązywać sznurki przy jego spodniach. Miał w tym wprawę, bo robił to już wiele razy.
    - Kocham cię - wyszeptał, muskając ustami jego ucho. Uniósł jedną dłoń i objął nią jego policzek, zmuszając go do tego by odwrócił głowę w stronę Willa. Pocałował go mocno, wlewając w ten pocałunek wszystkie swoje uczucia. Nie mógł go stracić. Nigdy.

    Nie był do końca pewien, co go obudziło. Wiedział tylko, że leżał na brzuchu, poruszając delikatnie biodrami, a jego erekcja wbijała się w materac. Czuł wilgoć i zapach spermy. Podniósł głowę i zerknął na Nathaniela. W ciemności widział zaledwie zarys jego sylwetki.
    - Czy ty... czy my... śniliśmy razem? - Zapytał cicho, jakby bojąc się zakłócić panującą w mieszkaniu ciszę. Nie czekając jednak na odpowiedź, przysunął się w jego stronę i wsunął dłoń pod kołdrę. Położył dłoń na jego kroczu.
    - Cholera, nadal jesteś podniecony. - Wymamrotał, podnosząc się. Otarł się przy tym mocno kroczem o prześcieradło, a z jego ust uciekł jęk. - Ja też. I to jak bardzo - ponownie opadł na materac i wtulił twarz w poduszkę. - Jeszcze nigdy czegoś takiego nie było.
    Potrzebował tarcia. Potrzebował kolejnego uwolnienia.
    - Kurwa, czuję się jak napalony nastolatek. Mokre sny nie są w moim stylu - poduszka tłumiła jego głos, ale nie za bardzo się tym przejmował.

    OdpowiedzUsuń
  94. Roześmiał się. Może i wyglądał, jak nastolatek, ale bez wątpienia już nim nie był. Nie zamierzał jednak wyprowadzać go z błędu. W tym momencie myślał tylko o tym, że doszedł przez sen, a do tego nadal był podniecony. Z jednej strony dziwiło go to, a z drugiej podobało mu się.
    Był już nawet gotów podnieść się, uciec do łazienki i dokończyć ręką. Frustracja aż się z niego wylewała. Zanim jednak zdążył zrealizować swój plan, został odwrócony na plecy i przyciśnięty przez innego ciało do materaca.
    - Pieprz się, de Lioch - wymamrotał, chwycił jego twarz w dłonie i pocałował go mocno. Oderwał się od jego ust i zamrużył oczy. - Czekaj, czyli jednak wiesz co mi się śniło. Wiedziałem. - Uśmiechnął się z zadowoleniem. - Lepiej w plenerze niż wcale, nie sądzisz? Nigdy tego nie próbowałeś?
    Jęknął, gdy poczuł jego rękę w bokserkach. Mimowolnie wierzgnął biodrami. Sen jakimś cudem poszedł w zapomnienie. Chwycił mocno jego ramiona i obrócił go na plecy. Zanim jednak usiadł okrakiem na jego udach, pozbył się po drodze zarówno swojej, jak i jego bielizny. Pochylił się nad nim i przygryzł jego dolną wargę. Mocno.
    - Jak bardzo podobał ci się ten sen? - Zapytał nagle, jakby nie widząc dowodu, który miał tuż przed nosem. No prawie. Chciał to od niego usłyszeć. Chwycił go w dłoń i zaczął nią powoli poruszać.

    OdpowiedzUsuń
  95. - Och, jaka szkoda. Mnie nikt nigdy nie przyłapał - powiedział ze śmiechem. Przejechał ustami po jego szyi, na przemian liżąc i podgryzając jego skórę. Zjechał niżej, na jego obojczyk, klatkę piersiową, skubnął zębami jego sutki. W tym czasie jego dłoń boleśnie powoli poruszała się po jego członku.
    - Cierpliwości, dostaniesz to, czego chcesz... - przytrzymał mocno jego biodra, by nie mógł nimi ruszać.
    Prawie dotarł już wargami do jego krocza, gdy nagle się zatrzymał. Oparł głowę na jego podbrzuszu. Prychnął z udawanym oburzeniem.
    - Oczywiście, że o krajobraz. Masz mnie za jakiegoś napaleńca, czy co? Nie wszystko kręci się wokół seksu - wyszczerzył się. - Wiesz... skoro sam zamierzałeś sobie ulżyć, to może wcale nie powinienem ci pomagać? Sam też mam problem. - Jakby na potwierdzenie swoich słów otarł się kroczem o jego nogę. W końcu przejechał językiem po całej jego długości, dłużej zatrzymując się na główce, którą następnie zassał. Wypuścił go z ust i znów poruszył dłonią. Zrobił tak kilka razy. Chciał go trochę pomęczyć, mimo tego, że już sam ledwo wytrzymywał.

    OdpowiedzUsuń
  96. Zamarł na chwilę, zastanawiając się nad jego słowami. Zaraz jednak został przywrócony do rzeczywistości przez jego następne słowa.
    - Jeszcze będziesz o niego błagał - burknął obrażonym tonem. Zanim jednak ułożył się nad nim to chwycił jeszcze coś z szafki, tak by Nath tego nie zauważył. I albo mu się to spodoba, albo Will za to oberwie. Cóż, spróbuje i tak. Usadowił się nad nim i nie czekając na nic znów wziął go do ust. Czuł, że Nathaniel pod nim jest rozluźniony, więc zaczął błądzić nawilżonym palcem wokół jego wejścia. W tej pozycji miał do niego dobry dostęp. Wypuścił go z ust.
    - Odpręż się. Pokażę ci coś - rzucił, spoglądając na niego przez ramię. Nacisnął na jego wejście i wsunął w niego zaledwie opuszek, w tym samym czasie błądząc językiem po jego członku.

    OdpowiedzUsuń
  97. Znieruchomiał i od razu pożałował tego, co zrobił - bądź, co chciał zrobić. Głupi, głupi Will...
    W pierwszej chwili spodziewał się wybuchu. Obawiał się, że Nathan na niego nawrzeszczy, albo zrobi coś jeszcze gorszego. Jednak najbardziej przestraszył się tego, że przez swoje durne zachowanie mógłby go stracić. Jeżeli chłopak teraz by go odtrącił, to już nigdy nie przyjąłby go do siebie. Miał ochotę uderzyć się czymś w głowę. Najlepiej czymś ciężkim.
    - Przepraszam. Nie zrobię tego już nigdy więcej - zszedł z niego i naprawdę był bliski pieprznięcia się czymś w głowę. Niby stary, a jaki durny. - Nie chciałem być nachalny - dodał ciszej, siadając obok niego na łóżku.
    Może to przez ten sen? Cholera, pewnie tak. Wkurzył się na siebie i nie potrafił spojrzeć Nathanowi w oczy. Był pewien, że wszystko spieprzył. Nadal był jednak podniecony i boleśnie twardy, a po zerknięciu na Natha zauważył, że on również.
    - Naprawdę przepraszam - wymamrotał i zbliżył się do niego. - Mogę...? - Zerknął na jego twarz i znów zacisnął palce na jego członku. Pochylił się i wziął go do ust. Wykonał kilka ruchów głową, a gdy poczuł jak drży i staje się jeszcze większy w jego ustach, zassał się mocno na główce. Przełknął wszystko i odsunął się od niego.
    - Ja... Pójdę do łazienki - podniósł się z ociąganiem i wyszedł z sypialni.

    OdpowiedzUsuń
  98. [Mam nadzieję, że to się do czegoś nadaje, bo piszę na telefonie. :D]
    Wszedł do łazienki i od razu poszedł pod prysznic. Trochę zdziwił się widokiem Nathaniela, ale nic nie powiedział. Odkręcił chłodną wodę, ale zaraz się wzdrygnal i odkręcił ciepłą.
    Posłusznie przesunął się w bok, robiąc mu miejsce.
    - Nie zachowuję się, jak dzieciak. Naprawdę przepraszam... Ja po prostu nie jestem typowym pasywem. - Wyszczerzyl się - z resztą przypomnij sobie ten sen. W nim zdecydowanie nie byłem pasywny.
    Czuł się głupio, bo nie powinien go do niczego zmuszać.
    - Wiem, że mi nie ufasz - wzruszył ramionami i starał się, by jego głos brzmiał jak najbardziej naturalnie. Przecież nie przyzna się do tego, że trochę go to boli. Był facetem, do cholerny, więc powinien zachowywać się jak facet. Co się z nim do cholerny dzieje? Wiadomo dlaczego on ufal Nathanielowi. Choć nie... Nie ufal wszystkim Nathanielom od początku. Oni również musieli zdobyć jego zaufanie, ale on... Dobra, chyba już się trochę w tym wszystkim pogubił. A na pewno nie powinien myśleć o tym akurat teraz. Objął ramionami jego szyję i spojrzał mu w oczy.
    - Myślisz, że przestalbys mi się podobać, dlatego że nie pozwolisz mi się z Tobą pieprzyc? Aż tak nisko mnie cenisz? - Uniósł jedną brew. - Nath, czy wygladalbym tak, by gdybyś mi się nie podobał? - Odsunął się od niego i wskazał na swoje krocze. - Podobasz mi się i nawet nie wyobrażasz sobie, jak bardzo. Tak czy siak, sorry. Już więcej nie zrobię nic bez twojej zgody.
    Nie czekał na odpowiedź, tylko wsunął dłonie w jego włosy i pocałował go

    OdpowiedzUsuń
  99. [Cholera, znów muszę pisać na telefonie, bo indywidualnie na kompie nie chce mi się załadować. ://]
    Było mu przyjemnie, może nawet za przyjemnie. W tym momencie chciał się skupić na tym, co chłopak mówił. Znieruchomiał więc, z członkiem pomiędzy jego udami. Jasne, był boleśnie twardy i pragnął spełnienia, ale jakoś w tym momencie był w stanie odłożyć to na drugi tor.
    – A pomyślałeś o tym, że to właśnie jesteś ty? Taki prawdziwy. Może to wszystko było po prostu głęboko w tobie ukryte, ale – trącił go palcem wskazującym w pierś, tuż obok blizny – zawsze to w tobie było.
    Zmarszczył brwi.
    – Lubię, jak mówisz. Lubię cię słuchać. Lubię z tobą przebywać. Nie, co ja gadam? Uwielbiam. Jasne, irytujesz mnie, jak jeszcze nigdy nikt, ale… Z drugiej strony nie mógłbym tak po prostu się od ciebie odwrócić i odejść. Wiem, dla ciebie pewnie brzmi to idiotycznie, ale tak właśnie jest. – Zamilkł na chwilę. – A to co w tej chwili mówisz, ma sens. Twoja matka ma rację mówiąc, że powinieneś brać to, co daje ci los. Taka szansa może się już nie powtórzyć. Możesz mnie odtrącić, ale równie dobrze za jakiś czas możesz zacząć tego żałować. Sam wiesz, że jesteś trudny, a ja też nigdy nie należałem do prostych ludzi. W pewnym sensie zazdroszczę ci tego, że z nikim się nie pieścisz i prosto z mostu mówisz to, co ci się nie podoba. Słuchaj… wcale nie jest idealnie. Nigdy nie jest, nie było i nie będzie. I może to wcale nie jest przypadek? Może miałem na ciebie wpaść w sali od angielskiego, potem upić się z tobą i twoją siostrą, kochać się z tobą, potem odwiedzić twoją rodzinę? Możesz mnie nazwać głupim, ale trudno.
    Czy właśnie teraz była odpowiednia pora na powiedzenie mu całej prawdy? Był ciekaw, jakby Nath się zachował, gdyby Will opowiedział mu o wszystkim.
    – Chciałbym żebyś mi zaufał, bo ja ufam tobie tak, jak nikomu innemu. – Znów trącił go palcem w klatkę piersiową. – Mogłeś mieć mnie za łatwego, ale to gówno prawda. Zaufałem ci i pragnę, żebyś ty tak samo zaufał mnie. Jeżeli trzeba, to poczekam. Czekałem długo, więc jeszcze trochę czasu mnie nie zbawi.
    Było mu już trochę zimno, więc siegnął za siebie i odkręcił cieplejszą wodę.

    OdpowiedzUsuń
  100. [Mam nadzieję, że już jutro wszystko będzie działać tak, jak trzeba, bo nie przepadam za pisaniem na telefonie.
    A tak w ogóle to jak tam sesja? :D]
    – Rozmawiałeś kiedyś z matką o tym, że czujesz iż twój ojciec żyje?
    Zakodował sobie, żeby jeszcze przy najbliższej okazji zapytać Ophelię o ojca Natha. Co prawda mówiła mu o nim co nieco, ale cos mu się jednak w tym nie zgadzało. Jakby czegoś brakowało całej historii.
    Mimowolnie zadrżał, gdy Nathan przesunął się i przylgnął do jego pleców. Z jego ust wydobył się cichy jęk, gdy Nath złapał jego członka. Will zaczął poruszać rytmicznie biodrami, nabiajając się na jego dłoń.
    – Kurwa, Nathaniel – wymamrotał, odchylając głowę i operając ją na jego ramieniu. Odetchnął głęboko, próbując zebrać myśli. Dziwnym trafem odpowiedź sama pojawiła się w jego głowie. Nawet tego nie przemyślał. Po prostu powiedział dokładnie to, o czym pomyślał. – Nie zostawię cię nigdy. Na pewno nie z własnej woli. Nie potrafiłbym cię zostawić. Za bardzo cię… – urwał w połowie zdania, jęknął głośno i doszedł na jego dłoń oraz na kafelki. Jeszcze chwilę poruszał biodrami i próbował złapać oddech.
    – I nie wiem, co tam sobie myślisz, ale nie chcę cię tylko dla seksu. Chcę cię, bo cię potrzebuję. Jak pieprzonego powietrza. – Wyszeptał w końcu, gdy udało mu się choć trochę uspokoić. – A ty potrzebujesz mnie. Wiesz to. Czujesz to. I choćbyśmy chcieli, to nie zdołamy przed tym uciec. Może przeznaczenie naprawdę istnieje?

    OdpowiedzUsuń
  101. [Dopiero zauważyłam, że mój odpis się nie dodał - brawo dla mnie. Następnym razem dwa razy sprawdzę, czy aby na pewno wszystko okej.
    Drugi kierunek? To nieźle. :D
    Nie mogę się już doczekać studiów, choć samo pojecie "sesja" trochę mnie przeraża. XD
    Mnie coraz bardziej męczą w szkole maturami, ale od dziś mam ferie, więc zamierzam wszystko olać i niczym się nie przejmować (pomijając to, że w poniedziałek mam próbną z matmy, a we środę i czwartek muszę pójść na koło z historii XD).]

    Również się opłukał. Zamarł w połowie gestu, gdy usłyszał, że wyjazd Ophelii się przedłużył. Dlaczego nie dała mu znać? Wstąpił w niego jakiś dziwny niepokój. Nadal nie do końca jej ufał. I wtedy coś do niego dotarło. Mówił Nathanowi o zaufaniu, choć przecież nie wyznał mu całej prawdy o sobie. A co jeżeli, gdy to wszystko w końcu wyjdzie na jaw, chłopak go znienawidzi?
    - A co jeżeli twoje przypuszczenia są prawdą i twój ojciec żyje? Nie mówię, że jest tak na pewno, ale jednak... Dobra, jak uważasz. Pamiętaj tylko, że jak chcesz o tym ze mną pogadać, to droga wolna. Zawsze cię wysłucham. - Zaraz po nim wyszedł spod prysznica i również zaczął się wycierać.
    Założył czyste bokserki i dresy. Roześmiał się, gdy Nath wciągnął spodnie bez bielizny.
    - Nie, nie o to chodzi. Uświadomiłem sobie, że nie masz rzeczy na zmianę. Na dłuższą metę będzie to trochę niewygodne, więc albo pomyślimy o zamieszkaniu razem, albo następnym razem zabierzesz ze sobą trochę ubrań. Zaraz przyniosę lapka.
    Sprzątnął z sypialni swojego bokserki, a przy okazji zgarnął laptopa.
    - Tu będzie wygodnie? Bo możemy też pójść do sypialni. Jak wolisz. - Postawił laptopa na stoliku przed kanapą i się przeciągnął. - Chcesz coś do picia? Albo może jesteś głodny?
    Odnalazł swój telefon i napisał smsa do Ophelii. Musiał dowiedzieć się, dlaczego jej wyjazd się przedłużył.

    OdpowiedzUsuń
  102. Znów zaczął zastanawiać się nad tym, czy ojciec Nathaniela żyje. Czy to w ogóle było możliwe? Cóż, przekonał się już, że wszystko było możliwe.
    - Fakt. Powiedziałem tak tylko, jakby te poszukiwania mieszkania miały się przeciągać - wzruszył ramionami, jakby to było najbardziej oczywistą rzeczą na świecie.
    Opadł na kanapę obok niego, najbliżej jak to było możliwe. Lubił się przytulać i nie obchodziło go ani trochę to, że Nathanowi może się to nie podobać.
    - Masz na myśli babcię od strony ojca, tak? A co z rodziną twojej matki?
    Był ciekaw, jaki kit Ophelia wcisnęła swoim bliskim odnośnie swojego pochodzenia. Will prawie od zawsze mówił, że jest sierotą pozostawioną jeszcze w dzieciństwie. Nie zamierzał wymyślać miliona historyjek o swoich rodzicach, bo w końcu by się w tym wszystkim pogubił. Wolał skupić się na samym sobie i swoich tożsamościach. Już nie raz się potknął i przypadkiem natknął na osobę, którą spotkał dawniej. Oni się starzeli - on nie. Nie raz nie miał pojęcia, jak ma się z tego wywinąć, by nie wpaść w większe kłopoty.
    - Tak, poproszę. Bez kawy jestem jak zombie.
    Wziął od niego laptopa i wygodniej rozsiadł się na kanapie.
    - Uch, nienawidzę szukać mieszkań - wymamrotał, ale posłusznie zaczął przeglądać oferty. - Zawsze kieruję się tym, że mieszkanie musi mieć kuchnię i łazienkę. No i może sypialnię. Nic więcej się nie liczy.
    W końcu wyeliminował dwie trzy oferty.
    - Ty zdecyduj. W każdym z tych mieszkań jest to, co ja chcę, więc ostatecznie ty podejmij decyzję. - Podniósł wzrok znad laptopa i spojrzał na Natha. - Mamy do wyboru, albo to z normalną kuchnią i łazienką, do którego trzeba tylko dokupić meble, bądź to w kamienicy.

    OdpowiedzUsuń
  103. Otworzył usta, ale zaraz je zamknął. No tak, w pewnym sensie Ophelia nie był sierotą i miała swoją rodzinę. Poczuł, jak ogarnia go gniew. On przez większość swojego życia jest sam. Tylko te chwile, gdy ma przy sobie Nathaniela, albo raczej jego wcielenia, sprawiały, że nie czuł się samotny. Nigdy nie był mściwym człowiekiem, ale akurat na niej chciał się zemścić. I znał na to doskonały sposób... Spojrzał na Natha, który właśnie zmierzał w jego kierunku z kubkami z kawą. Wziął od niego jeden i dopiero wtedy otrząsnął się ze swoich myśli. Nie. Nie mógłby tego zrobić. Nie mógłby skazać tego chłopaka na śmierć, tylko po to, by zemścić się na jego matce. Nie dlatego, że był kolejnym wcieleniem jego ukochanego. Po prostu... nie mógł. Prędzej sam skazałby się na śmierć, niż pozwoliłby umrzeć jemu. Zmarszczył brwi. Chyba po raz pierwszy od setek lat tak się poczuł.
    Pokazał mu język, ale zaraz upił kilka łyków życiodajnego płynu.
    - Jak będziesz chciał ode mnie odpocząć, to się wyniosę. - Prychnął z nutką rozbawienia. - Może jednak zostawię sobie to mieszkanie, co? W razie, jakby się okazało, że masz mnie dość. - Podniósł się z ociąganiem i odnalazł jakąś kartkę, na której zapisał numer. Znieruchomiał - co jej rysujesz? I wiesz w ogóle, jak ona się nazywa?
    Czy możliwe było, że ta kobieta jest kimś z przeszłości chociażby ostatniego Nathaniela? William już powoli zaczął się w tym wszystkim gubić. Jeszcze chyba nigdy nie czuł się tak zdezorientowany.
    Roześmiał się, znów siadając na kanapie.
    - Akurat tego jeszcze nie było - mruknął bardziej do siebie niż do niego. Sam do końca nie wiedział, co tak naprawdę ma na myśli. Poczuł tępy ból z tyłu głowy więc odchylił głowę na oparcie kanapy i zamknął na chwilę oczy.
    Z chwilowego otępienia wyrwało go pikanie swojej komórki. Wyciągnął dłoń w stronę stolika i poszukał jej po omacku. Otworzył najpierw jedno, a potem drugie oko.
    Nawet nie zapisał jej numeru. Bo niby jak miał ją nazwać? Ophelia? Żona z piekła rodem? Mamuśka? Teściowa?
    Jego ramiona zatrzęsły się od niepohamowanego śmiechu. Ledwie powstrzymał się przed odpisaniem czegoś uszczypliwego.
    "Wiem, że jesteś jego matką, ale nie możesz się nim tak przejmować. On jest dorosły. I nie martw się. Przecież wiesz, że się nim zaopiekuję." Wysłał wiadomość i dopiero potem odczytał tę drugą. Zastanawiał się przez chwilę nad tym, co kobieta miała na myśli. Czy wspólne mieszkanie było czymś głupim? Nim zdążył to przemyśleć wysłał jeszcze jedną wiadomość: "Od razu jak wrócisz musimy mu o wszystkim opowiedzieć."
    Rzucił telefon na stolik i przeniósł swoje spojrzenie na Nathana.
    - Co zamierzasz robić po szkole?
    Nie do końca wiedział, skąd akurat teraz wzięło mu się to pytanie, ale śmiało mógł je zgonić na Ophelię i tę jej esemesową litanię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [No coś Ty! Robię wszystko, byleby się tylko nie uczyć. XD
      Chociaż muszę przyznać, że im bliżej poniedziałku, tym bardziej się boję - to niby kolejna już matura, ale jak ją zawalę, to równie dobrze mogę zawalić tę majową. Czasami mam takie chwile, że daję sobie mentalne kopniaki i myślę sobie "no dalej, musisz się uczyć, żeby zdać tę cholerną maturę. Dziewczyno, weź się w garść!" - Niestety to daje tylko chwilowy skutek. XD
      Ale, ale, mam ferie i nie zamierzam się stresować przez te dwa tygodnie. :D]

      Usuń
  104. [Ja zawsze, nawet jak rozwiązuję najprostsze zadania, to korzystam z kalkulatora. Ostatnio nawet mój matematyk się ze mnie śmiał, ale co tam. Wszystko, byleby tylko się nie pomylić. XD
    Masz rację, a ten stres jest w ogóle nie potrzebny. Ja się zawsze strasznie stresuję, więc jak w jednym kawałku dożyję do matury, to będzie dobrze. Moja mama już powiedziała, że się z domu wyprowadzi na czas matury, żeby mi nie wchodzić w drogę. Bo jak się zdenerwuję to koniec. XD
    A ostatnio na maturze z polskiego mieliśmy temat wypracowania "Co daje człowiekowi kontakt ze sztuką?" i wszyscy byli tacy zaskoczeni, bo zazwyczaj nie pisze się takich "otwartych" rozprawek. To nie jest zły temat, ale trochę trudno go uargumentować. Może na prawdziwej będzie coś łatwiejszego. :D]

    - Złe dni i okres? Boże, myślałem, że jesteś facetem, a nie babą - spojrzał znacząco na jego krocze, ale zaraz się roześmiał. - Nie wiem, czy wiesz, ale jak ludziom na sobie zależy, to tak po prostu nie wracają do swoich światków, tylko próbują jakoś się dogadać. Wiesz... miłość, te sprawy. A ja jestem już chyba za stary na zabawy w kotka i myszkę.
    Zamrużył oczy. Evangelina Luna? Nie, chyba nigdy nie słyszał o takiej osobie. Chociaż... Nie, raczej nie. Cholera, teraz już niczego nie był pewien.
    - Studia to dobra sprawa. To znaczy, jeżeli chciałbyś się uczyć. - Uśmiechnął się szeroko na wspomnienie swojej ojczyzny. Albo raczej, ich ojczyzny. - Lubię Stany, spędziłem tu naprawdę dużo czasu, ale moim prawdziwym domem pozostanie Anglia. Chyba niedługo tam polecę. - Uniósł jedną brew. - Cóż za zmiana tematu. A tak swoją drogą, to chyba czytasz w moich myślach. Zawsze chciałem sobie zrobić tatuaż. Problem polega na tym, że nie wiem co to za tatuaż miałby być.
    Zawsze podobały mu się tatuaże. Może to dlatego aż tak bardzo pociągało go ciało Nathana? Cóż, przynajmniej tego Nathana, którego miał obok siebie.
    Chwycił telefon, ale nim przeczytał wiadomość, spojrzał na niego spod rzęs.
    - A co myślałeś, że będę ci wierny? Oj, chłopcze, chłopcze... - zaśmiał się i szturchnął go łokciem w bok. - Nie, wariacie, nie zdradzam cię. Nie jestem aż takim hipokrytą. Ja nie zdradzam. Nie ten typ, sorry.
    Przeniósł wzrok na telefon i znów zaczął się śmiać, tym razem trochę z niedowierzaniem. Gdzieś pomiędzy salwami śmiechu wymamrotał coś w stylu: "kurwa, niemożliwe. Nie napisała tego!" Pokręcił z dezaprobatą głową. Odpisał: "Byłem twoim mężem, a nie synem. Nie zapominaj o tym, kobieto."
    - Co chcesz na śniadanie, Nath? - Zapytał, podnosząc się z kanapy. Przeciągnął się i ziewnął. Było jeszcze dosyć wcześnie, ale Will już był głodny i zgadywał, że Nathan także.

    OdpowiedzUsuń
  105. [Fakt. Dzięki wielkie, wgl za wszystko. :D
    I sorry, że tak ględzę na temat tej matury. ;/]

    - Chłopie, powiedziałem ci, że jestem z listopada, ale nie wiesz z którego roku - błysnął szerokim uśmiechem. - Moglibyśmy polecieć do Anglii na Boże Narodzenie - wypalił nagle, nawet się nad tym nie zastanawiając. - Albo po. Będziemy mieć wtedy trochę wolnego od szkoły, więc to nie jest wcale taki zły pomysł. Jest sporo miejsc, które chciałbym ci pokazać.
    Próbował być poważny, naprawdę próbował, ale nie wytrzymał i wybuchnął śmiechem.
    - Jakiś ty kreatywny! Nie wytatuuję sobie ani twojej twarzy, ani twojego fiuta, zapomnij. Najpierw musiałbyś na to zasłużyć, dzieciaku. Stać mnie na tatuaż, spokojnie. Tak samo jak i na wynajęcie z tobą mieszkania i kupienie mebli.
    William nie był jakoś bajecznie bogaty, ale nie był też biedny. Podczas swojego długiego życia zdążył zebrać naprawdę sporą sumkę, która ciągle się pomnaża, dzięki czemu bez problemu może zmieniać miejsce zamieszkania, jak i tożsamość.
    - Coś dobrego, hmmm... - zastanowił się przez chwilę i zajrzał do lodówki. - Masz może ochotę na naleśniki? Mam jakiś dżem. A jeżeli nie, to zrobię jajecznicę z bekonem, co wolisz?
    Prychnął, gdy przeczytał wiadomość. Nie zamierzał dłużej prowadzić z nią tej głupiej dyskusji. "Przestanę pyskować, jak ty przestaniesz mi matkować. I przypominam, że chcę rozwodu." Odpisał, wyciszył telefon i położył go na blacie.
    - Jasne, lubię chodzić na giełdy staroci. Chyba musimy rozejrzeć się za czymś do naszego mieszkania, nie?
    Nadal jakoś nie do końca dotarło do niego, że Nathan chciał z nim zamieszkać, ale bardzo podobał mu się ten pomysł. No i był pewien, że nie spodoba się on Ophelii, a dla Willa był to kolejny plus.

    OdpowiedzUsuń
  106. [Lubie rozmawiać z ludźmi o wszystkim - choć w tym przypadku "rozmawiać" to pojęcie względne. XD A tak w ogóle to fajnie jest porozmawiać z jakimś studentem. Ja nie za bardzo się w tym wszystkim orientuję i nawet nie mam kogo podpytać o niektóre rzeczy, więc wiesz. :D]

    - To dobrze, że nie obchodzisz. Ja zazwyczaj też ich nie obchodzę. W takim razie, jeżeli będziesz chciał, to moglibyśmy wtedy polecieć do Anglii. Chyba, że mamusia ci nie pozwoli - uśmiechnął się kpiąco.
    Zaczął śmiać się z niego tak mocno, że aż w końcu po policzkach popłynęły mu łzy.
    - Nie, tu nie chodzi o twojego fiuta, kochanie - powiedział, gdy w końcu udało mu się uspokoić. - Lubię go, nawet bardzo, sam z resztą powinieneś to wiedzieć. Ale nie wiem, czy nadal podobałby mi się, gdybym miał go wytatuowanego na swoim ciele. Obiecuję ci, że nie zdecyduję się na żadnego motylka, ani inne gówno.
    Zmarszczył nos z obrzydzeniem.
    - Żadnego łączenia naleśników z jajecznicą. Przynajmniej nie na mojej warcie. - Pokręcił głową z dezaprobatą. - Spokojnie, zdążymy wszystko zrobić. Najpierw muszę zadzwonić i dowiedzieć się, czy mieszkanie nadal jest wolne. Jeżeli nie, to weźmiemy to w kamienicy.
    Uśmiechnął się łagodnie i objął jego szyję.
    - Mi też jest z tobą dobrze - wymamrotał, pochylił się i pocałował go lekko w usta. - Kilka dni znajomości... a nie masz wrażenia, jakbyśmy znali się prawie całej życie? - Wyszeptał z ustami, tuż przy jego ustach. - Nie chcę brzmieć ckliwie, jak skończony idiota, ale... czekałem na ciebie, wiesz?

    OdpowiedzUsuń
  107. [O, dzięki. Nie martw się. Niedługo zapewne zasypię cię pytaniami, dziś już nie myślę. Próbuję się zrelaksować, żeby się tak nie przejmować tą matmą. XD
    Leżałeś w błocie? Czemu? Hahahah. XD Czuję się przy tobie jak dziecko. Ja tak naprawdę dopiero niedawno skończyłam osiemnaście lat, a w maju będę zdawać maturę. Ale co do czasu, to tak... jest podły i to bardzo. ;x
    Dziś 18 (no dobra, w tym roku 19) a jutro 50. Leciało to jakoś inaczej, ale co tam. Sens ten sam XD]

    - Dobra, w takim razie obaj na siebie czekaliśmy. - Zamrużył oczy, ale na jego ustach nadal tkwił łagodny uśmiech. - Cóż, mówiłem już, że się tobą zaopiekuję i postaram się trzymać cię z daleka od kłopotów. Jeżeli jednak mi się to nie uda, to wpadnę w nie razem z tobą, rozumiesz? I nie obchodzi mnie, co robiłeś, bądź jak bardzo zły byłeś. Obiecaj mi jedno... - Jednym ramieniem nadal obejmował jego szyję, a drugie wsunął pomiędzy nich i położył je na jego sercu. - Nigdy przede mną niczego nie udawaj, okej? Przy mnie bądź sobą.
    Co miał poradzić na to, że czasami był trochę ckliwy i dramatyczny?
    Roześmiał się, gdy usłyszał jak burczy mu w brzuchu.
    - Już się robi, daj mi chwilę - wyszczerzył się i wręcz popchnął go w stronę kanapy. - Daj mi pracować, człowieku. Pooglądaj telewizję, czy coś.
    Wyciągnął wszystkie potrzebne składniki z lodówki i zajął się zrobieniem śniadania. Po kilku minutach w całym mieszkaniu rozchodził się już zapach bekonu i jajecznicy. A do tego zrobił jeszcze tosty i posmarował je masłem.
    Podał mu talerz i usiadł obok ze swoim. Mogli co prawda siąść przy stole, ale po co, skoro na kanapie było znacznie wygodniej?

    OdpowiedzUsuń
  108. [Przepraszam, nie chciałam Cię postarzyć. Wybaczysz mi? :c 23 lata? To wcale nie jest dużo. Chłopie, całe życie przed tobą! XD Ja się często czuję, jakbym już miała 50... to dopiero jest straszne.
    Szału nie było, dupy nie urwało, ale jeżeli prawdziwa matura będzie podobna do tej, to może zdam. XD Nie no, ale nie było źle. Jasne, zawsze mogło być lepiej, ale w gruncie rzeczy dużo zadań udało mi się rozwiązać.]

    - Jestem pieprzonym romantykiem i musisz się z tym pogodzić, czy tego chcesz czy nie - wyszczerzył się i dopiero potem zabrał się za śniadanie.

    Czuł się jak mały chłopiec w świecie zabawek. Nie wiedział, na co najpierw ma patrzeć. Uwielbiał takie miejsca, choć zazwyczaj swoje meble kupował w zwyczajnych sklepach meblowych. Ale nie zamierzał protestować.
    Przyglądał się z wielką uwagą wielkiemu łożu. Postukał palcami w podbródek.
    - Podoba mi się - powiedział w końcu, gdy napotkał pytający wzrok Nathana. - Będzie pasować idealnie. Zastanawiam się tylko, jak mamy to przetransportować do mieszkania... Nie masz przypadkiem samochodu, co? Cholera, chyba w końcu ja będę musiał kupić auto. Za długo to odkładam.
    Zaraz obok nich pojawił się sprzedawca, który był bardziej niż zdziwiony tym, że chłopcy chcą kupić akurat ten mebel. Will był niezły w targowaniu się, więc już po kilku minutach zapłacił połowę początkowo proponowanej przez mężczyznę ceny.
    Zerknął na telefon.
    - Chyba mogę już zadzwonić do właściciela tego mieszkania. Jeżeli zdecydowalibyśmy się na to mieszkanie, to od razu moglibyśmy to tam zabrać - wskazał na łoże, które już było ich własnością. - Co ty na to?

    OdpowiedzUsuń
  109. [O, dokładnie. :>
    Ej, ja jestem młodsza, nic ciekawego w życiu jeszcze nie przeżyłam, a i tak jestem nim zmęczona. To jest dopiero tragedia. XD]

    - Spoko. Skoro sam chcesz się tym zająć, to nie ma sprawy. Ja się do tego nie nadaję.
    Zerknął na niego jeszcze raz i odszedł kawałek, by móc spokojnie zadzwonić do właściciela mieszkania. Jak się okazało właścicielem jest staruszek, któremu bardzo zależy na tym, by ktoś wynajął to mieszkanie.
    Wrócił po kilku minutach, nawet nie próbując ukryć szerokiego uśmiechu.
    - Wszystko załatwione. Za godzinę mamy przyjechać zobaczyć to mieszkanie, a jeżeli będzie nam pasować, to od razu możemy podpisać umowę najmu. Facet był trochę zdesperowany i ucieszył się, że ktoś się zainteresował tym lokum. Łazienka i kuchnia są w pełni wyposażone. - Wyszczerzył się jeszcze bardziej. - A co z materacem? I kupujemy tutaj coś jeszcze? Myślę, że przydałaby nam się jeszcze jakaś kanapa, ale tutaj raczej jej nie kupimy. - Zastanowił się przez chwilę - jeżeli chcesz to kanapę i telewizor weźmiemy ode mnie z mieszkania. Szczerze mówiąc, to nie wiem, czy potrzebujemy czegoś jeszcze. Co z twoim kumplem, dzwoniłeś do niego?
    Rozgadał się, ale u niego to przecież była norma. Miał nadzieję, że Nathan się w końcu do tego przyzwyczai.

    OdpowiedzUsuń
  110. [No mam nadzieję, że kiedyś się o tym przekonam. :D
    Och, pity! Jestem dzieckiem wychowanym na pitach. Akurat z tym sobie w dorosłym życiu poradzę. XD
    Dziś na 9 miałam przyjść do szkoły na koło z historii. No i wszystko super, siedzę sobie z nauczycielem, potem przyszedł jeszcze kolega i zaczynamy temat działalności komunistów w Polsce po zakończeniu II wojny światowej... Nagle czuję, że ktoś szarpie mnie za ramię. Podnoszę wzrok a mój nauczyciel z tekstem "Ja wiem, że to nudne, ale nic na to nie poradzę. Na jutro może przyniosę wódkę, wypijemy po kieliszku i nie będzie tak sennie?" Przez chwilę nie wiedziałam co się dzieje, ale w końcu domyśliłam się, że zasnęłam. XD Pierwszy raz zdarzyło mi się coś takiego. :D]

    - Nie ma sprawy. Domyśliłem się, że nie zrobi tego za darmo. Po drodze możemy wstąpić do jakiegoś sklepu i kupić mu flaszkę. Albo i dwie, jak chcesz. - Uśmiechnął się krzywo. - Boże, szkoła... chyba czas rzucić to w cholerę - wymamrotał sam do siebie. Jednak z drugiej strony, jeżeli rzuci szkołę, to co będzie robić? Może przemęczy się razem z Nathanem ten rok, a potem pójdzie na studia? Znów.
    Rozglądał się uważnie po okolicy, w której najprawdopodobniej niedługo zamieszkają. Nie było tak źle, jak się początkowo spodziewał. Nawet do szkoły nie mieli stad daleko.
    - To chyba tutaj - wskazał na kamienicę, stosunkowo podobną do tej, w której mieszkał Nath. Ta jednak była wyremontowana i widać, że ktoś o nią dobrze dbał.
    Mieszkanie znajdowało się na ostatnim piętrze. Gdy pokonali wszystkie schody i znaleźli się przed mosiężnymi, brązowymi drzwiami, zapukał cicho. Zaledwie po chwili otworzyły się i stanął w nich na około siedemdziesięcioletni facet. Wpuścił ich do środka bez słowa. Will zmarszczył brwi i przedstawił się, ale facet był już zajęty mówieniem o mieszkaniu.
    - Mała kuchnia w pełni wyposażona, salon, duża łazienka z prysznicem oraz wanną, a do tego dwa dodatkowe niewyposażone pokoje. - Pokazał im po kolei wszystkie pokoje.
    Willowi podobało się to mieszkanie, ale nie zamierzał sam podejmować decyzji, co do wynajmu.
    - To jak, podoba ci się tutaj? - Chwycił Nathana za rękę, by zwrócić na niego swoją uwagę.

    OdpowiedzUsuń
  111. [No dokładnie. Dziś miałam podobny problem, ale tym razem nie zasnęłam. XD
    Tak w ogóle, to dziś pojechałam z koleżanką do Lublina i prawie zginęłam! Tragedia jak się patrzy. Może to kara za to spanie na historii? XD
    Bo są tam takie dziwne ronda (albo może to dla nas są dziwne? W naszym mieście takich nie ma). Koleżanka nie zatrzymała się w odpowiednim momencie i prawie wjechało w nas kilka samochodów. W ostatniej chwili skręciła. Inaczej już by mnie tu pewnie nie było. Moja pierwsza myśl - cholera, ale co się stanie z moimi wątkami?! XD]

    Zaśmiał się cicho. Czyli nie był jedynym, który zauważył, że w tamtym miejscu drzwi zostały zamurowane. Nie odezwał się jednak, tylko przysłuchiwał się rozmowie Nathana z właścicielem. Mieszkanie było świetne, ale rzeczywiście byłoby znacznie lepsze, gdyby był dostęp do jeszcze jednego pokoju. Cóż, szkoda.
    - Okej. Coś jeszcze mam wziąć ode mnie, czy tylko kanapę i telewizor?
    Przeniósł wzrok na właściciela, gdy usłyszał chrząknięcie.
    - Panowie, najpierw musimy podpisać umowę, a wy musicie także wpłacić kaucję.
    William wywrócił oczami i wyciągnął z portfela kilka banknotów.
    - Proszę, oto kaucja. Jest tyle, ile było w ogłoszeniu. - Wyciągnął jeszcze kilka. Cholera, dobrze, że poprzedniego dnia wyciągnął trochę kasy. - A to zapłata za pół roku, może tak być?
    Mężczyzna wpatrywał się w nich przez chwilę w osłupieniu, ale w końcu się otrząsnął i podał im umowę do podpisania. Will przeczytał ją uważnie, żeby się przypadkiem w coś nie wkopali, potem podał ją Nathanowi.
    - Podpiszemy ją obaj - powiedział, zanim złożył podpis. W ostatniej chwili przypomniał sobie, że przecież teraz nie był Williamem Brandonem. Na papierze widniał podpis Leonarda Brandano. Wyszczerzył się do Nathana.
    Właściciel zanim wyszedł to zostawił im dwa egzemplarze kluczy. Jedne podał Nathanowi, a drugie wziął dla siebie.
    - Czyli zobaczymy się za jakiś czas? - Zapytał, gdy wyszli z mieszkania i skierowali się na dół.

    Po zaledwie kilku minutach był już w swoim mieszkaniu i pakował swoje rzeczy. Nie miał ich wiele. Zabierał ze sobą wszystkie ciuchy, laptopa i kilka pudeł z pamiątkami. Tak dla pewności wziął jeszcze trochę przyrządów kuchennych, żeby się potem nie okazało, że nie mają jak gotować i jeść. Potem pomógł kumplowi Natha zanieść telewizor i kanapę do samochodu.
    Gdy znaleźli się już w nowym lokum, Nathana jeszcze nie było. Wtaszczenie wszystkiego na górę, okazało się trudniejsze, niż początkowo się wydawało.

    OdpowiedzUsuń
  112. [Ojeju, to gdzie ty mieszkasz?! XD Chyba nigdy nie zdecyduję się na zrobienie prawka. Ledwo usiadłabym za kierownicą, a juz pewnie spowodowałabym wypadek. A co tu mówić o takich szalonych rondach?! XD]

    Gdy tylko został z kumplem Nathana sam na sam, czekał, aż ten w końcu się odezwie. Prawie od razu zauważył zaskoczenie chłopaków na jego widok. Bez wątpienia nie spodziewali się ujrzeć kogoś takiego jak Will.
    Roześmiał się, gdy Jinx powiedział, że on i Nath do siebie nie pasują. Cholera, jakby sam o tym nie wiedział. A z każdą kolejną chwilą coraz bardziej utwierdzał się w przekonaniu, co do tego. Nawet nie zauważył, że przestał go porównywać do poprzednich Nathanielów. Ten był inny. Jedyny w swoim rodzaju i William bał się, że nie uda mu się długo go przy sobie zatrzymać.
    - Podobno przeciwieństwa się przyciągają - wzruszył ramionami i wziął od niego papierosa.
    Zapalił i zaciągnął się. Swoją drogą, ciekawe czy mógł zachorować na raka płuc. Skoro jednak nic jak dotąd nie zdołało pozbawić go życia, to wątpił, by rak płuc tego dokonał. Hmm, nie. Nie powinien się teraz nad tym zastanawiać.
    Wrócił do rzeczywistości i uważnie słuchał tego, co Jinx miał mu do powiedzenia.
    - Zaraz, co? - Spojrzał na niego szeroko otwartymi oczami. - W blondzie? Nathaniel de Lioch w blondzie? Pieprzysz... - nie, cholera, nie mógł w to uwierzyć. Nawet nie potrafił sobie tego wyobrazić.
    Zapomniany papieros wylądował na ziemi, gdy wziął od niego telefon i zaczął przeglądać zdjęcia. Ledwie mógł uwierzyć w to, co widział. Ciekawie by było, gdyby spotkał Nathaniela z blond irokezem. Dopiero po uważnym przeglądnięciu wszystkich zdjęć oddał mu telefon.
    - Jego matka jest specyficzna. Znaczy się, zachowuje się jak nastolatka, nie? Spotkałem ją i za cholerę nie powiedziałbym, że jest ona matką Natha. Nawet nie są do siebie podobni.
    Akurat z tego Will był zadowolony. Czy byłby w stanie pokochać syna osoby, która spieprzyła mu życie? Stop. To już się stało. Nathan był synem Ophelii, której on nienawidził z całego serca. I choćby się waliło i paliło, to nigdy nie ulegnie zmianie.

    William nienawidził przeprowadzek, a był na nie z góry skazany. Pakowanie, dźwiganie mebli to było dla niego wręcz codziennością.
    Parsknął niepohamowanym śmiechem, gdy Nathan pojawił się w końcu w mieszkaniu. Niby co miał zrobić, gdy przed jego oczami pojawiła się rewia fryzur chłopaka?
    Wręcz z zafascynowaniem przyglądał się, jak ten zajmuje się łóżkiem. On sam skręcił już w swoim życiu tyle mebli, że spokojnie mógłby znaleźć pracę, jako składacz mebli. Jeżeli w ogóle istniał taki zawód. Jednak przyglądanie się pracującemu Nathanowi miało coś w sobie.
    Miał dużo czasu także do tego, by dobrze przyjrzeć się kumplom Natha. Jego obawy wzrosły jeszcze bardziej. Nie ma szansy, żeby go pokochał. To wszystko na nic. Nie zdołają przerwać tej klątwy, czy tego czym to to w ogóle jest. Kurwa, kurwa, kurwa.
    - Czemu kłamiesz, de Lioch? Przecież jeszcze wczoraj mówiłeś, że chcesz motylka na tyłku - uniósł jedną brew, a potem się wyszczerzył.
    Gdy chłopcy w końcu wyszli, zostawiając ich samych, Will usiadł na kanapie i zaczął błądzić wzrokiem po całym mieszkaniu.
    - Nie pasujemy do siebie - wymamrotał w końcu. - Twoi kumple też to zauważyli. Ja nie pasuję do twojego środowiska. Jestem inny. Popieprzony w zupełnie inny sposób niż ty. - Podniósł się - będziesz tego żałować. Jak ci się znudzę, to po prostu odejdziesz. Ale ja się za bardzo przywiązuję, wiesz?
    Nie do końca wiedział, co w niego wstąpiło. Podszedł do jednego z pudeł ze swoimi rzeczami i wyrzucił zawartość na podłogę. Ukląkł i zaczął drzeć wszystkie dokumenty.
    - To. Jest. Kurwa. Nic. Niewarte.

    OdpowiedzUsuń
  113. [No może kiedyś zdecyduję się na prawko. Za... 10 lat? Ale to i tak tylko "może". XD Jak na razie zadowolę się jazdą z koleżanką. Jestem jej potrzebna, by nie spowodowała przypadkiem jakiegoś wypadku. :D
    Najpierw powinnam zdać maturę, potem się pomyśli o prawku. :D]

    Coś ścisnęło go w środku, gdy spojrzał na zniszczone dokumenty. Całe życie, wspomnienia... Wszystko zniszczył. W drugim pudle pozostało jeszcze trochę pamiątek, ale co z tego? Miał sentyment do tych papierków.
    Podniósł wzrok i minęła chwila, zanim odnalazł Nathana. Podniósł się z ociąganiem i powoli ruszył w stronę łóżka. Położył się obok niego, ale utkwił spojrzenie w jakimś punkcie na ścianie. Dopiero głos chłopaka przywrócił go z powrotem do rzeczywistości.
    Uśmiechnął się jednym kącikiem ust.
    - Ani to, ani to. Ze mną niestety nie zrobisz sobie dziecka, okresu tez raczej nie dostanę - mruknął. Odetchnął z ulgą, gdy Nath przysunął się do niego. Uwielbiał mieć go blisko siebie.
    - Czekaj, c-co? - Spojrzał na niego i nawet nie próbował ukryć zaskoczenia. - Przecież powiedziałem ci, że cię nie zostawię. Mogę być zły i uważać, że powinieneś być z kimś lepszym ode mnie, ale cię nie zostawię. Boję się tylko jednego. - Przesunął się odrobinę i usiadł na brzegu łóżka. - To prędzej ty mnie zostawisz. - Podniósł głowę i spojrzał mu w oczy. - Więc tylko do tego jestem ci potrzebny, tak? Jeżeli cię wyrucham, a potem odejdę, to nawet nie zatęsknisz?
    Starał się, by jego głos nie brzmiał tak żałośnie, jak w jego głowie, ale chyba jednak mu się to nie udało.
    Zmarszczył brwi, jakby dopiero teraz dotarł do niego cały sens słów chłopaka. Wstał i prawie całkowicie zmniejszył dzielącą ich odległość.
    - Zaraz, zaraz. Dobrze usłyszałem? Naprawdę chcesz żebym to ja ciebie wyruchał? Dlaczego akurat ja? - Wsunął dłoń w jego włosy i zmierzwił je od niechcenia. - To znaczy, jest tyle facetów, którzy chętnie byliby twoimi pierwszymi, więc dlaczego ja?

    OdpowiedzUsuń
  114. [Z historii. Planowałam jeszcze pisać z polskiego i niemieckiego, ale ostatecznie zdecydowałam się na historię. Teraz już i tak za późno by było na jakąkolwiek zmianę, bo deklaracje były do 7 lutego. Niby trochę żałuję, że nie wpisałam sobie jeszcze tego rozszerzonego polskiego, no ale trudno. :D
    A Ty z czego pisałeś maturę? Bo Ty pisałeś tę starą, gdzie nie trzeba było wybierać rozszerzenia, tak? :D]

    Parsknął śmiechem i od razu poczuł, że napięcie opuszcza jego ciało.
    - Nie przejmuj się kuchnią. To moja działka, zajmę się nią.
    Akurat w tym Nathan miał rację - było im razem dobrze, a William niepotrzebnie zaczął przejmować się tym, co kiedyś może się zdarzyć. Tak naprawdę nie mieli pewności, czy jutro ich świat nie stanie do góry nogami, więc po co w ogóle przejmować się odległą przyszłością?
    Jego wzrok również skierował się w stronę zniszczonych dokumentów.
    - Mam też inne pamiątki - wymamrotał cicho. Właśnie w ten sposób chciał się pocieszyć. Teraz pewnie przez długi okres czasu będzie miał wyrzuty sumienia, że się wkurwił i podarł te wszystkie papiery. No, prawie wszystkie. Czasu już jednak nie odwróci.
    Nie zdążył już odpowiedzieć na jego słowa, bo rozległo się pukanie do drzwi. Najwyraźniej ta osoba miała naprawdę niezłe wyczucie czasu. Podszedł do drzwi i uważnie przyjrzał się dziewczynie.
    Wyszczerzył się, jak skończony dureń, gdy Nathan już po raz kolejny tego dnia przedstawił go jako swojego chłopaka. Przywitał się z nią i śmiało przyznał, że polubił ją najbardziej z całej trójki, którą dziś poznał. Przynajmniej nie patrzyła na niego jak na obiekt naukowy, ani tym bardziej nie powiedziała, że Will nie pasuje do de Liocha.
    - Wow, to jest świetne - powiedział w końcu, gdy skończył zachwycać się kalką ze wzorem. Coś takiego bez wątpienia sam mógłby dać sobie wytatuować. Zapewne podobało mu się to także dlatego, że twórcą tego wzoru był Nathaniel.
    Przysłuchiwał się ich rozmowie. Zaraz, co?
    - Nie zrobisz tego, Nath. - Spojrzał na niego mrużąc oczy. – Serio, zamierzasz wytatuować sobie moje imię? - Ściszył głos, gdy Firka zajęła się dodaniem jego imienia do wzoru. - A co z tym, że możemy się sobą znudzić? Przecież powiedziałeś, że nie ma pewności, że będziemy ze sobą wiecznie. Wiem, że tatuaż to nie ślub, no ale… Nathaniel, no.
    Po tym, jak Nath położył się na kanapie, wiedział, że nie zdoła go przekonać do zmiany zdania. Zamierzał się kłócić, ale czy to by cokolwiek dało? Gdy kalka została odbita na skórze przyznał, że z jego imieniem na podstawie klepsydry, tatuaż wyglądał jeszcze lepiej. Dobra, może to tylko jego połechtane ego? Mniejsza z tym. Podobał mu się ten tatuaż i tyle.
    Usiadł na podłodze i oparł się ramieniem o kanapę. Miał dobry widok na to, co robiła dziewczyna. Od czasu do czasu zerkał też na twarz Natha.
    - Nie. Jestem całkowicie czysty - powiedział z rozbawieniem. - Ale lubię tatuaże. Zwłaszcza te jego. - Uśmiechnął się szeroko, omiatając spojrzeniem ciało chłopaka. - Już jakiś czas temu chciałem sobie jakiś zrobić, ale nigdy nie podobał mi się żaden wzór, oferowany przez studio tatuażu. Bez urazy. A nie mam takiego talentu, jak Nathan. Sam sobie niczego nie narysuję.
    Oparł brodę na kanapie, blisko głowy Nathana.
    - Jak myślisz, Nath, mógłbyś coś dla mnie narysować?

    OdpowiedzUsuń
  115. [Niestety mamy. Z języka obcego i z polskiego. :<
    Ja jeszcze kiedyś planowałam zdawać rozszerzoną geografię, ale stchórzyłam, bo stwierdziłam, że sobie nie poradzę.
    Fakt, większa ilość rozszerzeń daje większy wybór studiów. :)
    Ale... matma rozszerzona? Wiesz, co? Możesz wpaść do mnie w maju i napisać za mnie podstawę. Co Ty na to? XD]

    - Dobra, dobra - uniósł ręce w geście kapitulacji. Nie zamierzał się z nim kłócić o ten tatuaż. Skoro chciał, to niech robi. Jak na razie nie zamierzał mu mówić, że spodobało mu się to, że Nath będzie miał na swoim ciele wytatuowane jego imię.
    - Dzięki, Firka. Będę pamiętać o twojej propozycji. Jak mnie Nathan wyrzuci z domu, to na pewno wpadnę - mrugnął do niej i się roześmiał. - Ach, frytki. No tak. Dobrze, że gdy tu jechaliśmy, poprosiłam twojego kumpla, by zatrzymał się przy jakimś spożywczaku. - Zaraz cały zaczął trząść się ze śmiechu. Spojrzał na Natha. - Jak dla mnie w tym wydaniu wyglądasz najlepiej. Wiesz... widziałem dziś kilka twoich fryzur i mam nadzieję, że jak na razie nie będziesz chciał powrócić do żadnej z nich.
    Chwycił jego dłoń i zabrał ją ze swojego torsu. Splótł razem ich palce.
    - Nie chcę speca. Chcę osoby, która ma talent i może dla mnie stworzyć coś świetnego. Wiem, że ty nadajesz się do tego tak, jak nikt inny. Z resztą, nikomu innemu bym na to nie pozwolił.
    Może i był sentymentalny, ale jakby nie było, to nie on postanowił wytatuować sobie imię swojego chłopaka.
    - Nie wiem, co wy macie z tymi kutasami, ludzie. - Pokręcił głową ze śmiechem, ale trochę odsunął się od kanapy, żeby nie było, że to przez niego Nathan się wierci.
    Podniósł się z podłogi, gdy Firka skończyła.
    - Chyba mam już pewien pomysł, ale muszę się jeszcze nad tym zastanowić. Jak już podejmę decyzję, to dam ci znać.
    Gdy pożegnali się z Firką, opadł na kanapę, w o wiele lepszym humorze, niż wtedy, gdy mieszkanie opuścili kumple Nathana.
    - Fajna jest. Już ją lubię. No i przynajmniej nie patrzyła na mnie, jak na jakieś zwierzątko - uśmiechnął się krzywo.

    OdpowiedzUsuń
  116. [E tam. I tak pewnie miałbyś lepszy wynik ode mnie, więc zaryzykuję. XD Co prawda mógłby być problem z przemyceniem cię do sali, no ale co z tego? Jakoś dałoby radę. XD
    Zakuć, zdać, zapomnieć. Matura to bzdura i tyle. :D
    Dziś spotkałam się z koleżanką, no i ona pokazuje mi kilka stron kserówek, które zrobiła na dodatkowy angielski. Pyta się mnie "A ty co zrobiłaś przez te dni?", a ja "Nie otworzyłam nawet żadnego podręcznika. No dobra, pomijając to, że byłam na kole z historii". Najlepsze jest to, że z naszej dwójki to ja jestem tą uczącą się. XD Złapał mnie jednak jakiś leń i odpuściłam sobie naukę na ferie, o.]

    - Właśnie dobrze, że mi je pokazał. Zapewne gdyby nie on, to nie dowiedziałbym się, jak często zmieniałeś fryzury. - Wsunął dłoń w jego włosy i zaczął się bawić miękkimi kosmykami. - Ale obiecaj mi, ze już nie przefarbujesz się na blond. Nie wiem, jak ty, ale ja nie przepadam za blondynami - powiedział całkiem poważnym tonem, ale zaraz parsknął śmiechem.
    - Wiem, wiem. Nic do nich nie mam. To po prostu było nieco... stresujące jak dla mnie. Wiem, że nie jestem taki, jak się spodziewali. - Wzruszył ramionami, jakby kompletnie nie obchodziło go to, co sądzą o nim kumple Nathana. To oczywiście bzdura, bo choć nigdy nie przejmował się tym, co sądzą o nim inni, to tym razem czuł się jakoś wyjątkowo dziwnie, odstając od ludzi, z którymi zazwyczaj zadawał się Nath. - Cieszę się jednak, że tobie się podobam - dodał.
    Przez chwilę myślał o tym, co mogliby zjeść.
    - Hmm, jeżeli dasz mi trochę czasu to mogę zrobić jakąś sałatkę, a do tego pieczone ziemniaki? Albo mogę zrobić coś z kurczakiem. Ty zdecyduj.
    Podniósł jego głowę i podłożył pod nią poduszkę. Podniósł się i zajrzał do lodówki, by upewnić się, co tam jeszcze jest.
    Spojrzał na niego przez ramię, przypominając sobie o czymś.
    - Idziesz jutro do szkoły, prawda?

    OdpowiedzUsuń
  117. [Tak szczerze, to ja też się dużo nie uczę. Po prostu sporo rzeczy zapamiętuję z lekcji, dzięki czemu nie muszę godzinami ślęczeć nad książkami. :D
    Ja muszę zacząć czytać z historii. Nie można wiecznie odkładać nieuniknionego. Mam jeszcze na to dwa miesiące. XD]

    - A teraz? Znalazłeś już dla siebie odpowiednie miejsce? - Zamknął na chwilę oczy, próbując przypomnieć sobie zdjęcie Nathana z czerwonymi włosami. - Z czerwonymi wyglądałeś nieźle. Jednak nie zmienię zdania co do tego, że teraz wyglądasz znacznie lepiej.
    Uniósł jedną brew i zachichotał.
    - Spokojna twoja rozczochrana, de Lioch. Nie jestem z tych, którzy są w stanie wymyślić wiele niestworzonych rzeczy tylko po to, by się komuś przypodobać. W końcu jakoś przeboleję, jeżeli mnie nie polubią. Raczej od tego nie umrę, nie? Ważne, że ty mnie lubisz i tyle.
    Uwielbiał gotować, ale nie lubił, gdy to jemu pozostawiano decyzję co do tego, co ma upichcić. Nie zamierzał się jednak z nim kłócić, więc postanowił zrobić coś w stylu chińskiego dania z kurczakiem.
    - Edukacja jest najważniejsza - mruknął z rozbawieniem układając wszystkie składniki, na przetartym wcześniej blacie.
    Zaczął od pokrojenia kurczaka i warzyw.
    - Jeżeli dobrze pamiętam swój plan, to mamy jutro rano razem chemię. - Rzucił, nawet na niego nie spoglądając. Uśmiechnął się sam do siebie, gdy przypomniał sobie lekcję chemii, która bądź co bądź odbyła się zaledwie kilka dni temu. - Obiecałeś mi wtedy wpierdol. Pamiętam to doskonale. I stwierdziłeś, że jestem masochistą.
    Do podsmażonego kurczaka dorzucił warzywa i po zaledwie kilkunastu minutach jedzenie było gotowe, a zapach rozniósł się po całym mieszkaniu.
    - Co chcesz do picia? - Zapytał, przekładając jedzenie do dwóch miseczek.

    OdpowiedzUsuń
  118. [Przejrzałam dziś kilka stron ze słówkami z niemca. Liczy się? XD
    Oo, to dobrze. Moja chrzestna była kiedyś wykładowcą na UMCS'ie i sama mówiła, że niektórzy wykładowcy ostro przesadzają. Zachowują się, jakby co najmniej byli bogami. A do tego niezbyt dobrze traktują studentów. Debile, i tyle. :/]

    Prychnął. Odwrócił się w jego stronę i pokazał mu język.
    - Nie jestem masochistą. Siedzę tu z tobą, bo... bo tak. Nie dlatego, że lubię się nad sobą znęcać - wywrócił oczami.
    Podobało mu się tu o wiele bardziej, niż w jego mieszkaniu. Tam mimo wszystko czuł się obco, a tutaj wręcz przeciwnie. Zapewne główny wpływ miała na to obecność Nathana. Mieszkali razem. Cholera, nadal nie potrafił w to uwierzyć. Był ciekaw, jak zareaguje na to Ophelia i mówiąc szczerze, nie mógł się doczekać jej reakcji na tę wiadomość. Albo będzie wściekła, albo wręcz przeciwnie.
    Podczas gdy Nath zajął się swoim telefonem i smsami, Will odpalił laptopa i przejrzał pocztę. Pousuwał wszystkie reklamy i zostawił laptopa w spokoju. Sam do końca nie wiedział, po co każdego dnia sprawdza pocztę, skoro i tak nie było ani jednej osoby, która mogłaby mu wysłać maila.
    Podniósł wzrok i spojrzał na pustą, białą ściankę, o której mówił Nathan.
    Przeciągnął się i ziewnął. Było jeszcze wcześnie, a on chętnie położyłby się już spać. Cóż, jakby nie było, ostatnio spał dosyć mało.
    - Wątpię w to, by miał coś przeciwko. Teraz to nasze mieszkanie, nawet jeżeli tylko je wynajmujemy. Facet był trochę zdesperowany i zależało mu na tym, byśmy je wynajęli. - Uśmiechnął się krzywo - rysuj, maluj, rób co chcesz. Z reszta, od kiedy boisz się konsekwencji? - Spytał ze śmiechem. Zaraz jednak przypomniał sobie o czymś.
    - Naprawdę chcę, żebyś stworzył dla mnie jakiś projekt tatuażu. Chcę żeby to było coś, co ci się ze mną kojarzy. Musi coś takiego być. - Spojrzał na niego uważnie.

    OdpowiedzUsuń
  119. [Uuu, no to nieźle, nieźle. :D Wydaje mi się, że to zwykły wybór. Moja chrzestna była zajebistym wykładowcą, aż żal, że już nie pracuje. Dziś właśnie z nią rozmawiałam o studiach, bo ja jestem kompletnie zielona w tym temacie. Opowiadała mi też o wrednym doktorze, którego nazwała "zjebanym" (tak, zjebanym XD), który kazał studentom - policjantom, przychodzić na jego wykłady w mundurach. Żeby nie było - tylko on tego od nich wymagał. XD
    Phi. Kolego, nie czepiaj się. To i tak dużo. Bardziej postaram się jutro - muszę zrobić zadania z matury z polskiego, o. XD]

    - Oczywiście, że nie mam nic przeciwko - wywrócił oczami ze śmiechem.
    Uniósł jedną brew, ale nic nie powiedział, gdy Nathan bez słowa usiadł okrakiem na jego kolanach. Na jego ustach zaczął błądzić uśmiech. Czekał cierpliwie, aż chłopak wygodnie się ułożył, ale w końcu nie wytrzymał i zaczął chichotać. W końcu sam objął go ramionami w pasie.
    - Przypominam ci kasztana do połowy zanurzonego w łupince? - Zapytał, marszcząc brwi. - Czy tylko dla mnie jest to trochę zboczone? - znów się roześmiał i pochylił odrobinę do przodu. Pocałował go w usta, ale zaraz zjechał wargami niżej, na jego szyję.
    - Dobra, powiem ci czego chcę - wymamrotał z ustami tuż przy jego skórze, którą co chwila lekko przygryzał. - Chcę twoje imię i nie ma to nic wspólnego z tym, że ty zdecydowałeś się wytatuować moje. W gruncie rzeczy, ukradłeś mi mój pomysł. - Wsunął dłonie pod jego koszulkę. - Nie jestem kreatywny. Może coś związanego z domem? Może... - zawahał się - może miecz? Wiesz, ten, który widzieliśmy wtedy w muzeum.

    OdpowiedzUsuń
  120. [Nie chce mi się uczyć, nooo. Niby co mam na to poradzić? Każdego dnia wstaję z myślą "dziś będę się uczyć, nie mogę tego odkładać na następny dzień!". I o, nie wychodzi mi to. :C Cóż poradzić? XD]

    Znieruchomiał, gdy Nath się wzdrygnął. Dopiero po chwili dotarło do niego, że to chyba nie przez niego, więc wrócił do lekkiego podgryzania i całowania jego szyi.
    - Owszem, nie jestem normalny. Myślałem, że o tym wiesz - mruknął z rozbawieniem. Zaraz jednak odrobinę spoważniał. - Mówiłem ci do kogo ten miecz należał. Pamiętasz?
    Zaraz jednak prawie całkowicie zapomniał o tatuażu. Oddał pocałunek równie mocno.
    - Mam ci zapłacić frytkami? Czy wolisz jakiś inny sposób? - Spytał i jednym ruchem ściągnął z niego koszulkę. - Dam ci tyle frytek, ile będziesz chciał.
    Sapnął cicho, gdy ich nagie klatki piersiowe się do siebie przycisnęły. Jego dłonie zaczęły błądzić po nagich plecach chłopaka. W końcu zjechały na pośladki Nathana i ścisnęły je. Zaraz jednak powróciły na plecy. Otarł się swoim kroczem o jego.
    Nie wiedział już, kto kogo całował. Wiedział jedynie, że ich pocałunki stawały się coraz zachłanne i mniej uważne. Jedna z jego dłoni wsunęła się pomiędzy nich i ścisnęła wyraźne wybrzuszenie w spodniach Nathana.

    OdpowiedzUsuń
  121. [Tak, i to ja potem będę żałować, że się wcześniej nie wzięłam za naukę. Nie, już się ogarniam, po potem będę się zadręczać wyrzutami sumienia. XD]

    - Najpierw dostaniesz zapłatę w naturze, a potem w ziemniakach, pasuje? - Zapytał, ale i tak nie czekał na odpowiedź. Znów odnalazł drogę do jego ust. Poruszył dłonią po jego wybrzuszeniu.
    - Kanapy też nie ochrzciliśmy, ale opcja z łóżkiem bardziej mi się podoba - błysnął szerokim uśmiechem.
    Zsunął go ze swoich kolan, podniósł się i pociągnął go w stronę łóżka. W międzyczasie pozbył się resztki ich ubrań, więc byli nadzy, gdy dotarli w końcu do łóżka. Opadł na łóżko, ciągnąć go na siebie. Wypchnął biodra, ocierając się swoją męskością o jego. Jedną dłoń wsunął w jego włosy, a drugą pomiędzy ich ciała. Objął dłonią oba członki i zaczął nią rytmicznie poruszać.

    OdpowiedzUsuń
  122. [Ja jestem z tych, co uważają na lekcjach i się uczą, więc na szczęście nie muszę wariować i przerabiać całego materiału od nowa.
    Przeglądam je po kilka razy w tygodniu, choć ostatnio dałam sobie z tym spokój. Sama już nie wiem, co mam wybrać. Byłam przekonana co do psychologii, ale znów zaczęłam zastanawiać się nad edytorstwem. A nawet pielęgniarstwem. Mam nadzieję, że do maja zdążę się na coś w końcu zdecydować. ;x]

    Znieruchomiał, podniósł wzrok i spojrzał mu w oczy.
    - Jesteś... jesteś pewien? - Spytał. Chwycił jego ramię i przekręcił się razem z nim tak, że teraz to on był na górze. Usiadł okrakiem na jego biodrach. Sięgnął po lubrykant, który jakiś cudem znalazł się na szafce.
    Wiedział, że będą musieli to zrobić powoli, bo przecież Will mógł go w ten sposób do siebie zniechęcić.
    - W każdej chwili możesz powiedzieć stop - mruknął jeszcze, nim znów go pocałował. Zaraz jednak zsunął się ustami niżej, najpierw na szyję Nathana, a potem na jego klatkę piersiową. Trącił językiem jego sutki, ale nie zatrzymał się przy nich dłużej. Rozsunął szerzej jego nogi i usadowił się pomiędzy nimi. Nabrał trochę żelu na palce. Zamknął usta na jego członku i poruszył głową kilka razy. Dopiero, gdy męskość chłopaka wyraźnie zaczęła pulsować w jego ustach, odnalazł jego wejście i okrążył je palcem. Wsunął w niego powoli palec, nie spuszczając wzroku z jego twarzy.

    OdpowiedzUsuń
  123. [Z moim towarzystwem pewnie też tak będzie. XD Takie życie. Choć tak szczerze, to za nikim specjalnie nie będę tęsknić. No może za jedną, dwiema osobami... :>
    Ooo, dzięki. :) To znaczy, jak na razie waham się pomiędzy psychologią, edytorstwem, pielęgniarstwem a germanistyką. Chyba nic innego w moim przypadku nie wchodzi w grę. ;/
    Bo studiowanie historii jest raczej mało opłacalne.]

    W jednej chwili coś w nim pękło. Wysunął z niego palec i zacisnął szczękę.
    - Och, pieprz się, de Lioch. Ja po prostu nie chcę ci zrobić krzywdy, tak trudno to zrozumieć? Wolałbyś, żebym cię zwyczajnie wziął? - Pokręcił głową z dezaprobatą i odsunął się od niego, nawet nie kryjąc urazy. - Dobra, nie będę się w to bawić. Rób sobie co chcesz. Mam wrażenie, że traktujesz mnie, jak idiotę, albo jak zabawkę lub eksperyment. Nie jestem zabawką, mam uczucia, jakbyś nie wiedział.
    Zeskoczył z łóżka i podszedł do kanapy. Te wibracje zaczęły doprowadzać go do szału.
    - Odbierz, skoro ciągle dzwoni, to pewnie ważne - mruknął, rzucając mu telefon. Zebrał ich ubrania z podłogi i poszedł do łazienki. Wrócił z niej po kilku minutach, jedynie w spodniach dresowych i opadł na kanapę. Odszukał pilot i zaczął przeskakiwać po kanałach. W tym momencie było mu wszystko jedno.

    OdpowiedzUsuń
  124. [Właśnie słyszałam, że psychologia ma to do siebie. Jakby nie było, to dosyć trudny kierunek.
    Fizjoterapia jest super! Marzyłam o tym, jak byłam dzieckiem. Zawsze kręciły mnie masaże. Ba, podobno mam "cudowne ręce" - cokolwiek by to nie znaczyło. A może to tylko ja widzę w tym podtekst? XD Niestety mam sporą wadę wzroku, więc raczej zarówno pielęgniarstwo, jak i fizjoterapia odpadają. :c Moja kuzynka studiuje fizjoterapię chyba w Szczecinie, ale nie jestem do końca pewna czy aby na pewno tam. Na pewno gdzieś w tym województwie.]

    Pewnie zachował się dziecinnie, ale nie za bardzo go to w tym momencie obchodziło. Nadal miał wrażenie, że Nathan traktuje go jak zabawkę, albo jakiś pieprzony eksperyment. Musiał przyznać, że zabolała go myśl, że mógłby być dla niego tylko zwykłym eksperymentem. Ale czego on się tak właściwie spodziewał? Miłości po zaledwie kilku dniach znajomości? Wiedział z autopsji, że miłość to nie była taka prosta sprawa.
    Zatrzymał się w końcu na jakimś kanale historycznym i tępo wpatrywał w ekran.
    Will nienawidził ciszy, a w tym momencie denerwowała go jeszcze bardziej, niż zazwyczaj. Milczał jednak, kompletnie nie wiedząc, co powinien powiedzieć.
    Na jego twarzy pojawił się lekko uśmiech, gdy Nathan położył się i oparł głowę na jego udzie. Will, jakby automatycznie, wsunął dłoń w jego włosy i zaczął się nimi bawić.
    - Przepraszam, że tak zareagowałem - odezwał się cicho, po upływie chyba kolejnej godziny. - Nie chciałem, naprawdę. Trochę się w tym wszystkim gubię. Twój charakter… uwielbiam go, uwielbiam ciebie. Ale to dla mnie w pewnym sensie nowość. Jesteś dla mnie zagadką, ale z drugiej strony myślę, że znam cię lepiej, niż ktokolwiek inny. - Ściszył głos jeszcze bardziej. - No i zwyczajnie nie chciałem zrobić ci krzywdy. Zamierzałem zrobić wszystko powoli, żebyś się do mnie nie zniechęcił. Chciałem dobrze.

    OdpowiedzUsuń
  125. [Ojej, dziękuję, dziękuję! :D Bardzo miły z Ciebie człowiek.
    Spoko - odkupię Ci to piwo kiedyś, obiecuję! XD]

    - To ty jesteś dzieciuchem - mruknął, marszcząc brwi. - Dobra, już nigdy cię za nic nie przeproszę. Skoro tego właśnie chcesz.
    Wzruszył lekko ramionami i był już gotowy do powrotu do historycznego programu, który nie interesował go ani trochę, gdy Nathan tak brutalnie mu to uniemożliwił.
    Spojrzał na niego spod lekko przymrużonych powiek.
    - Uwielbiam cię za to, że jesteś inny - przyznał. - Może właśnie o to mi chodzi. Myślałeś o tym w ogóle? - Pochylił się do przodu tak, że ich nosy prawie się ze sobą stykały. - Może chcę, żeby ci się serducho krajało? No wiesz, pragnę wywołać w tobie jakieś głębsze uczucia względem mnie. - Wydął wargi, robiąc jeszcze bardziej zbolałą minę.

    OdpowiedzUsuń
  126. [Spokojnie, ja też. Zawsze dotrzymuję słowa. XD
    Tak, cieszę się, że jest taka możliwość. 11 marca jest dzień otwarty na UMCS'ie, więc chyba się tam wybiorę. Może dzięki temu dowiem się czegoś więcej o kierunkach. :)]

    - Problem polega na tym, że nie wiem, co do mnie czujesz. - Zmarszczył brwi. - Szkoda, że ty też tego nie wiesz. Byłoby nam prościej, gdyby któryś z nas to wiedział. Cóż, może kiedyś w końco obaj dowiemy się, co do mnie czujesz.
    Przyglądał mu się z rozbawieniem.
    - A czemu nie? - spytał, z każdą chwilą uśmiechając się coraz szerzej. - Nie mam pojęcia, co chcesz, żebym zrobił. Poprowadź mnie.
    Podniósł się i niespiesznie podszedł do niego. Pochylił się nad nim, dłonie opierając na oparciu kanapy, po obu stronach jego głowy.
    - To jak, dzieciaku, co mam zrobić? Czego ode mnie chcesz, Nathan? - Mruknął i przejechał językiem po jego dolnej wardze, a następnie lekko ją przygryzł.

    OdpowiedzUsuń
  127. [Uch-uch, coś czuję, że matma będzie mnie prześladować przez całe życie. Może jakoś dam sobie z nią radę. XD]

    - Z tobą nic nie jest oczywiste. Powinieneś to wiedzieć.
    Zachichotał, ale jego śmiech uwiązł w gardle, gdy Nathan go do siebie przyciągnął i pocałował. Oddał pocałunek równie mocno, wsuwając dłonie w jego włosy. Nie było mu zbyt wygodnie w tej pozycji, więc oderwał się od niego.
    - Czekaj - wymamrotał i złapał go za ramię. Położył się twarzą do niego na kanapie i ponownie wpił w jego wargi. Nie mieli zbyt dużo miejsca, więc byli do siebie mocno przyciśnięci. Prawda była taka, że Will uwielbiał usta Nathana i zwyczajnie nie potrafił się od nich oderwać. W końcu jego wargi znów zjechały na szyję chłopaka. Ocierał się o niego, nawet nie zdając sobie z tego sprawy.
    - Zwariuję przez ciebie. Po tylu latach życia, w końcu wyląduje w psychiatryku - wymamrotał bardziej do siebie, niż do niego.

    OdpowiedzUsuń
  128. [Dziś dyskutowałam na matmie o delcie. Nauczyciel w końcu powiedział "Dobra! Prawda jest taka, że delta po maturze do niczego wam się nie przyda, więc się tak nią nie podniecajcie. I słuchajcie mnie. Zawsze. Ja tylko chcę wam zrobić dobrze".
    Ojej, biedaku. :c Ale dasz radę! Kto, jak nie ty? (No widzisz, jaka ja miła jestem? XD)]

    - Ach, wojna secesyjna. Nie zapominaj, że najpierw zająłem się twoim obolałym ciałem w odpowiedni sposób. Wyleczyłem cię, a dopiero potem posuwałem cię na snopku siana - sprostował z rozbawieniem.
    Cieszył się, że Nathan przypominał sobie swoje syn, i że się z nim tym dzielił. Początkowo bał się, że chłopak będzie zachowywać wszystko dla siebie.
    Sapnął, gdy poczuł jego dłonie na swoich pośladkach.
    - Chcę snopek - wymruczał mu do ucha, które następnie lekko przygryzł. Odsunął się odrobinę od niego, by móc pozbyć się reszty jego ubrań. Potem zsunął jeszcze swoje spodnie i skopał je na podłogę. Znów się do niego przycisnął i syknął, gdy ich męskości otarły się o siebie.
    - No dalej, powiedz mi czego chcesz. Chcę to usłyszeć od ciebie. - Podniósł wzrok, by spojrzeć mu w oczy. Uśmiechnął się jednym kącikiem ust. - Chcesz żebym cię pieprzył, jak na tym sianie? Jak kiedyś na leśnej polanie?

    OdpowiedzUsuń
  129. [Wiem, jestem bardzo miła. Czasami też wredna i ironiczna, ale w gruncie rzeczy, dobra ze mnie dziewczyna. XD
    O cholerka, do opery? No to nieźle. :o Ej, zawsze musi być ten pierwszy raz, nie?
    Hmmm, wydaje mi się, że jak do opery, to raczej w garniturze. No wiesz, szyk i elegancja. Jeansy zdecydowanie nie wchodzą w grę.]

    - Nadal mam wrażenie, że się mną bawisz, ale w tym momencie nie zamierzam się tym zadręczać. Jutro cały dzień mogę o tym myśleć, a dzisiejszy wieczór poświęcić na coś o wiele przyjemniejszego.
    Will chętnie posłuchałby o tym, co jeszcze pamiętał Nathan, ale może później. Teraz znów był na niego napalony i nie zamierzał tego spieprzyć.
    - Jezu, o czym ty mówisz? Nie posuwałem nieletniego za pieniądze, zboczeńcu. - Walną go pięścią w ramię, kręcąc głową z rozbawieniem.
    Jęknął, gdy Nath ugryzł go w język. Bolało, ale jakimś cudem, właśnie dzięki temu stał się jeszcze twardszy. Przyzwyczaił się do tego, że był gryzakiem Nathana i coraz bardziej mu się to podobało.
    - Spoko. Chcesz żebym cię pieprzył, więc to zrobię.
    Uśmiechnął się ironicznie, podnosząc się. Złapał go za rękę i pociągnął go na nogi.
    - Oprzyj się - mruknął, popychając Nathana, by pochylił się nad oparciem. Szerzej rozsunął jego nogi. - I się rozluźnij.
    Stanął za nim i otarł się o jego pośladki. Po chwili odsunął się i kucnął za nim. Przygryzł jego prawy pośladek, a potem rozsunął oba. Językiem zaczął drażnić jego wejście. Drażnił go tak przez kilka minut, aż w końcu się podniósł. Oślinił dwa palce i wsunął je w niego, rozciągając go. Potem dołączył trzeci.

    OdpowiedzUsuń
  130. [Myślę, że najlepiej będzie, jak wybierzesz się na zakupy i zaopatrzysz się w nowy garniak. Na pewno Ci się do czegoś jeszcze przyda. To jest kolejny plus bycia facetem - kupisz jeden garnitur i starczy Ci na długi czas. Kobiety mają znacznie gorzej z sukienkami. XD]

    - Oj dobra, może i co nieco zapomniałem. Potem im to po wypominasz - mruknął i cicho się zaśmiał.
    Czuł, że Nathan jest spięty, więc chciał zrobić wszystko, by ten się rozluźnił. A przede wszystkim - by mu zaufał.
    Wywrócił oczami na jego słowa i dalej go rozciągał. Pochylił się i skubnął zębami jego ucho.
    - Bądź cicho, albo cię zaknebluję - zagroził, w końcu wyciągając z niego palce. Wydawało mu się, że Nathan jest już odpowiednio rozciągnięty, by przyjąć go bez większych problemów. Chwycił jego podbródek i obrócił go w bok, by móc go szybko pocałować.
    - Gotowy? - Spytał jeszcze, nim ustawił się za nim i chwycił mocno jego biodra. Naparł na jego wejście, przygryzając mocno dolną wargę. Wsuwał się w niego powoli, ale pewnie. Z jego ust wydobył się jęk, gdy był w nim już niemal cały.

    OdpowiedzUsuń
  131. [Faceci w ogóle mają lepiej. Zawsze jak mówię mamie, że wolałabym być chłopakiem i moje imię w męskiej wersji bardziej mi się podoba, to ona się na mnie obraża i rzuca tekstem "zawsze chciałam mieć córkę, nie ran mnie"; jeszcze spojrzy na mnie wzrokiem zbitego psa i jestem ugotowana. XD]

    Pomimo tego, co wcześniej Nathan mu powiedział, Will i tak bał się, że może go skrzywdzić. Sam był trochę spięty i rozluźnił się dopiero, gdy poczuł, że jego partner również się rozluźnia.
    Jego dłonie błądziły po plecach chłopaka, badając je i zapamiętując każda krzywiznę. Pocałował go w kark, przesuwając się odrobinę, by móc uderzać pod odpowiednim kątem.
    Początkowo poruszał się powoli. W końcu przestał panować nad jękami i westchnięciami, które wydostawały się z jego ust. Jego biodra przyspieszyły, a jedna z dłoni przesunęła się na brzuch Nathana. Zacisnął palce wokół męskości chłopaka.
    Czuł się naprawdę wspaniale i musiał mocno nad sobą panować, by nie stracić kontroli. Jego ciało zaczęło drżeć, gdy coraz większa przyjemność przepływała przez jego ciało.
    Poruszał dłonią w rymie swoich pchnięć.
    - Mam nadzieję, że jesteś już blisko - wymruczał mu do ucha, przygryzając je.

    OdpowiedzUsuń
  132. [Nietrzeźwy z obitą mordą? Ojoj, nieładnie! Nie dziwię się Twojej mamie. :c
    Jak byłam w podstawówce to pobiłam się z taką jedną dziewczyną. Jej ojciec był policjantem i nastraszyła mnie potem, że mnie w więzieniu zamknie, a ja na to "Było warto. Przynajmniej obiłam ci tę mordę. Dostałaś za swoje" - nigdy tego nie zapomnę. XD]

    W innej sytuacji zapewne by się roześmiał, ale teraz był zbyt zajęty dążeniem do swojego i Nathana spełnienia.
    Jego dłoń znacznie przyspieszyła. Chciał, by to Nath doszedł pierwszy. Gdy tylko poczuł jak jego mięśnie zaciskają się, nie wytrzymał i doszedł w nim z głośnym jękiem.
    Wysunął się z niego ostrożnie i wzruszył ramionami. Na jego ustach nadal błąkał się lekki uśmiech. Chwycił jego podbródek i pocałował go delikatnie.
    - Tęskniłem za tym - przyznał. Chwycił go za ramię i pociągnął w stronę łóżka. Popchnął go na nie i ruszył w stronę łazienki. - Zaraz wracam - rzucił jeszcze, nim zniknął za drzwiami. Wrócił po kilku minutach i uklęknął na łóżku. Wytarł go mokrą gąbką pomiędzy pośladkami.
    Zeskoczył z łóżka, starł z kanapy nasienie Nathana i znów poszedł do łazienki. Po powrocie położył się obok Natha. Przysunął się jeszcze bliżej i oparł brodę na jego piersi.
    - I jak tam? Masz siłę na jeszcze jedną rundkę, czy idziemy spać? - Zapytał zaczepnym tonem i cicho się roześmiał.

    OdpowiedzUsuń
  133. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  134. [No wiem, to kolejny powód dla którego chciałabym być chłopcem. XD
    A jak! Ta suka (to prawdziwa sucz, wcale nie przesadzam) zasłużyła sobie na to. Wygadywała o mnie okropne rzeczy, a moje biedne wrażliwe serduszko ledwo to wytrzymało. Przepłakałam przez nią wiele godzin po powrotach ze szkoły.]

    - Spodobało ci się, co? - rzucił i mrugnął do niego.
    Znów się roześmiał, tym razem trochę głośniej. Oddał pocałunek równie mocno, wplątując palce w jego włosy, by przyciągnąć go do siebie jeszcze bliżej.
    Nathan zaskoczył go nieco gdy rozsunął nogi. Will oderwał się od niego i ponownie wziął w dłoń jego członka, by go pobudzić. Sam już był na wpół twardy. Usadowił się pomiędzy jego nogami, ale nadal nie zrobił nic więcej, oprócz pobudzania go ręką. Przyssał się do skóry na jego szyi i w końcu objął drugą dłonią swoją męskość.
    Gdy sam był już odpowiednio twardy, a członek Nathana zaczął pulsować mu w dłoni, uniósł jego nogi do góry i wsunął się w niego bez problemu.
    Westchnął z zadowoleniem, gdy zanurzył się w tym przyjemnym cieple. Oplótł jego nogi wokół swoich bioder, pochylił się nieco do przodu i zaczął się poruszać. Odnalazł jego usta, a palcami zaczął bawić się jego kolczykiem.
    Nadal był ostrożny, ale nie tak bardzo jak za pierwszym razem. Tym razem brał go znacznie mocniej. Pocałunki zamieniły się w lizanie i gryzienie. Pot spływał po jego plecach, ale Will ani na chwilę nie przestał się poruszać, ani też nie oderwał spojrzenia od oczu Nathana.

    OdpowiedzUsuń
  135. [Ja tylko raz się pobiłam. Z resztą... noszę okulary, są dosyć drogie, więc nie byłoby miło, gdyby coś się z nimi stało. Zdjąć też ich nie mogę, bo wtedy nic nie widzę. XD]

    Zamrużył oczy i zwolnił swoje pchnięcia.
    - Lubię na ciebie patrzeć - mruknął. Oderwał wzrok od jego twarzy i przeniósł go na jego męskość.
    Wystarczyło mu jeszcze zaledwie parę pchnięć, by dojść po raz kolejny w Nathanie. Jego ramiona zaczęły niebezpiecznie drżeć, więc wysunął się z niego i opadł na łóżko. Chwilę zajęło mu uspokojenie oddechu.
    Był zmęczony i najchętniej poszedłby spać, ale zamiast tego chwycił jego nadgarstek i z krzywym uśmiechem zlizał spermę z jego dłoni. Potem pochylił się nad jego brzuchem i również z niego zlizał nasienie Nathana.
    Znów pognał do łazienki, umył zęby, wrócił i obmył Nathana nic sobie nie robiąc z tego, że chłopakowi może się to nie podobać. W drodze powrotnej do łóżka pogasił wszystkie światła i upewnił się, że drzwi są zamknięte.
    - Rano możemy wziąć prysznic - wymamrotał, przykrywając ich obu kołdrą. Przysunął się do niego i przytulił się do jego boku.

    OdpowiedzUsuń
  136. [Ooo, zazdroszczę Twojej siostrze! Też bym chciała takiego brata. :D Mnie nie ma kto pomóc w doborze oprawek. XD]

    Zasypiał, gdy dotarł do niego głos Nathana. Uniósł wzrok i uśmiechnął się szeroko.
    - Nadal jestem porządny. Dziś mnie zwyczajnie wykończyłeś - powiedział i parsknął śmiechem. Podniósł się odrobinę, by móc go szybko pocałować, ale zaraz znów wygodnie się ułożył i do niego przytulił.
    Zasnął prawie od razu. Przespał całą noc i obudził się dopiero, gdy zadzwonił budzik. Był pewien, że gdyby nie ustawił go wczoraj wieczorem, to pewnie żaden z nich by nie wstał i nie poszedł do szkoły. Will ani trochę nie miał ochoty się tam wybierać, ale wiedział, że musi. Mimo wszystko zamierzał mieć oko na Nathana.

    Właśnie skończyła się jego ostatnia lekcja i wyszedł z sali mając dziwne przeczucie. Coś, czego nie potrafił rozgryźć, nie dawało mu spokoju. Zanim jednak zdążył wybrać się na poszukiwania Natha, dopadła go Vera.
    - Cześć, Vera. Cóż, Nathan był wczoraj zajęty. Wiesz, to nie jest tak, że nie odbierał specjalnie - powiedział z rozbawieniem. Kłamał, o czym dziewczyna zapewne doskonale wiedziała. Nie zdążył dodać coś jeszcze, ale tym razem nie przez kolejny wywód siostry chłopaka.
    Spiął się, gdy dotarł do niego sens słów przyjaciółki Very. W jednej sekundzie cały jego dobry humor prysł. Zamierzał jak najszybciej pobiec do palarni, ale uświadomił sobie, że nawet nie wie, gdzie to jest. Na szczęście Vera pociągnęła go w tamtą stronę. Przepchnął się za nią przez tłum i znieruchomiał. Za cholerę nie wiedział, jak powinien zachować się w tej chwili. Wiedział jedno - był wściekły, tak jak chyba jeszcze nigdy. Chciał się odezwać, ale obawiał się, że wybuchnie.
    Gdy tłum zniknął, spojrzał najpierw na Verę, a potem na Nathana. Bolało go, gdy widział chłopaka w takim stanie.
    - Dziewczyny, zostawcie nas, co? - rzucił i podszedł do chłopaka. Stanął przed nim i zabrał mu papierosa, którego następnie rozdeptał.
    - Czy powiesz mi łaskawie, co ci odpierdoliło? - pochylił się do przodu, znacznie ściszając głos. - Zachowujesz się jak gówniarz, a nie jak osiemnastoletni chłopak. Zawiodłem się na tobie, Nathan. - Pokręcił głową z dezaprobatą. - Mówiłeś mi, że chcesz skończyć szkołę. Czy nie wiesz, że bójki mogą ci to uniemożliwić? Mogą cię zawiesić, do cholery! - Przeczesał włosy drżącą dłonią. Zamknął na chwilę oczy i odetchnął. - Nie wierzę, że mogłem zakochać się w takim gówniarzu - wymamrotał jeszcze ciszej. Zrobił kilka kroków w tył i wpadł na nauczyciela, którego przyjścia nie zauważył.
    - Co się tutaj stało? De Lioch? Brandano? - Nauczyciel nie czekał na ich odpowiedź, tylko kontynuował: - Idziemy do dyrektora. W tej chwili. Nathaniel, twoja mama właśnie jedzie do szkoły.
    Odwrócił się na pięcie i zostawił ich samych. Will nawet nie spojrzał na Nathana, również się odwrócił i ruszył za nauczycielem.

    OdpowiedzUsuń
  137. [Biskupi? Wiem, jaki to kolor, ale za cholerę nie rozumiem po co się tak rozdrabniać. Fiolet to fiolet. Ludzie sobie bezsensownie utrudniają życie. XD]

    Jego złość powoli zaczęła się ulatniać i Will już po chwili był pewien, że źle zareagował. Naskoczył na Nathana, choć wcale nie powinien. Wyrzuty sumienia już zaczęły męczyć.
    Usiadł obok Natha i wbił wzrok w ścianę. W końcu jednak przeniósł spojrzenie na dyrektora i uśmiechnął się krzywo.
    - Owszem, było dokładnie tak, jak powiedział Nathan. Zwyczajnie spadł ze schodów. Nie było żadnej bójki, panie dyrektorze - powiedział bez mrugnięcia, patrząc mężczyźnie prosto w oczy.
    Dyrektor nie wyglądał tak, jakby miał im uwierzyć, ale Will nie za bardzo się tym przejmował. Był pewien, że gdy tylko Ophelia się tutaj pojawi, zrobi wszystko, byleby tylko jej syn nie został ukarany.
    Podniósł wzrok, gdy kobieta weszła do gabinetu i ledwo powstrzymał się przed parsknięciem śmiechem na jej słowa.
    Wychodząc z pomieszczenia spojrzał na nią znacząco. Will nie zamierzał już dłużej odkładać tej rozmowy z Nathanem. Właśnie dziś będą musieli powiedzieć chłopakowi o wszystkim. Nigdy nie przyznałby się do tego głośno, ale cholernie mocno bał się tej rozmowy.
    Usiadł na ławce z westchnieniem i zaczął obserwować chłopaka kątem oka. Chciał coś powiedzieć, ale nie miał pojęcia co w tym momencie byłoby odpowiednie. W końcu podniósł się, złapał go za rękę i pociągnął w stronę łazienki, która znajdowała się na końcu korytarza. Po drodze minęli Verę, która chciał coś powiedzieć, ale Will jej na to nie pozwolił, tylko przyspieszył. Była z nią też jej przyjaciółka, która zerkała na nich z niepewnością. A może to był strach? Cóż, jakby nie było, to ona zakablowała nauczycielowi i o bójce.
    Zaraz otworzył drzwi od toalety i wepchnął Nathana do środka.
    - Wyglądasz jak siedem nieszczęść - wymamrotał, wyciągając z kieszeni paczkę chusteczek. Zmoczył kilka i podszedł do Nathana. Chwycił jego podbródek i zaczął wycierać jego twarz z zaschniętej już krwi. - Jestem pewien prawie na sto procent, że ci idioci złamali ci nos - powiedział, po uważnym przyglądnięciu się jego nosowi. - Boli cię coś jeszcze?
    Odszedł od niego na parę kroków, by wyrzucić chusteczkę. Zaraz jednak znów stanął przed nim. Przygryzł mocno dolną wargę.
    - Przepraszam, że tak na ciebie naskoczyłem. Nie powinienem. Trochę mnie poniosło. W pierwszej chwili, gdy cię tylko zobaczyłem, naprawdę bałem się, że mogli zrobić ci coś poważnego. - Dopiero teraz podniósł wzrok i spojrzał mu prosto w oczy. - Powiesz mi, dlaczego się z nimi biłeś? Wątpię w to, że to była bójka dla rozrywki, jakiś powód musi być.

    OdpowiedzUsuń
  138. [No i co to za różnica? Zieleń to zieleń! XD
    Nigdy nie zapomnę jak byłam u mojej siostry ciotecznej i pojechałam z jej synem do sklepu, już nawet nie pamiętam po co. W pewnym momencie ona do mnie dzwoni i mówi "Zapytaj kochanie, czy mają Namiętność Carmen, albo Malinową Grandę", dopiero jakiś miły sprzedawca wyjaśnił mi, że to odcienie różu. XD]

    - Wiem, że umiesz się bić, ale to wcale nie oznacza, że... Oj dobra, mniejsza z tym. I tak się nie dogadamy.
    Wywrócił oczami. Jego złość i irytacja ponownie zaczęła wzrastać. Miał wrażenie, że Nathan traktuje go jak zło konieczne. Podczas gdy Will tylko stara się o niego troszczyć. Czy tak trudno to zrozumieć?
    Odpowiedź Natha nieco zbiła go z tropu. Otworzył usta, ale zaraz je zamknął. Nie tego się spodziewał.
    - Czyli... stanąłeś w mojej obronie? Rycerz na białym koniu, co? - Na jego twarzy pojawił się krzywy uśmiech. - To miło. Nawet nie sądziłem, że mógłbyś się z kimś pobić przeze mnie. Choć nadal mi się to nie podoba. Zwłaszcza, że twoja twarz naprawdę nie wygląda za ciekawie. - Zrobił krok do przodu, bez wątpienia wkraczając przy tym w jego przestrzeń osobistą. - Jeszcze raz przepraszam, że się tak uniosłem. Jestem trochę nerwowy i nie lubię bezsensownych bójek. W pewnym sensie można mnie nazwać pacyfistą.
    Pochylił się do przodu i nim chłopak zdążył jakkolwiek zareagować szybko musnął wargami jego policzek.
    - Zero całowania przez jakiś czas. Twoja dolna warga jest w opłakanym stanie - powiedział i parsknął śmiechem.
    W tym samym czasie drzwi od łazienki się otworzyły i do środka weszła Ophelia. Will zrobił krok w tył, a jego uśmiech zniknął szybciej, niż się pojawił.

    OdpowiedzUsuń
  139. [Jakieś urozmaicenie musi być, nie? W kolorach, w drinkach... Żyć nie umierać. XD
    Ej, i co z Twoim garniakiem? :D]

    - Nie obchodzi mnie to, że wyglądałeś gorzej. W tym momencie i tak wyglądasz okropnie.
    Roześmiał się.
    - Zapasy w basenie z kiślem? Okej... to mogłoby mi się spodobać - powiedział nadal się śmiejąc. Niestety jego rozbawienie zniknęło, gdy tylko ją zobaczył.
    Will ledwo powstrzymał się przed powiedzeniem, że Ophelia nie ma prawa mu rozkazywać. Spojrzał na nią spod przymrużonych powiek, a ona zrobiła to samo. Mierzyli się tak chwilę wzrokiem, aż on w końcu pokręcił głową i ruszył za Nathanem.
    Wsiadł i również zapiął pas. Nadal jej nie ufał, więc wolał jako tako się zabezpieczyć. Westchnął i podał jej adres ich wspólnego mieszkania.
    Gdy tylko znaleźli się pod kamienicą, w której mieszkali, Will wręcz wyskoczył z auta. Zerknął na Ophelię i uśmiechnął się ironicznie.
    - Och, gdzie moje maniery? Może wejdzie pani na herbatkę? - rzucił sarkastycznie. Podszedł do kamienicy drzwi i otworzył je. - Damy przodem - dodał tym samym tonem.
    Nie wiedział, co musiałoby się stać, żeby William nazwał ją damą. Jak na razie nadal pozostawała jego wrogiem.

    OdpowiedzUsuń
  140. [Ojej, czyżbyś nie lubił zakupów? Tak szczerze, to ja nienawidzę. Jak mam iść kupić sobie coś nowego do ubrania, to dostaję białej gorączki. XD
    Hahahaha, niezłe porównanie. Ale dzięki, bracie, jak kiedyś będę chciała wypić kolorowego drinka, to od razu pomyślę o srającym jednorożcu. XD]

    Skrzywił się odrobinę. Nadal do końca nie dotarło do niego, że Nathan jest synem Ophelii. I chyba nigdy to do niego nie dotrze, nawet jeżeli będzie sobie to ciągle powtarzać.
    - Raczej nie wpadniemy, więc nie ma się pani o co martwić. Może to z Verą powinna pani porozmawiać o antykoncepcji? Swoją drogą... - zerknął na kobietę, a potem na Nathana. - Nigdy nie używasz gumek podczas seksu, czy to tak tylko ze mną? - spytał, uśmiechając się kpiąco.
    Milczał przez chwilę, aż w końcu westchnął z rezygnacją.
    - A myślisz, że ja wiem? Dla mnie to jest równie trudne, co dla ciebie. - Podszedł do niej i ściszył głos, choć wiedział, że nie było szansy by Nath ich usłyszał. - Zwłaszcza, że jestem pewien, że po tym co usłyszy, może mnie znienawidzić. Oszukałem go. Kłamstwo nie jest dobrym fundamentem związku, prawda?
    Zrobił kilka kroków w tył, gdy tylko usłyszał, że woda pod prysznicem została zakręcona.
    Może to jednak nie była odpowiednia pora? Może powinni jeszcze trochę poczekać? Cholera. Prawda była taka, że nie mieli czasu na czekanie.
    Gdy tylko Nathan wyszedł z łazienki, wypalił:
    - Twoja matka zabiła mężczyznę, którego kochałem - gdy tylko te słowa opuściły jego usta dotarło do niego, że zdecydowanie powinien sformułować je w jakiś inny sposób. Było już jednak na to za późno.

    OdpowiedzUsuń
  141. [Dzięki. XD
    W ogóle nie wiem co się dzieje - najpierw Ty, potem dwóch moich kolegów, a teraz jeszcze mój kuzyn mówią mi o garniturach. To jakiś wysyp, czy co? XD A do tego wkopałam się w pomoc jednemu z kolegów w kupnie garniaka! Ja! Ja, która nienawidzi zakupów... Brawo ja! :x]

    Wywrócił oczami. Sęk w tym, że nie przesadzał. Dał sobie mentalnego kopniaka, bo wiedział, że nie powinien zacząć tej rozmowy w ten sposób.
    - Nie, nie ma sensu tego odkładać - powiedział szybko i rzucił jej zdenerwowane spojrzenie. - A co jeżeli czas się skończy?
    Nie czekając na jej odpowiedź podszedł do kanapy i kucnął przed Nathanem. Oparł dłonie na jego kolanach.
    - Nie jestem twoim bratem - wzdrygnął się. - To bardziej skomplikowane, niż może ci się wydawać... Zanim jednak coś powiesz, wysłuchaj mnie. - Spojrzał na niego uważnie. - Gdy byliśmy w tym muzeum, pamiętasz, jak mówiłem, że William Brandon jest moim przodkiem? - nie czekając na jego odpowiedź, kontynuował: - To ja jestem Williamem Brandonem, tym, który urodził się w XIV wieku. Tym, który uciekł zaraz po swoim ślubie. Tym, który był właścicielem miecza, który tak się spodobał. - Na chwilę odwrócił wzrok i spojrzał gdzieś w bok. - Nathaniel de Lioch, twój przodek... On był moim przyjacielem i kochankiem. A twoja matka... Ona była moją narzeczoną. To ona go zabiła.
    Wiedział, że to co mówi najprawdopodobniej jest dla chłopaka zwykłą abstrakcją, ale niby jak inaczej miał mu o tym wszystkim opowiedzieć?

    OdpowiedzUsuń
  142. [Ciemnoszary? No, no, normalnie to bym aż zagwizdała. XD Niestety nie mogę dać żadnych propozycji, bo najpierw musiałabym poznać twój kolor włosów, oczu, takie pierdoły. Ale myślę, że ciemnoszary to strzał w dziesiątkę. XD]

    - Twoja mama powinna ci to wyjaśnić, bo ja jestem tylko zwykłym pionkiem w jej chorej grze. Wiem jedno, wiele lat temu zabiła moją miłość, a mnie skazała na nieśmiertelność. Żeby było jeszcze zabawniej, co kilka, kilkadziesiąt lat spotykam nowe wcielenie pierwszego Nathaniela de Liocha. A potem go tracę.
    W końcu znów spojrzał na chłopaka. W oczach Willa widoczny był ból i cierpienie.
    - Umrzesz. Jeżeli tego nie zatrzymamy, to umrzesz, tak jak inne Twoje wcielenia. - Przeczesał włosy drżącą dłonią. Spojrzał na Ophelię. - To możliwe, że tym razem jest inaczej, niż zwykle? Nie czuję się tak, jak wcześniej. Wiem, że on to on, ale... jest inaczej - jego głos pod koniec trochę się załamał.
    Zamilkł. To wszystko nawet jak dla niego nie trzymało się kupy. Może rzeczywiście powinni najpierw uzgodnić, co powiedzą Nathanowi, a nie iść na żywioł. Cóż, teraz było już za późno.
    - Musisz się we mnie zakochać, żeby przerwać tę pieprzoną klątwę, zaklęcie, czy czym to w ogóle jest. - Wziął drżący oddech. - Nienawidzę twojej matki. Nie sądziłem, że kiedyś będę kogoś aż tak bardzo nienawidzić. A jednak. Wiem jednak, że zależy jej na twoim życiu. Tak samo jak mnie. Oprócz ciebie nic innego się nie liczy.

    OdpowiedzUsuń
  143. [Gdzieś tak słyszałam. Chociaż... czarny pasuje do każdego, nie? XD Czarny jest jednak zbyt zwyczajny. Ciemnoszary ma u mnie więcej plusów]

    Od początku wiedział, że Nathan im nie uwierzy, ale i tak czuł się, jakby dostał prosto w żołądek. Czy nawet gdyby rozegrali to w inny sposób, on by im uwierzył? Will w to wątpił.
    Z szeroko otwartymi oczami patrzył, jak Nath wychodzi. Nie mógł pozwolić mu uciec. Nie teraz.
    Wybiegł z mieszkania, nawet się za sobą nie oglądając. Dogonił Nathana, gdy ten był już na ulicy. Złapał go za ramię i zatrzymał w miejscu.
    - Poczekaj, proszę. Nie uciekaj - poprosił błagalnym tonem, odwracając go w swoją stronę. - Wiem, że to wszystko nie brzmi najlepiej, ale gdzieś wewnątrz doskonale wiesz, że to wszystko, czego się dowiedziałeś jest prawdą. Ani ja, ani twoja matka nie chcemy cię skrzywdzić. Zależy nam tylko na twoim dobru. I twoim życiu. Chcemy, żebyś przeżył. - Spojrzał na niego tym razem twardym wzrokiem. - Pamiętasz wojnę secesyjną? Pamiętasz, jak byłeś jeszcze biednym dzieciakiem? Pamiętasz, jak wracałeś do mnie do domu, a ja czekałem na ciebie w łóżku, a potem ci czytałem? Pamiętasz to, jak kochaliśmy się na leśnej polanie? To nie są zwykłe sny, czy urojenia. To wydarzyło się naprawdę.
    Wyciągnął drugą dłoń i położył ją na jego klatce piersiowej, w tym samym miejscu, w którym miał bliznę.
    - Wiesz dlaczego mam taką samą? To blizna od miecza.

    OdpowiedzUsuń
  144. [To dlatego na maturę chłopcy ubierają się w czarne garnitury? XD
    Ja lubię czarny. To zdecydowanie mój kolor, choć wszyscy mówią, że lepiej mi w niebieskim. Najchętniej chodziłabym jednak w czarnych ubraniach. Z resztą moja mama też. Kiedyś nawet mama mojej koleżanki spytała się mnie, czy mamy żałobę, bo całe lato chodziłyśmy ubrane na czarno. XD]

    Słuchał go uważnie, nie odzywając się ani słowem. Powiedział już wszystko co chciał. Teraz była kolej Nathana. Co prawda nie uśmiechała mu się myśl, że chłopak zamierza gdzieś indziej spędzić noc i wrócić do niego dopiero rano, ale nie mógł się z nim o to kłócić. Zamknął oczy, gdy poczuł jego wargi na swoich.
    - Wrócisz? Na pewno? - dopytał. Chłopak co prawda powiedział mu już dwa razy, że wróci, ale Will i tak chciał mieć stu procentową pewność co do tego. Nie mógł go stracić. Nie zważając na nic, objął go ramieniem i przytulił się do niego tylko na sekundę. - Uważaj na siebie i nie rób nic głupiego - mruknął, całując go w policzek. Odsunął się z wymuszonym uśmiechem na ustach. Stał tak jeszcze chwilę, czekając aż Nathan zniknie z jego pola widzenia. Dopiero wtedy wrócił do mieszkania.
    - Przepraszam, źle to rozegrałem - powiedział cicho, nawet nie patrząc na kobietę. - Chyba powinnaś już iść. Teraz wszystko zależy od niego. Do niczego go nie zmusimy.
    Nie chciał z nią rozmawiać, nie chciał nawet na nią patrzeć. Chciał zostać sam.
    - Porozmawiamy jutro jak wróci. Jeżeli wróci.

    OdpowiedzUsuń
  145. [Pewnie tak. Bal gimnazjalny... Boże, kiedy to było. XD
    Życie mi ucieka przez palce, a ja nadal mam wrażenie, że moje życie to jedno wielkie nic. :x]

    Kompletnie nie wiedział, co ma ze sobą zrobić. Po wyjściu Ophelii zaczął krążyć po domu, nie mogąc sobie znaleźć miejsca. Nie potrafił wyzbyć się myśli, że Nathan może nie wrócić. Wiedział, że trochę przesadza i zaczyna świrować. Powinien usiąść i grzecznie poczekać na powrót chłopaka. Musiał dać mu czas.
    Po spędzeniu reszty dnia i całego wieczoru przed telewizorem i skakaniu po kanałach, zdecydował się na prysznic. Grubo po północy położył się w końcu w łóżku. Był pewien, że i tak nie zaśnie bez ciepłego ciała obok, do którego już zdążył się przyzwyczaić. Jeszcze chyba nigdy tak szybko się do nikogo nie przyzwyczaił. Przerażało go to i fascynowało zarazem.
    Odetchnął z ulgą, gdy usłyszał, że ktoś wchodzi do mieszkania. Nie, nie ktoś - Nathaniel. Miał ochotę zerwać się z łóżka i pobiec do niego, ale zamiast tego czekał. Wpatrywał się w jeden punkt na ścianie i zwyczajnie czekał.
    Na jego twarzy pojawił się uśmiech, gdy chłopak wślizgnął się do łóżka, a potem do niego przytulił.
    Leżał tak chwilę, aż w końcu obrócił się w jego stronę, popychając go na plecy. Oparł głowę na jego klatce piersiowej i się do niego przytulił. Sięgnął jeszcze po puchaty koc i przykrył nim Nathana. Willowi jak zwykle było gorąco, więc nie potrzebował dodatkowego nakrycia.
    - Jak się czujesz? - spytał cicho i podniósł się odrobinę do góry, by móc wtulić twarz w jego szyję. Miał na myśli sferę zarówno fizyczną, jak i psychiczną. Westchnął, ciesząc się bliskością Nathana.

    OdpowiedzUsuń
  146. [Huh, mi pewnie to wrażenie nie minie do końca życia. XD
    Ja się wcale nie uważam za najmądrzejszą, ale mimo wszystko chciałabym być już dorosła - albo raczej, chciałabym być już po studiach. Mam dziwne marzenia, nie? XD]

    Chciał zapytać go, co sądzi o tym wszystkim czego się dziś dowiedział, ale nie zamierzał tego robić teraz. Poczeka aż chłopak sam mu o tym powie.
    - Nie umiałem spać bez ciebie. Daj mi się chwilę tobą nacieszyć, zaraz pewnie i tak zasnę, tato - powiedział z przekąsem.
    Prychnął i spojrzał na niego spod przymrużonych powiek.
    - Jak będę chciał to się spuszczę, a tobie nic do tego - w bardzo dorosły sposób pokazał mu język i się roześmiał. Odsunął się od niego odrobinę, jakby dopiero teraz uświadamiając sobie, że chłopak jest pewnie cały posiniaczony przez wcześniejszą bójkę, a Will prawie się na nim kładąc tylko dodaje mu bólu. Z żalem odsunął się jeszcze trochę i położył głowę na poduszce, ani na chwilę nie spuszczając wzroku z jego twarzy.
    - Idziemy jutro do szkoły? - spytał nagle. Zmarszczył brwi. To pytanie wydawało się być nie na miejscu, zwłaszcza, że mieli ważniejsze rzeczy na głowie, ale trudno.

    OdpowiedzUsuń
  147. [Jasne, bardzo chętnie! :D
    Tylko pamiętaj kolego, że ja za niecałe dwa miesiące kończę liceum. Mogliśmy się zamienić jakiś rok temu. XD]

    - Jakoś wcześniej ci to nie przeszkadzało. Dobra, zapamiętam to sobie - burknął i spojrzał na niego zbolałym wzrokiem. Tak dla lepszego efektu zrobił jeszcze smutną minę.
    Zesztywniał, ale zaraz spróbował się na powrót rozluźnić.
    - Skoro ty nie idziesz, to ja też - wzruszył lekko ramionami. Dodał: - Nie martw się, nie będę ci zawracać głowy, jeżeli nie będziesz chciał mojego towarzystwa. Coś sobie zorganizuję.
    Domyślił się, że Nathan będzie unikał tej rozmowy jak ognia. A Will nie zamierzał go do niczego zmuszać. Co prawda nie wiedziała ile zostało im jeszcze czasu, ale to chłopak musi podjąć decyzję.
    - Wiesz, że uwielbiam cię całować, ale przecież ogłosiłem na to celibat. No nie mów, że zapomniałeś. - Wyciągnął dłoń i opuszkami palców musnął jego usta. - Będzie cię boleć - wymamrotał. Podniósł się jednak i przycisnął swoje wargi do jego w delikatnym pocałunku. Przejechał językiem po jego dolnej wardze i zawisł nad nim. - Zadowolony?

    OdpowiedzUsuń
  148. [No niby tak, ale... od maja aż do końca czerwca będę żyć w wielkim stresie, zastanawiając się, czy zdałam maturę. Potem - jeżeli się okaże, że nie, to czeka mnie poprawka. A potem kolejne czekanie na wyniki. Coś czuję, że to będą bardzo trudne i pełne stresu wakacje... XD

    - To nie jest moja wina. To twoja matka nas w to wszystko wjebała - spojrzał na niego znacząco.
    Chciał się odsunąć, ale cholera, tak bardzo uwielbiał te usta, że nie potrafił. Nie było mu zbyt wygodnie, ale nie narzekał. Uważał tylko, by przypadkiem w jakiś sposób nie zrobić Nathana. Zaśmiał się, gdy się od siebie oderwali i również wytarł ślinę z twarzy.
    - Pff, przy tobie nie da się utrzymać żadnego celibatu - wymamrotał i tym razem to on go pocałował. - Gdybyś nie wdał się w bójkę, a przez to nie byłbyś tak poobijany, to mógłbym ci to wszystko jakoś lepiej wynagrodzić. A tak musisz zadowolić się tylko całowaniem - powiedział z rozbawieniem. Objął dłonią jego policzek, pocałował go w czoło i odsunął się od niego z krzywym uśmiechem.
    - Idziemy spać. Jeżeli jutro poczujesz się lepiej, to pomyślimy o czymś lepszym niż całowanie - mruknął, układając się wygodnie na łóżku. Nie był co prawda jakoś mocno zmęczony, ale wiedział, że teraz zaśnie bez problemu.

    OdpowiedzUsuń
  149. [Człowieku, naprawdę Cię uwielbiam! Mówiłam Ci to już? Nie? To teraz mówię, tj. piszę. XD Szczerze? Chyba w tym momencie zależy mi tylko na tym, żeby zdać. Tym, że nie dostanę się na wymarzone studia jakoś się nie martwię. Na razie. XD]

    Zwyczajnie nie potrafił się nie roześmiać.
    - Sam chciałeś - powiedział, gdy w końcu udało mu się ogarnąć. - Przynajmniej zadbałem o to, żebyś o mnie nie zapomniał - dodał, szturchając go lekko w bok. Przekręcił się na plecy i również wpatrzył się w sufit. Milczał, nie potrafiąc zebrać myśli.
    - Nie, nie jestem z tobą dla niego - zmarszczył brwi - to znaczy, nie jestem z tobą dla Nathaniela, którym byłeś wieki temu. Może na początku... Czułem obowiązek żeby z tobą być. Ale teraz... teraz jest zupełnie inaczej niż zwykle. Wiem, że to trudne i skomplikowane. No i pewnie mówię totalnie bezsensownie, ale nie potrafię inaczej - westchnął. - Kochałem każde wcielenie. Ale nigdy nikogo nie pokochałem tak jak jego. Aż do teraz - ostatnie zdanie wypowiedział tak cicho iż wątpił, by Nathan w ogóle go usłyszał.

    OdpowiedzUsuń
  150. [Nie ma za co, ociekający zajebistością człowieku. Jestem zaszczycona, że dane mi było Cię poznać. XD]

    - Tak, dokładnie tak. Aż tak bardzo go kochałem, że nie potrafiłem o nim zapomnieć - przyznał. Roześmiał się cicho. - Nie bzykałem się z nikim innym, ani tym bardziej nie zrobiłem dziecka żadnej panience.
    Will nigdy nie myślał, jakby to było żyć po swojemu, w końcu przestając szukać kolejnych wcieleń Nathaniela.
    - To wy mnie zawsze znajdowaliście. Zawsze się w końcu pojawialiście. Nie umiałem i nigdy nie chciałem od tego uciec. - Zerknął na niego, mrużąc oczy, by lepiej widzieć w ciemności. - Jakby nie było, w końcu spotkałem ciebie. I nie miałem złego życia. Jasne, często myślałem o tym, że chciałbym umrzeć, ale w tym momencie cieszę się, że przeżyłem. - Obrócił się na bok. - Jesteś jego przodkiem, co prawda nie w prostej linii, ale nadal przodkiem. - Chwycił jego dłoń i splótł razem ich palce. - Przez wiele lat myślałem o tym, jak zemszczę się na Ophelii, gdy znowu ją spotkam. Boże, naprawdę mocno jej nienawidziłem. Ale choć wiem, jak mógłbym się zemścić za to, co mi zrobiła, to tego nie zrobię. Nie umiem. Twoja matka zasłużyła na karę, ale nie twoim kosztem.

    OdpowiedzUsuń
  151. [Sama jestem bardzo upierdliwym człowiekiem, wiec hej - na pewno nie pożałuję. Upierdliwi ludzie łączmy się! XD Ty się przynajmniej kłócisz z chłopakiem - ja z mamą, ale nie narzekam. Ona też mi potrafi ciśnienie podnieść. XD]

    - Słuchaj, nie dziwię się, że trudno ci w to uwierzyć i wcale nie każę ci wierzyć. Ja po prostu mówię, jak jest.
    Przygryzł mocno dolną wargę, zastanawiając się nad najbardziej odpowiednią odpowiedzią na jego pytanie.
    - Myślę, że powinieneś porozmawiać ze mną i ze swoją matką. Ona pewnie ma ci jeszcze wiele do opowiedzenia. Prawda jest taka, że ja mogę ci opowiedzieć tylko o sobie i o twoich wcieleniach. A ona może opowiedzieć ci o tym, dlaczego to zrobiła i jak można to zatrzymać. - Zawahał się. - Mówiła mi, że będzie do tego potrzebne trochę krwi, mój miecz oraz twoja miłość do mnie. - uśmiechnął się krzywo. - Może da się obejść bez tego ostatniego. Nie wiem. Jej musimy spytać.

    OdpowiedzUsuń
  152. [Hahahaha. Ale kłótnie czasami są dobre. Pomagają oczyścić atmosferę. :D]

    Nie spodziewał się tego, że leżąc z Nathanem w łóżku, oberwie od niego pięścią w brzuch. Jasne, chłopak był nieco nieobliczalny, ale żeby aż tak? Stęknął i zwinął się po drugiej stronie łóżka.
    Milczał. Doskonale zrozumiał to, co Nath miał na myśli, ale nie potrafił uwierzyć w to, że go kocha. Nie, dopóki tego nie usłyszy.
    - Jeżeli chciałeś mi powiedzieć, że mnie kochasz, to nie musiałeś mnie bić. Nie jestem twoim workiem treningowym, zapamiętaj to sobie - mruknął. - A to, że dałeś się wyruchać o niczym nie świadczy.
    Zerknął na niego po raz ostatni, a potem ponownie przeniósł się na druga stronę łóżka. Jeden ruch i wylądowałby na podłodze, ale jakoś się tym nie przejmował.
    - Wiesz co? Jutro sam pogadasz z matką. Przecież nie jestem twoją niańką, nie muszę przy tym być - powiedział jeszcze, nim odwrócił się od niego plecami. Nie był obrażony, a zwyczajnie trochę urażony.

    OdpowiedzUsuń
  153. [No rozumiem, rozumiem. Ale hej, kłótnia jest nieważna, jeżeli potem potraficie i tak dojść do porozumienia i wszystko jest okej. :D]

    Długo nie mógł się uspokoić i spróbować zasnąć. Bolała go jego własna duma. I serce. Bolało go serce. Cholera.
    Zadrżał, gdy Nathan się do niego przysunął. W pierwszej chwili miał ochotę się od niego odsunąć, ale ostatecznie stwierdził, że zbyt dobrze czuje się w ramionach chłopaka, by z tego zrezygnować. Rozluźnił się.
    - Ale ja ci wcale nie każę mówić takich rzeczy - wyszeptał i westchnął. - Porozmawiamy o tym jutro. Teraz śpij.
    Nie odezwał się już więcej. Po zaledwie kilku minutach zasnął.

    Niestety tej nocy nie mógł zaliczyć do udanych. Budził się kilka razy i za każdym razem miał wrażenie, że Nath go zostawił. Dawno nie miał aż takich koszmarów i naprawdę go to przerażało.
    Z ostatniego obudził się szlochając. Nie miał pojęcia, co się z nim dzieje. Nie chcąc obudzić śpiącego jeszcze chłopaka, wyplątał się z jego objęć oraz pościeli i poszedł pod prysznic. Musiał ochłonąć.

    OdpowiedzUsuń
  154. [Hmm, domyśliłam się, ale stwierdziłam, że nie będę tego pisać, no bo w końcu jestem jeszcze małą, grzeczną dziewczynką, prawda? XD
    Tylko pamiętaj, że "dochodzić" można zinterpretować na wiele sposobów! XD]

    Will uwielbiał spać z Nathanem. Czuł się bezpiecznie, mając go obok siebie. Niepokoiły go tylko te koszmary, bo pojawiały się zawsze tuż przed... Nie. Nie mógł o tym myśleć. Nie teraz.

    Wiedział, że prysznic w niczym mu nie pomoże i nadal będzie wyglądać jak żywy trup. Nie był pewien, ile czasu spędził pod prysznicem, ale do rzeczywistości przywrócił go dopiero głos Nathana.
    - Poproszę - mruknął, wychodząc z kabiny. Spróbował się uśmiechnąć, ale niezbyt dobrze mu to wyszło, więc zdecydował skupić się na wytarciu. Wytarł się i włożył jedynie spodnie dresowe. Wyszedł z łazienki, przeczesując dłonią mokre włosy.
    - Daj mi chwilę i zrobię śniadanie. - Podszedł do lodówki i zajrzał do środka. - No co masz ochotę? Omlet może być?
    Nie doczekał się odpowiedzi, bo najpierw usłyszał pikanie telefonu, a następnie pukanie do drzwi.
    - Niech zgadnę, twoja mamusia? - rzucił zrezygnowanym tonem i powlókł się do drzwi. Wcale nie zdziwił go widok Ophelii. Odsunął się od drzwi i wpuścił ją do środka.

    OdpowiedzUsuń
  155. [To zależy od tego, co masz na myśli pisząc "wstrętne pornosy". Sprecyzujesz mi to bardziej? Tak ładnie, ładnie proszę! :* XD

    I ej, ja nie oglądam pornosów. Nawet nie wiem co to jest seks! XD]

    Nie sądził, że kobieta postanowi przyjść do nich tak wcześnie. Tak właściwie to zamierzał do niej nawet zadzwonić. Za kilka godzin, ale zawsze.
    Domyślił się, co kobieta ze sobą przyniosła, ale w tym momencie był zbyt zrezygnowany by chociażby z nią porozmawiać. Zostawił ą więc samą i wrócił do kuchni. Wyciągnął z lodówki wszystko, co potrzebne i ostatecznie zrobił jajecznicę, a nie omlet. Co prawda prawie przypalił jajka i wrzucił skorupki na patelnię, ale to tylko dlatego, że Nathan go rozpraszał. Poprawiło mu to jednak odrobinę humor.
    - Nic straconego - obrócił się w jego ramionach, z lekkim uśmiechem na ustach. - To twoja matka. Możesz ją w każdej chwili stąd wygonić - wyszeptał. Wsunął dłoń w jego włosy i pocałował go w usta. Oderwał się od niego dopiero, gdy usłyszał chrząknięcie. Wywrócił oczami. Cmoknął go po raz ostatni i zgarnął dwa talerze, by następnie postawić je na stole. Nie był zbyt gościnny, bo nawet nie zaproponował jej jedzenia, ale trudno. Jakby nie było, nie przyszła tu po to, by zjeść z nimi miłe śniadanie. Zgarnął jeszcze swoją kawę i usiadł obok Natha przy stole.

    OdpowiedzUsuń
  156. [Dla mnie homo pornosy nie są wstrętne. Hej, gdyby były, to chyba by nie było Willa i Nathana, nie? :D
    Dziecko... Teraz to dziecko! W porę żeś się obudził. W listopadzie skończyłam osiemnaście, mogę już oglądać pornole na legalu - nie żebym to robiła, oczywiście. XD]

    - Szczerze? Jakoś nie chcę myśleć o tym, jak się żyje z twoją matką. Nadal za nią nie przepadam - wyznał. Starał się być poważny, ale nie wytrzymał i parsknął śmiechem. - Nie mam nic przeciwko wstawaniu z rana.
    Nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, jak bardzo był głodny. Dopiero, gdy jedzenie zniknęło z jego talerza w zastraszającym tempie przypomniał sobie, że od wczorajszego popołudnia nic nie jadł.
    Śmiał się cicho, słysząc tę ich wymianę zdań, ale się nie wtrącał.
    Dopiero, gdy usiedli razem w salonie, zaczął się denerwować. Mimo wszystko nie mógł być pewien, czy kobieta przed nim czegoś nie zataiła. Jak się później okazało, jego przypuszczenia co do tego były słuszne.
    Nie mógł patrzeć na Nathana, gdy Ophelia podała mu miecz. To za bardzo przypominało mu kogoś innego. Zacisnął więc powieki i liczył oddechy. Zerwał się z kanapy, gdy dotarły do niego słowa kobiety, a miecz wylądował na podłodze. Nie mógł uwierzyć w to, co właśnie usłyszał.
    - Oszukałaś mnie! Do cholery, nie było żadnej mowy o przebijaniu mieczem! - podniósł głos i spojrzał na nią ze złością. - Jesteś popieprzona! Myślisz, że on da radę przebić twoje serce?! Przecież jesteś jego matką, kobietą, która go urodziła! A co jeżeli coś pójdzie nie tak? Myślałaś o tym? Chcesz żeby stracił i mnie, i ciebie? - pochylił się nad nią i spojrzał jej w oczy. - Musi być, kurwa, jakiś inny sposób. Nie pozwolę żeby został sam przez ciebie. Rozumiesz? Masz gwarancję, że to się uda?

    OdpowiedzUsuń
  157. [Gdzieś Ty tutaj wepchnął Jezusa?! XD
    No dobra, mamo... oglądam, ale znacznie częściej czytam. Zadowolony? XD]

    Uspokojenie się zajęło mu chwilę. Przeczesał włosy drżącą dłonią i spróbował skupić się na jej słowach. Jeżeli nie zaryzykują, to nie dowiedzą się, czy było warto. A to mógł się okazać jedyny sposób na ocalenie życia Nathana.
    - Nie możemy czekać. On... ja miałem koszmary... Tak jest zawsze, gdy oni mają zginąć - tym razem wsunął dłoń we włosy i pociągnął za nie mocno. W końcu przeniósł wzrok z kobiety na chłopaka. Podszedł do niego i usiadł okrakiem na jego kolanach.
    - Musimy to zrobić, kochanie - powiedział, obejmując dłońmi jego twarz. - Jeżeli mogę coś zrobić, to nie pozwolę ci umrzeć, rozumiesz? Nawet jeżeli to ja będę musiał zginąć. - Oparł swoje czoło o jego. - Wiem, że to będzie dla ciebie trudne, ale twoja matka może mieć rację. To jedyny sposób. - Pocałował go, nie przejmując się tym, że Ophelia jest tuż obok i się im przygląda.
    - Ale nie zrobimy tego teraz. Myślę, że wszyscy musimy się uspokoić i to wszystko przetrawić. No i wydaje mi się, że to mieszkanie nie jest dobrym miejscem.

    OdpowiedzUsuń
  158. [Dobra! Już nic więcej Ci nie powiem. Nic, null, zero! Nie chcę wyjść na wielkiego zboczeńca, który pewnie skończy jako pedofil (żeby nie było, dzieci mnie nie kręcą), albo gwałciciel. XD]

    - Wiem, że nie jesteś w stanie nas zabić. Tak samo jak ja nie potrafiłbym zabić ciebie - spojrzał mu w oczy. - Nathan... nie mamy innego wyjścia. Jeżeli umrzesz, to nigdy sobie tego nie wybaczę. Nie chce nikogo innego. Nawet kolejnego Nathaniela. Zrozum mnie, proszę.
    Zerknął na Ophelie i uniósł jedną brew. Powinien domyślić się, że kobieta poprosi kogoś o pomoc. Zsunął się z kolan Natha i usiadł obok niego. Prawie się roześmiał na widok kobiety. Widział ją tylko raz w życiu, bardzo, bardzo dawno temu.
    - Pani również nic się nie zmieniła - odpowiedział uprzejmie i uśmiechnął się jednym kącikiem ust. Chwycił dłoń Nathana i splótł razem ich palce.
    - Myślę, że ostateczną decyzje powinniśmy zostawić Nathanielowi. Nie mozemy go do niczego zmusić - ścisnął jego dłoń. - Może dajmy sobie jeden dzień na zastanowienie się nad tym wszystkim? Możemy się spotkać jutro i... - zawahał się, patrząc na chłopaka katem oka - zrobić to, co trzeba.
    Nie powiedział tego głośno, ale chciał spędzić z Nathanem jeszcze jeden dzień. Nacieszyć się nim, jeżeli coś miałoby pójść nie tak.
    Zastanowił się przez chwilę, przypominając sobie o czymś.
    - A czy to koniecznie Nathan musi nas zabić? Nie możemy sami się zabić? - spojrzał najpierw na jedną, a potem na druga kobietę. Raz to zrobił, drugi to pikuś. A przynajmniej tak mu się wydawało.

    OdpowiedzUsuń
  159. [Pff, chciałbyś! Ale próbować zawsze możesz. XD
    Oj no nie wiem, nie wiem... Mój umysł jest naprawdę zboczony. Bardzo. Bardzo. XD]

    - Może trzeba mnie było na samym początku zabić? Oszczędziłybyście sobie wielu kłopotów - powiedział i tym razem na jego ustach zagościł sztuczny uśmiech.
    Zmarszczył brwi i spojrzał kobiecie prosto w oczy.
    - A co takiego mu zabraliśmy? Mam pani przypomnieć, że to wy zabrałyście wszystko mnie i Nathanielowi? Bo kochana Ophelia chciała być nieśmiertelna, więc najpierw wymyśliła sobie, że poświęci dziecko, a potem doszła do wniosku, że Nathana kocham najmocniej na świecie. Tak było, prawda?
    Zdawał sobie sprawę z tego, że zapewne powiedział za dużo. Powinien trzymać język za zębami, ale nie potrafił. To było dla niego za trudne. W końcu jednak zamilkł, również czekając na decyzję Natha. Nadal trzymał jego dłoń w swojej, ale nawet na niego nie patrzył. Nie chciał wywierać na nim żadnej presji.
    Zaśmiał się ze słów chłopaka. Tylko on moze coś takiego powiedzieć.
    - Dzień Dziksa? Serio? - spojrzał na niego z rozbawieniem w oczach. - Jesteś najlepszy - zachichotał. Zamrużył oczy. - Nie będzie lufki, sorry. Mamy dla siebie cały dzień i nie zamierzam go marnować.
    Ledwo powstrzymał się przed dodaniem, że to może być ich ostatni wspólnie spędzony dzień.
    - W takim razie powiedz mi, co chcesz robić. Tylko od razu zastrzegam, żadnego ćpania i picia - uśmiechnął się krzywo. - To jak? Jakieś propozycje?

    OdpowiedzUsuń
  160. [O, Leo! Też bym chciała poznać kogoś, kto patrzyłby na mnie w taki sposób, jak on na to ciasteczko. Choć niekoniecznie chciałabym jego. Jak grał w Titanicu to był młody i całkiem całkiem, a teraz... Nie, dziękuję. XD
    Dobra! W takim razie najpierw Ty napisz, co czytasz, o! XD

    Miał wielką ochotę podyskutować ze staruszką, ale stwierdził, że to nie zaprowadzi go do niczego dobrego. Wbrew pozorom nie żałował tego, co wtedy zrobił. Owszem, było to głupie, ale w tamtym momencie nie myślał trzeźwo. Był zakochany. I nie chciał żyć bez tej osoby, którą tak bardzo kochał.

    - Cóż, tak się składa, że nie miałem - przyznał z rozbawieniem. - To, że kiedyś to robiłem nie oznacza, że chcę to powtórzyć. No i nie lubię ćpania. Ta twoja lufka dla mnie jest ćpaniem i koniec tematu.
    Uniósł jedną brew i się zaśmiał. W ostatniej chwili złapał swoje spodnie i poprawił je, zakrywając to, co zakryte być powinno. Przynajmniej na razie. Wyszczerzył się.
    - Czyli mam rozumieć, że chcesz się naćpać, a potem się pieprzyć? - westchnął z udawaną rezygnacją. - Dobrze wiesz, że nie mógłbym ci odmówić. Skro właśnie tego chcesz to w porządku. - Pochylił się i wplątał palce w jego włosy, przyciągając jego twarz do swojej. Pocałował go mocno. Nim się od niego oderwał, przygryzł lekko jego dolną wargę. - To co z tą lufką?

    OdpowiedzUsuń
  161. [Ojej. Cholerka, jak super. Też bym się wzruszyła. Świetne słowa. :o Zazdro, po prostu zazdro!
    Oj no jeju... Jakieś różne opowiadania. Są też takie mini książki (około 100 stronicowe), wcześniej czytałam erotyki damsko-męskie, ale od jakiegoś czasu tylko męsko-męskie. Mam tego cały wieeelki plik na kompie. XD]

    - A najlepsze jest to, że ja jestem tą mniej wulgarną osobą w tym związku - powiedział i parsknął śmiechem. Zaczął bawić się kosmykami jego włosów, przyglądając się uważnie jego twarzy. - Nie myśl o tym, Nathan. Co ma być, to będzie. Dzisiejszy dzień jest dla nas. Nic innego się dziś nie liczy, rozumiesz?
    Znów się nad nim pochylił i najpierw pocałował oba policzki, a dopiero potem usta.
    - Zrobię wszystko, byle z tobą. Mogę nawet przez cały czas leżeć na kanapie, bylebyś ty był tu ze mną - wymamrotał z ustami tuż przy jego ustach. Uśmiechnął się delikatnie. - To jak, chcesz obejrzeć jakiś pornos? - spytał ze śmiechem. - A może wolisz jakiś program przyrodniczy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [Tam miał być folder. Jestem jakaś rozkojarzona. Sorki. :D]

      Usuń
  162. [No widzisz? Ja jestem zdania, że każdy ma w sobie choć cząstkę romantyzmu. :D No przykładowo taka Łęcka: https://scontent-waw1-1.xx.fbcdn.net/hphotos-xlt1/v/t1.0-9/12814019_1137859659580197_6350807429646365306_n.png?oh=bd4f56576e7a4eace95302cd107a5529&oe=574EC56A - omg, jaki długi link, wszystko wina facebooka. :o
    Nie ma tak dobrze! Najpierw mi napisz, co czytasz. :D]

    - Pizzę z ziemniakami? No dobra. Choć wątpię w to,ze taka pizzą będzie dobrze smakować.
    Will nie miał nic przeciwko temu, żeby spędzili ten dzień leniuchując na kanapie. Jakby nie było, jutro czeka ich ciężki dzień. Sam nie chciał o tym myśleć, więc szybko wyrzucił te myśli z głowy.
    - Uwieść cię? Kotku, mój urok osobisty wystarczy, żeby cię uwieść - mruknął, szczerząc się. Pokręcił głową z dezaprobatą, przyglądając się jego poczynaniom. Nie za bardzo go to kręciło. Może kiedyś. Kilka lat temu. Ale w porządku. Nie było to też coś, co tak całkowicie się z nim kłóciło.
    Skrzywił się, ale wziął od niego zestaw i się zaciągnął. Zmarszczył brwi i zaciągnął się jeszcze kilka razy.
    - Twoja matka chyba by mnie zabiła. Miałem cię pilnować - wymamrotał bardziej do siebie, niż do niego. Ku swojemu zaskoczeniu, już po zaledwie kilku minutach rozluźnił się. Zamknął oczy i odchylił głowę na oparcie kanapy. - Dobra, może to rzeczywiście nie był taki zły pomysł.

    OdpowiedzUsuń
  163. [Średniowiecze nigdy nie zawiedzie! <3
    Ja bym chciała mieć na maturze Lalkę, choć osobiście nie przepadam za tą książką. Znając moje pieprzone szczęście to będą Dziady, których nienawidzę. XD
    Ooo, nie, nie czytałam. Ja ostatnimi czasy czytam mało ambitną literaturę - np. serię Moon Pack, o zmiennych gejach. Albo Dragonmen. Biorę się za to zawsze, gdy chcę się odmóżdżyć lub po prostu poczytać o seksie. XD
    Hmm, trup przynajmniej nie oskarży cię o gwałt. To w pewnym sensie ma swoje plusy. Tak myślę. Nie, żebym chciała kiedyś spróbować. XD]

    - Ha-ha, myślisz, że jesteś zabawny? Obawiam się, że coś ci nie wyszło.
    Choć początkowo był pewien, że mu się to nie uda, to po kilku minutach zaczął przyzwyczajać się do tego charakterystycznego zapachu. Roześmiał się i zakrył twarz dłońmi.
    - Niezła z nas patola, co? - mruknął z rozbawieniem. - Jeżeli cię to pocieszy, to nigdy nie spałem z twoją matką. Fuj. Już wolałbym żeby mnie piekło pochłonęło - zerknął na niego z ukosa. - Nie mam pojęcia co twój ojciec w niej widział, ale mimo wszystko cieszę się, że się z nią spiknął, bo dzięki temu ja mam ciebie.
    Zamruczał cicho, gdy poczuł, jak Nath się przybliża i o niego ociera. Pochylił się i liznął jego ucho. Potem zjechał na jego szyję, a dłonie wsunął pod koszulkę.
    - Pragnę cię - wymruczał, palcami trącając jego sutki. Pobawił się chwilę kolczykiem, ale to było dla niego za mało. Jednym ruchem ściągnął z chłopaka koszulkę i wręcz wciągnął go na swoje kolana.

    OdpowiedzUsuń
  164. [Oczywiście, że przypomnę! Masz to jak w banku. XD
    Na szczęście w poniedziałek muszę tylko zaliczyć maturę z polskiego i nie muszę się na nic uczyć]

    - Czekaj, czyli dobrze rozumiem, że Dzień Dziksa polega na lufce i pieprzeniu? Podoba mi się coraz bardziej. Kiedyś musimy to powtórzyć - powiedział i również zachichotał. Nawet przez myśl mu nie przeszło to, że mogą nie mieć w ogóle szansy, by jeszcze kiedyś to powtórzyć.
    Odwzajemnił pocałunek i również zaczął poruszać biodrami. Powoli zaczął tracić nad sobą kontrolę. Niecierpliwym gestem wsunął dłoń w jego bieliznę i objął dłonią jego członka. Sam był już wręcz boleśnie twardy. Chciał mieć go już nago. Chciał czuć jego ciało, ściśle przylegające do jego własnego. Wyciągnął zawartość jego bokserek na zewnątrz i zaczął szybko poruszać dłonią, w międzyczasie wodząc językiem po jego klatce piersiowej.

    OdpowiedzUsuń
  165. [Spoko, wyślij kiedy chcesz. Chociaż właśnie kończę czytać pewną książkę. Tak właściwie to traktuję ją bardziej jak opowiadanie, które ma niecałe 100 stron. Pewnie znów będę siedzieć do 3 w nocy i czytać... Wstanę o 13, zjem śniadanie, ponarzekam na swoje życie, włączę kompa i... od nowa. XD
    Taak. Zdałam maturę z matmy, bądź ze mnie dumny! Z niemca i polaka miałam ponad 80%, a z historii chyba 60. Jak prawdziwa mi tak dobrze pójdzie,to będę prze szczęśliwa. XD]

    - Co ty za bzdury gadasz? Nigdy mi się nie znudzisz - podniósł głowę i trącił nosem jego nos. - Człowieku, nie mógłbym się tobą znudzić. Uwielbiam cię.
    Chciał powiedzieć coś jeszcze, ale w ostatniej chwili ugryzł się w język. Wątpił, by mówienie o miłości w tym momencie było zbyt dobrym pomysłem.
    Przyglądał mu się, a jego pożądanie z każdą kolejną sekundą rosło. Wątpił, by to była zasługa zioła. Nathan zawsze tak na niego działał. Nie zdążył zareagować w żaden sposób, bo Nath ponownie wziął jego wargi w posiadanie. Oddał pocałunek, ale po chwili się od niego oderwał. Obficie oślinił palce, nie przerywając przy tym ani na chwilę kontaktu wzrokowego. Pocałował go, a jego palce zawędrowały pomiędzy pośladki chłopaka. Nie przestając go całować, wsunął w niego jeden palec i zaczął nim powoli poruszać w jego wnętrzu. Po chwili dołączył drugi i zaczął go bardziej rozciągać. Drugą dłonią objął jego policzek. Przez cały czas powoli poruszał biodrami, ocierając się swoją erekcją o jego.

    OdpowiedzUsuń