Żyjemy, piszemy! Niedługo pojawi się lista obecności.

17 lutego 2014

[KP] Alexander Bane



Alexander Bane

Czy odważysz się zagrać w tę grę?
Dwudziestoośmioletni syn rączego biznesmena, o prawdziwie ogromnych ambicjach. Bardzo nie chce zawieść ojca. Tylko dlaczego rodzeństwo ciągle szepce za jego plecami?
 *

40 komentarzy:

  1. Przeczesała dłonią włosy i rozejrzała się po okolicy. Ludzi na ulicach o tej porze, a szczególnie w tych rejonach, nie było zbyt wiele. Większość zapewne przesiadywała w licznych klubach i barach, których było pełno w tej dzielnicy. Właśnie przed jednym z nich stała. Nad drzwiami wejściowymi nie wisiał rażący neon, który miałby zachęcić klientów tak jak przy innych barach w pobliżu. Wisiała tam jedynie średniej wielkości tabliczka, słabo oświetlona małymi żaróweczkami. Doskonale pamiętała jak wygląda wnętrze. Nie było przepychu. Podłużny bar, przy którym można było rozsiąść się na wysokich krzesłach, kilka okrągłych stolików, kawałek parkietu i to wszystko. Jednak to miejsce miał w sobie pewien klimat, a nawet ukryty urok. W jakiś dziwny sposób opowiadał historię, w którą można było się zagłębić. Dlatego lubiła to miejsca, choć niezbyt często je odwiedzała. Ludzie bywali tam natrętni, ale mimo to potrafili się nieźle bawić, nie wspominając już o naprawdę niezłych drinkach, które podawali.
    Zbliżyła się do drzwi, zza których ledwo było słychać muzykę, co oznaczało, że gdy wejdzie do środka, nie zostanie ogłuszona przez jakiś idiotyczny łomot. Pchnęła je i pewnym krokiem wkroczyła do środka. Od razu zalała ją fala ciepła i znajomy zapach skóry, potu i alkoholu, który nie był wcale odrzucający. Chyba zdążyła się już do tego przyzwyczaić. Poza tym to nie był najgorszy zapach, z jakim się spotkała. Bywały gorsze. O wiele gorsze. W tle leciała muzyka, która była ustawiona na tyle głośno, by można było do nie potańczyć, a jednocześnie pozwalała prowadzić konwersację pomiędzy gośćmi. Nie był to jakiś znany kawałek, ale za to przyjemny dla ucha.
    Czuła na sobie spojrzenia, ale nie zwracała na to uwagi. Nie rozglądała się też za jakąś znajomą twarzą, ponieważ wątpiła, aby kogokolwiek rozpoznała. Jej znajomi nie bywali w takich miejscach. Mogłaby się jedynie natknąć na ludzi ojca, ale to również było mało prawdopodobne. To był właśnie kolejny powód, za który lubiła to miejsca. Nikt jej nie znał, nie zaczepiał, o nic nie pytał. Tutaj mogła być kimś innym.
    Rozsiadła się na jednym z wolnych stołków barowych, obok jakiegoś nieznanego typka. Obrzuciła go jedynie przelotnym spojrzeniem, stwierdzając, że jest całkiem przyjemny dla oka. Później odwróciła się w stronę znajomego barmana i posłała mu lekki uśmiech.
    - Cześć Billy. Przygotowałbyś mi americano? - zapytała, na co chłopak skinął głową, posyłając jej swój firmowy uśmiech, po czym zabrał się do roboty. Obróciła się lekko na swoim stołku i znowu skupiła wzrok na mężczyźnie siedzącym obok. Wiedziała, że go nie zna, ale w jakiś dziwny sposób wydawał się znajomy. Może był stałym bywalcem?
    - Często tu przychodzisz? - rzuciła w jego stronę, nie bawiąc się w sentymenty. Jeśli coś ją trapiło, po prostu to z siebie wyrzucała. Była córką swojego ojca, więc nie cechowała się nieśmiałością.


    [ Nie byłam pewna jak zacząć, mam nadzieję, że może tak być. ]

    OdpowiedzUsuń
  2. W odpowiedzi posłała mu tajemniczy uśmiech i odwróciła się w stronę barmana, który akurat podawał jej drinka, a później czym prędzej zajął się następnym klientem. Upiła łyk czerwonego zimnego trunku, który pozostawiał na języku przyjemny posmak i ponownie spojrzała na mężczyznę.
    Już dawno doszła do wniosku, iż faceci zazwyczaj byli bardzo ufni, przynajmniej w jej towarzystwie. Była niemal pewna, że nie byliby tacy śmiali i otwarci, gdyby tylko wiedzieli jaka krew płynie w jej żyłach i z jakiej rodziny się wywodzi albo chociażby kim jest jej ojciec. Może i oficjalnie wychowywał ją mężczyzna zajmujący się nieruchomościami, jednak jeśli ktoś, choć odrobinę orientował się w ciemniejszej stronie miasta, doskonale wiedział czym on się w rzeczywistości zajmował. Pewnie zaciekawiłby ich też fakt, że od dziecka uczyła się mieszanych sztuk walki, a beretta w pewnym sensie była przedłużeniem jej prawej ręki. Nie wspominając o jej ostrym, momentami irytującym, charakterku, który potrafił się czasami ujawnić, gdy ktoś stawiał ją w nieprzyjemnej sytuacji.
    - Sądzę, że chyba już to zrobiłam. - odparła, biorąc kolejny łyk trunku, a później krążąc palcem po brzegach szklaneczki, nie odrywając wzroku od nieznajomego.
    - Zgubiłeś towarzysza? - zapytała, przyglądając mu się uważnie. Znała się na ludziach, a przynajmniej tak sądziła, ponieważ dotychczas intuicja jeszcze jej nie zawiodła. Mężczyzna wydawał się miły i wątpiła, aby obracał się w jej kręgach.

    OdpowiedzUsuń
  3. - Interesujące podejście. - odparła, zerkając na barmana, który wcześniej ją obsługiwał, a teraz w mgnieniu oka zjawił się przed nimi, czekając na zamówienie.
    Nie zwykła przyjmować drinków od obcych. Nie była naiwną idiotką i doskonale wiedziała do czego zdolni są ludzie, tym razem jednak nie zamierzała się sprzeciwiać. Kiedyś musiała wysłuchiwać długiego wykładu na temat narkotyków otumaniających, dosypywanych do drinków. Wtedy też dowiedziała się, iż niektóre można poznać po specyficznym, pawie niewyczuwalnym zapachu albo osiadłym proszku, który nie rozpuścił się całkowicie. Większość tych substancji była jednak praktycznie niewyczuwalna, dlatego też była zadowolona z faktu, że Billy przygotowywał drinka na jej oczach i mogła kątem oka przyglądać się jego poczynaniom. Nie miała wątpliwości, że zauważyłaby, gdyby zaczął coś kombinować. Teraz była czujniejsza niż dajmy na to kilka lat wcześniej, uczyła się na błędach.
    Spojrzała niezainteresowana na paczkę papierosów, a później wróciła spojrzeniem do mężczyzny. Była przyzwyczajona do tego, że ludzie palą w jej towarzystwie, nawet jej to nie przeszkadzało, aczkolwiek ona zawsze odmawiała.
    - Nie słyszałeś, że samotne picie prowadzi do alkoholizmu? - odparła zaczepnie, przysuwając do siebie drinka, którego przed nią postawiono i przelotnie na niego zerkając. Może zachowywała się teraz jak naiwna dziewucha, ale tym razem zamierzała wyluzować i odrobinę się odprężyć. Odrzucić od siebie obraz świata pełnego intryg, bójek, przekrętów, morderstw czy właśnie gwałtów. Od czasu do czasu chciała poczuć się jak przeciętna dziewczyna.
    - Doprawdy? - rzuciła, posyłając mu lekki uśmiech i upijając mały łyk trunku. - Byłam tu już raz czy dwa. - dodała po chwili, co nie było do końca prawdą, ale ten mężczyzna raczej nie miał wariografu w oczach.

    OdpowiedzUsuń
  4. - Rozważę tę propozycję. Czasami lubię jak jest głośno i energicznie. - odparła, posyłając mu nieodgadniony uśmiech i znowu upiła łyk drinka, nie spuszczając wzroku ze swojego towarzysza. W któreś chwili zdała sobie sprawę, że nie zna jego imienia, ale niespecjalnie jej to przeszkadzało. Były nikłe szanse, żeby z tego spotkania wynikła choćby przyjacielska relacja, toteż przedstawienie się było w gruncie rzeczy zbędne.
    Lubiła przychodzić do barów i klubów, przy okazji poznając nowych ludzi, w szczególności mężczyzn. Potrafiła się zatracić i zapomnieć o samokontroli, lecz zazwyczaj nie sypiała z przypadkowymi facetami, którzy byli w stanie zastąpić ją inną przypadkową panienką, byle rozładować drzemiące w nich napięcie. Nie była też taka jak niektóre dziewczyny, ubierające najkrótsze sukienki, tak by odkryć, jak najwięcej ciała. Miała więcej klasy, jeśli można to było tak nazwać. Czuła się komfortowo w swoich obcisłych dżinsach i wiązanej na szyi bluzce. Wolała podsycać wyobraźnię, kusić i zachęcać. Nie była kobietą, która dałaby się poniżyć i subtelnie o tym informowała.
    Nie wspominając już o tym, że zbytnio nie mogła pozwolić sobie na takie tanie numerki. Była dorosła i często to podkreślała, aczkolwiek jej ojciec był opiekuńczym typem i nieraz już odciągał córkę od facetów, którzy jego zdaniem nie byli jej godni. Bez wahania kazałby im poprzestawiać kości, gdyby zrobili coś co bardzo by mu się nie spodobało. Dlatego zazwyczaj wolała nie ryzykować.
    Piosenka lecąca w tle zmieniła się na taką, która bardzo wpadała jej w uchu, a nawet wydawała się znajoma. Zerknęła w stronę skromnego parkietu, na którym znajdowało się teraz więcej osób, niż gdy wchodziła, później przeniosła spojrzenie na mężczyznę i uśmiechnęła się do niego zachęcająco.
    - Chodź, zatańczymy. - odparła, wyciągając do niego dłoń.

    OdpowiedzUsuń
  5. Faktycznie, ona nie pytała, po prostu powiedziała czego chce i nie zamierzała przyjmować odmowy. Taka już była. Lubiła brać to na co w danym momencie miała ochotę i była bardzo zdeterminowana, gdy pojawiała się jakaś przeszkoda.
    Zawsze była pewna siebie i uważała, że jako nowoczesna kobieta żyjąca w dwudziestym pierwszym wieku ma całkowite prawo zaprosić mężczyznę na parkiet. W kręgach, w których się obracała, kobiety w dalszym ciągu odgrywały mniejszą rolę i nie były aż tak szanowane, jak mężczyźni, a ona nie zamierzała się z tym godzić. Często udowadniała, że potrafi być tak samo sprytna, inteligentna i zaradna jak płeć przeciwna.
    Ruszyła w stronę parkietu, wypatrując przy okazji dogodne i wolne miejsce, które po chwili zajęli. Przysunęła się do niego bliżej i wraz z nim zaczęła poruszać się w rytm muzyki. Lubiła tańczyć, to była dobra forma zbliżenia się do siebie, a nawet lepszego poznania.
    Zaśmiała się, słysząc jego pytanie, jednak nie od razu odpowiedziała. Przybliżyła się do niego bardziej, stykając jego policzek ze swoim i uśmiechając się pod nosem, choć on nie mógł tego zobaczyć.
    - Skąd pomysł, że cię podrywam? - zapytała cicho tuż przy jego uchu, subtelnym, a zarazem kuszącym tonem.

    OdpowiedzUsuń
  6. - Po prostu zawieram nowe znajomości. - odpowiedziała niewinnie, odsuwając się odrobinę, tak by móc spojrzeć mu w oczy.
    Chyba była skłonna go polubić. Był pewny siebie i miał charyzmę. Zazwyczaj tacy faceci bywali w dodatku aroganccy i irytujący, ale on jak na razie nie wykazywał oznak którejś z tych cech. Poza tym coś ukrytego w jego oczach, jakby jakaś głębia spojrzenia… Nie potrafiła dokładnie tego określić, ale czuła jakby na pewnej płaszczyźnie byli do siebie podobni.
    Co prawda doskonale wiedziała, że nie będzie z tego przyjaźni. Rzadko utrzymywała stały kontakt ze zwykłymi obywatelami. Przy nich musiała uważać na to co mówi i nigdy nie mogła mieć pewności, że przypadkiem czegoś nie odkryją i nagle przestaną być w stosunku do niej przyjaźnie nastawieni. Oczywiście czasami mogła dać porwać się chwili zapomnienia, ale to nie mógł być permanentny stan.
    - Nie znalazłbyś mnie. - odparła, posyłając mu lekki uśmiech. Prawdą była, że miała wiele znajomości i dzięki temu potrafiła zapaść się pod ziemię. Dla ludzi z jej otoczenia to była dobra umiejętność. Czasami okoliczności zmuszały ich do tego, by czym prędzej zniknąć i ukryć się jak najlepiej.
    - Ale z chęcią się jeszcze napiję. Może dzięki temu, gdy zacznę uciekać, będziesz miał szanse mnie dogonić. - dodała zaczepnie, przesuwając przy okazji ręce z jego ramion na szyję, dzięki czemu jeszcze bardziej stykali się ciałami.
    Pewnie, gdyby była przeciętną obywatelką, mogłaby faktycznie się go obawiać. W końcu wciąż był nieznajomym typkiem z baru, który mógł okazać się wariatem i faktycznie zacząć ją gonić. Może i nie miała przy sobie pistoletu, ponieważ wolała nie ryzykować zdradzeniem się, ale za to w wysokich butach miała ukryte dwa sztylety sprężynowe, bo jak to mówią – przezorny zawsze ubezpieczony.

    OdpowiedzUsuń
  7. - Nigdy nie lekceważ przeciwnika. - odpowiedziała, przypominając sobie jedną z lekcji udzielanych przez ojca.
    Wiedziała, że to są tylko żarty i tak właśnie je traktowała. Jednakże jednocześnie była przyzwyczajona do podobnych uwag. Przy okazji przypomniała sobie kilka sytuacji, podczas których była niedoceniania, głównie z powodu płci. W takich momentach czasami próbowała zmienić ich zdanie i udowodnić swoją wartość, a czasami po prostu sobie odpuszczała i kręciła z politowania głową. Jej reakcje zależały od tego, jaki w danym momencie miała humor.
    Ruszyła za nim do baru, gdy piosenka się skończyła i ponownie rozsiadła się na stołku. Barman w mgnieniu oka pojawił się przed nimi, obdarzając ich jak zwykle lekkim uśmiechem i pytając na co mają ochotę. Tym razem poprosiła o manhattan, a chłopak szybko zabrał się do szykowania zamówionych napoi. Słysząc jego słowa, przeniosła na niego wzrok i posłała mu kuszący uśmiech.
    - Nie jestem pewna czy dożyję. Laseczka w krótkich włosach od dawna obserwuje mnie, jakby samym wzrokiem mogła wbić mi nóż w udo. - odpowiedziała, pierwszy raz ujawniając fakt, że doskonale zdaje sobie sprawę z tego, iż nieznajoma ich obserwuje. Była wyćwiczona i wiedziała, że zawsze trzeba się mieć na baczności, nawet w takim barze.

    OdpowiedzUsuń
  8. Co prawda nie bała się wytatuowanej nieznajomej. W ten sposób po prostu chciała dowiedzieć się kim ona jest. Z takimi właśnie kobietami zazwyczaj miała styczność, nie przerażały jej, jednak wolała nie być częścią dziwacznych gierek. Mimo wszystko miała jakieś zasady i wiedziała, że istnieje jakiś tam niespisany babski kodeks, którego należało przestrzegać. Może i nie obchodziło ją co inni powiedzą na jej temat, lecz z pewnością nie miała ochoty zostać częścią brazylijskiej telenoweli.
    Najwyraźniej nie zamierzał wdawać się w dyskusje na ten temat ani tym bardziej tłumaczyć kim jest ta kobieta. Z pewnością ją znał, a przynajmniej ona znała jego. Trzeba było być ślepym, aby tego nie zauważyć. W tym wszystkim kryło się coś więcej, jednakże nie czuła silnej potrzeby poznania prawdy. Nie interesowały ją relacje innych i ich problemy. Miała masę swoich i wolała nie rozpoczynać emocjonalnych gadek, które zazwyczaj kończyły się zwierzeniami. Nie była najlepsza w pocieszaniu. W jej otoczeniu trzeba było być twardym i odgradzać się murem od zbędnych uczuć, a z pewnością należało wstrzymywać się z ich ujawnianiem.
    - Sprytna zmiana tematu, ale dziękuję za komplement. - odparła z lekkim uśmiechem i upiła łyk swojego trunku.
    Była przyzwyczajona do picia w towarzystwie mężczyzn, którzy zazwyczaj zgrywali twardych i ciężko było ich upić, toteż dzięki temu miała pewną wprawę, coś w rodzaju twardej głowy. Poza tym nauczyła się już rozpoznawać, kiedy przestać. Potrafiła wyczuć moment, w którym następny drink zbytnio by ją zamroczył i prawie zawsze w takich chwilach odpuszczała. Na szczęście ten moment jeszcze nie nadszedł.
    - Jesteś inny niż mężczyźni, których zazwyczaj tu spotykam. Chyba że zaraz pokażesz mi swoją mroczniejszą stronę...


    [ Skądże, bardzo mi się podoba. Co więcej, wciągnęłam się i w pewnym sensie wyczekuję Twoich odpisów. Teraz jednak martwię się, że skoro o to pytasz, może coś ci się nie podobać. Oczywiście, jeśli jest jakiś problem, po prostu napisz i postaramy się to naprawić. Jak dla mnie wszystko jest okej. ]

    OdpowiedzUsuń
  9. - Po prostu inny. - odparła, wzruszając lekko ramionami. Nie zamierzała bardziej rozwijać tej kwestii. - Tak? W takim razie może będę chciała poznać tą „bardziej interesującą” stronę. - stwierdziła, uśmiechając się zawadiacko i przyglądając się jak upija łyk swojego drinka, przy okazji chwytając również jedną z kostek lodu. Musiała przyznać, że przynajmniej dla niej był to interesujący widok, ale oczywistością było, iż nie zamierzała się z nim dzielić swoimi spostrzeżeniami.
    Spojrzała na niego zaintrygowana, przechylając lekko głowę na bok i zastanawiając się nad jego propozycją. Rzadko kiedy przedłużała takie niezobowiązujące spotkania, a tym bardziej nie planowała kolejnych, lecz tym razem miała ochotę odbiec od reguły. Może i nie znała jego imienia, ale intrygował ją i ta dziwna tajemnica, którą wokół siebie rozsiewał. Z drugiej strony ta wytatuowana nieznajoma odrobinę studziła jej zapał, ale przecież, gdy Keira czegoś chciała, to po prostu to sobie brała…
    - Proponujesz mi randkę? - zapytała, unikając w ten sposób odpowiedzi i przy okazji znowu się z nim drocząc, posyłając mu jeden ze swoich zaczepnych uśmieszków.
    Zaśmiała się, słysząc jego pytania i kręcąc lekko głową. - Chyba zbyt uważnie przysłuchujesz się wszystkiemu co mówię. - stwierdziła, mile zaskoczona tym, że faktycznie zapamiętywał jej odpowiedzi, choć większość mężczyzn w jej towarzystwie rzadko skupiała się na jej słowach. Częściej byli pochłonięci jej fizyczną stroną.
    - Zazdrość to męczące uczucie. Szkoda tracić na nie czas.


    [ A to spokojnie. Jak coś mi nie będzie pasować, w co wątpię, to po prostu napiszę. Po co owijać w bawełnę... :D ]

    OdpowiedzUsuń
  10. - Skoro to nie jest randka, to ewentualnie mogę się zgodzić. - odpowiedziała, zastanawiając się, czy to dobra decyzja, jednakże od czasu do czasu trzeba zaryzykować. Zawsze mogła nie przyjść na spotkanie, ale to nie było w jej stylu. Zazwyczaj dotrzymywała swoich obietnic i z pewnością nie uciekała od niekomfortowych sytuacji. W końcu, jeśli powiedziało się A, trzeba było powiedzieć B.
    - Nie owijasz w bawełnę, hm? Nie szalej tak z wyznawaniem swoich uczuć, bo czasami mogą być nieodwzajemnione. - stwierdziła, puszczając do niego oczko i sunąc palcem po na wpół opróżnionej szklaneczce.
    Podobał jej się, a przynajmniej w kwestii fizycznej. Przecież nie znała go aż tak dobrze, więc nie mogła dokładnie stwierdzić, jaki był. Z pewnością ją pociągał, ale nie dlatego umówiła się z nim na kolejne spotkanie. Było w nim coś więcej i chyba po prostu chciała to coś odkryć. Lubiła wyzwania.
    - Właśnie, więc nie musisz być zazdrosny o facetów, których tu spotykałam, choć przyznaję, byli mniej powściągliwi niż ty.

    OdpowiedzUsuń
  11. [ Kurde, nie mogę się zdecydować. Może jednak kolacja? Jak wolisz? ]

    - Zaczynam myśleć, że w każdej twojej wypowiedzi jest jakaś ukryta aluzja. - powiedziała, nawiązując do jego wzmianki o lepszych zabawach. W sumie to chyba podobała jej się bardziej taka subtelna gra, niż dziwaczne gadki facetów, na których czasami się napataczała.
    - Jutro też jestem umówiona, więc chyba musimy sobie życzyć szczęścia. - odparła, posyłając mu lekki uśmiech. Ona jutro również miała rozmowę z ojcem, co wydawało się dziwnym zbiegiem okoliczności, ale puściła to w pewnym sensie mimo uszu. Nie mogła we wszystkim doszukiwać się drugiego dna, ponieważ po prostu, by oszalała.
    Zerknęła przelotnie na zegarek, który miała na nadgarstku i pokiwała głową, jakby zgadzała się sama ze sobą. Później podniosła na niego spojrzenie i uśmiechnęła się przepraszająco, wstając z krzesła.
    - Mam nadzieję, że przetrwasz. Bardziej podobasz mi się żywy. - stwierdziła, nachylając się i składając delikatny pocałunek na jego policzku, umyślnie muskając kącik jego ust. Spojrzała mu po raz ostatni w oczy, po czym odwróciła się i ruszyła do wyjścia. Skoro mieli się jeszcze spotkać, nie zamierzała się z nim żegnać, choć to mogło wydawać się dziwne. Czasami jej logika bywała pokrętna. Chociaż może chciała żeby ją pocałował? Przynajmniej sprawdziłaby czy jej pożądanie jest sensowne czy powinna dać sobie spokój...

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie obejrzała się przez ramię, nie spojrzała czy na nią patrzy. To nie było w jej stylu. Wolała właśnie taki niedosyt, jaki oboje po sobie pozostawili. To sprawiało, że następne spotkanie zapowiadało się jeszcze ciekawiej. Co prawda pomimo tego, że spędzili ze sobą w barze trochę czasu i rozmawiali na różne tematy, koniec końców nie poznali swoich imion, ale to również jej nie przeszkadzało. Mogło co nieco utrudnić przy ich nie-randce, ale była niemal pewna, że chłopak przyjdzie i się nie spóźni. Nie chciała się do tego przyznać, ale nie mogła się już doczekać ich kolejnego spotkania.

    Szła korytarzem, kiwając głową do kilku ochroniarzy, niektórym posyłając minimalny uśmiech. Z niektóry miała częściej styczność, paru z nich robiło za jej osobistych stróży, ponieważ szef zalecił pilnowanie jego jedynej córki. Początkowo oczywiście się buntowała i robiła wszystko byle im umknąć, ale wreszcie zmądrzała i zrozumiała, że w tym świecie przyda jej się od czasu do czasu pomoc wyszkolonych byków.
    Nie sądziła, że spotkanie z ojcem będzie aż takie ważne. Zakładała, że przybędą pracownicy i inni poboczni ludzie, a on ogłosi to, co najważniejsze, jednakże zdziwiła się, gdy weszła do jadalni, a przy stole siedziało jedynie kilkoro najbliższych osób. Było ich około dziesięciu. Jej ojciec oczywiście siedział u szczytu, a po jego prawej stronie było wolne miejsce, które czym prędzej zajęła. Czuła w kościach, że coś się święci, widziała to w oczach ojca, ale nie przypuszczała, że jego kilka następnych zdań diametralnie zmienią jej samopoczucie.

    Teraz szła u jego boku, ubrana w dopasowaną czarną sukienkę, skórzaną kurtkę i wysokie buty, sięgające do kolan. Zaciskała zęby i z trudem powstrzymywała się, by nie sięgnąć po ukryty w kurtce pistolet i przestrzelić kolana tym wszystkim idiotom, którzy może i nie byli winni, ale szukała kogoś na kim mogłaby się wyładować.
    Nie odzywała się ani słowem, nawet gdy ojciec zadawał pytania. Powiedziała wszystko co miała do powiedzenia, a on i tak postawił na swoim. Zawsze wiedziała, że jej życie nie będzie idealne i czasami będzie musiała podejmować decyzję, z którymi nie będzie się zgadzała, ale nie sądziła, że potraktują ją jak przedmiot i oddadzą facetowi, którego nawet nie znała. Pytała gdzie w tym wszystkim miłość, gdzie sens, ale odpowiedź nie była satysfakcjonująca. Tu chodziło o interesy, o hierarchię i różnorakie korzyści. Dzięki temu jej rodzina miała się wspiąć jeszcze wyżej, mieć o jednego wroga mniej i zdobyć silnego sojusznika, a jej nie pozostało nic innego tylko stać z boku i patrzeć. Nie mogła uciec, nie mogła zniknąć. Musiała to uznać za kolejne zadanie, ale nie była pewna czy jest w stanie.
    - Nie szarżuj kochanie i schowaj pazurki. Rozumiem, że nie jesteś zadowolona z tej decyzji, ale ona została już podjęta. Czasami musimy robić coś na co nie mamy ochoty, a ty doskonale o tym wiesz. Szkoliłem cię, uczyłem, udowodnij, że potrafisz oddzielić od siebie emocje, to podstawowa zasada. - głos jej ojca jak zawsze był czuły, ale jednocześnie decydujący. Nie przyjmował sprzeciwu. Zawsze był troskliwy i kochający, jednakże chyba wreszcie zamierzał pozwolić swojej córce dorosnąć. Chciała tego, chciała rozprostować skrzydła, ale nie w taki sposób…
    - Niczego nie obiecuję. - odparła lodowatym tonem, dopiero gdy wchodzili do środka, tak by nie mógł jej już odpowiedzieć. Lubiła, gdy miała ostatnie słowo, nawet w takiej sytuacji.
    - Liczę, że nie czekaliście zbyt długo. - stwierdził na wejściu, tym razem tonem ciepłym, a nawet lekko rozbawionym. Jej ojciec zmieniał się jak kameleon, ciężko było za nim nadążyć.

    OdpowiedzUsuń
  13. Zmierzyła wzrokiem mężczyznę z twarzą pozbawioną jakiegokolwiek wyrazu. Przysłuchiwała się jedynie ich rozmowie z minimalnym zainteresowaniem, mając ochotę jak najszybciej zakończyć tę całą farsę. Nie rozglądała się też za swoim… Nawet w myślach nie była w stanie wypowiedzieć tego słowa. Brzmiało idiotycznie i nie na miejscu. Miała małą nadzieję, że mężczyzna się nie zjawił, jednakże doskonale wiedziała, że są to marzenia ściętej głowy.
    Puściła mimo uszu jego komplement, jednakże spięła się, gdy usłyszała znajomy głos. Serce jej przyśpieszyło, a ona miała ochotę zamknąć oczy, a później otworzyć je i zdać sobie sprawę, że ma jedynie jakieś omamy słuchowe. Niestety kilka chwil później stał przed nią nie kto inny, a jej barowy towarzysz.
    Miała ochotę się roześmiać, ale nie byłby to wesoły śmiech. To wszystko miało jeszcze mniej sensu niż wcześniej, a świat chyba rzeczywiście miał ochotę na żarty i na swój obiekt dowcipów, wybrał właśnie ją. Niestety, takie poczucie humoru jej nie odpowiadało.
    Nie odwzajemniła jego uśmiechu. Nie była już kusząca, miła i zachęcająca jak poprzedniego wieczoru. Teraz była zdystansowana i pełna oziębłości. Zaczęła się zastanawiać czy aby przypadkiem on nie był wtedy tam specjalnie i takie wytłumaczenie miało sens. Niby ojciec mówił, że on dzisiaj również spotka ją pierwszy raz, ale nie wierzyła w takie zbiegi okoliczności.
    - Prędzej strzelę sobie w krocze. Chociaż nie… Wolałabym strzelić tobie. - odparła sarkastycznie, powstrzymując się od prychnięcia.
    - Temperament odziedziczyła po matce. - odparł Tony, patrząc z rozbawieniem na córkę i kręcąc lekko głową, jakby przed chwilą opowiedziała jakiś dobry kawał.

    OdpowiedzUsuń
  14. Nie odpowiedziała na jego pytanie, a jedynie zmrużyła groźnie oczy, licząc na to, że samo spojrzenie wystarczy, by jej „wybranek” zniknął z powierzchni Ziemi, po czym skupiła wzrok na jakieś figurce, stojącej w oddali.
    - Skarbie, nie bądź taka zabójcza. - mruknął ojciec, puszczając oko do córki i wychodząc wraz z przyjacielem na zewnątrz. Miała ochotę zaprotestować i kazać im zostać, ale zdążyła się powstrzymać. Może tak będzie lepiej. Przynajmniej ojciec nie będzie opowiadał o niej jakiś prywatnych bzdur, którymi z pewnością nie chciała się z nimi dzielić.
    - Oh nie udawaj idioty. - westchnęła zirytowana, wyrzucając ręce w górę, jakby liczyła, że jakaś wyższa siła się nad nią zlituje i sprawi, że ta cała farsa skończy się szybciej niż się zaczęła.
    Miała ochotę do siebie strzelić za to, że była taką idiotką i poprzedniego wieczoru nabrała się na jego gierki. Najwyraźniej facet był naprawdę dobrym aktorem i manipulantem, w dodatku nie wiedziała po co dalej się zgrywał, skoro i tak już ją o wszystkim poinformowano.
    - Mam gdzieś twój pierścionek i twój stan. Robię to, bo nie mam innego wyjścia i z pewnością nie będę czarująca. Żałuję, że nie wbiłam w ciebie wtedy noża. - wypaliła, krzyżując buntowniczo ręce na piersi i przyglądając mu się uważnie.
    Prawda była taka, że ciężko było dostać się do tej jej lepszej strony. Życie nauczyło ją, że powinna być twarda i rzadko pozwalała sobie na odkładanie tarczy na bok, tak jak zrobiła to w barze.

    OdpowiedzUsuń
  15. Zmarszczyła brwi, powstrzymując się od kolejnego komentarza. Nie rozumiała po co dalej udawał i bawił się z nią w te swoje gierki, skoro w obecnej sytuacji nie miały już one sensu. Mógł przestać udawać, ale on najwyraźniej wolał w dalszym ciągu zgrywać niewiniątko i twierdzić, że o niczym nie wiedział. W dodatku to jej zarzucał kłamstwo. Co prawda ona święta nie była i swoje za uszami miała, ale tym razem nie mogła sobie niczego zarzucić.
    Wzięła pudełko, nie patrząc na nie i od razu je zamykając. Miała wielką ochotę rzucić nim o ścianę, ale to byłaby lekka przesada, więc po prosto je trzymała i przyglądała się poczynaniom mężczyzny.
    Zerknęła na szklankę, którą jej podał i pokręciła lekko głową. Podeszła do niego bliżej, tak że prawie stykali się ciałami i przybliżyła usta do jego ucha, co od razu przypomniało jej ich wcześniejszy taniec…
    - Jakie zasady masz na myśli? - szepnęła cicho, wciąż się od niego nie odsuwając.

    OdpowiedzUsuń
  16. Mruknęła jakieś przekleństwo i wsunęła mu pudełko z pierścionkiem do kieszeni marynarki, po czym odsunęła się od niego. Odwróciła się i podeszła do jednego z foteli, który szybko zajęła i wreszcie zerknęła na mężczyznę, przysłuchując się temu wykładowi, którym ją obdarował.
    Stukała palcami o podłokietnik fotela i w milczeniu mu się przyglądała, w dalszym ciągu nie komentując podanych przez niego informacji. Musiała je przetrawić i przeanalizować, a jednocześnie chciała odrobinę zapanować nad swoimi emocjami, by nie wybuchnąć i nie zrobić czegoś, czego będzie później żałować.
    - Może im o tym powiesz? Nie jestem pewna czy są tego świadomi, a jeśli tak, to niestety mnie o tym nie poinformowali. - odparła takim tonem, jakby rozmawiali o interesach i wypełnianiu papierkowej roboty. Chyba nawet próbowała tak to wszystko traktować.
    - Zechciałbyś mi zdradzić jak zaplanowałeś tę całą intrygę? Mało kto wie, że chodzę do tego baru, ale ty najwyraźniej się przygotowałeś. Chciałeś w ten sposób wybadać grunt? - zapytała, tym razem jednak z domieszkają irytacji, która przebiła się przez jej względny spokój.

    OdpowiedzUsuń
  17. Wolałaby, aby nie wspominał już tego całego zajścia w barze, ponieważ to sprawiało, że krew ponownie w niej wrzała. To była jej porażka, straciła czujność i teraz za to płaciła.
    Zacisnęła i rozluźniła palce, powstrzymując kolejną nieprzyjemną odpowiedź. Byłoby o wiele łatwiej, gdyby był paskudny, obleśny i kilka innych nieprzyjemnych epitetów. Czy tego chciała, czy nie, wciąż ją pociągał, a to denerwowało ją jeszcze bardziej.
    Dlatego też nie mogła się uspokoić i zachować, chociażby powierzchowny spokój. Później z pewnością uda się na trening i na strzelnicę, żeby choćby w minimalnym stopniu wyrzucić te pokłady nagromadzonej negatywnej energii.
    - Oczywiście, że mnie tym zaskoczyli. Jakbyś jeszcze nie zauważył, nie jestem typem, który szuka męża i zamierza zakładać rodzinę. - stwierdziła, wywracając oczami i rozsiadając się wygodniej. - Jednak tu przyszłam. Szanuję swojego ojca i swoją rodzinę. Obiecywałam, że pozostanę wierna swoim ludziom, nawet jeśli wolałabym odciąć sobie kończynę, niż za ciebie wyjść.

    OdpowiedzUsuń
  18. Wywróciła oczami, nawet nie dziękując za komplement. Dla niej ta noc już nie istniała. Wtedy sądziła, że mogliby się dogadać, ponieważ chciała lepiej go poznać. Intrygował ją i pociągał, ale teraz miał zostać jej mężem, więc obie te rzeczy przestały się liczyć. Podobał jej się, ale to nie oznaczało, że chciała za niego wyjść. W pewnym stopniu chyba wolałaby, żeby jej mąż okazał się faktycznie obcym człowiekiem. Wtedy przynajmniej miałaby barowego faceta i przy nim mogłaby odsuwać od siebie trudy codzienności. Teraz nie miała już takiej możliwości.
    Zastanowiła się nad jego propozycją, rozważając kilka możliwych opcji. Mogli wrócić i dalej babrać się w tej całej farsie, w którą wplątali ją ojcowie albo spróbować jakoś zrezygnować z tego ślubu. Jednakże była prawie pewna, że jej staruszek przeanalizował całą sprawę i chyba nie zależało mu na tym, by to akurat ona działała w tym ich połączonym biznesie. Chciał połączyć dwie rodziny, stworzyć silniejszą jednostkę, która przyniesie więcej zysku i ograniczy straty. Ten ślub mu to dawał, nawet jeśli jego córka nie mogłaby już dla niego pracować.
    Nie chciała też wracać do domu. Rezydencja ojca była na tyle duża i wygodna, że wolała tam zostać i zrezygnowała z własnego mieszkania. Miała praktycznie całe piętro dla siebie i to jej wystarczyło. Co prawda musiała znosić obecność swojej macochy, ale wpadały na siebie tak rzadko, że praktycznie się nie widywały. Poza tym jej ojcu nie podobała się wizja, w której jego jedyna córka opuszcza bezpieczne schronienie. Wolał ją mieć przy sobie, w budynku, który strzegła gromadka ludzi, a wokół były zamontowane kamery.
    Wstała wreszcie z fotela i spojrzała na niego wyczekująco. — Idziemy? — zapytała, unosząc jedną brew do góry i przelotnie zerknęła na pudełeczko, po czym pokręciła lekko głową. — Jeśli już muszę znosić katusze noszenia pierścionka zaręczynowego, to przynajmniej nie chcę się krzywić za każdym razem, gdy na niego spojrzę. Mam nadzieję, że masz lepszy gust. — stwierdziła, puszczając do niego oczko i zerkając w stronę drzwi. Nie lubiła przyjmować pomocy, ale nie chciała wracać do domu. Mogła oczywiście wynająć pokój gdzie indziej, ale tak było bezpieczniej i była pewna, że wtedy ojciec nie przyśle kogoś, by zabrał ją do domu. W końcu zamierzała zostać u swojego narzeczonego…

    OdpowiedzUsuń
  19. — Nie podlizuj się, to na mnie nie działa. — stwierdziła, przyglądając się jego poczynaniom i zastanawiając się do kogo dzwoni. W sumie to nie była jej sprawa, chciała po prostu stad wyjść, więc odsunęła się i skrzyżowała ramiona na piersi, czekając aż skończy.
    Mogła się tego domyślić. Każdy z ich otoczenia miał gdzieś jakieś ukryte przejścia, przecież to była podstawa. W końcu nigdy nie wiadomo kiedy trzeba będzie uciec albo po prostu po cichu się wymknąć.
    — Mam nadzieję, że nie strzelisz do mnie od tyłu. To byłoby poniżej męskiej godności. — powiedziała, posyłając mu twarde spojrzenie, po czym wyprzedziła go i weszła do pomieszczenia, które okazało się jadalnią. W miarę szybko dotarli do winy i tam odrobinę się uspokoiła. Z jakiegoś dziwnego powodu windy zawsze wpływały na nią kojąco, nawet jeżeli leciały w nich tak tragiczne piosenki, jak ta.
    — Taka muzyka do ciebie pasuje. — mruknęła, nie mogąc się powstrzymać. Nie zamierzała być dla niego miła tylko dlatego, że wyświadczał jej przysługę. To nie było w jej stylu. Pomagał jej, ale on również z tego korzystał, więc w sumie nie była mu nic winna.
    Spojrzała na auto i od razu zatęskniła za swoim pojazdem. Uwielbiała swój samochód, a co więcej, przepada siedzieć za kierownicą. Fotel pasażera jakoś nigdy jej nie odpowiadał. Wolała kontrolować sytuację, to chyba było jakieś zboczenie zawodowe albo coś w tym rodzaju. Jej myśli jednak szybko skupiły się na znajomej dziewczynie. Zmierzyła ją wzrokiem, a później przeniosła spojrzenie na mężczyznę.
    — Cholera, a ja myślałam, że to jakaś twoja szurnięta była. Szkoda. Bez obrazy. — stwierdziła, dwa ostatnie słowa kierując w stronę wytatuowanej panienki, po czym ruszyła w stronę samochodu i szybko usiadła na siedzeniu pasażera. Mogła się przynajmniej pocieszyć myślą, że jej przyszły mąż potrafił zachować się jak dżentelmen. Co nie znaczy, że zamierzała jakkolwiek to skomentować. Takie myśli zachowywała dla siebie.
    Wyjrzała przez szybę, przyglądając się znikającym motocyklistą i zastanawiając się, czy jej życie mogłoby być kiedyś normalne. Często musiała grać zwykłą dziewczynę, która w wolnym czasie rysuje i tańczy do piosenek znanych boysbandów, a nie uczy się różnorakich sztuk walki i otrzymuje lekcje od ojca, który tylko z pozoru jest zwykłym biznesmenem. Pamiętała, że przez pewien moment miała dość takiego życia, kłamania i oszukiwania. Pragnęła czegoś zwykłego, być jak inne nastolatki w jej otoczeniu, ale po pewnym czasie dotarło do niej, że właściwie podoba jej się świat, w którym przyszło jej żyć. Chyba miała to we krwi. Faktycznie momentami wolałaby nie być córką bossa, ale to było tylko wtedy, gdy coś naprawdę ją wkurzyło, gdy brakowało jej prywatność i ktoś próbował podejmować za nią decyzję. Tak jak teraz…
    — Nie zamierzam wracać do domu. Skoro już zaproponowałeś, to jedź do tego swojego hotelu. — odparła, przelotnie na niego zerkając, po czym znowu utkwiła wzrok w pędzących obok samochodach. Po chwili wyciągnęła z kieszeni telefon i wybrała jeden z numerów zapisanych w szybkich połączeniach. Nie musiała zbyt długo czekać, odebrano już po pierwszym sygnale.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. — Nie Garet, nic się nie stało i prosiłam, żebyśmy przeszli na „ty”. — westchnęła, jednakże nie była to irytacja, a raczej lekkie rozbawienie. Garet był jej osobistym ochroniarzem i kimś w rodzaju asystent, jeśli można było to tak nazwać. Podlegał tylko jej i nie obawiała się, że zdradzi ją przed jej ojcem. Był jedną z nielicznych osób, którym ufała prawie bezgranicznie. No cóż, jedynie sobie ufała całkowicie. Nigdy jej nie zawiódł i naprawdę dobrze się z nim dogadywała, choć uparł się, by zwracać się do niej na „Pani”, co odrobinę ją denerwowało. Nie chciała, aby tak do niej mówił.
      — Mógłbyś pójść do mojego pokoju i z dużej szafy w salonie wyciągnąć torbę? — zapytała, słysząc, że ten już szedł po schodach na jej piętro. Zastanowiła się nad jego pytaniem, stukając palcami o udo.
      — Właściwie to tak. Wsadź dwa dodatkowe, możesz wziąć z magazynu. To chyba wszystko. Wiesz gdzie jest Continental?
      — Świetnie, w takim razie możesz tam przyjechać. Niczego więcej nie potrzebuję. Gdyby ktoś pytał, nie wiesz gdzie jestem. — zarządziła, wiedząc, że dokładnie wykona jej polecenie i nawet gdyby któryś z ludzi jej ojca zapytał o miejsce jej pobytu, on go nie zdradzi.
      — Ah, Garet, jeszcze jedno. Mów do mnie po imieniu. — dodała z rozbawieniem i rozłączyła się nim zdążył zaprotestować, po czym wsunęła telefon do kieszeni kurtki.

      Usuń
  20. Nie odpowiedziała. Nie zamierzała nawet rozmawiać z tą kobietą. Nie była jedną z tych panienek, które potrzebowały towarzyszki do rozmówek przy herbatce i ciasteczku. Nie wspominając już o tym, że ten ów Cerber miał w oczach coś, co nakazywało się trzymać od niej z daleka. Pewnie ułatwiało jej to robotę i odganiało niechcianych kolesi.
    Słyszała o tym hotelu, ale nigdy wcześniej tu nie była. Z zewnątrz, jak i w środku wyglądał całkiem elegancko, ale i jednocześnie przytulnie. Wszystko było urządzone ze smakiem i pomimo tego, że wszędzie panował luksus, nie było niepotrzebnego przepychu.
    Czekała w milczeniu z boku, aż skończy rozmowę z recepcjonistą. Był tutaj szanowany i tego nie dało się przeoczyć. Ludzie mieli do niego respekt i wiedzieli, że lepiej będzie, jeśli niczym mu się nie narażą. Takiej uprzejmości nie zyskuje się ot tak, musiał jakoś sobie na nią zapracować. Zresztą w ich świecie do wszystkiego trzeba było dojść ciężko pracą i rzadko dostawało się coś tak po prostu, z dobroci serca.

    — Listy miłosne? — zapytała, gdy szli do windy, zerkając przelotnie na plik kopert, które otrzymał. Nie oczekiwała odpowiedzi, to była tylko luźna uwaga, rzucona jakby w powietrze. Może i nie zachowywał się jak typowy podrywacz, ale to wcale nie oznaczało, że nie zmieniał dziewczyn jak rękawiczki.

    Weszła do apartamentu, szybko rozglądając się dookoła, by zapamiętać jak najwięcej szczegółów, po czym skupiła uwagę na swoim towarzyszu. Nie ufała mu i wolała być przygotowana na różne okoliczności. Fakt, że niebawem mieli się pobrać, wcale nie oznaczał, że mogła stracić w jego obecności czujność, wręcz przeciwnie, zamierzała pilnować się jeszcze bardziej. Nie wiedziała co siedziało mu w głowie, a tą swoją gościnnością i uprzejmym uśmiechem mógł próbować jakąś ją podejść. Z ludźmi nigdy nic nie wiadomo.
    Apartament jej się podobał i zamierzała zapłacić za pobyt tutaj. Po prostu jeszcze go o tym nie poinformowała i w najbliższym czasie nie zamierzała tego robić. Nie potrzebowała jego jałmużny, czy jak to tam zamierzał nazywać. Nie byli przyjaciółmi, toteż nie musiał jej w niczym pomagać. Zrobił już wystarczająco dużo, nie chciała mieć u niego jeszcze więcej przysług do oddania.
    — Garet nie musi wchodzić na górę, powiem mu, aby po prostu przekazał torbę. — odparła, gdy wreszcie pozwolił jej dojść do głosu. Chciała mu przerwać już na początku, ale się powstrzymała. Skoro mieli zostać małżeństwem, wspólne mieszkanie było raczej nieuniknione, lecz na razie wolała o tym nie myśleć i z pewnością nie chciała sobie tego wyobrażać.
    Zastanowiła się chwilę, kiwnęła głową i podeszła do niego bliżej, po drodze ściągając kurtkę i odrzucając ją na bok. Zatrzymała się tuż przed nim, po czym odwróciła się do niego plecami, przy okazji odsuwając włosy na jedno ramię.
    — Rozepniesz?

    OdpowiedzUsuń
  21. Wzruszyła jedynie ramionami, nie odpowiadając i czekając aż rozepnie zamek w jej sukience. Gdy się z nim uporał, zrobiła krok do przodu i posłała mu lekki tajemniczy uśmiech, który właściwie ciężko było zinterpretować.
    ― O wspólnym mieszkaniu możesz zapomnieć. ― rzuciła i ruszyła w stronę łazienki, po drodze wyplątując się z sukienki, nie zwracając już uwagi na słowa swojego narzeczonego. Była typem kobiety, które kusiły, a czasami nawet grały. Tak jak zrobiła to przed chwilą. Ciężko było stwierdzić, kiedy czegoś pragnie, a kiedy po prostu chce dać komuś jakiś przekaz. Czasami lubiła, gdy wszystko było proste i klarowne, ale zdarzało się też tak, że chciała odrobinę skomplikować sprawy, pokręcić tor wydarzeń i pozmieniać ściany labiryntu.
    Zamknęła za sobą drzwi łazienki i wzięła szybki prysznic. Pachniała jakimś kwiatowym płynem, który właściwie był całkiem przyjemny, aczkolwiek przyzwyczaiła się do swoich przyborów toaletowych. Jednak nie chciała czekać, aż Garet przywiezie jej rzeczy. Musiała zmyć z siebie cały ten pokręcony dzień.
    Owinęła się ręcznikiem i wróciła do salonu. Zadzwoniła do swojego ochroniarza, by przekazać, że nie może wejść na górę. Okazało się, że był już w hotelu. Przyjął jej polecenie i przekazał torbę dalej. Keira dała mu wolne na resztę dnia, lecz ten jak zwykle zapewnił, że będzie pod telefon, gdyby czegoś potrzebowała. Obiecała, że dzisiaj sobie poradzi, a on może śmiało spędzić czas z rodziną. Jakiś czas temu poznała jego pięcioletnią córkę, która była naprawdę rozkosznym dzieckiem…
    Gdy jej torba przyszła, przejrzała wszystkie rzeczy, sprawdzając, czy nic nie zniknęło. Na szczęście dwa dodatkowe magazynki, które kazała mu zapakować, spokojnie leżały na dnie torby, obok jednego pistoletu. W kurtce miała jeszcze dwie sztuki i doszła do wniosku, że to jej na razie wystarczy. Od razu poczuła się bezpieczniej.
    Ubrała się w granatowy kombinezon na ramiączkach, które krzyżowały się na plecach i spięła wilgotne jeszcze włosy w wysoki kucyk. Doszła do wniosku, że chce poznać więcej szczegółów dotyczących tego miejsca i życia, jakie prowadził jej narzeczony, a co za tym idzie, musiała się z nim spotkać, więc zgarnęła magnetyczną kartę i wyszła na korytarz, zamykając za sobą drzwi. Weszła do windy i skierowała się na najwyższe piętro. Niepewnie zapukała, zastanawiając się, czy to był dobry pomysł, ale było już za późno na powrót. Nie wycofywała się ze swoich decyzji.

    OdpowiedzUsuń
  22. — Raczej nie. — odparła, ponieważ wolała zachować trzeźwość umysłu i biorąc pod uwagę fakt, że znajdowali się mimo wszystko na jego terenie, nie chciała ryzykować, że czegoś by jej dosypał. Nie wyglądał na takiego, ale pozory mogły mylić.
    Słysząc jego kolejną propozycję, mimowolnie otworzyła szerzej oczy, sprawdzając, czy przypadkiem sobie tego nie wymyślała, ale nie, najwyraźniej mówił poważnie. Z pewnością nie tego się spodziewała i zaskoczył ją tym pomysłem, a nawet zbił z tropu, Jednakże szybko się opamiętała i znowu oczyściła twarz ze zbędnych emocji.
    — Tak, ciebie też miło widzieć. Może najpierw usiądziemy? — zaproponowała z nutką sarkazmu w głosie, jednocześnie unikając odpowiedzi na jego pytanie. Nie proponował jej wypadu do restauracji tylko poważny wyjazd. Nie mogła podjąć takiej decyzji od razu, poza tym wpierw musiała wybadać teren i sprawdzić jak wygląda ich relacja oraz co mogłaby przynieść ewentualna wspólna przyszłość.

    OdpowiedzUsuń
  23. Rozsiadła się wygodnie na fotelu, zakładając nogę na nogę i uważnie przyglądając się poczynaniom mężczyzny, aby w razie potrzeby nie przegapić nawet najmniejszego jego ruchu. Prawdopodobnie była przewrażliwiona, ale w jej świecie trzeba było mieć oczy dookoła głowy. Niby istniała honorowa zasada, która mówiła o tym, by nie strzelać do przeciwnika od tyłu, ale zdarzali się i tacy, których honor w ogóle nie interesował.
    — Chyba coś ci umknęło. Jeszcze nie jestem twoją żoną, a nawet gdy już nią będę, nie zamierzam ci się podporządkowywać, a już z pewnością nie będę zostawać pod opieką twojej laleczki. Daje sobie radę sama, poza tym mam własnego ochroniarza. — odparła zirytowana, posyłając mu mordercze spojrzenie. — Nie zwolnię Gareta. — dodała z naciskiem, powoli wymawiając każde słowo, jakby chciała, żeby dobrze ją zrozumiał.
    Nienawidziła, gdy ktoś próbował kontrolować jej życia i jakoś ją ustawiać. Ojca potrafiła jeszcze jakoś zrozumieć i od czasu do czasu mu ulegała, choć częściej próbowała się sprzeciwiać. Dlatego też nie zamierzała dopuścić do tego, by jakiś facet mówił co ma robić, gdzie i z kim.
    — Dlaczego pracujesz dla Najwyższej Rady, a nie swojego ojca? — zapytała wreszcie, unosząc brew do góry i uważnie mu się przyglądając.

    OdpowiedzUsuń
  24. Nie odpowiedziała, a jedynie zmrużyła oczy. Przecież to było bezsensowne. Zwolnić kogoś, by za chwilę ponownie go zatrudnić? Absurd i tyle. Z pewnością nie zamierzała tego robić, ale nie chciała teraz o tym dyskutować, ponieważ oboje mieli ważniejsze sprawy do obgadania.
    Zastanowiła się nad tymi dwiema opcjami, które tak szczegółowo i dobitnie jej przedstawił. Nienawidziła, gdy ktoś dyktował jej warunki, ale wiedziała, iż w tym wypadku nie ma zbyt wielu możliwości i choć nie zamierzała mówić tego na głos, mężczyzna miał naprawdę sporo racji. W szczególności, jeśli chodzi o jej rodzinę. Ojciec pewnie starałby się jakoś załagodzić całą sytuacją w wypadku, gdyby zrezygnowała z tego całego ślubu i przekreśliła doszczętnie możliwość połączenia dwóch znamienitych rodów. Jednakże nawet jej staruszek nie był panem wszechświata. Może i był wysoko postawiony, miał znajomość i władzę, ale wokół również znajdowali się ludzie, o których musiał się nie tylko troszczyć, ale również szanować ich i uznawać ich zdanie. Dzięki temu wokół panowało zaufanie i była o wiele mniejsza szansa na pojawienie się szpiega we własnych szeregach, poza tym, jak wiadomo, od jednego chwasta wyrastają kolejne, toteż epiej im zapobiegać. Podsumowując, zapewne nie chciałby jej ukarać, ale i tak musiałby wyciągnąć z tej sytuacji konsekwencje i jakoś ukarać swoją córkę za nieposłuszeństwo, kapryśność i inne tego typu rzeczy.
    Zaczęła rozważać drugą opcję. Oczywiście największym plusem było zadowolenie rodziny, w szczególności ojca. Nigdy nie chciała go zawieść. Kochała go całym sercem, ponieważ właściwie miała tylko jego. Zapewnił jej wspaniałe dzieciństwo i zawsze okazywał miłość, którą ją darzył. Starał się również zastąpić matkę, która tak niespodziewanie odeszła. Bywał ostry i twardy, ale dzięki temu, wyrosła na silną i pewną siebie kobietę, wierząca w swoją wartość i umiejętności. Nie podobała jej się decyzja, którą podjął. Nie podobało jej się, że postawił rodzinę i ród ponad własną córkę i własną krew, ale wiedziała też, iż w ich świecie nie wszystko jest proste i kolorowe. Nie potrafiłaby go za to znienawidzić.
    Nie potrzebowała tej całej niezależności. Rady, która niby pomogłaby jej spełnić własne marzenia. A w szczególności nie potrzebowała jego i tych jego możliwości. Lubiła swoje obecne życie pomimo tego, że momentami dalece odbiegało od ideału. Właściwie nie potrzebowała zmian, ale jak widać decyzja została podjęta za nią i nie miała już zbyt wiele do gadania. No, chyba że chciała zawieść ojca, doprowadzić go do ostateczności i sprawić, by był zmuszony przez resztę do wydania stosownego wyroku oraz skazać się na potępienie rodziny, co w sumie nie było aż takie straszne. Nie zależało jej na aprobacie kuzynów, ciotek i innych członków, których praktycznie nie znała. Pewnie czułaby się cholernie samotna, ale z samotnością można żyć… Koniec końców wszystko skupiało się na ojcu.
    - Oh, jaka ze mnie szczęściara. - mruknęła ironicznie pod nosem, w odpowiedzi na ten jego czarujący uśmiech. Ona z pewnością nie zamierzała być niczyją własnością. Nie była jakąś lodówką czy innym badziewnym przedmiotem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. - Wróć… Na imprezę? Chyba masz jakieś zwidy. Jesteś pewny, że nie potrzebujesz jakiegoś lekarza, psychiatry w gwoli ścisłości. - odparła, przyglądając się uważnie jego poczynaniom. Niechętnie wzięła od niego szklaneczkę, którą jej poddał, ale nie zamierzała teraz pić.
      Wsłuchała się w jego odpowiedź, wyłapując i zapamiętując każdy najmniejszy szczegół. Przy okazji przed jej oczami pojawił się obraz jej matki. Automatycznie zaczęła się zastanawiać, co jej rodzicielka powiedziałaby na to wszystko. W takich momentach jak ten jeszcze bardziej odczuwała jej brak i nim zdążyła się zastanowić, upiła duży łyk alkoholu. Nie lubiła zapijać smutków i innych negatywnych uczuć. Uważała, iż była to prosta droga do alkoholizmu.


      [ Przepraszam za nieobecność. :) ]

      Usuń
  25. Miał rację, a ona nie chciała mu tego przyznawać, więc jedynie zmrużyła groźnie oczy, pomimo tego, iż wiedziała, że nie przestraszy się jej nawet w najmniejszym stopniu. Prawdą było, że w klubie go polubiła i gdyby nie ta cała sytuacja, zapewne spotkałaby się z nim znowu, a kto wie, może i na tych dwóch spotkaniach ich relacja by się nie zakończyła. Wtedy go polubiła, ale fakt, że miał niebawem zostać jej mężem i wywrócić jej życie do góry nogami wszystko zmienił. W pobliżu nie było nikogo na kim mogłaby się wyżyć, więc postanowiła skierować na niego swój gniew. Dzięki jakieś pokrętnej logice udało jej się zmusić samą siebie do uwierzenia, iż to właśnie on ponosi największą winę, choć ta racjonalna część jej umysły doskonale wiedziała, że tak nie jest. Jednakże takie myślenie było łatwiejsze.
    – ,,Światło jest niczym bez mroku, który by mogło rozświetlać”. – mruknęła jedynie w odpowiedzi, zaciskając usta w cienką linię.
    Nie zamierzała zwierzać się mu ze swoich obaw i przypuszczeń ani zdradzać swoich myśli. Nie planowała wyjaśniać mu powodów swoich decyzji. Pomijając fakt, iż sama do końca tego nie rozumiała. Po prostu wiedziała, że taka decyzja będzie najlepsza. Nie była jeszcze w stanie jej w stu procentach zaakceptować, ale doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że nie może postąpić inaczej, a dokładniej rzecz ujmując – nie powinna podejmować innej decyzji. Tym razem nie mogła myśleć tylko o sobie. W tym wszystkim był jeszcze jej ojciec, rodzina… Łatwo byłoby powiedzieć „Nie”, lecz o wiele trudniej byłoby zmierzyć się z konsekwencjami tej odpowiedzi.
    Przyglądała mu się w milczeniu, jednocześnie próbując sklecić jakieś sensowne zdanie. Miał rację. To wszystko nie mogło tak wyglądać. Nie mogła skupiać tylko na nim swojego gniewu. Jeżeli mieli razem żyć, potrzebowali wspólnej linii, jakiejś namiastki porozumienia. Sensownie rzecz ujmując, oboje znajdowali się w podobnej sytuacji.
    Zmarszczyła brwi, dopiero gdy usłyszała swoje nazwisko. Nie potrzebowała niańki, a on najwyraźniej jeszcze się o tym nie przekonał. Zdecydowanie jej nie doceniał i w najbliższej przyszłości zamierzała to zmienić. Poza tym jeszcze nie była jego żoną, więc nie musiał pilnować jej aż tak. Zachowywał się jak jej ojciec, a drugiego tatusia nie potrzebowała.
    Posłała nieznanemu mężczyźnie przelotne spojrzenie i lekki uśmiech. Wyglądał na sympatycznego faceta, ale nie miała ochoty spędzać z nim teraz czasu. Nie byłaby zbyt dobrym towarzyszem. Przeniosła spojrzenie na Lexa, jednak nim zdążyła cokolwiek powiedzieć, pożegnał się i ruszył przed siebie. Czy ten mężczyzna zamierzał zawsze mieć ostatnie słowo? Niedoczekanie…
    – Mam nadzieję, że z naszego jutrzejszego spotkania nie uciekniesz tak szybko. – odkrzyknęła, tym samym informując, iż ich wcześniejsze plany znów są aktualne. – Niestety muszę cię przeprosić. Jestem zmęczona i wolałabym wrócić do pokoju. Znam drogę. – tym razem skierowała się do Zająca czy jak tam go nazywali, kładąc nacisk na ostatnie zdanie, tak by doskonale zrozumiał aluzję. Nie potrzebowała przyzwoitki. Nie czekając na nic więcej, ruszyła przed siebie, marząc o chwili sam na sam ze swoimi myślami.

    OdpowiedzUsuń
  26. Zrobiło jej się odrobinę szkoda mężczyzny, ale nie należała do kobiet, które za wszelką cenę chciały każdego uszczęśliwić, więc jedynie posłała mu czarujący uśmiech i wzięła od niego wizytówkę, szybko omiatając ją wzrokiem.
    – W takim razie do zobaczenia. – rzuciła na pożegnanie, zastanawiając się kim właściwie był ten dziwny człowiek…

    Weszła do pokoju, który w dalszym ciągu wydawał się strasznie obcy, pomimo kilku rzeczy porozrzucanych wkoło. Szybko wszystko ogarnęła, by w pomieszczeniu znowu panował praktycznie idealny porządek i wreszcie sięgnęła po telefon. Od kilku godzin pozostawał wyłączony, ponieważ nie miała najmniejszej ochoty z nikim rozmawiać, a z pewnością nie chciała co chwila odrzucać bądź też ignorować połączeń od ojca. Wreszcie jednak przyszedł czas, by zmierzyć się z rzeczywistością i niechętnie przytrzymała guzik, sprawiając, iż telefon zaczął wibrować, a po chwili ekran się rozświetlił.
    Opadła wyczerpana na fotel. Czuła się jakby dzisiejszego dnia wzięła udział w niekończącym się maratonie. Jakaś marzycielska cząstka jej umysłu liczyła, że za chwile zamknie oczy, a gdy się obudzi, okaże się, że całe to zamieszanie było jedynie snem. Jednakże taki scenariusz był idiotyczny, więc szybko zdusiła takie dziecinne myślenie i skupiła się na ekranie telefonu, który co chwila się rozświetlał, pokazując nowe powiadomienia. Wreszcie się uspokoił, a ona szybko sprawdziła ile miała nieodebranych połączeń od ojca. Było też kilka wiadomości. Rzadko do niej pisał, więc zapewne powoli tracił cierpliwość. Odezwało się nawet kilku członków rodziny. Treść ich wiadomości oczywiście nie była zaskoczeniem. Wszyscy chcieli dowiedzieć się czegoś więcej o ślubie, bo jakżeby inaczej… Zrezygnowana wzięła głębszy oddech i przygotowała się mentalnie do rozmowy z ojcem.
    Niecałe dziesięć minut później rozmowa dobiegła końca, a ona miała wreszcie święty spokój. Co prawda nie wyjaśnili sobie wszystkiego. Nienawidziła się z kimś kłócić przez telefon, toteż rozmowa ograniczała się do kilku krótkich zdań i minimalnej wymianie informacji. Wreszcie mogła wziąć kąpiel i zakopać się w pościeli, udając, że na górze wcale nie mieszka jej przyszły mąż.
    Gdy już wpełzła na łóżko z wilgotnymi włosami spiętymi w kok na czubku głowy i choćby w minimalnym stopniu oczyszczonymi myślami, sięgnęła po telefon.
    „Pomyliłeś kolejność. Wpierw daje się kobiecie numer telefonu. Dopiero później pierścionek.”

    OdpowiedzUsuń
  27. Oparła się o poduszki, krzyżując nogi w kostkach i wpatrując się w sufit. Była przyzwyczajona do nagłych zmian. W ich świecie codzienność potrafiła w sekundę zmienić się o sto osiemdziesiąt stopni. Zdarzenia pędziły, ludzie się pojawiali i znikali… Życie potrafiło być karuzelą i umiała sobie z tym radzić. To była jej codzienność, aczkolwiek tym razem nie potrafiła pojąć jak wiele miało się zmienić. Jak wiele już się zmieniło. Zapewne jeszcze nie odczuwała całkowitych skutków dzisiejszych decyzji, ale była pewna, iż niebawem to się zmieni.
    „Dałeś, ale po prostu go nie chciałam. ;)
    Nie zamierzam biegać w piżamie niczym hotelowy duch. W dodatku bez bielizny… Przewieje mnie.”
    Jakoś łatwiej było jej się rozluźnić, teraz gdy emocje z niej opadły, a czarne chmury, które krążyły nad jej głową cały dzień, odrobinę się przerzedziły. Zapewne duży wpływ miał fakt, iż nie rozmawiała z nim twarzą w twarz, a co za tym idzie, przed oczami nie stawała jej cały czas wizja bliższej, jak i dalszej przyszłości. Kompletnie nie potrafiła wyobrazić sobie ich ślubu, nie wspominając już nawet o przyszłym życiu. Oczywiście, kiedyś od czasu do czasu zastanawiała się nad tym, co będzie kiedyś, ale jak na razie nie planowała żadnych zaręczyn. Po pierwsze – dotychczas nie spotkała nikogo kto aż tak zawładnąłby jej sercem i namieszał w jej głowie, a po drugie – nie czuła się gotowa na zostanie żoną i prowadzenie domu. Nie była jedną z kobiet, które marzyły o codzienności, podczas której czekałyby aż mąż wróci z pracy, gotując mu obiadki i sprzątając w domku. Teraz po prostu chciała korzystać z życia. Czerpać z dnia garściami. Popełniać błędy, mylić się i gubić. Odnajdywać drogi powrotne, rozwijać swoje umiejętności, wspinać się po szczytach… No cóż, już nie warto było teraz się nad tym rozwodzić, ponieważ decyzja została podjęta. Co prawda nie przez nią, lecz przez jej ojca, ale i tak odwrotu już nie było.


    [ Coś pomyślę. :D ]

    OdpowiedzUsuń
  28. Zerknęła na wyświetlać telefonu, czytając kolejną wiadomość. Uśmiechnęła się pod nosem, marszcząc brwi skonsternowana, po czym odłożyła urządzenie na stolik nocny, nic nie odpisując. Czasami tak robiła. Często również przerywała połączenie telefoniczne, nie żegnając się nawet z rozmówcą. Właściwie to miała chyba kilka takich różnych dziwactw… Cóż, inni uważali to za dziwactwa, dla niej było to czymś normalnym. Lubiła oszczędzać czas i przykładowo była zdania, iż żegnanie się przez telefon jest rzeczą zbędną.
    Zakopała się w pościeli, kładąc głowę na poduszce i przymykając powieki. Kompletnie nie potrafiła wyobrazić sobie jak będą wyglądać kolejne ich dni. Była pewna, iż niebawem będą musieli spotkać się ze swoimi ojcami oraz rzecz jasna z rodziną i innymi członkami ich działalności. Zaczną się przygotowania do ślubu i inne pierdoły, na które z pewnością nie będzie miała ochoty.
    Była pewna, iż potrzebuje odrobiny więcej czasu. Nie była jeszcze gotowa na rodzinne spotkanie. Potrzebowała choćby odrobiny dystansu i dlatego stwierdziła, że nazajutrz wybierze się na spacer. Poodwiedza kilka miejsc, może nawet pozna jakieś nowinki z podziemnego świata… Sama jeszcze nie wiedziała. Wieczorem wróci, by udać się na spotkanie/randkę czy coś w tym guście, ze swoim przyszłym mężem i wszystko powinno być w porządku. Przynajmniej taką miała nadzieję. Nie chciała być kontrolowana przez kolejną osobę. Umiała radzić sobie sama i doskonale potrafiła to udowodnić.
    Koniec końców zasnęła dosyć późno, ponieważ cały czas biła się z myślami. Na szczęście jej organizm w końcu poddał się wyczerpaniu, a ona mogła oddać się w objęcia Morfeusza. Co prawda noc nie należała do tych spokojniejszych, ale zdążyła się do tego przyzwyczaić. Nigdy nie miała twardego snu i potrafił obudzić ją nawet najcichszy stukot.

    OdpowiedzUsuń
  29. Uwielbiała ten moment przejściowy, gdy człowiek znajdował się na krawędzi przebudzenia, gdy jedną nogą był już w codzienności, a drugą jeszcze w sennym świecie. Niestety ten stan nigdy nie trwał długo i chwilę później otworzyła oczy, niechętnie zdając sobie sprawę, że czeka ją dzień, który nie będzie w stu procentach zadowalający. Wiedziała jednak, że musi coś z tym zrobić, ponieważ nie zamierzała codziennie budzić się rano z myślą, że nie ma ochoty wyjść z łóżka. Pierwszym krokiem do poprawy przyszłości miało być dzisiejsze wieczorne spotkanie z Lexem. Co prawda nie wiedziała jak ten wieczór się zakończy, ale miała nadzieję, że nie pogorszy i tak już złego stanu sytuacji.

    Wyszła z łazienki, przeczesując włosy, które tym razem rozpuściła i podeszła do drzwi, by je otworzyć. Uśmiechnęła się na widok znajomej twarzy i omiotła przelotnie wzrokiem wózek ze śniadaniem.
    – Dziękuję. – odparła, muskając opuszkami palców płatki dziwnego tulipana, który był na swój sposób uroczy, tak samo, jak ten gest. Marcowy Zająć wydawał się naprawdę miłym mężczyzną i zapewne takim też był. Co prawda był też odrobinę dziwny, ale to chyba dodawało mu uroku. Niestety nie był kompletnie w jej typie, poza tym obecnie była zaręczona, toteż romanse nie wchodziły w grę. Zapewne, gdyby znajdowała się w innej sytuacji, przez jakiś czas skusiłaby się na małą zabawę i zwodziłaby Zająca, ale tym razem musiała sobie podarować i jakoś ukrócić jego zaloty. Jednakże z chęcią mogłaby się z nim zaprzyjaźnić. Z pewnością potrafiłby ją rozbawić.
    Uniosła wzrok, słysząc jego propozycję, ale nim zdążyła odpowiedzieć, do rozmowy wtrącił się ktoś trzeci. Przeniosła spojrzenie na nieznajomego mężczyznę, marszcząc brwi. Później zaśmiała się, gdy chłopak puścił do niej oczko i przez chwilę odprowadzała go wzrokiem.
    – Naprawdę? Jesteście kompletnie różni. – stwierdziła zdumiona, ponieważ w życiu nie podejrzewałaby, że ta dwójka jest spokrewniona. Może gdyby lepiej się przyjrzała, dostrzegłaby minimalne podobieństwo, ale w obecnej chwili byli jak ogień i woda. Musiała przyznać też, że nieznajomy był naprawdę miły dla oka. Co prawda wyglądał na stereotypowego podrywacza, ale z takimi przynajmniej zabawnie się rozmawiało.
    – Wracając do twojej propozycji, dzisiaj mam parę spraw do załatwienia. Interesy. Jestem pewna, że jeszcze to sobie odrobimy, ale teraz muszę cię już przeprosić, ponieważ za niedługo wychodzę.

    OdpowiedzUsuń
  30. – Cóż, to wiele wyjaśnia… – stwierdziła na wpół zaintrygowana, na wpół rozbawiona. Ten mężczyzna naprawdę ją zadziwiał. Był dziwny, ale ta jego odmienność nie podchodziła pod szaleństwo. Zastanawiając się nad tym dłużej, doszła do wniosku, że to jego pokrętne przezwisko bardzo do niego pasuje. Z łatwością mógłby zagrać w ekranizacji „Alicji w Krainie Czarów”. Prawdopodobnie nie musiałby się nawet zbytnio natrudzić. Byłby po prostu sobą i idealnie odegrałby postać z fantazyjnego świata.
    – Cuda są ciekawe, nieważne w jakiej postaci. – odparła zgodnie z prawdą. Widziała o wiele gorsze rzeczy niż półnagi mężczyzna grający na akordeonie, toteż taki widok na pewno by jej nie zgorszył. Raczej rozbawił. Chociaż gdyby to był jakiś obleśny typek, to wolałaby raczej na to nie patrzeć…
    – Zrobiłbyś coś dla mnie? – zapytała, nim mężczyzna zdążył się jeszcze oddalić, posyłając mu jeden ze swoich firmowych uśmiechów. – Przekażesz swojemu szefowi, że muszę załatwić kilka spraw, ale wieczorem wrócę?
    Co prawda mogła to zrobić sama, ale nie miała czasu na takie rozmowy. Poza tym nie była pewna jak Lex zareaguje na fakt, iż zamierzała dokończyć kilka spraw biznesowych. W gruncie rzeczy nie byli jeszcze małżeństwem, a jedynie narzeczonymi. To chyba jej do niczego nie zobowiązywało? Tak czy siak, zamierzała pozamykać kilka spraw, nieważne jakie on będzie miał na ten temat zdanie.

    OdpowiedzUsuń
  31. – Takie sprawy załatwiam sama, ale nie martw się, świetnie daje sobie radę. Możesz poinformować go później, byłabym wdzięczna. – odparła, odwzajemniając jego uśmiech. Przynajmniej miała tutaj chociaż jednego sojusznika, a to z pewnością ułatwi jej mieszkanie w tym hotelu.
    – Dziękuję za pomoc. – dodała jeszcze, nachylając się i składając na policzku Zająca niewinny pocałunek. Posłała mu ostatnie przelotne spojrzenie, po czym wróciła do pokoju, zamykając za sobą drzwi.
    Piętnaście minut później była już na zewnątrz, gotowa, by zmierzyć się ze wszystkimi sprawami, które zamierzała dzisiaj pozałatwiać. Potrzebowała adrenaliny oraz kogoś na kim będzie mogła wyładować całą irytację, która drzemała w niej od poprzedniego dnia i usilnie szukała jakiegoś ujścia. Zerknęła jeszcze na telefon, czytając wiadomość od Lexa. Zastanawiała się o czym chciał porozmawiać, ale nie zamierzała go o to pytać. Do wieczora chciała udawać, że w dalszym ciągu jest wolna, a nad jej głową wcale nie wiszą czarne chmury, przypominające o obowiązkowym ślubie. Nie odpisała i wyłączyła telefon, aby teraz jej nie rozpraszał, po czym wrzuciła go do wewnętrznej kieszeni kurtki.

    Wszystko zajęło jej trochę więcej czasu niż przypuszczała, ponieważ jak zawsze pojawiły się pewne komplikacje, ale wreszcie mogła wrócić spokojnie do hotelu. Po drodze wyciągnęła komórkę i dopiero teraz ją włączyła.
    „Zaraz będę w hotelu. Plany się nie zmieniły?”
    Szybko wystukała krótką wiadomość, chcąc się upewnić, że w dalszym ciągu wychodzą. Z doświadczenia wiedziała, że życie bywa przewrotne, a ich spotkanie mogło się nie odmyć z różnych powodów.

    OdpowiedzUsuń
  32. „Będę gotowa za piętnaście minut. Przyjść do ciebie?”
    Wystukała, jednocześnie zastanawiając się, czy ich przyszłość będzie podobna i również znajdą się w niej wiadomości takie jak ta. Ten gest wydawał się taki skromny, delikatny i niewinny. Nawet w najmniejszym stopniu nie ukazywał atmosfery, jaka między nimi panowała poprzedniego dnia. Nie oddawał niekomfortowej sytuacji, w jakiej się znaleźli… Może ten ślub jednak będzie miał jakiś sens, a wszystko nie będzie miała aż tak ciemnych barw? Nie lubiła niczego zakładać, a w szczególności różowego scenariusza, jednakże tym razem spróbowała trzymać się tej myśli, ponieważ musieli dojść do jakiegoś porozumienia.
    Gdy znalazła się wreszcie w swoim pokoju, odetchnęła z ulgą. Wzięła szybki, pięciominutowy prysznic, zrzucając z siebie ciuchy. Niestety dopiero przyglądając się sobie w lusterku, zorientowała się, iż przez prawie cały policzek biegnie płytkie cięcie. Co prawda wiedziała, że tam jest, aczkolwiek miała nadzieję, że do wieczora przestanie być aż tak widoczne i z pewnością nie sądziła, iż jest tak długie. Zdała też sobie sprawę, że milimetr wyżej i prawdopodobnie facet dźgnąłby ją w oko. Cóż, motocykliści byli z natury nieprzewidywalni i bardzo narwani, toteż mogła się tego spodziewać. W dodatku praktycznie zawsze mieli przy sobie jakąś broń. Ten miał dziwaczny rodzinny sztylet, na szczęście radził sobie z nim średnio. Poza tym prawdopodobnie zlekceważył swojego przeciwnika ze względu na płeć, ale jej to nie przeszkadzało, tym samym ułatwił jej zadanie i wreszcie zamknęła sprawę niespłacanych długów.
    Po drodze wstąpiła też do Browna, z którym jej rodzina miała neutralne stosunki. Wieści o jej ślubie szybko się rozniosły, więc nie omieszkał jej pogratulować i oznajmić, jak bardzo szokująca i zasmucająca była dla niego ta wiadomość. Keira w odpowiedzi przyznała, że dla niej ta nowinka również była niespodzianką, ale mężczyzna najwyraźniej uznał to za żart, a ona nie wyprowadzała go z błędu. Co prawda w kwestii broni byli sojusznikami i w tych sprawach bardzo dobrze było prowadzić z nim interesy, jednakże jeżeli chodziło o inne informacje, należało trzymać go na dystans.
    Narzuciła na siebie przedłużany granatowy sweter, który przewiązała paskiem w talii i rozpuściła włosy, licząc, że w ten sposób choćby minimalnie zakryje skutki dzisiejszego wypadu.

    OdpowiedzUsuń
  33. Przeczytała jego wiadomość, zastanawiając się przez chwilę. Skoro chciał wpierw o czymś porozmawiać, wolała zrobić to na osobności, niżeli przy obsłudze i gościach, którzy będą im się przyglądać i bacznie przysłuchiwać. Jeżeli ta rozmowa źle się potoczy, przynajmniej będzie mogła wydzierać się na niego ile wlezie, nie musząc przejmować się otaczającymi ją ludźmi.
    Wyszła z pokoju, zamykając za sobą drzwi i kierując się do windy, która miała zawieść ją na najwyższe piętro. Wiedziała, że po ślubie będą musieli zamieszkać razem, ale jak na razie sobie tego nie wyobrażała. On jak widać, mieszkał w hotelu. Była to zapewne bardzo wygodna opcja, był dostępny całą dobę, kontrolował personel i załatwiał sprawy na miejscu. Rozumiała plusy takiej sytuacji, aczkolwiek nie była pewna czy chciałaby spędzić całe życie w hotelu. To raczej nie było dla niej, a mieszkać razem powinni, przynajmniej dla zachowania pozorów. To była z pewnością kolejna rzecz, którą będą musieli przedyskutować i dojść do jakiegoś kompromisu.
    „Jadę na górę.”
    Wystukała, nim drzwi windy się za nią zasunęły. Wolała go ostrzec, ponieważ nie miała ochoty zastać go w jakieś niekomfortowej sytuacji. Pewnie i tak zobaczyłby ją na kamerach, ale jak to mówią – przezorny zawsze ubezpieczony.
    Stanęła przez znajomymi już drzwiami i zapukała, po czym weszła do środka. Zapewne można to było uznać za naruszenie jego prywatności, ale nie przejmowała się tym. Mimo wszystko mieli być małżeństwem, więc doszła do wniosku, że nie zamierza czekać przed drzwiami aż łaskawie jej otworzy. Równie dobrze mogła sama się obsłużyć.

    OdpowiedzUsuń
  34. Odsunęła policzek, przez sekundę posyłając mu nieufne spojrzenie, ale po chwili zastąpiła je lekkim uśmiechem. – Raczej pełen wrażeń. – odparła, kierując się w stronę stolika. Faktycznie tak było o wiele wygodniej i prywatniej, a jednocześnie w dalszym ciągu wykwitnie. Musiała przyznać, że Lex potrafił dogadzać kobietą, ale to znaczyło tylko, iż był świetnym graczem, a co za tym idzie, trzeba się z nim liczyć.
    – Zauważyłeś, że często wypowiadasz wiele słów ciągiem? Przypuszczam, że to forma zaoszczędzenia czasu. – stwierdziła, gdy wyrzucił z siebie nurtujące go informacje i nim odpowiedziała na jego pytania, zerknęła w okno, pozwalając by jej myśli na chwilę popłynęły gdzieś indziej. Rzadko to robiła, ale od czasu do czasu pozwalała powędrować sobie do wyblakłych już wspomnień matki, próbując wyobrazić sobie co ona zrobiłaby w takim momencie albo przynajmniej, jaką dałaby jej radę. Nim jednak jej myśli zdążyły zawędrować zbyt daleko, zwróciła głowę w stronę swojego rozmówcy, tym samym blokując swój umysł na słodko-gorzkie wspomnienia. Była mistrzynią w odcinaniu się od takich rzeczy.
    – Nie wiem jakie relacje masz ze swoim ojcem. Podejrzewam, że nieciekawe, ale nie chcę się w to zagłębiać. Każdy ma jakieś problemy, a ja z pewnością nie nadaję się do rozwiązywania kłopotów innych. – zaczęła, uważnie mu się przyglądając i upijając łyk wina.
    – Kocham swojego ojca. Całym sercem. Od lat był dla mnie jedyną rodziną, wychował mnie i wspierał. To jest dla niego ważne, dlatego zgodziłam się na ten ślub i właśnie dlatego muszę odrzucić twoją propozycję, choć jest kusząca. Nie twierdzę, że zamierzam urządzić bal na tysiąc osób, ale musisz liczyć się z tym, że spora część naszych rodzin, a także kompanów w interesach się tam pojawi. Chcesz czy nie, to nie jest ślub dla nas, tylko dla nich.
    W jakimś minimalnym stopniu otworzyła się przed nim i choć nie była pewna czy jest to dobra decyzja, nie mogła już jej cofnąć. Poza tym musieli nawiązać nić porozumienia i choćby minimalna szczerość była w tym wypadku konieczna.

    OdpowiedzUsuń
  35. – To wykracza poza twoje kompetencje. Jestem pewna, że poradzę sobie sama z suknią. – odparła z rozbawieniem, zastanawiając się jednocześnie, czy istnieje na świecie mężczyzna, który byłby szczerze zainteresowany bieganiem po sklepach i szukaniem sukni ślubnej dla swojej przyszłej żony. Zapewne jakiś facet by się znalazł, ale podchodziłby pod miano pantoflarza albo w ewentualności szalenie zakochanego wariata. Lex nie należał raczej do żadnej z tych dwóch kategorii.
    Zerknęła w stronę drzwi, a jej kącik ust od razu minimalnie się uniósł, gdy zobaczyła kto wnosi tacę. Uważnie mu się przyglądała, gdy śpieszył do ich stolika, odwzajemniając również jego szeroki uśmiech. Był barwną postacią, odrobinę zabawną, więc ciężko było w jego towarzystwie zachować powagę. Poza tym był bardzo przyjazny.
    – Nie bądź niemiły. – fuknęła na Lexa, puszczając jednocześnie oczko do Marcowego i uśmiechając się do niego pokrzepiająco. Na szczęście odwzajemnił jej uśmiech, przez co uznała, że słowa szefa aż tak go nie speszyły. Mimo wszystko nie był taki skromny i wycofany jak mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka.
    – Nie uwodzę. Jestem po prostu miła. – stwierdziła, wzruszając ramionami i powoli zabierając się za jedzenie swojego dania. – Ale skoro cię to irytuje, mogę zacząć ich uwodzić. – rzuciła zaczepnie, zerkając na niego spod rzęs.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [ Przepraszam, ten pierścionek kompletnie wypadł mi z głowy.
      1 lub 2 ]

      Usuń
  36. – Rzucić zawsze cię mogę, ale raczej nie dla niego. Jest uroczy i pewnie nie zdaje sobie sprawy z tego, że zjadłabym go żywcem. – stwierdziła, zerkając w stronę drzwi, jakby Marcowy miał się w nich zaraz pojawić. Nie miała wątpliwości co do tego, iż był dla niej zbyt poukładanym facetem.
    Usłyszawszy jego pytanie, mało brakowało, a prawdopodobnie zadławiłaby się kęsem swojej kolacji. Od razu sięgnęła po kieliszek wina, upijając spory łyk, licząc, że to ją ochłodzi i zminimalizuje skutki nagłego szoku. Na szczęście potrafiła w miarę maskować swoje uczucia, więc szybko się opanowała, jednakże dla bezpieczeństwa odłożyła widelec, ponieważ nagle straciła apetyt.
    – W umowie nic o tym nie było, więc ten temat możesz skreślić. Chcesz potomka, przygarnij jakiegoś malucha z ulicy, a o mnie możesz sobie w najbliższej przyszłości pomarzyć. – odparła na tyle spokojnie na ile była w stanie.
    Cóż, wcześniej nie zastanawiała się zbytnio nad dziećmi, a jeśli nawet ten temat pojawiał się w jej głowie, szybko go ucinała. Wątpiła, aby jej ojciec nalegał na wnuka, przynajmniej nie w tym wypadku. Zmusił ją do małżeństwa i była pewna, że dalej się nie posunie. Dowodem małżeństwa będzie dla niego wspólne nazwisko, mieszkanie i udawanie przy ludziach szczęśliwej pary. Więcej zapewne nie potrzebował. Nigdy też poważnie nie zastanawiała się nad zostaniem matką. Twierdziła, że będzie co będzie, jednakże średnio widziała siebie w tej roli. Poza tym z pewnością nie chciałaby, aby maluch wychowywał się w tak pokręconej rodzinie, w której rodzice wzięli ślub z przymusu i przez większość czasu skaczą sobie do gardeł.

    OdpowiedzUsuń
  37. – W razie czego są jeszcze banki… – burknęła pod nosem, urywając w pewnym momencie, zagryzając dolną wargę i zmuszając się do tego, by nie kończyć tego niestosownego zdania. W zamian tego posłała mu lekki uśmiech, który miał zamaskować jej uprzednią gafę. Sama doskonale wiedziała, że z tym akurat odrobinę przesadziła, aczkolwiek nie zwykła przyznawać się zbyt często do błędu, więc wolała puścić tę wypowiedź mimo uszu. Poza tym lubiła mieć ostatnie zdanie i tym razem ta pokusa po prostu zwyciężyła. Od zawsze miała w sobie jakiś dziwny zapęd, który nakazywał jej udowadniać, że kobiety potrafią być samodzielne. W szczególności w ich środowisku, gdzie panny od dawna były uważane za ozdobę lub w najlepszym przypadku asystentkę mężczyzn.
    – Dzieci raczej nie są dla mnie. – dodała jeszcze i zabrała się do dalszego jedzenia, ponieważ nie zamierzała nic więcej mówić na ten temat. Ta kwestia wiązała się z głębszymi, skrywanymi obawami, których z pewnością nie zamierzała przed nim odsłaniać.

    Na szczęście dalsza część rozmowy poszła w zupełnie innym, błahym kierunku. Równie dobrze mogli milczeć, ale tak przynajmniej zachowywali pewne pozory normalności, której tak naprawdę praktycznie między nimi nie było.
    Właściwie nawet nie zwracała uwagi na jego wymianę wiadomości. Oczywiście, była tylko człowiekiem i odrobinę ciekawiło ją co było aż tak pilne, ale sama nie opowiadała mu o sobie, o swojej pracy i życiu prywatnym, toteż nie mogła od niego niczego oczekiwać.
    Zmarszczyła brwi, słysząc pytanie Białego Królika i posłała mu nieodgadnione spojrzenie. Wątpiła, aby wypytywanie należało do jego obowiązków, a z uwagi na to, że nie byli przyjaciółmi, nie rozumiała do czego była mu ta wiedza potrzebna.
    – Nie przypominam sobie, iż zapewniałam, że wrócę. – odparła tylko, przenosząc spojrzenie na Lexa. – Zbieramy się?

    OdpowiedzUsuń