Trochę nas ubyło, choć po linkach tego nie widać. Proszę o sygnał, co usunąć z linków :)

25 lutego 2014

[KP] Cesar Wick




Człowiek oddany pracy i swemu powołaniu. Absolwent szkoły policyjnej. Uważa, ze każdy problem da się rozwiązać ale głównie siłą...

37 letni kapitan w wydziale zabójstw nowojorskiej policji. Pominięty przy kolejnym awansie, ze względu na charakter... Ale to nie jego wina.








Kyle Teague

24 komentarze:

  1. Starał się zapamiętać wszystkie szczegóły. Przecież nie wypadałoby aby się zgubił w tej plątaninie korytarzy, a tak najprawdopodobniej może się stać. Niby był tutaj jakieś kilka ładnych lat temu, niby przemierzał kilka razy te korytarze…ale wszystkie ścieżki wyleciały mu z pamięci. Nic nie odpowiedział skinął tylko głową. Będzie musiał się przyzwyczaić do tego wszystkiego. Do Nowojorskiego zgiełku i hałasu. Chyba za bardzo przyzwyczaił się do Clifton.
    Podszedł z lekkim uśmiechem do grupy detektywów.
    Nie skomentował słów detektywów. Wolał milczeć, zważywszy na to, że nie do końca orientował się w towarzystwie. A nie chciał na samym wstępie palnąć jakiejś głupoty.
    — Kyle Teague – przedstawił się. Kulturalny człowiek z niego był, poza tym naprawdę w tak prozaicznej rzeczy nikt nie musiał go wyręczać.
    Spojrzał z niejakim politowaniem na przybyłego, który… w tej właśnie chwili przypomniał mu jego córeczkę Sarę. Ona też kiedy chciała oznajmić wszystkim że jest zdenerwowana, albo po prostu chciała zwrócić na siebie uwagę też tupała nogą. Było to dosyć zabawne, jednak nie zaśmiał się.
    — Nie przesadzaj…takie chodzenie dookoła wyjdzie ci na zdrowie – powiedział Kyle. Poznał go. Trudno było zapomnieć gościa, z którym kiedyś współpracował. Naprawdę byłaby to rzecz trudna, granicząca niemalże z cudem. Pewnie gdyby spotkał go na ulicy, czy w jakimś sklepie to też nie miałby problemów z rozpoznaniem.
    Powłóczył wzrokiem za funkcjonariuszką Anett. Szybko też przeniósł wzrok na Cesara. Naprawdę, nic się nie zmienił.
    Oparł się o ścianę gdzieś tam z tyłu pomieszczenia i spojrzał na wyświetlone zdjęcie. To wszystko wróciło do niego prawie ze zdwojoną siłą. Przecież minęło tyle lat od ostatnich morderstw! Chyba nie spodziewał się takiej reakcji u siebie. A właściwie jej…braku. Nic nie powiedział, nic nie zrobił nie poruszył się ani o milimetr. Stał nadal i przyglądał się temu wszystkiemu.
    — Chirurg, czy jego godny naśladowca? – zapytał na głos, a wtedy większość spojrzała się na niego. Kyle podszedł nieco bliżej. – Nie podoba mi się ten ślad na szyi ofiary, wygląda jakby kobieta była podduszona – stwierdził. – Wiemy…czy wiemy w którym miesiącu ciąży była?
    — W piątym – powiedziała patolog. Kyle tylko pokiwał głową.
    Spojrzał na fotografię jeszcze raz jednak nic więcej nie powiedział. Skinął głową na znak, że można pokazać dalsze zdjęcia. Przy kolejnych fotografiach zwłok tych zwłok i miejsca zbrodni nie odezwał się ani razu. Dopiero jakieś takie przebudzenie nastąpiło w nim, kiedy zauważył coś w prawym górnym rogu zdjęcia. Nie podobało mu się to wszystko. Następne zdjęcie rozwiało jego wątpliwości, przy ciele była kartka a na niej napisane dwie litery i narysowana jakby ręką dziecka odznaka policyjna.
    — Zatrzymaj – powiedział cicho. Przyjrzał się temu wszystkiemu. Pismo koślawe, krzywe, jakby ten ktoś dopiero uczył się pisać, albo niedawno opanował tą umiejętność, zawsze to też mogło być stylizowane. Podobnie z rysunkiem, wyglądało to jak rysunek dziecka. – Czy ofiara miała jakieś dzieci? W wieku 6-8 lat? – zapytał. Spoglądał na to wszystko. Dwie litery „N” oraz „Y”, a także policyjna odznaka. Czyżby to sugerowało… nie. To…nie byłby taki głupi. – Wiadomo czy rysunek jest stylizowany na kształt malunków dziecka? Czy może to narysowało dziecko?
    Może był nieco przewrażliwiony. Ale raczej dzieci malują jakieś wesołe rysunki i jakieś tło…a nie taką policyjną odznakę i dwie litery. Chyba, że ktoś kazał dziecku takie coś narysować. To przecież też była opcja.

    OdpowiedzUsuń
  2. Spojrzał na Cesara i lekko się uśmiechnął. Może jednak nie będzie aż tak źle? Raczej wątpił w to żeby dogadywali się po tylu latach bardzo dobrze, zważywszy na to, że oboje raczej mieli inne metody i ich charaktery różniły się od siebie diametralnie. Jednak jak to mówią, nadzieja matką głupich, więc może coś z tego wszystkiego będzie.
    — Niekoniecznie – odpowiedział, chociaż chyba sam w to wszystko nie wierzył. – Niektórzy psychopaci mają dosyć pokrętną logikę. Nie jest powiedziane, że facet chciał skrzywdzić dziewczynkę, czy wykorzystać na tle seksualnym. Możliwe że po prostu chciał…chciał właśnie w jakiś sposób pokazać, że jest o krok przed nami. Że nie możemy się po nim niczego konkretnego spodziewać.
    — Poruczniku Teague…chyba sam pan nie wierzy we własne słowa – powiedział jeden z agentów FBI. Chyba Lane, ale Kyle nie był w stu procentach pewny. Przecież pomyłka była rzeczą ludzką i minie pewnie jeszcze nieco czasu zanim zorientuje się kto jak się nazywa i nie będzie sobie ludzi mylił.
    — Przejdźmy dalej – mruknął Kyle. W międzyczasie kiedy wracał na wcześniej zajmowane miejsce przy ścianie przysłuchiwał się wymianie słów pomiędzy Cesarem, a innymi. Nie zamierzał się wtrącać i jeszcze bardziej podsycać tego wszystkiego. Nie o to chodziło przecież.
    Mieli znaleźć mordercę, a nie kłócić się o to kto ma rację, a kto jest debilem. Naprawdę nie o to w tym wszystkim chodziło. Nie tędy droga.
    — Po mojemu to naśladowca… Albo, albo facet po prostu chce zyskać rozgłos – powiedział spokojnym tonem głosu. Był najzwyklejszą oazą spokoju, której chyba nic nie mogło zepsuć. A przynajmniej nikt jeszcze nie próbował tego uczynić. Chociaż wydawało się, że raczej nikt nie wytrąci porucznika Teague z tego stanu. Wydawał się być wręcz…flegmatyczny.
    — Skąd stwierdzenie, że to mężczyzna? Może tamten facet to tylko wspólnik? – zapytała Pullman. – Może zabójcą jest kobieta?
    — Nie. Nie kobieta – odpowiedział. Przed oczami pojawiły mu się akta z minionych lat. Do tej pory potrafił wskazać gdzie czego należało szukać w starych papierach. – Mężczyzna. Zdecydowanie mężczyzna. Proszę się nie obrazić ale kobieta nie byłaby do tego zdolna. Przeciętna kobieta jest zbyt słaba…przecież denatki przenoszono w odludne miejsca, gdzie dokonywano zbrodni. Przy założeniu, że byłaby to kobieta, to chciałbym zobaczyć, jak przenosi drugą nieprzytomną ciężarną panią do samochodu a później „zabawia” się w chirurga – prychnął nieco. – Zdecydowanie mężczyzna…poza tym… Możemy przyjąć, że tamten mężczyzna ze szkoły jest tym mordercom… Jednak spłoszyliśmy go. Facet ma przewagę, a my w tej chwili nic nie możemy zrobić – spojrzał na nich, jakby szukając jakiegoś potwierdzenia swoich słów. – Kogo podejrzewano przy pierwszej serii?
    — Harry’ego Roiza, byłego chłopaka pierwszej ofiary, miał motyw…. Oraz sąsiada trzeciej ofiary a zarazem znajomego ofiary piątej i dwóch zaginionych kobiet . Facet nazywał się David Smith – powiedziała Sasha.
    — Proponuję zacząć od nich… może teraz?
    — Raczej nie oni. Roiz siedzi od kilku miesięcy w więzieniu, zamknięto go za pobicie. A Smith nie żyje zginął prawie dwa lata temu w wypadku samochodowym.
    — Sprawdzić, czy Roiz był na przepustce w czasie, kiedy popełniono morderstwo… Ale to chyba będzie zbyteczne… - potarł w zamyśleniu swoja twarz. – Fuck… Nie mamy zbyt dużego pola manewru.

    OdpowiedzUsuń
  3. Pokiwał głową, bo co mu pozostawało? Skrzyżował ręce na piersi i cicho westchnął. Wtedy go olśniło. Właśnie wtedy, kiedy Wick powiedział o narysowanej odznace. Spojrzał na resztę z iskrami radości w oczach, zupełnie jakby już udało mu się rozszyfrować tożsamość zabójcy, adres, numer telefonu oraz buta.
    — Kto powszechnie wzbudza zaufanie wśród dorosłych oraz dzieci? – zapytał retorycznie. – Kto może być poza jakimikolwiek podejrzeniami? Kto mógłby wejść na miejsce zbrodni? – spojrzał na resztę. Nawet nie dał im dojść do jakiegokolwiek słowa. – Policjant, albo prywatny detektyw. Ktokolwiek z „branży” – wyjaśnił szybko.
    — Sugerujesz, że to ktoś…
    — Albo z naszej branży…albo znający dobrych fałszerzy. Przecież dobrą podróbkę policyjnej odznaki można kupić, tak samo jak licencję prywatnego detektywa – odpowiedział. – To może być punkt zaczepienia, to nawet może być prawdopodobne. Kilka lat temu „Chirurg” nagle zniknął, był nieuchwytny wydawał się być o krok przed nami. Teraz nagle wznawia działalność.
    — Nie wiem, czy nie zapędzasz się za daleko. Myślisz, że ktoś kto prowadził tą sprawę mógłby być mordercom? – zapytał Lane. – Jeśli tak, to możemy sprawdzić nazwiska wszystkich, którzy mieli do czynienia ze sprawą te kilka ładnych lat temu.
    — Proszę bardzo…ale wątpię żeby w aktach moich, albo i obecnego tutaj kapitana Wicka cokolwiek znaleziono – mruknął i wzruszył ramionami.
    Tak właściwie to dopiero teraz zaczął się zastanawiać nad słusznością swojej tezy. Wtedy to był jakiś impuls, który kazał mu to powiedzieć. Nic szczególnego przecież. Przynajmniej w jego mniemaniu to nie było niczym szczególnym, może narobi nieco szumu i w ogóle, może stwierdzą, że nie nadaje się do tego i go oddelegują do tego komisariatu skąd przybył. Niczego nie mógł być pewny.

    OdpowiedzUsuń
  4. Kyle pokiwał tylko głową w geście potwierdzenia słów Cesara. Dokładnie tak było. Dwa żółtodzioby nieobeznane w policyjnej robocie, Teague tak właściwie to dopiero co skończył szkołę policyjną (może nawet nie tyle co skończył, ale nie miał takiego doświadczenia w robocie), nawet nie miał doświadczenia wojskowego. Dobrze pamiętał początek tej sprawy, nawet to jak nie mógł przez kilka godzin niczego przełknąć co było jedzeniem. Pierwszy raz widział trupa…takiego prawdziwego. To nie był przyjemny widok.
    — Dokładnie – pokiwał głową Kyle, postanowił włączyć się do rozmowy. Dobrze pamiętał tego dosyć osobliwego patologa. – Poza tym…facet ogólnie mi się nie podobał. Był jak na mój gust dosyć dziwny. I to nawet nie chodzi o tego chłopaka – powiedział ze spokojem. – Pamiętasz Cesar jak Keppe spoglądał na ofiary Chirurga? – zapytał. Było w tym wszystkim coś dziwnego. Wtedy wydawało mu się, że Chirurg po prostu był wariatem, którzy lubił zabijać, pozbawiać życia niewinne osoby. Teraz zaczynał się coraz częściej zastanawiać o co może chodzić. Przecież wtedy Chirurg nie robił nic co mogłoby podać jakiś trop. Zero śladów, zero wskazówek, a przy tych zwłokach znaleziono coś co ewidentnie było wskazówką! To wszystko było co najmniej dziwne.
    A żeby to jeszcze bardziej sobie skomplikować do grona podejrzanych doszedł też facet pracujący w kostnicy, który gadał do trupa.
    Owszem, każdy miał jakieś zboczenia zawodowe, każdy miał jakieś odchyły w tej robocie. Kyle na przykład zaczął pytać się retorycznie do trupów. Pytania najzwyklejsze „Kto ci to zrobił?”, „Dlaczego nie żyjesz?”, jednak to chyba w porównaniu do rozmawiania z nieboszczykiem podczas sekcji innych zwłok było całkiem normalne. Przynajmniej w mniemaniu porucznika.
    — Nie wiem dlaczego…ale może ktoś sprawdziłby akta Keppego? – zapytał Kyle. – Gdzie pracuje, gdzie mieszka, cokolwiek. Może to on jest Chirurgiem? I teraz po latach wrócił do zabijania?
    — Chcesz powiedzieć, że morderca jest jednym z nas? Że to nasz były pracownik? – zapytała Pullman, która groźnie spojrzała na porucznika Teague.
    — Nie, po prostu wydaje mi się, że warto sprawdzić wszystkie możliwości jakie mamy. Należy ogarnąć to wszystko i nie zarzucać sobie, że czegoś nie sprawdziliśmy. Teoretycznie tylko czekanie nam może pomóc, ale powinniśmy też zaczerpnąć ze starych akt, kilka rzeczy, jeszcze coś przewertować, bo może uda się nam na coś natknąć. Na coś co może już teraz na tym etapie śledztwa rzuci nieco światła na to wszystko.
    — Tak. To może Ty i Cesar wybierzecie się i sprawdzicie naszego byłego pracownika. Pewnie macie sobie wiele do powiedzenia – zauważył nieco zgryźliwie Danny. Kyle tylko wzruszył ramionami z lekkim uśmiechem.
    — Mnie to jest obojętne – odpowiedział po chwili podczas wyciągania swoich okularów przeciwsłonecznych.

    OdpowiedzUsuń
  5. Uśmiechnął się lekko słysząc słowa Cesara. Pewnie gdyby nie okoliczności oraz specyfika zawodu to zaśmiałby się. Takie dosyć specyficzne poczucie humoru, które w tej robocie nie było niczym przyjemnym. Chociaż na komendzie miał patologa z czarnym poczuciem humoru i to jakoś go nie odpychało do niego.
    Przeszedł razem z Dannym do ich wspólnego pokoju. Do pokoju całej trójki, jego Danny’ego oraz Cesara. Pewnie będzie ciekawie.
    — Nie musisz się o mnie martwić. Prawdopodobnie powinienem się leczyć – powiedział uspakajająco Kyle. Do tego lekko się uśmiechnął, a kiedy zamknęły się za jednym z nowych współpracowników drzwi odwrócił się w stronę Cesara.
    — Nie przypuszczałem, że jeszcze kiedyś wrócę do tej sprawy – powiedział cicho. Jednak nie był to ani szept, ani półgłos. Coś pomiędzy półgłosem a szeptem. Spojrzał na Wicka z lekkim uśmiechem, który chyba teraz nijak pasował do niego. Z tą sprawą wiązało się zbyt wiele nieprzyjemnych wspomnień. Do tej pory pamiętał, jak mówił mężowi jednej z ofiar o śmierci jego małżonki i dziecko denatki usłyszało rozmowę. To go do tej pory bolało.
    Nie chciał żeby jego córka kiedyś znalazła się w takiej sytuacji…tylko że na miejscu tej martwej kobiety byłby on. Kyle Teague – policjant zastrzelony na służbie. Nie chciał tego, jednak wiedział, że życie jest przewrotne i tak może się stać.
    — Dawno…co u ciebie słychać? – zapytał zajmując miejsce na blacie biurka, które chyba należało do Danny’ego. Poza tym chciał dowiedzieć się co słychać u starego znajomego, pewnie gdyby nie to, że właśnie w tej chwili zadzwonił do niego telefon to może dowiedziałby się. Tak to wstał i przeprosił na moment.
    Porozmawiał chwilę z żoną i powiedział, że pewnie wróci późno, może nawet w środku nocy, nie chciał żeby czekała z kolacją, a także wolał uniknąć późniejszych telefonów, kiedy to dziecko będzie się pytać dlaczego nie wróci wieczorem i nie poczyta jej bajki na dobranoc.
    — Przepraszam. Musiałem odebrać – powiedział z lekkim uśmiechem i schował telefon do kieszeni spodni.

    OdpowiedzUsuń
  6. — Ja tak nie myślałem – powiedział po chwili namysłu. Jakoś nie zdarzyło się tak aby kiedykolwiek pomyślał o tym że Chirurg nie żyje. Że leży w swoim mieszkaniu i popełnił samobójstwo, czy też że zginął w jakimś wypadku samochodowym. Wiedział, że ten facet gdzieś żyje…a przynajmniej tak sobie wmawiał.
    — Tak, żona – odpowiedział. – Ale uwierz mi nic nie szkodzi na przeszkodzie żeby się upić jak za starych dobrych czasów – zaśmiał się cicho. – Tylko że pewnie pijacka impreza będzie musiała poczekać na trochę lepsze czasy.
    Tak…czasami trochę żałował, że nie utrzymywał kontaktów z Cesarem. Ale może to nic straconego? Może spróbuje jakoś na nowo zakolegować się z nim? W końcu tyle lat minęło, poznali się dosyć dobrze podczas śledztwa. Tylko że jednak sporo się pozmieniało od tego czasu.
    — Tak. Żona, dziecko, dom na przedmieściach bez psa i białego płotu – odpowiedział z lekkim uśmiechem. – Wolałbym uniknąć tego, że jest pies. Bo to jest na takiej zasadzie, że wszyscy by go chcieli ale koniec końców wychodziłbym z nim ja – wzruszył ramionami i sięgnął po szklankę z alkoholem. – A ty? Sam, czy może masz kogoś na dłużej niż jedna noc? – zapytał szczerze zaciekawiony. Chociaż powątpiewał w to wszystko aby Cesar kogoś miał, naprawdę nie chodziło wcale o to, że nie wątpił w to że kogoś ma…ale chyba instynkt policjanta podpowiadał coś zupełnie innego.
    — Wiesz co… ciągle jedna rzecz nie daje mi spokoju – powiedział po chwili milczenia i wpatrywania się w bursztynowy płyn. – Zastanawiam się jaki nasz chirurg ma motyw. Dlaczego zabija kobiety w ciąży wedle określonego schematu. Dlaczego…dlaczego dopiero teraz po tylu latach postanowił znowu uderzyć? – zapytał i pociągnął dosyć spory łyk ze szklanki prawie osuszając ją.

    OdpowiedzUsuń
  7. [Nic takiego nie ustalaliśmy. Jeśli chcesz to możemy zrobić coś takiego (niby Kyle ma żonę i dziecko, ale jakaś tam chwila słabości, czy coś...)]

    — Ja…mnie się ciężko skupić, kiedy mam przed sobą alkohol – powiedział nieco rozbawiony. Chciał nawet już pójść z Cesarem gdzieś, do baru, albo po prostu przejść się i porozmawiać. Albo po prostu wsiąść w samochód i pojechać do domu. Nie miał pomysłu co w tej chwili mogło być lepsze.
    — Czegoś innego? – zapytał zdziwiony. – Czyli czego? Że zamknę się w jakimś wariatkowie, czy że odejdę z policji? – zapytał pół żartem pół serio.
    Powoli wstał z miejsca i niemalże odruchowo spojrzał na zegarek, który nosił na lewej ręce.
    — Tak…też to wywnioskowałem. Tylko zastanawiam się nad jeszcze jedną kwestią. Czy Chirurg rzeczywiście jest chirurgiem, czy może jednak policjantem, albo kimś z naszych swer.
    Pokiwał nieco głową, naprawdę to go ciekawiło, chciał wiedzieć na czym stoi, a też to przez jakiś czas po „zakończeniu” sprawy oraz „zniknięciu” mordercy nie dawało mu spokoju. Po prostu nie potrafił się pogodzić z tym wszystkim, że zawiódł, że go wtedy nie złapał, że nie udało im się doprowadzić tej sprawy do końca. Chociaż usprawiedliwiał się tym, że morderca miał nad nimi przewagę oraz że nie zostawiał śladów…
    To jednak wcale mu nie pomagało. Czuł się okropnie.
    — Jakoś nie chcę szlajać się po barach. Może u ciebie? – zaproponował z lekkim uśmiechem. Chyba nawet w tej chwili chciałby przeholować z alkoholem, i później napisać żonie SMSa, że nie pojawi się w domu, bo ma jednak nawał pracy i nie może…oraz że jest zmęczony i przekima u znajomego. Miał nadzieję, że to zrozumie. - Wiesz co, chyba mam ochotę na to żeby się upić, jak za starych lat - uśmiechnął się lekko i delikatnie zmarszczył nos, kiedy poczuł woń tytoniu.

    OdpowiedzUsuń
  8. Kyle pokiwał głową. Było w tym sporo racji, aby się dowiedzieć to najpierw muszą gościa złapać.
    — Spokojna twoja głowa. Raczej codziennie nie będzie okazji do upicia się – powiedział żartobliwie. Chociaż niby wiedział, że tak właściwie to na upartego zawsze można znaleźć jakieś powody do wypicia, a brak powodu to też jest powód.
    Rozejrzał się po mieszkaniu, było przyjemnie urządzone. W nowoczesnym stylu, właściwie to nawet w mniemaniu Kyle’a odzwierciedlało też coś ze sposobu bycia Cesara.
    — Jasne. Powiem tak, że mnie do jedzenia raczej nie trzeba namawiać – zachichotał cicho. Naprawdę, problemów z jedzeniem nigdy nie miał. Gorzej już bywało z jego snem. – A ja ci powiem, że wreszcie się nauczyłem gotować i nie przypalam wody na herbatę – zażartował.
    Ściągnął swoją skórzaną kurtkę i powiesił na haku. Wcześniej na komendzie nie zdejmował jej, tylko rozpiął zamek. Prawdę powiedziawszy to z wielką chęcią dzisiaj by się już nigdzie nie ruszał… co chyba jest nawet zrozumiałe, ponieważ większość morderstw dzieje się tutaj w Nowym Yorku. Pewnie na czas śledztwa wynajmie sobie pokój w jakimś hoteliku, czy gdzieś. Nie musiałby się tłuc tutaj z Clifton, chociaż to tylko jakieś trzydzieści, może czterdzieści minut jazdy jest. Zobaczy się, w końcu to dopiero początek śledztwa, może okazać się, że to jest ostatnie morderstwo.
    — Wiesz co… zastanawiałem się nad przeprowadzką do Nowego Yorku…ale chyba za tłoczno jak dla mnie – uśmiechnął się pod nosem.

    OdpowiedzUsuń
  9. Spojrzał na niego i uśmiechnął się lekko.
    — Wiesz, ja do tych rozkoszy życia to pewnie dorzuciłbym pieniądze, których praktycznie zawsze brakuje, oraz spanie, które pomaga jeśli chce się uniknąć kłopotliwych sytuacji – zażartował z tego wszystkiego Kyle.
    Zaśmiał się słysząc Cesara. Cóż było w tym sporo racji.
    — Nie, to nie jest wskaźnik. Po prostu rodzic zazwyczaj wie, kiedy dziecko kogoś lubi. A to czy cię zarzyga czy nie, to już zupełnie inna kwestia – dodał z niejakim rozbawieniem. Chwycił butelkę z piwem, które było idealnie schłodzone. Z reguły nie mieszał, ale czasami i tak się zdarzyło że pomieszał kilka alkoholi. Chociaż starał się tego naprawdę nie robić, głównie też ze względu na zażywane środki nasenne.
    — Nie. Ja nie z takich… ja raczej z tych, który tonie po uszy w gównie z przyjacielem jeśli sytuacja tego wymaga – wzruszył ramionami. Odpowiedź była szczera. – Wiem, że się ciągnie. Nie tylko tutaj w Nowym Jorku, ale też i okolicach. Z początku to chyba obaj mieliśmy jakieś problemy i nieprzyjemności z tym związane, co nie? – zapytał dosyć retorycznie. – Ale było minęło, nie ma co rozgrzebywać starych ran, kiedy sytuacja tego nie wymaga. Teraz to proponuję wypić te dobrodziejstwa, które tu przyniosłeś. I mam takie pytanie, przyniosłeś whisky jako popitkę do wódki, czy wódkę jako popitkę do whisky? – zażartował. Niby widział jeszcze jedną popitkę, ale chyba nie będzie z niej korzystał (przynajmniej po pierwszym).
    Kyle nie zamierzał jakoś bardzo próżnować jeśli chodzi o dzisiejsze picie, ale zamierzał zachować jakiś rozsądek w tym wszystkim. Mimo wszystko zamierzał jednak wstać rano i nie cierpieć przez najbliższe dwa dni. Zasadniczą kwestią było to, czy mu się uda.

    OdpowiedzUsuń
  10. — Rozumiem – pokiwał głową. Właściwie to kiedy się poznali z Cesarem to Kyle był świeżo po rozstaniu, później po sprawie Chirurga szukał sobie kogoś. A teraz miał całkiem szczęśliwe małżeństwo.
    — Niby mam dziecko, ale muszę przyznać, że też się słabo na nich znam. Jednak chyba wystarczająco na tyle, żeby nie otruć ich ani nic w tym stylu – zażartował. – Ha, ha, ha. Twoje niedoczekanie! Eksperymentować będę, ale nie mam zamiaru zarzygiwać się w kiblu ani nigdzie indziej!
    Jeśli z początku nie chciał mieszać tak teraz chyba właśnie zamierzał to zrobić. Trochę poeksperymentuje…ale z umiarem. Nie zamierzał zbytnio przeholować.
    — Niech ci Bóg w wódce i piwie wynagrodzi twoją dobroć – powiedział słysząc propozycję. Chyba trochę skorzysta z tego wszystkiego, może wtedy kiedy wszystko będzie w drugiej fazie śledztwa, kiedy będą zaczynać się późne powroty do domów, ślęczenie nad papierami do białego rana. Dniówki na mocnej kawie…i noce na środkach nasennych.
    Chociaż może nie będzie musiał korzystać z lekarstw, bo oczy same mogą mu się zamykać.
    — Pewnie wcześniej czy też i później skorzystam z twojego zaproszenia – uśmiechnął się delikatnie w jego kierunku. – Najprawdopodobniej wtedy, kiedy będzie taki zapierdziel że nie będziemy wiedzieć w co ręce włożyć. Bo pewnie taki będzie okres w tym śledztwie. Ale teraz proponuję nie myśleć o tym, odłożyć robotę na bok i wypić te dobrodziejstwa.

    OdpowiedzUsuń
  11. — Co racja to racja, ale chyba pamiętasz jak było ze mną. Za wiele się nie zmieniłem jeśli chodzi o prowadzenie spraw – wyjaśnił. Do tego też cierpi na bezsenność, bez leków nie może zasnąć, więc pewnie jeśli braknie mu pigułek, albo nie zażyje swojej dawki to nie zaśnie, czytając akt i badając sprawę, przynajmniej spędzi czas jakoś produktywnie.
    Zaśmiał się ze słów Cesara, po czym wziął kawałek pizzy i wziął dosyć spory kęs.
    — Mnie? Nie rób sobie jaj! – spojrzał na Cesara i upił łyk wciąż zimnego piwa. – Mnie? Słuchaj, kto chciałby spotykać się z rudym kolesiem? – odłożył butelkę z piwem i poprawił nieco włosy. – No, dobra. Nie jestem rudy…ale gdybym był? Skąd może mieć pewność, że nie farbuję włosów i w rzeczywistości nie jestem rudzielcem? – kilka retorycznych pytań, które pewnie jakoś rozluźniły atmosferę.
    Dokończył pizzę i sięgnął po następny kawałek. Nie zamierzał sobie żałować, poza tym był trochę głodny. Trochę bardzo…
    — To najprawdopodobniej znasz też i drugiego – uśmiechnął się delikatnie. – Dobrze, nie narzekam na Janet. Ona na mnie chyba też nie narzeka. Staram się nie dołączyć do grona policjantów-rozwodników. Poza tym wie jak taka praca wygląda, jej ojciec był policjantem. No i muszę przyznać, że o dziwo dogaduję się z teściową – uśmiechnął się pod nosem. – A dlaczego pytasz?

    OdpowiedzUsuń
  12. — Z dala – zaśmiał się – A co to jest jakieś czterdzieści minut jazdy samochodem? Są większe odległości do przebycia.
    Pociągnął potężny łyk z butelki. To co powiedział Cesar wydawało mu się interesujące. Właściwie to mogła to być kobieta…ale chyba nie robiłaby czegoś takiego. Nie w taki sposób.
    — Teoretycznie tak. Ale posłuchaj… czy kobieta dałaby radę przenosić ciała innych kobiet? Bo wiemy, że ani teraz ani wcześniej nie ginęły na miejscu, ciała były przenoszone. Poza tym… ofiary muszą mieć jeszcze jakąś cechę wspólną, pomijając sam fakt, że były w ciąży – westchnął ciężko i butelka z piwem jeszcze raz powędrowała do jego ust. – Musi coś być, nie wierzę w przypadki. Nie wierzę w to, że ten ktoś wybiera kobiety na chybił trafił. Że jeździ po mieście czarnym BMW albo Mercedesem i wybiera przypadkowe przyszłe matki. Coś musi być na rzeczy.
    To wszystko nie dawało mu spokoju. Aż przypomniało mu się to jak kilka lat temu obawiał się tego, że jego żona zostanie tak potraktowana. Ciągle obawiał się tego, ze Chirurg wróci do „profesji”. Chyba nie przeżyłby tego, gdyby jego żonie coś się stało…
    Teraz też by tego nie przeżył. Nie potrafiłby żyć gdyby dowiedział się, że jego żonie coś się stało, albo że ktoś skrzywdził jego córeczkę.
    — Obstawiam mimo wszystko męża, który chyba nie może pogodzić się ze stratą żony, która była w ciąży. Albo to jest ogólnie ktoś, komu umarła bliska osoba będąca w ciąży – podsunął. – Jeśli przyjmiemy drugą opcję to mamy więcej możliwości, prawda? – ugryzł pizzę. – Ale i tak musimy zobaczyć co łączyło wszystkie ofiary, albo chociaż kilka z nich.

    OdpowiedzUsuń
  13. Spojrzał na Cesara i popijał piwo od czasu do czasu przegryzając pizzę. To wszystko wydawało mu się absurdalne…nawet powiedziałby że śmieszne. Gdyby nie fakt, że to wszystko działo się naprawdę i cała ta sytuacja nie była jego wymysłem…
    Mimowolnie jednak zaśmiał się cicho. Zaraz jednak przestał, jakby zdając sobie sprawę z tego, że ten śmiech trochę nie jest na miejscu. No bo w końcu to chyba robi sobie jaja z Chirurga oraz jego ofiar. A to nie jest zbyt…nie jest na miejscu.
    — Przed tobą to bym uciekał jak najdalej. Od razu widać, że masz zakazaną mordę – powiedział z lekkim uśmiechem i wypił resztkę piwa, które było w butelce po czym otworzył następną. Przez chwilę myślał. – Czym można by mnie zwabić? Gdybym był kobietą… - podrapał się, pociągnął łyk piwa i odłożył butelkę na stole.
    — Na pewno nie bałbym się starszej kobieciny oraz starszego faceta po osiemdziesiątce. Nie bałbym się koleżanki bądź kolegi…przed policją też bym nie uciekał… - spojrzał na Wicka z lekkim uśmiechem. Brakowało tylko żeby nie klasnął w dłonie i nie krzyknął że rozgryzł to wszystko. – Powiedziałeś, że uprowadzono ją ze szkoły rodzenia? – zapytał na wszelki wypadek. – Kto prowadzi tam zajęcia? Bo nie bałbym się też kogoś kto prowadziłby zajęcia w szkole rodzenia. Ani personelu, który pracuje w tym miejscu…pewnie nie bałbym się też mojego lekarza – oparł się wygodniej. Sięgnął po butelkę piwa i uśmiechnął się słabo do Cesara. – To tyle z bycia Sherlockiem. Nic więcej nie wymyślę – wzruszył ramionami.
    — Gdybyś był mordercą, który zabija kobiety i robi im…hm…aborcję? Albo cesarskie cięcie…jak zwał tak zwał. Jak byś wzbudzał zaufanie takich ładnych pań – jak ja…albo jak nasza najnowsza ofiara. Dlaczego przerwałeś na kilka lat? – zapytał w ramach rewanżu. Może tą metodą do czegoś dojdą? Może to da jakiś całkiem dobry efekt?

    OdpowiedzUsuń
  14. Kyle uśmiechnął się niemrawo i pokazał Cesarowi środkowy palec.
    — Pierdol się… w odróżnieniu od ciebie to wolę kobiety – zaśmiał się. Chyba nie było między nimi niczego…chociaż pamięć mogła go zawodzić. Mógł też spić się kiedyś z Cesarem i może nawet spędził z nim noc…ale nie pamiętał aby coś takiego kiedyś miało miejsce.
    — Taksówkarz… tylko że to nie tłumaczy dlaczego jedna pani zaginęła może dwadzieścia metrów od samochodu…ta od szkoły rodzenia. Skoro miała samochód, to dlaczego wsiadła do taksówki – zastanowił się przez chwilę. – Chyba, że znała taksówkarza…albo zgubiła kluczyki od samochodu… - wymienił, chociaż chyba nie do końca w to wszystko wierzył.
    Odłożył piwo na stół. Wlał do kieliszka trochę wódki, która dosyć szybko zniknęła. Po chwili jeszcze raz nalał kieliszek. I wypił od razu. Po tym popił piwem i zagryzł pizzą. Najprawdopodobniej nie zakończy się to najlepiej, ale chyba przestał dbać o to wszystko. Przestał dbać, kiedy zauważył, że alkohol pomaga mu w myśleniu i tym wszystkim.
    — Z początku nie chciałeś być znaleziony, dlatego nie zostawiałeś śladów. Przerwałeś…właśnie dlaczego przerwałeś i dlaczego teraz dajesz poszlaki, dlaczego chcesz żebyśmy ciebie znaleźli? – zapytał Kyle. Podrapał się po głowie i spojrzał na Cesara. – Coś się musiało wydarzyć w twoim życiu co spowodowało, że musiałeś przerwać. Jakiś wyjazd? A może po prostu jesteś wariatem i chciałeś zabić…uspokoiłeś ciekawość, nie chciałeś zabijać i przerwałeś. Teraz…teraz znowu zabijasz…jednak chyba dlatego że dotarło do ciebie, że chcesz jakoś zyskać sławę, dlatego też zostawiasz ślady, bo chcesz żeby policja cię znalazła – podsumował swoje myśli. Chociaż nie był za bardzo przekonany do tego. Nie był przekonany do swoich wersji. Coś mu się nie trzymało…coś było poza zasięgiem ich wspólnego wzroku. Czegoś nie dostrzegali.

    OdpowiedzUsuń
  15. — Kto powiedział że nudne? – zapytał z uniesioną brwią. Nie narzekał na swoje życie erotyczne, może nie spędzał nocy z co rusz inną babką, bo chyba by ześwirował, a także po pewnym czasie by go to znudziło. Właściwie to niby seks z jedną osobą przez X lat też mógłby nudzić…ale nie jego. Pod tym względem nie miał na co narzekać.
    Wzruszył nieco niedbale ramionami. Też to zauważył…może pomijając to, że wtedy zabijał jak leci. Ale chyba nie było żadnej Koreanki, czy tez murzynki, albo i Chinki wśród ofiar. Chociaż pamięć mogła mu zawodzić w tej właśnie chwili.
    — Czy ja wiem? Może to ta sama osoba, tylko teraz próbuje wmówić nam, że to naśladowca? – zapytał. – Nie znam się na mentalności psychopatów, ale pewnie ile psychopatów tyle chorych pomysłów na zbrodnię – westchnął z niejakim zrezygnowaniem. Teraz mogli dochodzić, kto i co, ale po co? Skoro to będą tylko i wyłącznie ich przypuszczenia, które nijak mogą mieć się do prawdy.
    — Zastanawiam się tylko po co ten rysunek dziecka. Czyżby morderca sugerował że na przykład…jego dziecko byłoby w wieku szkolnym? – zapytał, bo to było na swój sposób prawdopodobne. – Ale pomyślimy o tym dopiero jutro. Teraz proponuję pożartować i dokończyć te dobrodziejstwa – uśmiechnął się biorąc kolejny kawałek pizzy.
    Miał nikłą nadzieję, że to wszystko szybko się zakończy…chociaż jeśli w tym całym chaosie będzie jakiś porządek to naprawdę będzie ciężko. Przecież teraz nie licząc tej kartki to nie pozostawił nic. Żadnych śladów. Zabawa w kotka i myszkę mogła trwać jeszcze przez kilkanaście tygodni, albo i miesięcy…może nawet lat.

    OdpowiedzUsuń
  16. — Kto cię tam wie? – zapytał retorycznie. – Ja na ten przykład w ogóle nie żartuję, bo nie mam poczucia humoru…chociaż jeśli powiemy, że moje wstąpienie do policji to jakiś żart…to tak. To wtedy mam jakieś znikome poczucie humoru – odpowiedział.
    Kiedy Cesar wyszedł Kyle spojrzał na swój telefon i wyciszył ustrojstwo, przez chwilę zastanawiał sie, czy może nie wyłączyć całkowicie telefonu , gdyby naszła go chęć zadzwonienia do swojej żony po pijaku…tak to pewnie byłby tak nawalony, że nawet by się nie zorientował, ze nie wybrał numeru…chociaż ma hasło na wzór, to to może jakoś zadziałać. Nadzieja była w tym, ze nie będzie widzieć zbyt wyraźnie i nie będzie w stanie nakreślić na wyświetlaczu odpowiedniego wzoru.
    — Po prostu wysłali – odpowiedział. – Nie wiem, nie robiłem nikomu problemów. Powiedzieli mi po prostu, że mam jechać, bo sprawa podobna do tej co kiedyś miałem… i tyle – wzruszył ramionami. Wypił jeszcze whisky, zagryzł pizzą. Tak to wszystko wyglądało, poza tym nie chciał wspomniać, że może nieco pomógł „szczęściu” z tym wyjazdem.
    Powoli zaczynało mu szumieć w głowie…pozostawała tylko kwestia, kiedy odleci na dobre. Nie miał jakoś wybitnie mocnej głowy do alkoholi, jeszcze teraz praktycznie unikał napojów wyskokowych…pewnie jego górna granica została już teraz przekroczona. To cud, że jeszcze nie padł na twarz i nie zasnął….albo, że nie zarzygał pokoju.
    Chyba mi wystarczy- pomyślał Kyle. W końcu musiał zachować niejaką sprawność na jutrzejszy dzień, prawda?
    — Dlaczego o to pytasz? – spojrzał na Wicka. – Wiesz, że… Że zastanawiałem się jakiś czas temu nad jednym. Zastanawiałem się co by było, gdyby on wrócił – powiedział cicho. – I nie wiem dlaczego…ale już teraz myślę o jakiejś prowokacji…wiem, ze nie mamy żadnych podejrzanych, ani nic…ale gdyby tak, już teraz powoli przymierzać się do prowokacji? Do wystawienia przynęty? – procesy myślowe chyba się pogarszały z każdym wypitym kieliszkiem, bo to już było na swój sposób absurdalne.

    OdpowiedzUsuń
  17. — Ta…jasne…chłopie uwierz mi to będzie ciężkie do zorganizowania – odpowiedział. – Z jednej strony dobra, mamy jakąś tam gwarancję bezpieczeństwa, z drugiej strony natomiast możemy stracić z oczy tego mordercę. Na razie nalży pozostawić to tak jak jest – oznajmił spokojnym tonem głosu.
    Kyle spojrzał w kierunku jaki wskazywał Cesar. Uśmiechnął się pod nosem i pokiwał głową.
    — Ja nie…panie, ja kulturalny chłopak jestem – zaśmiał się. — Tak więc…może pozwolisz że skorzystam z twojego łóżka zanim się rozmyślisz i przypadnie mi wycieraczka na klatce schodowej – zażartował. Wstał i przeszedł chwiejnym krokiem do pokoju. A tam od razu położył się na łóżko, gdzie po kilku minutach zasnął.
    Rano obudził go telefon. Kyle podniósł się i spojrzał na wyświetlacz telefonu. Wydawało mu się, że włączył tryb samolotowy…a tutaj okazuje się, że nie włączył. Ba nawet telefonu nie miał wyciszonego. Odebrał dzwoniące ustrojstwo.
    — Halo? – zapytał pół przytomnym głosem. — Tak, przy telefonie. Oczywiście. Już, już jadę. Tak, będę razem z Wickiem – odpowiedział i po tych słowach się rozłączył.
    Wstał z łóżka przeszedł do salonu, gdzie zastał leżącego na kanapie Cesara. Szturchnął go w ramię.
    — Cesar! Wstawaj! Robota wzywa chłopie – powiedział szturchając kolegę. – Chłopie no. Mamy kolejnego trupa – dodał grobowym głosem. Nie żartował z tym trupem, nie powiedział tego aby jakoś rozbudzić Wicka. Po prostu, wolał aby wiedział o tym.

    OdpowiedzUsuń
  18. Miał nadzieję, że Cesar jakoś się ogarnie i będzie jako tako wyglądać. Nic nie odpowiedział na temat pizzy, po prostu bez słowa przeszedł do kuchni i spakował ją. Tak było po prostu wygodniej. Wykonać prośbę znajomego i nic nie mówić.
    Napił się trochę wody z kranu i przemył nieco twarz. Może to nie była najlepsza opcja żeby tutaj kimać. Ale cóż, czasu nie cofnie, zresztą pewnie nawet gdyby mógł to nie zrobiłby tego. Przynajmniej raz przespał całą noc bez tabletek nasennych, co z tego, ze łeb go bolał.
    — To jedziemy – odpowiedział i wzruszył ramionami. Wbrew pozorom chciał już być w robocie, na miejscu zbrodni i zacząć działać.
    Kiedy wyszli z mieszkania Cesara, Kyle założył na nos okulary przeciwsłoneczne, może nie było tak bardzo to konieczne, ale chyba przyzwyczaił się do tego, że właśnie w taki sposób chce jakoś zamaskować swoje niewyspanie.
    Chociaż dzisiaj wbrew pozorom się wyspał.
    Przejechali pod wskazany adres. Jakiś hangar, czy też i magazyn na obrzeżach miasta. Pewnie gdyby nie migające światła radiowozów, oraz jaskrawa taśma z czarnym napisem „POLICE”, to ominąłby to miejsce, nawet nie pomyślałby, że tutaj może się toczyć jakieś życie.
    Chociaż w tym przypadku to chyba wolałby żeby nie było tutaj nikogo, łącznie z nimi i trupem. Paradoksalnie wolałby jakieś bardziej…żywe miejsce.
    — Wiesz co… - pokazał jednemu z funkcjonariuszy odznakę i przekroczył razem z Wickiem taśmę – czarno to wszystko widzę.
    Nawet nie był do końca pewny, czy chce tam teraz wejść. Jednak musiał, obowiązki wzywały.

    OdpowiedzUsuń
  19. Zjadł jeden kawałek, jakoś dziwnie się czuł jedząc tutaj…w tym miejscu. To było naprawdę dziwne, patrząc na jego przyzwyczajenia.
    — Wątpię w to żeby była to krew naszego chirurga – powiedział Kyle po chwili namysłu. – Poza tym…czy on jest ślepy? Czy jest ślepy że nie zauważył, że jest tutaj torebka? – zapytał czysto retorycznie. – Czy pogrywa z nami i próbuje nas do siebie doprowadzić?
    Brzmiało to na swój sposób prawdopodobnie. Najpierw ten rysunek, teraz torebka. Oczywiście te ślady mogły mieć jakąś ukrytą symbolikę. Ukryty przekaz.
    Przyglądał się pracy techników, w pewnym momencie odwrócił wzrok, skrzyżował ręce na piersi i cicho westchnął. Trochę go to wszystko denerwowało…ta bezsilność była irytująca. To druga ofiara…podczas tej drugiej serii. Ile jeszcze kobiet będzie musiało zginąć? Ile będzie miał przed sobą nieprzespanych nocy? Ile będzie musiał zażyć pigułek żeby w spokoju przespać kilka godzin i mieć pewność, że obudzi się rano?
    — Średnio to wszystko mi się podoba – mruknął ni to do nich ni do siebie. Naprawdę chyba wolałby już podejść do tego trupa, rozejrzeć się po miejscu zbrodni i pojechać na komisariat, tylko po to aby poślęczeć nad papierami i poszukać dowodów i wskazówek tam gdzie ich nie ma.
    Chciał robić cokolwiek byleby uspokoić jakoś sumienie. Po prostu chciał coś ze sobą zrobić, zająć czymś myśli.

    [Fable, człowieku :D Oczywiście że warto, ogarnięta administracja, fajni autorzy (patrz skromny Bociek xD), atmosfera jest przyjemna. Naprawdę działam tam od kilku miesięcy i świetnie się czuję w tym gronie, ale jak sam pewnie wiesz ile autorów tyle różnych opinii :)]

    OdpowiedzUsuń
  20. — W sumie…to zależy jak się na to spojrzy, co nie? – powiedział. – Nie wiem…bawi się w samozwańczego lekarza dokonującego aborcji? – pytanie retoryczne i chyba nawet nie na miejscu. Spojrzał na Cesara i Pullman, może później się zapyta o co konkretnie chodzi. Chyba na razie woli sprawy osobiste odstawić na dalszy tor. W końcu są sprawy ważne i ważniejsze.
    Kyle nieco zmarszczył brwi i spojrzał na ciało. Założył na dłonie lateksowe rękawiczki.
    — Co…- odgarnął włosy kobiety. Miała na uchu kolczyki, które były robione na zamówienie. Skąd to wiedział? Jego żona takie chciała, w sumie do tej pory chce i do tego jeszcze ma ochotę na naszyjnik, czy bransoletkę. Najprawdopodobniej zbankrutuje. – Te kolczyki są robione na zamówienie. I są cholernie drogie… - westchnął.
    — Skąd wiesz? – zapytała Pullman. W końcu Kyle nie wyglądał na takiego, który był na bieżąco w kobiecych trendach. W ogóle chyba nikt nie spodziewał się, że będzie w stanie zauważyć coś takiego.
    — Zaleta posiadania żony – mruknął. – W tym mieście zajmuje się tym dwóch znanych jubilerów. „I.J.Goldman i syn” i „GoldFamily” – powiedział. Obie „firmy” specjalizowały się w wyrobach na zamówienie. Jubilerzy, którzy głównie z tego żyli i to całkiem dobrze. – Mam podać adresy? A może ceny i czas oczekiwania na takie kolczyki? – zapytał ironicznie. Przygryzł wargę i przeniósł wzrok na dłonie kobiety. Zadbane paznokcie, drobne delikatne ręce. Wyglądała tak jakby nie pracowała za wiele, jakby była w sumie od tego żeby ładnie wyglądać. Chociaż może miała jakieś kierownicze stanowisko.
    — Nie wiem jak wy…ale ja myślę, że możemy się wybrać do jednego z jubilerów, aby zadać parę pytań. No i tak z czystej ciekawości sprawdzimy, czy poprzednia ofiara miała takie kolczyki – zaproponował. Może to był jakiś trop?

    OdpowiedzUsuń
  21. — Jasne – powiedział patrząc na Pullman. Wstał powoli. Ściągnął lateksowe rękawiczki, które wyrzucił do jakiegoś kosza na śmieci. – No to zapraszam – machnął na kolegów ręką. Odebrał od Cesara kluczyki do samochodu, usiadł za kierownicą i poczekał chwilę na to aż panowie wsiądą do samochodu.
    Minęła może godzina od tego kiedy dotarli do jubilera. Kyle znalazł jakieś miejsce do zaparkowania, po czym wysiadł z samochodu. Zamknął pojazd, a kluczyki oddał Wickowi. Teague spojrzał na szyld i westchnął cicho. Wszedł jako pierwszy ze śledczych. Uśmiechnął się słabo do ekspedientki.
    — Dzień dobry. Porucznik Teague policja – powiedział pokazując odznakę. Kobieta wyglądała na nieco przerażoną, ale to średnio obchodziło go w tej chwili. – Mamy kilka pytań do pani, albo do szefa. Jest może szef? – zapytał. Delikatna sugestia, że jednak wolałby rozmawiać z szefem niż z nią. W końcu większość prezesów i innych biznesmenów wie co się święci w ich firmach.
    — A w jakiej sprawie? – głos kobiety drżał ze zdenerwowania. Teague zobaczył jak nerwowo wyłamuje palce. W zupełności ją rozumiał. Nikt chyba nie chciałby czegoś takiego przechodzić. Nikt nie chciałby rozmawiać z policjantem w pracy.
    — Nic poważnego – powiedział spokojnie, żeby kobieta jakoś się uspokoiła. – Chcemy po prostu zadać kilka pytań – wyjaśnił. Z zaplecza przyszedł w tym czasie starszy mężczyzna, szef tego zakładu, pan Ian Goldman. Wbrew swojemu apatycznemu wyglądowi, człowiek bardzo żywy i wesoły. No i dbający o swoje interesy.
    — Co się dzieje? – zapytał pan Goldman. Starał się brzmieć możliwie najspokojniej, ale chyba ciężko było zachować spokój słysząc przed chwilą porucznika policji. – Dlaczego panowie tutaj przyszli? Dlaczego chcecie rozmawiać ze mną?
    Kyle westchnął cicho. Spojrzał na szefa zakładu i na kobietę.
    — Panie Goldman, chcemy zadać kilka pytań – wyjaśnił po raz kolejny. – Cesar, chcesz pytać, czy może ja mam prowadzić całą konwersację? – zapytał Wicka.

    [Mam propozycję aby Cesar może zachował sie zbyt nachalnie, a przynajmniej na tyle, że doprowadzi biednego jubilera do zawału, albo jakiegoś stanu bliskiemu zawałowi.
    Ogólnie to byłoby dobrze, żeby wyciągnął od niego pewną informację, że jedna para kolczyków zaginęła kilka dni przed morderstwem, a ostatnią osobą, kto widział te kolczyki był jego syn. Panowie zadecydują jechać do syna Goldmana, a co dalej to zostaw mnie :D]

    OdpowiedzUsuń
  22. [Nic się nie dzieje, ja sam miałem dosyć długi zastój, więc wiesz… :D Ja nie poganiam, sam rozumiem co to oznacza brak weny ;)]

    Spojrzał na jubilera i uniósł nieco brwi. No cóż, Cesar miał zdecydowanie inne podejście do przesłuchania niż statystyczny policjant. Ale to może działało na plus, byleby nie przesadził z tym wszystkim, bo byłoby źle. Później jeszcze jakieś skargi na nich….znaczy się może nie tyle że na nich co na Wicka. Teague nie wiedział ile jego współpracownik ma skarg na koncie….ale on sam osobiście nie chciałby dostać skargi, nie lubił się przed nikim tłumaczyć.
    Spojrzał jak jubiler zapisuje adres do swojego syna. Widział jak ręka mu drży, jak raz na jakiś czas patrzy na Wicka, bał się go. On na miejscu tego jubilera też pewnie by się bał. Jeszcze chyba nigdy Cesar nie był tak wkurzony. Znaczy się może był, ale Kyle tego nie widział. W końcu przez siedem lat nie mieli ze sobą żadnego kontaktu. Wiele się zmieniło…on się zmienili, nie byli już takimi żółtodziobami. Wiedzieli więcej. Mieli większe doświadczenie.
    — Spokojnie panie Goldmann, proszę się nie denerwować – gestem pokazał Cesarowi, żeby się nieco uspokoił, albo żeby chociażby trochę odsunął się do jubilera. – Proszę sobie przypomnieć, może ktoś pytał o te kolczyki? Może ktoś złożył na nie zamówienie?
    Metoda na dobrego i złego glinę często działała. A w tym przypadku to chyba była metoda na wściekłego, złego i gotowego na wszystko glinę, oraz dobrego, spokojnego i zrównoważonego gliniarza. To drugie zdecydowanie bardziej odpowiadało obecnej sytuacji, prawda?
    — Ja nie wiem…naprawdę. Mój syn też… Mamy wielu klientów, dosyć sporo osób pyta się o takie kolczyki. Są wyjątkowe, no i kobiety lubią mieć cos wyjątkowego, prawda? – Kyle nieświadomie skinął głową słysząc słowa jubilera. Facet miał w tym wszystkim sporo racji.
    Machnął na Wicka i wskazał mu drzwi, sam zabrał kartkę z adresem. Powinni sami złożyć wizytę synowi jubilera. Jeśli no cóż, dowiedzą się od sąsiadów, że mężczyzna w pośpiechu opuścił mieszkanie, to najwyżej zaaresztują jego ojczulka. W końcu niewinni nie uciekają.
    — Nie musiałeś tak ostro – mruknął do Wicka. – Ale w sumie…w sumie to dobrze zrobiłeś. Z jego synem będziemy musieli też porozmawiać, możesz nieco go przyszpilić. Metoda dobry i zły glina – powiedział kiedy wyszli. Wręczył Wickowi kartke z adresem. – Ty prowadzisz.

    OdpowiedzUsuń
  23. Nie wiedział co wcześniej się wydarzyło. Nie słyszał o tym jak to Cesar pobił jakiegoś groźnego przestępcę. Gdyby wiedział, to sam by się tutaj wybrał, sam by porozmawiał z jubilerem, a Wickowi kazałby zostać w samochodzie. Chociaż nie miał żadnej podstawy na coś takiego. Był młodszy stopniem oraz wiekiem. Wick mógł za to kazać właśnie jemu zostać w samochodzie.
    — Nie fochaj się już tak. Nie złość się, bo ci jeszcze jakaś żyłka pęknie – odgryzł się. Zamierzał mimo wszystko jakoś załagodzić sytuację. Widział, że jest coś nie tak z tym wszystkim. Z Cesarem działo się coś złego…po prostu.
    Odebrał od Dana kawę i pączki. Obserwował to wszystko w jakimś niemym zdziwieniu. Dopiero po chwili podszedł do nich, udawał jakby zupełnie nic się nie stało. Tak było najlepiej. Będą musieli coś zrobić… w takim stanie nie zgodzi się żeby Wick z nim szedł. W życiu. Nie zamierzał odciągać go od syna jubilera, gdyby temu pierwszemu nerwy zechciały puścić.
    — Dan, pójdziesz ze mną do syna tego jubilera. Cesar, ty poobserwujesz okolicę, gdyby działo się coś…dziwnego to dzwoń – powiedział. – I nie miej ochoty się ze mną w tej chwili kłócić Cesar – oznajmił ostro. Był to spory kontrast do tego co sobą obecnie prezentował. Spokojny, wydawał się wręcz uległy, a tutaj rozkazuje!
    Podjechali pod wskazany adres. Kyle przeszedł z Dannym pod mieszkanie syna. Danny zapukał w drzwi.
    — Policja! Proszę otworzyć – usłyszeli jakiś trzask. Danny ponowił prośbę.
    — Odsuń się Danny – powiedział Kyle ze spokojem. Cofnął się o kilka kroków, ustawił się bokiem do drzwi, wziął lekki nabieg i wywarzył barierę dzielącą ich od reszty mieszkania. Teague wpadł do wnętrza. W salonie zobaczył nieprzytomną kobietę. Niemalże natychmiast podszedł do niej i ściągnął swoją kurtkę, którą szybko uformował w poduszkę i podłożył pod głowę nieprzytomnej. – Danny! Dzwoń po karetkę! Mamy nieprzytomną kobie…. – nie dokończył. Dwa kroki przed nim stał mężczyzna z nożem.
    Mężczyzna rzucił się na policjanta, którego zranił w ramię. Po tym wybiegł na otwarty balkon i ulotnił się.
    — Cholera! – jęknął Kyle ściskając ramię. Bolało jak cholera. Powoli wstał i przeszedł kilka kroków dalej, do sypialni… - Danny! Zadzwoń po techników. Mamy zwłoki – powiedział. Przed nim leżał w kałuży krwi syn jubilera, który był ich jedynym podejrzanym.

    OdpowiedzUsuń
  24. Z jednej strony nie chciał niczego ruszać, z drugiej jednak musiał sobie to ramię opatrzyć, nie wydawało mu się aby to było cokolwiek poważnego, ale bolało jak cholera. Odczuwał dość spory dyskomfort w poruszaniu ręką. Po tym wybierze się na pogotowie żeby mu to opatrzyli.
    Griffin pobiegł za tym gościem, Kyle dopiero po chwili wytoczył się z mieszkania. Zszedł po schodach przeklinając własną głupotę, przecież powinien być przygotowany na to wszystko. Na to, że ktoś może wyskoczyć! Chyba jednak wolałby broń palną jak nóż. Przynajmniej zemdlałby z bólu…
    Widząc to co się stało zrobiło mu się dziwnie niedobrze. Ot tak po prostu. Może to widok tych zębów wbitych w rękę Cesara tak podziałał?
    Nawet nie zarejstrował tego, że już przyjechało pogotowie. Czuł się z tym wszystkim dosyć dziwnie.
    — Jasne – powiedział tylko. Wsiadł do karetki, gdzie ratownicy założyli prowizoryczny opatrunek. Dopiero w szpitalu rana pójdzie do szycia. Zaaplikowali mu też leki, które powinny złagodzić ból.
    — Pojebało cię? – zapytał się Cesara. Nie brzmiał jakoś strasznie groźnie, ani cokolwiek w tym stylu. Brzmiał zupełnie tak jak zazwyczaj ludzie odziani w dresy pytają się innych o różne sprawy związane z telefonem na policję. – Chciałeś go zabić? Wtedy to nic byśmy kurwa nie mieli – to bardziej powiedział do siebie jak do swojego tymczasowego partnera. Na razie nie mówił mu, że syn właściciela nie żyje i ten gość prawdopodobnie jest jego zabójcom. Na razie nie wydawało się to takie ważne.

    W szpitalu zszyto mu ranę, zaaplikowano drugą dawkę przeciwbólowych i na tym mogłaby się skończyć jego wizyta w tym przybytku. Poszedł jednak najpierw dowiedzieć się co z Cesarem. Był na Sali segregacji.
    — I jak się czujesz? – zapytał. Jeśli wcześniej denerwował się na Wicka, tak teraz nie dawał po sobie tego poznać. – Nie żebym coś ci sugerował…ale chyba będzie lepiej jak zostaniesz trochę na obserwacji, w końcu masz wstrząs mózgu – poza tym chciał chyba w spokoju przesłuchać tego gościa. O ile jest w jego przypadku co przesłuchiwać, sam do końca nie wiedział jak z nim sprawa się prezentuje.
    — Nie patrz się na mnie tak brzydko - mruknął do Cesara. Wiedział, że starszemu koledze zostawanie w szpitalu z pewnością jest nie na rękę i prawdopodobnie wypisze sie na własne żądanie.

    OdpowiedzUsuń