Trochę nas ubyło, choć po linkach tego nie widać. Proszę o sygnał, co usunąć z linków :)

16 lutego 2014

[KP] Gideon Achernar


Z Gwiazdozbioru Erydanu na Ziemię


Gideon Achernar

Leć ze mną do gwiazd. Te tabletki na prawdę pozwalają zwiedzać wszechświat...

17 komentarzy:

  1. Ziemia od zawsze wydawała się jej dziwaczną planetą. Biorąc pod uwagę ilość planet, które zdążyła odwiedzić w swoim relatywnie krótkim życiu (tak, Erydianie byli niezwykle inteligentnym gatunkiem i wynalezienie transportera kilkaset razy szybszego od prędkości światła nie stanowiło dla nich większego wyzwania), to właśnie na odwiedzenie Ziemi czekała z największą niecierpliwością. Zwłaszcza, że w jej żyłach płynęła pół erydiańska, pół człowiecza krew. Niestety, nie przypuszczała, że przyjdzie jej odwiedzić tę planetę w tak naglących okolicznościach.
    Zarówno ona, jak i kilkaset innych osób należących do zdecydowanej mniejszości w populacji Erydanu, nie posiadali zbyt pochlebnej opinii wśród społeczeństwa. A to wszystko ze względu na ich wątpliwe pochodzenie. I, co za tym szło, odmienne, bardziej tolerancyjne poglądy. Większość Erydian była nakierowana na postęp i ekspansję. Różnorodne gatunki ustępowały pod wpływem ich siły. Nigdy nie zdarzyło się, by jakakolwiek namiastka kosmosu stawiła im wystarczający opór, wygrała w bitwie o skrawek lądu. Amaterasu przypuszczała, że z Ziemią będzie podobnie.
    Mimo że dzięki zdobywaniu kolejnych planet, Erydan stawał się coraz to bardziej bogatszy, wyposażony w nowe zasoby, to gdzieś w głębi serca Mieszańców zawsze tkwiła nutka rozpaczy. I niewypowiedziana chęć przerwania ekspansji.
    Amaterasu doskonale pamiętała moment, w którym dowiedziała się, że planują nalot na Ziemię. W środku nocy obudziło ją naglące pukanie do szklanego portalu – odpowiednika drzwi. Z racji, że Erydianie byli istotami społecznymi, ich mieszkania na ogół były do siebie przyłączone, co umożliwiało łatwe i szybkie złożenie wizyty sąsiadom, niezależnie od pory dnia, jednocześnie zapewniając przedstawicielom gatunku zachowanie prywatności (rzadko się zdarzało, by dwójka Erydian zajmowała jedno mieszkanie).
    Amaterasu zajmowała przestrzeń pomiędzy domem swojej biologicznej matki i kobiety zwanej Ilą, która również posiadała pół-ziemskiego potomka. Tyle tylko, że po porodzie nie zdołała zabrać go ze sobą do Erydanu. I każdego dnia otrzymywała jedynie zdawkowe informacje o miejscu jego pobytu dzięki podłączeniu się do nielegalnych sond. Amaterasu mogła śmiało przyznać, że tamta czasami popadała w paranoję, żyjąc nigdy niezaspokojoną tęsknotą. I choć usilnie starała się spędzać z nią jak najwięcej chwil, ona nie zapominała. Nie mogła zapomnieć. Dlatego też obudziła swoją sąsiadkę w środku nocy, ze łzami w oczach oznajmiając, że kolejnym celem Erydian została Ziemia.
    Amaterasu poczuła, jak mieszkańcy jej planety wbijają w jej plecy niewidzialny nóż. Przecież z podróżą na Ziemię wiązała wiele nadziei. Pragnęła pobyć tam przynajmniej przez kilka ziemskich miesięcy, poznać ludzi, zrozumieć, co takiego wyróżniało Ziemię od innych ciał niebieskich, że to właśnie tam jej matka rozbudziła w sobie prawdziwe uczucia i poczuła miłość - coś, co dla Erydian stanowiło raczej pojęcie abstrakcyjne.
    Pierwsza myśl, jaka pojawiła się w głowie dziewczyna, wiązała się z nieco przyspieszoną podróżą na planetę. A później przyszła jakże dziwaczna i szalona prośba Ilii. Amaterasu sama nie wiedziała, co nią kierowało, kiedy zdecydowała się ją zrealizować. Może była znudzona swoim obecnym życiem, spragniona szalonej przygody. A może po prostu czuła się zobowiązana do uratowania potomka Ilii. Wiedząc, że nareszcie nadeszła pora, by użyć swoich zdolności komunikowania się ze wszystkimi gatunkami. Ilia, choć doskonale znała kilka języków ziemian, nie mogła podróżować – władcy Erydanu zakazywali międzygalaktycznych wojaży każdemu, kto złamał barierę gatunkową.
    I właśnie dlatego Amaterasu, lub Alma Smith, stała teraz przed murami szpitala psychiatrycznego, po raz pierwszy i ostatni w życiu bawiąc się w bohaterkę.

    OdpowiedzUsuń
  2. Na Ziemi wylądowała dobry miesiąc temu, jednak wciąż miała nieodparte wrażenie, że krótkotrwała hibernacja tym razem dość porządnie dała się jej we znaki. Sama nie wiedziała, dlaczego, w końcu jej transporter nigdy nie sprawiał żadnych problemów. Przynajmniej tak jej się wydawało, gdyż, mimo swojej inteligencji, technologia nie należała do mocnych stron Amaterasu. Dziewczyna nigdy nie uznawała jej za ciekawy, warty zainteresowania temat.
    Rzecz jasna, po lądowaniu czekała ją jeszcze długa podróż do miejsca docelowego, której przedstawiciele nowo poznanego gatunku bynajmniej nie ułatwiali.
    „Ten bilet jest nieważny, proszę pani”, „Proszę iść w prawo, potem skręcić w lewo w najbliższą uliczkę, na światłach pójść prosto… albo nie, przepraszam, skręcić w lewo w trzecią najbliższą uliczkę i potem od razu w prawo…”, mówili, co przyprawiało Amaterasu o potworny ból głowy. Życie na innej planecie zawsze początkowo okazywało się niezwykle szokujące, lecz ludzie posiadali naprawdę dziwaczny sposób komunikowania się, mylący, sprzeczny. Potrzebowała kilku tygodni, by się do niego przyzwyczaić i, co więcej, zacząć go używać tak, by nie wyjść na „świruskę”. W końcu jej pobyt na Ziemi wiązał się z krótkim stażem w szpitalu psychiatrycznym. A nikt nie chciał, by ostatecznie wylądowała tam jako jedna z pacjentek.
    Budynek szpitala był bardzo przytłaczający i ponury w opinii dziewczyny. I choć placówka znajdowała się w miejscu dawnego dworku, przez co wokoło otaczał ją przepiękny ogród, jej wnętrze pozostawiało sobie wiele do życzenia. Pokoje pacjentów były zdecydowanie zbyt małe, zawierały tylko ciasne łóżko i kilka niedokładnie przymocowanych do ścian półek. Rozmiar jadalni i salonu również nie był przystosowany do liczby osób mieszkających w szpitalu. Jedynie ładnie wyremontowane i gustownie urządzone biura terapeutów i psychiatrów wytwarzały przyjazną atmosferę.
    Co zaś tyczyło się personelu – choć większość na pierwszy rzut oka wydawała się pomocna, Amaterasu z łatwością zauważała chytre uśmiechy na ich twarzach, gdy tamta przechodziła obok. Wiedziała, że tam nie pasuje, lecz zaparła się w sobie, czując, że powinna wypełnić obietnicę daną Ili. Wystarczyło, że wyciągnie stamtąd jej syna i może się zwolnić. Nic wielkiego.
    Mężczyzna, który oprowadzał ją po szpitalu, nazywał się Ian. Pełnił funkcję ordynatora oddziału dziecięcego, lecz w ośrodku pracował już od dobrych kilkunastu lat, przez co znał jego każdy zakamarek jak własną kieszeń. Zatrzymywał się więc przy wszystkich pokojach, jakie mijali, i opowiadał jej różne historie z nimi związane, co po pierwszej godzinie stopniowo zaczynało działać dziewczynie na nerwy. Na szczęście w połowie drogi nadeszło wybawienie w postaci psychoterapeuty, który zaproponował Amaterasu zapoznanie się z pacjentami, z jakimi przyjdzie jej później pracować.
    Oboje przeszli do średnio pojemnego salonu znajdującego się na końcu korytarza, wyposażonego w stół do tenisa, sofę i mały telewizor oraz kilka regałów z książkami.
    - Przedstawiam pani Gideona, pani pierwszego podopiecznego – mruknął psycholog, podchodząc do jednego z obecnych w pomieszczeniu mężczyzn, zajętego wcześniej grą w tenisa stołowego i opierając rękę na jego ramieniu w przyjacielskim geście.
    - Miło mi, jestem Alma – przywitała się, podając mu dłoń, tak jak to zwykli robić ludzie. – Mam nadzieję, że będzie nam się dobrze współpracowało – dodała odważnie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeszcze uważniej przyjrzała się nowo poznanemu pacjentowi. Miał miedziane włosy i jasną skórę, lecz nie tak jasną, jak ona. Był dość wysoki, wyższy od niej prawie o głowę. Albo raczej to ona była niska w porównaniu do większości ludzkiej populacji. Nie wiedzieć czemu, coś ją tknęło, by zlustrować go wzrokiem jeszcze dokładniej. I wtedy to poczuła - wskazówki dane jej przez Ilę nagle zaczęły nabierać znaczenia, układać się w jedną całość. Amaterasu zdała sobie sprawę, że właśnie stoi oko w oko z synem swojej przyjaciółki. Ta chwila wydała jej się niezwykle podniosła w swojej zwyczajności. Teraz pozostawało jej jedynie wyciągnąć Gideona ze szpitala i zabrać go ze sobą do Erydanu. Niestety doskonale rozumiała, że będzie to o wiele trudniejsze niż jej się na początku wydawało. Całe szczęście, że do ataku Erydian na Ziemię pozostało dobrych kilka ziemskich miesięcy, mieli więc czas, by dopiąć na ostatni guzik każdy element planu.
    - Spokojnie, możesz dalej grać i nie przejmować się nami, my tylko na moment zabierzemy Gideona. W porządku? - powiedziała dziewczyna z uśmiechem, próbując uspokoić pacjentkę, a tym samym zaimponować oprowadzającemu ją lekarzowi.
    W końcu musiała zdobyć zaufanie pracowników placówki, jeśli chciała przekonać ich do tego, że Gideon jest zdrowy jak ryba i może opuścić szpital.
    - Nie masz się czym martwić - zwróciła się do mężczyzny. - To będzie tylko kilka rutynowych pytań, na które odpowiadałeś już milion razy. To jak, idziesz z nami?

    OdpowiedzUsuń
  4. Amaterasu, słysząc gadanie pacjentki, starała delikatnie uśmiechać, choć musiała przyznać, iż ukrywanie zdziwienia przychodziło jej z wielkim trudem. W końcu Erydianie nie chorowali psychicznie, fizycznie - niezwykle rzadko. Ich organizmy były niesamowicie odporne na różnego rodzaju wirusy, bakterie czy też wydarzenia i doświadczenia, które z łatwością wpływały na umysły ludzi. Tylko bardzo słabe jednostki, jak na przykład matka Gideona, poddawały się presji. Co więcej, w życiu nie przeszłoby jej przez myśl, że mieszkańcy Ziemi przywiązywali tak ogromną wagę do zbliżeń fizycznych. Dla niej był to czysty obowiązek, który należało spełnić, by zapewnić przetrwanie gatunku. Ludzie najwidoczniej czerpali z tego większą przyjemność. Albo Lenny naprawdę zmyślała. Cóż, Amaterasu coraz dosadniej zaczynała rozumieć, że jej przygotowanie do pobytu na tej planecie nie było wystarczające, powinna uważać na to, co mówi, by przypadkiem nie wyjść na wariatkę.
    Kiedy udali się do gabinetu, psycholog poinformował kobietę, że czekają go inne obowiązki, a ze względu na jej doświadczenie (rzekome), świetnie da sobie radę ze swoim pacjentem.
    - Miło mi cię poznać, Gideonie - zaczęła, wygodnie usadawiając się w fotelu, tym samym wskazując mu ręką jego miejsce. - Skoro mamy ze sobą pracować, chciałabym cię lepiej poznać. Opowiesz mi coś o sobie, o tym, jak się tu znalazłeś? - zapytała.
    By móc przekonać lekarzy do tego, że mężczyzna z łatwością poradzi sobie w "świecie zewnętrznym", musiała najpierw zostać poinformowana o wszystkich istotnych faktach z jego życia. Dopiero potem mogła działać, zdobyć zaufanie pracowników placówki, a przede wszystkim - zaufanie Gideona.

    OdpowiedzUsuń
  5. Amaterasu doskonale zdawała sobie sprawę z tego, iż mężczyzna nie był chory. Wszystko to, co się z nim działo, było jak najbardziej normalne. To tylko ludzie ubzdurali sobie, że coś, co nie leżało w zasięgu ręki większości, było objawem ciężkiej choroby. Dla Erydian wszelkie pozornie nadnaturalne zdolności koniec końców stanowiły jedynie nowe przystosowanie do zmieniającego się środowiska. Osoby obdarzone podobnymi umiejętnościami były wręcz rozchwytywane, a nie wyrzucane na krawędź społeczeństwa, jak to miało miejsce na Ziemi. Amaterasu jednak nie zamierzała tutaj nikomu udowadniać, że telekineza to coś zwyczajnego. Przypuszczała, że przez swoje działania prędzej czy później zamknięto by ją w szpitalu psychiatrycznym i zdiagnozowano ze schizofrenią czy innym zaburzeniem. Musiała raczej sprawić, iż zarząd placówki uwierzyłby jej słowom. Uwierzyłby, iż Gideon przeżył całkowitą przemianę i wyzdrowiał, a co za tym szło - trzymanie go w zamknięciu już dłużej nie wychodziło mu na dobre.
    Uśmiechnęła się dobrotliwie, słysząc jego słowa, po czym zanotowała w czystym zeszycie opartym na kolanach kilka słów. Planowała swoje raporty opierać na nieco podkoloryzowanych dowodach, a tym samym przekonać swojego 'pacjenta', iż głosy, które słyszał, całkowicie ustały. Cóż, każdy czasem musi kłamać.
    - Tak, to racja. Rozumienie osób mówiących w nieznanych ci językach nie jest możliwe - powiedziała, ledwo powstrzymując sie przed nagłym wybuchem śmiechu. Sama posiadała podobne umiejętności. I była coraz bardziej wdzięczna, że nie urodziła się na ziemi. - Cieszę się, że zdajesz sobie z tego sprawę. Jak widzę, czynisz znaczne postępy. Lekarze mówią to samo, mam więc nadzieję, że za niedługo zostaniesz wypisany. A twoje głosy? Co takiego ci mówią? Jesteś pewien, że to przypadkiem nie twoje myśli, które zwyczajnie zbyt intensywnie zaprzątają ci głowę? - zapytała, próbując nakierować jego odpowiedź. - A co do tamtego wypadku i dnia, w którym zostałeś pacjentem szpitala, co dokładnie się wydarzyło? - dodała, tym razem chcąc jedynie zaspokoić swoją ciekawość.

    OdpowiedzUsuń
  6. Amaterasu uśmiechnęła się, widząc, jak mężczyzna zdaje się współpracować z innymi pracownikami szpitala. Dzięki temu, że uwierzył w ich głupią gadaninę, wydostanie go ze szpitala nie będzie stanowiło żadnego problemu. Jednocześnie przerażała ją świadomość tego, jak łatwo udało im się go omotać. Nie był schizofrenikiem. To oni nimi byli, ignorując otaczającą ich rzeczywistość. Mieli klapki na oczach, dostrzegając jedynie to, co dało się bez trudu wytłumaczyć. Biedni, nie mieli pojęcia, że świat, w którym żyją, na którego punkcie nie jest jedyny.
    Niespodziewanie zrobiło jej się go żal. Tylko, ze względu na to, iż posiadał pewne niezwykłe zdolności, czuł się jak odrzutek. W dodatku przypięli mu etykietkę chorego psychicznie. Zamiast się rozwijać, spędzał lata w zakładzie psychiatrycznym. Gdyby przyszedł na świat na Erydanie, podobna sytuacja nigdy nie miałaby miejsca.
    Podobna świadomość dodała Amaterasu siły i determinacji. Stopniowo misja powierzona jej przez Ilę stawała się równiez i jej misją.
    - Masz całkowitą rację Gideonie - mruknęła, prostując się na krześle i zapisując coś w swoim notatniku. - Ze względu na to, że zaczynasz już odróżniać rzeczywistość od fikcji, mam nadzieję, że zarząd szpitala za niedługo pozwoli ci wyjść. Ja, w przeciągu zaledwie kilku minut, zdążyłam stwierdzić,że jesteś gotowy na powrót do społeczeństwa. - Uśmiechnęła się dobrotliwie, starając przy tym jak najlepiej odgrywać swoją rolę.
    W rzeczy samej, wychodziło jej to całkiem nieźle. Fakt, była nieco zdenerwowana, ale podobne uczucia naturalnie towarzyszyły nowym pracownikom, prawda?
    - Pozostaje teraz pytanie, czy ty czujesz się na to gotowy? - dodała.
    Słuchając o przeszłości Gideona, zdziwiła się nieco. Same okoliczności, które go tutaj przywlokły, były dość osobliwe, nawet jak na jej poziom tolerancji.
    - Dlaczego uważasz, że 'chyba' okradłeś sklep? - dopytała się, z trudem gryząc się w język przed zadaniem mu kolejnej serii pytań dotyczących jego przeszłości. Chciała wiedzieć, z kim w danym czasie mieszkał, kto zastępował mu rodziców. Jak wyglądało jego ziemskie dzieciństwo oraz czy posiadał jakichkolwiek przyjaciół poza wesołą pacjentką.

    OdpowiedzUsuń
  7. - Wiesz, doskonale rozumiem to, że tutaj czujesz się bezpiecznie. Ale na zewnątrz jest równie ciekawie. Na pewno zapomniałeś o tym, ale gwarantuję, że nie pożałujesz. Poza tym, nie zostaniesz sam. My już o to zadbamy, by ktoś opiekował się twoim zdrowiem, kiedy opuścić szpital - tłumaczyła, starając się go nieco uspokoić.
    Nie dało się ukryć, że Amaterasu była porządnie zdziwiona propozycją Gideona. Wydawało jej się, że skoro przebywał już tak długo w tak odrażającym miejscu, wręcz marzył o wyjściu na wolność. Nic bardziej mylnego. Kobieta pomyślała nagle, że Ziemia musi być naprawdę okropną planetą, skoro ludzi obdarzeni niezwykłymi zdolnościami wolą żyć tutaj w czymś na kształt więzienia. Póki co jednak nie miała czasu na podobne rozważania. Musiała przekonać mężczyznę do swoich racji i to jak najprędzej.
    - Nie martw się. Będziesz mógł ją odwiedzać co jakiś czas, a jeśli dobrze pójdzie, ona może też niedługo wyjdzie - odpowiedziała, uśmiechając się dobrotliwie.
    Rzecz jasna, kłamała. Przypadek Lenny był ciężki, z tego co zdążyła się dowiedzieć. Dziewczyna cierpiała na zaburzenia afektywne dwubiegunowe. A co za tym szło, w niektórych chwilach jej osobowość zmieniała się o sto osiemdziesiąt stopni. Amaterasu nie do końca rozumiała, jak Gideon jest w stanie przyjaźnić się z kimś tak niestabilnym, ale nie zamierzała wnikać w jego relacji.
    Kobieta z całych sił starała się nie przybrać zdziwionego wyrazu twarzy. Czy to, co powiedział oznaczało, że w rzeczy samej było z nim coś nie tak czy raczej miał zdolność telekinezy, co zdarzało się niezwykle rzadko. Nie wiedziała, lecz pragnęła poznać prawdę. I to czym prędzej. Była niezwykle ciekawskim stworzeniem.
    - Czy... skoro uważasz, że tamte przedmioty same... do ciebie przyszły, choć to niemożliwe - podkreśliły - Czy mógłbyś zaprezentować, jak to się stało?
    Czuła, że jej prośba była wysoce nieodpowiednia, ale z drugiej strony pewnie nie potrafiłaby spać spokojnie, jeśli nie poznałaby wszystkich sekretów człowieka, którego przyszło jej uratować.

    OdpowiedzUsuń
  8. Nawet gdyby Gideon został wypuszczony z placówki, Amaterasu miała wobec niego nieco inne plany niż pozostawienie mężczyzny na wolności. Wiedziała, że musi zabrać go na Erydian i to jak najszybciej. Z racji, że w ciągu ostatnich dwóch tygodni zdążyła nauczyć się, że Ziemia wcale nie była tak piękną i przyjazną planetą, jak to wynikało z opowiadań Ili, dziewczyna nie zamierzała zostawać tu ani minuty dłużej. Pragnęła w ekspresowym tempie opuścić planetę i pozwolić Gideonowi żyć w środowisku, gdzie nikt nie uważałby go za dziwaka. Co do niej samej - czuła, że musi odpocząć po tak niebywale męczącej podróży.
    - Rozumiem, że zależy ci na twojej przyjaciółce. To bardzo dobrze. Podtrzymywanie relacji z innymi jest niezwykle ważne, byś mógł wyzdrowieć. Jednak z drugiej strony powinieneś pamiętać o tym, że to twoje życie, nie Lenny. Nie będziesz mógł być blisko niej dwadzieścia cztery godziny na dobę przez całe życie. Oczywiście, po twoim wyjściu będziecie mogli się spotykać, lecz wydaje mi się, że twoja przyjaciółka zwyczajnie potrzebuje czasu tylko dla siebie i musi nauczyć się, jak z niego korzystać - wytłumaczyła mu, uśmiechając się dobrotliwie.
    Pragnęła zaskarbić sobie sympatię mężczyzny. Chciała już teraz uniknąć niezręcznej ciszy, skoro w przyszłości przyjdzie im razem podróżować.
    Gdyby mogła, teraz najchętniej przybiłaby sobie piątkę z własnym czołem. Nie powinna pytać o takie rzeczy, skoro zamierzała stać się racjonalnym i szanowanym członkiem zespołu! Musiała działać, i to szybko, by przypadkiem Gideon nie zaczął czegoś podejrzewać.
    - Tak, tak. Masz rację. Chciałam tylko sprawdzić, czy nadal w to wierzysz - mruknęła z pozornym opanowaniem, po czym założyła nogę na nogę i przyjrzała mu się uważniej. Na moment nastała cisza, którą przerwało dopiero pukanie do drzwi.
    - Proszę! - zawołała Amaterasu, a zaraz potem do pomieszczenia wszedł jeden z psychiatrów.
    - Dobry wieczór, pani Smith. Pan Achernarjest wzywany na kolację - poinformował.

    OdpowiedzUsuń
  9. - Rozumiem, rozumiem - skomentowała, rytmicznie kiwając głową, kiedy mówił o swojej przyjaźni z Lenny. Cóż, dziewczyna w chwili obecnej zdawała się być jedyną przeszkodą w osiągnięciu planu Amaterasu. A co za tym szło - kobieta stanęła przed trudnym zadaniem. Musiała usunąć ową przeszkodę, a sposobem na to mogło być nic innego jak przekonanie grona lekarskiego, że również i Lenny nadaje się do wypisu. Lub, rzecz jasna, przemówienie Gideonowi do rozsądku. Wbrew swojej odmienności, Amaterasu nie różniła się od mieszkańców swojej planety jednym istotnym elementem, mianowicie - miała takie samo podejście do związków, jak oni. Twierdziła, że wszelkie wyższe emocje prowadzą ostatecznie do uzależnienia. Dlatego wszystkie znajomości, jakie zawierała, były niezwykle powierzchowne.
    Gdy zarówno Lenny, jak i Gideon wymaszerowali w kierunku jadalni, przyglądała się im jeszcze przez dłuższą chwilę, po czym, wykorzystując obecność ordynatora oddziału, który właśnie skończył wykłócać się z pielęgniarką o dawkę leków dla jednego pacjenta, postanowiła, że zwyczajnie zapyta go o sprawę przyjaciółki Gideona.
    - Przerpaszam, że przeszkadzam - zaczęła. - Ale po dzisiejszej konsultacji z moim pacjentem, chciałabym wnieść pewne sugestie.
    Psychiatra spojrzał na nią ze zniecierpliwieniem, najwyraźniej wciąż zdenerwowany niekompetencją pielęgniarki.
    - Słucham? - zapytał krótko.
    - Zauważyłam, że jest niezwykle przywiązany do innej pacjentki. Do Lenny. I wydaje mi się, że jeśli będę mogła współpracować również z nią, uda mi się lepiej do niego dotrzeć - zaproponowała, obawiając się reakcji mężczyzny.
    Musiał się zgodzić. W końcu brakowało im terapeutów, a Lenny najwyraźniej wciąż sprawiała problemy. Jeśli chciała wyciągnąć z tego ośrodka Gideona, musiała wyciągnąć także ją.

    OdpowiedzUsuń
  10. Amaterasu, choć zdawała sobie sprawę z tego, iż podobny rodzaj przywiązania nie jest zdrowy, nie zamierzała protestować, jeśli i pozostali lekarze to ignorowali. Jednak, mimo że nie przyleciała na ziemię, by zadbać o zdrowie psychiczne Lenny czy Gideona, twierdziła, że to istna niedorzeczność, by pozwolić na podobny rodzaj uzależnienia. I to w placówce, która rzekomo powinna leczyć. Fakt, że w grę nie wchodził alkohol czy inne używki, wcale nie oznaczał, że problem nie istniał. Te uwagi postanowiła jednak zachować tylko i wyłącznie dla siebie. Nie była prawdziwą psychiatrą. Udawała, zresztą całkiem dobrze, jak jej się wydawało. Jej misją było uwolnienie Gideona i zwrócenie go Ilii przed najazdem Erydian. Nic poza tym.
    Pokiwała głową, słysząc słowa lekarza.
    - Tak, zdążyłam już zauważyć, że o ile są razem, zachowują się jak przykładni pacjenci. Chociaż wydaje mi się, że ta zależność pochodzi bardziej ze strony Lenny. Gideon jedynie na nią przystaje. Jeśli moja hipoteza się potwierdzi, uważam, że najlepiej byłoby wypisać go ze szpitala, przynajmniej na okres próbny - zaczęła, pragnąc, by w głowie ordynatora pojawił się choć zalążek tej myśli. By tamta mogła kiełkować, dopóki nie urosłaby do wielkości decyzji.

    Pierwsze spotkanie z Lenny miało odbyć się dwa dni później. Amaterasu coraz swobodniej czuła się w tamtym środowisku, dlatego nie była aż tak przerażona, kiedy przyszło jej spędzić kolejne kilkanaście minut w towarzystwie stalkerki Gideona. Albo przyjaciółki, jak on to nazywał. Jej plan stopniowo zaczynał działać, gdyż coraz częściej dyskutowała z ordynatorem o kwestii wypisania Gideona, a mężczyzna zdawał się nie ucinać podobnych konwersacji, a wręcz przeciwnie - kontynuował je, uważnie rozważając wszelkie za i przeciw.
    Nie zdziwiło ją to, że Lenny zaatakowała swoimi słowami. W trakcie jakże krótkiego pobytu na ziemi Amaterasu nauczyła się jednego - nie reaguj agresją na agresję, choć owej agresji jest na tej planecie naprawdę pełno. Dlatego początkowo nie skomentowała wypowiedzi kobiety, uśmiechnęła się tylko i czekała, aż jej początkowa agresja nieco zmaleje.
    - Nie należysz do nikogo, Lenny - wyjaśniła. - Ani do mnie, ani do żadnego z lekarzy, ani nawet do Gideona, tylko do siebie. I wcale nie zamierzam kraść twojego przyjaciela. Chcę po prostu lepiej zrozumieć waszą relację, nic więcej - dodała, wcale nie oczekując, że spotka się ze zrozumieniem ze strony pacjentki.

    OdpowiedzUsuń
  11. [Zanim odpiszę, bo nie ogarnęłam, co to za goście w garniturach? XD]

    OdpowiedzUsuń
  12. [Huhu Mulder! Pomysł mi się podoba xD nie ma problemu, tylko po prostu nie wiedziałam, co odpisać :P Jeszcze dzisiaj postaram się dodać odpowiedź. ]

    OdpowiedzUsuń
  13. Amaterasu może i była inteligentna, tak jak i wszyscy przedstawiciele jej gatunku, lecz za nic w świecie nie zdołałaby wyłapać aluzji Lenny, która, wskazując na sufit, miała na myśli coś innego niż wyższe piętro.
    - Tam to on pójdzie sam za jakieś trzy godziny, na kolację. I wcale nie będę go musiała tam zabierać - odpowiedziała, starając się do niej uśmiechnąć, choć musiała przyznać, że pozostali lekarze mieli całkowitą rację.
    Kobieta była naprawdę wyjątkowo ciężkim przypadkiem. Jednak gdy przebywała w obecności Gideona, normalniała, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Dla Amaterasu podobne zachowanie było doprawdy dziwne. Choć widziała w swoim krótkim życiu bardzo dużo, chyba jeszcze nigdy nie spotkała się z czymś w rodzaju uzależnienia od innego przedstawiciela tego samego gatunku. Jednak ona, ze względu na wrodzoną upartość, nie zamierzała pozwolić Lenny na całkowite zawładnięcie swoim przyjacielem. Przestało jej zależeć na tym, by wyciągnąć ze szpitala ich obojga. W końcu nikt jej nie prosił o zadbanie o Lenny, racja?
    Zdziwiła ją reakcja pacjentki po tym, jak ujrzała obcego mężczyznę w garniturze krążącego po pomieszczeniu. Amaterasu średnio się nim przejęła. W końcu po oddziale krzątali się różnorodni ludzie, większość odwiedzała swoich bliskich, inni kontrolowali pracę personelu. Nieznajomy był najwyraźniej jedną z tych nieistotnych osób, a Lenny najzwyczajniej w świecie nie należała do ludzi zdrowych psychicznie. Przynajmniej tak Erydianka tłumaczyła sobie jej niecodzienny strach.
    - Gideon da sobie radę, chciałabym teraz porozmawiać z tobą, Lenny - podjęła z wymuszonym spokojem, siląc się na uśmiech. - Gideonie, proszę cię, żebyś na moment poszedł do swojego pokoju. Musze porozmawiać z twoją przyjaciółką na osobności - zwróciła się do mężczyzny.

    OdpowiedzUsuń
  14. Amaterasu trochę przerażało to, w jaki sposób Gideon ślepo akceptował to, co mu mówiono i ślepo wypełniał rozkazy wszystkich dookoła. Ten chłopak albo nie miał za grosz samozaparcia, albo owo samozaparcie zostało w nim doszczętnie zniszczone.
    Blondynka westchnęła ciężko, z trudem powstrzymując się przed tym, by pokręcić głową z dezaprobatą. Teraz czekało ją tylko kilkanaście minut w towarzystwie kobiety, która ewidentnie chciała zabić ją wzrokiem za coś, z czego ona sama nie do końca zdawała sobie sprawę. Musiała jednak to zrobić, dla dobra sprawy. Musiała przekonać ją do tego, że ona i Gideon to osobne cząstki, a nie jedność. Póki co byli nierozłączni, lecz to miało się wkrótce zmienić, a Amaterasu nie chciała mieć na głowie nikogo pokroju Lenny.
    Usiadła więc w skórzanym fotelu i wyprostowała się jak struna, udając, że czuje się niezwykle komfortowo i jej pacjentka wcale nie robi na niej dziwnego wrażenia.
    - Chcę tylko porozmawiać. W końcu od tego tutaj jestem. Żeby rozmawiać, ztobą i z resztą pacjentów - wytłumaczyła, a słysząc jej kolejne pytanie cudem powstrzymała się od tego, by dodać "Nie ty jesteś tutaj od zadawania pytań". Ostatecznie jednak uznała, że jej wrogość mogłaby wszystko jeszcze bardziej popsuć, więc tyko uśmiechnęła się, najszerzej jak tylko potrafiła.
    - Z Louisiany. I nie jestem tutaj za karę. Pracuję tutaj, o taką pracę jest naprawdę trudno w dzisiejszych czasach - odparła. - Pozwól, że ja teraz zadam ci parę pytań. Jak myślisz, jaka relacja łączy cię z Gideonem? I jakbyś się czuła, gdyby on został wypisany z ośrodka?

    OdpowiedzUsuń
  15. Amaterasu próbowała zachować zimną krew, choć nie dało się ukryć, iż słowa, którymi uraczyła ją Lenny, wprawiły ją w coś w rodzaju osłupienia i przerażenia jednocześnie. Ze świstem wypuściła powietrze z płuc, uważniej spoglądając na kobietę. Nie, nie, nie... to co mówiła, nie mogło być prawdą. To musiały być jej urojenia, a pech chciał, że najzwyczajniej w świecie wzięła sobie za cel ją i Gideona, dwie hybrydy człowieka i kosmity. Czysty przypadek, prawda?
    Przynajmniej to sobie wmawiała, żeby nie stracić zmysłów. W końcu zanim wyruszyła w swoją podróż, nikt nie poinformował jej, że spotka na swojej drodze inną istotę nie z tej ziemi.
    - Nie wiem, o czym mówisz - odparła, starając się grać niewzruszoną. Chociaż, jeśli Lenny była uważną obserwatorką, na pewno zauważyła, że Amaterasu wgapiała się w nią z zaskoczeniem w oczach. Ponieważ, ku jej niezadowoleniu, to, co mówiła, trzymało się kupy.
    - Doceniam to, że starasz się go chronić. Ale wydaje mi się, że Gideon jest na tyle dojrzały, by dać sobie radę na własną rękę. Ty zresztą też, jeśli jeszcze odrobinę dłużej tutaj pobędziesz. - mruknęła, uśmiechając się i jednocześnie nie zrzucając maski dobrotliwej psychoterapeutki.
    Kolejna wypowiedź Lenny nieco ją zaniepokoiła. Jeśli już przyjęłaby, że dziewczyna coś wie i że jej słowa nie są wywołane halucynacjami, lecz prawdziwą wiedzą, przydałoby jej się dowiedzieć czegoś więcej na temat mężczyzn, o których mówiła. Ot tak, na wszelki wypadek.
    - O jakim facecie mowa? Niby dlaczego ktoś miałby zabrać twojego przyjaciela? - zapytała, prostując plecy.
    Lenny wywoływała w niej nieprzyjemne uczucie niepokoju, przez co, nawet jeśli chciała udawać zrelaksowaną i profesjonalną, siedziała jak na szpilkach przez cały czas trwania jej sesji terapeutycznej.
    [A może oni porwą tą Lenny? XD]

    OdpowiedzUsuń
  16. [Nie no, nie przesadzałabym z jedzeniem jej xD To dajmy na to w nocy ją wypiszą niespodziewanie czy cuś.]
    Denerwowało ją to, że wszystko, co mówiła Lenny, miało sens. Wiedziała, że nie może się poddać temu odczuciu, w końcu powinna się skupić na zabraniu stąd Gideona, jednak coś wewnątrz wciąż podpowiadało jej, że powinna przynajmniej dać swojej nowej pacjentce szansę na wypowiedzenie się.
    Z drugiej strony ciekawiło ją, na jakiej podstawie Lenny wysnuła wniosek, że równiez ona, Amaterasu, pochodzi z innej planety? Może kobieta spędziła na ziemi wystarczająco dużo czasu, że na odległość potrafiła rozpoznać tego, kto się wyróżniał, kto odstawał od reszty. Czyżby Alma Smith była aż tak nędzną aktorką?
    - Przypuśćmy, że masz rację - powiedziała blondynka, prostując się na krześle i biorąc głęboki oddech. Cała ta sytuacja, obecność Lenny były niezwykle niepokojące. Amaterasu sama nie wiedziała, jak powinna patrzeć na tę sprawę. I przerażało ją to, że nie miała przy sobie nikogo, kto by ją zrozumiał, kogo mogłaby spytać o zdanie. Cholera, dlaczego zgodziła się na tak idiotyczną prośbę?
    -A skoro masz rację, może powiesz mi, dokładnie, co czyni naszą trójką niezwyklymi? - zapytała.
    Chciała uslyszeć od niej te kilka słów wyjaśniających, że nie pochodzą z Ziemi. Dopiero wtedy uwierzyłaby, że słowa kobiety nie są wynikiem żadnych zaburzeń, lecz najszczerszą prawdą, zbyt głęboką, by przeciętni ludzie mogli ją pojąć.

    OdpowiedzUsuń
  17. [Nie ma problemu :D Mam nadzieję, że dobrze poszło w takim razie :P Ja też deadliny miałam, to mnie na blogach nie było.]

    Patrzyła na nią jak wryta, całkowicie tracąc resztyki rzekomego profesjonalizmu, jakim powina się wykazać każda dobra psychoterapeutka. Teraz co najwyżej mogła wytłumaczyć się tym, że gra na urojeniach Lenny. W najgorszym wypadku. W najlepszym - jej pacjentka mówiła prawdę, co wydawało jej sę coraz bardzej prawdopodobne. Wszystko się zgadzało. Rozumienie języków, normalny, ludzki wygląd, telekineza. Moce, które dla gatunku ludzkiego wydawały się nienormalne i chore. Które wymagały wyelminowania.
    Alma nie wiedziała, jak powinna się zachować, by nie wyjść na idiotkę i jednocześnie nie zignorować sygnałów ostrzegawczych, jakie prawdopodobnie wysyłała jej Lenny. Jednak, logicznie poównując wszystko, co mówiła tamta, postanowiła zaryzykować.
    - Nie potrzebujemy kraść samochodu. Mam swój. Postaram się was stamtąd wydostać, ale tutaj nie jest bezpiecznie. Mam na myśli, Ziemię... - mówiła cicho, bojąc się, że ktoś inny ją usłyszy, choć doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że w pokoju nie było żadnych kamer. - Jeśli stąd nie uciekniemy w przeciągu najbliższego miesiąca, może być źle - zastopowała nagle, uważnie obserwując reakcję Lenny. Patrząc, czy tamta ostatecznie nie robiła sobie żartów.

    OdpowiedzUsuń