Trochę nas ubyło, choć po linkach tego nie widać. Proszę o sygnał, co usunąć z linków :)

18 czerwca 2014

[KP] Robin Cillian Nightingale


Robin Cillian Nightingale
Anglik z pochodzenia. Oczy w kolorze głębi oceanu. Ojciec oficer na okręcie brytyjskiej floty. Matka nieznana. Zaciągnął się na statek gdy był jeszcze dzieckiem. Przejął okręt i został mianowany kapitanem w wieku niespełna 24 lat. Kapitan Błędnego rycerza - niezwykle szybkiego, zwrotnego i przeklętego okrętu pod piracką banderą. 

2 komentarze:





  1. Pamiętał jak był mały i ojciec uczył go jak czytać z nieba. Chmury. Chmury mówiły wszystko. Zapowiadały deszcz, burze, sztorm, chłód i ciepło, to zakrywały to odsłaniały słońce. Można było dostrzec w nich ostrzeżenie przed zbliżającym się niebezpieczeństwem. Dzięki czytaniu nieba papa wiedział, kiedy wypływać na morze, kiedy zostawać w domu, a kiedy szukać odpowiedniego schronienia. Słońce za to zaczął postrzegać jak uniwersalny kieszonkowy zegar. Wystarczy zerknąć w górę albo wbić patyk w ziemię, by dowiedzieć się ile czasu zostało do zachodu a ile do południa.
    Wtedy życie Celesta wydawało się wspaniałe. Urodził się w trudnych czasach - przyzna to każdy człowiek mający trochę rozumu, potrafiący wyjrzeć poza ramy otaczającego go społeczeństwa. Zawsze sądził, że nie pasuje do środowiska w jakim przyszło mu żyć, zawsze sądził, że zasługuje na coś więcej. Nie to, że traktował innych z góry. Zazdrościł im tylko odrobinę, że znaleźli swoje miejsce na ziemi.
    A potem ojciec zniknął. Stało się to tak nagle, tak niespodziewanie, że Celeste ledwo miał szansę to przemyśleć. Mama nie żyła od dawna, zmarła tuż po porodzie, ale Eugene Lacriox był z nim od zawsze. Nie zostawił wiadomości, nie dał znaku życia, nawet się z nim nie pożegnał. Po prostu rozpłynął się w powietrzu. W tamtym momencie Celeste wiedział, że będzie musiał poradzić sobie sam. Jego życie zmieniło się sto osiemdziesiąt stopni. Zamieszkał nad swoim salonem, w niewielkiej klitce należącej niegdyś do jego dziadków. Stracił swoje książki, stracił rodzinę, a jedyne co mu zostało to silne ręce i sprawnie pracująca głowa. Przed mieszkańcami miasteczka udawał przeciętnego pracowitego młodzieńca i właśnie te pozory nie pozwalały nikomu podejrzewać go o tajemniczo znikające w nocy księgi, mapy i dzienniki.
    Ten wieczór wyglądał zupełnie tak jak każdy inny. Wrócił do domu po pracy, zjadł kiepsko ugotowaną kolacje i zabrał się za studiowanie mapy, którą udało mu się zwinąć kilka nocy wcześniej. Jego spokojną pracę przerwało głuche pukanie do drzwi. Drgnął i zerknął na swoje papiery i opasłe tomy. W sekundzie zadecydował, by zakryć je kocem, a potem odegrać tę niewinną rolę zmęczonego chłopca. Przetarł twarz dłonią i wstał od blatu, by zorientować się, kto zawitał do niego o tak późnej porze.
    - Tak, sir. W czym mogę pomóc? - Zapytał grzecznie, acz nieufnie i zmierzył mężczyznę świdrującym wzrokiem. Nie mógł się powstrzymać, patrzenie na drugiego człowieka było jak odczytywanie go w myślach. Jedni byli bardziej otwarci, inni mniej, ale zawsze dało się wyskubać kilka szczegółów świadczących o przynależności, przyzwyczajeniach czy innych szczegółach odnoszących się do danej postaci. Opalona twarz, zarost, zapach oceanu niemal wwiercający się w nozdrza. Strój zdecydowanie niepasujący do okolicznej mody. Ten człowiek z pewnością sporą część swojego życia spędza na morzu. A marynarzowi raczej nie potrzebna byłaby mapa zakupiona po zmroku od przypadkowego młodziaka. Jego brwi podążyły ku sobie, gdy nieznajomy ponownie zabrał głos.
    - Nie wiem o czym pan mówi, sir. Jestem jednak pewien, że okoliczne stragany są dobrze zaopatrzone i zaspokoją pańskie potrzeby. - Skłamał gładko spokojnym głosem, powstrzymując się, żeby nie zerknąć w stronę biurka na którym wręcz piętrzyły się książki, mapy i inne rzeczy, które zdecydowanie nie powinny znajdować się w jego domu.
    - Proszę wybaczyć, jest już późno, a ja mam dużo pracy. Dobranoc. - Pożegnał się grzecznie i zacisnął rękę na drzwiach, by je zamknąć.Łudził się nadzieją, choć w głębi duszy wiedział, że nie pójdzie mu to tak łatwo.

    OdpowiedzUsuń
  2. Celeste nie chciał kłopotów. Był zmęczony i pilnie zajęty aktualnie czytaną książką i analizowaną mapą. Z drugiej sam się o to prosił. Złodziejstwo było ryzykowne i chłopak doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Może wreszcie nadszedł czas zapłaty za to wszystko, co zwędził? Może karma jednak istniała?
    Przełknął ślinę, nie spuszczając wzroku z mężczyzny, który bezczelnie wpakował mu się do domu wraz z swoją obstawą. Nie zwykł uciekać, a poza tym miał tu zbyt dużo cennych rzeczy do pozostawienia. Od wspomnień po kolekcję. Ta opcja nie wchodziła w grę. Walczyć również nie zamierzał - nie widział dla siebie szans w walce z jednym z piratów, a co dopiero z całą gromadką. Pozostawało mu czekać i posłuchać, co ten ma do powiedzenia. Zacisnął dłoń na stoliczku, na którym się oparł, kiedy mężczyzna wspomniał o mapie. W jego szufladzie leżała stary ojcowski rewolwer - zastanawiał się jak sięgnąć po niego by nie zwrócić na siebie uwagi. Wyraz jego twarzy jednak się nie zmienił - pozostał kamienny, jakby nie odczuwał żadnych emocji, choć w rzeczywistości wszystko w nim buzowało. Oczywiście doskonale wiedział, o co mu chodzi, postanowił jednak udawać głupiego.
    - Skąd pomysł, że mam kawałek mapy? Nie zarabiam dużo, nie znam się na takich rzeczach. - Odpowiedział prosto, przesuwając się odrobinę w prawo. Dokładnie kilka metrów na lewo znajdowała się ściana zakryta obrazem pod którym znajdowały się ukryte drzwi prowadzące do jego schowka. W żaden sposób nie dał im jednak do zrozumienia, że coś jest na rzeczy. Zresztą, fragment którego szukali schował zupełnie gdzieś indziej.
    Zerknął w stronę trzymanej przez owego ‘kapitana’ ryciny. W tej kwestii kłamać nie mógł. Po pierwsze, nieznajomy miał racje - nie trzymał by owego portretu, gdyby naszkicowana na nim postać nie miała dla niego sentymentalnego znaczenia. Po drugie, nigdy ale to nigdy nie wyparłby się ojca, nawet gdyby zależało od tego jego życie.
    - To mój ojciec. Eugene Lacroix. - Wypowiedział te słowa wyraźnie i dumnie, widać było, że łączy go silna więź z papą. A to oznaczało również, że nie podda się jeśli chodzi o mapę. Nie po obietnicy złożonej kilka lat temu.
    - Nie znajdziesz tu tego, czego szukasz. - Spróbował jeszcze raz, zapewne na próżno.
    [ Okey, mam małe pytanko. Czy masz jakąś konkretną wizję tego na czyich plecach mapa ta się znajdowała i gdzie znajduje się teraz czy mogę wcielić w życie swój plan? ;> ]

    OdpowiedzUsuń