Żyjemy, piszemy! Niedługo pojawi się lista obecności.

17 lipca 2014

[KP] Kathan Fearadach


 Kathan Fearadach 


Drobny spryciarz, wiecznie uciekający przed ojcami, mężami, braćmi i wszelkiej maści opiekunami kobiet, które podobno zhańbiłem... Problem polega tylko na tym, ze  nigdy nie robię nic wbrew ich woli. Jak chcą być uwiedzione, albo same uwodzą i potem otwierają mi okno czy drzwi, to chyba nie jest moja wina, prawda? To całkiem ciekawe zjawisko, bo jeśli chodzi o mężczyzn, nikt mnie za to nie chce ścigać. Najwyżej jakiś pożalsięboże kapłan nazwie mnie jakoś tak śmiesznie, jak na przykład Czciciel Złego, cokolwiek to znaczy. Przyjmuje wyzwania na pojedynki ale zupełnie niechętnie. Jak dotąd dwa przegrane, stąd brak wskazującego palca prawej ręki i duża blizna, przecinająca pierś na pół od obojczyków prawie po pępek. Po prostu bardzo bardzo duży topór...

Czym się zajmuję? Otóż rozwiązuje problemy. Różne problemy, od takich z klątwami, urokami, opętaniami po te bardziej ludzkie jak choroby. Wożę ze sobą bardzo ciężką księgę, spisaną w języku, którego nikt nie zna i szukam kogoś kto będzie w stanie ją rozczytać i przetłumaczyć. Trochę znam się na ziołach, trochę na urokach, trochę na zwyczajach różnych gatunków i trochę na chorobach. To mi wystarcza by jakoś móc przeżyć bo zawsze się najdzie ktoś, kto będzie mojej pomocy potrzebować i kto zechce za to zapłacić.

24 komentarze:

  1. Ivar był z siebie dumny, mógł sobie w końcu na to pozwolić. Przez całe swoje dotychczasowe życie zawsze był w czyimś cieniu. Niewiele pamiętał ze wczesnego dzieciństwa, ale nawet te nikłe przebłyski wspomnień podpowiadały mu, że wśród gromady silniejszych dzieci w rodzinnej wiosce, on był zawsze gdzieś z tyłu, niepozorny, niedoceniany. Dopiero kiedy zaczął przejawiać magiczne moce, z początku niewinnie, zmieniając kolor włosów przy każdym kichnięciu, podnosząc przedmioty bez użycia dłoni, a w końcu odkrywając, że płomienie ogniska nie są w stanie wyrządzić mu krzywdy, albo że potrafi zabić pająka samym tylko skinieniem palców, wtedy też uwaga wszystkich się na nim skupiła. Dosłownie na chwilę, bo potem koledzy zaczęli go unikać, wyzywano go od odmieńców, a w końcu wysłano do miasta, jak zbędny balast. Rodzice pozbyli się go, niczym agresywnego psa, do którego ma się jednak sentyment. Którego serce nie pozwala zabić.
    Ivar nie miał jednak do nich żalu, nie mieli pojęcia, co się z nim działo. Był jedynym w rodzinie z taką przypadłością.
    Potem dorastał wśród ksiąg, uczył się kaligrafii, astronomii i panowania nad własną wolą i ciałem. Nie był wybitny, dalej wzbudzał strach, ale wcale nie z powodu swojego daru, a raczej braku umiejętności kontrolowania go.
    To nie było tak, że Ivar się nie starał, wręcz przeciwnie, im mocniej się do czegoś przykładał, tym bardziej to coś potrafił zniszczyć, wysadzić, zdeformować, albo też rozerwać na kawałki. Jedyne, co go uspokajało, to alchemia. Lubił zapach ziół, łaskotanie ich miękkich lub szorstkich liści na wierzchu dłoni. Lubił wpatrywać się w zmieniający kolor mieszanych mikstur, skaczący pod kotłem ogień, nurzać się w buchającej z niego parze. Na froncie stanowił zagrożenie dla własnych ludzi. Nie wzbudzał też zaufania, jako uzdrowiciel.
    Na szczęście wojna ominęła go, zaskakując obie strony wstrzymaniem walk. Ivar wolał nawet nie wyobrażać sobie siebie walczącego z siłami wroga. Nie tchórzył, po prostu bał się o tych, walczących wokół niego.
    Dlatego tak bardzo zaskoczył się, kiedy jeden z jego mistrzów powierzył mu pierwsze, prawdziwe zadanie. W pierwszym odruchu Ivar prawie odmówił jego wykonania. To nie była przechadzka po domach chorych, zebranie informacji na temat ich stanu zdrowia. To nie było zamówienie na eliksiry, ani pomoc przy ochronie ważnych osób w mieście. Kazano mu odnaleźć coś ważnego, coś, czego nie był sobie nawet w stanie wyobrazić.
    - Wiem, że jesteś przestraszony, ale ciąży na tobie wielka odpowiedzialność. Od twoich działań może zależeć nasz los, Ivarze – mówił mu mistrz, w słowach, które miały w niego tchnąć otuchę, ale jedyne, co zrobiły, to zasiały w nim panikę. Zupełnie nie rozumiał, dlaczego ze wszystkich magów w uniwersytecie, wybrano akurat niego, skoro nie był niczyim faworytem, ale nie zamierzał poddawać się na starcie. To była jego szansa na zobaczenie świata poza murami uniwersytetu, na wykazanie się.
    Kilka dni później był już w drodze do obcego kraju, wyposażony w mapy, nieco suchego prowiantu, oraz swój kostur, schowany częściowo pod połami podróżnego płaszcza. Domyślał się już, dlaczego wybrano na tak ważną misję akurat niego; ze względu na swój brak doświadczenia, nie był znany w zewnętrznym świecie. Mistrzowie uwielbiali chwalić się swoimi uczniami, przez co szpiedzy z obcego kraju mogli z łatwością wykryć ich tożsamość. Ivar zaś nie był znany nikomu, urodzony w nieliczącej się dla nikogo wiosce, chowany przed światem, wiecznie odbywający kary w lochach za podpalenie włosów koleżance, albo zawieszenie nielubianego kolegi niewidzialną liną na szczycie wieży astronomicznej.
    Nawet gdy rozglądał się po mrocznych uliczkach, z zaciekawieniem, którego nie potrafił powstrzymać, głaskał konie mijanych dorożek, dotykał dziwnych, kolorowych przedmiotów na targowiskach, nikt się na niego nie oglądał, nikt nie zwracał mu uwagi, był tylko szczeniakiem w wielkim świecie polityki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zakradnięcie się do punktu zaznaczonego na mapie nie było aż takie trudne. Ivar nie miał pojęcia, czy wielki budynek, jaki miał przed oczami, był jakąś świątynią, miejscem zebrań ważnych ludzi, albo samotnią medytacyjną proroków, ale przez te kilka dni, jakie dano mu na przygotowania przed wyprawą, spędził na powtarzaniu w kółko całego planu, wiedział, co ma robić. Zgodnie z poleceniem mistrzów, Ivar zakradł się tam pod osłoną nocy i pod wpływem eliksirów, które chroniły go przed spojrzeniem innych ludzi. Były silne, warzone przez samego Wielkiego Mistrza Alchemii i jego najlepszych uczniów, tylko naprawdę zdolny mag byłby w stanie wyczuć ich działanie na Ivarze.
      Los mu jednak wyjątkowo sprzyjał, bez problemu przeszedł między strażnikami, podążając korytarzami, które znał na pamięć z map. Miał tylko nadzieję, że jego mistrzowie się nie pomylili i że to, czego szukał, znajdowało się bezpieczne w miejscu, do którego powoli zmierzał.
      Wspiął się po schodach, starając się stawiać stopy najciszej, jak tylko potrafił, chociaż wiedział, że jego kroki powinien zakłócać eliksir wyciszający. Myślał gorączkowo nad formą, w którą zaklęto ich bogów. Był wściekły, że ich wrogowie byli w stanie posunąć się do tak drastycznych środków; żeby zniesławić Bóstwo Cienia i Światłości, uwięzić ich w materialnej formie, odciąć od proroków. Wszystko to z powodu wojny, jaka stopniowo niszczyła ich kraje od wielu lat. Ivar uważał to za głupotę.
      Przed oczami Ivara pojawiły się drzwi, wysokie i masywne, takie, których zamki przy otwarciu i zamknięciu wydają donośny huk. Ivar przystanął przed nimi, zagryzając nerwowo zęby na wardze. Na mapie nie miał żadnej innej drogi do środka, nie mógł też ryzykować kręcenia się po korytarzach w nadziei, że znajdzie jakieś ukryte przejście, nie umieszczone na papierach. Z drugiej strony, gdy zamknie za sobą drzwi, będzie mieć ledwie kilka sekund, zanim ktoś przyjdzie to sprawdzić.
      Spojrzał w bok, na stojącego w kącie strażnika. Mógłby rzucić na niego proste zaklęcie oszałamiające, ale w tym stresie bał się, że coś pomiesza i zrobi więcej szkody, niż pożytku. To nie były zajęcia w uniwersytecie, że mógł sobie pozwolić na błędy.
      Sięgnął do kieszeni skórzanej torby, przewieszonej wygodnie przez ramię. Chwilę w niej pogrzebał, nim wyciągnął drobny flakonik oraz kawałek bandaża. Wstrzymał oddech, po czym odkorkował buteleczkę i wylał jej zawartość na lniany materiał. Szybko podszedł do niczego się nie spodziewającego strażnika i przyłożył mu materiał do ust oraz nosa. Mężczyzna zdołał jedynie unieść ręce w machinalnej próbie obrony, nim padł w ramiona Ivara, który z trudem odciągnął go w bok.
      Raske wytarł ręce w spodnie mężczyzny i dopiero wtedy odważył się odetchnąć. Z eliksirami usypiającymi nie było żartów. Wrócił pod drzwi, odetchnął głębiej i nie wahając się ani sekundy dłużej, nacisnął mosiężną klamkę, po czym pchnął skrzydło.

      Usuń
    2. Drzwi zaskrzypiały nieprzyjemnie, a echo poniosło ten zgrzyt chyba po wszystkich korytarzach. Z sercem w przełyku Ivar wpadł do środka, tracąc rezon w absolutnej ciemności, jaka nagle pochłonęła go ze wszystkich stron. Zatrzymał się, sparaliżowany narastającą paniką, myśląc o tym, że gdyby nie ta cholerna misja, zapewne leżałby już dawno wygodnie w łóżku. Cisza dzwoniła mu w uszach, wzrok powoli przyzwyczajał do ciemności. Czuł dziwne wibracje, napływ ciepłego powietrza, coś zdecydowanie magicznego, co próbowało go ściągnąć do siebie. Podążył za tym odczuciem, poddając się całkowicie magii, w bezgranicznym zaufaniu do Cienia i Światłości, jakiego wyuczyli go mistrzowie.
      Pomieszczenie, do którego wszedł, było tylko przedsionkiem. Szedł pewnym krokiem, w stronę kolejnych, tym razem otwartych drzwi, przez które wpadały słabe promienie światła. Wtedy też Ivar zorientował się, że sala, do której zmierza, jest odosobnieniem proroków. Poznał ją po charakterystycznym zapachu kadzideł, wypełniającym chłodne powietrze, po rozstawionych matach do medytacji, po przejściu, które pewnie było łącznikiem ze znajdującą się obok świątynią. Dziwiło go natomiast, że nie znajdował się w niej nikt, nawet jeden strażnik, żaden kapłan, ani pomocnik, pilnujący żaru kadzideł. Ivarowi wydawało się, że słyszał podniesione głosy, gdzieś z oddali, z okolic przejścia do świątyni, ale postanowił działać, szczególnie, że musiał jeszcze dostać się do drugiego miejsca. Spojrzał na mapę w świetle pobliskiej świecy. Punkty, zaznaczone przez mistrzów, znajdowały się blisko siebie. Jeden tutaj, w odosobnieniu, drugi pewnie we świątyni. Ivar zrolował mapę, wepchnął ją do kieszeni i rozejrzał się po pomieszczeniu.
      Od razu zauważył dziwny klosz, szklany, wokół którego tańczyło niebieskawe pole magii. Stąd Ivar czuł je jeszcze mocniej, niemal tonął w energii, jaka go otaczała. Klosz znajdował się na marmurowej ławie, w samym meritum sali, a skrywał coś, co przypominało Ivarowi kawałek nieoszlifowanego turmalinu.
      Ostrożnie zbliżył się do znaleziska, przedarł się przez zaklęcia ochronne i podłożył palce pod klosz, który następnie bezdźwięcznie zdjął. Opuszki palców mrowiły go, utwierdzając w przekonaniu, że w kamieniu, leżącym na ławie, zaklęta jest ogromna moc. Czuł przyspieszone bicie serca, oddech spłycił mu się do kilku nieefektywnych sapnięć. Nie był w stanie określić, które bóstwo miał przed sobą, ale najważniejsze było, że je znalazł. Wyciągnął dłoń, aby chwycić kamień, jednak w ostatniej chwili się powstrzymał. Czy powinien dotykać go gołą dłonią? Czy to nie było uwłaczające dla zaklętego w nim bóstwa?
      Zamrugał w niepewności, po czym sięgnął do torby, urywając kolejny kawałek bandaża. Zawinął w nim kamień, nawet przez materiał czując okropne gorąco, niemal parzące mu dłoń. Odwrócił się, chcąc raz jeszcze w świetle obejrzeć mapę i wtedy zorientował się, że w zachwycie nad energią bóstwa, nie usłyszał kroków, ani postukiwań lasek o podłogę. Zastygł w bezruchu, zaciskając mocniej dłoń na kamieniu, mimo teraz całkiem już wyraźnego bólu. Przed sobą miał grupę kilkunastu, może nawet kilkudziesięciu magów i strażników. Co gorsza, wszyscy patrzyli dokładnie na niego.
      - Nie ruszaj się, to nie zrobię ci krzywdy – zawołał mężczyzna na przedzie, z piersią pokrytą zbroją, z formującą się już w dłoni magią. Ivar przełknął ślinę, w jakiś sposób eliksiry, które go chroniły, przestały działać. To nie powinno się wydarzyć, w scenariuszach, jakie opracowywali mistrzowie, żadna siła nie powinna zedrzeć z niego ochrony. Nie wierzył, że po tym, jak dotarł już tak daleko, wszystko nagle musiało się posypać. Czuł się, jak bezbronne dziecko i pewnie na takiego wyglądał, bo kilku magów spojrzało na swojego przywódcę niepewnym wzrokiem. Wtedy też Ivar odzyskał czucie w nogach, rzucił się w bok, w stronę łącznika, przebierając nogami z całych pozostałych mu sił. To, co działo się za nim, było istnym chaosem, Raske nie miał pojęcia, co zrobił, kiedy znowu stracił kontrolę nad swoim darem, ale słyszał za sobą krzyki i czuł dym w powietrzu, który nie miał nic wspólnego z kadzidłem.

      Usuń
    3. Dosłownie wleciał do świątyni, ani razu nie oglądając się za siebie, prawie przewracając o wyłaniające się z ciemności ławy. Doskoczył do ołtarza, zauważając ten sam klosz, co wcześniej. Już miał go podnosić, nie interesując się żadnymi zaklęciami ochronnymi, kiedy dotarło do niego, że granitowy ołtarz jest pusty. Pod kloszem nie znajdowało się nic, nie było też żadnej energii, niczego, tylko pustka. Ivar zaklął bezgłośnie pod nosem, słysząc zbliżający się tupot stóp, oraz mamrotanie zaklęć. Nie było drugiego bóstwa, dlaczego? Ktoś go zabrał? Ktoś przewidział, że Ivar uda się zaraz do świątyni? Tego również nie było w planach!
      Magowie wpadli do sali, rozjarzona błyskawica przemknęła tuż koło ucha Ivara, który odruchowo padł na ziemię, chowając się za ołtarzem. Nie miał zamiaru zginąć, albo co gorsza, dać się pojmać tylko za połowicznie wykonaną pracę. Mistrzowie by mu tego nie wybaczyli, byłby pośmiewiskiem na kartach historii już do końca życia.
      Wolną ręką wysunął przymocowany do pleców kostur, szalejąca w nim magia uwolniła się, rozpełzając po podłodze w postaci ścieżek czerwonego ognia. Ivar spojrzał w górę, w stronę okien. Znajdowały się wysoko, ale Raske wiedział, co robić. Pośpiesznie wyczarował złoty sznur, którego nauczył się, odsiadując karę w bibliotece. Lina sama przeskoczyła przez okno, zawiązując się stabilnie na czymś poza zasięgiem wzroku Ivara, który odważył się zerknąć przez ramię na wycelowane w niego kostury, nim sznur pociągnął go w górę i wyrzucił przez framugę.
      Ivar upadł kolana i ręce. Zawiniątko z kamieniem wypadło mu z dłoni, ale udało mu się odnaleźć je w trawie. Zerwał się z ziemi, obolały, z sercem bijącym tak szaleńczo, że prawie łamiącym mu żebra. Nie miał pojęcia, gdzie wypadł, oraz co powinien teraz zrobić, ale adrenalina wzięła nad nim górę. Wybiegł z zaułka wprost na ulicę, mimo późnej pory, dość dobrze zaludnioną. Jakieś skąpo ubrane kobiety wyciągnęły w jego kierunku zachęcająco dłonie i chociaż normalnie pewnie nie mógłby oderwać od nich wzroku, pierwszy raz w życiu widząc tak wiele nagości, teraz przepchał się przez nie brutalnie, popychając debatujących nad czymś, pijanych starców. Jak w amoku wbiegł w kolejną ulicę, a potem w następną i w jeszcze jedną, dopóki nie zabrakło mu oddechu w płucach i sił w nogach. Zatrzymał się pod gospodą, z której dochodziły głośne rozmowy i pijackie śpiewy. Obejrzał się za siebie, upewniwszy, że jest sam. Potem wszedł do środka, pragnąc wmieszać się w tłum i robić to, w czym był najlepszy; na powrót stać się niewidzialnym.

      Usuń
  2. Ivar pasował do wystroju gospody jak pięść do nosa. Nie bardzo. Usiadł przy barze, na jednym z wysokich chwiejących się stołków i starał się nie rozglądać zbytnio po pomieszczeniu. Kątem oka widział jednak stoły, długie, drewniane ławy z blatami pełnymi spękań i dużych słojów, przy których siedziało tak wielu mężczyzn, że wznosząc toast musieli odchylać się do tyłu, aby nie powybijać sobie wzajemnie zębów łokciami. Oberżysta wycierał poszczerbione kufle kawałkiem brudnej, szarawej szmaty, ale Raske czuł na sobie jego uważne spojrzenie. Wciąż ciężko było mu złapać oddech, a ręka rwała bólem po samo ramię, więc wrzucił owinięty kamień do torby, starając się na razie nie myśleć o tym drugim, zaginionym. Musiał skontaktować się jakoś z mistrzami, ale w tej chwili bał się chociażby spojrzeć komukolwiek w gospodzie w oczy. Miał wrażenie, że cała jego postawa krzyczy, że nie jest stąd i że oczywistym jest, że zrobił tutaj coś bardzo złego.
    Spojrzał na swoją dłoń, która wciąż piekła nieprzyjemnie i wcale się nie zaskoczył, widząc głębokie oparzenie, biegnące pod skórą aż do mięsa. Na linii życia oraz pasie Wenery zaczęły formować się już duże bąble. Schował dłoń w rękaw w odpowiednim momencie, bo po chwili ktoś wsunął się na pusty stołek obok niego, a sądząc po nieco niezgrabnych ruchach nieznajomego, w jego ciele musiało już krążyć dość sporo jakiegoś mocnego trunku. Ivar usilnie patrzył przed siebie, na stojącego pod ścianą barda, którego i tak nie było słychać w gwarze głośnych rozmów i ochrypłych salw śmiechu. Nieznajomy jednak oparł się na blacie, przechylając w stronę Ivara tak, że dłuższe ignorowanie go stało się praktycznie niemożliwe.
    - Nie jesteś za młody, żeby przebywać w miejscach takich, jak to? – zdziwił się obcy mężczyzna o rysach twarzy tak delikatnych, że gdyby nie kozia bródka i tubalny ton, zapewne mógłby uchodzić za kobietę. Ivar zaniemówił, zaskoczony, że ktoś w ogóle postanowił do niego zagadać. Absolutnie nie był na to przygotowany, jego plany nie zakładały wylądowania w pijalni. O miejscach, takich jak to, słyszał tylko z opowieści starszych kolegów. Młodzi adepci mieli zakaz wstępu do tawern pod groźbą zawieszenia, a nawet odwołania z akademii.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. - A ty nie jesteś zbyt pijany, żeby rozmawiać z nieznajomymi? – odparł Ivar, odzyskawszy rezon. Słowa praktycznie same opuściły jego usta i pożałował ich zaraz tylko, jak tylko przedarły się przez wrzawę w pomieszczeniu. Przez krótką sekundę miał nadzieję, że mężczyzna go nie dosłyszał, ale ten roześmiał się głośno, poufale obejmując Ivara ramieniem. Raske nieśmiało spróbował wywinąć się z objęcia, lecz nieznajomy zdawał się nie odpuszczać tak łatwo.
      - Zdradź mi swoje imię, wtedy nie będziesz nieznajomym – zaproponował z czarującym uśmiechem, postukując długimi palcami o blat.
      - Zostaw go, stary zbereźniku, nie widzisz, że to jeszcze dziecko? – wtrącił się nagle oberżysta, ratując Ivara z opresji. Nieznajomy mężczyzna odsunął się z widocznym niezadowoleniem i Raske poczuł przypływ ulgi, chociaż chciał zaprzeczyć, że nie jest dzieckiem, ale wtedy zabrzmiałby jeszcze bardziej jak młodzik, więc nie odezwał się w ogóle.
      - Zawsze musisz mi zepsuć zabawę – westchnął mężczyzna o kobiecym wyglądzie, opierając się z oburzeniem na łokciach.
      - To ty nie potrafisz sobie dobrać partnerów – odparował oberżysta z krzywym, bezzębnym uśmiechem, rzuciwszy szmatę do beczki z wodą. – Co tutaj właściwie robisz, dzieciaku? Zgubiłeś się, uciekłeś z domu? Wy wszyscy teraz uciekacie z domu, myślą, że jak wojna ustała, to mogą robić, co chcą - zwrócił się do drugiego mężczyzny i obydwoje parsknęli śmiechem. Ivar poczuł przypływ złości, jeden z pustych kufli zadrżał, po czym przesunął się nieznacznie po blacie. Raske wstrzymał na chwilę oddech. Nie mógł dać się sprowokować, nie tutaj. Strażnicy ze świątyni na pewno wciąż go szukali, nie mógł się zdradzić.
      - Chciałbym wynająć pokój – powiedział, poprawiwszy się na stołku. – Zapłacę – dodał, wyciągnąwszy z torby sakiewkę z pieniędzmi od mistrzów. Nie miał wiele, wyposażono go tylko w najpotrzebniejsze rzeczy i kilka monet, o których wartości niewiele wiedział, bo miały być na „wszelki wypadek”. Potrzebował jednak spokoju, musiał opatrzyć oparzenie, zbadać kamień i pomyśleć nad dalszymi działaniami. Nie mógł tak po prostu włóczyć się po ulicy i czekać na rozwój wydarzeń.
      - Nie masz za co płacić, dzieciaku, wszystko mam zajęte. – Oberżysta pokręcił głową, wciąż w tym bezzębnym, trochę przerażającym uśmiechu.
      Mężczyźni przy jednym ze stołów zerwali się z siedzeń i skoczyli do siebie z pięściami. Ivar skulił się, patrząc szeroko rozwartymi oczami, jak kobieta z piersiami na wierzchu chwyta za krzesło i rozbija je na plecach osobnika pięć razy większego od niej. Wszyscy w pomieszczeniu się roześmiali, nawet bard, którego palce wciąż skakały płynnie po strunach lutni. Wyglądało na to, że było to zachowanie na porządku dziennym; Ivar powoli odwrócił się z powrotem do swoich rozmówców, nie kryjąc zaskoczenia.
      - Bardzo proszę – spróbował ponownie, zerkając również na mężczyznę, który zaczepił go pierwszy. – Nie mam dokąd iść.
      - Zawsze możesz pójść ze mną – zaoferował, puściwszy Ivarowi oko. Oberżysta westchnął głośno, zabierając sakiewkę z blatu.
      - No dobra, dzieciaku, jakieś łóżko się dla ciebie znajdzie. A ty, Gervese, idź siać zgorszenie w Białych Liliach, tam jest więcej… tobie podobnych – mruknął oberżysta, podrapawszy się czarnym paznokciem po łysym czole.
      - Przynajmniej mają czyste szkło – stwierdził mężczyzna, Gervese, bez większej urazy w głosie. – Powodzenia, jakbyś potrzebował towarzystwa, to wiesz, gdzie mnie szukać – dodał jeszcze do Ivara, który uśmiechnął się niepewnie, zsunąwszy się ze stołka. Oberżysta uderzył kilkakrotnie pięścią w blat, wprawiając wszystkie kufle w niebezpieczne drganie.
      - Ingda się tobą zajmie – powiedział i jak na zawołanie koło Ivara pojawiła się krągła, młoda dziewczyna z dekoltem w sukni tak głębokim, że prawie sięgającym brzucha. Wytarła białe od mąki ręce w fartuch.

      Usuń
    2. - Chodź za mną – mruknęła, wchodząc na schody i nie kłopocząc się oglądaniem, czy Ivar faktycznie za nią idzie. – Nie spodziewaj się wiele, to nie są Trzy Miecze, w łóżku mogą być pluskwy, jak skończę wyrabiać ciasto, to przyniosę ci wiadro z wodą. W nocy bywa tutaj głośno, lepiej zastaw drzwi krzesłem, jeżeli nie chcesz się obudzić okradziony i z nożem w plecach – poradziła swobodnym tonem, najwidoczniej rozbawiona malującym się na twarzy Ivara przerażeniem. – Rano możesz przyjść po strawę. Coś chcesz jeszcze? – zapytała, zatrzymując się przed jednymi z wielu takich samych drzwi na korytarzu. Zewsząd dochodziły dziwne odgłosy jęków, zgrzytów i szurania drewna o podłogę. Podłoga trzeszczała przy każdym kroku, jakby miała się zaraz zawalić.
      - Nie, dziękuję – odparł Ivar, czekając, aż dziewczyna odejdzie i dopiero wtedy z niechęcią otworzył drzwi.
      W przebłyskach dzieciństwa pamiętał, że sypiał wraz z rodzicami i swoim rodzeństwem na podłodze w jednym pokoju z kozami i owcami. W plecy wbijało mu się siano, często też nie mógł wyprostować nóg, przez co budził się cały odrętwiały. W porównaniu do tych wspomnień, pokój w gospodzie nie wydawał się być taki zły. Był malutki, mieściło się tutaj tylko proste, małżeńskie łoże, niewielka szafka ze świecznikiem, oraz długa skrzynia, pełniąca rolę biurka, z dosuniętym do niej krzesłem bez jednej nogi. Na ścianach nie było jednak pajęczyn, ani grzybów. Podłoga też wydawała się być zamieciona. Nie były to, co prawda, warunki, jakie miał w uniwersyteckim dormitorium, ale dało się tutaj spędzić noc.
      Ivar zapalił świece i usiadł na twardym łóżku, ściągając z ramion torbę, oraz zrzucając płaszcz. Wsunął kostur pod łóżko, po czym wyciągnął z torby kawałek chleba, kostkę żółtego sera i bukłak z wodą. Dopiero teraz zorientował się, jaki był głodny. Niemal połknął ser, pochłaniając chleb w paru większych kęsach. Popił wszystko zimną wodą, czując się już odrobinę lepiej.
      Wstał z łóżka, rozwiązując wiązanie tuniki. Co z tego, że znalazł miejsce do odpoczynku, skoro nie wiedział, co powinien ze sobą zrobić? A jeżeli strażnicy ze świątyni wejdą do gospody, jeżeli o niego zapytają? Nie był tutaj bezpieczny, na dobrą sprawę w obcym kraju nie był nigdzie bezpieczny.
      Spiął się, słysząc pukanie do drzwi.
      - To ja – zawołała Ingda, wchodząc do środka z wiadrem pełnym wody i ręcznikiem. – Musi ci starczyć jeszcze na rano, chyba, że będzie ci się chciało gnać o świcie do studni – poinformowała, postawiwszy wiadro przy łóżku.
      - Poradzę sobie. – Kiwnął głową, odbierając materiał z rąk dziewczyny.
      - Mam nadzieję, że zobaczymy się przy śniadaniu. – Ingda uśmiechnęła się w bardzo podobny sposób, jak oberżysta, z tym, że ona miała jeszcze wszystkie zęby; niektóre trochę poczerniałe.
      - Dobranoc. – Ivar zamknął za nią drzwi, postanawiając skorzystać z rady i zastawiając je jeszcze trójnogim krzesłem. Następnie ściągnął wysokie buty i zrzucił z siebie ubranie. Zanurzył ręce w lodowatej wodzie, która ukoiła pieczenie jego poparzonej dłoni.

      Usuń
    3. Obmył się dokładnie z kurzu oraz błota, po czym wysuszył ciało ręcznikiem i wyciągnął z torby czystą koszulę. Zapiął ją połowicznie, aby zakryła newralgiczne miejsca. Następnie usiadł z powrotem na łóżku, wysypując na nie resztę zawartości torby. Miał jeden pusty flakonik, do którego wsypał trochę kwiatów czarnego bzu i wlał wody z wiadra. Następnie przystawił szklaną buteleczkę nad płomień świecy, trzymając ją przez rękaw koszuli czekał, aż woda się zagotuje. Wtedy wrócił do łóżka, wylał napar na ostatni skrawek bandaża i powoli, dokładnie przemył oparzenie.
      Kiedy adrenalina finalnie opadła, zaczął odczuwać wręcz śmiertelne zmęczenie. Bał się zasnąć, ale jednocześnie wiedział, że brak snu tylko go spowolni. Sennie spojrzał na wystający z zawiniątka kamień. Z bliska jeszcze bardziej przypominał turmalin. Energia, która z niego biła, nie przypominała żadnej innej, jaką Ivar wcześniej czuł. Wpatrując się w niebieskawą poświatę, tańczącą na rogach kamienia, powieki zaczęły mu coraz bardziej ciążyć, aż w końcu osunął się na posłanie, z nagą nogą zwisającą z łóżka na podłogę, przy zapalonej świecy, z dłonią niemal na zawiniątku, jedynej rzeczy, jaka przypominała mu w tej chwili o domu.

      Usuń
  3. [Nic się nie stało c: Gratuluję ukończenia pracy! Przyznam, że zaczęłam się w ten wątek bardzo wkręcać. Z odpisu na odpis pisze mi się coraz łatwiej i zaczynam bardzo lubić naszych bohaterów.]
    Ranek zastał Ivara, ku jego ogromnemu zaskoczeniu, żywego i w nienaruszonym stanie. Oparzenie trochę zeszło z jego ręki razem z bąblami, w każdym razie dłoń nie bolała go już aż tak bardzo przy poruszaniu palcami. Zajął się nim za pomocą ziół i wody, po czym ubrał się szybko i przygotował do zwolnienia pokoju. Przez całą noc spał jak dziecko, raz tylko przebudził się, słysząc głośne jęki zza ściany, ale zaraz ponownie zapadł w głęboki sen, zmęczony wyprawą i stresem. Był wypoczęty, kiedy schodził do sali, prowadzony przez mocny zapach piwa, rozlanego zapewne przez kogoś z klienteli. Ławy nie były tak zatłoczone, jak wieczorem, kiedy Ivar pierwszy raz zjawił się w gospodzie, ale wciąż kręciło się tu sporo ludzi, głównie mężczyzn w różnym przedziale wieku i stopniu trzeźwości.
    Ivar podszedł do lady, za którą spostrzegł znajomego oberżystę.
    - Dzień dobry – przywitał się, cokolwiek nieśmiało, siadając na wysoki stołek. Starszy mężczyzna zmierzył go tym samym przenikliwym spojrzeniem, co wczoraj, a potem zaklął siarczyście, drapiąc się po czole.
    - A niech mnie! – zawołał ponownie, wyciągając spod lady uszczerbiony kufel. Nalał do niego piwa, śmiejąc się głośno. – A już myślałem, dzieciaku, że mam cię na sumieniu! Ingda była pewna, że nie żyjesz, miałem już wzywać grabarza! Spałeś przez całą noc i południe!
    Ivar otworzył szerzej oczy, nie miał pojęcia, że spał tak długo. Wydawało mu się, że jest wczesny ranek, ale najwidoczniej jego organizm potrzebował dłuższego wypoczynku. Taka zwłoka na czasie nie działała na jego korzyść, ale przynajmniej czuł się silny, rześki i gotowy do działania.
    Przyjął kufel z piwem, obejmując go obiema dłońmi. W kieszeni wiązanych spodni czuł ciepło, bijące od skradzionego kamienia, ale nie mógł wyciągnąć go teraz na wierzch, to byłoby samobójstwo, jeżeli w pobliżu wciąż kręcili się strażnicy.
    - Moja córka zostawiła ci trochę kaszy – dodał jeszcze oberżysta, podsuwając Ivarowi pod nos miskę z wystygłą już kaszą o dosyć nieapetycznym wyglądzie i konsystencji. Żołądek Ivara skręcił się jednak z głodu i chłopak nie patrząc więcej w zawartość naczynia, zabrał się za jego opróżnianie.
    Chyba jeszcze nigdy coś tak obrzydliwego nie smakowało mu tak dobrze.
    Skończywszy posiłek, był na tyle syty i wypoczęty, że postanowił skosztować trunku z kufla. W akademii podawano mu jedynie wodę, ewentualnie rozwodnione wino, nigdy nie miał na języku czegoś mocniejszego. Piwo pachniało drożdżami, pszenicą i jakimś metalicznym akcentem, podobnym do krwi. Ivar skrzywił się, biorąc pierwszego, niepewnego łyka, czysta gorycz spłynęła mu po gardle. Wtedy też ktoś koło niego stanął i chociaż w pierwszej chwili Ivar poczuł nawet coś na kształt podekscytowania, że może to być mężczyzna z wczorajszego wieczora, który, bądź co bądź, był dla niego miły, po chwili zrozumiał jednak, że wymagał od życia za dużo dobrego.
    Nieznajomy nie wyglądał na strażnika ze świątyni, ale jego głos nie brzmiał ani przyjaźnie, ani zachęcająco, więc Ivar zacisnął mocniej dłoń na rączce kufla, uparcie patrząc przed siebie.
    - Nie mam pieniędzy – odparł, zerkając w bok, żeby ocenić odległość od drzwi. – A nawet, gdybym miał, sądzę, że nie powinieneś próbować wszczynać tutaj boruty. – Nie mógł się powstrzymać przed odpyskowaniem, bo doprawdy, kim był ten mężczyzna, żeby próbować kradzieży w biały dzień, w dodatku pod okiem właściciela gospody?

    OdpowiedzUsuń
  4. Gdy mężczyzna wspomniał o Światłości, Ivar jak na komendę spiął wszystkie mięśnie. Na początku Raske uważał go za niegroźnego bandytę, których pełno było w spelunach takich, jak ta, szybko jednak okazało się, że jest o wiele gorzej. Nikt nie mógł wiedzieć o Światłości, bo skąd niby? Dlaczego w ogóle ten facet chciał mu go odebrać? Po słowach, jakie wypowiadał, Ivar miał już pewność, że nie jest zamaskowanym strażnikiem.
    Raske postarał się, aby nie było widać po nim zaskoczenia. Czuł, że krew przyśpieszyła mu w żyłach i błagał w myślach wszystko, co tylko przyszło mu do głowy, by nie zrobił niczego głupiego. Żeby znowu nic nie wymknęło się mu spod kontroli. Zacisnął mocniej dłonie na kuflu, zwalczając ofensywny odruch sięgnięcia do schowanego w kieszeni kamienia.
    - Sam mi go odbierz – powiedział zaczepnie, po czym zamachnął się z całej siły kuflem w kierunku mężczyzny. Trochę piwa skapnęło mu na twarz i poły płaszcza, nie był pewien, czy słyszał brzęk szkła, ale nie przejął się tym, zbyt zajęty zerwaniem się ze stołka i przebiciem przez tłum do wyjścia. Nie oglądał się za siebie, wybiegając na uliczkę, którą przemierzał nocą. Skręcił w lewo, w odwrotną stronę, byleby dalej od świątyni i potencjalnych strażników. Miał nadzieję, że mężczyzna, który go zaczepił, nie jest najlepszym biegaczem.
    Ivar przeskoczył nad niskim płotem, a potem prawie wywrócił spacerującą matkę z dzieckiem, kiedy wspiął się na kolejny płot, tym razem wolniej, z ciężkim plecakiem i płaszczem, krępującym ruchy. Wylądował jednak na nogach, wbiegając po chwili w kolejną uliczkę i potykając się o coś, nie miał pojęcia o co, sturlał się w dół spadziska w stronę rzeki. Miał wrażenie, że tarza się po ziemi całą wieczność, ale na szczęście udało mu się wpić palce w trawę i w porę wyhamować, zanim wpadłby do zapewne lodowatej wody.
    Zamarł, oddychając głęboko. Nie miał pojęcia, dokąd właściwie poniosły go nogi. Wepchnął rękę do kieszeni, chcąc sprawdzić, czy kamień nie wypadł mu podczas biegu i wtedy kilka rzeczy wydarzyło się naraz; okropny ból rozszedł się od czubków palców po całą rękę Ivara, który mógł przysiąc, że zanim ten przeraźliwy paroksyzm odebrał mu na chwilę uwagę, słyszał za sobą kroki, musiał też stracić kontrolę nad magią, bo spokojna do tej pory rzeka zaczęła rwać nagle, niczym górski strumień, strącając z nóg stojące daleko przed Ivarem kobiety z praniem.
    Raske już otwierał usta, żeby krzyknąć, bo piekący, rozpalający skórę ból osiągnął swoje apogeum i stał się nie do wytrzymania, ale ledwie pierwszy jęk przeszedł przez usta chłopaka, ból zniknął, nagle, całościowo, nienaturalnie. A potem Ivar usłyszał w swojej głowie głos.
    ~ To nie było najinteligentniejsze posunięcie…

    OdpowiedzUsuń
  5. Ivar był zbyt zaskoczony, żeby stawiać opór. Nie potrafił zdefiniować tego, co stało się ledwie przed paroma minutami, a także nadać nazwy osobliwemu odczuciu, które zaczęło towarzyszyć mu, odkąd tylko poczuł ten dziwny ból. Wciąż zaciskał dłoń na kamieniu, ale ten go już nie parzył, wydawał się być zwykłym, pospolitym przedmiotem, pozbawionym wcześniejszej aury. Za to w swoich własnych żyłach Raske czuł nieznaną mu dotąd energię i siłę, płynęła po jego całym ciele, pompowana siłą serca, ale jednocześnie zdawała się być od niego niezależna.
    Wstał i dał się prowadzić obcemu mężczyźnie, który wcześniej groził mu w gospodzie, a teraz jeszcze prawie wbijał mu nóż w bok. Pozwolenie mu na to było samobójstwem, szczególnie, że obcy zdawał się mieć nie po kolei w głowie. Czy on rozmawiał sam ze sobą? Ivar widział wielu szaleńców na własne oczy, często przyprowadzano ich do Akademii, aby mistrzowie mogli prowadzić na nich tajemnicze eksperymenty. Część z nich nigdy nie wracała, część odzyskiwała zdrowe zmysły, ale Ivar nigdy nie było tego świadkiem; ze swoim niskim statusem ucznia nie mógł asystować przy poważnych zabiegach. Wiedział jednak, że tacy ludzie są niebezpieczni i że nie należy ich denerwować. Szczególnie, że obcy dzięki swojej posturze wyglądał na takiego, co mógłby z łatwością powalić co najmniej trzech chłopów gołymi rękami. Ivar nie był samobójcą.
    Skrzywił nos, czując nieprzyjemne, nakładające się na siebie zapachy. Zrobiło mu się niedobrze, ale szybko o tym zapomniał, uderzając plecami o chłodną, wilgotną ścianę. Jego spojrzenie utkwione było w wycelowanym czubku noża. Gdyby tylko Ivar nie był takim głupcem i nauczył się panować nad swoją magią, mógłby jakoś zmylić obcego, zamroczyć jego umysł, obronić się, ale Raske podejrzewał, że ze swoim szczęściem prędzej zwali im obydwu na głowę dach tej paskudnej budowli, niż sobie pomoże.
    Słuchał cierpliwie słów mężczyzny, ale wyglądało na to, że wcale nie były wypowiadane do niego. Więc się potwierdziło, miał do czynienia z szaleńcem. Ivar spróbował zajrzeć mu pod kaptur, złapać silny kontakt wzrokowy, może udałoby mu się zaszczepić w umyśle mężczyzny jakąś wizję. Niestety, obcy wydawał się być o wiele sprytniejszy od chłopów z gospody. Ostatnie z pytań było ostrzejsze i Ivar zorientował się, że tym razem mężczyzna oczekuje od niego odpowiedzi.
    Nie mógł powiedzieć mu prawdy, ale nie chciał też skończyć swojej misji, wykrwawiając się w jakiejś śmierdzącej norze na nieznanej mu ziemi.
    - Nazywam się Ivar, jestem… uczniem, korzystam z zawieszenia działań wojennych i pielgrzymuję po twoim kraju – sapnął, wciąż bardzo świadomy wycelowanego w niego noża. – Mógłbyś tym we mnie nie mierzyć? – zapytał, unosząc ofensywnie przedramię. – Jesteś niepoczytalny, a ja całkowicie bezbronny. Masz, weź sobie to i daj mi spokój. – Rozwarł poparzoną dłoń, w której skrywał kamień, pokazując go obcemu.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ivar zamrugał, rozkojarzony monologiem mężczyzny. Na tym etapie szoku, niepokoju i w ogólnym potoku rozbieganych myśli ciężko było mu poskładać wszystko, co miało do tej pory miejsce, w logiczną całość.
    - O czym ty właściwie… - zaczął Ivar, niepewnie, ale wtedy przerwał mu głos. Głos kogoś, kto nie był obcym mężczyzną, stojącym przed nim.
    ~ Wydaje mi się, że mówił do mnie. A dokładniej rzecz ujmując, groził mi.
    - Co…? – Głowa Ivara obróciła się najpierw w lewo, a potem w prawo, lustrując zacienione pomieszczenie. Nie wyczuwał w nim nikogo więcej, byli sami, więc… więc ten głos? To mogła być jakaś sprytna sztuczka obcego, albo z tego wszystkiego Ivar zaczynał tracić zmysły.
    Obecność noża na chwilę przestała mu przeszkadzać.
    ~ Nie chciałem siać w twojej głowie jeszcze większego zamieszania, dlatego starałem się być cicho - odezwał się ponownie głos w jego głowie, niemal przepraszającym tonem. -Twoje myśli są chaotyczne, brakuje ci skupienia, dlatego masz problemy z utrzymaniem magii w ryzach.
    - Ale… - Ivar spojrzał na trzymany w dłoni kamień.
    ~ Tak, gdy dotknąłeś go gołą ręką, można powiedzieć, że zaprosiłeś mnie do siebie. Musisz być teraz ostrożny, to niesie ze sobą poważne konsekwencje...
    Raske zamrugał ponownie, unosząc wzrok i wbijając go w stojącego przed nim mężczyznę. Tak, to miało sens, ten pokręcony złodziej musiał uprzedzić Ivara, ukraść drugi kamień i wchłonąć Cień. Jak ktoś tak butny i pozbawiony szacunku mógł nosić w sobie tak potężne bóstwo?
    - Ty… ty… - mruknął, czując gwałtowny napływ gniewu.
    ~ Właśnie przed takim zachowaniem próbuję cię ostrzec…!
    Ivar upuścił kamień na podłogę, a potem skoczył do przodu, wczepiając dłonie w szatę mężczyzny. Miał wrażenie, że złość dodaje mu sił, jeszcze nigdy czegoś takiego nie czuł, jakby był w stanie sam jeden uporać się ze wszystkimi problemami świata.
    - Jak śmiałeś położyć na nim swoje brudne ręce?! – warknął przez zaciśnięte zęby, zauważając z rozgoryczeniem, że mimo swojego dość wysokiego wzrostu i tak musiał zadzierać nieco głowę, aby doszukać się spojrzenia mężczyzny. – Za kogo się w ogóle uważasz, zwracając w ten sposób do Światłości i Cienia?! Wszystko mi utrudniłeś, przez ciebie zawiodłem moich mistrzów, niewiele brakowało, a zostałbym zamordowany przez strażników ze świątyni!
    ~ Co do strażników…
    - A ty jeszcze masz czelność wymachiwać mi nożem przed nosem! – wydyszał mu Ivar wściekle w twarz.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ivarowi zupełnie nie podobał się pomysł poddania pod wolę butnego, nieznajomego mu mężczyzny, o którym wiedział, że ma raczej niemiłe zamiary. Jednak sytuacja, w jakiej się znalazł, nie pozwalała mu na komfort wyboru.
    ~Posłuchaj go, ani ja, ani mój brat nie pozwolimy zrobić ci krzywdy.
    Zachęcił go Światłość i w jego ręce Ivar mógł oddać się niemal bezrozumnie. Podążył za mężczyzną w jeszcze ciemniejsze i okropniejsze okolice. Mieszanka bliżej mu nieznanych, doprawdy paskudnych zapachów, uderzyła w jego nozdrza i tym razem dość wyraźnie poczuł śniadanie w gardle. Zwymiotowałby, gdyby nie szok, jakiego doznał, widząc stosy nagich, rozkładających się ciał.
    Nie pierwszy raz miał styczność ze zwłokami, ale te, które przedstawiono im w akademii i na których uczono ich anatomii, były świeże, umyte i z pewnością nie odrażały tak, jak te tutaj. Zatkał usta dłonią, przełykając na siłę gromadzący się nadmiar śliny. Jak się okazało, to jeszcze nie była najgorsza część ich ucieczki.
    Ivar spojrzał najpierw na kratę, a później na mężczyznę pełnym niedowierzania spojrzeniem. Nie, absolutnie, nie było opcji, żeby Ivar tam wszedł. Wolał już oddać się w ręce strażników, umrzeć w walce z godnością i chwałą, a nie tarzać się w ściekach i tajemniczych fragmentach ciał.
    Miał zaprotestować, ale obcy uciszył go, a Ivar przyłożył ponownie dłoń do twarzy, na krańcach wytrzymałości z paskudnym fetorem. Mimo wszystko, starał się jak tylko mógł, skupić na sobie, na płynącej w jego ciele energii, uspokoić ją, utrzymać w ryzach.
    ~ Pomyśl o niej, jak o rzece. Wyobraź sobie, że szumi, spokojna i nieskalana żadnym negatywnym odczuciem .
    Zrobił tak, jak kazał mu Światłość i to, o dziwo, przynajmniej chwilowo pozwoliło jego aurze przycichnąć. Trwanie w tak głębokim skupieniu oraz jednocześnie przemierzanie kanałów, wąskimi, śliskimi przejściami, nie należało do najłatwiejszych zadań. Światłość jednak szeptał mu w umyśle uspokajająco, koił jego zszargane nerwy.
    Zatrzymał się, patrząc, jak mężczyzna chwyta za sznur do drzwiczek. Nie wyglądały na solidne. Ivar poczuł się dotknięty tym, że ten w ogóle wydaje mu polecenia. I że wie o jego słabości z magią. Znajdowali się w tej sytuacji obydwoje, bądź co bądź, byli sobie równi.
    - Poczekaj – mruknął, zaciskając dłoń na szerokim rękawie mężczyzny. – Nie mam pojęcia, kim jesteś – spojrzał na trzymany w jego dłoni, dziwny kamień, dający światło. Raske widział coś takiego pierwszy raz, a fakt, że obcy potrafił się z nim obchodzić, był naprawdę niepokojący. – Ale nie wyjdę, dopóki nie obiecasz mi, że nie spróbujesz mnie zabić, a potem wszystko wyjaśnisz, gdy zgubimy strażników – zażądał, pewny siebie. – Nie dam się prowadzić, jak cielę – dodał, wkładając w swoje słowa tyle powagi, na ile był w stanie wykrzesać w obecnej chwili. – Widziałeś, co potrafi moja magia, jeżeli jeszcze raz wycelujesz we mnie ostrze, następna salwa energii będzie skierowana ku tobie.

    OdpowiedzUsuń
  8. Słowa mężczyzny nie wzbudziły w Ivarze nagłego przypływu zaufania, ale skoro miał do wyboru albo dalej tkwić w tych cuchnących kanałach, albo w końcu wyjść na zewnątrz, był gotów zaryzykować i podążać dalej za obcym.
    Wyszedł za nim, wolniej i z pewnością o wiele mniej sprawnie. Kondycja Ivara pozostawała sobie wiele do życzenia, w końcu w akademii przeważnie siedział przy biurku, albo w bibliotece, a na spacery chodził tylko wtedy, kiedy nie miał szlabanu, czyli sporadycznie. W jakimś stopniu ciekawiło go, skąd mężczyzna miał w sobie tyle siły i, biorąc pod uwagę jego posturę, przebijającą się czasem przez szerokie ubranie, zwinności? Mimo całkowicie usprawiedliwionej niechęci do niego, Ivar nie mógł powstrzymać swego rodzaju uznania dla jego opanowania i sprytu. W końcu to, że obydwoje byli jeszcze żywi i na wolności, było jego dokonaniem.
    Światło oślepiło na chwilę Ivara, kiedy mrok kanałów w końcu ustąpił mu z pola widzenia. Raske odetchnął głębiej powietrzem, nie przesiąkniętym silnym odorem rozkładu i zgnilizny; śniadanie cofnęło mu się bezpiecznie z powrotem do żołądka.
    Zanim Ivar na dobre doszedł do siebie, znajdowali się pod wysokimi murami, a już po chwili za ukrytą furtką. Raske rozglądnął się badawczo wokół siebie, starając się zapamiętać jak najwięcej szczegółów, na wypadek gdyby miał stąd uciekać. Prawie krzyknął, kiedy znienacka podeszły do nich dwa ogromne, największe, jakie Ivar widział w życiu, psy. Raczej bestie, wyglądały jak dwa zmutowane potwory i Ivar cofnął się, uderzając plecami w furtkę, słysząc, jak mężczyzna mówi do nich „ugryź i urwij”.
    Na wszystko, co Światłe, co niby te ogary miałyby mu odgryźć?!
    Już miał skumulować w dłoniach magię ognia, ale szybko odpuścił, zorientowawszy się, że „ugryź i urwij” to nie komenda, tylko naprawdę idiotyczne imiona psów. Niemniej jednak Raske skulił się w sobie, kiedy zwierzaki stanęły po obu jego stronach, stanowczo za blisko, niemal dotykając mokrymi nosami jego odsłoniętych przez szatę kostek. Sądząc po rozmiarze ich szczęk, mogłyby rozszarpać mu nogi zaledwie dwoma kłapnięciami pyska.
    Zacisnął zęby, posłusznie pozostając cicho, chociaż na usta cisnęło mu się tyle przekleństw, jak nigdy w całym życiu. Zupełnie zapomniał o towarzystwie Światłości, dopóki ponownie nie usłyszał głosu w głowie. Za każdym razem było to tak samo dziwaczne i przerażające doświadczenie.
    ~ Te psy to zdumiewająca mieszanka ras, prawda? Ludzie w odpowiednich warunkach potrafią tworzyć niesamowite rzeczy.
    Ivar zmarszczył brwi, kompletnie nie będąc w stanie pojąć, co takiego „niesamowitego” przedstawiają sobą te dwie paskudne bestie.
    Wszedł za mężczyzną do jakiegoś pomieszczenia i prawie westchnął, kiedy psy oddaliły się od niego, a następnie zaczęły warować przy drzwiach. Chociaż było to nikłe pocieszenie, wyglądało na to, że przynajmniej są wytresowane.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Raske przeniósł spojrzenie na mężczyznę, śledząc uważnie każdy jego ruch. Przyjrzał się jego rysom, do tej pory skrytym pod kapturem. Obcy miał ciężkie spojrzenie, ale jego twarz wyglądała młodo, pozbawiona głębokich bruzd, czy blizn. Miał przydługie włosy, poskręcane naturalnie, albo od wilgotnego powietrza w kanałach. Wyglądał inaczej od ludzi, których Ivar spotykał w akademii, groźnie, co w jakiś sposób dodawało mu charakteru.
      Po przymusowym milczeniu przez całą drogę, Raske nie spodziewał się, że nie znajdzie odpowiedzi na tak banalne pytanie. „I co teraz?”, doprawdy? Po tym wszystkim, przez co przeszli?
      Ivar otworzył usta, ale zaraz je zamknął, stwierdzając, że nie wypada kląć w obecności dwóch najważniejszych bóstw jego kraju. Rozłożył gniewnie ręce i odwrócił głowę, parskając z niedowierzaniem.
      - Zjawiasz się znikąd, grozisz mi, a potem targasz po ściekach, jesteś przy tym arogancki, bezczelny i ordynarny, obrażasz moją wiarę, okazując brak szacunku bóstwu, które WYKRADŁEŚ mi sprzed nosa – zaznaczył Ivar, podnosząc ton głosu. Z każdym słowem złość coraz bardziej przysłaniała mu racjonalne myślenie, gdyby nie obecność psów, Raske zapewne okładałby już mężczyznę gołymi pięściami. – I to jedyne, co masz mi do powiedzenia po tym, jak prawie podziurawiłeś mi gardło sztyletem, a potem porwałeś wbrew mojej woli tutaj, gdziekolwiek jesteśmy, na koniec szczując psami?! Czy poza tym, że jesteś zdrajcą własnego kraju, jesteś też jakimś prostakiem, że nie stać cię chociaż na zaproponowanie mi zmiany odzieży, zmycia z siebie odoru rozkładających się zwłok?!

      [Przepraszam, że tak długo, ale dalej nie wierzę, że udało mi się zdać ten semestr.]

      Usuń
  9. Ivar już dawno przestał nadążać za tokiem rozumowania mężczyzny. Denerwowało go, że nie miał pojęcia, co takiego mówi mu Cień, ale sądząc po oburzeniu obcego, nie były to dobre rzeczy. Spanie w jednym łóżku z kimś, kto otwarcie przyznał, że mógłby zabić Ivara bez mrugnięcia okiem nie wydawało się jednym z najrozsądniejszych pomysłów.
    ~ To konieczne, tylko tak będę mógł swobodnie porozmawiać z bratem.
    Raske puścił obrazę ze strony mężczyzny mimo uszu, mógł go nazywać, jak tylko chciał, dopóki nie wyzwolą z siebie Światłości i Cienia. Później nic nie gwarantowało już dalszej cierpliwości Ivara, która cieńsza była od najdrobniejszej nici.
    ~ Nie odbierz tego negatywnie, Ivarze, ale patrząc na twoje wspomnienia, jestem zdumiony, że udało ci się przeżyć do dzisiejszego dnia. Masz wyjątkowy dar do pakowania się w kłopoty.
    - To nie dar, tylko przekleństwo – mruknął Ivar cicho, obserwując, jak mężczyzna pociąga za sznurek. – I byłbym wdzięczny za odrobinę prywatności, jeżeli chodzi o moje wspomnienia.
    ~ Ciężko nie spoglądać wstecz, skoro twoja przeszłość sama do mnie krzyczy. Naprawdę musisz nauczyć się samokontroli.
    Po chwili w pomieszczeniu pojawiła się dziewczyna, już na pierwszy rzut oka było widać, służąca. Więc jego nowy znajomy był posiadaczem czystej krwi? Kimś w rodzaju arystokraty? Ivar nie miał pojęcia o hierarchii, panującej w obcym mu kraju, ale dopiero teraz dokładniej przyjrzał się pomieszczeniu i w porównaniu do gospody, prezentowała zupełnie inny wymiar komfortu oraz luksusu.
    ~ Prawda, że wnętrze urządzone jest z gustem, dla mnie jednak wydaje się stanowczo zbyt ponure.
    - Nie jestem twoim niewolnikiem – parsknął Ivar przez zaciśnięte zęby, gdy służka opuściła pomieszczenie, a mężczyzna ponownie mu zagroził, bo owszem, to nie były jego tereny, nie mógł się tu rozgościć jak u siebie, ale z tego, co Ivar wiedział, na pewno nie odebrano mu wolności, miał wolną wolę i prawo do decydowania o swoim losie.
    Przeszedł za mężczyzną do następnego pomieszczenia i chociaż bardzo chciał sprawiać wrażenie, że cały ten przepych nie robi na nim absolutnie żadnego wrażenia, przystanął w progu, pierwszy raz w życiu widząc tak wielką łaźnię.
    W akademii mieli jedno pomieszczenie, pełniące właśnie rolę łaźni, przypadające na całe piętro. Każdy miał dosłownie kilka minut na umycie się pod zawieszonym na ścianie wiadrze, przez co między adeptami często dochodziło do drobnych potyczek i kłótni. Przynajmniej woda była ciepła, bo pozwalano im podgrzewać ją za pomocą magii. Ivar kiedyś, w przypływie emocji, niechcący zagrzał wodę niemal do wrzenia, przez co kąpiący się akuratnie chłopak prawie się ugotował, niczym mięso w bulionie. Po tym zmuszano Ivara, by mył się ostatni.
    - Skąd pewność, że nikt nie widział nas, gdy wychodziliśmy z tych ścieków?- zapytał Raske, któremu przypomniały się wcześniejsze słowa mężczyzny o przeszukiwaniu domu. – Co, jeżeli strażnicy tu przyjdą? Nawet, jeżeli mnie wtedy wydasz, posądzą cię o zdradę, że nie doprowadziłeś mnie od razu do świątyni.
    Tak bardzo pragnął skontaktować się w jakiś sposób ze swoim mistrzem w akademii. On na pewno wiedziałby, co zrobić.
    - Jak wytłumaczysz nagłego gościa w domu? Dzień po wydarzeniach ze świątyni? Nie wierzę, że nikt tego nie sprawdzi, wszystko się sypnie, poznają mój akcent – zauważył, zaciskając nerwowo dłoń na skórzanym pasie, utrzymującym kostur na plecach.

    [Prawdziwie współczuję! ;)]

    OdpowiedzUsuń
  10. Nim Ivar zdołał sprostować któreś ze słów mężczyzny, był już w łaźni sam. Westchnął, przymykając na chwilę oczy.
    ~ Mówił prawdę, tutaj jesteś bezpieczniejszy, niż na ulicy.
    No dobrze, może nie był do końca sam. Westchnął po raz kolejny, zrzucając z ramion torbę. Rozsupłał wiązanie płaszcza, po czym odpiął od pasa kostur, który oparł ostrożnie o ścianę.
    - Wiem, po prostu… czy wszyscy są tutaj tacy… tacy…
    ~ Przekorni? Zawadiaccy? Reprezentacyjni?
    - Zadufani w sobie! – syknął Ivar, cisnąwszy ściągniętą przed momentem szatą o podłogę. Podszedł do wanny i po chwili niepewnego wiszenia nad nią, powoli wsunął się do ciepłej wody. Jego ciało odprężało się samoistnie wraz ze stopniem zanurzenia, każdy obolały mięsień z osobna. Oparł głowę o krawędź, rozkoszując się chwilą absolutnego spokoju.
    ~ Zrobił na tobie wrażenie.
    - Z całym szacunkiem, ale nie mam pojęcia, o kim mowa – burknął, poprawiając się w wodzie.
    Ta kąpiel była chyba najprzyjemniejszą rzeczą, jaka spotkała go od dłuższego czasu.
    ~ Jesteś bardziej niewinny, niż niejeden kapłan po złożeniu ślubów czystości.
    Ivar prychnął, bez słowa zabierając się za szorowanie wrażliwej teraz skóry. To nie tak, że nie miał żadnych żądz, był w końcu młodym, zdrowym mężczyzną, po prostu mury akademii odcinały go od wszelakiej rozrywki, jakiej zaznawali jego rówieśnicy, podczas wyjść na targi, spotkania z rodziną, czy festiwale. Zaś w samej akademii wszyscy raczej trzymali go na dystans po tych kilku wypadkach z brakiem kontroli nad magią, więc Ivarowi pozostawał tylko własny, niesatysfakcjonujący tak bardzo, jak cielesny kontakt z drugim człowiekiem, dotyk.
    Na szczęście udało mu się dokończyć kąpiel bez kolejnych komentarzy ze strony Światłości, za co był bardzo wdzięczny, bo zapewne nie zniósłby większego upokorzenia, gdyby czczone przez jego kraj bóstwo zaczęło snuć wywody na temat jego znikomego doświadczenia w uciechach.
    Osuszył się pośpiesznie po wyjściu z wody, zorientowawszy, jak długo leżał w wannie i z zafascynowaniem obserwował przesypujący się w klepsydrze piasek. Ubranie, które mu dano już na pierwszy rzut oka wydawało się przymałe, szyte zapewne na chłopca, albo kogoś niskiego. Naturalnie było raczej przylegające do ciała, co dla Ivara stanowiło swego rodzaju niedogodność; przyzwyczajony był bowiem do cięższych, podszywanych szat, ze względu na chłód w akademii, oraz porywisty wiatr, jaki często nękał jego kraj. W tym, w co niejako zmuszony był się przebrać, czuł się, jakby był nagi, odsłonięty, czuł się zwyczajnie śmiesznie. Ze zwątpieniem podniósł swoje wcześniejsze ubranie, ale odór ze ścieków zdołał przesiąknąć przez każdą nić w materiale i zwyczajnie nie dało się tego założyć, bez odruchu wymiotnego.
    - Mam wrażenie, że zrobił to specjalnie – warknął, usiłując naciągnąć górną część odzienia na newralgiczne części swojego ciała. – żeby mnie ośmieszyć.
    ~Nie może być aż tak źle, Ivarze…
    - Nie jest źle, jest tragicznie – jęknął Raske, zerkając w stronę klepsydry. Nie miał czasu na kombinacje, minęła już godzina, a wolał nie denerwować swojego „wybawcy” bardziej, niż to konieczne.
    Może rzeczywiście miał szczęście, trafiając właśnie na niego? Bądź, co bądź, przynajmniej wciąż był żywy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Służąca, ta sama dziewczyna, co wcześniej, zaprowadziła go we wskazane miejsce. Kathan nie był w nim jednak sam. Raske butnie odwzajemnił spojrzenia obu mężczyzn, wewnątrz niemal gotując się ze złości i zażenowania. Zacisnął zęby na wspomnienie jakże uroczych piesków, ale uśmiechnął się kątem ust na komentarz Alberta odnośnie wydzielanego przez nich zapachu.
      Ivar odwrócił od młodszego brata wzrok, udając, że wcale nie przeszkadza mu jego obecna, upokarzająca, sytuacja.
      - Kolację? – powtórzył po Kathanie, nieprzekonany, gdy Albert opuścił pomieszczenie. Od kilku dni nie miał w ustach czegoś porządniejszego od suchego chleba, albo bardziej zjadliwego od kaszy z oberży. Nie był jednak pewien, czy wspólna kolacja będzie dobrym pomysłem. W końcu między nim, a rodziną Kathana znajdowała się ogromna, nieprzekraczalna przepaść; już nawet nie dlatego, że Ivar był szpiegiem z wrogiego państwa, z którym toczono wojnę od tak wielu lat, że na kartach historii zdołało dojść już do wielu sprzeczności między uczonymi, ale też dlatego, że dzielił ich status społeczny, idee i zachowanie. – Cóż, twój brat przynajmniej sprawia miłe wrażenie i całkowicie się z nim zgadzam, jeżeli chodzi o kwestię… psów – dokończył, krzywiąc się lekko. – Twoja matka na pewno wie, kim jestem? – Wolał się upewnić, bo ciężko było mu uwierzyć, że wszyscy w tej posiadłości bezsprzecznie poddali się woli Kathana. – Na otchłań potępieńców, dlaczego wasze tkaniny są takie śliskie? – mruknął nagle, poprawiając irytujące go rękawy.

      Usuń
  11. Ivar spojrzał z zaciekawieniem na barometr, puszczając mimo uszu wzmiankę o swoich szatach. Nie znał się na modzie, praktycznie całe życie nosił to, co dawała mu akademia; szaty może nie najwyższej jakości, materiał po praniu czasem robił się szorstki, ale za to wygodne, nie krępujące ruchów i nie rzucające się w oczy.
    Nie był gotowy na tę kolację, ale poszedł za Kathanem, nie mając przecież innego wyboru. Wciąż czuł się bardzo odsłonięty przez podarowane mu ubranie, a uczucie to potęgowała obecność Alberta, którego spojrzenie, z niewiadomych dla Ivara przyczyn, przesuwało się po nim jakby oceniająco.
    Na pewno się ze mnie naśmiewa, pomyślał Raske, wymuszając słaby uśmiech przy uścisku dłoni starszej kobiety. Usiadł koło Kathana, wciąż świadom na sobie spojrzenia młodszego brata. Poprawił się nerwowo na krześle, spuszczając wzrok na stół. Na szczęście służba szybko przyniosła posiłek. Raske spojrzał na talerze i zestaw sztućców, pierwszy raz w życiu widział łyżkę, która nie była wystrugana z drewna, tylko miała zgrabny, miły dla oka kształt. Czy to było srebro? Wykończenie masą perłową? Ivar mógł tylko zgadywać. Zerknął najpierw w bok, na Kathana, a dopiero potem zabrał się za posiłek, naśladując jego ruchy. Nie chciał, żeby uznano go za prostaka.
    Zaskoczył się, słysząc, że matka braci również pochodzi ze wschodu. Spojrzał na nią, po raz pierwszy uśmiechając się szczerze.
    - Musiało minąć sporo czasu, zupełnie zatraciła pani akcent – zauważył, również sięgając po wino. – Powietrze jest strasznie suche – zgodził się, nie bardzo wiedząc, co może jeszcze powiedzieć. W ferworze ucieczki przed strażnikami, kryciem się w oberży, a potem konfrontacja z Kathanem nie pozwoliły mu zbytnio rozejrzeć się po okolicy. – Słyszałem, że rzadko tutaj pada deszcz, zdarzają się susze. Z kolei u nas drogi są nieprzejezdne przez zalegającą wodę. W krótkim czasie walczyliśmy z dwoma tajfunami, ale nie przyniosły dużych strat w stolicy.
    To było zaraz po tym, jak zawieszono działania wojenne, wszyscy dwoili się i troili, żeby jakoś załatać straty poniesione w walkach, ale Ivar uznał, że temat wojny powinien być omijany z daleka. Napił się wina, jako wymówkę od dalszego brnięcia w temat. Smakowało nieporównywalnie do rozwodnionych ścieków, jakie pił do tej pory.
    ~ Radziłbym ci uważać, wino szybko uderza do głowy, szczególnie niedoświadczonym koneserom.
    Ivar wziął jeszcze jednego, mniejszego łyka, zgarniając językiem kroplę wina, która spłynęła mu na dolną wargę. Wyraźnie czuł w tym owoce, chociaż nie było słodkie.
    - Nie miałem wcześniej możliwości przeprosić, że zjawiłem się bez zapowiedzi, mam nadzieję, że moja obecność nie będzie zawadzać – powiedział, odkładając kielich. To była jego jedyna okazja, żeby w ogóle dowiedzieć się, w czyim domu przebywa. – Niestety, Kathan niewiele mówił mi o swojej rodzinie.

    OdpowiedzUsuń
  12. Ivar przysłuchiwał się wymianie zdań z uprzejmym zainteresowaniem, w dalszym ciągu rozprowadzając wino koniuszkiem języka po podniebieniu. Jak najbardziej szczerze odwzajemnił uśmiech matki Kathana, która była chyba jedyną osobą, co do której Ivar nie miał w tej chwili większych obiekcji; nie znał i nie rozumiał intencji Alberta, zaś jego stosunek do samego Kathana wcale nie uległ zmianie podczas posiłku.
    Kojarzył mistrza Elevnara, czasem widywał go spacerującego po błoniach akademii, nigdy samego, zawsze z grupką łaknących wiedzy uczniów. W oczach studentów był silnym, niezachwianym autorytetem, oraz chlubą gildii magii. Raske też w jakimś stopniu go szanował; gdyby nie on, Ivar zostałby wyrzucony z akademii dziesiątki razy, z jakiegoś względu jednak dyrektor wciąż trzymał go w murach. Dawał mu szansę? Uznał, że bezpieczniej trzymać go z dala od wolnego świata?
    Nie mógł domyślić się żadnego związku z dopatrywaniem pogody, ale podejrzewał, że chodzi o coś ważnego.
    - Zdolności? – powtórzył po Albercie, pierwszy raz skupiając na nim spojrzenie. Odłożył sztućce, ponownie sięgając po kielich. – Jakie zdolności? – Obrócił głowę w kierunku matki Kathana, żeby finalnie wbić spojrzenie we swojego „wybawiciela”.
    Czuł się lepiej, odrobinę pewniejszy siebie, na pewno mniej zmęczony, zapewne za sprawą wina. Mógł zgadywać, jak długo będzie musiał się chować przed strażnikami, zanim uda im się wydobyć z Kathana bóstwo Cienia, ale wyglądało na to, że jednak załapie się na burzę. Cokolwiek to oznaczało.
    Zasługiwał chociaż na strzępy informacji. Uniósł brew, odchylając się trochę na krześle.

    OdpowiedzUsuń
  13. Ivar uśmiechnął się słabo, jakby przepraszająco za swoją niewiedzę. Plany jego mistrzów nie przygotowały go na totalną katastrofę, jaka miała miejsce we świątyni. Dopiero teraz Raske poczuł coś na kształt zawodu; czy mistrzowie mogliby popełnić tak ignorancką pomyłkę, zakładając, że zadanie wcale nie okaże się takie trudne, czy tez może posłali Ivara niedoinformowanego specjalnie z sobie tylko znanych powodów? Ale z drugiej strony, dlaczego mieliby zrobić coś tak okropnego?
    Ivar uniósł się gwałtownie, słysząc obraźliwe słowa Alberta. Był szpiegiem, z tym się akurat zgadzał, ale absolutnie nie mógł pozwolić na przyrównanie siebie do jakiegoś rzezimieszka.
    - Nie jestem złodziejem! – parsknął, bez śladu wcześniejszego zmieszania. Wbił ośmielone alkoholem, wściekłe spojrzenie w mężczyznę. – Przysłano mnie po coś, co nam odebrano! – syknął przez zaciśnięte zęby, panując jednak nad sobą na tyle, by nie podnieść nieuprzejmie głosu.
    ~ Potrafisz być naprawdę dumny, prawda?
    Z jego ust wydobyło się ciche i zaskoczone „och”, kiedy ochłonął na tyle, by wysłuchać wyjaśnień Kathana. Ivar uwielbiał alchemię, nie tylko go fascynowała, ale też uspokajała. W jego stronach, szczególnie w akademii, ta dziedzina wciąż pozostawała niedoceniana, a nawet przez niektórych mistrzów traktowana z pobłażaniem, co było przejawem czystej głupoty. Po raz kolejny w głowie Raske zawitała myśl, że może jednak wychwalani w jego kraju mistrzowie nie zawsze są nieomylni.
    Zrugał się zaraz w myślach; nie jemu pisane było stawianie taki osądów. Jednakże zaskakujące milczenie Światłości pozostawiło w nim jakiś niedopowiedziany niedosyt.
    Przedstawiony przez Kathana opis społeczeństwa, dzielonego na klasy żywiołów, sprawiał wrażenie porządku. Trochę narzuconego, ale jednak zdecydowanie porządku, w odróżnieniu do chaosu, jaki miał miejsce w jego stronach. Ivar wspomniał magów ze świątyni, zastanawiając się pokrótce, jak wielkie miał szczęście, że udało mu się przed nimi zbiec. Skoro urodzili się z żywiołem ognia, zapewne znali go na wylot, całe życie szkoląc się w tym jednym kierunku. Przerażająca była świadomość posiadania tak wielkiej kontroli nad darem.
    Ivar zamoczył usta w kielichu, aby ugasić nagłą suchość w gardle. Nie zwrócił się do Alberta, wciąż żywiąc do niego urazę za poprzednie słowa. Zamiast tego nachylił się bardziej w stronę Kathana, zaintrygowany zmianą w jego głosie.
    - Co jest takiego niezwykłego w eterze? – zapytał cicho, niemal intymnie.

    OdpowiedzUsuń
  14. Ivar dopił wino w milczeniu, powtarzając w myślach słowa Kathana o eterze, które zaskakująco dały mu do myślenia. Domyślał się już, że burza, jako potężne zjawisko, związane z energią, mogła mieć istotny wpływ na Kathana i jego rodzinę, a Ivar miał właśnie niesamowitą okazję, jedną na dziesiątki tysięcy jednostek, żeby to zaobserwować. Nie jako szpieg jednak, badający możliwości wroga, ale z czystej, nadpobudliwej ciekawości, którą akademia starała się w nim stłumić.
    Posiłek skończył się, ku zaskoczeniu Ivara, spokojnie, bez żadnych nieścisłości, czy nieporozumień, mimo dość niecodziennej sytuacji. Ivar wstał od stołu nie bez lekkich trudności, dziwnie lekki pod wpływem dobroczynnego wpływu wina. Poszedł za Kathanem, prawie depcząc mu po piętach. Czuł ulgę, wychodząc w końcu z zasięgu spojrzenia Alberta, przy którym naprawdę ciężko było pozwolić sobie na rozluźnienie. Skinął tylko przy wyjściu pani domu, chcąc okazać zalążek wdzięczności, bo to głównie dzięki niej atmosfera przy stole nie doprowadziła do żadnych niespodziewanych sytuacji.
    Ivar przystanął chwilę w progu pomieszczenia, wyglądającego na laboratorium. W jego nozdrza od razu uderzyła mieszanka różnych zapachów, przyjemnych, jak i mniej kwiecistych, gabloty pełne znanych mu w większości sprzętów. Pozwolił sobie przejść się wzdłuż półek, zbadać wyeksponowane na nich rzadkie okazy.
    Zaskoczyło go wyznanie Kathana. Ivar nie był pewien, czy mężczyzna zapomniał o jego obecności, czy też wino zdawało się też mieć wpływ i na jego zachowanie. Spojrzał na mężczyznę przez ramię, przygryzając nerwowo wargę.
    - Jak to wygląda zazwyczaj? – zapytał, spuszczając wzrok na rząd delikatnych, smukłych instrumentów, służących do oddzielania, oraz chwytania drobniejszych składników. – Kiedy nie nosisz w sobie wrogiego bóstwa, mającego wpływ na twoje zdolności?
    O ile prościej byłoby upić się teraz do nieprzytomności, zamiast radzić sobie z tymi wszystkimi problemami, związanymi ze Światłością i Cieniem? Gdyby bóstwa w nich nie przeniknęły, gdyby wszystko poszło zgodnie z planem, Ivar byłby już zapewne w drodze powrotnej do domu.
    A wracałby jak bohater.

    OdpowiedzUsuń
  15. Ivar uniósł brew w niemym zainteresowaniu, w ostatniej chwili obejmując dłońmi kufelek. Nie spodziewał się więcej wina; podejrzewał, że nawet ta niewielka dodatkowa zawartość w naczyniu może dolać oliwy do ognia, już teraz czuł się lekki i zupełnie pozbawiony wcześniejszych zahamowań, a chyba najbardziej alarmujące powinno być dla niego to, że zupełnie mu to nie przeszkadzało.
    Zamoczył usta w trunku, podchodząc powoli do stołu z rozstawionym osprzętem. Zgarnął z blatu resztki żółtawego pyłu i roztarł go opuszkami, po czym oparł biodro o kant, w miarę wygodnej pozycji.
    - Eskperymentujesz z siarką – mruknął, zaskoczony, otrzepując dłoń. Wziął kolejnego łyka z kufelka, skupiając nieco zamglone spojrzenie na mężczyźnie. – Więc… stajesz się przewodnikiem? To musi być niewyobrażalna energia, jakim cudem tak potężne wyładowania nie robią ci żadnej krzywdy? Powinien zostać po tobie popiół już przy drugim piorunie.
    Ivar nawet nie był w stanie sobie tego wyobrazić. Zamieszał resztką wina w kufelku, to brzmiało wręcz śmiertelnie niebezpiecznie nie tylko dla Kathana, ale przede wszystkim dla tych, którzy nie byli mu przychylni. Co, jeżeli mężczyzna jednak postanowi go uciszyć? Śmierć będzie szybka i bezbolesna?
    - O jakim pobudzeniu mówiła twoja matka? – zapytał, zamiast zatracać się głębiej w najgorsze. – Co chciał pokazać Albert?

    OdpowiedzUsuń
  16. Ivar zgodził się po cichu ze słowami mężczyzny, odnośnie porządku we wszechświecie.
    - W moim kraju za paranie się nekromancją grozi banicja – mruknął, bo chociaż sama ta dziedzina magii, sięgająca czasów tak dawnych, że znalezienie ksiąg, czy reliktów z tamtego okresu jest rzeczą praktycznie niemożliwą, interesowała go, jak wszystko, uważał ją za gwałcącą, wręcz hańbiącą życie i śmierć.
    ~ Kiedyś nekromanci uwielbiali wnosić modły do mojego brata, liczyli na to, że wskaże im dusze, przepowiadające przyszłość. Ingerowanie w cykl życia oraz śmierci rozpoczął się później, był tak samo tępiony, jak dzisiaj, gwoli ścisłości.
    Tworzenie hybryd wyjaśniało wielkie psiska, których ciepły oddech Ivar zdawał się wciąż czuć na ciele. Raske spłoszył się, kiedy mężczyzna nagle wstał z fotela.
    - Dobrze, że kapłanów eteru jest tak niewielu – pozwolił sobie powiedzieć, a raczej westchnąć z ulgą. – Gdyby wykorzystywano was w bitwach, z mojego domu pewnie pozostałyby jedynie zgliszcza. – Zachichotał, chociaż wypowiedziane słowa wcale nie sprzyjały rozbawieniu. – To dlatego Lady… - zamilkł na chwilę, usilnie próbując przypomnieć sobie wspomniane przez matkę Kathana imię. – Lady Luna będzie chciała cię odwiedzić? Dla tych rozkoszy – dodał ciszej, odstawiając pusty puchar na stół. Jego doświadczenie z kobietami zaczynało i kończyło się na wymianie spojrzeń, oraz krótkich rozmowach, nigdy intymnych, dlatego ciężko było mu wyobrazić sobie, co też miał do zaoferowania Albert. Ivar jednak posiadał oczy, potrafił stwierdzić, kiedy ktoś jest przystojny, a zarówno Albert, jak i Kathan, niewątpliwie nie mogli mieć problemu ani z kobietami, ani z mężczyznami.
    ~ To palące uczucie to ciekawość, czy zazdrość? .
    – Musimy coś zrobić. – Spojrzał na Kathana poważnie, samemu może też nie mając żadnego planu, ale przecież nie mogli siedzieć i biernie czekać na rozwój wydarzeń.

    OdpowiedzUsuń