Żyjemy, piszemy! Niedługo pojawi się lista obecności.

7 października 2014

[KP] Gabriel Ravenwood





 
Gabriel Ravenwood

Człowiek całe życie musi kombinować, by móc zrobić wszystko to co musi i to czego pragnie. Dzień ma zbyt mało godzin a rok zbyt mało dni. Niezwykłe jest to jak szybko ciepłe dni, przerywane ciepłym deszczem, zmieniają się w takie bardziej zimne i ciemne.

Najstarszy syn przemysłowca, którego prawdziwą pasją i uzależnieniem były szlachetne kamienie osadzone w pięknej biżuterii. Zdobyta legalnie czy też nielegalnie, pieczołowicie czyszczona i trzymana w godnych dla jego skarbów warunkach. Pewnie wszystko byłoby dobrze, gdyby nie pewne wypadki i śmierć.

48 komentarzy:

  1. Ethan doskonale pamiętał, kiedy pierwszy raz zobaczył testament mojego ojca. Oczywiście był niesamowicie zasmucony jego śmiercią, nawet mimo faktu, że nigdy wcześniej z wzajemnością nie żywił do niego specjalnej sympatii. Mimo wszystko odczytywanie tego dokumentu było co najmniej dziwaczne. Gdy jego siostra Rosalie usłyszała, że otrzymała oba domy należące poprzednio do ich ojca, nie wydawała się tym oczywiście zdziwiona, co najwyżej zawstydzona. Od zawsze ją faworyzował i oboje o tym wiedzieli, ale Ethan ich wspólne kontakty zawsze uważał za dosyć dobre. Rosalie nie zaproponowała mu jednak, żeby zamieszkał w jednym z nich: jeden na najbliższych kilka lat wynajmowali jacyś studenci, a w drugim mieszkała jego siostra. Mężczyzna nawet wtedy nie łudził się, że zamieszka z nią, jej mężem i trzyletnim synem dlatego, że w innym wypadku mieszkałby na stancji. Nie mógłby jej o to poprosić, a ona nie mogła mu tego zaoferować. Dlatego nadal uczył historii w niedużej szkole i mieszkał w niedużym mieszkaniu, które od jakiegoś czasu wynajmował, a dom strachów, który dostał w tym testamencie, od ponad dwudziestu lat był zamknięty i Ethan wątpił, żeby była najmniejsza szansa na to, żeby jego otwarcie okazało się jakkolwiek opłacalne.
    Jednak mężczyzna nie miał w zwyczaju porzucać nawet najmniejszych nadziei. Dlatego teraz jechał w sobotni poranek podejrzanie zatłoczonym autobusem i patrzył na londyńskie ulice, wypatrując starego, cokolwiek zadbanego budynku z końca dziewiętnastego wieku, do którego, o ile znał Londyn, właśnie się zbliżał. Choć Ethan mógł mieć pewność, że jeśli postanowi coś w nim zrobić, sprzątania będzie niesamowicie dużo, to jak na nieużywany budynek, który widział kilkakrotnie jako młodszy chłopak, wyglądał bardzo porządnie. Mężczyzna wysiadł i podszedł do budynku. Wyglądał naprawdę mrocznie i zauważalnie stylizowany. Nikt nie przejął się ewentualną zmianą celu budynku, że na drzwiach nadal odczytać się dało wyryty, ozdobny napis "Dom strachów". Wygrzebał klucz i włożył go w odnowiony zamek. Choć wiele rzeczy pozostawiono nietkniętych, to było niemal koniecznością. Ethan postawił krok w ciemność i wymacał na ścianie włącznik
    Powitało go zakurzone wnętrze, lada chyba jeszcze z lat 80. i majestatyczny żyrandol, w którym wypaliła się połowa żarówek. Domowi nie dało się odmówić klimatu, więc Ethan zaczął zastanawiać się, co takiego spowodowało, że został zamknięty. Jego ojciec nigdy o tym nie mówił, a mężczyzna nigdy o tym nie myślał. Cóż, teraz było już za późno. Westchnął głośno i rozejrzał się po dużym holu; z całą pewnością miał zadanie na cały dzień, jeśli chciał przyjrzeć się temu domowi uważnie. Mimo to najpierw mógł przyjrzeć się temu pomieszczeniu. W końcu z całą pewnością nie było małe.
    [Uświadomiłam sobie, że nie najlepiej znam się na Londynie i nie do końca wiem, czy można tam znaleźć stary budynek, ale cokolwiek. Jeśli coś jest nie tak, mów :)]

    OdpowiedzUsuń
  2. [Brzmi świetnie :P]
    Ethan przeszedł się najpierw po korytarzu wte i wewte, patrząc na żelazne świeczniki na ścianach. Światło żyrandola padało im dalej, tym, oczywiście, słabiej. Mężczyzna zanotował w pamięci, żeby następnym razem wziąć ze sobą zapalniczkę, bo świec było naprawdę wiele.
    Skierował się do drzwi, które znajdowały się za ladą.
    Okazało się być zupełnie puste – naprzeciwko drzwi widniało zabite deskami okno, a jedyne źródło światła stanowiła migająca żarówka na suficie. Ethan wyobrażał sobie to pomieszczenie tych kilkadziesiąt lat temu, kiedy pracowali tu ludzie. Może właśnie tu spotykali się pracownicy, gdy mieli przerwę? To sugerowała wielkość pomieszczenia – było zdecydowanie za duże na schowek, a za małe na jakikolwiek pokój dla zwiedzających. Poza tym, o ile się orientował, tych drugich nie orpóżniano. Choć w ogóle nie wiadomo mu było o zabieraniu stąd jakichkolwiek mebli, bo matka Ethana zawsze była niesamowicie przywiązana do tego budynku. O tym jednak tylko słyszał, bo on zupełnie jej już nie pamiętał.
    Podszedł o krok w stronę okna i nagle poczuł czyjąś obecność. Zaklął pod nosem; jeszcze nie przeszedł do pomieszczeń dla zwiedzających, a już miał wrażenie, że dom jest nawiedzony. Świetnie. Zawsze był tchórzliwy, ale miał nadzieję, że pusty, nieaktywny od dawna dom nie zrobi na nim wrażenia. Teraz wydawało mu się jednak, że będzie wręcz przeciwnie. Odwrócił się z nieco szybciej bijącym sercem, ale oczywiście nikogo nie widział. Westchnął podirytowany i wyszedł z pomieszczenia. Uprzednio planował przejść się po pierwszym piętrze, które, o ile było mu wiadomo, było jedynie pomieszczeniami gospodarczymi, ale teraz zdecydował się zacząć od najwyższego, czyli drugiego, piętra. W takim wypadku zacznę od najgorszego, pomyślał i uśmiechnął się krzywo.
    Spojrzał na schody i powoli zaczął po nich iść, upewniając się, że żaden nie złamie się pod jego stopą. Była to co prawda dosyć absurdalna obawa, ale wolał zachować zbyt dużą ostrożność, niż byt małą. Zresztą, i tak miał cały dzień. Do nikogo się nie spieszył, a w ostatnim tygodniu żadna z jego klasa nie pisała ani sprawdzianu, ani klasówki, więc nie miał też nic do sprawdzenia.
    Cmoknął niezadowolony, widząc, że tylko w holu był żyrandol elektryczny. Wszędzie dalej, zapewne dla efektu, były już tylko świeczniki. Wyjął więc latarkę i włączył ją. Naprawdę, zapalniczka byłaby bez porównania przydatniejsza.

    OdpowiedzUsuń
  3. [Sorry, zawalony tydzień. Jutro odpiszę, tylko nie wiem o której :)]

    OdpowiedzUsuń
  4. Ethan wszedł powoli na górę. Choć co chwila stawał na którymś skrzypiącym schodku, z każdym następnym i tak zamierało mu na moment serce. Przechadzał się po pokojach, aż ujrzał stare, zakurzone, aczkolwiek nadal piękne lustro. Przyjrzał się ozdobnej ramie, która oszałamiała swoją wystawnością. Uśmiechnął się nawet, na moment jakby zapomniał o miejscu, w którym się znajdował. Wtedy przeniósł wzrok na swoje odbicie.
    Stracił oddech. Zobaczył tam kogoś, młodego mężczyznę w staromodnych ubraniach. Ktoś tam stał i przeglądał się. Gdy spojrzał on na Ethana, w jego wzroku coś się zmieniło, a potem po prostu zniknął. Mężczyzna obejrzał się panicznie, ale nikogo tam nie było. Podszedł do lustra, które teraz wydawało się zwyczajne. Niepodłączone bynajmniej do żadnej aparatury, która mogłaby dać taki efekt. Dopiero po kilku długich sekundach usłyszał przyspieszony oddech, poczuł gorąco. Przygryzł wargę do krwi i mruknął do siebie:
    – Wariujesz tu, Ethan. Ogarnij się. Wdech, wydech. Wdech, wydech – mówił, a z każdym następnym słowem jego głos cichł, zmieniał się w płytki oddech.
    Gdy już jakkolwiek się uspokoił, znów się rozejrzał. Nadal, oczywiście, nikogo nie było. Jednak coś spowodowało, że ani trochę się nie uspokoił. Z trudem powstrzymywał się, żeby nie uciec, nie wystawić tego domu na sprzedaż za chociażby połowę ceny i kupić sobie niezłe mieszkanie. Myśl ta nie zajęła go jednak ani na chwilę, jedynie przeniknęła na moment jego umysł. Zerkał dookoła, jakby oczekując potwora wyskakującego zza rogu. W jego oczach malował się niewypowiedziany strach. Westchnął znów, nieco tylko głębiej i, jakby wbrew sobie spytał głośnym, drżącym głosem:
    – Halo? Czy ktoś tu jest?
    Nie lepiej było z jego dłońmi – one również trzęsły się, więc Ethan splótł je, czekając na odpowiedź. Nie przestawał bynajmniej uważnie przyglądać się ścianom. Naprawdę nie wiedział, czego się spodziewać, i jeśliby go ktoś wtedy o to spytał – naprawdę spodziewał się usłyszeć odpowiedź, jak absurdalnie nie brzmiałoby to dla kogoś z zewnątrz, lub nawet dla niego choćby i kilka minut wcześniej.

    OdpowiedzUsuń
  5. Przez krótką chwilę nie było żadnej odpowiedzi. Bardzo, bardzo krótką, aczkolwiek przepełnioną wielką nadzieją i wyczekiwaniem. Wtedy usłyszał ten głos, przecinający ciszę, która zdawała się trwać godzinami. Proste potwierdzenie, które zwyklejsze być nie mogło, spiorunowało go. Oczywiście, że chwilę zastanawiał się, czy nie wyobraził sobie tego głosu. Znów spojrzał na lustro, w którym widział teraz dokładnie tą samą sylwetkę, tym razem bez porównania dłużej. Mógł jej się lepiej przyjrzeć: miał zadbany zarost, garnitur. Mimo nienowoczesnego ubioru wyglądał, jakby przygotowywał się do ważnego spotkania. Tym razem jednak uśmiechał się. Bardzo lekko, ale z pewnością był to uśmiech. Ethan nie potrafił jednak rozpoznać, czy wyrażał on przyjazne emocje, czy raczej drwinę. Nie zaryzykował więc odpowiedzenia tym samym, patrzył tylko w oczy odbiciu, starając się jak najbardziej ograniczyć strach, który początkowo przecież gościł tam nieprzerwanie.
    Co by nie mówić, mężczyzna nadal nie wierzył własnym oczom. Nie był pewien, czy może im ufać, gdy wiedział, że atmosfera tego miejsca silnie na niego wpływała. Obraz robił się jednak coraz wyraźniejszy, a Ethan chciał wierzyć, że jeszcze nie oszalał w aż takim stopniu. Zresztą, jeśli tak się stało, krótka konwersacja z duchem z nawiedzonego domu nie mogła raczej pogorszyć tej sytuacji. Prawda?
    – Kim jesteś? I co tu robisz? – spytał, pozbywając się niemal drżenia w głosie.
    Choć pytania te brzmiały zupełnie banalnie, w tamtej chwili zupełnie się takie nie wydawały. Wręcz przeciwnie, wydawały się jedynym wyborem, jedyną ścieżką, jaką Ethan mógł wtedy obrać.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ethan uważał teraz na wszystko, włącznie ze swoją mimiką. Nie chciał sprawdzać granic wytrzymałości ducha… No właśnie, czego? Czyli przyjmował do świadomości fakt, że w domu, który odziedziczył po ojcu mieszkał duch? Taki jak z filmów fantasy czy horrorów? Nie chciał w to wierzyć. Coś w nim się buntowało, ale on jako dziecko wierzył we wszystkie istoty fantastyczne i nawet po tych wszystkich latach coś zapewne w nim zostało.
    Zapewne.
    Raczej z całą pewnością. I Ethan dobrze o tym wiedział. Pewnie dlatego, i tylko dlatego, nie uznał, że odbicie mężczyzny to zakrzywienie światła czy jakieś jego zwidy. Pewnie dlatego nie rozważał zbyt długo, czy nie słyszy głosów w głowie. Właśnie dlatego teraz malał powoli jego strach, ustępując miejsca zainteresowaniu. Gdy duch zaczął odpowiadać, niemal pozwolił przyjaznemu uśmiechowi wypłynąć na jego usta, ale gdy tamten przerwał, coś go zaalarmowało. Następne słowa albo miały być groźbą, albo stanowczo za bardzo ją przypominały.
    – Nie wątpię – zaczął więc Ethan powoli, przełykając ślinę. Serce znów mu przyspieszyło. – Przykro mi, że w takim razie przyszedłem bez zapowiedzi, ale niespecjalnie spodziewałem się, że dom ma jakichś lokatorów. Jednak, czy skoro jestem gościem, zechciałbyś mnie oprowadzić po tym miejscu?
    Gdy tylko zadał pytanie, zawahał się. Pomyślał, że może pozwolił sobie na zbyt wiele, za bardzo się ośmielił. Mimo to nie wycofał się. Cóż, trudno. Co będzie, to będzie.

    OdpowiedzUsuń
  7. [Czemu nie? Twój świat, twoje kredki, a duchami zajmujesz się ty, więc czuj się wolny ;P Ale zakładamy, że Ethan widzi Gabriela? Jeśli tak, to w jakich warunkach człowiek może widzieć ducha?]
    Mięsnego? Ethan postanowił nie dopytywać. Już i tak pozwolił sobie na zbyt dużo, prosząc o oprowadzenie. Poza tym nietrudno było się domyślać jego znaczenia, wnioskując po sposobie jego używania przez ducha. Pomyślał, że z pewnością duch miał rację. Różnił się od większości ludzi, bo potrzebował czegoś, co oderwie go od rzeczywistości. Ktoś pomyślałby, że jako historyk będzie realistą, ale w praktyce było zupełnie inaczej. Im więcej studiował, tym bardziej chciał wierzyć, że ktoś taki jak gospodarz tego domu istnieje. Ktoś, kto to widział, kto nie pozwolił tym żywym obrazom po prostu zniknąć. Łapał się więc każdej nadziei, a ta była wyjątkowo wyraźna.
    Gdy duch zbliżył się, Ethanowi ciarki przeszły po plecach. Nie wiedział, czy to przez grozę, czy po prostu coś związanego z eterem, jednak poczuł, jak nagle oblewa go zimno. W końcu postanowił się odezwać:
    – Zapukałbym, gdybym miał chociaż cień podejrzeń, że dom może być zamieszkany. Jestem jednak pewien, że rozumiesz, że po tym – tu uczynił dłonią gest pokazujący pomieszczenie, spodziewał się jednak, że duch zrozumie, co ma na myśli – się tego nie spodziewałem. Poza tym, wybacz mój brak manier. Nazywam się Ethan Teville, jestem... – odchrząknął – nauczycielem historii w londyńskim liceum.
    Pozwolił sobie na subtelny, rozbawiony uśmiech.
    – Miło mi cię poznać, drogi gospodarzu – dodał.

    OdpowiedzUsuń
  8. [Moją zgodę masz :)]
    Dobry pracownik? Ethan czuł, że będzie miał jeszcze koło tysiąca pytań, a zada jedynie kilka z nich. Choć musiał przyznać, że historia jego rodzina nagle stawała otworem, a takiej szansy nie mógł przegapić zupełnie. Szukał informacji starszych niż jego pradziadkowie, ale po wojnie w archiwach panował taki chaos, że niczego nie był w stanie znaleźć. Choć bardzo lubił ten okres historyczny, wiedział, że niesamowicie panowało wtedy niesamowite zamieszanie. Zmiany dat urodzenia, fałszywe dokumenty i nowe nazwiska były na porządku dziennym. A skoro teraz wiedział, że jakiś Teville żył i miał jakiś związek z tym domem, to przynajmniej mógł się o coś zaczepić.
    Ale o to nie mógł teraz spytać, nie aż tak bezpośrednio.
    – Ten Teville... Był twoim służącym? – rzucił zamiast tego, nie kryjąc jednak ciekawości. – Ponieważ, oczywiście, nie wątpię, że dom należy do ciebie. – I na pewno nie chciałem sprzedać większości mebli z nadzieją na jakieś mieszkanie. – Nie zamierzam się wobec tego niczego domagać.
    Nie kłamał. Cieszyło go, że duch nie był do niego zbyt wrogo nastawiony, choć oczywiście wolałby mieć puste lokum. Chciał poprosić ducha o zgodę na zamieszkaniu w tym domu, w końcu był wielki. Ale budynek wymagał odnowy, a Ethan wątpił, żeby Gabriel miał na to przystać. Mimo to postanowił spróbować, aczkolwiek... nieco później.

    OdpowiedzUsuń
  9. – Zawsze miło słyszeć takie rzeczy o przodkach – westchnął ironicznie Ethan.
    Cały czas uważnie rozglądał się po prezentowanych mu pomieszczeniach. Były naprawdę wspaniałe i jedno musiał przyznać. Ktoś bardzo je skrzywdził, próbując je unowocześnić. Wydawały się tak niesamowite, tak tchnięte duchem starych czasów, w całej ironii tego słowa, że Ethan nie śmiałby niczego w nich zmieniać. O ile oczywiście, nie postanowiłby tego sprzedać, ale to byłaby inna sytuacja.
    Gdy weszli do obserwatorium, zaparło mu dech w piersiach. Wyglądało jak wyrwane z muzeum, było jednak zakurzone. Gdy tam stał, Ethan naprawdę miał wrażenie, że przeniósł się w czasie, a do efektu tego dokładał się tylko strój Gabriela. To Ethan odrywał się tam, jak wklejona do starego obrazu nowoczesna postać.
    – Moim celem był jedynie rekonesans. – Wzruszył ramionami. – Przyszedłem zobaczyć, co dostałem od ojca. W spadku. A nikt, z nim włącznie nie ostrzegł mnie, że mogę spotkać mieszkańca tego domu.
    Mówił zupełnie szczerze. Zresztą, po co miałby kłamać? Choć Gabriel prawdopodobnie nie miał kontaktu ze światem zewnętrznym, Ethan wolał nie sprawdzać, co wie, a co mu umknęło.

    OdpowiedzUsuń
  10. – Jeśliby ci to nie przeszkadzało, z przyjemnością bym się tu ulokował – powiedział uprzejmym tonem.
    Ethan był zaskoczony tą prośbą, choć nie zamierzał bynajmniej oponować. W końcu było to świetne rozwiązanie. Mógłby wreszcie zaspokoić przenieść się do lepszego miejsca zamieszkania, a także zaspokoić swoją ciekawość. Choćby się starał, nie mógłby znaleźć minusów takiej sytuacji.
    Mimo początkowych obaw, spotkanie z duchem wydawało się coraz większym darem od losu. Ethan nie był bowiem tak zaskoczony samym jego istnieniem, jak sam mógłby się spodziewać. A Gabriel wydawał się nawet znośną osobą, jak na kogoś, kto pewnie samotnie spędził wiele lat.
    – A co do moich planów – zaczął – skoro, jak się okazało, dom ma już gospodarza, na razie żadnych nie mam – rzucił Ethan. Jednak zainteresowało go jedno. – W tym miejscu był kiedyś dom strachu, prawda? Co się z nim stało i...
    Mężczyzna zawahał się. "I jak to się stało, że nie zainterweniowałeś," pomyślał, ale w porę powstrzymał się od powiedzenia tego na głos. Nie, na to nie powinien sobie pozwalać, tak jak poprzednio nie powinien był sobie pozwolić na ironię. Nierzadko jednak brakowało mu samokontroli.
    ~Nicole

    OdpowiedzUsuń
  11. [Mam nadzieję, że nie zniechęciłam długim urlopem? Przepraszam, miałam dużo na głowie.]
    – Zgoda – odpowiedział spokojnie i bez dalszego myślenia, jakby na wszystkie pytania jednocześnie. Zanim sam zdążył to sobie wyperswadować.
    Mężczyzna rozumiał coraz więcej, ale coraz mniej mu się to podobało. Choć czuł ekscytację, miał wrażenie, że w pewien sposób właśnie podpisał kontrakt z demonem. Aczkolwiek póki Gabriel nie proponował mu podpisywania niczego własną krwią, powtarzał sobie, że nie stało się nic ważnego ani wiążącego.
    – Nie mam przy sobie papieru ani niczego do pisania… – mruknął niepewnie i zawahał się. – Co chcesz napisać?
    Choć wolał nie mówić tego na głos, Ethan cały czas myślał o tym, że kogokolwiek znał w przeszłości Gabriel, teraz albo nie żyje, albo przynajmniej nie spodziewa się, że mężczyzna może żyć. Wątpił jednak, żeby duch nie zdawał sobie z tego sprawy. Dlatego więc sam pomysł wydawał mu się tym bardziej niezrozumiały.
    Powoli docierało do niego, ze jedno „Zgoda” może naprawdę uprzykrzyć mu życie. Że raczej nie będzie już normalnie, choćby Ethanowi bardzo na tym zależało. Cóż, na to było już raczej za późno. Wycofywanie się z umów zawartych ze zmarłymi naprawdę nie należało do najlepszych pomysłów.

    OdpowiedzUsuń
  12. Ethan uśmiechnął się niepewnie, przyjmując papier, uważając niezmiernie, żeby nie musnąć Gabriela. Nie interesowało go ani trochę, jakie to uczucie dotknąć ducha. Wręcz przeciwnie. Pospiesznie położył kartki na najbliższym stoliku i zaczął pisać, i choć Gabriel mówił nieco za szybko, Ethan ani myślał o tym wspomnieć. Na uwagę o swojej kaligrafii nie zareagował. Wiedział, że nie jest ona imponująca, aczkolwiek nigdy mu to nie przeszkadzało. Jako nauczyciel zdarzało się, że musiał naprawdę niemało pisać, co raczej nie wpływało dobrze na jego charakter pisma.
    Kiedyś jego siostra wspomniała, że pod tym względem nauczyciele to odłam lekarzy – tylko oni i ich uczniowie potrafili ich rozczytać. I teraz rozumiał to bardziej niż kiedykolwiek, patrząc na śliczną papeterię opatrzoną jego pismem, choć dbalszym niż zwykle, to i tak raczej kiepskiej jakości. Na koniec listu Ethan podpisał się – przynajmniej to miał dobrze wypracowane – i odłożywszy wreszcie długopis, westchnął cicho z ulgą.
    O kwocie starał się nie myśleć. Miał niemal zupełną pewność, że jego zadaniem będzie jedynie pośredniczenie, więc niezależnie od tego, ile miałby za zadanie przenosić, wolał się za bardzo na tym nie skupiać.
    – Chciałbyś to tylko odnowić? – spytał jedynie Ethan, patrząc z niejakim zainteresowaniem na Gabriela. – Czy planujesz coś więcej?
    Dom był ogromny, ale mężczyzna wątpił, żeby sama renowacja kosztowała aż tyle. Jednak nie zbyt się na tym znał, stąd pozostawało mu jedynie przypuszczać.

    OdpowiedzUsuń
  13. Hej, odpis będzie jutro. Wybacz, ale moi rodzice dali mi szlaban. Trochę nie dowierzałam, ale wygląda na to, że nigdy nie można być za starym na szlaban.

    OdpowiedzUsuń
  14. – Archiwa…? Tak, oczywiście, w londyńskim archiwum na pewno można w nich znaleźć liczne informacje… O ile ci ludzie wywodzą się stąd, oczywiście, i o ile dokumenty nie przepadły w trakcie wojen…
    Ethan był nieco zaskoczony tym pytaniem; istnienie archiwów wydawało mu się tak oczywiste, że nie wziął pod uwagę, że w czasach, w których żył Gabriel, takowe mogły nie istnieć lub nie być równie powszechne dostępne. Nagle przypomniał sobie jeszcze jedną drobnostkę.
    – A jeśliby ich jednak nie było, zawsze można naprawdę dużo znaleźć w księgach kościelnych. Choć zdarza się, że księża wymagają naprawdę dużych opłat… Jeśli oczywiście aż tak tego potrzebujesz – wymamrotał już Ethan, gdy zdał sobie sprawę, że się rozgadał.
    Patrzył uważnie na Gabriela, starając się go ocenić, ale nigdy nie był w tym zbyt dobry. Jednak nigdy nie przeszkadzało mu to w połowie tak bardzo jak teraz, gdy chciał wiedzieć o swoim rozmówcy cokolwiek więcej a wiedział, że pytanie o to może nie być najlepszym pomysłem.

    OdpowiedzUsuń
  15. „Trudno nie mieć żadnych pytań w takiej sytuacji,” pomyślał Ethan, choć nie powiedział tego głośno. Mruknął coś pod nosem; musiał się zastanowić, albo chociaż posortować pytania, zaczynając od tych najbardziej go interesujących.
    – Kiedy zginąłeś? I czy wiesz, jak to się stało? I czy mógłbyś mi opowiedzieć coś więcej o tym moim… przodku?
    Końcówkę zdania dodał po krótkim wahaniu, gdy tylko uświadomił sobie, że powinien nieco zwolnić. Gabriel oferował Ethanowi jako historykowi coś niewyobrażalnie cennego, nie tylko jako informacje z pierwszej ręki, choć to w głównym stopniu, ale i pewne źródło wiedzy. Bo i po co duch miałby kłamać o tym, jak wyglądała przeszłość? Racją było, że mógłby skłamać na temat swojej przeszłości z wielu powodów, aczkolwiek Ethan wątpił, by rzutowało to znacząco na równie barwnym obrazie przeszłości. I właśnie dlatego odczuwał taką ekscytację, którą skutecznie, aż do teraz, powstrzymywały liczne obawy.

    OdpowiedzUsuń
  16. Zamordowany. Dzieci. Żona. Ale i ukochany. I to nie byle jaki, bo najwyraźniej przodek Ethana. Mężczyzna notował to wszystko uważnie w pamięci, nie chcąc niczego zapomnieć. Wiedział, że kiedy wróci do domu, wszystko dbale spisze. A do wtedy musiał tylko to zapamiętać. Nie chciał być natrętny, ale fakt, że Gabriel nie wydawał się nawet zirytowany nieco go zachęcał. Choć powstrzymywał się, powtarzając sobie, że może to być jedynie sprawiane przez niego wrażenie albo nawet to, że chcąc w to właśnie wierzyć, Ethan wmawiał sobie niektóre elementy jego postawy.
    – A ty? Nie ma niczego, co chciałbyś wiedzieć o mnie? – spytał.
    Wolał najpierw się upewnić, a dopiero potem zasypywać go następnymi pytaniami. Miał jednak ogromną, niewyrażoną wręcz nadzieję, że odpowiedź będzie przecząca. Zresztą, co mogłoby w nim interesować ducha, który najwidoczniej żył od ponad stu lat. Większość informacji, które mogłyby interesować Gabriela, już podał, a przynajmniej tak myślał.
    Tak naprawdę po tych odpowiedziach, które uzyskał, już przestawiał niektóre pytania w myślach. Niemal nie przyjmował tego, że mężczyzna mógł chcieć o coś go spytać.

    OdpowiedzUsuń
  17. [W sumie mam dużą dziurę myśleniowo-fabularną, bo Ethan jako historyk mógłby rozpoznać, z jakich czasów pochodzi Gabriel, chociażby mniej więcej, a ja nie mam pojęcia :D]
    Gdy Gabriel głośno go analizował, Ethan miał wrażenie, że nie stoją tam we dwoje, raczej że duch prezentuje go szerszej widowni. Prezentuje go, bo zna go osobiście lub uważnie przestudiował. I o ile to mogło nawet być prawdą, mężczyzna czuł się co najmniej dziwnie. On sam nigdy nie byłby w stanie określić tak licznych faktów po tak drobnych szczegółach. Postanowił więc to zignorować – wyglądało na to, że Gabriel faktycznie nie potrzebował jego odpowiedzi, ale może i tak było lepiej. Ethan miał przynajmniej więcej czasu na swoje pytania… prawda?
    – Cóż… Nie mam pewności, od jak dawna powinienem ci opowiadać… Kiedy dokładnie zginąłeś?
    Czuł się dosyć dziwnie, mając dla odmiany opowiadać raczej nie o przeszłości, a o przyszłości. Choć wziąwszy pod uwagę, że Gabriel mówił, że setki lat są jak mgnienia, Ethan zakładał, że o przeszłości, o której opowiada w szkole, także będzie mu dane powiedzieć.

    OdpowiedzUsuń
  18. [Daję ci wolną rękę :) Choć myślę, że faktycznie mogłoby być ciekawiej.]
    Ominęła mnie jakaś wojna. Te słowa wydawały się tak wielkim niedopowiedzeniem, że na usta Ethana mimowolnie wypłynął delikatny, smutnawy uśmiech, który starał się usilnie ukryć.
    – Z przyjemnością z nim porozmawiam… Nadal tu przychodzi? – spytał z zainteresowaniem Ethan, bo miał świadomość, że kombatant drugiej wojny światowej był teraz albo wyjątkowo stary, albo po prostu nie żył. –W każdym razie… – mruknął. – Wyślę dziś list, oczywiście… I dziękuję za zaproszenie.
    Za zaproszenie na przeżywanie agonalnego bólu? Tak to przynajmniej brzmiało. Cóż. Ethan musiał przyznać, że coś interesującego w tym było. Niezależnie od tego, jak dziwaczne by się to zdawało.
    – Zapewne i tak przyjdę nieco wcześniej – poinformował, patrząc jednak na ducha. Czekał, oceniając, czy ten nie chciałby jeszcze czegoś powiedzieć.

    OdpowiedzUsuń
  19. Kiedy Ethan wyszedł za drzwi domu, który teoretycznie należał do niego, wziął głęboki wdech. Obejrzał się na budynek, który wyglądał przecież zupełnie zwyczajnie. I zastanowił się, czy wszystko to, co widział, jedynie mu się przyśniło. Czy przypadkiem sobie tego nie wymyślił. Choć nie podejrzewał się o obłęd, teraz nie było to dla niego takie znów pewne.
    Przez chwilę walczył z naglącą potrzebą otworzenia drzwi, ale powtarzał sobie, że nie mógłby sobie wymyślić całej postaci Gabriela aż tak wyraźnie. Cóż, taką przynajmniej miał nadzieję. Pierwszym co zrobił było pójście na pocztę i wysłanie listu, zanim zdążyłby się odwieść od tego pomysłu. Gdy wrócił do domu, usiadł przy biurku. Zobaczył rozrzucone liczne papiery – materiały na przyszłotygodniowe lekcje. Westchnął ze zmęczeniem. Zapomniał o nich. Zapomniał o całym świecie, a miał jeszcze tyle do zrobienia.
    I choć spróbował usiąść i zabrać się do przygotowania poniedziałkowej lekcji, cały czas myślał o Gabrielu. O tym wszystkim, co dziś się stało. Wyjął jakąkolwiek czystą kartkę i zaczął pisać. Dokładnie spisał wszystko, czego dowiedział się o Gabrielu Ravenwoodzie. I pisał, aż nie był pewien, że zanotował wszystko, co tylko zapamiętał. A kiedy to zrobił, mimo że na zewnątrz dopiero się ściemniało, od razu się położył, mgliście tylko myśląc o wszystkim, co miał jeszcze do zrobienia.

    Przed 20, gdy wsiadał do autobusu, wiedział, że w tym tygodniu będzie miał dużo pracy. Bo i w tych kilka godzin od wstania do wyjścia z domu, trudno było mu się skupić na starożytnym Rzymie czy rewolucji francuskiej. Jednak gdy tylko przekroczył próg domu wiedział, że to będzie ostatnie, o czym będzie myślał dzisiejszego wieczoru.
    Zamknął drzwi, zamknął oczy i westchnął. Ale gdy je otworzył, zobaczył inne wnętrze domu. Nowe, zadbane. A na środku pomieszczenia Gabriela, trzymającego w dłoni rewolwer. Odruchowo odsunął się pod ścianę. Słyszał stukot kopyt; na moment spojrzał w okno i ujrzał wiktoriański Londyn. Dorożki, chłopcy rozdający poranną prasę. Wszyscy w ubraniach z tamtej epoki. Ethan patrzył na to jak zaczarowany. Przez krótkich kilka sekund, aż na dźwięk strzału odwrócił się machinalnie.
    Gabriel krwawił, ale była to tylko rana na ramieniu. Kolejny strzał, tym razem w napastnika, i znów polała się krew. Ethan chciał się wycofać, podszedł do drzwi i przez chwilę rozważał wyjście. „To tylko wspomnienia,” powiedział do siebie, patrząc na to, co równie dobrze mogłoby być dobrze zrealizowanym filmem historycznym. Tylko on, w T-shircie i jeansach odrywał się wyraźnie od tego wszystkiego.
    Gdy Gabriel poleciał na piętro, Ethan przełknął ślinę i pobiegł za nim. Gdy dotarł na miejsce, po pokoju poniósł się przeraźliwy wrzask. Ethan wzdrygnął się; to wszystko działo się tak szybko. Stanowczo za szybko. Patrzył na krew i latające pociski. Choć żaden się do niego nie zbliżył, to wszystko było zbyt realne. Mężczyzna patrzył z przerażeniem, jak ktoś inny przybiegł. Był do niego niesamowicie podobny, ale mało go to wtedy zastanawiało.
    Serce Ethana biło jak oszalałe, gdy nagle to wszystko się skończyło. Wrócił stary pokój, w którym Ethan był jeszcze dzień wcześniej, i Gabriel w zadbanym, niezakrwawionym garniturze.
    Nie mógł wydusić z siebie nawet słowa; po prostu stał przy drzwiach, drżąc, z przerażeniem w oczach.

    OdpowiedzUsuń
  20. Ethan spojrzał na Gabriela. On też był swoistym wspomnieniem, czyż nie? I to z pewnością wydającym się znacznie mniej żywym niż to wszystko, co jeszcze przed chwilą ich otaczało. Niż jego przodek. I Londyn. Anglikański Londyn.
    Nagle mężczyzna zamrugał i wziął głęboki wdech. I zamiast spytać o cokolwiek historycznego, o któreś z setki pytań, które zamierzał zadać, jego pierwszymi słowami było:
    – Zapewne nie ma sposobu, żeby zobaczyć Londyn… tamten Londyn… raz jeszcze…?
    Miał wrażenie, że tego pytania wcale nie skierował do Gabriela. Raczej do swojej wyobraźni, która jakby nadmiernie się rozwinęła. Jego głos nadal drżał lekko, ale Ethan spojrzał teraz na mężczyznę przed nim, pozbawionego krwi na garniturze. Przygryzł wargę i odsunął się nieco od ściany, nadal patrząc na ducha nieco niepewnie.

    OdpowiedzUsuń
  21. Do Ethana zupełnie nie docierało to, co wciąż działo się wokół niego. Jednak jeśli była jedna rzecz, dla której pomagał duchowi w szczególności, była to możliwość dowiedzenia się tego, co działo się kiedyś. Nie był tego pewien, bo jak mógłby być, ale czy tego chciał? Z całą pewnością.
    – Tak… myślę, że tak – powiedział jednak, nadal wahając się.
    Był pewien, że będzie to znacznie ciekawsze niż uczenie w jakimś liceum. Tylko że ciekawsze nie zawsze oznaczało lepsze, przemknęło mu przez myśl. Jego zdrowy rozsądek walczył z niesamowicie niezdrową ciekawością historyka. Z chęcią do zbadania tego, czego nikt przed nim mógł nie zbadać i na co on najprawdopodobniej nie będzie miał innej okazji. I ta właśnie ciekawość brała nad nim górę.
    – Ale co… mogłoby się stać?
    Oczywiście, że jednocześnie się tego obawiał. To wydawało się zbyt piękne, żeby było prawdziwe. Zbyt piękne, żeby mogło działać bez efektów ubocznych. Kiedyś mógłby przysiąc, że zrobi to bez wahania, jednak w Gabrielu było coś ostrzegawczego, coś w jego postawie, co przestrzegało go przed pewnym „tak”.
    [W ogóle w moim pomyśle wspominałam o łowcach duchów, tak mi się przypomniało ostatnio, kiedy przekopiowywałam moje pomysły :D Myślisz, że będziemy ich w pewnym momencie wprowadzać czy raczej nie?]

    OdpowiedzUsuń
  22. Ethan otrzymał prostą odpowiedź. Nie wiem. Przygryzł wnętrze policzka. Skoro nawet Gabriel nie wiedział, mężczyzna przynajmniej nie mógł po sobie oczekiwać, że podejmie świadomą decyzję. A to było swoiste szczęście, bo wiedział, że czego by nie zrobił, potem mógłby bardzo tego żałować. Tak może uda mu się przeżyć i zobaczyć przeszłość taką, jaką rzeczywiście wtedy była. Zawsze myślał, że to największe marzenie każdego historyka i choć później zauważył, że niekoniecznie, to na pewno on był chętny oddać za to naprawdę wiele.
    Ze szczerym zainteresowaniem patrzył na Gabriela, gdy ten tłumaczył ideę czasu. Choć było to stanowczo zbyt blisko fizyki, żeby Ethan kiedykolwiek głębiej to rozważał, ale duch opowiadał o tym w sposób na tyle klarowny, że mężczyzna rozumiał, o co chodzi. A przynajmniej taką miał nadzieję.
    – Jestem gotów zaryzykować – odparł niemal bez wahania na pytanie Gabriela. Nagle coś sobie uświadomił. – Ignatiusa…? – spytał niepewnie. Nie wiedział czemu, ale założył wcześniej, że tamten nie zna innych duchów. Teraz ten pomysł wydawał mu się dosyć absurdalny, więc patrzył na niego uważnie.
    [A jak ty byś wolał? Bo mi w sumie bez większej różnicy.]

    OdpowiedzUsuń
  23. – Sprzątaczem? – wymknęło się Ethanowi, zanim zdążył pomyśleć.
    Cóż, od ducha do sprzątacza – niemała zmiana, przemknęło nauczycielowi przez myśl. Choć kwestia zajmowania się spirytyzmem nagle go tknęła. Kiedyś to wszystko wydawało mu się bzdurami, wymyślonymi, żeby kontrolować grupki łatwowiernych ludzi. Teraz jednak miał wrażenie, że to właśnie te grupki były tymi myślącymi – a masa, jak to w sumie przecież zwykle bywa, była dosyć daleka od prawdy.
    – Z nim właściwie też mógłbym się skontaktować – dodał mężczyzna.
    Na uniwersytecie, żeby tylko. Albo raczej żeby aż. Ale oczywiście nie powiedział tego głośno. Już wiedział, że raczej postara się o ten dzień wolny wszelkimi sposobami. Choć może mieć z tym niejaki problem.
    – Odpowiedzi jeszcze nie dostałem. A co do dnia wolnego, postaram się to załatwić jak najszybciej. Jesteś pewien, że to bezpieczne… dla ciebie?
    Właściwie dodał to po chwili wahania. Chciał zadać pytanie, na które przecież znał już odpowiedź – bo chciał znów pytać o własne bezpieczeństwo. Ale w ostatniej chwili uświadomił sobie, że Gabriel nie wspominał nic o wpływie podróży na niego.
    [Zgoda :)]

    OdpowiedzUsuń
  24. – Próbowałeś się z nimi skontaktować? – spytał Ethan z nieśmiałym zainteresowaniem. – Starałeś się dostać do… świata niematerialnego?
    Mężczyzna chciał go spytać także o jego postrzeganie zostania tutaj. Czy Gabriel myślał, że nadal tu jest z jakiegoś powodu? Nieziemsko go to dręczyło, ale obawiał się, że takie pytanie może być zbyt osobiste. W końcu nie brzmiało to jak „Jak się pan dziś czuje?”. Wydawało się to znacznie drażliwszą kwestią. A może to tylko wrażenie? Może dla ducha nie było już drażliwych tematów? Mimo wszystko Ethan postanowił nie ryzykować.
    Podszedł do okna za Gabrielem i spojrzał na budynek, notując w myślach przekazane mu informacje. Z jakiegoś powodu wątpił, że zastanie Ignatiusa, ale co mu szkodziło sprawdzić.
    Ethan był niemal zaskoczony tym, jak naturalnie to stwierdzenie zabrzmiało w ustach Gabriela. Rzeczywiście, był martwy. I musiał już do tego przywyknąć. A jednak coś w tej świadomości wydawało się absurdalne.
    [Wybacz, że musiałeś tyle czekać. I taka drobnostka: jestem teraz na urlopie, ale będę odpisywała, pewnie tylko nieco rzadziej. Choć na razie i tak siedzę chora w domu, więc...]

    OdpowiedzUsuń
  25. Londyn pełen jest duchów. Jak wspaniale. Choć Ethan mógł tylko zgadywać, gdzie w takim razie się pozaszywały, ponieważ przecież nie mieszkają razem z ludźmi… prawda? A wydawać by się mogło, że w angielskiej stolicy nie ma tak znów dużo opuszczonych budynków. Cóż, najwidoczniej pozory mylą.
    – Zgoda… Ale co mam mu powiedzieć? – spytał.
    Choć mówił teraz do ducha, sama myśl o pójściu do obcego człowieka i spytania go o to, czy można przenieść się do przeszłości z innym duchem, wydawała mu się niemal śmieszna. Potrzebował jakichkolwiek informacji, jeśli chciał mieć pewność, że osoba, którą spotka, będzie właśnie Ignatiusem, a nie kimś, kto po prostu mieszka tam teraz.
    – I jak on wygląda?
    Ethan miał oczywiście świadomość, że nawet to mogłoby nie być najlepszym sposobem na zidentyfikowanie go. W końcu mógł ostatnio odwiedzać Gabriela będąc nawet trzydzieści, czterdzieści lat młodszym niż jest obecnie, wziąwszy pod uwagę to, jak według jego relacji dziwnie płynął mu teraz czas.

    OdpowiedzUsuń
  26. Wygłaszanie teorii brzmiało jak dokładnie to, czego Ethan w tamtej chwili potrzebował. Czegoś więcej, najlepiej od innego człowieka, nie ducha. Informacje. Może nie konkrety, ale z całą pewnością informacje. Ethan nie zamierzał więc przerywać Ignatiusowi, tym bardziej marudzić. Modlił się w duchu, żeby mężczyzna nadal tam mieszkał.
    Historyk starał się jak najlepiej zapamiętać każdą informację, jaką Gabriel mu przekazywał na temat Ignatiusa. Nie żeby były jakieś nieziemsko dokładne. Zresztą Ethan już teraz myślał o tym, że najlepiej będzie po prostu wspomnieć o Gabrielu Ravenwoodzie, a jeśli tylko mieszkaniec to skojarzy, będzie to raczej jednoznaczne.
    – Może – odparł tylko Ethan.
    Mieszkanie z duchem brzmiało jak najbardziej nieprywatny sposób mieszkania, jaki można sobie tylko wyobrazić. A jednak możliwość skoków w przeszłość w pełni to wynagradzała. Z nawiązką.
    – W takim razie pójdę do niego. I na pocztę – dodał mężczyzna, patrząc na Gabriela, jakby czekając na jego aprobatę.

    OdpowiedzUsuń
  27. Chichot Gabriela trochę go spłoszył. Tylko odrobinę.
    Potraktował jego słowa jako żart, ale nie był zupełnie pewien, czy ma rację. Miał tylko nadzieję, że tak było, ponieważ Ethan naprawdę wolał nie przekonywać się o tym, co prawdziwy duch potrafi, a czego nie. Z pewnością nie planował sprawdzać wszystkich, ani nawet części, mitów.
    Wyszedł z domu, nadal nieprzekonany. Cóż, co mogło pójść nie tak? Czuł się, jak wtedy, gdy po raz pierwszy w życiu zamawiał pizzę – niby wiedział, co zrobić i że raczej nic wielkiego się nie stanie, jeśli coś pójdzie nie tak, ale jednak obawiał się tego z jakiegoś nie do końca określonego powodu. Popatrzył na miejsce wskazane przez Gabriela i ruszył w tamtą stronę. Zapukał do drzwi, mając po trochu nadzieję na brak reakcji. Tak się jednak nie stało. Usłyszał głos, należący do starszego mężczyzny.
    – Ethan Teville – odpowiedział nauczyciel, po czym, niemal bez pauzy, dodał – Przysłał mnie do pana Gabriel Ravenwood.
    Jego serce zaczęło dziwnie bić. Niby nie szybciej, ale jakoś inaczej. W tym momencie mogło się okazać, że to nie ta osoba, i nic by się nie stało. Zupełnie. Była przecież duża szansa na to, że wtedy w ogóle nie będą w stanie podróżować razem w czasie, a Ethanowi przecież na tym zależało. Z drugiej strony nadal bał się współpracy z duchem.

    OdpowiedzUsuń
  28. [W porządku! Przecież ty na mnie nieraz czekałeś dłużej ;)
    A co do wątku: owszem, mi przypadł bardzo, choć wiem, że charakter Ethana trochę ewoluował w trakcie pisania i za to cię przepraszam. Słowo, jak będę zamierzała zniknąć, to cię poinformuję. Ale na razie nie planuję. A tobie pasuje? Bo ja też jestem całkowicie otwarta na sugestie :)]

    Ethan przyglądał się uważnie całemu procesowi otwierania drzwi. Łańcuch, rygle. Wydawało się to dużo. A może mężczyźnie po prostu dwoiło się w oczach. Po prawdzie nie dało się tego wykluczyć, wziąwszy pod uwagę jego obawy. Choć skoro w ogóle mu otwarto, to wszystko wskazywało na to, że to jednak właściwe miejsce.
    – Właściwie poproszę… – mruknął na zaoferowaną mu herbatę.
    Stojąc w holu rozebrał się i popatrzył za gospodarzem. Niezbyt pewnie podążył za nim do kuchni i stanął w progu.
    – Co on…? To znaczy, mówił, że jest możliwość skoczenia w czasie. I że pan może mi coś o tym powiedzieć – wyjaśnił, zanim zdążył pomyśleć. I był na siebie zły. Może to przypadkowa zbieżność nazwisk i miejsc? Raczej niewiarygodna. Na to miał teraz Ethan nadzieję.

    OdpowiedzUsuń
  29. Gdy Ignatius odstawił dzbanuszek z mlekiem, Ethan wziął go i dolał mleka do herbaty, przez chwilę patrząc jak w transie, jak miesza się z brunatnym płynem. Myślał, co dokładnie chce wiedzieć, nawet mimo faktu, że właściwie nie miał z tym dużego problemu. Było naprawdę wiele takich informacji.
    Przechodził do konkretów. No tak. Nie pomyślał nawet o jakiejś rozmowie o pogodzie; w sumie mógł w ten sposób zacząć. Albo powiedzieć coś o sobie. Z jakiegoś głupiego powodu potraktował Ignatiusa jako chodzącą informację, nie jak drugiego człowieka. Cóż. Teraz za późno było o tym myśleć. Zamieszał płyn i podniósł wzrok.
    Choć słowa mężczyzny trochę wstrzymały entuzjazm Ethana. Trochę, ponieważ miał jako takie wrażenie, że pod względem tego, co może zastać, wie na co się pisze. Bardziej zastanawiało go coś innego.
    – Jakie mogą być konsekwencje takiego skoku? Ponieważ będziemy tylko obserwatorami, prawda? – spytał, po czym przypomniał sobie o jeszcze jednej drobnostce. –Właśnie… Gabriel wspomniał coś o teorii splatania… – dodał, mając nadzieję, że nie pomylił nazwy.

    OdpowiedzUsuń
  30. Ethan popijał akurat swoją herbatę, gdy Ignatius opowiadał o Gabrielu. Mógł właściwie uwierzyć w to, że duch był romantykiem – w końcu w ogóle go nie znał. Ale to, co usłyszał na początku, „nie jesteś człowiekiem przypadkowym”, spowodowało, że jego oczy rozszerzyły się w szczerym zdumieniu. A jednak nie spytał, słuchał tylko uważnie dalszych słów mężczyzny.
    I o ile kiedy dowiedział się, że w mniemaniu Ignatiusa nie jest dla Gabriela przypadkowy, udało mu się cokolwiek powstrzymać naglejsze reakcje, o tyle kiedy usłyszał drugą część wypowiedzi mężczyzny, nieomal zakrztusił się herbatą. I nie, bynajmniej nie chodziło mu o fakt, że może utracić świadomość. To jeszcze najpewniej po prostu nie do końca do niego docierało. Dużo bardziej zaszokował go fakt, że nie, nie będą obserwatorami.
    Odstawił ostrożnie kubek na tacę i spojrzał na Ignatiusa uważnie.
    – Choć nie spodziewam się żadnych ataków w trakcie skoku, poczułbym, że stałem się duchem? A co do drugiego zagrożenia… czyli to zależy raczej od Gabriela, nie ode mnie? – upewnił się, niepewny, czy dobrze zrozumiał wyjaśnienia mężczyzny. Może i tak byłoby lepiej. Prawie na pewno tak byłoby lepiej, w końcu Ethan dał się już poznać jako osoba o raczej słabej wytrzymałości psychicznej. A oczekiwał raczej, że to od tego będzie zależało utrzymanie się.
    [Oderwane od wątku, ale mam małą prośbę; sprzątam obecnie w etykietach na blogu i zauważyłam, że etykietujesz swoje postacie ich imieniem i nazwiskiem. Po co, z czystej ciekawości? W sensie, ma to jakiś cel czy raczej z przyzwyczajenia? Bo mam wrażenie, że to takie etykiety robią największy bałagan. Oczywiście popraw mnie, jeśli się mylę, ale jeśli nie, mógłbyś zaprzestać? Z góry wielkie dzięki :>
    PS. Co oznacza etykieta G?]

    OdpowiedzUsuń
  31. [Dziękuję pięknie! Oczywiście, że G może zostać, ono specjalnie nie bałagani :) Ale nie starczy tylko etykieta z nickiem? Wybacz, że tak dopytuję, po prostu bardzo mnie to zainteresowało.]
    Ciekawe uczucie? Z pewnością. Bycie martwym musi przecież być poniekąd interesujące. A jednak Ethanowi nie spieszyło się tak znowu do śmierci. Więc po prostu kiwał głową. Przeszło mu przez myśl, że Ignatius jest na to zapewne dwojako gotowy – w końcu nie tylko był już cokolwiek stary, ale i tyle przebywał z duchami, że musiał wiedzieć, jak to mniej więcej jest. Choćby i z samych relacji.
    Popatrzył za mężczyzną, który wyszedł bez słowa. Zamrugał, niepewny, co powinien zrobić, ale wolał raczej zostać w swoim miejscu. Decyzją tą zadowolił się już po chwili, kiedy Ignatius wrócił z talerzem ciastek. Ethan wziął jedno ciastko i ugryzł je ostrożnie. Niepotrzebnie, bo było naprawdę smaczne.
    – Tak właściwie już nie wiem, czego się spodziewać – powiedział zgodnie z prawdą i westchnął. – Zresztą, jestem historykiem, proszę pana. A chyba nie istnieje na świecie taki historyk, który nie chciałby się przenieść w przeszłość – dodał z uśmiechem. Właściwie czuł się znacznie lepiej, rozmawiając na te tematy z zupełnie żywą i materialną istotą.
    Po chwili zastanowienia spytał jeszcze:
    – Czyli nie będę odczuwał swoich emocji, tylko te, które w tamtym momencie czuł mój przodek?
    To nie brzmiało jak to, co mówił Ignatius, ale Ethan wolał się dopytać, żeby potem niepotrzebnie się nie zaskoczyć. Już i tak wszystko wskazywało na to, że miałby dostać wiele wrażeń.

    OdpowiedzUsuń
  32. – Jakie problemy mogą mieć duchy? – spytał Ethan bez zrozumienia.
    Samotność? Owszem, to mógł zrozumieć, ale nie to wydawał się mieć na myśli Ignatius. Mówił przecież o skokach w tym celu, musiało więc chodzić o coś więcej. A jednak myślał, że może znów czegoś nie zrozumiał. Może chodziło o zmiany w linii czasowej? Ale przecież powiedziano mu, że niektórych rzeczy nie można zmienić. Pozorne odpowiedzi powodowały tylko więcej pytań.
    Pokiwał głową, słysząc Ignatiusa, mówiącego o swojej żonie. Wolał nie poruszać tego tematu. Wydawał się dosyć drażliwy, tak jak jakiekolwiek śmierci. Gdy jego ojciec zginął, nikt, kto z nim rozmawiał, nie zaczynał inaczej niż „Przykro mi”. Och, jak bardzo miał tego dość. O ironio, chcąc odciąć się od ciągłego wspominania o śmierci jego ojca, trafił na martwego mężczyznę, który dodatkowo do niego przemówił.
    – Więc po prostu będę wszystko czuł? – dopytał się historyk. Po prawdzie byłby nieco zawiedziony, gdyby tak nie było. Tylko nieco, bo same skoki to cuda, ale jednak.

    OdpowiedzUsuń
  33. Tytuł Opiekuna Umarłych brzmiał cokolwiek zabawnie. Albo raczej brzmiałby, gdyby nie fakt, że teraz wydawał się niesamowicie realny. Choć na pewno nie wydawało się to odpowiednim zajęciem dla Ethana. Gabriel go przerażał; nie chciał nawet myśleć o wielu duchach, z którymi musiałby rozmawiać. O tak, z pewnością wolał już nawet tą niewdzięczną fuchę nauczyciela. Mógł sobie wyobrazić gorszą młodzież, z którą musiałby pracować. Ba, mógł sobie wyobrazić po prostu młodsze dzieciaki, a z nimi raczej by nie wytrzymał.
    – Domyślam się, że nie wiesz, jaki on ma problem? – spytał Ethan.
    Słowo „gangster” niemal go zaatakowało. Oczywiście, z jakiego innego powodu miałby zostać ot tak postrzelony we własnym domu? Nie do końca wiedział, czego innego się spodziewał, ale to było jak kubeł zimnej wody, wylany mu na głowę.
    – Czemu miałby mi powiedzieć?
    Dla Ethana taki rozwój wypadków wydawał się raczej bardzo wątpliwy.

    OdpowiedzUsuń
  34. W całej tej sytuacji był jeden znaczący plus. Ethan nie musiał się aż tak znowu dużo uczyć o zwyczajach i o tym, jak świat wyglądał, bo dobrze to wiedział. Oczywiście nie był pewien, z którego dokładnie roku pochodzi Gabriel, ale tak jak powiedział Ignatius, dowiedzenie się tego nie mogłoby być aż tak znów trudne. Właściwie dziwił się sobie niemal, że wcześniej o tym nie pomyślał. Nawet gdyby nie chciał podróżować w czasie, mógłby się zorientować nieco w przeszłości swojego nowego współlokatora, jak przerażająco by ta wizja nie brzmiała.
    – Dziękuję za pomoc – powiedział Ethan. – Z pewnością zastosuję się do pańskich rad. Na pewno nie zaszkodzi zahaczyć o archiwum – rzucił i wstał, kierując się do drzwi. Na pożegnanie powiedział jeszcze – Do widzenia. I raz jeszcze dziękuję – powtórzył się i wyszedł, uśmiechając się do starca na pożegnanie.
    Ruszył w stronę przystanku autobusowego i pojechał do centrum, do mieszkania, które wynajmował, w celu sprawdzenia skrzynki pocztowej. Tam zastał rzeczywiście list, którego jednak postanowił nie otwierać. Bał się, że Gabriel miałby mu to za złe – a naprawdę bardzo bał się Gabriela, który ma mu coś za złe.
    Wszedł do archiwum i postarał wszystko, co mógł o Ravenwoodzie znaleźć, co zaowocowało tym, że do posiadłości wracał dopiero późnym popołudniem. Wszedł do środka i powiedział:
    – Już wróciłem.
    Właściwie nie podniósł nawet głosu. Wątpił, że Gabriel zwróci na niego uwagę; zresztą, mógł po prostu być na górze. A Ethan wolał nie podnosić głosu z czystej zapobiegawczości.
    [Wybacz, gorszy tydzień D:]

    OdpowiedzUsuń
  35. Gdy tylko mężczyzna usłyszał głos Gabriela, jakby natychmiast ponownie przypomniał sobie, że przecież tenże Gabriel jest duchem gangstera. Duchem. Gangstera. To tworzyło naprawdę nieprzyjemne połączenie, ale Ethan nie chciał panikować. Ten jeden, jedyny raz zależało mu na tym, żeby się ogarnąć i po prostu się odezwać. No, może nie ten jedyny. Ale ten jeden z nielicznych. I, ku jego zadowoleniu, udało mu się to.
    – Właściwie Ignatius wyjaśnił mi to wszystko pokrótce. Tak myślę.
    Cóż, rzeczywiście nie rozmawiali długo. Ethan był pewien, że dostał tylko najbardziej ogólne i najistotniejsze informacje. Trochę będzie mu jednak brakowało kontaktu z człowiekiem, który był jednak cokolwiek bezpieczniejszy. A może to były tylko pozory, ale och, jakie przyjemne.
    – Poprosił, żeby go poinformować, jeśli będziemy chcieli skoczyć, żeby nas poinstruował i popilnował… to znaczy on tak to ujął… – dodał, upewniając się, że Gabriel ma świadomość, że mężczyzna z niego nie kpi.

    OdpowiedzUsuń
  36. Ethan już to przemyślał. A przynajmniej takie miał wrażenie. Bo jak mógł porządnie przemyśleć coś, co nadal kompletnie do niego nie docierało. Niby przyjął już do wiadomości fakt istnienia duchów, a jednak nadal nie do końca to sobie uświadamiał. Choć miał nadzieję, że ma świadomość istniejącego zagrożenia.
    Gdy Gabriel ruszył w stronę ściany, Ethan przez chwilę chciał spytać, gdzie idzie. Przez chwilę pomyślał o skrytce, o której wspominał Ingatius. Ale szybko wybił sobie ten pomysł. Jeśli mężczyzna będzie chciał, sam mu to powie. Nauczyciel wolał nie dopytywać. Gdy jednak duch przyszedł z powrotem z woreczkiem, Ethan z fascynacją zbliżył się do niego i uważnie obserwował to, co z niego wyjęto. Gdy zobaczył misterną robotę, z całą pewnością nie wywodzącą się spod ręki współczesnego rzemieślnika, z wrażenia aż westchnął.
    Miał ochotę ich dotknąć, sprawdzić, czy są prawdziwe, ale obawiał się, że zniszczy go choćby krótkim tknięciem. Więc przyglądał się tylko uważnie, aż usłyszał słowa wypowiedziane przez Gabriela. Na chwilę zastygł; czyżby jego obawa była aż tak widoczna? Cóż, najwidoczniej.
    – Nie, nic takiego – powiedział niepewnie; naprawdę nie chciał nic powiedzieć, ale może Gabriel czegoś oczekiwał? – Tylko… Właściwie, co możesz robić jako duch? Co jest tylko plotką, a co rzeczywiście duchy potrafią?
    [Uch, zapomniałam urlopu. Ale już mam luz i będę z całą pewnością regularnie żyła! :)]

    OdpowiedzUsuń
  37. Ethan stał niemal nieruchomo, wodząc tylko wzrokiem za krążącym po pokoju Gabrielem. Słuchał go z zainteresowaniem, odczuwając silną ochotę już się cofnąć. Wolał go spytać o ewentualne możliwości duchów gdyby coś poszło nie tak. Nie chciał być pesymistą, ale wolał się upewnić. Nie chciał być pesymistą, ale leżało to w jego naturze. Miał nadzieję, że wszystko pójdzie dobrze. Choć musiał przyznać, ze brzmiało na to, że początki bycia duchem wcale nie są najtrudniejszą częścią tego procesu. Wręcz przeciwnie. Może zdążyłby się przyzwyczaić.
    Zamrugał; czemu rozważał to tak, jakby to już się stało? Albo jakby przynajmniej było niemal pewne. Uśmiechnął się delikatnie, gdy sobie uświadomił, że przecież wszystko raczej będzie w porządku, a przynajmniej gdy spróbował w to uwierzyć, ale zaraz przygasił uśmiech, przypomniawszy sobie, że przecież nadal nie był u siebie. Nie był sam.
    – W takim razie proponuję je tutaj znieść – powiedział niepewnie, potwierdzając raczej sugestię Gabriela. – Jak dużo ich tam jest? To znaczy...
    Urwał, bo właściwie sam nie wiedział, co to znaczy. Tak naprawdę chciał spytać, czy duch zamierza pomóc mu je nosić, ale w końcu nie odważył się. Zamiast tego zadał niespecjalnie inteligentne pytanie – choć plus był taki, że w sumie nie było to najgorsze pytanie, jakie mógł zadać.

    OdpowiedzUsuń
  38. Ethan potwierdził skinieniem głowy. Co prawda zrobienie na tyle dużej dziury nie było czymś, co mógł zrobić ot tak – co by nie mówić, była to ściana, nie kartka papieru – ale uznał, że na coś wpadnie. W końcu nie było to zupełnie niewykonalne.
    – Prawdę mówiąc nie znam się specjalnie na takich rzeczach – rzucił niepewnie. – Obawiam się, że mógłbym sprzedać je za jedynie procent ich rzeczywistej ceny.
    Owszem, wiedział, że biżuteria jest wyjątkowa – widział przecież, że jest piękna i dbale wykonana. Ale nie potrafił nawet oszacować, ile jest warta dobra biżuteria, nie mówiąc już o cenie odpowiedniej za to, co posiadał Gabriel.
    Mężczyzna zawahał się, słysząc jego pytanie. Westchnął jednak i odezwał się:
    – Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że coś pójdzie nie tak. Że tak jak ty stanę się duchem – przyznał wreszcie. – Chociaż przynajmniej nie bylibyśmy sami – dodał, a na jego ustach zabłąkał się delikatny uśmiech.

    OdpowiedzUsuń
  39. Ethan zamrugał, patrząc na biżuterię na stole z niedowierzaniem. Jeśli to, co mówił Gabriel było prawdą i dało się to jakkolwiek udowodnić, niewątpliwie widział teraz małą fortunę. Albo, po prawdzie, niekoniecznie taką znów małą.
    – Nie masz zapewne niczego, co potwierdzałoby historię tego naszyjnika, prawda? Bo – odchrząknął – marszandzi raczej nie uwierzą mi na słowo. Zresztą, nie znam żadnych, a co za tym idzie, raczej nie wyceniliby jej z korzyścią dla… nas – powiedział w ostatniej chwili.
    Skinął tylko głową na następne słowa Gabriela. W pewnym stopniu mu ufał, resztę wypełniała ciekawość. Było tam naprawdę niewiele miejsca na wątpliwości.
    – Więc kiedy chciałbyś skoczyć? – spytał Ethan, mnąc nieświadomie swoją koszulę i patrząc uważnie na ducha.

    OdpowiedzUsuń
  40. [Cześć. Szybka informacja: niestety wyjeżdżam i wrócę dopiero w przyszły czwartek. Przepraszam, ale do wtedy nie ma szansy, że pojawi się odpis, chyba że cudem wywalczę internet, ale raczej bym się nie spodziewała :D]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [Znaczy jeszcze dziś z pewnością odpiszę.]

      Usuń
  41. [Proponuję ich chyba najpierw skoczyć, bo ciekawiej :D Choć z drugiej strony ewentualni łowcy mieliby lepszą motywację, żeby się nim zainteresować, żeby w ogóle się nim zainteresować.]
    Ethan uśmiechnął się nieco z rozbawieniem i świadomością, że nie powinien go bawić fakt, że częściowo także i jego pieniądze są w niepewnym położeniu. Choć z drugiej strony musiał być w domu, a Gabriel cały dom znał dobrze. A jeden dzień wte czy wewte raczej nie robił im, a już w szczególności duchowi, różnicy. Zaraz pozbył się jednak uśmiechu, uświadomiwszy sobie, gdzie właściwie jest i przed kim. Nigdy nie czuł się zbyt komfortowo przy Gabrielu. A jednak jego oferta była stanowczo zbyt kusząca.
    – Jeśli potrzebowałbyś mojej pomocy – zaczął – to mogę ich poszukać. A dla mnie każdy dzień jest dobry.
    Byle po szesnastej, chciał dodać, ale nie zrobił tego. W razie czego mógłby pewnie zdobyć zwolnienie. Chciał wierzyć, że nie powiedział tego z ekscytacji, że za bardzo chce już trafić do przeszłości. Ale pewnie miał w tym swój udział również Gabriel.

    OdpowiedzUsuń
  42. Już kiedy Ethan opuszczał dom Gabriela wiedział, że tej nocy nie uda mu się zasnąć. Oczywiście, jak się okazało, miał rację. Cały czas się zastanawiał, a im dłużej to robił, tym więcej wątpliwości go dopadało. Ale nie mógłby już zrezygnować. Po części ze względu na Gabriela, po części z uwagi na fakt, że tak naprawdę dobrze wiedział, że potem by sobie tego nie wybaczył. Ta okazja była po prostu zbyt cudowna. Tak, ta druga część była raczej większa.
    Gdy jednak o umówionej porze szedł do Ignatiusa, nie czuł zmęczenia. Strach, podenerwowanie, ekscytację – owszem, w ilościach masowych. Ale nie zmęczenie. Gdy kroczył przez dom, miał wrażenie, że już jest w innej epoce. Była to niewątpliwie siła autosugestii, ale równie niewątpliwie działała w tym wypadku ze zwielokrotnioną mocą. Obserwatorium wyglądało jakby przygotowano je do odprawiania rytuałów do przyzywania demonów. Albo do powracania duchów do ich własnych czasów, jedno realniejsze od drugiego, poprawił się w myślach Ethan, patrząc na białą świecę.
    Dłoń Gabriela nie wydawała się zimna. O nie, była, delikatnie rzecz biorąc była lodowata. Ethan zadrżał, gdy tylko ją chwycił, ale nie był pewien, czy duch to poczuł. Pewnie tak. Cokolwiek. Mężczyzna zamknął oczy i modlił się tylko, żeby wszystko poszło zgodnie z planem. Albo żeby po prostu to przeżył.

    Ethan nic nie poczuł. Po długiej chwili otworzył niepewnie oczy i zobaczył te same drzwi, które wcześniej otwierał. Tym razem jednak znacznie nowsze. Poczuł, jak jego serce zabiło szybciej, gdy się rozglądał. Całe wnętrze wyglądało na całkowicie nowe, choć staromodne – staromodne oczywiście w jego rozumieniu starej mody, bo tu zapewne było zupełnie zwyczajne. O ile tylko wszystko się udało. A na to wyglądało.
    Mężczyzna cały drżał, gdy chwytał klamkę i otwierał drzwi. Rozglądał się niepewnie po zadbanym i utrzymanym w fantastycznym stanie obserwatorium, po czym natrafił wzrokiem na Gabriela. Tego samego, który go tu przyniósł. Nie różnił się wyglądem ani odrobinę, ale niewątpliwie pasował do otoczenia znacznie lepiej. I wyglądał tu bardziej dostojnie.
    – Tak – odpowiedział, nadal niepewnie. – Udało się, prawda?

    OdpowiedzUsuń
  43. Ethan pochłonięty był przyglądaniem się cudowności pomieszczenia, będącego teraz w stanie idealnym, gdy Gabriel odezwał się. Z jakiegoś powodu jednak jego słowa, nawet głos, zdawały się pasować do całego otoczenia, dodawały mu niewspółczesnej atmosfery. Z drugiej strony Ethan musiał stopniowo przypominać sobie, że to, co widzi, to właśnie jest współczesność. W pewnym sensie.
    Początkowo więc podirytowany głos nie odpowiadał mu do tej sielankowej chwili, w której tak Ethan, jak i Gabriel właśnie otrzymali to, czego chcieli od dawna. Wtedy jednak mężczyzna spojrzał na właścicielkę owego głosu i wrażenie to prysło nagle. Pasowała ona tam równie dobrze, jak parka, jeśli nie lepiej, ponieważ, co by nie mówić, nie została nagle wyrwana z zupełnie innych czasów. Ethan patrzył na nią, oczarowany, i słuchał jej uważnie. Przyglądał jej się nadal, gdy rozmawiała z Gabrielem, nadal nie wierząc, że to wszystko jest prawdziwe. W końcu spojrzał nawet na siebie, zachwycony swoimi ubraniami. To wszystko zdawało się po prostu zbyt idealne. Gdy Gabriel uśmiechnął się do niego, on odpowiedział tym samym. Z jakiegoś powodu świadomość, że nie jest on już, przynajmniej tymczasowo, duchem, napawała go większym zaufaniem do niego. Cóż, częściowo dzięki temu, że wypierał ze świadomości fakt, że nadal jest gangsterem, być może groźniejszym nawet niż w swojej niematerialnej formie.
    Ale groźny był raczej nie dla niego. W końcu nie miał ku temu żadnych powodów. Teraz Ethan mu pomagał i dzięki temu wreszcie miał wrażenie, że mu zaufano. Że mu zaufano i że on też mógł zaufać.

    OdpowiedzUsuń
  44. Rzeczywiście, Ethan zapomniał nieco o odzywaniu się. Chciał już przeprosić za to, uśmiechnął się nawet nieco, ale wtedy Gabriel zbliżył się bardziej i skierował dłoń najpierw ku jego włosom. Już wtedy mężczyzna zdrętwiał nieco, gdy jednak tamten dotknął twarzy Ethana, on skamieniał już całkowicie, trwając w zimnym, pełnym obawy osłupieniu. Nie odezwał się ani słowem, nie poruszył najmniejszym mięśniem. W jego uśmiechu jednak, nawet mimo faktu, że nie drgnął, coś się zmieniło. Ethan zawsze preferował kobiety. Co prawda nie miał żadnej partnerki, ale zdecydowanie jej nie wykluczał.
    Gdy jednak Gabriel oderwał się od niego, on westchnął cicho i rozluźnił się znacznie, starając się ignorować fakt, że nadal intensywnie czuł miejsce, w którym został dotknięty. Miał wrażenie, że ręka drugiego mężczyzny nadal była na swoim miejscu, niczym swoisty powidok dotykowy. Nieustannie rozglądał się po okolicy, zafascynowany ludźmi i pomieszczeniem, zapominając niemal o tym, że musi dziwacznie wyglądać. Zerkał też od czasu do czasu na Gabriela, ponownie nieco niepewny, starając się jednak nie podłapać jego spojrzenia. Szczęśliwie nie było to specjalnie trudne, wziąwszy pod uwagę, że i tamten nie wydawał się wybitnie nim zaabsorbowany. Nie żeby było to dziwne – Ethan wyobrażał sobie, że otrzymanie życia na nowo jest niesamowicie przyjemne i odświeżające.
    Gdy wsiadał do samochodu, zaciągnął się zapachem, skupił na odgłosach. Wydawało mu się to wyrwane z filmu historycznego w całej okazałości, jednak wydawało się – a raczej było – stokroć realniejsze. I absolutnie magiczne. Ethan spojrzał na Gabriela, który uśmiechał się w tak niepodobny do siebie sposób. Odpowiedział mu więc nieco nerwowym uśmiechem i mruknął:
    – Tu jest… wręcz niesamowicie – powiedział tak cicho, że brzmiało to jak szept.

    OdpowiedzUsuń
  45. [Wybacz moje zniknięcie bez ostrzeżenia >.< Musiałam chwilkę odpocząć, ale jestem już cała i chętna do pisania.]
    Ethan musiał wyglądać na niesamowicie zagubionego. Cóż, co by nie mówić, taki właśnie był. Zachwycało go tutaj wszystko, każdy najmniejszy element otoczenia przyciągał uwagę, w dużej mierze dlatego, że tutaj każdy miał swoje życie. Może dawno minione, ale to w pewien sposób tylko dodawało całemu obrazowi uroku. Tym bardziej, że tu wcale nie wyglądali, jakby ich los był już z góry ustalony. Mężczyzna zwracał uwagę niemal na wszystko – od piekarni na rogu, gdzie stary mężczyzna z uśmiechem obsługiwał klientów, przez roześmianą cygankę z tamburynem przez zasmuconą szczerze kobietę, która mijała ich, unikając czyichkolwiek spojrzeń. Nie potrafił skupić się na jednym, a już w szczególności nie na Gabrielu, choć znów poczuł jego dłoń znacznie wyraźniej, niżby chciał, jakby była parokrotnie cięższa niż w rzeczywistości.
    Poszedł potem za nim i również uważnie przysłuchiwał się negocjacjom, próbując teraz chociaż wyglądać w miarę… z tej epoki? A przynajmniej tak, żeby nie zwracał uwagi swoim brakiem rozgarnięcia. O ile było to jakkolwiek możliwe. Najgorzej, że nie potrafił nawet ocenić, czy udaje mu się to w najmniejszym stopniu.
    Niestety, w restauracji znów nie potrafił nawet stwarzać pozorów, że to wszystko nie przyciąga jego uwagi, nie kradnie serca swoją atmosferą i nie pochłania go całkowicie. Zerkał na kelnerki w nietypowych, ale całkowicie zwykłych ubraniach, na stoliki, ozdoby. Na wszystko. Bo wszystko wydawało się zatrzymane w czasie – w swoim, oczywiście, czasie – a jednak nie było aż tak inne. Nie wydawało się aż tak nierealne jak to wszystko z początku. Ethan już zaczynał czuć się w tej epoce odpowiednio i tylko to nieco go zaskakiwało. W końcu, co by nie mówić, tylko o niej czytywał. Z zamyślenia wyrwał go realistyczny głos Gabriela, więc mężczyzna skupił się na nim i, skinąwszy głową, przygryzł nieco wargę.
    – Jakie dokładnie? – spytał, mając nadzieję, że nie popełnia jakiejś sporej gafy.

    OdpowiedzUsuń
  46. [W razie czego wyjeżdżam znów, teraz na nieco ponad tydzień, jak wrócę, przepraszam, że aż tyle zalegam, ale jakoś z rytmu wypadłam. Postaram się ogarnąć po powrocie! :)]

    OdpowiedzUsuń
  47. [Ech, wybacz zaległości, ale myślę, że już odżywam ;)]
    Ethan nie był aż taki głupi. Zauważył, jak traktował go Gabriel i jak na niego patrzył – a już szczególnie teraz, kiedy cofnęli się w czasie. Choć wcześniej był chyba nieco zbyt przytłoczony świadomością, że to w ogóle będzie się działo, żeby zastanowić się, jak mężczyzna będzie go traktował. I dopiero teraz za to pokutował. Dopiero teraz docierało do niego, jak bardzo tamten musiał tęsknić za swoim kochankiem i że nie mógł przecież oczekiwać, że całkowicie odseparuje przeszłość od teraźniejszości. To były przecież jego czasy, z tego co już od niego słyszał, te właśnie zdawały się być jego rzeczywistością. Więc tak samo Adam musiał wydawać mu się realniejszy niż Ethan. Cóż, coś za coś, pomyślał, skinął więc głową, przygryzając wargę tylko odrobinę.
    – Mimo wszystko obawiam się, że nie umiem… – się bić, chciał już powiedzieć, ale sztućce zabrzęczały dźwięcznie na talerzu Gabriela, na co Ethan zaaferował się natychmiast. – Wszystko w porządku? – wypalił zaraz. – Coś się stało?
    Wgapiał się w niego jak, cóż, w ducha, bo obawiał się, że stało się coś złego. Że coś zaczynało iść nie tak, i to tak szybko.

    OdpowiedzUsuń