Żyjemy, piszemy! Niedługo pojawi się lista obecności.

23 grudnia 2014

[KP] Filip Kamiński


Filip Kamiński
24.07.1987 Kraków • zodiakalny lew

Grafik z wykształcenia, artysta z przypadku. Czasem buc. Kumpel. 
Sto osiemdziesiąt pięć centymetrów uśpionej agresji. Alkoholik.

Kiedy Piotruś Pan niespodziewanie dorasta, okazuje się, że życie potrafi nieźle dać w kość. Gdy dodasz do tego słowa ojca i spojrzenie matki, kiedy orientują się, że mimo wszystko nie zostałeś prawnikiem, a grafikiem... "Grafikiem? I jak niby zarobisz na chleb?". Kiedy wreszcie okazuje się, że nie zarobisz, bo właśnie zwolniłeś się z pracy, bez żadnych perspektyw na kolejną, to naprawdę, naprawdę jedyną rzeczą, na którą masz ochotę to zalać się w trupa. I przecież nie u siebie w domu, bo go nie masz. Bo Cię nie stać, a rodzice już dawno cię wydziedziczyli. Ale przecież jest Ona. Wierna Przyjaciółka, która trwa u twego boku, ile to już lat? Zbyt wiele, by liczyć. I to właśnie Ona, między opieprzaniem cię z samego rana, a robieniem mocnej kawy na kaca, oznajmia ci, że przecież możecie założyć coś własnego, coś swojego, coś co ma szanse na sukces, bo przecież jesteście piekielnie dobrzy w tym co robicie.
I wierzysz Jej, bo czemu nie? Przecież nigdy cię nie zawiodła. Za ostatnie pieniądze wynajmujesz obskurną kawalerkę i zabierasz od Niej swoje graty. Na blacie chwiejącego się stołu otwierasz laptopa i projektujesz najlepszą stronę firmową na jaką cię stać, sygnując ją swoim i Jej nazwiskiem. Miesiąc później stać was na wynajęcie niewielkiego biura, kiedy okazuje się że miała rację. Bo Ona zawsze ma rację, prawda? 


To miało być zwykłe po­lowa­nie. 
Lew za­kochał się w ow­cy. 
Głupi lew. 
Szczęśli­wa owca.


26 komentarzy:

  1. Dźwięk obcasów odbijał się głucho po ścianach małego biura, które to jeszcze w dość surowym stanie bieliło się w świetle dziennym. Potem rozniósł się kolejny, tym razem był mieszanką taniego drewna i metalu. Klucze uderzyły o blat białego biurka, którego właścicielka średnio dbała o jego stan. W końcu był pierwszym lepszym tanim meblem z Ikei kupowanym na prędko do oczywistych celów. Laura zdecydowanie nie lubiła przywiązywać się do rzeczy materialnych. Ona sama opadła na swój dość wygodny fotel, w którym przez dłuższą chwilę przyglądała się całemu pomieszczeniu. Było dziwnie sterylne i jasne, ale kobiecie zdecydowanie to odpowiadało. Jej mieszkanie niewiele się różniło, nie licząc ciekawszych mebli, wychodzących spod ręki ojca oraz kilku starych krzeseł, które Zakrzewska z upodobaniem własnoręcznie odnawiała.
    Ostatniej nocy nie mogła zasnąć, kotłując się w łóżku na wszelkie strony. Nawet średnio mogła określić z jakiego powodu tak się działo, ale wynikiem tego zjawiła się w biurze znacznie wcześniej, niż powinna. Wyglądała na całkiem wypoczętą i o zdrowym wyglądzie skóry, jednakże walczyła o to bitą godzinę, stojąc przed lustrem, by wszystko, co najgorsze zakryć pod makijażem. Każdego dnia wyglądał on dokładnie tak samo, zupełnie jak jej styl ubierania się, który ograniczał się wyłącznie do jednego koloru. Blond włosy, które to przechodziły niekiedy prawie w biel, czerwona szminka na ustach, a do tego czarny strój zazwyczaj bez żadnych dodatków. Codziennie wyglądała łudząco podobnie, jak podobnie wyglądał cały jej dzień. Tak właśnie Laura, jak zawsze klnąc na siebie w myślach, pozbywała się niewygodnych butów na obcasie, by w pracy zamienić je na wygodne trampki. Odetchnęła. W końcu zerwała się z miejsca, bo ile można było siedzieć i rozmyślać nad swoim życiem. Praca była jej ucieczką, jak i pożądanym przez nią wysiłkiem. Laura spędzała przed swoim laptopem zdecydowanie zbyt wiele czasu, co skończyło się dla niej niezbyt odpowiednio. Wada wzroku na szczęście nie była tak uciążliwa, ze względu na soczewki, które zawsze miała na sobie. Jedynie w domu zakładała okulary – tam przynajmniej nikt jej w nich nie widywał. Prócz Niego.
    Filip od zawsze był kimś, kogo wielbiła i nienawidziła zarazem. Nikt nie potrafił tak poprawić jej humoru, jak on, ale i nikt z taką łatwością nie potrafił go zniszczyć. Kilka miesięcy temu mogła tego doświadczyć dosyć dotkliwie. Widok upijającego się Filipa ćwiczył w niej cierpliwość do zupełnego milczenia, za to poranne złe samopoczucie przyjaciela wprawiało ją w stan zdenerwowania. Chociaż ewidentnie swoje żale wylewała na niego, to tak naprawdę głównie była zła na siebie. Jednak znalazła dla nich idealne rozwiązanie, którego po czasie, wstyd się było jej przyznać, ale trochę żałowała. Ktoś był prócz niej samej w tym mieszkaniu, wynajętym jeszcze za czasów studiów. Zakrzewska ostatnimi czasy zdawała sobie sprawę, jak bardzo na samotność cierpiała. Tyle że z tego wszystkiego ona sama była wtedy najmniej ważna.
    Laura zdążyła już przygotować się do pracy, a zerkając na zegarek stwierdziła, że na Filipa i tak będzie musiała jeszcze poczekać. Tym samym zaczęła zgłębiać się w kolejnego maila ze zleceniem. Minęło od tamtego czasku kilka godzin, kiedy kobieta ponownie przekręciła rękę, w celu sprawdzenia godziny. Wskazówki głosiły już wczesne popołudnie, ale za to znacznie spóźnienie przyjaciela blondynki. Zdenerwowana zaczęła wyszukiwać telefonu w torebce, przez którą nerwy jeszcze bardziej się napięły, ale gdy Laura w końcu znalazła to, co chciała – wybrała pierwszy wyświetlający się numer w połączeniach. Jak bardzo zagotowała się w niej krew, gdy w słuchawce usłyszała dźwięk odrzucenia połączenia. Wstała z miejsca i żwawym krokiem przeszła na zaplecze. Złapała swoją szklankę oraz sok stojący w kącie. Z nerwów o mało go nie wylała, kiedy po otwarciu okazało się, że zbyt mocno ściska karton. Odłożyła go z hukiem, a płyn wypiła wręcz duszkiem, po którym ostentacyjnie wypuściła powietrze z ust. Głos Kamińskiego wywołał w niej różnorakie uczucia. Głownie była to złość.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odwróciła się w jego stronę, uważnie, acz szybko lustrując go wzrokiem. Nie wyglądał zbyt dobrze, co odbiło się chwilowym zmartwieniem na twarzy Laury. Jednak już chwilę potem, natrafiając na jego brązowe tęczówki przybrała swoją jakże groźną minę, kiedy to marszczyła ze wściekłości brwi. Kogo ona chciała oszukać? Wyglądał dokładnie tak, jak w każdy poniedziałek.
      - A jakie to ma znaczenie? Spóźniasz się przecież jak zwykle, nie powinno mnie to chyba dziwić. I otóż to, nie dziwi – blondynka uderzyła szklanką o blat szafki, będąc prawie pewną, że gdyby zrobiła to odrobinę mocniej, szkło pękłoby jej w dłoni. – Tylko w cholerę denerwuje! – warknęła, podkreślając każdą twardą część wyrazów. Spojrzała gdzieś w bok za okno, przyglądając się opatulonym ludziom na ulicy Krakowa. Ręce skrzyżowała na piersi i nerwowo zaczęła stukać nogą. Robiła tak zawsze, gdy się denerwowała. Zupełnie, jakby miało to pomóc się uspokoić.
      - Filip, ja nie będę odwalała roboty za nas oboje, więc bardzo cię proszę, chociaż staraj się przychodzić wcześniej, niż zwykle. Ja jestem naprawdę bardzo cierpliwa, ale zaczynasz już przekraczać pewne gra… - przerwała w połowie zdania, kiedy wracając do niego wzrokiem natrafiła na soczysto czerwony ślad na jego szyi. – No tak. – skwitowała. – Jakże inaczej mógłby spędzić weekend Casanova, jak nie w towarzystwie alkoholu i kobiet? – uśmiechnęła się złośliwie, jednak zaraz odwróciła się do zlewu, aby na szybko umyć ubrudzoną przez siebie szklankę. – Zresztą, co mnie to interesuje. Mam się przecież nie wpieprzać do twojego życia. Rób sobie co chcesz – Laura mówiła już znacznie ciszej, jednakże zdenerwowanie wcale ją nie opuściło. Odstawiła szkło na bok, wytarła dłonie i ruszyła w stronę wyjścia. – Przepuść mnie, chcę wrócić do pracy. Sama się nie zrobi – rzekła naburmuszona, próbując przejść wąską szczeliną między ścianą, a ramieniem przyjaciela.

      Usuń
  2. Rozmowy z innymi ludźmi były dla Laury chyba najcięższym wysiłkiem psychicznym. Z większością relacji miała problem, bo zazwyczaj wyrażała swoje uczucia w dość dziwny, a przynajmniej niecodzienny sposób. O ile w ogóle potrafiła je w jakikolwiek sposób wyrażać. Świetnym przykładem był sam Filip, o którego w ostatnim czasie najbardziej się martwiła, ale jednocześnie nie mogła porozumieć bez żadnych awantur. Nie lubiła momentu, kiedy ktoś w kłótni przejmował pałeczkę, rzucając kontrargumentami w jej stronę. Najzwyczajniej próbowała wtedy uciec, chociaż tym razem nie za specjalnie było to możliwe. Chwilę się jeszcze broniła, starając odepchnąć przyjaciela od siebie, ale kiedy ten odwrócił jej głowę w swoją stronę, wymiękła. Po prostu dłonie nagle przestały napierać, a ona sama wpatrywała się w jego brązowe oczy. Czasem przypominały twarde drewno, a niekiedy ulubione farby olejne, którymi tak uwielbiała pracować. Tego dnia niestety przybrały barwę ciemniejszą, niż zwykle.
    Gdy do niej mówił, Laurze robiło się coraz bardziej przykro. Miał rację i ona doskonale o tym wiedziała, ale nie potrafiła ot tak po prostu spytać jak się czuje, a tym samym nie skomentować jego zachowania. Z jednej strony starała się go jakoś zrozumieć, ale z drugiej twierdziła, że wciąż zachowuje się jak studiach, które to doskonale pamięta głównie ona.
    W końcu ją puścił, a ona mogła odetchnąć i odwrócić wzrok dokładnie w drugą stronę. Czuła na sobie spojrzenie Filipa, ale nie była w stanie się z nim zmierzyć. Po prostu wiedziała, że przegra na samym początku. Serce zaczęło się uspokajać, powoli zapominając wygląd tęczówek mężczyzny. Zawsze tak reagowało, kiedy na nią patrzył, a ona sama nigdy nie zastanawiała się, dlaczego tak się działo.
    Nie odezwała się do niego nawet słowem. Tak trudno było przyznać mu rację. Najłatwiej było po prostu uciec, schować się za laptopem, a na uszy nałożyć słuchawki, co aby nie dotarły do niej jakiekolwiek inne oskarżenia. Oboje potrzebowali chwili czasu na uspokojenie się. I owszem. Filip w biurze pojawił się po dłuższej przerwie, krzątając się przy biurku z niewiadomych przyczyn. Laura widziała to wszystko kątem oka, bo nawet nie raczyła na niego spojrzeć. Powoli oswajała się z faktem, że to ona jako pierwsza będzie musiała wyciągnąć rękę na zgodę, a już na pewno przeprosić za swoje parszywe zachowanie. Jednak kiedy z przerażeniem w sercu zauważyła, że Filip zbliża się do jej biurka odjechała na dokładnie drugą jego stronę. Zaczęła zapisywać coś w swoim notatniku, co dla osób znajdujących się wokół na pewno trudno było rozczytać. Nie dlatego, że Zakrzewska bazgrała, ale w dość umiejętny sposób zasłaniała widok długimi włosami. Nie lubiła, gdy ktoś zaglądał jej przez ramię. Tyle że tym razem chodziło o coś zupełnie innego – uniknięcie wzroku Filipa. Gdy już stwierdziła, że jest bezpieczna w swoim kącie, wróciła na miejsce i zastygła. Oczy Laury natrafiły na dwa okrągłe pączki z dziurką w środku oraz kartonikowy kubek. Niepewnie spojrzała na przyjaciela, który zdawał się w ogóle nie zwracać na nią uwagi, kiedy przygotowywał się do rozpoczęcia pracy. Wzrok blondynki wrócił na kawę, na której doklejona była mała kolorowa karteczka. Z nieskrywaną ciekawością sięgnęła po nią ręką, delikatnie ją odklejając. Gdy już przybliżyła ją do twarzy i odczytała dwa zdania, uśmiechnęła się lekko pod nosem. Gdzieś na wysokości serca rozlało się po całym ciele kobiety dziwne, acz przyjemne ciepło. Lubiła je bardzo. To uczucie ceniła sobie za każdym razem, gdy go doświadczała, żałując że zdarza się to tak rzadko. Zakrzewska zanim jeszcze sięgnęła po kawę złapała za swój telefon. Wystukała kilka zdań, które wysłała Filipowi, a potem nieśmiało na niego zerkała, przyglądając się każdej reakcji.
    Z mojej miłości do Ciebie kupiłam to, co zazwyczaj bierzesz na kaca. Wszystko jest w pierwszej szufladzie od góry. Chociaż mam nadzieję, że nie czujesz się aż tak źle. Przepraszam za wszystko, jestem wstrętną przyjaciółką, wiem. Ale pamiętasz, że zawsze możesz na mnie liczyć, prawda?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widziała, jak brał telefon. Widziała, jak zaglądał do szafki. Widziała nawet, jak podnosił wzrok, ale z braku odwagi swój zniżyła, chowając się z kawą za laptopem. Wyrażanie uczuć należało do jednych z minusów Laury, której od zawsze łatwiej było po prostu napisać, co leżało jej na sercu. Rzadko przyznawała komuś rację, rzadko przepraszała. Gdy już się na to zdobywała, to nawet nie potrafiła tego wypowiedzieć wprost, a osoba, którą przeprosić chciała po prostu dostawała wiadomość. Czasami niewątpliwie zachowywała się jak dzikie zwierzę, niezdatne do życia wśród ludzi.
      Cisza, która otaczała ją oraz Filipa zaczynała wręcz ranić uszy blondynki i w końcu postanowiła wykonać jakiś ruch w ich pojednaniu. Złapała za talerzyk bez jednego pączka, którego zdążyła już zjeść, a także połowę ostygłej już kawy po czym przeszła cichutko kilka kroków, by usiąść na biurku przyjaciela. Popatrzyła chwilkę na niego, dłużej na ekran laptopa z otwartym programem potrzebnym do ich kolejnego zlecenia. Potem kopnęła go delikatnie w nogę, by w końcu zwrócił na nią uwagę i gdy już spojrzał na nią swoimi brązowymi oczami uśmiechnęła się lekko, ale ciepło. Znowu widziała w nich jasne przebłyski, to dobrze.
      - To jak minął ci weekend? – było w tym pytaniu trochę skruchy, odrobinę smutku, za to najwięcej czystej ciekawości. Zawsze słuchała go, gdy opowiadał jej cokolwiek. Po prostu lubiła słuchać, gdy do niej mówił.

      Usuń
  3. Kiedy na nią spojrzał, z tym swoim uśmiechem na ustach, serce zabiło jej odrobinę szybciej. Jak dobrze było zobaczyć go w takim humorze, wiedząc że to ona jest tego sprawcą. Widzieć błyszczące światełka w jego oczach, które radośnie tańczyły, odbijając każdy jasny punkt pomieszczenia. Potem ten wzrok musiała lekko spuścić, bo czasami nie wytrzymywała cudzego. Zazwyczaj peszyła się odrobinę, jakby ta jej ogromna pewność siebie w zawodzie nie przekładała się na życie prywatne. Wobec ludzi była wstydliwa, tchórzliwa i przeważnie cicha.
    Laura słuchała przyjaciela, reagując na każde wypowiadane przez niego zdanie. Czasami miała wrażenie, że żyła jego szalonym życiem, równie szalonymi zdarzeniami i niezwykle spontanicznymi decyzjami. Ona tak nie potrafiła. Każdy dzień musiała zaplanować, a kalendarz zawsze nosiła ze sobą. W środku odrobinę podziwiała Filipa, jednocześnie uważając go za wiecznego małolata, jakby wyrwanego i wklejonego w dorosły świat pracy. Wpasował się w niego ze swoimi warunkami, których trzymał się wyjątkowo mocno. A Laura? Dała ponieść się wirowi pracy prawie w całości nią przesiąkając.
    Gdzieś w połowie wypowiedzi chciała skomentować zachowanie Kamińskiego i jego wątpliwą pamięć, ale zamiast tego postanowiła ugryźć się w język. Może nie do końca, bo zamiast tego wepchnęła kawałek pączka do ust powstrzymując swoją kolejną złośliwość. Nie miała ochoty wracać do poprzedniej kłótni, nie taki był jej cel.
    Wracając wspomnieniami do czasów, gdy oboje to jeszcze studiowali, prychnęła pod nosem. Jak bardzo zmieniła się przez ten czas? Znacząco. Nie była już tak beztroska, radosna i pyskata, co kiedyś. Większość ludzi skwitowałaby to jednym słowem: dorosła. Z tym, że ona wiedziała, iż to nieprawda. Po prostu zdziczała, zasępiła się, mając coraz mniej powodów do radości, a więcej do zmartwień. Filip za to nie zmienił się ani trochę. Wciąż był tym rezolutnym chłopakiem potrafiącym rozdzielić pracę od czasu wolnego, wykorzystując to wszystko w stu procentach. Czerpał z życia wszystko, co wycisnąć się dało: naukę i zabawę. Ona obecnie potrafiła tylko to pierwsze.
    - W ciemności nocy wcale nie brzmiałoby mniej żenująco – zaśmiała się krótko, bo chwilę później odrobinkę spoważniała, gdy Filip się do niej zbliżył. Z tego faktu bicie serca przyśpieszyło raz jeszcze. Przez chwilę udało jej się na niego spojrzeć, gdy patrzył na nią z dołu, ale nie trwało to zbyt długo. Popatrzyła na swoje nogi, które od dłuższego czasu beztrosko huśtały się to w przód, to w tył i tak na zmianę. Z racji małego bólu oparła je o siedzenie przyjaciela, delikatnie wpychając je między udem Kamińskiego, a podłokietnikiem fotela.
    - A co mogłam robić ja, nudna czarna Laurka? – zamyśliła się chwilę, po czym wróciła wzrokiem na twarz mężczyzny, obdarowując go lekkim uśmiechem. – Przez pół piątkowej nocy robiłam poprawki do logo tej małej restauracji. Ostatniego maila dostałam przed trzecią, ale w sumie przesiedziałam przed laptopem do świtu – mówiła to spokojnie, bez żadnej pretensji i zdenerwowania w głosie. – I to była ta lepsza część mojego weekendu, potem było już tylko gorzej – blondynka zmarszczyła nos i odwróciła spojrzenie od Filipa.
    - W sobotę przyjechała moja jakże cudowna młodsza siostra… z narzeczonym – Laura ściszyła ton głosu. Nigdy nie dogadywały się za dobrze. Liliana, odkąd pamięta, próbowała dorównać jej, a wręcz być lepszą. Jednak Lilka nigdy nie miała takiego wyczucia, co Laura. Nie była na tyle subtelna i zarazem konsekwentna w swoich pomysłach, by zostać grafikiem. Trafiła na projektowanie wnętrz, co w środowisku, w którym obracali się rodzice nie wróżyło zbyt dobrze. Studia dopiero skończyła, ale nie zamierzała pracować w zawodzie. Laurze jakoś nie było jej szkoda.
    - Posiedzieli chyba z godzinę, bo nie byłam zbytnio w stanie ich słuchać po kilku godzinach snu. Zresztą, nigdy nie jestem w stanie ich słuchać – mruknęła przypominając sobie tę groteskową próbę zaproszenia ją na ślub. Serdecznie zapraszamy, będziemy szczęśliwi, jeżeli przybędziesz… Tak, tak. Jak najbardziej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. – A potem – zaczęła, ale nagle przerwała.
      Upiła się. Po prostu najzwyczajniej w świecie się upiła. Usiadła z butelką wina. Jedną, potem drugą i dalej już nie pamięta. Obudziła się dopiero w niedzielę w południe z rozmytym przez łzy makijażem, z otwartym laptopem, który po włączeniu wyświetlał końcówkę jakiegoś głupiego filmu. Jednak co najważniejsze z ogromnym bólem głowy, którego Laura nie mogła pozbyć się do końca dnia. Z tego powodu nie zrobiła tego, co zaplanowała w związku z czym dzisiaj nie była w najlepszym humorze. Filip mógł to bardzo odczuć.
      - A potem jakoś minęło. Na pracy oczywiście, nic szczególnego – zerwała się z miejsca, wracając do swojego biurka. Zaczęła zbierać swoje rzeczy i uparcie omijała wzrok przyjaciela, bo była bardziej, niż pewna, iż wie, że nie powiedziała prawdy. Jednak fakt, że zazdrościła siostrze ciężko przechodziło przez gardło Laury.
      - Idziesz ze mną coś zjeść? – zapytała po chwili, by jak najszybciej zmienić temat. Zaczęła dosyć pośpiesznie zmienić buty na te niewygodne na dość sporym obcasie. – I zapalić? – dodała. Nie paliła często, tylko z natłoku nerwów, które obecnie powoli zaczęły ją przerastać.

      Usuń
  4. Dreszcz zaczął łaskotać kark, a następnie przeszedł wzdłuż kręgosłupa zgodnie z oddechem Filipa, który ogarniał ucho blondynki. Przymknęła oczy, reagując na przyjemne ciepło. Nawet ledwo zauważalnie się skuliła, wpasowując ciało w tors przyjaciela. Lubiła, kiedy ją przytulał. Zdaniem Laury, to najlepszy gest jaki mogła od niego otrzymać. Szczególnie, gdy od kilku lat był jedyną osobą, która w ogóle robiła to względem niej. Potem wypuścił dziewczynę z objęć, a wzdychając owinęła szal wokół szyi. Z chęcią zostałaby w tych ramionach, ale perspektywa opowiadania przyjacielowi o nocy z soboty na niedzielę sprawiała, że wolała wyjść na jakieś bardziej naturalne miejsce. Gdzieś, gdzie Filip nie będzie mógł sobie na wszystko pozwolić.
    Otrzymując papierosa i ogień od Kamińskiego długo się zaciągała, ale i równie długo wypuszczała dym z ust. Nagle myśli trochę oprzytomniały, po czym starały się w miarę możliwości uporządkować. Ona sama stawała się spokojniejsza, a ruchy mniej gwałtowne. Zaczynała ponownie poruszać się z gracją, jak to zazwyczaj robiła. Jednak mimo tego widok palącej Laury był widokiem dość specyficznym, a sama dziewczyna wyglądała dość niewdzięcznie.
    - O tym pomyślałam. Przecież dla siebie nie wychodzę, nawet nie jestem zbytnio głodna – odmruknęła, przyglądając się jak Filip naciąga kaptur na głowę. Tylko ona jak ta głupia nastolatka nawet nie pofatygowała się, by zapiąć kurtkę na sobie. Przeskakiwała z nogi na nogę, przestając dopiero kiedy mężczyzna objął ją ramieniem. Bez żadnych protestów pozwoliła się prowadzić. On znał znacznie więcej nadających się miejsc na dosyć późny lunch. Laura bardziej skupiała się na dopaleniu papierosa, niż na tym, co będą jedli. Nie odzywając się nawet słowem weszła do środka włoskiej knajpki, na wstępie ogarniając ją własnym wzrokiem. Odwzajemniła uśmiech kelnera nie chcąc wyjść na gburowatą, a następnie podążyła za nim w głąb pomieszczenia. Z ulgą usiadła na krześle, ponownie klnąc na siebie pod nosem. Co też ją naszło na te głupie buty? Ach, tak. Chęć bycia ładną.
    Przestała zwracać uwagę na Filipa posiłkując się kartą dań, a następnie unikaniem jego wzroku. Kopnęła go lekko nogą, ale tym razem mocniej, niż poprzednio, popełniając jeden lecz znaczący błąd. Spojrzała mu w oczy. Nabrała powietrza, żeby coś powiedzieć, ale z opresji wyciągnął ją kelner, pytający o zamówienie. Swoje wypowiedziała jako pierwsza, następnie dając przyjacielowi czas na zamówienie własnego. Przez ten czas próbowała wyzbyć się widoku brązowych tęczówek z zawziętością, ale i jawnym zmartwieniem spoczywając na tych niebieskich należących do niej. Ponownie zagryzła dolną wargę, co skończyło się kolejną reprymendą. Nie pozostając mu dłużną noga Laury ponownie wykonała dość żwawy ruch, kończąc go na łydce mężczyzny. Chwilę później tego pożałowała, gdy poczuła, iż obie jej nogi zostają ściśnięte gdzieś na wysokości kostek. Nie mogła konkurować z siłą przyjaciela, do której nie dorastała nawet w połowie, to też cicho jęknęła, rozumiejąc, że z nim nie wygra. Wypuściła powietrze z ust, przeciągając moment podniesienia wzroku, ale gdy to zrobiła poddała się już w całości. Mięśnie w dolnych kończynach rozluźniły się, a ona sama dzielnie starała się sprostać spojrzeniu przyjaciela. Ewidentnie chciał jej jakoś pomóc i doskonale widziała to w wyrazie jego twarzy. Jednak coś powstrzymywało ją przed wyjawieniem całej prawdy. Zawsze chciała, by myślał o niej dobrze, a przyznanie się do samotnego upijania nie było czymś czym chwalić się zamierzała. Dokładnie tak samo było z zazdrością związaną z życiem prywatnym siostry.
    - Jesteś ostatnią osobą, której wstydziłabym się to zaproponować – odpowiedziała spokojnie, siląc się na subtelny uśmiech. Bez wątpienia byłby jedynym kandydatem na to miejsce, o ile… - O ile w ogóle postanowię się tam wybrać. Wiem, że to moja siostra, ale śluby i wesela, to nie moja bajka.
    Spuściła wzrok, natrafiając na płomień świeczki. Zaczęła głęboko się zastanawiać, czy aby na pewno wyjawić wszystko Filipowi, ale dlaczego by nie? Przecież właśnie od tego był i sam na to czekał, aż powie mu wszystko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. - Jestem paskudną siostrą, prawda? – Laura natrafiła na spojrzenie przyjaciela, do którego w miarę możliwości wychyliła się w przód. – I głownie z tego właśnie powodu ona jako pierwsza wychodzi za mąż. Już nawet walić ten pieprzony ślub, nie to jest najważniejsze. Słuchaj, po prostu kogoś ma – blondynka opadła na oparcie krzesła. Wlepiła wzrok w płomień, przygryzając dolną wargę. Minęła dłuższa chwila, zanim odezwała się ponownie, chociaż w pewnym stopniu przybliżając Kamińskiemu przebieg ostatniej niepamiętanej przez nią nocy – Mój weekend wyglądał równie żałośnie, jak twój. Śmiem twierdzić, że nawet znacznie gorzej. Miałeś Marcina, Karola i tę laskę – wskazała palcem na naznaczony fragment skóry Filipa. – A ja… - zamyśliła się na chwilę, widząc jak kelner zmierza z dwoma talerzami w ich stronę. Odezwała się dopiero, kiedy odszedł uprzednio życząc im smacznego. – A ja, to ja – podsumowała.
      Chociaż dla osób trzecich nie znaczyło to zupełnie nic, to dla mężczyzny w tym zdaniu zawarło się wszystko to, co wiedział o Laurze. Wszystko to było trafne.
      - A co do moich warg, to z mojej wiedzy wynika, że średnio z nich korzystasz, więc zostaw je w spokoju – kobieta wypowiedziała dość skrzętnie jedno długie zdanie, zanim jeszcze zabrała się za jedzenie.
      Większość czasu przemilczała, nawet gdy Filip coś do niej mówił. Była trochę w innym świecie, tam gdzie jej przemyślenia grają główną rolę. W tym wszystkim doszła do jednego wniosku: że naprawdę nie wie, jak funkcjonowałaby bez własnego przyjaciela. To on był kimś, o kogo martwić się mogła i to on wciąż o niej pamiętał, gdy nie miewała najlepszych dni. Po prostu był przy niej, gdy tego najbardziej potrzebowała i nawet kiedy między nimi ostatnio bywa źle, to i tak zawsze znajdą nić porozumienia, którą oboje uparcie ciągną, by w końcu do siebie dotrzeć.
      Potrzebowała z nim teraz pomilczeć. Czuć jego obecność i jednocześnie wyrozumiałość, której dla niej miał aż nad to. Posprzeczali się lekko o to, kto ma zapłacić, ale poza tym przebywali we względnej ciszy. Musiała po prostu pomyśleć w towarzystwie, kuląc się z zimna podczas powrotu do biura. Słyszała jedynie jego oddech, który nasilił swoją częstotliwość po przekroczeniu szklanych drzwi. Odwiesiła swoją kurtkę i szalik, następnie wodząc wzrokiem za przyjacielem krzątającym się po zapleczu. Bez słowa nieśmiało do niego podeszła, kiedy wyciągał szklanki na herbatę. Delikatnie objęła go i dokładnie wtuliła się w plecy Filipa. Odetchnęła ciężko, przerywając ciszę między nimi. Tym razem, zajęło jej to dość krótko.
      - Może zróbmy sobie dzisiaj wolne, co? Jakiś średni ten poniedziałek.

      Usuń
  5. Mogłaby już tak zostać. Otulona silnymi ramionami Filipa, czuć ciepły oddech przy uchu, do którego wlatywał kojący i spokojny głos przyjaciela. Co rusz po plecach przechodziło przyjemne mrowienie, układając się zgodnie z ruchem ciepłych dłoni mężczyzny. Z każdej strony grzało ją ciało Kamińskiego, nie pozwalając by jej własne dalej opanowane było przez chłód zza murów budynku. On sam przesiąknięty był zapachem swojego domu, zmiętej pościeli i dymu papierosowego. I pomyśleć, że kilka godzin temu podczas kłótni dzielił ich tak wielki dystans, który obecnie zmniejszył się wręcz do minimum.
    Jakież były to piękne słowa, gdy dotarły w końcu do umysłu Laury, wywołując tym delikatny uśmiech na jej ustach. Znikł jednak po krótkiej chwili, kiedy w myślach przewinęło się pewne pytanie. Czy oddając Filipa w ramiona innej kobiety sama będzie musiała zrezygnować z tych należących do niego? Tym samym puść jedyną ostoję w swoim życiu, która była w stanie wykrzesać z niej jakieś ludzie uczucia? Zrezygnować z kogoś kto jednym spojrzeniem potrafił powstrzymać całą złość, a następnie krótkim uśmiechem poprawić humor na cały dzień? Dziwne ogarnęło ją uczucie, kiedy Laura zdała sobie sprawę z odpowiedzi, której by udzieliła. I co jeśli Filip odrobinę mylił się w swoich słowach? Może od długiego już czasu ktoś się odnalazł, zauważył, ale jeszcze nie docenił…?
    Och, niech ta chwila się nie kończy! Niech zostaną w tym mocnym uścisku. On i ona. Niech dalej otula ją swym ciepłem i mocnymi ramionami, które wzbudzały w niej to dziwne poczucie bezpieczeństwa. Niechaj świat stanie w miejscu, a życie przestanie toczyć się dalej. Niczego więcej nie potrzebowała, prócz zatrzymania tego momentu na dłużej. Tylko że…
    Tylko że czajnik zadzwonił swym krótkim dźwiękiem tym samym oznajmiając, że czas płynie dalej. Z ogromną niechęcią oddaliła się od Filipa, wpuszczając między nich chłodne powietrze z pomieszczenia. Kiwnęła głową, by zaraz ruszyć do biura w celu jego zamknięcia. Z biurka zwinęła swoje klucze, by po chwili przekręcić nimi w zamku szklanych drzwi. Zanim jeszcze Kamiński pojawił się w pomieszczeniu zdążyła rozwinąć wszystkie rolety, co aby nikomu nie przyszło do głowy zajrzeć do środka, a następnie pukać w szybę. Kiedyś mieli dość natarczywego klienta, jak się później okazało w zupełnie innym celu, niż zlecenie. Wszystko to robiła powoli i dość ślamazarnie. W końcu nie miała się już gdzie spieszyć. Ruszając do ich małego wygodnego kącika napotkała przyjaciela z dwoma kubkami w rękach, a zauważając swój ulubiony obdarowała go niemałym uśmiechem. Lubiła, gdy ktoś pamiętał o takich głupich drobiazgach. Niby nic wielkiego, ale dla Laury znaczyły zadziwiająco dużo.
    Blondynka zajęła prawą część kanapy, którą od początku sobie upodobała. Kiedy klient decydował się usiąść w tym miejscu zazwyczaj nie mogła już znaleźć swojego. Na szczęście tego dnia bez żadnych problemów mogła w spokoju usiąść tam, gdzie chciała. Przejęła kubek od przyjaciela, ale zamiast zacząć pić, pusto patrzyła na unoszącą się parę.
    - Dziękuję, Filip – rzekła po chwili namysłu. – Chociaż twierdzę, że powiedziałeś to tylko po to, żeby poprawić mi humor, ale działa – Laura odwróciła wzrok w stronę Kamińskiego, przez chwilę przyglądając się jego twarzy. Potem uśmiechnęła się ciepło, dokładnie tak, jak robiła to tylko w stosunku do niego. Wiele rzeczy miała zarezerwowane tylko dla niego, czy to dziwne? Nie wiedziała.
    Blondynka westchnęła, po czym upiła trochę kubka z herbaty. Stwierdzając, że jeszcze jest za gorąca odstawiła ją na stolik, by po chwili przyjrzeć się swoim butom. Wciąż miała na sobie te niewygodnie przeznaczone na zimę botki na obcasach. Niby na tych wysokich potrafiła chodzić, ale te po prostu były zakupione przez totalną głupotę. Były ładne, nic więcej.
    - My kobiety kiedyś przez was zginiemy – zaczęła rozbawiona Laura, zabierając się za ściąganie pierwszego buta. Przy okazji zmieniła temat, by odejść od jej własnych problemów. One nigdy nie były ważne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. . – Nawet samo to, że tyle czasu dzisiaj spędziłam, żeby wyglądać jak człowiek, a ty co? – cisnęła butem pod swoje biurko, by po chwili spojrzeć na Filipa. – Założyłeś ulubioną bluzę, wypiłeś kawę, zjadłeś i wyglądasz dobrze – pod koniec odrobinę się zawstydziła. Ostatnimi czasy mówienie mu o takich rzeczach wprawiały ją w zakłopotanie. W tym odczuciu było jednak coś tak urokliwego, że nawet zdawało się być przyjemne. Drugi but przemierzył podobną drogę, co pierwszy, a sama Laura cicho jęknęła, prostując na chwilę stopy. – W sumie nic dziwnego, jak się tak na ciebie rzucają. Tym razem to i chyba na dosyć długo, panie Casanova – bez oporów przybliżyła się do jego szyi, delikatnie przejeżdżając opuszkami palców po czerwonym śladzie. To był soczysty kolor czerwieni, niekiedy przemieszany z purpurą, na brzegach przechodzący w śniady róż. Zawsze bawiły ją te malinki na ciele Filipa, ale tym razem towarzyszyło temu jakieś obce i mało przyjemne ukłucie w sercu. – To nie boli? – skrzywiła się, bo mocno siny ślad nie wyglądał na nic przyjemnego.

      Usuń
  6. Przejeżdżała delikatnie palcami po szyi Filipa, kiedy ten odwrócił głowę w jej stronę. I niby wszystko wydawało się blondynce w porządku, dopóki nie spostrzegła, jak bardzo blisko znajduje się jego twarz. Nawet miała zamiar się odsunąć, ale w połowie zatrzymał ją dotyk mężczyzny przemierzający najpierw drogę za uchem, a następnie wzdłuż linii żuchwy. Utkwiła wzrok w jego brązowych oczach, dostrzegając każdą jaśniejszą i ciemniejszą plamkę wokół tej czarnej. Miał ciepłe oczy i równie podobnie na nią patrzył. Z tych przemyśleń wyrwało ją dopiero spojrzenie utkwione w niej samej. Wstrzymała oddech, zapominając jak w ogóle powinno się go używać. Potem nawet chciała coś powiedzieć, ale nie śmiała poruszać ustami, gdy kciuk przyjaciela lekko muskał je przejeżdżając od jednej, do drugiej strony. Mimowolnie odwzajemniła uśmiech, po tym jak zauważyła, że kącik warg Filipa drgnął.
    Nie wiedziała, co miała ze sobą zrobić. Serce wybijało jakiś szalony rytm, zupełnie nie podobny do tego normalnego. W dodatku czuła, jak krew napływa do policzków, w najbliższym czasie skutkując dwoma rumianymi krążkami. Nie była w stanie się poruszyć, bo kiedy odpływała w oczach Kamińskiego, to nie zdawała sobie sprawy ze swoich odruchów, a głównie ich brak. Czuła się jak w jakimś amoku, a może czegoś w rodzaju hipnozy. Nic wokół się nie liczyło, tylko fakt wpatrywania się ciemnozłoty lany miód schowany w dwóch kryształkach. Dlatego bez oporów pozwoliła kierować swoimi ruchami. Kiedy odchylił jej głowę w bok, zrozumiała co zamierzał zrobić i… nie zaprotestowała. Nie potrafiła, a wręcz bała się odezwać. Jakaś część wołała w środku, że nie powinna, a wręcz nie powinni. Był jednak głos głośniejszy będący w stanie zagłuszyć ten pierwszy, ale o dziwo nie wołał nic. Był ciszą, zupełnie odpowiadającej tej, która ogarniała zewsząd dwójkę przyjaciół.
    A potem usłyszała jego oddech na wysokości swojego ucha. Ogarnęło ją zewsząd ciepło, które najprzyjemniej rozlewało się delikatnie po powierzchni skóry na szyi. Odruchowo złapała za nadgarstek dłoni Filipa, spoczywającej na jej policzku. Z każdą chwilą zaciskała palce coraz ciaśniej, jednocześnie zaczynając wbijać się ciałem w kanapę. Po plecach po raz kolejny tego dnia przeszły dreszcze, wywołując delikatny uśmiech na ustach Laury. Gdyby jej przyjaciel był uważny, najprawdopodobniej wyczułby zmianę ekspresji kobiety wewnętrzną stroną swej dłoni. Zakrzewska przymknęła powieki, rozpływając się pod wpływem ciepła ciała mężczyzny i przyjemności, która koncentrowała się kilka centymetrów nad obojczykiem. Na koniec przepłynęła ostatnia fala dreszczy, kiedy wargi Kamińskiego delikatnie musnęły ciepłą skórę na szyi.
    Otworzyła oczy, gdy Filip z ciężkim oddechem oddalił się trochę od niej. Ponownie mogła zatopić się w brązowych tęczówkach przyjaciela, zupełnie nie martwiąc się resztą świata. Zanim odpowiedzieć od razu na pytanie przeskakiwała wzrokiem po twarzy Kamińskiego, zupełnie jakby pierwszy raz widziała go w życiu. I faktycznie tak było, pierwszy raz w życiu postrzegała go w innym świetle, niż tylko przyjaciela. Z tego impulsu podniosła prawą dłoń drugi raz już bez skrępowania pozwalając go sobie dotknąć. Podobnie, jak jeszcze on chwilę temu przejechała, jak najuważniej wzdłuż linii dolnej części ust Filipa. Kolejny raz zmierzyła się z jego wzrokiem, po czym pokręciła spokojnie głową na odpowiedź przeczącą.
    Potem po prostu się odsunęła, nie wytrzymując natarczywości jego wzroku. Swój spuściła, a dłonią przejechała po boku swej szyi. Natrafiła na wciąż wilgotną od oddechu przyjaciela skórę. Bez słowa wstała z miejsca, by cichutko przebiec przez połowę biura. Trafiła na zaplecze, podbiegając do wiszącego tam lustra.
    - Och! – wyrwało jej się z ust, które sekundę później zakryła. Nie chciała, by ją usłyszał, ale było już na to trochę za późno. Laura przybliżyła się do tafli lustra jedną ręką opierając się o ścianę, a drugą ponownie powoli dotykając sinego miejsca. Nie bolało. Spojrzała na siebie, odnajdując na policzkach dwa różowawe rumieńce, do których przyłożyła chłodną dłoń.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie spodziewała się ich na twarzy, chociaż doskonale czuła napływające ciepło. Bardziej tłumaczyła to sobie dłonią Filipa, która jeszcze chwilę temu spoczywała na dokładnie tym samym policzku, którego dotykała blondynka. Odetchnęła powoli, a kryjąc się za długimi włosami w podobnym tempie wróciła na kanapę, siadając w tym samym miejscu, co wcześniej. Sięgnęła po herbatę, po czym skuliła się w kłębek. Nie chciała, by zauważył różowiące się policzki, które w jej przypadku świadczyły tylko o zawstydzeniu.
      - To co dalej? – zapytała po długiej ciszy, po czym skarciła się w myślach. W sytuacji, w której znaleźli się kilka chwil temu pytanie było dziwnie niezręczne. – Dzisiaj? – dopowiedziała jak najszybciej, zatykając sobie usta łykiem herbaty. Ech, Laura. Jakie głupiutkie z ciebie stworzenie…

      Usuń
  7. Z jaką ulgą odetchnęła cichutko Laura, kiedy siedzący obok Filip poruszył temat spraw codziennych. W spokoju go wysłuchiwała, popijając herbatę, a dodatkowo poprawiając swoje zjeżdżające z kanapy nogi. Pod koniec wypowiedzi przyjaciela parsknęła krótkim, przytłumionym śmiechem. Zazwyczaj zakrywała wtedy usta, nie chcąc nikomu ukazywać uśmiechu, za którym niezbyt przepadała. Chociaż wiele osób mówiło jej, że ładnie wtedy wygląda, to ona jednak uparcie wierzyła sobie, nie zaprzestając owego odruchu. Laura z rozbawieniem spojrzała na Kamińskiego, w trakcie przekręcania swym ciałem na bok. Wylądowała przodem do niego, trochę bliżej niż chwilę wcześniej. Tak, że kolana stykały się z jego udem.
    Mężczyzna w swojej niepewności wydawał się zabawny, szczególnie że Zakrzewska rzadko słyszała go w takim stanie. Dodatkowo rozśmieszyła ją wzmianka o nielegalnym filmie. Nawet nie wiedziała czemu, z jakiś względów miała naprawdę dobry humor. Jednego była pewna – że to na pewno dzięki Filipowi.
    - Mówisz do mnie, jakbyś pierwszy raz to robił – zaczęła, mówiąc spokojnie i powolnie. Podparła głowę, którą lekko zauważalnie przechyliła. Przyglądała mu się krótki moment, po czym ponownie przemówiła. – Przecież wiesz, że najczęściej nie mam żadnych planów, a jak już to pracę – westchnęła. Blondynka zniżyła wzrok powoli przygotowując się mentalnie na kolejne zdanie. Było ono zupełną prawdą, aczkolwiek ostatnimi czasy zmieniło trochę swe przesłanie, chociaż słowa pozostawały niezmienne. – W dodatku ile razy mam ci powtarzać, że w moim domu jesteś zawsze mile widziany. Niezależnie od tego która jest godzina i pora dnia, czy nocy, to zawsze możesz się u mnie zjawić bez jakiejkolwiek zapowiedzi. Pamiętasz o tym jeszcze?
    Laura uparcie krążyła palcem po krawędzi kubka, jedynie na chwilę podrywając wzrok. Jednak gdy tylko napotkała brązowe tęczówki przyjaciela, natychmiast powróciła do poprzedniego obiektu obserwacji. Wstydziła się, jak zazwyczaj. Chociaż kilka minut temu była skora podjąć dość ryzykowną i bardzo spontaniczną decyzję. Z jednej strony oszczędziła sobie nieporozumień, ale z drugiej, ach! Ileż ona oddałaby za odrobinę więcej odwagi w sobie, by móc zbliżyć się do niego i… nawet nie chciała kończyć swej myśli.
    Co jej się w ogóle wydawało? Przecież nie bez powodu nazywa go swoim przyjacielem. Od początku nim był i zawsze nim będzie, tego Laura była nadzwyczaj pewna. Tylko miała wrażenie, że ostatnio ta przyjaźń sprawia jej tyle samo radości, co zawodu. Cieszy się na widok samego Filipa, ale smuci zauważając malinkę na szyi. Zaczynała się w tym wszystkim gubić, posuwając się do dość desperackich czynów. Jaki cel miało przyzwolenie przyjacielowi na stworzenie sinego śladu nad obojczykiem? Czysto samolubny, bo korzystający z chwili uniesienia. Jaki cel miała sobotnia noc, spędzona w towarzystwie kilku butelek wina, których Zakrzewska nie posprzątała do tej pory? Laura przeklęła w myślach, stawiając sobie za cel dotarcie tego dnia do swojego domu, jako pierwsza. Chociaż po części przyznała się Filipowi, to nie chciała, by widział do czego tak naprawdę. Wątpiła, by zdawał sobie z tego sprawę.
    Zacisnęła na chwilę powieki, a starając się uciec od natarczywych myśli, zwróciła się do Kamińskiego.
    - A w sklepie, co kupisz? Zupki chińskie? – pokręciła głową, zdając sobie sprawę z tego w jaki sposób odżywia jej przyjaciel. Opadła w tył, zatrzymując się na bocznym oparciu kanapy. – Śmieszny jesteś z tym swoim treningiem – mówiąc to szturchnęła go zaczepliwie kilka razy nogą w udo. Sama wcale nie była lepsza, bo chociaż odżywiała się całkiem zdrowo, to nie uprawiała żadnego sportu. Zawsze tłumaczyła to brakiem czasu na takie głupoty.
    Westchnęła. Kubek odstawiła na podłogę, bo ręką już nie dosięgała do stolika. Zjechała ciałem w dół, a nie pytając nawet o pozwolenie delikatnie ułożyła swoje nogi na kolanach Filipa. Czasem krępowała się wszystkim, a czasem niczym. Była kapryśna, często miewała wahania nastrojów, a wszystko przez to, że bardzo reagowała na bodźce zewnętrze. Wszystko, co działo się wokół niej, miało wpływ na nią samą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. - Nie przynoś nic, ugotuję coś sama – niby odpowiedź nie pasowała do postawionego jej pytania, ale zawierała w sobie o wiele więcej informacji, niż samo pozwolenie na zjawienie się Filipa u niej w domu.
      Laura przymknęła powieki, a głowę przekrzywiła w bok, by było jej odrobinę wygodniej. Korzystała z ciszy w biurze, jak i wytłumionych dźwięków miasta za oknami. W tym spokoju wertowała zapamiętane przepisy w celu wybrania jakiegoś konkretnego. Gotować potrafiła, nie miała z tym większych problemów. Kiedy nie pracowała musiała sobie znaleźć jakieś zajęcie w domu. Stąd pomysł i jej nagła chęć do gotowania. Powoli jednak zaczynała odczuwać nieprzespaną noc, przy okazji zdając sobie sprawę z tego, że wieczór będzie jeszcze cięższy.
      - Masz na coś ochotę? – zapytała bez otwierania oczu. Póki co lepiej, by na niego nie patrzyła. Tak było bezpieczniej dla niej i dla Filipa. – Przygotuję, co sobie zażyczysz. Nie robi mi to wielkiej różnicy.

      Usuń
  8. Jakże sobie dziękowała za pomysł z zamknięciem oczu. To nie tak, że nie chciała na niego patrzeć, ale nie chciała ponownie mu ulegać. W końcu ona była uparta, kapryśna i wolna. Trzy najgorsze rzeczy, by w połączeniu wyszła stara panna. Tak też na to się zanosiło, a brakowało jej do obrazka jedynie kota.
    Po dłuższym czasie przyjaciel odezwał się do niej, przez co wprawił ją w pewnego rodzaju konsternację. Spojrzała na niego podejrzliwym wzrokiem, zastanawiając się jakich słów używała, by opisać swój sobotni wieczór. Może faktycznie mówiła o wszystkim za mało konkretnie. Zresztą kogo ona chciała oszukać? Osobę, która niekiedy wie lepiej od niej, czego jej potrzeba i o czym myśli. Laura westchnęła, lądując po chwili w pozycji siedzącej ramię w ramię z Filipem.
    - Czasami nie doceniam tego, jak dobrze mnie znasz – rzekła spokojnie, ale nawet na niego nie spojrzała. Zamyśliła się na chwilę, ale zaraz ocknięta złapała za dwa kubki w celu ich umycia.
    Zakrzewska zastanawiała się, czy on też zauważył zmianę, jak między nimi zaszła, a przede wszystkim czy zauważył coś dziwnego w jej samym zachowaniu. Nie były to jakieś nadzwyczaj widoczne zmiany, ale ewidentnie coś było nie tak. Najbardziej martwiło Laurę uleganie brązowym tęczówkom. Wcześniej nic takiego się nie działo, był uparta jak zawsze. A teraz? Nagle była w stanie odpuścić, przemilczeć i przyzwalać na cokolwiek, z racji wpatrywania się w oczy Filipa. Czysty absurd, przecież to nawet nienormalne.
    Z przemyśleń wyrwał ją wypadający kubek, który zdążyła złapać w ostatniej chwili. Po prostu pod bieżącą wodą o mało nie wypadł jej z ręki. Niby nic wielkiego, dalekiej drogi do dna nie miał, ale Laura musiała być perfekcyjna w każdym względzie. Tylko życie prywatne miała mocno wadliwe. Szybko wytarła dłonie, a kiedy ukradkiem przyjrzała się sobie w lustrze z małym niezadowoleniem stwierdziła, iż czerwona szminka uległa lekkiemu starciu.
    - Nie jesteś wielce pomocny – stwierdziła Laura pojawiając się ponownie w biurze. Wróciła do tematu jedzenia, udając że to nad tym tak uporczywie myślała, kiedy zniknęła z framugą drzwi. – Ale powiedzmy, że tym razem ci odpuszczę – tak, lekko zadrwiła sobie z jego wcześniejszej wypowiedzi. Jednak miał rację, musiała dostać się do swojego domu w towarzystwie samej siebie.
    Z grymasem na twarzy założyła buty, jak najsprawniej potrafiła, by już po chwili znaleźć się na zapleczu. Z torebki dość szybko wyjęła czerwoną szminkę, a podchodząc do lustra ponownie wyrysowała sobie kształt swoich ust. Kiedy przyglądała się efektowi, spojrzała w bok, gdy w odbiciu dostrzegła wzrok Filipa. Wystawiła język, a następnie odwróciła, zabierając za dalsze ubieranie się. Czym której na niego patrzyła, tym mogła być dawną sobą i chyba tego będzie starała się trzymać.
    Oczywiście, jak zwykle gotowy już przyjaciel stał w progu zaplecza, czekając aż Laura wyszykuje się do końca. Gdy się to udało, bez słowa do niego podeszła, a łapiąc się umięśnionej ręki Kamińskiego wspięła się na palce, jak tylko pozwalały na to buty. Sięgnęła wargami ciepłego policzka mężczyzny, muskając go subtelnie, ale na tyle skutecznie, by zostawić na nim ślad swojej szminki.
    - Do później – rzekła z triumfalnym uśmiechem, ulatniając się z biura jak najszybciej potrafiła. Wręcz wybiegła już po chwili stukając obcasami o kamienne płytki chodnika. Zawsze rozdzielali się w dwie różne strony.
    Do swojego mieszkania miała trochę do przejścia, ale zazwyczaj nie używała innego transportu, niż jej własne nogi. Tego dnia kobiecie jakoś wszystko sprawnie wychodziło. Wizyta w sklepie, wdrapanie się po schodach na trzecie piętro, a nawet sprzątanie mieszkania. Chociaż miała sporo roboty, za co przeklinała się w myślach, to zdawało jej się że pamiętała o wszystkim.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Butelki po alkoholu znalazły swoje miejsce poza domem, zupełnie jak jedna z ulubionych poszewek na pościel od soboty nosząca ślady wylanego czerwonego wina. Samo łóżko też coś o tym wiedziało, dlatego Laura zmieniając wszystko na czyste i świeże postanowiła go nie ścielać. Filip po prostu nie mógł tego zobaczyć, ale na usprawiedliwienie miała fakt, że nigdy go nie składała owego mebla. Sypialnie miała oddzielną, ale musiała za to przypłacić kuchnią połączoną z dużym pokojem. Jednak po tylu latach zdążyła się do tego przyzwyczaić.
      Była jakaś taka szczęśliwa i pełna nadziei. Na co? Na pewno na to, co właśnie przyrządzała w kuchni. Reszta pozostawała wyłącznie jej niedokończonymi myślami.

      Usuń
  9. Chociaż Laura wiedziała, że do mieszkania wszedł Filip, to jednak wzdrygnęła się, czując jego dotyk na biodrze. Starając się to ignorować zadarła głowę, obdarzając przyjaciela ciepłym uśmiechem.
    - A witaj ponownie, dryblasie – zaczęła blondynka, już chwilę potem odwracając wzrok. Czasem nazywała go dryblasem, kiedy zbyt często słyszała z jego ust mała. Trochę przesadzał, aż taka niska nie była, a przynajmniej istniało na to znacznie lepsze określenie. – Zrobiłam to, co chciałeś zamówić. Twoje jakże ulubione chińskie jedzenie. Tyle że, skromnie mówiąc, tysiąc razy lepsze od zamówionego – powiedziała pewnie wyciągając czyste talerze z górnej szafki, do której jak zwykle musiała stawać na palcach. Była pewna, że któregoś dnia wszystkie te naczynia po prostu spadną jej na głowę.
    Podrzuciła jedzenie kilka razy, o dziwo mając siły na podniesienie tak ciężkiej patelni, po czym nałożyła mniejszą część na jeden z talerzy.
    - Nakładaj sobie sam, nie będę cię obsługiwała. I tak masz ze mną dobrze – pomachała w jego kierunku parą pałeczek, które zawsze miały swoje miejsce w szufladzie tuż koło sztućców. Nie czekając na niego przeszła do miękkiej kanapy, na której swego czasu spał Filip, ale i gdzie zwykli jadać większość posiłków. Jak zwykle Laura zajęła prawą stronę, prostując nogi wzdłuż całej długości siedziska. Podniosła je dopiero wtedy, gdy mężczyzna uporał się z patelnią i postanowił do niej dołączyć.
    - Oj, chyba dzisiaj ostro ćwiczyłeś – rzekła, gdy spostrzegła lekkie skrzywienie na twarzy Kamińskiego. – Żebyś ty sobie kiedyś czegoś nie zrobił – westchnęła Laura, ciągnąc pałeczkami za zaplątany makaron.
    Znowu jedli w ciszy, czasami niewiele im było potrzeba, by spędzić razem czas. Chociaż Zakrzewska nawet myślała nad rozpoczęciem jakiegoś tematu, ale albo była to praca, albo sprowadzało się to do czegoś, co Laura postanowiła zostawić w spokoju. Mianowicie ich relacji. Teraz jednak wszystko wyglądało jak po staremu, dlatego nie chciała tego przerywać.
    - Filip? – kobieta nie spojrzała na niego, a dalej walczyła już z ostatnią porcją makaronu. – To… poszedłbyś ze mną na ten ślub, tak? – zapytała nieśmiało, w dalszym ciągu nie racząc na niego spojrzeć.
    Miała pewność, że się zgodzi, ale coś w środku kuło ją, że to nieprawda. Tyle że przecież on nigdy nie zawiódł, może się spóźniał, może czasem był wybuchowy, ale taki był właśnie Filip. Był sobą, a Laurze to wyjątkowo pasowało.
    - Z racji tego, że ja robiłam jedzenie, to ty wybierasz film – ożywiła się w końcu, by zabrać brudne talerze do kuchni. – Laptop jest w moim pokoju, wiesz co masz robić.
    Zniknęła ponownie w swoim królestwie, by doprowadzić go do porządku. Nie zajęło to długo, a przynajmniej tyle, by Filip zdążył wszystko przygotować. Nawet podłączyć laptopa do telewizora, co aby oglądać na większym ekranie. Potrafił zrobić to tylko on, ona od zawsze była w konflikcie z elektronicznymi rzeczami. Nienawidziły jej i vice versa.
    - Nie mów mi tylko, że to horror – jęknęła cicho, zerkając mu przez ramię, a tym samym otulając ciepłym i delikatnym oddechem ucho przyjaciela. - Żadnych ciężkich filmów też nie chcę, bo jestem zmęczona – mówiąc to Laura wydęła usta w dół, a rękami otoczyła szyję Filipa dokładnie się w niego wtulając. A może jakiś z tych straszny nie byłby taki zły? Może mogłaby tak wtulić się…? – Komedii też nie bierz. Trzymajmy jakiś poziom – ostatnie zdanie blondynka wyszeptała w ucho przyjaciela po czym wypuściła go z objęcia. Nie wiedziała, dlaczego to zrobiła. Po prostu nie mogła się powstrzymać, dodatkowo znajdowała się na swoim terenie. W domu zachowywała się znacznie odważniej i naturalniej, tutaj nie musiała bać i wstydzić się czegokolwiek. To było jej mieszkanie, jej prawa strona kanapy i jej najlepszy przyjaciel, który zajmował miejsce tuż obok niej.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ulżyło jej. Chociaż doskonale znała odpowiedź na postawione przyjacielowi pytanie, to po prostu jej ulżyło. Zadała je, żeby usłyszeć od niego, że dobrze myśli i ona sama się nie myli.
    Laura złapała za poduszkę, przyciskając ją do siebie. Nie mogła wyzbyć się z umysłu mnóstwa rzeczy, które w głównej mierze dotyczyły Filipa. Ten wciąż siedzący tyłem do niej szukał filmu, co rusz stukając w panel dotykowy laptopa. Najprawdopodobniej w tym natłoku przemyśleń dalej wlepiałaby w niego swój wzrok, gdyby nie ruch przyjaciela. Chwilę później siedział już obok niej.
    Powinni zgasić światło, ale tak byłoby… źle. Tak, zdecydowanie byłoby nieodpowiednio. Nie teraz, gdy ona sama nie wie, co o tym wszystkim ma myśleć. Ciemność wzbudziłby w niej zbyt wielki potencjał pewności siebie, który ostatnio coraz bardziej przybierał na sile. Jednakże wyłącznie w stosunku do Filipa.
    Zakrzewska podkuliła nogi pod siebie, tuląc się do miękkiej poduszki. Zaczęła przygryzać dolną wargę, gdy pierwsze minuty filmu już minęły. Przestała się na nim skupiać już od samego początku. Chociaż animacja mogłaby na chwilę oderwać ją ze świata tych absurdalnych przemyśleń, to nie potrafiła skoncentrować się na niczym innym, prócz kolejnym narastającym problemie.
    Jak długo jeszcze wytrzyma te dziwne reakcje ciała, kiedy skóra Filipa dotyka jej własnej? Prawdę mówiąc, byłaby wstanie robić to długo, tylko po to, by go nie stracić. Jednak z drugiej strony… Czy to miało sens?
    Ma, ma. Odpowiedziała sobie w myślach, cichutko i długo wypuszczając z ust nagromadzone jeszcze przed chwilą powietrze. Wmawiała sobie, że przecież nic się nie zmieniło, a siedzący obok mężczyzna jest tym samym, jedynym i jednocześnie najlepszym przyjacielem, jakiego kiedykolwiek miała.
    Laura zniżyła głowę, zauważając iż od dłuższego czasu maltretuje róg poduszki, bawiąc się jej falbanką. Ukradkiem spojrzała na Kamińskiego, który przez cały ten czas nie ruszył się zbyt gwałtownie chociażby raz, jak to zdarzało mu się robić. Był porywczy i spontaniczny, takiego zapamiętała go z liceum, i taki pozostał nadal. Tym razem sprawiał wrażenie skupionego najpewniej na filmie, który to błyskał co rusz kolorową animacją.
    Miała dosyć. Z tej przyczyny przechyliła się w stronę Filipa, by powoli i uważnie wcisnąć swoją dłoń między jego ręką, a tułowiem. Przybliżyła się odrobinę, tym sposobem dosięgając barku przyjaciela, na której ułożyła głowę. Tym samym włosy opadły kobiecie na ramię towarzysza, a jej samej na twarz. Wyzwoliła poduszkę z objęcia prawej ręki, co by zagarnąć niesforne kosmyki za ucho, po czym delikatnie poprawiła uścisk miękkiego materiału, jak i ramienia mężczyzny. W dalszym ciągu skulone nogi skierowała w stronę Kamińskiego, przez co lekko wylądowały na jego udzie.
    Od Filipa biło przyjemne ciepło, które Laura odczuwała nawet przez własny sweter. Dla palców blondynki, które wiecznie były chłodne, skóra przyjaciela była wręcz ukojeniem. Niewiele myśląc pogładziła ją kilkukrotnie kciukiem, a w pewnym sensie będąc spełnioną utkwiła wzrok na telewizorze.

    [Zapewne tak, ale jak zwykle ja nic nie wiem :c ]

    OdpowiedzUsuń
  11. Laura zupełnie uspokoiła bicie serca, gdy w końcu znalazła przy Filipie wygodne miejsce dla siebie. Przybliżyła się na własnych warunkach i w wyznaczonym przez nią czasie, dlatego jego ciepło jedynie przyjemnie ją ogrzewało, gdy wraz z jego oddechem wywoływało dreszcze na karku. Nie reagowała jakoś gwałtownie, do momentu, kiedy mężczyzna wyślizgnął ramię z jej objęć. Drgnęła lekko, odrobinę przebudzona ze świata przemyśleń. I nawet z rezygnacją miała się już od niego oddalać, kiedy to samo ciepło ogarnęło ją wokół szyi. Blondynka uśmiechnęła się subtelnie pod nosem, oddając się zupełnie przyjemności obcowania z przyjacielem tuż obok. Nie myślała. Nad czymkolwiek. Po prostu była szczęśliwa i w tym szczęściu trwała, gdy nagle cichy oraz niepewny głos Filipa dotarł do uszu Laury.
    Lubiła, gdy Kamiński zwracał się do niej po imieniu. Kobieta nie przepadała za nim, ale sposób w który wypowiadał je On był w stanie przekonać ją do wielu rzeczy. Jednak z zaciekawieniem wymalowanym na twarzy z przykrością odsunęła się od Filipa, by móc spojrzeć mu w oczy. Przez chwilę błądził wzrokiem przed sobą, by zaraz natrafić na jej własne tęczówki.
    W Laurze zaczęło coś topnieć, a mianowicie postanowienie unikania spojrzenia dwóch brązowo połyskujących kryształków. Dodatkowo palce, które wplątywały się w jej włosy wywoływały we wnętrzu blondynki dawno nie występującą w niej już chęć zbliżenia. Gdyby tylko była odważniejsza z pewnością przechyliłaby się wprost na niego z premedytacją, ale i ekscytacją zatapiając własne usta w miękkie wargi przyjaciela.
    Wraz z tą myślą i pierwszymi słowami Filipa, odwróciła wzrok. Utkwiła go w monitorze laptopa, który dalej kolorowo rozświetlał wraz z telewizorem przestrzeń przed sobą. Jakiś cichy alarm zawył w umyśle dziewczyny, wołając o więcej dystansu między nimi, a od niej samej o spoważnienie. Oba głosy zignorowała.
    Potem miała wrażenie, że świat jednocześnie zatrzymał się i znacznie przyśpieszył. Dziwne uczucie, ale gdy z ust Filipa wypłynęło tak specyficzne zdanie spojrzała na niego z dozą zaskoczenia. Jeszcze widziała, jak do niej się zbliża. Czuła, jak ciepły oddech koncentruje się w kąciku jej ust i przechodzi strumieniem wzdłuż policzka, jednak chwilę później poczuła lekko napierające na skroń wargi. Już myślała, że… właśnie… co ona sobie myślała? Dlaczego w ogóle przeszła jej myśl, o czymś tak zadziwiająco… realnym? Bo chociaż wypierała z umysłu obrazek ich obojga złączonych w pocałunku, to skrycie tego pragnęła. Gdy tylko to zrozumiała, zerwała się z miejsca. Z hukiem zamknęła klapę laptopa, na szybko rozłączyła wszystkie kable, a w celu zniknięcia z pola widzenia Filipa, nerwowym krokiem przeszła do swojej sypialni.
    Laura opadła na łóżko przy czym odezwało się kilka sprężyn, roznosząc ciche echo po reszcie mieszkania. Laptop poszedł w odstawkę, a sama kobieta zakryła dłońmi twarz. Co robi ona, a co on? Skąd wzięły się te dziwne sytuacje między nimi, ale przede wszystkim: od kiedy Filip wywołuje u niej szybsze bicie serca? Przeoczyła w ich relacji, coś bardzo ważnego i niewątpliwie za tę swoją nieuważność płaci sporą cenę.
    Dziewczyna zsunęła się z łóżka, lądując powoli na podłodze. Oparła się o miękką stronę mebla, a nogi wyciągnęła przed siebie. Spojrzała w bok, dostrzegając w kącie charakterystyczny kształt butelki swojego ulubionego wina. Najwyraźniej nie zdążyła wszystkiego po sobie posprzątać. Jednak łapiąc szkło w dłoń zrozumiała, dlaczego nie znalazło się ono w koszu. Alkoholu pozostało ponad połowę. Laura po dłuższym zastanowieniu się przechyliła butelkę w górę, a czerwonawy płyn wlał się ostrożnie do gardła blondynki. Odetchnęła. Głowę oparła o materac, na chwilę delektując się ucieczką, jak i samym winem zostawiającym na języku cierpki smak winogron. Nie trwało to długo, ponieważ nie chciała zostawiać gościa samego sobie. Bądź, co bądź jakieś zasady kultury wypadałoby zachować. Dlatego właśnie przeszła do drzwi i stanęła w progu, opierając się o drewnianą framugę. Odnalazła wzrokiem Filipa, po czym kolejny raz upiła łyk wina.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. - Pamiętasz, że jutro mamy ważny dzień? – spytała, by przerwać ciszę, a przede wszystkim zmienić temat, co aby wieczór nie obrał złego kierunku, który kłębił się gdzieś w wyobrażeniach Laury. – Może otrzymamy jedno z ważniejszych zleceń. Nie spóźnij się, proszę. Bo już nie będę tak miła jak dzisiaj – uśmiechnęła się lekko do niego, po czym dość szybko odwróciła wzrok. Zatrzymała się z plecami opartymi o framugę, gdzie z łatwością mogła wyglądać za okno z własnego pokoju. Lampa uliczna jak zwykle migotała na wpół przepaloną żarówką. – Wiesz, nie chcę żebyś zostawiał mnie sam. Może i jestem zaradną kobietą, ale z tobą zawsze raźniej – mówiąc to nawet na niego nie spojrzała. Wciąż wpatrywała się w przestrzeń za oknem, kolejny raz smakując alkoholu z butelki.
      Słowa ułożyła dość dziwnie, bo odnosiły się jednocześnie do pracy i życia. Miała jednak nadzieję, że Filip obierze pierwszą z nich, jako powód do dalszej rozmowy.

      Usuń
  12. Czuła się co najmniej jak mała dziewczynka, kiedy Filip stał nad nią wmawiając, że alkohol to nic dobrego. W niej samej z każdym jego słowem narastały nerwy, które Laura chciała przełożyć na odpowiedź przyjacielowi. On sam nie był od niej wcale lepszy, szczególnie gdy chodziło o ten temat. Zdenerwowanie opuściło jednak blondynkę, kiedy usłyszała ściszony męski głos. Próbowała nawet zmierzyć się ze wzrokiem brązowych tęczówek, ale poddała się tuż po tym, gdy na twarzy Kamińskiego wykwitł delikatny i ciepły uśmiech. Dziewczyna wbiła się w drewnianą framugę, chowając ręce za siebie. W myślach Laury wzmacniała się myśl, że chciałaby to już wszystko skończyć, wyjaśnić – cokolwiek. Cokolwiek, byleby przerwać tę dziwną, jak i niezręczną sytuację między nimi.
    Żegnając się, nawet jej nie dotknął. Po prostu ruszył w kierunku przedpokoju, żeby chwilę później zniknąć za drzwiami wejściowymi. A ona czuła się gorzej, niż zbity pies. Jednak nie raczyła odprowadzić osobiście, zrobiła to tylko wzrokiem. Gdy drzwi cicho trzasnęły osunęła się na podłogę, by zaraz schować twarz między dłonie. Ciężko odetchnęła, starając się powstrzymać chęć płaczu. Kompletnie nie wiedziała, dlaczego tak się czuła i niewyobrażalnie bała się odpowiedzi na takie pytanie. W końcu potrząsnęła głową, zupełnie jakby miało to pomóc jej wyzbycia się rozszalałych myśli. Wzięła się w garść i wstała z miejsca, by zacząć szykować się do długiej nocy, która jak zwykle okazała się w pół nieprzespana.
    Rano nie wstała, gdy tylko otworzyła oczy. Przekręcała się z boku na bok, próbując uspokoić własne rozmyślania, a także wydrzeć z głowy milion scenariuszy ich rozmowy z nowym zleceniodawcą. Profesjonalną panią grafik stawała się dopiero przy rozmowie z klientem, kiedy to nie bała się nikomu spojrzeć w oczy, coś powiedzieć czy obstawać przy swoim. Była inna i zdecydowanie zaskakująco otwarta, niżeli w prywatnym życiu.
    Po długim rannym rytuale, który składał się z codziennie powtarzanych czynności nastał moment, gdy z trudem wybierała ubiór odpowiedni do sytuacji. Rozmowy takie, jak tego dnia były dosyć nieczęstą okazją, aby zobaczyć Laurę sięgającą najwyższych granic swojej kobiecej elegancji. Chociaż na co dzień poruszała się z gracją, to z umiłowaniem nosiła spodnie, jak i trampki, a z tego, co zdążyła wywnioskować tym ubiorem potrafiła sobie utrudniać życie. Była kobietą, przez co zrozumiała, że w oczach innych ludzi będzie profesjonalna tylko wtedy, gdy będzie odpowiednio wyglądała. Zakrzewska bardzo gardziła tym faktem, ale z racji swoich ambicji potrafiła stłamsić własną złość, by w pracy osiągnąć więcej. Zdążyła przestudiować najważniejsze punkty psychologii, które pomogły jej dojść do tego wniosku. Z tej przyczyny w szafie Laury znajdowało się kilka sukienek nie w innym kolorze, niż czarny. Każda z nich dopasowana do jej ciała, zupełnie jak dopasowane miała wszystko, ale niezbyt obcisłe, co aby nie być wulgarną nastolatką w pierwszym lepszym klubie. Podobnie było z dekoltami, chociaż dzisiaj padło na ten w serek i prawdopodobnie Laura dalej stałaby przed lustrem okręcając się i poprawiając z każdej strony, gdyby nie to, że spojrzała na wiszący zegar naprzeciwko łóżka. Od tamtej pory ograniczyła wszystko do najpotrzebniejszych rzeczy i czynności do wykonania. Skończyło się na tym, że złapała kosmetyczkę i łańcuszek w rękę, by zaraz potem wrzucić je do torby. Zdążyła tylko na spokojnie umalować usta na klasyczną czerwień, w końcu bez tego nie mogła wyjść z domu. Zarzuciła płaszcz oraz szalik na siebie, by po pierwszym zamknięciu drzwi przypomnieć sobie o laptopie pozostawionym na sypialnianym stoliku.
    Droga zajęła jej zadziwiająco krótko. Bardzo możliwe, że zmiana butów na wygodniejsze, chociaż wciąż na obcasie było dobrym pomysłem. Do biura dotarła więc przed dziesiątą, ale jakie wielkie ogarnęło ją zdziwienie, gdy po włożeniu klucza zamek odmówił kobiecie posłuszeństwa. Zakrzewska zmarszczyła brwi, a po naciśnięciu klamki powoli weszła do środka. Rozpięła płaszcz, odwinęła szal, by chwilę potem zauważyć Filipa siedzącego przy swoim biurku, tuż przed otwartym laptopem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. - H-hej – rzekła niepewnie trochę zdezorientowana faktem, iż przyjaciel zjawił się w biurze szybciej niż ona. Zaraz jednak delikatnie się uśmiechnęła, gdy zdała sobie sprawę z tego, że wziął sobie do serca jej wczorajsze słowa. O dziwo kompletnie zapomniała o atmosferze, w której się rozstali. Zupełnie, jakby nie miało to miejsca, a rozpoczynający się wtorek był kolejnym dniem ich wspaniałej przyjaźni. Przechodząc do swojego biurka zdążyła uważnie mu się przyjrzeć, ale odwracając wzrok, gdy tylko odnalazła jego własne spojrzenie na sobie. Odłożyła torebkę na fotel, uprzednio wykładając z niej co potrzebniejsze rzeczy. Zdjęła płaszcz, by zabrać go wraz z resztą ubioru i kosmetyczką na zaplecze. Przeszła przez biuro stukając obcasami, ale zwolniła przy przejściu. Odwróciła się nieznacznie, spoglądając na Filipa zza ramienia. Był… przystojny. Po raz pierwszy bez żadnego ale, czy jakiegokolwiek innego zaprzeczenia stwierdziła, że własny przyjaciel najzwyczajniej w świecie jej się podobał. Tak dobrze było go widzieć w takim stanie. Zdecydowanie wolała go w każdy inny dzień, niż poniedziałek.
      - Dobrze dzisiaj wyglądasz, Filip – rzekła ciepło, próbując zmierzyć się z nim wzrokiem. Zaraz jednak odrobinę się zawstydziła. Przycisnęła płaszcz do siebie, by chwilę później zniknąć za ścianą, gdy weszła w głąb zaplecza.
      Odwiesiła ubranie, a z kosmetyczki wyjęła pędzel i korektor, aby zająć się różowawym śladem na szyi. Gdy podeszła do lustra spostrzegła, iż na policzkach wykwitły jej dwa delikatne wypieki. Pokręciła głową z dezaprobatą, na siłę próbując odepchnąć od siebie temat uczuć, które żywiła do własnego przyjaciela.
      Nie dzisiaj, Laura. Błagam cię, dzisiaj daj sobie z tym spokój…
      Dokładnie zakryła cielistym kolorem wybryk na własnej skórze, chociaż uśmiechnęła się mimowolnie na wspomnienie z poprzedniego dnia. Była to jedna z przyjemniejszych rzeczy, jaka spotkała ją ostatnimi czasy. Ba! O ile nie najprzyjemniejszą.
      Spoważniała, gdy myśli w końcu nakierowały ją na pracę, a to poskutkowało na nowo narastającymi nerwami. Sytuacja z Filipem, choć rozpraszała, to jednak wywoływała w Laurze zaskakująco przyjemne uczucia, co innego zaplanowana rozmowa. Ręce kobiety zaczęły się odrobinę trząść, gdy z uporem próbowała zapiąć łańcuszek na szyi.
      - Cholera… - mruknęła pod nosem, gdy kolejna już próba nie poskutkowała zamierzonym celem. Niewiele myśląc, nogi Laury ruszyły w kierunku biurka przyjaciela, przy którym stanęła już chwilę potem.
      - Mógłbyś? – zapytała, wystawiając w jego kierunku swoją dłoń ułożoną w łódeczkę. W środku znajdował się drobny złoty łańcuszek z białym kryształkiem, jako zawieszką. Dokładnie w tym momencie zdała sobie sprawę z tego, o co go prosi. Że jeżeli się zgodzi będzie musiała odwrócić się do niego zgarniając swoje blond włosy, by tym samym odsłonić szyję i ułatwić mu zadanie. Nerwowo poprawiła sukienkę, by sięgała do połowy kolana, czyli zupełnie tak jak powinna. Nagle zdało jej się, że prosi o zbyt wiele, dlatego lekko speszona zaczęła mówić dalej. – Ewentualnie czy mógłbyś coś ze mną zrobić bo… - podniosła drugą dłoń, u której palce widocznie drżały. – Bo zupełnie nie daje sobie rady – jęknęła cicho, krzywiąc się odrobinę.

      Usuń
  13. Laura opadła na swój fotel, kiedy dotarła do własnego biurka. Utkwiła puste spojrzenie przed sobą, odbiegając myślami poza biuro. Po prostu błądziła we wspomnieniach, chcąc jakoś wyswobodzić się od nerwów, które jak zwykle obejmowały ją przed każdym biznesowym spotkaniem. Myślała trochę o rodzicach, o siostrze i nadchodzącym ślubie. Szczerze cieszyła się ze szczęścia Liliany, ale jakaś jej część zazdrościła dziewczynie udanego związku. Jednak z uwagi na ich charaktery Zakrzewska nie dziwiła się zaistniałej sytuacji. Jedna miała udane życie zawodowe, druga prywatne. Jak widać, nie można mieć wszystkiego.
    Blondynka spojrzała na krótko w stronę swojego przyjaciela, na chwilę odrywając się od ekranu laptopa. Zaczynała martwić się niezręcznymi sytuacjami, jakie pomiędzy nimi ostatnio zachodziły i nie wiedziała, czy to z jej winy, czy po prostu tak wychodziło. Nie chciała czegokolwiek psuć, bo w końcu Filip był dla niej ważny i stracenie go, było ostatnią rzeczą o jaką by zabiegała. Westchnęła, popijając kolejny łyk na wpół wystygłej kawy. Nie posiedziała tak za długo, bo po pewnym czasie drzwi do ich biura otworzyły się, a do środka wszedł elegancki mężczyzna na pierwsze wrażenie kilka lat starszy od nich. Laura wstała i zamarła w miejscu, kiedy spostrzegła, że za nim nie pojawia się oczekiwana przez nią kobieta. Wyglądało na to, że mężczyzna przybył sam, co ogarnęło Zakrzewską lekkim przerażeniem. Słyszała o nim dość dużo, a nawet aż za dużo. To jeden z tych, którzy wykorzystują swoje stanowisko do zadawania się z kobietami i wręcz z istną bezczelnością proponował im obrzydliwe propozycje w ramach awansu. Dokładnie to działo się w ich firmie, którą Laura zdążyła przebadać wzdłuż i wszerz kiedy tylko nieobecna na tym spotkaniu kobieta lekko ją ostrzegła. Najgorszy był fakt, że nikt z tym nie był wstanie walczyć, a w samej blondynce wręcz wrzało, by wszystko wytknąć mu w twarz. Tym czasem promiennie się uśmiechnęła, gdy dla własnego bezpieczeństwa stanęła tuż obok Filipa. Ten zdążył już zjawić się przy gościu, witając się oraz przedstawiając.
    Nadeszła też kolej na nią. Nawet wyciągnęła rękę przed siebie, chcąc podać ją zupełnie tak, jak przyjaciel, ale przedstawiony jako Paweł Mysiewicz gość odwrócił, by zaraz potem schylić się i pocałować jej zewnętrzną część. Gdyby nie wszystkie te informacje, które Laura miała z tyłu głowy, najprawdopodobniej uznałaby gest za szarmancki. Jednak w tych okolicznościach wydał jej się zupełnie krępujący. Nie poddała się jednak, bo już chwilę potem zaprosiła gościa do ich kąta z kanapą. Na chwilę odnalazła wzrok Filipa, patrząc na niego dość intensywnie. Uśmiechnęła się delikatnie, ale i smutno. Wiedział doskonale, że takie sytuacje nie należały do tych najprzyjemniejszych dla Zakrzewskiej.
    - Rozumiem, że pani Dąbrowska dzisiaj się nie pojawi? – zapytała wracając spojrzeniem na usadowionego już po prawej stronie kanapy Mysiewicza. Laura przeklęła w myślach, ale jej twarz nie drgnęła nawet o milimetr.
    - Spóźni się, bądź w ogóle nie zjawi. Nagły przypadek. Proponowałbym zacząć bez niej, czekanie nie ma sensu.
    - W takim razie, czy napije się pan herbaty?
    - Jeżeli wyjdzie spod pani rączek, z największą chęcią – Laura pokiwała w zamyśleniu kilka razy głową, po czym zwróciła się do przyjaciela, łapiąc go za przedramię.
    - Zacznij już – rzekła, ściskając odrobinę mocniej dłoń. Miała tylko nadzieję, że Filip będzie na tyle roztropny, by usiąść obok gościa. Laura mogła wytrzymać wiele, by zyskać coś w pracy, ale na pewno nie dotyk obcej osoby.

    OdpowiedzUsuń
  14. Było wiele sytuacji, w których to Laura musiała ratować Filipa, ale i podobnie było odwrotnie. Dlatego widząc przyjaciela siedzącego na kanapie, uśmiechnęła się lekko pod nosem. Była mu wdzięczna, nawet jeżeli zrobił to zupełnie nieświadomie, to najprawdopodobniej uchronił ją od kontaktu z Mysiewiczem. Ten ukradkiem co rusz na nią spoglądał, a to jak przyniosła herbatę, a to gdy zajęła miejsce w fotelu. Nie dawała jednak za wygraną i z pełną dumą siedziała na fotelu, wyprostowana z brodą lekko skierowaną ku górze. Teraz ona przyglądała mu się z wyczekiwaniem, zupełnie nie zwracając uwagi na to czy go to krępuje, czy nie.
    A potem nastąpiło coś, czego się nie spodziewała. Pomysł ujrzenia wszystkiego w wersji cyfrowej, a tym bardziej na rzutniku nie miał kompletnego sensu. Wydruki były formą finalną, którą każda drukarka drukowała dokładnie w ten sam sposób nie zmieniając kolorów zaprojektowanego przez nich layoutu. Za to wersja cyfrowa, chociaż była po stokroć lepsza, to nie była najlepszym odwzorowaniem zastosowanych barw. Po pierwsze każdy ekran miał własne parametry, które przeinaczały kolory w zależności o ich specyfiki. Dokładnie tak samo było z rzutnikami, które były kolejną zaporą w dokładnym odwzorowaniu projektów. Jednak nie odezwała się nawet słowem, a jedynie ścisnęła dłonie ze sobą, nie wierząc w to co słyszała. Odwzajemniła ten jakże obleśny uśmiech, swoim własnym, na pewno o wiele przyjemniejszym.
    Chciała zająć czymś swoje oczy, by nie spoglądać wprost w te należące do Mysiewicza. Dlatego właśnie ze spokojem przyglądała się krzątającemu przy biurku przyjacielowi. Niestety Laurze nie było dane zbyt długo przebywać w tym stanie, bo chwilę później klient zwrócił się wprost do niej.
    - Oczywiście – rzekła spokojnie i uprzejmie, gdy na twarzy wykwitł jej delikatny, acz sztuczny uśmiech. Odepchnęła się rękoma od fotela, by w kilku lekkich krokach zgrabnie ominąć stolik kawowy. Usiadła ostrożnie obok mężczyzny, pozostawiając bezpieczny odstęp między nimi. Jednak jak przypuszczała Mysiewicz zdążył się do niej przysunąć z chwilą, gdy zaczął opowiadać o swoich wątpliwościach. Nawet niezbyt go słuchała, ponieważ skupiała się na tym, by nie wybuchnąć złością na kolejne poczynania klienta. Ten najwidoczniej w dość przemyślany sposób podsunął teczkę tuż przed kobietę, przez co musiał przechylić się w jej stronę, aby cokolwiek na projekcie pokazać. Delikatnie położył swoją dłoń na kolanie blondynki, dosłownie odrobinę na nie napierając kiedy zaczął wskazywać palcem na poszczególne fragmenty druku. Laura nabrała powietrza, które wstrzymała na dłużą chwilę, licząc do dziesięciu. Po wyliczance bez słowa sięgnęła po teczkę, kładąc ją na swoich nogach. Tym samym ręka Mysiewicza samoistnie ześlizgnęła się po skórze kobiety, którą przeszły nieprzyjemne ciarki.
    Na tym jednak nie zaprzestał, bo gdy ta kreśliła długopisem poprawki na druku, wręcz osaczył ją tuż przy prawej stronie. Znajdował się zdecydowanie za blisko, tym samym okalając oddechem jej ramię, a nawet kawałek dekoltu. Laura jednak zawzięcie siedziała w miejscu, próbując zapomnieć, że jest już na skraju swoich nerwów, a bez przerwy powtarzała: to dla niej, dla Filipa, dla nich obojga i dla ich firmy.
    - O – usłyszała nagle niezbyt donośny głos Mysiewicza obok siebie. – Wiedziałem, że pani dłonie mogą zdziałać cuda.
    A ona siedziała wsparta o swoje ręce, które oparła o własne nogi. Oddychała najspokojniej, jak tylko potrafiła. Mrugała wolno, a obserwując Filipa błagała w duchu, żeby to wszystko jak najszybciej się skończyło. Żeby rezultatem całego tego spotkania była podpisana umowa i duma z cierpliwości, jaką posiadała.
    - Ciekawe, co jeszcze te pani rączki są w stanie zrobić – słowa te były wypowiedziane niekomfortowo za cicho jak na pomieszczenie, w którym się znajdowali. Oczami wyobraźnie widziała obleśny uśmieszek na twarzy Mysiewicza, bo nawet nie miała zamiaru na niego patrzeć.
    W myślach wciąż powtarzała to samo: to dla niej, dla Filipa, dla nich i ich firmy.

    [Tak, dramatyzuje xd]

    OdpowiedzUsuń
  15. Laura skryła delikatny uśmiech pod dłońmi, kiedy pod naciskiem słów Filipa klient posłusznie wstał i skierował się w wyznaczone mu miejsce. Zaraz jednak zreflektowała się, by nie wyrażać zbytnio niekontrolowanych emocji, a już szczególnie szczęścia na widok oddalającego się Mysiewicza. Przyglądała się mężczyznom, nie zwracając większej uwagi na wyświetlany rzutnikiem projekt obracany na wszelakie strony. Różnili się wszystkim: aparycją, charakterem, jak i sposobem bycia. Może Laura nie znała klienta tak dobrze, jak własnego przyjaciela, ale z samego jego nonszalanckiego ustawienia nóg, jak i rąk mogła wyczytać wiele.
    A potem nagle znowu spięła mięśnie, kiedy tylko ponownie ujrzała twarz pana Pawła. Tylko że Filip wyprzedził go jednym sprężystym krokiem wyciągając w stronę Zakrzewskiej całą rękę. Zupełnie jak rycerz na białym koniu bronił księżniczkę przed smokiem, tak właśnie postrzegała go blondynka. Serdeczny i prawdziwy uśmiech wykwitł na twarzy Laury, już zupełnie nie przejmując się obecnością drugiego mężczyzny. Zgodnie z prośbą (prośbą, nie rozkazem!) podała przyjacielowi teczkę, gdzie już chwilę potem znalazł się z Mysiewiczem po drugiej stronie biura.
    Naprawdę nie wiedziała, czy Filip wiedział, co właśnie robił, ale nawet nie była wstanie wyrazić, jak bardzo mu była wdzięczna i jak bardzo jest mu za to dłużna.
    Słuchała ich rozmów w spokoju, nie ruszając się z miejsca nawet na milimetr. Oddychała spokojnie, by złagodzić swoje nerwy oraz rozluźnić zmęczone mięśnie, co aby nie wyglądać na skrępowaną i speszoną. Nie wiedziała, czy ta sztuka jej wychodziła, ale miała nadzieję, że tak. Przynajmniej w jakimś większym stopniu.
    Od tamtego momentu wszystko poszło szybko i sprawnie. Dokumenty zostały podpisane przez samego Pawła Mysiewicza, który już chwilę później pośpiesznie wyszedł z ich biura. Przelotnie uścisnął rękę Laury, jeszcze szybciej dłoń Filipa, a żegnając się wyszedł na zimne powietrze Krakowa.
    Odetchnęła. Głośno i z ulgą. Kobieta oparła się o ścianę obok siebie, po czym zakryła dłońmi swoją twarz, uważając, żeby nie przejechać skórą po ustach. Oddychała głęboko, a jej klatka piersiowa unosiła się zgodnie z nabieranym i wypuszczanym powietrzem.
    - Filip – zaczęła stłumionym przez ręce głosem, ale zaraz odjęła je od twarzy, odnajdując wzrokiem spojrzenie zainteresowanego przyjaciela. – Jesteś najlepszym, co mnie dzisiaj spotkało. Nawet ta umowa nie jest w połowie tak ważna – machnęła ręką w stronę leżącej na biurku Filipa teczki.
    Prawa dłoń Laury ułożyła się delikatnie na mostku, jakby to miało pomóc jej w wyrażaniu uczuć, albo chociaż oddychaniu. Wykonała kilka kolejnych głębokich wdechów i wydechów, by po chwili znowu przemówić.
    - Dziękuję, Filip. Nie wiem, czy zdajesz sobie sprawę za co, ale to nie ważne. Po prostu dziękuję – uśmiechnęła się serdecznie, jak to tylko do niego potrafiła, ale zaraz potem, objęła się jedną ręką i odwróciła wzrok. Spojrzała w stronę drzwi, zaczynając bawić się łańcuszkiem. Nie ukrywała przed sobą, że chciałaby, żeby Filip bronił jej z premedytacją, a nie intuicyjnie. Jednak rozumiała, że szanse na to są znikome, dlatego nawet nie próbowała się łudzić, że jest inaczej.

    OdpowiedzUsuń
  16. Z przemyśleń wyrwał ją dosyć ostry głos Filipa, co spowodowało, że energicznie przekrzywiła głowę w jego stronę. Zmarszczyła lekko brwi w geście zmartwionego zdziwienia. Nie rozumiała skąd wziął się u niego ten ton głosu i nawet chciała go chyba w jakiś sposób uspokoić, i wytłumaczyć, iż nic wielkiego się nie stało, ale nie zdążyła. Przez myśl przeszło Laurze złapania go za ramię, ale Filip ruszył w stronę drzwi, by ogłosić światu zewnętrznemu, iż biuro zostaje od tamtego momentu zamknięte. Blondynka zmrużyła odrobinę powieki, nie wiedząc co dzieje się wokół niej, ale oprzytomniała kiedy przyjaciel prawie siłą zaciągnął ją do kanapy, już chwilę później usadawiając ją tam. Przez tę krótką drogę próbowała dać mu do zrozumienia, że nie ma żadnego tematu do rozmowy na chwilę obecną i że cała sytuacja sprzed kilku minut to po prostu jedna wielka pomyłka. Błąd, który popełniła sama Laura, płacąc za niego całą resztą niezręczniej atmosfery podczas spotkania. Jednak dziewczynie zdawało się, że Filip nawet przez chwilę nie chciał jej słuchać, a ona kompletnie nie wiedziała dlaczego. Zniknął tylko na dłużej na zapleczu, gdzie o ile dobrze słyszała przygotowywał herbatę.
    Zakrzewska złapała za bok kanapy zupełnie jakby miała zamiar z niej wstać, ale gdy tylko chciała to zrobić nogi odmówiły jej posłuszeństwa. Dalej była lekko roztrzęsiona, a z jakiś względów z tyłu głowy majaczyła się rada, żeby lepiej została na miejscu. Także nie chciała sprzeciwiać się przyjacielowi, który w odróżnieniu od niej samej potrafił być niezwykle stanowczy. Z tej racji pozostała na miejscu. Złączyła dłonie, którymi bawiła się przez jakiś czas, dopóki Filip nie zjawił się tuż przed nią, by wetknąć w jej chłodne ręce kubek z gorącą herbatą.
    A potem usłyszała swoje imię. Wypowiedziane tak miękko, jak to tylko on potrafił to zrobić. Uparcie przyglądała się okręcającej parze na powierzchni brązowego płynu i nawet miły oraz subtelny dotyk skóry Filipa, przemierzającą drogę od jej skroni, aż za ucho nie zmieniło spojrzenia blondynki. Myślała. Myślała zawzięcie nad tym, jaką słabą kobietą tak naprawdę była. W końcu nie potrafiła postawić się komuś takiemu, jak Paweł Mysiewicz, a w odróżnieniu od innych współpracowniczek tego mężczyzny nie pracowała z nim w jednej firmie. A oto ona: zupełnie bezbronna, prawie niereagująca na denne komentarze wręcz odpychającego mężczyzny. Laura ledwo zauważalnie westchnęła.
    Na kolejne słowa przyjaciela kącik jej ust lekko podniósł się ku górze. To zdanie było niezaprzeczalną prawdą, a blondynka niezmiernie cieszyła się, że nigdy więcej nie zobaczy tego człowieka na oczy.
    – Czemu pytasz? – zapytała, jak to miała zwyczaj robić w odpowiedzi na tę samą czynność w stosunku do niej. – Przecież nic się nie stało – nie spojrzała na niego ni razu, wciąż koncentrując spojrzenie na herbacie. Nawet gdy zdecydowała się upić odrobinę gorącego płynu, jedynie zmarszczyła brwi, ponieważ język odrobinę zaczął mrowieć, sugerując iż napój jest za ciepły.
    – Ale skoro już tak bardzo jesteś ciekawy, to nie. Nie znam go – w końcu postanowiła na niego spojrzeć. Utkwiła wzrok w brązowych tęczówkach Filipa, które z jednej strony uspokajały ją swoją obecnością, a z drugiej powodowały szybsze bicie serca. Tych reakcji wciąż nie potrafiła dobrze zrozumieć, bo bała się poznać prawdy, której sobie odmawiała. – Nie musisz się o mnie, aż tak martwić. Wszystko jest w porządku. A ty proszę nie gnieć się już, w końcu się dzisiaj tak wystroiłeś – rzekła jak najzwyklej potrafiła, łapiąc go za prawą dłoń ogrzaną od kubka swoją własną. Delikatnie dając mu do zrozumienia żeby wstał i usiadł obok niej.

    z życzeniami szybkiego powrotu do zdrowia <3 - Chan

    OdpowiedzUsuń