3 stycznia 2015

[KP] Laura Zakrzewska

laura zakrzewska
GRAFIK PEŁNA PASJI // PRACOHOLICZKA // NERWOWA, ALE CZASAMI PRZESADNIE MILCZĄCA // PERFEKCJONISTKA, ALE NIE PO ALKOCHOLU

Przeszła życie z przekonaniem, iż imię zawdzięcza laurkom, które to tak wielbiła tworzyć za pomocą swojego dziecięcego umysłu. Nigdy jej to za bardzo nie przeszkadzało, dopóki ludzie nie zaczęli zdrabniać noszonego przez nią imienia. Denerwowała się od zawsze, na każdą napotkaną osobę, która zwracała się do niej w ten sposób. Tylko że znalazł się w końcu ktoś, kto był w stanie wypowiedzieć to tak osobliwie, że nawet nie miała serca podnosić swego głosu. Od tamtego momentu zyskała relację, która ciągnie się ładnych urokliwych lat i przerwać nie zamierza. Przynajmniej ona kurczowo się jej trzyma próbując łagodzić każdą sytuację oraz zwalczając każdą napotkaną przeszkodę.
Chyba od tego właśnie jest, prawda? Być obok w najgorszych momentach, wesprzeć, a co najważniejsze - pomóc. Tak, to niewątpliwie prawda, bo i On pojawia się przy niej, gdy tego potrzebuje, co najważniejsze nigdy o to nie prosząc.
Biorąc życie we własne ręce zaproponowała coś, czego bardzo się bała, ale i bardzo wierzyła. Chciała przełożyć coś tak pięknego, jak ich przyjaźń w coś równie niesamowitego, jak wspólna praca. Dzięki temu pozostawiła rodziców samych sobie, z ich własnymi artystycznymi problemami, by móc tworzyć własny świat. Świat wymyślony wraz z Nim.




wątek z zdarta płyta

24 komentarze:

  1. Oto i nadszedł kolejny poniedziałek jego życia. Budzik dzwonił jakieś dwie godziny temu, za co solidnie mu się oberwało i teraz dogorywał gdzieś za szafką nocną. Przesunął dłonią po twarzy, z nadzieją, że jakimś cudem zatrze to wszystkie grzechy minionej nocy, które na pewno się na niej odbijały. Podniósł niepewnie lewą powiekę, niepewny czy jego wzrok nie zostanie sparaliżowany przez ostre słońce wdzierające się do wnętrza jego sypialnio-salono-jadalni, którą wynajmował od pani Stasi na krakowskim Kazimierzu za psie pieniądze. Nic takiego jednak nie nastąpiło. Zbawienne ciężkie kotary, które kochana pani Stasi wygrzebała dla niego w second-handzie, skutecznie zatrzymywały światło późnego poranka na zewnątrz. Bez obaw już otworzył drugie oko i przeciągnął się z cichym jękiem, czując w swoim ciele dosłownie wszystko co wypił i zrobił przez cały weekend.
    Kiedy bose stopy w końcu dotknęły chłodnej podłogi, a umysł wszedł na nieco wyższe obroty, odszukał telefon, który tkwił gdzieś w porzuconych na podłodze spodniach.
    - Cholera... - Wyrwało mu się kiedy spojrzał, która jest godzina i jak bardzo jest spóźniony do biura.
    Całkiem nagi, jak go stworzono, przemaszerował do łazienki z zamiarem zafundowania sobie gorąco-zimnego prysznica. Nigdy nie wierzył w takie bzdety jak „pobudzający zmysły zapach żelu pod prysznic”, które wygadywali w reklamach, ale teraz gotów był to zmienić. Albo po prostu to zasługa oczyszczających właściwości wody. Jakiś czas później przetarł zaparowane lustro nad umywalką i przeklął się w duchu widząc swoje odbicie. Zmęczone, orzechowe oczy dokładnie lustrowały twarz i ciało. Nazbierało się na nim trochę nowych siniaków i zadrapań, z boku szyi widniała soczysta malinka, a dolna warga była lekko przegryziona. Przewrócił oczami na samo wspomnienie i sięgnął po szczoteczkę i pastę do zębów.
    Poł godziny później wyglądał już na całkiem przyzwoitego i poważnego obywatela Rzeczpospolitej Polskiej, który ma stałą pracę, płaci podatki i zachowuje się jak dorosły człowiek. Weekend zostawił za sobą i teraz czas zająć się było poważniejszymi rzeczami niż upijanie się i zaczepianie przypadkowych kobiet. Otwierając lodówkę, już był przekonany, że będzie musiał porzucić myśl o śniadaniu, a kiedy dodatkowo w puszcze z kawą zobaczył denko, już wiedział, że to na pewno jest poniedziałek. Paskudny i najgorszy dzień tygodnia w którym rzeczywistość sprzedawała mu liścia w twarz. Co tydzień. Zawsze. Nie wyłączając świąt.
    Z mocnym postanowieniem zrobienia dzisiaj zakupów i ogarnięcia syfu w kawalerce, wciągnął na tyłek bokserki i jasne dżinsy. Z oparcia krzesła zdjął ulubioną szarą bluzę, którą ocenił na jeszcze nadającą się do noszenia i w kilka minut później, poprawiając torbę z laptopem na ramieniu, zbiegał po schodach. Po wyjściu z klatki uderzyło go mroźne powietrze, chociaż krajobraz wcale nie był zimowy. Właściwie prawdziwej zimy, takiej jaką pamiętał z dzieciństwa, nie było już od lat. Naciągnął na głowę kaptur i szczelniej zapiął kurtkę, wtapiając się w tłum na przystanku tramwajowym. Nienawidził komunikacji miejskiej, tłoku i zapachu w niej, ale chwilowo nie miał innego wyjścia. Jego auto stało u mechanika po ostatniej zaliczonej stłuczce, a on nie miał wpływu na długość naprawy.
    Pięć przystanków później znów mógł odetchnąć pełną piersią, kiedy opuścił trzewia tramwaju. Pierwsze kroki skierował do ulubionej kawiarni, zamawiając na wynos dwie duże, aromatyczne kawy, a po namyśle także kilka słodkich pączków z dziurką. Nie ma to jak zdrowe śniadanie, prawda? Skręcając za róg, skąd już prosta droga wiodła do biura, w jego kieszeni z pełną mocą rozbrzmiało Snow Red Hotów. Uważając, żeby nie wylać kawy, wydobył telefon z kieszeni kurtki. Kiedy zobaczył Laura na wyświetlaczu, odrzucił połączenie i schował telefon do kieszeni. Wolał nie patrzeć nawet która jest godzina i jak bardzo jest spóźniony. Nie było sensu też odbierać, tylko po to aby usłyszeć ten sam opieprz dwa razy. W końcu był dwie minuty drogi od biura. Co się odwlecze to nie uciecze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wreszcie pchnął szklane drzwi i wszedł do ciepłego pomieszczenia, na sekundę zatrzymując się w progu, gdzie jego przyjaciółka uparła się na wycieraczkę w sezonie jesienno-zimowym. Wytarł buty i wszedł głębiej do biura.
      - Cześć! - Krzyknął w stronę zaplecza, kiedy nie zobaczył przyjaciółki przy biurku.
      Ostrożnie postawił kawę i torebkę z pączkami na blacie swojego biurka i zdjął z głowy kaptur oraz kurtkę, którą zaraz odniósł na zaplecze, gdzie znalazł swoją blondynkę.
      - Cześć mała, stęskniłaś się? - Rzucił lekko, odwieszając kurtkę i udając, ze wcale nie widzi małego demona wściekłości, który czaił się w kącie pod sufitem, gotów spaść między nich niczym mała bomba atomowa.

      Usuń
  2. A jednak... Niemal widział jak na spowolnionym filmie jak atomówka wściekłości opada na podłogę, dokładnie między nich, jak powoli sączy się z niej dym. Ten dym, to było każde słowo Laury skierowane w jego stronę. Każdy grymas czerwonych warg, drgnięcie mięśnia na jej twarzy, zmarszczenie brwi. Wszystko było jednym wielkim oskarżeniem, a on nie miał nic na swoją obronę. Nic, bo taki już był. Lubił wypić, lubił poimprezować. Kochana blondynka nie zapomniała o żadnej z tych rzeczy, nie zapomniała rzucić mu nimi w twarz. Dzisiaj. W cholerny poniedziałek. Najgorszy dzień tygodnia. Co ją ugryzło? Wiedziała jaki jest. Wiedziała, że raczej się nie zmieni. I wtedy zobaczył to oskarżenie w jej oczach, kiedy zatrzymała spojrzenie na jego szyi. Wtedy też wiedział, że ona wybuchnie. Tylko tym razem nie była to awantura, która mogłaby rozpętać trzecią wojnę światową, a wręcz przeciwnie. Mówiła coraz ciszej i spokojniej, w jej głosie było słychać coraz więcej lodu. Poczuł to paskudne uczucie wzdłuż kręgosłupa, które nie wróżyło niczego dobrego. Odruchowo zacisnął i rozprostował palce dłoni, biorąc głębszy wdech. Przymknął powieki, a kiedy je ponownie rozchylił, ona stała tuż przy nim. Tak blisko, że czuł dokładnie zapach jej perfum, którymi rano zapewne spryskała boki swojej smukłej szyi, a drobne kropelki powoli parowały pod wpływem ciepła jej niemal alabastrowej skóry, wydzielając ten oszałamiający zapach. Zapach, który sprawił, że oślizgły wąż, który pełzł wzdłuż kręgosłupa, zaczął chować się z powrotem pomiędzy łopatkami, gdzieś tam, tuż za jego sercem. Ale w ostatniej chwili nie zapomniał boleśnie ugryźć i wpuścić trochę jadu w ton jego głosu.
    - Posłuchaj mnie teraz, bo drugi raz nie powtórzę. - Zaczął, jednocześnie bardziej zagradzając jej drogę i kładąc dłonie na ramionach. - Nie wiem co cię ugryzło. Wylałaś na mnie wiadro moich własnych brudów, okej. Mam nadzieję, że ci ulżyło. Bo mi nie. Patrz na mnie. - Powiedział stanowczo, kiedy zobaczył jak Laura odwraca od niego spojrzenie. Złapał ją delikatnie za podbródek i u niósł jej twarz ku swojej. Musiał przy tym nieźle się nagimnastykować, by pokłady uśpionej siły nie wybuchły w nieodpowiednim momencie. - Dziękuję, że kolejny raz uświadomiłaś mi jakim gównem jest moje życie, naprawdę doceniam. Większym gównem mogłoby być już tylko bez ciebie, więc proszę, nie dokładaj mi więcej, co? Następnym razem po prostu ugryź się w ten niewyparzony język, albo ja to zrobię. - Puścił ją i odsunął się na krok, jednak wciąż przyszpilał ją twardym spojrzeniem orzechowych oczu. W końcu przesunął dłonią po twarzy i odpuścił. Minął ją dwoma krokami, stając przy blacie, dokładnie w miejscu gdzie ona stała wcześniej. Oparł o niego dłonie i westchnął.
    - A i jeszcze jedno. - Zatrzymał ją, kiedy jedną nogą była już za progiem, jednak nie odwrócił się do niej. - Naprawdę ciężko pracuję, wiesz? Nigdy nie zawaliłem żadnego zlecenia, wszystko jest zawsze na czas. Więc proszę, nie wciskaj mi, że odwalasz robotę za nas oboje, hm? - W odpowiedzi usłyszał tylko jak drobne, ciche kroki przemieszczają się w głąb biura. Zacisnął dłonie w pięści, biorąc kilka głębszych oddechów. To był naprawdę jeden z paskudniejszych poniedziałków, jakie było mu dane przeżyć. Już nawet nie chodziło o to w jakim stanie był fizycznie, bo jego psychika była na skraju wyczerpania nerwowego. Czuł się totalnie wybity, a jedyny powód tego wszystkiego siedział za ścianą, uparcie tłukąc w klawiaturę laptopa. Tylko ona była do tego zdolna, aby kilkoma słowami sprawić, że czuł się jakby skopało go stado bezmózgich dresiarzy z krakowskiej Huty. I tylko ona jednym gestem, jednym uśmiechem, potrafiła sprawić, żeby przestał się tak czuć. Ostatnio niestety to drugie zdarzało się rzadziej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owszem, pracowali razem, spędzali ze sobą mnóstwo czasu, ale przeważnie wypełniały go zlecenia i godzinne rozmowy o projektach, a kiedy już zmieniali temat kończyło się dokładnie tak jak dzisiaj. Albo jeszcze gorzej, bo dziś obyło się bez wrzasków. Ciekaw był kiedy ta para roześmianych dzieciaków, którymi byli w szkole, zgubiła się w wielkim, brutalnym świecie biznesu i pieniędzy. Dorośli, to fakt, ale ostatnią rzeczą jaką chciał było to, by rzeczywistość zniszczyła to coś co znaleźli między sobą lata temu. To coś co połączyło ich na tak długo, na dobre i złe. Przecież to była jego Laura, do cholery...
      Odwrócił się wreszcie i spojrzał w niewielkie lusterko wiszące na ścianie przed nim. Przyjrzał się sobie kolejny raz tego dnia. Miała rację, wyglądał fatalnie. W dodatku był bez śniadania i kawy. Podejrzewał, że ona też jeszcze nic nie piła. Poranna kawa w pracy była ich małym rytuałem. Kiedy wyciągał z szafki dwa małe talerzyki na pączki, miał tylko nadzieję, że kawa którą przyniósł była jeszcze w miarę ciepła i nadająca się do picia. Wydawało mu się, że spięcie między nimi trwało wieki. Pojawił się w końcu w biurze. Laura siedziała przy swoim biurku, całkowicie schowana za laptopem. Mógł dostrzec tylko słuchawki w jej uszach. Spojrzał na pakunki na swoim biurku i rozłożył na każdy talerzyk po dwa okrągłe pączki. Sprawdził też jedną z kaw, a kiedy uznał, że jest jeszcze wystarczająco dobra, chwycił drugą oraz talerzyk. Po namyśle jednak usiadł do biurka i przysunął do siebie notesik z samoprzylepnymi karteczkami. Naskrobał kilka słów i zaniósł na biurko Laury porcję niezdrowych kalorii i kawę, po czym wrócił do swojego biurka i już spokojnie wyciągnął z torby laptopa, otwierając go i szykując się do pracy.
      Na karteczce, którą przyczepił do kawy dla swojej przyjaciółki, zgrabnym pismem skreślone było kilka słów: Kupiłem dla Ciebie, jak zawsze. Twoja ulubiona. A pod spodem jeszcze jedno zdanie: Nie spałem z nią, kocham tylko Ciebie. Twój F. I dodany mały uśmiech i serduszko.

      Usuń
  3. Od dziecka miał nad podziw wielkie poczucie sprawiedliwości. Więc teraz pomimo tego, że narastająca między nim a Laurą cisza ciążyła mu na sercu, czekał aż ona wykona pierwszy ruch. W końcu to nie on zaczął pierwszy tą awanturę. Kiedy jednak zasiadł przed swoim laptopem, gotów wziąć się wreszcie do projektu, który zaczął, jego myśli dryfowały w zupełnie innym kierunku. Niby wyglądał na takiego, który nie dba o nic i o nikogo, jednak każda taka rozmowa z Laurą zostawiała w nim jakiś nieprzyjemny ślad. A ostatnio takich rozmów było coraz więcej. Pełnych pretensji i wyrzutów, krzyków i przekleństw. I coraz bardziej zaczynało go to męczyć i niepokoić zarazem. Była najbliższą mu osobą, jedyną ostoją jaką miał w całym swoim życiu, jednak czuł, że coś między nimi się zmieniło. Może dorośli, może to przez pracę, a może to jego przemyślenia nakazywały mu patrzeć na nią inaczej niż kiedyś, za szkolnych czasów. Zawsze uważał, ze jest ładna, ale teraz... Była po prostu piękną kobietą, co tu dużo mówić. Z charakterem i ogromnym talentem.
    Z rozmyśleń wyrwała go wibrująca na blacie komórka, oznajmiająca wiadomość. Przyciągnął do siebie telefon i stuknął dwa razy w płaski ekran. Widząc nadawcę wiadomości dwa razy zastanowił się, czy na pewno chce wiedzieć co ona zawiera. Nie miał siły i ochoty na kolejną porcję jadu. Zerknął na Laurę, jednak ona wciąż chowała się za laptopem. Mały tchórz. W końcu odblokował telefon i przebiegł wzrokiem po smsie. Z ciekawości zajrzał do szuflady, jednak dzisiaj nie potrzebował dodatkowego wsparcia, kawa w zupełności wystarczyła, aby powrócić do rzeczywistości po weekendzie. Nie bez znaczenia była też kłótnia z blondynką wciąż czającą się za laptopem, która skutecznie podniosła mu ciśnienie.
    A teraz bardzo, bardzo się starał, żeby nie widzieć jak podchodzi coraz bliżej, jak siada na biurku. Ale kiedy lekko kopnęła go w nogę, nie mógł się nie uśmiechnąć i nie spojrzeć na nią. Była dużo ładniejsza, kiedy się nie wściekała. Widział skruchę w jej oczach, było jej przykro. Jemu też. Ale teraz, kiedy pierwsza do niego przyszła, nie mógł jej odtrącić. Miała problem z wyciąganiem ręki, wiedział to, tym bardziej to doceniał. Odchylił się na krześle, zaplatając dłonie za głową i przez chwilę mierzył ją spojrzeniem z delikatnym uśmiechem błąkającym się na ustach.
    - Dobrze. - Odparł w końcu, chcąc chwilę się podroczyć, że jednak nie dowie się niczego więcej. - Kiedy w piątek się pożegnaliśmy zadzwonił Marcin, nie wiem czy znasz Marcina. Wyskoczyliśmy na burgery... No nie krzyw się, ważne że zjadłem coś, prawda? - Przerwał i od razu przeszedł do obrony widząc jak Laura marszczy brwi i kręci głową. No cóż, nie był mistrzem zdrowego odżywiania, a swoją sylwetkę zawdzięczał tylko i wyłącznie ciężkiej pracy na siłowni i wielokilometrowym biegom, które uprawiał w ciągu tygodnia. Miał prostą filozofię życiową: w tygodniu ciężka praca, w weekend ostre imprezowanie.
    - Już? Mogę dalej? Dziękuję. - Wrócił do kontynuowania swojej weekendowej opowieści. - Późnej wypiliśmy parę piw i wróciłem grzecznie do domu. W sobotę zadzwonił Karol, że organizuje na szybko wypad do Warszawy, więc zwinąłem się w godzinkę i pojechaliśmy. Wiesz, ma tam jakąś siostrę czy kogoś... nie pamiętam. - Podrapał się po głowie z lekkim zażenowaniem. Mimo wszystko jednak nie czuł oporów przed mówieniem Laurze o szczegółach swojego życia imprezowicza. Zawsze mówili sobie o wszystkim. Nie miał z tym problemu, skoro sama zapytała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. - W każdym razie, poszliśmy na koncert eee... Oj nie wiem, jakiś tam zespolik, który akurat grał. Wkręciliśmy się w całkiem fajną ekipę, więc później odwiedziliśmy jeszcze parę klubów, wiesz jak jest. Dawno się tak dobrze nie bawiłem, tylko ta laska się tak do mnie przylepiła... ekm... no mniejsza o to. Wróciliśmy do Krakowa jakoś koło południa, jak Karol przetrzeźwiał na tyle, że mógłprowadzić. Ja wpadłem do domu, odświeżyć się trochę i przespać, bo na wieczór byłem ustawiony znów z Marcinem. Pochodziliśmy trochę po klubach, ale nic się nie działo. Tylko w jednym jakieś studenciaki miały integrację. Mówię ci co za dzieciaki. Ja chyba tak nie imprezowałem na studiach, co? - Spojrzał na Laurę pytająco, ale jej spojrzenie wyrażało tak wiele, że nie miał śmiałości się z nią kłócić. - Nie wiem, czy chcesz więcej wiedzieć. To trochę żenujące, kiedy myśli się o tym w świetle dnia. - Zmierzwił swoje włosy. Zawsze miał takie odruch, kiedy wstydził się sam za siebie. A miał czego. Powinien być mądrzejszy niż jakaś upita studentka pierwszych lat studiów, która przyssała się do niego jak pijawka, zostawiając mu ten haniebny ślad na szyi. Ale kiedy człowiek sam jest pod wpływem, to robi rzeczy, których na trzeźwo by nie zrobił. Na przykład nie proponował głupiej małolacie, że on mieszka niedaleko i może się u niego przekimać. Że ma płyty z jej ulubionym wykonawcą i inne tego typu żałosne brednie. Na szczęście był Marcin, który chyba był mniej pijany, albo u niego ostrzegawcza lampka zapalała się wcześniej niż u Filipa. Kumpel jakimś cudem zdołał rozdzielić migdalącą się parę i wyprowadzić Filipa z klubu, zanim ten napytałby sobie biedy. A przynajmniej Kamiński miał takie mgliste wspomnienie z minionego wieczoru.
      - A ty? - Przysunął się bliżej i oparł łokciem o blat biurka, tuż obok uda Laury. - Co robiłaś w weekend? - Spojrzał do góry pytająco, odszukując jej spojrzenie.

      Usuń
  4. Przytrzymał jej zgrabną kostkę, kiedy opadła stopy o jego fotel, oparł się wygodniej i wsłuchał w jej głos, kiedy zaczęła opowiadać. Zawsze wydawał mu się bardzo uspokajający. Zwłaszcza, kiedy on sam był w rozsypce, a ona zjawiała się nie wiadomo skąd z całym wsparciem jakie dla niego miała, jej głos był niczym balsam dla zranionej duszy. Potrafił doskonale wyczuć najmniejszą nawet zmianę, tak jak teraz, kiedy zaczęła mówić o siostrze. Trochę zdążył ją poznać, kiedy jeszcze chodzili z Laurą do szkoły. Wiedział, że kiedy dziewczyny podrosły nie miały najlepszych stosunków, ale nie wiedział, że Laura aż tak nie cierpi młodszej Zakrzewskiej. Było wyraźnie słychać to w tonie jej wypowiedzi. Zupełnie nieświadomie zaczął delikatnie gładzić odkrytą skórę między kostką a krawędzią czarnego trampka, jakby chciał dodać jej otuchy. Jednak ona nagle zerwała się z miejsca, a on uświadomił sobie, że tak naprawdę nawet nie tknął pączków, które kupił i od samego rana żył na pustym żołądku. Gładko przełknął zmianę tematu, tym bardziej, że sam uważał iż pomysł z jedzeniem jest bardzo dobry. Jednak kiedy w grę wchodziło palenie. Laura rzadko paliła w przeciwieństwie do niego. A kiedy już to robiła, to albo była pod wpływem alkoholu, albo nie wyrabiała na zakrętach własnego życia. Co następowało właśnie teraz, jak podejrzewał.
    Podczas kiedy ona siłowała się z butami, on zdążył już założyć swoją kurtkę i zabrać jej. Kiedy w końcu zastukała obcasami o posadzkę, podszedł do niej od tyłu, pomagając włożyć kurtkę. Przez chwilę przytrzymał ją w swoich objęciach, aby zaraz mu nie uciekła i nachylił się do jej ucha owiewając je gorącym oddechem.
    - Jeszcze nie skończyliśmy tej rozmowy, mała. - Nie wiedział ile prawdy przed nim zataiła, ale wiedział, że coś ją męczy i on miał zamiar pomóc jej się z tym uporać. Jeśli tylko go do tego dopuści. Jeżeli chodziło o Laurę to nigdy nie robił niczego na siłę i wbrew jej woli. Pomijając rozwalanie własnego życia i zdrowia.
    Wypuściwszy ją ze swoich objęć, zapiął kurtkę i sprawdził czy ma portfel i klucze do biura. Kiedy i ona była już gotowa, otworzył przed nią drzwi, wypuszczając na mroźne powietrze. Zamknął biuro i szarpnął za klamkę dla pewności. Zanim ruszyli na poszukiwanie restauracji wyciągnął nieco pogniecioną paczkę złotych Malboro i poczęstował Laurę. Sam również nie mógł sobie odmówić. Poczęstował ją również ogniem, a kiedy sam wreszcie zaciągnął się papierosem jego żołądek boleśnie dał o sobie znać.
    - Naprawdę powinienem coś zjeść. Samą wódką i fajkami człowiek nie wyżyje. - Mruknął naciągając na głowę kaptur. - Chodź, dzisiaj ja wybieram lokal. - Otoczył Laurę ramieniem, a że był od niej sporo wyższy idealnie wpasowała się tuż obok niego.
    Milczenie i papierosowy dym towarzyszyły im podczas przemierzania małych uliczek między starymi kamienicami. Filip swoim zwyczajem wiedział, że gdzieś tu jest dobra knajpka, ale gdzie dokładnie? Naprawdę rzadko zdarzało mu się przejmować szczegółami, a zasada: jakoś to będzie, którą zaczął kierować się przy pierwszej sesji na studiach, została z nim do tej pory. Na jego szczęście jednaj, a może raczej szczęście go żołądka, tym razem nie błądził za długo. Otworzył przed Zakrzewską drzwi, wpuszczając ją do wnętrza małej włoskiej knajpki z całkiem przyjemnym śródziemnomorskim wystrojem i nienachalną muzyką w tle.
    Od progu przywitał ich uśmiechnięty kelner, od raz prowadząc do wolnego stolika w głębi lokalu. Podał karty, zapytał co do picia i rozpłynął się po cichu, dając im czas na wybranie dania. Filip usiadł naprzeciwko Laury, zapalniczką muskając knot małej świeczki, która stała pośrodku stołu. Lubił ogień, lubił patrzeć na pełgające płomyki i zawsze kiedy tylko miał okazję odpalał w restauracji świeczkę. Nawet w samym środku dnia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W końcu usiadł wygodnie, rzucił okiem w kartę, szybko wybierając pizzę oczywiście, koniecznie na cienkim cieście i już ze spokojną głową mógł przenieść badawcze spojrzenie na swoją przyjaciółkę, która z kolei zapatrzona była w menu. To nic, on miał czas. Nigdzie się nie spieszyli.
      - Wiesz, na to wesele Lilki zawsze możesz zaprosić mnie. Jeśli się nie wstydzisz. - Zaczął delikatnie, kiedy już odłożyła kartę na bok. - Ale najpierw powiesz mi to co uparcie chcesz ukryć za tymi swoim włosami, odwróconym spojrzeniem i zagryzioną wargą. Nie rób tak, bo ci spuchnie. Laura no! - Nacisnął na nią mocniej, kiedy dalej męczyła swoją dolną wargę.

      Usuń
  5. Miała rację. Ona to ona. Pełna wad, jak każdy. Wybuchowa, zbytnio przejmująca się wszystkim wokół. Czasem zrzędliwa i pełna jadu. Jednak nie uważał, żeby była paskudna, pod żadnym względem. Znał ją zbyt dobrze, żeby tak sądzić. Owszem miała swoje brudne sekrety, ale kto ich nie miał? On był ostatnią osobą, która mogłaby ją za to osądzać. Dla niego od zawsze była świetną kumpelą, z którą czuł się totalnie wolny i swobodny. Nie musiał niczego ukrywać i bać się jej osądu. Kiedy pakował się w bagno, ona była jego ratunkiem. Kiedy jego życie było czarne i smutne, ona była światełkiem na końcu tunelu. Naprawdę, była wszystkim tym co trzymało go przed popełnianiem masy głupstw w życiu. Ostatnią linią, której nie miał odwagi i nie chciał przekraczać. Spojrzeniem błękitnych oczu, które działało lepiej niż tysiąc wykrzyczanych słów.
    Ugryzł się w język, aby nie odszczeknąć się na wzmiankę o korzystaniu z jej ust. Ust, które nawiasem mówiąc były bardzo kształtne, perfekcyjnie wycięte z pełną dolną wargą, którą mógłby... Chrząknął i wrócił do konsumowania resztki pizzy, która została na talerzu. Nie przeszkadzała mu przy tym cisza, jaka zaległa między nimi. Nie była to ta z rodzaju ciężkich i przygniatających. Po prostu świadczyła o tym, że dobrze im ze sobą, bez potoku zbędnych słów. A on sam i tak nie wiedział co miałby teraz powiedzieć. W świetle dopiero co urwanych myśli, które kierowały się w lekko niepokojącym go kierunku, lepiej było nie mówić nic, gdyż nadmiar emocji nigdy nie był dobrym nośnikiem komunikacji między ludźmi. Albo wrzeszczeli, albo mówili to czego powiedzieć tak naprawdę nie chcieli.
    Po powrocie do biura czuł się tak przemarznięty, że jedyną rzeczą na którą miał ochotę, była gorąca herbata. Wiedział, że gdzieś na zapleczu powinni mieć jakieś zapasy o które dbała Laura, bo on nigdy nie miał do tego głowy. Zdążył już nalać wody do czajnika elektrycznego i odnaleźć kubki w jednej z szafek, kiedy usłyszał drobne kroki tuż za sobą, a sekundę później poczuł szczupłe ramiona oplatające go w pasie. Momentalnie spiął mięśnie, a oddech mimowolnie ugrzązł w płucach. Dopiero po chwili, kiedy ciepłe ciało kobiety przywarło do jego pleców, wypuścił cicho powietrze i rozluźnił nieco mięśnie. Nie spodziewał się u siebie takiej reakcji, nie na nią. Może to dlatego, że to on zawsze był tym, który przytulał Laurę, a nie na odwrót. A nawet jeśli tego nie pamiętał, z różnych powodów, to naprawdę nie spodziewał się, że jej bliskość tak go zaskoczy. Kiedy odzyskał panowanie na swoim ciałem, które wróciło wraz z jej słowami, kliknął guzik na czajniku i położył swoje dłonie na jej, teraz nieco chłodnych, rozplatając szczupłe palce.
    - Chodź tu. - Powiedział tylko cicho i odwrócił się do niej przodem, zaraz przyciągając ją do siebie i szczelnie oplatając ramionami, jakby chciał ją ochronić przed całym światem. Teraz wydawała mu się wyjątkowo słaba, a po tej Laurze, która przywitała go rano awanturą, nie został nawet ślad. Pocałował ją czule w skroń i pozwolił by cała wtuliła się w niego. Pomysł z odpuszczeniem pracy wydawał się słuszny. W tym momencie raczej żadne z nich nie było w stanie myśleć o projektach.
    - Nie jesteś paskudna, wiesz? - Odezwał się w końcu po dłużej chwili, tuż nad jej uchem. - Jesteś jedną z najwspanialszych kobiet... Najwspanialszą kobietą jaką znam. - Poprawił się zaraz, bo tak w istocie było. Nie znał żadnej lepszej od niej, a kobiet poznał już wiele. - To, ze twoja siostra wychodzi za mąż, nie czyni cię w niczym gorszą od niej, głuptasie. Jesteś sto razy piękniejsza, mądrzejsza i masz więcej klasy niż ona kiedykolwiek będzie mieć. I zobaczysz, wkrótce znajdzie się ten, który to zauważy i doceni. Zaufaj mi, jestem facetem, wiem co mówię. - Wlewał do jej ucha ten potok, spokojnych, cichych słów, jednocześnie delikatnie głaszcząc ją pomiędzy lekko wystającymi łopatkami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie, nie raz zastanawiał się czy ona kogoś ma. Oczywiście prędzej czy później dowiedziałby się o tym od niej osobiście, ale póki co nie zauważył by coś wskazywało na to, że z kimś się spotyka. Było kilku facetów, którzy dłużej lub krócej kręcili się w jej towarzystwie, ale później znikali bez echa.
      Czajnik zasyczał cicho i pyknął, kiedy woda zdążyła się już zagotować. Z wielkim oporem odsunął Laurę od siebie, szukając jej niebieskich oczu, które odbijały teraz mieszankę wielu emocji.
      - Zamknij biuro, ja zrobię herbatę i zaraz do ciebie przyjdę. Masz rację, to kiepski dzień i przyda nam się trochę wolnego czasu. - Popatrzył na Laurę z troską, zaraz skupiając się na herbacie, którą obiecał zrobić i na którą miał ochotę.
      W biurze mieli ten mały kącik z kawałkiem dywanu, niewielką kanapą, stolikiem i fotelem, gdzie mogli omawiać projekty z klientami, którzy odwiedzali ich osobiście, albo gdzie klienci mogli chwilę poczekać, kiedy akurat nanosili na bieżąco jakieś poprawki na projekt. Ten właśnie kącik wydał mu się odpowiednim miejscem, aby spędzić w nim przynajmniej część popołudnia, wypić herbatę i ogarnąć bałagan w głowie Laury.

      Usuń
  6. Usiadł obok Laury na kanapie, przyglądając się jak odkłada kubek, marudząc coś o tym co wcześniej wyszeptał jej do ucha na zapleczu. Zawsze musiała mieć ostatnie słowo i skwitować wszystko po swojemu. Ale skoro jej humor uległ chociaż minimalnej poprawie, to pozwolił jej aby myślała właśnie tak o jego wcześniejszych słowach. Przyglądał się jak zrzuca botki, które lądują pod stołem. Kiedy ją poznał na jej stopach zawsze gościły nieśmiertelne trampki, ale kiedy ją poznał mieli po naście lat, a poważna kobieta biznesu musi przecież mieć też odpowiednie buty. Gładko przełknął komplement o jego wyglądzie, ale skrzywił się lekko kiedy kolejny raz nazwała go Casanovą. Już nabrał powietrza, żeby jakoś się przed tym obronić, ale w następnej chwili czując całe jej ciało przysuwające się bliżej, wypuścił je długim wydechem. Wbił spojrzenie w przestrzeń przed sobą i odchylił odruchowo głowę, kiedy chłodne opuszki jej palców przesunęły się w miejscu gdzie usta obcej mu kobiety zostawiły siny znak. Jak jakieś cholerne znamię dowodzące jego winy. Nigdy nie zwracał uwagi na to jak wyglądało jego ciało po nocy spędzonej z kolejną kobietą, zdawało mu się, że Laurę obchodzi to w jeszcze mniejszym stopniu, ale ta pieprzona malina była jak fatum. Rano rzuciła mu się w oczy jako pierwsza, ona też ją zauważyła, a teraz znów do tego wracała sunąc swoimi palcami po jego wrażliwej skórze. Była tak blisko, że znów wyraźnie mógł poczuć jej perfumy, których zapach wydawał się jeszcze bardziej intensywny niż za pierwszym razem, kiedy je poczuł. Czuł dokładnie jak skóra pod jej dotykiem zaczyna dziwnie mrowić i palić nieznanym wcześniej uczuciem. Czuł jej ciepły oddech, który docierał do szyi i płatka ucha. Zupełnie nie wiedział kiedy zamknął oczy o poddał się bez walki jej dotykowi, który teraz sprawiał mu tyle przyjemności. Nie żeby wcześniej go nie dotykała, ale od jakiegoś czasu jego ciało reagowało zupełnie nieprzewidywalnie, jak teraz.
    I kiedy tylko ostatnie pytanie opuściło jej usta, jego własne wygięły się w delikatny łuk uśmiechu. Podniósł leniwie powieki i przeniósł na nią spojrzenie brązowych tęczówek. Głębokie, badawcze, z nutką pytania gdzieś w głębi, którego nigdy nie miał zamiar wypowiedzieć. Patrzył na nią tak, jak chyba jeszcze nigdy wcześniej mu się nie zdarzyło. Tak jak tylko mężczyzna może patrzeć na kobietę, kiedy między nimi jest to COŚ. Przeniósł wzrok na kosmyk jasnych włosów, który muskał policzek Zakrzewskiej. Powoli podniósł dłoń i odgarnął go za ucho. Chciał coś powiedzieć, ale zrezygnował w ostatniej chwili. W jego głowie za to w przyspieszonym tempie dojrzewała myśl, za którą spokojnie mógłby oberwać policzek od Laury. Nie przejmował się tym i pozwolił jej dojrzeć na tyle, że ciało zupełnie samo zaczęło reagować. Delikatnie przesunął opuszkami palców po zgrabnej linii żuchwy, zatrzymując je przy kąciku ust blondynki. Spojrzał znów w jej niebieskie oczy, znów bez słowa. Kciukiem zarysował kształt jej ust, powoli, jakby chciał zapamiętać każdy szczegół. Uśmiechnął się ledwie dostrzegalnie, ale z takiej odległości ona doskonale mogła widzieć każdy jego grymas. On natomiast kolejny raz dzisiejszego dnia ujął podbródek Laury, lekkim ruchem nadgarstka zmuszając ją do przekrzywienia nieco głowy, przez co linia jej smukłej szyi stała się bardziej wyraźna i dostępna. Ujmując jedną dłonią jej policzek, a drugą kładąc na jednej z jej dłoni bez słowa nachylił się nad jej szyją i owiewając ją gorącym oddechem dotknął bladej skóry swoimi wargami, sekundy później zasysając ją lekko by z premedytacją zostawić podobny ślad do tego, który on sam dziś nosił.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czuł ciepło bijące od jej ciała, niemal słyszał pulsującą w tętnicy krew. Jego własna szumiała mu w uszach, uderzając do głowy wraz z jej zapachem, kiedy serce zabiło mocniej. Złożył jeszcze jeden, mały, delikatny pocałunek w miejscu w którym skóra Laury zmieniła właśnie kolor i z ciężkim oddechem odsunął się od niej, jednak nie uciekł spojrzeniem. Brązowe tęczówki odważnie zmierzyły się z tymi w kolorze nieba, podczas kiedy cały organizm starał się uspokoić.
      - Bolało? - Zapytał jedynie, cicho, lekko zachrypniętym głosem.

      Usuń
  7. Jego oddech wyrównywał się z dużym trudem, w dodatku musiał uruchomić swoje zapasy samokontroli, kiedy zaskoczyła go swoim dotykiem na jego ustach. Nie spuszczał z niej spojrzenia, z chorą ciekawością przyglądając się co zamierza zrobić. Ona jednak pokręciła głową, odwracając spojrzenie. Kiedy wstała, uciekając na zaplecze, on opadł na kanapę, oddychając głęboko. Z jednak strony przeklął się w myślach za swoją śmiałość, z drugiej, mając w pamięci to jak patrzyła na niego, uśmiechnął się z satysfakcją. Uśmiech ten pokłębił się jeszcze bardziej, kiedy z zaplecza usłyszał głośniejsze westchnienie opuszczające usta Laury? Czy czuł się winny? A czy zrobił coś złego? No właśnie.
    - Dżizas... porąbało mnie do reszty. - Podniósł się znów do pozycji siedzącej i sięgnął po swój kubek z przestudzoną już herbatą. Upił łyk, a później kolejny. Jego ciało zupełnie już się uspokoiło, a do umysłu wróciła trzeźwość myślenia. Wraz z tym pojawiła się myśl, że to raczej nie była najmądrzejsza rzez jaką zrobił w swoim życiu. Nigdy, nawet będąc bardzo pijanym człowiekiem, nie pozwolił sobie na coś takiego wobec Laury. Tylko, że kiedyś byli dzieciakami, a teraz całkiem już dorośli. Kiedyś może przeszłoby to bez echa, obróciliby to w pijacki żart, a teraz? Teraz nawet nie był pod wpływem alkoholu.
    Tymczasem Laura zdążyła wrócić już na kanapę, przerywając jego gonitwę myśli. Na policzkach wciąż miała różowe plamki, jedyny dowód tego co przed chwilą zaszło. Wtedy jego oczy wyłowiły ślad, który jej zrobił. Postanowił uparcie to przemilczeć i nie poruszać tematu z nadzieją, że jakoś rozejdzie się po kościach. Upił jeszcze herbaty i spojrzał na nią dopiero, kiedy zadała mu pytanie.
    - Muszę zrobić zakupy, ogarnąć mieszkanie i pójść na trening. - Odezwał się po dłuższej chwili, w której prowadził wewnętrzną walkę ze sobą. Ostatecznie wybrał ucieczkę, co wydawało mu się najrozsądniejszym rozwiązaniem. Nie wiedział już co ma myśleć i jak długo da radę nad sobą zapanować, a ostatnią rzeczą jakiej chciał, było skrzywdzenie Laury. W jakikolwiek sposób. Nie zasługiwała na to. Powinna wreszcie znaleźć sobie kogoś z kim mogłaby stworzyć mocny, stabilny związek. Tylko ta wizja jakoś dziwnie uwierała go w miejscu w którym powinno być serce.
    - A ty? Masz jakieś plany na dziś? Bo jeśli nie to może... - Czyżby nagle dopadły go wyrzuty sumienia? Nie powinien jej w końcu tak odtrącać. Cokolwiek czuł, czy wydawało mu się, że czuje, to była jego najlepsza przyjaciółka. Jedyna najbliższa osoba jaką miał w całym swoim życiu. - Może umówimy się na później. Wpadnę z jakąś chińszczyzną i obejrzymy nielegalnie film w necie, co ty na to? - Nie wiedzieć czemu, ale sam sobie wydał się tak żałosny w tym momencie, że gdyby mógł, to sam by sobie przyłożył w twarz.
    Nienawidził tego uczucia niepewności, które towarzyszyło mu już od kilku lat. Najpierw co do wyboru studiów, później pracy, a teraz co do niej. Przecież mieli czystą, klarowną relację, kiedy to się zmieniło? Musiał jakoś wrzucić to wszystko na właściwe tory, zanim ucierpi na tym ich praca, a przede wszystkim, zanim ucierpi na tym Laura. O siebie nie dbał, zawsze jakoś sobie radził, więc poradzi sobie i z tym.

    OdpowiedzUsuń
  8. Atmosfera wyraźnie zelżała, a pomiędzy nich znów wróciły uśmiechy i przekomarzania, jednak gdzieś tam z tyłu głowy czuł, że to co przed chwilą tu zaszło w końcu do niego wróci i jak bumerang walne go w czerep. Cóż, sam nawarzył piwa, więc sam je wypije w odpowiednim momencie.
    - Tak, pamiętam, że twoje drzwi stoją dla mnie otworem; jednak wolę nie przychodzić bez zapowiedzi. Kto wie co zastanę po przekroczeniu progu? - Spojrzał na nią wymownie. I chodziło mu raczej o tak przyziemne sprawy jak inny facet w jej łóżku na przykład. Wolał tego nie oglądać. Dla bezpieczeństwa swojego i tego kogoś.
    W zamian za to poczęstowała go kopniakiem w udo, a on pociągnął za wyciągniętą w jego stronę stopę, łaskocząc Laurę.
    - Odczep się od mojego treningu. Dzięki niemu wyglądam jak wyglądam. A zakupy zrobię dla siebie, nie chciałabyś widzieć mojej lodówki. - Odchylił się na kanapie, kładąc dłonie na nogach przyjaciółki.
    Tak naprawdę perspektywa spędzenia wieczoru z Laurą wydawała mu się wielce przyjemna. W dodatku dawno nie jadł niczego normalnego, co było ugotowane w domu, a nie na wynos w knajpie. Pamiętał, że kiedy pomieszkiwał u blondynki, ta raczyła go przepysznymi potrawami. To było zanim zaczęli wspólny biznes i zanim zaczął twierdzić, że ich relacje lekko się pokręciły.
    - Zrób co uważasz. Zjem wszystko co ugotują te ręce. - Powiedział łagodnie, biorąc jej dłoń w swoją i przez chwilę bawiąc się jej palcami z nienagannie pomalowanymi paznokciami. Rzucił jej przelotne spojrzenie, jednak napotkał tylko zamknięte oczy. Może to i lepiej. Odchrząknął cicho i puścił jej dłoń, swoje zaplatając za głową.
    Delektował się ciszą. Na zewnątrz zaczynało szarzeć, jak to zawsze w zimie o tej porze. W końcu minęła już większa część dnia, tylko jemu wydawało się, że dopiero co wstał. Niestety, takie były poniedziałki. Uciekały przez palce, za każdym razem tak samo. Wciąż jednak obowiązki dnia codziennego wisiały mu nad głową, a skoro nie zamierzali dzisiaj pracować, to mógł odbębnić wszystko wcześniej, łącznie z treningiem.
    - Laura? - Otworzył oczy i spojrzał na przyjaciółkę. - Śpisz? Może wyszlibyśmy wcześniej, skoro i tak nie pracujemy? Ty zdążysz wrócić do siebie przede mną i ukryć to co masz do ukrycia. Nie patrz tak, wiem, że nie powiedziałaś mi wszystkiego. Dziś wyjątkowo odpuszczam Ci. - Z tonu jego głosu mogła wywnioskować, że następnym razem nie wywinie się tak łatwo. - A ja naprawdę muszę zrobić te zakupy i trening. - Przeciągnął się mocno, aż zobaczył pod powiekami kolorowe kropki. Niedopita herbata już zdążyła wystygnąć, a nie było nic gorszego niż picie zimnej.

    OdpowiedzUsuń
  9. Otrzymując buziaka w policzek, buziaka który zostawił piekielnie czerwony ślad w postaci jej umalowanych na czerwono ust, przewrócił oczami. Słyszał jeszcze jak Laura opuszcza biuro. Starł ślad po szmince i sam wyszedł na ulicę, zamykając drzwi na wszystkie zamki.
    Po drodze do domu wstąpił do pobliskiej galerii, gdzie znajdował się najbliższy hipermarket. Pół godziny zajęło mu szukanie potrzebnych produktów, a drugie pół stanie w kasie. Na dziesięć stojących, tylko dwie były czynne. Standard.
    W ciągu kilku kolejnych godzin zdążył wrócić do domu, ogarnąć trochę kawalerkę, rozpakować zakupy i spakować torbę na trening. Dziś chyba trochę przesadził z obciążeniem. Czuł to w palącym mięśniu pod łopatką, ale jakoś nie widział innego wyjścia, żeby zresetować trochę swoje rozbiegane myśli. To znaczy było, ale wymagało dużej ilości alkoholu, a dziś był zaledwie poniedziałek. Wracając do domu, krzywił się i jednocześnie zastanawiał nad swoją głupotą.
    Wziął drugi tego dnia prysznic, przebrał się w czyste ciuchy i zmierzwił niedosuszoną grzywkę. Wkładając na nogi ulubione Timberland'y wzrokiem odszukał telefon z którego wcześniej dzwonił zamawiając taksówkę.
    Hej mała, lepiej żeby jedzenie było gotowe. Jestem po treningu i umrę z głodu. Będę za 20 minut.
    Wysłał wiadomość i włożył kurtkę. Złapał po drodze swój plecak do którego wrzucił portfel i telefon oraz klucze, kiedy zamknął za sobą drzwi. Zbiegł po schodach i wsiadł do czekającej pod klatką taksówki. Podał adres Laury i rozsiadł się wygodnie. Nad Krakowem zapadł już dawno wieczór, a miasto rozświetlone było świątecznymi iluminacjami. Pomimo tego, że godziny szczytu już minęły, na ulicach wciąż było mnóstwo samochodów. Filip rozsiadł się wygodniej na tylnym siedzeniu taksówki i przez szybę przyglądał się mijanym przechodniom i budynkom. Lubił to miasto. Miało dla niego niesamowitą atmosferę i klimat. Taki, jakiego nigdzie indziej nie można doświadczyć. No i miał tu swoich znajomych, pracę, Laurę... Z zamyślenia wyrwał go głos taksówkarza informujący, że są już na miejscu. Kamiński uiścił opłatę i opuścił pojazd. Wciągnął w płuca mroźne powietrze, patrząc w górę po oknach bloku przed którym stał. W kuchni Laury paliło się światło. Filip podszedł do domofonu i nacisnął guzik. Po chwili drzwi odskoczyły z cichym brzdękiem otwierane zamka. Wbiegł po schodach na trzecie piętro i pukając krótko do drzwi, nacisnął klamkę. Wiedział, że będą otwarte. Zawsze były kiedy przychodził.
    Laura nie powitała go w drzwiach, jak to miała w zwyczaju, ale za to poczuł smakowite zapachy dobiegające z kuchni. Żołądek zawiązał mu się w supeł, nic nie jadł od momentu kiedy wyszli razem do tej włoskiej knajpki. Zdjął buty i zostawił kurtkę oraz plecak w przedpokoju, a sam udał się do kuchni gdzie miał nadzieję zastać Laurę. Zanim się odezwał przez chwilę stał w progu, przyglądając się jak przyjaciółka krząta się po kuchni, to coś mieszając, coś przyprawiając i smakując tego co bulgotało w naczyniach na kuchence. Na jego ustach pojawił się na moment czuły uśmiech, który zaraz zniknął. Odbił się od framugi i zrobił kilka kroków w jej kierunku. Położył dłoń na jej biodrze i cmoknął w czoło. Ot tak jak zwykł czynić to milion razy wcześniej.
    - Hej mała, co tam dobrego ugotowałaś? Głodny jestem jak wilk.

    OdpowiedzUsuń
  10. Zapach unoszący się w kuchni Laury był po prostu o-błę-dny. Filipowi nawet zaburczało w brzuchu i to wcale nie cicho. I pewnie przyjaciółka miała rację, że jej danie jest tysiąc razy lepsze od zamawianego. A raczej na pewno, wnioskując po aromacie jaki docierał do nozdrzy Kamińskiego. Przez chwilę przyglądał się jak radzi sobie z patelnią, kończąc gotowanie, oraz wyciąga talerze, aby mogli siąść do posiłku. Zostawiając mu jeden pusty, ze śmiechem uciekła na kanapę, wraz ze swoją porcją. Miała racje, Filip miał za dobrze i naprawdę nie mógł oczekiwać więcej. Dlatego bez szemrania nałożył sobie swoją porcję, sycząc cicho, kiedy patelnia zaciążyła mu na urażonym treningiem ramieniu.
    - Zawsze będziesz mogła się mną zaopiekować. - Uśmiechnął się w odpowiedzi na jej słowa i dołączył do niej na kanapie już w ciszy delektując się posiłkiem. Był przepyszny, a Filip już zapomniał jak to jest kiedy kobieta gotuje w domu. Właściwie doświadczał tego tylko przez chwilę, kiedy pomieszkiwał u Laury w czasie krótkiego bezrobocia.
    Kiedy wypowiedziała jego imię w tak szczególnie pytający sposób, spojrzał na nią wciąż przeżuwając to co zdążył właśnie wsunąć w usta, lecz podnosząc brew w ten szczególny sposób, kiedy chciał wiedzieć w czym rzecz. Z tym, ze Laura nie zaszczyciła go swoim spojrzeniem, a jedynie patrząc w talerz zadała to niedorzeczne pytanie, jakby nie znała odpowiedzi.
    - Przecież wiesz, że tak. Daj mi tylko znać kiedy dokładnie, a będę. - Odpowiedział i wrócił do swojego posiłku, póki ten był jeszcze ciepły.
    Kiedy skończył położył talerz na kolanach i przeciągnął się z cichym pomrukiem zadowolenia. Naprawdę było pyszne, a on od kilku dni nie zjadł niczego porządnego. Poddał się tej błogiej chwili, kiedy to człowiek ma pełny żołądek, ciepło rozchodzi się po całym ciele i nikt od niego nie chce zupełnie nic. No, niezupełnie, bo Laura zabrała talerz z jego kolan do kuchni, gdzie zaraz dało się słyszeć szum wody z kranu, a on dostał zadanie wybrania filmu, tego nielegalnego, który sam zaproponował.
    Udał się do jej sypialni, gdzie na łóżku znalazł laptopa. Otworzył go już w drodze powrotnej do kanapy przed którą wisiał całkiem spory telewizor. Sprawnie uporał się z kablami, które miały umożliwić im oglądanie filmu na większym ekranie. Dodatkowo, kiedy Laura kończyła porządkowanie kuchni, on uruchomił jedną z tych swoich magicznych stronek i przebiegając palcami po klawiaturze zaczął poszukiwania filmu. Drgnął zauważalnie, kiedy przyjaciółka zaznaczyła swoją obecność oddechem w okolicach jego ucha. Och, czemu to przeklęte miejsce musiało być takie wrażliwe? Stado przyjemnych dreszczy właśnie wędrowało w dół jego kręgosłupa, za nic mając głos rozsądku krzyczący, że to Laura. Przyjaciółka na litość! I to jej ciepło, te perfumy. Wystarczyło tylko odwrócić się lekko i... Do licha!
    Obecność Laury zniknęła tak samo niespodziewanie jak się pojawiła, a Filip potrzebował kilku sekund, żeby wróciła mu jasność umysłu. Doprawdy, zaczynał się zachowywać niczym naładowany młodzieńczymi hormonami nastolatek. A przecież nawet wtedy nie reagował w ten sposób. Nie na Zakrzewską. Na dodatek zupełnie nie wiedział ile jeszcze zdoła wytrzymać zanim popełni jakąś totalną głupotę.
    - To może coś animowanego? - Wciąż kucając przed monitorem laptopa, odwrócił się pytająco do Laury, która zdążyła na nowo usadowić się na kanapie.
    Nie zauważając znaczącego sprzeciwu, wrócił do poszukiwania czegoś Disney'owskiego czy innego Pixar'a. Czuł na sobie wzrok Laury. Po prostu wiedział, że na niego patrzy, kiedy zdał sobie sprawę ze specyficznego mrowienia pomiędzy łopatkami towarzyszącego mu tylko w takich przypadkach. Zawsze lubił tu przychodzić i spędzać z nią czas, ale dziś zapowiadało się, że czeka go próba silnej woli. Przecież równie dobrze mógł porzucić ten cyrk, odwrócić się do niej, zbliżyć i... Nie, nie mógł. To Laura do licha!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wybrał w końcu ten przeklęty film, Jak wytresować smoka 2*; i ze złośliwym głosikiem z tyłu głowy, podszeptującym nonsensy o innych możliwościach spędzenia tego wieczoru, usiadł na kanapie obok blondynki.

      [*Nie pytaj jak na to wpadłam, ale wszyscy to lubią, prawda?]

      Usuń
  11. Filip tak naprawdę nigdy nie pozbył się swojego wewnętrznego dziecka. Owszem, był dorosły, miał własną firmę, całkiem przyzwoicie zarabiał, był przystojny, miał swoje problemy, ale wciąż potrafił być beztroskim Piotrusiem Panem, który nigdy nie chce dorosnąć. Stąd jego zamiłowanie do kreskówek. Połykał wszystkie bez mrugnięcia okiem, a mały czarny smok, był ostatnio jego ulubieńcem. Nic dziwnego, że siedział skupiony od niemal pierwszej minuty filmu, nie poruszając się ani trochę, z oczami utkwionymi w ekranie telewizora.
    Drgnął dopiero wtedy, kiedy poczuł drobną, chłodną dłoń wsuwającą się powoli pod jego własną, a zaraz za nią nadciągnęła przyjemna obecność Laury wraz z jej zapachem, od którego mógłby się uzależnić. Te kilka chwil w których Laura szukała odpowiedniej dla siebie pozycji, przysuwając się bliżej, skutecznie rozproszyły jego uwagę. Po prostu nie potrafił pozostać obojętny na jej bliskość. Już nie. Ostrzegawcza lampka i zdrowy rozsądek domagały się uwagi, kiedy tylko uświadomił sobie ten jakże oczywisty, z punktu widzenia ostatnich wydarzeń, fakt.
    Przyjemne dreszcze znów urządziły sobie wędrówkę po kręgosłupie, kiedy Laura jakby zupełnie nieświadomie, zaczęła głaskać delikatnymi pociągnięciami jego skórę. Nie było mowy, aby przy tym skupił się chociaż w minimalnym stopniu na oglądanym filmie. Zerknął na nią, ale zdawała się całkowicie pogrążyć w oglądanym filmie, zupełnie nieświadoma tego, co on właśnie przeżywa z jej powodu. Jej głowa przyjemnie ciążyła oparta na jego barku. Słyszał jej spokojny oddech, a jej obecność sprawiała, że mógł się całkowicie odprężyć. Była chyba jedyną osobą przy której mógł sobie na to pozwolić.
    Westchnął cicho i przymknął oczy, odchylając głowę na oparcie kanapy. Było mu po prostu dobrze i czerpał z tej chwili wszystko co mógł. Mimowolnie jego myśli zaczęły dryfować w stronę pytań: Dokąd zmierza ta relacja? Czy tak właśnie powinna wyglądać przyjaźń? Kiedy przekroczone zostaną granice? Miał wrażenie, że balansuje na bardzo cienkiej linie pomiędzy przyjaźnią, a... no właśnie.
    Odganiając od siebie dylematy i wątpliwości (nie czas na nie) podniósł rękę, uciekając nią spod przyjemnego dotyku blondynki, w zamian za to obejmując ją ramieniem i wplatając palce w jej miękkie włosy.
    - Laura... - Zaczął cicho, powoli i dość niepewnie jak na niego. Co właściwie chciał powiedzieć? Że mu dobrze? Tutaj, z nią? Że nigdy nie czuł się lepiej? Co by pomyślała? Czy to by był początek końca ich wieloletniej przyjaźni?
    Odważył się wreszcie na nią spojrzeć, gdyż w momencie kiedy tak nieporadnie wypowiedział jej imię ona zdążyła już nieco podnieść się, zmienić pozycję i teraz wpatrywała się w niego z jawnym pytaniem w nieco pociemniałych, niebieskich oczach.
    - Chyba zgodzimy się, że żadne z nas i tak tego nie ogląda... - Uśmiechnął się lekko, bawiąc powoli jej włosami, pozwalając by przesypywały się pomiędzy długimi, silnymi palcami. - Chyba powinniśmy znaleźć sobie inne zajęcie na dzisiejszy wieczór. - Dokończył cicho, wciąż patrząc w jej oczy i nie zdając sobie sprawy jak jego słowa mogłyby zostać odebrane przez przyjaciółkę.
    Nachylając się lekko w jej stronę, owiał oddechem kącik ust i jasny policzek dziewczyny, po czym jakby reflektując się, złożył przelotny pocałunek na jej skroni i czym prędzej podniósł się z kanapy, kierując swoje kroki do jej kuchni, gdzie szybko odnalazł wysoką szklankę i nalał sobie wody.
    Powinienem wylać sobie to na łeb, cholera! Skarcił się w duchu.

    OdpowiedzUsuń
  12. Kiedy zabrakło obecności Laury, a on poczuł zimną wodę spływającą w dół przełyku, wróciła trzeźwość myślenia. Wróciła z siłą zadziwiającą, prawie zwalając go z nóg, kiedy uświadomił sobie co właśnie chciał zrobić i jakie mogłyby być konsekwencje tego czynu. Z drugiej strony poczuł ulgę, że udało mu się znaleźć w sobie tyle samozaparcia, aby jednak wstać z tej cholernej kanapy i nie... pocałować swojej najlepszej przyjaciółki. Tak, właśnie to chciał zrobić i najwyższy czas był by sobie to uświadomić, zanim popełni jakiś niewybaczalny, krzywdzący ich błąd.
    Hałas wywołany zamknięciem laptopa przez Laurę przywrócił go do rzeczywistości. Odwrócił się, jednak blondynki nigdzie nie było. Może to i dobrze, chociaż z drugiej strony doskonale zdawał sobie sprawę, że jej nagłe zniknięcie wywołane jest jego zachowaniem sprzed chwili.
    Cholera, jestem takim żałosnym durniem...
    Przez bardzo długą, niebezpiecznie długą wręcz, chwilę w mieszkaniu Laury panowała ciężka do zniesienia cisza, a blondynka nie pojawiła się w salonie, najprawdopodobniej ukryta w sypialni. I właśnie kiedy Filip zebrał się w sobie, aby wreszcie ruszyć swoje nędzne jestestwo i błagać ją o wybaczenie, kobieta pojawiła się w drzwiach swojego pokoju z butelką wina w ręce. Filip zatrzymał się w pół kroku i skrzyżował z nią uważne spojrzenie, które ona zaraz odwróciła. Drgnął na dźwięk jej słów, którymi zręcznie wróciła na neutralne emocjonalnie tematy, nie drążąc niebezpiecznie i niewygodnie tego co miało miejsce chwilę temu.
    - Tak, pamiętam. - Zaczął, a jego głos był niemal namacalnie sztywny, jakby zapomniał, że to najlepsza przyjaciółka stoi przed nim, a nie wymagający klient z którym mieli zmierzyć się dopiero jutro. - Nie martw się, nie nawale. Wiem, że we mnie nie wierzysz, ale będę na czas. - Zapewnił, krzywiąc się jednak kiedy zobaczył jak pociągnęła sowity łyk z butelki trzymanej w ręce. Wyglądała co najmniej niewdzięcznie. Nie powiedziałby jej tego, ale upijanie się nie pasowało do niej. Nie miał prawa strzelać pogadanek umoralniających, ponieważ sam był okropnym pijakiem, który staczał się na dno wraz z rozpoczęciem każdego weekendu.
    - Niewątpliwie jesteś zaradną kobietą, Laura. Jednak... - Podszedł bliżej i powoli wyjął butelkę z jej dłoni. - Po co ci to? - Zapytał cicho zabierając butelkę i odkładając ją na najbliższą półkę, którą miał w zasięgu ręki. - Jutro mamy ważny dzień, nie zapominaj, a wino w niczym ci nie pomoże. Nie ważne jakie myśli teraz kłębią się w twojej głowie. Nie czas na zapijanie ich. - O tak, doskonale wiedział o czym mówi, sam był mistrzem w tej sztuce. - I wiesz, że nie zostawię cię samej. - Uśmiechnął się delikatnie, kiedy rzuciła mu przelotne spojrzenie. - Nigdy. - Dodał już zupełnie cicho, wciąż nie spuszczając z niej spojrzenia.
    Było już późno, a on nie miał nic więcej do dodania. Przynajmniej nic, co nie wywołałoby niepożądanych reakcji u nich obojga. Czuł, że teraz najodpowiedniejszą rzeczą jaką może zrobić to powrót do własnego mieszkania, długi prysznic i położenie się do łóżka. Zdawało się, że Laura chyba też nie pragnie niczego bardziej jak przerwanie tej dziwniej sytuacji między nimi.
    - Pójdę już, a ty połóż się do łóżka. I wylej to wino, proszę. - Ostatnie słowa powiedział ze znaczącym naciskiem, jakby chciał jej dać do zrozumienia, że będzie wiedział jeśli je wypije w samotności. Ostatkiem zdrowego rozsądku powstrzymał się od zwyczajowego pocałunku w policzek i odwrócił się, kierując swoje kroki do przedpokoju.
    Kiedy kilka minut później wyszedł z klatki przyjaciółki od razu zapalił papierosa. Czuł się tak zmęczony, jakby właśnie odbył niezwykle wymagającą rozmowę biznesową. W głowie kłębiło się milion myśli, a on pragnął je zagłuszyć spacerem w nocnym, mroźnym powietrzu Krakowa.
    Wrócił do siebie, kiedy było już grubo po północy. Spacer zajął mu więcej niż przypuszczał, ale włóczenie się po nocnych ulicach Krakowa przyniosło niespodziewany spokój umysłu.
    Zasypiał już spokojnie, bez zbędnych myśli zaprzątających umysł.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ranek powitał go gorącą kawą i porządnym śniadaniem, które udało mu się zjeść jeszcze przed wyjściem do biura. Spał dobrze jak nigdy. Chyba zimne powietrze to sprawiło, bo nawet obudził się wcześniej niż zwykle i dość wypoczęty. Dopijając kawę, przeglądał projekt, który mieli dziś omawiać z klientem, a jego myśli były skupione tylko na tym. Wiedział jak to spotkanie jest ważne dla ich firmy oraz jak wiele pieniędzy będą w stanie dostać jeśli podpiszą dziś umowę.
      Jeszcze zanim zaczął ubierać się do pracy zamówił taksówkę, w duchu przyrzekając sobie, że w tym tygodniu odbierze swoje auto od mechanika. Komunikacja miejsca zaczynała go już męczyć.
      Ciemne spodnie i koszulka w grafitowym kolorze, ładnie ze sobą współgrały. Na wierzch założył sportową marynarkę, a ciężkie zimowe buty i kurtkę zastąpił skórzanymi butami za kostkę i wełnianym płaszczem. Ostatnim spojrzeniem w lusterko poprawił włosy i zakładając na ramię torbę z laptopem wyszedł z domu gotów na to co przyniesie mu dzień.
      Do biura dotarł jeszcze przed Laurą. Spotkanie było umówione na jedenastą, a teraz była zaledwie dziewiąta. Pora w sam raz na drugą kawę, tym razem w ulubionej kawiarni kupił dwie porcje tej z większą ilością mleka. Jedną dla siebie, drugą dla Laury. Postawił kubek na jej biurku, a sam udał się na zaplecze, aby zostawić tam swój płaszcz. Kiedy już zasiadł przy swoim biurku było równo wpół do dziesiątej. Otworzył laptopa, aby jeszcze raz przejrzeć projekt i wszystkie grafiki zanim pojawi się przyjaciółka.

      Usuń
  13. Słyszał jak włożyła klucz do zamka, a po chwili pchnęła drzwi, wchodząc do biura. Zdawało mu się, że obrzuciła go zdziwionym spojrzeniem. Więc jednak udało mu się ją zaskoczyć, dobrze. Punkt dla niego. Prawda była taka, że Filip nawalał tylko w poniedziałki. Każdy inny dzień, aż do piątku, był zwykłym dniem pracy, wypełnionym obowiązkami z których Kamiński wywiązywał się raczej nienagannie.
    Starał się wpatrywać w ekran komputera, kiedy krzątała się koło niego ze swoim płaszczem, stukając wysokimi obcasami. Nie miał z tym większego problemu, gdyż chciał naprawdę dobrze wypaść na spotkaniu z klientem. Dopiero kiedy powiedziała komplement na temat jego wyglądu przeniósł na nią spojrzenie i uśmiechnął się zanim zdążyła zniknąć na zapleczu.
    Z kolejnej chwili transu i skupienia na pracy znów wyrwała go Laura, tym razem znajdując się bliżej niż wcześniej. Jedno spojrzenie wystarczyło Filipowi, by stwierdził, że przyjaciółka jest w kompletnej ruinie. Ostrożnie wyciągnął łańcuszek z jej drżącej dłoni i nakazując jej się odwrócić, zapiął go na jej smukłej szyi, kiedy odgarnęła długie włosy. Dziś pachniała innymi perfumami, równie oszałamiającymi co wczorajsze. To było silniejsze od niego, nie mógł tego nie wyczuć.
    - Uspokój się. - Powiedział łagodnie, poprawiając łańcuszek na jej szyi i pozwalając jej znów odwrócić się przodem do niego. - Już nie raz przechodziliśmy przez takie spotkania. To jej po prostu bardziej intratne niż pozostałe, ale naprawdę pójdzie nam tak samo dobrze jak zawsze. Przecież jesteśmy najlepsi w swoim fachu. - Uśmiechnął się ciepło, zamykając jej drżące dłonie w swoich. - Kupiłem ci kawę. Twoją ulubioną. Napij się, przejrzyj projekt i wszystko będzie dobrze, zobaczysz. Później będziemy mieć powód do świętowania. - Odgarnął kosmyk niesfornych blond włosów za zgrabne ucho i bratersko cmoknął w czoło.
    Odwrócił ją tyłem do siebie i lekko popchnął w stronę jej biurka. Stanie i denerwowanie się do niczego nie prowadziło. Może kiedy przejrzy materiał do spotkania, nabierze pewności i się uspokoi. Wierzył w nią, była silną kobietą, tylko niekiedy potrzebowała ramienia na którym mogłaby się oprzeć i koszuli w którą mogłaby się wypłakać. Starał się być w takich momentach tylko dla niej. Opanowany i racjonalny, jak teraz.
    Gdyby zaplanowane spotkanie poszło tak jak sobie to zaplanowali, a umowa doszła do skutku i finalizacji, Filip już planował przynajmniej tygodniowy wyjazd w góry. Potrzebował odpoczynku od Krakowa, od pracy i od ciągłego imprezowania. Zabranie dwóch najlepszych kumpli nie wchodziło w grę, czuł lekki przesyt ich osobami. Nagle wpadła mu do głowy szalona myśl. Może udałoby się wyciągnąć Laurę? Wyglądała na równie wykończoną jak on i z pewnością przydałby się jej porządny odpoczynek. Z drugiej strony nie był wcale taki pewny, czy ona zechce z nim gdziekolwiek pojechać. Sytuacja między nimi od kilku dni była mocno popieprzona, ale może mógłby jakoś to rozwiązać z dala od biura, projektów i ciągłych spotkań ze zeleceniodawacami?

    [Krótko, ale udało się :)]

    OdpowiedzUsuń
  14. Filip spojrzał na zegarek na pasku zadań w laptopie i z westchnieniem zamknął sprzęt. Przekartkował teczkę z wydrukowanymi projektami, kosztorysem i potencjalną umową, po czym wstał, poprawił marynarkę, a chwilę później do biura wkroczył wysoki mężczyzna. Filip przywitał się z nim silnym, męskim uściskiem dłoni, zanim po chwili dołączyła do niego Laura. Czy mu się wydawało czy atmosfera wyraźnie zgęstniała? I co to za tekst w ogóle? Trafił im się erotoman gawędziarz czy jak? Kamiński spełnił prośbę Laury, której głos lekko zadrżał zanim, zniknęła na zapleczu by przygotować herbatę.
    - Zacznijmy więc. Tu są nasze projekty, wszystko gotowe do akceptacji. - Podał Mysiewiczowi teczkę i usiadł obok na kanapie, zupełnie odruchowo, po prostu zajął najbliższe miejsce.
    Dłuższą chwilę panowało milczenie, gdyż klient wczytywał się w rysunki, projekty i wyliczenia. Filip doskonale wiedział, że zapoznanie się z tym wszystkim wymaga skupienia i nie chciał przeszkadzać. W międzyczasie wróciła Laura, stawiając na stoliku filiżankę z herbatą. Filip skierował na nią przelotne spojrzenie, kiedy z dziwnym wyrazem ulgi zasiadła w fotelu naprzeciwko.
    - Gdyby były konieczne jeszcze jakieś poprawki, zrobimy je w ciągu jednego dnia. - Filip spojrzał na klienta. Wiedział o nim tyle, że jest prezesem dobrze prosperującego przedsiębiorstwa od zagospodarowania przestrzeni miejskiej. Pojawił się na rynku niecałe dwa lata temu i już trzymał w kieszeni połowę urzędników w Krakowie i cały Wydział Planowania Przestrzennego. Podobno potrafił przekonać do siebie nawet jego dyrektorkę, co nie udało się wielu innym przed nim. Musiał mieć charyzmę, albo zwykłe gadane, albo sporo za uszami.
    - Panie Filipie... - Z zamyślenia wyrwał go głos Pawła Mysiewicza. - Chciałbym zobaczyć projekty w wersji komputerowej. Jak mniemam macie je, prawda? 3D da mi znacznie lepszy obraz tego wszystkiego. - Odłożył teczkę na stolik i sięgnął po herbatę przygotowaną przez Laurę. - Wiedziałem, że kiedy zrobią ją pani cudne rączki, będzie smakować najlepiej. - Spojrzał na Laurę i uśmiechnął się wyjątkowo obleśnie.
    Filip nie mógł już tego dostrzec, gdyż znajdował się w połowie drogi do swojego biurka, aby zabrać z niego laptopa, którego mógł podłączyć do rzutnika, by pokazać rzeczone projekty w wersji elektronicznej. Chwilę zajęło mu uporanie się ze sprzętem, a chwilę tą właśnie postanowił wykorzystać Mysiewicz, nie spuszczając oczu z Laury.
    - Pani Zakrzewska, zechciałaby pani podejść bliżej? - Uniósł brew, robiąc nieco więcej miejsca na kanapie i przysuwając sobie teczkę z projektem. - Czegoś tu nie rozumiem, mogłaby pani? - Wyczekujące spojrzenie, nie znoszące sprzeciwu, dobitnie świadczące o tym, że gdy nie zrobi tego czego się od niej oczekuje dalsze rozmowy na temat interesów można uznać za niebyłe.

    OdpowiedzUsuń
  15. Filip wreszcie uporał się z rzutnikiem i dotknął klawiszy swojego komputera, by wyświetlić na ekranie projekt, a chwilę później puścić go na białą płachtę, która łapała obraz z rzutnika.
    - Panie Mysiewicz? - odwrócił się i spojrzał w oczy klienta, który podniósł głowę w tak gwałtowny sposób, jakby został przyłapany na czymś niedozwolonym. I chyba w gruncie rzeczy tak było. - Bardzo proszę. Wedle życzenia, obraz z rzutnika. Stąd będzie pan lepiej widział, zapraszam – Kamiński nie spuszczał spojrzenia z klienta, a ten widząc to, musiał chcąc nie chcąc podnieść się z kanapy, zrobić kilka kroków i stanąć obok Filipa. Jakiekolwiek były jego intencje wcześniej, teraz musiał sam zagrać według reguł, które zaproponował.
    Paweł Mysiewicz w milczeniu przyglądał się projektowi, który za pomocą programu multimedialnego poruszał się, pokazując róże rzuty pod różnymi kątami.* Projekt komputerowy nie oddawał wszystkich detali, takich jak kolor, jego nasycenie, ale nasz klient nasz pan. Filip postąpił wedle życzenia, a teraz uważnie przyglądał się mężczyźnie, ciekaw co z tego wyniknie.
    - Ma pan jakieś pytania, panie Pawle? - zapytał uprzejmie, kiedy milczenie zaczynało się przedłużać.
    - Nie, nie, tylko... czy możemy spojrzeć jeszcze raz na projekt na papierze? - uśmiechnął się niewinnie. - Chciałbym sprawdzić kolorystykę – już zaczął odwracać się w stronę kanapy, na której wciąż siedziała Laura.
    - Możesz podać mi teczkę? - Filip minął go jednym większym krokiem i wyciągnął rękę w stronę przyjaciółki. Bez słowa mu ją podała. - Podejdźmy do okna, przy tym świetle będzie lepiej widać, nic nie będzie przekłamane, zaręczam – dodał z naciskiem, lekko ujmując klienta pod łokieć i prowadząc go do przeszklonych drzwi wejściowych, gdzie padało najwięcej światła dziennego. Ze spokojem wręczył mężczyźnie teczkę z projektem, który ten zaczął na nowo kartkować.
    Filip zastanawiał się jaki jest cel jego wszystkich zabiegów. Nie chciał być nieskromny, ale pracowali z Laurą naprawdę ciężko, aby wszystko było dograne idealnie. Wystarczyło tylko rzucić okiem, podpisać umowę i po sprawie. Poza tym, z niewyjaśnionych przyczyn ten facet zaczynał działać mu na nerwy. Doprawdy, większego buca jeszcze nie widział. Sztuczność emanująca z każdej jego strony była wręcz przytłaczająca i Filip błagał w myślach, aby mieli już to spotkanie za sobą.
    - Panie Mysiewicz, razem z panią Zakrzewską pracowaliśmy dokładnie według pana wytycznych, wszystko zostało sprawdzone przez pana tydzień temu. Nie widzę powodu do niepokoju z pana strony. Ręczymy, że wszystko jest wykonane tak, jak pan sobie tego życzył. Nie rozumiem więc pańskiej zwłoki z ostateczną akceptacją. Czy coś się nie zgadza? - Filip Kamiński, kiedy chciał potrafił być naprawdę bardzo profesjonalny, w dodatku trafnie oceniał sytuację i dobierał słowa w taki sposób, że nawet ktoś taki jak Paweł Mysiewicz nie mógł się przyczepić do czegokolwiek.
    - Dobrze – klient zatrzasnął teczkę z projektem i spojrzał na Filipa nieodgadnionym spojrzeniem, jednak w jego postawie dało się wyczuć zmianę. Zniknął gdzieś przymilny, a jednocześnie głupkowaty ton. - Gdzie mam podpisać? Akceptuję projekt. Pieniądze zostaną niezwłocznie przelane na konto państwa firmy, wedle umowy.
    - Laura, podasz panu umowy do podpisu? Leżą na stoliku – Filip spojrzał na przyjaciółkę i na plik papierów lezących prze nią na szklanym blacie


    [*nie znam się na grafice, wybacz wielka improwizację :)]

    OdpowiedzUsuń
  16. Sam nie wiedział dlaczego, ale podpisanie tej cholernej umowy i wyjście Pawła Mysiewicza z biura, odczuł jakby ktoś zdjął mu z klatki piersiowej wielki ciężar, a on mógł na powrót oddychać. I czy jemu się tylko zdawało, czy pod koniec spotkania zaczynał się robić naprawdę nieprzyjemny? Wewnątrz czuł gotujący się kocioł z wywarem z czystej wściekłości. Doskonale widział spojrzenia i umizgi tego faceta, które kierował w stronę Laury. W pewnym momencie spotkania przyłapał się na tym, że nerwowo zaciska dłonie w pięści. Laura była jego przyjaciółką, przyjaciółką nie kobietą, skąd więc w nim ta wściekłość? Oczywiście nie zauważył żadnej z jej reakcji, skoncentrowany tylko na kliencie. Zastanawiał się w którym momencie zaczął o nim myśleć jak o rywalu.
    Teraz, kiedy już go nie było, a Laura podeszła do niego i drżącym głosem, zastanawiał się nad czymś innym. Co właśnie przegapił. I dlaczego przyjaciółka była tak roztrzęsiona. Wyglądała tak bezbronnie, kiedy stała przed nim zapatrzona w przestrzeń, nerwowo bawiąc się łańcuszkiem. Instynkt kazał ją przytulić i nie pytać o nic. Rozum nakazywał powściągliwość i zadanie pytania. Ostatnio zbyt często kierował się instynktem. Tym razem wybrał rozum.
    Znasz go? Co to za typek? I czemu się tak do ciebie przystawiał? - pytanie zadał nieco ostrzej niż zamierzał, zabrzmiało to zupełnie jakby był zazdrosny o Laurę.
    Podszedł do drzwi i przekręcił klucz, a także tabliczkę z napisem otwarte na zamknięte. Dopiero kiedy odwrócił się do niej, kiedy widział ją taką zagubioną i nie mogącą się pozbierać, coś go tknęło. Bez słowa poprowadził ją do kanapy, niemal siłą sadzając ją tam. Wyszedł na zaplecze i wybierając ulubiony kubek i herbatę blondynki, przygotował gorący napój. Dopiero kiedy herbata zaparzyła się i oddała aromat, wrócił do Laury, kucając przed nią i wkładając kubek w drżące dłonie.
    Laura... - zaczął łagodniej, odgarniając jasny kosmyk włosów za ucho – Już po wszystkim. Mamy tą umowę i więcej nie będziemy musieli go oglądać. Powiesz mi? - pytał ją, jakby spodziewał się, że facet zrobił jej jakąś krzywdę. Czuł jak oślizgły wąż pełznie wzdłuż kręgosłupa, wzbudzając w nim wściekłość i coś jeszcze... Coś, co pozwalało mu wysunąć twierdzenie, że obiłby gębę każdemu, kto odważyłby się ją skrzywdzić, choćby z najmniejszym stopniu.

    [Udało się. Niewiele tego, ale jest. Dziękuję za cierpliwość.]

    OdpowiedzUsuń