Żyjemy, piszemy! Niedługo pojawi się lista obecności.

5 maja 2015

[KP] Ruxandra


Znalezione obrazy dla zapytania  young laetitia casta



RUXANDRA MIHAELA SOFIA VASILICIA HOHENZOLLERN-SIGMARINGEN 
29.03.99
Musisz być przykładem. Musisz dbać o swój wizerunek, ukrywać swoje słabości, być nadzieją na odrodzenie państwa po toksycznym okresie komunizmu, który wciąż odbija się ponurym cieniem na twoją ukochaną ojczyznę. Musisz walczyć i udowadniać, że jesteś lepsza niż Elżbieta-Maria, która na każdym kroku próbuje udowodnić, że nie nadajesz się na następczynie tronu. Musisz znosić przytyki nieprzychylnych ciotek zazdrsonych, że ich dzieci czy same one nie zdobędą tronu przed tobą. Musisz być twarda i nie rozklejać się na każdą wzmiankę o rodzicach. Musisz być najlepsza. Nikt nie może wiedzieć o twoich małych grzeszkach. O potajemnym tatuażu na biodrze, o znikających w twoim domku wypoczynkowym kolejnych butelek drogich win, o głośnych imprezach, by się przypodobać, drobnych wypadkach drogowych, o tym, że nie masz prawdziwych przyjaciół prócz tych zepsutych dzieci bogaczy, o tym, że dosypujesz Elżbiecie-Marii tabletki na przeczyszczenie, jeśli staje się za bardzo wredna, o twoich kłamstwach, o twoich łzach, o tym, że nikt prócz dziadka Michała panującego króla ci nie sprzyja. Musisz ukrywać tak wiele i zachowywać pozory, musisz, bo twoja korona jest zagrożona wiesz, że przeciwnicy monarchii knują jak was obalić, podając za argument, że wcale Rumunami nie jesteście, tylko Niemcami niewolącymi ród dzielnych Rumunów. Jest niebezpiecznie a ty musisz udawać, że nic się nie dzieje.


MAX

8 komentarzy:

  1. [Jest spoko, naprawdę fajne zaczęcie :D]

    Mimo wszystko był pełen podziwu dla króla Michała I. Pomimo swojego wieku dobrze się trzymał. W końcu pewnie nie jeden młodzieniec nie powstydziłby się wstawania o piątej i bycia wypoczętym. Mimo wszystko najemnik nie do końca rozumiał po co miał zjawiać się tak wcześnie. Rano o godzinie ósmej, albo i nawet w okolicach południa to też byłoby dobrze.
    Wszedł za królem Rumunii, do jednej z sypialni. Nie zadawał zbędnych pytań, został poinformowany o zaistniałej sytuacji… Ci to dopiero mieli poczucie humoru. Dawać demokratę do pilnowania księżniczki. To dopiero niezły żart…ale był najemnikiem, dostawał za to sowite wynagrodzenie, poza tym z tego co słyszał to król po przeczytaniu kartotek osobowych wybrał właśnie jego. Czuł się na swój sposób…zaszczycony.
    Chociaż nie wiedział, czy to naprawdę był dobry pomysł żeby brać na bodyguarda, kogoś kto był potomkiem tego, który zrobił zamach stanu i przejął władzę w kraju ze stolicą w Berlinie.
    Stał niemalże nienaturalnie wyprostowany, nie uśmiechał się w końcu pora nie sprzyjała… Poza tym chyba wolał z początku wyjść na takiego gbura…w końcu może to będzie jakimś takim straszakiem, który będzie hamować królewskie zapędy przed wejściem mu na głowę?
    — Dzień dobry – powiedział i nieznacznie uniósł prawy kącik ust ku górze. Wyglądało to jednak jak jakiś tik nerwowy a nie uśmiech, czy pół uśmiech…nawet do ćwierć uśmiechu było daleko.
    Król spojrzał na nowego ochroniarza, jakby chciał się upewnić, że mężczyzna jeszcze tam jest. Chociaż było to zbyteczne, ponieważ przed chwilą Krüger się odezwał.
    — Musimy porozmawiać – odezwał się król. Spoglądał na swoją wnuczkę, Max mógł iść o zakład że było to spojrzenie przepełnione troską, co rozumiał…na swój sposób. – To jest twój nowy ochroniarz. Max Krüger – specjalnie zdrobnił jego imię. Wiedział, że najemnik nie przepada za pełnym imieniem. Cóż…pewnie nikt nie chciałby mieć takiego imienia, w którym zagnieździła się literówka, bo pewna pani w urzędzie była albo na tyle roztargniona że zapomniała o jednym „i”, albo była przygłucha.
    — Wydaje mi się, że powinniście porozmawiać na osobności – powiedział powoli wycofując się. – Król na spokojnie wytłumaczy dlaczego, a ja najwyżej później dodam coś od siebie, kiedy księżniczka się ubierze – dodał. Słowo „król” oraz „księżniczka” miały nieco pogardliwy wydźwięk w jego ustach, ale niestety nic nie mógł z tym zrobić, była to taka siła wyższa.

    OdpowiedzUsuń
  2. Po włosku to naprawdę nie mówił za wiele. Rozumiał jakieś piąte przez dziesiąte, ale jednak kontekst był aż nadto jasny. Poza tym doskonale wiedział o co chodzi, nie musiała mówić po włosku.
    Na szczęście po krótkiej chwili przeszli na angielski. Jak dobrze, że nie na rumuński, tego języka nie znał (nawet żadnych przekleństw), mógł mówić po niemiecku, angielsku…po polsku nawet, ale nie po rumuńsku. Może nawet kilka słów zrozumiałby po włosku…z Rosjaninem też by się dogadał zapewne, bo jednak polski podobny do rosyjskiego no i nie jedna flaszkę wypił z Rosjanami. Ale w życiu nie po rumuńsku, nie po francusku, arabsku, egipsku i w wielu innych językach… Chociaż przeklinać nauczył się w kilkunastu językach, głównie za sprawą tego, że miał przyjemność pracować z ludźmi chyba z każdego kontynentu.
    — Miesiąc? – uniósł w zdziwieniu brew. – Cóż, ja bym sobie nawet tygodnia nie dał. Pewnie na twoim miejscu to bym nawet od razu zwolnił takiego ochroniarza…tylko że później kłopot ze znalezieniem nowego, prawda? – zapytał ironicznie.
    Mimo wszystko przysłonił nieco okno, żeby nie raziło księżniczki, po tym usiadł w fotelu, który stał w kącie. Miał jej pilnować, więc to robił. Musiał przyznać sam przed sobą, że to będzie dziwne zadanie, bo jednak pierwszy raz będzie pilnować kogoś przez całe dni. Jednak miał nadzieję, że sobie poradzi, w końcu wolał, żeby nie było wojny domowej. Bo wojna domowa to zło.
    Przymknął oczy i nasłuchiwał. Powoli wszystko budziło się do życia, coś czuł, że księżniczka raczej nie pośpi za długo. Może to nawet i lepiej, przynajmniej już pierwszego dnia poznałby część zwyczajów panujących w królestwie. O tyle byłoby lepiej…
    Mogli jakiegoś tubylca wziąć na ochroniarza. Przynajmniej porozmawiałby sobie z królewną w rodzimym języku - pomyślał. Jednak gdzieś tam miał tą świadomość, że mimo wszystko bezpieczniej byłoby aby ochroniarzem był ktoś z obcego kraju. A że padło na niego…
    Otworzył oczy i spojrzał na łóżko księżniczki, po chwili przeniósł wzrok na zasłony i zaczął kontemplować wzór na ścianie. Miał nadzieję, że księżniczka zaraz wstanie i jednak zacznie nowy dzień nieco wcześniej niż ma w zwyczaju.

    OdpowiedzUsuń
  3. Uniósł brew, nie wystraszył się tego pisku ani nic z tych rzeczy. Przywykł do pisków, krzyków i płaczu. Do krwi, potu i piasku też. Do wielu niewygodnych rzeczy…zauważył nawet kiedyś, że zbytnia normalność działa na niego…źle. Po prostu źle. Nie potrafił tego wytłumaczyć, po prostu tak było i już.
    — Tak. A gdzie mam być? – zapytał. Mógł poudawać idiotę, to może szybciej pójdzie i go wywalą, a na jego miejsce dadzą kogoś kto się nadaje.
    Nie zwracał uwagi na jej zachowanie, chociaż nie dało się nie zauważyć, że księżniczka była rozpieszczona… podobnie jak większość z królewskich rodów. Rozpieszczeni, przekonani że oni są w centrum, myślą że wszystko im się należy. Max nie przepadał za takimi ludźmi.
    — Nie jestem kelnerem. Poza tym to nie jest jakiś nadludzki wysiłek – odpowiedział. Miał nawet jakoś skomentować jej długi pobyt w łazience, ale przemilczał to…później się ponabija z tego wszystkiego. – Wbrew pozorom to księżniczka nie ma nic do gadania – powiedział ze spokojem jakby tłumaczył coś pięciolatce. – Mundur? Odmawiam, nie jestem żołnierzem armii Rumuńskiej. Biały garnitur za szybko się brudzi, poza tym…co przeszkadza w czarnym garniturze? – nie rozumiał kobiet. Nawet nie zdziwiłby się gdyby ta powiedziała, że ta czerń nie pasuje mu do włosów, albo nie podkreśla jego oczu. Nie zszokowałoby go to. Nawet nie zdążył odpowiedzieć, czy cos zjadł. Zjadł…o czwartej rano, nie był jakoś specjalnie głodny, jednak przeczuwał, że za długo nie pociągnie.
    Pokiwał głową. Nie wyglądał na takiego, który spodziewałby się cukierkowego życia w pałacu królewskim.
    — Władza deprawuje – mruknął. Wiedział coś o tym. Wiedział jak ludzie w pogoni za władzą się zmieniają, jak władza ich zmienia. Miał to w domu.
    Na (nie)szczęście było jedno miejsce wolne. Obok księżniczki, chcąc nie chcąc usiadł obok. Nie odzywał się nic, głównie dlatego, że nic go nie dotyczyło.
    Na całym przemówieniu stał kilka kroków za królem i jego wnuczką. Obserwował otoczenie, próbował wyłapywać jakieś „anomalie” społeczne. Było cholernie nudno, nic się nie działo, ale to może nawet i dobrze. Przemówienie przed wejściem do nowej galerii niemiłosiernie się dłużyło, jakoś pod sam koniec, coś na ułamek sekundy się błysnęło. Dobrze znał ten błysk, światło słoneczne odbijane przez lunetę od karabinu snajperskiego.
    — Padnij! – krzyknął ciągnąc króla i następczynię tronu ku ziemi. W odpowiedniej chwili, ponieważ ledwo dotknęli ziemi a w uszach zadźwięczał huk wystrzału. Wojskowi, którzy byli na tym przemówieniu jakby na komendę poderwali swoje karabiny i zaczęli wodzić po okolicy w poszukiwaniu snajpera. Dwóch wyłamało się z szeregu i podeszło do króla i następczyni. Szybka eskorta do samochodu, musiał przyznać, ze sprawnie przeprowadzone to wszystko.

    OdpowiedzUsuń
  4. Wstał dosyć szybko z ziemi, pomógł też Ruxandrze przedostać się do samochodu. O dziwo nie wyciągał swojego pistoletu, miał jakieś przeczucie, że jeszcze się ta klamka przyda i nie będzie to rzecz jakoś wybitnie przyjemna.
    Spojrzał na księżniczkę i uniósł brew. Miała rację…niby słabo znał Rumunię, ale przestudiował mapy, żeby orientować się chociażby po samej stolicy. Spojrzał za okno…nie rozpoznawał ulicy, mógł jednak ogarnąć to sobie na street view, a nie na zwykłej papierowej mapie. Ale cóż, mówi się trudno.
    — To moja praca – skwitował. Na swój sposób jednak się ucieszył, że podziękowała. – Biały? Co się księżniczko na ten kolor uparłaś? – zapytał w końcu. Naprawdę ciekawiło go to.
    Spojrzał na nią i przygryzł lekko wargę. Należało jakoś działać w tej właśnie chwili.
    — Tak. Piękne przemówienie – powiedział. Przybliżył się do niej. – Udawaj, że ze mną flirtujesz – szepnął do jej ucha. – Nie będą zwracać na nas uwagi, za jakieś może dwie, czy trzy minuty każ im się zatrzymać, wymyślisz jakiś powód – uśmiechnął się pod nosem i położył swoją dłoń na jej kolanie. Wyglądało to tak jakby flirtował z następczynią tronu. – Kiedy się zatrzymają szybko wysiądziesz, ja zaraz za tobą. W miarę możliwości chowasz się za moimi plecami – pogładził delikatnie policzek księżniczki. – W twarz dasz mi później, już w pałacu – dodał na wszelki wypadek.
    Plan był prosty, księżniczka prosi o to żeby się zatrzymali ci to robią…albo nie.
    — Jeśli się nie zatrzymają to na mój znak masz się położyć na fotelu. Byle szybko – powiedział z lekkim uśmieszkiem. Wyglądał tak jakby komplementował strój księżniczki. Oczywiście na tym wszystkim mu zależało.

    OdpowiedzUsuń
  5. — Biel to też żałoba w niektórych rejonach…podobnie jak fiolet – dodał. Zawsze się śmiał z jednego Japończyka, który był przewrażliwiony na tym punkcie. W życiu nikt nie dostał od skośnookiego niczego w białym pudełku. Nikt też mu nie dawał niczego białego… Ale to tylko ten Japoniec tak miał, jednak Max w zupełności rozumiał tą awersję…do tego konkretnego koloru. Pewnie na miejscu Japońca sam unikałby tego koloru jak ognia.
    Sam aż nieco się odsunął słysząc wściekłą Ruxandrę. Chyba nie spodziewał się, że kobieta potrafi tak krzyczeć, ale przynajmniej wie czego może się spodziewać. No i musi sobie na wszelki wypadek zapamiętać, żeby kiedy księżniczka naprawdę się zezłości, to aby odsunąć się albo usunąć z jej najbliższego otoczenia cokolwiek czym mogłaby rzucić.
    Kiedy się zatrzymali miał już iść za księżniczką jak potulny piesek, ale jeden wojskowy go zatrzymał. To było naprawdę dziwne. Coraz mniej mu się to wszystko podobało.
    — Wymyślę coś – powiedział i dyskretnie obejrzał się za siebie. Jeden zapalał papierosa, drugi był w samochodzie za kierownicą. – Uwinę się w kilka minut. Powiedz mi tylko jak bardzo mam tych dwóch panów uszkodzić – uśmiechnął się przebiegle. Miał plan…może nawet dwa plany odnośnie całej akcji. Zastanawiał się tylko jak to rozegrać, bo w końcu jak nie wrócą po iluś minutach z łazienki to ci zaczną ich szukać, więc wypadałoby po prostu ich unieszkodliwić, co jednak wiązało się z ryzykiem, że unieszkodliwi dwóch niewinnych ludzi. No cóż…liczył się z tym wszystkim, tylko że chyba nie do końca miał ochotę usłyszeć później od króla, że jest zły i ogólnie to za zabójstwo/ciężkie uszkodzenie dwóch wojskowych to do więzienia go wyśle, albo na jakąś wyspę…ewentualnie ześle go do jakiegoś kamieniołomu, albo do fabryki, gdzie za stawkę głodową będzie skręcać długopisy…
    No po prostu kocham te moje różne scenariusze- pomyślał z niejakim rozbawieniem. No bo chyba nie powinno być tak źle. Chyba, że księżniczka coś wymyśli, żeby go pogrążyć.

    OdpowiedzUsuń
  6. Uśmiechnął się tajemniczo. Właściwie mógłby powiedzieć, ze „nie zrobi bałaganu”, ale to brzmiałoby pewnie tak jakby było to jakieś przejęzyczenie i chciał powiedzieć „zrobię bałagan”. Więc milczenie w tej sytuacji było najlepszą opcją. Najlepszą możliwością.
    Wyszedł z łazienki, przeszedł do dwóch panów. Jednego namówił na drugiego papieroska, w momencie odpalania Max uderzył gościa w głowę, tak, że stracił równowagę, po chwili poprawił jeszcze tak, żeby nie wstał za szybko. Przetaszczył żołnierzyka do rowu. Właściwie nie było to zbyt trudne zadanie zważywszy na to, że przeszli trochę za stację benzynową. Przynajmniej w razie czegoś była jakaś wymówka, no i drugi żołnierz nie widział całego zajścia.
    Przeszedł spokojnym rokiem w kierunku samochodu, który był o dziwo pusty. Krüger przełknął głośno ślinę. Rozejrzał się po okolicy, ani żywej duszy. Przez szybę zauważył, że kluczyki są w stacyjce. Nie pozostaje nic innego jak tylko otworzyć drzwi i je zabrać. Przynajmniej kwestia samochodu jest jasna.
    Szybko połączył fakty. Przeszedł z jednym ochroniarzem na tyły. Może umówili się, że jakoś pozbędą się go? W końcu mogło się wydawać, że całkiem łatwo go unieszkodliwią.
    Wsiadł do samochodu, odpalił go i pojechał kilka metrów dalej przy okazji skręcając w prawo. Stał tak, że przed sobą miał widok na wyjście z toalety.
    Na miejscu pasażera, a właściwie na podłodze obok miejsca pasażera zobaczył jakąś kartkę. Schylił się po nią i schował do kieszeni marynarki. Zobaczył jak ktoś ciągnie za sobą księżniczkę. Poczekał chwilę…aż ustawi się idealnie, aby…
    Kiedy stał bokiem, ruszył samochodem, jechał tak aby nieco potrącić mężczyznę. Nie za szybko, ale tak aby stracił swoją zimną krew i puścił księżniczkę i albo rzucił się do ucieczki, albo nie zorientował się.
    Druga opcja była trafna. Właściwie to zorientował się w ostatniej chwili i puścił w pierwszym odruchu księżniczkę.
    Było to strasznie ryzykowne zagranie, ale jak widać skuteczne.
    Kiedy mężczyzna upadł, Max otworzył drzwi.
    — Wsiadaj – powiedział do księżniczki. Nie bawił się w żadne „wasza wysokość” i tak dalej. Nie było na to czasu. Ledwo wsiadła i zamknęła drzwi ruszył z kopyta na wstecznym, wykręcił, wrzucił bieg i ruszył przed siebie z lekkim piskiem opon. – Nie musisz dziękować – dodał po jakimś czasie, byli może z jakiś kilometr od stacji benzynowej.

    OdpowiedzUsuń
  7. — W sumie tak. Płacą mi, to to robię – mruknął do siebie po niemiecku. Nie miał stuprocentowej pewności, że księżniczka mówi w tym języku, ale przecież to chyba nie był zbyt wielki sekret, że jest najemnikiem. Sam może to nawet kiedyś powiedział. Nie miał jednak teraz do tego wszystkiego głowy.
    Jechał zgodnie z poleceniami księżniczki. Ignorował jej wyzwiska, kierowane w stronę Elżbiety-Marii. Zastanawiał się tylko, czy to nie jest zbyt dziecinne ze strony Ruxandry, takie obwinianie kuzynki o całe zło jakie ja spotkało. Rozumiał, że emocje biorą górę, ale no niech nie przesadza z tym wszystkim.
    Zatrzymał się, poszedł za Ruxandrą, a właściwie to chciał za nią, pójść. Nie udało mu się niestety, gdyż niemalże od razu wysłała go po apteczkę. Właściwie to po kiego grzyba ma iść do domu, skoro w samochodzie też powinna być apteczka. Księżniczka, nie księżniczka, ale przepisy chyba każdy musi przestrzegać. Poza tym, przecież w razie gdyby jednak coś się stało w trakcie jakiejś jazdy po odludziu, albo podczas jakiegoś wypadku, to należało mieć podstawowe opatrunki.
    Nie mylił się. W bagażniku znalazł apteczkę. Poszedł więc ze znaleziskiem na kamienistą plażę. Nie chciał bawić się w lekarza. Poza tym…do zwykłego obdarcia kolan potrzebuje opatrunków? Jemu to chyba by nie przeszkadzało za bardzo. W końcu jakieś takie opatrunki to denerwujące były. Przynajmniej w mniemaniu Maxa.
    — Księżniczka zechce spocząć i pozwoli się opatrzeć? – zapytał ironicznie, przy okazji wskazując na jakiś kamień. Niech się cieszy, ze nie zapytał się, czy chciałaby zwykły plaster, czy może taki z Myszką Miki. Ale co sobie będzie robił w niej wroga na samym początku? Zobaczy jak to wszystko wygląda. Najwyżej po którychś odzywkach z jego strony, po prostu go zwolnią. Jakoś to wszystko przeżyje. Wezmą najwyżej kogoś innego. Do pilnowania rozkapryszonej księżniczki.
    — Poza tym…nie wiem czy warto marnować opatrunki na zdarte kolana – powiedział cicho, niby do siebie, ale jednak na tyle żeby Ruxandra słyszała. – W końcu to tylko kolana…lekkie zdarcie – wzruszył ramionami, patrząc na obrażenia. Mógłby zironizować, że w całym swoim życiu nie widział niczego poważniejszego. Jednak po co miał siebie okłamywać?

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie przejął się tym, że został ochlapany. Prawdę powiedziawszy zwisało mu to i powiewało. Nie zamierzał się jakiś samemu wydurniać i chlapać wodą. Nie miał na to najmniejszej ochoty, po prostu, był już chyba za stary na takie rzeczy. Chociaż może nawet nie tyle co za stary, ani nie że za poważny…po prostu nie przepadał za tym. Twierdził, że czasy kiedy był dzieckiem minęły. Teraz był dorosłym, poważnym mężczyzną na bądź co bądź poważnym stanowisku. Nie chciał się rozpraszać.
    — A może nie? – zapytał. – Może się okaże, że ktoś zamiast ciebie dostanie tron i koronę po twoim dziadku? – zapytał z czystej ciekawości. – Nikt nie jest idealny, nie ma nikogo idealnego na tym świecie i każdy o tym doskonale wie. Ty masz jakieś słabostki, ja, twój dziadek, mój ojciec….jakiś zwykły menel, który żebra o trochę pieniędzy, bo brakuje mu na piwo – powiedział ze spokojem. Był pod tym względem życiową osobą.
    — Nie żeby coś, ale monarchia nie upadła w Niemczech znowuż tak dawno. Pamiętam jeszcze króla – powiedział ze spokojem. Nawet był na dworze królewskim. Jako syn dyplomaty, dyplomaty, który zdradził… On też w sumie zdradził, ale nie miał wyjścia był tylko wojskowym, wykonywał rozkazy wyższych, którzy popierali pucz. Chyba większość wojska popierała „demokratów”. On też.
    Powoli kończył robić opatrunek, poszło mu to całkiem sprawnie, ale w końcu tyle razy sam się musiał opatrywać. Opatrywał też innych ze swojego oddziału. Nie był jakimś medykiem, ale podstawy podstaw musiał znać.
    — Nie trzeba źle rządzić, po prostu ludzie potrzebują zmian, nie należy być ślepym i głuchym. Poza tym w takiej Rosji…swego czasu też nie było na tronie Romanowów. Powiedziałbym, że nie najgorzej na tym wyszli, ale teraz Romanowowie, chcą na powrót odzyskać koronę. Ciekawe czy im się to uda? – zastanowił się głośno. Zastanawiał się, czy Ruxandra zapyta go, którą stronę konfliktu by poparł. W jego przypadku odpowiedź byłaby jasna.
    — No. Skończone – powiedział i zamknął apteczkę. Wstał, chwycił apteczkę w dłoń. – To co? Do pałacu, czy na jakies inne tourne po kraju? – zapytał.

    OdpowiedzUsuń