Trochę nas ubyło, choć po linkach tego nie widać. Proszę o sygnał, co usunąć z linków :)

4 sierpnia 2015

Mój honor brzmi: wierność.



Obersturmführer Sigmar Schurz

lat 30 | z pochodzenia Austriak

Na froncie wschodnim mówią o nim: wierny wilk Hitlera. Do NSDAP wstąpił jeszcze przed wojną, oddając się partii znacznie szczerzej, niż jego ojciec - można rzec, że całym sercem. Służąc w 2 Dywizji Pancernej SS "Das Reich", brał udział w ataku na Francję, potem walczył na Bałkanach, ostatecznie trafił do ZSRR, gdzie - jak twierdzi - sama śmierć zagląda ludziom 
w oczy.
Młody i ambitny, błyskawicznie wspiął się po szczeblach militarnej kariery. Wciąż ślepo wierzy w nazistowską ideologię i dalsze sukcesy III Rzeszy. Swoją energią i charyzmą potrafi zmotywować podkomendnych, którzy na ogół go cenią - w przeciwieństwie do wyższej kadry oficerskiej, wypominającej mu kilka ryzykownych operacji, ocierających się 
o nieposłuszeństwo. Pragmatyczny i solidny, chwilami  aż drobiazgowy.
Prywatnie i po cichu zakochany w poezji Rilkego oraz dźwięku wiolonczeli.

Samotność jest jak deszcz,
z morza powstaje, aby spotkać zmierzch,
z równin niezmiernie szerokich, dalekich,
w rozległe niebo nieustannie wrasta,
Dopiero z nieba opada na miasta.


______________________________
Cytat w tytule to dewiza SS. Obersturmführer to odpowiednik porucznika, pan na zdjęciu ma nawet pasujące oznaczenia na mundurze (*dumna, że znalazła odpowiedni wizerunek*).  Jednostka, w której służy Sigmar istniała naprawdę i faktycznie brała udział w bitwie o Smoleńsk (w innych przywołanych bataliach zresztą też). Tekst na końcu to strofa z wiersza Rilkego - nieprzypadkowo akurat ta.
Co by nie budzić niczyich wątpliwości: nie podzielam poglądów postaci.


>  Mikhail Yashanov
EDIT: 27.02 - aktualizacja pobocznych

294 komentarze:

  1. To nie miało tak wyglądać, wszystko, co wydarzyło się kilka godzin wcześniej... było jedną wielką pomyłką. Puszczono ich w sam środek rzezi, której nie mieli szansy wygrać, a jedynie czego mogli dokonać to przetrzebić szeregi żołnierzy Rzeszy. Mikhail znajdując się w samym środku tego chaosu, wiedział już dobrze, jak to się skończy. Patrząc wtedy na swoich ludzi, tych czekających na rozkazy, nie umiał powiedzieć nic co zapewniłoby im przeżycie. Jego duma cierpiała, gdy musiał przyznać się do porażki. Jednak w końcu kazał im walczyć, nie o ich kraj, a o własne życie, by wrócili do rodzin po wszystkim. W duchu wierzył, że chociaż część z nich będzie miała tę szansę.
    Stojąc teraz w szeregu, ramię w ramię z niedobitkami, spoglądał beznamiętnie przed siebie. Wiedział dobrze jak teraz skończy, będąc podoficerem zginie szybciej niż się obejrzy i chociaż przekona się, czy cokolwiek istnieje po śmierci.
    Drgnął nerwowo, gdy usłyszał strzał po swojej lewej. Zerknął na kompana, który padł na ziemię bez życia. Po tym, co się stało, czuć było już w powietrzu napiętą atmosferę i poruszenie wśród schwytanych Rosjan. Nikt jednak nie odważył się ruszyć wyraźniej i skończyć podobnie jak ten, który stygł właśnie. Kolejny strzał, któremu towarzyszył już charakterystyczny dźwięk duszenia się krwią, a później ponownie głuchy dźwięk upadu. Mimowolnie poruszył się nieco czując, jak mięśnie napinają się, jak gdyby chciał rzucić się do ucieczki, ale rozum podpowiadał, aby nawet tego nie próbować. Chłodna analiza sytuacji, nie pomogła mu jednak, bo już po chwili poczuł szarpnięcie za mundur i został wyciągnięty z szeregu. Zdążył jedynie unieść wzrok i padło uderzenie, później kolejne. Sam nie wiedział, czy szok, czy siła ciosu powaliły go na ziemię, ale szybko zadziałał odruch karzący mu schować głowę przed uderzeniem. Mimo to uniósł wzrok na tego pieprzonego Niemca, przerabiając w myślach najokrutniejsze rzeczy, jakie zrobiłby mu teraz. Kiedy odszedł, Mikhail dostał jeszcze jednego kopniaka w okolice nerek, by szybciej pozbierał się z ziemi.- Szwabski kundel – warknął pod nosem, otrzepując mundur, zanim popchnięto go do szeregu.- Nic mi nie jest, martwcie się o siebie – mruknął już spokojniej, patrząc na swoich towarzyszy.
    ***
    Kolejne dni były nie mniej ciężkie, ale niczego innego Yashanov nie spodziewał się po żołnierzach Rzeszy. Oglądał śmierć swych ludzi, budząc w sobie kolejne pokłady nienawiści wobec oprawców i katów. Mimo kilku okazji by jednemu czy drugiemu wcisnąć w krtań nóż powstrzymywał się, aby nie narobić więcej kłopotów pozostałym. Miał złe przeczucia, gdy innych pakowano do samochodów, a ich niedużą grupkę pozostawiono na miejscu. Pakował skrzynie jak pozostali, lecz ociągał się przy tym bardziej.
    - Nie spieszcie się i słuchajcie, co mówią między sobą – szepnął, gdy kilku zatrzymało się przy skrzynkach, ale zaraz szybko zostali popędzeni do pracy. Mikhail znał niemiecki w mowie i piśmie, co nie raz mu się przydało, lecz pozostali potrafili wyłapać, chociaż kilka słów, ale nawet to mogło okazać się przydatne.
    - Zabiją nas, dwóch już kopie dół – padło nagle, co przykuło uwagę wszystkich i na moment zamarli wszyscy. Wszystko stało się już jasne, ale świadomość ich najbliższej przyszłości, wcale nie poprawiła sytuacji. Stało się poważnie oraz cicho, jednak niczego innego nie powinno się spodziewać. Kiedy ostatnia skrzynia została załadowana, spojrzeli po sobie z pewnym zrozumieniem. Jednak nikt się już nie odezwał, kiedy mijały godziny, między nimi panowała cisza. Każdy błądził myślami, będąc gdzieś indziej w lepszych czasach z daleka od tego miejsca i ludzi, którzy niedługo zostaną ich katami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W końcu nastał ten moment, stojąc ponownie ramię w ramię, patrzyli dumnie przed siebie, wyprostowani i pogodzeni z losem. Jedynie Mikhail nieco się pochylał, trzymając za żebra, chociaż nie brakowało mu nadal wzgardy w oczach kierowanej wobec esesmana, który dowodził plutonem.
      Widząc nagle ponownie tego samego mężczyznę, Mikha czuł już w kościach, że ten znów sprawi problemy, ale tym razem wydarzyło się coś innego. Zmrużył nieco ciemne ślepia, kiedy wybrał jego i kazał za sobą iść. Nie było mu do tego prędko, nie zwykł słuchać rozkazów kogoś takiego.
      Zaraz jednak ponownie skupił się na esesmanie, wyszedł z szeregu i splunął mu na buty, za co dostał w twarz, ale nie powstrzymało to uśmiechu, który rozciągnął już i tak rozciętą wargę. Otarł krew rękawem, a później ruszył się z miejsca, gdy został popchnięty do przodu i dla pewności przytrzymany w pionie przez swego kompana, któremu chwilowo również uratowano życie... albo po prostu odroczono w czasie ich śmierć.
      - Nie macie swoich ludzi do pracy w archiwach? - odezwał się po niemiecku do tego podejrzanego żołnierza, który musiał być kimś ważnym, skoro wydano mu dwóch jeńców bez zbędnych pytań.

      Usuń
  2. Widząc to chłodne spojrzenie, jedynie uśmiechnął się krzywo, chociaż w jego oczach było coś zgoła innego, nieprzypominającego nawet najbardziej wypaczonych pozytywnych emocji. Można było nazwać to nazwać jedynie kolejną porcją pogardy, lecz w tym przypadku bardziej specyficznej... typowo jego. Nie odezwał się jednak więcej, a wymienił kilka porozumiewawczych spojrzeń z drugim Rosjaninem, do którego los również uśmiechnął się lub zakpił z nich okrutnie. Mikhail szczerze nie wiedział jeszcze co sądzić o obecnej sytuacji. Nie mniej spoważniał gwałtownie, słysząc serię z karabinu i walcząc ze sobą, aby się nie obejrzeć. Nie chciał widzieć kolejnych ciał, tym razem wpadających do wykopanego dołu. Jego kompan postąpił inaczej, zerknął przez ramię i zaraz spuścił głowę, wyraźnie przytłoczony widokiem. Śmieszne było to, że widok kolejnej dawki śmierci, mógł ruszyć bardziej niż jej ogrom w trakcie walki.
    Kiedy weszli do budynku, obaj nabrali na czujności, jakby za każdym rogiem mogło czaić się niebezpieczeństwo, choć w ich sytuacji takie zachowanie było jak najbardziej normalne. Nie wiedzieli przecież na czym stoją.
    Podszedł bliżej biurka, przyglądając się liście z poskreślanymi nazwiskami, rzucił szybkie spojrzenie temu, który ich tu przyprowadził.- Wszyscy są martwi – mruknął, sam wyciągnął wniosek z tego, co miał przed sobą i nie wymagał potwierdzenia, mimo że czuł, iż je dostanie. Pierwszy wpisał się na listę, chwilę wahając się nad tym, czy faktycznie podać prawdziwe dane. Nie wpisał jednak dokładnego stopnia, a ograniczył się do podoficera. Wiedział, że samo to już może wydać na niego wyrok, jeśli ktoś się tym zainteresuje bardziej... chociaż zawsze miał cień szansy, że kulkę w łeb najpierw dostanie jego koleżka, mając bardziej polityczny stopień.- Ile mamy tu pracować? - spytał oschle, nie potrafiąc ugryźć się w język, pomimo świadomości, że powinien milczeć już. Prychnął pod nosem, słysząc, że ponoć ten szwab zna rosyjski.
    - Wsadź sobie w dupę swoją życzliwość – burknął, mówiąc już po rosyjsku. Został przez to nagrodzony morderczym wręcz wzrokiem drugiego Rosjanina, który aż zaprzestał wpisywania danych, gdy usłyszał odzywkę Mikhaila. Bez wątpienia polityczny już żałował, że to z Yashanovem uniknął śmierci, bo przez jego cięty język mogli wylądować szybko w tamtym dole.
    Gdy padło co ma robić drugi wojskowy, Mikha jedynie stał, mierząc wzrokiem Niemca i to na tyle bezczelnie, że sam zastanowił się, czy nie przegina. Czy tak bardzo chciał wybrać się na tamten świat? Hm, chyba nie. Odczekał swoje, by w końcu usłyszeć, co sam będzie musiał zrobić. Na hasło szybko , wcale nie przyspieszył ruchów, chociaż w tym przypadku przez fizyczne ograniczenia niż przez wrodzoną złośliwość. Przez te kilka dni oberwał wystarczająco mocno, żeby teraz nie być w formie i potrzebować czasu, aby wrócić do pełnej sprawności. W sumie nawet dźwignięcie głupiej skrzyni stawało się wyzwaniem i czuł to wyraźnie.
    Zajął się przeglądaniem meldunków i dzieleniem ich według określonych kryteriów, a raczej chciał się za to zabrać. Spojrzał przelotnie na twarz szwaba, a później na chusteczkę, którą mu podano. Otworzył już usta, by coś powiedzieć, ale zrezygnował. Zmoczył chusteczkę i starł z twarzy oraz z rąk własną krew. Nie spieszył się z tym, chcąc pozbyć się całego szkarłatu ze skóry. W międzyczasie spoglądał na ostatnią kartkę, którą wyciągnął, ale nie zdążył przełożyć w odpowiednie miejsce. Przeczytał jej treść i zaklną ostro pod nosem. Im bardziej docierało do niego, to co widzi, tym czuł więcej wściekłości.
    - Skurwysyn – szepnął.- Żeby ci ziemia nie była lekką – mruknął w przestrzeń. Wsadził do kieszeni spodni chustkę, przerzucając z większym zainteresowaniem meldunki. Ignorował przy tym całkiem niechciane towarzystwo Niemca, mimo że czuł jego wzrok na sobie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Uniósł nieco brew, gdy faktycznie usłyszał, że Niemiec mówi po rosyjsku. W sumie nie powinno go to dziwić, skoro on sam mówił po niemiecku to i ten mógł znać język wroga. Chociaż trochę ciekawiło go, skąd mężczyzna znał ten akurat język. Nie zamierzał jednak pytać, nie chciał zdradzić zaciekawienia. Wolał skupić się na czymś innym, czym było szukanie granicy... do czego to mógł się posunąć i nie oberwać w żaden sposób. Póki co widać nic nie zrobił poważnego, skoro nie poniósł żadnych konsekwencji.
    - Czemu tak mi się przyglądasz? - spytał poważnie, odrobinę tym rozproszony.- Nie robisz tego pierwszy raz.. - dodał, aby nie usłyszeć, żadnych głupich tłumaczeń. Nie lubił być obserwowany w tak bezpośredni sposób i odkąd pamiętał mial problem z takimi zachowaniami.
    Jego uwaga została jednak szybko odwrócona kiedy przeczytał jedną z przechwyconych notatek. Jej treść skutecznie podniosła mu ciśnienie i spowodowała, że na język cisnęły mu się same wyzwiska pod adresem swoich przełożonych. Wbił mordercze spojrzenie w szwaba, kiedy ten pochylił się w jego stronę by zajrzeć w treść. Odwrócił kartkę, chociaż wiedział, że ten i tak nie przeczyta.
    - Wyjątkowo nie było to do ciebie, jeszcze nasłuchasz się obelg – burknął rozdrażniony. Złożył kartkę na pół i rzucił na blat, zaczął przeszukiwać pozostałe meldunki, chcąc znaleźć reakcję na to co przeczytał wcześniej.- Nie kombinuj i tak tego nie przeczytasz – rzucił, widząc kątem oka jak mężczyzna sięga po świstek.
    - Takie rzeczy są szyfrowane dodatkowo... skoro znasz rosyjski, będzie to dla ciebie jeszcze większy bełkot niż zwykle – dopowiedział, rozglądając się po pomieszczeniu. Wątpił, aby taki rozkaz pozostał bez odpowiedzi i przy odrobinie szczęścia, że te hitleroswskie hieny zebrały wszystko to powinno gdzieś być. Chciał mieć dowód by, jeśli przeżyje mieć usprawiedliwienie na każdą krzywdę jaką wyrządzi kretynowi, który wydał na niego wyrok pieprzoną notatką.

    OdpowiedzUsuń
  4. Prychnął pod nosem, spoglądając z kpiną na mężczyznę, kiedy ten najwyraźniej próbował go uświadomić, że coś mu się wydawało. Był jednak pewny swego i nie zamierzał tak łatwo odpuścić tematu, bo w sumie go to interesowało. Nie często można było spotkać kogoś z wrogo nastawionych ludzi, kto jednak tak intensywnie przyglądał się drugiej stronie.
    - Wątpię, wiem kiedy ktoś się na mnie gapi. Poza tym, nawet pilnujący Nas żołnierze, szeptali między sobą, że interesujesz się jeńcami... - stwierdził z pewną dozą ostrożności dobierając słowa.- Nie wiem tylko cóż takiego mieli na myśli – dodał, zerkając na niego kątem oka. Starał się przy nawet takiej wymianie zdań zająć czymś ręce, byle dzielić uwagę na dwie czynności. To pomagało mu omijać cięte komentarze za które mógł ściągnąć na siebie kłopoty, a póki nie upewnił się co do tego osobnika, wolał jeszcze nie przekraczać granic. Kiedy jednak trafił na tą jedną notatkę, prawie zapomniał o wrogim towarzyszu, chcąc znaleźć odpowiedź na to co trzymał przez chwile w ręce, a co obecnie przejął szwab.
    Wzdrygnął się i wbił czujne spojrzenie w Niemca, gdy ten uderzył pięścią w blat biurka. Patrzył na niego nie rozumiejąc co się właśnie takiego wydarzyło. Nie potrafił pojąć powodu takiego wybuchu gniewu u tego mężczyzny.
    Milczał, jedynie obserwując bo w sumie nie wiedział co teraz zrobić. Powiódł wzrokiem do guzika w koszuli, który został rozpięty, ale zaraz znów uniósł spojrzenie na jego twarz. Śledził każdy jego ruch, samemu nie ruszając się nawet o centymetr. Widząc prawdopodobną odpowiedź na notatkę, zacisnął wargi w wąską kreskę, by zaraz wykrzywić je w grymasie niezadowolenia. Gdyby był w lepszej kondycji i jego przeciwnik nie miałby broni, wtedy bez zawahania odebrał by kartkę siłą. Teraz jednak świadom swoich słabości oraz marnych szans na sukces, powstrzymał swe zapędy.
    Wziął ponownie notatkę do ręki i przesunął spojrzeniem po tekście.
    - Nie jest to typowy meldunek, nie można go nazwać nawet wewnętrznym... to coś co oficjalnie nie istnieje – wyjaśnił mu spokojnie, chociaż wiedział, że jest teraz największą szują jaką może być, zdradzając informacje.- Kiedy sytuacja jest z góry przesądzona, takie notatki przenoszą inni żołnierze między oddziałami... ale cudem jest, że ta nie została spalona, bo każda kończy tak los.- dopowiedział, jeszcze raz spoglądając na słowa zapisane cyrylicą, jednak tak zmienioną, że tylko niewielka grupa podoficerów i oficerów potrafiła to przeczytać.- Padł ostatni rozkaz, mamy nowy cel na wschodzie. Wycofujemy wszystkich, poza ludźmi pod rozkazami Mikhi. Jeśli ktokolwiek nad nami czuwa, niech teraz czuwa nad Nim.- przeczytał na głos to co zostało zapisane. Czytając to w tej chwili na głos, dotarło to do niego jeszcze bardziej i przy tym wzbudziło większą złość, którą wyjątkowo stłumił w sobie. Upuścił kartkę na blat i przeszedł się po pomieszczeniu, przeczesał palcami włosy. Był tutaj przez nich, przez kretynów, którzy zostawili go i pozostałych na śmierć dla odwrócenia uwagi.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie czuł się jak zdrajca, gdy teraz mówił o rzeczach jakie znał on i wąskie grono oficerów. Oni pierwsi wbili mu nóż w plecy, porzucając na pewną śmierć... przy czym nawet nie wiedziałby co poszło nie tak. Oparł się o blat, spoglądając na mężczyznę, a słysząc pytanie wzruszył ramionami.
    - Ciężko powiedzieć co miał na myśli, musiałbym spojrzeć na mapę – stwierdził zgodnie z prawdą. Nie był wstanie na ślepo określić jaki cel obrano na wschodzie, było kilka możliwości.- Jeśli dasz mi jakąś, mogę określić na 90 %, gdzie się wycofali – dodał. Jego poczucie lojalności wobec armii w tej chwili było bardzo przyćmione przez złość i żal, stąd też z łatwością mógł pogrążyć tych, przez których znalazł się w rękach Niemców.
    Wziął podaną mu kartkę, czytając szybko wiadomość zapisaną w taki sam sposób jak ta, którą przed momentem przeczytał. Zerknął na rozmówcę, gdy ten rzucił nagle pomysłem, aby nauczył go tego stylu zapisywania wiadomości. Zawahał się na moment, aby zaraz przytaknąć, mógł mu to rozpisać bo pewnie i tak minie dużo czasu, az ktokolwiek się zorientuje, że trzeba zmienić sposób szyfrowania.
    - Nie pochodzę z Moskwy, a z Nowosybirska – odpowiedział, chociaż nie wiedział czemu o to zapytano. Dla niego nie był to jakiś istotny fakt, tak jak i to, że faktycznie większą część swojego życia spędził w stolicy ZSRR. Kiedy zapadła cisza, zajął się z powrotem tym co miał robić, a przynajmniej pozornie to robił, chcąc bardziej poczytać meldunki i dowiedzieć się ile zostało przechwycone przez szwabów.
    Gdy nagle rozległo się pukanie, a po chwili do środka wszedł kolejny Niemiec, Mikhail przerwał czytanie i uniósł wzrok na nową osobę. Widząc tą zaciętą mordę, już wiedział, że to ktoś z kim nikt nie chciałby mieć do czynienia... a przynajmniej teoretycznie, bo gdyby nie był obecnie jeńcem ze świadomością, że może dostać kulkę w łeb, wtedy z wielką chęcią skonfrontowałby się z mężczyzną. Nie odzywał się w czasie, gdy ci dwaj rozmawiali, chociaz przysłuchiwał się uważnie ich wymianie zdań. Nie orientował się w stopniach wojskowych III Rzeszy, ale wnioskując po tym co się działo, nowo przybyły musiał być kimś ważniejszym i był prawdziwą mendą. To było wręcz czuć w powietrzu...
    Widząc ten szeroki uśmiech, sam skrzywił się odrobinę. Czekają go ciężkie godziny i był tego pewny na tyle, że w sumie już pożałował, iż nie wylądował w tamtym dole. Wtedy miałby wszystko gdzieś i nikt już nie przyczepiłby się do niego. Przeniósł spojrzenie na dwóch żołnierzy z obstawy, ale nie ruszył się z miejsca, póki jeden z nich szarpnął go za ramię, wtedy dopiero zareagował lecz najpewniej nie tak jak oczekiwano. Odepchnął od siebie mundurowego, uderzając go w klatkę piersiową, nie zamierzał nigdzie już iść.. a przynajmniej nie dobrowolnie. Szybko jednak opór został przełamany, gdy przełożony Schurz'a wyciągnął broń i wymierzył w Mikhaila. To było wystarczającą zachętą do współpracy, przynajmniej na tą chwilę. Wyszedł nie mając większego wyboru i mentalnie zaczął przygotowywać się na to co niedługo będzie się działo.


    Drugi rusek, pracując w drugim pomieszczeniu, dobrze wiedział co dzieje się obok. Dlatego właśnie siedział cicho, aby nikt nie zwrócił na niego uwagi. Nie chciał kłopotów, jedynym jego celem było przeżyć to wszystko... albo chociaż pożyć kilka dni dłużej. Nie było co się oszukiwać, był tchórzem, który znajomościami oraz sprytem zdobył obecny stopień i zrobiłby wiele, żeby tylko ocalić skórę. Mógł wsypać wszystkich, jeśli tylko miał pewność, że to go ocali.
    Kiedy do pokoju wpadł ten dziwny Niemiec, który ocalił jego i Yashanova przed rozstrzelaniem, prawie skulił się w sobie. Nie odzywał się, bo nie potrafił mówić po niemiecku, a w swoim ojczystym języku nie potrafił wydusić nawet słowa za strachu.
    Odetchnął, gdy został sam w pokoju i wrócił do pracy, chociaż żadnego przydatnego nazwiska nie znał.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ***
      Całe dwa dni minęły odkąd przyczepił się do niego Freischer z Meyerem, jednak pomimo całej pomysłowości tego drugiego by złamać Yashanova, nic nie dało efektu. Rosjanin uniósł nieco przyćmione spojrzenie na swego kata i wykrzywił wargi w okropnym uśmiechu, przez co po brodzie spłynęła mu krew. Bawiło go jak bezradny okazał się ten, który ponoć miał go zmusić do mówienia. Pomimo otoczki nieporuszonego niczym skurwiela, jaką utworzył wokół siebie, wewnętrznie przeżywał cały ból. W myślach wyzywał tego chuja, życząc mu wszystkiego najgorszego i wymieniając powoli każdą okropną rzecz jaką zrobiłby mu w zemście.
      Nie umiał zliczyć ile razy odleciał przez siłę ciosów oraz zmęczenie organizmu, które coraz bardziej mu doskwierało. Pomimo tego co się działo zauważył, że katując go Meyer uważa by go nie uszkodzić trwale, więc widać faktycznie czegoś od niego chcieli. Jednak było to marne pocieszenie, bo ciągle tutaj tkwił i miał świadomość, że za jakiś czas znów wrócą do niego. W pewnej chwili przymknął oczy, przechylając się do przodu, a dzięki przypiętych kajdankami nadgarstków do ramy krzesła, mógł spokojnie zawisnąć tak i odpocząć. Nie czuł bólu w rękach, chociaż pewnie powinien... ale to co przeszedł przez te dwa dni, wydawało się jednak gorsze i przyćmiewało obecny dyskomfort.

      Usuń
  6. Miał ochotę śmiać się i zrobiłby to, gdyby tylko był w lepszym stanie. Z jego ust dobyło się jednak tylko jedno parsknięcie, dające upust temu jak kpił i gardził Niemcem. Wiedział, że jeśli będzie miał szansę to kiedyś pokaże mu co to prawdziwy ból oraz jak złamać człowieka.
    Sapnął ciężko, gdy krzesło przewróciło się i logicznie rzecz biorąc poleciał też na ziemię. Zderzenie z twardą nawierzchnią było okropne, gdy był już poobijany. Uniósł wzrok na wyraźnie wkurwionego Niemca, ale dość ciężko było mu dłużej patrzeć w jedno miejsce. Pomimo krzyków kata i kolejnej dawki ciosów, które padały już wszędzie, nie powiedział ani słowa. Był zbyt złośliwy i uparty, aby współpracować z kimś kto żądał od niego czegokolwiek. Widząc, Freischera przymknął znów oczy, wiedział że to jego chwila przerwy i względnego spokoju. Tkwiąc na resztkach świadomości, słuchał ich rozmowy, a przy tym z trudem powstrzymywał uśmieszek, który w końcu jednak wpełzł na jego wargi. Czuł satysfakcję, że nie dał się tym kretynom, że wychodził z tego i tak zwycięsko.
    Po kilku minutach, znów usłyszał trzaśnięcie drzwi, a potem zapadła cisza. Normalnie byłby z tego stanu rzeczy zadowolony, ale dalej leżał na ziemi, przygniatając sobie ręce i tym samym musiał zmuszać mięśnie do napięcia, aby nieco zmniejszyć dyskomfort jaki odczuwał przez tą pozycję.
    - Shlyukha* – wycedził, gdy po minucie znów ktoś wpakował się do pomieszczenia, ale w sumie teraz go to nie interesowało. Nie słyszał żadnych żądań ani nikt go nie ruszał, więc mógł po prostu ignorować wszystko.
    Poruszył się nieco niespokojnie i nieporadnie, próbując zmienić pozycję, ale to wcale nie pomogło, a wywołało falę bólu, która rozeszła się po kończynach. Nie wydał jednak z siebie żadnego dźwięku poza cichym syknięciem. Uchylił na moment powieki, gdy drzwi zostały znów otwarte i kolejna osoba pojawiła się w środku. Wtedy też przestało być tak cicho, ale gdy rozpoznał wszystkie głowy, nie było mu lepiej. Chyba wolał zdechnąć, niż wrócić znów do tamtego Niemca, gość był wyznacznikiem kłopotów... a przynajmniej teraz przyćmiony umysł tak podpowiadał Yashanovi. Powlekał nogami, gdy wleczono go przez korytarz i po schodach. Znał tą drogę i chociaż przez wzgląd na to, było mu jakoś lepiej.
    Czując pod ciałem materiał i miękkość koca domyślił się, że leży na łóżku. W tej chwili wydawało mu się tak przyjemnie miękkie, wygodne i w sumie więcej nie potrzebował. Mógł tak wyzionąć ducha, zdechł by zadowolony z ostatnich godzin.
    - Znów się gapisz – burknął, mimo że nie otworzył oczu. To było takie specyficzne odczucie, gdy było wiadome, że ktoś patrzy i wręcz czuło się łaskotanie w owym miejscu. Nie zmieniał pozycji, woląc leżeć tak jak go położono... było dobrze. Jednak, żeby było lepiej, potrzebował paru godzin snu takiego zwyczajnego odpoczynku.

    [*shlyukha - kurwa]

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie mógł stracić na charakterze, głównie przez wzgląd na te ciężkie dwa dni, które zdawały się trwać o wiele dłużej niż powinny. Wystarczyło mu, że fizycznie był w kiepskim stanie, musiał więc zachować cięty język, by nikt nie mógł cieszyć się, że Yashanov został złamany.
    - Stęskniłem, wolę oglądać twoją szwabską mordę, niż tego kretyna z problemami psychicznymi – odparł z kpiną. Jakoś teraz czuł się pewniej w towarzystwie Schurza niż wcześniej, bo skoro mu pomógł to najwyraźniej jeszcze nie chciał go wykończyć.
    Spoglądał na Niemca, zauważając jego zmęczenie i nieco chaotyczne ruchy, a przynajmniej tak to wyglądało. Zmarszczył nieco brwi, gdy poczuł łagodność w tym odgarnięciu kosmyków włosów.
    - Uważaj, bo jeszcze się zakochasz – zakpił, próbując tym odstraszyć mężczyznę by zostawił go lub ogarnął na tyle, aby przestał zachowywać się tak dziwnie.
    Zamknął oczy, leżąc spokojnie i pozwalając sobie pomóc, chociaż jego myśli szalały wzbudzając niepokój. Nigdy nie przyjmował dobrze pomocy, a wszelkie przejawy ludzkich odruchów budziły u niego reakcje obronne. Zwykle w takich momentach winę za takie zachowanie zrzucał na niełatwe życie, wojnę i wszechobecne cierpienie ze śmiercią na czele. Takie rzeczy niszczyły psychicznie i w pewnej chwili pozbawiały normalnych odruchów. Musiało to zadziać się też i u niego. Pogrążony w myślach, wyczerpany ostatnimi godzinami... odpłynął zapadając w lekki i niespokojny sen, który jednak pozwalał mu na odpoczynek oraz oderwanie się od bólu.

    Minęło kilka godzin zanim się obudził, wracając do szarej rzeczywistości. Odwrócił nieco głowę, wbijając ciemne ślepia w pochylonego nad jakimiś dokumentami Niemca. Zauważył skrawek mapy zwisającej z biurka.- Szukasz drogi ucieczki z tego gówna – zagadnął, może trochę bezsensownie, ale głównie po to, aby dać znać, że już nie śpi. W sumie nie wiedział czy ma ochotę na rozmowę, ale odruchowo już unikał ignorowania jego osoby.
    Przesunął się nieco na łóżku, zaciskając szczęki, by nie sapnąć nawet przez rwący ból w miejscach najbardziej skatowanych. Mając teraz taką możliwość, spojrzał na swoje ręce i okryte kocem ciało by chociaż trochę ocenić obrażenie. Nie było ich co prawda dużo, ale doskwierały mu jako tako. Najbardziej jednak martwiło go to jak wiele kopniaków zgarnął prosto w nerki i był pewny, że to będzie mu dokuczać najdłużej, jeśli nie wykończy go za parę dni.

    OdpowiedzUsuń
  8. Miał świadomość, że robi to na co wcześnie zwrócił uwagę Niemcowi, aby tego nie robił. Gapił się. Perfidnie i bezczelnie spoglądał na faceta, który wyraźnie został wyrwany z drzemki jaką sobie również uciął. W sumie nie dziwił się mu, chociaż trochę go to bawiło. Dobrało się w końcu takich dwóch, jeden i drugi zmęczeni ostatnimi wydarzeniami.
    Kończąc kręcić się na łóżku, odwrócił głowę by ponownie wbić ślepia w zgarbioną sylwetkę szwaba. Zanim jednak odgryzł się w jakikolwiek sposób na jego wyraźną prowokację, ziewnął zakrywając dłonią usta.
    - Niestety, muszę cię rozczarować, nie jesteś w moim typie – prychnął.- Wolę mniej irytujących i młodszych – dodał z krzywym uśmieszkiem. Czy mówił prawdę, tego już musiał domyślić się jego towarzysz, bo Mikhail nie planował zaglębiać się w temat.
    - Drażliwy się zrobiłeś – rzucił od niechcenia i dość niewyraźnie, jak gdyby nie zależało mu na tym czy zostanie zrozumiany dobrze.- Jeśli pójdziecie w głąb Rosji, będziesz musiał mieć dobrą drogę ucieczki – mruknął pod nosem, krzywiąc się nieco, gdy usłyszał, że zwycięscy nie uciekają. Czasami los był na tyle przewrotny, że nawet wygrani musieli podkulić ogon i zwiać... a to niestety wiedział, aż za dobrze.
    Pogrążony w myślach przez chwilę wpatrywał się w sufit, nie reagując na to co działo się wokół, a w sumie działo się niewiele. Zerknął na swego towarzysza, ze zdziwieniem rejestrując, że ten odwrócił się w jego stronę.
    - Ciężko powiedzieć czym, ból ostro otępia zmysły – przyznał dopiero teraz, że cokolwiek go bolało, chociaż było to logiczne, obojętnie jak uparcie będąc w tamtym pomieszczeniu, udawał, że nic mu nie jest i nic go nie rusza.- Ale pewnie najgorzej dostało się nerką – dodał, bo to one dokuczały mu zbyt wyraźnie.

    OdpowiedzUsuń
  9. - Zawsze mogłeś trafić na kogoś gorszego ode mnie – stwierdził, a taka była szansa. W sumie ciężko było mu ocenić dlaczego wdaje się w rozmowy z Niemcem, zamiast okazać mu całą pogardę jaką żywił do tego narodu. Chyba, że powoli zmieniał podejście... może nie nienawidził ich tak bardzo? W końcu byli tylko żołnierzami, często zmuszonymi by sięgnąć po broń w sytuacji wymagającej tego. Odpędził szybko te dziwne myśli, wcale nie czuł się zmuszony, walczył o to co znał i czemu ufał. Nawet taki cholerny szwab nie mógł zachwiać jego podejścia do sprawy.
    - Bolszewicki fanatyzm ma taką samą szansę wygrać jak twój nazistowski fanatyzm – odparł sucho, spoglądając na niego ponuro.- Myślisz, że to co widziałeś dotąd to wszystko co może pokazać ZSRR i nasze oddziały? - prychnął, nie sądził by jego rozmówca był taki głupi.
    Niechętnie, ale ruszył się i powoli, ostrożnie przekręcił na brzuch, przesunął ręce nad głowę, by zaraz ułożyć na nich wygodnie głowę. Przywarł policzkiem do przedramienia, zerkając na to co robi Schurz. Zauważył jego nerwowość, ale nie dociekał, nie czując potrzeby by pytać o stan jego nerwów. Tutaj wszyscy byli zniszczeni w jakiś sposób, bardziej lub nie, ale byli.
    - Już nie – szepnął, ale na tyle wyraźnie, by został zrozumiany.- Mój ojciec zginął za dezercję rok temu, później matka popełniła samobójstwo, a siostra jeśli jeszcze żyje mieszka z mężem na terenach twojej ukochanej Rzeszy – wyjaśnił, mówiąc tylko po to by nie panowała cisza.
    Nie lubił wspominać rodziny, swego domu rodzinnego ani niczego co już od jakiegoś czasu było jedynie wspomnieniem i to w większości mało pozytywnym.
    - A ty? Masz do czego wracać, jak to wszystko się skończy? - spytał, miał chyba prawo również czegokolwiek dowiedzieć się.

    OdpowiedzUsuń
  10. Spiął się nieco, gdy mężczyzna usiadł obok niego i podwinął materiał odsłaniając mu plecy. Zadrżał odrobinę czując chłód na skórze, przez co tylko nieco mocniej napiął mięśnie. Mieszkając na terenach Syberii powinien być przyzwyczajony do zimna, ale wcale tak nie było. Wolał wyższe temperatury albo chociaż w takiej sytuacji nie umiał zdzierżyć chłodu.
    - Co się stało...- urwał nagle, chciał spytać co stało się z jego bratem, ale w pore dotarł do niego sens słów mężczyzny. Nie był aż tak okrutny by dopytywać o stratę, która musiała być nadal bardzo świeża, skoro nagle w głosie Niemca dało się usłyszeć więcej emocji niż dotąd. Odrobinę mu współczuł, ale i zazdrościł, bo miał przecież do kogo wrócić. Yashanov wiedział, że jeśli przeżyje i odzyska wolność, nie czeka go szczęśliwe życie w ZSRR, będzie musiał uciekać z kraju by nie zginąć z rąk swoich.
    Spojrzał na niego, słysząc, że wyliże się z tego. Nie bardzo wiedział czy chce, czy nie lepiej któregoś wieczora zamknąć oczy i już ich nie otworzyć. Przeklną ostro pod nosem, został skatowany przez wroga, a łamał się jakby poza krzywdą fizyczną udało się zranić go psychicznie. Czuł się podirytowany własnym podejściem teraz, bo jeśli jego stan się nie pogorszy, mógł przecież wrócić do pełnej sprawności, nie mógł się tak po prostu poddać. Gdzieś w całej tej złości na siebie, zarejestrował moment w którym padła informacja o okładach, które zrobi mu Schurz. Leżąc przez chwilę sam, zastanawiał się jak zawalczyć o własne życie by go w przyszłości przypadkiem nie zastrzelili. W końcu był to realne zagrożenie, że gdy przestanie być przydatny to zginie.
    Powiódł wzrokiem znów do swego towarzysza, gdy ten wrócił do pomieszczenia. Zimny materiał zwłaszcza w okolicy nerki, przyniósł wyjątkową ulgę i z niczym nie dało się tego opisać. Zaraz jednak został wyrwany z tego przyjemnego stanu, kiedy poczuł opuszki palców wędrujące wzdłuż jego kręgosłupa. Spojrzał mu prosto w oczy zdezorientowany tym co się działo, przecież kilka godzin temu wybuchem zareagował na głupią zaczepkę o zakochaniu... a teraz sam dotykał go w dość dziwny sposób. Oczywiście, mógł się pomylić, doszukiwać się drugiego dna tam gdzie tego nie było.
    - Skoro tak mówisz – szepnął, wyjątkowo ugodowy w tej chwili. Naszła go chęć by sprawdzić co kryje się w zachowaniu Niemca, ale jednak zrezygnował. Nie był zbyt sprawny teraz, więc nawet uniesienie się by zrobić coś co zaskoczy mężczyznę, było zbyt wymagające. Poza tym nie chciał strącić ręczników, które chłodziły najbardziej bolesne miejsca.
    - W ogóle, jak się nazywasz, o ile mogę to wiedzieć? - prychnął, wracając do swojego typowego zachowania, aby rozładować dziwnie napiętą atmosferę.

    OdpowiedzUsuń
  11. Udał, że nie widzi jego uśmiechu po swoich zbyt łagodnych słowach. Wiedział, że taki ton u niego to pewnie miła odmiana, ale nie zamierzał przyzwyczajać do tego Niemca. Nadal w końcu był tym samym gnojem, który nawet swoich ludzi potrafił zmieszać z błotem, gdy nie robili czegoś tak jak on chciał. Pomijając, że nigdy nie chciał dla nich źle, a po prostu ostrą dyscypliną próbował ocalić im życie w przyszłości.
    - Jasne, jasne – mruknął, oczywiście, że nie zamierzał chwalić się wszystkim, że wie jak nazywa się ów mężczyzna. Pewne rzeczy wolał zachowywać dla siebie, tak po prostu. Był zachłanny na wiedzę, nawet taką, która mogła mu się nigdy nie przydać. Poza tym go rozumiał, sam nie akceptował, gdy inni wołali do niego po imieniu... z większością nie był na ty i wymagał by w ostateczności, nie zwracali się do niego stopniem wojskowym, a po nazwisku. Tylko dla wąskiego grona był Mikhą, mimo że nienawidził zdrobnień imion.
    - Nigdzie się stąd nie ruszam – prychnął, gdy usłyszał by odpoczywał. Nic innego nie zamierzał robić w obecnym stanie. Poza tym łóżko było za wygodne, a zimne okłady zbyt przyjemne, żeby gdziekolwiek się ruszył.
    Zmierzył wzrokiem Sigmara, gdy ten wszedł znów do pomieszczenia, tym razem ubrany w czysty mundur. W sumie był obojętny na to jak Schurz wygląda teraz, bardziej ruszyło go to co miał na sobie... i świadomość, jak wyglądał jego własny mundur, który nosił nadal. Zakrwawiony, brudny i pozbawiony oznaczeń zdradzający jego stopień wojskowy, nie był już czymś co nosiło się z dumą.
    Przestał jednak szybko o tym myśleć, jego ubiór był najmniej istotną rzeczą teraz.
    Słysząc pytanie, uniósł nieco brew zdziwiony, że pojawiło się jakiekolwiek zainteresowanie w tej kwestii.
    - Ciężko powiedzieć... chyba jak jeszcze byłem ze swoimi ludźmi, zanim zastrzeliliście wszystkich – odparł. Wtedy dano im coś co można było nazwać posiłkiem, chociaż w takiej ilości, że ledwo wystarczyło dla każdego, by mieli więcej siły do pracy... a co wtedy zaskoczyło ich wszystkich. Gdyby Niemcy trafili w Ich ręce, nie dostali by nic, a wymagano by od nich o wiele więcej.
    Kiedy został znów sam i wiedział, że teraz na dłużej, zrobił to samo co wcześniej. Poszedł spać, woląc drzemać nawet jeśli sen był niespokojny i płytki.

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie przespał dużo czasu po wyjściu Niemca, w sumie obudził się dość szybko i jakoś nie mógł zasnąć. Leżał więc, słuchając wszystkich dźwięków jakie dochodziły do niego z zewnątrz. Zastanawiał się ile tutaj jest szwabów, gdyby wpadł na głupi pomysł by stąd uciec... taka wiedza byłaby bardzo przydatna. Był ciekaw, czy jeśli zapyta o to Schurz'a to ten podzieli się tą informacją.
    Po dłuższym czasie, kiedy nic się nie działo, zaczął odczuwać skutki znudzenia zastojem w jakim się znalazł przez średnią kondycję teraz.
    Zaczął się w końcu kręcić, zrzucając już nie takie zimne okłady i wrzucił je do stojącego obok wiadra. Powoli podniósł się do siadu, by ostrożnie zdjąć kurtkę, która za bardzo ograniczała mu ruchy i przez to został w samej koszuli, która również czystością nie zachwycała. Rzucił kurtkę na ziemię, obok łóżka. Rozpiął dwa guziku pod szyją, czując się teraz bardziej swobodnie. Zaraz położył się z powrotem, tym razem ponownie na plecach, bo teraz było mu już wygodniej. Zamknął oczy korzystając z jeszcze chwili samotności, chociaż zaraz przekrzywił nieco głowę, słysząc dwa głosy dobiegające z pomieszczenia obok. Jeden na pewno należał do Sigmara, ale drugi był całkowicie obcy i tego był stu procentowo pewny. Próbował coś usłyszeć z ich rozmowy, ale przyciszone głosy bardzo to utrudniały ku jego niezadowoleniu.
    Spojrzał w kierunku drzwi, gdy te zostały otwarte, a chwile później do środka wszedł Niemiec, niosąc dwa talerze z jedzeniem. Ten widok nieco go zdziwił i wzbudził dziwną niepewność, bo coraz bardziej nie rozumiał zachowania Schurza. Poprzednie decyzje mógł zrozumieć jako tako, ale fakt, że ten przynosił mu posiłek to już było trochę za dużo.
    - Czemu to robisz? - spytał w końcu, chcąc wiedzieć o co tu do cholery chodzi. Był powoli podirytowany tym, że nie wiedział na czym stoi i świadomością, że pojawia się jakiś cień sympatii względem tego Niemca, bo nie był tak bezmyślny jak pozostali.
    - Dam radę, ten kretyn od przesłuchań, nie skatował mnie tak, bym nie dał rady się podnieść – odparł, słysząc, że może skończyć żywot jeśli nie będzie na chodzie. W sumie, nie miał wcale takiej pewności czy uda mu się stanąć na nogi i udawać, że jest lepiej niż faktycznie. Usiąść z trudem, a chodzić w miarę sprawnie to jednak była różnica. Uniósł wzrok ponownie na swego towarzysza, gdy przypomniało mu się jedno pytanie.
    - Ile was tu jest? Niemców? - spytał, chciał wiedzieć, jak bardzo miałby przerąbane, gdyby próbował spieprzyć stąd w sytuacji, gdy pojawiłaby się pewność iż zginie niedługo.

    OdpowiedzUsuń
  13. Wywrócił oczami, gdy zobaczył jak nagle mężczyzna zaczyna szukać czegoś na blacie biurka. Był w tej chwili niemal pewny że ten kombinuje byle zyskać na czasie i nie odpowiedzieć mu od razu. Może by się tego nie domyślił, jakby wcześniej nie widział nerwowości w zachowaniu Niemca, kiedy sytuacja również nie była komfortowa. Opornie i trochę niezdarnie, ale usiadł na łóżku, zaraz opierając się plecami o ścianę za sobą. Wziął od niego talerz i sztućce.- Spasiba – mruknął w swoim języku, prawie odruchowo i bez większego przywiązania do tego co mówi. Rzadko kiedy używał wszelakich zwrotów typu dziękuję i proszę, a już usłyszenie z jego ust przepraszam było prawie niemożliwe.
    Nie od razu zaczął jeść, jeszcze chwilę obserwując go, aż usłyszał by jadł, a nie gapił się. Wtedy prychnął z lekką pogardą, bo w końcu pytanie jakie zadał nie było wyjątkowo ciężkie. Widelcem pogrzebał trochę w jedzeniu, by nie zdradzić jak okropnie był głodny i co uświadomił sobie, gdy miał coś pożywnego pod nosem.
    Zjadł trochę kaszy i chociaż nie było to wyśmienite danie to po kilku dniach głodówki, nawet coś tak słabego, smakowało wyśmienicie. Spojrzał na Schurza, gdy ten nagle się odezwał, wyraźnie wiedząc już co odpowiedzieć.. mimo że zajęło mu to parę minut i Yashanov miał ochotę to skomentować, ale powstrzymał się.
    - Powinienem dziękować za twą dobroć? - zakpił, słysząc, że dostanie jakąś mniej wymagającą pracę. Nie podobało mu się to, czuł w kościach, że coś będzie nie tak i to bardzo. Nie potrafił tylko określić co tak naprawdę wzbudza w nim niepokój.
    - Zepsujesz mi rozrywkę, obserwowania jak ten wasz Meyer dostaje kurwicy na widok munduru – prychnął pod nosem, ale o tyle głośno, by Sigmar go zrozumiał bez najmniejszego problemu. Zajął się dalej jedzeniem, uśmiechając tylko krzywo, gdy padła odpowiedź o Ich liczbę.- Nigdy nie wątp w zdesperowanego człowieka – mruknął, jak tylko przełknął kaszę i zerknął w stronę drzwi, tam gdzie w drugim pomieszczeniu wcześniej siedział jego koleżka. Wolał odsunąć od siebie podejrzenia o ucieczkę i zgonić podejrzenia na politycznego, który mógł być przydatny, aby to jego się czepiano w najbliższej przyszłości.

    OdpowiedzUsuń
  14. - Poczekaj, jak tylko będę w stanie chociaż swobodnie wstać, bez krzywienia się z bólu... to rozważę twą prośbę – zakpił. Paść na twarz to mógł dopiero, gdy dostanie kulkę w łeb, ale na pewno nie planował robić tego wcześniej dla kogokolwiek. Czy zabiłby go, aby uciec stąd? W tej chwili na pewno nie umiałby odpowiedzieć na to, musiałby rozważyć sporo kwestii, lecz w sytuacji stresowej i mając pewną szansę na ucieczkę... już by się nie zawahał, nie rozważał. Był człowiekiem, który posiadał świadomość do jak okrutnych rzeczy może się posunąć, aby samemu wyjść cało z opresji.
    Skończył posiłek z nikłym uśmieszkiem, gdy wrócił temat cyrylicy. Odstawił talerz na stolik obok łóżka i odrobinę przesunął się, by wygodniej siedzieć oraz odciążyć nieco obolałe miejsca.- Pamiętam o tym, nauczę cię jej – odparł, bo nic go nie kosztowało by rozpisać i objaśnić zasady działania szyfru. Poza tym była to jego mała zemsta za to, że skończył w łapach Niemców przez tchórzostwo kilku osób.
    - Kim jest ten Freischer według waszych stopni wojskowych? - spytał, bo z gościa był kawał chuja z tego co zdążył zauważyć, ale nawet ten psychol Meyer go słuchał, więc mężczyzna musiał być jeszcze gorszy niż się wydawało.
    Zmrużył nieco oczy, widząc jak ten się zbliża do niego. To spojrzenie go zaintrygowało, jak i kolejne słowa, które padły ze strony szwaba. Śledził wzrokiem każdy jego ruch, aby przypadkiem nie zostać przez jakiś gest zaskoczony.
    - Cichym układzie? - cokolwiek kombinował Schurz, już mu się podobało i chciał znać tylko szczegóły.- Zdradź coś więcej – szepnął.

    OdpowiedzUsuń
  15. Spoglądał na niego zdumiony, kiedy ten tak po prostu zaczął się śmiać i trwało to dłużej niż tylko jeden napad śmiechu. Wykrzywił nieco wargi w uśmiechu, któremu jednak bliżej było do grymasu. Czekał cierpliwie, aż ten w końcu uspokoi się i wrócą do rozmowy na ciekawsze tematy.
    - Masz wahania nastroju – stwierdził, widząc jak szybko nadeszła zmiana humoru i stało się poważnie. Pokręcił nieco głową, jakby z politowaniem, ale nie powiedział ani słowa, które byłoby wyjaśnieniem tego gestu.- Wiesz, jaki popełniasz błąd? - spytał z pewnym rozbawieniem, chociaż w głosie pobrzmiewała też stonowana złośliwość.- Próbujesz mi narzucić swoje zdanie, twierdzisz, że nie dyktuję warunków... ale to ja mam cię nauczyć czegoś o czym nie masz kompletnie pojęcia – przechylił nieco głowę.- Lepiej zmień podejście, bo nauczę cię najbardziej bezwartościowej wersji cyrylicy, jaką tylko dam radę wymyślić – oczywiście, że przeginał i liczył się z kolejnym wybuchem gniewu ze strony Sigmara. Jednak chciał go uświadomić w faktycznym położeniu w jakim był. Skrajną głupotą było zmuszać kogoś do nauczenia czegoś ważnego, skoro ta osoba mogła posiadać na tyle złośliwości by zrobić z ucznia kretyna.
    Zapamiętał sobie jaki stopień ma Freischer i przy okazji jaki ma również Schurz. Może nie było to istotne w jego sytuacji, ale chciał to wiedzieć. Nikt nie wiedział co przyda się jutro, a co nie.
    Słuchał z uwagą propozycji o cichym układzie, szczegóły podobały mu się, ponieważ dawały mu szansę na przeżycie. Jednak zamierzał dodatkowo wynegocjować coś dla siebie, aby poprawić trochę swe obecne położenie.
    - Na ile czasu będzie tej roboty? - spytał, żeby mieć jakieś pojęcie o dniach jakie miał tutaj dalej spędzić.- Mogę ci pomóc, ale w zamian też chcę pomocy – podjął ostrożnie, ważąc słowa.- Dostaniesz informacje, które pozwolą ci zachować stanowisko... albo wyrwać się z tego zadupia. Jednak ja chce odzyskać wolność w końcu. Nie musi to być szybko, jakoś wytrzymam towarzystwo Niemców... ale gdy dotrzecie do Moskwy, bo na pewno to właśnie tam się kierujecie, a mnie żaden z twoich pieprzniętych towarzyszy nie odstrzeli – na moment zamilkł, uświadamiając sobie, że będzie musiał trochę bardziej uważać, żeby nie ściągnąć na siebie kłopotów.- Pomożesz mi zwiać albo chociaż nie będziesz tego utrudniał – dokończył i zamilkł. Miał cichą nadzieję, że Schurz pójdzie na to.

    OdpowiedzUsuń
  16. Niemiec powoli działał mu na nerwy, faktem, że był tak bardzo pewny siebie i szybko obalał jego słowa. Nie tak miało to wyglądać, poza tym właśnie sobie uświadamiał, że nić porozumienia jaka pojawiła się na krótko między nimi, teraz zaczynała się rwać. To też skutecznie przypomniało mu, że ma przed sobą wroga, a nie kompana do niezobowiązujących rozmów o wszystkim i niczym.
    - Nigdy nie zależało mi na życiu aż tak bardzo, żeby wykonywać polecenia kogokolwiek bez słowa sprzeciwu – odparł, chociaż odrobinę mijał się z prawdą. Cenił sobie życie za bardzo... jednak w jego naturze leżało buntowanie się, kiedy ktoś próbował podporządkować go sobie w jakiejkolwiek kwestii. Westchnął ciężko, rozdrażniony tym jak szła ta rozmowa.
    - I co mi po tym? Zobaczę Moskwę i będzie to ostatni widok w moim życiu – prychnął. Widać złość udzieliła się im obu i stopniowo narastała, co mogło skończyć się źle, a Yashanov nie tego chciał... nie do tego dążył.
    Uśmiechnął się nagle w okropny sposób, wwiercając spojrzenie w rozmówcę.
    - Obawiasz się, że zrobią z tobą to samo co ze mną? Wystawią na odstrzał dla wyższego celu? - parsknął ostro, ale zaraz zaczął się śmiać.- Nawet ja ci nie pomogę, jeśli postanowią pozbyć się ciebie bez plamienia sobie rąk, krwią oficera – prychnął. Kiedy usłyszał, że Sigmar nie chce pomóc albo chociaż nie przeszkadzać w ucieczce, krzywy uśmieszek spełznął mu z warg, a sam szarpnął się do pionu zbyt gwałtownie, ale szybko tego pożałował. Jego oczy wydawały się wręcz pociemnieć z bólu, zanim opadł znów na tyłek na łóżko. Zacisnął mocno dłonie na moment uciekając też spojrzeniem w bok.
    - Też chce przeżyć tą pieprzoną wojnę, chcę dotrwać do końca i uciec za granicę, by byli kompani nie zastrzelili mnie za dezercję o którą na pewno mnie oskarżą – wycedził. Już był świadom wszystkich możliwych opcji, miał zalążek planu co będzie dalej.
    Gdy rozmowa została tak po prostu zakończona, nie odezwał się więcej. Dźwignął się znów do pionu, zaciskając mocno szczęki by ukryć już jakąkolwiek słabość fizyczną. Docisnął lewą rękę do prawego boku, próbując jakoś zmniejszyć bodźce bólowe. Podążył z Schurz'em do łazienki, poczekał chwile aż zostanie sam i zaczął powoli zdejmować ubranie. Spojrzał na prysznic, cicho odetchnął przy tym, bo łatwiej było poradzić sobie pod prysznicem niż wleźć do wanny.
    Odkręcił wodę, wchodząc zaraz pod strumień ciepłej wody, co wydawało mu się teraz cholernym luksusem. Wsadził głowę pod strumień, zaraz odchylając się i zaczesując włosy do tyłu, aby nie opadały mu na oczy. Zmył z siebie cały brud i pot ostatniego czasu oraz krew, będącą nowym dodatkiem do tego całego szajsu. Nie spieszył się, nie musiał w końcu... zawsze czas jaki spędził pod prysznicem, mógł zgonić na słabszą sprawność teraz.

    OdpowiedzUsuń
  17. W innej sytuacji rozumiałby go, chociaż byli po dwóch stronach to jednak obie armie działały podobnie. Obojętnie z której strony, można było stracić życie, gdy ktoś ocenił innych jako bardziej wartościowych. Nie mniej teraz, gdy złość mąciła w jego rozsądku, nie zamierzał wykazywać nawet cienia zrozumienia. Skoro Niemiec był tak zapatrzony w Rzeszę to był już jego problem, Yashanov nie zamierzał babrać się jeszcze w kłopotach innych. Swoich miał pod dostatkiem.
    Musiał jednak przyznać, że spokój jaki zachował Sigmar, przy jego własnym wybuchu złości, tylko bardziej go podjudził. Chciał konfrontacji, przełamania ponownego opanowania szwaba... nawet jeśli miałby skończyć gorzej przez to.
    Zamykając drzwi łazienki i mając chwilę dla siebie, czuł się tak cholernie dobrze, że najchętniej nie wychodziłby stąd. Woda, która spływała po jego ciele do odpływu, przestała barwić się na inny kolor niż normalnie, stąd też był to sygnał, że mógł śmiało skończyć prysznic, ale przeciągał to jak najbardziej mógł. Zerknął w kierunku drzwi słysząc, że na klamce wiszą jakieś ubrania dla niego. Odetchnął, opierając się przedramionami o ściankę i odsłaniając kark na ciepłą wodę.
    Wywrócił oczami, gdy ten zaczął go w końcu pospieszać, ale i tak nie ruszył się od razu... a dopiero po kolejnych kilku minutach.
    Wytarł się w miarę szybko w ręcznik, który znalazł na wieszaku i wychylił się z łazienki, by zabrać ciuchy. Spodnie okazały się trochę za duże w pasie, ale ściągnął je paskiem, który miał przy spodniach od munduru. Koszula za to była idealna, co go nieco zaskoczyło... do kogokolwiek należała wcześniej, musiał być identycznej postury co on sam. Wciągnął jeszcze na nogi swoje buty, które przez wymysł jakiegoś kretyna, były podkute metalem na tylnej części podeszwy. Sam Mikhail nigdy nie rozgryzł, czemu to tak naprawdę miało służyć, poza wkurwiającym stukotem kiedy szło się po kamiennej podłodze lub innym twardym podłożu. Swoje stare rzeczy wrzucił do misy, chociaż nie pojmował po co. Przed wyjściem zerknął ponownie na swój strój, miał wrażenie, że już prawie nie pamięta, kiedy ostatnio był w cywilu. Przyjemne poczucie normalności, gdy tylko pozbył się mundury, było tak przygnębiająco złudne.
    Wyszedł w końcu i skierował się do pomieszczenia gdzie siedział Schurz, będąc w pełni usatysfakcjonowanym, że pewnie pograł nieźle na cierpliwości Niemca. Podszedł bliżej, spoglądając cóż ten wyciągnął i rozłożył na blacie.
    - Pójdź do swego psychicznego przyjaciela, niech cię skatuje, a później spróbuj wziąć szybko prysznic... - burknął, nawiązując do tego pospieszania. Oparł się o biurko, by chociaż trochę odciążyć mięśnie.

    OdpowiedzUsuń

  18. Stukot tych cholernych butów, naprawdę działał mu na nerwy, bo mając je na nogach coś takiego jak element zaskoczenia nie istniało. Teraz też się w tym utwierdził, gdy Sigmar był świadom, że się zbliża jeszcze zanim wszedł do pomieszczenia. W sumie jeśli Niemcom zależało by nie zgubić jeńca... to taka sytuacja była idealna.
    Uniósł odrobinę brew, widząc jak został zmierzony wzrokiem, ale nie powiedział nic na ten temat. Chyba nie bardzo wiedział co mógłby powiedzieć, oceniające spojrzenie czasami działało mu na nerwy, ale teraz już chyba bardziej podburzyć go nie mogło. Przekrzywił odrobinę głowę, prychając tylko cicho pod nosem.
    - To chyba w sumie dobrze, nie poznasz uczucia, gdy przyjaciel wbija ci nóż w plecy – rzucił mimowolnie, wracając na moment myślami do sytuacji sprzed paru tygodni, która odcisnęła się na nim bardziej niż powinna. Jednak dotąd przez nadmiar wrażeń, udało mu się nie myśleć o tym, co się wydarzyło.- Chociaż, dziwne, że ty i Meyer nie pałacie sympatią do siebie – mruknął, ale nie rozwinął myśli. Zignorował jego ponowne spojrzenie, przyglądając się mapie, którą miał przed sobą. Nie zajął odsuniętego krzesła, jedynie pochylił się bardziej nad mapą i przesunął powoli palcami po niej. Zatrzymał dłoń przy mieście w którym byli, by zaraz przesunąć palcem na wschód, ale tam trafiał w sumie już tylko na Moskwę.
    - Co jest do cholery – wymamrotał po rosyjsku, zapominając całkiem, że jego towarzysz zna ten język i to dość dobrze. Zerknął na otoczenie Smoleńska, strategiczne miejsca, które pamiętał z mapy jaką miał u siebie i wiedział już jak wycofują się wojska, ale nagle zmienił zdanie co do wydania swych cholernych towarzyszy broni.- W notatce musiał być błąd, nie wycofali by wszystkich na wschód – mruknął i wzruszył ramionami.- Potrzebowałbym trochę więcej czasu z mapą, by zrozumieć, co oni wymyślili... a co nie było planowane – dodał.
    Usiadł na krześle, które wcześniej odsunięto, ale dopiero teraz poczuł, że faktycznie musi siąść.
    - Chcesz tą cyrylicę? - spytał, by zmienić temat. Wolał zająć sie szyfrem, niż dalej wpatrywać w mapę i pojmować, jak źle wyglądała sytuacja.

    OdpowiedzUsuń
  19. Nie odpowiedział czy faktycznie poznał, nie musiał w końcu... czuć było w końcu, że Niemiec wcale nie zadał mu tym pytania, a Mikha nie miał ochoty potwierdzać mu tego dodatkowo.
    - Wcześniej – mruknął krótko. Tamta sytuacja miała miejsce parę miesięcy przed Smoleńskiem i wolał aby poszła już w niepamięć.
    Patrząc na mapę i pojmując sytuację, żałował tego że wyrwał się ze stwierdzeniem iż pokaże najbliższy cel Rosjan. Mógł ich naprawdę udupić, a nie był takim chujem, powinien rozegrać to trochę inaczej, chociaż wiedział, że cokolwiek wymyśli teraz będzie to skonfrontowane z informacjami jakie już posiadali Niemcy.
    - Nie wiem ile, może paru godzin – wzruszył ramionami, mówiąc pierwsze co wpadło mu do głowy.- Przydałby się też mój drugi kompan, miał trochę więcej do czynienia ze strategiami jakie obierają teraz nasi – dodał. Nie miał pewności czy to dobry pomysł wciągać w to politycznego, ale ten mógł faktycznie być przydatny.
    Zastanowił się co potrzebował, aby jak najlepiej przedstawić mu cyrylicę.
    - Daj kartkę i coś do pisania... rozpiszę ci to jak dziecku, ale będzie najłatwiej wtedy – odparł, a gdy dostał co potrzebował, zaczął szybko rozpisywać całą cyrylicę by zaraz obok napisać tą zmienioną.- Połowa znaków jest zmieniona, przy czym przypomina całkowicie inne litery... jeśli chcesz się tego nauczyć, zapomnij o alfabecie rosyjskim w wersji w jakiej go znałeś wcześniej – wyjaśnił mu. Tłumaczył mu powoli zasady szyfru, chociaż miał ochotę zacząć kantować i sprawdzić czy mężczyzna zorientuje się w błędach jakie mu podaje.

    OdpowiedzUsuń
  20. Uśmiechnął się krzywo, widząc zdziwienie mężczyzny, że szyfr okazał się tak prosty.
    - Widzisz, najtrudniejsze do odczytania są te najprostsze szyfry – odparł, odłożył pióro, odchylając się by wygodniej siedzieć i skrzyżował ręce na torsie.- To miało być użyteczne dla Nas, a mylące dla Was... przy czym nie miało być bardzo skomplikowane, ponieważ notatki zapisane w taki sposób są szybko pisane. Nie praktycznym byłoby jeśli istniało by do tego kilka tabel jak w pozostałych szyfrach – wyjaśnił mu, nie czuł się jakoś źle, że zdradza to.
    Milczał już, gdy został uciszony gestem i podniósł się powoli, czując nerwowość Schurza, wiedział, że coś się dzieje i jest źle. Skierował się do drzwi, zwalniając kroku kiedy do środka wszedł Freischer. Spojrzał na niego z równą niechęcią, prawie wrogością co Niemiec na niego. Nie widział potrzeby by zachowywać neutralność wobec niego albo udawać chociaż, że czuje wobec niego respekt. Opuścił pomieszczenie, zaraz wracając z teczką, którą chciał Sigmar.
    Dopiero kiedy ją wziął i wracał, zrozumiał jak potulnie wypełnił polecenie tego cholernego szwaba. Przeklną pod nosem, zaskoczony rozwojem sytuacji zachował się jak chłopiec na posyłki, a to godziło w jego dumę. Rzucił zamkniętą teczkę na blat biurka, wbijając ponure spojrzenie w mężczyznę.
    - Stało się coś? - spytał zanim zdążył ugryźć się w język. Nie chciał by wyszło, że przejmuje się sytuacją tego osobnika, chociaż po części powinien... był w końcu jego szansą na przeżycie. Nie odezwał się więcej, czekał aż zostanie sam, później tylko zabrał Morozova od pracy, żeby mogli pogadać o tym co się dzieje na froncie.
    Analizowali mapę, zestawiając informacje jakie obaj posiadali. Yashanov wiedział, że drugi rusek jest tchórzem i powiedziałby wszystko aby tylko dożyć kolejnego dnia... jednak pod groźbą zmusił go, aby trzymał jęzor za zębami i nie paplał wszystkiego co wie. W końcu dogadali się, uzgodnili co i jak, by później posiedzieć już, korzystając z jeszcze tego czasu . Mikhail musiał przyznać, że nie przepadał za tym typem, ale był to w końcu ktoś z kim mógł pogadać w ojczystym języku i było to całkowicie swobodne.
    Morozov wrócił w końcu do swojej pracy, a Mikha czytał meldunki do których miał dostęp. Zerknął po jakimś czasie na zegar, który wisiał na ścianie, orientując się, że minęły już trzy godziny odkąd Sigmar gdzieś polazł. Ciekawiło go co się działo nagle, ale wątpił by dowiedział się czegokolwiek.

    OdpowiedzUsuń
  21. Mógł bez sprzecznie przyznać, że się obijał. Przez większość czasu słuchał odgłosów dobiegających z zewnątrz i gdyby nie inny język, poczułby się prawie jak wśród swoich. To samo darcie ryjów na młodych żołnierzy, irytujące śmiechy i dopieprzanie sobie wśród wyższych stopniem. Poprawił się nieco na krześle, krzywiąc się, gdy ból w okolicy nerek nasilił się wyraźnie, ale nadal był do wytrzymania. Spojrzał ponownie na zegar, ale czas okropnie się dłużył, gdy panowała taka cisza i nie było do kogo wypowiedzieć słowa nawet. Mimo to dla zabicia czasu nie chciało mu się i tak pracować, nigdzie się nie spieszył... nie zależało mu na zakończeniu tego jak najszybciej, zamiast tego głównym celem było w końcu przeciąganie tego do oporu.
    Drgnął nieco nerwowo, gdy usłyszał skrzypienie otwieranych drzwi. Wbił momentalnie spojrzenie w Schurza, zaraz też oceniająco zmierzył go wzrokiem. Nie wyglądał najlepiej... i to była jedyna myśl jaka przyszła do głowy Yashanovi.
    - Stawiam na pecha... obojętnie o co chodzi – mruknął i szybko przekonał się, że chyba ma rację. Patrzył na mężczyznę z niezrozumieniem, gdy ten mówił do niego coś co brzmiało wręcz nierealnie, a przynajmniej dla niego samego.- Spec od szyfrów – wydusił, dusząc w sobie ponuro śmiech. Do speca wiele mu brakowało, a to, że cokolwiek wiedział można było zgonić na jego niezdrową ciekawość wszystkiego. Powód stanięcia przed plutonem, był całkowicie zrozumiały, ale gdy usłyszał, że do nich ma dołączyć Sigmar za zdradę nie wytrzymał już. Parsknął śmiechem, co w sumie nie było najlepszym pomysłem, bo zaraz syknął z bólu, ale pomimo syku dalej krztusił się śmiechem.
    - Oj, komuś bardzo nie pasujesz tutaj – odparł kiedy się uspokoił.- Nie chcesz miana zdrajcy? Powiem ci, że życie z taką łatką wcale nie jest złe – prychnął rozkładając nieco ręce, żeby podkreślić, że w sumie sam miał już opinię zdrajcy, a jednak żył i miał się dobrze... no prawie dobrze. Spoważniał już, gdy dostał kartkę zapisaną cyrylicą. Przesunął wzrokiem po tekście i uniósł nieco brew.- To chyba jakiś dokument z góry – stwierdził.- Widziałem takie nie raz, ale w normalnych wersjach i raczej nigdy nie czytałem ich dokładnie z treści, takie rzeczy przechodziły zawsze przez ręce... jakby to... generalskie, rzadziej coś takiego dostawał oficer – wyjaśnił. Widząc minę Niemca, uśmiechnął się słabo, wydawałoby się kpiąco.- Nie przeczytam ci tego tak od razu, tak zdolny nie jestem, ale znam ten układ tekstu, stąd też mogę wnioskować, że to coś bardzo ważnego albo ktoś robił sobie żarty, a wy dajecie się na to nabrać – wzruszył ramionami, odkładając kartkę na blat.
    - Skąd to macie? - spytał zaraz, by wiedzieć w co może się pakować.

    OdpowiedzUsuń
  22. Nie potrafił z powagą podejść do tego, że Sigmarowi sypało się wszystko. Nic ich w końcu nie łączyło, poza faktem, że w jakimś stopniu byli sobie potrzebni aby przetrwać najbliższe dni lu trochę więcej. Widząc jak mężczyzna opiera się o ścianę, zrobiło mu się odrobinę żal go, ale nie na tyle by mu to powiedzieć. Spojrzał na kartkę, którą teraz leżała przed nim i zastanowił się cóż to za pewne źródło.
    - Kto? - spytał już bardziej konkretnie, bo powoli przeczuwał o co może z tym chodzić. Błądził wzrokiem po tekście, ale nie miał nawet cienia pomysłu jak zabrać się do tego co miał przed sobą. Ciężko było zabrać się za coś takiego, gdy nie miało się pojęcia jakiego szyfru tu użyto. To było jak błądzenie we mgle.- Łatwo powiedzieć... gorzej cokolwiek zrobić – odparł.
    ***
    Przesiedzieli nad tym w sumie całą noc i pół kolejnego dnia, a postępu brakowało. Yashanov wyprostował się, odchylając na krześle, był odrętwiały od tej samej pozycji od kilku godzin. Rozmasował kark, odwracając głowę w stronę Schurza, wspartego o biurko i drzemiącego. Nie dziwił mu się, sam już walczył ze zmęczeniem.
    - Mógłbym cię zastrzelić twoją własną bronią... kretyn – mruknął cicho, gdy dotarło do niego jaką szansę dał mu los, a przynajmniej wyglądało to jak szansa bo w praktyce mogło wyglądać o wiele gorzej. Poza tym sam nie wiedział skąd, ale miał pewność, że nie powinien ryzykować w tej chwili.
    Zaczął znów kreślić na kartce możliwe klucze do tego szyfru, ale gdy zapisał już całą kartkę i jedynie co osiągnął to pokreślił wszystko. Ze zirytowaniem rzucił pióro na blat, odsuwając się gwałtownie od biurka, a przy tym narobił trochę hałasu. Nie miał cierpliwości do takich rzeczy i teraz najbardziej to odczuwał. Ścisnął palcami nasadę nosa, próbując opanować emocje. Wbił spojrzenie w Niemca, widząc, że ten już wrócił do rzeczywistości.
    - Macie tutaj tego swojego kryptologa? I jest szansa, że by tu przyszedł? - spytał, istniała jakaś szansa, że z kimś takim cokolwiek im wyjdzie albo chociaż znajdą jakikolwiek punkt zaczepienia.

    OdpowiedzUsuń
  23. Wbił w niego rozdrażnione spojrzenie, gdy mężczyzna spróbował wyładować na nim jakąś swoją złość.- Gdybym miał to bym rzucał – odparł sucho.- Czyżbyś się już wyspał? - prychnął ostro, chociaż raczej nie musiał go uświadamiać jakim był kretynem ucinając sobie drzemkę.
    Uśmiechnął się oszczędnie, gdy Sigmar podniósł się od razu, by zrobić co powiedział. To była przyjemna odmiana, bo ponownie poczuł się jak u siebie, gdy młodsi stopniem wypełniali jego polecenia bez zająknięcia. Każdy był wtedy świadom czym kończy się sprzeciwianie Mikhailowi, więc nikt nawet tego nie próbował.
    Czekał cierpliwie, aż Schurz wróci z kryptologiem, nie próbował już nawet sam zabrać się za ten cholerny szyfr, nie miał do tego cierpliwości. Spojrzał na Niemców, gdy ci weszli do pomieszczenia... nie ruszyło go to, że został zignorowany, sam przecież nie zamierzał się witać ze szwabem za którego miał odwalać robotę. Nie rozumiał jak można mieć tak beznadziejnych ludzi w armii, że jeńcy musieli robić ich pracę. Milczał jedynie obserwując kryptologa przy pracy, nie mając chęci, aby mu pomóc z czymkolwiek. Jedyny szwab, którego jakoś tolerował to był Schurz i wiedział, że to się nie zmieni, chyba że na gorsze. Wychowanie w niechęci do Rzeszy i jej obywateli robiło swoje, dotąd pamiętał jaką katorgą było dla niego uczyć się ich języka.
    Wziął głębszy wdech, by się rozluźnić i opanować nerwy. Zerknął na kubek z kawą, zdziwiło go, że Sigmar przyniósł trzy kawy w końcu dzielenie się kawą z jeńcem, nie było czymś normalnym.
    Przechylił się do przodu, by zerknąć gdzie spadły krople i jakich szkód narobiły, ale zaraz skupił się na treści, gdy usłyszał, że coś jest. Podniósł się z krzesła by mieć lepszy widok na całość.
    - Hmm, chyba masz rację... ale jest jakaś dziwna – przechylił głowę, próbując to rozgryźć. Odwrócił nagle kartę, by tekst był do góry nogami i parsknął cicho.- Faktycznie masz lustrzane odbicie i odwrócone litery jeszcze – dodał.
    Uniósł zimne spojrzenie na Niemca.
    - Macie dość dobrych tłumaczy? Czy jeszcze będziecie próbowali wykorzystać mnie do przepisania tego na wasz cholerny język? - spytał, mówiąc po rosyjsku, bo zawsze istniała szansa, że zostanie zrozumiany tylko przez jednego. Domyślał się, że jeśli ktoś włożył tyle pracy w zaszyfrowanie tego to na pewno używał jeszcze słów, które nie były potocznie znane.

    OdpowiedzUsuń
  24. Pozornie pozostał obojętny czy wręcz znużony, ale w ciemnych tęczówkach dało się dostrzec złość. Wkurzało go, że jest traktowany jak kundel, któremu ściąga się smycz, żeby ograniczyć mu swobodę ruchu i utemperować charakterek. Oczywiście, był świadom, że jako jeniec nie miał żadnych praw i mógł skończyć gorzej, ale to nie zmieniało faktu, że nie podobało mu się to, co się dzieje.
    Nie odezwał się więcej, tracąc zainteresowanie mężczyznami, na których towarzystwo był chwilowo skazany. Kiedy pierwszy raz zamknięte zostały drzwi, zerkną z czystą niechęcią na Sigmara, który jeszcze postanowił kontynuować swoją wypowiedź.
    - To baw się współpracę z Morozovem... to on jest tym zastraszonym i cichutkim – prychnął. Gdy został sam, wyrzucił z siebie wiązankę przekleństw, dając upust tłumionym emocją.
    Przez czas, jaki siedział w pomieszczeniu bez nikogo, oczywiście zdążył przeszukać biurko, ale nic ciekawego nie znalazł. Poczuł się aż rozczarowany tym, że tutaj za cholerę nic nie było. Wstał w końcu od biurka, by rozprostować nogi i zmusić mięśnie do pracy, a przy tym szybciej wrócić do pełnej sprawności. Dostał w końcu tylko wpierdol, nie pierwszy i nie ostatni raz, dlatego nie zamierzał oszczędzać się aż tak bardzo, mimo że jedyne, o czym teraz marzył to uwalić się w jakimś wygodnym miejscu i uciąć znów drzemkę. Nigdy nie miał takiego zapotrzebowania na sen, często też nie spał po dwa czy trzy dni i nie odczuwał braku snu tak wyraźnie.

    To jak cicho wszedł Schurz, sprawiło, że został prawie przeoczony przez Yashanova. Jednak skrzypiąca deska w podłodze, była sygnałem dla Rosjanina, że ktoś jest w pomieszczeniu. Odwrócił się od okna, opierając zaraz tyłkiem o parapet i skrzyżował ręce na torsie, wysłuchał go, ale nie ruszył się od razu z miejsca. Po paru minutach ciszy dopiero odepchnął się od parapetu i podszedł ponownie do biurka.
    Wziął pióro do ręki, wyciągnął mapę, która została przykryta przez kartki. Zaznaczył kółkiem miasto, w którym się znajdywali, a później narysował od tego strzałki do kilku mniej strategicznych miejsc, gdzie zbierała się armia. Ominął dwa najważniejsze cele, gdzie miały ruszać oddziały, a czego Rzesza mogła nie wiedzieć jeszcze. Po narysowaniu tego wytłumaczył wszystko, byle później nie musieć do tego wracać i tłumaczyć jeszcze raz.

    OdpowiedzUsuń
  25. Kiedy padło pytanie, dlaczego tak sądzi... zawahał się na moment, by zaraz wzruszyć ramionami i wyjaśnić, że tyle pamięta z planów i jest to najlogiczniejsze działanie, gdy przegrywa się już którąś bitwę. Nie chciał wdawać się w zbędne szczegóły, wypowiadać własnego zdania, bo to nie było miejsce i towarzystwo do takich zwierzań.
    Wrócił na poprzednie miejsce przy oknie, czuł w kościach, że ta rozmowa nie przebiegnie tak dobrze jak powinna. W sumie powinien docenić fakt, że Such nie chciał go przesłuchiwać tak otwarcie, a oferował w zamian również odpowiedzi na pytania.
    - Dobra, niech będzie taki układ... ale odpowiedzi mają być prawdziwe, obojętnie jak niewygodne byłoby pytanie – zaznaczył jasno warunek, chcąc mieć chociaż trochę pewności, że ten nie będzie kantował... mimo że samemu przy tym zmuszał siebie do mówienia prawdy.
    - Czemu mi pomogłeś i zabrałeś przed egzekucją? - spytał, bo to było istotne i wolał się upewnić czy na pewno chodziło jedynie o pomoc w pracy. Nie ufał mu w jakimś stopniu, przeczuwając, że za działaniem Sigmara kryje się coś innego, ale nie był wstanie się tego domyślić w tej chwili.

    OdpowiedzUsuń
  26. Czekał cierpliwie aż dostanie odpowiedź, chociaż przeczuwał, że nie dowie się niczego nowego, a jedynie usłyszy coś całkowicie oczywistego. Pokręcił nieco głową, wyraźnie rozczarowany tym co dostał w odpowiedzi. Nie ufał, że to był cały powód jego obecności tutaj i całego zachowania Niemca. Miał się już odezwać i podważyć prawdomówność Sigmara, ale wtedy właśnie jego rozmówca zaczął mówić dalej. Wytrzymał jego twarde spojrzenie jakim został obdarzony i w ciszy słuchał tego co wyjaśniał mu Schurz.
    - Przykro mi – mruknął nieco ponuro. Nigdy nie popierał strzelania do sanitariuszy, ale wiedział również, że w chaosie walk, gdy każdy próbował przeżyć i przetrzebić szeregi wroga, odróżnienie medyków od zwykłych żołnierzy potrafiło być okropnie ciężkie. Spiął się mimowolnie wracając myślami do tamtego momentu, gdy ten przeklęty szwab, pojawił się jak znikąd i zdjął dwójkę jego ludzi, a jego samego skopał najwyraźniej nie kontrolując się.- Jeden z tych, których zastrzeliłeś, zostawił w domu żonę w ciąży... kiedy wyjeżdżaliśmy, obiecałem jej, że oddam jej męża... całego i zdrowego – słychać było pewne zmęczenie w jego głosie oraz niepokój związany z tym, że jeszcze istniała szansa iż kiedyś stanie przed nią, ale zamiast dotrzymać słowa, będzie musiał stawić czoła tej drobnej kobiecie o wyjątkowo hardym charakterze. Nie miał pojęcia po co to mówi, teraz to nie miało znaczenia, a Sigmara najpewniej to obejdzie całkowicie.
    - Jak skurwysyn? - parsknął nagle.- Gdybyś tylko wiedział jak wymyślne sposoby twojej śmierci pojawiły się wtedy w mojej głowie - prychnął pod nosem. Tak bardzo go wtedy nienawidził, chciał zobaczyć jak wykrwawia się w cierpieniu za to, że go tknął. Pieprzony pies Hitlera, próbował zrobić sobie z niego worek treningowy. Teraz trochę się zmieniło, nienawiść osłabła, ale nie zniknęła całkowicie... nie pozwalał sobie zapomnieć, że to dalej jest jego prawdopodobny kat.
    Zmierzył go spojrzeniem, gdy padło pytanie dość niewygodne w tym momencie. Oczywiście, że w Armii nie uznawano poddania się, każdy jeniec wojenny, który miał szansę przetrwać koszmar w łapach Niemców, po uwolnieniu był stawiany na równi z dezerterami i jeśli unikali śmierci jakimś cudem, to traktowano ich jakby nie byli ludźmi, nawet psy były traktowane wtedy lepiej.- Złapano mnie, czy to nie jest jasne? - stwierdził, nie chcąc tak od razu odpowiadać. Westchnął ciężko, rozmasowując kark dłonią.- Kiedy zorientowałem się, że została nas garstka z zerowymi szansami, kazałem moim ludziom spieprzać stąd jak najdalej, bo chyba tylko ucieczka mogła ich uratować... ale nikt się nie ruszył.- skrzywił się nieco, pamiętając ten upór na twarzach żołnierzy.- Zostali ze mną, więc ostatni rozkaz jaki im wydałem to, aby walczyli o swoje życie... a zapomnieli o ZSRR – nie spoglądał już na Sigmara, wpatrywał się za to w podłogę, będąc teraz myślami przy tamtej chwili.- Zostaliśmy otoczeni, a ja musiałem zapomnieć o własnej dumie, gdy sytuacja zmusiła mnie do upuszczenia broni, dając tym znać swoim, aby też to zrobili – zamilkł w końcu.
    Przez kilka długich minut stał w ciszy, pogrążony we własnych myślach i czując teraz jeszcze wyraźniej gorzki smak porażki.
    - Jesteś za miękki na esesmana, jakim cudem dochrapałeś się tego stanowiska? - spytał z krzywym uśmiechem, by ukryć skrajne emocje jakie odczuwał teraz i nieco zirytować swego rozmówcę.

    OdpowiedzUsuń
  27. Wzruszył ramionami, gdy Sigmar nie uwierzył jego słowom. Nie zamierzał ciągnąć tego tematu i udowadniać mu niczego. Żałował śmierci nie których ludzi i nic nie mogło tego zmienić. Oczywiście według logiki wojny, jednostka nie była ważna... liczyło się coś więcej, ale świadomość tego wcale nie zmieniała odczuć większości. Nawet najbardziej racjonalna osoba w którymś momencie dostrzegała głupotę walk i zbyt dużą stratę, a przy tym psychiczne wyniszczenie z każdą kolejną krwawą bitwą.
    Nie zaskoczyło go to z jaką obojętnością Niemiec odniósł się do jego słów, bo faktycznie w jakimś stopniu nie dotyczyło go to. Nie było szansy aby ktoś o pozycji Schurza pierwszy raz strzelił do kogoś, więc Yashanov miał pełna świadomość, że to co powiedział jest bez znaczenia. Znając przewrotność losu to jeszcze nie raz, któryś z nich przyczyni się do śmierci drugiej osoby.
    - Być może – odparł sucho, czy to było szczęście czy bardziej odwleczenie w czasie czegoś co i tak się wydarzy, a pomysły w głowie Rosjanina nadal były dość świeże by w najgorszym momencie wykorzystać któryś. W tej chwili jednak nawet nie skupiał się na tej kwestii, nie było sensu.
    Parsknął okropnie, przechylając nieco głowę.- Nie popełniłbyś samobójstwa... ci którzy odbierają sobie życie zamiast walczyć do końca, nie są postrzegani lepiej niż dezerterzy – stwierdził. Nie chciał teraz tego tłumaczyć, zagłębianie się w tym obecnie było tylko stratą czasu, tej dziwnej logiki i tak nie mógł zrozumieć nikt spoza Armii.
    - Może i cenili, nigdy w końcu nie prowadziłem ich ślepo w rozkaz kogoś wyżej stojącego ode mnie – nie miał dobrej opinii wśród wyższych stopniem, ale każdy cenił go za bezpośredniość oraz umiejętność zachowania zimnej krwi nawet w skrajnych sytuacjach.
    Zmrużył nieco oczy, upajając się widocznym spięciem u Schurza. Fakt, że poruszył go jakkolwiek, był jego małym sukcesem, bo wiedział, że odwrócił tym jego uwagę i mógł chociaż trochę się rozluźnić, odganiając ponure myśli. Zmierzył go wzrokiem, zapominając szybko o wygodnej sytuacji, gdy dystans został zmniejszony do metra. Mimowolnie zmienił pozycję stając w lekkim rozkroku i bardziej prosto, odruchowo przyjmując nieco obronną postawę.
    - Może – szepnął, ale wtedy pojawiało się w jego głowie kolejne pytanie. Czemu Niemiec miałby być inny tylko dla niego. Słysząc pytanie czy chce to wiedzieć, skinął głową na potwierdzenie, bo przecież po to właśnie pytał. Słuchał go, powoli rozumiejąc jakim cudem ten mężczyzna wdrapał się na oficerski stopień, ale i tak był tym zdziwiony. Nie powiedział jednak ani słowa, pozwolił sobie jedynie na kpiący uśmieszek.
    Spoważniał dopiero, gdy padło pytanie do niego. Przesunął palcami po szczęce, drapiąc się przy tym po lekkim zaroście, który zdążył się już pojawić i nieco działać mu na nerwy.
    - Głównie pracowałem. Moja rodzina od pokoleń była związana z wojskiem, a widok munduru był całkowicie naturalny w moim domu, więc przez pewien okres w życiu nie chciałem iść w ich ślady... ale jak widać skończyłem tak samo. Krótko przed rozpoczęciem wojny dostałem się do Akademii Wojskowej z czego nie była zadowolona moja narzeczona – wspomnienie niziutkiej blondynki, która wściekała się, że złożył podanie na akademię, wywołało na moment cierpki uśmiech na jego twarzy.- A teraz nie pozostało mi nic jak żałowanie, że nie wybrałem sobie studiów o normalnym profilu, który w efekcie nie wpakowałby mnie w sam środek walk o przetrwanie – rzucił zaskakująco lekkim tonem.
    Przyjrzał się swojemu rozmówcy, myśląc nad jakimś pytaniem, ale o dziwo miał pustkę w głowie. Nagle pojawiło się jedno, ale była również świadomość, że za dużo ryzykuje i zacznie przy tym stąpać po jeszcze bardziej niepewnym gruncie.
    - Mówiłeś, że w Rzeszy radzicie sobie z pedalstwem – zaczął powoli, odpychając się od parapetu i naruszając nawet ten marny metr jaki ich dzielił.- Niby jak? - spytał, robiąc dwa kroki w jego stronę, a przez to stając zdecydowanie zbyt blisko.- I czemu mam wrażenie, że wcale tak łatwo tego nie tępicie... albo nie zauważacie wszędzie – szepnął dość znacząco.

    OdpowiedzUsuń
  28. Dziwiło go to, że powoli Niemiec przestawał reagować na jego zaczepki, jak gdyby przyzwyczaił się do jego zachowania już. To dało mu trochę do myślenia i postawiło za cel, by drażnić go bardziej... żeby nie miał za łatwo. Przesunął kciukiem po swojej brodzie, widząc wyraźnie jak Schurz wodzi wzrokiem za jego dłonią i musiał przyznać, że było to trochę zabawne.
    - Miałem – odparł, zaraz nieco przygryzając wargę, gdy pojął, że niepotrzebnie to powiedział.- Rozstaliśmy się w dniu mojego wyjazdu – dopowiedział, ale nie tłumaczył tego bardziej. To było w końcu jego życie i fakt, że nie chciał zmuszać kobiety do czekania na niego, gdy może w ogóle nie wrócić lub zjawić się z tak zrytą psychiką, że bycie z nim byłoby najgorszą rzeczą jaką mógł jej zrobić. Teraz patrząc na swoje wcześniejsze życie z innej perspektywy i tak dziwił się, że udało mu się stworzyć z jakąkolwiek panną poważny związek.
    Naruszanie przestrzeni osobistej szwaba, okazało się w tej chwili lepszą zabawą niż wspominanie osób, których nie było w pobliżu. Starał się odszyfrować każdą emocję jaką wzbudzał w Sigmarze, a nie było to wcale tak ciężkie, bo mężczyzna najwyraźniej nie starał się ukrywać zaskoczenia i niepewności. Ewentualnie wszystko działo się za szybko, aby niemiecki oficer zdążył zapanować nad sobą. Wykrzywił wargi w uśmiechu, ale tym razem nie było w tym kpiny, a zwykła zadziorność. Nie wątpił, że w jego oczach widać było wyczekiwanie na jakąś mądrą reakcję ze strony Schurza. Zamiast tego zobaczył wrogość i chyba poczuł się zawiedziony, gdyż robiło się to zbyt schematyczne.
    - Nie widać... ale jak dla mnie to dobrze – mruknął, wydawał się w tej chwili wręcz szczeniacki.- Pokaż, jestem ciekaw tego paragrafu – chyba nie bardzo go to interesowało, ale w sumie mógł zerknąć na to. Zastanowił się nad tym co ma chęć teraz zrobić, nie czuł wahania, a jedynie rozważał konsekwencje. Najwyżej wypluje wszystkie zęby, jak dostanę w pysk... albo wygram kolejne godziny z Meyerem . Zaryzykował jednak i szybciej niż Niemiec mógłby zareagować złapał go za koszulę na piersi i przyciągnął jeszcze te ostatnie centymetry. Przycisnął wargi do jego ust, mając w tym wyjątkowo dużo wyczucia, dzięki czemu nie był tak agresywny w tym co robił. Pocałunek był spokojny, chociaż, gdy Mikha nie poczuł żadnej reakcji, nieco ugryzł Sigmara w dolną wargę, chcąc go tym sprowadzić na ziemię.

    OdpowiedzUsuń
  29. Liczył się z taką reakcją w końcu stąpał po niepewnym gruncie, podejmując decyzje, której skutki mogły być dla niego opłakane. Skupiając się na tym, by zlikwidować dystans między nimi, usłyszał dźwięk odpinanej kabury i odbezpieczanej broni. Ten drugi dźwięk wręcz włączył mu w głowie czerwoną lampkę, zmusił do spięcia mięśnie, puścił żyłami adrenalinę. Nie padł jednak strzał, a jedynie rozległ się głuchy dźwięk upuszczanej broni. Nie bardzo wiedział co w tej chwili myśleć, pocałunek, który sam zaczął rozproszył jego uwagę na tyle, że jedyne co docierało do niego to przyjemna miękkość ust Sigmara.
    Czując odepchnięcie, skrzywił się wyraźnie, ale również poddał temu. Cofnął się o dwa kroki by odzyskać równowagę, ale przy tym poczuł pod plecami zimną ścianę obok okna. Wbił przeszywające spojrzenie w Niemca, nie odzywając się ani słowem... bo żaden dźwięk w tej chwili nie chciał opuścić jego ust. Widział budzący się gniew i czuł w kościach, że teraz przyjdzie mu zapłacić za bezmyślność i impulsywność z jakiej słynął. Odwrócił nieco głowę, żeby odruchowo uniknąć ciosu w twarz, ale ten nawet nie padł.- Nie wyobrażam sobie więcej niż ty – odparł sucho. Drgnął nieco, gdy trzasnęły drzwi, ale zaraz odetchnął ciężko.
    - Kretyn – burknął pod nosem.- Zdechniesz przez swoją głupotę – mruknął w przestrzeń, zdecydowanie do samego siebie. Zerknął w dół na podłogę i uniósł aż lekko brew, widząc leżącą tam broń.- Następny wybitny – szepnął, schylił się po pistolet. Wyjął z niego magazynek, by zaraz sprawdzić komorę i załadować magazynek z powrotem. Zostawił sobie tylko jeden nabój, który schował do kieszeni spodni. Zabezpieczył broń, warząc ją z przyzwyczajenia w dłoni. Chociaż minęło kilka dni to naprawdę zatęsknił za pistoletem w kaburze, brakowało mu ten świadomości, że w razie niebezpieczeństwa może sięgnąć do pasa.
    Powinien ją wziąć i spróbować stąd uciec albo chociaż wytłuc tylu szwabów ilu się tylko da. Zamiast tego, wybrał inną strategię, może bardziej ryzykowną. Ruszył w stronę drzwi, by zaraz wyjść na korytarz i spojrzeć na Schurza z tą sama lodowatą beznamiętnością z jaką patrzył na niego pierwszego dnia.
    - Chyba coś zgubiłeś, co? - mruknął, opierając się barkiem o ścianę blisko drzwi, a przy tym odpowiednio daleko od Niemca. Obejrzał jeszcze raz broń, chociaż nie pierwszy raz miał z tym modelem do czynienia, a zrobił to tak otwarcie, by szwab pojął, że jest teraz bezbronny. Parę tygodni temu zdążył ją już wypróbować na żywym celu, a przy tym byłym jej właścicielu. Przez chwilę nawet miał chęć powtórzyć tamtą strzelaninę, ale rozsądek szybko zabił tą durną myśl.
    Złapał za lufę i wyciągnął rękę w stronę Sigmara, podając mu to co należało do niego.- Trzecie pytanie... nie zadałeś żadnego – rzucił nagle, jak gdyby przed chwilą nic się nie wydarzyło.- Dokończmy tą durną grę... i miejmy to już za sobą – dodał.

    OdpowiedzUsuń
  30. Domyślał się jaki strach musiał odczuć Sigmar, gdy zobaczył swoją broń w innych rękach. Zakładał, że sam straciłby na pewności, gdyby znaleźli się w odwrotnej sytuacji, bo w końcu skąd miał wiedzieć co drugiemu odwali i co postanowi zaraz zrobić.
    Obserwując mężczyznę, mógł się założyć, że trybiki w jego głowie pracują teraz na wyższych niż zwykle obrotach. Spodobała mu się jednak ta zawziętość w spojrzeniu Schurza, bo wyraźnie nie zamierzał drżeć przed możliwym spotkaniem ze śmiercią. Jego pewność siebie prawie imponowała Rosjaninowi, ale nie planował mu tego powiedzieć wprost.
    - Nigdy niemów mi co mam robić – burknął nieco rozeźlony, że szwab tak szybko postawił go w równym szeregu ze skurwielami, którzy strzelają między oczy człowiekowi nieuzbrojonemu. Chociaż raz zdarzyło mu się strzelić w plecy dupkowi, który wcześniej próbował go posłać na tamten świat, to nie było jednak zasadą.- I nie myśl, że mnie znasz – dodał, gdy usłyszał, że po to niby tu przyszedł.
    Widział, że ten zbliża się ciągle i prawie domyślał się co planuje, próba zawalczenia o życie, była chyba odruchem w takiej sytuacji. Jednak gdy byli już dość blisko siebie, cierpliwie trzymał broń za lufę i czekał.- Trochę więcej ufności, bo poczuję się zawiedziony i urażony – prychnął kpiąco, krzyżując zaraz ręce na wysokości klatki piersiowej. Uśmiechnął się krzywo, gdy pistolet został sprawdzony, a był to chyba najbardziej normalny odruch jakiego spodziewał się po tym osobniku. Wywrócił oczami, gdy padło że ma pokazać kieszenie, ale nie zrobił tego, zwyczajnie zignorował to polecenie.
    - Nie wiele o nim wiem, jest politycznym, którego wciśnięto mi, bo nikt inny nie chciał się z nim użerać – odparł, dając mu chociaż trochę informacji o Morozovie, mimo że i tak niewiele wiedział o tym człowieku i w sumie wcale nie było mu z tym źle. Zmierzył wzrokiem Niemca, zanim odpowiedział mu na kolejne pytanie. Nie bardzo garnął się do tego, by wyjawiać wszystko.- Jestem podoficerem, chociaż dzień przed ostatnią bitwą padła propozycja, aby awansować mnie za zasługi... więc nieoficjalnie zostałem podporucznikiem. Na twoje to chyba będzie Untersturmfuhrer – wyjaśnił mu.- Byłem w dywizji strzeleckiej i tyle ci chyba wystarczy – dokończył, chociaż wiedział, że ten znów może zareagować złością na jego zbytnią pewność siebie i bezpośredniość w złym znaczeniu.
    Odsunął się od ściany, stając bardziej prosto w końcu. Chciał stąd już iść, potrzebował chwili przerwy i przynajmniej paru minut drzemki, póki miał okazję. Jednak to co nagle usłyszał, zatrzymało go w miejscu od razu.
    - Nie wiem za co dziękujesz, ale nie ma sprawy – odpowiedział spokojnie, nieco jakby ostrożnie bo sytuacja robiła się dziwna. Pokręcił nieco głową, dusząc uśmiech w sobie, by tym samym nie palnąc niczego durnego. Jasne, że go sprawdzał, chciał zrozumieć co temu facetowi siedzi w głowie i czy faktycznie nie mylił się co do jego zachowania. Niestety nie dostał zbyt wielu odpowiedzi...
    - Przed trzema minutami, rzucałes się jak wściekły i trzaskałeś drzwiami, a teraz pytasz czy mi się podobasz? - parsknął, nie umiejąc się opanować.- O co ci chodzi, Sigmar? - spytał, pierwszy raz decydując się na użycie jego imienia.

    OdpowiedzUsuń
  31. Nie obchodziło go to, że stopniem jest niższy od tego Niemca, nie miało to kompletnie znaczenia, bo przecież nie byli w jednej armii. Gdyby stali po jednej stronie może nie byłby zadowolony, że musi tyle czasu spędzać w towarzystwie osoby, która mogła pochwalić się wyższą pozycją. W obecnej sytuacji i tak był zdany na kaprysy Schurza. Wolał o tym jednak nie myśleć... tak było mu łatwiej. Co do tego co zrobił to nie planował tłumaczyć się, dlaczego zdecydował się oddać broń zamiast wykorzystać sytuację. Miał w tym swój cel, wymyślną strategię, która w przyszłości może się przydać bardziej niż wszelkie kombinowanie i zbyt ryzykowne posunięcia... chociaż w kwestii przyszłości zachowywał rozsądek.
    Próbował rozgryźć za co dostał podziękowania, nic co zrobił wcześniej nie zasługiwało na takie słowa z ust tego chyba zbyt dumnego Niemca. Wiedział jednak, że póki On nie postanowi wyjawić mu powodu to sam na pewno nie zrozumie powodu. Uniósł brew, gdy dostrzegł ten oszczędny uśmiech na twarzy mężczyzny, ale faktycznie coś takiego przez moment było. No i niestety szybko udało mu się zniszczyć ten niecodzienny widok, bo kolejne słowa wręcz zdarły uśmieszek z twarzy szwaba... ale Mikha nie żałował tego. Chciał pojąc czego chce Schurz, bo z minuty na minutę sytuacja stawała się coraz dziwniej.
    - Wszyscy chcemy być normalni, ale każdy to utrudnia – mruknął pod nosem, mimo że nie dbał czy jego rozmówca zrozumie słowa.- Oczywiście – rzucił nie hamując kpiny, gdy padła bardziej normalna i łatwiejsza do przyjęcia odpowiedź.
    Wiadomość, że może iść spać, przyjął wręcz ze szczeniacką radością, ale o dziwo w jego postawie nic tego faktu nie zdradziło. Pozostał spokojny, jakby wszystko co dzieje się na około nie wpływało na niego.
    - Gdzie sypia Morozov? - spytał, jawnie dając do zrozumienia, że chce się chociaż na chwilę uwolnić od towarzystwa Sigmara. Poza tym, chciał pogadać z drugim Rosjaninem.

    OdpowiedzUsuń
  32. Wytrzymał jego spojrzenie, czekając aż podejmie tą słuszną decyzję i postanowi wypuścić go stąd. Mimo to był zaskoczony jak łatwo poszło, stawiał na większe problemy z dostaniem się do Morozova, bo w końcu nikt kto logicznie myślał nie pozwoliłby dwóm jeńcom znaleźć się na kilka godzin w jednym miejscu. Spiski były wtedy najbardziej pewne.
    Zmęczenie pewnie już go dobija, skoro zgodził się... przeszło mu przez myśl, ale chwilę później zaklną w myślach, gdy pojął, że broni Niemca nawet we własnych przemyśleniach. Pomimo wszystkich myśli, zewnętrznie starał się pozostać niewzruszony na nic, by nie zdradzić jakichkolwiek emocji.
    Zdziwił się, gdy nagle dostał koc i usłyszał wytłumaczenie tego gestu. Przejawy troski? Był pod wrażeniem, ale również rozbawiło go to w jakimś stopniu, co poskutkowało nikłym uśmieszkiem.
    - Jesteś dziwny – mruknął tylko, ale schował koc, by uniknąć problemów ze strony Niemców, których pewnie będzie musiał minąć. Odruchowo szedł równym krokiem, ramie w ramię obok tego cholernego nazisty, nawet tego nie zauważając, póki nie znaleźli się dość blisko wartowników, którzy pilnowali niezbyt ciekawie wyglądającej szopie.- Będzie ciężka nocka – szepnął pod nosem, znów wracając do ojczystego języka, by nie rozumiano go.
    Nie zwrócił szczególnej uwagi na ton głosu Sigmara, bo chyba nie spodziewał się niczego innego. Opuścili ściany, które mogły zachować dla siebie wszystkie zachowania odbiegające od normy, więc na zewnątrz jedyne co ich łączyło to obustronna nienawiść i chęć by ten drugi zdechł w cierpieniu. Kiedy jeden z esesmanów wepchnął do go środka, wyraźnie poganiając, zacisnął tylko szczęki by nie wyrzucić z siebie czegoś czego mógłby później pożałować.
    Poczekał aż drzwi zostaną zamknięte i dopiero wtedy wyjął koc. Rzucił go w kąt, gdzie zaraz się usadowił, chociaż zgięcie się by usiąść na podłodze, przypomniało mu o tym co zrobił mu Meyer. Burcząc przekleństwa jakie tylko znał, okrył się nieco kocem, który okazał się nawet spory. Usiadł najwygodniej jak się dało i dopiero wtedy zaszczycił spojrzeniem Morozova. Wystarczyło rzucić na niego okiem i Mikha przypomniał sobie, dlaczego go nie znosił... tak samo jak każdego politycznego.- Prędzej ja miałem dość jego – odparł sucho. Gdy tylko jego wzrok przyzwyczaił się trochę do ciemności, zmierzył wzrokiem Rosjanina.
    - Przyznaj się, pieprzony tchórzu, ile już wypaplałeś rzeczy temu Freischerowi? - burknął. Był pewny, że Morozov chronił już swój tyłek, ale chciał wiedzieć, jak źle jest i ile o Nim powiedział Siergiej.

    OdpowiedzUsuń
  33. Widział zazdrość swego kompana, za którego nigdy nie nadstawiłby karku, ale nie interesowało go jak źle wiedzie się jemu. Mógł kombinować, zaczynali na tym samym poziomie, jak i nie na gorszym, bo to w końcu Yashanov został na powitanie skopany, by później dostać powtórkę od tego marnego speca od przesłuchań. To, że udało mu się mniej więcej osiągnąć cokolwiek... było jedynie zasługą, wyćwiczonych już umiejętności strategii. Był świadom ile może powiedzieć, a co musi zachować dla siebie.
    - Zobaczymy kto jutro wyląduje na pysku – wykrzywił wargi w okropnym uśmiechu. W sumie nie miał pewności jak jutro będzie wyglądała sytuacja. Mógł w końcu spieprzyć wszystko, tym cholernym pocałunkiem. Pozostało mu czekać do świtu, skoro wtedy miał wrócić po nich Schurz.
    Nie wiedział czy wierzyć temu tchórzowi, który obecnie mógł stanowić największe zagrożenie. Co prawda był świadom, że Morozov polega głównie na ojczystym języku i w kwestii innych jest skazany na porażkę.- Nie wiedzą nic, co byłoby użyteczne – odparł, nie mijając się z prawdą tak bardzo. W końcu w praktyce potwierdził tylko jeden szyfr na który wpadł sam Sigmar, plus pokazał jeden nie istotny już, więc nie było najgorzej.- Mam wrażenie, że ich plany się sypią... - mruknął nagle, nie wiedział gdzie dotąd szlajał się Morozov, ale może widział coś co potwierdziło by przypuszczenia. Zamierzał podpuścić tego durnego politycznego ciecia, aby zaczął cokolwiek gadać.

    OdpowiedzUsuń
  34. Zaskoczyło go to, że Morozov przełknął jakoś ten przytyk i nie odgryzł się w żaden sposób. Cisza jednak, wzbudziła też więcej nieufności i podejrzliwość. Cichy polityczny to potencjalnie największe niebezpieczeństwo. Oni ciągle szczekali, nie robiąc zbyt wiele pożytecznych rzeczy.
    - Nie, to co wiem opieram na domysłach... Nikt nic nie mówi przy mnie, pewnie już wiedzą, że znam biegle niemiecki – odparł ponuro. Spojrzał wręcz karcąco na towarzysza, gdy ten przysiadł się by podkraść trochę koca. Nie czuł jakoś szczególnej litości względem niego, aby podzielić się ciepłym kocem.- Wehrmachtu? - chciał się upewnić czy dobrze zrozumiał. Nie brzmiało to dobrze, ale również wprost mówiło mu, że Niemcy nie dadzą się tak łatwo zwieść.- Wątpię by lali w gacie – mruknął, analizując teraz to co może się wydarzyć.- Przetrzebią Nas pod Kijowem – szepnął, nie wiedział skąd to przeczucie, ale po prostu było.
    Nieco się przygarbił, przesuwając przy tym. Cieszył się ciszą jaka zapadła, ale po chwili ten gnojek znów się odezwał. Powstrzymał się przed zamordowaniem go wzrokiem, gdy ten użył zdrobnienia jego imienia. Nigdy mu na to nie pozwalał i nie planował zmian w tej kwestii.
    - Nie zaprzyjaźnimy się, nie licz na to... nie ma mniejsza co i kto robił, podważałeś moje rozkazy, a tego ci nie zapomnę – warknął. O takie rzeczy chował urazę długo, a zwłaszcza, że wtedy Morozov był świeżo w terenie i śmiał nawet pomyśleć o tym by zasiać wątpliwość w jego ludziach oraz oficerach stojących wyżej od Yashanova.
    Odetchnął zaraz, by opanować rozdrażnienie jakie udało się wzbudzić w nim. Słuchał go, kiedy ten wyraźnie czuł potrzebę by gadać dalej, zamiast spróbować się zdrzemnąć. Spiął się, gdy pojmował powoli sens tego co paplał polityczny. Pieprzony chłopaczyna był bardziej cwany niż mu się wydawało i w sumie to co kombinował miało sens, ale niekoniecznie Mikhailowi przypadało do gustu to, że musiał odegrać w tym wszystkim większą rolę. Przeniósł spojrzenie ponownie na siedzącego teraz obok mężczyznę.- Jesteś pojebany do reszty, nie będę uwodził pieprzonego Niemca – wycedził, dając powoli upust emocją, jakie kotłowały się w nim. Ostatnia część jaką wyrzucił z siebie Morozov, była ich faktyczną szansa na przeżycie i wrócenie do jakiejkolwiek normalności, ale Mikha wątpił by to wyszło. Niemniej nie miał ochoty już o tym gadać.- Zamknij się już i spierdalaj od mojego koca – odepchnął go od siebie, chociaż nieco brakowało mu fizycznej siły, czego pewnie po sylwetce nie było widać.
    Nakrył się mocniej, chcąc zasnąć, a przynajmniej taki był plan... bo w praktyce zdrzemnął się może z trzy godziny, by później do świtu, myśleć o tym co faktycznie mógł zrobić i czy uwiedzenie Sigmara, nie byłoby najprostszą częścią.

    OdpowiedzUsuń
  35. Nie odzywał się więcej do Morozova, zły za to, że ten kretyn sądził iż spróbuje uwieść Niemca. Miał swoją dumę, a nadstawianie się wobec szwaba, żeby osiągnąć jakiekolwiek korzyści... przy dodatkowym ryzyku, że faktycznie nic nie wskóra, to coś czego nie chciał się podjąć. Przynajmniej tak sądził z początku, później im dłużej o tym myślał, tym nieco bardziej przekonywał się do tego pomysłu. Zauważył te wszystkie spojrzenia jakie rzucał mu Schurz oraz dziwne zmiany jakie zachodziły w mężczyźnie, stąd też stawiał, że zagranie na jego emocjach i uwiedzenie go, nie powinno być wyjątkowo ciężkie. Niemiec mimo wszystko był miękki, więc łatwy do urobienia... i zdążył mu już to powiedzieć, chociaż nie precyzował mu tego.
    Nad ranem, gdy chłód zaczynał robić się trochę upierdliwy, odwinął się z koca i rzucił go na Morozova, który widać tkwiąc w pół śnie, od razu owinął się ciepłym materiałem.
    Zimno w tej chwili było czymś czego Yashanov chciał, pozwoliło mu to uspokoić emocje i myśli, więc mógł na chłodno rozplanować co zrobi przez ten dzień. Oczywiście, jeśli nic się nie spieprzy o świcie, bo po tym co zrobił wczoraj i po całym wzburzeniu Schurza, mógł obstawiać, że nowy dzien przyniesie trochę niespodzianek, które wcale nie będą miłe.
    Kiedy w końcu nastała chwila, gdy wszyscy zaczęli się budzić i słychać było głosy na zewnątrz, Mikhail podniósł się z miejsca. Szturchnął politycznego butem, jak kundla którego woli nie dotykać ręką, bo nie wiadomo jakie choroby ten może roznosić. Wsunął ręce do kieszeni, opierając się zaraz o wychłodzoną ścianę i czekał cierpliwie, aż otworzą się drzwi. W tym czasie skupiał się na głosach jakie dobiegały z zewnątrz, wyłapywał pojedyncze zdania, ale nie padało nic interesującego.
    Wyszedł na zewnątrz, gdy został do tego zmuszony, bo jak to on... nie mógł współpracować z byle kim. Odczekał, aż irytujący esesmani odejdą i jedynym Niemcem w pobliżu będzie Schurz.
    Zmierzył go wzrokiem, zauważając, ze coś jest wyjątkowo nie tak.
    - Ciężka noc? - zakpił, zapominając o towarzystwie drugiego Rosjanina.
    Spiął się nieco, słysząc, że będą pracować u kogoś innego. Kąciki jego ust zadrżały, ale pozostał poważny.- Aż tak cię to ruszyło? - syknął cicho. Kiedy ich spojrzenia się spotkały, Mikha potrzebował chwili zanim pozbył się pewnego zawodu, jaki najpewniej odbił się w jego ciemnych ślepiach. Dostał właśnie cudną nauczkę, zaufał Niemcowi i teraz zobaczył ile jest to warte.
    Cofnął się o krok, rzucając Sigmarowi ostatnie spojrzenie, które nie różniło się niczym od tego jak spoglądał na przełożonego Schurza. Zaniepokoiło go, to jak stracił swoje cholerne opanowanie; Czyżby cień sympatii jaki odczuł do mężczyzny w ciągu tych dni, stał się tak wyraźny, że teraz czuł się rozczarowany?
    Zacisnął zęby, aż mięsień na jego szczęce drgnął. Obejrzał się na Morozova, przypominając sobie o jego obecności.- Odezwij się, a esesmani będą twoim najmniejszym zmartwieniem – szepnął do niego, jawnie ostrzegając, że zrobi mu krzywdę, jeśli ten zakpi z niego. Miał w końcu do tego sposobność po wczorajszych słowach Mikhi o padaniu na pysk. On właśnie to zrobił, chociaż nie dosłownie.

    OdpowiedzUsuń
  36. Milczał, gdy razem z Morozovem był prowadzony do jak się okazało szpitala polowego. Zerknął na budynek w którym przyjdzie mu spędzić kolejne dni... nie lubił szpitali od chwili, gdy w dzieciństwie spędził w nich zbyt dużo czasu jak na gówniarza, który powinien bawić się na dworze, a nie leżeć w łóżku. Nie dał jednak poznać po sobie całej niechęci, chcąc już wiedzieć, co przyniosą najbliższe godziny.
    Spojrzał na lekarza, który pojawił się nagle i zaczął rozmawiać z Schurzem. Usłyszał jego niechęć, ale powstrzymał westchnięcie. Zastanawiał się czy wśród szwabów znajdzie się chociaż jeden normalny człowiek, który zachowywał neutralność wobec Rosjan. W końcu połowa z tych, którzy poszli na wojnę, byli do tego zmuszeni... rozkazem w przypadku zawodowych żołnierzy czy powołaniem wobec cywili. Przekonania polityczne grały drugorzędną rolę w tym wszystkim.
    Odczekał aż Niemcy przebrną przez cała rozmowę, jednak przysłuchiwał się wymianie zdań, bo faktycznie było czego słuchać. Nie ucieszyło go, że za trzy dni Niemcy idą w głąb ZSRR, gdyż mogło to znaczyć śmierć dla niego i Morozova. Uniósł beznamiętne spojrzenie na lekarza, gdy ten później przydzielił ich do zadań o dziwo nie tak bardzo ciężkich jak się spodziewał. To również pozwalało mu nie obciążać jakoś wyraźnie organizmu i wrócić do formy na tyle na ile był wstanie w obecnych warunkach.
    ***
    Minęły dwa dni w czasie których nie działo się zbyt wiele, obaj Rosjanie nie rzucali się w oczy, robiąc co musieli i uchodząc na bok, byle nie tkwić w jednym miejscu za długo. Istotnym jednak faktem była ich motywacja w tym... i gdzie Morozov robił to chcąc uniknąć kłopotów, a przy tym wyjść na kogoś przydatnego, tak Yashanov zwyczajnie zobojętniał wobec tego co przyniosą najbliższe dni. Nie widział potrzeby, żeby próbować nawiązać jakąkolwiek współpracę z jakimś Niemcem, już się na tym raz przejechał i nie planował ponownie. Miał również gdzieś to, że Schurz przez cały ten czas nie pojawił się nigdzie w pobliżu. To, że przez pomyłkę uznał go za bardziej wartościowego szwaba niż cała ta zgraja... było widać głupim błędem, którego nie powinien popełnić. Najgorszej jednak męczył go fakt, że pokazał mu tamten szyfr, że powiedział mu cokolwiek o sobie, dał się poznać i zrobić w chuja. Powinien uczyć się na błędach, ale widać wcale nie pojmował takich lekcji, jakie serwowało mu życie.

    Gdy zaczął się trzeci dzień pracy w szpitalu, Mikha uważniej obserwował to co działo się na około. Niemcy się pakowali, wrzucono już wszystko na paki aut i powoli cały sprzęt wyjeżdżał. Również część rannych ze szpitala polowego, wyjechała z tej kilkudniowej bazy. Krótko przed południem, wszystko było już gotowe do ruszenia wgłąb kraju...
    Yashanov zerknął na swego kompana, gdy ich obu wyprowadzono z budynku, a gdzieś w pobliżu zaczął kręcić się mężczyzna, którego pamiętał z plutonu egzekucyjnego. Ciężko w końcu nie pamiętać osobnika, który stał naprzeciwko i czekał na rozkaz by pociągnąć za spust.
    - Nadal myślisz, że dałoby się tego uniknąć, przez owinięcie wokół palca jakiegoś oficera? - prychnął cicho, ale nie wymagał od Morozova odpowiedzi. Chyba nawet nie chciał, wiedząc, że tylko wkurwi się. Kiedy nagle zawiał wiatr, nieco przygarbił się, krzyżując ręce na torsie. Wolał już wychłodzone pomieszczenia niż otwartą przestrzeń, jak w tej chwili.

    OdpowiedzUsuń
  37. Minęły godziny i w sumie nic się nie wydarzyło z wszelkich obaw jakie żyły w obu Rosjaninach, pozostała jedynie niechęć do podróży w głąb kraju, którą będą musieli spędzić w towarzystwie Niemców. Nawet nie pytali, gdy Niemiec będący głównym lekarzem, zapewnił ich, że nie zginą szybko, że mimo wszystko przydawali się, a ludzi miał za mało by stracić kogokolwiek. To w jakiś sposób uspokoiło ich, dało głupią nadzieję, że dotrą do stolicy... i jakby nie patrzeć, było to to, czego chciał Yashanov. Jedynie nie wyobrażał tego sobie w takiej formie, bycie zdanym na kogoś komu się nie ufało, obecnie za bardzo drażniło, powodowało wręcz mentalny dyskomfort. Mimo to, zwykle nie mówił nic, a robił swoje, woląc zająć się czymkolwiek. Czasami tylko, ktoś przerywał jego zajęcia, zmuszając do reakcji jak przy ostatnim razie, gdy dwóch esesmanów przyczepiło się do niego. Ich mało śmieszne żarty oraz ostre docinki, ciągle dźwięczały mu w głowie, ale wtedy nie bawił się w utrzymywanie spokoju... odgryzł się pięknie, chociaż nagrodą poza satysfakcją, było też limo pod okiem. Przez te parę dni, pojął, że byle szeregowiec nie zastrzeli go, dlatego przy mało ważnych szwabach odzyskiwał charakterek. Nie umiał bez słowa pozwalać, aby byle śmieć go obrażał, duma ciągle w nim była.
    Uniósł wzrok na zegar wiszący na ścianie, zbliżała się godzina gdy podawali jedzenie. Wiedział, że za kilka minut musi być w sali, gdzie jako jeniec jadał, bo inaczej jedyny nieco większy posiłek ominie go. Przeniósł ciemne tęczówki na polowe łóżko na którym leżał ranny szwab. Kolejny sukinsyn, który zajmował mu czas i skłonił do spokojnych, niezobowiązujących rozmów. Poznał go pierwszego dnia, gdy przechodząc obok, został zawołany. Podał mu wtedy wodę, by zaraz przez własny kretynizm zadać pytanie, którego w sumie teraz nie pamiętał. Zmęczenie, które dotąd go nie opuszczało, dawało mu w kość, ale przy tym miał wrażenie, że naruszało jego pamięć lub po prostu naprawdę miał tak bardzo gdzieś wszystko, że nie zapamiętywał niepotrzebnych rzeczy. Nie mniej, udało mu się trafić na jeszcze jednego żołnierza z wojsk Rzeszy, który nie pluł jadem na widok Rosjanina. Wielką szkodą więc było dla Yashanova, że ten akurat mężczyzna miał przed sobą już prostą drogę do śmierci. Widywał go trzy dni i widział jak szybko znika z niego życia, ale nic nie mógł poradzić... wojna to okrutna kochanka.
    Widząc, że ranny śpi, odwrócił się bez słowa i skierował do wyjścia. Wsunął ręce w kieszenie spodni, przeszedł przez korytarz, by zaraz wejść do pomieszczenia, gdzie już przy chybotliwym stoliku siedział jego niechciany kompan. Nie odzywali się do siebie od wczoraj, a przynajmniej w pewnym sensie, bo od czasu do czasu, któryś próbował dopieprzyć drugiemu, ale pozostawało to bez komentarza. Tym razem Yashanov nie miał ochoty nawet wymyślać docinek, więc jedynie zajął swoje miejsce na skrzynce, która robiła za krzesło. Odczekał swoje, by po kwadransie, zerknąć przelotnie na żołnierza, który postawił przed nimi żarcie. Był o tyle miły, że tym razem nie pieprznął tym i nie musieli tego zbierać z podłogi. Sukinsyn .
    Podniósł wieczko, przyglądając się zawartości i mimowolnie wykrzywił wargi w krzywym uśmiechu.- Mmm... dziś chociaż nie wygląda jak bliżej nie określone coś... co właśnie zdycha – prychnął. Usłyszał parsknięcie Morozova, ale brakowało innego komentarza, dlatego napawał się ciszą. Pochłaniając jedzenie, cieszył się, że nie ma wrażliwego żołądka, chociaż dzisiaj nie smakowało to tak okropnie. Przechylił nieco głowę, gdy dopiero teraz zauważył kartkę doczepioną do wieczka. Ignorując zaciekawione spojrzenie drugiego Rosjanina, przeczytał tekst i zmarszczył lekko brwi. Wiedział od kogo to, ale to wcale nie zmniejszało ilości pytań jakie pojawiły się w jego głowie.- Czego ty chcesz – szepnął pod nosem. Zgiął kartkę i wcisnął do kieszeni spodni, nie chcąc by jego koleżka zainteresował się treścią.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po posiłku wyszedł, by dokończyć to co miał do roboty. Pasowało mu to, ze po terenie budynku robiącego za szpital, miał praktycznie swobodę poruszania. Może też dzięki temu nie był drażliwy i znosił towarzystwo innych z takim spokojem.
      Odczekał do wieczora, by po kilku minutach wahania, faktycznie pójść do Sigmara. Do tego by zjawić się w znanym już sobie budynku i pomieszczeniu, skłoniło go Proszę na samym końcu notki. Nie umiał powiedzieć, czemu akurat to podziałało, ale fakt, że nie było to żądanie, a prośba mogło mieć w tym swój udział. Po drodze o dziwo nikt go nie zaczepił, pozwolono mu przejść te parę metrów, chociaż czuł na sobie wzrok wartowników.
      Zatrzymał się dopiero przed drzwiami za którymi wiedział, że jest Schurz. Wpatrywał się w nie dłuższa chwilę, zanim wziął głębszy wdech i zapukał. Odczekał moment, by jeszcze przed usłyszeniem pozwolenia, nacisnąć klamkę i wejść do środka. Zamknął za sobą drzwi, wbijając zaraz nieprzychylne spojrzenie w Niemca. Nie odezwał się pierwszy...

      Usuń
  38. Widząc jak blisko jest Sigmar, nieco spiął się i cudem powstrzymał się przed zrobieniem kroku w tył. Potrzeba by stąd uciec ponownie pojawiła się, lecz teraz miał wrażenie, że płynęła żyłami jak kawas. Odetchnął cicho, opanowując się. Trzy dni spędził okazując skrajnie mało emocji, a wystarczył widok tego konkretnego osobnika i musiał walczyć z samym sobą, by nie zrobić czegoś durnego. Miał do niego żal, bo wszystko szło w dobrym kierunku, ich współpraca miała się znośnie, a ten pozbył się go jak psa. Wiedział, że tutaj nic nie znaczy, ale sądził, że ze strony Sigmara może liczyć na coś innego.
    Stanął w pewniejszej pozycji w lekkim rozkroku, co dawało mu stabilność i ujawniało pewność siebie, jaką starał się wzbudzić w samym sobie. Chciał mieć kontrolę nad sytuacją, a znając Schurza, miał jakąś przewagę niż przy kimś kompletnie nieznanym.
    - Pytasz jeńca czy jest głodny lub zmęczony? Naprawdę? - parsknął ostro, wręcz nie wierząc w to co słyszy. Faktycznie może obecnie głód mu nie dokuczał, bo żołądek zdążył się zmniejszyć i obecnie był jeszcze napełniony breją, którą można było nazwać posiłkiem. Zmęczenie za to było czymś z czym ciężko się walczyło, więc zaczął przyzwyczajać się do tego.
    Zrobił kilka kroków do przodu, wymijając mężczyznę, ale ten i tak zdążył dostrzec sińca na jego twarzy. Nie zareagował od razu na pytanie, najpierw rozejrzał się po dobrze znanym miejscu.- Ano stawiałem się – mruknął nie przywiązując uwagi do słów.- Nie wiem, esesmani nie mają w zwyczaju przedstawiać mi się – prychnął, oglądając się na rozmówcę. Oparł się barkiem o ścianę obok okna, zajmując miejsce, które upodobał sobie, gdy ostatnim razem tu był.
    - Próbowali mi dogryźć, kpiąc, że wytresowałeś mnie... sądzili, że jak kundel będe wykonywał polecenia – mruknął, nieco krzywiąc się przy tym.- Ale chyba zrozumieli, że jednak tak łatwo nie będzie – dodał. Nie musiał mu tego mówić, ale chciał.

    OdpowiedzUsuń
  39. Ciężko było mu wrócić do poprzedniego zachowania, bardziej swobodnego w obecności Schurza. Pomimo chęci by dopiec mu do żywego, żadne ostre słowo nie wyszło spomiędzy jego warg, a jedyne co dał radę wydusić z siebie to ponure pytanie, zmieszane z niedowierzaniem, że esesman naprawdę o taką oczywistą rzeczy pyta jeńca. Stojąc tutaj i widząc, że sytuacja nie rozwinie się tak jak powinna, pożałował przyjścia tutaj. Powinien dać sobie spokój, zdławić ciekawość i próbować przetrwać kolejny dzień.
    Wbił w niego beznamiętne spojrzenie, słysząc swoje imię, nieco zniekształcone przez obcy akcent. Zignorował fakt, że szwab wyraźnie chciał odpowiedzi od niego czy jest zmęczony lub głodny. Nie chciał o tym rozmawiać, ale zamierzał zwrócić mu uwagę w innej kwestii i zrobił to od razu.- Mikha – mruknął, a widząc niezrozumienie u Niemca, westchnął cicho.- Mało kto mówi do mnie Mikhail i chyba powoli odzwyczaiłem się od brzmienia własnego imienia, więc mów Mikha – wyjaśnił mu nad wyraz spokojnie. Zauważył to jak zachowuje się Sigmar, dochodząc do ponurego wniosku, że najwyraźniej obaj nie potrafią wykrzesać z siebie swobody. Jednak odrobinę przy tym bawiło go, że jest traktowany trochę jak dzikie zwierze, którego nie chce się spłoszyć, by nie rzuciło się do ucieczki więc zachowuje się odpowiednią odległość i daje czas na przyzwyczajenie do towarzystwa.
    - Raczej powinieneś załamać się nad ich kretynizmem, bo twoje możliwości w tej kwestii są znikome – prychnął.- Nie bez powodu mówiłem ci, że jesteś za miękki na esesmana – dodał z jawną kpiną. Kiedy zapadła cisza wcale nie było lepiej, powstrzymywał z trudem jakikolwiek ruch, który zdradziłby zdenerwowanie. Miał się już przełamać i odezwać pierwszy, ale Schurz go ubiegł podejmując temat. Dlatego słuchał go z uwagą, bo to co słyszał zaskakiwało go w jakimś stopniu. Pokręcił głową powoli, przypatrując się mężczyźnie z pewną czujnością.
    - Nie znam jej adresu, poza tym nie widzę sensu w pisaniu do niej, gdy zanim dotrze list, mogę być już martwy – odparł sucho. Nie chciał pisać do siostry, dawać znaku życia, gdy nie widzieli się już dłuższy czas. Jeśli uznała go za martwego to lepiej, jeśli żyła nadzieją, że jeszcze łazi po świecie... to może kiedyś odnajdą się. Na tą chwilę jednak, wolał zepchnąć myśli o siostrze na dalszy plan. Odepchnął się od ściany o którą opierał się przez ten czas i zrobił coś pod wpływem impulsu, decyzji, której nie zdążył przemyśleć... a dokładnie, usiadł na brzegu łóżka obok Sigmara. Gdyby któryś przesunął się o parę centymetrów w bok, stykaliby się już udem i ramieniem. Ignorując bliskość mężczyzny, pochylił się nieco i opierał łokcie na kolanach. Przetarł twarz dłońmi, wypuszczając wolno powietrze z płuc.
    - Nawet nie zdajesz sobie sprawy jak upierdliwym jesteś szwabem – odezwał się nagle, nie ukrywając już emocji, chociaż w większości były mało pozytywne.- Gdyby ktoś wiarygodny powiedział mi wcześniej, że będę musiał męczyć się z esesmanem takim jak ty... wrzuciłbym chyba mundur do szafy i spieprzył z kraju – prychnął nieco zirytowany. Dopiero teraz dotarło do niego, jak drażniąco działała na niego obecność tego osobnika, lecz nadal nie wiedział czy bardziej w pozytywnym czy negatywnym znaczeniu.
    - Po co była ta notatka? Czemu chciałeś żebym tu przylazł? - spytał po prostu, chciał się tego dowiedzieć.- Stęskniłeś się czy co? - dodał zaraz nie szczędząc złośliwości w tym pytaniu. Musiał wróci do formy, udowodnić nawet samemu sobie, że nie stracił na charakterze, a jedynie przez własną głupotę przytępił własną ostrość.

    OdpowiedzUsuń
  40. Pokiwał powoli głową, potwierdzając zanim odezwał się, aby wyjaśnić.
    - Przeszkadza mi to, bo nie wiem jak zachować się przy tobie... pozostali esesmani są prości w obsłudze – mruknął ponuro. Przy innych wiedział, że odpowiednia dawka złośliwości i bezczelności wzbudzi gniew, ale finalnie zniechęci ich do jakiegokolwiek kontaktu z nim. Dzięki temu zyskiwał spokój i radził sobie lepiej na co dzień, bo nie musiał pilnować każdego swojego gestu. Wolał nie zastanawiać się co Sigmar chciał osiągnąć, proponując mu, aby napisał do siostry... co dokładnie kryło się za tym gestem. Chyba nie chciał doszukiwać się w tym drugiego dna, ukrytych celów jakimi mógł kierować się Schurz.- Wiem – szepnął tylko, gdy Niemiec wytłumaczył się z tej propozycji. Nie chciał zagłębiać się w temat, więc nie zadawał więcej pytań w sprawie listu.
    Czuł na sobie wzrok mężczyzny, gdy usiadł obok niego. Nauczył się jednak ignorować spojrzenia innych, nawet jeśli były zbyt uporczywe, wręcz fizyczne. Kątem oka dostrzegł jak Schurz zaciska dłoń na kołdrze, najwyraźniej nie czując się zbyt komfortowo teraz, ale szczerze Rosjanina to nie interesowało teraz. Wykrzywił wargi w uśmiechu, gdy usłyszał, że prawie powtórzył wypowiedź ojca Sigmara.- Cwany to musi być facet – stwierdził pod nosem, nie przywiązując uwagi czy zostanie zrozumiany. Przechylił głowę, spoglądając na niego i prychnął cicho.
    - Nie po to przyszedłem tutaj by wyjść, gdy nie dostałem żadnych odpowiedzi – odparł poważnie. Chciał wiedzieć co kieruje tym gościem, musiał wiedzieć i było to na tyle silne, że był gotów męczyć się tutaj, aż usłyszy to co go zadowoli. Nie był jednak przygotowany na to co padło chwile później. Zwykłe tak zaskoczyło go, bardziej niż powinno. Wwiercał ciemne ślepia w twarz mężczyzny, nie bardzo wiedząc czy się przesłyszał czy to faktycznie padło. Jednak dalsza część wypowiedzi utwierdziła go w tym, że nie ma przesłuchów.
    Otworzył już usta by coś powiedzieć, ale wtedy mimowolnie spiął mięśnie, czując jedną rękę na ramieniu, a drugą we włosach. Był już gotowy szarpnąć się i uciec przed niechcianym dotykiem, ale muśnięcie warg na ustach, unieruchomiło go momentalnie. Pozwolił na pogłębienie pocałunku, chociaż pozostawał całkowicie bierny wobec tego co robił Niemiec. Dopiero gdy ten chciał się odsunąć, najpewniej tracąc na pewności, złapał go za kark i zatrzymał w miejscu. Złączył ich wargi ponownie w pocałunku, pozwalając sobie na chwilę, gdzie rozsądek nie miał prawa głosu. Jedną rękę oparł na kołdrze, podpierając się, a drugą zsunął powoli z karku Schurza bardziej na jego szyję. Oderwał się od jego ust, dopiero kiedy powoli zaczynało brakować im tchu. Uniósł na niego wzrok, przez co esesman mógł zauważyć, że oczy Mikhi pociemniały trochę.
    - Czyli jednak... – szepnął. Miał okropną ochotę na jeszcze trochę, ale nie bardzo wiedział czy szwab zaraz nie ucieknie.- Czemu wtedy spanikowałeś? - spytał tak, że ledwo było go słychać.

    OdpowiedzUsuń
  41. Wiedział, że pozostając biernym przez te kilka chwil, może spowodować najwięcej szkód w emocjach i myślach Niemca. Jednak nie potrafił tak od razu zareagować na to co się działo... dlatego przytrzymując go miał cichą nadzieję, że go tym uspokoi. Dostrzegając tyle emocji w oczach mężczyzny, nie potrafił patrzeć w nie długo, gdyż nie znosił, gdy ktoś tak obnażał się emocjonalnie przed nim. Był gnojem, który odruchowo wykorzystywał słabość innych i zdawał sobie z tego sprawę, dlatego właśnie próbował zdystansować się trochę do sytuacji. Spodobało mu się to zaczepne spojrzenie Sigmara, przez co uniósł nieco kącik ust w cieniu uśmiechu.- Nie miałem pewności – odpowiedział spokojnie.- Podejrzewałem, że coś jest na rzeczy, ale gdy zareagowałeś agresją ostatnio, stwierdziłem, że musiałem się pomylić – wzruszył nieco ramionami, przechylił nieco głowę i przyjrzał mu się uważnie.
    - Oczywiście, że nie możemy – potwierdził, chociaż w jego głosie pobrzmiewała kpina, jakby nabijał się z niego w tej chwili za to głupie podejście.- Trzymanie się zasad jest takie poprawne – dodał nie zmieniając tonu głosu i skrajnych emocji jakie się w nim kryły.
    Obserwował jak Schurz zbliża rękę do jego twarzy i cierpliwie czekał na to co wydarzy się zaraz. Nie przeszkadzał mu taki dotyk, bo był przyjemna odmianą, czymś od czego zwyczajnie odzwyczaił się po miesiącach jakie spędził w mundurze z dala od osób, które faktycznie chciałby dotknąć. Przysunął się nieco do niego, sięgnął do kołnierzyka jego koszuli i rozpiął dwa guziki, by zaraz nieco odchylić kołnierz. Musnął wargami jego usta, później brodę i linię szczęki, zanim dotknął boku jego szyi, uszczypnął zębami jego skórę. Czuł jak mężczyzna spina się, więc odstąpił, odchylając się od niego.
    - Więc co teraz? - spytał, jak gdyby przed chwilą nic nie zrobił.- Powinienem wyjść stąd, zanim zrobisz coś czego będziesz żałował? - był ciekaw jego decyzji. Osobiście miał chęć na coś innego, aby wykorzystać nadarzającą się okazję.

    OdpowiedzUsuń
  42. Jasne, że powinno to być oczywiste i może było, ale Yashanov tego nie dostrzegał. Może przez zmęczenie albo coś innego, co odwracało jego uwagę. Nie mniej, stracił pewność od tamtego wybuchu i nabrał jej ponownie dopiero teraz, gdy doszło do sytuacji, która zdradzała ich obu.
    - Nie tłumacz się, chyba nie interesują mnie powody jakimi się kierujesz – stwierdził po prostu, ale taka była prawda. Nie widział powodu by zagłębiać się w temat, gdzie wiedział, że nie przywiąże do tego większej uwagi. To jak Schurz poddawał się pocałunkom wzbudzało rozbawienie i irytację w Mikhailu, wolał ludzi z większym charakterem, a wiedząc, że ten gość ma w sobie tą pożądaną ostrość, wolał coś całkiem innego od grzecznego odsłaniania się. W tej chwili nie zamierzał jednak marudzić, gdy uświadomił sobie, że pierwszy raz od dawna ma przy sobie kogoś kto reaguje na jego bliskość... to wystarczyło, by zadowalało go nawet to.
    Spiął się wyraźnie, gdy usłyszał jego słowa i poczuł chłodny dreszcz przechodzący przez ciało.
    - Nie zakochuj się tylko – prychnął, próbując wrzucić w te słowa pogardę, ale nie wyszło to tak dobrze.- Łamanie serc przychodzi mi równie naturalnie jak oddychanie, więc nie chciej dołączyć do tych, którzy zawiedli się na mnie – wyjaśnił. Nie potrafił wytłumaczyć, czemu chce tego oszczędzić Niemcowi, który sam widocznie gubił się w uczuciach. Nie nadawał się do miłostek, jego charakter i niechęć do zobowiązań niszczyły wszystko, Do tej pory nie umiał pojąć jakim cudem jego była narzeczona wytrzymała z nim tak długi czas; była skarbem, a nie zwykłą kobietą. Odtrącił zaraz myśli o niej, bo pożałowałby rozstania, a tego nie chciał. Tak wtedy było rozsądnie i nadal chciał w to wierzyć.
    Prawie wzdrygnął się, gdy został złapany za ręce i padły słowa, które nie powinny z takim natłokiem emocji. Słysząc zaraz zmianę w tonie głosu szwaba, nieco się uspokoił. Widocznie sam Schurz był świadom, że przegina po całości.- Rozumiem, ale chyba już popełniasz błąd albo popełniłeś go dawno – szepnął.
    Podniósł się z łóżka i przeszedł po pomieszczeniu, przeczesał palcami włosy, zaczesując je tak by układały się jak wcześniej. Przypomniały mu się słowa Morozova, które teraz miały więcej sensu... wykorzystanie esesmana do własnych celów, było bardzo możliwe, wręcz sam się podłożył do tego. Czy był takim sukinsynem by to zrobić? Zdecydowanie. Cholernie tak, jeśli nadal będzie odczuwał przewagę nad Niemcem.

    OdpowiedzUsuń
  43. Obejrzał się na niego słysząc ponownie złość w głosie Niemca. To było coś naprawdę wolał w nim, bo łatwiej było poradzić sobie, gdy widział zdecydowanie w mężczyźnie, a nie to zagubienie i natłok emocji, które powodowały, że nie bardzo wiedział co mówić i robić.
    - Ajć, tak bardzo uderzyłem w czuły punkt? - zmrużył oczy, uśmiechając się oszczędnie.- Zajadle się bronisz, gdy coś dotrze do ciebie... a jeszcze przed chwilą nadstawiałeś się jak suka w rui – parsknął, może trochę przesadzając w znaczeniu słów, ale za dobrze się bawił wracając do swojego typowego zachowania. Chłonął ten widok, całe wzburzenie jakie odczuwał i zdradzał sobą Schurz, budziło satysfakcję oraz bawiło Mikhaila, przez co miał ochotę i po części już najpewniej tego dokonał jeszcze bardziej wkurzając go, by później zachwiać jego pewność. Nie odgryzł się od razu na kolejne słowa Sigmara, przez kilka długich sekund zbyt pochłonięty wręcz spijaniem rozdrażnienia tego osobnika. Widząc, że ten również wstaje, sam podszedł bliżej niego, niwelując odległość między nimi. Zrobił to w dziwnym odruchu, który nie był logiczny i zbyt nagły.
    - Nie liczę na to, że będziesz wzdychał za mną... na to na szczęście jesteś zbyt dumny – zareagował dopiero teraz, ale mniej agresywnie niż przy poprzednich słowach.- Chociaż jestem ciekawy, jakbyś się tłumaczył, gdyby ktoś zobaczył twoje tęskne spojrzenie słane jeńcowi – prychnął. Spuścił wzrok z oczu szwaba na jego wargi, gdzie zatrzymał ślepia na dłużej niż wypadało. Dopiero po chwili przechylił głowę i spojrzał niżej, dotknął kołnierza bluzy munduru niemieckiego. Przesunął kciukiem po naszywce z dwiema błyskawicami, które znajdywały się na kołnierzu. Igrasz z esesmanem, kretynie przeszło mu przez myśl, zdumiony, że udało mu się o tym zapomnieć, gdy od trzech dni traktował każdego z dystansem.
    Cofnął dłoń i skrzyżował ręce na wysokości klatki piersiowej, cofając się jeszcze o krok. Miał gdzieś, że może to wyglądać w pewnym sensie jak ucieczka.
    - Więc zostanę – odparł, mimo że wiedział, iż nie ma w tej kwestii za wiele do powiedzenia.- W sumie mógłbym się zdrzemnąć – mruknął, nie był za bardzo pewny czy chce. Przypuszczał, że nie zmruży oka, gdy w pobliżu będzie Schurz, bo pomimo pozorów czuł nadal tą dziwną nerwowość.

    OdpowiedzUsuń
  44. Widział już po jego minie, że przejrzał go i domyślił się, skąd te ostre słowa oraz prowokowanie swym zachowaniem. Chociaż czyż nie łatwo było dostrzec jak bawi go ta sytuacja, więc może jedynie liczył, że kilka minut dłużej zajmie Sigmarowi zrozumienie. Nie mniej, nie przejął się tym, wymiana zdań schodziła już na inne tematy, więc chwilowo mógł odpuścić i przestać go wkurwiać.
    - Nie dali by ci szansy? Jesteś oficerem to nie daje ci przewagi? - uniósł nieco brew. Prawa jakie obowiązywało w Rzeszy i ZSRR najwyraźniej były bardziej podobne niż przypuszczał, bo wiedział że i jemu nikt nie dałby szansy na wyjaśnienie, gdyby kiedyś był tak głupi, żeby się zdradzić w kwestii upodobań.
    Poczuł dziwne napięcie jakie pojawiło się między nimi, gdy dotknął tych dwóch cholernych błyskawic na kołnierzyku Niemca. Ostry głos Schurza tylko potwierdził fakt, że nie powinien w ogóle dotykać tego. Chciał zadać jakieś pytanie, ale gdy otworzył usta, słowa nie przeszły mu przez gardło. Zacisnął wargi w wąską kreskę, zdradzając tym coś na kształt zawahania, które jednak szybko zeszło na dalszy plan.
    - Doceń, zwykle nie jestem tym, który potulnie zgadza się na cokolwiek – niemal warknął, obserwując jak szwab okrąża go. Nie dopuścił do siebie myśli, że nagle wylądował na pozycji ofiary wokół której krąży drapieżnik.- Prowokował bym swoich – odparł tak szczerze, że aż zwątpił w siebie. Mógł wymyślić coś ostrego, a zamiast tego wzięło go na szczerości.- Moim celem życiowym nie jest wkurwianie innych, ale jeśli ktoś się o to prosi, to tak wychodzi – wzruszył ramionami.

    OdpowiedzUsuń
  45. Zdławił w sobie prychnięcie i powstrzymał uśmieszek, który cisnął się na usta. Wiedział, że zdradziłoby to sporo goryczy jaką odczuwał przez tą krótką chwilę.
    - Uwielbiam to we wszystkich prawach... ten podział na teorię i praktykę – stwierdził nieco gorzko. Zanim został jeńcem zdążył się napatrzeć na to jak egzekwowano prawa, ile razy wymuszono na nim przymknięcie oczu na decyzje osób, które stały wyżej od niego. Przy początku swojej kariery w mundurze, nie umiał odwracać głowy i udawać, że nic nie widzi. Później doświadczenie nauczyło go, by w pewnych sytuacjach okazywać się draniem, który odwracał się plecami do innych.
    - To dajesz dupy na całej linii, przynajmniej w tej kwestii – rzucił lekkim tonem. Mógł tego nie mówić, jego ocena w tej kwestii nie była istotna, ale jakoś wyrzucił z siebie te słowa. Wsunął ręce do kieszeni spodni, oglądając się nieco przez ramię, gdy mężczyzna stanął za nim i odezwał się.- Miło, że chociaż ty to doceniasz – wydusił z lekkim grymasem. Denerwował się powoli, gdy Sigmar nadal tak krążył wokół niego.- Przestań – szepnął nagle, wodząc dalej wzrokiem za nim.
    Wzruszył ramionami, zastanawiając się nad tym przez chwilę.
    - Na pewno znajdzie się ktoś kto nie prosi się o to – odparł sądził, że faktycznie ktoś taki się znajdzie. Nie umiałby jednak teraz wymienić chociaż jednej osoby, bo sam Schurz prosił się o to aż za często. Przekrzywił głowę, kiedy padło pytanie i zaraz dalsze wyjaśnienie.
    - Wolę mocniejsze alkohole, ale nie pogardzę nawet winem – odpowiedział ostrożnie, chcąc zrozumieć co ten kombinuje. Naprawdę był takim ryzykantem, że chciał pić z Rosjaninem? Jeśli dobrze wnioskował to wręcz czuł jak skończy się ta noc.- Kiedy pójdziecie na wschód, szukaj wódki, przyda ci się, gdy nastanie zima... a nie będzie niczego innego do rozgrzania – dodał.

    OdpowiedzUsuń
  46. Czekał na kontrę, coś co pokaże, że Schurz nie planuje jedynie słuchać jego przez większość czasu bezczelnych docinek. Chociaż miął wrażenie, że głupieje przy tym mężczyźnie, skoro oczekiwał od niego reakcji, czegoś co pokaże, że jest wyzwaniem.
    - Nie mam potrzeby by próbować, nikt mnie nie rozliczy za to jak postępuje – stwierdził, jego los był już przesądzony, więc nie mógł planować z wielkim wyprzedzeniem i dlatego zaczynał żyć każdym dniem, czasami tylko rozgrywając pewne rzeczy tak by dały mu przewagę później. Zmierzył go wzrokiem, przez moment wahając się nad odpowiedzią.- Nie, to zdecydowanie nie jest norma. Pomogłem ci bo miałem na to chęć, a tamten szyfr i tak nie przyda ci się za często – mruknął spokojnie, nie dawał się sprowokować tak łatwo.- To, że odpowiedziałem na twoje pytania, które nijak nie były ci potrzebne, bo dotyczyły spraw bardziej osobistych... to jedyny przejaw naiwnego i krótkotrwałego zaufania na który się zdobyłem i już się nie powtórzy – dodał ostro, tym samym stawiając sprawę jasno. Nie skomentował sprawy z pocałunkiem, naprawdę nie miał chęci wracać do tego, zwłaszcza, że później Schurz pozbył się go.
    - Nie znasz mnie, więc nie próbuj mówić mi co czuję i jaki jestem – burknął zły na przebieg tej rozmowy. Bronił się i był tego świadom, bo przez tą postawę potwierdział słowa Niemca. Bał się? Najpewniej tak, każdy na jego miejscu odczuwałby strach... Morozov był tego najlepszym przykładem. Yashanov jednak trzymał się trochę innej strategii, zatajając strach za pewnością siebie, uporem, zawziętością i bezczelnością do tego stopnia, że spychał obawy na dalszy tor.
    - Zabieramy bo wiemy jak ciężkie są tu warunki, a Wy pchacie się na tereny, gdzie najpewniej połowa z was zginie zanim jeszcze zobaczy wroga na horyzoncie – prychnął. Miał wręcz pewność, że gdy Niemcy przesiedzą na terenach bliskich Moskwie, zacznie zabijać ich obcy klimat i nieznośna zima do której pewnie nie byli przygotowani.
    Podążył za nim do kuchni, zajmując zaraz wskazane miejsce przy stole. Oparł przedramiona na nieco zniszczonym blacie. Kiedy mężczyzna wyciągał alkohol z barku, Mikha bezczelnie wodził wzrokiem po jego sylwetce. Robił to ze zwykłego kaprysu i by rozproszyć trochę Sigmara, bo przeczuwał, że go to ruszy w jakimś stopniu.
    Uniósł kieliszek, słuchając jego słów i lekko się uśmiechnął.
    - Niech i tak będzie – szepnął, upił nieco wina. Smakowało dobrze, może nawet bardziej niż dobrze, chociaż wolał te zdecydowanie mocniejsze trunki, co zdążył już zdradzić. Kręcił lekko kieliszkiem, tak że szkarłatny trunek obijał się nieco o ścianki szkła, ale nie wylewał. Wciągnął do płuc głębszy oddech, czując zapach wina. Udawał, że nie zauważa ciszy, która zapadła teraz.

    OdpowiedzUsuń
  47. Domyślał się, że jego słowa zostaną zignorowane lub nie wzięte pod uwagę, ale najlepiej wiedział jak ciężko czasami przetrwać mrozy, które panowały w czasie zimy. Im dalej na północ i bliżej Syberii tym było gorzej, ale tego już wiedzieć Schurz nie musiał w końcu Niemcy za cel obrali Moskwę, która leżała znacznie niżej.
    - Ta, waszą śmierć... to jest nieuniknione – prychnął, czasami nie pojmował czemu ludzie nie dopuszczają do siebie oczywistych faktów i nie patrzył przy tym krytycznie jedynie na wrogów. Pokręcił głową z lekkim grymasem, gdy padły kolejne słowa.- Mogliście podbijać Europę zachodnią, pchać na kolana takie kraje jak Francja, ale ZSRR to nie wasz poziom... nie upadnie – jego głos był ponury, bo przypuszczał, że ta rozmowa doprowadzi do konfliktu między nimi.- Kwestią czasu jest aż znajdziecie się w sytuacji bez wyjścia i jedyne co wam pozostanie to rzucić broń – stwierdził spokojnie. Był pewny, że Związek Radziecki nie upadnie to wszystko trzymało się zbyt pewnie, by Rzesza zachwiała ich siłę w zagrażający sposób.
    Zaczynał prawie nieświadomie błądzić wzrokiem po twarzy esesmana, orientując się w tym po dłuższej chwili. Nie próbował jednak zastanawiać się nad tym, chociaż jego ciemne ślepia jak pociski samonaprowadzające powędrowały w dół, gdy Sigmar rozpiął kolejny guzik munduru. Mimowolnie przygryzł wargę, szybko jednak ją puścił, by po części nie zdradzić myśli jakie zaczęły krążyć mu w głowie. Uh, to było wręcz upokarzające, że pomimo wszystko drobne gesty zaczęły go rozpraszać. Jego libido wariowało najwyraźniej.
    Przekrzywił nieco głowę, kiedy padło tak zaskakujące pytanie. Jego prostota wywołała cień uśmiechu, który nie sięgnął jednak oczu, pozostawiając je poważnymi. Nie odpowiedział od razu, upił ponownie wina, dając sobie chwile czasu na to, aby ułożyć najlepszą odpowiedź.
    - Brawo za bezpośredniość – zakpił łagodnie, przesunął lekko językiem po wargach, zbierając posmak alkoholu.- I tak i nie – mruknął w końcu, ale nie dał konkretnej odpowiedzi. Niech docieka, skoro go to interesuje

    OdpowiedzUsuń
  48. - Wiem, że najpewniej zginąłbym... ale satysfakcja, że przegraliście byłaby tego warta – odparł po prostu. Chciał klęski Rzeszy nawet jeśli oznaczałoby to jego śmierć, umrzeć ze świadomością, że Niemcy muszą podkulić ogon i spieprzać do siebie, byłaby w pełni zadowalająca.
    Przyjrzał mu się z pewną rezerwą, ale nie odpowiedział co zrobiłby wtedy. Nie musiał mu wszystkiego mówić, a tym bardziej dzielić się ponurą prawdą, że wie dobrze jaki byłby jego los, gdyby uszedł z życiem z rąk Niemców. Kącik jego ust drgnął, zdradzając, że odchylenie Schurza na krześle i zwiększenie tym dystansu, było teraz najlepszą rzeczą jaką ten mógł zrobić. Wychwytywał każde nerwowe zachowanie, bo najwyraźniej towarzysz nie radził sobie z ukrywaniem pewnych reakcji.
    - Każdy je lubi, ale czemu miałbyś dostać jakikolwiek konkret? - spytał, nie chcąc tak od razu mówić wszystkiego. Nie miał już co prawda humoru, by pomęczyć Sigmara kolejną porcją bezczelnej złośliwości, ale jeszcze trzymał się w ryzach na tyle aby przeciągać temat. Lubił bawić się ludźmi, którzy chcieli się czegoś dowiedzieć, a on takową wiedzę posiadał... w tym przypadku jednak było jeszcze łatwiej, bo dotyczyło go to osobiście. Przechylił głowę nieco na bok, gdy Schurz zbliżył się do niego, stając zaraz za nim. Znów stał z tyłu, co spowodowało, że Yashanov stał się czujniejszy. Zerknął na niego kątem oka, czując na ramieniu jego dłoń, a później lekki nacisk, kiedy pochylił się do przodu.- Jestem w pewnym sensie – odpowiedział powoli, cofając przy tym nieco rękę, przez co nacisnął łokciem na krocze Niemca, tym samym wymagając by odsunął się od niego. Nie chciał by ten znajdował się tak blisko, zwłaszcza, że miał ochotę pociągnąć go jeszcze bliżej i to zabolałoby jego dumę za bardzo. Niedawno przecież zakpił z niego, porównując mężczyznę do suki w rui, a obecnie sam miał ochotę na równie głupie zachowanie. Chciał wrócić do ich poprzednich relacji, gdzie nie było wspomnienia pocałunku i obaj trzymali wygodny dystans.- Popieram ideę komunizmu, lecz niekoniecznie w obecnej formie – dopowiedział. Nie zagłębiał się w szczegóły i własne podejście do obecnej sytuacji, nigdy z nikim o tym nie rozmawiał, dlatego nawet teraz będąc z kimś kto był całkowicie po przeciwnej stronie, nie chciał mówić więcej.

    OdpowiedzUsuń
  49. Uniósł lekko brew, kiedy padło to rzucone pół żartem stwierdzenie. Gdyby był w trochę lepszym humorze, pewnie parsknąłby śmiechem. Próba uspokojenia go nie podziałała, wcale nie poczuł się lepiej, a gdy poczuł dotyk na szyi, spiął się cały. Próbował zignorować świadomość, że jest to przyjemne, ale po chwili już jego ciało jakby w buncie przeciwko niemu, rozluźniło mięśnie. Wydawał się rozluźniony, gdy obce palce dotykały jego skóry i po części faktycznie był spokojniejszy.- Wiem, że lubisz... i bardzo tego pożałujesz – szepnął. Chciał go odstraszyć, jakkolwiek byle ten odczepił się od niego, jednak ku własnemu niezadowoleniu nie przechodziło mu przez gardło żadne ostre stwierdzenie, które mogło urazić szwaba na tyle, aby się wycofał. Irytujące było, że nie mógł się zmotywować, aby traktować tego osobnika tak jak każdego innego esesmana.
    Łypnął na niego ponownie, słysząc jak prawie zachłysnął się powietrzem. Chyba naruszył czuły punkt, a raczej na pewno czuły. Gdyby miał pewność, że Schurz nie zareaguje paniką lub agresją, zrobiłby coś innego, bardziej odważnego i na pewno zadowalającego jego, bo znów mógłby zagrać nieczysto wobec Niemca.
    - Za dużo chcesz wiedzieć – burknął, ale zaraz zmrużył oczy w których pojawił się niebezpieczny błysk.- Musisz się postarać, jeśli chcesz bym powiedział więcej – dodał, nieco zniżając ton głosu. Czy planował cokolwiek mu powiedzieć? Najpewniej już nie, ale to wszystko zależało od mężczyzny. Drgnął nerwowo, gdy poczuł dotyk na udzie, ledwie muśnięcie, ale zadziałało zbyt wyraźnie. Wykrzywił wargi w grymasie, ale nie powiedział ani słowa w tym temacie.- Interesowałeś się komunizmem? - spytał nagle. Przeciętny, nieistotny i nie ingerujący w politykę Rosjanin, potrafił wzruszyć ramionami na pojęcia, które wymienił Schurz, co zainteresowało Yashanova. Skąd esesman miał pojęcie o odłamach komunizmu.

    OdpowiedzUsuń
  50. Westchnął cicho, ledwie słyszalnie.
    - Ktokolwiek kiedykolwiek cię zawiódł? - spytał spokojnie. Nie rozumiał tego podejścia mężczyzny, pchania się tam, gdzie czekało jedynie rozczarowanie i cała gama innych negatywnych odczuć. Nie nazwał by tego głupotą, a niepotrzebnym ryzykiem, które nie przynosiło konsekwencji fizycznych, ale psychiczne jak najbardziej. Poczuł się pewniej, kiedy Schurz zajął miejsce naprzeciwko niego i ponownie mogli wrócić do normalnych rozmów. Wolał mieć go naprzeciwko siebie, niż za sobą, gdy całe jego ciało spinało się, a nawet delikatny dotyk komplikował wszystko.
    Wytrzymał jego spojrzenie, czekając na pożądaną reakcję. Nie zdradził satysfakcji, kiedy padło pytanie na które czekał.- Mmm... pozwolić sobie i mi na więcej – zdecydował nagle. Łamał własne postanowienia, ale naprawdę potrzebował chwili zapomnienia czy zajęcia. Chciał przestać czuć się jak jeniec, wrócić chociaż na chwilę do momentu, gdy inni byli z nim na równi. Teraz od prawie tygodnia, kręcił się w miejscu i miał tego naprawdę dosyć. Poza tym zaczął coraz poważniej rozważać czy wykorzystać Sigmara, zakręcić nim tak, aby przydał mu się w najbliższym czasie.- W zamian może coś dostaniesz... jeszcze – szepnął, by zachęcić go do działania.
    Uśmiechnął się cierpko, pojmując, że Niemiec pogrywa sobie z nim, wykorzystując jego własne zagrania.
    - A powiesz coś więcej? Skąd u Niemca, potencjalnego nazisty... zainteresowanie czymś całkowicie sprzecznym? - spytał. Nie miał pewności, że uda mu się wyciągnąć z mężczyzny więcej niż on z niego.

    OdpowiedzUsuń
  51. Pokiwał głową, potwierdzając, ze w sumie chodzilo mu głównie o wszelakich partnerów jakich mógł mieć ten gość. To co usłyszał zaraz, nieco go zdziwiło. Sądził, że prędzej było odwrotnie, że to inni zawodzili Sigmara, a nie on ich.- Przyznaję zaskoczyłeś mnie... - mruknął, na moment ucichł, bo nie wiedział jaka będzie reakcja na to co powie zaraz.- Czasami wydajesz się dość kruchy, gdy zaczynasz mówić o emocjach, aż dziwne, że to ty zawodzisz – dopowiedział dość ostrożnie. Jego zamiarem teraz nie było dowalenie jeszcze bardziej mężczyźnie, o dziwo tym razem tego nie chciał.
    Uśmiechnął się lekko, widząc jak Schurz wychyla naraz zawartość kieliszka, kiedy tylko usłyszał warunek, a raczej propozycję. Wiedział już, że Niemiec dał się złamać, połknął przynętę... tą bezpośrednią zachętę by przekroczyć bezpieczną granicę jaka do tej pory istniała w ich relacji.
    Spochmurniał dopiero, kiedy szwab obszedł stół i stanął tuż za nim, przestało mu być tak wesoło. Spiął się na to co ma się wydarzyć zaraz, nienawidził tracić przeciwnika z oczu, ale też nie chciał przesadnie okazywać nerwowości. Nie potrafił jednak ukryć całkiem jak to oddziałuje na niego i nawet Meyer przez godziny przesłuchań, wykorzystywał jego słabość.
    Czując dłonie na ramionach, a później niżej, uspokoił się i przymknął oczy. Pozwalał się dotykać, bo w sumie tego chciał. Spięte ponownie mięśnie, znów zaczęły rozluźniać się pod wpływem teraz przyjemniejszego nacisku. Odwrócił nieco głowę, czując na uchu i policzku oddech mężczyzny.
    - Mógłbyś? - prychnął.- Raczej zrobisz to z przyjemnością – stwierdził dość pewnie, starając się przy tym nie myśleć jak on sam cholernie chciał, aby coś się zadziało. Odchylił się nieco do tyłu, opierając przy tym plecami o ciało szwaba i dając mu dodatkowo lepszy dostęp do siebie. A nich pomyśli, że ma trochę przewagi .
    - Buntownik – parsknął z rozbawieniem. Spojrzał na dłonie Sigmara, gdy rozpięty został guzik jego koszuli. Złapał go za rękę, ciągnąc odrobinę w dół i przechylił się nieco przez ramię, natrafiając wargami na kącik jego ust.- Ryzykowną alternatywę sobie wybrałeś – szepnął, prawie w jego usta.

    OdpowiedzUsuń
  52. - Może jestem jedynym, który zauważa, jak miotasz się w emocjach których nie chcesz – odparł. Rzadko kiedy powstrzymywał się przed powiedzeniem tego co myślał, chociaż opiniami na ogół się nie dzielił. Taki jego własny paradoks. Przekrzywił nieco głowę, zerkając na niego.- Na ogół, co? - dopytał. Oj chciał wiedzieć, bo coś w reakcji mężczyzny podpowiedziało mu, że to jest coś ciekawego. Obserwował jak kolejne guziki jego koszuli są rozpinane, a przy tym materiał rozchylał się nieco, odsłaniając tors. Cieszył się w duchu, że ciężkie warunki ostatnich dni, nie odbiły się na nim tak bardzo jak mogły. Ciało dalej było dobrze zbudowane, mięśnie rysowały się pod skórą, ilekroć napinał je. Fizycznie zawsze przyciągał do siebie innych, po to by odepchnął każdego jego ciężki charakter.
    - Surowo to oceniasz – szepnął, słysząc stwierdzenie, którego sam często używał, gdy wracał wspomnieniami do swojej młodości. Był wtedy głupi jak cholera i nie ukrywał tego, chociaż denerwował się, gdy ktoś z rodziny obecnie wypominał mu, że czasami nadal ma takie dziwne fazy, gdy zachowuje się szczeniacko. Odwzajemnił pocałunek, tym razem od razu, bez zwlekania i wzbudzania niepewności w Niemcu. Siła i namiętność tego pocałunku, przyspieszyły mu puls, przez co wręcz słyszał bicie własnego serca. Ten osobnik, zdecydowanie za mocno oddziaływał na niego. Słysząc pytanie, które padło między pocałunkami, wykrzywił wargi w iście zadziornym uśmiechu i pokierował dłoń Sigmara na swoje krocze.- Już wiesz? - prychnął, gdy ten pod palcami mógł poczuć wyraźną wypukłość pod warstwą materiału spodni. Był to też najlepszy dowód, jak cholernie działał na niego ten konkretny mężczyzna. Wstał, gdy został pociągnięty do pionu za koszulę. Położył dłonie na biodrach Schurza, popychając go lekko do tyłu, aż oparł się plecami o ścianę. Całował zachłannie, acz namiętnie te kuszące wargi, tylko cudem powstrzymując się przed większą chaotycznością.

    OdpowiedzUsuń
  53. Zignorował jego zaskakująco gwałtowną reakcję na rzucone luźno pytanie. Najwyraźniej temat był na tyle niewygodny, że nie opłacało się drążyć dalej. W sumie, mógł przeżyć bez tej dodatkowej wiedzy na jego temat. Słysząc retorykę w pytaniu, jedynie wzruszył ramionami, nie potrzebna była tutaj odpowiedź, nikt jej nie chciał.
    Syknął cicho, gdy poczuł zaciskające się palce na kroczu, ale nie był to wyraz bólu, a przyjemności jaką odczuł przez ten prosty gest. Może powinien zauważyć dziwne spojrzenie mężczyzny, ale ku nieszczęściu, nie skupił się wystarczająco w tej chwili na drobnostkach, które mogły mu podpowiedzieć, ze coś pójdzie niedługo nie tak jak powinno. Zamiast tego składał pocałunki na jego wargach, później na szyi, by później ponownie wrócić do kuszących go ust. Mruknął z aprobatą, czując lekkie przygryzienie wargi. Kiedy został przyciągnięty bliżej, oparł się ręką o ścianę dla własnej wygodny, drugą za to rozpiął bluzę munduru Schurza, a później zajął się powolnym odpinaniem guzików. Nie myślał teraz, nie słuchał rozsądku... i musiał się na tym przejechać, po prostu musiał, by wyciągnąć z tego nauczkę, bądź nie.
    - Pożądanie to zdradliwa rzecz – szepnął, gdy wypomniane mu zostało, że jego panowanie nad sobą teraz, jest raczej kiepskie. Odsunął się nieco, czując dłonie przy pasku swoich spodni, by ułatwić rozpięcie ich. Zaraz jednak zamarł z ustami przy obojczyku Sigmara, słowa jakie usłyszał teraz, wywołały już zaniepokojenie, a po ciele rozlał się chłód, przez co rozsądek wrócił do łask. Cofnął się parę kroków, gdy został odepchnięty. Wbił ciemne oczy w mężczyznę, dostrzec w nich można było zdezorientowanie, by zaraz przeszły w coś co przez krótki czas przypominało ból, a później wściekłość. I to tego ostatniego było najwięcej, objęło jego oczy, mimikę i sylwetkę. Poczuł gorzki smak upokorzenia, bo dał się podejść... dał się pokonać swoją własną bronią. Pozwolił by wyciągnięto na wierzch jego słabość, pozwolił wykorzystać to przeciwko sobie. Zacisnął dłonie w pięści, walczył z potrzebą by mu przyłożyć, zatłuc, zakatować za to co właśnie się stało. Chciał przelać gniew na niego, nie czuć tego do samego siebie.
    Złapał go nagle za szmaty i przycisnął do ściany z powrotem.
    - Nie zbliżaj się więcej do mnie... nie odzywaj... odpierdol się ode mnie – wycedził. Jego głos był zachrypnięty, ale mimo to mocny. Puścił go i ruszył do wyjścia, zapiął po drodze koszulę i ogarnął siebie na tyle, by nie było nawet śladu po jego wcześniejszym stanie.
    Wypadł na zewnątrz, wpadając chwilę później na wartownika, który zajął już swoje miejsce. Widząc jak ten sięga po broń, westchnął ciężko, ukrywając całą wściekłość, ale coś w jego spojrzeniu i postawie musiało zwrócić uwagę żołnierze. Patrzył jak ten celuje w niego z broni, ale nie strzela, chociaż Yashanov był już przygotowany na to, że dostanie kulka w łeb. Stało się inaczej, został po prostu odprowadzony do klitki w jakiej spał razem z Morozovem. Gdy drzwi zostały za nim zamknięte, stał jeszcze chwilę w całkowitej ciszy, czując jak jego ciało drży z wściekłości. Nagle dając jej upust, uderzył kilkukrotnie pięścią w twardą blachę. Przestał, kiedy poczuł krew na kostkach i przeszywający ból w ręce. Oparł się o ścianę, osuwając powoli na tyłek... ignorował czujne spojrzenie drugiego Rosjanina. Nie interesowała go jego obecność, mógłby nawet nie istnieć.

    OdpowiedzUsuń
  54. Cieszył się w duchu, że jego kompan nie wpadł na durny pomysł by zapytać go o cokolwiek. Mikhail był wręcz pewny, że w tamtej chwili, czując palącą go wściekłość, był wstanie zatłuc drugiego Rosjanina, byle sobie ulżyć. Do tej sytuacji jednak nie doszło i dzięki temu nie musiał się tłumaczyć rano czemu jego towarzysz leży martwy, a on jest zakrwawiony. Zamiast tego przez resztę nocy, wewnętrznie miotał się bezsensownie. Myśl, że został złamany, była najgorsza z możliwych. Przez własną głupotę, pomimo świadomości, że nie powinien to jednak pozwolił, aby Schurz ponownie zbliżył się do niego... dał wzbudzić w sobie niechciane emocje i zapłacił za to. Nie rozumiał tylko, czemu pojawiła się myśl, że ten pieprzony szwab, może być inny niż reszta, że jest wart więcej. Dał mu pierdoloną szansę, gdy dostał tą żałosną notatkę z Proszę na końcu. Wysyczał ciche przekleństwo, gdy pojął jak cholernie go to zabolało. Nigdy nie pozwalał sobie, aby ktokolwiek zbliżył się do niego na tyle, aby odkryć jego słabości, a tym razem zadziałał inaczej. Skulił się w rogu, wyczekując chwili, kiedy przyjdą po nich. Zamierzał wyprzeć to zdarzenie z pamięci, udać, że nic takiego nie miało miejsca... a najważniejsze, unikać esesmana, który był winny jego obecnego stanu psychicznego. Sigmar Schurz, był dla niego martwy, nie miał znaczenia, nie liczył się, był już tylko Niemcem takim sam jak inni.
    ***
    Wbił wzrok w drzwi, gdy usłyszał kroki i podniesione głosy. Kilka minut później pojawiło się kilku szwabów, którzy wyprowadzili ich z tej klitki i kazali pakować różne rzeczy na pakę auta... do którego niedługo później sami musieli się wcisnąć. Znalezienie sobie wygodnej pozycji w tak małej przestrzeni, było ciężkie. Dodając do tego wszelkie wyboje po drodze, Yashanov wiedział, że spięte i poobijane mięśnie będą bolały później, kiedy przyjdzie do wysiadki i wyprostowania się.
    Jazda strasznie mu się dłużyła, a to sprawiało, że znów rozmyślał nad ostatnią nocą. Minie dużo czasu, aż zwalczy złość i pogardę, jaką żywił teraz względem samego siebie. Będąc jeszcze dowódcą, wielokrotnie gardził żołnierzami, którzy wpadli na tak głupi pomysł żeby okazać słabość. Uświadamiał im, że bycie słabym to proszenie się o kłopoty i pakowanie do trumny, bo takie rzeczy wykorzystywał każdy.
    Zamknął oczy, chcąc odciąć się od wszystkiego, nawet od własnych myśli. Czuł się oderwany od rzeczywistości... i trwał tak godzinami.
    ***
    Postój. W końcu, liczył, że ich wypuszczą i będzie mógł rozprostować zastygłe mięśnie. Nic takiego jednak nie wydarzyło się. Niemcy spacerowali między autami, rozmawiali i gdybali ile jeszcze drogi zanim nastąpi dłuższy niż ten postój, Yashanov w tym czasie obserwowali ich. Nikt ich nie pilnował, ale teraz się nie dziwił. Byli pośrodku lasu z daleka od jakiejkolwiek cywilizacji... to był jeden z tych punktów na wschodzie, gdzie nie było blisko żadnej wsi. Tylko las. Próba ucieczki w tym momencie byłaby głupotą i to taką, którą najpewniej przypłacili by życiem.
    Przesunął się bliżej klapy, by znaleźć miejsce w którym będzie miał więcej swobody ruchu. Spojrzał w bok, gdy nagle zauważył poruszenie z boku. Jeden z Niemców szedł do nich, po chwili wypuścił ich i podał manierkę z wodą. Mimo pragnienia, żaden nie wyciągnął ręki po wodę, spoglądali nieufnie... aż w końcu pękł Mikhail. Nie było sensu przedłużać i czekać na moment aż młody mundurowy, wkurwi się i odejdzie zabierając ze sobą manierkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wychylił łyk, później kolejny, czując przyjemnie chłodną wodę. Tego było mu trzeba, gdy temperatura organizmu podskoczyła po godzinach jazdy. Podał manierkę drugiemu ruskowi, a w tym czasie przesunął spojrzeniem po okolicy. Drzewa, od cholery drzew... ale w końcu byli w lesie. Osobiście Mikha był ciekaw gdzie są dokładnie, ale wiedział, że jeśli zapyta to i tak nie dostanie odpowiedzi. W pewnym momencie jego spojrzenie zatrzymało się na kimś kogo nie chciał już widzieć, ale wiedział, że to nieuniknione. Przeklną pod nosem, odwracając ciemne ślepia od Schurza. Przeniósł wzrok na żołnierza, który stał obok niego i nagle kazał mu przepłukać dłoń. Yashanov zdecydowanie nie zrozumiał go od razu, później dopiero zerknął na własną rękę. Zdarte kostki i nieco posiniałe palce, nie wyglądało to dobrze. Sięgnął po wodę i zrobił co mu polecono, syknął pod nosem czując ostry ból, gdy płyn zetknął się z rankami, a przy tym zmył zaschnięta wcześniej krew.
      Po kilku jeszcze minutach, zostali znów zmuszeni do wejścia na pakę, chociaż Mikha był pewny, że jeszcze nie ruszają, a zwyczajnie nikomu nie chciało się pilnować jeńców.

      Usuń
  55. Spojrzał na Morozova, przez moment wydawał się nie usłyszeć go lub nie zrozumieć. Zaraz jednak zmarszczył lekko brwi.- Nie wiem o co ci chodzi – rzucił po prostu. Nie interesowało go to co stało się esesmanowi, może był taką sierotą, że zrobił sobie krzywdę kiedy tylko został sam. Miał to naprawdę gdzieś... powinien mieć gdzieś. W jakimś stopniu żałował, że to nie on połamał mu palce, gdyby wtedy nie czuł się tak chujowo, pewnie zrobiłby mu krzywdę i to większą niż ta ręka.
    Widząc, że Rosjanin chce się jeszcze odezwać, spojrzał na niego wręcz morderczo. Skrzywdzi go jeśli ten kretyn będzie chciał jeszcze rozmawiać o Sigmarze. To był ostatni temat jaki chciał poruszać obecnie. Zamiast tego, pomyślał o czymś innym.
    - Widziałeś coś między drzewami? - spytał cicho, jakby nie chciał by ktokolwiek ich usłyszał. Miał jakieś zwidy, widział ruch w sporej odległości od nich, ale poza tym jednym nic więcej. Nie wiedział czy powinien zrzucić to na podły stan psychiczny czy na cokolwiek innego... chyba, że faktycznie coś tam było i mogło być zwykłym zwierzęciem. Po tym jednym pytaniu, znów zamilkł odpływając myślami gdzieś indziej.
    ***
    Opierał się plecami o plandekę, wsłuchując się w ryk silników. Ciche przemieszczanie, nie ma co. Z takimi pojazdami, mogli zaalarmować wszystkich w promieniu paru kilometrów. Debile, narażali wszystkich, jeżdżąc czymś takim i może by się tym nie przejmował, gdyby nie siedział w jednym z tych aut. Wsunął dwa palce za kołnierz, aby nieco go odchylić, znów zrobiło mu się ciepło, przez co powoli zaczynał żałować, że temperatury w dzień były jeszcze dość wysokie.
    Wzdrygnął się i spiął zaraz, słysząc serię z karabinu. Odruchowo pochylił się, by znaleźć się jak najniżej, a przy tym uniknąć gradu kul jakimi została zasypana kolumna samochodów. Spojrzał na Morozova, który też wcisnął się w tą małą przestrzeń, chcąc też wyjść z tego bez szwanku. Zerknął nieco w górę, kiedy krótka seria, zostawiła dziury w plandece. Gdyby obaj siedzieli tak jak wcześniej... dostali by po ramionach. Po kilku długich minutach zapadła względna cisza, rzucane rozkazy i krzyki rannych, przypomniały Yashanovi, że na około nadal trwa wojna. Powróciło to nieprzyjemne odczucie, że życie w obecnych czasach liczyło się w dniach, nikt nie miał pewności, że przeżyje to całe gówno.
    Przekrzywił głowę, gdy ponad inne dźwięki wybił się głos sanitariusza. Słuchał powtarzanej przez żołnierzy grupy krwi. Chociaż wiedział czego szukają, sam nie posiadał tej konkretnej, ale zawsze istniał cień szansy, że miał ją jego koleżka.
    - Jaką masz grupę krwi? - spytał poważnie, a gdy dostał odpowiedź jakiej oczekiwał, pokiwał głową i uśmiechnął się nikle.- Masz swoją szansę by wleźć w dupę szwabą... przydasz im się – mruknął. Przeniósł wzrok na młodego esesmana, kiedy ten pojawił się nagle przy aucie. Przewidywalność tego prawie rozbawiła Mikhaila.
    - Nie mam zerowej – odparł po niemiecku, zdradzając tym, że przysłuchiwał się temu co dzieje się na około.- Jednak Morozov ma w swoich żyłach to czego potrzebujecie – dopowiedział opanowanym i chłodnym głosem. Wydawał się niewzruszony na to co dzieje się na około, jakby nie słyszał całej kumulacji bólu i chaosu. Zeskoczył z paki, krzywiąc się tylko, gdy żołnierze wycelowali w niego z broni.
    - Mój towarzysz nie zna waszego języka, chyba zależy wam na czasie. Będzie sprawniej, jak nie będziecie musieli siłować się z nim, gdy czegoś nie zrozumie – wyjaśnił, czemu ruszył tyłek, chociaż miał wrażenie jakby stała przed nim banda dzieciaków, którym musi tłumaczyć najprostsze rzeczy. Widząc zmianę nastawienia, obejrzał się na Morozova.
    - Chodź, podzielisz się z kimś krwią... rusz się, bo odstrzelą nas – burknął. Przeszli między samochodami do rannych, Mikha wręcz czuł lufę pistoletu wbijajacą mu się w kręgosłup między łopatkami. Dopiero teraz pomyślał o tym, kto mógł zostać ranny... że wszyscy mieli takie ciśnienie.

    OdpowiedzUsuń
  56. Nie musiał spoglądać na Morozova, by odczuć jego złość, ale to nie sprawiało, że przejmował się tym w jakikolwiek sposób. Miał w tym cel, który zamierzał osiągnąć, a że przy okazji dostanie się trochę drugiemu Rosjaninowi to tylko lepiej. Będzie przynajmniej mniej upierdliwy.
    Słysząc syk po prawej stronie, spojrzał dopiero na niego.- Zamknij się, potrzebowałem ruszyć się stamtąd i chcę wiedzieć, kto został ranny, że pod takim ciśnieniem szukają worka z krwią – pozwolił sobie na odrobinę kpiny w stosunku do towarzysza, zaczynając z powrotem mówić po rosyjsku, by esesmani nie rozumieli go. Musiał wyrobić dzienny limit, aby ich relacje nadal pozostawały na takim samym poziomie.- Poza tym, chcesz im się przydać by przeżyć to teraz masz szansę – dodał cicho. W identyczny sposób jak Morozov, Mikha powiódł wzrokiem od lekarza do zakrwawionego oficera, mimo to potrzebował paru sekund by w szoku na ilość krwi, zrozumieć kto jest tym rannym. Poczuł zimny dreszcz biegnący wzdłuż kręgosłupa, ale zaraz zaczął usilnie tłumić w sobie niepożądane emocje.
    Kiedy drugi rusek, usiadł na ziemi czekając aż podepną go pod sprzęt, Mikhail stał może z dwa kroki dalej. Pomimo ciągle żyjącej w nim wściekłości i niechęci jaką żywił wobec Schurza, nie potrafił pozbyć się obawy, że ten zaraz wyzionie ducha. Gdy ich spojrzenia zetknęły się, sam zauważył, że spojrzenie Sigmara wyraźnie wyostrzyło się, przestało tak błądzić jakby już nie widział niczego. W ciągu tych paru sekund ani jeden ani drugi nie odwracali spojrzenia, a przynajmniej do pewnego momentu, gdy uczynił to Yashanov. Zerknął na lekarza, który kazał mu gadać do esesmana. Nie chciał tego, cholernie nie chciał w ogóle zbliżać się do niego... wystarczyło że gdy nikt nie patrzył, Schurz pogrywał sobie z nim jak chciał. Nie mógł pozwolić, aby coś takiego działo się również teraz, bo wiedział dobrze, jak zwodnicze są emocje, które powoli przestawał kontrolować. Nie mógł w końcu ciągle udawać, że jedyne co zna to kpina, pogarda i złość, a wszystko inne jest udawane pod potrzebą chwili. Chociaż ten mężczyzna jak nikt inny, zobaczył całą gamę emocji i uczuć u Yashanova... to on się nimi zabawił w sposób, który dotąd praktykował Rosjanin, by finalnie stać się ofiarą własnej zabawy.
    Ponaglony nagle przez lufę, która nacisnęła na jego kręgosłup na wysokości karku, zbliżył się do tego sukinsyna, który teraz wybrał sobie porę na umieranie. Klęknął obok, by znaleźć się na odpowiedniejszej wysokości. Przez dłuższą chwilę wahał się w jakim języku zacząć mówić, jeśli po rosyjsku to każde słowo będzie śledził Morozov, a gdy po niemiecku to rozumieć go będą wszyscy na około. Odetchnął cicho, walcząc ze sobą jakby nagle zabrakło mu odwagi by wydusić chociaż jedno słowo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. - Masz kolejne osiągnięcie, Schurz – mruknął w końcu po niemiecku, wyjątkowo spokojnym głosem, zahaczał wręcz o łagodność.- Będziesz mógł się przechwalać wśród swoich towarzyszy, jak to zmusiłeś Rosjanina, którego nie złamał nawet ten wasz Meyer, by ukląkł przy tobie i to bez użycia siły – prychnął, wyciągnął rękę i złapał dłoń, którą Sigmar zaciskał w pięść, złapał go na przegubie, czując pod palcami słabe tętno.- Nie próbuj teraz zdychać... nie możesz – syknął dość ponuro. Na chwilę zamilkł, rzucając krótkie spojrzenie na lekarza, który najwyraźniej zabierał się za łatanie Niemca.- Obiecałeś mi coś, miałeś pomóc mi dotrzeć do Moskwy, bądź słowny – powiedział znów spokojnie, lecz teraz już po rosyjsku. To co chciał mówić teraz, wolał by rozumiała poza nimi dwoma, tylko jedna osoba, a nie cała zgraja.- Musisz to przeżyć i wrócić do pełni sił... mamy przed sobą, mało wygodną rozmowę przez którą chyba trzeba przebrnąć – cudem tylko nie zniżył głosu do szeptu. Tak naprawdę nie chciał rozmawiać z nim o niczym, a jedynie zwrócić jego uwagę na słowa, by nie odleciał mu teraz.
      - Poza tym to ja chcę być tym, który cię odstrzeli, a nie jakiś głupi sowieta, który chował się za drzewami, bo brakowało mu jaj by stanąć z wrogiem oko w oko. Po tym wszystkim co zrobiłeś mi, mam do tego prawo – burknął, jakimś sposobem panując nad sobą na tyle, że nie był wulgarny.

      Usuń
  57. Ignorował wbite w niego spojrzenia, chociaż był pewny, że połowa mundurowych, która go obserwowała była skupiona na tym, aby nie zrobił większej krzywdy ich oficerowi niż na jego słowach. Najbardziej nieznośny jednak był wzrok Morozova, który wręcz przewiercał go. Mikha wiedział, że właśnie podważał wszystkie swoje wcześniejsze postanowienia i niszczył łatę skurwysyna, który troszczy się jedynie o własny tyłek. Czuł pod palcami jak tętno Schurza niebezpiecznie zwalnia, by po jakimś czasie nieco przyspieszyć i ponownie stracić na sile.
    Nie mówił jednak nic o tym, skupiając się na własnym monologu, kierowanym tylko do tego wykrwawiającego się dupka. W głowie za to przysięgał, że dokopie mu za to... za zmuszenie go do okazania jakichkolwiek emocji przy innych.
    Zerknął na lekarza, gdy ten zwrócił się bezpośrednio do niego. Normalnie wykpił by mężczyznę za próbę wydawania mu poleceń, ale w tej chwili wydawał się zbyt rozproszony, by zareagować w typowy dla siebie sposob. Kiwnął głową, by zaraz wbić chłodne spojrzenie w Rosjanina.- Siergiej... dadzą ci czekoladę, zjedz ją to poczujesz się trochę lepiej – poradził, pierwszy raz odkąd mieli ze sobą do czynienia, Yashanov użył imienia Morozova. Cudem było w ogóle to, że pamiętał jak ten ma na imię. Puścił Sigmara i odsunął się o te parę cennych centymetrów, gdy rana została zamknięta. Słuchał z uwagą Runge, lecz chyba jak większości i jemu nie spodobała się ocena lekarza co do stanu Schurza. Przynajmniej z początku tak było, by szybko dla zachowania pozorów stał się tak okropnie obojętny wobec tego co słyszał. Powstrzymał grymas zirytowania, kiedy kazano mu zostać przy oficerze. To naprawdę nie było to czego obecnie potrzebował czy chciał, wolał już wcisnąć się z powrotem na niewygodne miejsce w ciężarówce i jakoś przetrwać resztę drogi. Nie sprzeczał się jednak, nie miał tutaj żadnego pola manewru, a potwierdzeniem tego był znów znajomy nacisk lufy na plecy. Zajął wolne miejsce na pace, opierając się o metalową rurę stelażu tuż przy wejściu. Tutaj miał chociaż więcej miejsca, ale za to towarzystwo gorsze bo samych Niemców. Nie widział sensu swojej obecności w tym aucie, kiedy Sigmar i tak był nieprzytomny.
    Błądził wzrokiem po linii drzew, mając wrażenie, że to co wydarzyło się kilkanaście minut temu to dopiero początek kłopotów. Pewnie nie przejął by się, że zginie więcej szwabów, gdyby nie realne zagrożenie, ze w ferworze walki sam stanie się ofiarą, a jemu nikt nie pomoże. Status jeńca, był okropny.
    ***
    Obserwacje lasu, przerwało nagłe przebudzenie oficera, Mikha zerwał się ze swojego miejsca, dopadając do rannego i próbując unieruchomić go, zanim zrobi sobie krzywdę. Przeklną pod nosem zły na siebie, gdy poczuł wręcz rozczarowanie na to jakie nazwisko padło z ust Niemca. Kiedy zjawił się ten, którego obecność była wręcz żądana przez ledwo przytomnego mężczyznę, Yashanov wręcz z radością opuścił auto. Oddalił się o kilka kroków, stojąc ze zwykłym szeregowym w odpowiedniej odległości. Wsunął ręce w kieszenie spodni, kopiąc nieduży kamyk, który leżał na ziemi. Jego nie interesowało o czym tamtych dwóch rozmawia, ale z cieniem rozbawienia zauważył, jak towarzyszący mu żołnierz próbuje coś podsłuchać.
    Uniósł spojrzenie na Fuchsa, nie reagując w żaden sposób na to obrzydzenie jakim raczył go obdarować. Czuł, że coś poszło nie tak, bo prędzej spodziewał się, że zostanie całkowicie zignorowany.
    Oczywiście – prychnął, nie przejął się ostrzeżeniem. Podobne rzucał mu już pewien Niemiec i nic z tego nie wyszło, bo upór i zawziętość były zbyt ciężkie do zwalczenia. Poza tym nie bardzo rozumiał, czym miałby zaszkodzić. Cholera, działał według ich zasad... czego jeszcze od niego chciano.
    Wrócił na swoje miejsce od razu, jak tylko pozwolono mu na to. Przed odjazdem, ostatni raz zerknął na linię drzew... i widział tam kogoś, kogo nie chciał już nigdy zobaczyć, a przynajmniej póki był jeńcem u Niemców.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ***
      Wciśnięty w kąt paki, próbował się zdrzemnąć by czas popłynął nieco szybciej. Jednak hałas otoczenia, skutecznie uniemożliwiał mu zapadnięcie nawet w płytki sen. Nie miał pojęcia ile już czasu minęło... może godzina lub więcej. Wkurzało go to jak szybko stracił poczucie czasu, chociaz powinien być tutaj jednym z najbardziej trzeźwo myślących. Przeniósł się siadając z powrotem na swoim pierwotnym miejscu, oparł się plecami o rurkę. Błądził myślami wokół tego co się wydarzyło... zaatakowano tylko raz i małą grupą. Czemu? Dlaczego tylko tak. Nie wierzył, że zabrakło ludzi na jeszcze jedną akcję, musiało ich być więcej. Może chcieli ich jedynie wykurzyć z tamtego miejsca? Pokręcił głową z lekkim westchnieniem. Nie było sensu teraz gdybać, coś musiało pójść nie tak, ale nie umiał znaleźć powodu.
      Popatrzył na Sigmara, akurat w chwili, gdy ten zaczął się wiercić. Widać ponownie się wybudzał i teraz pozostawało pytanie czy znów trzeba będzie z nim walczyć, żeby nie rzucał się tak na posłaniu. Podniósł się powoli, zbliżając do mężczyzny, by w razie czego szybciej zareagować.
      Nie zrozumiał dokładnie słów oficera, ale wyłapał jedno rozmawiać .
      - Nie chcę, nie z tobą – burknął ponuro.- Kłamałem, żebyś nie odleciał im tam... pewnie zastrzelili by mnie na miejscu, zrzucając winę na mnie – dodał cicho, ale jednak na tyle wyraźnie, że można było go zrozumieć pomimo hałasu. Ciężko było obecnie nawet jemu samemu stwierdzić czy kłamie, może ratował tylko siebie, a może nie. Próbował pozbyć się emocji, stąd też nie planował obecnie rozdrabniać się nad tym co nim kierowało wcześniej.
      - Nie, zrobiłeś co chciałeś... osiągnąłeś cel i udowodniłeś, że jesteś taki jak pozostali – warknął, rozdrażniony prośbą by wybaczył w co nie wierzył kompletnie.- Nie wymagaj wybaczenia za coś czego nie żałujesz – sięgnął po koc leżący obok i przykrył Schurza, kiedy dostrzegł jak ten drży. Pozostał na miejscu, siedząc blisko niego, chociaż rozsądek podpowiadał, że powinien się odsunąć... odciąć od niego, póki ma okazję.

      Usuń
  58. Nie obchodziło go, że może swoimi słowami sprawiać dodatkowy ból Niemcowi. Nie chciał się nim przejmować, wszystko między nimi było już jasne i brakowało miejsca na głupie nadzieje, że są inni niż faktycznie. W normalnych warunkach stanęli by naprzeciwko siebie, łaknąc wzajemnej śmierci... może nawet któregoś dnia, jeden z nich byłby tym, który pozbawił życia drugiego. Dlatego właśnie w tym wszystkim nie było miejsca na cieplejsze emocje czy uczucia. Przynajmniej Yashanov tak to sobie tłumaczył, wręcz rozpaczliwie trzymając się tej myśli.
    Zerknął przez ramię na Niemca, który siedząc na skraju paki, rzucił mu uważne spojrzenie, ale zaraz stracił zainteresowanie tym co się dzieje. Widać nie bardzo przejmował się czy oficer przeżyje jeszcze kilka godzin, pewnie bardziej martwił się o własne życie. Poprawiając koc, by szczelnie okryć Schurza, starał się nie patrzeć na jego twarz ani nie dotknąć go bez pośrednio. Trzymanie dystansu było obecnie najbardziej logicznym zachowaniem. Wszystko jednak spieprzył ranny, gdy złapał go za rękę, a Mikha nie potrafił zmusić własnych mięśni do spięcia się i wyrwania ręki z tego słabego chwytu.
    Nie dziękuj – szepnął, nie poruszając się ani o milimetr. Słuchał go w skupieniu, chociaż wcale nie chciał tego słyszeć. Odetchnął cicho, gdy poczuł jak palce mężczyzny rozluźniają się i może uwolnić dłoń z tego nikłego uścisku. Odsunął dłoń tylko trochę, bo akurat na niej wspierał się, by nieco pochylony mógł zrozumieć każde słowo.- Nie umrzesz, wydobrzejesz... nikt tutaj nie da ci umrzeć – mruknął poważnie. Widział śmierć swych towarzyszy, patrzył jak wpadają do dołu, a jednak ich koniec nie przejął go tak bardzo jak myśl, że Sigmar może umrzeć. Zaczynał powoli odczuwać pogardę do samego siebie, nie dość, że pozwolił się upokorzyć parokrotnie to teraz, coraz wyraźniej czuł się pieprzonym zdrajcą. Troszczył się o Niemca, martwił się o Niemca, bardziej niż o swoich ludzi kiedykolwiek. Pozwolił na kolejny dotyk na dłoni, muśnięcie kciuka na skórze, wywołało dreszcze, który wzdrygnął jego ciałem. Zmarszczył nieco brwi, gdy poczuł, pod opuszkami palców biodro oficera, ale i wyczuł kartkę wsunięta w kieszeń spodni. Szybko rozgryzł to jego spojrzenie, wyciągnął złożoną kartkę. Schował ją do swojej kieszeni, nie spoglądając nawet na nią. Później ją przejrzy, chociaż zaraz usłyszał co na niej jest. Widząc co się dzieje, domyślił się, że ból wraca i to dość raptownie. Wypuścił powoli powietrze z płuc, starając się opanować, ale to wcale nie pomogło. Wyciągnął rękę, by zaraz samemu złapać za dłoń Schurza i spleść ich palce. Dyskretnie by siedzący dalej Niemiec nie zauważył, pochylił się i musnął wargami palce Sigmara.
    Co ja kurwa robię... zdechnę przez własne słabości przeszło mu przez myśl, ale wiedział, że niewiele ryzykuje. Jeśli Schurz umrze, słabości Mikhi pójdą w piach, a jeśli przeżyje to może wyprzeć się wszystkiego.
    - Wytrzymaj to, nie poddawaj się – przestraszyło go wręcz, jak jego głos zadrżał, gdy to mówił. Pękał i to było najbardziej żałosną rzeczą jaką odczuł. Puścił rękę rannego i odwrócił się do pilnującego go Niemca.- Każ im zatrzymać auto – warknął, zatajając pod złością, wszystkie zdradliwe emocje. Odchylił się nieco, gdy ciężarówka zatrzymała się raptownie, a szeregowy wyskoczył na zewnątrz by zawołać lekarza. Mikha w tym czasie zerknął na Schurza, widząc łzy bólu, starł je za policzków mężczyzny, by oszczędzić mu upokorzenia. Później sam opuścił samochód, akurat kiedy Runge przyszedł. Krótko powiedział mu co się wydarzyło, pomijając ich rozmowę. Czekał na zewnątrz, rozglądał się po okolicy, zauważył w oddali budynki. Musieli znaleźć się blisko jakiejś wsi, chociaż nie potrafił określić gdzie są. Uniósł wzrok na lekarza, kiedy ten zeskoczył z paki.
    - Herr Runge – odezwał się, by zwrócić na siebie uwagę sanitariusza. Chciał wiedzieć co nieco o stanie oficera, czy był sens w ogóle siedzieć przy nim nadal. Był świadom, że interesując się jego stanem, mógł wzbudzić zaciekawienie i doprowadzić do niewygodnych pytań, ale na takie coś wiedział jak zareagować.

    OdpowiedzUsuń
  59. Stojąc na zewnątrz, nie potrafił powstrzymać nikłego uśmieszku, gdy ciągle przed oczami widział szok wypisany na twarzy Schurza. Nie sądził, że takie lekkie muśnięcie warg na palcach, aż tak zaskoczy mężczyznę. Mimo to cieszyła go taka reakcja, bo dalej miał jakąś przewagę, a to pomagało mu pozbierać się do kupy. Ostatni raz zerknął na majaczące w oddali budynki, które obecnie i tak nie miały znaczenia. Przeszedł się kawałek, czując więcej swobody niż zwykle. Tutaj nie był aż tak bardzo pilnowany, bo szwaby wiedzieli, że nie miałby dokąd tak naprawdę uciec.
    Zamiast kombinowania, zaczął zastanawiać się o kartce, która miał w kieszeni. Teraz była mu zbędna, ale jeśli ten cały bajzel dotrze do końca, jeśli jedna ze stron wygra, a on przeżyje to wszystko... miał szansę na w miarę normalne życie. Liczył się z tym, że do końca życia będzie z dala od bliskich, ale mając fałszywe dokumenty, mógł zaszyć się wszędzie i nie musiałby przejmować się tym, że ktoś może go dopaść. Dla świata byłby martwy, tak jak powinno być już od kilkunastu dni. Obejrzał się na ciężarówkę w której był Schurz i Runge, ten pierwszy był w tej chwili problemem w całym planie by żyć na fałszywych papierach, bo musiał by umrzeć, a tego nie chciał Yashanov. Przeczesał palcami włosy, by dłuższe kosmyki nie opadały mu na oczy.
    Dostrzegając zaskoczenie lekarza, sam się trochę zdziwił taką reakcją. Miał widać talent do robienia rzeczy, których inni nie spodziewają się po nim. Jednak znany był nawet wśród swoich z odwagi, która często graniczyła wręcz ze skrajną głupotą. Wielu mówiło mu, że zbyt odważnie patrzy śmierci w oczy, gdybano że nie boi się umrzeć, ale wcale tak nie było. Jak każdy czuł respekt przed śmiercią i nie chciał kończyć swojego żywota, jednak charakter oraz to jak został wychowany robiły swoje.
    - Tak, dokładniej Mikhail Yashanov – odparł, chociaż wiedział, że nie musi się przedstawiać, że nikogo tutaj nie obchodzą jego dane.- Jak z tym oficerem? Ma jakieś szanse by wyjść z tego chujowego stanu? - spytał spokojnie. Jego największą przewagą nad innymi, był fakt, że nie okazywał strachu i nie kulił się przed innymi. Mając teraz do czynienia jedynie z lekarzem, tym bardziej nie widział zagrożenia. Zawsze miał dość szacunku do sanitariuszy, by nigdy nie traktować ich jako wrogów... więc wbrew rozsądkowi nawet teraz tak działał.

    Po krótkiej rozmowie, wrócił do auta. Spojrzał tylko na chwilę na esesmana, który również wsiadł do środka. Obaj zajęli te same miejsca, szeregowy tuż przy wyjściu, a Mikha jak najdalej, lecz dość blisko Schurza, by móc w razie czego szybko znaleźć się przy nim. Wcisnął się znów w kąt, znajdując w tym najwygodniejsze miejsce. W duchu zazdrościł Sigmarowi, że ten potrafił w tych warunkach zdrzemnąć się. Chociaż chyba nie chciałby być na jego miejscu.
    Do późnego wieczora nie było postoju, dopiero gdy zapadł zmrok, kolumna ciężarówek zatrzymała się w opuszczonej rezydencji, która wyglądała na mocno zniszczoną przez czas. Yashanov był pewny, że nie są to warunki w jakich ta cała zgraja szwabów chciała nocować. Kazano jemu i drugiemu ruskowi wypakować część rzeczy, bo w końcu musieli się do czegoś przydawać, skoro ciągnięto ich aż tutaj. Mikha odciążył nieco Morozova, gdy ten nie wyglądał zbyt dobrze, a tachanie rzeczy było najwyraźniej ponad jego siły. Stawiając na ziemi ostatnią rzecz, wyszedł na zewnątrz by zaraz umknąć innym, tym razem wyjątkowo nie chciał rzucać się w oczy. Wskoczył na pakę, gdzie dziś miał nocować z Morozovem. Nagrzany przez cały dzień jazdy materiał dawał przyjemne ciepło, które ratowało ich przed wychłodzeniem. Usadowił się w najwygodniejszym miejscu, nie opuszczono płachty, zamykając ich w środku, dlatego mogli swobodnie obserwować to co dzieje się na zewnątrz, ale też wartownicy mieli ich na oku.

    OdpowiedzUsuń
  60. To co powiedział lekarz, ciągle słyszał, miał wrażenie że każde słowo odbija się ciągle od ścianek czaszki i dzwoni w uszach, nie dając zapomnieć. Zdenerwowanie uniemożliwiało mu zaśnięcie, więc jedyne co mógł robić to rozmyślać ciągle na nowo rozważać różne kwestie.
    Rozdrabnianie nad obecnymi problemami, przerwał mu jeden z wartowników, gdy bez ostrzeżenia pojawił się przy wejściu na pakę i uderzył otwartą dłonią w podłogę. Tak samo jak towarzysz prawie zerwał się do pionu, wystraszony tak niespodziewanym dźwiękiem. Szybko jednak ze strachu przeszedł w jawną niechęć wobec esesmana. Wykrzywił wargi w grymasie, gdy padło, że mają się stąd wynieść, ale obaj nie pójdą w jedno miejsce. Żołnierz nie musiał już kończyć wypowiedzi by Mikha domyślił się gdzie go wyślą. Czuł się trochę jak niańka, bo przez fakt, że Schurz wtedy zareagował na jego obecność, spowodowała, że obecnie wykopywali go do niego, mając tym samym problem z głowy... nikt nie musiał z Niemców pilnować rannego i w razie czego wołać lekarza. Swoją drogą było to dość głupie, bo zawsze Rosjanin mając taką możliwość mógł pozbyć się oficera, a przynajmniej tak zadziałał by każdy inny niż Mikhail.
    Martwił się o tego ledwo żywego dupka i powoli przyznawał się do tego przed samym sobą, ale chyba nie na tyle, by chcieć ciągle siedzieć przy nim, mimo że wtedy żaden esesman nie przyczepiał się do niego. Wdrapując się po schodach na których odcisnęło się piętno czasu, przeklinał ich skrzypienie bo chyba wszyscy w budynku wiedzieli, że idzie na górę albo tylko jemu wydawało się to tak głośne. Zerknął na szeregowego, który stanął w połowie stopni i po raz któryś powtórzył mu gdzie bezpośrednio ma iść, bez żadnych spacerów po reszcie rezydencji bo pierwszy mundurowy, który go zobaczy sprzeda mu kulkę między oczy. Yashanov darował sobie uświadamianie mężczyzny, że za pierwszym razem zrozumiał polecenie jak i groźbę w tym zawartą.
    Zatrzymał się jakiś metr od drzwi, próbując zebrać się w sobie i dopiero wtedy pchnął drzwi, by zaraz przymknąć je za sobą. Skoro były otwarte, nie zamykał ich wiedząc, ze to byłby tylko pretekst do awantury w której nie mógłby nawet się odgryźć.
    Spojrzał w kierunku łóżka, które aż dziwne, ze było w tak dobrym stanie by położyć w nim kogokolwiek. Potrzebował chwili by przyzwyczaić wzrok do panującej w pokoju ciemności, ale kiedy tylko udało się to, przeszedł przez pokój. Podszedł do okna odsłaniając je nieco, by wyjrzeć na zewnątrz. Po paru minutach, odwrócił się by zerknąć znów w kierunku łóżka.
    - Nie śpisz – mruknął odrobinę chłodno, ale w takie zwykłe stwierdzenie jakoś nie potrafił wrzucić nawet grama emocji. Oparł się plecami o ścianę bliżej łóżka, przy czym z przyzwyczajenia skrzyżował ręce na torsie.- Jak się czujesz? - spytał nieco ciszej, jakby obawiał się, że ktokolwiek poza Sigmarem usłyszy ten marny przejaw troski z jego strony.

    OdpowiedzUsuń
  61. Cieszył się z tej ciemności, pół mrok jaki panował w pomieszczeniu odbierając pewność siebie Sigmarowi, dodawał tej pewności Mikhailowi. Nie musiał pilnować własnej mimiki i spojrzenia, bo wyczytanie z nich cokolwiek w tych warunkach było niemożliwe. Mimo to odruchowo trzymał dystans, by uniemożliwić to jeszcze bardziej. Wykrzywił wargi w uśmiechu, aż podejrzanie szczerym.- To nie najgorzej, sądziłem, że jeszcze gorzej się czujesz – nieco prychnął, ale nie było w tym tej typowej kpiny, a najbardziej niewinne rozbawienie. Sięgnął jedną ręką do swojego karku, rozcierając go jakby nieco nerwowym ruchem. Przesunął wzrokiem po pomieszczeniu, zanim odpowiedział na pytanie.- W starej rezydencji, pewnie jakiegoś polityka lub wojskowego... zwykłych cywili nie stać na takie domy – mruknął, błądząc wzrokiem wszędzie byle nie skupiać spojrzenia na rannym mężczyźnie.
    Od chwili, gdy wykrwawiałeś się w tamtym lesie i z bliżej nie zrozumiałego powodu zareagowałeś, kiedy stanąłem obok... dostałem chyba nowe zadanie, jakim jest niańczenie ciebie, bo najwyraźniej potrzebujesz ciągłego towarzystwa – pozwolił sobie na lekką uszczypliwość, chociaż nie miało to takiego wrogiego wydźwięku jak wcześniej.- Więc tak, wpuścili mnie tu tak po prostu, a dokładniej kazano mi tu przyleźć i siedzieć z tobą – wyjaśnił mu starając się zachować chociaż odrobinę swego znużonego tonu, jakim obdarowywał wszystkich, którzy próbowali rozmawiać z nim, a on nie miał na to chęci.- Tak naprawdę im się dziwie, zostawić bezbronnego oficera sam na sam z jeńcem i to Rosjaninem... spore ryzyko – dodał, bo to była faktycznie głupia decyzja. Mógłby odpieprzyć różne dziwne rzeczy, gdyby tylko chciał.
    Odrobinę się spiął, gdy padło to ciche pytanie. Cały czas powstrzymywał się przed zbliżeniem, zgadzając się z rozsądkiem, który trzymał go w ryzach, a teraz dostawał wręcz zachętę, aby pieprzyć rozsądek. Miał już zrobić krok w jego stronę, ale wtedy usłyszał prośbę. Zbliżył się dość szybko, Przelał trochę wody z większego naczynia stojącego na stoliku do metalowego kubka i przysiadł ostrożnie na skraju łóżka. Pomógł Schurzowi odrobinę się podnieść, aby było mu wygodniej pić i zbliżył kubek do jego ust, przechylając go z wyczuciem. Odstawił przedmiot na bok, kiedy mężczyzna już się napił.
    - Długo znasz tego całego Fuchsa? - spytał nagle, ale wyjątkowo cicho i z wyraźnym wahaniem. Nie miał pewności, czy powinien poruszać tą kwestię... czy w ogóle zwracać uwagę na tego osobnika.

    OdpowiedzUsuń
  62. Wywrócił oczami, gdy został zasypany pytaniami, ale postanowił na nie odpowiedzieć. W końcu sam chciałby wiedzieć takie rzeczy, gdyby był na miejscu Sigmara.
    Nie usłyszałem co to za miejscowość, zgaduję, że specjalnie nikt nie wymienił nazwy, bym nie zorientował się, gdzie jesteśmy – odparł spokojnie. W ostatnich miesiącach dużo czasu spędził nad mapami, bawiąc się w taktyka, a dzięki temu zapamiętał sporo z nazw większych i mniejszych miast, jak i przeróżnych wsi. Niestety wiedzy tej obecnie nie miał jak wykorzystać... unikano rzucania szczegółami przy nim.- Nie widziałem w pobliżu żadnych innych budynków, ale zgaduję, że maksymalnie kilometr stąd jest jakieś miasteczko, takich rezydencji nikt nie buduje z dala od cywilizacji – wyjaśnił, wiedząc jak jego własny dom rodzinny był umiejscowiony. Odpowiednio daleko od miasta, ale nie przesadnie oddalony.- Był tylko jeden postój, gdy zacząłeś zwijać się z bólu... później nie było żadnego – nie potrafił podać mu konkretów, a świadomość tego nieco drażniła.
    Prychnął, ale uśmiechnął się słabo, słysząc odpowiedź na swój przytyk.
    - Daruj sobie, byłem skazany na oglądanie ciebie prawie codziennie, wtedy nie dało się tęsknić za tą szwabską mordą, a teraz to już przesada – stwierdził, ale w jego głosie była ta zdradziecka nuta, wskazująca, że w tej chwili kpi sobie, chcąc nieco podrażnić się z Niemcem.- Jeszcze gdybyś był w lepszym stanie... a tak, nudny jesteś – dodał cicho. Spoważniał, gdy temat zszedł na te dziwne polecenia jakie dostał od szwabów. Wzruszył ramionami, bo nic nie mógł powiedzieć. Dla niego takie zachowanie było dziwne i sam nigdy nie podjąłby ryzyka, aby pozostawić jakiegokolwiek oficera z jeńcem.- Jeśli liczą, że cię wykończę to najwyraźniej ostro nadepnąłeś komuś na odcisk – rzucił tak po prostu, by to było jedyne logiczne wytłumaczenie.
    Spiął się widząc nagłą zmianę w zachowaniu Schurza, której chyba nie przewidział. Nie takiej reakcji oczekiwał, nie takie słowa chciał usłyszeć od tego sukinsyna.
    - Zasłaniasz się swoimi żołnierzami, by ukryć bezbronności... brawo... godne podziwy zachowanie – zakpił już otwarcie, wciskając w słowa niego agresji.- Więc zawołaj ich, wydaj taki rozkaz skoro najwidoczniej tego właśnie chcesz – wycedził. Ich relacja o ile jeszcze jakakolwiek istniała była chora, kiedy zaczynali rozmawiać normalnie, któryś musiał to spieprzyć.
    Obejrzał się na drzwi, zdumiony dźwiękiem przeładowywanej broni. Nie spodziewał się tego, wszystkiego innego tak... ale nie pojawienia osoby trzeciej, która mogła być potwierdzeniem wyraźnej groźby Sigmara. Zmierzył wzrokiem oficera, kiedy ten zamiast spełnić to co powiedział, próbował teraz uspokoić nerwowego żołnierza. Mikha w tym czasie milczał, czekając na rozwój sytuacji, ale jednak nic nie poszło źle. Pomógł mu napić się wody, chociaż w tej chwili, po tym co usłyszał, pojawiła się również chęć by utopić tego kretyna. Powstrzymał się jednak, nie poddając się do końca emocją.
    Nie odwrócił wzroku, gdy Schurz spojrzał na niego, ani też nie odsunął się czując jak mężczyzna opiera się o niego. Tkwił w miejscu nieruchomo, obecnie skupiony na czymś całkiem innym, niż bliskość drugiej osoby.
    - Nie, sądzę, że jest na to za głupi i zbyt mało ważny – stwierdził ostrożnie. Przypuszczał wcześniej, że któryś z Niemców nie jest tak wierny Rzeszy jak teoretycznie powinien i współpracuje z Rosjanami, ale nie miał na to dowodu ani żadnego punktu zaczepienia, więc nie próbował nawet kombinować nad tym dalej.- Bardziej zastanawiało mnie jego zachowanie w ostatnich godzinach – mruknął, ale nie zagłębiał się w szczegóły.

    OdpowiedzUsuń
  63. Słysząc ten wniosek, zastanowił się chwilę. To miało sens i faktycznie mogło mieć pokrycie z rzeczywistym miejscem postoju. Nie powiedział jednak ani słowa w tym temacie, bardziej skupiając się na tym, że nie ubłaganie zbliżają się do Moskwy. To co wydarzy się w stolicy, było nie do przewidzenia... Mikha nie potrafił na obecną chwilę obstawić, jak wygląda sytuacja w mieście czy żołnierze będący tam, są gotowi na obronę. Żywił cień nadziei, że uda im się... nie chciał oglądać upadku Moskwy.
    Na oficerach zawsze wieszają psy, więc w sumie faktycznie... dziwne, gdybyś komuś nie podpadł – mruknął, było to logiczne, że w armii pierwszą osobą, która była obwiniana to oficerowie, bo wyżsi nie byli skłonni brudzić sobie rąk. Zerknął na niego czując jak ten odsuwa się nieco od niego, nie powstrzymywał go, bo taka reakcja była teraz najmądrzejsza ze wszystkich, jakie mógł zrobić Niemiec. Umilkł na parę długich minut, spoglądając dość nieprzychylnie na Schurza, ale odpuścił mu i nie gnębił go bardziej w kwestii jego słabego stanu i tak jawnej bezbronności. Mógł zrobić teraz wszystko, a Sigmar bez swoich żołnierzy, był... a raczej nie był zagrożeniem.
    Wzruszył nieco ramionami.
    - Może to i prostolinijność, ale dla mnie graniczy z głupotą – trzymał się własnego zdania, zwłaszcza, że miał trochę czasu na poobserwowanie z czystej ciekawości tego młodzika. Zachowania, których u innych nie zauważył by nawet, to w tym przypadku aż za bardzo rzucały się w oczy. Spojrzał na Sigmara, czując jego uważny wzrok na sobie. Nie powstrzymał wręcz drapieżnego uśmiechu, który sięgnął oczu, dzięki czemu pojawił się w nich dziwny błysk.- Poza tym, że wygląda trochę jak dziecko, któremu dało się za dużą zabawkę... - szepnął, nieco pochylając się w stronę mężczyzny. To co teraz mówił, wolał aby pozostało między nimi, bo tak naprawdę w ogóle nie powinien tego mówić.- Mam wrażenie, że nie pała sympatią do mnie... ale o dziwo nie jest to na tle polityczno-rasowym, ale jest to bardziej osobiste – przygarbił się jeszcze, tak że mówiąc teraz, muskał wargami ucho Schurza.- Wcześniej widziałem jak kręcił się przy tobie, jak szybko wykonywał polecenia i dopiero teraz udało mi się wyciągnąć z tego wniosek, gdy sam się wyłożył – zamilkł na moment, dla lepszego efektu, bo bawił się jak szczeniak, ale było mu z tym dobrze.
    - Chyba masz powodzenie, Sigmar – niemal wymruczał, dławiąc w sobie śmiech. Odchylił się zaraz, cicho się śmiejąc.- I nie jest ciebie pewny albo wstydzi się przyznać, że przypadł mu do gustu przełożony – prychnął. Podparł się na ręce, by wygodniej siedzieć, a przy tym nieco przechylił się w jego stronę. Ciekaw był ile z jego słów Niemiec uzna za prawdę, a ile za kłamstwo. Osobiście planował czekać na dalszy ciąg wydarzeń, bo to co przyniesie najbliższy czas może być ciekawe.

    OdpowiedzUsuń
  64. Pogrywanie sobie z innymi, było czymś co uwielbiał robić w wolnych chwilach, a teraz mając sporo wolnego czasu, mógł mieszać w głowach i wzbudzać niepewność u tych, którzy byli podatni na takie rzeczy. Przypadło mu do gustu to jak reagował Sigmar, bo przez moment większość emocji była wręcz wypisana na jego twarzy... dopiero po chwili to wszystko znikło. Lubił obserwować jego opanowanie, gdy wiedział, że to jedynie pozory, a w pewnych sytuacjach był tego pewny.
    Chciał go powstrzymać, gdy ten zaczął obracać się, ale zrezygnował czując, że ten i tak dopiął by swego.- W takich czasach i w takim miejscu nie ma rzeczy niemożliwych – odparł z cieniem uśmiechu, który prawie nie schodził mu z warg, a co było nietypowe dla Rosjanina. Przekrzywił nieco głowę, przyglądając się cały czas Schurzowi.- Po co ci to mówię? Bo zapytałeś czy coś zauważyłem – prychnął i zaraz mlasnął cicho, jakby zawiedziony, że padło pytanie o coś tak oczywistego.
    Widząc jak drastycznie zmienił się tor tej rozmowy, wywrócił oczami.
    - Mam gdzieś jego sympatię, tak samo jak nie zależy mi by którykolwiek ze szwabów okazał ją.- stwierdził spokojnie, chociaż nieco ostrej nuty wkradło się do jego głosu. Jego dobry humor wydawał się nieco przygasnąć, ale nie na tyle, by wróciła wrogość, agresja czy pogarda jaką zwykł okazywać.- To, że ma narzeczoną to nic nie zmienia, znam osoby, które dla upojnych nocy zapominały o drugiej połówce lub mając inne upodobania próbowały prowadzić normalne życie z kimś u boku, by nikt nie przyczepił się do nich – ucichł na chwilę, by zaraz pochylić się powoli do niego.- Mając możliwość, nie wybrał byś życia z kobietą, byle pozbyć się podejrzeń? By stać się tak przykładnym esesmanem za jakiego o dziwo uchodzisz - spytał nieco się z nim drażniąc. Przesunął wzrokiem po jego twarzy, odruchowo czekając na coś co zdradziłoby prawdopodobne kłamstwo ze strony szwaba, chociaż w tym przypadku był pewny, że skłamie.
    - Ale to nie istotne czy mi uwierzysz i po prostu czuj się poinformowany, bo coś jest na rzeczy – dodał. Chciał coś jeszcze powiedzieć, ale wtedy usłyszał kroki na schodach. Podniósł się z łóżka i wrócił na bezpieczne miejsce przy oknie. Nie zdziwił się, gdy do pomieszczenia wszedł lekarz, bo słyszał jak ten zapowiadał, że przyjdzie jeszcze przed snem do rannego. Jednak z trudem powstrzymał uśmieszek, gdy do pokoju wszedł Fuchs, będący tematem przed chwilą zakończonej rozmowy.
    Mikha nie odezwał się przez cały czas, gdy tych dwóch było w pomieszczeniu. Odwrócony do nich tyłem, spoglądał przez okno, podziwiając widok. Dom znajdował się na niewielkim wzniesieniu co wcześniej uszło jego uwadze, ale teraz to co widział za oknem, spodobało mu się i to bardzo.

    OdpowiedzUsuń
  65. Mimowolnie uśmiechnął się słysząc jego miękki ton głosu. W taki sposób możesz obrażać pomyślał, ale na szczęście nie wypowiedział tego na głos. Wolał nawet nie gdybać, jak musiałby się wtedy z tego tłumaczyć, by zgasić od razu wszelkie nadzieje, że lekka czułość w głosie Niemca jakkolwiek działa na niego.
    - Właśnie dlatego, że to jest front – stwierdził spokojnie.- Nikt już tutaj nie ma nic do stracenia, poza życiem... więc źle ulokowane emocje i uczucia to najmniejszy problem – dopowiedział, by uświadomić go, jak bardzo jest to możliwe.- Front nie jedno widział i słyszał – szepnął o wiele ciszej, przypominając sobie osobę, która te słowa wypowiedziała może z dwa tygodnie temu.
    Spiął się na moment, gdy padło pytanie do jego wcześniej wypowiedzianych słów. Nie bardzo wiedział co ma powiedzieć, mógł go obrazić lub wyprowadzić z błędu i przy tym najbardziej się wahał.- Ty mi powiedz, czy jesteś – zabrzmiało to dziwnie głucho. Próba wyduszenia z siebie innych słów, czegokolwiek co zabrzmiałoby jak riposta, nie poszła zgodnie z planem. Chwila słabości, odciskała się teraz na nim. Nie interesował go los szwabów z wyjątkiem tego jednego esesmana i to martwiło go od jakiegoś czasu, chociaż dotychczas próbował wyprzeć się tego jak najskuteczniej.
    Słuchał go, gdy Sigmar zaczął opowiadać o dziewczynie, którą poniekąd wykorzystał. Nie brzmiało to tak pozytywnie jak się spodziewał, ale powinien to wywnioskować z tonu głosu mężczyzny, gdy tylko zaczął mówić.- Jak się dowiedziała? - spytał, bo nagle okropnie go to zainteresowało. Do jakiej sytuacji musiało dojść, ze prawda wyszła na jaw, a kobieta i tak pozostała poniekąd wierna. W sumie, przez nią musiał teraz on męczyć się z Schurzem, co pojął po kilku sekundach ciszy. Zastanowił się nad jego słowami o wartościach i przez moment czuł się jak największy dupek i gnida, bo sam podeptał już chyba wszystkie ważne dla innych wartości. Zdławił w sobie pogardę do samego siebie, gdy padło pytanie zwrotne. Spojrzał na oficera, trochę speszony tym jak wpatrywał się w niego.
    - Nie, nie była przykrywką – odparł powoli, jakby brakło mu pewności, czy powinien o tym mówić. Zamierzał powiedzieć więcej, ale wtedy pojawiło się ich towarzystwo. Jeśli Schurz wróci później do tematu, pewnie usłyszy całą historię, teraz nie było na to czasu.
    Czekał aż sobie pójdą, zwłaszcza, gdy czuł wwiercające się w plecy spojrzenie... najpewniej Fchusa. Korciło go by obejrzeć się i zgromić spojrzeniem żołnierza, ale jakoś powstrzymał się przed tym. Drgnął nieco, gdy nagle pojął, że coś zostało do niego powiedziane. Odwrócił się, by spojrzeć na lekarza i widząc ten ponaglający wzrok, podszedł bliżej. Zawahał się, kiedy Sigmar wyraźnie próbował uratować sytuację i nie dopuścić do dotyku. Pogoniony ponownie przez Runge, zareagował chociaż dość niechętnie. Pomógł unieść się nieco oficerowi, ograniczając przy tym dotyk do minimum bo jemu samemu nie było to na rękę. Wiedział w końcu dobrze jak działa na niego zbytnia bliskość tego gościa. Opuścił go z powrotem, gdy już mógł. Prawie bezwiednie zacisnął dłonie w pięści, czując dziwne mrowienie, po dotykaniu Schurza... czego w końcu unikał poza momentami, gdy chciał podrażnić się ze szwabem. Wycofał się, zerkając na Fuchsa, który będąc zwykle łatwy do rozgryzienia pod względem emocji, teraz wydawał się nieodgadniony.
    - Pewnie sam chciał to zrobić – szepnął po rosyjsku, nie przywiązując uwagi do tego, czy słyszy go Schurz.

    OdpowiedzUsuń
  66. Przysłuchiwał się tej wymianie zdań, najpewniej równie niezadowolony jak lekarz, że oficer nie chce przyjąć leków. Gdyby był sam z mężczyzną, wykpiłby go i zarzucił mu głupotę, bo nie chce leków, które mogły pomóc mu, a przy tym szybciej wróciłby do zdrowia. Teraz jednak będąc w jednym pomieszczeniu z trzema Niemcami, milczał ciągle. Wiedział, że cokolwiek powie nie zostanie przyjęte dobrze, ale za to wręcz wwiercał spojrzenie niemal czarnych tęczówek w Schurza.
    Zmrużył oczy, gdy mężczyzna podniósł głos, zdradzając zirytowanie. Na Mikhę działał wręcz drażniąco, zbyt głośny Schurz, ale nadal nie wydusił z siebie ani słowa.
    Słysząc, że mają wyjść, szybko wydedukował, że to polecenie nie dotyczy Fuchsa. Zaciekawiło go to nieco, ale po części podejrzewał dlaczego tak pogrywa sobie Sigmar.
    - Pamiętaj, że jesteś bezbronny... nie zachęcaj go do zabawy – prychnął po rosyjsku, wykrzywiając wargi w uśmieszku, gdy zobaczył minę esesmana. Skierował się do wyjścia, nie oglądając nawet na nich. Nie wiedział w sumie gdzie ma iść teraz, jego swoboda ruchu była ograniczana do tego, jak daleko pozwolą mu przejść żołnierze. Stanął na szczycie schodów, spoglądając w dół, ale nie mógł się przekonać do tego by zrobić pierwszy krok i zejść na dół. Obejrzał się na herr Runge, odsuwając się zaraz, aby ten mógł zejść na dół. Wcześniej kilkukrotnie wdawał się w krótkie i nic nie wnoszące rozmowy z lekarzem, tym razem jednak nie wydusił ani słowa. Nie miał ochoty na wymianę zdań, stojąc w miejscu uzmysłowił sobie coś co wzbudziło w nim jeszcze więcej niechęci do tego całego bajzlu w jakim tkwił.
    Spojrzał w kierunku zamkniętych teraz drzwi, gdzie był Schurz i Fuchs. Gdyby nie znał siebie tak dobrze, mógłby przypuszczać, że świadomości iż ci dwaj siedzą w jednym pomieszczeniu, wzbudza wręcz dyskomfort mentalny i fizyczny, zahaczający o jeszcze gorsze uczucie. Sam naprowadził Sigmara na to co może dziać się z jego towarzyszem pod względem emocjonalnym, a teraz miał wrażenie, że popełnił najgorszy błąd.
    Jestem zaborczy... kurwa, jestem idiotom parsknął w myślach i pokręcił głową. Zaczynał zachowywać się jak kretyn, przywiązując się emocjonalnie do kogoś, kto nie był tego wart... do kogo nie miał żadnych praw, a dzieliła ich nadal przepaść, której najpewniej nigdy nie przeskoczą.
    Jesteśmy wrogami, bez względu na wszystko gorzej było tylko z tym, że chociaż rozsądek mówił swoje to Mikha i tak, przestawał słuchać.
    Zbiegł na dół po schodach, chcąc znaleźć się jak najdalej od tego pomieszczenia, mimo że wiedział iż za jakiś czas dostanie polecenie by tam wrócić...
    ***
    Po trzech godzinach faktycznie wysłano go z powrotem, nikomu w dalszym ciągu nie chciało się siedzieć przy oficerze. Wdrapał się po schodach na samą górę, powtarzając ciągle w myślach, by trzymać emocja na wodzy, a najlepiej zamknąć je za całym chłodem jaki przez ostatnie godziny okazywał wszystkim szwabom z którymi musiał mieć do czynienia.
    Otworzył drzwi, wchodząc do środka i tym razem zamiast stanąć sobie przy oknie, zajął krzesło stojące prawie w rogu pomieszczenia, ale niestety dość blisko zajmowanego łóżka.
    Miał nadzieje, że ta noc szybko się skończy i znajdą się znów w ciężarówce. Na czas jazdy lekarz najpewniej nafaszeruje Schurza prochami przeciwbólowymi, więc ten będzie spał, a Mikha będzie miał wolne godziny, bez potrzeby aby jakkolwiek konfrontować się z Niemcem.
    Ten plan był świetny, przynajmniej kiedy był krok po kroku analizował to, ponieważ w praktyce wszystko może pójść nie tak. Poprawił się nieco na krześle, zerkając przy tym w stronę łóżka na swego osobistego kata, który nie fizycznie, a mentalnie i emocjonalnie robił mu największą krzywdę.

    OdpowiedzUsuń
  67. Pokręcił głową powoli.
    - Nie otworzyłem, a ty jesteś pewnie osłabiony skoro ci zimno – mruknął, mierząc wzrokiem mężczyznę.- Głupio zrobiłeś, że zabroniłeś temu lekarzowi podać ci leki – dopowiedział, wstając i przesuwając krzesło nieco bliżej. Obrócił je w taki sposób, że stało oparciem w stronę Niemca. Usiadł na krześle okrakiem, wspierając przedramiona o oparcie.
    - Naprawdę zadałeś to pytanie? - parsknął niezbyt wesołym śmiechem. Byłby całkowicie zaskoczony, gdyby ktoś faktycznie dał mu cokolwiek co można byłoby nazwać posiłkiem. Jednak znając realia w jakich tkwił, nawet nie próbował dopraszać się o jedzenie.
    Przekrzywił nieco głowę, słuchając go uważnie, ale zaraz podniósł się i podszedł, by wziąć paczkę z plecaka. Wyciągnął zawiniątko i wrócił na miejsce. Chwilę wahał się, zanim rozwinął papier i spojrzał na zawartość.
    Widząc swój mundur, czysty i bez śladu plam po własnej krwi, poczuł dziwny uścisk w dołku. Dotknął materiału bluzy, który wielokrotnie przed ostatnią walką, wygładzał w najbardziej nerwowym geście na jaki było go stać. Przypomniały mu się śmiechy szeregowych, że aż dziwne iż nie wytarł materiału w miejscach po których przesuwał dłońmi. Przejrzał pozostałe rzeczy, później zawinął je z powrotem w szary papier. Popatrzył ponownie na Schurza, nie wiedząc przez dłuższy czas co ma powiedzieć.- Czemu mi to dajesz? - spytał cicho, chciał zrozumieć jego intencje. Nikt nie zrobiłby czegoś takiego bez interesownie, więc Mikha wolał od razu usłyszeć o co w tym chodzi. Zapadła dość ciężka cisza, której nie miał odwagi przerwać przez kilka długich minut, a jedynie obserwował czujnie Sigmara, przeszywając go wręcz spojrzeniem ciemnych tęczówek.

    OdpowiedzUsuń
  68. - Przekręcisz się na tamten świat, jeśli nie będziesz przyjmował leków, które cie wzmocnią – stwierdził sucho. Mówiąc to, był świadom, że zdradza iż martwi się o stan oficera, ale nie zamierzał milknąc w pół słowa. Niech już mu będzie, niech pocieszy się i pokpi, że Rusek okazuje mu jakąkolwiek troskę... i że jest w tym tak żałosny.- Eh, znów ten nadpobudliwy skurwysyn – westchnął, gdy usłyszał kto dołączy pojutrze. Nie cierpiał Freischera, ale było to jak najbardziej usprawiedliwione oraz nie miał najmniejszych powodów, by nawet znosić człowieka, który już dawno posłałby go do piachu.
    Przyjrzał się Schurzowi, widząc jak ten łapie ciężko powietrze. Odrobinę martwił się o jego stan, ale nie na tyle by podejść bliżej. Jego uwagę już o chwili pochłonęła paczka i jej zawartość.
    Nie był świadom, że jego emocje są aż tak bardzo widoczne, gdy patrzył na swój mundur i walczył z chęcią by założyć go ponownie. Wiedział jednak bardzo dobrze jak skończyłoby się to wyjście w mundurze armii czerwonej. Mógł równie dobrze narysować sobie tarczę strzelecką na plecach... efekt byłby identyczny.
    Uniósł wzrok ponownie na mężczyznę, ale nie odezwał się od razu.
    - Dziękuję – powiedział dość pewnie, dłonie opierając dalej na owiniętym w papier mundurze. To było coś drogiego, osobistego... i nie potrzebował nic poza tym. Wziął nieco głębszy wdech, próbując pozbierać myśli.- Nie lubię ufać nikomu, zwłaszcza komuś kogo nie jestem pewny pod wieloma względami, ale ty jesteś cholernym zaprzeczeniem tego wszystkiego – westchnął nieco ciężko.

    OdpowiedzUsuń
  69. Nie zauważył tych iskierek w oczach Niemca, może gdyby je dostrzegł zareagował by inaczej... powiedział coś co dla dobra ich obu, ostudziłoby radość Schurza. Nie mniej umknęło mu to, będąc skupionym na paczce, nie zwracał uwagi na otoczenie, póki nie podniósł wzroku. W duchu żałował, że dzieli ich tak wiele, że chociaż jeden z nich nie pochodził z innego państwa. Niemiec i Rosjanin to nie miało prawa bytu, nie mogło się udać obojętnie jakby się starali, by zdobyć chociaż trochę czasu. Do tego dochodziła jedna niewiadoma, a mianowicie czy obaj tego chcieli? Czy chcieli by cokolwiek zadziało się?
    Drgnął lekko, zdziwiony tym co teraz usłyszał.- Dobrze ci się wydawało, to jest naprawdę cenne – szepnął, chociaż nie wiedział w jakim celu dokładnie. Zapewniał w tym samego siebie czy Sigmara. Ponownie przesunął palcami po papierze, pod warstwą którego ukryty był mundur. Robił to wręcz nieświadomie, jakby część jego chciała się upewnić, że to co trzyma w rękach nie zniknie zaraz.
    Wykrzywił wargi w krzywym uśmiechu, widząc niedowierzanie u mężczyzny.
    - Szokująca wiadomość? - prychnął nieco, jakby chciał odzyskać twarz i nie wyjść na mięczaka, któremu zebrało się na wyznania. Przechylił się nieco do przodu, opierając znów przedramiona na oparciu krzesła. Odpowiedź przypadła mu do gustu, mimo że ciężko było mu zareagować w taki sposób, aby nie odstraszyć teraz oficera. Ich rozmowa szła w ciekawym kierunku, jakby obaj pozbyli się części ograniczeń, jakie sobie stawiali.
    Wzruszył ramionami, a zaraz pokręcił głową jakby dla podkreślenia wcześniejszego gestu.
    - Ciężko myśleć o tym co potem, gdy za niecałe dwa dni mogę być już w piachu – odparł po prostu. Wydawał się pogodzony z losem, ale tak nie było. Był pewny, że mimowolnie najbliższy czas spędzi na analizowaniu i planowaniu, chcąc wiedzieć czy może zrobić cokolwiek, aby zwiększyć swoje szanse na przeżycie. Nie chciał umierać tak szybko, mimo wiedzy, że jego ludzie też tego nie chcieli, a leżeli już od ponad tygodnia w dole, kilkanaście kilometrów stąd.

    OdpowiedzUsuń
  70. Uśmiechnął się dość zadziornie, przesuwając nieco na krześle.
    - Przywyknij, jeszcze nie raz powtórzy się to – prychnął, ale nie był już ani trochę złośliwy czy pogardliwy. Przez ten tydzień znajomości zdążył pojąć, jak bardzo Sigmar jest wierny Rzeszy i wszystkiemu w co wierzy. Był prawie typowym esesmanem, gdyby nie fakt, że okazał litość sowiecie. Dlatego póki co nie próbował nawet namawiać mężczyzny na współpracę, a przy tym pomoc w ucieczce. Wystarczyło chyba, aby dotrzymał słowa i pomógł mu przeżyć, aż dotrą do Moskwy, tam mógł już więcej zdziałać. Chociaż obecnie z wiedzą jaką posiadał, powoli przeczuwał, że ma duże szanse nie ujrzeć stolicy już nigdy. Jego jedyną szansą na tą chwilę było to, że sukinsyn jakim był przełożony Schurza, nie dotrze do nich... albo jakimś cudem jednak nikt nie będzie marnował czasu na zastanawianie się co zrobić z jeńcami.
    Panowała całkowita cisza, gdy pogrążył się w rozmyślaniu, kombinując nad własnym losem. Ocknął się z tego stanu, dopiero kiedy Sigmar odezwał się. Wbił w niego nieco nieobecne spojrzenie, które stopniowo odzyskiwało skupienie.- Skąd możesz to wiedzieć... poza tym jak nie za dwa to za kilka kolejnych – odparł ponuro. Chwilowo nie miał jakiś wielkich nadziei ani nie nastawiał się na szczęśliwe zakończenie. Wyciągnął rękę by zatrzymać oficera, zanim ten podniesie się, ale widząc ten jego upór, cofnął dłoń. Obserwował go, czekając co zaraz się wydarzy... chociaż widok jego bólu, odbijającego się w oczach, powodował, że miał ochotę go opieprzyć za głupotę i kazać mu położyć się z powrotem. Słowa jakie padły zaraz, zatrzymały go jednak na miejscu i uciszyły skutecznie. Mimowolnie spuścił wzrok na tors mężczyzny, odrobinę zaskoczony jak dobrze był zbudowany i co było widać pomimo bandaży. W sumie pojął też, że wcześniej nie zwrócił na to uwagi, starając się nie gapić, gdy towarzyszyło im jeszcze dwóch Niemców. Kiedy Schurz oparł się o drewniane pręty krzesła, Mikha nie odsunął się, nie odchylił... tkwił w miejscu, chociaż zdecydowanie za blisko.
    - Nie dam rady stąd uciec. To miejsce... gdy tylko wyjdę z budynku, będę na widoku, każdy żołnierz zauważy, że znalazłem się na zewnątrz – stwierdził niezbyt zadowolony z tego, bo ucieczka teraz mogła faktycznie udać się, jeśli wyeliminuje wszelkie ryzykowne akcje. Poza tym nie bardzo chciał pozostawić tu Morozova, który jednak jakby nie patrzeć był taki sam jak on, był sowietą. Dodatkowym powodem, że nie garnął się do ryzykowania było to, że pozostanie tu Sigmar... cholera serio odrzucał wolność, by pobyć z tym rannym dupkiem trochę dłużej. Wzdrygnął się i odrobinę odsunął, słysząc jego ostatnie słowa. Pokręcił głową, prawie mordując go wzrokiem. Nie chciał tego usłyszeć, nigdy... kurwa, bał się momentów, gdy ktoś oferował mu za wiele. Wiedział jaki jest i nie potrafił na dłuższą metę docenić uczuć innych ludzi.- Nie kochasz, tylko znów gadasz głupoty... pewnie przez gorączkę – burknął. Widział jak zmienia się coś w mimice i spojrzeniu oficera.- Jeśli jesteś tego pewny, powtórz mi to kiedyś, jeśli obaj wyjdziemy z bagna wojny w którym tkwimy po pas – syknął nagle rozeźlony. Jak cholernie chciałby usłyszeć coś takiego w innych okolicznościach.
    Wyciągnął powoli rękę i dotknął palcami policzek esesmana, kciukiem musnął jego dolną wargę. Podniósł się zaraz, odsuwając krzesło na bok, by Schurz nie mógł się o nie opierać.- A tera kładź się i nie męcz dalej – wypowiedział dość głucho, popychając mężczyznę z powrotem na łóżko, by się w końcu położył. Kiedy zmusił go już do tego, usiadł na krawędzi łóżka, pochylając się i całując go krótko w usta, zanim pociągnął koc do góry, przykrywając rannego by nie kusiło go odsłonięte ciało.

    OdpowiedzUsuń
  71. Słuchał go, chociaż nadal nie był przekonany do tego pomysłu. Ucieczka stąd, równała się ucieczce dalej na wschód... ale tam wcale nie było dla niego bezpiecznie. Musiałby dobrze przemyśleć jak działać dalej tak by przeżyć i nie natknąć się więcej na żadnych mundurowych, którzy stanowili by zagrożenie, bez znaczenia czy byliby to Niemcy czy Rosjanie.
    - Czemu nagle chcesz zostać zdrajcą i nie tłumacz tego uczuciami – mruknął sucho, odrobinę nieufnie. Próbował zrozumieć tego osobnika, bo w końcu pamiętał jeszcze jego reakcję, gdy poprzednim razem rozmawiali o ucieczce Mikhaila. Wtedy rozmowa zakończyła się szybko, tworząc od razu pewne napięcie między nimi. Atmosfera tamtego dnia zgęstniała, robiąc się nieprzyjemna, a teraz działo się coś całkowicie przeciwnego.
    Widział, że go zranił, nie wykazując się za grosz wyrozumiałością i taktem. Żałował trochę tak gwałtownej reakcji, ale nie zamierzał przepraszać. Przeprosiny dały by zbędną nadzieję, że to ma sens. Aż śmiesznym było, że nagle role się odwróciły i to Mikha stał się tym troszkę rozsądniejszym, nie pozwalając na zbyt wiele pod względem emocjonalnym.
    Widząc jak ten wyciąga rękę, najpewniej chcąc go przytrzymać na dłużej, pozwolił mu na to.
    Chociaż tyle dostanie...
    Złączył ich wargi ponownie, całując go nieco dłużej, ale był wyjątkowo ostrożny, pamiętając ciągle w jakim stanie jest Schurz.- Nie udawałem, ani teraz nie wcześniej – wyszeptał, mu prosto do ucha, łapiąc zębami lekko jego płatek. Wspierał się lekko na ręce, utrzymując względną równowagę, by nie polecieć na oficera.- Ale wiesz, że to jest nie realne... uświadamiałeś mi to cały czas... więc w końcu rozumiem to całkowicie – pocałował go w policzek, jakby w cichym pożegnaniu, gdyż uważał to za ostatnią czułostkę jaką może dostać od niego szwab. Później najpewniej nie będzie już na to czasu ani okazji.
    Pchany impulsem, złapał koc, by odsłonić obandażowany tors mężczyzny. Widząc jak biały materiał przesiąka krwią, przeklną pod nosem.
    - Pójdę po tego waszego lekarza... ale tym razem nie buntuj się, jak będzie chciał ci dać leki, dobra? - wolał się upewnić, że Schurz chociaż trochę będzie współpracował. Chciał by przeżył, by stanął na nogi i ponownie stał się tym irytującym dupkiem.

    OdpowiedzUsuń
  72. Wywrócił oczami, słysząc oburzenie w głosie Niemca. Jednak kąciki jego ust zadrżały lekko, gdy usłyszał wyzwisko, ale wypowiedziane w sposób, który nie mógł urazić. Odpuścił odgryzanie się, jakoś nie mając na to chęci obecnie. Był pewny, że jeszcze znajdzie się okazja, gdy będzie mógł w swoim stylu dopieprzyć Schurzowi, jeśli ten zasłuży sobie na to.
    - Więc udawaj nadal, graj tak jak wcześniej... dostosuj się do reali i nie daj zabić – burknął.- Bądź tym samym skurwielem, który skopał mnie pierwszego dnia – dodał dość poważnie. Tylko tak, Sigmar mógł przetrwać, więc Mikha chciał, aby wszystko wróciło do tamtej normy, chociażby miało to być tylko na pokaz dla uspokojenia innych. Zmrużył nieco oczy, ale jego wargi wykrzywiły się w zadziornym uśmiechu. Nie zdziwiło go niedowierzanie w spojrzeniu oficera, a jedynie było tak bardzo przewidywalne i w sumie uspokoiło nieco Mikhaila w ten dziwny sposób.
    Parsknął cicho, ale zaraz odrobinę napiął mięśnie, czując jak dłoń mężczyzny wędruje z jego karku na plecy i nie była to wcale negatywna reakcja ze strony Rosjanina.- Wróć do formy, a przekonamy się, czy nie puścisz – szepnął mrukliwie.
    Widząc tą jego bezczelność i pewność siebie, aż uniósł lekko brew zaskoczony.
    - Nie przysięgaj, a doprowadź do tego – odparł dość łagodnie, chociaż próbował własnemu głosowi nadać dość suchej barwy.- Mmm, zabrzmiało to jak wyzwanie – mruknął, skrycie zadowolony z tego co słyszy. Nie planuję się tak szybko uwolnić od ciebie... za bardzo cię polubiłem nie potrafił powiedzieć tego na głos, pozostawiając te słowa jedynie myślą.
    Jego dobry humor prysnął w jednej chwili, gdy już wiedział, że Schurz będzie sprawiał problemy.
    - TO nie jest tylko trochę krwi! - podniósł nieco głos, ale zaraz przycichł.- W twoim stanie to za dużo krwi – niemal warknął. Spoglądał na zakrwawiony bandaż, który wydawało mu się, że ciemnieje jeszcze. Przeniósł ciemne ślepia na twarz mężczyzny.
    - Pierwsza zasada, jeśli chcesz ode mnie czegokolwiek w przyszłości; Nie wciskaj mi kitu, bo okropnie tego nie lubię – wyjaśnił nad wyraz spokojny, jakby złośc sprzed chwili nie miała miejsca. Podniósł się z łóżka, by skierować swoje kroki do wyjścia z pokoju.- Zaraz wrócę z lekarzem, bądź grzeczny i nie próbuj więcej wstawać – rzucił, zanim wyszedł.
    Wrócił kilka minut później z Runge. Z odpowiedniej odległości, obserwował jak mężczyzna odwija zakrwawione bandaże, by sprawdzić ranę. Yashanov widząc ile faktycznie jest szkarłatu na materiale, wręcz mordował spojrzeniem Sigmara. Wstawać mu się zachciało, cholera jedna

    OdpowiedzUsuń
  73. Był pod wrażeniem zasobu ostrego języka jakim teraz pochwalił się lekarz. Ten raczej spokojny mężczyzna nie wyglądał na kogoś kto rzuci przekleństwami w takiej wersji, że nawet Rosjanin czuł, że wymięka przy nim, a to było osiągnięcie. Z niezadowoleniem słuchał, co Runge mówi o stanie Schurza. Uparty sukinsyn, to było pierwsze co przyszło mu na myśl, gdy spoglądał na Sigmara. Udawał niepokonanego, kiedy tak naprawdę było z nim źle i to bardziej niż Mikha przypuszczał. Ropiejąca rana, a zwłaszcza taka, była niebezpieczna i z tego zdawał sobie sprawę, nawet bez dużej wiedzy medycznej.
    Prychnął pod nosem, słysząc, że Sigmarowi jeszcze w głowie jest kręcenie się, skoro chce chociaż usiąść. Był stu procentowo pewny, że gdyby była taka możliwość, szybko próbowałby walczyć z rannym ciałem, by zacząć chodzić. Gdyby byli sami Mikha wykpiłby go, nie szczędząc bluzgów, bo jego nie interesowało jaki stopień ma esesman. Nie posiada pod tym względem zahamowań i już zdążył parę razy to udowodnić. Kiedy ich spojrzenia skrzyżowały się, brakowało w ciemnych tęczówkach Yashanova tej namiastki łagodności czy wręcz czułości, jaka była widoczna wcześniej, zanim zrozumiał w jakim stanie jest oficer. Tylko marny stan mężczyzny powstrzymywał go przed dokopaniem mu za tą jego głupotę i fakt, że jeszcze się buntował przeciwko lekom.
    Przeniósł spojrzenie na lekarza, gdy ten odezwał się do niego. Miał raczej mieszane odczucia względem tego, że został właśnie wygoniony, a ktoś inny miał przyjść tutaj. W sumie już współczuł osobie, która będzie musiała się męczyć z Schurzem, zwłaszcza, że najpewniej będzie to ktoś kto odczuwa względem tego typa jakiśkolwiek szacunek i respekt przez wzgląd na jego pozycję w SS. Zanim wyszedł, wbił jeszcze wzrok w oficera.- Lepiej leż w tym cholernym łóżku już – odezwał się, odruchowo mówiąc po rosyjsku, gdy był z nimi ktoś jeszcze.- Bo mogę sprawić, że ta rana będzie twoim najmniejszym problemem – dodał, jego ton świadczył, że jest to groźba, którą planuje spełnić, jeśli Sigmar znów zacznie się wiercić i pogorszy swój stan. Fakt, że rzucał groźbami, będąc jeńcem dodatkowo powinien uświadamiać, że cokolwiek kryje się za tymi słowami, jest wstanie zrealizować pomimo swojej pozycji.
    Wyszedł dopiero wtedy, oglądając się na Runge, gdy znaleźli się na korytarzu, a drzwi zostały zamknięte.- W sensie? - spytał cicho, nie bardzo rozumiejąc o co mu chodziło.
    Odsunął się jeszcze parę kroków od drzwi do pokoju i wsunął ręce do kieszeni spodni.
    - Powinieneś ućpać go lekami, by spał jak najdłużej, herr Runge – stwierdził.- Będzie się kręcił, to jest pewne – dodał znacznie ciszej.

    OdpowiedzUsuń
  74. Zaciekawiło to jak został określony Schurz... wilk Hitlera kiepsko to brzmiało, ale równocześnie podpowiadało jaki dla innych musiał być oficer, skoro tak go nazywano. Zapamiętał sobie to, by w przyszłości nieco pokpić z mężczyzny, gdy będzie odpowiednia okazja, a ten dodatkowo sam będzie się prosił o to, wkurzając Mikhę.
    Gdybyś ty wiedział, jak cholernie ludzki jest Sigmar przeszło mu przez myśl, ale oczywiście nie wypowiedział tych słów na głos. Nie zamierzał zdradzać, że cokolwiek go łączy z rannym, że zna go od innej strony niż najwyraźniej wszyscy inni.
    - Wasza logika jest dziwna – mruknął tylko, gdy usłyszał, że lekarz domyśla się czemu jego pacjent chce pozostać przytomny. Wolał jednak nie zastanawiać się jakby postąpiono z Schurzem, gdyby to Rosyjski lekarz zajął się nim... w tej kwestii raczej nie wyszło by to o wiele lepiej.
    Słuchał go uważnie, gdy padło więcej informacji niż by się spodziewał. Wzmianka o młodszym i nieżyjącym z braci, trochę go zaskoczyła.- Ironią wojny jest to, że z Naszej ręki giną ci, którzy patrzą na Nas jak na ludzi, a nie jak na podludzi – westchnął cicho. Szczerze odczuwał pewien dziwny żal, że nie poznał młodego Schurza, to co mówiono o nim... mógł być wyjątkowo ciekawym osobnikiem.- Może nie byli tak różni jak się wydaje innym – rzucił zanim ugryzł się wj język. Odwrócił spojrzenie od lekarza, idąc na dół, gdy został popędzony.
    Zerknął na niego już tylko na moment, gdy padło pytanie o Morozova.
    - Daje sobie radę, chociaż jest strasznie marudny od tamtej sytuacji – odparł po prostu. Wrócił na pakę, a gdy przyniesiono jedzenie o dziwo dla nich obu, część posiłku oddał swemu towarzyszowi. Od chwili, gdy Morozov oddał krew by uratowac Schurza, Mikha traktował go mniej wrogo, a z większą wyrozumiałością i tolerancją.
    Po zjedzonym posiłku, skulił się w rogu i zasnął. Musiał nabrać sił na kolejne dni, które nie zapowiadały się wesoło.
    ***
    Dwa dni minęły zaskakująco szybko, a Niemcy mimo wcześniejszych planów pozostali na ten czas w starej rezydencji. W powietrzu czuć było dziwne napięcie, gdy żołnierze wyczekiwali przyjazdu wsparcia i najwyraźniej samego Freischera. Sam Mikha był do tego wszystkiego nastawiony raczej obojętnie, przynajmniej pozornie. W środku wyklinał każdą godzinę, która zbliżała do momentu, gdy na podjazd wjedzie kilka ciężarówek i pojawi się również mężczyzna na którego nie mógł wręcz patrzeć. Nie chcąc nadszarpywać nerwów, próbował się czymś zajmować, chociaż przez część czasu musiał siedzieć z Sigmarem. Yashanov obserwując oficera z pewnym powątpiewaniem podchodził do jego zapewnień, że jest lepiej. Nie mniej faktycznie musiał powoli wracać do sił, ponieważ stan rany się poprawił i ustąpiły gorączki przy których Mikhail wkurwiał się na ciągle gadającego Schurza. Wyrozumiałość, że ten majaczy przez gorączki, wcale nie pomagała, kiedy musiał wysłuchiwać różnych głupot. Dlatego cudownym momentem było, gdy ten zasypiał i nie budził się przez parę godzin.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ***
      Od ledwo ponad godziny Freischer był już w rezydencji, a Mikha podobnie jak Morozov trzymali się na uboczu, woląc nie zwracać na siebie uwagi. Obaj byli świadomi, że wychylenie się teraz, gdy ich los był tak niepewny to skrajna głupota. Siedząc na zamkniętej pace ciężarówki, Yashanov widział przez niewielką szczelinę co dzieje się na zewnątrz i jakim szokiem było, gdy zobaczył kilka mundurów czerwonoarmistów. To nie był widok, którego się spodziewał, co prawda żołnierzy tak ubranych była garstka, ale sam fakt, że byli i to najwyraźniej pod rozkazami Niemców, budził pewien niepokój. Oparł się o jedną z desek, które wzmacniały rusztowanie na których była rozciągnięta plandeka. Zastanawiał się co teraz będzie się działo... co z Sigmarem... czy dał rade udowodnić, że jeszcze stanie na nogi i będzie przydatny? Pokręcił głową, nieco zły, że bardziej martwi się o los szwaba niż o swój własny.
      Przysłonił dłonią oczy, gdy ciężarówka została otwarta, a ostre światło wpadło do środka. Słysząc polecenie by wyszli, zrobił to od razu. Obejrzał się na Morozova, który co prawda był już w dobrym stanie, jeśli patrzeć na to, że wyzbył się trochę krwi. Nie odzywali się ani słowem, pojmując jak słaba była obecna sytuacja. Mikha skierował się do wejścia do zniszczonej rezydencji, chociaż nie bardzo wiedział czego od nich chciano dziś... teraz.

      Usuń
  75. Spojrzał na Morozova z pewną irytacją, której nie widać było u niego od paru dni. Jego emocje zdawały się nieco przytępione od jakieś czasu, częściej wydawał się nieobecny niż rzucał kurwami z czego wcześniej był znany. Wymamrotał cicho przekleństwo, siadając bardziej prosto.
    - Romeo? Co ty kurwa pieprzysz? - b