1 września 2015

Gdyby nie cienie, które dostrzegam na ziemi, nie wiedziałbym, że wokół tyle światła. Przeciwnie, trwałbym w przekonaniu, że ogarnia mnie tylko ciemność. 

Danił Iwanowicz Maksimow
Даниил Иванович Максимов
"Daniła"

Zardzewiałą rynną znów przecieka woda. Kulisz się, przeciskając się pod brudnym, rozerwanym w rogu parkanem. Wbijasz wzrok w mokry od szarego deszczu beton, omijasz łukiem starą ścianę, z której wprost na dziurawy chodnik odpadają płaty brudnego tynku z bloku, który wytrzymał nieco dłużej, niż ustrój, w którym go wybudowano.
Zaciskasz zziębniętą dłoń na kieszeni wytartych dżinsów. Wczoraj wykręciłeś z samochodu radio, za które jakiś uliczny żul dał prawie 2000 rubli. Dziś zarobiłeś niecałe pięćset. Masz wrażenie, że spróbowałeś już wszystkiego, skurwiłeś się do szczętu, ale i tak było warto. Za dwa lata uzbierasz wystarczająco, by wyrwać się z tego gówna. Zwizualizowałeś to sobie w najdrobniejszych szczegółach: wiesz, co znajdzie się w każdej z kieszeni twojego wypłowiałego plecaka i jakimi słowami powitasz pierwszego Amerykanina, jakiego spotkasz. Znasz na pamięć drogę na ten most, z którego widać najpiękniejsze światła miasta. Żyjesz nadzieją...

...bo ulica w Stanach na pewno jest łaskawsza, niż tutaj.

Za niecałą minutę przekroczysz próg wilgotnej sutenery. Otworzysz szufladę krzywego biurka z płyty wiórowej i wyjmiesz drewnianą skrzynkę, do której odkładałeś swoją drogę ku szczęściu. Zobaczysz wyłamany zamek. Dotkniesz szorstkiego dna i zrozumiesz, że jedynym sensem twojego życia przez ostatnie miesiące była ułuda.

Wystarczy kolejny tydzień, byś ostatecznie zrozumiał, że stąd nie da się uciec. Że możesz co najwyżej powtórzyć decyzję swojego brata.

Wiesz dobrze, że ulica nie zauważy twojego zniknięcia.

______________________________________________________
Cytat w ramce znaleziony na cytaty.info (Pedro82). Zdjęcie z Deviantartu - co chyba oczywiste, przedstawiona na  nim osoba realnie nie ma nic wspólnego z blogowa postacią. 
2000 rubli to nieco ponad 130 zł. 
400 rubli to prawie 30 zł.

17 komentarzy:

  1. Przez ostatnie kilka miesięcy, Alexei w większości się wahał. Nie potrafił podjąć żadnej ostatecznej decyzji, pracował po nocach, przez co prawie nie spał albo spał o wiele za dużo i nie jadł albo przesadnie opychał się fast-foodami. Ale jego niezdrowy tryb życia był najmniejszym z jego problemów.
    Wcześniej często rozmawiał z Sonią, ale odkąd zaczęła namiętnie wypytywać o najnowsze artykuły, które wyszły pod jego nazwiskiem, musiał zacząć stopniowo ją od siebie odsuwać. Było to o tyle łatwiejsze, że mieszkała w Stanach już od jakiegoś czasu. Chociaż nie miał serca całkowicie przestać się do niej odzywać, bo była jego siostrą i szczerze ją kochał, był w stanie praktycznie bez skrupułów ukrywać przed nią większość swojej kariery, ale robiąc to, chciał dla niej dobrze. Gdy szczególnie długo się do niej nie odzywał, czasem wysyłała mu pocztówki, a on czuł się wtedy wyjątkowo winny, nie odpowiadając na jej fizyczne listy, dlatego zawsze w końcu odpisywał. Wiedziała, jak go podejść. O rodzicach natomiast nawet nie myślał, odciął się od nich z największą satysfakcją, gdy tylko skończył szkołę. Odkąd tylko był w stanie utrzymywać się sam, robił to. Na początku bycie niezależnym bardzo mu się podobało; tak bardzo, że nie chciał nawet wiązać się z żadną firmą, miał pomysł na siebie i swoją karierę, był zdeterminowany, aby dążyć do postawionego sobie celu choćby po trupach.
    Z perspektywy czasu patrzył na to wszystko z politowaniem, ale również pewnego rodzaju tęsknotą, bo te kilka lat wcześniej, gdy zaczynał pracować w zawodzie zaraz po szkole, nawet nie zdawał sobie sprawy, jak dosłownie powinien brać to do celu po trupach. Gdyby tylko mógł, cofnąłby czas i zrobił wszystko inaczej.
    Podobno w życiu każdego człowieka przychodzi moment, który, w zależności od decyzji, jaką się wtedy podejmie, może mieć kolosalny wpływ na czyjąś przyszłość. Alexei w to nie wątpił. Wiedział, że dla jego ojca dokładnie takim momentem było założenie własnej firmy, dla Sonii decyzja o przeprowadzce i do niedawna był całkiem pewny, że dla niego był to ubrany na czarno mężczyzna, wciskający mu w ręce brudne pieniądze w zamian za wszystko, w co Alexei wierzył. Jednak czym dłużej o tym myślał, tym bardziej był albo raczej bardzo pragnął być przekonany, że przełomowa chwila w jego życiu wcale nie nadeszła wtedy.
    Odmawiał przyjęcia do wiadomości, że spieprzył swoją przyszłość, bo nie miał przecież żadnego innego, cholernego wyboru! Naprawdę nie miał! Bo jeśli podjął wtedy złą decyzję, nie można było zaprzeczyć, że tą odpowiednią była śmierć. Śmierć. Myśl o tym nie dawała mu spokoju, właśnie ona sprawiała, że wciąż się wahał, rozważając różne możliwości. Problem tkwił w tym, że był w tym bagnie już zbyt głęboko; gdy próbował się uwolnić, jedynie bardziej się pogrążał.
    Dwa, żółty i niebieski. Dwadzieścia i pięćdziesiąt, polecił mu ostatnio Taro i Alexei jak zwykle wzdychał nad jego dziwacznym sposobem szyfrowania wiadomości, jakby ten facet wyobrażał sobie, że jest niewiadomo jak ważny, i miał ochotę zrobić wszystko na odwrót. Ale, również jak zwykle, wypełnił polecenie co do joty, wiedząc, co czeka go za nieposłuszeństwo. Z drugiej strony, gdy wieczorami wracał do mieszkania, na piechotę, bo nie ufał taksówkarzom, jego wzrok przyciągały wysokie budynki i wszechobecne mosty wraz z rozciągającymi się pod nimi granatowymi, odbijającymi miejskie światła rzekami. Budowle podsuwały mu różne niebezpieczne pomysły, z samobójstwem na czele. Ta myśl niezwykle go niepokoiła i przerażała, ale i przyciągała zarazem. Zaznajamiał się z nią przez kilka długich, bolesnych miesięcy, aż w końcu się poddał. Nie miał innego wyjścia, to, życie go przerosło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przestał się wahać w momencie, w którym otrzymał kolejne polecenie. Brzmiało ono jeden, niebieski. Trzydzieści osiem i znaczyło, że miał upewnić się, iż jakiś mężczyzna zostanie zdyskredytowany w oczach opinii publicznej. Tyle, że po bliższym przyjrzeniu się całej sprawie tym mężczyzną okazała się być siedemnastoletnia dziewczyna. Co gorsza ją znał, była córką jego byłego szefa, pamiętał, że jak niesamowicie wygadana była nawet w wieku jakichś trzynastu lat, ile miała opinii na każdy temat, a teraz media najwyraźniej całkiem ją polubiły, co było komuś nie na rękę. Być może jej ojcu, być może konkurencji, Alexei nie wnikał. Wiedział za to, do kogo się zwrócić, aby nie mógł jej tego zrobić. Miarka się przebrała. Ta dziewczyna przypominała mu Sonię i nie była jak ci wszyscy pomniejsi politycy i dziennikarze, którzy zawsze mieli coś na sumieniu i zasługiwali na ujawnienie kilku z ich skandali.
      A on i tak nie mógł już spać po nocach, i tak zjadały go wyrzuty sumienia, i tak podskakiwał nerwowo za każdym razem, gdy zadzwoniła jego komórka. To zlecenie byłoby tylko ostatnim gwoździem do jego gotowej już na pochówek trumny, nie miał co do tego wątpliwości, Taro chciał wykończyć go w ten czy inny sposób, być może już się nim znudził.
      Dlatego podjęcie ostatecznej decyzji przyszło mu bardzo łatwo i bardzo nagle. Gdy to zrobił, wreszcie poczuł się dobrze. Po raz pierwszy od czterech lat odetchnął pełną piersią, zadzwonił nawet do swojej siostry z wiadomością, że już rozumie i nigdy więcej nie będzie musiała się o niego martwić. Bo rozumiał – doszło do niego każde z jej wcześniejszych słów, wiedział, że miała rację, dokładnie tak miało być. To był jego ważny, najważniejszy moment i miał okazję, aby wreszcie wziąć wszystko w swoje ręce.
      Zdeterminowany jak nigdy dotąd, przez ponad dziesięć godzin pracował nad obszernym artykułem, w którym szczegółowo opisał wszystkich ludzi, których karierę sabotował, każdy przekręt, który pomógł zatuszować, opisał Taro i wszystkich innych, których znał jedynie z pseudonimów. Pracował jak w transie, wyrzucając z siebie kolejne linijki tekstu, czuł kropelki potu spływające mu po czole, ze strachu lub złości, nie był pewny. W końcu wszystkie literki zaczęły zlewać mu się w jedną, czarną plamę i zdał sobie sprawę, jak dawno nic nie jadł. I nie spał. Ale takie prozaiczne czynności nie miały już znaczenia, nie, kiedy podjął decyzję.
      Dochodziła północ, kiedy ustawiał automatyczne rozesłanie wszystkich adekwatnych plików do konkurencyjnych mediów na punkt szóstą rano. Dawał sobie jeszcze chwilę czasu na rozkoszowanie się chłodnym, nocnym powietrzem i światłami mieniącymi się w tafli wody. Wiedział, że przeciek od tych, których jeszcze obchodziła jakakolwiek uczciwość był nieunikniony, że policja też nie pozostanie obojętna. Czuł się spełniony i lekki, gdy wychodził z mieszkania z myślą, że to już koniec, że zrobił, co mógł.
      Tak czy inaczej, miał niecałe sześć godzin życia, sześć godzin wolności. Wiedział, że jeśli nie uda mu się zabić, ktoś zrobi to za niego, gdy tylko jego wiadomość dotrze do Taro. Motywowało go to do odpowiedniego wykonania roboty. Gdy kierował się w stronę pobliskiego mostu, nogi dziwnie się pod nim uginały i nie potrafił pozbyć się guli boleśnie uwierającej go w gardle. Czym bliżej był celu, tym mniej wyraźnie widział przez łzy rozmazujące mu cały obraz. Nie płakał jednak ze strachu, a z ulgi. To była pierwsza i najpewniej ostatnia sytuacja, nad którą miał całkowitą kontrolę.

      [Szczerze mówiąc, to tak dopracowywałam to rozpoczęcie, że aż musiałam je usunąć i napisać od nowa, ale już jest! Mam nadzieję, że trzyma poziom, a całą jego chaotyczność dyplomatycznie przypisuję chaotyczności myśli swojej postaci.]

      Usuń
  2. Alexei nie pamiętał, kiedy ostatnio był tak zdeterminowany jak właśnie w tej chwili, kierując się na most. Być może w momencie, w którym wyprowadził się z domu albo gdy na samym początku swojej kariery odrzucał kolejne propozycje pracy, wynosząc siebie i swoje zasady moralne na piedestał. Co to o nim mówiło? Cóż, to było miłe uczucie, móc znów chociaż na trochę poczuć, że miał rację. Co chwilę przecierał oczy, chcąc dłużej i wyraźniej nacieszyć się widokiem Petersburga pod osłoną nocy. W końcu właśnie to miało być jego ostatnim wspomnieniem – pogrążone w mroku miasto, zimne powietrze gryzące go w uszy i, już niedługo, gwałtownie zbliżająca się do niego tafla granatowej wody. Był z tym dziwnie pogodzony, dziwnie spokojny.
    Nogi uginały się pod nim trochę nienaturalnie, kiedy postawił pierwszy krok na wielkim, potężnym moście, ale nie zwracał na to uwagi. Serce miał już gdzieś w gardle i ciężko było mu skupić się na czymkolwiek, co nie było szumem jego własnej napompowanej adrenaliną krwi, ale i tak nie mógł przegapić, że nie jest na moście sam.
    Trudno było nie zauważyć, albo raczej nie usłyszeć, niewyraźnej sylwetki balansującej na rusztowaniu kilka metrów od niego. Alexei się zatrzymał. Przez chwilę myślał, że ma zwidy i widzi samego siebie, że jego wymęczony mózg podsuwa mu, co ma zamiar zrobić i jakie to przerażające z perspektywy gapia, ale szybko doszło do niego, że wcale tak nie jest. Sylwetka na moście się poruszała i chyba nawet coś mówiła, to był facet, albo raczej chłopak, przekonywał się Alexei, powoli podchodząc coraz bliżej. Chyba wciąż pozostawał niezauważony.
    Jakie jest prawdopodobieństwo, że dwie osoby postanowią popełnić samobójstwo na tym samym moście, tego samego dnia, o tej samej godzinie? Zapewne cholernie małe, a jednak tutaj. Nagle wydało mu się to naprawdę przezabawne i wyobraził sobie nagłówki jutrzejszych gazet, tytuły artykułów w internecie, dziennikarzy usilnie starających się znaleźć coś, co połączyłoby go z tym nieznajomym, tworząc szalone domysły na temat ich wspólnej śmierci. Nie wiedział, czemu akurat o tym myślał, czemu obchodził go wiadomości i zdania obcych osób… może było to już po prostu zboczenie zawodowe.
    Nie wiedział też, co dokładnie go do tego podkusiło, ale chciał zwrócić na siebie jego uwagę. Zawsze był zdecydowanie zbyt ciekawski, więc pozwolił sobie ostatni raz ponieść się tej denerwującej cesze charakteru. Przyśpieszył trochę i krzyknął:
    – Hej! Wszystkiego najlepszego!
    Prychnął pod nosem. Okej, miał gówniane poczucie humoru, ale rozróżnił tylko kilka ostatnich słów chłopaka i okazji była po prostu nie do przepuszczenia, bo cholera, kto się zabija w urodziny? Nie chciał go przestraszyć, krzycząc, ale z drugiej strony w ich obecnym położeniu nie mogło to mieć już dużego znaczenia.
    Jakikolwiek chłopak miał powód, nie współczuł mu, nie w tym momencie, albo może współczuł mu z całego serca... To, że sam nie wiedział, co czuje, zaczynał plątać się we własnych myślach i emocjach, było kompletnie przerażające. Co za popieprzony zbieg okoliczności.
    Naprawdę nie wiedział już, co robi. Nie wiedział też, po co. To wszystko było bez sensu. Może tylko mu się śniło? Alexei dla pewności uszczypnął się w przedramię, ale nie obudził się we własnym łóżku. Co teraz? To, że nie był sam tylko wszystko pokomplikowało. Czy miał… poczekać na swoją kolej? Zaproponować, że zrobią to razem? A może tylko on był tutaj z zamiarem odebrania sobie życia, może to wszystko źle rozumiał, wychodził na kompletnego szaleńca? Ludzie mieli różne dziwne hobby, słyszał o fotografach, którzy dla dobrego zdjęcia pływali w jednej rzece z krokodylami lub wychylali się z okien ogromnych budynków, więc stanie na rusztowaniu mostu nie wydawało się przy tym nawet specjalnie ekstremalne.

    [PS dzięki za przypisy! To mój pierwszy wątek w Rosji, więc jeśli na początku podchodzę do wszystkiego raczej uniwersalnie, w sensie nie precyzując niczego zbytnio, to po prostu potrzebuję trochę czasu, żeby się wdrążyć. Research jest już w toku c;]

    OdpowiedzUsuń
  3. Alexei nie miał zamiaru nigdzie iść. O nie, nie po to myślał nad swoją śmiercią przez kilka ostatnich miesięcy, nie po to pisał ten cholerny artykuł, nie po to wystawił na siebie pewny wyrok śmierci, żeby teraz takie piękne, dopracowane plany poszły się pieprzyć. Musiał zginąć, i to na swoich warunkach, tu i teraz. Most był wystarczająco duży dla nich dwóch. Ba, byłby wystarczający i dla dwustu zmęczonych życiem samobójców. Alexei przez chwilę miał przed oczyma wyobraźni tę scenę: setki małych, szarych ludzików jeden po drugim zeskakujących z mostu. Uśmiechaliby się jak pływacy synchroniczni, wykonujący swój najlepszy numer, tyle, że na powierzchnię wypłynęliby już martwi.
    Wzdrygnął się, odpychając od siebie ten obraz. Nie o to chodziło, musiał myśleć. Musiał coś zrobić, koniecznie. Podchodził coraz bliżej, wyraźnie zdeterminowany, aby podejść do nieznajomego, który krzyżował mu plany. Odczuwał przedziwną potrzebę opowiedzenia mu całego swojego życia, jego myśli pędziły w tak zawrotnym tempie, że zaczynało kręcić mu się w głowie… tak, to przez myśli, no i może brak snu. Okej, szczególnie brak snu. Jeszcze raz, na czym miał się skupić?
    – Nie mogę nigdzie pójść – powiedział, gdy był już wystarczająco blisko, by chciał go usłyszał. Alexei ledwo go widział w tym mroku, rozróżniał tylko zarys jego sylwetki, ciemne włosy i… i jego trzęsący się głos, ale do tego nie potrzebował wzroku. – Tak się składa, że ja też skaczę. Nie wiedziałem, że będzie kolejka – dodał z wymuszonym humorem, stając kawałek od miejsca, w którym stał, albo raczej balansował nad wodą nieznajomy i sam również wychylił się za rusztowanie. Nie przekroczył go jednak, jeszcze nie.
    Było mu gorąco i zimno jednocześnie, gdy przyglądał się ciemnej toni wody, w której odbijały się miejskie światła. Nie był wcale taki odważny i pewny siebie, jakiego starał się grać, ale nikt nie musiał o tym wiedzieć. Przełknął ślinę, przymykając oczy, aby zerknąć, być może po raz ostatni, na osobę, z którą będzie dzielił swoje ostatnie chwile.
    – Słyszałeś, że przez chwilę to jak latanie? Myślisz, że to prawda? – zapytał, spoglądając na chłopaka. Nie udało mu się ukryć strachu ani drżenia głosu, ale teraz to nie miało już przecież żadnego znaczenia. To nie tak, ze chciał rozmawiać, nie tak, że chciał ratować nieznajomego samobójcę, naprawdę nie, Alexei po prostu… po prostu był zaintrygowany. Miał ciekawość we krwi, do tego nie czuł się odpowiedzialny za żadne z ewentualnych czynów chłopaka. W końcu chciał zrobić to samo, a hipokrytą nie był. Chciał tylko wiedzieć. Wiedzieć coś, jeszcze, więcej, ile się da przed śmiercią.

    [To mam nadzieję, że nie zawiodłam ;)]

    OdpowiedzUsuń
  4. Alexei był szczerze zdziwiony tym, co usłyszał z ust chłopaka. Sądził, że ten mógł patrzeć na to wszystkie podobnie, jak on sam, że może jego też pociesza myśl o krótkim, ale za to emocjonującym locie, czymś, czego większość osób nigdy nie będzie w swoi życiu mogła doświadczyć. Poza tym, spadanie i latanie… dla niego nie było wielkiej różnicy, miał tylko nadzieję, że umrze szybko. To wszystko. Ta myśl wciąż było pocieszająca.
    Po chwili jednak był jeszcze bardziej zdezorientowany, zaczął uważniej przyglądać się stojącemu zaraz obok brunetowi w poszukiwaniu oznak upojenia alkoholowego albo jakiegoś haju narkotykowego, bo ten wyraźnie bredził jakieś głupoty i…
    – Jaką pocztówkę? Nie dawałem ci żadnej… – zaczął, marszcząc brwi, jednocześnie nieco rozbawiony i zirytowany, że nie może nawet w spokoju ze sobą skończyć, kiedy nagle coś do niego dotarło. Przez jego zaćmiony strachem i zdenerwowaniem umysł przebiła się nagle cholernie wyraźna myśl, która sprawiła, że rzeczywiście wyciągnął dłoń w stronę nieznajomego, żeby złapać go za rękę. Mocno. Tak mocno, że może nawet boleśnie, ale nie myślał teraz o tym, tylko wbił w niego uważne spojrzenie, oddychając szybko. Za szybko.
    Jeśli to nie były serio tylko jakieś brednie niemające oparcia w rzeczywistości, wytłumaczenie było tylko jedno, w końcu Alexei zgubił tylko jedną pocztówkę. To było jakiś czas temu, w podejrzanym barze w niezbyt przyjemnej części miasta, gdy próbował napisać do Sonii, ale każde słowo, które zapisał brzmiało źle i szczerze, czym więcej wypił, tym gorzej mu to wychodziło. Nie pamiętał zbyt wiele z tamtej nocy, ale wiedział, że następnego ranka obudził się u siebie, z ogromnym kacem i bez pocztówki przedstawiającej majestatyczny Golden Gate Bridge w pełnym słońcu. Nie przypomniał sobie, co z nią zrobił, ale przypominał sobie, o czym jego siostra wtedy pisała.
    Kochany braciszku,
    Dawno się nie odzywałeś. Rozmawiałam z rodzicami i mówili, jak dobrze Ci się ostatnio powodzi. Nawet nie wiesz, jak się cieszę. Rozumiem, że jesteś zajęty, ale obiecałeś, że kiedyś nas odwiedzisz, a ja tak bardzo tęsknię. Wszyscy tutaj są tacy mili, naprawdę! A Tom bardzo chcę Cię poznać. Niedawno dostał nową pracę...

    Było coś jeszcze, coś dalej, ale już nie pamiętał, co. Zresztą to nie było ważne, bo i tak nie miał zamiaru odwiedzić Stanów. Nie mógł, tylko nie wiedział, jak jej to powiedzieć.
    – Czekaj. Czekaj, czekaj! – zawołał, nawet nie ukrywając narastającej paniki w swoim głosie, nagle dużo bardziej skupiony na tym przedziwnym zbiegu okoliczności i zafascynowany tym, że ze wszystkich ludzi, których mógłby tu spotkać, spotkał właśnie tego chłopaka, który… miał jego zbubę? Przy sobie? Serio? W takim wypadku Alexei nie mógł pozwolić mu skoczyć, na pewno nie w tej chwili, musiał się przecież dowiedzieć, o co chodzi. – My się znamy? Znasz mnie? Skąd?
    Jego wyobraźnia pracowała na najwyższych obrotach, próbował przypomnieć sobie jego twarz, ale było to na nic. Nie kojarzył go. To niemożliwe, żeby to wszystko były jakieś żarty, albo żeby to było ustawione, aby nie pozwolić mu wkopać Taro i jego ludzi, prawda? Nie, na pewno nie, bo te emocje w jego oczach, drżenie jego dłoni… to było zbyt szczere. Z drugiej strony, Alexei był nauczony, aby spodziewać się absolutnie najgorszego w każdej sytuacji.
    Wszystko było nie tak. Nie tak to sobie wyobrażał, powinien być już dawno poza tym cholernym rusztowaniem, poza mostem, powinien już tak po prostu nie być nigdzie i w ogóle, a tymczasem rozmawiał z innym samobójcą, cóż, jeszcze nie do końca, ale liczą się intencje, które zdecydowanie obaj mieli. Tyle, że Alexei z jakiegoś powodu nie miał ochoty go puszczać. Czy to wszystko mogło być tylko jakimś przedziwnym przewidzeniem, które podsuwał mu jego zmęczony i pozbawiony snu umysł? Nie mógł tego wykluczyć. Nie mógł niczego wykluczyć, dlatego musiał się dowiedzieć, co się właściwie działo.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie był pewny, co się właściwie działo i w co się właściwie tutaj wpakował. Kręciło mu się w głowie, ze strachu, nadmiaru informacji i tego cholernego, wykańczającego go zmęczenia, z trudem myślał trzeźwo, albo może nie myślał już wcale? Chłopak desperacko chwycił się go również drugą, zimną jak lód ręką i nic nie miało już sensu. Czemu Alexei chciał go ratować? Czy poważnie chodziło mu tylko o pocztówkę, którą tamten z jakiegoś powodu miał, albo może raczej o ten cały niepokojący zbieg okoliczności? Chyba tak naprawdę wstrząsnęło nim wewnętrznie dopiero to chciałbym cię znać i przez chwilę miał wrażenie, że czas się zatrzymał.
    Przez to jedno, krótkie stwierdzenie poczuł się w jakiś niedorzeczny sposób odpowiedzialny za tego chłopaka. Z drugiej strony, miał ochotę przejść przez barierkę i skoczyć, po prostu skoczyć, wciąż trzymając nieznajomego za rękę, pociągnąć go za sobą i umrzeć razem z nim. Wtedy nic nie miałoby już znaczenia, nic by się nie liczyło.
    – Koniec, w-wracaj tu. Po-orozmawiamy – zarządził ostatecznie, pomimo drżącego głosu i przemożnej chęci rzucenia się do wody. Alexei i tak był już martwy, miał kilka godzin zanim o szóstej rano jego artykuł dojdzie do różnych organów prawa i stacji dziennikarskich w mieście. Wtedy Taro wyda cenę za przyprowadzenie go do siebie, żywego, aby mógł go torturować zanim z nim skończy. Teoretycznie Alexei wciąż mógł wrócić do domu i anulować wysłanie maila, ale w takim wypadku musiałby wciąż pracować dla Taro i zniszczyć życie dopiero co zaczynającej je dziewczynie. Był w beznadziejnej sytuacji, pomiędzy młotem a kowadłem, jeśli to nie był wybór tragiczny, to nie wiedział, co nim było. Ale to on, a nie… jakkolwiek ten chłopak miał na imię. Alexei nie mógł być taki oschły i samolubny, nagle doszło do niego, jak chore były jego myśli, gdy jeszcze chwilę temu fantazjował o oglądaniu jego skoku zanim sam zrobi to samo. Nagle coś go ruszyło.
    – Wracaj na most. – Choć nie dodał proszę, i tak brzmiało to jak desperacka prośba. Mocno złapał chłopaka za obie ręce, chcąc pomóc mu w obróceniu się w swoją stronę, a potem przyjściu przez barierkę. Właściwie to wyciągnął go z powrotem siłą, nie żeby ten się specjalnie opierał. Alexei nie był pewny, czemu to robi, nie było to również łatwe; wszystko było śliskie, straszne i zimne, ale on był zdecydowany. Może to było to jego przeznaczenie, ten boski plan, o którym nie zamykała się Sonia. Miał komuś pomóc zanim sam zginie, odkupić chociaż jakąś małą część swoich win.
    Alexei złapał go za ramiona i przyciągnął, przytulając go. Tak po prostu. Cały się trząsł i też płakał, sam nie wiedział, czemu ryczy ani też czemu go przytula, miał mętlik w głowie. Życie było w tym momencie chyba wystarczającym powodem do tego wszystkiego dla nich obu.
    – Nazywam się Alexei Lebedev, j-ja… jestem dziennikarzem, złym dziennikarzem. Okropnym – wymamrotał mu w ramię, niby z rozbawieniem, ale brzmiało to bardziej tragicznie niż wesoło. Nie był pewny, czemu to mówi, chyba po to, aby w jakiś pokrętny sposób spełnić jego słowa, może jedne z ostatnich, żeby mogli się poznać, teraz i tak nie mogło mu to już zaszkodzić. – Czemu chcesz się zabić? – dodał trochę ciszej, oddychając ciężko. Co im zależało na tajemnicach, skoro sytuacja była już i tak daleka od normalnej?

    [Pewnie, że się nie gniewam. Jakość, a nie ilość! :D]

    OdpowiedzUsuń
  6. Alexei starał się trzymać swoje emocje na wodzy pomimo tego, że sytuacja zdawała mu się być wyjątkowo surrealistyczna. Chciał być tym bardziej opanowanym, nienawidził czuć się taki słaby jak w tej chwili, a jednak wypłakiwał się w ramionach nieznajomego i w jakiś pokrętny sposób chyba mu to nawet pomagało. Wiedział, że to nielogiczne, ale nie potrafił wyrzucić ze swoich myśli przekonania, że wreszcie, chociaż przez chwilę, nie jest całkiem sam.
    Cieszył się, że było ciemno, że oświetlały ich jedynie blade, pomarańczowawe światła pobliskich latarni, bo ze swoimi podkrążonymi, teraz również na pewno przekrwionymi od nieskutecznie wstrzymywanego płaczu oczami, musiał wyglądać jak siedem nieszczęść. Lekko drżały mu dłonie, gdy przytulał do siebie chłopaka, wsłuchując się w jego słowa i zastanawiając się, co on właściwie wyprawia. Co oni wyprawiają. Podniósł głowę i nieco nieobecnie spojrzał ponad jego ramieniem, na ciemnogranatową taflę wody kołyszącą się gdzieś pod ich bezpiecznie stojącymi na moście stopami. Jeszcze przed chwilą czuł, że właśnie to jest jego przeznaczenie, że musi ze sobą skończyć, właśnie tutaj i właśnie w taki sposób, ale teraz nie był już tego taki pewny.
    Alexei najpierw otworzył usta, żeby zaprzeczyć, powiedzieć, że nie może nigdzie iść, ale zaraz zamknął buzię i po prostu skinął głową, ściskając lekko rękę chłopaka. Nie mógł powiedzieć, że nie był ciekawy, interesowały go powody, dla których ktoś tak młody, na oko całkiem sporo młodszy od niego, chciał się zabić. Czy miał do tego mniej czy bardziej poważny powód od niego?
    – W porządku, prowadź – odpowiedział, uśmiechając się, chociaż nie było w tym uśmiechu nic wesołego. Zwariował, po prostu zwariował, nie potrafił w inny sposób wytłumaczyć swojego zachowania. Otarł twarz wierzchem dłoni, brzydko pociągając nosem. No dobra, skoro już wariował, miał zamiar pogrążyć się w tym szaleństwie do reszty.
    – Naprawdę. Najczęściej piszę dla Kommiersant – przyznał, bo i tak były to informacje publiczne, a większość jego artykułów była podpisana nazwiskiem. O tych, które nie były podpisane nie miał zamiaru dyskutować. Kommiersant był oczywiście dziennikiem niezależnym, co bawiło Alexeia za każdym razem jak tylko sobie o tym przypomniał. – I nienawidzę ich wszystkich, ja… nigdy nie ufaj dziennikarzom, to najlepsza rada, jaką mogę ci dać. My wszyscy jesteśmy tylko kurewsko sprytnymi egoistami i hipokrytami, nic więcej – powiedział poważnie, po czym głośno przełknął ślinę, starając się jednocześnie przełknąć również nieprzyjemny posmak, jaki został mu po tej wypowiedzi. Ponieważ taka była prawda, wszyscy siedzieli w tym po uszy, nawet ci odważni, ci, którzy pisali dla The Moscow Times, krytykując obecne władze. Oni też podpisali umowy, których nie powinni nigdy podpisywać, oni też odpowiadali przed tymi z góry. A chodziło o pieniądze, ponieważ zawsze i wszędzie chodzi o pieniądze.
    – A ta kartka, która… naprawdę ją masz? No, ta kartka, to pocztówka od mojej siostry, Sonii. Wyszła za jakiegoś Amerykanina, zawsze chciała wyjechać… ciągle mi głupio, bo ułożyła sobie życie i sądzi, że ja też, ale to kłamstwo. Ciągle tylko ją okłamuję. Mówię, że nie mam czasu jej odwiedzić, ale to gówno prawda, nie-nie mogę wyjechać z Rosji. Ja... nie wiem, czemu ci to w ogóle mówię.
    Alexei westchnął głęboko, kręcąc głową. Może nie o to chodziło z mówieniem o sobie, ale nie był w tym dobry, no i wciąż był roztrzęsiony. Ale nigdy nikomu o tym nie mówił, nie tak wprost, ponieważ nie miał, komu. Nie chciał dokładać Sonii zmartwień, nudzić przyjaciół ani dawać swoim rodzicom satysfakcji z tego, że jednak mu nie wyszło. Zapracował sobie na takie życie sam, z wszystkimi pozytywami i negatywami, a przeważały niestety te drugie.

    OdpowiedzUsuń
  7. Alexei patrzył na stojącego obok siebie chłopaka z zainteresowaniem. Dopiero teraz, gdy zeszli już z mostu i ruszyli oświetloną przydrożnymi latarniami ulicą, mógł trochę lepiej mu się przyjrzeć. Rzeczywiście wyglądał na młodego, choć coś w jego twarzy zdradzało pewien rodzaj zmęczenia, który Alexei wcześniej widział jedynie w zmarszczkach swoich starszych współpracowników: zmęczenia życiem. Mimo to zazdrościł mu sposobu, w jaki chłopak myślał o dziennikarstwie. Pamiętał, gdy również widział to właśnie w taki sposób, jako ekscytujący, ważny zawód, pozycję, dzięki której będzie w stanie coś zmienić.
    – Możesz. Jeśli też się przedstawisz – powiedział z niejakim rozbawieniem, ponieważ doszło do niego, że właśnie zaczął opowiadać historię swojego życia komuś, kogo nie znał nawet z imienia. To była prawdopodobnie jedna z najbardziej nierozważnych decyzji, jakie mógł podjąć… ale Alexei właśnie do takich decyzji, i ludzi, jeśli już o tym mowa, miał słabość. Nierozważnych. Westchnął głęboko. – Właśnie o to chodzi, nie mam na takiego wyglądać. Po prostu… nie zostawaj dziennikarzem, nie umawiaj się z dziennikarzem, nie polegaj na dziennikarzu – powiedział, prawie niezauważalnie kręcąc głową. Nie chciał, żeby to, co spotkało jego, spotkało następną osobę, jeśli mógł cokolwiek na to poradzić.
    Zatrzymali się przy przystanku autobusowym. Alexei rozejrzał się wokół, zastanawiając się, czy naprawdę ma zamiar dać się zawieźć Bóg wie gdzie i szybko stwierdził, że tak, jak najbardziej. Nigdy nie przepadał za transportem publicznym i nie wynikało to z żadnej wygody czy jego wysokich standardów co do przemieszczania się, po prostu gdy znajdował się w dużych skupiskach ludzi, wciąż miał wrażenie, że jest obserwowany. Ale autobusy były jeszcze do przeżycia, najgorzej było w taksówkach, tam jego paranoja co do zostania porwanym i torturowanym sięgała zenitu. Wolał wracać na piechotę, kilometrami, w ulewnym deszczu i gradzie, niż taksówką. Chociaż teraz nie powinno to już mieć większego znaczenia, w końcu planował pożegnać się z tym światem tak czy inaczej. Zaraz po tym jak zaspokoi swoją ciekawość co do tego, gdzie ten chłopak chciał go zaprowadzić oczywiście.
    Wziął od niego pocztówkę, która teraz była w wyraźnie bardziej sfatygowanym stanie niż ją pamiętał, ale tak, to była ta sama kartka od jego siostry, ta, którą zgubił w barze. Z zainteresowaniem obrócił ją w palcach, przyglądając się schludnemu pismu Sonii. Zadowolony stwierdził, że pamiętał to, co napisała prawie idealnie.
    Kochany braciszku,
    Dawno się nie odzywałeś. Rozmawiałam z rodzicami i mówili, jak dobrze Ci się ostatnio powodzi. Nawet nie wiesz, jak się cieszę. Rozumiem, że jesteś zajęty, ale obiecałeś, że kiedyś nas odwiedzisz, a ja tak bardzo tęsknię. Wszyscy tutaj są tacy mili, naprawdę! A Tom bardzo chcę Cię poznać. Niedawno dostał nową pracę w szpitalu, pamiętasz, że jest lekarzem? Proszę, przyjedź, mam Ci coś ważnego do powiedzenia. Pamiętaj, Bóg ma plan!
    Twoja ulubiona (i jedyna, pamiętasz?) siostra

    No tak, zapomniał o tej części, w której Sonia wspominała, że musi mu coś powiedzieć. Biorąc jednak pod uwagę to, jak szczęśliwie zawsze odkąd się przeprowadziła brzmiała, było to pewnie coś pozytywnego i Alexei nie musiał się martwić.
    – Naprawdę? Ale zamiast pojechać do San Francisco, postanowiłeś skoczyć. – To nie było pytanie, ale i tak spojrzał na chłopaka z ciekawością. Nie potrafił poskładać tego, co od niego słyszał do kupy, chociaż bardzo się starał. – Nie miałem, bo teoretycznie nawet nie mogę o tym rozmawiać – dodał, nie bardzo mając ochotę na rozwijanie tego tematu. Poczuł pierwsze ukłucie prawdziwych wyrzutów sumienia, bo zdał sobie sprawę z tego, że swoją paplaniną o złych dziennikarzach narażał nieznajomego na niebezpieczeństwo.
    – Co jest? Łapiemy ten autobus? – upewnił się, marszcząc brwi, kiedy chłopak przeklął. Wyglądał… jakby czegoś zapomniał? Alexei nie był pewny, ale biorąc pod uwagę wszystko, co się działo, ewentualne jechanie autobusem na gapę nie wydawało mu się wielką sprawą.

    OdpowiedzUsuń
  8. [Okej, nie ma sprawy, miłego wyjazdu :) Tak się składa, że ja około 30 sierpnia wyjeżdżam na winobranie, więc pewnie się trochę miniemy, ale to nic, też tylko daję znać.]

    OdpowiedzUsuń
  9. [Jeśli już jesteś, to hej, cześć, mam nadzieję, że dobrze się bawiłaś! Ja wyjeżdżam 29 sierpnia, więc jeszcze trochę też jestem ;)]

    – Podobno nigdy nie jest za późno – odpowiedział, chociaż odpowiedź ta właściwie nic nie mówiła i dobrze o tym wiedział. Nawet sam w to nie wierzył, dla niego było za późno, ale nie mógł przecież tak po prostu przyznać, że już od dawna jest dokładnie taki sam jak ci wszyscy ludzie, którymi gardzi. Że dziennikarzom, a jemu szczególnie, nie należy ufać pod żadnym pozorem, nawet takim z wyrzutami sumienia. Przecież to, że teraz nagle starał się zrobić coś dobrego wcale nie zamazywało jego win i właśnie dlatego śmierć wydawała mu się jedynym logicznym wyjściem i pokutą.
    – Nie. Ale moi rodzice na pewno wiedzą, o co chodzi, ona z nimi rozmawia. Gdyby to było coś złego, powiedzieliby mi, żeby ściągnąć mnie do domu. – Dla niego było to oczywiste i naturalne. Odkąd zaczęło dobrze mu się powodzić, rodzice nagle stwierdzili, że martwią się o niego i go potrzebują. Pamiętał jak gdy był świeżo po wydaniu swojego pierwszego poważnego artykułu, Sonia zachorowała na zapalenie płuc, rodzice przedstawiali mu jej stan jako dużo gorszy niż był w rzeczywistości, żeby ściągnąć go do domu. Kompletnie oburzony, natychmiast załatwił wtedy siostrze przewiezienie do szpitala i to tam się z nią spotkał. Rodziców nie chciał widzieć. Na szczęście trudniej było im nim manipulować, odkąd Sonia zamieszkała z mężem w Stanach. Nie mieli już nic, co by Alexeia interesowało.
    Wszedł do autobusu zaraz za chłopakiem… Daniłą, jak dziwnie było znać jego imię, i oparł się o jedną z metalowych poręczy. W środku unosił się zapach, z braku lepszego określenia, dawno nie sprzątanego autobusu, który od razu wypełnił jego płuca i przypomniał mu o zalążku migreny pulsującym w skroniach. Cudownie. Starał się nie oddychać zbyt głęboko. Za oknami pojazdu było ciemno i ponuro, zresztą oświetlenie wewnątrz również pozostawiało wiele do życzenia. Alexei spoglądał na Daniłę, jedyną osobę w autobusie, która wydawała mu się w jakikolwiek sposób interesująca. Reszta pasażerów zlewała się w jedną wielką szarawą masę. Słysząc jego jakże poprawnie wydedukowane pytanie, uśmiechnął się, pierwszy raz od dawna ze szczerego rozbawienia, a nie kwaśnego rozczarowania czy gorzkiego sarkazmu.
    – Jaką propagandę? – zapytał cicho, powoli, bo było to chyba lepsze niż skłamać mu prosto w oczy. Nie mógł tak po prostu tego potwierdzić, nie tylko przez wzgląd na siebie, ale i wszystkich zamieszanych; to były zbyt niebezpieczne informacje. Poza tym, miał na sumieniu dużo więcej niż tylko propagandę.
    Kiedy w końcu wysiedli z autobusu, tylko mniej więcej wiedział, gdzie się znajdują. Stosunkowo rzadko zapuszczał się w te rejony, właściwie robił to tylko, gdy było mu to niezbędne do pracy. Nie wiedział, czego się spodziewać, gdy chłopak powiedział, że pokaże mu, dlaczego, ale na pewno nie spodziewał się tego/ Nie spaceru wzdłuż ciasnej, brzydkiej uliczki, która prowadziła do jeszcze bardziej ciasnej i brzydszej uliczki, przy której górowały szare, ciężkie bloki. Zdawało mu się, że słyszał jak kawałek tynku upada zaraz obok jego stopy. Pomyślał o tym jak rodzice wciskali go w białe, idealnie zaprasowane koszule, gdy był jeszcze małym dzieckiem i kazali mu nie garbić się przy stole jak byli u nich goście i zrobiło mu się trochę niedobrze. Zwalił to jednak na ten okropny, zatęchły zapach unoszący się na klatce schodowej, do której weszli. Wrodzona ciekawość kazała mu poruszać się na przód, zgodnie z instrukcjami, bez jednego zbędnego komentarza.
    Było zbyt ciemno, żeby tak naprawdę cokolwiek zobaczył, ale potłuczone szkło chrzęściło pod grubymi podeszwami jego butów, a ściana, której się złapał była nieprzyjemnie wilgotna, co pozwalało mu sądzić, że niekoniecznie chciał zajmować się teraz podziwianiem widoków. Powoli i ostrożnie wszedł po schodach, mimo wszystko starając się rozróżnić napotkane w ciemności kształty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. – Mieszkasz tutaj? To dlatego? – zapytał cicho, a jego głos brzmiał nienaturalnie płasko, ostrożnie, jakby cokolwiek głośniejszego mogło spowodować nagłą lawinę brudnego tynku i pleśni, która zmiotłaby ich z nóg. Właśnie takie obrazy siedziały mu w głowie.
      Serce zabiło mu mocniej, gdy wyobraził sobie również kilku gotowych go obrabować i załatwić rosłych, nawalonych facetów czekających na niego zaraz za którymiś drzwiami, bo zdał sobie sprawę, że jeśli coś mu się tu stanie, ma nikłe szanse na ucieczkę. Wątpił, że Daniła umyślnie prowadziłby go na śmierć, a jednak prawie go nie znał, był na jakimś obskurnym blokowisku po raz pierwszy w życiu, a ta myśl uczepiła się jego świadomości ze wszystkich sił i cholera, właśnie dlatego chciał sam się zabić. Chciał sam o wszystkim decydować, a nie dalej karmić swoją paranoję. Mimo wszystko, nie zatrzymał się, nie zawrócił i wcale nie chciał zawracać. Ciekawość była pierwszym stopniem do piekła, ale on już dawno był niżej niż tylko pierwszy stopień.

      Usuń


  10. Tu nie da się mieszkać. Naprawdę? Alexei zgadzał się z tym stwierdzeniem, a jednak coś podpowiadało mu, że nie powinien przyznawać tego na głos. W końcu ktoś, kiedyś, gdzieś, musiał tu mieszkać. Zdawało mu się nawet, że słyszy kroki dochodzące zza jednych z drzwi, że ktoś coś szepce zza innych, ale prawdopodobnie była to jedynie jego wyobraźnia. Zaczekał, przez chwilę po prostu stojąc w miejscu i zastanawiając się, czy najlepszym wyjściem z tej sytuacji nie byłoby po prostu odwrócenie się na pięcie i wyjście z budynku, opuszczenie osiedla, wyjazd byle dalej, zwyczajny, prosty odwrót. Jakkolwiek logiczną opcją by to nie było, nie mógł tego zrobić, po prostu nie był w stanie, nie, gdy wciąż był tak okropnie, cholernie ciekawy, co znajdzie za kolejnymi drzwiami.
    Ostrożnie i powoli wszedł do pomieszczenia zaraz za Daniłą, rozglądając się wokół. Dzięki żarówkom wreszcie widział coś więcej niż szare kontury otaczających go przedmiotów. Jednak nawet gdy już zobaczył, gdzie się znajduje, tak naprawdę nie potrafił tego określić. Nie spodziewał się papierowych modeli samolotów wiszących pod sufitem i rzucających na ściany i podłogę wydłużone cienie, nie oczekiwał dziesiątek, a może i setek zdjęć pokrywających wszystkie cztery ściany. Przez chwilę miał wrażenie, że jakimś cudem udało mu się wejść do innego, dziwacznego wymiaru. Jego wzrok z zainteresowaniem podążył za siadającym na materacu chłopakiem. Co to było za miejsce? Alexei cieszył się, że nie zapytał o to na głos, bo zaraz otrzymał odpowiedź. Co prawda nie dosłowną, ale po tym, co Daniła powiedział oraz w jaki sposób to powiedział, można było wiele wywnioskować.
    Skoro mieszkał gdzieś blisko, raczej bezpiecznie było założyć, że nie powodziło mu się dobrze. I przychodził tutaj z bratem, który najwyraźniej musiał się w końcu zabić. Może zrobił to stosunkowo niedawno? Droga, która okazała się być niedosłowna raczej nie mogła oznaczać niczego innego. Czy to dlatego Daniła też próbował się zabić? Chciał do niego dołączyć? Teraz Alexei rozumiał go chyba trochę lepiej, a jednak nie potrafił się z tym pogodzić. Czuł, jak coś niebezpiecznie ściska go w gardle. Chciał jakoś pomóc, zarówno świadomie, jak i podświadomie, ale cichy głos gdzieś z tyłu jego umysłu kpił niby jak? Swoimi brudnymi pieniędzmi?. To przecież nie byłoby w porządku. Nie mógłby.
    – Przykro mi – powiedział i choć nie było to wiele, naprawdę miał to na myśli. Zawahał się przez chwilę, po czym podszedł do materaca i również na nim przysiadł. Nie chciał patrzeć na niego z góry. – Naprawdę chcesz to zrobić? Pójść w jego ślady, tak po prostu? To… niesprawiedliwe – mruknął, bo przecież nie mógłby mu wprost zabronić… nie on, ze wszystkich ludzi. Odczuwał jednak pewien wewnętrzny sprzeciw na myśl, że Daniła wróci na most i jednak skoczy. To nie mogło być dla niego najlepsze rozwiązanie, w końcu byli w zupełnie innych sytuacjach. Alexei był winny, zasłużył sobie na to, co miało go spotkać.
    – Pytałeś o propagandę – dodał, zerkając na niego. Wciąż nie miał ochoty odpowiadać, ale zmusił się do wzięcia głębokiego wdechu i kontynuowania. – Gdyby chodziło jedynie o to, nie byłoby mnie tutaj. Spieprzyłem… i to poważnie. Ta wycieczka na most miała być moim honorowym sposobem na naprawienie tego chociaż w niewielkim stopniu. Niedługo umrę tak czy inaczej, chciałem tylko zrobić jakąś różnicę, cokolwiek – powiedział całkiem poważnie, prychając pod nosem zupełnie bez rozbawienie. Był o tym naprawdę przekonany, o tym, że zginie. Wiedział, że nie było jeszcze szóstej rano, ale zbliżała się przecież nieuchronnie, a gdy jego email ujrzy światło dzienne, lepiej, żeby był martwy. Oczywiście mógłby go po prostu teraz usunąć… ale znaczyłoby to powrót do punktu wyjścia, a on miał ciarki na samą myśl o swoim punkcie wyjścia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [Twoje odpisy nigdy nie są beznadziejne! W ogóle tylko daję znać, że moje plany uległy małemu przesunięciu, winogrona szybko dojrzewają, więc wyjeżdżam już jutro rano. Nie będzie mnie koło dwóch tygodni i choć teoretycznie będę miała wifi, to nie będę raczej miała czasu ani głowy do odpisów, także kolejnych będziesz mogła spodziewać jak wrócę do Polski ;)]

      Usuń
  11. Daniła miał rację w tym, co mówił, ale tylko po części. Rzeczywiście, trudno było znaleźć kogoś, kogo niesprawiedliwość na świecie w tych czasach jeszcze naprawdę obchodziła i ruszała, ale nie było to przecież bez znaczenia. Nie mogło być. Alexei już od dawna desperacko trzymał się myśli, że gdzieś tam jest ktoś, kto szczerze przejmuje się losem społeczeństwa i że właśnie ten ktoś doceni jego ofiarę i to, ile brudów wyciągnął na światło dzienne. To musiała być prawda, inaczej ich życia nie miały sensu. Może nie miały?
    Ty mógłbyś mnie tutaj zarżnąć i nikogo by to nie obeszło. Może oprócz tych, którym oszczędziłbyś brudnej roboty, więc sam zdecyduj, co gorsze – zapewnił z nieco ironicznym uśmiechem, bo czyż to nie była prawda? Jego rodziców i tak to nie obchodziło, siostrę już od dawna strategicznie od siebie odsuwał i nie tęskniła jakoś szczególnie, a jego współpracownicy gotowi byli własnoręcznie poderżnąć mu gardło. Więc może on i Daniła nie różnili się aż tak bardzo, jak mogłoby się wydawać.
    Oczywiście Alexei nie wiedział, co chłopak właściwie chciał powiedzieć zanim przerwał i zrezygnował z takiego kierunku rozmowy, co takiego zrobił dla pieniędzy, ale nie mogło to być nic na tyle złego, żeby zasłużył na śmierć. Gdyby tak było, byłby teraz dużo bogatszy, te najgorsze uczynki bywają przecież najlepiej płatne. Alexei coś o tym wiedział.
    Wiedział również, że nie powinien drążyć tego, dlaczego w ogóle był na moście i chciał skoczyć. Powinien dać spokój, wymyślić jakieś zgrabne kłamstwo, bo prawda była naprawdę niewygodna i nieprzyjemna, ale nie potrafił się na to zdobyć. Może ta cała sytuacja wciąż wydawała mu się nie do końca realna, może w pewien sposób polubił niedoszłego samobójcę spotkanego na moście i teraz chciał go uratować przed… nim samym, sobą samym, całym tym popieprzonym systemem, no i oczywiście śmiercią. Zmarszczył brwi, jakby zastanawiając się nad czymś głęboko, po czym skulił się nieco, pochylając się do przodu. Być może wyglądał na opanowanego, ale wcale taki nie był, przeżywał właśnie jedną z najtrudniejszych noc swojego życia.
    – Prawie, widzisz, już prawie się postawiłem – powiedział z żalem. Bardziej okrętnie nie mógł już chyba tego sformułować, ale cóż, nie kłamał. Już prawie zrobił coś dobrego, zostało jeszcze tylko kilka godzin i… po nim. Westchnął głęboko. Nie mógł uwierzyć, że teraz, po tym jak bardzo był pewny swego, znowu miał wątpliwości, ale właśnie to się działo. Zaczynał się wahać. Niech to szlag.
    – Jeśli nic nie zrobię, mam czas do szóstej rano, czyli… – Spojrzał na swój zegarek w nieco dramatycznym geście. – Trochę ponad trzy godziny. Może więcej, jeśli dobrze się schowam, ale wierz mi, nie mam ochoty się chować. Myślałem, że będę już dawno martwy, a tymczasem jestem… tu. – W napięciu zacisnął usta w wąską linię, bo właściwie to sam nie wiedział, czy się z tego cieszy, czy też dokładnie przeciwnie. Co on tu w ogóle robił? Podważał swoje dotychczasowe decyzje? Czym bliżej było świtu, tym bardziej samolubnie chciał jednak żyć? Ale co to by było za życie, jeśli byłby wiecznie dręczony wyrzutami sumienia albo gorzej, zimny i uodporniony na wszelkie rodzaje ludzkiej krzywdy? Nie chciał tego, szczególnie że emocje, które odczuwał względem Daniły utwierdzały go w przekonaniu, że nie stoczył się jeszcze całkowicie, że wciąż coś czuł. Spojrzał nawet na niego pytająca, ale nie potrafił znaleźć odpowiedzi na swoje zawahanie w jego twarzy.

    [Odpis wreszcie jest, mam nadzieję, że nie położyłam jego jakości! Obiecuję, że teraz będę odpisywać już bardziej regularnie ;)]

    OdpowiedzUsuń
  12. Ostatnim, co Alexei chciał usłyszeć było to, że jego plan na poświęcenie się dla dobra wszystkich porządnych mieszkańców Rosji miał jakiekolwiek słabe strony. Ta możliwość uderzyła go nagle i spłynęła po nim niby kubeł lodowatej wody wraz ze słowami Daniły. Całkiem słusznymi słowami, trzeba dodać. Wzdrygnął się, choć nie było mu specjalnie zimno. Naprawdę jedynie ułatwiłby wszystko tym złym, gdyby zginął? Nie doceniał ich możliwości, a wszelkie informacje, które chciał przekazać opinii publicznej zostałyby szybko uciszone albo nawet nigdy do przeciętnego mieszkańca nie dotarły? Dla odmiany ze stresu zrobiło mu się cholernie gorąco i poczuł, jak pieką go policzki. Czy... robił to wszystko bez sensu? Chciał ginąć na marne? Nie, poczuł niezwykle silną potrzebę natychmiastowego zaprzeczenia temu wszystkiemu, a nawet oburzenia się podobną sugestią, ale gdy podniósł głowę, żeby to zrobić, z jego ust nie wydobył się żaden dźwięk.
    Ucieknijmy z Rosji? Ucieknijmy? My? Otworzył, a po chwili jednak zamknął usta, po czym przygryzł dolną wargę, marszcząc brwi w konsternacji. To... nie mogło być w ogóle możliwe, prawda? Alexei miał zakaz opuszczania kraju. Nieoficjalny zakaz, prawda, to nie tak, że ktoś dosłownie go tu trzymał i nie pozwolił mu przekroczyć granicy, gdyby spróbował, ale... no właśnie, co ale? Chciał odwrócić wzrok od Daniły, ale nie potrafił. Coś mu nie pozwalało, przyglądał się więc jego twarzy uważne, ważąc swoje kolejne słowa. Dlaczego chłopak nawet nie wyglądał na przerażonego tym swoim pomysłem?
    A co, jeśli naprawdę by to zrobili? Alexei musiałby odwołać swój drastyczny, dramatyczny email, przynajmniej chwilowo, aby nie dać nikomu powodów do zbyt szybkich podejrzeń i poszukiwań, a potem wsiedliby w samolot albo pociąg i zniknęli. Mogli zmienić tożsamość... na taką konieczność też był zawsze przygotowany, z rozkazu przełożonych, wiedział, co, gdzie, jak i kiedy. San Francisco nie wchodziło w grę, nie chciał narażać siostry ani jej męża... Zaraz, zaraz, czy on na poważnie zaczął już planować ucieczkę?
    – Naprawdę chcesz uciec? Ze mną? – zapytał ze szczerym zdziwieniem, nie potrafiąc jednak ukryć podekscytowania przebijającego się w swoim głosie. Oddychał szybko, płytko. – Ja... jeśli jakimś cudem jednak pracujesz dla nich, przysięgam, że jesteś najlepszym, jakiego do tej pory wysłali. Bo ci wierzę. Chcę ci wierzyć i chcę stąd uciec – powiedział, zaskakując tym wyznaniem nawet samego siebie.
    Co w niego wstąpiło? Nie miał pojęcia. Taro lubił testować go na różne sposoby, ale nie chyba było możliwe, aby podstawił kogoś na miejsce jego niedoszłego samobójstwa, prawda? To Alexei wpadał przez tego faceta w paranoję, tak?
    – To nie byłoby proste, bezpieczne, ani legalne… ale teoretycznie możliwe – stwierdził z pewnym wahaniem, nie potrafiąc powstrzymać uśmiechu cisnącego mu się na usta. To nie mogło dziać się naprawdę. Czy to działo się naprawdę?

    OdpowiedzUsuń
  13. Zanim do Alexeia w pełni dotarło, co się właściwie działo, Daniła zdążył już go puścić i się odsunąć, ale ciepło jego uścisku pozostało, utwierdzając go w przekonaniu, że to wszystko jednak było prawdziwe i że była jeszcze dla nich jakaś nadzieja. Nadzieja na to, że im się uda, że Taro nie miał z tym nic wspólnego, Alexei da radę użyć swoich kontaktów, żeby załatwić im… życie. Bo swoją egzystencję tutaj, w Rosji, trudno mu było nazwać tym mianem.
    Czasem fantazjował o ucieczce, zastanawiał się, jakby to było zobaczyć coś więcej, coś lepszego, piękniejszego, prawdziwszego niż swoje rodzinne miasto, nigdy jednak nie sądził, że naprawdę się na to zdecyduje. I gdyby nie Daniła, gdyby nie to ich dziwaczne spotkanie na moście i, teraz już prawie nierealna, próba samobójcza, nigdy by tego nie zrobił. Był zmęczony, niewyspany i, już od jakiegoś czasu, przygnębiony, ale nagle odnalazł w sobie jakieś zupełnie nowe pokłady energii. Miał ochotę uciec choćby już, teraz, zaraz, właśnie w tej chwili, nie oglądając się za siebie.
    – Pewnie, mogę kupić bilet, pieniądze nie będą problemem. Ale skoro nie samolotem, jak chcesz się stąd wydostać? Gdzie w ogóle pójdziemy? – zapytał, a podenerwowanie w jego głosie zaczynało brzmieć bardziej jak szczere podekscytowanie. Uśmiechał się pomimo mętliku w głowie. Po raz pierwszy od dawna czuł, że ma jakiś cel; coś ważnego, na czym naprawdę może się skupić. Mimowolnie zaczął włączać Daniłę do wszystkich swoich planów. My opuszczało jego usta bez żadnego zastanowienia, w pewnym sensie dodając mu pewności, że może jeśli nie będzie sam, wszystko potoczy się inaczej. Lepiej.
    Alexei wiedział, że ma już mało czasu do stracenia, musiał podjąć pierwszą decyzję. Co z jego dramatyczną wiadomością do stacji dziennikarskich? Byłaby za oczywista, jeśli miał żyć, prawda? Wyciągnął z kieszeni komórkę i wszedł w swoje maile. Serce zabiło mu mocniej, gdy zobaczył gotowe do wysłania pliki i prawie się zatrzymało, gdy wybrał anuluj. Wszystko wróciło do wersji roboczej, z której jednak nie miał zamiaru niczego usuwać – a nuż zmieni zdanie. A nuż jego życie jednak się zawali i postanowi przynajmniej odejść z hukiem. Znowu.
    Mogłoby się wydawać, że kilkuminutowe zajmowanie się czymś w telefonie nie jest zbyt ekscytujące, ale w jego żyłach płynęła już chyba czysta adrenalina. Co on wyprawiał? Nie wiedział, ale mu się to podobało. Podniósł się na równo nogi jednym, zdecydowanym ruchem i podszedł do przyglądającego mu się chłopaka.
    – Rozumiesz, że nie mogę zagwarantować ci bezpieczeństwa, prawda? – zapytał, robiąc jeszcze jeden krok w jego stronę, aż był na tyle blisko, że bez trudu położył rękę na jego ramieniu. Przygryzł dolną wargę, w zamyśleniu błądząc wzrokiem po rysach jego twarzy. Nie chciał robić mu nadziei, ale chciał go ze sobą wziąć, chciał mu pomóc, chciał… chciał pokazać mu coś więcej. Coś innego. Ta potrzeba wzięła się jakby zupełnie znikąd i dezorientowała nawet jego samego, ale poddawał się jej bez sprzeciwu.
    – Jeśli ze mną pójdziesz, to na własną odpowiedzialność. Musisz zostawić wszystko i wszystkich, najlepiej włącznie z samym sobą… swoją tożsamością, rozumiesz. Obaj powinniśmy to zrobić – powiedział całkiem poważnie. Wiedział, jak się do tego zabrać, wiedział, do kogo się zwrócić, ale takie przedsięwzięcie potrwałoby kilka dni, i to ze sporym napiwkiem ze strony Alexeia.
    – Pomieszkaj ze mną – dodał dość impulsywnie, zaciskając rękę na jego ramieniu. Trudno mu było przyznać to nawet przed samym sobą, ale uczepił się tego chłopaka jak jakiejś swojej ostatniej deski ratunku, dosłownie i w przenośni, i nie miał ochoty go puszczać. – Jeśli nie masz gdzie wrócić, wróć ze mną, mam mieszkanie w centrum. Tylko na trochę, aż wszystko załatwimy – zapewnił, bo nie mógł przecież pozwolić mu wrócić… cóż, gdziekolwiek Daniła mieszkał, jeśli było tam choć w połowie tak źle jak w bloku, w którym obecnie się znajdowali. Poza tym, bał się stracić go z oczu. Bał się, że wraz z chłopakiem, zniknie też jego nadzieja na lepsze jutro.

    OdpowiedzUsuń
  14. Alexei nie rozumiał. Nie rozumiał, dlaczego Daniła na początku naprawdę wydawał się zdecydowany, mało tego, zdeterminowany, żeby wprowadzić w życie ten szalony i spontaniczny plan, a potem nagle dosłownie i w przenośni zrobił krok w tył, odsuwając się. Czy chłopak naprawdę wciąż chciał to zrobić? Czy miał ochotę wsiąść z nim, zupełnym nieznajomym, do auta i dać się wywieźć Bóg wie gdzie? Być może właśnie to był problem i właśnie to sobie uświadomił, kiedy powiedział, że wciąż ma jeszcze sprawy do załatwienia.
    Alexei zabrał rękę z jego ramienia, nie chcąc sprawiać zbyt natrętnego wrażenia. Oddychał ciężko, zaczynając gubić się we własnych myślach. Znowu. Nie chciał dopuścić do siebie rzeczywistości sytuacji, w jakiej się znalazł, nie chciał obudzić się jutro sam w swoim mieszkaniu i stwierdzić, że nie wie, co strzeliło mu do głowy z tą całą ucieczką, nie chciał dać znów wciągnąć się rutynie pracy i wmawiania sobie, że oni wszyscy i tak na to zasługują. Potrzebował zakończyć to tu i teraz, w ten czy inny sposób. Jeśli nie śmiercią, to czymś podobnie drastycznym.
    To wszystko było jednak tylko i wyłącznie jego sprawą. Nie mógł zmusić Daniły, żeby z nim poszedł. Ani teraz, ani jutro, ani nigdy, gdyby chciał jednak się rozmyślić. Nie powinien chyba też mówić mu już nic więcej, bo jeśli wyda się, że Alexei Lebedev chodzi po mieście, rozpowiadając, że jest skorumpowanym dziennikarzem… zrobiło mu się gorąco na samą myśl. W porządku, być może po prostu chciał mieć chłopaka cały czas na oku, bo wciąż nie do końca mu ufał. Nie znaczyło to jednak, że nie chciał uciec i wziąć go ze sobą. Był rozdarty. Nie chciał się w to zagłębiać.
    – Umiem prowadzić, mogę załatwić nam samochód na inne nazwisko. I tożsamości, to kwestia kilku dni – zapewnił, przyglądając mu się uważnie. Udawał spokój, ale głos wciąż trochę mu drżał i nie wiedział, gdzie ma patrzeć, zapomniał, co robić z rękami, żeby wyglądało to poważnie i naturalnie.
    Teraz nie ma już odwrotu, nie chcę odwrotu, to się dzieje naprawdę, powtarzał sobie w myślach, biorąc głęboki oddech. Sięgnął do tylnej kieszeni spodni i wyciągnął z niej mały, wysłużony notes wygięty nieco przez wciśnięty pomiędzy kartki długopis. Czy naprawdę miał zamiar tak po prostu dać mu swój adres? Czy powinien nalegać, żeby Daniła zostawił swoje sprawy, które najwyraźniej wcześniej nawet nie były dla niego na tyle ważne, aby zabrać się za nie przed śmiercią?
    – Nie mam nic do stracenia – westchnął i dopiero po chwili dotarło do niego, że powiedział to na głos. Przygryzł dolną wargę i naskrobał na w połowie już zapisanej kartce z notesu swój adres i numer telefonu, po czym wyrwał stronę dość niechlujnie i podał chłopakowi. – Proszę. Jeśli się rozmyślisz, przynajmniej zadzwoń i daj mi znać. Pojadę sam – stwierdził z determinacją, która zaskoczyła nawet jego samego. Nie miał złych intencji, nie względem Daniły w każdym razie, nie chciał go przytłoczyć i zmusić do podjęcia jakiegokolwiek wyboru. Nie na tym to wszystko miało polegać.
    – Potrzebujesz pieniędzy na taksówkę? Albo czegoś innego? – zapytał, znów sięgając do kieszeni. Nie miał przy sobie portfela, ale przecież i tak nigdy nie chciało mu się chować do niego pieniędzy po zrobieniu zakupów i wciskał je gdzieś luzem. Być może to było nieodpowiednie, że w ogóle o to pytał, ale pomyślał, że jeśli jednak mieliby się już nigdy więcej nie spotkać, mógł pomóc przynajmniej w ten sposób. Tak, był przekonany, że właśnie to robił: pomagał. Do czasu. Miał przy sobie może z tysiąc rubli w różnych nominałach i już wyciągał je z kieszeni, kiedy uderzyła go pewna bardzo niepokojąca myśl. Czy on myśli, że próbuję go przekupić? Albo gorzej, kupić? Ciężar tego pytania spadł na niego jak grom z jasnego nieba, z przerażeniem znów podniósł wzrok na zestresowaną twarz Daniły i nagle wszystko nabrało trochę więcej sensu.
    – Czekaj, ja… myślę, że mogłeś mnie źle zrozumieć. Naprawdę chciałbym tylko pomóc, nie oczekuję, że coś za to dostanę – podkreślił, krzywiąc się lekko. To musiało być jasne.

    OdpowiedzUsuń