Żyjemy, piszemy! Niedługo pojawi się lista obecności.

23 września 2015

[KP] Adela Czarnecka

adela czarnecka
27 LAT // DZIENNIKARSTWO NA UW // REPORTERKA

Uwielbia wiele rzeczy, ale ze sporej części musiała zrezygnować. Sztuka, porządek, czas i spokój - to raptem kilka z nich. Mieszkając z trzema osobnikami płci przeciwnej poświęciła się dla większego "dobra", aczkolwiek wcale nie ułatwia im życia. Gotuje - dania serwuje komu chce. Sprząta - tylko i wyłącznie po sobie. Cierpliwa - do pewnego momentu. Kochana - dla wybranych. Taka jest: wybredna, wścibska, wygadana. Zołza jakich mało, ale jest jej z tym nadzwyczaj dobrze, co więcej zdaje sobie sprawę z tego, że nikt nie pozbędzie się brunetki z tak urokliwego mieszkania. Czasami bawi ją robienie awantury i wywracanie domu do góry nogami. Takie zachcianki. Warto wspomnieć, że nadzwyczaj kocha czytać książki, a ulubioną postacią Adeli jest Yennefer z Vengerbergu.
Mimo bycia zołzą, jest bardzo pracowitą dziewczyną, a pracy może poświęcić większość czasu. Wszystkiemu oddaje się z pasją i z sercem wykonuje każdą czynność. Do tego zalicza się nawet spojrzenie z pogardą.
Jednak te cechy nabyła dopiero z dniem śmieci ojca, który był dla niej istnym przyjacielem i bohaterem z dzieciństwa. Tęskni za nim ogromnie, ten fakt zna raptem kilka osób, mieszczących się w liczbie 3. Musi użerać się z dwoma nowymi mężczyznami w rodzinie, co ani trochę Adeli nie przypadło do gustu. Swoje szczęście znalazła, ale kocha i nienawidzi go jednocześnie. Prywatnie, jak i zawodowo.
Taka jest Adela z Wrocławia i nikt już tego nie zmieni.




wątek z czekoladowa masa

1 komentarz:

  1. Słysząc strzyknięcie zamka u drzwi, przełożył laptop ze swoich kolan i dłonią przesunął wszystkie, znajdujące się wokół niego notatki, które miały mu pomóc w przygotowaniu reportażu na temat cholernie nudny i nieciekawy. Był wściekły na swojego redaktora naczelnego, że przypisał mu jakże interesujący reportaż na temat wzrostu cen paliw, spowodowany wzrostem akcyzy przez rządzącą partię. Kpina. Uwielbiał polityczne zagadnienia, uwielbiał ekonomię ale nie w takim połączeniu. Od zawsze pragnął czegoś wielkiego, bo do wielkich rzeczy był stworzony. I koniec kropka. On, Adrian Zieliński pomimo młodego wieku był przeznaczony do szczytnych celów, chociaż póki co wiedział to on i jego matka. Ojciec pewnie też by wiedział, gdyby nie zwiał dwadzieścia sześć lat temu, tłumacząc się swojej kobiecie, że nie jest stworzony do bycia ojcem. Zrozumiałby wielkość Adriana, bo rozumiał swój własny cel istnienia. Zieliński nie miał mu za złe ucieczki. Tłumaczył sobie niejednokrotnie, że tchórze nie są niczego warci, a już z pewnością nie są warci rozpamiętywania.
    — Och, czuję z daleka, że masz dobry humor. — Oznajmił, wchodząc do niewielkiej kuchni, po której krzątała się młoda kobieta, która rozpakowywała jedzenie z siatek. Nie musiał zgadywać, że jego kobieta jest w dobrym humorze. Inaczej wchodząc do mieszkania nie krzyczałaby z radością i o ile w kuchni przebywać lubiła, nie krzątałaby się w niej w taki sposób, w jaki robiła to dziś.
    Podszedł do niej i ucałował czule w policzek w ramach przywitania, a następnie zasiadł na drewnianym taborecie, który jako jedyny uchronił się od zastosowania go jako blatu. Podciągnął kolana i podparł się piętami o poprzeczną deseczkę, wzmacniającą konstrukcję chybotliwego mebelka.
    — Jak tam w pracy? — Zagadnął, zerkając na wyciągane przez kobietę składniki, jakby modląc się, aby ta postanowiła ugotować dzisiejszego dnia rosół. Rosół był ulubionym daniem Adriana i o ile lubił próbować innych dań i wszystkie te, które wychodziły z rąk Adeli naprawdę mu smakowały, nic nie mogło przebić tej, jakże prostej zupy. — Dostałaś coś dobrego. — Uprzedził ją, nim zdążyła odpowiedzieć i uśmiechnął się subtelnie niby się cieszył, ale gdzieś tam żal ściskał mu serce i żołądek, bo jakikolwiek był to temat, on powinien go dostać. Wierzył w Adelę, wierzył w jej umiejętności, zapał i zaangażowanie, jednak i tak uważał siebie za zdecydowanie lepszego, w tej dziedzinie. W końcu to on był stworzony do rzeczy wielkich, wielkich w dziennikarstwie, na którym tak cholernie mocno mu zależało. — Albo stało się coś mojej matce. Mów, prawdę kobieto. — Wiedział, że Adela za jego rodzicielką nie przepadała i niby jej się nie dziwił, bo ta posiadała klucze do mieszkania, odwiedzała ich bez zapowiedzi i przy każdym możliwym spotkaniu zaznaczała, że owe mieszkanie należy do niej, więc nie mogą mieć żadnych pretensji ani żali, że ona wpada tylko tak… kontrolnie, aby sprawdzić czy niczego nikomu nie brakuje. Adrian nie miał nic przeciwko, długo mieszkał sam jedynie z lokatorami, którym wynajmował pokój i wdzięczny był za pomoc matki. Wpadała, gotowała lub zostawiała już przygotowane jedzenie i sprzątała, ciągle chwaląc przy tym Adiego i jego pracowitość. W ogóle nie zauważając drobnych szczegółów, które ewidentnie świadczyły, że Adrian chociaż się starał i pracował robił również różne inne rzeczy, z których kobieta pewnie dumna by nie była. Odkąd w mieszkaniu pojawiła się Czarnecka, wiele się zmieniło, jednak odwiedziny kobiety wciąż nieustannie trwały.

    OdpowiedzUsuń