15 stycznia 2016

[KP] Daisy Russo

daisy russo
ASYSTENTKA DYREKTORA // 30 WIOSEN // ŻYWY KALENDARZ

Wie wszystko. Od głupiego ulubionego śniadania, przez umiejscowienie najważniejszych dokumentów, po każde rozplanowane spotkanie na następny tydzień. Zresztą po to właśnie jest, żeby pamiętać i wiedzieć. To ona ma przypomnieć, poinformować czy podpowiedzieć w razie potrzeby.
Rola asystentki nigdy nie była jej ambicją, ale jak zwykle do każdej pracy przykłada się w stu procentach, a swoje obowiązki wypełnia ze swoją wrodzoną dokładnością oraz skrupulatnością. Bardzo możliwe, że przez oddanie się pracy wciąż jest sama, chociaż zdążyła dowiedzieć się, iż dla niektórych osób jest zupełnie inaczej...
Rola dziewczyny własnego szefa nigdy nie była jej ambicją, ale jak zwykle do każdej pracy przykłada się w stu procentach.




wątek z BiałaGwiazda

25 komentarzy:

  1. [Wybacz, że zajęło mi to tyle czasu, ale jakoś nie mogłam się w sobie zebrać, by zacząć ]

    mark Walberg. Odkrycie roku 2013. Obiecujący przedsiębiorca roku 2014. objawienie roku 2015 i 2016. Najbardziej pożądany kawaler do wzięcia. Właściciel świetnie prosperującego banku. Długa, lukratywna kariera przed nim.
    Takie nagłówki, dotyczące mężczyzny można było znaleźć w każdej gazecie, na każdej stronie internetowej padającej najświeższe informacje.
    Męzczyznę te wszystkie informacje na jego temat zawsze bawiły. Szczególnie już te, dotyczące jego, jako najbardziej pożądanego kawalera. Gdyby te kobiety chociaż go poznały odrobinę lepiej, aniżeli naoglądały się go w telewizji, czy na ulicy, na pewno zmieniłyby zdanie na jego temat.
    Mark nie był ideałem i nigdy im nie będzie. Mimo wysokiej pozycji społecznej, mimo własnego stanowiska miał naprawdę bardzo wiele wad. Kochał życie i czerpał z niego garściami, przez co osoba odpowiedzialna za jego wizerunek medialny, często musiała tuszować niektóre jego wybryki. Przede wszystkim chodziło o jego liczne romanse z różnymi kobietami, z których wiele nie pasowało do jego idealnego wizerunku.
    Ostatnio jednak, Walberg jakby nieco się uspokoił. A to za sprawą ultimatum, które postawili mu rodzice. Zażądali od niego by się ustatkował, by w końcu założył rodzinę, bo inaczej może zapomnieć o tym, że pod koniec roku otrzyma wszystkie udziały w banku i stanie się jego pełnoprawnym właścicielem.
    Jeśli mężczyzna tego nie zrobi, udziały w firmie otrzyma jego młodszy brat, a to oznaczałoby całkowity upadek imperium Walbergów.
    Żeby zyskać na czasie, Mark powiedział rodzicom, że spotyka się z Daisy swoją asystentką. Była ona jedyną kobietą, o której wiedział coś, co nie zmartwiłoby jego rodziców.
    Cały plan był idealny, do momentu, w którym rodzice mężczyzny zapragnęli poznać jego wybrankę.
    Tego dnia, kiedy tylko Mark znalazł się w swoim biurze, podszedł siedzącej już za swoim biurkiem Daisy i zaczął się zastanawiać, jak ma ją nakłonić do udawania jego dziewczyny na obiedzie z rodzicami.
    - Cześć - zaczął od zwykłego powitania, opierając dłonie na jej biurku. - Co robisz w piątek wieczorem? - Zapytał niewinnie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Z Daisy Mark pracował już kilka ładnych lat. Zanim dziewczyna została zatrudniona, mężczyzna bardzo często załamywał ręce nad kompetencjami swoich asystentek. Nie potrafiły dopilnować wszystkich spotkań, nie odbierały wszystkich telefonów, nie przekazywały mu odpowiednich informacji.
    Na całe szczęście, Walberg był na tyle zorganizowany, że jakoś tuszował niektóre pomyłki swoich pracownic, ale zazwyczaj po dwóch, trzech miesiącach tracił cierpliwość.
    Dopiero kiedy pojawiła się tu Daisy, dało się wyczuć, że wszystko jest na swoim miejscu. Mark mógł wyjść z pracy, wiedząc, że dziewczyna zadzwoni do niego w odpowiednim momencie, przypominając o kolejnym spotkaniu. Rozumieli się bez słów i przez te kilka lat wypracowali sobie naprawdę dobre relacje.
    Co mu więc strzeliło do głowy, że powiedział rodzicom o tym, że Daisy to jego dziewczyna? Musiał coś powiedzieć, a Russo była jedyną znaną mu kobietą, o której coś wiedział, i która w razie potrzeby poudaje chwilę jego dziewczynę. Może nie przemyślał tego do końca, bo nic nie powiedział swojej asystentce.
    Rodzice dawali się zwodzić przez trzy miesiące, zanim zażądali spotkania z przyszłą panią Walberg.
    Teraz więc, Mark stał przed biurkiem Daisy, zastanawiając się jak jej o tym wszystkim powiedzieć. Wiedział, albo raczej czuł podświadomie, że jego asystentka się zgodzi. Zazwyczaj spełniała jego prośby (nawet te najdziwniejsze) bez mrugnięcia okiem. Tylko czy, bycie jego udawaną dziewczyną również wchodziło w grę?
    -To spotkanie z moimi rodzicami. - Odpowiedział jej w końcu ze spokojem, siadając na wolnym krześle za jej biurkiem. - A uściślając, kolacja. - Dodał jeszcze.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mark przez cały czas patrzył na Daisy. Widział oczami wyobraźni tryby przesuwające się w mózgu, kiedy próbowała dojść do tego, po co miałby ją zabierać ze sobą na kolację.
    Nie spieszył się z wyjaśnieniami. Sam nie wiedział, co go podkusiło, kiedy zaczął mówić o niej, jak o swojej dziewczynie. Jednak coś powiedzieć musiał. Nie mógł sobie pozwolić na to, by firma przeszła w ręce brata.
    Anthony był zupełnym przeciwieństwem Marka. Zero zmysłu, żadnego pojęcia o biznesie, a przede wszystkim brak smykałki do bankowości. Z takim właścicielem, firma momentalnie poszłaby na dno.
    - Daisy spokojnie, oddychaj. - Odpowiedział, starając się ją uspokoić. Widział przerażenie w jej oczach. Zawsze się martwiła o firmę i jej losy, jakby tylko tym żyła. Jakby po powrocie z pracy do domu nie miała już zupełnie nic innego do roboty. - Nic z tych rzeczy. Wszystko w porządku, firma prosperuje świetnie. Tylko ze mną jest trochę gorzej. - Spojrzał na Russo uważniej, trochę poważniejąc. - Widzisz, ostatnio dostałem ultimatum. Mam się ożenić, inaczej firma przejdzie w ręce mojego brata. - Wyjaśnił. - I tak jakoś wyszło, że powiedziałem matce i ojcu, że ty jesteś moją dziewczyną. - Uściślił. - Chcą cię w końcu poznać.

    OdpowiedzUsuń
  4. Mark zdawał sobie sprawę z tego, że Daisy czeka go trudna przeprawa. Wiedział, że mógł jej powiedzieć o tym wcześniej, jednak nie sądził, że rodzice będą chcieli tak szybko poznać jego nową wybrankę. Musiał więc działać. Musiał więc teraz, wysłuchiwać połajanek Russo. Domyślał się, że będzie wściekła. I się nie pomylił. Dziwił się tylko, że jeszcze w niego czymś nie rzuciła, ani też nie dała mu w twarz. Może, jeśli dobrze jakieś odpowiednie argumenty, uda mu się jakoś ją przekonać do bycia jego dziewczyną.
    - Przestań na mnie syczeć. - Mruknął do niej, również oglądając się na drzwi. Jeszcze tego by im brakowało, żeby ktokolwiek w banku dowiedział się o tym, co zrobił. Jak nic cały jego plan by się wydał. - Trzy miesiące opowiadałem im o tobie. - Przyznał w końcu. W żaden sposób nie skomentował jej dość ostrych słów. Zawsze tak do niego mówiła, a on zdążył się już przyzwyczaić. W pewnym sensie, w ten właśnie sposób, jeszcze bardziej motywowała go do działania. - Musiałem coś wymyślić. Znasz przecież Anthony'ego i tak jak ja wiesz, że on kompletnie nie nadaje się do prowadzenia banku. - Dodał jeszcze, na swoją obronę. - Chyba, że ci nie zależy i chcesz u zobaczyć w poniedziałek mojego braciszka. - Wiedział, że to cios poniżej pasa. Jednak mały szantaż czasami pomagał. - Ciekaw jest, jak szybko firma poszłaby przy nim na dno. Miesiąc, dwa? - Zastanawiał się na głos, po czym spojrzał Daisy w oczy. - Błagam cie, pomóż mi. Nie miałem wyboru. Wiesz, że ta firma to całe moje życie. - Zmienił ton głosu. Jeśli będzie trzeba będzie ją błagał na kolana. - Nie musisz nic robić, tylko przez ten jeden wieczór poudawaj moją kobietę. Ja to jakoś później odkręcę, obiecuje. - Dodał jeszcze, po czym położył dłoń na jej dłoni, by w jakiś sposób wzmocnić swoją prośbę. Cały czas patrzył jej w oczy.

    OdpowiedzUsuń
  5. - Nie było okazji, żeby ci o tym powiedzieć. - Mruknął tylko w odpowiedzi. - To miało być małe, nieszkodliwe kłamstewko, a wyszła z tego niezła afera. Muszę jakoś z tego wybrnąć. Obiecuję, że nie będziesz musiała zbyt długo udawać mojej dziewczyny. - Dodał jeszcze, a kiedy zabrała swoją dłoń, on swoje własne położył sobie na kolanach. - Jak odkręcę? Nie wiem. Wiem tylko, że mam czas do końca roku, żeby pokazać ojcu, że się zmieniłem i staram się ustatkować. - Podniósł się ze swojego miejsca.
    Mark wiedział, że najcięższą część zadania miał już za sobą. Przede wszystkim wyjawił w końcu Daisy fakt, że opowiadał o niej rodzicom. Coś zrobić musiał, a że jako pierwsza przyszła mu do głowy i sporo o niej wiedział, wydawała mu się najlepszą kandydatką.
    Walberg, zdawał sobie sprawę z tego, że teraz nie było już sensu dalej jej prosić. Russo sama musiała to sobie przemyśleć, więc mężczyzna postanowił trochę popracować.
    - Dziękuję. Odwołaj moje dzisiejsze spotkania, zostanę do końca dnia w swoim gabinecie. - Odezwał się jeszcze po chwili, po czym skierował się do swojego gabinetu. Musiał sobie jeszcze parę rzeczy przemyśleć, przede wszystkim ułożyć jakąś historię ich związku, chociaż wiedział, że obje muszą coś ustalić, żeby na piątkowej kolacji nic się nie wydało. Musieli być przekonujący.

    OdpowiedzUsuń
  6. Przez cały boży dzień, Mark siedział w swoim gabinecie, zabijając czas czytaniem zaległych raportów i sprawozdań, dotyczących funkcjonowania banku. Musiał to wszystko nadrobić, bo wiedział, że mimo rodzinnego charakteru piątkowej kolacji, ojciec będzie chciał wiedzieć, czy wszystko w firmie działa poprawnie i czy przypadkiem jego syn nie sprawia, że działalność jego życia idzie na dno.
    Co jakiś czas sam sobie robił kawę, żeby nie obarczać tym Daisy. Wiedział, że kiedy była zła lepiej zostawić ją samej sobie.
    A na pewno była na niego wściekła. Przecież nawet nie zapytał jej o zdanie, kiedy zaczął opowiadać rodzicom o ich związku. Trzymał ją w nieświadomości do dnia dzisiejszego, a wiedział doskonale, że Russo bardzo nie lubi być niedoinformowana w pewnych kwestiach.
    Mark, nie mówił jej tego też z jednego powodu. Był pewien, że rodzice nie będą chcieli jej poznać, że będą usatysfakcjonowani jego opowiastkami. Mężczyzna zastanawiał się, co się stanie, kiedy matka z ojcem faktycznie zażądają od Walberga wzięcia ślubu z Daisy. Nie chciał być wtedy w swojej skórze. Dziewczyna by go zabiła, nie wspominając już o rodzicach.
    Kiedy tak jak zwykle, pod koniec dnia blondynka pojawiła się w jego gabinecie z kolejną porcją dokumentów do podpisania, Mark już był spokojniejszy. Słuchał jej uważnie, składając podpisy na każdym z podsuwanych mu świstków. Na wieść o kłopotach w jednym z działów, podniósł głowę, ale oznajmił, że następnego dnia wszystkim się zajmie.
    Kiedy skończyli, Walberg wrócił do swojego laptopa, żeby przed wyjściem do domu, sprawdzić jeszcze kilka informacji, ale od pracy oderwał go głos Daisy. Podniósł głowę i spojrzał na nią uważnie.
    - Poważnie? Pomożesz mi? - Zapytał, nie wierząc własnym uszom, ale zaraz się opamiętał. - Dziękuję, naprawdę. Odwdzięczę ci się w jakiś sposób. - Dodał jeszcze. - A na to, żeby moja matka cię nie zabiła podczas spotkania można łatwo zaradzić. Musimy ustalić kilka szczegółów zanim tam pójdziemy. Co powiesz na jakieś spotkanie poza pracą żebyśmy o tym porozmawiali? - Zapytał ją.
    Musieli coś ustalić. Poza tym, Mark domyślał się, że na jednym spotkaniu się nie skończy, jednak nie chciał wyjść przed Daisy na jeszcze większego idiotę.

    OdpowiedzUsuń
  7. Mark uśmiechnął się tylko do Daisy.
    - Wiesz, kiedy kilka lat temu podpisywaliśmy umowę nie było w niej słowa o byciu moją udawaną kobietą. - Odpowiedział jej z uśmiechem. - Chyba będzie trzeba dodać do niej stosowny aneks i podwyższyć ci wynagrodzenie. - Zażartował jeszcze.
    Humor mu się poprawił, co było widać jak na dłoni. I nic dziwnego, bo dzięki Daisy nie straci firmy, którą w gruncie rzeczy bardzo kochał. Początkowo, nie chciał zaczynać swojej karier na sukcesie ojca, ale później, po jakimś czasie, stwierdził że to przecież też będzie jego sukces. Robił więc wszystko, by nie stracić tego, co już miał.
    - Dam ci jeszcze odpocząć od siebie zanim ponownie się spotkamy. - Powiedział po chwili. Sam miał jeszcze dziś trening na siłowni, którego nie opuściłby nawet po to, by ustalać szczegóły swojego kłamstwa. - Powiedzmy, że spotkamy się o dziewiętnastej. Może w moim mieszkaniu? Chyba, że wolisz jakiś bardziej neutralny grunt? - Zaproponował, poprawiając krawat i powoli podnosząc się z miejsca.
    Na dziś skończył już pracę, więc chciał wyjść z gabinetu zaraz za Russo.
    - Mam cholerne szczęście, że ma ciebie. - Uściślił jej ostatnią wypowiedzieć, uśmiechając się do niej lekko. Chwycił z biurka swoją teczkę, włożył do niej telefon i portfel, po czym podszedł do drzwi, by otworzyć je przed blondynką. - Muszę pomyśleć nad jakąś formą wynagrodzenia ci tego. I nie odmawiaj, bo wiesz doskonale, że i tak ci się zrewanżuję. - Dodał jeszcze.

    OdpowiedzUsuń
  8. - Bez przesady. Za bardzo cię cenię, by traktować cię jako pannę do towarzystwa i to jeszcze płatną. - Odpowiedział jej żartobliwym tonem.
    Przez te kilka lat stworzyli sobie relację, która obojgu odpowiadała. Mark bardzo cenił Daisy, doceniał jej starania i to, że zawsze dbała o jego spotkania i biznesowe i o to, by nigdy o niczym nie zapomniał.
    Oczywiście, na początku zdarzały im się jakieś kłótnie, czy lekkie spięcia, ale było to zupełnie normalne w momencie, kiedy oboje sprawdzali swoje granice.
    - Więc do zobaczenia. - Odpowiedział jej z lekkim uśmiechem. - Nie masz czego się bać. - Dodał jeszcze na odchodne, po czym wsiadł do samochodu, by pojechać na swój trening.
    Faktycznie, Walberg jakoś nigdy nie patrzył na Daisy jak na kobietę, albo raczej jak na obiekt, który można by było podrywać. Potrafił rozgraniczać pracę od przyjemności. Nie było też tak, że mu się nie podobała, po prostu nigdy nie myślał o niej w sposób inny, niż ten w jaki powinien.
    Po powrocie z siłowni, zdążył jeszcze wziąć prysznic i przebrać się w luźniejsze ubrania, które nie były garniturem. U siebie w domu był po prostu sobą. Zapracowanym mężczyzną, wracającym do domu, który samotnie spędzał wieczór przed telewizorem.
    Słysząc dzwonek do drzwi, poszedł do przedpokoju, by je otworzyć.
    - Cześć. - Przywitał się z Daisy. - Nie sądziłem, żebyś miała jakiekolwiek problemy z dotarciem tutaj. W końcu kilka razy już tu po mnie byłaś. - Dodał z uśmiechem. - Wejdź, zapraszam. - Otworzył jej szerzej drzwi. - Napijesz się czegoś? - Zapytał.

    OdpowiedzUsuń
  9. Mark, którego Daisy widywała w pracy, a Mark, który teraz otworzył jej drzwi swojego mieszkania, różnili się od siebie znacząco.
    Pierwszym co można było zauważyć, na pewno był strój.Garnitur zastąpiły zwykłe dresy i T-shirt, a on sam nawet był mniej sztywny, niż w biurze. '
    Zaśmiał się cicho, słysząc słowa kobiety.
    - Wiesz, ludzie mają tą cudowną cechę, że się zmieniają. - Odpowiedział jej z lekkim uśmiechem. - Nawet mężczyźni. Poza tym, czasy się zmieniły. Mam ponad trzydzieści lat na karku i pora się ustatkować. - Dodał jeszcze, kierując się do kuchni.
    Kiedy obje znaleźli się już w pomieszczeniu, Walberg d razu wstawił wodę na herbatę dla Daisy, ale sam dla siebie przygotował drinka. Jakoś nie miał już tego dnia ochoty na ciepłe napoje. Zazwyczaj tak było. W końcu w pracy kawy i herbaty mu nie brakowało i tam właśnie uzupełniał swój dzienny limit owych napojów.
    - Wiesz, pytali o szczegóły tylko na początku. - Odpowiedział, odwracając się do niej przodem. - Podałem im twój wiek oraz imię i nazwisko. Dziwni mnie, że nie zauważyłaś, nieco innego podejścia mojego ojca do swojej osoby. - Faktycznie, straszy Walberg nieco milej odnosił się do Russo, od czasu, kiedy dowiedział się, że jest dziewczyną jego syna, ale nie była to zbyt wyczuwalna zmiana. Mark powiedział ojcu, że w pracy nikt o tym nie wie, dzięki temu, unikał niewygodnych pytań ze strony swoich innych pracowników. - Reszta poszła już z górki. Później rodzice raczyli się tylko historyjkami o naszym wspólnym życiu, aż w końcu zażądali poznania cię. - Dodał jeszcze.
    Woda się zagotowała, więc Mark obrócił się ponownie tyłem do Daisy i zalał dla niej herbatę. Chwycił kubek z napojem i postawił go przed nią na stole kuchennym.
    - Wolisz zostać tutaj, czy może pójdziemy do salonu? - Zapytał po chwili, biorąc w dłoń swoją szklaneczkę i upijając z niej łyk swojego drinka.

    OdpowiedzUsuń
  10. [ Nie ma sprawy. I jak poszło?]


    Mark poprowadził Daisy do salonu, do jego chyba najbardziej ulubionego pomieszczenia w całym mieszkaniu. Było najprzestronniejsze i chyba najjaśniejsze, ze względu na to, że ściana zewnętrzna składała się tylko z okien i rozsuwanych drzwi, prowadzących na taras. Po przeciwległej stronie stała duża,długa kanapa, na której teraz usiedli.
    Mark, rozsiadł się wygodniej, żeby nie powiedzieć, że niemal półleżał. Wypił swojego drinka, odstawił szklankę na stoliku do kawy i spojrzał na Daisy.
    - No cóż, spotykamy się już od jakichś czterech miesięcy, przynajmniej tak powiedziałem swoim rodzicom. - Zaczął, widząc że dziewczynę bawi cała ta sytuacja. No i dobrze, że tak było, bo zawsze jeszcze Russo mogłaby mu zwymyślać, dać w twarz i powiedzieć, że ma wszystko odkręcić. - Powiedziałem też, że nie chcemy, by ktokolwiek w pracy o tym wiedział,że to jeszcze zbyt świeża sprawa, by dzielić się nią ze światem. - Przerwał na chwilę i podniósł się ze swojego miejsca w celu napełnienia swojej pustej szklanki porcją whiskey z pobliskiego barku. - A poza tym, zasypuję ich historyjkami z naszych randek. - Obrócił się na pięcie już ze szklanką pełną alkoholu i wrócił na swoje miejsce. - I to chyba tyle, chociaż nie będę ukrywał, że byli nieco zdziwieni moim wyborem, tym bardziej, że do tej pory widywano mnie z modelkami, czy aktorkami u boku, - Dodał jeszcze, uśmiechając się lekko.

    OdpowiedzUsuń
  11. [ To super. :) No tak, też tak robiłam na studiach. :)]

    Nie byli w biurze, więc Mark mógł sobie pozwolić na swobodę. Był we własnym mieszkaniu, nie ograniczały go sztywne zasady panujące w pracy, ani też nie było tutaj żadnych wścibskich oczu, które na biurowe romanse i wszelkie łamanie zasad patrzyły karcącym wzrokiem.
    Gdyby czuł się jeszcze swobodniej, zdjął by z siebie koszulkę, ale nie chciał narażać Daisy na takie widoki. Ich związek nie był jeszcze na tak zaawansowanym etapie.
    - Nie mogę popełnić błędu, nie w tej sytuacji. - Odpowiedział jej z lekkim uśmiechem, rozsiadając się wygodniej na kanapie, jednocześnie przerzucając rękę przez jej oparcie. Zauważył urazę w jej oczach szybko zamaskowaną miłym wyrazem twarzy. Nie chciał jej urazić. Nie o to mu przecież chodziło.
    - Wiem, że sam wybrałem i wybór ten był świadomy, wierz mi. - Odpowiedział, przyglądając się jej uważnie. - Nie jesteś do nich podobna, ale to nie znaczy, że nie jesteś piękna, albo że nie nadajesz się do tej roli. - Potarł dłonią ślady zarostu na podbródku. Chyba sam nie zdawał sobie sprawy z tego, że właśnie skomplementował Daisy. - Oczywiście, że jestem syneczki mamusi. Ona uwierzy we wszystko. - Odezwał się po chwili, również spoglądając przez okno. - Bardziej martwiłbym się ojcem. On tego wszystkiego zażądał, nie ona. I to jego musimy przekonać. - Spojrzał ponownie na Daisy z szerokim uśmiechem na ustach. - Nie jest łatwo go oszukać, więc oboje musimy być przekonujący.

    OdpowiedzUsuń
  12. [ Aż się zdziwiłam :D]

    Sokoli wzrok Marka zdążył wychwycić lekki rumieniec, który pojawił się na twarzy Daisy po jego komplemencie. Taktownie, nie dał niczego po sobie poznać.
    Od zawsze działał na kobiety. Doskonale zdawał sobie z tego sprawę i zazwyczaj to wykorzystywał. W końcu był najbardziej pożądanym kawalerem w mieście. Nie sądził jednak, że Daisy, tak ułożona i rozważna Daisy, w taki sposób zareaguje na jego słowa.
    - Walberg Company od zawsze była firmą rodzinną, dlatego też na jej czele musi stanąć osoba, która już się ustatkowała. - Odpowiedział dziewczynie, patrząc na nią uważnie. - To słowa mojego ojca, a nie moje. Dla mnie to bez różnicy, czy będę miał żonę, dziewczynę, czy tabun kochanek, kiedy będę prowadził rodzinny biznes, ale najwidoczniej dla mojego ojca ma to jakieś znaczenie. - Kwaśny uśmiech pojawił się na jego twarzy. Wyrażał on przede wszystkim, zdanie Marka na temat tej całej farsy. - Z ojcem nie ma co dyskutować. Powiedział swoje, a ja muszę się dostosować. - Dodał jeszcze.
    Od zawsze tak było. Mark nigdy nie potrafił postawić się despotycznemu ojcu. Już od czasów swojego dzieciństwa, tańczył tak, jak zagrał mu ojciec. Był dobrym synem, spełniającym oczekiwania rodziców. A stawiając swój warunek, głowa rodziny Walbergów trafiła w czuły punkt starszego syna. Mark nigdy nie pozwoliłby na to, by Anthony zajął jego miejsce. Jego młodszy braciszek był typem buntownika, podporządkowanym własnym zachciankom i potrzebom. Ktoś taki nie mógł stanąć na czele banku.
    Zamyślił się trochę, więc słowa Daisy dotarły do niego z lekkim opóźnieniem. Spojrzał, więc na nią uważniej, skupiając się na tym co powiedziała i dopijając swojego drinka, by po chwili odstawić pustą szklankę na stolik.
    - Wiem, że nie będzie łatwo. - Odpowiedział jej z lekkim uśmiechem. - Dystans, który zachowujemy między sobą czy to tutaj, czy w pracy na ten jeden wieczór będzie musiał zniknąć. - Poniekąd, ta perspektywa nawet zaczęła mu się podobać. - Musimy dobrze grać. Ojciec zna się na ludziach i wychwyci nawet minimalne przejawy aktorstwa. Tak sobie myślałem, czy nie byłoby dobrze, nieco poćwiczyć. - Dodał jeszcze, po czym odrobinę przesunął się w stronę Daisy.
    Ciekaw był jak to będzie trzymać ją za rękę, pocałować w policzek, objąć w talii. Odsunął jednak od siebie teraz te myśli, karcąc się w duchu. Nie był to czas ani miejsce na takie wyobrażenia i było to wysoce niestosowne, nawet jeśli nie wypowiadał tego na głos.
    Daisy to Twoja pracownica. Pamiętaj o tym!
    Spojrzał ponownie na Russo, kiedy odkładała kubek na stoliczek i zmarszczył brwi, słysząc jej słowa.
    - A czy ty kiedykolwiek mnie lubiłaś? - Zapytał ją żartobliwym tonem. Atmosfera między nimi automatycznie się zmieniła, a to było akurat wskazane. Widać było jak na dłoni, że Daisy czuje się bardziej rozluźniona w jego towarzystwie. - Chyba będę musiał obniżyć ci pensję, za to co...- tu przerwał, bo poduszka właśnie trafiła go w środek twarzy. -... powiedziałaś. - Dokończył, patrząc na blondynkę uważniej. Tego się nie spodziewał. - Nie wiem, czy zdajesz sobie z tego sprawę, ale właśnie rozpoczęłaś wojnę. - Odezwał się po chwili, chwytając drugą z poduszek i rzucając nią w Daisy. Chyba nawet mimowolnie jeszcze bardziej się do niej przysunął.

    OdpowiedzUsuń
  13. Mark spojrzał na Daisy uważniej, uśmiechając się szeroko. Swoboda, z jaką ze sobą rozmawiali była dla niego czymś zupełnie nowym, a przede wszystkim zaskakującym. O dziwo, podobało mu się to. Nie było tej sztywnej, zdystansowanej atmosfery, która zawsze panowała między nimi w biurze. Zamiast niej, pojawiło się przyjemne rozluźnienie, jakby byli parą przyjaciół, która przyjaźni się ze sobą parę lat.
    Osoba postronna nie dostrzegłaby w nich w tym momencie szefa i jego przełożonej. To było niemożliwe.
    Cała ta sytuacja, w której się znaleźli, była dla Walberga ekscytująca, ale też poniekąd niebezpieczna. Sam nie wiedział, czy będzie wstanie kontrolować własne odruchy. Daisy siedziała blisko niego, zbyt blisko.
    Kiedy ich spojrzenia ponownie się spotkały, Mark musiał przyznać, że dziewczyna ma naprawdę piękne oczy, jakby do tej pory tego nie zauważył. Miały w sobie jakąś zadziorność przemieszaną z odrobiną inteligencji. Podobało mu się to, co widział.
    - Nie za to co robisz, a za to co mówisz. - Odpowiedział jej z lekkim uśmiechem, przechylając głowę i mrużąc oczy. - Nie sądziłem, że moją asystentkę będzie stać na taką bezpośredniość . Chyba rozważniej muszę dobierać sobie pracowników. - Dopowiedział po chwili wolną dłonią, przesuwając po swoich policzkach i brodzie, gdzie widoczne były oznaki zarostu.
    Jej ostatnie słowa sprawiły, że Mark zrobił coś, czego nigdy w życiu normalnie by nie zrobił. Zaatakował z szybkością polującego jastrzębia. Pokonał szybko dzielącą ich odległość, przechylając się w jej stronę. Dłonie automatycznie znalazły się na jej talii, by zacząć ją łaskotać, a od jej twarzy jego własną dzieliło zaledwie kilka centymetrów.
    - Jak możesz tak mówić? - Zapytał, śmiejąc się cicho i patrząc jej w oczy, bo po chwili przenieść spojrzenie na jej wargi. Jakieś dziwne pragnienie pojawiło się w jego oczach i chęć pocałowania jej. Mark przymknął na chwilę oczy, westchnął cicho, po czym tak szybko jak się przysunął, wrócił na swoje miejsce.
    - Przepraszam, zaraz wracam. - Mruknął tylko, po czym podniósł się z kanapy i wyszedł z pomieszczenia, by udać się do łazienki. Kiedy już się tam znalazł, zacisnął dłonie na umywalce, aż pobielały mu kłykcie. Spojrzał na swoje odbicie w lustrze.
    - Co ty odwalasz Walberg? - Zapytał cicho samego siebie.
    Odkręcił kurek z zimną wodą, po czym nabrał jej trochę w swoje dłonie i ochlapał sobie nią twarz. Wytarł się ręcznikiem, wziął głęboki wdech, sprawdzając czy aby na pewno już się opanował i wyszedł z łazienki z zamiarem powrotu do salonu.
    Usiadł na kanapie, ale na swoim pierwotnym miejscu. Dystans przede wszystkim.
    - Musimy ustalić kilka faktów. - Odezwał się do Daisy, patrząc przez chwilę okno, a kiedy stwierdził, że już się kontroluje, przeniósł wzrok na nią. - Między innymi to, w jaki sposób się poznaliśmy, czy mieszkamy razem, jakie mamy plany i tak dalej. - Dopowiedział jeszcze.
    Wyglądało na to, że wrócił prezes Walberg. Ten niedostępny i powściągliwy. Tak było bezpieczniej.

    OdpowiedzUsuń
  14. Mark cały czas zastanawiał się, co się stało, że zareagował tak, a nie inaczej. Te emocje jeszcze gdzieś tam w nim tkwiły, nawet kiedy wrócił do salonu. Był zaskoczony swoim zachowaniem. Od pocałowania Daisy dzieliło go dosłownie kilka sekund. Mógł spróbować, mógł zaryzykować, ale jednak się wycofał.
    Nie mógł tego zrobić, nie dlatego że mu się nie podobała, ale dlatego, że gdzieś w głowie nadal rozbrzmiewał cichy głosik, mówiący tym, że jest jego pracownicą i tylko ma udawać jego kobietę. Nie mógł niczego bardziej komplikować. Nie wolno mu było tego zrobić. Zrobiłoby się wtedy między nimi niezręcznie, a tego nie chciał.
    Musiał się bardziej postarać. Lepiej kontrolować siebie i swoje pragnienia. Nie wiedział, co Daisy sobie myślała o jego zachowaniu, jednak nie miał zamiaru pytać jej o to wprost. Nie sądził, by chciała żeby ją pocałował. Był jej szefem, a to nie wchodziło w zakres jej obowiązków, tak samo jak udawanie jego dziewczyny.
    Słysząc jej słowa, spojrzał na nią uważniej.
    - Dobrze, niech będzie. Raczej w tym, ojciec nie wyczuje podstępu i sztuczności. - Odpowiedział z lekkim uśmiechem. - Chodzi mi o plany, na temat naszej wspólnej przyszłości. Na pewno będą o to pytać, albo mnie, albo ciebie. Będą chcieli sprawdzić, czy myślę o tobie dość poważnie, czy to kolejny przelotny romans, który będzie trzeba po jakimś czasie zatuszować. - Dodał jeszcze, przyglądając jej się uważniej, by po chwili znów zatrzymać spojrzenie na jej ustach. To było silniejsze od niego. Zwilżył spierzchnięte wargi językiem, zastanawiając się nad tym, co powiedziała na sam koniec.
    - W jakim sensie lepiej się starać? - Zapytał, zastanawiając się, co też jej chodziło po głowie. Po części się tego domyślał, jednak chciał to usłyszeć od niej. Podniósł się ze swojego miejsca i skierował się w stronę barku. - Napijesz się czegoś? - Zapytał, zmieniając na chwilę temat, wskazując dłonią rząd butelek. Sobie nalał whiskey. Musiał się rozluźnić i jakoś zniwelować tą niezręczną atmosferę, która się wkradła, a nic tak nie pomagało, jak odrobina alkoholu.

    OdpowiedzUsuń
  15. Mark zastanawiał się, skąd w Daisy tyle spokoju. Może nie połapała się do końca w tym, że jeszcze kilka minut temu próbował ją pocałować. A może po prostu lepiej radziła się z tłumieniem emocji, albo raczej ukrywaniem prawdziwego stanu ducha. On tak nie potrafił.
    Nadal czuł to dziwne przyciąganie, zupełnie jakby blondynka była magnesem i coś, niemal siłą pchałoby go do niej. Musiał to przezwyciężyć. W końcu mieli tylko i wyłącznie udawać, że są parą. Nic poza tym.
    Może faktycznie, byłoby im łatwiej gdyby nie świadomość tego, że razem pracują, o czym Walberg cały czas sobie przypominał.
    Spojrzał na Daisy z lekkim uśmiechem, kiedy usłyszał jej słowa.
    - Och, wierz mi. Piję to piwo już od kilku lat. Smak ma bardzo kiepski. - Odpowiedział jej, poszerzając nieco uśmiech. - Sam jestem sobie winien, nie trzeba mi o tym przypominać, ale na każde z nas czychają pewne pokusy. - Dodał jeszcze, mierzwiąc sobie ręką włosy. - Jednakże, z racji tego, że mam stanąć na czele rodzinnego imperium, wymaga się ode mnie pewnego rodzaju zachowań. Dlatego teraz tu jesteśmy i zastanawiamy się nad tym, jak przekonać ojca do tego, że się zmieniłem i zostałem monogamistą. - Zebrało mu się teraz na takie gadki, a nie sądził, by Daisy była zainteresowana tego typu opowieściami.
    Znała je wszystkie na pewno. Była jego asystentką. Musiała wiedzieć o jego romansach i całej reszcie dziwnych sytuacji, w których od czasu do czasu się znajdował. Mark nie był nigdy grzecznym chłopcem, chociaż później troszeczkę się uspokoił i starał się nie ulegać aż tak bardzo pokusom.
    - Pomyślałby, że to takie nasze przekomarzanie, choć na pewno rzucanie w siebie poduszkami i łaskotanie byłoby niestosownym zachowaniem przy rodzinnym stole. - Odpowiedział jej z lekkim uśmiechem, wrzucając do swojej szkalneczki dwie kostki lodu. - Wino? Owszem mam. Zaczekaj chwilę. - Odpowiedział na jej pytanie, po czym wyszedł z salonu, by udać się do kuchni po korkociąg, butelkę czerwonego wina i odpowiedni kieliszek. Wrócił z tym wszystkim do dziewczyny. Naczynie postawił na stole i wziął się za wyciąganie korka z butelki.
    - Nie martw się o mnie. Radzę sobie ze wszystkim świetnie. - Wrócił do poprzednio przerwanej rozmowy.
    Przecież nie przyzna jej się do tego, że ciężko mu przełamać pewne bariery, które ich otaczają, albo raczej, że bardzo chciałby to zrobić, jednak ich relacja mu na to nie pozwala. Po raz pierwszy w życiu był w takiej sytuacji i sam nie wiedział, co ma z tym dalej zrobić.
    Mark nie zauważył, że trzyma butelkę dość krzywo. Za bardzo pochłonięty był własnymi myślami i lekką nutą kpiny wyczuwalną w głosie Daisy, więc kiedy udało mu się już wyciągnąć korek, przynajmniej jedna trzecia czerwonego wina wylądowała na jego białej koszulce.
    - Cholera! - Warknął tylko, odstawiając butelkę na stół, po czym zaczął się śmiać, by zaraz zdjąć z siebie mokry i klejący mu się do ciała T-shirt.

    OdpowiedzUsuń
  16. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że nie odpowiedział na jej pytanie, tak jakby chciała. Sam nie wiedział, co innego miał jej powiedzieć. Czuł, że na kolacji poniosą klapę, jeżeli nadal będą zachowywać się w stosunku do siebie w tak sztywny sposób, nadal pamiętając o tym, że ze sobą pracują i nie wypada im zbliżać się bardziej do siebie. Muszą to jeszcze przedyskutować, ewentualnie spróbować w jakiś sposób rozluźnić panującą między nimi sztywną atmosferę.
    A to, co wydarzyło się po chwili, chyba było tego początkiem.
    Nie zrobił tego specjalnie. Czerwone wino nie miało wylądować na nim, na jego białej koszulce, a w specjalnie przygotowanym dla niego kieliszku. Mark miał nadzieję, że dzięki odrobinie alkoholu, atmosfera nieco się poprawi i będą mogli spokojnie porozmawiać na temat tego, co miało ich czekać. A tym czasem, stało się inaczej.
    Dostrzegł spojrzenie blondynki, przesuwające się po jego nagim torsie. Widział rumieńce, które wykwitły na jej policzkach. W duchu cieszył się, że jednak nie zrezygnował z ćwiczeń. Teraz chociaż mógł zaprezentować w całej okazałości, świetnie wyćwiczone i wysportowane ciało. A że lubił się podobać, to wzrok Russo tylko bardziej mu pochlebiał.
    - Tak. - Odpowiedział po krótkiej chwili. - We wszystkim jestem świetny. Po prostu nie zauważyłem, że butelka mi się przekrzywiła. - Dodał jeszcze, również się śmiejąc.
    Podał jej grzecznie mokrą koszulkę, dziwiąc się jednocześnie przyjemnemu ciepłu i dziwnemu prądowi, który przeszedł przez jego ciało, kiedy tylko ich dłonie się spotkały. Gdy Daisy wyszła, Walberg stał przez chwilę w miejscu, jakby go zamurowało. Sam nie wiedział, co się z nim dzieje. Nigdy jeszcze nie zdarzyło mu się coś takiego w obecności kobiety. To przez Russo, przez całą tą dość dziwną atmosferę, która między nimi panowała. Denerwował się chyba tym wszystkim. Całą tą farsą z udawaniem, tą niezręcznością, która między nimi panowała, a przede wszystkim, o uczuciach i pragnieniach, które kłębiły się w jego głowie.
    W końcu jednak, stwierdził że musi zadziałać. Nie mógł przecież pozwolić na to, by Daisy zajmowała się jego praniem. Nie po to tutaj przyszła. Ruszył więc w stronę łazienki z zamiarem powiedzenia jej tego, by zaraz w drzwiach do pomieszczenia na nią wpaść.
    - Nic się nie stało, nie przepraszaj. - Odpowiedział jej automatycznie.
    Kiedy zderzyli się ze sobą w drzwiach łazienki, Mark automatycznie wyciągnął ręce, by uchronić Daisy od niechcianego upadku. Nie zdążył jednak, bo ta odskoczyła od niego, a jego palce jedynie musnęły jej przedramię.
    Mark sam zaczął się śmiać. Niezręczność gdzieś wyparowała, jakby pozbycie się koszulki przełamało jakąś niewidzialną barierę.
    Nabijała się z niego, doskonale to widział i nawet mu to nie przeszkadzało.
    - Daj spokój. - Odpowiedział jej, nieco poważniej. - Nie rób ze mnie takiego fajtłapy. Każdemu się to mogło zdarzyć. - Dodał jeszcze, uśmiechając się lekko, po czym wyszedł z łazienki, by przynieść butelkę, tym razem, białego wina.
    Spędził chwilę, albo dwie kuchni, starając się nieco ochłonąć. Nadal przed oczami miał wzrok Daisy, przesuwający się powoli po jego nagim torsie i te zarumienione policzki, gdy spostrzegła, że na nią patrzy.
    Wyjął z lodówki odpowiednią butelką, wszedł jeszcze na chwilę do salonu po korkociąg, po czym wrócił do łazienki.
    - Tym razem, sobie poradzę. - Powiedział, umieszczając korkociąg w odpowiednim miejscu. - Przecież nie obleję sobie spodni. - Zażartował. - Poza tym, nie musisz tego robić. Mam kilka takich koszulek, więc tej nawet nie mam zamiaru żałować. - Dodał, podchodząc do Daisy i podając jej już otwartą butelkę. Nie odsunął się jednak. Stanął gdzieś blisko z zamiarem przyglądania się jej poczynaniom i jakąś dziwną chęcią dostrzeżenia po raz kolejny tych uroczych rumieńców na jej twarzy.

    OdpowiedzUsuń
  17. Przynajmniej dla Marka, cała ta sytuacja, w której się znaleźli zaczynała się robić naprawdę przekomiczna. Mężczyzna patrzył, jak Daisy czyści plamę z czerwonego wina, na jego białej koszulce, ledwie powstrzymując się od śmiechu.
    W życiu, by się nie spodziewał, że ten wieczór potoczy się właśnie w taki sposób. Był raczej przekonany, że nadal będzie między nimi sztywno, że nadal będą się zachowywać jak w biurze, a tu taka niespodzianka.
    Od czasu do czasu, Walberg przyglądał się Daisy, leniwie przesuwając po niej wzrok, kiedy tylko miał pewność, że kobieta na niego nie patrzy.
    - Mamy przed sobą cały wieczór i tak naprawdę, wszystko się może zdarzyć. - Odezwał się po chwili. - Nie wiem tylko, czy twoje policzki zniosły, by kolejną dawkę porządnych rumieńców, gdybym faktycznie zdjął zalane spodnie i chodził w samej bieliźnie. - Zażartował, odgrywając się nieco na Russo za to, że się z niego nabijała.
    - Masz rację, mamy jedno prawdziwe wspomnienie, żeby się nim podzielić przy kolacji. - Powiedział po chwili, pakując mokrą koszulkę, którą w niego rzuciła do pralki. - Jeszcze kilka takich anegdotek by się przydało, żeby było zabawniej i bardziej prawdziwie. - Dodał jeszcze, zaraz też dorzucając do pralki kilka innych białych rzeczy i uruchamiając maszynę.
    - Cała butelka czerwonego wina - zaczął, nagle sobie o czymś przypominając. - Przepraszam, prawie pół butelki czerwonego wina czeka na ciebie w salonie. Ja nie za bardzo przepadam za tym trunkiem, więc odpowiedzialność za jego wypicie, żeby się nie zmarnowało spada na ciebie. - Dodał jeszcze, uśmiechając się szeroko na widok Daisy, patrzącej na jego tors i kolejne rumieńce na jego policzkach. - I nie patrz tak na mnie, bo się zamknę w sobie, albo każę ci się rozebrać, żebym też mógł sobie popatrzeć. - Zażartował.
    Dobry humor go nie opuszczał. Mark był też zdziwiony tym, że potrafią rozmawiać o wszystkim, potrafią z siebie żartować i nie ma między nimi jakieś niezręczności, czy sztuczności.
    Oby tak dalej, to może jakoś uda im się utrzymać to kłamstwo tak długo, jak długo Mark nie wymyśli czegoś innego.

    OdpowiedzUsuń
  18. Mark dopiero po kilku minutach uświadomił sobie, że po raz pierwszy, od bardzo długiego czasu ma do czynienia z dziewczyną, która rumieni się bardzo często. Do tej pory, widywał się z kobietami, które były tak pewne siebie i tak wypacykowane, że żadnych rumianych policzków nie dało się dostrzec.
    Nie, żeby to mu jakoś wybitnie przeszkadzało. U Daisy było to nawet... urocze. Tak sobie właśnie myślał Walberg.
    Owszem, miał ludzi, a raczej panią sprzątającą jego mieszkanie, ale pralkę jeszcze włączyć potrafił, a i coś innego w domu też robił. Nie był typem mężczyzny, który nie wiedział, w którą komorę wsypać proszek, czy który wycierał podłogi przy użyciu płynu d mycia naczyń. Co nieco tam wiedział o obowiązkach domowych, chociaż rzadko cokolwiek w nim robił. Nie miał na to czasu.
    Akurat się wyprostował, kiedy Daisy do niego podeszła i z ciekawością przyglądał się jej poczynaniom. Zaczął się śmiać słysząc jej słowa, chociaż spoważniał, widząc jak blisko podeszła. Wróciło to dziwne przyjemne mrowienie i aż mu się gorąco nagle zrobiło.
    - Po pierwsze, trafiłaś w sedno. Wstydu we mnie nie ma. - Powiedział cicho, patrząc Russo w oczy. Uparcie, żeby po raz kolejny wywołać na jej twarzy rumieńce. - Po drugie, nie jestem taki jak reszta mężczyzn. Czuję się urażony twoim tokiem rozumowania. A drugiej koszulki nie założę. Za ciepło mi, a poza tym mam cię pozbawić takiego widoku? - Dodał po chwili, rozkładając szeroko ramiona, by zaprezentować się w całej okazałości. W tym momencie palce Daisy zetknął się ze skórą na jego torsie, a on znów poczuł ten dziwny prąd i przyjemne mrowienie. - A kto powiedział, że tutaj masz spełniać wszystkie moje polecenia? Gdyby tak było bez szemrania zdjęłabyś tą kieckę. - Również zniżył głos do szeptu, a kiedy Daisy opuściła pomieszczenie, odetchnął lekko.
    Ta relacja i ogólnie cały wieczór, szły w dziwnym kierunku, a on nie bardzo wiedział co o tym myśleć.
    Wrócił do salonu, po cichu, niemal na palcach, zbliżając się znacznie do Russo i podchodząc do niej od tyłu. Żartów mu się zachciało.
    - No nie wiem. - Mruknął, pochylając się nad jej lewym uchem. - Jakichś takich bardziej...intymnych, ckliwych. Wiesz, czegoś co robią zazwyczaj pary. - Dodał jeszcze, równie cicho. Nie odsunął się. Nadal stał za nią. Blisko. Zdecydowanie za blisko.

    OdpowiedzUsuń
  19. Mark nadal stał za Daisy, uważnie jej się przyglądając.
    Nadal nie było między nimi jeszcze na tyle rozluźnionej atmosfery. Ta obopólna sztywność, gdzieś tam jeszcze w nich tkwiła.
    Mężczyzna obawiał się, że jak będzie tak na kolacji to wszystko się wyda niemal od razu. A jakoś nie miał zamiaru rozluźniać się przed spotkaniem alkoholem. Jego matka w lot wyczuwała, kiedy ktoś sobie popił.
    Walberg, przesunął się nieznacznie, by sięgnąć po swoją szklaneczkę z whiskey. Musiał się napić, bo ta ich rozmowa zaczynała przybierać jakieś dziwne tory.
    Mieli ustalać pewne kwestie dotyczące ich związku, a tym czasem dyskutowali na temat sukienki Daisy, żartowali sobie i popijali alkohol.
    - Za dużo myślę? - Zapytał, patrząc na blondynkę. - Nie, wydaje mi się, że czasami nie myślę prawie wcale. - Zażartował, przesuwając leniwie wzrok po całej sylwetce Daisy.
    Żartował z tym ściąganiem sukienki. Jeszcze tego by mu tutaj brakowało. Żeby Russo się rozebrała. Wtedy chyba już w ogóle by nie wytrzymał. Tak było najlepiej.
    - Przykre? - Zapytał po chwili. - Nie, poczułem ulgę. Wolałbym żebyś została w tej kiecce. Wystarczy, że jedno z nas jest półnagie. - Dodał po chwili.
    Obszedł stół i usiadł wygodnie na kanapie. Na ten moment tej przesadnej bliskości całkowicie mu wystarczyło. Musiał trochę odsapnąć, uspokoić rozszalałe myśli, a przede wszystkim sprowadzić rozmowę na odpowiednie tory.
    Kiedy usłyszał pytanie Daisy, odetchnął z ulgą. Zmiana tematu dobrze im zrobi.
    - W moim rodzinnym domu. - Odpowiedział od razu blondynce, uśmiechając się lekko. - Mama chce, żebyśmy wszyscy się wspólnie spotkali i miło spędzili czas. A nigdzie nie będzie lepiej, niż w domu. - Dodał jeszcze.
    Mark po raz pierwszy miał kogoś przyprowadzić i czuł się z tym dość dziwnie, nawet jeśli miała to być jego "udawana" dziewczyna". A co, jeśli matka każe mu pokazywać Daisy rodzinne fotografie, albo jego pokój, w którym mieszkał jako dziecko? Nie znał Russo na tyle, by dzielić się z nią akurat tak intymnymi wspomnieniami, ale dla dobra firmy, gotów był w jakiś sposób nagiąć zasady.
    - Będzie też Anthony i moja siostra Rebbeca, której chyba jeszcze nie poznałaś. - Odezwał się po chwili.

    OdpowiedzUsuń
  20. Mark uświadomił sobie w tym momencie, że faktycznie, Daisy w ogóle go nie znała. Nie wiedziała wszystkiego. Znała tylko mało znaczące szczegóły, które pomagały im w codziennie pracy. Reszta była zagadką. I pewnie tak już pozostanie.
    Walberg sam zaczął sobie uświadamiać, że cały ten jego plan to jedna wielka katastrofa, która za nic w świecie się nie uda. Dotarło to do niego dopiero teraz. Dopiero w momencie, kiedy Russo powiedziała, że nie wiedziała, iż Mark ma siostrę.
    - Tak, Rebbeca jest ode mnie młodsza o dziesięć lat. - Odpowiedział. - Nic dziwnego, że o niej nie słyszałaś. Mieszka na drugim końcu kraju, zajmuje się własną karierą i usidleniem jednego z najbogatszych facetów w tym kraju. - Zaśmiał się ironicznie.
    Słysząc słowa Daisy, Mark zaczął się zastanawiać, czy ona nie chce przypadkiem zrezygnować z całej tej farsy. Walberg na pewno byłby zawiedziony i przez kilka kolejnych dni panowałyby między nimi dość napięta atmosfera.
    Z drugiej jednak strony, Mark nie powinien mieć do niej o to pretensji. Przecież postawił ją przed faktem dokonanym. Miała prawo się sprzeciwić, miała prawo się wycofać, a on nie miał prawa jej do niczego ani namawiać, ani zmuszać.
    Mark spojrzał na Daisy uważnie.
    - Tak, mogłem wybrać dosłownie każdą. Lista moich miłosnych podbojów jest chyba znana w całym kraju. - Odpowiedział jej z nutą lekkiej kpiny w głosie. - I wybrałem opcję najlepszą, nie najgorszą. - Sprostował słowa blondynki. - Ty jesteś inteligenta, ładna, masz coś do powiedzenia. Nie mógłbym znaleźć nikogo lepszego. - Westchnął cicho.
    Wstał z kanapy i wyszedł na chwilę z salonu, żeby coś jednak na siebie włożyć. Miła atmosfera zniknęła jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.
    Kiedy miał już na sobie czysty podkoszulek, wrócił do kobiety i usiadł na kanapie.
    - Wiesz, że nie musisz tego robić, prawda? - Zapytał po chwili zrezygnowanym głosem. - Nie powinienem był kłamać, ani tym bardziej namawiać cię do czegokolwiek. - Spojrzał na blondynkę. - Jeśli chcesz zrezygnować, rezygnuj. Powiem rodzicom prawdę i poniosę konsekwencję. W końcu, praca to nie całe moje życie, nie jest dla mnie aż tak ważna. - Kłamał.
    Bank był sensem jego istnienia, ale cóż. Życie czasami wymagało poświęceń. Znajdzie inną pracę, albo założy własny biznes. Wiele miał możliwości.
    Na samą myśl o tym, że mógłby stracić to wszystko, przez jedno małe nagięcie prawdy, aż zadrżał. Chwycił swoją szklaneczkę i upił z niej dość spory łyk i od razu zaczął się zastanawiać, jak to wszystko odkręcić.

    OdpowiedzUsuń
  21. Można byłoby pomyśleć, że Mark kompletnie nie zastanowił się nad wyborem swojej partnerki, którą chciał przedstawić rodzicom. Prawda była jednak nieco inna.
    Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, czego oczekuje od niego ojciec wraz z matką. Jego dotychczasowe kobiety, nie były więc idealnymi przykładami kobiet, z którymi powinien spotykać się ich syn. Owszem, były piękne, ładnie się z nimi wychodziło na zdjęciach, jednak jeśli chodziło o inteligencję, to zazwyczaj ich mózgi były puste jak sadzawki.
    Daisy z kolei, nie dość, że była ładna to jeszcze miała coś do powiedzenia i wielokrotnie już pokazała swoją inteligencję i ogromną wiedzę. To dlatego ją wybrał, bo podświadomie wiedział, że gdyby miał więcej rozumu, takiej dziewczyny powinien był sobie szukać. Na stałe, nie na niby.
    Zaskoczyła go swoim zachowaniem. Początkowo, Mark nie miał pojęcia co ma zrobić. Zesztywniał nawet nieco, kiedy oparła głowę o jego bark. Spojrzał na nią uważnie.
    - Masz rację. Ta firma jest dla mnie wszystkim. - Odezwał się w końcu cicho. - Bez niej, nie byłbym tym, kim jestem teraz i jakoś nie wyobrażam sobie na jej czele własnego brata. - Westchnął cicho, po czym wyciągnął dłoń i objął Daisy ramieniem. Tak po prostu. Cieszył się jednak, że nadal chciała mu pomóc. Bez niej nie dałby sobie rady. Wiedział o tym. - Dziękuję, że to robisz i wiem, że jakoś będę musiał ci to wynagrodzić. - Odezwał się po jakimś czasie. - A w domu moich rodziców, będę obok, więc nawet na chwilę nie zostawię cię samej. - Uśmiechnął się lekko, patrząc na Daisy. - Poza tym, nie będzie tak źle. Oni nie są wcale tacy straszni. Tylko zadają sporo niewygodnych pytań. - Zaśmiał się cicho, bezwiednie gładząc palcami odkryte ramię blondynki.

    OdpowiedzUsuń
  22. Objął ją zupełnie naturalnie i sam był zaskoczony, że tak dobrze mu się siedziało w jej towarzystwie. Taka ich bliskość, w pracy byłaby wysoce niestosowna, ale Mark wiedział, że na piątkowym obiedzie nie będą mogli jej unikać. Lepiej było się do tego przyzwyczajać. Już teraz.
    - Zawsze mogę dać ci być dobrym człowiekiem, przy okazji wynagradzając to, co dla mnie robisz. - Odezwał się w końcu. Trochę irytował go fakt, że nie widział jej twarzy, kiedy z nią rozmawiał. Łatwiej było mu wtedy odczytywać jej emocje. A teraz? Teraz, nie miał jak się czegokolwiek dowiedzieć.
    Spojrzał na nią, śmiejąc się cicho.
    - Ależ ty się wiercisz Daisy. - Wymruczał cicho, lekko się przeciągając. - I jesteś marudna. Strasznie marudna, ale to chyba zmęczenie, więc ci wybaczę. - Dodał wspaniałomyślnie, ale oczywiście żartował. - Wiesz jakie są kobiety, prawda? Zawsze potrafią wymyślić pytanie, które zatka cię na moment, bo nie masz pojęcia co odpowiedzieć. Mogą pytać o to, jak się poznaliśmy, czy ze sobą mieszkamy, albo nawet o to, czy jestem dla ciebie dobry, czy zabieram cię na randki i takie tam. - Wyjaśnił jej w końcu. - I bardzo cię proszę, przestań mnie dźgać palcem, bo się nabawię siniaków. - Zaśmiał się, by jakoś rozładować atmosferę.
    - Nawet jeśli mama i Rebbeca zabiorą cię na prywatną rozmowę to myślę, że doskonale sobie poradzisz. Znasz mnie chyba lepiej, niż ja sam siebie znam. Poza tym, nie sądzę, by zadawały ci jakieś trudne pytania. - Odezwał się po chwili. - Poradzimy sobie - zaczął, przysuwając się drobinkę bliżej. - Tylko pewne gesty z mojej strony nie powinny sprawiać, że zaczynasz się odsuwać. Na przykład to. - Dodał, wyciągając dłoń, by dotknąć jej policzka i ogarnąć za ucho jej blond włosy. Patrzył jej przy tym w oczy, czekając aż się zarumieni. - Tak, ojciec ma jutro wpaść na chwilę, przejrzeć sprawozdania z kilku ostatnich miesięcy, ale o to możesz być spokojna. Powiedziałem mu, że w pracy unikamy jakichkolwiek bliższych kontaktów i nikt nie wie, że jesteśmy razem. - Wyjaśnił jej, dopiero wtedy zabierając dłoń z jej policzka.
    Żeby czymś zająć ręce, chwycił szklaneczkę ze swoim drinkiem i upił z niej spory łyk. W duchu musiał przyznać, że dotykanie Daisy sprawiało mu niemałą przyjemność. O siebie był spokojny. Wiedział, że na piątkowej kolacji, przynajmniej ta część przedstawienia wypadnie dobre, o ile Russo nie będzie za każdym razem się rumieniła, alb uciekała szybko od jakiegokolwiek kontaktu cielesnego.

    OdpowiedzUsuń
  23. [ Tym się nie przejmuj. Niech ma jasne oczy. :)]

    Mark uważnie obserwował każdą reakcję Daisy, kiedy jej dotykał. Czekał na jakieś rumieńce, na jakikolwiek objaw spięcia z jej strony. Jednak tak się nie stało i miał nadzieję, że tak już zostanie. Przecież nie musiała się tak denerwować za każdym razem, kiedy jej dotykał, tym bardziej, że przecież nie posuwał się dalej.
    Uśmiechnął się do niej nawet ciepło, ale zabrał rękę, nie chcąc za bardzo nadwyrężać jej przestrzeni osobistej.
    - Tylko nie dziw się, jeśli jutro mój ojciec zacznie cię trochę inaczej traktować. - Powiedział, przyglądając się jej uważniej. - Wiem, że źle to wszystko rozegrałem. Powinienem był cię szybciej zapytać o zdanie, ale spanikowałem. - Dodał jeszcze, rozkoszując się przez chwilę jej dotykiem.
    Cały czas się jej przyglądał. Podobało mu się to, jak go dotykała, ale o swoje reakcje akurat był spokojny. Nie rumienił się i nie spinał, kiedy jakaś kobieta go dotykała. A dodatkowo Daisy miała bardzo przyjemne dłonie i w sumie nie miałby nic przeciwko, gdyby robiła tak częściej.
    - Coś będziesz musiała mi o sobie powiedzieć, żeby mnie nie przyłapały na kłamstwie, albo niewiedzy. - Odpowiedział cicho. Zadrżała mu aż dolna warga, kiedy poczuł jej dłoń na swojej żuchwie. Lekko ją nawet przygryzł, głośno przełykając siłę. A jednak, jakoś reagował na jej dotyk. Nietypowe zachowanie jak na niego. - Myślę, że możesz wymyślić sposób w jaki mam ci się odwdzięczyć. Tylko, żeby to było w zasięgu moich możliwości. - Dodał jeszcze, wyciągając dłoń, by dotknąć tej, którą Daisy nadal trzymała na jego twarzy.

    OdpowiedzUsuń
  24. On sam był zaskoczony tym, jak zareagował na dotyk dłoni Daisy na swojej twarzy. Nie tego się spodziewał. Przecież wielokrotnie zadrzało się, że różne kobiety kobiety dotykały go w różnych miejscach, ale nie zachowywał się w taki sposób. Był raczej spokojny w takich sytuacjach.
    Zaśmiał się cicho, słysząc słowa blondynki.
    - Tak szybko masz mnie dość? - Zapytał, przyglądając się jej twarzy, by zaraz przenieść wzrok na ich dłonie. - Masz rację, niewiele z tego pamiętam. Śmiem twierdzić, że prawie nic. - Odpowiedział po chwili z wyraźnym smutkiem, dosłyszalnym w jego głosie. - Jednak, da się to naprawić. Jutro w pracy postaram się tą wiedzę nadrobić. - Dodał jeszcze, kciukiem gładząc wierzch dłoni Daisy.
    Informacja o tym, że kobieta gra na pianinie nieco go zaskoczyła, ale pozytywnie. Mark od razu miał ochotę poprosić Russo o to, by mu zagrała. Nie miał jednak w domu tego instrumentu. Będzie więc musiał na to poczekać do ich wizyty w rodzinnym domu.
    - Teraz mnie zaskoczyłaś. - Powiedział cicho, mocniej splatając swoje palce z palcami Daisy. - Chętnie posłucham jak grasz. - Dodał jeszcze.
    Doskonale widział, że blondynka jest zmęczona. Dostrzegł to już po jej zachowaniu, a i sama kilkukrotnie zaznaczała, że jest wyczerpana.
    - Daisy - wymruczał cicho, przesuwając głowę bliżej twarzy kobiety. - Nie zasypiaj mi tutaj tylko. - Zachichotał. - Kanapa nie jest odpowiednim miejscem o spania. - Wyciągnął wolną dłoń, by odgarnąć z jej policzka kosmyki blond włosów. - Odwiozę cię do domu jeśli chcesz. - Powiedział, patrząc na jej twarz.
    Wiedział przecież, że nie może siadać za kierownicą. W końcu pił.

    OdpowiedzUsuń
  25. Patrzył na nią z lekkim uśmiechem na ustach. Nie mówił poważnie o tym, że odwiezie ją do domu. Zażartował sobie, chociaż oczywiście Daisy mogła to odebrać inaczej.
    - Jesteśmy w wyimaginowanym związku, a ty już mnie kontrolujesz i strofujesz. - Powiedział, śmiejąc się cicho. Przymknął nawet na chwilę oczy, kiedy dotknęła jego policzka. Musiał przyznać, że podobało mu się, kiedy to robiła. - Gdybyś miała tu zostać, nie pozwoliłbym ci spać na kanapie. - Odezwał się po chwili cicho. -W przypływie rycerskości oddałbym ci łóżko w sypialni, a sam spałbym tutaj. - Dodał jeszcze, patrząc na blondynkę, która niemal już na tej kanapie leżała. Musiała być naprawdę zmęczona i Mark, zastanawiał się, kiedy tak naprawdę odpłynie. - Daisy...- wymruczał jej imię po raz kolejny. - Wiem, że nie mogę robić tego przy ojcu. Nie rób ze mnie głupka, ładnie cię proszę. - Wyszeptał, ziewając lekko. Chyba zmęczenie udzieliło mu się od niej. - Chcesz na mnie narzekać? A jest w ogóle na co? - Zapytał, śmiejąc się cicho, po czym wyciągnął dłoń, by złapać delikatnie nadgarstek Daisy. - Nie ukrywaj tego pięknego uśmiechu. - Poprosił, patrząc blondynce w oczy.

    OdpowiedzUsuń