Żyjemy, piszemy! Niedługo pojawi się lista obecności.

15 stycznia 2016

[KP] Vibelle

vibelle la louve
URODZONA W WYZIMIE // CZARODZIEJKA ŻYWIOŁU POWIETRZA

O dziwo, miła i sympatyczna, jak na czarodziejkę. Wysoce kulturalna, acz niekiedy wulgarna, gdy jej ogromna cierpliwość wyczerpie swe złoża albo sytuacja, w której się znalazła wymaga takich, a nie innych środków. Dialog ceni ponad wszystko, dlatego stara się o wyzwolenie Temerii formą pokojową. Brzydzi się przemocą, co nie znaczy, że nie potrafi jej używać. Największą wadą Vibelle jest kochliwość, której nie jest w stanie pohamować.
Liryczna jak wiatr trącający kwiaty, ale i nieprzewidywalna jak wichura, łamiąca drzewa niczym zapałki.




wątek z Nicole

18 komentarzy:

  1. [Cześć! Znalazłam przypadkiem tą kartę i tak pomyślałam, że może miałabyś ochotę na wątek z tym panem? Bo też mam go zrobionego od jakiegoś czasu, ale nie ma z kim pożyć.
    http://in-dy-wi-du-al-nie.blogspot.com/2016/07/kp-lepiej-rozbysnac-raz-i-sponac-niz.html]

    OdpowiedzUsuń
  2. Basila bardzo zaskoczył fakt pustej piwniczki. Tego wieczora miał nieziemską ochotę na krew, ale miał nadzieję się od niej powstrzymać. Więc potrzebował wina, którego oczywiście mu zabrakło. Dlatego też ruszył podirytowany do Zimorodka. Rzadko zdarzało mu się opuszczać swoją księgarenkę. Może czasem wyszedł na wieczorny spacer, licząc, że jakiś idiota postanowi go zaatakować – co oczywiście się zdarzało. Ale generalnie nie miał ku celowym wyjściom żadnych powodów; był nowy w Novigradzie, toteż nie darzono go zbytnim zaufaniem, nie nabawił się bliskich przyjaciół lub miejsc, w których często by bywał. Chwilami zastanawiał się, czy zasadnym było wyjeżdżanie z Toussaint. Tym bardziej, że Novigrad jest przecież miejscem znacznie ciaśniejszym, w którym ludzie zdecydowanie bardziej interesowali się sekretami innych. I znacznie mniej wieśniaków uznaje istnienie wampirów za oczywistość. Choć to może i było korzystne dla Basila.
    Inna sprawa, że można pomyśleć, że do miasta tak targanego problemami z nieludźmi, czarownikami i właściwie wszystkimi, którzy odstają od normy w jakimkolwiek stopniu, nie będzie się pchał wiedźmin. A tu Basila spotkała niespodzianka, bo okazało się, że znalazł się pewien, który przylazł tam w pogoni za innym zleceniem. Z pewnością niezwiązanym z wampirami. Choć istnienia tych wiedźmin z pewnością kwestionować nie będzie. Niestety.
    Basil oczywiście nigdy nie wpadły na pomysł wyjazdu do Novigradu sam z siebie, ot tak. Tym bardziej, że miał jako taki obraz na temat wydarzeń w tym mieście. Ale w Toussaint bywało już kompletnie mdło, a mężczyzna miał nadzieję, że może uda mu się pomóc czarodziejom. Może. Tak naprawdę wyjechał bardziej, mając nadzieję na coś zwyczajnie nowego. Aczkolwiek umożliwił mu to przypadek. Kolejny. Trafił mianowicie na szlachcica, który uparł się, żeby zagrać o wysoką stawkę. A tak się złożyło, że Basil miał nieco starej biżuterii, której właściciela – albo raczej właścicielki – już nawet nie pamiętał. Tyle że okazało się, że to wampir miał lepszą talię. Albo raczej więcej szczęścia, żeby oddać szlachcicowi sprawiedliwość. I tak oto Basil wszedł w posiadanie małej kamieniczki na rynku w Novigradzie. Którą to niewiele później zapełnił książkami.
    Nie chciał bowiem, żeby tak widoczne miejsce stało opuszczone. Oczywiście mógł je sprzedać, ale to z pewnością wiązało się z masą papierkowej roboty. A wampir w papierach przecież niemal nie istniał.
    Tak naprawdę Basil chciał po prostu znaleźć dziesiątki powodów, dla którego przeniesienie się do Novigradu mogłoby być dobrym pomysłem. Chciał po prostu zobaczyć inne miejsca, bo od Koniunkcji ani razu nie wyjechał z Toussaint z powodów tak licznych, że wyłonienie jednego, prawdziwego graniczyło z cudem. Ale teraz już nic go tam nie trzymało. Więc wybrał się do miasta targanego dzikim konfliktem. Momentami tego żałował, miewał wrażenie, że w miejscu, w którym wampiry były tak nieliczne, znacznie zmniejsza swoje szanse na wygodne życie. W końcu tu trudniej było o kogoś, kto w razie potrzeby mógłby mu pomóc się zregenerować.
    Tym bardziej, że już raz zdarzyło się, że cokolwiek podchmieleni Łowcy Czarownic chcieli go oczyścić Wiecznym Ogniem. Czyli tak właściwie trzymaną przez nich pochodnią, ale to właśnie było chyba najgroźniejsze. Oczywiście nie w znaczeniu dosłownym, ale Basilowi z pewnością żal byłoby się żegnać z dopiero co przemeblowaną kamieniczką, a taka raczej nastąpiłaby konieczność, gdyby na środku rynku, choćby i w środku nocy, pojawił się wampir. Albo przynajmniej mężczyzna musiałby znacznie, ale to znacznie bardziej uważać na wiedźmina.
    Dlatego, choć nie mógł wiedzieć, tak właściwie to była bardzo dobra noc na odwiedziny w Kameleonie. Z dwóch powodów. Pierwszy był taki, że choć Basil pospiesznie skierował się do szynkwasu i, zakupiwszy wysokogatunkowe wino, chciał wracać do swojej księgarenki, zasłyszał pewne słowo. „Wampir,” mianowicie. Z drugiego końca karczmy. Mężczyzna postanowił więc zamówić sobie kieliszek wina na miejscu i usiadł przy wolnym stoliku w rogu. Zerknął pobieżnie w stronę, z której padło kluczowe słowo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie żeby się tego nie spodziewał, ale zobaczył oczywiście wiedźmina. Ciemnowłosego mężczyznę o kocich, bursztynowych oczach, który siedział przy stoliku z jakimś złotowłosym elfem. Basil patrzył niezobowiązująco po wszystkich gościach karczmy i w końcu zatrzymał wzrok w przestrzeni między niczym, słuchając mężczyzn.
      – Ale jesteś tego pewien? – powiedział elf.
      Zirytowane cmoknięcie wiedźmina.
      – Oczywiście, że jestem! Chyba że znasz inne potwory, które wysysają krew. Trop urywa się w Okrawkach, ale za to może być niezłe zlecenie. Jesteś pewien, że nikt nic nie zgłaszał?
      Westchnienie elfa.
      – Nie, raczej nie. Ale skoro jesteś taki pewien, to niedługo powinno pojawić się coś nowego, prawda? Jakaś informacja chociażby.
      Pomruk wiedźmina.
      – Jakby coś było, wiesz gdzie mnie szukać.
      Rozbawione prychnięcie elfa.
      – Na razie przestań się nad tym zastanawiać i przepij swoją wypłatę. Mógłbyś mi coś postawić.
      – Mógłbym, owszem – powiedział wiedźmin, a w jego głosie zabrzmiało rozbawienie.
      Basil przewrócił oczami. Oczywiście, że nie miał nic konkretnego. Jak miałby mieć? A jednak przezorny zawsze ubezpieczony. Posiedział jeszcze chwilę, ale gdy temat zszedł na romantyczne podboje elfa, wampir zrozumiał, że jego temat jest już skończony. Nie miał pojęcia, że gdyby przyszedł tam kwadrans później, zastałby rzeź. W której zapewne sam by po chwili uczestniczył. Ale nie przyszedł kwadrans później, a dokładnie w tamtej chwili. I wtedy też skierował się ku wyjściu.
      Ruszył w stronę kamienicy, ale coś go zainteresowało. Pewnie głównie zapach słodkiej krwi, znacznie intensywniejszy tu, niż w karczmie. W końcu Basil lubował się głównie w krwi młodych chłopaków, a w karczmie akurat takich brakło. Teraz zaś poczuł go, ale nadal z daleka. Na pewno nie w tej uliczce, ale wampir i tak się rozejrzał. Nagle coś przykuło jego wzrok – albo raczej ktoś. Basil zobaczył kobietę, skrytą w mroku. Zobaczył, jak zerka w stronę strażników, którzy przechodzili akurat po głównej ulicy. Było w niej coś ostrożnego, ale zaplanowanego, toteż wampir tylko połowicznie zdziwił się, kiedy zobaczył, jak rzuca zaklęcie.
      Znacznie bardziej zdziwił się, że obaj strażnicy przeżyli. Natychmiast popatrzyli w stronę czarodziejki i polecieli w jej stronę. Znacznie wolniej, niż powinni. I przy okazji zawołali o pomoc. Basil cmoknął. Może nie wątpił w siłę magii, ale miał wrażenie, że kobieta nie zamierzała zabijać strażników. A więc mogłaby skorzystać z pomocy. Czarodzieje w Novigradzie właściwie zawsze mogli skorzystać z pomocy, więc Basil sprawdził naprędce, czy nikt nie chodzi po ulicy i zmienił się w mgłę, po czym ruszył naprędce w stronę uliczki, która – o ile dobrze pamiętał, a taką miał nadzieję – łączył się z tą, w którą pobiegła kobieta. W ostatniej chwili przybrał formę materialną i zobaczył czarodziejkę.
      Niewiele myśląc, złapał jej nadgarstek i powiedział:
      – Chodź za mną.
      To były dziwne słowa. Musiały być. W końcu Basil był raczej ostatnim, czego można się było spodziewać. A jednak wiedział, że do kamieniczki nie było daleko i że jest ona względnie bezpiecznym miejscem. Zresztą, gdyby Łowcy zanadto się do niej dobijali, wampir w ostateczności mógł się ich pozbyć. Choć miał nadzieję, że nie będzie takiej potrzeby.

      Usuń
  3. [Aaa, przepraszam, że tyle nie odpisywałam, ale nie zauważyłam, że nie dodałam powiadomień D: Już się zabieram, ale dziś nie napiszę niemal na pewno; w weekend będzie najpóźniej bo teraz będę miała niestety dużo zajęć. Jeszcze raz przepraszam! D:]

    OdpowiedzUsuń
  4. Basil w stu procentach docenił, że kobieta nie odzywała się ani słowem, gdy biegli przez niejako znane mu już uliczki Novigradu. Cóż, przynajmniej drogę do domu mógłby przebiec z zamkniętymi oczami. W dużej mierze, oczywiście, dzięki jego wyczulonym zmysłom, ale to nie było istotne. Z tego samego powodu wybierał najciemniejsze zaułki, co połączone z zaklęciem czarodziejki pozwoliło im względnie szybko zgubić pościg. Kiedy tylko zobaczył tylne wejście do swojej księgarni, otworzył je natychmiast i niemal wrzucił tam swoją towarzyszkę.
    Tutaj czuł się cokolwiek bezpieczniej. Gdyby tylko Łowcy przekroczyli próg kamieniczki, jakimś cudem mając dowody na jego winę, w tej małej, zamkniętej przestrzeni mógłby pozbyć się ich znacznie ciszej, nie zwracając na siebie niepotrzebnej uwagi. Choć z pewnością miał nadzieję, że nie pojawi się taka konieczność. Nie spodziewał się może, że czarodziejka obróciłaby się przeciw niemu, ale z drugiej strony nie mógł wiedzieć, jak zareaguje. O wampirach krążyło przecież mnóstwo mitów, tak wśród zwykłych ludzi, jak i nawet wśród wiedźminów, którzy powinni być przecież najlepiej zorientowani w potworach.
    Basil zignorował początkowo jej pytania, zapalając najpierw świece w pomieszczeniu, w którym się znaleźli i stawiając butelkę wina na stole. Również było pełne książek, ale tych nie na sprzedaż. Tych, które lubił najbardziej, a także kilku białych kruków, które po prostu naprawdę trudno dostać. Byli w jego salonie gościnnym, w którym jednak naprawdę rzadko ktoś gościł. Pośrodku stały dwa fotele i wykonany stół, na którym stał świecznik, dający teraz słabawe światło. W końcu było mu z reguły naprawdę zbędne, toteż nie dopasował go nawet porządnie dla ewentualnych gości.
    Wskazał jej gestem fotel, także starając się wyglądać na zmęczonego.
    – Chyba zasłużyliśmy sobie na odpoczynek – powiedział, po czym wziął z niewielkiej szafeczki dwa kieliszki. Nalał trochę zakupionego w Zimorodku tak sobie, jak i czarodziejce, po czym usiadł w fotelu naprzeciw kobiety. – Jestem Basil. Po prostu przechodziłem. I… nie wiem, może to niezdrowe, chcieć pomagać bez powodu w Novigradzie, ale po prostu postanowiłem coś zrobić.
    Właściwie dokładnie tak było. Chociaż wiedział, że brzmiało to bezsensownie i niewiarygodnie, nie potrafił wpaść na nic mądrzejszego, zresztą wolał nie kłamać. Po co, w tak drobnej kwestii? A on rzeczywiście po prostu nie potrafił zrozumieć Łowców Czarownic.
    – Mam wrażenie, że doktryny Wiecznego Ognia też nie są tym, co chciałbym wyznawać. Więc postanowiłem zaryzykować. O ile nie wynajmą kogoś o wyostrzonych zmysłach, raczej cię nie znajdą.
    To znaczy wiedźmina, przemknęło mu przez myśl i wywołało tym samym szczere rozbawienie. To byłoby zabawne, mieć wiedźmina polującego na obydwu domowników z różnych powodów. A jednak Basil nie spodziewał się, żeby Łowcy zniżyli się do zatrudniania wiedźmina. Przecież on również był nieludzką kreaturą, niedaleką potworom, których się pozbywał. Nie, nie okazaliby takiej słabości przed wszystkimi wyznawcami. A o ich działaniach wiedzieli przecież wszyscy. Może wampir nie mieszkał w mieście długo, ale jednego zdążył się nauczyć: trudno coś ukryć, żyjąc w Novigradzie.
    Co wydawało się dzięki temu tym przyjemniejszym wyzwaniem. Zresztą fakt, że nie wykazywał żadnych śladów magii z pewnością byłby w nim bardzo pomocny, w przeciwieństwie do słodkiego zapachu, którym wyraźnie tętniła czarodziejka. I nie chodziło bynajmniej o zapach jagód, który ją opiewał, a który także docierał do Basila zwielokrotniony, a o zapach jej krwi. Och, mężczyzna z pewnością miał tamtej nocy ochotę na krew. W końcu nawet mimo faktu, że preferował smak młodych chłopaków, nie gardził żadnym. Tak jak dla każdego wampira, krew była dla niego najsłodszym z trunków. I najbardziej uzależniającym.
    Basil z trudem odsunął myśli od tej kwestii i znów spojrzał w oczy czarodziejce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. – Mogę prosić o twoje imię? I od czego, albo raczej kogo, chciałaś odwrócić uwagę? – spytał, właściwie niepewny swojego osądu, ale nie widział innej możliwości, dla której czarodziejka mogłaby przy strażnikach użyć zaklęcia, które w sposób ewidentny miało tylko zwrócić ich uwagę.
      Zastanowił się nad tym, gdzie dokładnie pozwoli zostać kobiecie. Miał nieco wolnego miejsca, ale nie wiedział, czy zdobędzie dla niej porządne miejsce do spania. Pewnie tego nie oczekiwała, a jednak Basilowi na tym zależało. Zachował się strasznie impulsywnie i nie przemyślał tego za dobrze. A jednak najzwyczajniej w świecie obawiał się o zupełnie obcą mu osobę.
      – Mam na górze wolny pokój, ale jest naprawdę niewielki. Używam go obecnie jako składzik na książki, które nie mieszczą się na wystawce, a które nie są specjalnie ważne. Więcej miejsca miałabyś z pewnością na dole, w piwniczce, ale tam przechowuję wina, więc może być trochę zatęchle.
      Choć obecnie piwniczka i tak jest pusta, przemknęło mu przez myśl, ale zamierzał porządnie zadbać o to wkrótce, więc nawet o tym nie wspomniał.
      – Zostawiam ci więc wolność wyboru. Możesz się też najpierw oczywiście rozejrzeć. Z pewnością nie zdobędę dla ciebie łóżka, byłoby to nieco podejrzane. Mogę co najwyżej zaoferować ci koce i poduszki, których mam więcej, niż potrzebuję.

      Usuń
    2. [Proszę bardzo i jeszcze raz przepraszam! D:]

      Usuń
  5. [W ogóle zauważyłam, że karczmę wrzuciłam nie tą - powinien być Zimorodek, nie Kameleon. I wybacz, że tak krótko, ale mam nadzieję, że poza tym jest okej! :)]
    W Novigradzie nie było zbyt bezpiecznie, to fakt. Stąd uwaga Basila na ten temat była tylko w połowie żartem. W końcu naprawdę łatwo tu było o napad czy okradnięcie, kiedy wpuściło się do domu niewłaściwą osobę. Nie wspominając o tym, że można się w ten sposób nabawić wielu niepotrzebnych problemów przez pomaganie niewłaściwej osobie – i najwidoczniej to właśnie wampir zrobił. Ale w trakcie podejmowania decyzji był jej zupełnie świadomy, toteż teraz nie był zły. Nie zaczął sobie wyrzucać, obserwował tylko z zainteresowaniem czarodziejkę, jej jasne włosy i cokolwiek delikatną urodę. Wyglądała łagodnie, zbyt wrażliwie, żeby stanowić jakiekolwiek zagrożenie. Jednak Basil znał parę czarodziejek i faktu, że stanowcza większość z nich pochodziła z Toussaint raczej nie uważał za istotny przy ocenie ich charakteru. A w tej kwestii doświadczenie mówiło mu, że nie ma niczego równie mylącego jak pozory.
    Choć z pewnością zainteresował go fakt, że kobieta znała wiedźmina, który był obecnie w Novigradzie. Poczuł, że szczęście się do niego uśmiechnęło – w końcu w całej tej sytuacji sam mógł może odnaleźć korzyść, jeśli tylko podejdzie do sprawy odpowiednio. Teraz jednak Vibelle wspomniała o łowcy potworów zbyt przy okazji, niezobowiązująco, żeby o to dopytywać. Ale Basil zanotował sam fakt w pamięci. Gdyby jednak czarodziejka zamierzała u niego zostać albo chociaż skorzystać z dalszej pomocy, może mógłby się w sytuacji zorientować lepiej.
    Słuchał o ucieczce czarodziejów z zainteresowaniem. Aczkolwiek gdy kobieta uśmiechnęła się wyczuł, że o szczegółach nie usłyszy. Odpowiedział uśmiechem, szczerym, pełnym zrozumienia. Zresztą, nie oczekiwał zbytnio tej informacji, jako że nie była mu ona potrzebna. Zainteresował się losem prześladowanych przez Łowców Czarownic, owszem, ale sam fakt, że opuszczali Novigrad zupełnie mu wystarczał. Zastanawiały go tylko dwie rzeczy: czy rzeczywiście im się powiodło i jeśli tak, to na kogo rzucą się Łowcy tym razem. Bo miał wrażenie, że ani oni, ani Wieczny Ogień nie zostawią tego ot tak.
    – Nie oczekiwałem niczego w zamian – powiedział Basil zgodnie z prawdą. To, że wyglądało na to, że wampir przy okazji pomógł odpowiedniej osobie wydawało się wręcz niesamowitym zbiegiem okoliczności. – Więc naprawdę nie musisz mi się odwdzięczać. Ale gdybyś potrzebowała pomocy, możesz mnie tu odwiedzić. Wtedy zobaczę, co da się zrobić – dodał z delikatnym uśmiechem.
    – Wina? – spytał, gdy skończyła mówić zamiast jakiejkolwiek odpowiedzi, i zanim czarodziejka zdążyła się odezwać, nalał jej trochę alkoholu. Patrzył przy tym to na nią, to na purpurowy płyn.
    W końcu nie wypił niczyjej krwi. Może to i lepiej. W pewnym sensie, bo z całą pewnością miał na to ochotę. Vibelle też ładnie pachniała. Słodko, delikatnie. Ale zgodnie ze swoją małą zasadą pił tylko z tych, którzy sami go atakowali – a o takie osoby w Novigradzie było naprawdę nietrudno. Usiadł na krześle wygodniej, trzymając kieliszek i spytał:
    – Jeślibyś tego potrzebowała, mogę zabrać twoje rzeczy. – Westchnął; uświadomił coś sobie. – O ile Łowcy mnie tam wpuszczą. Ale na pewno możesz tu przenocować, w końcu już to zaproponowałem – rzucił jeszcze, uchylając łyk wina. – Chociaż jeśli mówimy o jednej czy dwóch nocach, mogę ci na razie odstąpić swojego łóżka.
    Właściwie nie wiedział, dlaczego to zaoferował. Za dużo dziś mówił, za dużo, a to nie było w jego stylu. W Zimorodku nie wypił aż tyle, tu nie wypił prawie nic. Najwidoczniej po prostu nie powściągnął teraz języka. Ale nie zamierzał raz danej oferty cofnąć. Wypił jeszcze trochę wina i uśmiechnął się uprzejmie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Basil czuł się w tej księgarence całkowicie swobodnie. Jakby nic złego nie mogło się tu stać. Choć nie miał w zwyczaju obawiać się czegokolwiek – to nie leżało w jego naturze, tak jako jego jako osoby, jak i wampira. Czego miał się bać? Przecież nie śmierci. Żył z dnia na dzień, czerpiąc przyjemność z chwili. Nie czuł więc, jakby ryzykował, przyjmując do siebie czarodziejkę. W końcu w najgorszym wypadku zabrano by mu księgarenkę. A w Toussaint nadal miał do czego wracać. Niemal nie docierało do niego, że na wiedźmina powinien uważać. Że on może stanowić realne nieudogodnienie w jego codziennym życiu. W końcu chwila mogła potrwać, zanim udałoby mu się znaleźć wampira, który by go wskrzesił.
    Musiał się więc co jakiś czas upominać, że po pierwsze nie był to całkowicie naturalny gest, a po drugie powinien dowiedzieć się czegoś więcej o tym wiedźminie. Gdzie bywa, może nawet kiedy opuści Novigrad. Bo przecież w mieście równie przyjaznym nieludziom wiedźmini nie bywali specjalnie często. Nagle wampira zainteresowało, czego mutant mógł tu szukać. Westchnął cicho. Nie było sensu się nad tym nadmiernie zastanawiać.
    – Umiem się też bronić – powiedział zgodnie z prawdą, ale potem zmitygował się. Uśmiechnął się krzywo i dodał – Co nieco. Ale rób, co uważasz. Wiesz, gdzie mnie szukać – dodał.
    Fantastycznie by było, pomyślał, gdybyś nie dała się w międzyczasie zabić. A tego właśnie wampir nieco się obawiał. Nie uratował Vibelle dla korzyści, ale okazało się, że może rozwiązać jego jedyny, drobny problem. Co prawda równie dobrym rozwiązaniem byłoby po prostu wstrzymanie się od wysysania krwi na jakiś czas, ale to było znacznie problematyczniejsze. Tym bardziej, że Basil nie miał pojęcia, jak długo wiedźmin będzie w mieście. Owszem, był uzależniony od krwi i przyznałby to każdemu. Nie było to może jakieś bardzo silne uzależnienie, ale raczej trudno byłoby mu je całkowicie wyplenić. Albo chociaż wstrzymać na czas nieokreślony.
    – To samo tyczy się snu. Przecież i mi nic się nie stanie, jeśli parę nocy spędzę w gorszych warunkach. A damie wypada odstąpić – dodał nieco ostentacyjnym tonem i uśmiechnął się z rozbawieniem.
    Gdy mówił, zwrócił uwagę na fakt, że kobieta rozgląda się. W chwili, w której jedna z książek opuściła regał, westchnął z obawą. Dbał o te książki w niebywałym, fanatycznym wręcz stopniu i kiedy je ruszał, robił to bardzo ostrożnie. Najwidoczniej jednak Vibelle umiała się obchodzić z książkami. Cóż, w końcu musiała. Była czarodziejką, zapewne studiowała liczne tomiszcza. A jednak Basil nie czuł się zupełnie komfortowo.
    Często sięgał po tą książkę? Uśmiechnął się, szczerze rozbawiony. Nie sugestią. Rzeczywiście, książka była nieco mniej zadbana niż pozostałe, nie miała nawet śladu kurzu. Wampira rozbawiło, że sam kompletnie nie zdał sobie z tego sprawy. Rzeczywiście, brakło mu Toussaint a ta książka stale mu o tamtym miejscu przypominała.
    – Owszem, byłem – powiedział Basil, opierając się wygodniej o swój fotel i smakując wino. Daleko mu było do krwi. Bardzo daleko. Do jej słodyczy i tego, jak doskonale syciła. A przed nim siedziała teraz osoba o krwi pachnącej tak nęcąco. Każdy potrafił zresztą tak pachnieć, gdy wampir wystarczająco długo nie pił. Albo zbyt wiele o tym myślał. Dokładnie. Przejechał językiem po kłach, zlizując wino, ale zaraz popatrzył na czarodziejkę. Byle nie na jej szyję, tak miarowo się unoszącą. – Tak właściwie spędziłem tam większość swojego życia. To właściwie mój prawdziwy dom. W Novigradzie jestem od niedawna. To pewnie stąd moje dobre nawyki. W Toussaint honor rzecz święta, jak często się tam mawia, a wysoce niehonorowym jest zostawienie kobiety bez pomocy, czyż nie?
    Wypił jeszcze trochę wina, zatracając się we wspomnieniach o Beauclair.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. – To naprawdę niesamowite miejsce. Pod względem mnogości barw Novigrad się do niego nie umywa. Jest tam tak kolorowo, tak ciepło, że aż trudno uwierzyć, że to ten sam świat. Niemal pozbawiony problemów. Najgorszym problemem są tam raczej nie potwory, a biurokracja. Świątobliwi rycerze zabijają się, żeby komuś pomóc. Ale pod względem wrażeń… Ach, delikatnie rzecz ujmując, w Novigradzie znacznie łatwiej o sztylet w żebra. – Uśmiechnął się krzywo. – Nie czuć tam wojen tego świata. Ale tutaj łatwiej o wrażenia. A to ich szukałem i przyznam, że się nie zawiodłem.
      Mówił, a z każdym słowem odpływał nieco. Przypominała mu się kolejna sytuacja, kolejna osoba, kolejna dekada. Chyba jeszcze nikomu o tym tak nie opowiadał – bo w końcu komu? W Zimorodku siedział sam, a w Toussaint… Któżby w Toussaint spytał o Toussaint?
      Dopił wino. Za mało sycące. Znów popatrzył na jasne włosy czarodziejki, na jej ładne oczy.
      – A ty, Vibelle? Które miejsce jest twoim domem? – rzucił lekko.
      [A ja znów nie włączyłam powiadomień i się dziwiłam, że nie odpisujesz D:]

      Usuń
  7. Basil słuchał uważnie Vibelle – robiło mu się żal, gdy słuchał o jej problemach, choć trudno mu było zupełnie je zrozumieć. Temeria wydawała mu się od zawsze równie odległa, co i każda inna kraina, a jako że w Toussaint znacznie bardziej przejmowano się drobnymi faux pas popełnianych na spotkaniach niż wielkimi sporami za granicą, wampir niewiele wiedział o tym konflikcie. Mimo to zniknięcie całego państwa z map nie mogło umknąć uwadze. Tym dobitniej Basil zrozumiał teraz, w jak beznadziejnej sytuacji znajduje się czarodziejka. Na jej smutny uśmiech odpowiedział również uśmiechem, choć raczej pocieszającym. Mimo to nie odezwał się ani słowem. Chciał doradzić coś kobiecie, choćby powiedzieć, że w partyzantce na pewno przyjmą ją ciepło, ale nie potrafił kłamać – a nie znał sytuacji na tyle bardzo, że obawiał się, że nie zabrzmiałby przekonująco.
    Odwrócił wzrok od jej oczu, gdy te się zaszkliły. Poczuł, że atmosfera Beauclair przesiąkła go doszczętnie, gdy tylko uświadomił sobie, że widok płaczącej kobiety przeszkadza mu wysoce, choć pomyśleć by można, że powinien był przyzwyczaić się już do okrucieństwa Novigradu przez czas tam spędzony. Spojrzał na książkę, którą trzymała w rękach i popatrzył na nią kilka chwil, zanim podniósł wzrok. Zobaczył, jak kobieta odkłada tomik i podnosi się. Podążył spojrzeniem za jej wdzięcznymi ruchami – a może one tylko zdawały się wdzięczne? Basil naprawdę czuł potrzebę wyjścia ledwie kilka chwil po Vibelle. Nie chciał, żeby musiała go znosić w takim stanie, nawet jeśli ona nie rozumiałaby, czemu byłby drażliwszy. Musiałby mieć naprawdę wiele pecha, żeby akurat tej nocy trafić na wiedźmina i zamierzał raczej wypróbować swoje szczęście.
    – Do zobaczenia, Vibelle – powiedział za nią tak cicho, że nie był pewien, czy nawet ona to usłyszała.
    Gdy wychodziła, Basil obserwował uważnie jej jasne włosy, które luźno opadały na ramiona, zasłaniające miarowo pulsującą szyję. Chwilę jeszcze pozwolił sobie poczerpać z jej zapachu, który zaczął powoli oddalać się po zamknięciu drzwi. Jednak już po kwadransie wampir wyszedł ze swojej księgarenki tylnym wyjściem i, nie czując nikogo w pobliżu, ruszył w stronę Okrawków. W końcu dobrze wiedział, gdzie najłatwiej o pięknie przez niego ujęte wrażenia, bo i tam najłatwiej było o aspirujących dopiero rzezimieszków.
    Zabawne, że gdy przybywał do miasta, zamierzał nie prowokować i pijać tylko w pełnie, jak kiedyś miał w zwyczaju. To właśnie Novigrad rozpieścił go częstymi atakami, gdy jeszcze poznawał miasto, a teraz nie mógł wręcz powstrzymać się od nocnych spacerów po najbardziej przestępczych okolicach tego brudnego miasta. I tej nocy się nie przeliczył – w końcu samotny podróżnik, do tego ubrany w cokolwiek bogaty strój, przyciąga nieco uwagę. Basil słyszał niby ciche, a jednak całkowicie wyraźne dla niego ruchy wokół i czuł mnogość zmieszanych zapachów; w końcu tu życie nocą budziło się na nowo. Wampir ruszył w kierunku woni samotnego, młodego chłopaka, mając nadzieję, że nie jest tylko przypadkowym wędrowcem. Ale o takich było tu trudno i stąd był niemal pewien, że się nie przeliczy.
    Tak się stało – walka w zaułku była krótka i cicha. Ba, trudno było mówić o jakiejkolwiek walce. Był sztylet pod żebra i zaskoczenie w oczach, gdy rana nie zadała zaplanowanej szkody. Nie było jednak krzyku, a głos więznący w gardle, gdy chłopaka opuszczało życie, a Basila napełniała życiodajna siła. Mężczyzna myślał chwilę – wcale długą – o pozbyciu się ciała. Ale to zajęłoby czas, a Vibelle mogła wrócić w każdej chwili. Wampir więc westchnął tylko i obiecał sobie, że zajmie się tym następnym razem. Teraz tylko zmienił się w mgłę i szybko pomknął pod swoją księgarenkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczęśliwie, gdy się tam pojawił, czarodziejki jeszcze nie było. Zdążył nawet chwilę posiedzieć w budynku, gdy poczuł jej zapach, najpierw delikatny, potem coraz intensywniejszy, wzmacniający się wraz z coraz głośniejszymi jej krokami. Te ucichły jednak zaraz przed drzwiami na dziwnie długo, co szczerze zmartwiło Basila, który zaraz wyszedł na zewnątrz i zobaczył Vibelle, leżącą nieprzytomnie pod drzwiami budynku. Wampir założył więc sobie jej torbę na ramię, a ją samą wziął na ręce bez najmniejszych trudności, jakby była co najwyżej jedną z jego książek, i zaniósł na łóżko. Dopiero wtedy zauważył, że jej oddech jest nierówny. Położył jej rzeczy obok łóżka i przebadał szybko. To musiała być robota dwimerytu. Basilowi daleko było niestety do profesjonalnego medyka, ale na podstawach co nieco się znał. Niestety tu, w Novigradzie nie było nikogo, komu mógłby zaufać, musiał więc radzić sobie sam. Szczęśliwie nie stało się nic poważnego, więc wampir przykrył tylko kobietę i ruszył zaparzyć jej mieszanki ziołowej, która – o ile jego licha wiedza w tym zakresie się nie myliła – mogła co nieco pomóc. A przynajmniej z pewnością nie mogła zagrozić. Raczej.
      Gdy wrócił, oddech Vibelle wyrównał się, ale tylko nieco. Zapach ziół wypełnił pomieszczenie, gdy Basil patrzył uważnie na czarodziejkę. Teraz jej zapach mieszał się tylko przyjemnie z ziołowym aromatem, ale nie kusił aż tak. Wampir uśmiechnął się, gdy patrzył na nią, czekając aż się obudzi. Zmógł rosnącą chęć zerknięcia w jej rzeczy – pewnie i tak absolutnie nic by mu to nie dało. Chciał coś powiedzieć, ale nie wiedział nawet co. Był beznadziejnym medykiem i mógł tylko cieszyć się, że kobiecie nie stało się nic poważnego.
      [Jutro i u Ifei! Wybacz kolejność, ale tu jakoś lepiej z weną stałam :D]

      Usuń
  8. [Cześć. Szybka informacja: niestety wyjeżdżam i wrócę dopiero w przyszły czwartek. Przepraszam, ale do wtedy nie ma szansy, że pojawi się odpis, chyba że cudem wywalczę internet, ale raczej bym się nie spodziewała :D Postaram się jeszcze dziś odpisać, i na to akurat szansa jest spora i realna ;)]

    OdpowiedzUsuń
  9. Wampir krzątał się niespokojnie po pomieszczeniu, to starając się skupić na widoku za oknem, które generalnie przykryte było okiennicą, to szukając jakichkolwiek innych zajęć, byle tylko nie patrzeć na rany Vibelle i na nią samą. Może jej krew nie kusiła aż tak bardzo, ale martwił się o nią. O jej początkowo niemiarowy oddech, który z czasem nieco się wyrównał. Zerkał w okna, szukając wzrokiem czegoś – albo raczej kogoś – kogo być tam nie powinno, ale widział tylko tak zwyczajowych dla Novigradu podejrzanych typów, którzy przenikali ciemnymi uliczkami niczym cienie. Choć cienie bardzo jednak dla wampira widoczne.
    Nagle usłyszał zmianę w oddechu. Stracił na swojej sennej regularności, więc mężczyzna odwrócił się od razu i podszedł do łóżka, na którym zobaczył, jak czarodziejka z trudem otwiera oczy. Od razu popatrzył na nią uważnie i uśmiechnął się ciepło na jej słowa. On również cieszył się, że ją widział. Była dziwnie ryzykownym punktem w jego monotonnym życiu i nie chciał, żeby tak szybko zniknęła, ale także rzeczywiście Vibelle zainteresowała go. Basil chciał jej pomagać z mnogości powodów. A jednym z nich, choć wampir przyznałby to niechętnie, był fakt, że była chyba pierwszą osobą, która pojawiła się w tym właśnie pokoju, wcześniej jednak prywatnym.
    Nagle pojawiła się kula światła, a wampir uśmiechnął się nieco szerzej, tym razem bardziej z rozbawieniem. Zapomniał nawet zadbać o odpowiednie oświetlenie, bo normalnie nawet o tym nie myślał. Chciał coś powiedzieć, ale zaraz zrezygnował. Wziął tylko wskazany mu worek i ostrożnie zaczął przekładać zawartość w poszukiwaniu rzeczonego flakonika. Cała zawartość zainteresowała Basila, który kiedyś znał już kilku czarodziei i wiedział co nieco o ich działaniu – ale tylko o niektórych. Pozostałe naprawdę go fascynowały, ale postanowił spytać o nie później. Wygrzebał wreszcie to, czego szukał, będąc niemalże pewnym, że nic nie naruszył. Podał czarodziejce flakonik i patrzył na nią z troską.
    – Może kwadrans. Nie, raczej krótko – odpowiedział, siadając przy łóżku. Jakby tak na to spojrzeć, chyba częściej powinien mieszać zapach ziół z krwią. Tworzyły fantastyczne, naprawdę mocne połączenie, do którego Basil raczej nie przywykł. Bo mieszanka zapachu krwi z choćby intensywnym zapachem starych ksiąg była również miła, ale już znana i raczej rutynowa. – Rozumiem, co masz na myśli, spokojnie.
    Zaśmiał się cicho, jakby do siebie, ale bez prawdziwego rozbawienia, raczej z odrobiną smutku. Nie pomyślał nawet przez chwilę, że ktoś inny mógł jej to zrobić – a Łowcy ze swoich metod byli raczej znani. W końcu dwimeryt był u nich bardzo powszechnie stosowany. Nagle poczuł coś mocniejszego. Zapach krwi nasycił się znacznie, wzmagając pragnienie wampira, które przecież przed chwilą koił. Miał ochotę zakląć – to znaczyło raczej, że albo mu się pogarszało, albo krew kobiety pachniała wyjątkowo słodko. Albo oba, ale żadna opcja mu nie odpowiadała.
    Odetchnął, wdychając z sykiem powietrze, ale powiedział:
    – Oczywiście.
    Oblizując się po kłach, podał jej worek, o który prosiła. Wstał powoli, żeby trochę się od niej oddalić, ale zadbał o to, żeby wyglądało to jak najmniej podejrzanie. Uśmiechnął się ciepło i spytał:
    – Potrzebujesz czegoś jeszcze? Czy może wolisz się na razie przespać? Zrozumiałbym to, oczywiście. Musisz być wyczerpana.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. On sam robił się nieco zmęczony. Nie fizycznie, ale nie przywykł do przebywania aż tak blisko ran otwartych. W końcu novigradzka biedota nie zbliżała się do jego księgarenki z powodów oczywistych, a wszyscy inni z powodów nawet oczywistszych raczej nie obnosili się z ranami, jeśli takowe posiadali. Nagle przypomniał sobie o pewnej drobnostce i skierował się do jednej z szafek. Otworzył ją i zaczął w niej grzebać, w poszukiwaniu tego, czego raczej nigdy nie spodziewał się potrzebować, stąd schowana była na samym końcu wszystkiego. Nagle znalazł to, czego szukał. Pewien medyk kiedyś dał mu to w ramach zapłaty za książkę o lekach, a Basil nie potrafił się powstrzymać. Znalazł całe pudło pełne wszelkiego typu bandaży, opatrunków i maści. Wampir wziął więc jeden z nich i zaniósł czarodziejce.
      – Pozwól, że… – powiedział niepewnie, wskazując sugestywnie na jej ramię. – Myślę, że warto o to zadbać jeszcze przed snem. Może poprawić regenerację i nie wda się zakażenie. – Raczej.
      Oczywiście chciał w głównej mierze osłabić nieco zapach jej krwi. A jednak wymaganie od niej opatrzenia się samodzielnie brzmiałoby zbyt absurdalnie, musiał więc zaryzykować zbliżenie się trochę do jej krwi. Ufał sobie i swojemu opanowaniu na tyle bardzo, że wierzył, że nie zaatakuje jej nagle. Miał taką naprawdę silną nadzieję – a jednak nie wiedział, która z opcji była gorsza.

      Usuń
  10. Basil musiał ukrywać się od naprawdę wielu, wielu lat, więc swoje już wiedział na ten temat. Doskonale pamiętał, żeby nie dotykać się nadmiernie do ognia, ale też nie stronić od niego wyjątkowo – ludzie mieli przecież też swoje podania o wyjątkowej podatności wampirów na ogień. Pamiętał, żeby uważać przy uśmiechaniu się, żeby jednocześnie nie wyglądać podejrzanie i nie pokazać przypadkiem kłów. Pamiętał, żeby nie mówić za często o historii, bo wiedział o niej zbyt wiele w zbyt żywy sposób. Pamiętał, że nie powinien wypowiadać się o potworach, a o wampirach w szczególności, bo skąd niby ktoś jego pokroju, ot, mieszczanin pełną gębą, miałby o tym wiedzieć. Oczywiście, można było jakoś się od tego potem wywinąć, ale po co w ogóle sprawiać taką konieczność. I o tym wszystkim pamiętał. Ale o maleńkiej drobnostce, jaką było widzenie w ciemności, już czasami zdarzało mu się zapominać. Szczególnie kiedy ciemność nie była wszechobecna, bo wtedy jeszcze raczej ten fakt kojarzył. Ale teraz nie zauważył nawet dominującej w worku czarodziejki ciemności, na pewno nie w pierwszej chwili. A gdy sobie to uświadomił, było już nieco za późno. Musiał mieć więc nadzieję, że tamta nie zwróciła na to większej uwagi.
    Obserwował ją uważnie, leżącą na jego łóżku, powoli skutecznie odwodząc swoją uwagę od nęcącego zapachu jej krwi. Przyciągała wzrok swoimi ruchami, hipnotyzowała, zapraszała do przyglądania się. Już jej tętniące życiem ciało zachęcało do spróbowania czegoś więcej, bardziej, nie wspominając o ranach, które – mimo tego, że płytkie – były przecież otwarte. A przecież musiała nawet nie być tego świadoma. Na to też nauczył się uważać, choć z tym miał chyba najwięcej problemów. Coś w jego wnętrzu sugerowało, że może zatrzymywać wzrok na dłużej, obserwować rumiane ciało. Musiał sobie przypominać, że to również da się zauważyć.
    – Spróbuję – powiedział nieco niepewnie, częściowo z uwagi na swój brak wiary w umiejętności medyczne, częściowo powątpiewając dziś w swoje opanowanie. Zaklął w myślach. Musiał znów spróbować wrócić do abstynencji, choćby tylko na jakiś czas. Czuł wyraźnie, że im bardziej tonął w tym dziwnym uzależnieniu, tym trudniej było mu z nim przestać. A przecież doskonale wiedział, że uzależniony jest. Uśmiechnął się jeszcze na jej dalsze słowa o ofercie pomocy. Szczerze wątpił, żeby kiedyś takowej potrzebował.
    Gdy mówiła, wyjął bandaż i przygotował go nieco, z początku skupiając się bardziej na samej ranie i na odsuwaniu od siebie cudownego aromatu, jaki stamtąd płynął, co wymagało od niego znacznej samokontroli. Jednak kiedy usłyszał słowo „wiedźmin”, jego słuch wyostrzył się znacznie, a uwaga skupiła w głównej mierze na słowach czarodziejki. Gdy ta dotknęła więc swojej rany, cmoknął z niezadowoleniem. Uświadomił sobie, że jeśli chce ją nieco o to dopytać, potrzebuje pełni skupienia. A teraz dosyć trudno było mu takową osiągnąć.
    – Pozwól, że…– powiedział i zbliżył się do jej rany, zabierając się do bandażowania w ciszy. Już po chwili czuł, jak jej zapach gaśnie znacznie, ku jego szczeremu zadowoleniu. Nawet mimo faktu, że coś w nim cicho szeptało, że po fakcie wolałby, żeby została odsłonięta, a może i poszerzona. Oblizał delikatnie wargi i rzucił – Proszę. Teraz na pewno będzie lepiej. A co do twojej wiedzy, nie wątpię, że okaże się użyteczna wiele razy. Obawiam się, że może się zdarzyć, że będziesz musiała sama się zdiagnozować, wziąwszy pod uwagę moje raczej liche umiejętności medyczne – wyjaśnił jeszcze. – Ale… wspomniałaś, że znasz wiedźmina? – spytał z nieskrywanym zainteresowaniem. Nie musiał. Przecież nie każdy mógł się tym pochwalić. Spotkać to jedno, ale wymienić parę zdań – coś zupełnie innego. Ciekawość była więc w tym wypadku, albo przynajmniej zdawała się, wielce naturalna i całkowicie uzasadniona. – Nigdy nie miałem okazji z żadnym porozmawiać, a przyznam szczerze, że zawsze mnie… fascynowali. Z rzadka zdarza się, żeby stanowili część mojej klienteli, a jeśli już – nigdy nie są zbyt rozmowni. Więc docenię każdą opowieść z ich udziałem – dodał z ciepłym uśmiechem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miał nadzieję, że nie pozwala sobie na zbyt wiele. Musiał dowiedzieć się czegoś o wiedźminach w ogóle, bo przecież nie tylko ten jeden stacjonujący obecnie w Novigradzie istniał na świecie. A jeśliby się Basilowi poszczęściło, może Vibelle wiedziałaby coś, cokolwiek, o tym, który tu obecnie przebywał. Przezorny zawsze ubezpieczony, a nie widziało mu się tak nagłe wracanie do Toussaint, o umieraniu nie wspominając. Tym bardziej, że wampir nie był taki znowu pewien, czy uda mu się wiedźmina zwieść czy pokonać.

      Usuń
    2. [Wszystko jest w porządku! Nie ma co na siłę dopisywać, tak myślę przynajmniej. Choć przepraszam znów za długość tego, co poprzednio wysłałam do Ifei, bo jak teraz zauważyłam, to zginęłam trochę. Ale coś ty, tu jest wszystko w porządku. I cieszę się, że wróciło, może choć na chwilę ;)]

      Usuń