7 lutego 2016

[KP] Zuzanna Strzemińska

zuzanna strzemińska
22 LATA // WYDZIAŁ MALARSTWA // ASP

Malowała odkąd pamięta. Dziwne kształty, nieznaczące praktycznie nic, prócz dowodu sprawnej wyobraźni zupełnie zdrowego dziecka. Okazało się jednak, że te abstrakcje, które malowała już jako mała dziewczynka zdawały się być odzwierciedleniem jej duszy przez kolejne mijające lata.
Bo ona jest abstrakcyjnym połączeniem zupełnych przeciwieństw. Namiętności i pasji z niewinnością i spokojem. Zazwyczaj umorusana czarnym węglem albo kolorową farbą, która potrafi zdobić jej ręce, a w chwilach nieuwagi także policzki.

Malowała z wielkim zaangażowaniem oraz zupełnym oddaniem swej duszy, żartobliwie stwierdzając, że już dawno sprzedała ją diabłu. Bo w jej obrazach jest Ona, bardziej żywa, niż ona sama. Ją się kocha, albo nienawidzi. Za talent, charakter, a także nazwisko, chociaż wciąż uporczywie twierdzi, że to wszystko było tylko kwestią przypadku.




wątek z Serotonine

6 komentarzy:

  1. Pierwszy dzień w nowej pracy dla większości ludzi był wydarzeniem niezwykle stresującym. Nowe otoczenie, nowi współpracownicy, nowe relacje. Jednym słowem, świeży start. Jednak Damian, wbrew zdrowemu rozsądkowi, nie należał do tej "większości". Nawet fakt, iż wiedział, że dzięki tej pracy może naprawdę stanąć na równe nogi nie wywołał u niego żadnej reakcji. Taki już był - obojętny na wszystko, co działo się wokół. Pozornie obojętny. W chwilach, kiedy jego głęboko zamknięte w podświadomości myśli wypływały na powierzchnię, sięgał po farby. Po płótno. Po swoje ołówki i rysownik. Malowanie było pewną formą autoterapii, dzięki której wciąż pozostawał przy względnie zdrowych zmysłach. I bał się, że pewnego dnia niewielki zapas emocji się wyczerpie, że kiedy dotknie świeżych pędzli zastanie go tylko ciemność. Pustka zamiast uczuć. Obojętność, o jaką niejednokrotnie walczył, przejmie nad nim kontrolę i to bez jego zgody. Lecz obecnie starał się jak najlepiej wykorzystać to, co posiadał. Pragnął podzielić się wiedzą i cennymi umiejętnościami z osobami, które dzieliły jego pasję.
    Ludzie z ASP znali go bardzo powierzchownie, z racji, że Damian nie miał tendencji do udzielania się w dyskusjach i opowiadania o sobie, jednak podczas rekrutacji na stanowisko zastępcy profesora to miłość do kolorów i determinacja przeważyły szalę. Zresztą, kto by się przejmował tym, czy nowy nauczyciel ma dobry kontakt ze studentami i umie w klarowny sposób przekazać swoją wiedzę...
    Na zajęcia przyszedł o pięć minut za późno, w dodatku umazany farbą i nieogolony, co akurat nie powinno zaskoczyć nikogo, kto miał jakiekolwiek pojęcie o tym, kim jest Damian Makowski. Ze względu na swój chaotyczny wygląd, studenci najwyraźniej nie zauważyli, że do sali wszedł ktoś, przy kim powinni zakończyć swoje głośne rozmowy. Toteż po kilku minutach nieudolnej próby zwrócenia ich uwagi, wziął głęboki oddech i krzyknął zwykłe "ej", lecz zrobił to wystarczająco głośno, by wprawić w osłupienie niczego nieświadomych studentów.
    - Dzisiaj pogadamy o malarstwie impresjonistycznym - podjął, jak gdyby nigdy nic, jak gdyby robił to od wieków.

    OdpowiedzUsuń
  2. Sam nie wiedzial, skad u niego pojawila sie ta niezwykla pasja. Jego matka nie miala nic wspolnego ze sztuka, chyba ze podciagnac by pod te etykietke umiejetnosc znajdowania nowego kochanka co tydzien. Jego rodzenstwo, oczywiscie przyrodnie, dwojka braci I jedna siostra, zajmowalo sie tym, czym on zajmowal sie wsrod kolegow – drobnymi kradziezami I ogolnym czynieniem szkody spoleczenstwu. Lecz kiedy nikt nie widzial, nie szczedzil czasu na wielogodzinne przesiadywanie nad kartka papieru. Zazwyczaj robil to w nieuzywanym przez nikogo malym pokoju, ktory dawniej nalezal do jego babci. Kryl sie przed obawa, ze jeden z czlonkow jego rodziny zauwazy owo niezwykle hobby I przestanie uwazac go za twardego I bezwzglednego mlodego mezczyzne, za jakiego powszechnie uchodzil. Obecnie jednak bylo mu wszystko jedno. Odseparowal sie od reszty Makowskich, wiedzac, ze tylko w ten sposob zdola wyjsc na prosta. W ich obecnosci czul sie poniekad zobowiazany do kontynuowania swojej kryminalnej ‘kariery’. Ci ludzie sciagali go na samo dno. Od ostatniego spotkania z nimi minelo dokladnie 6 lat. I, ku zaskoczeniu Damiana, niespodziewanie okazalo sie, ze mozna zyc w inny sposob. Ze malarstwo moze byc dla niego blogoslawienstwem, a nie przeklenstwem. Co oczywiscie nie oznacza, ze zdolal calkowicie dojrzec. Niektore sytuacje wciaz zmuszaly go do podjecia nieracjonalnych decyzji. Zmuszaly, poniewaz Makowski nie zdazyl sie nauczyc, ze krzyk, alkohol I pedzle nie rozwiazuja problemow.
    Znajdujac sie w tak niecodzinnem polozeniu, calkowicie zapomnial o tak podstawowych sprawach jak przedstawienie sie. Nie zeby szczegolnie zalezalo mu na tym, by byl lepiej rozpoznawalny przez studentow… po prostu wiedzial, ze jesli ma zamiar zatrzymac te posade, musi ustosunkowac sie do pewnych z gory narzuconych regulaminow, przynajmniej w pewnym stopniu, gdyz konformizm nie nalezal do jego mocnych stron.
    - Moze najpierw przejdziemy do istotnych spraw, a pozniej zajmiemy sie formalnosciami, w porzadku? – powiedzial nieco uszczypliwie, spogladajac na studentke. Na pierwszy rzut oka wydala mu sie wyjatkowo oryginalna, nawet jak na standardy artystow. Zauwazyl, ze tak samo jak on, byla umorusana farbami. Najwidoczniej poprzednie zajecia calkowicie ja pochlonely.
    Po zbyciu jej pytania, juz mial zabrac sie za rozpoczecie wykladu, kiedy uczennica ponownie przerwala jego zamiary.
    Nie przepadal za impresjonizmem. Wydawal sie mu zbyt spokojny, zbyt cichy. Calkowicie odmienny od jego prac, ktore u widowni niejednokrotnie budzily pewien niepokoj. Jednak mimo to nie mogl stwierdzic, ze nie podziwial artystow tworzacych w tamtym duchu. Zreszta, on podziwial kazdego, kto zajmowal sie sztuka, dlatego z latwoscia przywolal Gustava Caillebotte’a I odpowiedzial na prosbe dziewczyny, po czym, sam nie wiedzac dlaczego, dodal:
    - Co o nim sadzisz?


    [P.S. Przepraszam za brak polskich znakow!]

    OdpowiedzUsuń
  3. Damian czuł, że po jakimś czasie polubi swoją uczennicę. Sam przywykł do kwestionowania wszystkiego, co go otaczało. Starał się nie brać za pewne nawet faktów i informacji podawanych w mediach. W końcu nic nie było do końca obiektywne - użycie języka polskiego w sposób wolny od opinii uchodziło za niemożliwe, co sprawiało, że Makowski, zanim w cokolwiek uwierzył, musiał zadać milion pytań. A Zuzanna wyglądała na kogoś, kto wyznawał podobne zasady. I, co więcej, było w tym coś niezmiernie ekscytującego.
    Uśmiechnął się pod nosem, słysząc wypowiedź dziewczyny. W swojej jednodniowej karierze akademickiej zdążył już obrać swój cel - chciał zmusić swoich studentów do myślenia. Nie zamierzał serwować im suchych faktów, które najprawdopodobniej potrafili wyśpiewać bez zająknięcia bez jego gadania. Wierzył, że skoro dostali się na Akademię, pragnęli poświęcić swoje życie sztuce - jedynej 'nauce' tak wiernej, jaka potrafiła przeniknąć człowieka na wylot, jaka mówiła o życiu więcej niż psychologia i uświęcającej piękno stworzenia bardziej niż biologia. A poświęcenie swojego życia sztuce wymagało patrzenia na świat poprzez jej pryzmat. I Damian pragnął wierzyć, że w niewielkiej sali znajdują się zdolni, młodzi ludzie, którzy wychodzą z podobnego założenia.
    - Nie jestem tutaj, by wydawać swoje opinie, ale myślę, że wiem, co chcesz przez to powiedzieć – mruknął, po czym ponownie zaśmiał się pod nosem.
    Choć nie należał do osób szczególnie ekspresywnych, nie lubił dzielić się swoimi emocjami, musiał przyznać, że chciał zrobić jak najlepsze wrażenie na studentach. Chciał pokazać, że umie być odrobinę ludzki. Nienawidził, kiedy inni przypinali mu etykietkę kryminalisty, co działo się nad wyraz często. Oceniali go przez przeszłość, nie dając szans na przyszłość, która jeszcze nie nadeszła i pozornie wciąż pozostawała wielką niewiadomą. Dlatego ta praca była dla niego tak niezwykła. Nie dość, że pozwalała mu przebywać w środowisku, gdzie rozpoczęła się jego przemiana i gdzie czuł się jak ryba w wodzie, to w dodatku zaczął z pustą kartą. Uczniowie nie mieli pojęcia, kim był. Widzieli tylko tu i teraz.
    - Na początku zaczniemy od rzeczy najłatwiejszych – rozpoczął, głośno przełykając ślinę.
    Nie dało się ukryć, że nie należał do osób przyzwyczajonych do przemów publicznych, a dawniej ukrywany stres stopniowo coraz dosadniej na niego oddziaływał.
    - Jak zapewne wiecie, impresjonizm to kierunek w sztuce, który został zapoczątkowany przez studentów Ateliere Gleyere i Academie Suisse, w drugiej połowie XIX wieku. Nazwa impresjonizm pochodzi od obrazu Moneta, jaki zapewne jest wam wszystkim doskonale znany…
    Kontynuował wykład, jednocześnie starając się przedstawić fakty w sposób jak najbardziej zwięzły. W końcu one były najmniej istotne. Po kilkunastu minutach monotonnego gadania, ostatecznie przeszedł do konkretów. Na interaktywnej tablicy wyświetlił obraz jednego z mniej znanych twórców impresjonistycznych, oznajmując:
    - To Autroportret Pierra Bonnarda. Chciałbym was teraz prosić, byście przez chwilę go przeanalizowali. Zastanowili się, co sprawia, że należy do tego, a nie innego nurtu. Czekam na wasze odpowiedzi.

    [Tyle dobrze! I tu też przepraszam, jesli się mylę. Bo nie do końca wiem, czy ten obraz to impresjonizm czy postimpresjonizm. Jeśli się mylę, to wybacz!!]

    OdpowiedzUsuń
  4. To nie w gestii Damiana było ocenianie opinii innych, o ile takowe w ogóle poddawały się jakiejkolwiek ocenie. Dziewczyna mogła się z nim nie zgadzać, a mimo to nie zamierzałby wszczynać głębszej dyskusji. Ilu ludzi chodziło po tej ziemi, tyle różnych poglądów dało się dostrzec. A Makowski nie należał do osób zbytnio gadatliwych, toteż nie miałby zamiaru protestować, słysząc odmienne zdanie studentki. Mówił, gdy go o to poproszono. Dlatego też ta praca jawiła mu się jako nowe, dotąd nieznane doświadczenie. Zmuszała go do komunikacji, której na ogół tak zawzięcie unikał. Chyba nigdy wcześniej nie zdarzyło mu się mówić przed więcej niż pięcioma osobami, a teraz? Przydzielono mu kilkunastu uczniów – wiedział, że powinien o nich dbać i prowadzić ścieżką edukacji, choć sam niejednokrotnie z niej zboczył. Całe szczęście, że póki co nie pokazywali po sobie znudzenia. Może z czystej litości nad nowym asystentem, a może przez to, że naprawdę pragnęli okazać swoje zainteresowanie tematem. Najprawdopodobniej nigdy nie pozna odpowiedzi.
    Nie dało się ukryć, że Makowski był niezmiernie ciekawy reakcji studentów na zaprezentowany im obraz. Sam, choć nie uznawał obrazu za arcydzieło, stwierdzał, że pewna doza brzydoty go przyciągała. Lubił, gdy artyści ukazywali rzeczywistość w pełnej okazałości, nie szczędząc jej brutalnych szczegółów, rzecz jasna, używając przeróżnych stylów w malarstwie. Mężczyzna w swoich obrazach również starał się przedstawić obrzydliwą codzienność, która otaczała każdego, bez wyjątku. Na moment pomyślał o tym, jak wypowiedzieliby się uczniowie, analizując jego prace.
    Z łatwością zauważył ciszę, która na moment wypełniła salę po tym, jak pokazał im obraz. Chciał, żeby myśleli, by z odpowiednią dawką krytycyzmu dostrzegali każdy szczegół, starając się powiązać go z danym kierunkiem.
    Jako pierwszy odezwał się młody, ciemnowłosy chłopak, zachwalający dzieło. Damian kiwał głową, słuchając jego opinii, lecz nie spodobało mu się to, iż nie zauważył najważniejszej pułapki, jaką zastawił na studentów. Mianowicie, pokazał im twór z innego nurtu niż przypuszczali. I miał szczerą nadzieję, że, po uważnej analizie, zdołają to odkryć. Cóż, nieco się rozczarował, lecz nie zamierzał tego po sobie pokazać. Zresztą, twarz mężczyzny, nawet kiedy się starał, zazwyczaj nie odzwierciedlała żadnych emocji, co bardzo często działało na jego niekorzyść.
    Miał zabrać się za wyjaśnienia, kiedy, zanim zdążył otworzyć usta, usłyszał głos gadatliwej studentki. Dziewczyna niewątpliwie dała się zauważyć. Sam zdziwił się, że przeprowadził dopiero pierwsze zajęcia, a już zapamiętał jej imię. Wcześniej przypuszczał, że najprawdopodobniej przez kilka miesięcy będzie mylił swoich studentów, choć miał pod swoją opieką stosunkowo małą grupę.
    - Bo to wcale nie jest obraz impresjonistyczny, tylko postimpresjonistyczny – podjął, uśmiechając się chytrze pod nosem. – Chciałem tylko sprawdzić, co zapamiętaliście z zajęć – dodał.
    Zupełnie nie przejmował się tym, że Zuzanna przerwała wypowiedź innego ucznia, ani tym, że nazwała obraz „brzydkim”. Dla niego liczyło się to, iż nie dała się złapać na jego sugestie. Czuł, że w dziewczynie drzemie ogromny potencjał, którego zmarnowanie byłoby niezwykłą stratą.
    - To tyle na dziś. I, zapomniałbym… jeden z waszych profesorów kazał mi wam przypomnieć o nadchodzącym konkursie o stypendium na akademii. Myślę, że warto spróbować, chociażby ze względu na nagrodę – oznajmił, w tym samym momencie spoglądając na ambitną uczennicę. – Ach, i tak, nazywam się Damian Makowski – dodał ostatecznie, bez ujawniania większych szczegółów.

    OdpowiedzUsuń
  5. [Ja też przepraszam za moje ślimacze tempo odpisywania. Też się jakoś wciągnąć nie mogę :/ Może powinnyśmy pisać krótsze komentarze? Mi to zawsze pomaga xD Tzn jest krócej,a le częściej :P]

    Choć prawdopodobnie wielu stwierdziłoby, że podobne pchanie się do wszelkich możliwych konkursów było stratą czasu, Makowski doskonale wiedział, że w przypadku artystów to często jedyna szansa na bycie zauważonym. Sam żałował, że zwykle wolał pozostawać w cieniu. Swoje wystawy urządzał niezwykle rzadko, a jeśli już, to nie reklamował ich zbyt szumnie i wynajmował najmniej odwiedzane lokale. Czuł się, jakby tym samym odsłaniał przed ludźmi część swojej duszy, często niezwykle intymną. Z tego względu tłum fanów jego sztuki raczej by go przeraził niż zafascynował. Miał za to duży respekt do osób, które nie bały się publiki. Mało - ciągnęły do niej, pragnęły, by ktoś docenił ich dzieła. Uważał więc, że Akademia stwarza ku temu perfekcyjne środowisko.
    Uśmiechnął się szeroko, gdy podszedł do niego jeden ze studentów i z ochotą zaczął wyjaśniać mu szczegóły stypendium. Chłopak wydawał się wyraźnie zainteresowany i w dodatku zdeterminowany do zdobycia wygranej. Jednak kiedy w jego kierunku zmierzała ciekawska studentka, to na niej skupił całą swoją uwagę.
    Wydawało mu się, że Zuzanna wyróżniała się na tle pozostałych studentów. Miała swoje zdanie i nie bała się go wyrażać, bez względu na to, co pomyślą o niej inni. To mu imponowało. I choć nie zamierzał faworyzować swoich uczniów, zwyczajnie czuł, że uda mu się z nią porozumieć.
    Zaśmiał się tylko pod nosem, słysząc potyczki studentów, po czym zaczął tłumaczyć szczegóły dotyczące stypendium.
    - Ja nie mogę ci w niczym pomóc, jeśli sama nie zamierzasz się rozwinąć - mruknął, po czym wyjął z teczki kilka gęsto zapisanych kartek i wręczył je Zuzannie. - Tutaj znajdziesz wszelkie potrzebne informacje. Generalnie, na wykonanie pracy macie trzy miesiące czasu. Waszym zadaniem jest namalowanie czterech obrazów, tematyką jest... bardzo prosto i na temat... dzieciństwo. Więcej szczegółów znajdziesz w tych broszurkach - powiadomił ją, by następnie oprzeć się tyłem o biurko, założyć ręce na piersiach i przyjrzeć Zuzannie nieco uważniej. - Dobra robota. Widać, że potrafisz myśleć - dodał jeszcze, nie kryjąc uznania w głosie.
    Zupełnie jakby sztucznie pragnął przedłużyć rozmowę z dziewczyną, co, jego zdaniem, było całkowicie absurdalne.

    OdpowiedzUsuń
  6. - Dokładnie - mruknął, a kąciki jego ust powędrowały do góry. Damian nigdy nie należał do osób, których twarz zdradzała emocje, jakie w danym momencie przeżywały. Potrafił ukrywać swoje uczucia, co pozwalało mu na manipulację tym, co inni o nim myśleli. Sam natomiast z łatwością wyczytywał ekspresję innych. Był to swego rodzaju mechanizm obronny, jaki pozwolił mu przebrnąć przez najgorsze i zaaklimatyzować się niemal w każdym środowisku,
    Uważnie przyglądał się Zuzannie, która z zaciekawieniem przeglądała plik papierów, jakie jej podał. Sam zaczął zastanawiać się nad tym, co by stworzył, gdyby miał szansę na wzięcie udziału w konkursie. Z pewnością, choć nie było w tym nic nadzywczajnego lub oryginalnego, obraz narysowałby węglem. Uważał, że żaden inny odcień nie pozwoliłby mu na trafne oddanie swoich wspomnień. Z drugiej strony jednak twierdził, że za nic w świecie nie odważyłby się przedstawić tego, co kojarzyło mu się z dzieciństwem przed szerszą publiką. Swoje dzieła przypominające mu o tamtym okresie w jego życiu trzymał w swoim ciasnym, szczelnie zamkniętym mieszkaniu. Wiedział, że te obrazy nigdy nie ujrzą światła dziennego. Były zbyt prywatne, zbyt intymne. A Damian nie zamierzał odsłaniać kawałka swojej duszy przed obcymi ludźmi.
    Makowski uważał, że, skoro dziewczyna zasłużyła na pochwałę, nie powinien się powstrzymywać przed przekazaniem jej tego. Ostatecznie każdy od czasu do czasu potrzebował podobnej dawki motywacji, mówiącej, że to, co robi, jest jak najbardziej słuszne i warte rozwijania. Mężczyzna miał tylko nadzieję, że Zuzanna nie należy do dumnych uczennic, którym zależy tylko na zrobieniu dobrego pierwszego wrażenia. Chociaż, obserwując ją, naprawdę zaczynał wątpić w podobne domysły. Strzemińska wyglądała na prawdziwą i oddaną pasjonatkę sztuki, dla której liczył się sam akt tworzenia, a nie opinia, jaki ten za sobą niósł.
    - Postaraj się, żeby ta motywacja nie znikła, nawet kiedy kolega będzie miał takie samo zdanie. - Zaśmiał się cicho, lecz zaraz zamilkł, zupełnie jakby śmiech był czymś wysoce nieodpowiednim.
    Jej kolejne pytanie niezwykle go zaskoczyło. Przez pierwsze kilka sekund patrzył na nią z niedowierzaniem. Nie przypuszczał, że osoby w jej wieku zainteresują się jego sztuką. Na jego wernisaże przychodziło zaledwie kilkanaście ludzi, w tym więkość powyżej czterdziestki. Nigdzie też nie reklamował swoich wystaw, uznając, że nie potrzebuje większej publiki. Jednak słysząc, że jego nowa uczennica wzięła udział w wernisażu, poczuł się na swój sposób dumny.
    - Ta.. tak, miałem wystawę - odpowiedział, nagle tracąc całą pewność siebie. Niespodziewanie poczuł sie, jakby nie rozmawiał już z uczennicą, lecz kimś równym sobie. - Byłaś tam? - zapytał, by potwierdzić swoje domysły.

    OdpowiedzUsuń