30 kwietnia 2016

[KP] Larisa Sokolov

larisa malena sokołow
POMOC CESARSKIEGO MEDYKA // SIOSTRZENICA ANTONA SOKOŁOWA
NAZNACZONA PRZEZ ODMIEŃCA

Czasem chciałaby móc wrócić do czasów, gdy jeszcze nie była znaczącym człowiekiem dla całego systemu. Kiedy w spokoju mogła bazgrać na kartkach podetkniętych pod nos przez mamę. Kiedy tata doceniał wysiłek, który wkładała w narysowanie czegokolwiek. Obiecano jej, że tworzyć będzie dalej, a malarstwo stanie się nieodłączną częścią życia Larisy. Niewątpliwie była to prawda, pomijając fakt, iż większość czasu spędzała nad probówkami oraz maszynami najzdolniejszego człowieka w Cesarstwie, a jej własnego wujka. Zawsze uważała go za mądrego i niezwykle inteligentnego, jednak do pewnego momentu. Obsesja związana z Odmieńcem wzięła nad nim górę, gdy sama z pełnym zaufaniem opowiedziała mu o tym, co ją spotkało. W końcu, by ratować samą siebie przed eksperymentami cesarskiego medyka, musiała uciekać w bezpieczne miejsce, które nie leży w zasięgu nowych rządów. Tą oazą okazał się Pub Hounds Pits. Była zdana na samą siebie, a sprzyjały jej tylko szczury i obecność Odmieńca.




wątek z Night Sky

10 komentarzy:

  1. [Przepraszam, że musiałaś tyle czekać - poprawiam się! :D]

    Dunwall bywał czasem miejscem rześkim i po prostu pięknym. Zza ściany deszczu nie widziało się chorób, nie widziało ludzi kulących się pod ścianami zrujnowanych budynków i próbujących znaleźć choć kawałek suchego miejsca, gdzie będą mogli złożyć swoje kości. Nie widziało się trupów, które coraz gęściej słały ulice dzielnicy biedoty. Widziało się tylko zarysy wysokich budynków, które w całej tej wilgotnej mgiełce kształtami przypominały o dawnych, świetlanych czasach.
    Ale ludzie umierali jak muchy, a ich ciało toczyła tajemnicza szczurza zaraza. Nie każdy miał szansę zażyć drogocennych Eliksirów Zdrowia Sokołowa ani Remedium Duchowego Piero. Ludzie słaniali się i szukali ratunku gdzie się da, najczęściej gnijąc w kanałach wraz ze szczurami, które ich zaraziły.
    Przykre to były czasy i zapowiadały się na jeszcze bardziej niespokojnie.
    Zza ściany deszczu jednak nie było nic widać. Zdawało się, że świat zamknął się tylko w twojej osobie, nie pozostawiając nic więcej. Tylko ty i twoje własne myśli o tym, co czeka na ciebie jeśli tylko się poruszysz i zerwiesz kajdany błogiego otępienia.
    Reiner wiedział, że czeka na nich dużo. Opuścił na ten moment Hound Pits, gdyż Teague oraz Havelock chcieli porozmawiać na osobności. Jego przyjaciel nie wprowadzał go w szczegóły tych potajemnych spotkań, ale Reiner również o nie nie pytał. Wiedział, że w dzisiejszych czasach o wielu rzeczach lepiej nie wiedzieć, gdyż skończy się to szaleństwem o wiele gorszym niż szczurza zaraza.
    Craxton uniósł spojrzenie do góry, patrząc na powoli przemijające, deszczowe chmury. Na dachu mignęła mu osoba ubrana w ciemny strój. Reiner wiedział, kto to i szczerze podziwiał tę osobę, jak mało kogo. Corvo Attano właśnie wyruszał na kolejną misję, która miała pomóc odnaleźć Emily Kaldwin, córkę zamordowanej cesarzowej.
    Mężczyzna westchnął ciężko, głaszcząc wilczarza po głowie. Redd zaszczekała cicho, łasząc się do swojego właściciela. Craxton nie powinien jej zabierać do kryjówki Lojalistów, wilczarze zwracały na siebie uwagę, ale nie mógł zostawić Redd w tych psiarniach, które są wylęgarnią szczurów i śmierci. Nie zasługiwała na los bitego i maltretowane zwierzęcia, którego przez tortury zmuszano do robienia ohydnych rzeczy niegodnych tak "świątobliwego" zawodu jak Lojalista. Mężczyzna zbyt się przyzwyczaił do swojej groźnej towarzyszki i zawsze uspokajał Teague'a, że może skłamać, że jest na patrolu albo z niego wraca. W końcu należało to do obowiązków Rewidentów, czyż nie?
    Reiner rzucił niedopałek papierosa na ziemię i chciał już wrócić do Hound Pits, wygrzać się przy jakimś trunku. Deszcz przestał padać na jego szczęście, a po chwili zza chmur zaczęło wychodzić słońce. Ostatnie promienie tego dnia przez zbliżającą się ponurą nocą. Ruszył się z miejsca, puszczając Redd przodem, gdy ta nagle stanęła i nastroszyła uszy. Jedną łapę uniosła wyżej, jakby gotowa do potencjalnego ataku. Zamiast tego nasłuchiwała i wąchała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. - Co jest, mała? - powiedział Reiner, przyglądając się wilczarzowi. Redd przyzwyczaiła się do zapachu niektórych Lojalistów, więc nie powinna na nich warczeć. Reiner przesunął dłoń ku pistoletowi ukrytemu pod ciemno-niebieskim kubrakiem. Rzadko który Lojalista korzystał z pistoletów, ale ten Reiner dostał od Piero Joplina w zamian za pomoc przy laboratorium pewnego dnia. Wystrzeliwał on pociski przy pomocy małych dawek wielorybiego tranu, które wybuchały po naciśnięciu spustu. Broń była dość głośna, ale pozwalała utrzymać przeciwnika na bezpieczną odległość.
      Bo Reiner zaczął spodziewać się przeciwnika. Redd nie warczała na nikogo bez powodu, a teraz jeśli wyczuła obcy zapach... Czyżby ktoś próbował zakraść się pod Hound Pits? Czyżby ktoś... Odnalazł ich kryjówkę?
      Myśli jednak nie objęły chaosem umysłu Reinera, tylko wprowadziły go w zimny, kalkulacyjny nastrój. Craxton rzadko poddawał się emocjom, był podobny do jakiegoś mechanizmu aniżeli człowieka. Jedyne ciepłe uczucia okazywał Redd, przyjaźń do Martina, a szacunek dla Jessamine Kaldwin i jej strażnika, Corvo. Tylko tyle i aż tyle.
      Nagle Redd nastroszyła się i warknęła przeciągle, obnażając ostre i spływające śliną zębiska. Nie szczekała jednak, czekając aż przeciwnik podejdzie bliżej i da się podejść sprytnemu zwierzęciu. Reiner jednak przeszedł obok niej, wyciągając pistolet przed siebie. Uniósł broń, będąc gotowym do strzału. Wystarczyło tylko odbezpieczyć i...
      Zza zniszczonych schodów wyszła dziewczyna, zapłakana i chwiejąca się na nogach. Wyglądała jakby przeżyła długą i ciężką drogę, a cały trud malował się na brudnej i posiniałej twarzy. Chyba nie była płaczkiem, pomimo brudu wyglądała zdrowo. Stawiała kroki powoli, ostrożnie jakby bała się, że ktoś ją wykryje. Reiner stanął pewniej na nogach i odbezpieczył pistolet. Była zdecydowanie zbyt blisko kryjówki, by trafiła tu przypadkiem.
      On nie wierzył w ślepe przypadki.
      - Stój - powiedział do niej na tyle głośno, by zza szumu fal odbijających się o kamienie mogła go usłyszeć - Kim jesteś?
      Proste i być może głupie pytanie, ale jedyne jakie mógł teraz zadać. Redd nadal warczała, gotowa skoczyć na kobietę jeśli wykona jeden zły ruch. Craxton jednak nie zamierzał wykonać wyroku na miejscu, chyba, że dowie się czegoś niepokojącego.
      Nie ma w końcu prawa być na tyle decyzyjnym.
      Jest tu tylko gościem.

      Usuń
  2. Długie sekundy jakie mijały od zadania przez Reinera pytania do odpowiedzi z ust dziewczyny ciągnęły się niczym przykra wieczność w zdradliwych łapach Odmieńca. Zdawało mu się, że widzi jak wargi i dłonie nieznajomej lekko drgają ze strachu przed niewiadomym zagrożeniem, które wyrosło spod ziemi. Redd również nie ułatwiała w zebraniu myśli i przekształcenia ich w satysfakcjonującą Rewidenta odpowiedź – warczała cicho, szczerząc pożółkłe kły w kierunku dziewczyny. Zwierzę gotowe skoczyć tylko leciutko sprowokowane
    Niespokojne, delikatne palce powędrowały ku szyi, mnąc kunsztowną apaszkę by widocznie, tak podejrzewał, dać umysłowi jakiś stały punkt na którym można oprzeć chaos myśli.
    Reiner nie czuł czegoś takiego, co czasami wydawało mu się wyjątkowo nieludzkie. Nie była to zwykła przywara jego charakteru, ale coś co wykształtowano u niego przed tą przerażającą, ostatnią nocą Miesiąca Deszczu – podczas Prób Zdolności kiedy jeszcze podążał przez świat jako nieświadome Siedmiu Zakazów dziecko.
    W końcu, przez mgłę niepokoju i urywanego oddechu, zza warg nieznajomej wylęgła się cichutka odpowiedź. Wahała się jakby przesiewając informacje jakimi może się podzielić z nieznajomym sobie i może niebezpiecznym Rewidentem.
    Bo kto wie, czy stojący tu mężczyzna nie jest fanatykiem religijnym jak większość z jego świątobliwego ugrupowania? Plotki na temat Kongregacji roznoszą się szybko, a wielu zdaje sobie sprawę, że jej członkowie bywają czasem gorsi i bardziej zawistni niż chłopcy Slackjawa. Wszystko w imię walki z Odmieńcem i jego sztuczkami.
    Reiner jednak już od dawna nie należał do tych braci, którzy oskarżają niewiernych o wywołanie zarazy i zasypiają recytując Litanie z Białego Urwiska.
    Wysłuchiwał więc „zeznań” dziewczyny nie z głupią chęcią zamordowania jej na miejscu, ale z bezpiecznej ciekawości i poczucia obowiązku wobec Lojalistów. Jej słowa zdawały się kryć w sobie jakieś ziarno prawdy, zwłaszcza gdy patrzyło się w te pełne nieśmiałości i niepokoju oczy.
    - Dlaczego miałbym ci wierzyć? – powiedział chłodno, nie poruszając dłonią która dzierżyła odbezpieczony pistolet. Nie chciał dać nabrać się na niewinne oblicze, bo za takim najczęściej kryje się cała plugawość świata. Wystarczyło w tym przypadku przyjrzeć się dziewczynom z Golden Cat czy sławetnym arystokratkom by potwierdzić prawdę tej teorii.
    Jednak czy miał prawo wydać osąd na nie swoim terenie? Dziewczyna, Larisa, twierdziła, że Piero Joplin wie o jej wizycie i przybyła się z nim spotkać. Byłoby to bardzo prawdopodobne biorąc pod uwagę jak bardzo naukowiec zajęty jest swoim światem do którego nie dopuszcza nikogo, nie dzieląc się najmniejszą nawet informacją z kimś pokroju Teague’a czy Pendeltona. W sprowadzeniu kogoś do Hound Pits mógł mieć własny interes.
    Albo może to Reiner był tym z którym nie zamierzano podzielić się informacjami wyższego szczebla mającymi choćby pomóc w znalezieniu Emily czy wspomożeniu Corvo.
    W głowie ponownie zaświtała mu myśl przypominająca mu o jego poczuciu obowiązku.
    „Nie był tutaj decyzyjny”
    Więc nawet jeśli dziewczyna była szpiegiem, którego udało mu się przypadkowo spotkać – nie on ją oceni i wyda wyrok.
    Reiner cofnął się o krok i położył dłoń na głowie Redd, uspokajając wilczarza. Brytan przestał warczeć, widocznie rozluźniając się pod wypływem dotyku swojego właściciela. Dla większego bezpieczeństwa Craxton trzymał Redd za kolczastą obrożę by ta nagle nie zatopiła zębisk w szyi osłabionej dziewczyny.
    - Chodź, zaprowadzę cię do Piero – powiedział spokojnie, mimo to nie spuszczając Larisy z muszki i ostrzegając – Mam cię jednak na oku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poczekał, przytrzymując lekko szarpiącą się Redd, aż dziewczyna podejdzie bliżej i krótkim ruchem głowy wskazał na uliczkę za nim. Puścił Larisę przodem, kierując ją do obdrapanego i odmokniętego przez morską wodę płotu z wymalowanymi po wybuchu zarazy hasłami o szczurzej zarazie oraz klątwach Odmieńca. Przeszli przez otwartą, niewielką bramkę na podwórze między Hound Pits, a pracownią Piero z której dobiegały uderzenia metalu o metal i warkot generatora. Budynek pubu już dawno został ograbiony z dawnej świetności i teraz wszędzie walały się metalowe płyty, pozostałości klatek i stalowych łódek czy starych pojemników na wielorybi tran. Śmierdziało stęchlizną, starością oraz morską solą, a także bliżej nieokreślonym aromatem spalenizny dochodzącym z miejsca eksperymentów Piero.
      Reiner nie zaprowadził Larisy bezpośrednio do Joplina, zamiast tego kazał dziewczynie obrócić się i przejść przez skrzypiące tylne drzwi prowadzące do wnętrza pubu. Nim jednak weszli do Hound Pits, ze środka wyszła zdenerwowana Lydia, która zdążyła tylko rzucić za siebie wiązankę przekleństw. Wyglądało na to, że znowu kłóciła się z Wallancem o to jak powinno się dbać o to zniszczone miejsce i ich nietypowych „gości”.
      Kobieta chciała sięgnąć po papierosa do kieszeni fartucha, gdy nagle stanęła w połowie drogi, przyglądając się z uwagą nieznajomej sobie dziewczynie i Reinerowi.
      - Kto to u licha jest? – zapytała, cofając się o krok jakby w obawie po tym jak spostrzegła pistolet Rewidenta.
      - Tego właśnie chciałbym się dowiedzieć. Zawołaj Piero, proszę – powiedział Reiner, prowadząc Larisę do środka pubu. Lydia zasępiła się na tak bezpośrednie polecenie i skierowała się w stronę pracowni.
      W środku Hound Pits było ciepło i czysto, Cecelia bardzo o to dbała wycierając bar po raz setny dzisiejszego dnia. Dawało to jakieś uczucie domu i tego, że pomimo zarazy w Dunwall niewiele się zmieniło i nadal można tutaj podawać wino oraz przepyszny ciemny chleb.
      Przy oświetlonym barze siedzieli Havelock i Teague najwidoczniej po swoim niezwykle tajnym spotkaniu. Popijali whiskey i palili cygara, które zdobył dla nich ich partner w sojuszu – lord Pendelton. Słysząc skrzypienie drzwi odwrócili się, a ich oczy rozszerzyły w niemym zdziwieniu, gdy Rainer wprowadził do środka zmęczoną, osłabioną dziewczynę.
      - Co się tu dzieje? Kto to? – Havelock zsunął się z wysokiego barowego krzesła i rzucił cygaro na wypolerowany blat. Z jego oczu dało się wyczytać nie tylko zdziwienie, ale też… Jakąś dziwną agresję w stosunku do Craxtona. W admirale pewnie rozgorzała dawna, wojskowa krew która nie lubiła gdy ktoś podważał rozkazy o dyskrecji całego tego miejsca.
      Reiner schował pistolet za połami ciemnoniebieskiego kubraka i wyprostował się, krzyżując dłonie za plecami.
      - Sądzę, że sama nam to wytłumaczy, admirale Havelock – Rewident mówił pewnie, jakby wściekłość w oczach Farleya go nie przestraszyła. Drzwi ponownie zgrzytnęły, a za nimi pojawił się Piero który mrucząc coś pod nosem wszedł do środka Hound Pits. Craxton poprowadził Larisę do baru, samemu stając przy Martinie który mierzył to jego to dziewczynę pytającym wzrokiem.

      Usuń
  3. [Jaaa luz dziewczyno, jest ok! To ty miej wyrozumiałość, że tak długo musiałaś czekać na odpowiedź :D]

    Reiner przyglądał się w spokoju odrobinę chwiejącej się, ale wyjątkowo pewnej siebie dziewczynie. Gdy wszyscy zgromadzili się wokół niej niczym stado sępów lub złaknionych krwi wilczurów w nią wstąpiła zupełnie nowa siła. Osłabiony głos spoważniał, nabrał niebywałej mocy, a ona sama wyglądała na dużo bardziej dumną.
    Słyszał, jak zgromadzenie zareagowało na imię tajemniczej dziewczyny. W końcu mogli przypisać „stronę” oraz rodowód do twarzy. Martin stojący tuż obok Rewidenta uniósł dłoń do ust, jakby zastanawiał się co z tym faktem zrobić i jak na niego zareagować. Co to spotkanie zmieni.
    Reiner wiedział jedno – choć nazwisko takiej wielkości swoje znaczyło, nie do końca wykluczało dziewczynę z czegokolwiek. W końcu Attano też był kiedyś Lordem Protektorem, a mimo to jego nazwisko dzisiaj kojarzy się większej gawiedzi tylko ze zdradą i brakiem jakiegokolwiek honoru. Z mordercą ukochanej cesarzowej i porywaczem jedynego ciepłego światełka nadziei dla Dunwall.
    Piero mruczał coś pod nosem, widocznie skonsternowany i wybity z równowagi. Choć poza niekulturalnym mruczeniem pod nosem starał się nie pokazywać po sobie jakichkolwiek niekomfortowych emocji… Aktorem jednak nigdy nie był dobrym, stawiał na praktyczność i naturalność naukowca. I było widać, że jest co najmniej niepocieszony.
    Panna Sokołow kontynuowała swoje „zeznanie” pod czujną obserwacją głównie ze strony Craxtona, który analizował każdy najmniejszy nawet grymas czy ruch. Wyraz bólu pojawił się na jej twarzy, a ona sama zacisnęła palce na lewej dłoni. Nie powinno go to dziwić, pokonała pewnie kawał drogi i musiała się poranić. Stąd do laboratorium Cesarskiego Medyka było dość daleko, a ucieczka musiała wieść przez Wrenhaven, podstawę transportu rzecznego w tym mieście.
    Wyczuł jednak coś niepokojącego. Sam nie wiedział czy udzieliła mu się nerwowa aura zgromadzonych tutaj ludzi czy napięcie stojącego przy nim Martina, ale… Coś zagęściło się w pomieszczeniu i nie potrafił tego jednoznacznie określić. Przenikało dziwnym chłodem jakiego nie czuł, choć była to bardziej delikatna wibracja niż zimny uścisk śmierci. Reiner potrząsnął jednak lekko głową chcąc odepchnąć od siebie to przeczucie.
    - Nikt cię nie śledził? – powtórzył za dziewczyną Havelock. Odwrócił się w kierunku Rewidenta, który przyprowadził do nich Larisę.
    Reiner stanął pewniej na stopach, choć na tę krótką chwilę przerywając obserwację osłabionej Sokołow.
    - Nie widziałem nikogo poza nią. Redd również nikogo nie wyczuła. Obecność jednej nieznajomej jej dziewczyny nie stępiłaby instynktu wyszkolonego wilczarza do wyczucia innego zagrożenia. Nikogo nie przyprowadziła – odpowiedział po chwili. Odpowiedź brzmiała pewnie, prawie jak nie do podważenia. Reiner rzadko używał słów, które cechowały się wyrazem niepewności: „raczej”, „być może”, „wydaje mi się”… W takich sytuacjach liczyła się pewność osądu, a nie gdybania i przypuszczenia. Był pewien tego co powiedział i tego, że nikogo poza Larisą nie widział.
    Po drugie wciąż stoją i dyskutują, nikt nie przeprowadza mniej lub bardziej skrytobójczego ataku na bazę.
    Po chwili do dyskusji wtrącił się też Piero potwierdzając niejako wersję bliskiej jego inteligenckiemu przeciwnikowi osoby. Larisa niejako od początku wmieszana była w intrygi Lojalistów, choć nie bezpośrednio. Broń Corvo, a co za tym idzie też pistolet Reinera istniały dzięki pomocy tej zmizerniałej po ucieczce dziewczyny. To z całą pewnością stawiało ją na bardziej ugruntowanej pozycji niż początkowo się wydawało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Reiner skrzyżował spojrzenie z panną Sokołow. Patrzyła na niego spokojniej, ale oczy błyszczały ognikiem satysfakcji. Wyraźnym znakiem, że tą bitwę wygrała ona pomimo wcześniejszej oceny Rewidenta. Reiner mógł jej tylko pogratulować, jakby nie był sobą. Zastanawiało go jednak co innego – dlaczego o istnieniu Sokołow i jej pomocy dla Lojalistów dowiadują się dopiero teraz? W gruncie rzeczy w najbardziej nieodpowiednim do tego momencie. Dlaczego Piero tak ukrywał jej wpływy? Craxton wyciągał teraz różne teorie także tą, że Joplin mógł zasłonić się zwykłą naukową dumą i budowaniem świadomości, że ze wszystkim co naukowe on radzi sobie najlepiej i nie potrzebuje pomocy. Było to jednak tak wyjątkowo naciągane, że sam Reiner w to wątpił. Świadomość tego, że mają wtyczkę w szeregach wroga zadziałałaby z całą pewnością bardziej pozytywnie na morale niż jakakolwiek przemowa Havelocka. Takie coś daje nadzieję, że Lojaliści to nie są samotni bojownicy w walce o słuszną sprawę – że ktoś inny również przejrzał na oczy i zauważył intrygi Burrowsa oraz jego pobratymców. Jeśli nie wpłynęłoby to na samego Rainera, któremu motywacji nie brakowało, to na Lydię czy Callistę na pewno.
      Nie powiedział im ze zwykłego roztargnienia? Wątpił. Nieufności? To było dużo bardziej prawdopodobne, ale wciąż pozostawiało proste pytanie ze skomplikowaną odpowiedzią – „dlaczego?”. Jeśli ta teoria miałby być prawdziwa to dlaczego Piero Joplin miałby im nie ufać?
      Z rozmyślań wyrwał go szorstki, przeżarty papierosami głos Lydii:
      - Co z nią w takim razie robimy? – zapytała bez żadnych ogródek czy delikatności. Liczyły się fakty.
      - Nie możemy jej wyrzucić, to… Nieludzkie – Cecelia wtrąciła się jej w zdanie. Choć nigdy nie wychylała się i nie wnikała w sprawy konspiracji, a raczej nie wydawała się kimś ważnym dla niej, nie była raczej osobą przechodzącą obojętnie obok potrzebującego. A wycieńczona Larisa Sokołow teraz potrzebowała pomocy nawet jeśli sprowadzała się ona w tym momencie do ciepłego jedzenia i odpoczynku w czymś co mogła nazwać łóżkiem.
      Havelock zadumał się i spojrzał na Martina oraz Pendletona szukając u nich porady. Mężczyźni zasępili się, ale admirał podłapał niemą sugestie.
      - Talenty panny Sokołow mogą nam się przydać w tych ciężkich czasach. Skoro pomagała Piero z laboratorium Sokołowa to teraz również może się aktywnie włączyć w sprawy konspiracji. O ile jej intencje są równie szczere jak nas zapewnia – zmierzył Larisę zagadkowym spojrzeniem. Piero poruszył się niespokojnie, odchrząkając i poprawiając okulary. Ktoś od dzisiaj będzie mu krążył po laboratorium. Nim Havelock skończył, dodał jeszcze – Mamy cię jednak na oku Lariso Sokołow. To, że trafiłaś do nas bez świadków nie sprawia, że do końca kupiłaś nasze zaufanie. Za dotychczasową pomoc dziękuję w imieniu Lojalistów, ale czasy są ciężkie i nie możemy sobie pozwolić na luksus pełnego zawierzenia komuś. Lydia pokaże ci pokój w którym będziesz mogła odpocząć.
      A więc Larisa Sokołow pozostaje z nimi na dłużej. Reiner wzruszył ramionami, odwracając się w kierunku Martina poprawiającego rękawy kubraka. Wyczuł, że ten chce mu coś powiedzieć.

      Usuń
    2. - Idź z nimi i pilnuj tej dziewczyny. Na wszelki wypadek – poprosił krótko, by po chwili zbliżyć się do admirała i Pendletona w celu omówienia tego niespodziewanego spotkania. Piero również zniknął, jakby chcąc ostatni raz pożegnać się z wolnym laboratorium lub przygotować do zadawania pytań Larisie.
      Lydia skinęła tylko krótko głową, nakazując młodej dziewczynie by poszła z nią. W ślad za nimi udał się także milczący Reiner. Pokonali stopnie, a Brooklaine otworzyła drzwi na drugim piętrze i skierowała się do kwater służących. Proste pomieszczenie wydawało się wprost przerażająco puste i odrobinę duszne, a przez poszarzałe okna widać było plac na tyłach pubu.
      - Mamy tutaj wolne łóżka, rozgość się. Jeśli chcesz możemy cię później przenieść do wieży póki jeszcze nie jest zajęta – powiedziała Lydia i wskazała palcem na drzwi po drugiej stronie pokoju – Tam masz łaźnię. Poproszę Cecelię, by przygotowała ci coś do jedzenia.
      I jak się pojawiła, tak szybko zniknęła pozostawiając w pomieszczeniu młodą Sokołow i Rewidenta. Reiner, wciąż niewzruszony, jednak odezwał się pierwszy.
      - Potrzebujesz opatrunków na rany? – zapytał, patrząc pewnie prosto w oczy Larisy. Te zadrapania i opuchnięcia, które widział groźnie nie wyglądały, ale nie należało zostawiać ich bez opieki. Dając jej czas na odpowiedź, mężczyzna podszedł do okna i uchylił je lekko by wpuścić do środka trochę świeżego powietrza.
      O ile pachnące wielorybim truchłem powietrze można było nazwać świeższym.
      - Kiedy zjesz mogę ci pokazać wieżę jeśli wolisz tam mieszkać – zaproponował beznamiętnie, bardziej z pragmatyczności niż uprzejmości. Dzięki temu nie spuści jej z oka, póki nie trafi pod skrzydła Piero.

      Usuń
  4. Kiwnął tylko głową, gdy dziewczyna zapytała o łaźnię. Z niejaką ulgą skierowała się w jej stronę, chcąc pewnie dać styranemu ciału oraz umysłowi choć chwilę samotności oraz odpoczynku. Z jednej strony Reiner wcale jej się nie dziwił - odkąd zawitała w progi Hound Pits oczy wszystkich bywalców tego pubu skierowane były na nią. Nikomu nieznana, może poza Piero, choć Craxon nadal podejrzewał, że ten coś ukrywa, i kto wie czy nie niebezpieczna. Reiner nie pozwalał sobie na zmamienie powierzchownością oraz zaufanie dyktowane tylko przyjemną aparycją Larissy. Wystarczyło spojrzeć na dziewczyny z którymi walczą oni, rewidenci, a które zostały splugawione przez mroczne moce Odmieńca i zamienione w jego służki - wiedźmy czczące hipnotyzujący śpiew władcy wielorybów.
    Dziwny był Gristol w którym przyszło im żyć, zupełnie jakby wszystko wywróciło się do góry nogami, łącznie z wartościami w które należało wierzyć. Dzisiaj prawdziwe zaufanie drogo kosztowało, a zdobycie go wiązało się nie z przyjazną popijawą w pubie, a sprawdzeniu czy dana osoba nie wbije ci noża między żebra. Dunwall powoli zmieniało się w Utyrkę, niesławną kopalnię soli i najgorszy obóz więzienny w Tyvii, którą Reiner widział swego czasu podczas podróży na tą skutą mrozem wyspę. Nigdy nie był przewrażliwiony ani wydelikacony, ale osobiście wolał by Dunwall pozostało takie jakie pamiętał je jeszcze za czasów, gdy Jessamine Kaldwin sprawowała władzę nad wyspami. Nim to wszystko się nie posypało.
    Reiner mimowolnie oparł się o ścianę, niedaleko drzwi do łaźni, pogrążony we własnych myślach. Joplin, gdyby zobaczył go w tym miejscu, z całą pewnością zaproponowałby mu niewinną zabawę w podglądanie jaką praktykował z nieświadomą niczego Callistą. Złakniony wrażeń naukowiec, który zawsze znajdował się w nieodpowiednim miejscu, nieświadomy tego, że nie jest nieuchwytny. Kiedyś Craxton będzie musiał z nim o tym porozmawiać, kiedy zostaną na osobności.
    Długie szczeknięcie Redd z podwórza doszło do jego uszu - widać udało jej się złapać jakiegoś szczura i bawić się nim, aż nie zdechnie. Lub Wallace w swojej arogancji znów próbował komuś udowodnić, że żaden wilczarz nie jest dla niego zagrożeniem. Reiner nie zdziwi się jeśli któregoś dnia zostawi ją przed Hound Pits i ta odgryzie Higginsowi rękę, tak dla zasady by jej nie drażnić.
    I to już nie będzie wina jej właściciela.
    Szczęknięcie drzwi i spokojny głos Larisy dołączył do całego szeregu skrupulatnie poukładanych myśli rewidenta. Wyglądała dużo lepiej niż na początku ich spotkania. Jej skóra nabrała zdrowego kolorytu, a oczy przestały przypominać te martwe i rybie. Najwidoczniej wiedziała jak się wyleczyć z lekkiego zmęczenia lub... Posiadała odpowiednie medykamenty. To w sumie byłoby jak najbardziej na miejscu - w końcu przedstawiła się jako prawa ręka cesarskiego medyka, więc swoja wiedzę posiadać musiała. Sokołow nie przygarnąłby jej na to miejsce tylko i wyłącznie z rodzinnej sympatii, bo taki nie był.
    Reiner odwrócił leniwie głowę, nie wychodząc ze swojej standardowej, cierpliwej postawy. W ciszy podążył za żwawszą widocznie dziewczyną, która prowadziła ich jakby już znała Hound Pits jak własną kieszeń - bez cienia nieśmiałości, którą okazywała zaledwie kilkadziesiąt minut temu. Zmiana ta mogła być zaskakująca, ale jednocześnie dało się ją wytłumaczyć tym, ze skoro jej choć odrobinę zaufali może przestać się bać każdej napotkanej osoby.
    Na parterze wszyscy wrócili do swoich zajęć, tylko Cecelia czekała na ich z niecierpliwością i nadzieją wymalowaną na twarzy. Chyba to właśnie ona była najbardziej ciekawa nowego gościa, nie w ten strategiczny sposób jak Havelock czy Martin, ale w taki po prostu ludzki i naturalny. Uśmiechnąwszy się nieśmiało, wskazała na jedzenie przygotowane dla młodej Sokołow. Jednocześnie jednak wyłamywała palce, tłumacząc się, że to na razie wszystko co mogą jej zaoferować, bo zazwyczaj większe posiłki jedzą za trzy godziny:

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. - Powinny ci zasmakować - dodała swobodnie, biorąc do ręki szmatkę by pójść wytrzeć kontuar - Wallace naprawdę dobrze gotuje.
      Reiner starał się nie naruszać przestrzeni osobistej panny Sokołow, jeśli nie było to konieczne. Pozwolił jej na spożycie posiłku w samotności, samemu siadając przy stoliku niedaleko i wyciągając z wewnętrznej kieszeni szarawy papier w którym trzymał tytoń. Zaczął zwijać papierosa, ale zadarł po chwili głowę, gdy stanęła nad nim Callista z nieodłącznym, pouczającym wyrazem malującym się na jej sinych wargach:
      - Miałeś z tym skończyć, a nie palić jednego po drugim - zbeształa go cicho, krzyżując dłonie na piersi - Im szybciej tym lepiej. Nie możemy uczyć młodej cesarzowej złych manier i nawyków.
      Rewident wzruszył ramionami, nie spuszczając wzroku z młodej kobiety:
      - Powiedz to najpierw Higginsowi, który klnie na Cecelię za każdym razem, gdy ją widzi. To też zły nawyk - odparł, a kącik ust uniósł się do góry, tworząc coś na kształt bardzo lekkiego uśmiechu.
      Curnow westchnęła, kładąc dłoń na barku rewidenta.
      - Proszę cię. Zrób to dla mnie i dla siebie. To bardzo szkodliwe dla twojego zdrowia, sam o tym wiesz - rzuciła delikatnie, klepiąc Reinera ciepło po ramieniu. Craxton westchnął, chowając tytoń i bibułki do kieszeni.
      Przecież nie będzie się z nią kłócił o taką głupotę, a wiedział ile to dla Callisty znaczyło. Odkąd Havelock przekazał jej wieści, że młoda Emily będzie potrzebować nauczycielki, a ona jest do tego najbardziej wykwalifikowana - podeszła do tej przyszłej roli niezwykle poważnie. Zbierała księgi, przygotowywała plan zajęć dla młodej cesarzowej, konsultowała z Pendeltonem wszystkie przywary jakie powinna posiadać dobrze wychowana, młoda dama. Oczywiście, Emily Kaldwin z całą pewnością znała podstawy z dworu cesarskiego i od własnej matki, ale nie mogli jej pozwolić biegać po Hound Pits samopas. Musiała mieć zajęcie, nawet jeśli tylko po to, by odsunąć jej myśli od śmierci matki i zemsty na zdrajcach z lojalnych rąk Corvo.
      Callista rzuciła tylko krótkie i miłe "dziękuję" nim odeszła, zdając się nie słyszeć prawie uczniowskiego tonu rewidenta: "tak jest, pani Curnow".
      Gdy paczka leżała bezpiecznie w jego kieszeni, odezwała się Larisa. Rwała kawałki chleba, beztrosko machając nogami jak nadpobudliwy dzieciak.
      - Reiner Craxton, do usług. Rewident Kongregacji Wszechludzi - mężczyzna zabębnił palcami w stół obdarzając ją tylko krótkim, zmęczonym spojrzeniem - Chociaż ta funkcja niewiele tutaj znaczy...

      Kilka minut później, szli schodami na sam szczyt Hound Pits - zapuszczony strych, który Corvo wykorzystywał jako szybkie miejsce odpoczynku, a sam personel pubu jako schowek starych papierzysk i połamanych mebli.
      Nie odzywał się do Larissy, póki nie dotarli na strych:
      - Na razie musimy przejść tak. Lydia wciąż szuka kluczy do wejścia do wieży - powiedział wskazując dziewczynie okno i mały taboret, dzięki któremu mogli wyjść na zewnątrz, na dachy. Reiner wdrapał się pierwszy, pomagając Sokołow również pewniej stanąć na deskach. Choć smagał ich zimny, słony wiatr to nie był on zbyt porywisty, więc nie mogło ich zrzucić. Miał jednak nadzieję, że dziewczyna nie ma lęku wysokości.

      Usuń
    2. Przed nimi rozciągał się widok szmaragdowo-szarego morza i cień wież Dunwall na horyzoncie. O wiele lepszy był to widok w nocy, kiedy na moście Kaldwina zapalano światła reflektorów, a dzielnica bogaczy błyskała zapraszająco raz za razem pod rozgwieżdżonym niebem. To wszystko musiało być jeszcze piękniejsze, kiedy zaraza nie nękała metropolii i ludzie nie liczyli każdego grosza. Kiedy Reiner pozostawał w Hound Pits i nie mógł zasnąć, często przesiadywał na nagich i obdrapanych dachówkach warsztatu Piero,wpatrując się w światła miasta. W jakiś sposób pozwalało mu to uspokoić wszystkie nocne koszmary i skupić myśli na dalszych planach Martina. Choć nigdy się nie posądzał o takie nostalgiczne rzeczy, był to jego mały rytuał.
      Powoli i ostrożnie przeszli deskami do wieży, przeskakując przez nadłamaną balustradę balkonu. Tutaj wiatr nie ciął już tak bardzo, a kilka mew zaklekotało dziobami podrywając się ku niebu na widok przybyszy. Reiner pchnął drzwi i przepuścił Larrisę, wchodząc za nią do środka.
      Wieżę przygotowano specjalnie na przybycie Emily. Drewniane ściany pomalowano ponownie, wstawiono dwa łóżka i ładny stolik przy którym Callista miała udzielać młodej cesarzowej nauk. Także dywan dokładnie wyczyszczono, a wszelkie gniazda nietoperzy usunięto. Zamknięte okno przepuszczało ostatnie popołudniowe promyki słońca.
      Jeśli rewident miał ocenić szczerze - chyba było to najlepsze pomieszczenie w całym Hound Pits.
      Reiner ruszył przez pokój do drugich drzwi, naprzeciwko, otwierając je. Prowadziły na kamienną klatkę gdzie schody ciągnęły się w górę i w dół.
      - Twój pokój jest na górze, wygląda podobnie. Jak dostaniesz od Lydii klucze, tą klatką będziesz mogła dostać się do niego normalnie, nie przez dachy - rzucił, idąc trzeszczącymi schodami piętro wyżej.
      Pokój Larissy, choć mniej zadbany od tego przygotowanego dla Emily Kaldwin, nadal robił wrażenie rozmiarem i schludnością. Przez górną klapę można było się dostać na latarnię już z dawna nie używaną przez właścicieli pubu - ot po prostu ładne miejsce, by pooglądać widoczki.
      - Czuj się jak u siebie - przepuścił dziewczynę, by rozejrzała się po swoim nowym pokoju. Sam nie wchodził jednak do środka. Wiedział, że to on będzie musiał pomóc tej zgubie z przeniesieniem tutaj podstawowych rzeczy, ale może jeszcze chciała zostać sama. Nie wiedział - Jeśli będziesz czegoś potrzebowała, daj znać.

      [Opis pokoju zostawiłam tobie - w końcu to Twoja Larissa będzie tam mieszkać, więc kreuj go sobie jak ci się podoba <3]

      Usuń