Żyjemy, piszemy! Niedługo pojawi się lista obecności.

1 maja 2016

[KP] Lea


siedemnastoletnia pastereczka

Wieś o wdzięcznej nazwie Melbeck otoczona jest pasmem górskim i lasem. Lasem, do którego każdy o zdrowych zmysłach nie wchodzi nawet z kimś. Ludzie między sobą mówią, że Las jest zaklęty – i nie wypuszcza nikogo, a raczej – mało kogo, kto do niego wejdzie. Gdyby tylko znali prawdę…
Las nie jest zaklęty. Jest piękny i uroczy – to Annika sprawia, że ludzie się go boją. Mówi Lei, że jej nigdy nie skrzywdzi, bo ona jest inna – i kiedyś będzie taka, jak ona. Że to rodzinna tradycja i jednocześnie sekret, któremu nikomu nie może wyjawić. Annika mówi, że ludzie sami są sobie winni – ona nie chce ich krzywdzić, ale nikt nie może się przecież dowiedzieć o tym, co dzieje się w kamiennym, zaniedbanym choć przestronnym domku w środku lasu.
Annika jest jedyną osobą, na której Lea może polegać. Jest piękna, silna i mądra – i potrafi utrzymać ich dwuosobową rodzinę, rodzice zmarli podczas ostatniej epidemii jakiejś wyjątkowo wrednej choroby. One się uchowały, Lea nadal nie wie, jakim sposobem. Śmierć zebrała wtedy bardzo bogate plony.
Lea jest słodkim i niewinnym dziewczęciem, które musi wybrać w końcu jakiegoś kawalera na męża. Często znika w górach, aby paść swoje owce. Z ich wełny siostra przędzie nici, które sprzedaje nie tylko wieśniakom, ale są też sprowadzane do miasta. Na pytanie, czy nie boi się sama przechodzić nieopodal lasu, tylko kręci głową z uśmiechem.
Jest prawdopodobnie jedyną osobą, która nie wierzy w klątwę lasu. Annika potrafi udawać. Ale nie Lea.

Wątek prowadzimy z Night Sky.
Wizerunek: Patrícia Janečková

4 komentarze:

  1. Mattias był przyzwyczajony do nieustannych podróży z ramienia swojego bractwa. Papież wymagał od członków Bratestwa Wilków, by pomagali wiernym tam gdzie tylko mogą, pojawiając się i rozwiązując problemy nim osiągną one niepokojące rozmiary. Niezależnie czy była to maleńka wioska czy wielkie miasto - zignorowanie nawet najmniejszego znaku może spotkać się z wielką karą w przyszłości, a tego państwo kościelne wolało uniknąć. Zdecydowanie papież nie zamierzał oddawać przewagi prawosławnemu zakonowi wampirów, który rozpościerał swoje władanie na coraz większych terytoriach bez problemu zaciskając palce na złu zza wschodniej granicy.
    Przyzwyczajenie jednak nie oznaczało braku zmęczenia. Każda kolejna podróż wymagała od Salzwedela coraz większej kontroli i przewagi nad swoimi zwierzęcymi zmysłami. Zmęczenie wykorzystywał wilk żyjący w jego ciele, a oddanie mu choć odrobiny pola mogło wiązać się ze zwycięstwem szału i żądzy krwi. Na to nie mógł sobie pozwolić.
    Nie w miejscu do którego się udał.
    Wioska Melbeck. Mieścinka skryta pośród gór i niepokojąco gęstych lasów. Nastała długa i ciepła wiosna, która rozpogadzała tą odrobinę samotniczą, ale z całą pewnością samowystarczalną wioskę. Jakim cudem Mattias znalazł się tutaj aż z dalekiego Watykanu? Otóż do uszu papieża dotarły niepokojące raporty, że w tej okolicy zamordowanego jednego z księży, który, choć nie należał do Braterstwa Wilków, był bliskim agentem papieża. Już od wielu lat dochodziły do niego głosy, że miejsce to może być zalążkiem złych mocy, a dokładniej ujmując wiedźm, które wykorzystywały swoje nieczyste zdolności do mącenia ludziom w duszach. Sytuacja wydawała się z początku opanowana. Ojciec Helmut był człowiekiem mądrym i wielkodusznym, ale skończył w sposób...
    Na jaki z całą pewnością nie zasługiwał. Zamordowany w pobliskim lesie bestialsko i tak makabrycznie, że z całą pewnością nie była to robota rozszalałego zwierzęcia, a czegoś dużo bardziej tajemniczego. Wszystkie poszlaki zaczęły łączyć się ze sobą, a plotki o czarownicach nabrały nowego znaczenia. Kościół nie mógł dopuścić do tego, by w Europie zrobiło się drugie Peney, by ponownie trzeba było zasięgać do Malleus Maleficarum. Należało zdusić sprawę nim nie zdążyła ona wybuchnąć ogniem.
    I to właśnie było zadanie dla Mattiasa, który sam zgłosił się do misji w Szwajcarii. W końcu to prawie był jego dom, przy granicy z jego ojczystym krajem. Chciał też udowodnić, że zasługuje na wszystkie tytuły i zaszczyty jakimi go nagrodzono. Chciał też... Odnaleźć ścieżkę, którą zagubił po śmierci swojego protegowanego, brata Petruccio, podczas jednego z rytuałów egzorcystycznych. Nie potrafił pogodzić się z tym, że nie wyszkolił go odpowiednio i naraził niewinne życie na śmierć z rąk krwiożerczej istoty, która zapanowała wtedy nad ofiarą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojciec Salzwedel przybył do Melbeck wczesnego ranka, po długiej i wyjątkowo trudnej podróży. Droga do wioski była skryta pośród przełęczy i wąwozów, niewielu chciało trafić tutaj z własnej woli. Sam dziwił się, jakim cudem trafił tutaj ojciec Helmut. Czy coś aż tak niepokojącego kryło się wśród tych prostych ludzi?
      Mattias zdziwił się jak dziwnie został przyjęty. Nie spodziewał się aż tak... Dziwnej sensacji w oczach wielu mijanych przez niego ludzi. Nie był do tego przyzwyczajony, ale jak poinformował go sołtys zawsze się tak dzieje, gdy pojawia się ktoś nowy. Społeczność tutaj to mała enklawa, a każdy zna każdego. Rodziny rosną tutaj przez wiele pokoleń i rzadko kto opuszcza Melbeck. Zazwyczaj kto się tu urodził, również umierał.
      Salzwedelowi oddano do dyspozycji skromną parafię składającą się z 70 wiernych i małą plebanię tuż obok kaplicy. Wszystko wysprzątano i przygotowano na jego przybycie, co bardzo sobie pochwalił. Mattias sprawdził jeszcze, czy w domostwie znajduje się piwnica, gdzie będzie mógł się zamknąć podczas pełni, by nie wyjść i przypadkiem kogoś nie zaatakować w swojej wilczej formie. Jego wyostrzone zmysły odnotowały morze dziwnych zapachów w kościele, każdy był niepokojący i inny. Nie wyczuwał jednak obecności nikogo podejrzanego. Pachniało jednak strachem i czymś ciężkim, metalicznym. Niestety wszystko to zasłaniał aromat świeżych kwiatów przystrajających ołtarz.
      Mattias podziękował sołtysowi za pomoc i oddalił się w kierunku kaplicy, by móc pomodlić się w spokoju. Wiedział, że nie będzie miał ciszy jeszcze przez kilka dni, nim cała wrzawa z nowym duchownym nie ucichnie. Miał jednak nadzieję, że gdy zapuści tu korzenie to zacznie powoli dowiadywać się co naprawdę rozgrywa się w tej wiosce. I dlaczego ojciec Helmut skończył rozszarpany na drzewie...

      Usuń
  2. Kaplica jak i otoczenie na zewnątrz były wyjątkowo, wyjątkowo ciche. Czujne, wilcze zmysły ojca Salzwedela nie wyłapywały żadnych podejrzanych dźwięków tylko zwyczajne ludzkie sprawy rozgrywające się w wiosce. Ludzie rozmawiali, szurając przy tym nieznośnie butami, mielili zboże, rąbali drzewa, a dzieciaki przekrzykiwały się w gonitwie. Wszystko wydawało się nad wyraz spokojne, ale mężczyzna wiedział, że mogła to być tylko iluzja. Wierzył w pogłoski o tajemniczych siłach próbujących porwać niewinne dusze do piekła. W takich wioskach czarownice zbierały potężne żniwa korzystając z faktu, że jako służki Szatana były sprytne i niespotykanie piękne. Wielu naiwnych mężczyzn wiedzionych pierwotnymi instynktami im ulegało, a dzięki ich krwi wiedźmy zwiększały swoje moce.
    Przerażające, ale jednak prawdziwe. Jako członek Braterstwa Wilków nie mógł przejść obok tego obojętne.
    Najgorsze było jednak to, że jego misja była rozłożona w czasie na bardzo długo. Nie jest rzeczą prostą wniknąć w społeczeństwo tak zamknięte, że wydaje się niemalże enklawą. Zdobycie zaufanie miejscowych to nie robótka na miesiąc czy dwa, ale na okres zdecydowanie dłuższy. Mattias wiedział, że będzie czujnie obserwowany i nie może z tego powodu popełnić żadnego błędu. Słyszał o ojcu Helmucie i wierzył, że uda mu się wejść w tą rolę z sukcesem. Sam mężczyzna zdawał się Mattiasowi niesamowicie pokorny i usłużny Bogu. Do tego miał wielkie serce, co nie spotykało się często w dzisiejszych czasach.
    "Dla ludzi" mogło być dewizą tej misji. I Salzwedel chciał się tego trzymać jak najdłużej i jak najmocniej.
    Obracał kolejne paciorki różańca w dłoniach, modląc się i prosząc o siłę do Matki Boskiej oraz swojego patrona Świętego Michała. Jeszcze nigdy jego prośby nie zostały niewysłuchane, a ta potężna dwójka zawsze sprawowała nad nim pieczę. Tylko dlaczego... Nie czynili tego podczas egzorcyzmów z bratem Petruccio?
    Mattias zganił się w głowie za bluźniercze myśli. Nie powinien poddawać w wątpliwości sprawiedliwy osąd, który spadł na niego tamtego dnia. Może Niebiosa chciały mu coś tym przekazać? Wskazać palcem na niedoskonałości w jego charakterze i pracy?
    Może.
    Miał nadzieję, że któregoś dnia się tego dowie.
    Salzwedel uniósł głowę i spojrzał na ołtarz w oczekiwaniu. Wyczuł delikatną woń dziewiczej skóry ze śladami dość ostrego, ziołowego zapachu. Na dodatek wydawało mu się, że przebija się przez to naprawdę znikoma, ale jednak, woń mchu i ściółki leśnej. Ktoś wszedł do kaplicy nader głośno, choć starał się skradać nadzwyczaj cicho. Salzwedel wstał z ławy i odwrócił się w kierunku wrót kaplicy, by ujrzeć przy nich młodziutką, odrobinę przerażoną dziewczynę. Ściskała w swoich drobnych rękach koszyk pachnący, o ile się nie mylił, świeżym chlebem i garścią owoców, a także czerwonym mięsem. Panienka rozglądała się niepewnie dookoła, aż jej wzrok padł na postać ojca Mattiasa.
    Mężczyzna uśmiechnął się lekko, nadal obracając drewniane paciorki w dłoniach. Miękkim gestem poprosił dziewczynę do środka, by nie bała się go absolutnie. Tak, budowanie zaufania to podstawa większości jego zadań, dlatego nie należy zrzucać okazji jeśli ta się pojawiła.
    - Szczęść Boże... - powiedział uprzejmie, kiwając lekko głową w powitaniu - Nie spodziewałem się dzisiaj gości.
    Nie dało się jednak czuć, by dziewczyna przeszkadzała mu w czymś lub nie chciał posiedzieć chwili w jej towarzystwie. Zamiast tego dodał jeszcze:
    - Proszę, zapraszam.
    Wraz z nieznajomą mu panienką przeszli do zakrystii, minąwszy skromny lawaterz. Mattias wziął jedno z krzeseł i postawił je przy dziewczynie, raz jeszcze gestem zapraszając, by usiadła. Nieme pytanie dotyczące jej imienia, zawisło w powietrzu.
    - W czym mogę pomóc?

    OdpowiedzUsuń
  3. Czerwone mięso, które miała w koszyczku zapachem przebijało wszystko inne. Ściółkę, zapach pszenicy, wyciągu z mydlnicy którym pachniała skóra... Wilkołak w jego wnętrzu zjeżył się odrobinę i czuł to, ale nie odbierał mu kontroli. To on rządził nad bestią w jego wnętrzu i miał o tym pełne przekonanie.
    Przynajmniej w tym momencie.
    Uśmiechnął się ciepło, gdy nieznajoma mu panienka nie poruszyła się ani na krok. Nie skorzystała z propozycji, ale nie miał jej tego absolutnie za złe - widział, jak trzęsą jej się dłonie. W końcu był obcym człowiekiem, znikąd, mężczyzną dopiero zdobywającym zaufanie oraz akceptacje ze strony mieszkańców Melbeck.
    Nie wykonywał żadnych gwałtownych ruchów, nie krzyżował dłoni ani nie chował ich, by samą postawą nie zmusić dziewczyny do obrony. Nie taki był jego cel, wydawała się całkiem przyjazną i wartościową młodą kobietą. Po drugie plotki rozchodzą się w takich mieścinkach bardzo szybko - jeśli wystraszy, nawet nienaumyślnie, to niewiele mu wyjdzie z rozeznania się w całej strasznej sytuacji oraz śmierci, która spotkała ojca Helmuta.
    Niech Matka Boska ma jego duszę w opiece i poprowadzi go przed oblicze Pana.
    Zamrugał oczyma, gdy panienka wyciągnęła przed siebie dłonie w których trzymała koszyk, patrząc na niego nadal z lekkim przerażeniem i niepewnością. Mówiła cicho, ale wyczulone wilcze zmysły doskonale by ją słyszały nawet za ścianą.
    Mattias przechylił głowę i wziął z jej rąk podarunek, kiwając głową w uznaniu.
    - Naprawdę nie trzeba było - powiedział, obracając w, wiecznie zimnych, dłoniach przyjęty koszyczek - To jednak bardzo uprzejme z waszej strony. Dziękuję.
    Niemiłym byłoby odmówić darów. Nie był nigdy pazerny, ale jeśli ktoś się starał należało to uszanować i podziękować - tak po prostu. Bez zbędnych słów.
    Odwróciwszy się, położył prezent od dziewczyny na szafce w której trzymali dzwoneczki dla chłopców służących przy ołtarzu. Znowu doszedł go zapach mięsa.
    - Nie wiem jednak komu dziękować - po chwili zaśmiał się uprzejmie, znowu kierując wzrok na dziewczynę, a w oczach zatańczył mu przychylny jej ognik - Wiem, że panienki siostra ma na imię Annika, ale chciałbym też wiedzieć z kim teraz mam przyjemność.
    Wyprostował się, kładąc dłoń na piersi i lekko się kłaniając.
    - Byłbym zobowiązany, bo być może muszę też podziękować za tak piękne przystrojenie ołtarza. Dorównuje on ołtarzom w samej stolicy.

    OdpowiedzUsuń