Żyjemy, piszemy! Niedługo pojawi się lista obecności.

15 czerwca 2016

[KP] Tylko po to by złapać wiatr



Cillian Nightingale
Dwudziestosześcioletni Opiekun z dwunastoletnim stażem
Czasem kiedy siadam na kamiennej ławce w najstarszej części cmentarza i mocno wytężę zmysły, słyszę tysiące głosów, chcących opowiedzieć mi swoją historię. Jeśli myślisz, że to dar, coś niezwykłego, nadzwyczajnego, co pozwala podróżować w czasie, to się mylisz. To jest jak niekończący się koszmar, pełen ludzi cieni.



335 komentarzy:

  1. Jak na tę porę roku, to pogoda była okropna. Przez cały czas lekko mżyło, choć deszcz co kilka minut przybierał na sile. Niby nic nadzwyczajnego, a jednak. Przynajmniej lato w Londynie mogłoby być ładniejsze, od innych pór roku.
    Keiran stał na cmentarzu, nie do końca rozumiejąc, co się dzieje. Znał ten cmentarz. Przychodził tu wiele razy po śmierci dziadka. Dziadek był jedyną osobą, której tak naprawdę zależało na Keiranie. Chłopak swojego czasu spędził w tym miejscu wiele dni, uciekając w ten sposób od rzeczywistości.
    Widział tłum ludzi, a pośród nich kilka znajomych twarzy. Resztę stanowili zupełnie nieznajomi ludzie, których widział po raz pierwszy. Kei rozejrzał się jeszcze raz, dzięki czemu tym razem dostrzegł znacznie więcej. Jego matka, która nigdy się nim nie przejmowała stała teraz oparta o swojego owego kochasia i wyglądała na naprawdę załamaną. Tylko ktoś, kto jej nie znał, mógłby uznać ją za załamaną. Betty Blythe uwielbiała przedstawienia, a pogrzeb jej syna był tylko kolejnym z wielu przedstawień w jej życiu. Jego ojciec stał kilka kroków od niej i wpatrywał się w trumnę z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Obok niego stał przyrodni brat Keirana, który wyglądał na bardziej znudzonego niż zwykle. Niczego innego nie można było się jednak po nim spodziewać.
    Przeszedł go dreszcz, gdy jego wzrok spoczął na nagrobku. Niemożliwe...
    Wciąż nie rozumiał, co się dzieje. Czy to jakiś chory żart? A może zwykły sen? Jeszcze kilka minut i obudzi się za sprawą tego głupiego, niezwykle denerwującego budzika, który dostał na dwunaste urodziny... Ewentualnie obudzi go kolejna kłótnia matki z kochasiem.
    Zamknął na chwilę oczy, mając nadzieję, że gdy je otworzy będzie z powrotem w swoim małym pokoju i pierwszym co zobaczy, będzie sufit z namalowanymi bardzo dawno gwiazdami. Uwielbiał te gwiazdy. Usłyszał, tak bardzo znajomy, szloch i szybko otworzył oczy. Wciąż był na cmentarzu. Zaledwie kilka kroków od ludzi, którzy stali przy grobie. Jego grobie...
    - Co do cholery? - wymamrotał, czując się bardziej zmęczony niż zwykle.
    Kei nie pamiętał nic z poprzedniego dnia. Spojrzał na swojego kumpla. Może ten świr znów namówił go do zażycia jakiegoś świństwa? Obiecywał sobie, że już nigdy niczego nie weźmie. Jeden raz mu wystarczył. Wiedział jednak, że Tim jest nieprzewidywalnym człowiekiem i mógł mu zwyczajnie czegoś dosypać. Podszedł do chłopaka i spróbował położyć rękę na jego ramieniu. Przeklął cicho i szybko zrobił kilka kroków w tył, gdy jego ręka tak po prostu przeleciała przez ciało Tima.

    [Mam nadzieję, że może być. :)]

    OdpowiedzUsuń
  2. Jego szok powoli zaczął zamieniać się w złość. W pewnym sensie rozumiał to, że mógł umrzeć, ale skoro umarł, to co tutaj robił? Był duchem? Jako mały chłopiec wierzył w duchy za sprawą dziadka, który wiele razy mu o nich opowiadał. Kei przestał wierzyć w duchy, gdy opowiedział o nich ojcu, który zwyczajnie go wyśmiał.
    Drgnął, gdy usłyszał głos. Oderwał spojrzenie od Tima, by przenieść je na mężczyznę. W pierwszej chwili wydawało mu się, że ten człowiek mówi do kogoś innego. Jeszcze raz przeanalizował słowa obcego, marszcząc brwi.
    - Oni mnie nie widzą ani nie słyszą, ale ty już tak? Niby jakim cudem ty mnie widzisz, a oni nie?
    Spojrzał na niego z powątpiewaniem. Coś mu się tu nie zgadzało. To naprawdę musiał być albo jakiś chory dowcip, albo zły sen. Prychnął, kręcąc głową z dezaprobatą.
    - Dlaczego mam z tobą pójść? Człowieku, myślisz, że obchodzi mnie to, że nie jadłeś śniadania i nie uśmiecha ci się patrzeć, jak przysypują moje ciało ziemią? Mógłbyś mi najpierw, do cholery, wyjaśnić co się tutaj dzieje?
    Odwrócił wzrok od nieznajomego i jeszcze raz przyjrzał się wszystkim zebranym. Wzdrygnął się, gdy jego matką po raz kolejny wstrząsnął szloch. Kei naprawdę chciałby uwierzyć w jej rozpacz, ale zwyczajnie nie potrafił. Ojciec wziąć wyglądał na ani trochę nieporuszonego. Normalka. Keiran byłby głupi mając nadzieję, że chociaż w dniu jego pogrzebu ci ludzie okażą się bardziej prawdziwsi niż zawsze.
    Nie zastanawiał się długo. Nic go tutaj nie trzymało, więc pójście z tym nieznajomym nie wydawało się już takie złe. Ten człowiek chyba nic mu nie zrobi, bo Keiran i tak był już martwy... prawda?
    Odszedł jeszcze kilka kroków od żałobników i dopiero wtedy ponownie spojrzał na mężczyznę.
    - Okej, chodźmy stąd.

    OdpowiedzUsuń
  3. Szczerze? Nie miał ochoty iść za tym człowiekiem. Zastanawiał się, czy miał jakieś inne wyjście. A może mógłby zostać na cmentarzu? Nie miał pojęcia dlaczego, ale wszystko wydawało się lepsze od towarzystwa tego faceta, który najwyraźniej śmierć miał za nic. A może to po prostu była dla niego codzienność? Dla Kei'a jednak nie była codziennością. Chciał żyć. Chciał uciec stąd jak najdalej po swoich dwudziestych pierwszych urodzinach i żyć tak, jak zawsze tego pragnął. A teraz co? Teraz oprócz podążenia za tym nieznajomym, nic innego zapewne mu nie pozostało.
    - Jakbym tego nie wiedział - warknął. Ten beznamiętny ton głosu jeszcze bardziej go zdenerwował. - Coś mnie tutaj trzyma? Masz na myśli coś związanego z moją śmiercią?
    Był pewien prawie w stu procentach, że nie mogłoby to być nic związanego z jego życiem. Nikt, ani nic go nie trzymało. Nie miał kochającej rodziny, która mogłaby za nim tęsknić. Nie miał grupy przyjaciół, która ciężko przeżyłaby jego śmierć. Dopiero teraz zdał sobie sprawę z tego, jak bardzo samotnym człowiekiem był. Z natury był samotnikiem, ale każdy potrzebował innych ludzi do życia.
    - Czekaj, czekaj... kim ty w ogóle jesteś? Nie sądzisz, że powinieneś przynajmniej mi się przedstawić, zanim zarzucisz mnie tyloma informacjami na raz?
    Keiran uważał, że należały mu się jakieś wyjaśnienia. Umarł, a ten facet był jedyną osobą, która go widziała i słyszała. A najlepsze było to, że ten facet żył. Gdyby tylko był duchem, tak jak Kei... Sam się sobie dziwił, że bez problemu zakwalifikował siebie jako ducha. Żadnego szoku, czy niedowierzania. Był duchem, tak po prostu. Może to dzięki tym wszystkim opowieściom dziadka? Chłopak tak bardzo żałował, że go tutaj nie ma. Był pewien, że dziadek wyjaśniłby mu wszystko. W przeciwieństwie do tego oto człowieka.
    - Ta cała Izba... co to jest? Jakaś organizacja, która zajmuje się biednymi, zagubionymi duszami? - parsknął, gdy uświadomił sobie, jak idiotycznie to brzmiało. - Jesteś człowiekiem, ale mnie widzisz. Dlaczego?

    OdpowiedzUsuń
  4. No oczywiście. Nawet mu odejść w spokoju nie dadzą. Kei już od dawna podejrzewał, że nad nim musi być jakieś fatum. A ta śmierć i to, że tak po prostu nie może odejść z tego świata, tylko to potwierdza.
    Opiekun... to również wydało mu się dziwnie znajome. Jakby już kiedyś o tym słyszał. Próbował sobie coś przypomnieć, ale jego próby spełzły na niczym.
    - Mam wrażenie, że ty wcale nie uważasz tego za dar - mruknął, chyba bardziej do siebie, niż do niego.
    Kei chyba w pewnym sensie współczuł temu człowiekowi. Widzenie zmarłych zdecydowanie nie było takie fajne, jakie się mogło wydawać.
    Pokiwał głową, ale sam się nie przedstawił. Bo niby po co? Cillian każdego dnia spotykał zapewne wielu takich jak on, więc Keiran wątpił w to, by zapamiętał jego imię. On jednak wolał znać imię tego całego Opiekuna.
    Podążał za nim, rozglądając się uważnie. Miał tak wiele pytań, ale wątpił w to, by jego nowy znajomy postanowił udzielić mu na nie odpowiedzi. Pewnie już wyczerpał swoja pulę pytań. Wcale by się nie zdziwił. Może w tej całej Izbie znajdzie się ktoś bardziej przyjazny z kim łatwiej będzie się dogadać? Oby.
    - Podróż do wnętrza ziemi, co?
    Roześmiał się, ale zaraz odrobinę spoważniał. Co miał jednak poradzić na to, że to wszystko wciąż było dla niego nieprawdopodobne i nawet trochę zabawne?
    Minimalnie przybliżył się do Cilliana, bo jakoś nie miał ochoty się zgubić pośród tej całej plątaniny korytarzy. Może i miał nadzieję na spotkanie kogoś milszego i bardziej towarzyskiego od tego tu oto Opiekuna, ale jak na razie miał tylko jego i tylko na nim mógł polegać.
    - Spiszą mnie, pomogą mi rozwiązać moje sprawy, które trzymają mnie na ziemi, a potem co? Odejdę w stronę światła? Pójdę do nieba, albo do piekła? Po prostu zniknę?
    Nie wytrzymał i musiał zapytać. Najwyżej Cillian mu nie odpowie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Zacisnął wargi w wąską linię, gdy ten facet tak po prostu zignorował jego pytania. Pff, bez łaski. Wciąż pozostawała w nim nadzieja, że znajdzie się ktoś bardziej przyjemny.
    Kei poczuł się jeszcze gorzej niż wcześniej, gdy weszli do tego pomieszczenia. Zawsze wolał pozostać niezauważonym i lubił trzymać się na uboczu, z dala od ciekawskich spojrzeń. Spiął się pod wpływem owych zaciekawionych spojrzeń.
    Odwrócił wzrok od Cilliana i przeniósł go na dziewczynę. Wyglądała na całkiem przyjazną, więc chyba mógł odetchnąć z ulgą. Uniósł jeden kącik ust, w niepewnym uśmiechu.
    - Uff, bałem się, że wszyscy Opiekunowie są tacy jak Cillian. On nie był zbyt chętny, by odpowiedzieć na moje pytania.
    Uśmiechnął się szerzej, nabierając pewności siebie. Czego on się niby miał bać? Przecież był już martwy.
    Problem polegał jednak na tym, że kompletnie nie wiedział, od czego powinien zacząć. Owszem, miał wiele pytań, ale które powinien zadać pierwsze?
    Skończyło się na tym, że zadał najbardziej idiotyczne pytanie na świecie:
    - Jako duch mogę przechodzić przez ściany, prawda? I nie tylko przez ściany. Przez ludzi też, nie? - parsknął śmiechem. - To całkiem fajne, ale myślę, że z czasem może stać się uciążliwe, więc... jak długo jeszcze tu będę? Nie żeby spieszyło mi się tam, gdzie potem będę musiał odejść, ale jednak wolałabym wiedzieć.

    OdpowiedzUsuń
  6. Już otwierał usta, żeby zapytać o co chodzi z tymi Niewinnymi, ale w ostatniej chwili się powstrzymał. Ciekawość to pierwszy stopień do piekła, co? Z resztą, ta dziewczyna sama powiedziała, że jeżeli zostanie z nimi na dłużej, to pewnie i tak się wszystko dowie. Sam już nie wiedział, czy chciałby tu zostać na dłużej, czy może lepiej będzie, jeżeli nie.
    Ostrożnie zajął miejsce na kanapie, jakby bojąc się, że ta w każdej chwili może go zaatakować. Kanapa, Kei, to tylko kanapa... Swoją drogą, to niezwykle ciekawe, że duchy mogą zarówno przechodzić przez ściany, jak i siadać na meblach.
    - Jasne, to rozumiem. Czyli teraz czekamy na decyzję od tych z Izby, tak? - tym razem nie czekają na odpowiedz kontynuował: - A co się z nami dzieje, gdy już wszystkie nasze sprawy zostaną rozwiązane? Tak po prostu odchodzimy?

    OdpowiedzUsuń
  7. Spojrzał na owego Archibalda, uśmiechając się lekko. Może i nie wyglądał staro, ale Kei i tak uważał, że mężczyzna zdążył wiele przeżyć w swoim życiu. Cóż, w przeciwieństwie do niego. Ale nie był zazdrosny. Skoro tak miało być, to pozostawało tylko się z tym pogodzić. Już dawno mógł się domyślić, że nigdy nie doczeka się swojej upragnionej wolności. Z drugiej jednak strony... Może to właśnie śmierć jest tą jego upragnioną wolnością?
    Otrząsnął się ze swoich myśli dopiero, gdy dziewczyna znów się odezwała.
    - Świetnie.
    Naprawdę miał nadzieję, że jego sprawa jak najszybciej zostanie załatwiona.
    - Dużo jest was, Opiekunów, na świecie?

    [Myślałam nad czymś skomplikowanym, no wiesz żeby zbyt prosto nie było i... doszłam do wniosku, że coś kiepsko mi to myślenie idzie. W jego śmierć mógłby być zamieszany jego ojciec i przyrodni brat, jakieś lewe interesy, może handel ludźmi? Coś o czym Kei mógłby się przez przypadek dowiedzieć i przez to zginąć. I nie tylko on mógłby zginąć. Mogliby stać za śmiercią większej ilości ludzi. Naciągane... XD A może ty masz jakiś pomysł, co? I moglibyśmy to połączyć. :D]

    OdpowiedzUsuń
  8. [O, no wiedziałam, że ty wymyślisz coś fajnego! Podoba mi się ten pomysł z zakonem, który odprawia jakieś rytuały (po co, to się jeszcze dowiemy pewnie) i potrzebuje do nich krwi, albo w ogóle morduje w imię własnych celów. Kei mógłby stać się jedną z ofiar, albo mógłby nawet zginąć przez przypadek, bo się czegoś dowiedział, ewentualnie mógł znaleźć jakieś zapiski, księgi, czy coś.
    Tylko tak, Kei wciąż pozostanie duchem, czy później wejdzie w ciało i stanie się Opiekunem? :)]

    Pokiwał głową na znak, że rozumie, ale już się nie odezwał pomimo tego, że wiele pytań wciąż krążyło mu po głowie. Może będzie miał jeszcze szanse je zadać. A jak nie, to trudno.
    Wodził spojrzeniem po całym pomieszczeniu, ale nic nie zdołało przykuć jego uwagi na dłużej niż kilka sekund. Nawet nie zauważył, kiedy zostali sami. Zerknął na Opiekuna, gdy usłyszał jego głos.
    - Prawda i tylko prawda. Czaję, Cillian.

    Kei zerknął na Cilliana, ale posłusznie zajął miejsce. Miał przeczucie, że to wcale nie skończy się ani tak szybko, ani tak prosto jakby chciał.
    Zmarszczył brwi, zupełnie nie rozumiejąc, co ten człowiek ma na myśli.
    - Nie do końca realne? Co to w ogóle znaczy? - odezwał się, nawet nie wiedząc, czy może. - Mam rozumieć, że będę musiał rozwiązać ten dość poważny problem, nim będę mógł odejść, tak?
    Zignorował uczucie zawodu na samą myśl, że zapewne jeszcze przez jakiś czas będzie się tułał po Ziemi jako duch.
    - Więc... co to za problem?

    OdpowiedzUsuń
  9. [Super, podoba mi się. Trzeba będzie jeszcze wymyślić, co takiego Kei zobaczył i co ukradł, ale to można zrobić później. :D
    Hmm, myślę, że jak na razie pozostanie duchem (i tak jest bardziej materialny niż duch powinien być, prawda?), a później, gdy nadarzy się okazja, a on już wszystko będzie wiedział o duchach i Opiekunach, wróci do żywych, o. :)]

    Słuchał tego wszystkiego z szeroko otwartymi oczami. Jakim cudem on dał się w coś takiego wplątać? Może i nie wszystko pamiętał, ale wiedział, że osobiście nie miał nic wspólnego z czarną magią. Przecież on nawet nie wierzył w magię! No dobra, może i wierzył, ale był wtedy małym dzieckiem, które lubiło dużo marzyć i miało niezwykle wybujałą wyobraźnię.
    Ani trochę nie spodobało mu się to, co usłyszał. Czarna magia, Zakon Czerwonego Kręgu, Kamień Filozoficzny to wszystko brzmiało tak przerażająco, ale także... znajomo? Zmarszczył brwi, zastanawiając się nad tym po raz drugi. Miał wrażenie, że wspomnienia związane z tym, co działo się tuż przed śmiercią są zaledwie na wyciągnięcie ręki. Tak blisko, a jednak tak daleko. Zwyczajnie nie potrafił po to sięgnąć.
    Cóż, powiedzieć, że był w szoku, to zbyt mało. Próbował zapamiętać wszystko, co do niego mówili, ale nie był do końca pewien, czy aby na pewno mu się to udało.
    - Jasne, rozumiem - powiedział w końcu i spróbował się lekko uśmiechnąć.
    Przeczesał dłonią włosy i znieruchomiał. Robił tak zawsze, gdy się denerwował, ale czy jako duch wciąż mógł? Cała uwaga przeniosła się na Cilliana, więc Keiran mógł spokojnie przyjrzeć się swojej dłoni, która wyglądała na bardziej materialną, niż powinna. A przynajmniej tak mu się wydawało. Co on niby wiedział o duchach? Jedno wielkie nic.

    Nagle o czymś sobie przypomniał. Odchrząknął, by zwrócić na siebie uwagę zebranych. Teraz albo nigdy, Kei!
    - Emm... przepraszam? Czy Cillian musi być moim Opiekunem? Tamta czwórka chyba wystarczy, prawda? - spytał niepewnie, błądząc wzrokiem po twarzach członków rady, unikając przy tym patrzenia na Cilliana.
    Kei domyślał się, że akurat dla tego Opiekuna będzie wielkim ciężarem. No i miał wrażenie, że zwyczajnie nie uda mu się z nim dogadać. Konflikt charakterów, interesów, te sprawy. Przez całe swoje życie robił wszystko to, co mogło zadowolić ludzi wokół niego. Chociaż będąc duchem może się trochę zmienić. Lepiej późno niż wcale, prawda?

    OdpowiedzUsuń
  10. Kiwnął głową, ale już się nie odezwał. Miał przeczucie, że jeszcze będzie żałować tych swoich słów.
    Nie za bardzo interesowało go to, gdzie Cillian go prowadzi, więc nawet się nie rozglądał. Z myśli wyrwał go dopiero kobiecy głos. Kei miał tylko nadzieję, że ci ludzie nie zauważyli, jak bardzo jest zdenerwowany oraz w pewnym sensie także zagubiony. Nie miał pojęcia dlaczego, ale wcale nie chciał mieć tych bliźniaczek jako ochrony. Gdyby jedna z nich go nie powstrzymała, to zwyczajnie podążyłby za Cillianem.

    Ten dom go przerażał, bo kojarzył się z jego rodzinnym domem. Miejscem, w którym nienawidził przebywać. Czuł się tak, jakby w każdej chwili do środka mogła wtoczyć się pijana matka, albo jakiś jej koleżka. Nawet w swoim domu miał pokój na strychu, pięknie. W tym momencie jakoś nie sądził, że będzie lepiej mu z bliźniaczkami. Chyba trochę żałował swoich słów. Może lepiej by było gdyby zamieszkał z Cillianem? A najlepsze było to, że zwyczajnie nie potrafił zaufać bliźniaczkom, podczas gdy Cillianowi zaufał prawie od razu. Nie miał pojęcia dlaczego, ale tłumaczył sobie to tym, że tak naprawdę jego Opiekunem jest właśnie Cilli.
    - Ja... pójdę do swojego pokoju, okej? Muszę to wszystko przemyśleć i poukładać w głowie. Teraz mam w niej chaos i nawet nie wiem, o co powinienem pytać - uśmiechnął się jednym kącikiem ust i nie czekając na odpowiedź, wspiął się po schodach na górę.
    Nawet się nie rozejrzał, tylko podszedł do materaca leżącego na środku, położył się na nim i wbił wzrok w sufit. Swoją drogą... to było trochę dziwne. Wciąż czuł się tak, jakby był człowiekiem. Zawsze wyobrażał sobie, że duchy są chociażby bardziej przezroczyste. Spróbował przypomnieć sobie, jak wyglądał ten cały Archibald i uświadomił sobie, że tamten duch był znacznie mniej materialny niż on. Cholera, dlaczego to wszystko było takie pokręcone?
    Nie miał pojęcia ile tak leżał, ale gdy w końcu postanowił się podnieść i zejść na dół, okazało się, że na dworze jest już ciemno. Wyglądało na to, że przeleżał dobrych parę godzin. Zdziwiła go cisza panująca w całym domu. Powoli zszedł na dół, o ile mógł to nazwać zejściem, bo czuł się tak, jakby w ogóle nie dotykał schodów.
    - Emma...? Clary...? Ktokolwiek? - zawołał, zatrzymując się w pół kroku. Gdzie one się, do cholery, podziały?

    OdpowiedzUsuń
  11. Przeczuwał, że stało się coś złego i w tym momencie naprawdę żałował, że nie poszedł za Cillianem. Wciąż nie rozumiał dlaczego, ale przy nim czuł się naprawdę bezpiecznie. A tak został zabrany do domu przez jakieś dwie wariatki, które teraz gdzieś zniknęły. Cudownie.
    Gdyby już nie był martwy, to zapewne dostałby zawału na widok Opiekuna. Duch bojący się człowieka, doprawdy żałosne, Kei... Mimo wszystko już po chwili poczuł się spokojny i bezpieczny. Cóż, do czasu aż nie znalazł się w pryzmacie. W tamtym momencie poważnie musiał zastanowić się nad tym, czy to uczucie bezpieczeństwa nie było tylko zwykłym złudzeniem. To były chyba jedne z najgorszych minut w jego życiu. Zaraz, stop... raczej w życiu po śmierci.

    Gdy w końcu opuścił pryzmat, odetchnął z ulgą. Zmarszczył brwi, to duchy oddychały? Cóż, wyglądał na to, że namnożyło mu się sporo pytań, które później będzie musiał zadać Opiekunowi. I tym razem już na pewno nie pozwoli, by ten go zignorował, nie ma takiej opcji.
    - No nie jest, nie jest - mruknął, przyglądając mu się z uwagą.
    Zanotował sobie w głowie kolejne pytanie, które będzie musiał mu później zadać. W końcu oderwał wzrok od Cilliana i się rozejrzał. Prawda była taka, że podobało mu się tu znacznie bardziej niż w tamtym domu. No i nie czuł się tutaj tak, jak w swoim rodzinnym domu, z którym łączyły się prawie same złe wspomnienia. W końcu jego spojrzenie zatrzymało się na Cillim.
    - Słuchaj... Przepraszam za to, co wcześniej powiedziałem. Nie mam nic do ciebie, nie znam cię, więc nie powinienem tego mówić. Naprawdę przepraszam, Cillian.
    Domyślał się, że wyszło mi trochę nieporadnie, no ale trudno. Uśmiechnął się lekko i zakołysał się na piętach, kompletnie nie wiedząc, co teraz powinien z sobą zrobić. W ogóle to co on tu będzie robił? Był duchem i wciąż nie wiedział, co może, a czego nie może robić.
    - Nie jestem jak inne, zwykłe duchy, prawda? - spytał nagle, przerywając ciszę. - Ten Archibald, którego spotkaliśmy w Izbie wyglądał zupełnie inaczej. Dlaczego?

    OdpowiedzUsuń
  12. Okej, czyli będzie gorzej, niż mu się początkowo wydawało. Tylko dlaczego zrobiło mu się przykro przez słowa Cilliana? Wygląda na to, że przestał już rozumieć samego siebie.
    Stał wciąż w tym samym miejscu, ani na chwilę nie odwracając wzroku od mężczyzny. Wzruszył lekko ramionami na wspomnienie bliźniaczek, ale w żaden sposób nie skomentował jego słów. Nie znał tych dziewczyn. Wiedział jedynie tyle, że miały być jego opiekunkami i miały zapewnić mu bezpieczeństwo, co jak widać, nie za bardzo im się udało, bo nawet sobie samym nie potrafiły zapewnić bezpieczeństwa.
    - Zabrali kawałek mojego ciała? - spytał, patrząc na niego z niedowierzaniem. - Nie mam pojęcia, co w tym takiego wyjątkowego. Wolałbym móc zwyczajnie stąd odejść. I tak nic mnie tu nie trzyma. To znaczy nic oprócz tej całej sprawy z Zakonem.
    Spuścił wzrok na swoje buty i zmarszczył brwi. Wyglądały na nowe, bo nie było na nich żadnych napisów, które miał na wszystkich swoich trampkach, a on przecież ostatnio nie kupował butów. Dopiero po chwili go olśniło. Usiadł na podłodze, wyciągając przed sobą swoje długie nogi.
    - Wczoraj skończyłem dwadzieścia jeden lat. To miał być dzień mojej wolności. Kilka lat temu obiecałem ojcu, że będę opiekował się matką do dwudziestego pierwszego roku życia, a potem będę mógł odejść gdzie tylko będę chciał. Zaprosił mnie na obiad... - zamilkł, podnosząc wzrok na Opiekuna. - Nic więcej nie pamiętam. W głowie mam pustkę - dodał, wzruszając lekko ramionami.

    OdpowiedzUsuń
  13. - Super. Naprawdę super. Ciekawe co takiego mi zabrali - skrzywił się na samą myśl jakiejś części siebie, którą jacyś wariaci zatrzymali tylko po to, by Kei pozostał na ziemi, dopóki go nie dorwą.
    Milczał przez chwilę. Przymknął powieki i westchnął.
    - Moja matka jest pijaczką. Zazwyczaj ledwie utrzymuje się na nogach. Jej fagas też jest niegroźny, bo pije równie dużo jak ona, a komórek mózgowych u niego trzeba by ze świecą szukać. Nikt by ich nie chciał w Zakonie, jestem tego pewien. - Zamilkł na chwilę, próbując przypomnieć sobie coś więcej z wczorajszego dnia. - Pamiętam, że byłem zaskoczony, gdy ojciec rano zadzwonił i mnie zaprosił. Nie spodziewałem się tego. Przyjechał po mnie po drugiej i powiedział, że pojedziemy do niego... Ale pojechaliśmy w zupełnie innym kierunku. Jechaliśmy bardzo długo... Byliśmy na obrzeżach Londynu... Nie wiem, naprawdę nie wiem, co dalej, Cillian.
    Uśmiechnął się krzywo, kręcąc głową z dezaprobatą.
    - Cóż... niespodzianka! Mam dwadzieścia jeden lat. A ty? - uniósł jedną brew, przesuwając wzrokiem wzdłuż całego jego ciała. - Na pewno nie masz więcej niż trzydzieści, ale jesteś ode mnie starszy, więc...?

    OdpowiedzUsuń
  14. Will milczał, nie chcąc wtrącać się w tę ich wymianę zdań. W tym momencie naprawdę czuł się tak, jakby tutaj nie pasował. Ciężko mu co prawda było uwierzyć w to, że Vera może być w ciąży z Nathanem, ale co jeżeli to była prawda?
    Tak mocno przygryzł dolną wargę, że aż poczuł na języku metaliczny smak krwi.
    - A skąd pewność, że to jego dziecko? - spytał cicho. Wątpił w to, by Nath był jedynym facetem, z którym spała dziewczyna, więc przecież to nie on musiał być ojcem. Oczywiście, jeżeli rzeczywiście się przespali. Miał nieodparte wrażenie, że mamusia maczała w tym wszystkim swoje wredne paluszki.
    Wzdrygnął się, gdy Ophelia spojrzała na niego tak, jakby był jakimś robakiem, którego trzeba się pozbyć. Zignorował ją i przeniósł swoje spojrzenie na dziewczynę.
    - Vera, jesteś pewna, że to dziecko Nathana? - ponowił pytanie, trochę zniecierpliwiony brakiem odpowiedzi.
    Nawet spróbował się uśmiechnąć, ale zamiast uśmiechu na jego ustach pojawił się jedynie grymas. Jeżeli Vera rzeczywiście była w ciąży z Nathanem to... Nie, nawet nie chciał o tym myśleć.
    - Wiesz o tym, że jeżeli rzeczywiście jesteś w ciąży i jeżeli urodzisz to dziecko, to będzie można zrobić testy DNA, by upewnić się, że Nathan jest ojcem?

    OdpowiedzUsuń
  15. [Jeszcze raz przepraszam za to, że dodałam odpis dla Nathana pod złą kartą. :<]

    - Myślisz, że tego nie wiem? - spytał z ironią.
    Kei wcale nie żalił się na swoją rodzinę. On po prostu powiedział, jak jest. Przez te wszystkie lata mieszkania z matką zdążył już przyzwyczaić się do jej pijaństwa. Owszem, wiele razy próbował ją z tego wyciągnąć, ale za każdym razem ponosił klęskę. W końcu zrozumiał, że jeżeli matka nie będzie chciała z tego wyjść, to on sam nic nie wskóra.
    - Gałki oczne... Nieźle. Niektórzy ludzie naprawdę są kompletnymi świrami.
    Ostatecznie stwierdził, że lepiej będzie nie zastanawiać się nad tym, co takiego mu zabrali. Życie w niewiedzy często okazywało się znacznie lepsze.
    Wzruszył ramionami. Skoro Cillian znów zamierzał ignorować niektóre z jego pytań, to on będzie ignorował pytania Cilliana. Położył się na podłodze i przymknął powieki. Wiedział, że jako duch nie będzie mógł zasnąć, ale przynajmniej sobie odpocznie. Zaczął nucić sobie jakąś pierwszą lepszą piosenkę, nie przejmując się kompletnie niczym.

    [Jak dla mnie jest super. A Tobie jak się podoba? Niczego jak na razie nie popsułam (żadnej twojej koncepcji co do tego wątku)? :D
    Myślę, że na razie może się toczyć dalej spokojnie, chyba że ty wolisz coś w nim zmienić. :)]

    OdpowiedzUsuń
  16. [Ok, myślę, że wyjdzie nam z tego coś naprawdę fajnego. :D]

    Drgnął, gdy dotarł do niego dźwięk dzwoniącego telefonu. Ucichł na chwilę, wsłuchując się w głos Cilliana. Co jakiś czas marszczył brwi i kręcił głową z dezaprobatą, ledwie panując nad sobą, by się przypadkiem nie roześmiać. Ten facet był doprawdy... wyjątkowy. Tak, wyjątkowy. Kei chyba jeszcze nigdy nie spotkał nikogo takiego, jak on.
    Szkoda mu trochę było bliźniaczek, ale wyglądało na to, że Cillianowi nie. Kei nawet nie wiedział, dlaczego i jak umarły. Nie było to jednak nic, co musiał wiedzieć.
    Wrócił do nucenia piosenki, gdy Cillian zakończył rozmowę. Próbował sobie przypomnieć co to w ogóle była za piosenka. Hmm, to chyba coś z tego bollywoodzkiego musicalu, który kiedyś oglądał z babcią. Z zamyślenia wyrwał go głos Opiekuna. Podniósł się odrobinę, podpierając na łokciach. Otworzył najpierw jedno, a potem drugie oko i wbił w niego uważne spojrzenie.
    - Nie mam pojęcia, po co tak właściwie mi o tym mówisz. Przecież obaj doskonale wiemy, że ja i tak będę musiał zrobić wszystko, co tylko wymyślisz. Czuję się trochę tak, jakby ograbiono mnie z wolnej woli, no ale cóż... nic na to nie poradzę, nie?
    Jęknął cierpiętniczo, ponownie kładąc się na plecach i sunąc wzrokiem po suficie. Ciężka jest egzystencja ducha, to musiał przyznać.
    - Nie mogę spać, nie mogę jeść... Czy mogę robić cokolwiek innego oprócz chodzenia, leżenia lub siedzenia?

    OdpowiedzUsuń
  17. Kei nie zamierzał się buntować, bo doskonale zdawał sobie sprawy z tego, że to i tak nic by nie dało. Cillian był mu potrzebny, tak jak i on Cillianowi. No może nie tak dosłownie Cillianowi, ale całej tej organizacji, która zajmuje się duchami.
    - Akurat z tymi laskami to nie trafiłeś - zawiesił na chwilę głos, uśmiechając się kpiąco. - Nie widzę tutaj żadnych lasek. A jako, że nie mogę się stąd nigdzie ruszyć, to też nikogo sobie nie będę mógł podejrzeć pod prysznicem. Chyba, że ciebie - parsknął śmiechem.
    Spojrzał na niego szeroko otwartymi oczami, gdy ten tak po prostu się o niego potknął. Albo Cilli robił sobie z niego jaja, albo coś tu naprawdę było nie w porządku. Skrzywił się nieco, gdy telefon bez problemu przeleciał przez jego ciało. Zadrżał, gdy poczuł dotyk na swojej klatce piersiowej. Czuł niezwykłe ciepło dłoni Cilliana i naprawdę go to przeraziło.
    - Cillian, o co chodzi? - spytał niepewnie, ale tak jak się domyślał, nie otrzymał odpowiedzi.
    Podniósł się i stanął obok Opiekuna, który nic sobie nie robił z tego, że Kei chciałby dowiedzieć się, o co tutaj tak naprawdę chodzi. Dotknął jego ramienia, tak na próbę, a potem zwyczajnie lekko nim potrząsnął.
    - Nie ignoruj mnie, do cholery! - krzyknął, wytrącając mu z ręki telefon, który z głuchym łoskotem upadł na podłogę. - Cillian...?

    OdpowiedzUsuń
  18. Zaskoczyło go zainteresowanie, które dostrzegł w oczach Cilliana. Otworzył usta, ale szybko je zamknął. Chyba zrobiło mu się trochę przykro na myśl, że gdyby jego ciało nie leżało już w grobie, to mógłby do niego powrócić. Nie żeby jakoś specjalnie lubił swoje ciało. Było... zwyczajne, ale wciąż pozostawało jego ciałem. No i lubił swoje oczy, które miały niebiesko-fioletowy odcień.
    Jego zachowanie w pewnym sensie wybiło Keirana z rytmu. Zwyczajnie nie potrafił nie odpowiedzieć uśmiechem na uśmiech Cilliana. Uśmiech, którego jeszcze u niego nie widział. Jego palce były przyjemnie ciepłe. Kei zrobił krok w jego stronę, kompletnie nad sobą nie panując. Chciał więcej tego ciepła. Zanim jednak zdążył się bardziej wygłupić, głos Opiekuna przywrócił go do rzeczywistości.
    Uniósł jedną brew.
    - Zakochał od pierwszego wejrzenia? To znaczy, że gdybym się w kimś zakochał od pierwszego wejrzenia, to ten ktoś mógłby mnie dotknąć? - spytał z powątpiewaniem.
    Ruszył za nim i parsknął śmiechem, widząc cieknącą mu po brodzie strużkę mleka.
    - Zachowujesz się trochę jak takie duże dziecko, wiesz?
    Podszedł do niego i bez zastanowienia przesunął palcem po jego brodzie i szyi, uważnie obserwując ruch swojego palca. Dotykał jego przyjemnie ciepłej skóry, oczywiście nie wycierając mleka, którego nie mógł dotknąć. Swoją drogą, to naprawdę było dosyć frustrujące.

    OdpowiedzUsuń
  19. Kei znów zaczął się w tym wszystkim gubić i nie zapowiadało się, by Cillian pomógł mu się odnaleźć. Trudno. Miał wielką nadzieję, że jak najszybciej wszystko sobie przypomni i... no właśnie, co dalej? Wciąż będzie mógł tak po prostu odejść? Nie miał kompletnego pojęcia.
    - Super, wciąż nic nie rozumiem, ale ciebie nie za bardzo to obchodzi, nie?
    Prawie od razu zrobił kilka kroków w tył, mając nadzieję, że Cillian nie zdoła dostrzec, że jego słowa trochę zabolały Kei'a. Uśmiechnął się sztucznie, przesuwając wzrokiem wzdłuż całego ciała Opiekuna.
    - Jakoś wątpię w to, że jest co oglądać. Szkoda tracić czasu na podglądanie cię pod prysznicem. Masz zbyt duże... mniemanie o sobie. Jak już postanowisz, kiedy kiedy pójdziemy na tę całą wizję lokalną, to daj znać.
    Wrócił do salonu, czy czym tamto pomieszczenie właściwie było i tym razem usiadł niedaleko ściany i wbił wzrok w ścianę naprzeciwko.

    OdpowiedzUsuń
  20. - Zadałem ci już sporo pytań, które zignorowałeś. Jakoś nie mam ochoty pytać o nic więcej.
    Znów zaczął coś sobie nucić, próbując ignorować opiekuna, co oczywiście niezbyt dobrze mu wychodziło. W końcu oderwał wzrok od ściany i spojrzał na mężczyznę.
    - Słuchaj, naprawdę nie wiem o co ci chodzi. Widzę, że działam ci na nerwy i nie jesteś zadowolony z mojej obecności, więc zamierzam udawać, że mnie tutaj nie ma. Nie pasuje ci to? Trudno. Jeżeli przypomni mi się cokolwiek z dnia mojej śmierci, to od razu ci o tym powiem. - Zawahał się. - Ojciec zawsze był dziwny. Dziadek i on się nienawidzili. Ojciec nigdy się mną nie zajmował. Spłodził mnie i na tym skończyło się jego ojcostwo. Zajmowali się mną dziadkowie, a po śmierci babci, sam dziadek. Był świetnym facetem. Opowiadał mi o duchach, o życiu po śmierci, o... - urwał, gdy dotarło do niego, że trochę za bardzo się rozgadał. - Nie pamiętam żadnych obrzędów - dodał ze wzruszeniem ramion.

    OdpowiedzUsuń
  21. Kei rozumiał to, że Cilli może mu nie ufać, więc zwyczajnie na niego nie naciskał. Zapytał raz o jego wiek, ale skoro wtedy nie otrzymał odpowiedzi, to nie zamierzał drążyć tego tematu. Nie dał po sobie poznać, że słowa mężczyzny trochę go zaskoczyły.
    - Jesteś na mnie skazany. W pewnym sensie musiałeś mnie tutaj ze sobą zabrać - mruknął. - I wiesz, wcale nie zamierzam zmusić cię do tego, byś mnie polubił. Ja i tak pewnie niedługo stąd odejdę, więc chyba powinno mi być wszystko jedno, nie?
    Domyślał się, że z własnej woli Cillian ani nie zająłby się jego ochroną, ani tym bardziej nie zabrałby go do swojego mieszkania. Spojrzał na niego marszcząc brwi, gdy ten zapytał o dziadków Kei'a.
    - Hellen i Lucien Winters.
    Jeszcze bardziej zmarszczył brwi, zupełnie zbity z tropu reakcją Opiekuna.
    - O czym ty mówisz? Znałeś moich dziadków? Czekaj... Dziadek był taki jak ty, prawda? Dziadek też był Opiekunem! To stąd tyle wiedział o duchach, prawda? A te wszystkie bajki... to wcale nie były bajki.

    OdpowiedzUsuń
  22. - Widziałem już gdzieś tę książkę - mruknął, przyglądając się okładce. Tak, na pewno już gdzieś ją widział.
    Dziadek w testamencie pozostawił mu wiele rzeczy, głównie książek, ale Kei był zbyt zrozpaczony jego śmiercią, by choć zajrzeć do zapakowanych pudeł, które stały w jego pokoju.
    Słuchał go uważnie, nie do końca mogąc uwierzyć, że to co mówi, jest prawdą. Te wszystkie historyjki, które dziadek miał w zwyczaju opowiadać, opowiadał je Keiranowi z jakiegoś powodu.
    - Jak myślisz, ci w Izbie nie wiedzieli, że jestem jego wnukiem, czy po prostu to przemilczeli?
    Wciąż był w szoku. Jego dziadek był Opiekunem... Nie, kimś więcej niż Opiekun.
    - Byłem przy dziadku, gdy umierał. Powiedział mi coś, czego wtedy nie zrozumiałem... - zamyślił się na chwilę, próbując przypomnieć sobie ostatnie słowa dziadka. - Powiedział, żebym uważał na to, komu ufam. Ten, kto będzie udawał mojego przyjaciela, wcale nim nie jest. Podobno miałem zaufać tylko jednej osobie i przy niej czuć się całkowicie bezpieczny. Zapytałem go wtedy, jak mam poznać tę osobę, a on odparł, że będę wiedział. Wyczuję to - wstrzymał na chwilę oddech. - To ty. Mówił o tobie. Mówił, że na początku nie będzie łatwo, ale w końcu uda nam się... - urwał. Dziadek nie dokończył tego zdania. Wydał ostatnie tchnienie, spojrzał na Kei'a identycznymi tęczówkami, jakie miał chłopak, i odszedł z tego świata.
    Podniósł się i podszedł do Cilliana.
    - Zostawił mi list, który miałem przeczytać w swoje dwudzieste pierwsze urodziny. Nie wcześniej. Cillian... musimy pojechać do mojego domu. Może i nikomu o tym nie powiedział, ale coś czuję, że napisał.

    OdpowiedzUsuń
  23. Skrzywił się, gdy książka przeleciała przez jego ciało.
    - Gdybyś tak dobrze znał mojego dziadka, to wiedziałbyś, że on uwielbiał zagadki. Nigdy nie lubił mówić niczego wprost. Taki już był.
    Dziadek miał cholerną rację. Z tym człowiekiem było niezwykle trudno się dogadać. Tylko dlaczego to akurat jemu Kei miał zaufać? Dlaczego nie jakiejś znacznie milszej i towarzyskiej osobie? Gdyby tylko mógł zadać dziadkowi te wszystkie pytania...
    - Nie dostałem od niego tajemniczego pudła - prychnął zniecierpliwiony. - Przepisał mi w testamencie kilka książek, które teraz są zapakowane w kilku pudłach i stoją w moim pokoju. Wciąż nie pogodziłem się z jego śmiercią, więc ciężko mi było tam zajrzeć. Rozumiesz? A z resztą, nieważne. Po co ja ci to w ogóle tłumaczę? I tak myślisz, co chcesz.
    Uniósł jedną brew i pokręcił głową.
    - Nie kłopocz się, o wspaniały Opiekunie. Sam sobie poradzę. Nie potrzebuję twojej pomocy.
    Rzucił mu ostatnie spojrzenie, nim przeszedł przez drzwi. Chwilę zajęło mu ogarnięcie, gdzie w ogóle się znajduje, a potem od razu ruszył w kierunku swojego domu, zupełnie zapominając o możliwym niebezpieczeństwie.

    OdpowiedzUsuń
  24. - Nie jestem wrażliwy. To dopiero jeden dzień, a ja już mam cię dosyć - wymamrotał, siadając za nim i obejmując go w pasie. Oparł policzek o jego plecy i zamknął oczy. Coraz bardziej lubił to przyjemne ciepło jego ciała. Czuł się dziwnie w związku z tym, że mógł dotykać tylko Cilliana, a tylko Cillian mógł dotykać jego.
    Rozejrzał się uważnie, gdy znaleźli się już na miejscu. Spędził w tym miejscu całe swoje życie, ale nie czuł żalu, że już nigdy nie będzie tutaj mieszkał. Nienawidził tego miejsca. Uwielbiał za to dom dziadków, który znajdował się kilka kilometrów za Londynem i teraz stał pusty.
    - Jestem tylko ciekaw, jak chcesz zabrać te wszystkie pudła z rzeczami od dziadka, no ale... - mruknął, nim przeszedł przez drzwi.
    W domu panowała absolutna cisza, więc matka albo spała, albo jej nie było. Miał zamiar cofnąć się i powiedzieć Cillianowi, że wcale nie musi wchodzić przez okno, ale niech się facet trochę namęczy. Kei wspiął się schodami na górę, aż do swojego pokoju na strychu. Sapnął, gdy zobaczył kompletny bałagan. Wszystko było poprzewracane. Materac rozwalony, zawartość szafek i półek leżała na podłodze, tak jak i wszystkie jego ubrania. Obrócił się na pięcie i wybiegł z pokoju, po drodze potrącając stojącego w drzwiach Cilliana. Przeszedł przez ścianę do pokoju matki i zamarł.
    Jego matka nie spała. Jego matka nie żyła.
    - Cillian! - krzyknął, podchodząc do leżących na łóżku zwłok matki.
    Wszędzie była krew, bardzo dużo krwi. Wyciągnął dłoń, chcąc dotknąć matkę, ale jak się spodziewał, nie mógł tego zrobić.

    OdpowiedzUsuń
  25. Zabili jego matkę. Kobietę, która go urodziła i którą miał się opiekować. Były takie dni, gdy czuł do niej wielką nienawiść. Za to, że wszyscy zawsze byli ważniejsi od niego. Za to, że nigdy tak naprawdę się nim nie interesowała. A teraz... teraz czuł jedynie pustkę i chyba także żal. Zwyczajnie nie potrafił oderwać od niej wzroku. Wyglądała tak... niewinnie, jak nie ona.
    Nie spojrzał na Cilliana nawet wtedy, gdy ten objął go ramieniem. Nie mógł się ruszyć. Nie mógł zrobić żadnego kroku.
    - Nie, zostaw mnie... - wyszeptał, ale dał się pociągnąć.
    Poczuł kolejny nieprzyjemny uścisk w piersi na widok tego bałaganu. Rozglądał się, ale tak naprawdę niczego szczególnego nie mógł dostrzec. Ledwo docierał do niego głos Opiekuna.
    - Ja... nie wiem.
    Zatrzymał swoje spojrzenie na nim i w ostatniej chwili złapał książkę.
    - Nigdy nie przepadałem za Kubusiem Puchatkiem.
    Zacisnął palce na książce. Czuł się dziwnie, mogąc ją dotknąć.
    - Tutaj trzymałem pudła, ale matka coś ostatnio wspominała, że powinienem je gdzieś przenieść, choć nie mam pojęcia gdzie i po co.
    Podszedł do miejsca, w którym wcześniej stało łóżko i uklęknął. Nie miał pojęcia jak, ale jakimś cudem udało mu się podważyć deskę. Wcisnął rękę pomiędzy drewno i wyciągnął poszarzałą kopertę.
    - To list - mruknął, chyba bardziej do siebie, niż do niego. Nagle go olśniło. - Wiem, gdzie matka schowała pudła - zerknął na Cilliana, podnosząc się.
    Minął go i wyszedł z pokoju. Zbiegł na dół i zatrzymał się tuż przy wielkiej doniczce z jakimś kwiatkiem.
    - Pod tą doniczką jest klucz, musisz go wyciągnąć - powiedział, wyczuwając Cilliana tuż za sobą.

    OdpowiedzUsuń
  26. Nie miał pojęcia, dlaczego matka schowała pudła w piwnicy, ale naprawdę był jej za to wdzięczny. Może wiedziała więcej niż mu się wydawało? Była w końcu córką Luciena Wintersa, co prawda trochę zagubioną, ale wciąż córką.
    - Musimy zabrać te pudła - oznajmił. - Nie mam pojęcia jak, ale naprawdę musimy je stąd zabrać. Kto wie, co tam tak naprawdę jest? Może dziadek pozostawił tam coś więcej, niż tylko książki.
    Podszedł do tych trzech pudeł. Wciąż były zaklejone tak jak wtedy, gdy tylko je dostał. Położył rękę na jednym z nich, będąc pewnym, że nie będzie mógł ich dotknąć. Cóż, mylił się.
    - Mogę ich dotknąć. Tak jak Puchatka i listu, dlaczego? - spytał, choć wiedział, że nie jest to odpowiedni moment na zadawanie pytań.
    Już otwierał usta, by powiedzieć coś jeszcze, ale uniemożliwił mu to głośny huk. Prawie od razu znalazł się obok Cilliana, spoglądając na niego niepewnie.
    - Myślisz, że wrócili? - spytał szeptem.

    OdpowiedzUsuń
  27. - W oczach?
    Kei z każda chwila miał coraz więcej pytań i zaczął zastanawiać się, czy wystarczy mu czasu żeby je wszystkie Cillianowi zadać. Jakoś w to wątpił.
    Podążył za swoim Opiekunem, jakby bojąc się zostawić go chociaż na chwilę. Bał się o niego. Naprawdę się o niego bał. Nie miał pojęcia skąd wzięły się w nim te myśli i uczucia, ale nieźle go przeraziły.
    Zaskoczył go rozbawiony głos tego, którego przybycie wywołało taki huk. Wyjrzał zza Cilliana i spojrzał niepewnie na obcego mężczyznę, który w tym momencie wyglądał na rozbawionego.
    - Znacie się? - spytał, błądząc wzrokiem pomiędzy dwójką mężczyzn.

    [Niech ten ktoś będzie Opiekunem XD]

    OdpowiedzUsuń
  28. Kei nie miał do tego człowieka za grosz zaufania, choć sam nie wiedział dlaczego. Czuł na sobie ciekawskie spojrzenie Opiekuna, ale starał się je ignorować.
    - Ja... chciałem pójść jeszcze na górę... - zaczął niepewnie, ale zamilkł, gdy ten cały Alexander spojrzał na niego tak, jakby Kei postradał zmysły. Westchnął z rezygnacją i spuścił wzrok.
    Początkowo planował pomóc Cillianowi w zaniesieniu pudeł do samochodu drugiego Opiekuna, ale prawie od razu z tego zrezygnował. Nie chciał, by ten facet dowiedział się, że może dotykać pudeł.

    Cały czas milczał, co było do niego niepodobne. Próbował sobie wszystko poukładać w głowie, ale jakoś nie był w stanie. Tego było chyba po prostu za dużo. Najpierw jego śmierci, potem ta cała sprawa z duchami oraz Opiekunami, ten cały Zakon, a teraz jeszcze śmierć jego matki.
    - Cillian, czy mogę mieć do ciebie prośbę? - spytał, gdy znaleźli się już z powrotem w mieszkaniu Opiekuna. Nie czekajac na jego odpowiedź, kontynuował: - Bo nie ma nikogo, kto mógłby zająć się pogrzebem mojej matki. Czy... mógłbyś kogoś o to poprosić? - z każdym kolejnym słowem jego głos stawał się coraz cichszy, wręcz ledwie słyszalny. - Zapłacę ci. Mam, znaczy miałem, sporo oszczędności.
    Podniósł wzrok i spojrzał na niego błagalnie.
    - Proszę? Obiecuję, że jeżeli mi pomożesz to ograniczę mówienie do minimum. Nie będę nawet zadawać niewygodnych pytań. Zapomnisz o mojej obecności tutaj. Postaram się być niewidoczny. To jak?

    OdpowiedzUsuń
  29. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  30. - Cóż... nie jest ważne, co sobie myślałem. Po prostu chcę mieć pewność, że zostanie pochowana. Może i nigdy nie miałem z nią dobrego kontaktu, ale była moją matką.
    Obserwował go uważnie, a jego reakcja na przedmiot znaleziony w jednym z tych pudeł była co najmniej zastanawiająca. Jeżeli Cillian myślał, że Kei odpuści i nie będzie chciał dowiedzieć się, co takiego Opiekun tam zobaczył, to grubo się mylił. Na tę chwilę odrzucił wszystkie myśli dotyczące matki, jej śmierci i pochówku.
    Pokonał dzielącą ich odległość i zabrał mu pudło, którego zawartość przeglądał. Zajrzał tam przelotnie, całą swoją uwagę skupiając na tym przedmiocie, który Cillian najwyraźniej chciał przed nim ukryć. A przynajmniej chciał upewnić się, że Kei nie dowie się, co w nim jest, albo czym to jest. Odstawił karton na bok, zakładając ramiona na piersi.
    - Później przeczytam list. Co to jest? Musisz mi to pokazać. To jest moje - spojrzał na niego znacząco.

    OdpowiedzUsuń
  31. - To, co zabrałeś, też jest moje.
    Cilli chciał coś przed nim ukryć i ani trochę mu się to nie spodobało. Obserwował go z coraz bardziej rosnącą irytacją. Podążył za nim jak cień. Zerknął na szufladę, ale zaraz wrócił spojrzeniem od Opiekuna.
    - Cillian, nie rób ze mnie idioty. Oddaj mi to - zażądał, wskazując na zamkniętą szufladę, do której niestety nie mógł zajrzeć. Gdyby tylko mógł, to sam by sobie tamten przedmiot wyciągnął. Wiedział, że musiało to być coś specjalnego, skoro Cillian tak po prostu chciał to przed nim schować.
    - To należało do mojego dziadka, a teraz należy do mnie. Nie możesz sobie tego tak po prostu zabrać i schować. Oddawaj, w tej chwili.

    OdpowiedzUsuń
  32. - Twoje? Skoro jest twoje, to dlaczego dziadek zapisał mi to w testamencie?
    Kei naprawdę nie zamierzał odpuścić. Musiał dowiedzieć co to było i dlaczego Opiekunowi aż tak bardzo zależało na tym, by to przed nim ukryć.
    Uważnie przyjrzał się fotografii, a później Cillianowi. Podobieństwo było niezaprzeczalne, tylko skąd ta fotografia wzięła się w rzeczach dziadka?
    - Jak... dlaczego ten mężczyzna jest tak bardzo do ciebie podobny? To twój przodek? Cillian, wiem, że ukrywasz przede mną coś ważnego. Dlaczego mój dziadek miałby trzymać to etui? Powiedz mi szczerze, co tak naprawdę łączyło dziadka z tobą, tym człowiekiem ze zdjęcia, całą twoją rodziną. Dlaczego chciałeś to przede mną ukryć?

    OdpowiedzUsuń
  33. Cillian kłamał, a Kei doskonale o tym wiedział. Nie było jednak sensu dłużej drążyć tego tematu, bo chłopak wiedział, że i tak się niczego od niego nie zdoła dowiedzieć. A na pewno nie dziś.
    - Dziadek o tobie opowiadał. Wiele razy - rzucił, jakby od niechcenia. - Och, pieprz się. Będę robił co chciał. Tak się składa, że to wcale nie są pierdoły, ale dobra.
    Wzruszył ramionami, jakby było mu kompletnie wszystko jedno. Usiadł na podłodze i przysunął sobie jedno z pudeł, zupełnie ignorując Cilliana.. Na jego ustach pojawił się uśmiech, gdy zobaczył album ze zdjęciami. Wyciągnął go i zaczął przeglądać. Było wiele zdjęć ludzi, których Kei nie znał, ale było także wiele zdjęć dziadków, matki oraz jego. Głównie z okresu, gdy był jeszcze małym bobasem. Jedno zdjęcie szczególnie go zainteresowało. Był na nim dziadek, trzymający małego Kei'a na rękach i jakiś mężczyzna, którego twarz została wycięta. Odłożył to zdjęcie na bok i zamknął album. Zajrzał do pudełka i wyciągnął z niego małą szkatułkę. Sapnął z zaskoczenia na widok małej karteczki, Strzeż tego, Kei. Pod karteczką był jakiś naszyjnik, albo raczej talizman. Keiran miał wrażenie, że już kiedyś gdzieś to widział.
    - Wiesz, co to jest? - spytał Opiekuna, nie odrywając wzroku od wisiorka.

    OdpowiedzUsuń
  34. Zacisnął palce na talizmanie, nie do końca wiedząc, co powinien z nim zrobić. Dlaczego miał go strzec? Dlaczego dziadek przekazał to jemu, a nie komuś innemu? Komuś, kto lepiej by się w tym wszystkim orientował. Na przykład Cillian.
    - Dziadek był dobrym człowiekiem - powiedział prawie od razu. - I mówiłem ci już, że lubił zagadki. Pewnie obrał sobie za cel, by rozwikłać tę tajemnicę. Nie pochłonęło go to, na pewno.
    Włożył talizman z powrotem do szkatułki, a ją do pudełka. Przymknął na chwilę powieki.
    - Jestem już tym trochę zmęczony. Prawie niczego nie rozumiem. Niczego! A ty wcale mi nie pomagasz, odpowiadając ogólnikami na moje pytania. Mam dość. Tak bardzo żałuję, że zwyczajnie nie mogę odejść już z tego świata... A z resztą nieważne. Po co ja ci to wszystko mówię?
    W końcu otworzył oczy, ale nie spojrzał na Opiekuna. Zamiast tego wziął do ręki to zdjęcie, które wcześniej odłożył na bok i zaczął mu się uważnie przyglądać. Nie miał pojęcia, kim może być mężczyzna ze zdjęcia. Miał wrażenie, że dziadek wyciął jego twarz tuż przed śmiercią, by Kei nie dowiedział się, kim on jest. Tylko dlaczego?

    OdpowiedzUsuń
  35. - Kika miesięcy? Oby nie. Nie wytrzymam tyle. Zwariuję pośród tych wszystkich tajemnic i zagadek.
    Cillian po raz kolejny zaskoczył go swoim zachowaniem. Kei dotknął talizmanu i westchnął. Spojrzał na niego z wyraźną niepewnością w oczach. Po całym jego ciele rozlało się przyjemne ciepło, gdy poczuł jego dotyk na swoim karku.
    - Wiedziałem, że to ty - uśmiechnął się jednym kącikiem ust. - Przecież wiesz, że jeżeli nie chcesz o sobie mówić, to nie musisz. Z jakiegoś powodu dziadek wiedział, że się mną zaopiekujesz i że tylko tobie będę mógł zaufać. Ufam ci. Nie znam cię prawie wcale, prawie nic o tobie nie wiem, ale ci ufam. Wiem, że ty nie ufasz mi, ale trudno. Odejdę stąd prędzej czy później, a wszystko to, co mi o sobie powiesz, zabiorę ze sobą.
    W pewnym momencie obrócił się w jego stronę całym ciałem i złapał go za rękę. Przesunął po niej palcami, uważnie śledząc ten ruch.
    - To naprawdę frustrujące, że mogę dotykać tylko ciebie. Jesteś taki przyjemnie ciepły...

    OdpowiedzUsuń
  36. Roześmiał się w odpowiedzi na jego słowa, ale już w żaden sposób ich nie skomentował. Zamiast tego wyciągnął z kartonu jakieś papiery i zaczął je przeglądać. Podniósł wzrok, gdy usłyszał jego głos. Zamrugał kilka razy.
    Zwyczajnie się na niego zagapił, a gdy sobie to w końcu uświadomił, to poczuł się naprawdę głupio. Gdyby nie był duchem, to jego policzki w tym momencie zapewne przypominałyby kolorem dojrzałego pomidora. Wciąż jednak nie potrafił oderwać od niego wzroku, błądząc nim po całym jego ciele, jakby próbując zapamiętać każdy jego szczegół.
    - Nie, nie potrzebuję - wykrztusił i odchrząknął.
    Spuścił wzrok na trzymane w rękach papiery i odłożył je z powrotem do pudełka. Potem zsunął się cały na podłogę tuż przy ścianie i wbił wzrok w sufit.
    - Poleżę tu sobie - mruknął, chyba bardziej do siebie niż do niego. - Idź spać, Cilli.

    [Czy mi się wydaje, czy zniknął mój poprzedni odpis? :o]

    OdpowiedzUsuń
  37. [Ach nie, to ja znów dodałam go pod złą kartą... Jaki wstyd. Kurde, naprawdę przepraszam. XD]

    OdpowiedzUsuń
  38. Było głupio i naprawdę miał ochotę zniknąć. Nie miał pojęcia, jak długo przeklinał na siebie w myślach. W końcu się uspokoił i zaczął rozmyślać o tym wszystkim, co się dziś wydarzyło. Wzdrygnął się, gdy przed oczami stanął mi obraz matki. Jego martwej matki. Naprawdę było mu przykro z powodu jej śmierci.
    Otworzył oczy, gdy usłyszał jakiś szmer, a potem bardzo cichy głos. Niepokój przemknął przez całe jego ciało, gdy rozpoznał głos swojego Opiekuna. Podniósł się z podłogi i ruszył w kierunku jego sypialni. Musiał dowiedzieć się, co się dzieje. Musiał upewnić się, że jego Opiekun jest bezpieczny. Przeszedł przez ścianę i zatrzymał się tuż obok łóżka. Stał tak chwilę wsłuchując się w jego głos i marszcząc czasami brwi ze skonfundowania. W końcu podszedł jeszcze bliżej i usiadł na łóżku. Uważał jednak, by go przypadkiem nie dotknąć i nie obudzić.
    Siedział tak naprawdę długo, nim Cillian się obudził.
    - Nie podglądałem cię.
    Milczał przez chwilę, uważnie przyglądając się jego twarzy. Miał przedziwne wrażenie, że wciąż coś mu umyka. Coś ważnego.
    - Mówiłeś przez sen, Cillian - wyszeptał, jakby bojąc się odezwać się choć odrobinę głośniej. - Mówiłeś o nieśmiertelności. O sposobie na nieśmiertelność. Siedzisz w tym głębiej, niż ktokolwiek mógłby przypuszczać, prawda?

    [Cieszę się, że nie jesteś na mnie zły za te pomyłki. :D]

    OdpowiedzUsuń
  39. Nie miał najmniejszego pojęcia, jak powinien zareagować na to jego wyznanie. Musiał przyznać, że akurat czegoś takiego się nie spodziewał. W końcu zmusił się do tego, by powiedzieć cokolwiek.
    - Mam rozumieć, że jesteś geniuszem, tak?
    Spojrzał na niego z lekkim rozbawieniem. Czuł, że to wszystko coraz bardziej zaczyna go przytłaczać. Został zamordowany, a teraz jest duchem i wylądował z Opiekunem, o którym miał tylko szczątkowe informacje.
    - Myślę, że dziadek zapisał mi w testamencie te wszystkie rzeczy tylko po to, by większość z nich trafiła w twoje ręce. Chociażby tamto twoje zdjęcie. Wątpię, by chciał, bym ja je miał. Wiem, że tuż przed śmiercią chciał się z kimś skontaktować. Był już jednak zbyt zmęczony i nawet nie potrafił przypomnieć sobie imienia. Mogę się założyć, że chodziło o ciebie - uświadomił to sobie leżąc na zimnej podłodze, w ciemnym salonie Cilliana. Miał wrażenie, że w tym wszystkim w równej mierze chodziło o nich dwóch. Z jakiegoś powodu w pudłach znalazło się zdjęcie Cilliana oraz z jakiegoś powodu to właśnie Cillian został Opiekunem Kei'a.
    Podniósł się i podszedł do Cilliana. Dzieliło ich zaledwie kilka centymetrów, a Kei doskonale wyczuwał ciepło bijące z ciała Opiekuna.
    - Nie obchodzi mnie to, co kiedyś robiłeś. Teraz... siedzimy w tym wszystkim razem, a ja nawet nie próbuję cię oceniać. Robiłeś to z jakiegoś powodu i tyle. Możesz mieć wiele cieni, bądź nie mieć żadnego, dla mnie to nie ma znaczenia. Jeżeli nie chcesz, to nie musisz nic więcej mówić mi o swojej przeszłości. A teraz wracaj spać.
    Uśmiechnął się jednym kącikiem ust, odsuwając się od niego trochę niechętnie.

    OdpowiedzUsuń
  40. [No coś ty. Jasne, że mi to nie przeszkadza. Jest ok. :D]

    Mógłby się kłócić z Cillianem i mówić, że Opiekun na pewno jest geniuszem, ale wiedział, że byłoby to bezcelowe. Znając ich dwóch i tak za jakiś czas zapewne się pokłócą. Albo to Kei będzie próbował się pokłócić z Cillianem... Nieważne.
    Keiran był w szoku. Po raz kolejny. Zastanawiał się, czy po tym wszystkim, czego dowiedział się podczas ostatnich dwudziestu czterech godzin, coś jeszcze będzie w stanie go zaskoczyć. Coś niezwiązanego z duchami, zakonem, czy nieśmiertelnością.
    - Jesteś byłym mistrzem zakonu... Zakonu, który morduje ludzi tylko po to, żeby znaleźć sposób na nieśmiertelność. Świetnie. Czy wszyscy o tym wiedzą? To znaczy, wszyscy z twojego środowiska, ludzie z izby, inni Opiekunowie?
    Nie oceniał go, oczywiście, że nie. Zwyczajnie próbował to wszystko sobie poukładać w głowie.
    Przeczesał dłonią włosy, krzywiąc się nieco. Czuł się dziwnie, wciąż mogąc to zrobić. Spojrzał na Cilliana z krzywym uśmiechem.
    - Przecież wiesz, że pójdę z tobą wszędzie - dopiero, gdy wypowiedział te słowa na głos, uświadomił sobie, jak idiotycznie brzmiały.
    Nie przyznał mu się, że najchętniej nigdzie by się stąd nie ruszał. Czuł się bezpiecznie w tym mieszkaniu i nie chciał tego bezpieczeństwa stracić.
    - Dobra, to gdzie idziemy? Ale, Cilli, ty wiesz, że jest środek nocy, prawda?

    OdpowiedzUsuń
  41. - Myślę, że doskonale to rozumiem - mruknął.
    Miał nadzieję, że nie będą już dłużej ciągnąć tego tematu. Przynajmniej na razie. Chyba nie chciał myśleć o Cillianie, jak o byłym mistrzu Zakonu. Zakonu, który najprawdopodobniej przyczynił się do śmierci Kei'a.
    - Podobają ci się moje oczy, co? - parsknął śmiechem.
    Tym razem zamiast podążać za nim, poszedł od razu do salonu. Przyjrzał się kanapie, jakby ta co najmniej wyglądała tak, jakby mogła go zjeść. Poczekał aż Cillian do niego dołączy i dopiero wtedy ostrożnie zasiadł obok niego. Pokręcił się chwilę, szukając odpowiedniej pozycji. O dziwo, zdecydowanie wygodniej siedziało mu się na podłodze.
    - Bezwstydnie wykorzystać? Mnie? - uniósł jedną brew, pochylając się nieznacznie w jego stronę. - I to ty nie obiecuj, bo się jeszcze za bardzo tym podniecę. A jako duch... co jeżeli później nie będę mógł rozładować napięcia, hmm? - zastanowił się przez chwilę, aż w końcu westchnął z rezygnacją. - Pewnie by mi nawet nie stanął, nie? Cholera, naprawdę ciężkie jest życie ducha.
    Pociągnął nosem i wydął dolną wargę. Roześmiał się, ale śmiech uwiązł mu w gardle na samo wspomnienie jego zwłok.
    - Okej - mruknął tylko, wbijając wzrok w ścianę naprzeciw.

    OdpowiedzUsuń
  42. - Przypominam ci, że ja nie jestem takim zwykłym duchem. I nie, nie musisz wychodzić. Sprawdzę później, jak znów pójdziesz spać - powiedział z rozbawieniem.
    Oderwał wzrok od ściany i spojrzał na Cilliana.
    - O, jednak cię to interesuje? - spytał z ironią, również się podnosząc.
    Usiadł obok niego i również zaczął przeglądać zdjęcia. Wiedział, że dziadkowie mieli ich sporo, ale nie że aż tyle. Jedno przedstawiało jego matkę, gdy była jeszcze nastolatką. Ledwie ją poznał, tak bardzo się zmieniła.
    - Mówił, że jesteś dobrym, ale niezwykle zagubionym człowiekiem. Nie pozwalasz prawie nikomu się do siebie zbliżyć. Nie umiesz zaufać, albo może zwyczajnie nie chcesz. Powtarzał, że trzeba mieć do ciebie dużo cierpliwości.
    Przejrzał kolejne kilka zdjęć i podniósł wzrok na Cilliana.
    - Znasz niektórych ludzi z tych zdjęć? O... na przykład tego faceta.
    Podał mu jedno ze zdjęć, na których był uwieczniony ów mężczyzna.

    OdpowiedzUsuń
  43. Dziadek powiedział Kei'owi znacznie więcej, ale on postanowił na razie nie powtarzać tego Cillianowi. A przede wszystkim nie mógł powiedzieć przed czym dziadek go przestrzegł. Wtedy go wyśmiał, ale teraz... Teraz powoli zaczynał sądzić, że może dziadek rzeczywiście miał rację.
    - Może podmienili mnie w szpitalu? - zażartował.
    Doskonale jednak wiedział, że nikt nie mógł go podmienić, bo był zbyt podobny do rodziny swojej matki. No i te oczy. Oczy miał takie same jak ona i dziadek. No może nie takie same - jego były trochę jaśniejsze. Babcia często żartowała, że to przez zmieszanie się genów Wintersów z Blythe'ami.
    Żałował, naprawdę żałował, że matka nigdy nie zaufała mu na tyle, by przyznać się, że coś ją męczy. Keiran nie widział duchów i mógł jedynie przypuszczać, jak matka się czuła. Jak czuje się Cillian.
    - Wiesz... akurat tego, że jest niezbyt dobry w łóżku, nie musiałeś mi mówić. Obyłbym się jakoś bez tej informacji - roześmiał się, przyglądając się owemu mężczyźnie. - Mam wrażenie, że już kiedyś gdzieś go widziałem - powiedział, gdy Cilli pokazał mu tego człowieka, który pojawiał się najczęściej.
    Sięgnął po album i przerzucił kilka stron. Znalazł zdjęcie na którym był dziadek, trzymający na rękach małego Kei'a oraz właśnie ten człowiek. Nie patrzył w stronę obiektywu, tylko wpatrywał się w Keirana z nieodgadnionym wyrazem twarzy.
    - To on, prawda? Wygląda tak... znajomo. Patrząc na niego mam wrażenie, że go znam.

    OdpowiedzUsuń
  44. Spojrzał na swojego Opiekuna marszcząc brwi. Wielki władca cieni... Nie, wciąż nie wiedział, kim jest ten człowiek.
    - Nie rozumiem, dlaczego mam z nim aż tak dużo zdjęć. Nigdy wcześniej ich nie widziałem... - mruknął, znów zaglądając do pudła. Wyciągnął z niego grubą, pożółkłą kopertę. Była zaklejona, więc chwilę się z nią mocował. A potem na podłogę wysypały się kolejne zdjęcia. Wszystkie Kei'a. Podniósł jedno z nich i dostrzegł jakiś napis na odwrocie Kei, 2 lata, kolejne Kei, 10 lat. Większość zdjęć była podpisana, ale nie wszystkie. A potem zauważył list.
    - Drogi Lucienie, odsyłam ci wszystkie zdjęcia Kei'a, które mi podarowałeś, ale także te, które zrobiłem sam. Nie mogę trzymać ich u siebie. Najważniejsze jest to, żeby zapewnić mu bezpieczeństwo, pamiętaj o tym. Dziękuję za wszystko, przyjacielu. Dbaj o niego. X - przeczytał na głos, nawet nie zdając sobie sprawy z drżenia swojego głosu. - PS Zatrzymałem tylko to ostatnie, z osiemnastych urodzin Kei'a. Jest na nim taki podobny...
    Odłożyli list na kupkę zdjęć i spojrzał na Cilliana.
    - Po co mu były moje zdjęcia? - spytał, choć doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że Cilli zapewne nie zna odpowiedzi na to pytanie. - Nie znam tego człowieka. Nie wiem, kim jest. To musi być jakiś głupi żart.
    Kei miał odpowiedź na wyciągnięcie ręki, ale chyba nie potrafił po nią sięgnąć.

    OdpowiedzUsuń
  45. Pokiwał lekko głową. Jego matka miała o kilka lat młodszą od siebie siostrę, która rzeczywiście zginęła w wypadku samochodowym.
    - Byłem bardzo mały, gdy zginęła. Nawet jej nie pamiętam - powiedział w końcu, z ociąganiem. - Ale co ona ma z tym wspólnego?
    Spojrzał na Opiekuna szeroko otwartymi oczami. To co mówił pokrywało się z jego własnymi przemyśleniami. Ale to nie mogła być prawda.
    - Może mnie nie chciał, bo nie mam żadnych talentów. Jestem nikim. Jestem bezużyteczny i nic nie warty tak samo, jak Blythe.
    Tak naprawdę to nie mógł w to uwierzyć. Był synem Blythe'a. Synem faceta, który znęcał się nad nim, gdy był jeszcze dzieckiem. Ten facet nie mógł być jego ojcem, po prostu nie mógł. Cillian musiał się mylić.
    - Nie pieprz durnot, on nie może być moim ojcem. Mam już ojca, najgorszego z możliwych.
    Zebrał wszystkie zdjęcia i wcisnął je z powrotem do koperty, tak samo jak ten przeklęty list. Chyba zaczął żałować, że zabrali te pudła, że w ogóle postanowili do nich zajrzeć. Najchętniej... najchętniej to spaliłby te wszystkie zdjęcia. Nie chciał już nigdy więcej ich oglądać. Pozbierał resztę rzeczy i wszystko wrzucił z powrotem do pudła.
    - Spal te zdjęcia, Cillian. One i tak nie pomogą nam w rozwiązaniu sprawy z Zakonem. A tylko po to tu jestem. To... - wskazał na pudło - to już nie ważne.

    OdpowiedzUsuń
  46. Zacisnął wargi w wąską linię. Sam już do końca nie wiedział, czy aby na pewno chce dowiedzieć się prawdy. A co jeżeli prawda okaże się zupełnie inna, niż im się wydaje? Jednak chyba najbardziej bał się tego, że jeżeli ten facet był jego ojcem i poznają powód, dla którego nikt obcy nie mógł się o tym dowiedzieć, to słowa Kei'a będą miały swoje pokrycie. Że nie chciał go, dlatego, że Kei nie był szczególnie utalentowany, a dla takiej osoby był zwyczajnie niepotrzebny.
    - Sądzisz, że czuja jest ta krew? Tego człowieka?
    Uśmiechnął się lekko w odpowiedzi na jego dotyk.
    - Do lata zdążysz sobie znaleźć innego ducha - stwierdził z rozbawieniem, choć na samą myśl, że nie będzie go już tutaj w lecie, czuł nieprzyjemny uścisk w piersi. Dotarło do niego, że najchętniej w ogóle by tutaj został. Nie chciał odchodzić, ale wiedział też, że nie może zostać.
    Przymknął powieki i rozluźnił się pod wpływem jego dotyku. Nie czuł się już taki zimny. Gdy Cillian go dotykał, to miał wrażenie, że wciąż żyje, że wcale nie umarł. Nie otwierając oczu położył dłoń na jego ręce, która wciąż spoczywała na jego lędźwiach, i przesunął palcem wzdłuż ręki, przedramienia i ramienia.
    - Nikomu o niczym nie powiem. Przecież wiesz, że jest tylko jedna osoba, której ufam. Wiem, że to delikatna sprawa i nikt nie może się dowiedzieć.
    Spojrzał na niego spod rzęs, sunąc palcami po jego szyi. Objął dłonią jego policzek i przesunął kciukiem wzdłuż jego dolnej wargi.
    - Dlaczego wcześniej pytałeś o siostrę mamy? Uważasz, że ona ma coś z tym wszystkim wspólnego?

    OdpowiedzUsuń
  47. Zacisnął palce na talizmanie, gdy dotarły do niego słowa Cilliana. Krew człowieka ze zdjęcia. Człowieka, który możliwe, że jest jego ojcem... Nie, nie jest. Na pewno nie. Po raz kolejny powtórzył w myślach, że jego ojcem jest Blythe. Jeżeli będzie sobie to ciągle powtarzał, to może w końcu rzeczywiście w to uwierzy, bo już zaczął wątpić.
    - Już zdążyłem zapomnieć, że skończyłem dwadzieścia jeden lat. Tych urodzin na pewno nie będę wspominać zbyt dobrze - uśmiechnął się kpiąco.
    Otworzył usta, ale nie wydobył się z nich żaden dźwięk, i spojrzał na niego szeroko otwartymi oczami. Nie była moją biologiczną matką? Więc kto... Ciotka? Nie. Niemożliwe.
    - Sądzisz, że moją biologiczną matką była ciotka, tak? Katherine zginęła, gdy byłem mały. Nawet jej nie pamiętam. Mama nigdy nie chciała o niej opowiadać. Dziadek mi kiedyś powiedział, że dawno temu strasznie się pokłóciły. Skoro był skłócone, to dlaczego miałaby zaopiekować się dzieckiem siostry, którą podobno gardziła?
    Kei nie chciał przyznać tego na głos, ale wszystko powoli zaczynało się układać. To, że nigdy nie miał z matką dobrego kontaktu. To, że często powtarzała, jak bardzo był podobny, choć nigdy nie wyznała do kogo.
    Otrząsnął się ze swoich myśli, akurat gdy Cillian schował ostatnie pudło. Wcisnął ręce w kieszenie swoich jeansów. Wciąż nie wierzył w to, że może to zrobić.
    - Super. To gdzie jedziemy najpierw?

    OdpowiedzUsuń
  48. Jak na razie chyba zwyczajnie nie chciał zastanawiać się, czy możliwe jest, żeby to Katherine była jego matką. A do tego ten tajemniczy mężczyzna ze zdjęć... Kei nie potrafił zrozumieć jednego - dlaczego dziadek mu wcześniej czegoś nie powiedział? Przecież miał ku temu wiele okazji. Przecież wiedział, jak Kei czuje się żyjąc z matką, nawet jeżeli tylko przybraną.
    - Teraz już nie zamierzasz tego robić, prawda? Cholera, ciało dziadka na pewno już się rozłożyło!
    Aż się wzdrygnął na samą myśl, że Cillian zamierzał wykopać trumnę. Cóż, zdecydowanie nie chciałby być tego świadkiem. Wolał zachować w pamięci żywego dziadka. Zdecydowanie.
    - Ale... ale... moich zwłok nie będziesz chciał wykopać, prawda? - spytał, czując, jak coś przewraca mu się w żołądku.
    Nawet jeżeli Cilli wpadnie na tak cudowny pomysł, jak odkopanie jego trumny i postanowił go zrealizować, to Kei miał wielką nadzieję, że nie będzie musiał mu w tym towarzyszyć.
    - Szybszy, ale robi więcej szkód. Nie szkoda by ci było twojej ręki? - parsknął śmiechem.

    Podczas drogi próbował uzmysłowić sobie, gdzie został znaleziony. Albo raczej - gdzie zostały znalezione jego zwłoki. Wydawało mu się, że to normalne, że tego nie wie. Zmarszczył brwi, gdy Cillian zatrzymał się w doskonale znanym mu miejscu.
    - Szkoła? Znaleziono mnie koło szkoły?
    Odkleił się od jego pleców i zszedł z motoru, rozglądając się po znajomym terenie.

    OdpowiedzUsuń
  49. Patrzył wszędzie, byleby tylko nie musieć patrzeć na drugiego Opiekuna. Co miał poradzić na to, że nie czuł się zbyt pewnie w jego towarzystwie? Dziwne przeczucie kazało mu pozostać czujnym. Chciał powiedzieć o tym Cillianowi, ale ostatecznie stwierdził, że ten zapewne tylko by go wyśmiał.
    - Nie, nic. Nie mam pojęcia, dlaczego zostawili mnie akurat tutaj. Żywego, czy martwego - wzruszył ramionami, wbijając wzrok w swoje buty.
    Próbował, naprawdę próbował sobie coś przypomnieć. Skoro jeszcze żył, gdy go tutaj zostawili, to powinien cokolwiek pamiętać.
    - Spróbuj sobie przypomnieć. To ważne.
    Drgnął, słysząc głos Alexandra. Podniósł wzrok i spojrzał na niego po raz pierwszy odkąd tu przyjechali.
    - A myślisz, że nie próbuję sobie przypomnieć? Nie jestem idiotą. Wiem, że to ważne - powiedział, mrużąc oczy.
    Niepokój się wzmógł, gdy ich spojrzenia się spotkały. To Opiekun pierwszy odwrócił wzrok. Kei westchnął i spojrzał na Cilliana.
    - Naprawdę nic nie pamiętam, Cillian. Może... może szkoła ma dla nich jakieś ważne znaczenie? To szkoła z wieloma tradycjami. Istnieje od bardzo dawna. Może tu chodzi o samo miejsce, a nie o mnie? Cholera, nie wiem.

    OdpowiedzUsuń
  50. - Sir Franciss Bringman... dużo się o nim uczyliśmy. Pamiętam, że pisałem o nim nawet pracę. Szkoła co kilka lat organizuje też konkurs z wiedzy o nim i jeszcze o kilku innych osobach, które pomogły w założeniu i prowadzeniu szkoły - powiedział, przypominając sobie, jaką jego była nauczycielka miała obsesję na punkcie tego faceta. Prawie na każdej lekcji przypominała im o tym, kto jest założycielem szkoły. Tylko, że teraz nie była to prywatna szkoła dla wysoko urodzonych. Teraz była to szkoła dla wszystkich, bez względu na ich status materialny czy pochodzenie.
    Przysłuchiwał się ich krótkiej wymianie zdań, ani myśląc, by choć spróbować się wtrącić. Tak szczerze mówiąc, to chciał jak najszybciej stąd uciec. Myślał nawet o ucieczce samopas, ale wtedy przypomniał sobie o łańcuszku.
    - Skoro był jednym z mistrzów alchemicznych to to wcale nie jest takie dziwne. Dziwne byłoby, gdyby wszystko się zgadzało - mruknął, ledwie zauważalnie przybliżając się do Cilliana.
    Gdy Alexander ponownie odwrócił się tyłem do nich, Kei złapał Cilliego za ramię i odciągnął odrobinę na bok.
    - Chodźmy już stąd, błagam. Mam...- urwał, uświadamiając sobie, że nie powinien mówić Cillianowi o tym, że ma złe przeczucia związane z drugim Opiekunem. Pewnie zwyczajnie świrował. - Źle się tutaj czuję. I zapewne i tak nie uda mi się niczego przypomnieć.
    Przybliżył się do niego maksymalnie blisko i przysunął usta do jego ucha.
    - Myślę, że to ma jakiś związek z podziemiami. Szkoła podobno została zbudowana na fundamentach jakiegoś zamku. Jeżeli mam cokolwiek tutaj znaleźć, to na pewno nie na powierzchni ziemi.

    OdpowiedzUsuń
  51. Otworzył usta, by coś powiedzieć, ale nie zdążył. Wyglądało na to, że nie miał tutaj nic do powiedzenia. No cóż, trudno. Podążył za Cillianem, ani myśląc pozostać z Alexandrem.
    Odetchnął z ulgą, bo wyglądało na to, że jego złe przeczucia nie były bez pokrycia.
    Zsiadł zaraz po nim i spojrzał na niego, nawet nie próbując ukryć swojego zaskoczenia.
    - Co? Jak to nie wiesz, czy będziesz mógł mnie dalej pilnować? Cillian, przecież wiesz, że... - urwał, gdy drzwi się otworzyły.
    Miał zamiar zapytać się, kim do cholery był ten cały Ian, ale nie zdążył tego zrobić, co Cillian zaczął zdawać kobiecie relacje.
    - Nie ufam mu. Nie czuję się przy nim zbyt pewnie. Ma taką jakby... jakby... złą aurę. Nie potrafię tego wytłumaczyć, po prostu to czuję. Na przykład Cillian, gdy tylko go zobaczyłem, to wiedziałem, że nie zrobi mi krzywdy. Tak samo bliźniaczki. Przy Alexandrze czułem się tak, jak przy moim ojcu. Prawie identycznie.
    Domyślał się, że go nie zrozumieją i najpewniej uznają go za wariata. Nie potrafił im jednak tego inaczej wytłumaczyć. Dziadek zawsze powtarzał, że Kei ma nosa do ludzi i prawie od razu potrafił rozpoznać dobrych od złych.
    - On coś ukrywa i ma to jakiś związek z Izbą, wiem to - zawahał się. - Nie patrzył mi w oczy. Nie potrafił wytrzymać mojego spojrzenia, a to znak, że coś ukrywa.
    Przygryzł dolną wargę, doskonale zdając sobie sprawę z tego, że to co mówił mogło nie trzymać się kupy. Wątpił w to, by mu uwierzyli. Niby jak miał im udowodnić, że mówi prawdę?
    Podniósł wzrok i spojrzał w oczy tej całej szefowej. Kobieta zmarszczyła brwi, ale nie odwróciła wzroku.
    - Twoje oczy... są dziwne, niespotykane - powiedziała, w końcu przerywając ich kontakt wzrokowy.
    Kei wzruszył ramionami i spuścił wzrok na swoje buty. Nie było to nic, czego by już wcześniej nie usłyszał.

    OdpowiedzUsuń
  52. Kei chciał im powiedzieć, że to było coś więcej niż tylko przeczucie, ale w ostatniej chwili ugryzł się w język. Oni i tak by nie zrozumieli. Nikt nie rozumiał.
    Nie wsłuchiwał się w ich rozmowę. Był zbyt zajęty własnymi myślami. Drgnął dopiero, gdy usłyszał swoje imię.
    - Zostaję z Cillianem. Nie chcę żadnego innego Opiekuna - powiedział, patrząc na nią twardym wzrokiem.
    - Jesteś pewien, że chcesz z nim zostać?
    - Tak.
    - Ale zdajesz sobie sprawę z tego, że to nie jest zbyt bezpieczne?
    - Tak.
    - Dlaczego chcesz z nim zostać? Chyba się nie zakochałeś, co? Jesteś duchem, Kei. Niedługo stąd odejdziesz. Nie powinieneś zakochiwać się w osobie, która tu zostanie, gdy ty odejdziesz. Dosyć często zdarza się tak, że duch zakochuje się w swoim opiekunie, ale to nie ma sensu. Każdy duch w końcu przechodzi na drugą stronę.
    Kei był tak bardzo zaskoczony jej słowami, że przez chwilę zwyczajnie nie wiedział, co powinien odpowiedzieć.
    - Ja... - odchrząknął. - Czuję się z Cillianem bezpiecznie. I ufam mu. Czy to pani nie wystarczy?
    Kobieta jeszcze przez chwilę przypatrywała mu się uważnie, ale w końcu kiwnęła głową. Wciąż nie wyglądała na przekonaną, ale chyba nie chciała się z nim kłócić. Kei i tak nie zamierzał zmienić zdania. Nagle coś go tknęło i spojrzał na Cilliana.
    - Chyba, że ty chcesz się mnie pozbyć - mruknął, a jego wzrok padł na łańcuszek. - To jak, Cillian? Pozbywasz się mnie, czy pozwolisz mi z tobą zostać?

    OdpowiedzUsuń
  53. Roześmiał się, kręcąc głową z dezaprobatą. Cillian pewnie nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, że dzięki jego słowom Kei zdołał się choć trochę rozluźnić. Do tej pory wciąż był spięty, nawet gdy upewnił się, że szefowa Cilliana jest po ich stronie, albo raczej - że ogólnie jest po dobrej stronie. Nie miała niczego do ukrycia, nie odwracała wzroku. Kei wiedział, że jest po prostu... dobra.
    Pomachał jeszcze kobiecie i nawet posłał jej lekki uśmiech, nim Cilli wyciągnął go na zewnątrz.
    - Cóż, to wyjaśnia jej słowa. Chyba nikt nie chciałby być na jej miejscu - powiedział i westchnął.
    Naprawdę jej współczuł. W pierwszej chwili nie miał pojęcia, dlaczego tak dopytywała, ale teraz już wiedział.
    - Chciałem ci już wcześniej powiedzieć o tym całym Alexandrze, ale byłem pewien, że mnie wyśmiejesz. No bo, kto normalny by mi uwierzył? Tylko dziadkowie wierzyli i zawsze powtarzali, że mam nosa do ludzi. Ale to było coś więcej, niż zwykłe przeczucie... Ja widzę, po prostu widzę, gdy ktoś coś ukrywa. Nie wiem co, ale wiem, że ukrywa. Uch, to takie skomplikowane... Nie mam pojęcia, jak to wytłumaczyć.
    Sięgnął do talizmanu i zacisnął na nim palce.
    Pokiwał lekko głową, a potem tradycyjnie wsiadł zaraz za nim na motor.
    - Po co jedziemy na cmentarz? I pamiętasz jeszcze o tym, że obiecałeś pochować gdzieś moją matkę, prawda?
    Nie obchodziło go to, że ta kobieta mogła wcale nie być jego matką. Mimo wszystko była nią odkąd pamiętał, nawet jeżeli przybraną.

    OdpowiedzUsuń
  54. Wiedział, że dziadek miał pewien instynkt, ale wiedział także, że to co on odczuwał, różniło się trochę od tego, co odczuwał dziadek. Chciał mu powiedzieć, że zrobiłby wszystko, gdyby trzeba było, żeby uratować mu życie, ale w ostatniej chwili się powstrzymał. Gdyby to powiedział, to Cillian zapewne uznałby go za jeszcze większego świra niż do tej pory.
    Kei spojrzał na niego ze zmieszaniem. A jednak pojawiło się coś, co go zaskoczyło. Szybko się ogarnął, by Cillian nie zdołał zauważyć, jakie wrażenie jego słowa na nim zrobiły.
    - To okrutny los. Znacznie gorszy od śmierci - przyznał, ostrożnie wypowiadając każde słowo.
    Wciąż ciężko mu było uwierzyć w to, czym Cillian kiedyś sie zajmował. Mimo wszystko, gdzieś w głębi duszy musiał być dobry. Dziadek to wiedział, Kei również.
    - Z jakiegoś powodu dano ci drugą szansę, pamiętaj o tym - powiedział cicho, ledwie słyszalnie.
    Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że Cillian nie oczekiwał takich słów od niego, ale Kei zwyczajnie czuł przemożną potrzebę wypowiedzenia tego.
    - To byłoby bardzo w stylu dziadka - mruknął. - Właśnie. Myślę, że powinniśmy odwiedzić jego dom. Odziedziczyłem go razem z tymi wszystkimi rzeczami. Początkowo chciałem go nawet sprzedać, ale nie potrafiłem. Gdyby się go wyremontowało, to byłby z tego całkiem fajny dom. Dziadkowie sami go zbudowali. Pojedziemy tam, jak już załatwimy wszystko na cmentarzu?

    OdpowiedzUsuń
  55. Kei był tutaj kilka dni wcześniej, upewniając się, że wszystko jest w porządku. A do tego upewnił się, że sąsiadka z naprzeciwka ma oko na dom.
    Skrzywił się, gdy Cillian usiadł na jednym z foteli. Na fotelu, który to on zawsze zajmował.
    Przez chwilę poważnie rozważał jego słowa. Może to wcale nie był taki zły pomysł? Ten dom wiele znaczył dla dziadka i właśnie dlatego przepisał go Kei'owi.
    - Gdybyś mnie o to poprosił to tak. Przepisałbym ci ten dom - powiedział, powoli krążąc po pomieszczeniu. - Ale chyba jednak tego nie zrobię. Bo ty nie poprosisz, co?
    Zatrzymał się przy ścianie, na której wisiało kilka ramek ze zdjęciami. Było tam ślubne zdjęcie dziadków, Zdjęcie babci w ciąży. Zdjęcie dwóch dziewczynek trzymających się za ręce. Zdjęcie babci trzymającej na rękach małego Kei'a. A potem zdjecia portretowe; dziadka, babci, matki Kei'a, Kei'a i ciotki Katherine. Zdjęciu ciotki przyglądał się najdłużej, tak jak chyba nigdy wcześniej. Kobieta wyglądała tak... znajomo, bardzo znajomo. Czy to możliwe, że to właśnie ona jest jego matką?
    - Naprawdę zamieszkałbyś w tym domu? - spytał, w końcu zmuszając się do tego, by oderwać wzrok od zdjęć. - Bo nie byłoby fajnie, gdybyś go tak po prostu sprzedał. Wiesz ile znaczył dla dziadka, prawda? Prawie tyle samo znaczył dla mnie. Zawsze uwielbiałem przebywać w tym domu.

    OdpowiedzUsuń
  56. - Nie, nie jesteś prosiakiem, ale powinieneś umieć o coś prosić. To normalne. a ty mówisz to tak, jakby było co najmniej dziwne i niespotykane. Ludzie proszą, dziękują i przepraszają - powiedział, pomimo tego, że wiedział, że w ogóle nie powinien się odzywać. Cillian i tak go nie słucha. - Naprawdę nie wiem, czy chciałbym przepisać ten dom tobie. Bo... dlaczego akurat ty?
    Pokręcił głową, ale poważnie zaczął zastanawiać się, co teraz stanie się z domem. To tylko kwestia czasu, aż ktoś się nim zainteresuje. A Kei nie mógł pozwolić na to, by dom dziadków trafił do ojca. Może przepisanie go Cillianowi będzie najlepszym wyjściem?
    Złapał się na tym, że się wyłączył i przestał go słuchać. Ocknął się i podążył zaraz za nim.
    - Kiedyś chciałem zejść na dół, ale dziadek mi zabronił. Powiedział, że przyjdzie czas, gdy będę gotowy żeby tam zejść, ale jak na razie wciąż było zbyt wcześnie - mruknął, po raz ostatni rozglądając się po spiżarni. Na pułkach dostrzegł jeszcze kilka słoików z przetworami babci.
    - Co jest tam, na dole? - spytał, schodząc zaraz za nim w dół. Po plecach przeszedł mu zimny dreszcz, gdy zaczęli schodzić coraz niżej. - Katakumby?

    OdpowiedzUsuń
  57. Nie przyznał się Cillianowi, że dziadek wymógł na nim jeszcze jedną obietnicę. Keiran miał nie pozwolić, by dom trafił w niepowołane ręce. Dom podobno miał prawie taką samą wartość, jak wszystkie rzeczy z pudeł, w tym momencie ukrytych w mieszkaniu Cilliana.
    Nie odezwał się, a jedynie pokiwał głową. Rozglądał się uważnie, jakby bojąc się, że w każdym kącie może czyhać na nich jakieś niebezpieczeństwo. Nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, że przez cały czas zaciskał palce na talizmanie. Nie podobało mu się tutaj. Czuł się nieswojo.
    Ani trochę nie zaskoczył go widok elektronicznego panelu. W porównaniu do tego wszystkiego, czego się ostatnio dowiedział, to wcale nie było takie zaskakujące.
    Wszedł zaraz za nim do środka. Nie byłoby fajnie, gdyby Cilli zostawił go tam samego. Zdecydowanie.
    - Pracownia? Do czego służyła? - spytał cicho, choć tak naprawdę to sam już nie wiedział, czy chce znać odpowiedź.
    Tyle tajemnic, tyle dopowiedzeń.... powoli zaczynał mieć już tego wszystkiego dosyć. W pewnym sensie miał żal do dziadka, że mu o tym wszystkim nie opowiedział. Przecież wiedział, że Kei mu uwierzy. Teraz czuł się tak, jakby musiał uczyć się wszystkiego od podstaw.
    - Często tu przychodziłeś? Dlaczego tutaj? Przecież... mój dziadek nie był jedynym Opiekunem, którego dom został wybudowany na ruinach starego cmentarza. Dlaczego akurat tutaj, Cillian?

    OdpowiedzUsuń
  58. Rozejrzał się, a jego wzrok kilka razy zatrzymał się na notatkach. Bez problemu udało mu się rozpoznać pismo dziadka.
    Chyba nie chciał tego wszystkiego słuchać. A na pewno chciał stąd wyjść, wrócić na górę.
    - Nie. Nie zostawisz mnie w podziemnym mieście, czy czym to jest - powiedział, a jego spojrzenie spoczęło na łańcuszku. - Odepnij to. Ty sobie będziesz robić to, co chcesz, a ja sam sobie poradzę. No dalej, Cillian.
    Nie obchodziło go to, że gdyby został sam, to mógłby znaleźć się w niebezpieczeństwie. Czy to nie Cillian mówił, że nikt nie może go porwać, czy też zabrać bez jego zgody? No właśnie.
    - Wiesz co? Nie za bardzo mnie to obchodzi. To nie jest moje życie. To... w pewnym sensie zostałem tego pozbawiony, więc teraz nie zamierzam się tym interesować. Może, gdyby dziadek wcześniej mi o tym opowiedział, ale cóż, nie zrobił tego.
    Chciał dodać coś jeszcze, ale do jego uszu dotarło najpierw trzaśnięcie drzwi, a następnie kroki. Spojrzał na zamknięte drzwi, za którymi ktoś ewidentnie się znajdował, a następnie na swojego Opiekuna.
    - Cholera, słyszałeś to? - spytał szeptem, stając tuż obok niego.
    Drgnął, gdy usłyszał ten charakterystyczny dźwięk towarzyszący wprowadzaniu kodu na elektronicznym panelu. Nawet nie zwrócił uwagi na to, że zaciskał palce na nadgarstku Cilliana, jakby to miało ich przed czymś uchronić. Sapnął, gdy drzwi się otworzyły, a ich oczom ukazała się twarz tego mężczyzny ze zdjęć. Wyglądał na zaskoczonego ich widokiem, ale nie odezwał się ani słowem. Zamknął za sobą drzwi, ani na chwilę nie odrywając swojego spojrzenia od Keirana.

    OdpowiedzUsuń
  59. Mężczyzna uniósł jedną brew, a Kei'owi ten gest wydał się dziwnie znajomy. Przeniósł spojrzenie na Opiekuna chłopaka i westchnął.
    - A może trochę kulturalniej i grzeczniej? Powinniśmy zacząć od tego, że Keiran nie jest wcale twoim duchem. Nie jest niczyim duchem - powiedział, przenosząc swoje spojrzenie z powrotem na Kei'a. - Szukałem cię. Chciałbym żebyś ze mną poszedł.
    - Dlaczego miałbym z tobą pójść? - spytał, nawet nie próbując ukryć zaskoczenia w swoim głosie. - Cillian jest moim Opiekunem.
    - Tak, tak, wiem, że jest twoim Opiekunem. Ale to ja jestem w stanie zapewnić ci bezpieczeństwo. Mogę cię ukryć tam, gdzie nikt nie zdoła cię znaleźć.
    - Nie znam cię.
    - Dojdziemy do tego. Opowiem ci o wszystkim, jeżeli tylko zgodzisz się ze mną pójść. Keiran, w tym momencie żaden z was nie jest bezpieczny. Rozumiem to, że chcesz z nim zostać, ale przemyśl to. Chyba nie chcesz pozwolić by stała mu się krzywda przez ciebie?
    Spojrzenie mężczyzny stało się jeszcze bardziej intensywne, jakby chciał przejrzeć Kei'a na wylot. Kei znał to spojrzenie. Często patrzył właśnie w taki sam sposób. Patrzył mężczyźnie prosto w oczy, ani myśląc o tym, by odwrócić wzrok.
    - Kim jesteś?
    - Powinieneś to wyczuć. Na pewno to czujesz. Wiesz, kim jestem, Kei.
    Keiran westchnął, zaciskając palce na talizmanie. Spojrzał na Cilliana, a katem oka dostrzegł lekki uśmiech na ustach nieznajomego. Nie był niczego pewien, ale podświadomie wiedział, że jeżeli zdecyduje się na pójście z tym mężczyzną, to zapewni Cillianowi bezpieczeństwo.
    - Odepniesz ten łańcuszek, Cilli?

    OdpowiedzUsuń
  60. - Zachowujesz się tak, jakbyś rościł sobie do niego prawo. Ja jestem jego rodziną. A ty, kim dla niego jesteś Opiekunie? To, że Lucien z jakiegoś, niezrozumiałego dla mnie powodu, tak bardzo cię cenił i lubił, nie oznacza, że możesz przywłaszczyć sobie jego wnuka.
    Kei miał wrażenie, że ta rozmowa toczy się poza nim, jakby nie miał nic do powiedzenia. A nawet gdyby cokolwiek powiedział, to i tak zapewne zostałby zignorowany przez obu mężczyzn.
    - Nie wiem, czy zdajecie sobie sprawę z tego, że ja nie jestem zabawką, którą można sobie podawać z rąk do rąk - burknął, patrząc groźnie najpierw na nieznajomego, a potem na Cilliana.
    Został zignorowany dokładnie tak, jak się spodziewał.
    - Nie mamy teraz czasu na wyjaśnienia. Ludzie z Zakonu niedługo tutaj będą. Ja mogę zniknąć w każdej chwili, ale wy... wy co zrobicie? Nie możecie tak ryzykować. Jeżeli oddasz mi Keirana, to pomogę ci się stąd wydostać.
    - Mam rozumieć, że ja nie mam tu nic do powiedzenia, tak?
    - Keiran, to dla twojego dobra. Obiecuję, że wyjaśnię ci wszystko, gdy tylko się stąd wydostaniemy. Jest wiele rzeczy, o których powinieneś wiedzieć. Chcieliśmy cię przed tym ochronić, żebyś mógł żyć spokojnie z dala od tego wszystkiego, ale nie udało nam się.
    - Zdecydowaliście za mnie. Nie mieliście prawa tego robić! - nawet nie zwrócił uwagi na to, że podniósł głos.
    - Robiliśmy wszystko dla twojego dobra - odparł mężczyzna, a zaraz zwrócił się do Cilliana. - Słuchaj Opiekunie, nie mamy czasu. Chyba nie chcesz żeby wpadli tu ci z Zakonu, prawda? Oddaj mi Kei'a. Przecież niczego nie tracisz, a możesz zyskać. Nie będziesz miał go już dłużej na głowie. Oddałbyś go za pieniądze, tak? Mogę ci zapłacić.
    Oczy Keirana otworzyły się szeroko. Poczuł się tak, jakby ktoś kopnął go w brzuch. Nie znał tego człowieka i chyba nie chciał poznawać.

    OdpowiedzUsuń
  61. Był wdzięczny Cillianowi za to, że dał mu wybór. Intuicja podpowiadała mu, że nie powinien iść z tym człowiekiem. Może i miał dobre zamiary, ale Kei go nie znał. Co z tego, że mógł by synem tego faceta? Ten facet nigdy nie będzie jego ojcem. Kei nigdy nie będzie w stanie wybaczyć mu tego, że jego biologiczny ojciec skazał go na życie z matką pijaczką i tatusiem lubiącym się nad nim znęcać. Blizny na plecach mówiły same za siebie.
    - Pójdę z nim - powiedział cicho, ledwie słyszalnie. Kątem oka dostrzegł triumfalny uśmieszek, który zagościł na wargach nieznajomego. - Możesz odpiąć łańcuszek - dodał, unosząc rękę.
    Nie potrafił spojrzeć Cillianowi w oczy, jakby bojąc się, że ten może dostrzec, iż wcale nie jest pewien tego, czy chce iść z tym człowiekiem.
    - Dzięki, C. Za wszystko - mruknął, uśmiechając się jednym kącikiem ust. - Uważaj na siebie. Może jeszcze kiedyś się spotkamy? Nie zamierzam długo zostać na tym świecie, ale będę na ciebie czekać w piekle - parsknął.
    Ruszył w stronę mężczyzny, który coraz bardziej się niecierpliwił, ale zatrzymał się po zaledwie kilku krokach. Odwrócił się i szybko powrócił do Cilliana. Stanął tuż przed nim i pochylił się, przyciskając usta do jego ust. Zadrżał, gdy poczuł ciepło bijące od Cilliana.
    - Pierwszy pocałunek z duchem zaliczony - wymamrotał z wargami tuż przy jego wargach.
    Pocałował go jeszcze raz, ale odsunął się, gdy usłyszał chrząknięcie. Podniósł wzrok i spojrzał Opiekunowi prosto w oczy, zupełnie zapominając o tym, że może on wyczytać z jego oczu wszystkie jego obawy.
    - Keiran, chodźmy już. Ci z Zakonu mogą się tu pojawić w każdej chwili.
    Zmusił się do tego, by zrobić kilka kroków w tył, a potem odwrócić się plecami do swojego Opiekuna i podejść do człowieka, który najprawdopodobniej jest jego ojcem.

    OdpowiedzUsuń
  62. Chciał zapytać, o co chodzi z tym kryształem, ale wiedział, że nie powinien. Musiał mu zaufać i tyle.
    - Jeszcze za mną zatęsknisz i będziesz chciał więcej takich buziaków - rzucił przez ramię, śmiejąc się.
    Śmiech zniknął, gdy tylko mężczyzna otworzył przed nim drzwi. Kei chciał się odwrócić, spojrzeć jeszcze raz na swojego Opiekuna, którego zapewne już nigdy więcej nie zobaczy, ale mężczyzna mu to uniemożliwił, zamykając drzwi.
    - Możesz mi ufać, Kei - dotarł do niego głos mężczyzny.
    W tym samym momencie w głowie zadźwięczały mu słowa dziadka. Miał ufać tylko jednej osobie. A tą osobą jest Cillian. Keiran zatrzymał się nagle i chciał zawrócić, ale wtedy rozległ się huk. Poczuł nieprzyjemny uścisk w piersi. Przeklinając w myślach swoją głupotę, ruszył za mężczyzną.
    Ściągnął łańcuszek, który Cillian przewiesił mu na szyi i schował go do kieszeni. Nie miał pojęcia dlaczego, ale wydawało mu się, że gdy tylko znajdą się na powierzchni, ten facet będzie chciał mu go odebrać. A może się mylił? Może rzeczywiście powinien mu zaufać? Może to o nim mówił dziadek, a Kei tylko ubzdurał sobie, że chodzi o Cilliana?
    Gdy znaleźli się na trawniku przed domem, poczuł jak nieznajomy dotyka jego dłoni. Nagle wszystko zaczęło się zamazywać i poczuł mocne szarpnięcie. Już po kilku sekundach znalazł się w jakimś ciemnym mieszkaniu.
    - Tutaj będziesz bezpieczny. Nie mogę z tobą zostać. Muszę wrócić.
    - O czym ty mówisz?
    - Nikt cię tutaj nie znajdzie. Nie wyjdziesz stąd, ani też nikt tutaj nie wejdzie. Wrócę za jakiś czas. Na razie musisz zostać sam. Poradzisz sobie. Gdzie jest kryształ, który podarował ci tamten Opiekun?
    Kei miał wrażenie, że spojrzenie mężczyzny po raz kolejny próbuje przejrzeć go na wylot.
    - Zgubiłem go - odparł, z zadziwiającą pewnością siebie. - Powiesz mi chociaż, kim jesteś? Dlaczego chcesz mnie tu zamknąć? Przecież mogłem pozostać z Cillianem...
    - Podjąłeś decyzję - mężczyzna przerwał mu. wyglądał na coraz bardziej zdenerwowanego. - Nazywam się Xavier. Chyba wiesz, kim jestem, prawda? Opowiem ci o tym następnym razem, obiecuję.
    Nie zdążył zapytać o nic więcej, bo Xavier tak po prostu zniknął.

    Kei nie miał pojęcia, jak długo był w tym mieszkaniu. Nie miał pojęcia, jaki jest dzień i która godzina. Ciężkie zasłony zasłaniały okna. Nie było żadnego źródła światła. Był pewien, że minęło już kilka dni. Na pewno minęło kilka dni. Jego myśli zaczęły się plątac i na niczym nie mógł się skupić. Tęsknił, choć nie wiedział za kim, lub za czym. Jeszcze trochę i zeświruje...
    Usiadł na podłodze, opierając się plecami o kanapę i wyciągnął z kieszeni kryształ. Nie miał pojęcia, jak ma mu on pomóc, ale trudno. Przygryzł dolną wargę i wbił go sobie w udo.

    OdpowiedzUsuń
  63. Przez chwilę nic się nie działo i Kei powoli zaczął tracić jakąkolwiek nadzieję. Co jeżeli to nie zadziała, a on będzie musiał jeszcze zostać w tym mieszkaniu? Czuł, że nie wytrzymałby już tak zbyt długo. Pomimo tego, że był duchem, to miał wrażenie, że robi się coraz słabszy.
    Syknął, czując ukłucie bólu.
    Choć wiedział, że nie powinien odczuwać bólu, to i tak prawda była taka, że go bolało. Skoro jego bolało tak bardzo, to Cilliana również musiało. Zanim jednak zdążył pomyśleć o czymś jeszcze, znalazł się w mieszkaniu Opiekuna. W pierwszej chwili światło go oślepiło. Przez te kilka dni zdążył się już odzwyczaić od światła. I zatęsknić za nim. Co z tego, że w ciemności widział doskonale, skoro i tak brakowało mu światła?
    Zamrugał kilka razy i spojrzał na Cilliana.
    - Cholera, dlaczego nie powiedziałeś mi, że to zadziała w ten sposób? - spytał, podchodząc do niego. - Nigdy bym tego nie użył, gdybym wiedział - dodał, przepraszającym tonem, klękając tuż obok niego.
    Czuł się znacznie lepiej, niż jeszcze kilka minut temu, ale wciąż był słaby. Zerknął na swoje ręce i ze zdumieniem zauważył, że powoli zaczął zanikać.
    - Zamknął mnie w mieszkaniu. Niczego mi nie wyjaśnił. Było tam tak cholernie ciemno i zimno... Nie chciałem znów sprawiać ci kłopotu, ale wiedziałem, że w inny sposób nie uda mi się stamtąd wydostać - mruknął.
    Wyciągnął rękę, nawet nie zwracając uwagi na to, że zwyczajnie drży, i dotknął nogi Cilliana. Odetchnął z ulgą, gdy okazało się, że wciąż może go dotykać.

    OdpowiedzUsuń
  64. Westchnął i ledwo powstrzymał się przed wywróceniem oczami. Usiadł wygodnie, opierając się plecami o ścianę. W mieszkaniu Cilliana czuł się całkowicie bezpiecznie. Brakowało mu tego uczucia przez te kilka dni.
    - Nie żyję i nie mam nic do stracenia - mruknął, a zaraz dodał: - Martwię się o ciebie, czy to takie straszne? I wpisałem się na listę dawców, tak dla twojej informacji.
    Uśmiechnął się krzywo, przymykając powieki. Czuł się taki zmęczony... Miał wrażenie, że jeszcze chwila i zwyczajnie zaśnie, oczywiście gdyby to w ogóle było możliwe.
    - Nie wiem, o czym mógłbym myśleć - wymamrotał, próbując otworzyć oczy. Powieki jednak były zbyt ciężkie, a on zbyt zmęczony, by walczyć i próbować dalej. Znacznie lepiej i wygodniej było się po prostu poddać. Może dzięki temu uda mu się w końcu odejść z tego pieprzonego świata?
    - Nie mam żadnych pragnień. Już nie. Co się ze mną stanie, jeżeli się nie doładuję? - jego głos stawał się coraz cichszy, aż prawie w ogóle niesłyszalny. Wyciągnął dłoń, jakby chcąc po coś sięgnąć, ale zaraz jego dłoń opadła na podłogę, tuż obok jego nóg.

    OdpowiedzUsuń
  65. - Super. Już sam nie wiem co gorsze. Bycie twoją maskotką brzmi kusząco - wymamrotał.
    Miał wrażenie, że głos Cilliana dociera do niego z bardzo daleka, jakby mężczyzna wcale nie znajdował się zaledwie kilka kroków od niego. Czuł na sobie jego wzrok, ale nie miał na tyle siły, by również na niego spojrzeć.
    - Gadasz i gadasz... myślałem, że w tym towarzystwie to ja jestem tym, który dużo gada - gdyby miał trochę więcej siły, to z pewnością by się roześmiał. - Nie mam ulubionego aktora, ale... zawsze mogę sobie wyobrazić, że bzykam się z tobą, nie? - uśmiechnął się jednym kącikiem ust.
    Ciężko było mu na czymkolwiek się skupić, ale w końcu się udało. W końcu był w stanie chociażby otworzyć powieki i zerknąć na Opiekuna.
    Powoli zaczął odzyskiwać siły, ale wiedział, że potrzebował czegoś więcej żeby odzyskać całą swoją utraconą energię. Czegoś, co da mu wielkiego kopa i dzięki czemu powróci do jako takiego stanu używalności.
    - Chodź tutaj, Cillian - mruknął, patrząc na niego intensywnie. - No nie gap się tak na mnie, tylko podejdź tutaj. Chcesz mi pomóc, czy nie? A może się boisz o to, że poproszę byś mnie bzyknął, co? - zachichotał. - No dalej, C. Potrzebuję trochę twojego ciepła.

    OdpowiedzUsuń
  66. - Humor poprawił mi się od razu, gdy cię tylko zobaczyłem - mruknął z doskonale wyczuwalną ironią w głosie, uśmiechając się kpiąco.
    Wyprostował się nieco, gdy Cillian usiadł okrakiem na jego nogach. Zacisnął palce w pięści, ale zaraz je wyprostował, i tak kilka razy. Zadrżał, czując ciepło ciała Opiekuna. W tym momencie czuł się tak, jakby spędził kilka dobrych lat w tamtym ciemnym i zimnym mieszkaniu.
    - Niewystarczająco - wyszeptał.
    Przygryzając dolną wargę, chwycił jego nadgarstki i położył jego ręce luźno na nogach. Przesunął palcami wzdłuż jego ramion. Musnął czubkami palców jego szyję, uważnie obserwując każdy wykonany przez siebie ruch. Coraz szybciej zaczął wracać do siebie. Nie wiedział tylko, czy powinien się z tego cieszyć, czy wręcz przeciwnie.
    - Cholera, działasz na mnie. To dzięki tobie odzyskuję energię - powiedział z niedowierzaniem, marszcząc brwi. To nie było normalne. Nie mogło być.
    Sapnął, gdy dotarło do niego, że zwyczajnie tęsknił za Cillianem. Boże, co się z nim działo?

    OdpowiedzUsuń
  67. Nie chciał nawet myśleć o tym, że mógłby cokolwiek poczuć do Cilliana. Nie, to nie mogło się zdarzyć i doskonale zdawał sobie sprawę z tego. Pomijając już to, że Opiekun zwyczajnie by go nie chciał, najważniejsze był to, że Kei jest duchem i niedługo odejdzie, po co wszystko komplikować?
    Pokiwał lekko głową, ale się nie odezwał. Był zbyt skupiony na odzyskiwaniu swojej energii, by dotarły do niego słowa Cilliana.
    Ogarnął się dopiero, gdy to przyjemne ciepło zniknęło. Spojrzał na Cilliego z czymś na kształt rozczarowania, ale zaraz odwrócił wzrok. Przeczesał dłonią włosy i siedział tak jeszcze chwilę. W końcu jednak zmusił się do tego, by wstać i podążyć za Cillianem. Nawet się nie zawahał, nim przeszedł przez drzwi i znalazł się w łazience.
    - Nie martw się. Nie zamierzałem ani się rozbierać, ani tym bardziej wchodzić do wanny. Po prostu... samotność trochę mnie przytłacza. Byłem sam przez te kilka dni. W ciemnym i zimnym mieszkaniu. Miło jest tak po prostu czuć i cieszyć się czyjąś obecnością.
    Usiadł obok wanny i oparł się o nią bokiem. Podciągnął kolana pod brodę i oplótł je ramionami.
    - Powiedział, że ma na imię Xavier. Myślę, że nie kłamał. To tłumaczy to "X" w podpisie listu do dziadka. Znalazłem kilka innych listów. Prawie wszystkie były od Katherine, mojej ciotki. Pisała o tym, jak bardzo go kocha i jak bardzo tęskni. Prosiła, by przybył choć na chwilę i się z nią zobaczył. Jeden był od mojej matki - zamilkł na chwilę. - Pisała, że nigdy mu nie wybaczy tego, co zrobił. Wydaje mi się, że on i matka byli razem, albo przynajmniej mieli romans. Potem on zainteresował się jej młodszą siostrą i... cóż, chyba właśnie wtedy pojawiłem się ja - swoją wypowiedź zakończył westchnięciem.
    Zamknął oczy, opierając głowę o brzeg wanny.
    - Pewnie będzie mnie szukać, jak zorientuje się, że zniknąłem.

    OdpowiedzUsuń
  68. - Z Francji? Och, świetnie. Czyli nie jestem stuprocentowym Brytyjczykiem? - powiedział z udawanym smutkiem i cicho się roześmiał.
    Kąciki jego ust uniosły się, gdy poczuł ciepłą dłoń Cilliana. Wciąż jednak nie otwierał oczu, jakby bojąc się, że jeżeli to zrobi, to wszystko zniknie, a on z powrotem znajdzie się w tamtym mieszkaniu.
    - Symbolu Roju? Co to jest ten Rój?
    Uchylił lekko powieki, przyglądając się uważnie twarzy Opiekuna. Oparł podbródek o brzeg wanny i zanurzył dłoń w wodzie. Westchnął z zawodem. Czuł jedynie ciepło, nic więcej.
    - Tęsknię za tym. I za jedzeniem. Boże, oddałbym nerkę, gdybym mógł teraz zjeść frytki. Albo szarlotkę.
    Jakby bezwiednie oblizał wargi, przypominając sobie smak ulubionego ciasta.
    - Żywot ducha jest przejebany - mruknął, wciąż trzymając rękę w wodzie.

    OdpowiedzUsuń
  69. - Bardziej namiętni, mówisz...? Hmm, powinienem się nad tym zastanowić. Może rzeczywiście są we mnie francuskie korzenie?
    Również parsknął śmiechem. A potem czekał cierpliwie, aż Cillian odpowie na jego pytanie, na temat tej całej organizacji. Miał wrażenie, że nie spodoba mu się to, co usłyszy.
    - Wow, świetnie. Wygląda na to, że mój biologiczny ojciec należy do organizacji, która okrada ludzi? Super... Jeden ojciec lepszy od drugiego. Blythe'a jednak nie przebije. Chyba, że też jest sadysta lubiącym znęcać się nad dziećmi - zamilkł, gdy uświadomił sobie, że trochę się zagalopował.
    Nie powinien o tym mówić. Już dawno temu obiecał sobie, że spróbuje o tym zapomnieć. To przeszłość. To już nie wróci. A teraz jest duchem i nikt go już nigdy nie skrzywdzi tak, jak skrzywdził go człowiek, którego uważał za ojca.
    Spojrzał na niego szeroko otwartymi oczami. Przekręcił się i prawie wpadł przy tym do wanny. W ostatniej chwili przytrzymał się nogi Cilliana. Musiał wyglądać w tym momencie komicznie, ale nie za bardzo się tym przejmował. W uszach wciąż dzwoniły mu słowa Opiekuna. Zamrugał kilka razy, prostując się i opierając dłonie bezpiecznie na brzegu wanny.
    - O czym ty mówisz? Jak to mógłbym wrócić do życia? Ale... serio? Opowiedz mi o tym, C - nie chciał, by w jego głosie było aż tyle nadziei, ale już za późno.

    OdpowiedzUsuń
  70. - Może nie miałem wspaniałych cudownych rodziców, ale miałem dziadków. Gdyby nie oni... Chyba już dawno by mnie tu nie było - mruknął, przypominając sobie o swojej jedynej próbie samobójczej. Miał wtedy piętnaście lat. Podciął sobie żyły, połknął kilka tabletek, które zażywała matka i popił to alkoholem. Nie powinien przeżyć. Dziadek podobno znalazł do w ostatniej chwili. Jeszcze kilka minut i nie byłoby kogo ratować. Przesunął wzrok na swoje nadgarstki. Blizny były doskonale widoczne, jakim cudem wcześniej tego nie dostrzegł?
    Zaraz jednak zapomniał o rodzicach, dziadkach, próbie samobójczej i bliznach.
    Jeszcze zaledwie kilka godzin temu marzyło tym, by móc odejść z tego świata, a teraz? Teraz możliwe, że miał szansę na to, by zostać. To było wręcz nierealne. Wpatrywał się w Cilliana szeroko otwartymi oczami, słuchając go uważnie.
    - Rozumiem. Tylko... co dzieje się ze wspomnieniami, gdy duch wchodzi w ciało? I co z życiem tej osoby? - spytał, a w głowie zaczęło mu się pojawiać coraz więcej pytań. - Kim wtedy bym się stał?
    Mimo wszystko... to było naprawdę możliwe. Mógłby znów żyć. Co prawda nie w swoim ciele, ale ważne było to, że znów by żył. Nie odszedłby. Skończył dopiero dwadzieścia jeden lat, gdy został zabity. Wchodząc w ciało jakiejś osoby, będącej w śpiączce, mógłby dostać drugą szansę na życie.
    - Dlaczego mi o tym powiedziałeś? Dlaczego powiedziałeś o tym akurat mnie, Cilli?

    OdpowiedzUsuń
  71. - Ale... jeżeli duch wchodzi w ciało pewnego człowieka, to czy od tamtej pory musi żyć jego życiem? Nawet zachowując własne wspomnienia?
    Przygryzł policzek od wewnątrz i wbił wzrok w pianę, której zaczęło się robić coraz mniej. Czy aby na pewno chciał zostać? Tak bardzo pragnął odejść, iż nawet nie zastanawiał się nad tym, czy zostałby, gdyby tylko miał taką możliwość.
    - Naprawdę uważasz, że mogłoby mi się to udać?
    Nie miał pojęcia dlaczego, ale potrzebował potwierdzenia. Wiedział, że wcale mogłoby mu się to nie udać i nie powinien za bardzo się napalać na możliwość pozostania na Ziemi, ale mimo wszystko chyba zakiełkowała w nim nadzieja.
    - Jak to wygląda? Po prostu znajduje się osobę, która jest w śpiączce, a potem... co? Po prostu trzeba wejść w tą osobę? Czy trzeba zrobić coś jeszcze?
    Podniósł wzrok i uważnie przyjrzał się twarzy Cilliana.
    - Pomógłbyś mi znaleźć... ciało? - skrzywił się, bo niezbyt fajnie to zabrzmiało. - Pracować z Izbie... Sam nie wiem, czy chciałbym tam pracować. A myślałeś o tym, że dalej byłbyś na mnie skazany? Nie pozbyłbyś się mnie. Wciąż bym cię dręczył - wyszczerzył się.

    OdpowiedzUsuń
  72. - Tak, fajnie by było, gdybyś dał mi tych kilka raportów. Chciałbym dowiedzieć się czegoś więcej, a to chyba najlepszy sposób.
    Przesunął wzrokiem wzdłuż całego jego ciała, z zamyśleniem marszcząc brwi.
    - Masz coś do mojego charakteru? - uniósł jedną brew. - Teraz też muszę wam pomóc. A druga szansa, by żyć nie zdarza się zbyt często. Nie wiem... naprawdę nie wiem. Dasz mi trochę czasu, żebym mógł się spokojnie zastanowić? To wszystko dzieje się tak cholernie szybko. Dopiero co miałem urodziny, zostałem zabity, spotkałem ciebie, okazało się, że człowiek, którego nienawidzę całym sercem tak naprawdę nie jest moim ojcem, a kobieta, która obwiniałem o tak wiele rzeczy, nie jest moją biologiczną matką. Ach, no i poznałem mojego biologicznego ojca, który poprosił, bym mu zaufał, a potem zamknął mnie w ciemnym i zimnym mieszkaniu na kilka dni. Gdyby nie ten kryształ, który mi dałeś, dalej bym tam był. Albo raczej... to, co by ze mnie pozostało.
    Podniósł się i wcisnął ręce do kieszeni. Jego palce otarły się o kryształ, dzięki któremu wyszedł za swojego kilkudniowego więzienia. Pewnie powinien go oddać Cillianowi, ale nie zrobił tego.
    - Jak już podejmę decyzję, to dam ci znać. A teraz zostawię cię w spokoju, żeby cię już dłużej nie dręczyć.
    Obrócił się na pięcie i przeszedł przez ścianę. Poszedł do salonu i usiadł po turecku na kanapie. Przymknął powieki i odchylił głowę do tyłu, opierając ją o oparcie kanapy. W domu Cilliana czuł się całkowicie bezpiecznie, więc mógł spokojnie odpłynąć gdzieś razem ze wszystkimi swoimi myślami.

    OdpowiedzUsuń
  73. Oczywiście wyczuł jego obecność wcześniej, niż go usłyszał.
    - Próbuję myśleć, a przy okazji dać ci spokój, skoro jestem taki upierdliwy. Dlaczego mi przeszkadzasz?
    Wyciągnął przed siebie nogi, zerkając na Cilliana spod na wpół przymkniętych powiek. Potem zerknął na dokumenty. Chyba nie chciał teraz tego przeglądać. Najpierw musiał sobie wszystko poukładać w głowie i zastanowić się, czy w ogóle chce powrócić do życia. Fajnie byłoby móc znów spać, kąpać się, jeść... I robić wiele innych, bardzo przyziemnych rzeczy. Ale czy gdyby wszedł w ciało kogoś zupełnie obcego, to czy wciąż pozostałby tą samą osobą? Nawet nie chodziło o wygląd. Wygląd akurat mało go obchodził. Chodziło bardziej o to, czy aby na pewno wciąż będzie mógł być sobą.
    Wahał się przez chwilę, ale w końcu sięgnął po pierwszą teczkę. Otworzył ją i zaczął przeglądać.
    - Tutaj jest napisane, że trzeba ogromnej siły, by móc wejść w czyjeś ciało. Trzeba być silnym i wytrzymałym. Ten facet... - uniósł dokument i pokazał Cillianowi zdjęcie młodego chłopaka - próbował wejść w ciała aż pięciu osób. Dopiero za szóstym mu się udało. A, a ta babka... - urwał, po uważnym przyglądnięciu się kobiecie ze zdjęcia. - To przyjaciółka babci! Znam ją. Zawsze przynosiła mi krówki i mówiła, że uwielbia moje oczy. Lubiła opowiadać mi różne historie. Nie sądziłem, że ona... wow.
    Pokręcił głową z niedowierzaniem i odłożył teczkę na bok.
    - Nie wiem, czy chcę wrócić do życia. Ogólnie to nigdy nie przepadałem za życiem - mruknął. Znów zerknął na blizny na swoich nadgarstkach, a potem westchnął. - Może lepiej by było gdybym zwyczajnie odszedł, gdy rozwiąże się ta cała sprawa z moją śmiercią i pomogę wam na tyle, na ile będę mógł.

    OdpowiedzUsuń
  74. - Były najlepszymi przyjaciółkami... Wciąż trudno mi uwierzyć, że dziadkowie byli częścią tego innego świata. Zawsze byli na swój sposób wyjątkowi, ale to... to kompletne szaleństwo.
    Wpatrywał się w ścianę, ale uważnie słuchał Cilliana. Tamto życie to już przeszłość... Gdyby tylko można było tak łatwo zapomnieć o tamtym życiu. W dniu swoich dwudziestych pierwszych urodzin miał rozpocząć nowe życie. Może właśnie o to chodziło? Nowe życie, w nowym ciele... Tylko, czy aby na pewno tego chciał?
    - Nie przejmuję się tym, że wyglądałbym inaczej. Jakoś nie jestem fanem swojego ciała - parsknął śmiechem. - Oczy pewnie by zostały. One do końca będą mnie prześladować, to wiem na pewno. Nikt mnie nie zmusi, bym to zrobił, ale wiem, że zdania co do tego byłyby podzielone. Jedni mówiliby żebym tego nie robił, żebym odszedł, a drudzy namawialiby mnie. Skoro mogę spróbować, to dlaczego dnie? Nie każdy duch może mieć szansę, by powrócić do życia.
    Milczał przez chwilę, a jego myśli jakby bezwiednie zaczęły krążyć wokół Xaviera. Xaviera, który najprawdopodobniej jest jego biologicznym ojcem.
    - Jestem złamany, C. Nie zasługuję na to, by dostać drugą szansę. Ktoś, kto był lepszy ode mnie, a niepotrzebnie umarł, powinien ją dostać. Nie ja - powiedział nagle, a jego spojrzenie powędrowało z powrotem w kierunku Cilliana. +++++++++++

    OdpowiedzUsuń
  75. - Uch, nie rozumiesz - mruknął. - Wiem, że wszyscy są równi wobec śmierci. Albo wobec życia już nie. Umarłem i może rzeczywiście powinienem odejść, a nie próbować powrócić do życia.
    Obrócił się odrobinę na bok, by móc na niego patrzeć.
    - Może wcale nie miałem żadnych umiejętności? Właśnie dlatego on mnie nie chciał. Bo gdybym miał jakiekolwiek umiejętności, to na pewno nie oddałby mnie na wychowanie temu bydlakowi - przygryzł wargę. - Żałuję tylko, że wcześniej nie dowiedziałem się prawdy. Gdybym wiedział, że Blythe nie jest moim ojcem... Może już dawno bym uciekł.
    Próbował się nie uśmiechnąć, ale zwyczajnie nie potrafił. Uśmiech Cilliana był... specyficzny i widząc go, nie można było się nie uśmiechnąć.
    - Zazdroszczę ci, że możesz jeść lody. Czy koniecznie musisz robić to przy mnie? - uniósł jedną brew, patrząc na niego z rozbawieniem. Trącił go w ramię. - Myślę, że dla samego jedzenia byłbym gotowy wrócić do żywych.

    OdpowiedzUsuń
  76. - Jak byłem mały, to niektóre dzieciaki nazywały mnie dziwakiem. Mówili, że nikt normalny nie ma takich oczu. Potem już się do tego przyzwyczaiłem. Nie za bardzo obchodziło mnie to, co ktoś myśli o mnie i moich dziwnych oczach. Raz spróbowałem założyć soczewki... no wiesz, takie dzięki którym można sobie zmienić kolor oczu. Nie wyszło. Kolor wciąż był ten sam, nawet z soczewkami - wzruszył lekko ramionami. - Te oczy są u nas rodzinne, ale... dziadkowie zawsze powtarzali, że tylko moje mają taką głębię.
    Westchnął, przesuwając wzrokiem wzdłuż całego ciała Cilliana, aż ostatecznie zatrzymał się na jego ustach. Pochylił się odrobinę do przodu, uśmiechając się krzywo.
    - Tak właściwie to mam pewien pomysł. Pozwolisz mi przeprowadzić na sobie pewien eksperyment?
    Spojrzał mu w oczy z czymś na kształt wyzwania.

    OdpowiedzUsuń
  77. - Przecież mój wzrok może się popsuć, nie? To znaczy, gdybym wrócił do żywych. Te dziwne oczy mnie raczej przed tym nie ochronią.
    Jeszcze przez chwilę się w niego wpatrywał, ale w końcu parsknął śmiechem.
    - Po co mam mówić, skoro po prostu mogę to zrobić? W tym wypadku szkoda czasu na gadanie. Lepiej działać od razu.
    Uśmiech Kei'a poszerzył się jeszcze bardziej. W jednej sekundzie znalazł się na Cillianie, wygodnie siedząc na jego udach. Nim jego Opiekun zdążył go z siebie zrzucić, pochylił się i pocałował go, niemal od razu wsuwając mu język do ust. Cillian smakował sobą oraz... lodami. Kei niemal się zapomniał, ale w końcu zmusił się do tego, by się od niego oderwać. Spojrzał na niego z góry, oblizując wargi.
    - Mmm, działa. Poczułem smak lodów. Całkiem smaczne, ale wolę orzechowe, ewentualnie ciasteczkowe - wyszczerzył się.

    OdpowiedzUsuń
  78. - Ojciec? A którego ojca konkretnie masz na myśli? - parsknął śmiechem. Możliwe, że w innej sytuacji nie byłoby mu do śmiechu, ale teraz nie za bardzo przejmował się, a tym bardziej w ogóle myślał o swoich popapranych rodzicach.
    Kei sam do końca nie wiedział, skąd wzięła się w nim ta śmiałość. Może to dlatego, że nie miał nic do stracenia? Nawet jeżeli Cillian by go z siebie zepchnął i nie pozwolił już nigdy się do niego zbliżyć, to... chyba jednak warto było zaryzykować, prawda? Mógł najwyżej najeść się wstydu, nic więcej.
    - Nie wiesz, co dobre. Lody z ciastek są przepyszne. Na przykład lody oreo... - rozmarzył się.
    Zaraz wpadł mu do głowy kolejny dziwaczny pomysł. Ułożył ręce po obu stronach głowy Cilliana i zawisł nad nim.
    - Czy mógłbyś zjeść dla mnie lody oreo? - spytał z rozbawieniem, a jego wzrok powędrował w stronę ust Opiekuna. - Tylko nie próbuj wciskać mi kitu, że całowanie się z duchem jest takie okropne. Na pewno nie jest, skoro oddałeś pocałunek.
    Pochylił się nad nim jeszcze bardziej i otarł się nosem o jego nos.
    - No dalej, C. Przecież i tak nie masz nic do stracenia. No chyba, że cię obrzydzam? - uniósł jedną brew. - Albo masz kogoś. Kogoś, kogo mógłbyś zdradzić obściskując się z duchem.

    OdpowiedzUsuń
  79. - Myślałem, że mnie lubisz. Gdybyś mnie lubił, to mógłbyś się poświecić i napchać oreo dla mojej uciechy - wydął dolną wargę i spojrzał na niego z udawaną urazą. - Dobra. Może znajdę kogoś, kto będzie gotowy zjeść dla mnie lody oreo, a przy okazji będzie chciał się trochę po obściskiwać - mruknął, nim przypomniał sobie, że nie może ani dotykać, ani tym bardziej całować kogoś innego niż Cillian.
    Było mu niezwykle wygodnie, więc ani myślał by zejść z Cilliana i wrócić do siedzenia na podłodze. Cóż, do czasu aż zostanie zepchnięty. Jak na razie jednak postanowił korzystać i czerpać z ciepła bijącego od ciała Opiekuna jak najwięcej.
    - Ian... Powiesz mi, kim on jest? Już kilka razy o nim słyszałem, ale wciąż nie mam pojęcia, kto to jest. I czekaj... czyli to znaczy, że całuję lepiej niż ten cały Ian, tak? - kąciki jego ust uniosły się w szerokim uśmiechu. - Jak to jest całować się z duchem? Czułeś dużą różnicę?

    OdpowiedzUsuń
  80. - Przyniósłbym je, gdybym mógł. A może pomieszalibyśmy je z tymi lodami? Na pewno masz ich więcej... - zerknął na puste pudełko po lodach, ale jego spojrzenie zaraz powróciło do Opiekuna. - Dobra, dobra. Same oreo też mi wystarczą. Już nie będę wydziwiać, obiecuję.
    Gdy miał już pewność, że Cillian go z siebie nie zrzuci, to rozluźnił się nieco i usiadł wygodniej. Wyprostował się, a dłonie ułożył na klatce piersiowej Cilliana.
    No tak, Kei już zdążył się domyślić, że Ian także jest Opiekunem. Bo kim innym mógłby być, skoro znały go osoby z Izby? Ten cały Alexander oraz szefowa, której imię zapomniał.
    - Mam rozumieć, że ty i on... pieprzycie się? - zmarszczył brwi, przypominając sobie, jak wiele razy padło to imię. Chyba wszyscy zakładali, że pomiędzy Cillianem, a Ianem jest coś więcej, niż tylko seks. Z drugiej strony, tak właściwie to w ogóle nie powinno interesować Keirana.
    - Ale... jest źle? Znaczy, znacznie gorzej całuje się z duchem, niż z człowiekiem? Wiesz, pytam z czystej ciekawości. Możliwe, że już nigdy nie spotkam osoby, która miała możliwość całować się z jakimś duchem. Nie ma było i raczej nie będzie zbyt dużo takich duszków, jak ja, prawda? - zaśmiał się.

    OdpowiedzUsuń
  81. - Mogę dotknąć każdą twoją rzecz? Serio? - spojrzał na niego szeroko otwartymi oczami. - To się tyczy też twojego jedzenia? Już teraz wiem, co będę robić w nocy. Ty sobie smacznie śpisz, a ja umieram z nudów. I nie wsadzisz mnie do pryzmatu... Prawda? - uśmiechnął się słodko, patrząc na niego spod rzęs.
    Nie miał pojęcia, czy powinien cokolwiek powiedzieć na ten temat, więc ograniczył się do lekkiego wzruszenia ramionami. Każdy przeżywał swoje życie tak, jak chciał. No, a przynajmniej częściowo. Przeszło mu przez myśl, że naprawdę chciałby dostać drugą szansę, by żyć tak, jak od zawsze chciał. Może powinni poszukać odpowiedniego ciała, które mogłoby go przyjąć? Tylko, czy aby na pewno właśnie tego pragnął?
    - Dziwię się, że dziadek był w stanie się z tobą dogadać. Na pewno nie raz tracił do ciebie cierpliwość. Najlepsze jest to, że on miał chyba słabość do takich ludzi. Tak samo jak do trudnych dzieciaków. Zawsze powtarzał, że każdy powinien dostać drugą szansę. Nawet jeżeli kilka miesięcy wcześniej zabił jakąś niewinną dziewczynę. Dziadek był... trochę irytujący, ale dobry. Uratował mnie kiedyś. Znalazł mnie w ostatniej chwili... Gdy już wyszedłem ze szpitala, to dał mi taką reprymendę, że odechciało mi się kolejnych prób samobójczych - parsknął.
    Przygryzł policzek od środka, zastanawiając się nad czymś. Po kilku minutach podjął decyzję i nie przejmując się niczym, ułożył się na Cillianie, głowę kładąc na jego piersi.
    - Pomógłbyś mi znaleźć jakieś ciało?

    OdpowiedzUsuń
  82. - Sam już sobie pewnie zawirusowałeś kompa pornosami - prychnął.
    Kei musiał przyznać Cillianowi rację. Dziadek był zbyt dobry i zdecydowanie zbyt ufny wobec ludzi. Może gdyby tak łątwo nie wybaczał i nie starał się zobaczyć w każdym choć odrobiny dobra, to wciąż by żył.
    - Ale jak na razie nie będziemy o tym nikomu mówić, tak? Chyba nie chcę, żeby ktoś z Izby się dowiedział. Przynajmniej na razie. Jeżeli nie uda mi się znaleźć odpowiedniego ciała... łatwiej mi będzie się z tym pogodzić, jeżeli tylko my dwaj będziemy o tym wiedzieć.
    Zamknął oczy. Dawno nie czuł się tak dobrze. Ciepło bijące od ciała Cilliana było niezwykle przyjemne i przez chwilę Kei miał nawet wrażenie, że mógłby zwyczajnie zasnąć. Chciałby móc zasnąć. Zawsze lubił spać. Jego sny były niezwykle rozbudowane i wiele z nich opisał. W snach często żył tak, jak zawsze tego pragnął.
    - Naprawdę myślisz, że Blythe należy do Zakonu i maczał palce w mojej śmierci? Zawsze był niezrównoważony. Nie lubił, gdy mu się przeszkadzało. Czasami nawet bałem się oddychać w jego obecności.
    Podniósł się odrobinę i dotknął palcem skóry tuż nad brwią.
    - Kiedyś rozwalił mu butelkę na głowie. Miałem wtedy siedem lat. Przyniosłem do domu dwa małe kociaki. Wyrzucił je, a mnie potraktował butelką. Najlepsze było to, że on już wtedy z nami nie mieszkał... - roześmiał się sztucznie i ponownie ułożył głowę na torsie Cilliana.

    OdpowiedzUsuń
  83. - Jasne, jasne - parsknął.
    Kei doskonale rozumiał podejście i zachowanie dziadka. Wielu zastanawiało się, dlaczego Lucien zachowuje się tak, a nie inaczej. Dlaczego stara się walczyć i u ocalić tych, którzy ocaleni wcale nie chcą zostać.
    - Dziadek najwyraźniej uważał inaczej. Może to tylko twoja strategia obronna? Może tak naprawdę potrzebujesz uznania innych. Nawet kilku osób. Albo i jednej. Właśnie dlatego dziadek tak cię cenił. No i widział w tobie dobro, często to powtarzał.
    Tak naprawdę to dopiero teraz dotarło do niego, jak wiele razy dziadek wspominał mu o Cillianie. Nigdy nie mówił o nim po imieniu, ale często o nim opowiadał.
    - Chętnie bym się rozebrał i przykrył kołderką, ale boję się, że moje ubrania zniknął w jakiś magiczny sposób. Nie byłoby fajnie, gdybym później musiał paradować nago.
    Aż się wzdrygnął na samą myśl. Kei nigdy nie lubił swojego ciała. A najbardziej nie lubił blizn, które zdobiły całe jego plecy. Chyba w pewnym sensie się ich wstydził i wolał, żeby żaden Opiekun, czy ktokolwiek inny, kto widzi duchy, go nie zobaczył bez ubrania.
    - Tylko nie mów, że tobie jest niewygodnie. Jeżeli mi jest przyjemnie, dzięki twojemu ciepłu, to tobie też musi być - wyszczerzył się. - Chociaż... jeżeli aż tak bardzo ci przeszkadzam, to mogę sobie stąd pójść. To jak?

    OdpowiedzUsuń
  84. - Dziadek z jakiegoś powodu wierzył, że możesz tego dokonać. Może po prostu nie potrafisz uwierzyć w swoje umiejętności, co? Może potrafisz i możesz znacznie więcej, niż ci się wydaje? - po raz kolejny wzruszył ramionami. Dziadek widział znacznie więcej, niż się ludziom wydawało.
    Zesztywniał, gdy tylko Cillian powiedział o zdjęciu ubrania. Miał na sobie jedynie koszulkę, jeansy, bokserki i trampki. Nie było mowy, by zdjąć koszulkę. Chociaż... może jego blizny nie będą tak widoczne? Oby, bo były naprawdę okropne. Nie dość, że doskonale widoczne, to do tego wyczuwalne.
    - Mogę zdjąć spodnie? - spytał z lekkim rozbawieniem.
    Leżał tak jeszcze chwilę, aż w końcu zmusił się do tego, by podnieść się do siadu. W ten sposób Cilli nie zobaczy jego blizn, więc chyba spokojnie może zdjąć koszulkę... Westchnął i jednym ruchem pozbył się koszulki. Chwilę trzymał ją w dłoni, ale w końcu rzucił ją na podłogę. Wbił wzrok w kawałek materiału, który... wciąż był tam, gdzie być powinien. Koszulka nie znikała, choć chyba powinna.
    - Cóż... na razie nie znika.

    OdpowiedzUsuń
  85. - Już ustaliliśmy, że dziadek był niezwykle upartym człowiekiem.
    Kei wiedział, że dziadek postępował tak z Cillianem z jakiegoś powodu i tyle. Cilli mógł się doszukiwać w tym wszystkim czegoś niemożliwego i Kei życzył mu powodzenia w próbie zrozumienia Luciena.
    - Taa, niezwykle interesujące - mruknął, ledwie powstrzymując się przed tym, by nie spróbować się schować. Zachowałby się w ten sposób niezwykle idiotycznie i dziecinnie, no ale...
    Wziął od niego koszulkę, ale zamiast od razu ją nałożyć, to zaczął się nią bawić.
    - Mogę się jedynie rozbierać. Przebieranki raczej nie wchodzą w grę. Jak samo mówiłeś, ludzie mogliby być niezwykle zainteresowani twoją lewitującą bluzą, albo spodniami. Zainteresowani, albo przerażeni.
    W końcu włożył koszulkę i poczuł się o niebo lepiej, niż czuł się jeszcze chwilę temu. Poklepał go po brzuchu i zsunął się z niego.
    - Idę po te ciastka. Nie ruszaj się stamtąd! - rzucił przez ramię.
    Wrócił po kilku minutach, z ciastkami oreo. Podał Cillianowi ciastka, a potem znów usadowił się na nim.

    OdpowiedzUsuń
  86. Był trochę zamyślony, więc logicznym było to, że zapomni o mleku. Wywrócił oczami i ponownie z niego zszedł. Wrócił z butelka mleka oraz pierwszym lepszym kubkiem. Podał wszystko Cillianowi, a następnie zajął miejsce tuż obok niego.
    Z zamyślenia wyrwał go głos Opiekuna. Spojrzał na niego z niedowierzaniem, a jego ciało ponownie zesztywniało. Przez chwilę otwierał i zamykał usta. Był bardziej zażenowany, niż jeszcze chwilę wcześniej. Domyślał się, że sekcja się odbyła, ale nie sądził, że jego Opiekun mógł widzieć zdjęcia.
    Odwrócił wzrok, próbując się rozluźnić.
    - Ja nie mam tylko paru blizn. Mam całe plecy w bliznach. Moje plecy wyglądają tak, jakby ktoś je zmasakrował.
    Poczuł się dziwnie. Chyba wolałby nie wiedzieć, że Cillian widział zdjęcia z jego sekcji. Nie chodziło już nawet o to, że Opiekun widział jego nagie ciało. Co z tego, że był martwy, skoro nie potrafił przestać przejmować się tymi bliznami?
    Nawet nie zarejestrował tego, że odsunął się od Cilliana. Po kilku sekundach, podniósł się z kanapy i szybko przemierzył cały pokój. Zajął swoje miejsce pod ścianą i objął się ramionami. W tym momencie chciałby móc zniknąć. Przypomniał sobie, jak w szkole nazywali go dziwakiem, tylko dlatego, że wstydził się przebierać razem z innymi chłopcami. Wiedział, że nikt nie może zobaczyć tych blizn, bo mogłyby zacząć się nieprzyjemne pytania. Gdyby jakiś nauczyciel zainteresował się nimi i dowiedział się, skąd Kei je ma... ojciec by mu tego nie podarował.
    Nie słuchał go już. Wyłączył się tak, jak zawsze wyłączał się, gdy ojciec się na niego darł.

    OdpowiedzUsuń
  87. Wpatrywał się w jeden punkt na ścianie, nie zwracając żadnej uwagi na otoczenie. Zadrżał dopiero, gdy poczuł dotyk na plecach. Wszystko w nim krzyczało, by uciekał. I próbował, ale bezskutecznie. Zawsze próbował uciec, ale nigdy mu się nie udało... Dopiero po chwili uświadomił sobie, że osobą, przed którą próbuje uciec wcale nie jest jego ojciec, a Opiekun. Człowiek, któremu ufał.
    Jeszcze przez chwilę starał mu się wyrwać i uciec jak najdalej, ale w końcu się poddał. Był spięty, a każdy mięsień w jego ciele był jakby w gotowości. Złapał się na tym, że czeka na uderzenie. Skulił się mimowolnie. Wiedział, że Cillian nie zrobi mu krzywdy, nie uderzy go, ale strach wciąż pozostał.
    - Nie dotykaj mnie, proszę... - wymamrotał.
    Nikomu nigdy nie pozwolił dotknąć swoich blizn. Cillian był pierwszą osobą, która dotykała jego pleców. Mimo wszystko dotyk nie był nieprzyjemny. W pewnym sensie był dosyć kojący, bo niósł ze sobą ciepło.
    - Są okropne - wyszeptał cicho, mocno zaciskając powieki.
    Drgnął, gdy Cillian potarł blizny na jego nadgarstkach. Uchylił powieki i spojrzał na niego niepewnie. Wbił wzrok w blizny, tak bardzo podobne do tych, które sam posiadał. Wyciągnął dłoń i przesunął po nich palcami.
    - Chcesz się licytować? Myślisz, że ciąłem się tylko tutaj? - spytał, wskazując na swoje nadgarstki. - Próbowałem się zabić, dlatego podciąłem sobie żyły.
    Nie podnosząc się, rozpiął spodnie i ściągnął je, rzucając gdzieś w kąt. Kei nie ciął skóry na pachwinach, a wewnętrzne strony ud. Pokazał mu równie głębokie blizny.
    - Moja pierwsza dziewczyna powiedziała, że jestem ohydny - powiedział, uśmiechając się kwaśno. - Potem zacząłem spotykać się z pewnym kolesiem. Też miał problemy w domu. Myślałem... myślałem, że on zrozumie. Ale nie. Powiedział, że te blizny go obrzydzają. Powiedział mi to kilka minut po tym, jak dałem mu się przelecieć - roześmiał się, zupełnie bez wesołości.
    Nie potrafił spojrzeć Cillianowi w oczy, więc spojrzenie przeniósł na swoje dłonie.

    OdpowiedzUsuń
  88. - Co z tym wszystkim ma wspólnego dziadek? - spytał z dezorientacją w głosie.
    Dziadek wiedział o bliznach, ale widział je tylko raz. Kei nigdy więcej nie pozwolił, by dziadek lub babcia zobaczyli jego nagie plecy.
    Czuł się dziwnie ze świadomością, że jego blizny nie obrzydzają Cilliana.
    Spojrzał na niego dopiero, gdy Cillian objął go w pasie. Kei zesztywniał po raz kolejny, ale już po chwili się rozluźnił. Wiedział, że nie może od niego uciec, a przede wszystkim - nie chce. Przyglądał się jego twarzy, jakby szukając w niej jakichś oznak obrzydzenia, ale niczego takiego nie znalazł.
    Chciał zażartować. Powiedzieć coś na temat tego, że to nie fair, że on stoi przed nim zaledwie w bokserkach, podczas gdy Cillian ma na sobie spodnie. Problem polegał na tym, że znów miał ściśnięte gardło i nie był w stanie niczego z siebie wydusić.
    Sapnął zaskoczony, ale nawet nie próbował się odsunąć. Objął twarz Cilliana dłońmi, oddając pocałunek. Wsunął palce jednej dłoni we włosy Opiekuna, a drugą przesunął na jego plecy. Opuszkami palców sunął po jego barku. Nie musiał patrzeć, wystarczyło, że czuł i wiedział, że jest to blizna po oparzeniu. Zdołał odkryć jeszcze kilka blizn na jego plecach. Okrągłe ślady, zapewne po przypaleniach papierosem. Sam miał kilka takich, ale nie zbyt dużo. Ojciec palił tylko okazyjnie.
    Oderwał się od niego tylko po to, by Cillian mógł zaczerpnąć tchu. Zerknął na niego niepewnie, nim przycisnął usta do jego szyi. Zaczepił palcami o spodnie i zsunął je z jego tyłka.

    OdpowiedzUsuń
  89. - Może dziadek bał się, że złamiesz mi serce - wzruszył ramionami.
    Chyba nie chciał teraz zastanawiać się, dlaczego dziadek postępował tak, a nie inaczej. Na to przyjdzie czas później.
    W tym momencie nie myślał o tym, że Cillian jest człowiekiem, a on jest duchem. W tym momencie pragnął po prostu czuć i czerpać z ich bliskości jak najwięcej.
    - Nigdy nie jadłem lepszych - odparł z rozbawieniem.
    Pochylił się, by po raz kolejny połączyć ich usta w pocałunku, ale zamiast tego poczuł się jak marionetka, gdy Cillian odwrócił go twarzą do ściany. Kei ułożył ręce na ścianie i lekko rozsunął nogi. Przygryzł mocno dolną wargę, opuszczając głowę. Drżał, ale bynajmniej nie ze strachu. Czucie ust oraz języka Cilliana na bliznach było czymś niesamowitym. Czym, czego jeszcze nigdy nie czuł, a tym bardziej nie potrafił tego do niczego porównać. Oparł cały ciężar na jednej ręce, a drugą wplątał w jego włosy.
    - Naprawdę mógłbyś teraz tak po prostu przestać? - wychrypiał, zerkając na niego przez ramię.
    Wyprostował się i chwycił jego rękę, by następnie przesunąć ją na swoje krocze. Był podniecony. Nigdy nie sądził, że będąc duchem, zdoła się podniecić. A najbardziej szokującym było to, że podniecił się głównie dlatego, że Cillianowi najwyraźniej naprawdę podobały się jego blizny.
    - Może przeniesiemy się w jakieś wygodniejsze miejsce, co? - spytał, obracając się powoli w jego ramionach. - Chyba, że wolisz przerwać to w tym momencie...
    Przesunął palcem wzdłuż jego kości policzkowej, a potem dotknął jego warg. Uśmiechnął się jednym kącikiem ust, przyciskajac się do niego niemal całym ciałem.

    OdpowiedzUsuń
  90. Pchnął biodrami, by otrzymać choć odrobinę tarcia.
    W jego głowie pojawiła się myśl, że Cillian robi to wszystko tylko dlatego, bo jeszcze nigdy nie uprawiał seksu, ani nawet się nie całował z duchem. Nie była to zbyt przyjemna myśl, więc szybko wyrzucił ją z głowy. Po raz kolejny powtórzył sobie, że i tak nie ma nic do stracenia. Może gdyby wciąż żył... Ale nie żył. Był duchem i jeżeli nie znajdzie ciała, które go przyjmie, to niedługo odejdzie.
    Poddał mu się całkowicie. Tak, zdecydowanie był marionetką w jego rękach. Wygodnie ułożył się na łóżku, wypinając w jego stronę. Wcisnął twarz w poduszkę i cicho jęknął, gdy poczuł jego zęby na pośladku. Jego nogi zaczęły drżeć, gdy czuł jego język na wewnętrznych stronach ud.
    Wsunął rękę pod siebie i zacisnął palce na swoim członku. Nigdy nawet nie sądził, że taki dotyk na jego bliznach może aż tak bardzo mu się spodobać.
    - Cillian... - mruknął, unosząc lekko głowę, by móc na niego spojrzeć. - Nie torturuj mnie już, co?
    Nie wiedział, jak to ma wyglądać w ich przypadku, ale był gotów się dowiedzieć. Dawno nie chciał czegoś tak mocno, jak właśnie tego.

    OdpowiedzUsuń
  91. - Gdybym wciąż żył, to byś nawet na mnie nie spojrzał - wymamrotał, nawet nie zwracając uwagi na to, co tak właściwie mówi.
    Nie wiedział, czy w tym momencie rzeczywiście powinien żałować, że jest duchem, czy wręcz przeciwnie.
    Parsknął śmiechem, ale posłusznie zaczął powoli poruszać dłonią po swoim członku. Gdyby jego twarz nie była półprzezroczysta, to w tym momencie na pewno byłaby cała czerwona.
    Sapnął, gdy poczuł jego palce w swoim wnętrzu. To było dosyć... dziwne. Zupełnie inne uczucie niż wtedy, gdy był jeszcze człowiekiem. Pod tym względem bycie duchem zdecydowanie było na plus.
    Zatracił się w seksie z Cillianem i przestał się kontrolować. Nie przejmował się tym, czy może krzyczy zbyt głośno, albo prosi go o to, by pieprzył go mocniej. Gdzieś po drodze zdołał zapomnieć o tym, że jest duchem. W tamtej chwili byli tylko oni dwaj. Nie było żadnych duchów, Opiekunów, Izby, Zakonu... żadnych popapranych rodzin.
    Doszedł w swoją dłoń. Był zmęczony oraz przyjemnie rozluźniony, ale zmusił się do tego, by zerknąć na rękę i upewnić się, co tam, tak właściwie jest. Półprzezroczysta sperma... Super. Trochę magicznie.
    Poczekał jeszcze, aż Cillian w nim dojdzie i opuści jego ciało, a potem swobodnie opadł na prześcieradło. Nawet nie zwrócił uwagi na to, że Opiekun rzeczywiście mógł w nim dojść, a już po chwili jego sperma zaczęła zwyczajnie wyciekać z Kei'a.

    OdpowiedzUsuń
  92. Przekręcił się na plecy, a potem na bok. Spojrzał na niego z rozbawieniem.
    - Jestem duchem. Też mi się coś od tego duchowego życia należy, nie? - roześmiał się. - Myślę, że możemy to uznać za mój spóźniony prezent urodzinowy, którego od ciebie nie dostałem.
    Przyglądał mu się uważnie i dokładnie widział, kiedy Cillian zaczął odpływać. W tamtym momencie naprawdę żałował, że nie może się tak zwyczajnie do niego przytulić i zasnąć.
    Długo się w niego wpatrywał, aż w końcu przytulił się do jego boku i zaczął gładzić jego klatkę piersiową. Odpłynął gdzieś daleko i drgnął, gdy po raz kolejny poczuł dotyk na swoich plecach.
    - Zdecydowanie nie powinieneś wyzywać mojego dziadka od kutasów. Koniec końców i tak na siebie trafiliśmy. W pewnym sensie, jesteśmy na siebie skazani.
    Nawet przez myśl mu nie przeszło, że by się wzbraniać. Wciąż zbyt mocno pragnął Cilliana, by mu odmówić. A skoro Opiekun jeszcze się nim nie znudził, to zamierzał skorzystać.
    Musiał przyznać, że podobał mu się uśmiech Cilliana. Zapatrzył się na niego, a słowa Opiekuna dotarły do niego dopiero po kilku sekundach.
    - Chciałbyś mi obciągnąć? Nie brzydzisz się kutasa ducha? - spytał ironicznie.
    Uśmiechnął się kpiąco. Oparł dłonie na jego klatce piersiowej i zaczął się podnosić oraz opadać. Zaczął poruszać się coraz szybciej, ale co jakiś czas zwalniał, stopniowo budując napięcie. Wiedział, że Cillianowi już niewiele brakuje do osiągnięcia spełnienia, więc zatrzymał się i zsunął z niego. Pocałował go, a potem ustawił się nad nim. Zacisnął palce na jego członku i poruszył kilka razy dłonią, nim pochylił się i przejechał po nim językiem.
    - Pokaż, co potrafisz, C - mruknął, a zaraz potem wsunął sobie jego męskość do ust.

    OdpowiedzUsuń
  93. Skrzywił się i wywrócił oczami. Nie powiedział już nic, bo nie chciał już dłużej ciągnąć tematu dziadka. A na pewno nie w tej chwili.
    - Obiecanki cacanki - prychnął z lekkim rozbawieniem.
    Choć zapewne nie powinien odczuwać zmęczenia, to miał wrażenie, że jeszcze jedna runda i zwyczajnie padnie. Cieszył się, że jako duch nie potrzebuje długiego rozciągania, bo jego ciało dostosowuje się do wielkości członka Cilliana.
    W ustach Cilliana było mu tak przyjemnie ciepło, więc znów prawie się zapomniał.
    Zassał się na nim mocniej, gdy Cillian wsunął w niego palce i zaczął drażnić jego prostatę. Nie ośmielił się na ten sam ruch. Zamiast tego zaczął lekko ugniatać jego jądra, ani na chwilę nie przestając go ssać. W pewnym momencie wysunął go ze swoich ust, przejechał po nim językiem, którym następnie musnął jądra.
    Objął palcami jego penisa, opierając głowę o jego udo. Przyjemność zaczęła kumulować się w jego lędźwiach, a on lekko poruszył biodrami. W ostatniej chwili wysunął się z ust Opiekuna i doszedł w jakieś bliżej nieokreślone miejsce.
    Zerknął na niego z cieniem uśmiechem na ustach, nim ponownie zabrał się za obciąganie. Nie minęło dużo czasu, gdy poczuł, jak mięśnie Cilliana się spinają. Nie miał pojęcia, czy może połknąć jego spermę, więc skończyło się na tym, że Opiekun doszedł na jego usta i szyję. Liznął jego członka jeszcze raz, nim ponownie oparł głowę na jego udzie i przymknął powieki. Odnalazł jego blizny na pachwinach i zaczął je gładzić palcami.

    OdpowiedzUsuń
  94. Było mu miło i przyjemnie, ale w końcu ułożył się tuż obok Cilliana. Tym razem nawet nie drgnął, gdy poczuł dotyk na swoich plecach. Chyba mógłby się przyzwyczaić do tego, że Cilli go dotyka.
    - Masz na myśli moje blizny, tak? Ty jeden nie uciekłeś na ich widok.
    Spróbował się roześmiać, ale niezbyt dobrze mu to wyszło. Westchnął zrezygnowany, przyciskając się do niego bardziej. Wtulił twarz w jego szyję. Tak, zdecydowanie mógłby tak już zostać na zawsze. Co z tego, że doskonale wiedział, że nie może? E tam.
    Milczał przez długą chwilę. Nie podjął jeszcze ostatecznej decyzji, ale...
    - Nie wiem, czy to będzie konieczne. Chyba... chyba nie zostanę - powiedział. - I tak pewnie nie zdołalibyśmy znaleźć ciała, które by mnie przyjęło. Nie ma sensu szukać. Pomogę wam rozwiązać tę sprawę z Zakonem, a później... niech się dzieje, co chce.
    Poddał się. Właśnie to powiedziałaby jego babcia. Kei poddał się, nawet nie próbując walczyć o drugą szansę na życie.

    OdpowiedzUsuń
  95. - Chyba już podjąłem decyzję. Nic mnie tutaj nie trzyma. Może gdybym miał normalną, żyjącą jeszcze rodzinę, albo kogoś, kogo bym kochał... Przez te lata zwyczajnie wegetowałem. Nie chcę tego powtarzać - mruknął. - Śpij. Nie będę ci przeszkadzać.
    Było mu niezwykle przyjemnie, ale wiedział, że już dłużej nie może już na nim leżeć. Zsunął się z niego, ale zanim wyślizgnął się z łóżka, wycisnął pocałunek na jego ustach.
    Wyszedł z sypialni, nie przejmując się swoją nagością. Cillian i tak już go widział, więc nie miał czego się wstydzić. Nie odczuwał zimna, więc nie widział powodu, dla którego powinien się ubrać. Odnalazł książkę, o której mówił Opiekun. Nie potrafił jednak się skupić na czytaniu. Złapał się na tym, że czyta jedną linijkę tekstu po kilka razy. Odłożył książkę i wrócił do sypialni. Wsunął się z powrotem pod kołdrę i ułożył obok śpiącego Cilliana. Zaczęło świtać, gdy wymknął się do kuchni, by zrobić mu kilka kanapek z tym, co znalazł w lodówce. Skoro teraz miał już pewność, że może dotykać niektórych rzeczy, to zamierzał z tego skorzystać. Zrobił kanapki i wrócił do łóżka. Przytulił się do boku Cilliana i wbił wzrok w ścianę.

    OdpowiedzUsuń
  96. Sam już do końca nie wiedział, jaką powinien podjąć decyzję. Zastanawiał się, jak na jego miejscu postąpiłby dziadek. W końcu dotarło do niego, że nie powinien się nad tym zastanawiać choćby dlatego, że dziadek nawet będąc na jego miejscu, wiedziałby bardzo dużo na temat duchów, Izby i tego całego szaleństwa. Kei wiedział tylko to, czego dowiedział się dzięki Cillianowi.
    Fajnie byłoby móc znów żyć. Fajnie byłoby móc przeżyć życie po swojemu. Bez ojca sadysty, matki pijaczki... Chyba powoli zaczął się przekonywać co do tego. Jeżeli się nie uda, nie zdołają znaleźć odpowiedniego ciała, to trudno. Wtedy pozostanie mu tylko odejście. Mógłby chociaż spróbować.
    Drgnął, gdy poczuł ruch obok siebie. Minęło zaledwie kilka minut odkąd się położył i miał nadzieję, że nie obudził Cilliana swoim powrotem do łóżka.
    Odsunął się od niego odrobinę. Spojrzał na niego z kpiącym uśmiechem na ustach.
    - To tylko kanapki. Twoja lodówka tak trochę świeci pustkami.
    Podał mu talerz z kanapkami, a potem poprawił poduszkę i ułożył się wygodnie. Wsunął ręce pod głowę i wbił wzrok w sufit.
    - Znów mówiłeś przez sen. To znaczy, tym razem mamrotałeś, więc nie zrozumiałem prawie niczego. Jaj jak byłem mały to lunatykowałem. Kiedyś wyszedłem z domu w piżamie, w środku nocy i znalazł mnie sąsiad - parsknął śmiechem. - Raz prawie wypadłem przez okno, gdy nocowałem u dziadków.

    OdpowiedzUsuń
  97. - Jeśli chcę spędzić tu jeszcze kilka nocy? A co, jeżeli chcę? Co z tobą, czego ty chcesz? I nie mam nic przeciwko temu, że gadasz przez sen. Kiedyś też gadałem. Potrafiłem wyrecytować wiersze, a potem prawie skoczyć przez okno. Myślę, że to mój popieprzony umysł, a nie duchy - parsknął.
    Prawda była taka, że wcale by się nie zdziwił, gdyby się okazało, że jego lunatykowanie było sprawką duchów, które próbowały go opętać. Teraz już wszystko było możliwe i Kei nie mógł już niczego brać za pewnik.
    - Po jego śmierci... tylko ciekawe, po co mi te jego spore pieniądze. Jakoś nigdy nie miałem zbyt dużo kasy, a jakoś sobie radziłem. Myślę, że bez pieniędzy tatusia też bym sobie poradził.
    Przeciągnął się, odsunął kołdrę i podniósł się. Chwilę zajęło mu znalezienie bokserek i musiał przyznać, że czuł się trochę głupio paradując przed Cillianem z gołym tyłkiem, no ale trudno. Poszedł do salonu, by odnaleźć resztę swoich ubrań i wrócił do sypialni. Usiadł na skraju łóżka i zajął się włożeniem trampek. Swoją drogą... równie dobrze mógłby ich nie zakładać, prawda?
    - Kim jest Nicol, służąca kotów? - spytał, gdy był już gotowy do wyjścia i czekał, aż Cillian również się zbierze.

    OdpowiedzUsuń
  98. Przez całą drogę, Kei był zagubiony w swoich myślach. Dowiedział się tak wielu rzeczy, w tak krótkim czasie. Miał wrażenie, że jego mózg wybuchnie od natłoku informacji. Jakie to szczęście, że jego ciało jest zakopane głęboko pod ziemią, a mózg nie grozi wybuchem.
    - Dzień dobry, pani Nicol - przywitał się i zajął miejsce tuż obok Cilliana.
    Koty zachowywały się tak, jakby chciały na niego wejść, ale niestety bezskutecznie. Kei chciał je pogłaskać, ale to również nie wyszło. Nie miał pojęcia jakim cudem, ale wiedział, że to koty go widzą. Nawet nie starał się nad tym zastanowić. Po prostu przyjął to do wiadomości. Jeden z nich, mały i czarny przysiadł na oparciu kanapy i wpatrywał się w niego intensywnym spojrzeniem zielonych, kocich oczu. Keiran dopiero po chwili dostrzegł, że jedna z jego łap jest biała, jedna szara, a dwie czarne. A na brzuchu miał dużą białą plamę.
    Bardziej był zainteresowany owym kociakiem, który ostatecznie zajął miejsce tuż obok kolan Kei'a, niż tym, co kobieta miała im do przekazania. Mógłby przysiąc, że wyraźnie czuł bijące od niego ciepło. Nie było to co prawda takie samo ciepło, jak to bijące od Cilliana, ale wciąż ciepło.
    - Ten cały Xavier jest kimś ważnym, i co z tego? Czy ma to jakiś związek z tym całym Zakonem? Pozostałem tu tylko po to, by pomóc wam w walce z Zakonem. Moja pamięć wciąż nie wróciła, więc jak na razie jestem bezużyteczny. Ten cały Rój... jaki to tak naprawdę ma związek ze mną?
    Wyciągnął dłoń i wykonał taki ruch, jakby chciał dotknąć nosa tego małego kociaka. I rzeczywiście go dotknął.
    - Ja pierdolę. Dlaczego mogę dotknąć tego kota?!
    Szarpnął się i spojrzał szeroko otwartymi oczami najpierw na Nicol, a potem na Cilliana.

    OdpowiedzUsuń
  99. Zapomniał o Zakonie, Roju, swoim ojcu i całym tym popapranym świecie, a skupił się tylko na tym, że może dotknąć tego małego zwierzaka.
    Zamrugał kilka razy, przenosząc wzrok na kociaka, który znów wpatrywał się w niego tymi wielkimi ślepiami.
    - Ale... jak... co... dlaczego... - jąkał się, nie potrafiąc znaleźć odpowiednich słów.
    W końcu zrezygnował z jakiejkolwiek próby wypowiedzenia się. Ostrożnie wziął kota na ręce, a potem przycisnął go do siebie. Kociak był maleńki i Kei spokojnie mógł go zamknąć w swoich dłoniach.
    - Jak cudownie jest móc czuć kogoś więcej, niż tylko Cilliana - powiedział radośnie, oczywiście kierując te słowa do kociaka, który teraz wygodnie układał się na jego kolanach.
    Kei podrapał go po łaciatym brzuchu i roześmiał się, gdy kot zaczął mruczeć. Zawsze marzył o jakimś zwierzaku, który byłby tylko jego. U dziadków był co prawda pies, który traktował Keirana jak pana, ale to nie było to samo, co posiadanie zwierzaka w swoim domu.
    Wzrok podniósł dopiero, gdy uświadomił sobie, że w pokoju panuje cisza, a Nicol i Cillian się w niego wpatrują.
    - Zrozumielibyśmy mnie, gdybyście znaleźli się na moim miejscu - wymamrotał, trochę zawstydzony swoim zachowaniem.

    OdpowiedzUsuń
  100. Pokiwał lekko głową. Nie miał pojęcia, co stało za tym, że stał się silniejszy, ale taka była prawda. Czuł się znacznie silniejszy, niż jeszcze wczoraj.
    Oderwał wzrok od kociaka, który w tym momencie rozpoczął wspinaczkę po jego koszulce. Niepewnie spojrzał na kobietę.
    - Naprawdę mogę go zabrać? - spytał z niedowierzaniem.
    Uśmiechnął się szeroko.
    - Wrócę po ciebie, kolego - powiedział, głaszcząc kociaka po małym łebku.
    Posadził kota na kanapie i podniósł się. Zerknął na Cilliana.
    - Okej, im szybciej tam pojedziemy, tym lepiej.
    Zdążył zrobić zaledwie kilka kroków, gdy mała futrzasta kulka zeskoczyła na podłogę i ruszył za nim. Kei zatrzymał się i spojrzał na kota ze zmarszczonymi brwiami.
    - Ty tutaj zostajesz, mały. Obiecałem, że wrócę. Przecież cię nie zostawię.
    Podniósł kota i wcisnął go do rąk, lekko rozbawionej, kobiety. No tak, nie co dzień spotyka się chłopak-ducha, który rozmawia z kotem.
    - Chodź, C. Nie ma czasu do stracenia.

    OdpowiedzUsuń
  101. - Nie przesadzaj. Ten kot nie potrzebuje zbyt dużo miejsca. Czuję to. I nie zniszczy twoich mebli. Zaopiekuję się nim, nie będziesz musiał zwracać na niego uwagi - obiecał.
    Kei wbił wzrok w widok za oknem, a z jego ust ani na chwilę nie zniknął lekki uśmiech.
    Spiął się odrobinę, gdy znaleźli się w szpitalu. Nigdy nie lubił szpitali. Doskonale pamiętał, jak kiedyś odwiedzał matkę, która niemal zapiła się na śmierć. A do tego wciągnęła coś i wręcz otarła się o śmierć.
    Znał ten szpital. Był tutaj, gdy babcia zachorowała. Właśnie w tym szpitalu umarła. Przeszedł go dreszcz i zapragnął powrócić do bezpiecznego oraz ciepłego mieszkania Cilliana.
    Podążał za nim, ze wzrokiem wbitym w podłogę. Chyba nie był gotowy, by spotkać jakiegoś ducha. Przynajmniej na razie. Już wystarczył mu widok tamtego chłopca, którego spotkali po wejściu do szpitala.
    Zaciskał palce na dłoni Cilliana, nawet nie zdając sobie z tego sprawy.
    - Dlaczego przyjechaliśmy akurat tutaj? Nawet się nie zawahałeś. Dokładnie wiedziałeś, dokąd jedziesz - powiedział, jak na razie nawet nie podchodząc do drzwi. - Jest tutaj ktoś kogo znasz, czy coś? Chyba powinieneś mi o tym powiedzieć, nie sądzisz? I niby co mam zrobić, jak już tam wejdę?

    OdpowiedzUsuń
  102. - Nie zostawiaj mnie tutaj samego, do cholery! - krzyknął za nim, ale Cillian już nie zwracał na niego uwagi.
    Przeklął jeszcze raz, nim wszedł do środka.
    Nie czuł niczego. Nic go nie przyciągało. Patrzył na ludzi będących w śpiączce i nie czuł nic, oprócz współczucia.
    Nie miała pojęcia, jak długo tak krążył. W końcu natrafił na pewną osobę i sam nie wiedział, co go do niej przyciągnęło.
    Stanął tuż obok łóżka. Długo przyglądał się postaci, która wyglądała, jakby spała. Jego czujność wzrosła. Miał wrażenie, że coś mu umyka. W głowie usłyszał głos dziadka, który mowil, by Kei zaufal swoim instynktom. Dotknął jego dloni, ale zaraz szybko się cofnął.
    Minęło sporo czasu, nim w końcu udało mu się odnaleźć Cilliana. Zaplotl ramiona na piersi i wbił w niego wzrok.
    - Leży tu pewien chłopak... Dlaczego nie powiedziałeś mi, że go znasz? Kim on jest, C?

    OdpowiedzUsuń
  103. Pokręcił głową i westchnął. Wiedział to już, ale potrzebował potwierdzenia. Nie chciał mu tłumaczyć, jak się tego dowiedział. Wystarczył zaledwie jeden, krótki dotyk. Coś przyciągnęło Kei'a do tego chłopaka. I obawiał się, że nie chodziło tylko o to, że to ciało może być dla niego odpowiednie. Obawiał się, że to związek tego człowieka z Cillianem, przyciągnął Keirana.
    - Jego ciało może pasować - wypalił nagle.
    Wcale nie chciał tego powiedzieć. Zamierzał to przemilczeć i zachować w tajemnicy.
    - Ale nie wykorzystam go. Nie, skoro był kimś ważnym dla ciebie. Nie mógłbym żyć w jego ciele.
    Podszedł do niego powoli i zatrzymał się zaledwie kilka centymetrów przed nim. Pochylił się odrobinę do przodu.
    - Zabrałeś mnie tutaj, by się przekonać, czy jego ciało będzie mi pasować? Bo na pewno nie zabrałeś mnie tutaj przypadkiem.

    OdpowiedzUsuń
  104. - Gówno prawda, C. Tak tylko mówisz.
    Pokręcił głową, zwyczajnie nie mogąc zgodzić się z jego słowami. Kei sam już nie wiedział, co nim kieruje. Instynkt podopiwadał mu, że żałowałby, gdyby wybrał ciało tamtego chłopaka.
    - W twoim śnie? Dlaczego mi o tym nie opowiedziałeś?
    Zmarszczył brwi.
    - Czy w ten sposób próbujesz mnie poinformować, że jesteś pedałem? Wiesz, domyśliłem się tego już jakiś czas temu. Jeszcze zanim dobrałeś się do mojego tyłka - uśmiechnął się kpiąco. - Nie chodzi o to, że mi nie odpowiada. Ty nie rozumiesz...
    Przesunął dłońmi po twarzy i westchnął.
    - Dotknąłem jego ręki. Widziałem jego wspomnienia i dokładnie wiem, co czuł. Nie ma w nim ducha, ale w ciele to wszystko pozostało! Myślisz, że potrafiłbym przyjąć ciała człowieka, który był w tobie zakochany i w którym możliwe, że ty też byłeś zakochany?
    Spojrzał na niego znacząco.
    - Muszę to przemyśleć. Daj mi trochę czasu - mruknął. - Jak będziesz mocno chciał, to mnie znajdziesz - dodał, nim ruszył w stronę wyjścia.
    Rozpłynął się szybciej, niż Cillian zdążył chociażby mrugnąć. Był znacznie silniejszy, niż im się wydawało.
    Prawie od razu udał się do Nicol. Kobieta oddała mu kota bez wahania, ale za to nie chciała go wypuścić z domu. Powiedziała, że nie puści go bez Cilliana. Wystarczyło, że spojrzał jej w oczy, ona na chwilę zastygła, a Kei zyskał możliwość ucieczki. Prościzna.
    Nie przemyślał tego, bo zapomniał o tym, że kociak potrzebuje jedzenia. Poszedł do domu dziadków i jakimś cudem dobrał się do zapasów babci. Musiał do tego użyć silnej woli i znów miał wrażenie, że mózg mu wybuchnie.
    Zaszył się w swoim dawnym pokoju ze swoim nowym puchatym przyjacielem. Musiał chwilę odpocząć. Potem może odejdzie w jakiś inne miejsce, w którym będzie mógł spokojnie pomyśleć.

    OdpowiedzUsuń
  105. W głowie wciąż krążyły mu słowa Cilliana. Nie mógł skupić się na czymś innym, bo gdy tylko zamykał oczy, w głowie pojawiał się obraz Opiekuna.
    Nie miał pojęcia, jak długo tak siedział. Gdy wyjrzał przez okno, okazało się, że jest już ciemno. Nie było jednak zbyt późno, bo wciąż świeciły się światła w wielu domach. Zgarnął swojego kociaka i czym prędzej opuścił dom dziadków. Wszystko w nim krzyczało, by wrócił do Cilliana, ale Kei był zbyt uparty.
    Początkowo planował pochodzić po mieście, ale dotarło do niego, że latający kot może wywołać niemałą sensację. Ostatecznie wylądował na cmentarzu. Minął grób dziadków, zatrzymując się przy nim jedynie na kilka minut. Ruszył dalej, nawet nie spoglądając w kierunku swojego grobu. Zatrzymał się przy grobie swojej ciotki, Katherine. Był tu tylko raz, gdy miał zaledwie pięć lat.
    Usiadł, a kociak wspiął się po jego koszulce i ułożył się wygodnie na jego ramieniu. Kei doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że gdyby nie to małe stworzenie, to czułby się jeszcze bardziej samotny i wszystko w jego ciele tym bardziej rwałoby się w stronę Cilliana.
    Przesunął palcami wzdłuż imienia wyrytego na płycie. Nie miał szansy jej poznać. Nie wiedział jaka była. Wiedział jedynie, jak wyglądała.
    Przeszedł go dreszcz i obejrzał się, ale nikogo nie dostrzegł. O tej porze już prawie nikt nie kręcił się na cmentarzu, ale Kei czuł, że nie jest sam. Czuł obecność innych duchów. Nie przerażało go to tak, jak chyba powinno. Podrapał kociaka za uchem i uśmiechnął się, gdy usłyszał mruczenie. Ponownie spojrzał na nagrobek, a jego myśli zaczęły zalewać wspomnienia związane z tym, jak ktoś wspominał o kobiecie, którą przez całe swoje życie Kei uważał za zmarłą ciotkę.
    Nawet nie zorientował się, że obok niego pojawiło się kilka duchów. Jeden przysiadł obok niego, inny w odległości kilku metrów. Kolejny stał oparty o drzewo i także wpatrywał się w niego z zaciekawieniem. Keiran dostrzegł przybyszów dopiero, gdy kociak zaczął miauczeć.

    OdpowiedzUsuń
  106. - Witajcie - powiedział ostrożnie, uśmiechając się jednym kącikiem ust.
    Ściągnął kota, który nie przestawał miauczeć, z ramienia i ułożył go na swoich kolanach. Zaczął go głaskać, mając nadzieję, że w ten sposób go uspokoi.
    - Uciekłem mojemu Opiekunowi - powiedział i prawie parsknął śmiechem, widząc zdumienie na ich twarzach. - I tak, teraz po po prostu chodzę sobie, z kotem.
    Kulka w końcu się uspokoiła, ale Kei nie przestał jej głaskać.
    - A co wy tutaj robicie? Czy nie powinniście odejść? - spytał, kątem oka dostrzegając kolejnego ducha, kierującego się w ich stronę.
    Tym razem było to chłopczyk, na oko pięcioletni. Z zafascynowaniem wpatrywał się w kociaka wylegującego się na kolanach Keirana.
    - Co z waszymi Opiekunami? Nikt po was nie przyszedł?
    Uśmiech na jego ustach powiększył się, gdy dziecko usiadło obok niego i wyciągnęło rączkę w kierunku kociaka. Tak, jak Kei się spodziewał, mały duch nie był w stanie pogłaskać kota.
    Kei wyprostował się i zmarszczył brwi. Miał wrażenie, że Cillian jest gdzieś blisko, choć przecież nie było go na cmentarzu. A moze jednak...? Rozejrzał się. Nie, nie było go tutaj. Jeszcze.

    OdpowiedzUsuń
  107. - To moja matka - słowa wypłynęły z jego ust szybciej, niż zdążył się nad nimi zastanowić.
    Tak naprawdę to nie miał stuprocentowej pewności, że ta kobieta była jego matką. Wciąż nawet zastanawiał się, czy aby na pewno ten cały Xavier jest jego ojcem.
    Reszta słów dotarła do niego, jakby z oddali. Podniósł wzrok i spojrzał na kobietę.
    - Czekajcie... Nightingale? Cillian Nightingale? - spytał z niedowierzaniem.
    Skoro to Cillian był Opiekunem Katherine, to dlaczego nie powiedział o tym Kei'owi?
    - Znasz go? - spytał jakiś facet.
    - Wiem, kim jest, ale chyba wcale go nie znam. Myślałem, że znam, ale myliłem się - powiedział cicho, bardziej do siebie, niż do któregoś ducha.
    - Czy to on jest twoim Opiekunem? - spytała, ta sama kobieta, która pytała również o to, kim jest Katherine.
    Kei pokiwał lekko głową i spuścił wzrok na kociaka.
    - Och, chłopie, to nieźle ci się trafiło. Nie dziwię się, że mu uciekłeś - odezwał się jakiś duch.
    - Zamknij się, głąbie!
    Keiran roześmiał się cicho.
    - Widzę, że fajnie tutaj macie. Ludzie nie wiedzą bardzo wielu rzeczy. Głównie dlatego myślą, że na cmentarzu nic się nie dzieje. Wielu wolisz myśleć, że nic się nie dzieje. Tak jest łatwiej.
    Rozejrzał się. Przybyło jeszcze więcej duchów.
    - Mógłbyś z nami zostać, jakbyś chciał - zaproponował duch małego chłopca, który wciąż próbował pogłaskać kociaka. - Dlaczego mozesz dotykać tego kota? My nie możemy.
    Keiran uśmiechnął się i nerwowym gestem przeczesał włosy. Niby jak miał im to wytłumaczyć. A przede wszystkim, czy w ogóle powinien?

    OdpowiedzUsuń
  108. Słuchał ich, nawet nie próbując wtrącić się do tej dosyć chaotycznej wymiany zdań. Nie rozumiał wszystkiego. W jego głowie znów pojawiły się kolejne pytania, a on upewnił się w tym, że nie zna i zapewne nigdy nie pozna Cilliana tak, jakby chciał. Był tylko kolejnym duchem, którego Cillian musi odprowadzić na drugą stronę.
    - Na pewno was odwiedzę. Jeżeli jeszcze tu będę - powiedział z lekkim rozbawieniem.
    Wyczuł jego obecność jeszcze zanim usłyszał jego głos. Wiedział już wcześniej, że Cillian się zbliża, ale teraz czuł to wyraźnie.
    Uświadomił sobie, że Cillian naprawdę dużo czasu spędził z tymi duchami. Zna je, a on zna ich. Keiran w jednej chwili poczuł się jak intruz. Jakby wkroczył na czyjeś terytorium. Nie powinno go tu być. A już na pewno nie powinien odwiedzać grobu kobiety, która najprawdopodobniej go urodziła.
    Poczuł na sobie spojrzenie Cilliana, ale nie odwrócił się w jego stronę. Jego wzrok był utkwiony w nagrobku.
    - Nie. Nigdzie nie idę - mruknął, nawet na niego nie patrząc. - Poczekam tu sobie na ojca. I tak żadnemu z was nie powinienem ufać. Myślałem, że tobie mogę, ale... dziadek się mylił.
    Uśmiechnął się krzywo i spojrzał na ducha, który wcześniej wspomniał o Lucienie.
    - Ten cały Lucien to mój dziadek. Tak się składa, że z jakiegoś powodu skazał nas na siebie - wskazał na Cilliana i lekko wzruszył ramionami. - Podobno tylko jemu mogę ufać, dacie wiarę? - dodał konspiracyjnym szeptem na tyle głośno, by wszyscy zebrani go usłyszeli. - Szkoda tylko, że on pewnie nie zaufa mnie. No, ale nie można mieć wszystkiego, prawda?
    Westchnął i podniósł się. Kot z powrotem znalazł się na jego ramieniu, z łebkiem wtulonym w jego szyję
    - Pójdę już. Dziękuję za to, że dotrzymaliście mi towarzystwa. Bardzo miło było was wszystkich poznać. Jeszcze kiedyś do was wpadnę.
    - Ale przyjdziesz jeszcze kiedyś, tak? - spytał duch chłopca, który również się podniósł i teraz wyglądał tak, jakby zamierzał pójść za Kei'em.
    - Jasne, że przyjdę.
    - Nie musisz stąd odchodzić, możesz z nami zostać. Twój kotek też może zostać - chłopiec nie dawał za wygarną.
    Kei roześmiał się i kucnął tuż przed nim.
    - Muszę już iść. Mój ojciec będzie mnie szukał, a do tego wciąż jestem w niebezpieczeństwie - zerknął w górę, na Cilliana - prawda, C?
    - Jakie niebezpieczeństwo? Coś ci grozi? Przecież jesteś duchem...
    - Tak, nie żyję, ale to co wiem, albo raczej, to co powinienem wiedzieć, jest ważne dla niektórych osób. Nie martw się, mały.
    Wyprostował się i pomachał do wszystkich. Większość mu odmachała, co wywołało na jego twarzy szeroki uśmiech.
    Obrócił się na pięcie i ruszył alejką w stronę wyjścia z cmentarza.

    OdpowiedzUsuń
  109. Zacisnął dłonie w pięści. Doskonale słyszał tę ich rozmowę. Zezłościł się na Opiekuna jeszcze bardziej.
    Zatrzymał się, doskonale zdając sobie sprawę z tego, że Opiekun będzie chciał wciągnąć go do tego pieprzonego pryzmatu. Trudno.
    Zamierzał odwrócić się i powiedzieć mu, że nie zamierza go zostawić. Zostałby z nim, gdyby tylko Cillian mu na to pozwolił.
    Chciał podbiec do Cilliana, ale ten ale Stephen mu to uniemożliwić. W między czasie złapał jeszcze kociaka, by go przypadkiem nie zgubić i rozpłynął się w powietrzu.
    - Dlaczego to zrobiłeś?! Musimy tam po niego wrócić! Nie zostawię go samego! - nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, że krzyczy.
    Wiedział, że duchy chciały dobrze, ale nie mógł sobie podarować, że zostawił tam Cilliana.
    Rozejrzał się i odkrył, że znajdują się w jakimś grobowcu. Duchy wpatrywały się w niego w milczeniu, jakby bojąc się odezwać.
    - Zależy ci na nim... - wyszeptała jedna z kobiet.
    - Oczywiście, że mi na nim zależy. To mój Opiekun - powiedział, opierając się plecami o ścianę. Przymknął powieki i spróbował się skoncentrować. Musiał się stąd wydostać i dowiedzieć się, co tak właściwie się stało.
    - Nie, zależy ci na nim inaczej, niż na Opiekunie, to...
    Na szczęście nie dokończyła, bo została zgromiona spojrzeniem przez inną duszyczkę.
    - To chyba Rój, rozpoznałem kilku z nich - mruknął duch staruszka.
    Kei otworzył oczy i spojrzał na niego uważnie.
    - Jesteś pewien, że to byli ludzie z Roju?
    - Nie wiem, tak myślę.
    Keiran przeklął.
    - Muszę się stąd wydostać i dowiedzieć się, kto za tym stoi. Pomożecie mi czy nie? Przecież dobrze wiecie, że Cillianowi może się coś stać. A ja nie pozwolę, by coś mu się stało z mojej winy. Bo chyba wszyscy wiemy, że im zależało na mnie, nie na nim - powiedział, przyglądając się duchom.
    Powoli każdy z duchów zaczął kiwać głową, zgadzając się z nim.
    - Jesteś pewien?
    - Za tym może stać mój ojciec. Muszę się upewnić, czy to on, czy mój... przyszywany ojciec. Poradzę sobie. Zaopiekujcie się małym. Nie mogę wziąć go ze sobą.
    Położył kota na schodku, obok siedzącego tam chłopczyka. Kociak niemal od razu się zerwał i chciał ruszyć za nim.
    - Zostać tutaj, mały. Wrócę po ciebie, przecież wiesz - powiedział i podszedł do Stephena.
    Już po chwili rozpłynął się i pojawił się na cmentarzu, na którym panowała absolutna cisza. Wszystkie duchy się pochowały.
    Kei ruszył alejką, prosto w stronę grobu matki. Miał przeczucie, że tam może ich znaleźć.

    OdpowiedzUsuń
  110. Słyszał całą tę wymianę zdań. Chował się za jednym z drzew. Jak na razie pozostawał dla nich niewidoczny. Nie miał pojęcia, co powinien zrobić. Wszystko w nim rwało się do Cilliana, ale Kei doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że w pojedynkę go nie uratuje. Nie był tak głupi, jak im się wydawało.
    Znieruchomiał, gdy usłyszał za sobą szelest. Oderwał wzrok od Cilliana i powoli odwrócił się w stronę nieznajomego. Nieznajomy wskazał na jeden z wyższych nagrobków i zniknął. Kei również rozpłynął się, a już po chwili znalazł się za tamtym nagrobkiem. Stąd był niewidoczny, ale za to doskonale widział Cilliana i resztę tych durni.
    - Keiran, mówiłem ci, że masz zostać w mieszkaniu i poczekać na mnie. Wróciłbym.
    Kei zadrżał, gdy do jego uszu dotarł ten znajomy głos. Nieznajomy ściągnął z głowy kaptur, a oczom Keia ukazała się twarz Xaviera.
    - Jesteś z nimi, tak?
    - Nie. Nie działam już z nimi.
    - Dlaczego?
    - Bo zachłysnęli się władzą. Dążą do tego, by zniszczyć Zakon i zająć jego miejsce.
    - A ty?
    - Zabili Katherine, nie mogłem dalej z nimi działać. Nie pozwolę im, żeby zabrali także ciebie. Jesteś moja jedyną rodziną, Kei. Chodź ze mną.
    - Nie.
    - Dlaczego?
    - Nie zostawię Cilliana. Zabiją go.
    - Zabiliby go nawet wtedy, gdybyś się tam pojawił.
    - Wiem, ale nie zostawię go.
    - Dlaczego ci aż tak na nim zależy?
    Nie odpowiedział, a jedynie podniósł wzrok i spojrzał Xavierowi prosto w oczy. Mężczyzna znieruchomiał na chwilę, a później na jego twarzy pojawiło się coś na kształt szoku.
    - Keiran...
    - Pomożesz mi go uratować, czy nie?
    - Ale zrobimy to po mojemu...
    Kei jedynie kiwnął głową.

    Po kilku minutach plan był już opracowany. Jakoś nie wierzył w jego powodzenie, ale trudno. Nie miał innego wyjścia. Wiedział, że duchy sprowadzą posiłki, ale nie zamierzał tak długo ryzykować życiem Cilliana. Już wolał zaryzykować tym swoim jestestwem.
    Wyszedł zza nagrobka i ruszył w ich stronę. Wbił wzrok w Cilliana.
    - To chyba na mnie wam zależy, prawda? Nie rozumiem, dlaczego tak źle potraktowaliście mojego Opiekuna. Nie lepiej było się z nim dogadać, by wam mnie oddał?
    Bez problemu przepłynął obok mężczyzn, próbujących zagrodzić mu drogę. Dotarł do Cilliana i kucnął tuż przed nim. Spojrzał mu w oczy. Tak, jak tylko on potrafił. Wiedział, że w ten sposób Cillian będzie mógł wszystko wyczytać z jego oczu.
    - Prawda, Cilli? Wydałbyś im mnie bez problemu, gdyby tylko do ciebie przyszli i z tobą pogadali - uśmiechnął się jednym kącikiem ust. - Panowie, nie musieliście mu robić krzywdy. Cilli i tak miał mnie już dość. W końcu jestem tylko zwykłym duchem, który nie daje mu spokoju, bo się w nim zabujał.
    Wyprostował się i rozejrzał.
    - To jak, mniemam, że teraz go puścicie? Macie mnie, po co wam zwłoki Opiekuna?

    OdpowiedzUsuń
  111. - Nie zbliżaj się do mnie z tym pryzmatem - warknął do jednego z mężczyzn, rzucając mu groźne spojrzenie przez ramię. Mężczyzna zatrzymał się w pół kroku i spojrzał niepewnie na Kei'a.
    Keiran zignorował wszystkich i sam zaczął rozwiązywać liny, którymi skrępowany był Cillian.
    - Wytrzymasz jeszcze chwilę, co? - wyszeptał mu cicho do ucha, pomagając mu usiąść. - Chyba mieliście go opatrzy, co? Nie gapcie się tak, tylko zróbcie coś, zanim się wykrwawi - podniósł głos.
    - Jesteś duchem. Dlaczego możesz go dotykać? Jak to zrobiłeś? - spytał jeden z mężczyzn.
    Kei zamiast przejmować się odpowiedzią, zajął się obejrzeniem ran Cilliana.
    - Polowaliście na niego, a nawet nie zdajecie sobie sprawy z jego niezwykłości - odezwał się teraz tak bardzo znajomy głos Xaviera. - Albo jesteście głupi, albo zwykli z was ignoranci. Naprawdę myśleliście, że ta dwójka wam pomoże? Nawet jeżeli ich złapiecie, to oni są zbyt mocni, by się złamać.
    Kei kątem oka dostrzegł, że drugi mężczyzna, który także trzymał w ręce pryzmat, cofnął się kilka kroków w tył. Kilku mężczyzn ruszyło w stronę Xaviera, by go pochwycić, ale on zwyczajnie rozpłynął się w powietrzu. Po kilku sekundach pojawił się tuż za kobietą z blizną, otoczył ją ramieniem i złapał ją za gardło.
    Nagle z każdej strony rozległy się krzyki. Pojawiły się duchy i cienie. Mnóstwo cieni.
    - Zabierz go stąd, Kei! - krzyknął Xavier, próbując umknąć rękom, które starały się go pochwycić.
    Keiran nie zastanawiał się zbyt długo, tylko objął Cilliana ramionami i skupił się. Po kilku sekundach rozpłynęli się, a on poczuł, jak coś w ostatniej chwili wbija się w jego ciało. Zignorował to, bo przecież nie miał ciała. Przeniósł go do grobowca, do którego wcześniej zabrał go Stephen. To jak na razie było jedyne bezpieczne miejsce.
    Ułożył Opiekuna na ziemi i nachylił się nad nim.
    - Cillian, gdzie powinienem cię zabrać, żeby ktoś cię opatrzył? Gdzie będziesz bezpieczny?
    Ojciec zabronił mu zabierać Cilliana gdzieś dalej, niż poza cmentarz. Kei mógł stracić zbyt dużo energii, ale chłopak nie zamierzał się tym przejmować.
    Poczuł, jak kociak wspina się po jego plecach.
    - Kei, kto ci to zrobił? - spytał mały duszek, wskazując na wbity w bok Keirana sztylet.
    Przypomniał sobie słowa Xaviera; Mogą spróbować odebrać ci energię, zanim zamkną cię w pryzmacie. Przeklął cicho i wyciągnął sztylet. Bolało. Chyba jeszcze nigdy nic go tak bardzo nie bolało. Odrzucił sztylet na bok i ponownie spojrzał na swojego Opiekuna, nad którym pochylało się już kilka duchów.
    - Dokąd mam cię zabrać, C? - powtórzył pytanie.

    OdpowiedzUsuń
  112. Kei czuł, że traci coraz więcej energii. Powoli stawał się coraz słabszy, a co za tym idzie także coraz bardziej przezroczysty. Ojciec ostrzegał go. Mógł przenieść Cilliana tylko raz, żeby to dla nich obu było bezpieczne. Jeżeli spróbowały znów, to Cillianowi może i nic by się nie stało, ale jemu samemu już tak. Mimo wszystko wciąż był gotowy zaryzykować.
    - Znikaj stąd - szepnął do chłopak, który wciąż się w niego wpatrywał, ze strachem wymalowanym na twarzy. - No dalej, nie martw się o nas.
    Chłopczyk pokręcił głową, ale po kilku sekundach zniknął.
    Kei spojrzał z urazą na swojego Opiekuna.
    - Ogarnij się, C. Naprawdę myślisz, że teraz bym cię tutaj zostawił? Nie po to prosiłem ojca, żeby pomógł mi cię stamtąd wydostać.
    Uklęknął obok niego i ostrożnie chwycił jego ramię, by następnie przyjrzeć się ranie.
    - Ktoś koniecznie musi cię zobaczyć. Pozwól mi sobie pomóc. Babcia miała dobrą przyjaciółkę, która kiedyś była lekarzem. Mógłbym cię do niej zabrać.
    Coś mu odpowiadało, że staruszka Harper również siedziała w tym wszystkim po uszy. Nie zdziwił by się, gdyby okazało się, że ona również jest Opiekunem. No, albo była.
    - Na co my tutaj tak właściwie czekamy? Chcesz żeby cię złapali, czy co?
    Chwycił jego podbródek i zmusił go do tego, by na niego spojrzał.
    - Nie ukrywaj niczego przede mną. Powiedz mi, dlaczego ty chcesz tutaj zostać, a ja mam się ukryć w jakiejś kaplicy.
    Rozerwał kawałek koszulki, którą Cillian miał na sobie i zrobił prowizoryczną opaskę uciskową na jego ramieniu.

    OdpowiedzUsuń
  113. - Mógłbym cię stąd zabrać. Dałbym radę. Mam jeszcze wystarczają co dużo energii, by dać radę.
    Chciał, by Cillian pozwolił mu się stąd zabrać. Przecież nie mógł go tutaj zostawić.
    - Nie ruszę się stąd bez ciebie - powiedział i było to jego ostatnie słowo.
    Nie zamierzał się z nim kłócić, ani tym bardziej zostawić go tutaj samego.
    - Nie myśl teraz o piekle, bo jak tylko dojdziesz do formy, to zrobię ci piekło na ziemi - mruknął, głaszcząc go po włosach. Modlił się tylko o to, by Cillian nie zasnął, bo potem mógłby się już nie obudzić.
    Spiął się, ale już po chwili rozpoznał głos Stephena i jeszcze jakiegoś innego mężczyzny. Kei odsunął się odrobinę od swojego Opiekuna, by zrobić miejsce księdzu.
    - Teraz zajmij się nim. Pogawędkę utniemy sobie później - powiedział z lekkim rozbawieniem.
    Przez cały czasu uważnie obserwował poczynania kapłana, jakby chcąc upewnić się, że ten zrobi wszystko, byleby tylko uratować Cilliana.
    - Nie przejmuj się mną. Nie potrzebuję pryzmatu, naprawdę - powiedział szybko. Nie mógł pozwolić, by ktokolwiek wciągnął go do pryzmatu. Już prędzej będzie się czołgał za karetką, niż da się tam zamknąć. - Pojadę z nim - stanowczość w jego głosie, zaskoczyła chyba zwłaszcza jego samego. - Stephen, zajmij się moim kotem, a potem oddaj go mojemu ojcu, dobrze? On przyjdzie tutaj niedługo.
    Spojrzał na ducha poety, który wciąż wyglądał na przerażonego. Podniósł wzrok i spojrzał mu prosto w oczy. Stephen powoli kiwnął głową. Dar przekonywania, to jest to.
    Kei dostrzegł, że kapłan próbuje zaprotestować, ale on nawet nie zamierzał z nim dyskutować. Był dorosły i wiedział, co robi. To była jego decyzja. Nie zamierzał chować się w kaplicy i czekać nie wiadomo na co.

    Wszystko co się później działo zamieniło się w jedną, wielką, rozmytą plamę. Ledwo pamiętał to, jak udało mu się dotrzeć do szpitala. Jak krążył po korytarzu, czekając aż lekarze uratują jego Opiekuna. Później dołączył do niego ojciec, który wyglądał gorzej niż źle. Kei wciąż miał do niego wiele pytań, ale nie mógł się skupić na tyle, by zadać choć jedno z nich.

    Odkąd przewieźli Cilliana na salę, Kei nie odstępował go na krok. Udało mu się przemycić nawet kociaka, który teraz spał, wtulony w rękę Opiekuna. Kei siedział na niezwykle niewygodnym krześle i głaskał tę puchatą kulkę. Wzrok miał wbity w widok za oknem.
    Drgnął, gdy do jego świadomości przedarł się głos Cilliana. Spojrzał na niego z wyraźnym zmęczeniem na twarzy.
    - W końcu się obudziłeś - wyszeptał, przecierając twarz dłońmi. - Już myślałem, że będę musiał spędzić w tym cholernym szpitalu kolejny tydzień - dodał, uśmiechając się krzywo.
    Ojciec Kei'a przychodził każdego wieczora i próbował namówić go, by wrócił do mieszkania Opiekuna i odzyskał siły. Xavier chyba domyślił się, że syn już nigdy nie zaufa mu na tyle, by dać się zamknąć w ciemnym i zimnym mieszkaniu. Keiran był nieugięty i wciąż siedział przy swoim Opiekunie, czekając aż ten się obudzi.

    OdpowiedzUsuń
  114. - Nie, nie potrzebuję cię by sobie trzepać - przyznał i wywrócił oczami. - Ale nie spędziłem tu tygodnia, nie odstępując cię nawet na krok, tylko po to, by cię odzyskać i mieć się znów z kim pieprzyć. Nie rozumiesz mnie? Trudno.
    Pokręcił głową z dezaprobatą i zgarnął kota, który następnie wylądował na jego ramieniu.
    - Wciąż nie odzyskałem energii i ledwo trzymam się na nogach, to dlatego.
    Podniósł się i zachwiał się. Udał, że nic się nie stało i podszedł do szafy, w której była torba z ubraniami, którą przyniósł Xavier. Podał ją Cillianowi i usiadł na parapecie.
    - Twoje kaktusy mają się dobrze. Nie trzeba ich podlewać więcej, niż raz w tygodniu - powiedział, wpatrując się w niego uważnie. - Jesteś pewien, że chcesz wyjść? Nie powinien cię wcześniej obejrzeć jakiś lekarz? - spytał, choć doskonale znał odpowiedź.
    Nie zdążył powiedzieć niczego więcej, bo do środka wpadła pielęgniarka. Kei parsknął śmiechem na widok jej przerażonej miny. Cóż, miała pilnować pacjenta, ale chyba jej się to nie udało.

    OdpowiedzUsuń
  115. Nie skomentował już w żaden sposób jego słów, a jedynie się uśmiechnął. Ani na chwilę nie oderwał od niego swojego spojrzenia.
    - Może kiedyś spróbuję. Jeżeli moje ciało będzie bardziej materialny, a ja będę miał kogoś, kto się ze mną pobawi - parsknął śmiechem.
    Obserwował tę pielęgniarkę już od kilku dni i śmiało mu stwierdzić, że jest chyba najbardziej nieogarniętą osóbką na całym oddziale. To, że jeszcze żaden pacjent nie przeszedł przez nią na drugą stronę, chyba było cudem.
    Zeskoczył z parapetu.
    - Idę, idę.
    Z żalem oddał mu swojego kociaka i patrzył, jak Cillian chowa go do torby.
    Milczał przez całą drogą, podążając tuż za nim. Czuł, że traci coraz więcej energii. Wciąż jednak byłw stanie utrzymać się na nogach, więc chyba nie było tak źle. Zawsze mogło być gorzej, prawda?

    Westchnął z ulgą, gdy w końcu znaleźli się w mieszkaniu.
    To chyba ja powinienem zapytać się, czy wszystko w porządku - powiedział.
    Spróbował się uśmiechnąć, ale niezbyt dobrze mu to wyszło.
    - Dam mu coś do jedzenia - wskazał na kociaka, który nieufnie rozglądał się po salonie. - Ty też coś chcesz? - spytał, po zgarnięciu kota.
    Poszedł do kuchni, postawił kota na blacie i spróbował otworzyć lodówkę. Bezskutecznie. Jego palce co prawda nie przenikały przez lodówkę, ale i tak nie był w stanie jej otworzyć. Przeklął cicho i wytężył umysł. Wiedział, że nie powinien tego robić, że to może nie skończyć się dla niego zbyt dobrze. W końcu udało mu się otworzyć lodówkę. Zachwiał się niebezpiecznie i gdyby w ostatniej chwili nie przytrzymał się blatu, to zwyczajnie by się wywalił.
    Kociak zaczął głośno miauczeć.
    - Cicho siedź - mruknął, próbując go uciszyć.
    Miał wrażenie, że ten kot pilnuje go na każdym kroku. A teraz patrzył na niego z dezaprobatą... Boże, może naprawdę wariował. Przecież kot nie mógł patrzeć na niego w taki sposób.
    - Nic mi nie jest, serio. Nie patrz tak na mnie.
    Cholera, czy on właśnie rozmawia z kotem?
    Kolejne głośne miauknięcie.
    - Uspokój się, bo nie dostaniesz mleka.
    Wyciągnął mleko z lodówki i dopiero, gdy nalewał je do małej miseczki, dostrzegł jak bardzo trzęsą mu się ręce. Kociak podczas do niego i otarł się o jego ręce. Kei miał wrażenie, że ten zwierzak jest znacznie mądrzejszy, niż się wszystkim wydaje.
    Odstawił mleko na blat. W jednej sekundzie pociemniało mu przed oczami i poczuł, że ucieka z niego jeszcze więcej energii.
    - Cillian? - wymamrotał słabym głosem.

    OdpowiedzUsuń
  116. - Szczęśliwe myśli, jasne...
    Teraz już ledwo trzymał się na nogach i gdyby nie Cillian, to pewnie leżałby już na podłodze. Dał mu się zaprowadzić do pokoju i posadzić na kanapie.
    - Nie, poczekaj kot... - wymamrotał, przypominając sobie, że jego mały przyjaciel pozostał na blacie. - Musisz go zdjąć, sam nie zeskoczy, jest zbyt mały...
    Nie potrafił już dłużej utrzymać otwartych oczu. W uszach mu szumiało, gdy odchylał głowę na oparcie kanapy.
    - Nie wiem, co dodaje mi sił - jego głos stawał się coraz cichszy.
    Złapał Cilliana za rękę i nie pozwolił mu się odsunąć. To rozluźniał, to zacieśniał uścisk na jego ręce.
    - Zadzwoń do mojego ojca, on będzie wiedział, co zrobić - wyszeptał ledwie słyszalnie.
    Wyciągnął małą karteczkę z kieszeni spodni i podał ją swojemu Opiekunowi. Uśmiechnął się jednym kącikiem ust, gdy poczuł puchatą kulkę, która najwyraźniej wspinała się po jego klatce piersiowej. Nie miał siły, by zastanowić się nad tym, jak ten kot zdołał zeskoczyć z tak wysokiego blatu.

    OdpowiedzUsuń
  117. - Nie wiem, czy tym razem sam sobie dam radę.
    Nawet nie drgnął, gdy poczuł dłoń Cilliana na swoich plecach.
    Wtulił się w niego niemal od razu. Ciepło bijące od Cilliana wydawało się w tym momencie niezwykle kojące.
    - Powiedział, że mam zadzwonić, jeżeli coś się będzie działo - wyszeptał, wtulając się w niego bardziej. Wciąż jednak uważał na to, by go przypadkiem nie zranić. - Powiedział, że mogę na niego liczyć.
    Pogładził go po boku, uchylając powieki.
    - Przychodził każdego wieczora, gdy leżałeś w szpitalu. Przyniósł torbę z ubraniami dla ciebie i jedzenia dla kociaka. Nie wybaczę mu tak szybko tego wszystkiego, ale... to mój ojciec. Chyba moja jedyna żyjąca rodzina. Nie chyba, a na pewno.
    Ponownie przymknął powieki, a jego dłoń znieruchomiała.
    - Nie mamy czasu, by spisać mój testament, prawda? Chcę żeby dom dziadków był twój.

    OdpowiedzUsuń
  118. - Najpierw powinieneś coś zjeść, a dopiero potem się zdrzemnąć - wymamrotał. - Nie musimy do niego dzwonić. Przez dwadzieścia jeden lat radziłem sobie bez niego, więc może masz rację i tym razem też jakoś sobie poradzę.
    Zaśmiał się cicho.
    - Po prostu uświadomiłem sobie, że mogę w każdej chwili zniknąć. To zdecydowanie właściwy moment. Już za kilka minut może mnie tutaj nie być. Jutro... - uśmiechnął się. - Jutro, jasne.
    Odsunął się od niego z wielkim trudem i zsunął się na podłogę. Zabrakło mu tego ciepła, które niosło ze sobą ciało Cilliana. Zadrżał i objął się ramionami. Zamknął oczy, gdy kot zaczął mu mruczeć tuz obok ucha.
    - Śpij. Obudzę cię za piętnaście minut pod warunkiem, że jeszcze tutaj będę. A jak nie to koniecznie musisz zająć się tym domem. Nawet jak zniknę. Nie pozwól by ktoś inny go zgarnął. A teraz śpij, C.

    OdpowiedzUsuń
  119. - Nie matkuję ci. Mimo wszystko ktoś w końcu powinien się tobą zająć - parsknął śmiechem. Ledwo, bo ledwo.
    Przytulił się do Cilliana niemal od razu, gdy ten usiadł obok niego na podłodze.
    Energia przestała z niego ulatywać, ale wciąż mu się nie poprawiało. Wciąż istniało prawdopodobieństwo, że w każdej chwili może zniknąć.
    Przytulał się do niego tak mocno, jakby od tego zależało jego życie. Cóż, możliwe, że zależało, ale Kei nie za bardzo zdawał sobie z tego sprawę. Chyba nie zauważał tego, co miał tuż przed nosem.
    - Mhm - wymamrotał i odsunął się od niego odrobinę.
    Objął dłonią jego policzek i przycisnął usta do jego ust. Rozchylił językiem jego wargi i wsunął język do jego ust. Nie miał pojęcia, ale długo się całowali, ale Kei w końcu się od niego oderwał. Spojrzał na Cilliana spod lekko przymrużonych powiek, a kąciki jego ust uniosły się w uśmiechu. Miał wrażenie, że część jego utraconej energii powróciła.
    - Mocne sześć na dziesięć - powiedział z rozbawieniem, ponownie się do niego przytulając.

    OdpowiedzUsuń
  120. - No nie bocz się, miałeś tydzień przerwy. Jeszcze wrócisz do formy.
    Kei zaśmiał się i wywrócił oczami. Zaraz jednak odrobinę spoważniał, a do jego oczu powrócił ten jego charakterystyczny blask.
    - Kupiłeś lody oreo? Chyba muszę podwyższyć ci ocenę z sześciu na siedem - wyszczerzył się.
    Chwilę się w niego wpatrywał, aż w końcu złapał go za nadgarstek i wyciągnął jego dłoń spod swojej koszulki. Zignorował zdziwienie na jego twarzy i jednym ruchem ściągnął z siebie niepotrzebną odzież.
    - No nie patrz tak na mnie. Nie zmarznę, a za to lepiej będę mógł poczuć twoje ciepło. Nie zauważyłeś, że moja energia powoli zaczęła powracać?
    Przybliżył się i znów go pocałował. Oderwał się od niego i przesunął usta na jego szyję, ale tylko na chwilkę. Spojrzał mu w oczy z lekkim rozbawieniem i ponownie się w niego wtulił. Kociak miauknął kilka razy, chyba chcąc w ten sposób zwrócić ich uwagę na siebie. Kei roześmiał się cicho i zgarnął go z kanapy. Ułożył go na swoich kolanach i zaczął głaskać.
    - Jak twoje szwy? - spytał, nie podnosząc wzroku znad puchatej kulki rozłożonej na jego kolanach.

    OdpowiedzUsuń
  121. - W takim razie musisz patrzeć nieco uważniej - odparł.
    Kei również się podniósł, ale nie poszedł za nim, a jedynie położył się na kanapie. Kociak wygodnie umościł się na jego brzuchu.
    Przymknął powieki i próbował myśleć o wszystkim, co tylko go uszczęśliwia. Problem polegał na tym, że to ani trochę nie pomagało.
    Podniósł się i podszedł do Cilliana. Stanął za nim i oparł podbródek o jego ramię.
    - Widzę, że ktoś wiele razy próbował się z Tobą skontaktować przez ten tydzień - powiedział, zerkając na ekran telefonu. - To jak, zadzwonisz do mojego ojca? Myślałem, że jest lepiej, ale chyba się myliłem. Może będzie potrafił mi pomóc.
    Objął go ramionami i wsunął mu karteczkę z numerem telefonu. Chyba nawet nie chciał się zastanawiać nad tym, jakim cudem w ogóle może ją trzymać, a tym bardziej schować do kieszeni. Zaczarowany papier? Kto wie...
    Odsunął się od niego i uśmiechnął się blado. Powrócił na kanapę i opadł na nią z cichym westchnięciem.

    OdpowiedzUsuń
  122. Wywrócił oczami.
    - A masz coś przeciwko mojemu obecnemu ciału? - spytał z ironią. - Tydzień to cholernie dużo czasu, ale ja nie mogłem zająć się swoim powrotem do życia. Najpierw musiałem poczekać, aż się obudzisz - wzruszył ramionami, jakby to było najbardziej oczywistą rzeczą na świecie.
    Myślał o bardzo wielu rzeczach, ale nie o swoim powrocie do życia.
    Wziął od niego telefon i przez chwilę przyglądał mu się trochę nieufnie. Usadowił się wygodnie obok Cilliana i oparł głowę o jego ramię. Był sygnał, ale nikt nie odbierał. W końcu włączyła się poczta.
    - Nie odbiera, cholera - mruknął.
    Drżącymi palcami ponownie nacisnął zieloną słuchawkę i przysunął telefon do ucha.
    - Xavier? To ja, Kei.
    Przez chwilę w słuchawce panowała cisza, potem lekki szmer, aż w końcu usłyszał głos ojca. Rozluźnił się nieco i opowiedział mu, że wciąż nie odzyskał swojej energii. Powiedział też ojcu, że z Cillianem już jeszcze wszystko okej. Chyba.
    Rozłączył się i milczał przez kilka dobrych minut.
    - Powiedział, że... nie za bardzo to rozumiem - westchnął. - Powiedział, że skoro dziadek w jakiś sposób złączył nas razem, to tylko dzięki temu mogę odzyskać swoją energię. Tylko ty jesteś w stanie osuszyć mnie całkowicie z energii, ale także tylko ty możesz pomóc mi ją odzyskać. I żadne sztuczki nie pomogą. Mamy po prostu... - zmarszczył brwi. - Być przy sobie. Głupio to brzmi, ale tak właśnie powiedział. Nie ma innego wyjścia.

    OdpowiedzUsuń
  123. - Wygląda na to, że mój ojciec jest takim samym fanem zagadek, jakim był dziadek. Myślę, że to po prostu taki typ.
    Xavier powiedział mu, że jedynym sposobem na to, by odzyskał całą swoją energię, jest przebywanie obok Cilliana. Żadne wymyślne sztuczki mu nie pomogą, tak jak właśnie bliskość jego Opiekuna.
    - Jasne, rozumiem.
    Przygryzł dolną wargę i spojrzał na niego niepewnie. Wiedział, że nie ma prawa, by nawet spróbować go namówić do tego, by jednak został i zwyczajnie się ukrył. Przeszło mu przez myśl, że mógłby wyjechać z nim, ale nie ośmielił się mu tego zaproponować.
    Oddał pocałunek, a potem całkowicie mu się oddał. Keiran po raz pierwszy tak po prostu się z kimś kochał. W tamtym momencie czuł się tak, jak jeszcze nigdy z nikim. I wiedział, że to wcale nie dzięki więzi, którą połączył ich dziadek Kei'a.
    Po wszystkim Kei leżał na Cillianie niemal całym ciałem, wtulając się w niego najmocniej, jak tylko potrafił. Gładził go po boku, wtulając twarz w jego szyję.
    - Jeżeli zdecydujesz się na wyjazd, to już wiesz dokąd? - spytał, przerywając tym samym całkiem przyjemną ciszę. - Dobra, to nie moja sprawa. Nie musisz mi mówić - mruknął po chwili, nie dając mu szansy na odpowiedź. - Tylko najpierw chciałbym przepisać na ciebie dom dziadków. Możesz go sprzedać, jak już wrócisz. Albo komuś zlecisz sprzedanie go.

    OdpowiedzUsuń
  124. Przyzwyczaił się już do dotyku na plecach. Jego myśli przestały już krążyć wokół tego, jak najłatwiej będzie uciec i się ukryć. Przestał się bać, że osoba, z którą jest, nagle powie, że brzydzi się jego wszystkimi bliznami. Zarówno tymi na plecach, jak i tymi na udach. Przesunął dłoń i zaczął gładzić blizny Cilliana na pachwinach.
    - Nie żałuj. Gdybyś nie wrócił do życia, do dziadek nie miałby mnie z kim połączyć. Nie miałbym komu ufać.
    Oparł podbródek na jego klatce piersiowej i uśmiechnął się jednym kącikiem ust.
    - Tak, chyba jest coraz lepiej. Blizny są bardziej wyczuwalne, zauważyłeś? I ręce przestały mi się trząść. No i nie jestem już taki przezroczysty, jak jeszcze rano.
    Chciał powiedzieć coś jeszcze, ale uniemożliwiło mu to dosyć głośne miauknięcie. Zerknął w bok i dostrzegł kociaka, który leżał na podłodze i bezceremonialnie się w nich wpatrywał swoimi wielkimi ślepiami. Roześmiał się i ponownie spojrzał na swojego Opiekuna.
    - Zajmiesz się nim, jak wrócisz? Wiem, że pewnie go nie lubisz, ale to naprawdę mądry kot.

    OdpowiedzUsuń
  125. - Nie gadaj bzdur. Gdyby nie ty to możliwe, że miałbym jeszcze więcej problemów. Tak to przynajmniej mam się, gdzie schować, z kim porozmawiać i kogo po dotykać, by odzyskać swoja energię. Wiesz... za nic tak mocno nie mogę być dziadkowi wdzięczny, jak właśnie za to, że w jakiś niewyjaśniony sposób złączył nas ze sobą.
    Kei czuł się coraz lepiej. Jego myślisz przestały krążyć wokół wielu niewyjaśnionych spraw, bo skupił się tylko na Cillianie.
    Westchnął ciężko.
    - Coś mi podpowiada, że nie powinienem wybrać jego ciała. Może powinienem poszukać jakiegoś innego, albo zwyczajnie sobie to odpuścić. Może gdybym był żywy, to wcale nie byłoby prostsze. Teraz mogę się przenieść z miejsca na miejsce, mogę się rozpłynąć w powietrzu... Wątpię, bym potrafił to jako człowiek.
    Zmarszczył brwi.
    - Zaraz... jak go nazwałeś? Bucefał? - parsknął śmiechem.
    Już po chwili sam zainteresowany jakimś cudem wspiął się na kanapę i jakby nigdy nic ułożył się na brzuchu Cilliana, przytulając się łebkiem do ręki Kei'a. Grunt to potrafić się ustawić. A ten kociak bez wątpienia potrafił się ustawić.
    - Co takiego przychodzi ci na myśl? - spytał, odrywając wzrok od kociaka. Spojrzał na swojego Opiekuna. - Nawet jeżeli to dość nierealne, to chyba możesz mi o tym powiedzieć, co?
    Zaraz przypomniał sobie o czymś, co nie dawało mu spokoju od tygodnia.
    - Jak myślisz, czy to właśnie przez nich zginęła moja matka? W sensie, ta biologiczna. Tam na cmentarzu Xavier powiedział mi, że nie działa już z nimi, bo zabili Katherine.

    OdpowiedzUsuń
  126. - Miałem wrażenie, że cienie tak po prostu go słuchają. Na początku za bardzo w to nie wierzyłem, ale gdy zobaczyłem to na własne oczy... Wątpię, bym potrafił coś takiego. Nawet jeżeli coś po nim odziedziczyłem, to na pewno nie jestem aż tak potężny.
    Nie wymyślił jeszcze imienia dla swojego kota, ale Bucefał...? Nie. Zdecydowanie nie. Ten kot zasługiwał na coś bardziej wyjątkowego. Niech chociaż tyle ma z tego swojego kociego życia.
    Pokiwał głową i uważnie wsłuchał się w jego słowa.
    - To była jedna z moich ulubionych książek. Mam w domu nawet bardzo starą wersję. Wiem, że nie była moja. Na dole pierwszej strony miała inicjały "K.W" i coś czuję, że należała właśnie do Katherine.
    Milczał przez chwilę, próbując ułożyć sobie wszystko w głowie. To było nierealne, ale mimo wszystko całkiem sensowne.
    Podniósł się do siadu i przeczesał dłonią włosy. Przez chwile błądził spojrzeniem po całym pokoju, aż w końcu ponownie przeniósł je na swojego Opiekuna.
    - Czekaj... czyli tylko ona, lub krew z jej krwi może otworzyć tę pieczęć, tak? - spytał, a gdy Cillian potwierdził, kontynuował: - Jeżeli mnie odeślesz, przejdę na drugą stronę, to nie zdołają mnie złapać. Jeżeli zdecyduję się odejść, to nikt nie będzie mógł otworzyć pieczęci. Nie mam dzieci. Nie mam rodzeństwa. Nikogo po mnie już nie ma.
    Przygryzł mocno dolną wargę i zaczął bawić się prześcieradłem.
    - To jedyne wyjście. Może właśnie dlatego coś podpowiadało mi, żebym nie wybierał ciała Maxa? Może w ogóle nie powinienem zastanawiać się nad powrotem do życia, tylko zwyczajnie odejść?

    OdpowiedzUsuń
  127. Przyglądał mu się przez chwilę.
    - Czyli uważasz, że w tym przypadku tym mniejszym złem byłby powrót do życia? - spytał, przesuwając opuszkami palców wzdłuż jego nowych blizn. - A nie mógłbym zwyczajnie gdzieś się ukryć? Tak, jak ty? Przecież nie będą mnie szukać wiecznie.
    Kei podświadomie wiedział, że powrót do życia w nowym ciele byłoby najlepszym rozwiązaniem. Gdyby odszedł, to rzeczywiście mogliby go przywołać, a tak...? Mogłoby minąć dużo czasu, nim uświadomiliby sobie, że on wcale nie odszedł, nie ukrył się, tylko zwyczajnie powrócił do życia.
    - Chyba trochę się boję. Boję się, że mógłbym sobie nie poradzić - wyznał cicho. - Wejdę w ciało, ono mnie przyjmie i... co dalej? Tak po prostu będę mógł stąd wyjechać i rozpocząć nowe życie? Nie. Będę musiał pracować dla Izby i znów będę sam, skoro ty chcesz zniknąć.
    Opadł na plecy i westchnął. Zakrył twarz ramieniem i przez kilka minut leżał w bezruchu.
    - Dlaczego moje życie musi być takie popieprzone? Dlaczego nie mogę tak po prostu umrzeć? Sam już nie wiem, co tak naprawdę powinienem zrobić.

    OdpowiedzUsuń
  128. - Lubię siebie jako ducha - powiedział i parsknął śmiechem. - Nawet w pewnym sensie podoba mi się to, że jestem niewidoczny dla niektórych ludzi. Myślę, że naprawdę mógłbym tak... egzystować. Tak jak twoi przyjaciele z cmentarza.
    Przetarł twarz dłonią i spojrzał na Cilliana spod lekko przymrużonych powiek.
    - A potem co? Zwyczajnie byś mnie zostawił? - spytał, a w jego głosie pojawiła się jakaś dziwna nutka. Coś jakby... żal?
    Odchrząknął i uśmiechnął się sztucznie.
    - Nie zapominaj o żarciu dla małego - mruknął i głową wskazał kociaka, który teraz wędrował po całym łóżku, jakby próbując znaleźć odpowiednie miejsce do spania. - Ojciec powiedział mi, że jeżeli nie jestem pewny ciała Maxa, to nie powinienem go wybrać. Powiedział coś w stylu, że to mogłoby się dla mnie źle skończyć. Nie wyjaśnił mi tego, bo nie mieliśmy zbyt dużo czasu, a do tego ja nie za bardzo go słuchałem, bo byłem wtedy... trochę zajętym martwieniem się o ciebie i o to, czy uda im się uratować twój tyłek.
    Przeciągnął się, a potem wyciągnął przed sobą ramiona i uważnie im się przyjrzał. Chyba znów wyglądał tak, jak wcześniej, ale nie czuł się jeszcze w pełni sił.

    OdpowiedzUsuń
  129. Uniósł jedną brew.
    - Jeżeli bym ci obiecał, to nigdy bym cię nie zostawił, wiesz? Dotrzymuję obietnic - uśmiechnął się jednym kącikiem ust. - I wcale nie jestem taki, jak każdy inny. Myliłeś się wtedy na cmentarzu.
    Przysunął się do niego i spojrzał mu w oczy tym swoim intensywnym wzrokiem. Wpatrywał się w niego tak przez kilka minut. Drgnął, gdy do jego uszu dotarł dźwięk dzwonka. Zamrugał kilka razy i spojrzał na szafkę, na której Cillian wcześniej położył telefon. Telefon ucichł, ale już po chwili znów zaczął dzwonić. Kei był bliżej, więc sięgnął po niego i bez patrzenia na wyświetlacz, podał go Cillianowi.
    - Może to coś ważnego? - mruknął, układając się wygodnie na poduszkach. - Może ludzie z Izby za tobą tęsknią - dodał z rozbawieniem i od niechcenia zaczął głaskać kociaka.

    OdpowiedzUsuń
  130. - Nie rozumiesz, Cilli. Wcale nie musiałbyś mnie trzymać przy sobie na siłę... - westchnął ciężko. - Nie mam nic przeciwko temu, że gadasz przez sen, czy masz koszmary. Sam często je miewam.
    Wiedział, że nie było sensu dłużej drążyć tego tematu. Cillian i tak pewnie wiedział lepiej. Kei chciał mu pokazać, że naprawdę nie jest taki, jak inni, ale chyba nie potrafił tego zrobić. Był na siebie za to wściekły. Dawno nie czuł aż takiej bezsilności.
    Podniósł wzrok i co kilka minut zerkał na swojego Opiekuna, nie zwracając większej uwagi na rozmowę, którą prowadził. Usłyszał kilka rzeczy, choć wcale mu na tym nie zależało. Wsunął się pod kołdrę i zaczął bawić się z kotem, który próbował odgryźć mu palce. A przynajmniej tak się zachowywał. Może był głodny? Nie, chyba bardziej chodziło o zabawę. Tak, trzeba by mu kupić jakieś zabawki.
    Kei podążył wzrokiem za spojrzeniem Cilliana i skrzywił się na widok kartki.
    - Nie ogarniam tego, C. Tak naprawdę to nawet nie wiem, co się dzieje. Jasne, rozumiem to, o czym ty mi powiedziałeś, o czym powiedział mi ojciec, ale wciąż czegoś brakuje. Niby dlaczego akurat krew mojej matki mogła otworzyć tę całą pieczęć? Dlaczego nie krew jakiejś zupełnie innej osoby?
    Przekręcił się na bok i podparł głowę na dłoni.
    - Skoro dali ci wolne, to naprawdę zamierzasz gdzieś wyjechać? Bo ja nie wiem, co robić. Chyba nie chcę żebyś wyjechał - powiedział cicho, jakby trochę niepewnie. - Nie mam pojęcia dlaczego, bo przecież jesteś niezwykle wkurwiającym człowiekiem, ale naprawdę cię polubiłem - uśmiechnął się jednym kącikiem ust.

    OdpowiedzUsuń
  131. - Naprawdę żałuję, że ona nie żyje i nie mogę z nią porozmawiać. Jestem ciekaw, czy dziadek wiedział o tym wszystkim. Coś mi się wydaje, że nie wiedział o wszystkim. Na pewno by ci się wygadał, albo przynajmniej mnie próbowałby jakoś przed tym ostrzec. Może opowiedziałby mi o tym wszystkim... Myślę, że Xavier naprawdę kochał Katherine. Nie wiem, co było pomiędzy nimi, ale na pewno coś więcej.
    Gdyby nie był duchem, to w tym momencie jego policzki na pewno byłyby czerwone.
    - Właśnie to wywnioskowałeś po tym, co powiedziałem? - spytał z lekkim rozbawieniem. - Pieprzyliśmy się. Przecież wiem, że ty nie chciałbyś być ze mną, więc... ja chyba też nie powinienem chcieć być z tobą. Już zbyt wiele razy się w życiu zawiodłem.
    Odwrócił wzrok i mocno przygryzł dolną wargę.
    - Pójdę... poczytam coś. Ty pewnie chcesz się przespać - mruknął, wysuwając się spod kołdry.
    Na podłodze odnalazł swoje bokserki oraz spodnie i szybko się ubrał. Zgarnął swojego kociaka i czym prędzej wyszedł z sypialni. Wziął pierwszą lepszą książkę i rozłożył się wygodnie na kanapie.

    OdpowiedzUsuń
  132. Próbował czytać, ale niezbyt dobrze mu to wychodziło. Złapał się na tym, że jedna linijkę tekstu czyta po kilka razy. W końcu odłożył książkę, bo i tak nie było sensu udawać, z czyta.
    Leżał tak przez kilka długich minut, bijąc się z milionem myśli. Od wszystkich tajemnic, poprzez jego rodziców, dziadków, Rój, aż po swoje uczucia do Cilliana.
    W końcu podniósł się i sprawdził, co robi jego Opiekun. Potem poszedł do kuchni, by zrobić mu coś do jedzenia. Nie mial pojecia, dlaczego tak właściwie tu robi. To byl chyba zwykły odruch.
    - Zrób sobie przerwę i zjedz - mruknął, pojawiając się obok niego z talerze z zapiekanka, która znalazł w zamrażarce i wrzucił do piekarnika.
    - Może i nie jesteś głodny, ale powinieneś jeść - dodał, podając mu talerz. Spojrzal na planszę. - A tak właściwie to co robisz?

    OdpowiedzUsuń
  133. - Ktoś powinien przypominać ci o jedzeniu, te twoje kartki nic nie dają - stwierdzil. - Jedzenie jest ważne. Musisz jeść, nawet jeżeli masz zanurzone odczuwanie łaknienia.
    Zmarszczyl brwi. Po co w ogóle pytał? Równie dobrze mógł sobie darować. Nie bylo sensu jeszcze bardziej sobie wszystkiego mieszać.
    - Tak, myślę, że rozumiem, ale... Po co to wszystko? Rozumiem, do czego jest potrzebny ten pentagram, ale... Nie lepiej zostawić duchy w spokoju? Chyba każdy zasługuje na spokój, przynajmniej po śmierci.
    Wzruszył ramionami i oderwał wzrok od stołu kreślarskiego.
    - Dobra, nie odpowiadaj - powiedział szybko. - Mój mózg nie przyjmie więcej i informacji. Chyba wolę nie wiedzieć.
    Uśmiechnął się m kącikiem ust. Usiadł na podłodze i spojrzał na swojego Opiekuna.
    - Myślę, że powinieneś sobie zrobić wolne od tego wszystkiego. Szefowa dała ci dwa tygodnie, dlaczego z tego nie skorzystasz? Naprawdę mógłbyś gdzieś wyjechać, odpocząć. Nie sądzisz, że ci się to należy?

    OdpowiedzUsuń
  134. - Fakt, o tym nie pomyślałem. Czyli dzięki temu moglibyśmy pogadać z moją matką? Wow, świetnie.
    Cóż, teraz naprawdę był pod wrażeniem. Rozmowa z Katherine mogłaby wiele zdziałać i bardzo im pomóc.
    - Zdajesz sobie sprawę z tego, że te twoje książki wciąż mogą być w domu dziadków? Moglibyśmy się tam jutro przejść. Oczywiście tak, żeby przypadkiem nikt nas nie zauważył... Myślę, że znam pewną sztuczkę, która nam w tym pomoże.
    Zmarszczył brwi, gdy Cillian parsknął śmiechem. Czyżby znów powiedział coś śmiesznego? Zmieszał się nieco.
    - Dwa dni, dwa tygodnie... co za różnica? I tak powinieneś odpocząć. Cholera, należy ci się odpoczynek.
    Tym razem to Kei parsknął śmiechem.
    - Chcesz się podzielić ze mną zapiekanką, żeby zrobić mi przyjemność, bym poczuł się jakbym wciąż żył, czy może chcesz dobrać się tym sposobem do mojego tyłka? - spytał z rozbawieniem.
    Nie ruszył się jednak z miejsca, a jedynie wyciągnął przed sobą swoje długie nogi i spojrzał na Cilliana tym swoim intensywnym wzrokiem. Wskazał miejsce obok siebie, nie odrywając od niego swojego spojrzenia. Gdy Cillian usiadł obok niego na podłodze, Kei przemieścił się i już po chwili siedział okrakiem na jego kolanach.
    - Nie masz nawet pojęcia, co ty ze mną robisz, C.
    Uśmiechnął się trochę smutno i pochylił się, by pocałować swojego Opiekuna. Wplątał palce w jego włosy, pogłębiając pocałunek. Nagle znów rozdzwonił się telefon Cilliana. Ucichł i rozdzwonił się znów. Ta melodyjka była niezwykle wkurwiająca, więc Kei w końcu się od niego oderwał i się podniósł. Odnalazł telefon i nim rzucił go Opiekunowi, zerknął na wyświetlacz.
    - To Ian się tak do ciebie dobija. Pewnie się chłopak o ciebie martwi - mruknął.

    OdpowiedzUsuń
  135. Kei lubił całować się ze swoim Opiekunem. A jeszcze bardziej lubił tak zwyczajnie mieć go obok siebie. Wątpił już, że to jest spowodowane tym ich połączeniem, dzięki któremu Keiran może dotykać Cilliana. Chłopak powoli zaczął się obawiać swoich uczuć. Uczuć, które nie powinny się w ogóle pojawić. Przecież nie mógł się w nim zakochać.
    Już po chwili przekonał się, że naprawdę nie może się w nim zakochać. Nie, jeżeli nie chce skończyć ze złamanym sercem.
    - A nie obchodzi cię to? - spytał z lekkim rozbawieniem.
    Podszedł do Cilliana, objął go ramieniem i oparł głowę o jego klatkę piersiową.
    - Na razie masz kogoś bardziej na stałe, tak?
    Roześmiał się, by Cillian przypadkiem nie zauważył, że te słowa zabolały Kei'a, gdy tylko je usłyszał. Wiedział, że powinien cieszyć się z tego co miał i nie myśleć o tym, co będzie za jakiś czas, ale chyba zwyczajnie nie potrafił. Telefon znów się rozdzwonił i duch bez zastanowienia wyciągnął go z dłoni Opiekuna. Znów Ian. Bez zastanowienia nacisnął czerwoną słuchawkę. Zerknął na Cilliana, a krzywy uśmiech zagościł na jego ustach. Wyprostował się i pochylił się, by go pocałować, ale ten przeklęty telefon znów mu przeszkodził. Przeklął i zerknął na ekran. Odebrał połączenie, rzucając szybkie spojrzenie Cillianowi.
    - Xavier? - spytał niepewnie.
    Osoba po drugiej stronie zaczęła szybko mówić i Kei ledwo rozumiał słowa. Usłyszał coś o Roju, Izbie, zagrożeniu, nowym życiu, zajściu na cmentarzu...
    - Poczekaj, zapytam Cilliana - powiedział do telefonu i odsunął go od ucha. - Xavier chce się z nami spotkać jak najszybciej. Co ty na to, C?

    OdpowiedzUsuń
  136. [O kurczę. Nie wiedziałam, że jest lista. Dzięki. Co ja bym bez Ciebie zrobiła? XD
    Niby wiem, jaki to jest kolor kobaltowy, ale i tak musiałam go wygooglować. Brawo ja XD Tak, jak dla mnie kobaltowe podkolanówki będą pasować do beżowych bryczesów. Do beżu pasuje wiele kolorów. ]

    Wzruszył lekko ramionami, postanawiając już nie odpowiadać w żaden sposób. Niby jak miał mu wytłumaczyć te wszystkie uczucia? Nie mógł, a przede wszystkim nie potrafił.
    Wywrócił oczami, ale nie musiał o nic pytać Xaviera, bo mężczyzna słyszał głos Cilliana. Kei włączył głośnik.
    - Tak. Kei, powiedz temu swojemu Opeikunowi, któremu uratowaliśmy tyłek, narażając przy tym twoje życie...
    - On cię słyszy, Xavier - Kei przerwał mu w połowie zdania.
    - ... że to zdecydowanie sprawa śmierci. Rój was szuka. Nie jesteście bezpieczni i na jakiś czas powinniście się ukryć. I powinniśmy omówić sprawę znalezienia nowego ciała dla Keirana.
    - Co jeżeli nie chcę wrócić do życia?
    - Kei, nie bądź głupi. Przecież wiem, że chcesz. Widziałem to w twoich oczach, gdy mówiłeś mi...
    - Dobra, stop - znów mu przerwał.
    Tym razem mężczyzna nie dokończył swojej wypowiedzi, a jedynie westchnął.
    - Keiran, jesteś tak samo uparty jak ja. To okropna cecha - mruknął w końcu.
    - Po kimś musiałem odziedziczyć tę upartość - parsknął śmiechem.
    - No tak, ale... Nieważne. To spotkacie się ze mną, czy nie?
    Kei podniósł wzrok i ponownie spojrzał na swojego Opiekuna. Decyzja należała do niego. To on tutaj rządził.

    OdpowiedzUsuń
  137. [Ja wciąż nie rozumiem, po co ludzie sobie tak życia utrudniają - lepiej, gdyby był po prostu "ciemny niebieski" niż kobaltowy, albo.. no jakieś tam inne kolory, których i tak nie znam. Podobno wszystkie kobiety znają się na kolorach i używają tych pogmatwanych nazw. Gówno prawda, że wszystkie. XD]

    Zacisnął usta w wąską linię, jeszcze przez chwilę wpatrując się w swojego Opiekuna. Chyba był trochę rozczarowny, choć sam do końca nie wiedział, dlaczego.
    Jak z oddali dotarł do niego głos Xaviera.
    - Kei? Jesteś tam?
    Chłopak odchrząknął i oderwał w końcu wzrok od Cilliana.
    - Tak, jestem. Przyjdę - powiedział szybko.
    - Jak to przyjdziesz? A co z twoim Opiekunem? - Xavierowi nie udało się ukryć zaskoczenia w głosie.
    - Przyjdę sam. Cilliana to i tak mało obchodzi.
    - Ale Kei, nie powinieneś...
    - Do zobaczenia, Xavier - przerwał mu i rozłączył się.
    Odnalazł gdzieś swoją koszulkę, którą następnie włożył. Gdzieś tutaj powinna być także jego bluza, ale tak właściwie to po co mu bluza? I tak nie zmarznie. Zgarnął swojego kota, który właśnie wyłonił się z sypialni. Podrapał go za uchem.
    - Mogę stad tak po prostu wyjść, czy najpierw musisz ściągnąć te swoje zabezpieczenia? - spytał.
    W tym samym momencie jego wzrok padł na trampki rzucone gdzieś pod ścianę. Kot wspiął się po nim i ułożył się na swoim stałym miejscu, a Kei kucnął, by włożyć buty.

    OdpowiedzUsuń
  138. [Brawo Ty! :D Tak się składa, że ja też odróżniam aż trzy odcienie niebieskiego. I tyle mi wystarczy. :D]

    Prychnął, ale w żaden sposób nie skomentował jego słów. Jeżeli Cillian nie chciał wychodzić, to Kei nie zamierzał go do tego zmuszać. Poradziłby sobie sam. Nie potrzebował swojej opiekunki, by udać się na spotkanie z ojcem.
    Wyprostował się. Sapnął zaskoczony, gdy został przyciśnięty do ściany. Zacisnął szczękę.
    - Nie jestem jak większość normalnych ludzi. Może ja wcale nie jestem normalny?
    Śmiało patrzył mu w oczy, by pokazać mu w ten sposób, że nie ma zamiaru uciekać.
    - Powinieneś już zauważyć, że jestem inny. Różnię się od tych, których znasz.
    Objął dłońmi jego twarz i przyciągnął ją do swojej. Pocałował go mocno, wręcz brutalnie. Gdy się od niego odsuwał, na zakończenie przygryzł jeszcze jego dolną wargę.
    - Zrozumiesz to w końcu, czy mam ci to wbić do tego twojego pustego łba?

    OdpowiedzUsuń
  139. Zastanowił się przez chwilę.
    - Może kiedyś poznasz moje sposoby - stwierdził ze wzruszeniem ramion, a potem parsknął śmiechem.
    Robiło się coraz później, ale po mieście wciąż kręciło się dużo ludzi, co nieco denerwowało Kei'a. Oddał swojego kociaka Cillianowi, by żaden przechodzień przypadkiem nie dostrzegł latającego kota.
    - Na cmentarzu. Ostatni nagrobek. W linii prostej od grobu matki, potem w lewo - powiedział, czując się znacznie mniej pewniej niż chwilę temu.
    Jedną dłonią gładził udo Cilliana, a drugą głaskał swojego kociaka, który rozłożył się na jego kolanach.
    - Wiesz... chyba trochę się tego boję. Może i pomógł mi cię stamtąd wyciągnąć, ale wciąż mu nie ufam. Wiem, że jest moim ojcem i wiem, że kochał Katherine, ale... Nie znam go, tak naprawdę.
    Przygryzł mocno dolną wargę, przygladając się mijanym budynkom.
    - Powiedział, że chce bym z nim zamieszkał i zerwał z tobą kontakt. Niby obiecał, że juz nigdy nie zamknie mnie w ciemnym i zimnym mieszkaniu, ale nie chcę z nim mieszkać.

    OdpowiedzUsuń
  140. - Rodzina Moorów? - spytał z autentycznym zainteresowaniem.
    Nie miał pojęcia, kim byli ci ludzie i dlaczego Xavier chciał się spotkać akurat tam. Nie zanosiło się jednak na to, by się dowiedział. Chyba powinien się w koncu przyzwyczaić do tego, że jego pytania bardzo często są ignorowane.
    - Zdecydowanie nie chciałbym znaleźć się na miejscu twojego ojca - mruknął.
    Kei wiedział, że Xavier nie zrobi mu krzywdy, ale wciąż miał w pamięci tamto cholerne mieszkanie, w którym spędził kilka dni.
    Pokręcił głową z dezaprobatą, wychodząc z auta.
    - Najlepsze jest to, że was w ogóle nie obchodzi to, czego ja chcę. Jestem dorosły. Nie musicie decydować za mnie. Może i jestem duchem, ale wciąż mam wolną walę i swoje zdanie.
    Szedł tuż obok swojego Opiekuna.
    W pewnym momencie przysunął się do Cilliana, ale tylko po to, by wcisnąć mu rękę do kieszeni kurtki i uspokoić tym samym wciąż niezwykle głośno miauczącego kota. Kociak zamilkł niemal natychmiast. Kei zaśmiał się radośnie. Nie zrobił tego jakoś specjalnie głośno, ale i tak przykuł uwagę kilku duchów, które w jednej sekundzie ich otoczyły. Keiran bardzo szybko rozpoznał w nich tamte duchy, z którymi rozmawiał ostatnio.

    OdpowiedzUsuń
  141. Powoli pokiwał głową.
    - Ciekawe dlaczego Xavier chce się z nami spotkać właśnie tutaj - mruknął, nim pojawiły się duchy.
    Kei pomachał do ducha chłopczyka, który teraz siedział na jednym z nagrobków i opowiadał coś małej dziewczynce, która wyglądała na przerażoną. Keiran mógł się założyć, że była tutaj nowa. Gdzie był jej Opiekun?
    Stwierdził, że później pogada o tym z Cillianem.
    Czuł się dziwnie siedząc na sarkofagu, ale nic nie powiedział. Zamiast tego zaczął machać nogami.
    - Tatuśka... taa - wymamrotał, przeczesując dłonią włosy. - Chyba powinienem się cieszyć, że Blythe nie jest moim biologicznym ojcem.
    - Blythe cię wychował - odezwał się Xavier, który pojawił się nie wiadomo skąd.
    - Wychował mnie? - prychnął. - Nie wiesz co mówisz.
    - Wiem, że nie za bardzo go lubiłeś, ale to nie był zły człowiek.
    Kei zamrugał kilka razy i spojrzał z niedowierzaniem na Xaviera.
    - Nie był złym człowiekiem? - spytał.
    - Zbłądził, ale opiekował się tobą. Był dla ciebie ojcem.
    - Wolałbym nie mieć w ogóle ojca, niż takiego bydlaka, jak on - wycedził, zaciskając dłonie w pięści.
    - Nie przesadzaj, Keiran.
    - Ja przesadzam?
    Kei pokręcił głową z niedowierzaniem. Żałował, że uparł się, by tutaj przyjść. Trzeba było zostać w mieszkaniu Cilliana.

    OdpowiedzUsuń

  142. - Kei nie jest z tobą bezpieczny. Nie potrafisz go ochronić. Nie tak, jak ja.
    Chłopak miał wrażenie, że wrócili do początku. Potarł palcami skronie, bo miał wrażenie, że jeszcze chwila i jego mózg wybuchnie.
    - Zamknięcie w ciemnym i zimnym mieszkaniu nazywasz ochroną? - spytał ze złością.
    - To dla twojego dobra. Musiałem w ten sposób sprawdzić, co z twoimi mocami.
    - Zabierając mi energię?
    - Musiałem. Zrozum to w końcu - Xavier podniósł głos i spojrzał na Kei'a, jak na małego chłopca, który właśnie coś zbroił.
    Jego wzrok stwardniał, a Kei miał wrażenie, że cofnął się kilka lat w tył. Zniknęła krypta, zniknął Cillian, zniknął Xavier, a pojawił się Blythe. A potem ból.
    Nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, że obejmuje się ramionami, próbując odciąć od wszystkiego. Ale to nie była prawda, nie było tutaj mężczyzny, który mógłby znów go skrzywdzić.
    Zamrugał kilka razy i zmusił się do tego, by odsunąć swoje wspomnienia jak najdalej.
    - Keiran...?
    - Zostaw mnie - mruknął.
    - Dlaczego się tak dziwnie zachowujesz? O co chodzi? Keiran, odpowiedz mi!
    - Nie krzycz na mnie!
    Xavier cofnął się kilka kroków w tył i spojrzał na Kei'a z szokiem wymalowanym na twarzy.
    - Musisz znaleźć ciało, żeby jak najszybciej powrócić do życia. Wtedy wyjedziesz. Mam znajomego na Hawajach. Zajmie się tobą. Nikt cię tam nie znajdzie, bo nawet nie będą wiedzieli, kogo mają szukać. Żadnych kontakt. Będziesz musiał zapomnieć o wszystkich ludziach, których tu zostawisz. Także o swoim Opiekunie. Zaczniesz nowe życie - mężczyzna mówił bardzo szybko, jakby dopiero teraz dotarło do niego, że nie mają czasu do stracenia.

    OdpowiedzUsuń
  143. Kei bez zastanowienia objął Cilliana w pasie i wtulił się w niego. Czuł się w tym momencie, jakby znów był małym chłopcem, skrzywdzonym przez osobę, która powinna być dla niego bohaterem.
    Uśmiechnął się lekko, ale nie odezwał się. Chciał zemścić się za te wszystkie lata bólu i upokorzenia, ale czy aby na pewno w ten sposób? Zastanowi się nad tym później.
    Xavier wpatrywał się w nich ze smutkiem, który bardzo szybko zamienił się w złość.
    - Albo jesteś ślepy, albo zwyczajnie głupi, Opiekunie. Keiran zrobi wszystko, byleby tylko móc z tobą zostać. Szkoda tylko, że nie potrafił zrozumieć tego, że ty prędzej czy później się nim znudzisz. Znudzisz się nim, znajdziesz sobie kogoś innego, a on zostanie sam.
    Kei miał wyraźnie, że Xavier w tym momencie przekręca nóż, który kilka minut temu wbił mu w plecy. Chciał coś powiedzieć, ale nie potrafił, bo miał zbyt ściśnięte gardło.
    - Wiesz dlaczego nie zostawiłem cię te tydzień temu? Nie obchodziło mnie twoje życie, ale Kei mnie prosił. Prosił, żebym cię uratował. Nawet jeżeli w ten sposób sam mógłby zniknąć, to najważniejsze dla niego było twoje życie. Zakochał się, a to najgorsze, co mógł zrobić.
    Keiran odsunął się od swojego Opiekuna i spojrzał z urazą na Xaviera. Odchrząknął.
    - Chcesz mnie uratować, czy ośmieszyć? - spytał cicho.
    - Chcę pokazać ci, jak głupio postąpiłeś, zakochując się w kimś takim!
    - Tylko po to chciałeś się z nami spotkać? Żeby mnie ośmieszyć i powiedzieć, jak głupi i niedojrzały jestem?
    - Nie rozumiesz. Obaj nie rozumiecie. Rój was szuka. Zakon was szuka. Cillian się obroni, ale ty? Zapewnię ci bezpieczeństwo, jeżeli zgodzisz się wyjechać do Ameryki.

    OdpowiedzUsuń
  144. - Chcę żeby Kei przyjął nowe ciało i wyjechał - Xavier niemal wycedził każde słowo. - Miałem nadzieję, że pomożesz mi go przekonać. Kei wciąż jest dzieckiem, które najwyraźniej potrzebuje kogoś, by się nim zajął...
    - Co ty pierdolisz?! - wykrzyknął, niemal rzucając się w jego stronę.
    - Mieli się tobą zająć i dobrze cię wychować. Lucien wspominał mi, że były jakieś problemy, ale ja nie mogłem podejść zbyt blisko. Wiedziałem, że to ty pewnie przesadzasz i zmyślasz jakieś bajki.
    Keiran nie wierzył, że Xavier mówił prawdę. Pokręcił głową, wciąż nie mogąc w to uwierzyć.
    - Ty nie wiesz, co się działo w domu...
    - Nie przesadzaj. Wiem, że Bella miała problemy z alkoholem, ale miałeś wszystko, czego tylko chciałeś. Co miesiąc dostawałeś pieniądze i mogłeś je wydawać, lub odłożyć na studia.
    Zmarszczył brwi. Jakie pieniądze? O czym on, do cholery, mówił?
    - Wiem, że Blythe jest specyficzny, ale na pewno był dla ciebie dobrym ojcem.
    Kei niemal się zakrztusił. Pokonał dzieląca ich odległość i stanął tuż przed Xavierem.
    - Masz klapki na oczach. Niczego nie wiesz, Xavier. Niczego. I nie masz prawa mówić mi jaki powinienem być. Jestem dorosły i decyduję za siebie.
    Jeszcze chwilę patrzył mu w oczy, ale w koncu odsunął się i zerknął na Cilliana. Nic tu po nich.
    Wszystko wydarzyło się szybko. W jednej sekundzie kierował się w stronę drzwi, a w drugiej został złapany za gardło i pociągnięty jak szmaciana lalka. Nie trzymał go ojciec, ale jego... cień. Choć Kei nie musiał oddychać, to miał wrażenie, że nagle zaczął potrzebować powietrza.Cień odciągnął go na bok i mocniej zacisnął się na jego szyi. Xavier zerknął na niego katem oka, a potem skupił swoje spojrzenie na Cillianie.
    - To jak, chłopcy. Będziecie współpracować, czy nie?

    OdpowiedzUsuń
  145. - Nasłuchałeś się bajek, Opiekunie. W domu Keirana wszystko było dobrze. Był szczęśliwy.
    Głos Xaviera stracił na pewności, jakby mężczyzna powoli przestał wierzyć w prawdziwość swoich słów.
    Zaczęło mu ciemnieć przed oczami, tak jakby ten cień rzeczywiście mógł go udusić. A przecież nie mógł! Kei był duchem. Ducha nie można udusić. Chyba...
    Głos Cilliana docierał do niego jakby z oddali. Kei próbował jeszcze walczyć z cieniem, który go trzymał, ale ten był zbyt silny. Może gdyby Keiran lepiej opanował swoje umiejętności, byłoby mu łatwiej.
    Dał się pociągnąć w stronę wyjścia. Wciąż był niczym szmaciana lalka. Biegł za swoim opiekunem, mocno ściskając jego rękę.
    Wpatrywał się w Cilliana szeroko otwartymi oczami. Otworzył usta, ale znów nie był w stanie niczego powiedzieć. Zerknął przez ramię, ale zaraz posłusznie wsiadł do samochodu. Nawet nie zauważył tego, że zaczął się trząść. Podciągnął kolana pod brodę i zwinął się niemal w kulkę na siedzeniu. Wbił wzrok w szybę, mając nadzieję, że zniknął stąd jak najszybciej się da.
    Ignorował kociaka, który miaucząc próbował zwrócić na siebie jego uwagę. Nawet nie zarejestrował momentu, w którym wysiedli z auta i zaczęli pokonywać tę krętą drogę do mieszkania Opiekuna. Podążał za Cillianem, ze wzrokiem wbitym w jego plecy. Ale tak naprawdę go nie widział. Nie widział niczego. Przed oczami miał wściekłą twarz Blythe'a. Twarz Blythe'a, która powoli zamieniała się w twarz Xaviera.
    Wszedł zaraz za Cillianem do mieszkania i stanął na środku pokoju. Rozglądał się niewidzącym wzrokiem, jakby nie wiedząc, co ze sobą zrobić.

    OdpowiedzUsuń
  146. Patrzył na niego, ale tak naprawdę go nie widział. Miał wrażenie, że w jednej sekundzie wszystko się zatrzymało i cofnęło tych kilka lat do tyłu. Dał się przytulić, tak jak zawsze dawał przytulać się ojcu, który potem powtarzał mu, że to dla jego dobra, że nie bije go wcale dla siebie, że to kara za gadulstwo, kara za złą oceną, za wybitą szybę...
    Drgnął dopiero, gdy Cillian nim potrząsnął.
    - Nie, zostaw mnie - wymamrotał.
    Odsunął się od niego niemal natychmiast. Cofał się do tyłu, aż w końcu natracił na ścianę. Zjechał w dół, podsunął kolana pod brodę i zaczął się kołysać. Schował twarz w ramionach.
    Czuł zapach i słyszał głos swojego Opiekuna, ale nie docierało do niego, że jest bezpieczny, że ojciec już go nie skrzywdzi. Znów powoli zaczął zatracać się w świecie swoich marzeń, by odciąć się od rzeczywistości i choć przez chwilę nie czuć bólu.
    Kot darł się, krążąc obok niego, ale Kei nie zwracał na niego najmniejszej uwagi.

    OdpowiedzUsuń
  147. Powoli zaczął wracać do siebie. Wspomnienia wróciły na swoje miejsce, a Kei w końcu przestał widzieć przed oczami twarz Blythe'a i słyszeć jego głos.
    Oderwał wzrok od ściany i spojrzał na swojego Opiekuna.
    - Czekaj... o czym ty tak właściwie mówisz? - spytał.
    Uśmiechnął się blado i przysunął się do niego maksymalnie blisko. Jakoś nie mógł się zmusić do tego, by go dotknąć, ale chciał poczuć ciepło bijące od jego ciała.
    - Przepraszam za... za to moje zachowanie. Nie wiem, co się stało - mruknął.
    Było mu trochę głupio. Domyślał się, że musiał wyglądać i zachowywać się jak wariat. Problem polegał na tym, że nie potrafił nad tym zapanować. To wszystko wydawało się być silniejsze od niego, a on znów czuł, że Blythe ma nad nim całkowitą władzę.

    OdpowiedzUsuń
  148. Zaśmiał się cicho. Zemsta... wiele razy myślał o tym, co zrobi, gdy tylko będzie miał okazję zemścić się na ojcu. W końcu jednak dochodził do wniosku, że lepiej będzie uciec z Anglii i rozpocząć nowe życie z dala od tego człowieka. Ale teraz był wolny. No i martwy, więc nie musiał się niczym martwić.
    - Nie mam nic do stracenia, więc równie dobrze mogę się na nim zemścić - wzruszył ramionami. - Jeżeli trafię do piekła tylko dlatego, że zemściłem się na mężczyźnie, który przez wiele lat znęcał się nade mną fizycznie i psychicznie, to... trudno.
    Oparł głowę o ramię Cilliana.
    - Chciałbym, żeby cierpiał tak, jak ja cierpiałem. Przynajmniej w jakimś stopniu. Chcę, żeby pożałował, że kiedykolwiek podniósł na mnie rękę. Blythe sobie na to zasłużył. Mam rozumieć, że mi pomożesz, tak?

    OdpowiedzUsuń
  149. - Tak, masz rację. Ale pamiętaj, że niekiedy zemsta to wcale nie tak prosta sprawa. Gdybym wciąż żył, teraz zapewne byłbym już w Stanach, albo we Włoszech. Gdy skończę dwadzieścia jeden lat, miałem stać się wolny. Uciekłbym stąd, nie przejmując się jakąkolwiek zemstą - wzruszył ramionami.
    Przyglądał się Cillianowi bez słowa przez kilka minut.
    - Chcę żeby cierpiał. Cierpiał przez resztę swojego życia. Śmierć mogłaby być dla niego tylko uwolnieniem, więc odpada. Nawet jeżeli byłaby to śmierć w męczarniach.
    Przetarł twarz dłońmi i westchnął.
    - Zdecydowanie za dużo pomysłów - przyznał. - Nie wiem, naprawdę nie wiem. Może pomysł ze śpiączką nie jest taki zły? Albo halucynacje... Nie muszę go upokarzać, akurat to nie jest najważniejsze. Pomóż mi, C.

    OdpowiedzUsuń
  150. - Tak, pasuje mi to. Chcę żebyś właśnie to mu zrobił - powiedział powoli, jakby z lekkim wahaniem. - Nawet jeżeli ktoś później go jakoś z tego wyciągnie to... i tak trochę wycierpi.
    Blythe sobie na to zasłużył. Kei nawet nie próbował sobie tego tłumaczyć, bo doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Może gdyby tylko znęcał się nad nim psychicznie, może wtedy Kei nawet nie przejmowałby się zemstą.
    Również się podniósł i podążył za swoim Opiekunem. Usiadł na blacie i zaczął machać nogami.
    - Zgadzam się. Rób, co musisz - mruknął, a w jego głosie tym razem nie było wahania. - Czekaj, ale to bezpieczne dla ciebie, prawda? W sensie, nie zrobisz sobie żadnej krzywdy przez to? Bo jeżeli w jakikolwiek to może ci zaszkodzić, to nie chcę tej zemsty.
    Skrzywił się, gdy uświadomił sobie, jak głupio to zabrzmiało.
    - Dobra, nie słuchaj mnie już. Pójdę do salonu. Nie będę ci przeszkadzać.
    Zeskoczył z blatu i uśmiechnął się jednym kącikiem ust, wychodząc z kuchni.

    OdpowiedzUsuń
  151. Westchnął z rezygnacją.
    - Po prostu... martwię się o ciebie, okej? - wzruszył ramionami, ale już nic więcej nie powiedział.
    Rozsiadł się wygodnie na kanapie, razem ze swoim kociakiem na kolanach. Niestety nie dane mu było zbyt długo poleniuchować, bo już po kilku minutach Cillian zagonił go do szukania książki, którą naprawdę ciężko było znaleźć, ale w końcu się udało.
    - Oczywiście, że ci pomogę - powiedział niemal od razu. - Przecież to moja zemsta, nie twoja - roześmiał się, choć tak naprawdę wcale nie było mu do śmiechu. Z drugiej jednak strony, to co miał robić? Płakać? Bez sensu.
    Stanął za Cillianem i pochylił się, opierając podbródek na jego ramieniu.
    - W takim razie... jak mogę ci pomóc, C? - spytał, spoglądając z zaciekawieniem na książkę.

    OdpowiedzUsuń
  152. - Czuję się zaszczycony - odparł, całkowicie poważnie.
    Kei uważał, że każdy zasłużył sobie na to, by mieć kogoś, kto będzie się o niego martwił. Mimo wszystko martwienie się o Cilliana było chyba silniejsze od niego. W ogóle wszystkie uczucia, które zaczął czuć, powoli zaczęły stawać się silniejsze od niego.
    Skrzywił się. Doskonale wiedział, co Blythe lubi pić. Zawsze śmierdział piwskiem, którego droga woda kolońska nigdy nie potrafiła zamaskować.
    - On chleje tylko piwo. Wiem, że nienawidzi wina i whisky, a za to uwielbia piwo.
    Znał kilka łacińskich słów, ale nawet gdyby chciał to nie byłby w stanie odszyfrować tego przepisu. Uśmiechnął się lekko, gdy Cillian cmoknął go w kącik ust.
    - Zawsze możemy poszukać jakiejś dziewicy, zabić ją, a później wykorzystać jej kości - powiedział jakby nigdy nic, ale zaraz się roześmiał. - Super. Ale wiesz, że musisz mnie zabrać ze sobą do tego prosektorium?
    Wyciągnął telefon z kieszeni spodni Cilliana i spojrzał na godzinę. Uniósł brew.
    - Zdajesz sobie sprawę z tego, że już jest po jedenastej? Ja nie muszę spać, ale ty tak. Co ty tak właściwie jeszcze tutaj robisz, Opiekunie, i dlaczego nie ma cię jeszcze grzecznie leżącego w łóżku? Już dawno po wieczorynce.

    OdpowiedzUsuń
  153. - Cóż, mógłbym zaproponować jakąś moją kość, gdyby moje ciało nie było już głęboko w ziemi. Zaraz... nie, nie mógłbym zaoferować mojej gości, bo w końcu żadna ze mnie dziewica - wyszczerzył się.
    Również się zaśmiał, odkładając telefon Cilliana na biurko.
    - No właśnie? Co takiego ciekawego możemy jeszcze porobić? - spytał głupio i parsknął. - Bo tę miksturę, czy co to tam tak właściwie jest, zaczniemy ważyć jutro. Dziś już sobie odpuśćmy, skoro i tak nie mamy żadnej dziewicy.
    Przysunął się do niego i objął go ramionami w pasie. Podciągnął odrobinę bluzę, którą miał na sobie, by móc poczuć jego gorącą skórę.
    - Ale jak jutro będziesz niewyspany i ledwo żywy, to nie będziesz mieć do mnie pretensji, co? - mruknął, nim przycisnął usta do jego ust i mocno go pocałował.

    OdpowiedzUsuń
  154. - Czyli miałeś tendencję do dramatyzowania? Mogłem się tego po tobie spodziewać - parsknął śmiechem.
    Zacisnął wargi w wąską linię.
    - To dlatego, że jesteś pierwszą osobą, której nie przeszkadzają moje blizny i mogę... A nieważne. Nie będę ci się tłumaczyć. Byłem cipowaty, ale już nie jestem? Super. A ty byłeś chujem i jesteś chujem. Nie mam pojęcia, dlaczego aż tak bardzo uparłem się, żeby z tobą zostać.
    Odsunął się i spojrzał na niego obojętnym wzrokiem, choć tak naprawdę wszystko w nim się gotowało. Teraz najchętniej wyszedłby z mieszkania Opiekuna, ale doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że zachowałby się w ten sposób lekkomyślnie.
    Uśmiechnął się kpiąco i wrócił na swoje miejsce na kanapie. Ułożył się na niej wygodnie i przymknął powieki. Kociak usadowił się na jego brzuchu i zaczął cicho mruczeć.

    OdpowiedzUsuń
  155. - Mówisz o mnie tak, jakbym ci przeszkadzał. Jakoś nie przeszkadzałem ci, gdy mnie pieprzyłeś - mruknął.
    Kei sam zauważył, że zaczął się zmieniać. Nabrał większej pewności siebie, a to właśnie za sprawą swojego Opiekuna.
    Przekręcił się na bok i przez chwilę zwyczajnie wpatrywał się w profil Cilliana. W końcu wsunął palce w jego włosy, by następnie odwrócić jego głowę w swoją stronę.
    - Po pierwsze, pamiętaj o jedzeniu. Po drugie, musisz zrobić zakupy, bo kończy się mleko, a kot go potrzebuje. Po trzecie, przydałoby się także jakieś kocie żarcie. Jeżeli żal ci wydawać swoich pieniędzy na mojego kota, to nie martw się, później ci wszystko oddam.
    Przybliżył się tak, jakby chciał go pocałować, ale w ostatniej chwili się powstrzymał. Pogładził kciukiem jego policzek i podniósł się.
    - Skoro ty pomagasz mi się zemścić na Blythe'u, to ja mogę zrobić ci kolację. Na co masz ochotę, C?
    Zgarnął kota i poszedł do kuchni.

    OdpowiedzUsuń
  156. - Później zapiszę. Albo pójdę z tobą do sklepu i powiem ci, co masz kupić. I tak, domyślam się, że zrobiłem ci wjazd na chatę i nie jesteś przyzwyczajony do tego, by z kimś mieszkać, ale na razie jesteś na mnie skazany.
    Postawił kota na blacie i własnie miał zamiar wyciągnąć dla niego mleko z lodówki, gdy nagle został objęty w pasie, a następnie przyciśnięty do ściany. Uniósł brwi i spojrzał na Cilliana nawet nie próbując ukryć zaskoczenia.
    - Co? Czego chcesz, C? - spytał, próbując wyswobodzić się z jego objęć. Zamiast tego, jedynie mocniej się o niego otarł i ledwo udało mu się stłumić jęk. Nie był w tym jednak osamotniony, bo poczuł, że Cillian również zaczyna twardnieć.
    Znów przybliżył swoją twarz do jego, ale w momencie, gdy ich usta miały się ze sobą zetknąć, rozpłynął się. Nie było łatwo, ale udało się. Już po chwili stał koło lodówki i wyciągał z niej mleko. Roześmiał się głośno, na widok miny Opiekuna.
    - Co tam, Cilli? Wyglądasz na trochę wkurzonego.

    OdpowiedzUsuń
  157. Pokręcił głową z dezaprobatą. Chyba wciąż był na niego zły, choć sam nie za bardzo wiedział, dlaczego.
    - Co, może chciałeś się pieprzyć z kimś takim jak ja? Proszę cię, szkoda twojego czasu. Możesz mieć każdego. Ten cały Ian... wciąż pewnie czeka - uśmiechnął się kpiąco.
    Wywrócił oczami, ale bez słowa zrobił mu cały talerz kanapek. Nakarmił kociaka mlekiem i resztkami pasztetu, a potem poszedł do salonu. Postawił na stoliku talerz z kanapkami i kubek z kakao.
    - Naprawdę musisz jutro pójść na zakupy. Twoja lodówka świeci pustkami - powiedział, rozsiadając się na podłodze. - Zrób sobie przerwę i zjedz - dodał i zaczął przeglądać jakąś książkę, którą wcześniej wziął z półki.

    OdpowiedzUsuń
  158. - Nie obchodzi mnie to - odparł.
    Przeglądał książkę bez większego zainteresowania. Najchętniej poprzeglądałby te, które dostał w spadku po dziadku, ale jakoś ciężko mu było się w ogóle zabrać za rzeczy dziadka. No i w tych pudłach były te wszystkie zdjęcia, których zdecydowanie nie chciał oglądać. Zamknął książkę, odchylił głowę do tyłu i zamknął oczy.
    - A może powinniśmy to sobie odpuścić? Widzę, ile pracy do tego potrzeba. Po co się męczyć? Zemsta, zemsta... a ja i tak jestem martwy. No i wciąż mam te pieprzone blizny i wspomnienia - odezwał się po kilku minutach, przerywając tym samym ciszę panującą w mieszkaniu.
    Otworzył najpierw jedno, a potem drugie oko.
    - Na pewno masz jakieś ciekawsze rzeczy do robienia, albo swoje własne zemsty.

    OdpowiedzUsuń
  159. Patrzył, jak Cillian wstaje a następnie znika w łazience. Kei nie ruszył się nawet o milimetr. Musiał przyznać, że jeszcze nie czuł się w tym mieszkaniu tak obco, jak właśnie w tej chwili. Miał wrażenie, że ktoś nagle może się tutaj pojawić i zrobić krzywdę nie tyle jemu, co jego Opiekunowi.
    Planował pozostać w salonie na całą noc, ale nie wytrzymał. Wolał mieć swojego Opiekuna na oku. Tak po prostu. Pogasił wszystkie światła i wślizgnął się do sypialni. Uśmiechnął się jednym kącikiem ust, gdy napotkał spojrzenie Cilliana.
    - Posiedzę sobie tutaj. Nie przejmuj się mną - mruknął, zajmując miejsce na podłodze.
    Od razu poczuł się lepiej, gdy tylko widział i prawie czuł ciepło Cilliana. Ciało Kei'a rozluźniło się. Tak, teraz było dobrze.

    OdpowiedzUsuń
  160. - Przeszkadzam ci? - spytał, ale nie uzyskał już żadnej odpowiedzi.
    Obserwował go kątem oka, dopóki nie zasnął, a później już otwarcie zaczął się w niego wpatrywać.

    Nawet nie zauważył, kiedy sam odleciał. Z odrętwienia wyrwał go dopiero głos Cilliana. Podniósł się szybko i przysiadł na skraju łóżka. Czuł się dziwnie. Miał wrażenie, że nie powinien tego słuchać. I chyba też nie chciał.
    Musiał go obudzić, bo nie mógł już dłużej tego słuchać. Chwycił jego ramię i zaczął dosyć mocno nim potrząsać. Westchnął, gdy Cillian wylądował na podłodze, ale w końcu otworzył oczy.
    - Trochę jak śpiąca królewna, tak? O ile dobrze pamiętam to śpiąca królewna potrzebowała księcia. A ja nie jestem księciem, więc mój buziak i tak by nie zadziałał... Może udałoby mi się skombinować jakiegoś księcia z prawdziwego zdarzenia, ale po co się męczyć, skoro mogłem tobą zwyczajnie potrząsnąć? - parsknął śmiechem.
    Pomógł mu się podnieść i z powrotem popchnął go na łóżko. Po zastanowieniu usiadł obok niego.
    - Jest jeszcze wcześnie. Spałeś zaledwie trzy godziny - powiedział, bawiąc się kołdrą. - Powinieneś jeszcze pójść spać. Nie obudziłbym cię, gdybyś nie zaczął mówić jakichś dziwnych rzeczy. Coś o pięknym mężczyźnie, o braku żywych tkanek, o nieśmiertelności...
    Podniósł wzrok i uważnie przyjrzał się twarzy Cilliana.
    - To nie było zwykłe gadanie przez sen, C. Czułem się tak, jakbyś mi to wszystko opowiadał. To zupełnie coś innego, niż poprzedniej nocy i jeszcze wcześniej. Wtedy po prostu mówiłeś, a teraz... teraz opowiadałeś.

    OdpowiedzUsuń
  161. Cierpliwie czekał, aż Cillian w końcu się odezwie. Nie chodziło już tylko o to, że Cillian w ogóle mówił przez sen. Chodziło o to, że Kei miał wrażenie, że mówił mu o tym wszystkim.
    - Był twoim... czym? Golemem? Jednym z pierwszych?
    Spojrzał na niego szeroko otwartymi oczami. Wiedział, czym jest golem, ale nie za bardzo mieściło mu się w głowie to, co powiedział Cillian. Czytał kiedyś o tym, ale zbyt wiele rzeczy mu się nie zgadzało. I czegoś brakowało w tym wszystkim.
    - Co się później z nim stało? - spytał niepewnie. Sam już do końca nie wiedział, czy aby na pewno chce znać odpowiedź na to pytanie. Może lepiej byłoby nie wiedzieć? To przecież i tak niczego nie zmieni. A ten człowiek zgodził się na wszystko, tylko z jednego powodu.
    - Kochał cię ponad wszystko, no tak. Kochanie cię jest cholernie niebezpieczne... - mruknął, bardziej do samego siebie, niż do Opiekuna. Przetarł dłońmi twarz i westchnął. - Mój dziadek o tym wiedział? O tych wszystkich eksperymentach? Golemach? Wiedział, co kiedyś robiłeś? Mówiłeś mi, że wiedział o niektórych rzeczach, ale czy o tych bardziej brutalnych też?

    OdpowiedzUsuń
  162. Nie odezwał się nawet słowem. Milczał, słuchając go uważnie i próbując wszystko sobie poukładać w głowie. Wcześniej nie sądził, że Cillian powie mu aż tyle. Był przygotowany jedynie na szczątkowe informacje, a nie cos takiego. W pewnym momencie przesunął się i ułożył obok niego. Ułożył ręce pod głową i przymknął powieki.
    - Może to twoja kara - powiedział cicho. - Dziadek zawsze powtarzał, że każdy w końcu odpokutuje ze wszystkie krzywdy, które wyrządził. Tworzyłeś potwory, często wykorzystując do tego niewinnych ludzi. Niszczyłeś im życia. Skazywałeś na chorą i bezsensowna egzystencję. W imię czego? W imię głupich eksperymentów. Człowiek nie jest idealny i nie jest mu dana nieśmiertelność. I tak powinno pozostać.
    Westchnął i zerknął na niego.
    - Ten twój pierwszy golem... Kochał cię, a ty w pewien sposób zniszczyłeś tę jego miłość, wiesz? Co z tego, że istniał? Ja już wolałbym wybrać śmierć, niż coś takiego. Tęskniłeś za nim, bo pewnie też go pokochałeś. A to oznacza, że nie byłeś bezdusznym człowiekiem.
    Zmarszczył brwi. Chyba się w tym wszystkim pogubił.
    - Dziadek kiedyś mi powiedział, że zrobiłeś wiele złych rzeczy, że sobie nawet nie moge wyobrazić, jak wiele osób skrzywdziłeś... Tylko nie zapominaj, że teraz jesteś innym człowiekiem, Cillian. Zyskałeś szansę na nowe życie. Na przynajmniej częściowe naprawienie tego, co zrobiłeś. Pewnie dlatego zostałeś Opiekunem. Zajmujesz się zbłąkanymi duszami, które potrzebują twojej pomocy. Duchy przeszłości będą cię dręczyć pewnie do końca twojego życia, ale... czy nie zasłużyłeś sobie na to?
    Obrócił się na bok, by móc na niego patrzeć.
    - Nie spieprz tej szansy, którą kiedyś ktoś ci dał. Kolejnej możesz nie dostać.

    OdpowiedzUsuń
  163. - Co z tego, że czuł? Czuł i cierpiał - powiedział cicho.
    Nie krytykował go. Zwyczajnie starał się zrozumieć, co nim kiedyś kierowało. Nie potrafił się nawet postawić w jego sytuacji, ale mimo wszystko... rozumiał go.
    Zamrugał kilka razy, gdy Cillian jakby nigdy nic wstał i wyszedł z sypialni.
    - Czyli koniec rozmowy, tak? Super! - krzyknął za nim.
    Leżał tak przez kilka minut, coraz bardziej wściekły. Nie wiedział, dlaczego tak właściwie się złości, ale to w tym momencie było mało ważne. Podniósł się w końcu i ruszył w ślad za nim. Stanął tuż obok i szturchnął go w ramię.
    - Jesteś idiotą, wiesz? Jesteś pieprzonym idiotą, Opiekunie - powiedział, gdy Cillian w końcu zwrócił na niego uwagę. - Nie odzyskasz już swojej rodziny, to fakt. Spieprzyłeś kiedyś, ale teraz masz kolejną szansę na szczęście. A sam się tego szczęścia pozbawiasz. Mógłbyś mieć rodzinę. Mógłbyś być z kimś, kto by cię kochał i chciałby cię z tymi wszystkimi duchami przeszłości. Ty jesteś jednak zbyt dumny i uparty. Ogarnij się i zaufaj w końcu komuś. Bądź szczęśliwy.

    OdpowiedzUsuń
  164. - Robiłeś złe rzeczy, ale to nie znaczy, że teraz nie zasługujesz na szczęście. Te sny będą męczyć się do końca życia i to właśnie one są twoja kara. Tak myślę. Nie powinieneś karać samego siebie na siłę.
    Jęknął sfrustrowany. Po co oni w ogóle zaczynali tę rozmowę? Po co on go w ogóle budził? Mógł go zostawić i dalej słuchać tej opowieści.
    - Już za późno na nielubienie cię - mruknął, robiąc kilka kroków w tył. - Wcale nie jesteś stracony. Wmawiasz sobie, że jesteś, choć to nie jest prawdą. I niczego nie rozumiesz, niczego.
    Pokręcił głową i westchnął. Przeczesał dłonią włosy i dopiero potem na niego spojrzał. W jego oczach odbijała się złość.
    - Wiesz, dlaczego Xavier pomógł mi cię stamtąd wyciągnąć? Bo zobaczył to, w co tak bardzo nie chciałem uwierzyć. Zakochałem się w tobie, ty idioto. Nie chciałem tego, ale się stało. Właśnie dlatego nie chcę na razie nowego ciała. Chcę być przy tobie jako duch. Jest dobrze tak, jak jest.
    Odwrócił wzrok i wyprostował się.
    - Dobra. Jak tylko będziesz gotowy do wyjścia to pojedziemy do szpitala. Skoro tak bardzo chcesz się mnie pozbyć, wsadzając mnie w ciało tego chłopaka to w porządku. Darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby, prawda? Musisz mi też oddać te pudła, które dostałem w spadku po dziadku. Zabiorę je ze sobą. Pasuje?

    OdpowiedzUsuń
  165. - I... to tyle, tak? Nic więcej nie powiesz?
    Spojrzał na niego z niedowierzaniem. Otrząsnął się dopiero po kilku minutach. Zamrugał kilka razy.
    - Jasne, mogłem się tego spodziewać. Najpierw mówisz, że to ja ciągle zmieniam zdanie i nie chcę wejść w nowe ciało, zyskując tym samym drugą szansę, a teraz nagle nie masz czasu, by mnie wozić? Super - powiedział kpiąco. - Pierdol się.
    Odwrócił się, ale nie ruszył się. Nie miał dokąd iść. Nie dość, że był uwieziony w tym mieszkaniu, to nawet gdyby udało mu się stąd wyjść, to i tak nie miałby dokąd pójść. Ukrywanie się w domu dziadków nie było zbyt dobrym pomysłem na dłuższą metę.
    Zgarbił się i poszedł do ciemnej kuchni, po drodze zgarniając głośno miauczącego kociaka. Usiadł na podłodze, opierając się plecami o ścianę z kotem na kolanach.

    OdpowiedzUsuń
  166. Nie miał pojęcia, jak długo tak siedział. W pierwszej chwili światło niemal go oślepiło.
    Chwycił jego rękę i podniósł się z ociąganiem. Potem odsunął się o krok i wcisnął ręce w kieszenie spodni.
    - Nie chcę niczego od ciebie wymagać. Chcę być z tobą, jak duch. Bycie duchem jest wygodniejsze. No i mogę cię dotykać, tak czy siak. Mając ciało, możliwe, że nie mógłbym się już rozpływać w powietrzu i przenosić z jednego miejsca w drugie. A to dosyć pomocne umiejętności, nie sądzisz?
    Dopiero teraz podniósł wzrok i spojrzał mu w oczy.
    - Ale trudno. Już podjąłem ostateczną decyzję. Mówiłeś, że jestem zmienny, ale teraz już decyzji nie zmienię. Jeżeli nie będziesz miał czasu, to sam sobie jakoś poradzę z odnalezieniem ciała. Wrócę do życia i wyjadę, żeby nie sprawiać ci kłopotu. Będziesz mógł sobie żyć tak, jak kiedyś, bez dodatkowego ciężaru w postaci głupiego ducha.
    Wzruszył ramionami i pochylił się odrobinę do przodu.
    - Szkoda tylko, że ty wciąż nie potrafisz zrozumieć, że ja chętnie bym się tobą zaopiekował. Nie dlatego, że muszę. Tylko dlatego, że chcę. Tak po prostu. Nie zamierzam się jednak napraszać. Trudno. Może znajdzie się ktoś, kto będzie chciał, bym się nim zaopiekował.
    Wyciągnął dłoń, by zetrzeć atrament z policzka Cilliana. Uśmiechnął się jednym kącikiem ust.

    OdpowiedzUsuń
  167. - Niespodzianka...? - uniósł jedna brew i uśmiechnął się lekko.
    Powoli pokiwał głową. Przez chwilę zastanawiał się nad jego słowami. Nawet nie zwrócił uwagi na to, że wciąż próbuje wytrzeć jego policzek z atramentu, chociaż dobrze wiedział, że i tak mu się to nie uda.
    - Ty tutaj jesteś szefem, C. Ja się dostosuję do wszystkiego, co postanowisz. Jestem tylko duchem zależnym od ciebie.
    Musnął kciukiem jego dolną wargę, ale zaraz szybko zabrał dłoń. Uśmiechnął się szerzej.
    - Co jest właściwie bardzo miłe? - spytał z lekkim rozbawieniem. - I powinieneś wyszorować twarz, jeżeli chcesz pójść do sklepu, by nie umrzeć z głodu. Albo żeby to kot nie umarł z głodu. W twojej lodówce naprawdę jest tylko światło - parsknął śmiechem. - Naprawdę nie chciałbym, żeby nasz kot zdechł z głodu. Całkiem fajny z niego zwierzak.
    Pogłaskał kociaka, który teraz usadowił się wygodnie na jego ramieniu.
    - I myślę, że nie a ci za złe tego, że nazwałeś go Bucefał.

    OdpowiedzUsuń
  168. - Tak, nasz - potwierdził. - Pozwoliłeś, by zamieszkał w twoim królestwie, nadałeś mu imię, dzięki tobie nie umrze z głodu... Bucefał zdecydowanie jest naszym kotem.
    Przyglądał mu się uważnie, ani na chwilę nie odwracając wzroku.
    - Nie wiem, ale pójdę z tobą do tego sklepu - powiedział niemal od razu, a zaraz dodał: - Chyba, że nie chcesz.
    Ściągnął kociaka ze swojego ramienia i zaczął mu się przyglądać.
    - Miałes=ś je w poprzednim życiu, tak? Ja zawsze chciałem mieć jakiegoś zwierzaka, ale moja matka miała alergię na sierść. No i nie lubiła ani kotów, ani psów.
    Zmarszczył brwi i jeszcze raz uważnie obejrzał Bucefała.
    - Wszystko super, ale... on się nie załatwia. Je, ale nie wydala tego, bo niby gdzie? Raczej nie robi tego po katach, bo na pewno zaczęłoby śmierdzieć.
    Postawił kota na blacie. Wydawał się jeszcze mniejszy, niż był w rzeczywistości.
    - A może się załatwia tylko ja jestem zbyt mało spostrzegawczy, by to zauważyć? - mruknął, dotykając palcem nosa kociaka. - Chyba już nic nie powinno mnie dziwić.

    OdpowiedzUsuń
  169. - Domyśliłem się, że będziesz chciał mnie do siebie przywiązać.
    Skrzywił się. Chyba nie chciał wiedzieć, jak to jest, gdy dostanie się wielkim żółwiem w twarz. Ogólnie to nic nie miał do żółwi. Jego dawny przyjaciel kiedyś miał całkiem fajnego żółwia, ale Kei jakoś nie zapałał do niego zbyt wielką miłością.
    - Co? Jak to nie jest kotem? A niby czym jest? - spytał i spojrzał w dół na kociaka, który teraz wspinał się po jego nodze. Chyba nie spodobało mu się to, że ma zostać sam. Taa, na pewno, Kei, na pewno. - Ty tutaj zostajesz, Bucefał - mruknął, odczepiając kota, który zdążył już zawędrować na jego udo, od swoich spodni.
    Bucefał zaczął wściekle miauczeć, ale uspokoił się, gdy Kei, ciągnąć za sobą Cilliana do salonu, ułożył go na poduszkach na kanapie. Podrapał go jeszcze za uchem, nim się od niego odsunął i zerknął na swojego Opiekuna.
    - To co, gotowy do wyjścia? - spytał, kierując się w stronę drzwi. - Musimy się pospieszyć, nim Bucefał zmieni zdanie i jednak będzie chciał wybrać się z nami - parsknął śmiechem.

    OdpowiedzUsuń
  170. - Bucefał nie jest tworem piekielnym, Cillian - fuknął. - Jest na to zbyt niewinny - dodał.
    Jakoś wątpił w to, by kociak był demonem, bo... bo to przecież był jego kociak. Ich kociak. Zbyt grzeczny na to, by być demonem.
    Rozglądał się po drodze do sklepu. Kojarzył te okolicę całkiem dobrze. Wcześniej nawet nie wiedział, w której części Londynu jest mieszkanie Cilliana. Teraz w miarę się orientował.
    - Będę ci mówić, co chcę, a ty będziesz to wrzucać do koszyka - powiedział, gdy dotarło do niego, że w sklepie nie dość, że jest sporo klientów to do tego na pewno są kamery. Nie byłoby fajnie, gdyby ktoś zobaczył latające kartony mleka, albo lody oreo.
    Po kolei wskazywał swojemu Opiekunowi różne produkty, które według niego były konieczne do kupienia.
    - Nie, nie przepadam za serem w tubce. Myślę, że Bucefałowi przydałaby się też kocia karma. No chyba, że będziemy go karmić pasztetem, serem w tubce i mlekiem? - zerknął na Cilliana z pytaniem w oczach i wskazał półkę z żarciem dla zwierząt.
    Obrócił się i niemal wpadł na jakiegoś mężczyznę. Dosyć młodego i przystojnego mężczyznę. Kei zapewne bez problemu mógłby przeniknąć przez jego ciało, ale problem polegał na tym, że mężczyzna wpatrywał się w niego. Potem przeniósł swoje spojrzenie na Cilliana i uśmiechnął się.
    - Emm, Cilli? - mruknął Kei, trącając w bok swojego Opiekuna, który w tym momencie był zwrócony do niego plecami i nie zauważył przybysza.

    OdpowiedzUsuń
  171. Dostrzegł pistacje, więc od siebie dorzucił jeszcze orzechy nerkowca. Zrobił to tak, by wyglądało, że opakowanie spadło z półki i wpadło do koszyka. Punkt dla ducha.
    Kei przysłuchiwał się tej dziwnej i niezwykle krótkiej wymianie zdań, z lekkim zmieszaniem. Miał wrażenie, że już gdzieś, kiedyś widział tego gościa, ale nie potrafił sobie przypomnieć gdzie. Coś mu zaświtało w głowie, gdy mężczyzna uśmiechnął się szerzej, ukazując krzywe zęby. Skądś znał ten uśmiech...
    Podążył za Cillianem, tylko raz oglądając się za sobą. Mężczyzna wciąż się w nich wpatrywał, ale jego wzrok jakby stwardniał.
    Uniósł jedną brew, gdy dotarły do niego słowa Opiekuna.
    - Duchem to on raczej nie jest.
    Przygryzł dolną wargę i znów próbował przypomnieć sobie, skąd zna tego faceta.
    - Elliot Kein? Mam wrażenie, że skądś go znam... Na pewno już kiedyś go widziałem.
    Nagle go olśniło. Spojrzał szeroko otwartymi oczami na swojego Opiekuna.
    - Elliot Kein jest synem Thomasa Keina, który jest najlepszym kumplem Blythe'a. Jest kilka lat ode mnie starszy, ale niezbyt dużo. Zawsze patrzył na mnie tak dziwnie. Jakbym był śmieciem - parsknął śmiechem. - Jasne, że tak na mnie patrzył. Jego tatuś na pewno wiedział o tym, co Blythe robił mi, gdy byłem mały.
    Przymknął na chwilę powieki.
    - Był na moim pogrzebie razem ze swoim ojcem. Próbowali wtopić się w tłum, ale niezbyt dobrze im to wyszło, skoro ich zauważyłem.

    OdpowiedzUsuń
  172. - Może ktoś zwyczajnie upozorował jego śmierć? Na pewno widziałem go na moim pogrzebie. To musiał być on.
    Powoli pokiwał głową. Miał wrażenie, że najlepiej byłoby, gdyby od razu przenieśli się w jakieś inne miejsce, ale równie dobrze, jak na razie mogli pozostać w mieszkaniu Opiekuna.
    - Zaraz go nakarmię - mruknął i zajął się upchaniem mrożonek oraz lodów do zamrażalki.
    Resztę rzeczy jak na razie pozostawił w reklamówkach i poszedł na poszukiwania Bucefała. Nie było go tam, gdzie go zostawili, w sypialni też go nie było, tak samo jak i w łazience. Kei przeszukał wszystkie możliwe miejsca, w których mógł ukryć się kociak.
    - Cillian, nie ma go! - krzyknął, po powrocie do salonu. - Nie ma go. Zniknął... - jego głos brzmiał żałośnie, ale za bardzo się tym nie przejmował.
    Nie miał pojęcia, co mogło stać się z Bucefałem. Przecież ot tak nie zniknął, ani tym bardziej nikt go stąd nie zabrał. Przeszukał jeszcze raz całe mieszkanie, ale nie udało mu się go znaleźć. Oparł się plecami o drzwi i przymknął powieki. Przecież kot od tak nie mógł zniknąć. Na pewno gdzieś jest. W tym samym momencie poczuł, jak coś wspina się po jego koszulce. Szybko otworzył oczy i spojrzał na Bucefała, który jakby nigdy nic wspinał się w górę jego klatki piersiowej.
    - Gdzieś ty był, Bucefał? - wymamrotał Kei, odczepiając go od swojej koszulki. Kot, jak można się było spodziewać, zaczął wściekłe miauczeć i uspokoił się dopiero, gdy Kei usadowił go na swoim ramieniu.
    - Ok, znalazłem go.

    OdpowiedzUsuń
  173. Kei, gdyby tylko wciąż był żywy i miał swoje ciało, dąłby sobie rękę uciąć, że Bucefała nie było w mieszkaniu. Nie miał pojęcia, jakim cudem, ale kot nagle się odnalazł. Tak po prostu.
    - Ale... nie było go. Szukałem go wszędzie. A teraz pojawił się jakby nigdy nic - mruknął, podchodząc do Cilliana. - Wiem, że mi nie wierzysz, ale naprawdę go nie było. Może i dobry z niego sierściuch, ale sera z tubki nie dostanie. To będzie kara za to, że tak mnie wystraszył.
    Postawił kota na podłodze w kuchni, tuż obok naszykowanej już dla niego miski z kocim żarciem. Bucefał okrążył miskę, miauknął żałośnie i spojrzał z urazą na Kei'a.
    - Zjesz to, Bucefał. Jesteś kotem, a to jest żarcie dla kotów - powiedział stanowczo, podsuwając mu miskę.
    Kot odskoczył, a potem znów okrążył miskę, ale nawet nie tknął jedzenia.
    - Dobra, ale sera i tak nie dostaniesz - skapitulował i wyciągnął z lodówki pasztet, który już po kilku minutach został zjedzony przez Bucefała. - Wygodnicki z ciebie sierściuch, co?
    Zostawił kotu samemu sobie i podszedł do swojego Opiekuna.
    - Pistacje? Zabijesz mnie... - jęknął cierpiętniczo. - W takich chwilach naprawdę chciałbym mieć znów ciało.

    OdpowiedzUsuń
  174. Zamrużył oczy i spojrzał groźnie na swojego Opiekuna.
    - Nawet nie myśl o daniu mu sera. Żadnych biszkoptów też nie będzie. W ogóle, koty chyba nie powinny jeść biszkoptów... Tak właściwie to nawet nie wiem, co koty mogą, a czego nie mogą jeść.
    Roześmiał się.
    - Może nie ciąża, a menopauza? - zasugerował, wciąż się śmiejąc. - To już ten wiek. Założę się, że to menopauza.
    Zmarszczył brwi, patrząc na niego niepewnie.
    - Eee, co? Jaki fartuszek? Dobrze się czujesz, C? Może te pistacje ci zaszkodziły...
    Dotknął jego czoła i westchnął.
    - Gorączka, jak nic - parsknął śmiechem. - A tak właściwie, to po co chcesz iść do tego sąsiada, co? I jeżeli ja idę, to Bucefał też. Nie zostawię go samego, bo znowu gdzieś zniknie.

    OdpowiedzUsuń
  175. - Ale on ma karę, czaisz? Żadnego sera w najbliższych dniach.
    Kei zamierzał przypilnować, by ten piekielny kot nie został nakarmiony serem przez Opiekuna.
    - Tak jest, kapitanie.
    Zgarnął Bucefała, który bez cienia protestu wygodnie ułożył się w jego dłoniach. Kociak był tak mały, że spokojnie mieścił się w dłoniach Kei'a. Biorąc pod uwagę te wszystkie dziwne rzeczy, Keiran był ciekaw, czy Bucefał w ogóle urośnie.
    Uderzył go ten zapach. Kadzidła nie były takie złe, ale ten kościół... Tylko cudem się nie skrzywił.
    - Dzień dobry - przywitał się, uśmiechając się jednym kącikiem ust. - Miło mi pana poznać, panie Thomasie.
    Wszedł za Cillianem do środka i rozejrzał się uważnie. Własnie tak wyobrażał sobie mieszkanie wróżek. Albo raczej - kobiet, które uważały się i kazały nazywać siebie wróżkami.
    Zerknął na jasnowidza i napotkał wbite w siebie spojrzenie. Poczuł się trochę nieswojo, ale nie odwrócił wzroku. Kei wpatrywał się w niego tak długo, aż to Thomas pierwszy odwrócił wzrok.
    - Wszystko w porządku? - spytał, bo mężczyzna nagle zaczął wyglądać na zdenerwowanego.

    OdpowiedzUsuń
  176. Kei wzdrygnął się na słowa mężczyzny na temat śmierci Cilliana. Wiedział, że za jego słowami kryło się coś znacznie więcej i aż korciło go, by o to dopytać, ale się powstrzymał. To w końcu nie było jego sprawą, prawda? Może i beznadziejnie zakochał się w swoim Opiekunie i wkroczył z buciorami w jego życie, ale nie musiał wiedzieć wszystkiego.
    Przez cały czas obserwował mężczyznę, który wyglądał tak, jakby był w swoim własnym świecie. W pewnym momencie odwrócił się i przywołał Keirana gestem.
    - Chodź tutaj, dziecko - uśmiechnął się, chyba tylko po to, by dodać Kei'owi otuchy.
    Duch podszedł do niego i skrzywił się w duchu, gdy Thomas zaczął mu pokazywać różne kości. Kei nie zauważył nawet, kiedy mężczyzna stanął tuż obok niego. Przez chwilę zachowywał się tak, jakby próbował go dotknąć, ale ostatecznie zrezygnował, a zamiast tego wyszeptał kilka słów. Tak cicho, by stojący nieopodal Opiekun przypadkiem go nie usłyszał.
    - Rozumiesz? - spytał głośniej.
    Kei powoli kiwnął głową.
    - Wspaniale! - klasnął w dłonie, zgarnął kość, zapakował ją i podał Cillianowi. Potem jakby nigdy nic przestał zwracać na swoich gości uwagę i powrócił do przeglądania książki, którą przyniósł mu Cillian.
    Kei obrócił się na pięcie i ruszył w kierunku drzwi. Zatrzymał się, gdy do jego uszu dotarł głos jasnowidza.
    - Ach, i Kei...? Ufaj swoim instynktom. Jeżeli coś ci podpowiada, żebyś czegoś nie robił, to tego nie rób. Uważaj na niego, Cillian. Nie bez powodu właśnie ty dostałeś go pod opiekę. Obaj jesteście sobie tak samo potrzebni.

    OdpowiedzUsuń
  177. Kei parsknął śmiechem.
    - Nie denerwuj się tak, Cillian - powiedział z rozbawieniem.
    Zerknął na jasnowidza przez ramię i napotkał jego spojrzenie. Tym razem to Kei pierwszy odwrócił wzrok, ale tylko dlatego, że Cillian już wyszedł na korytarz, a on wciąż był w mieszkaniu mężczyzny.
    Tak bardzo zagubił się we własnych myślach, iż nawet nie zauważył, że znaleźli się już w mieszkaniu Cilliana.
    - Co? - spytał głupio, ale zaraz dotarł do niego sens słów Opiekuna. - Ach, tak, jasne. Gotowanie. Mikstura, tak? Kości dziewicy, czy tam nie dziewicy. Czaję.
    Wziął kota z ramienia Opiekuna i ułożył go na kanapowych poduszkach.
    - To w czym mogę ci pomóc? Pamiętaj, że ja się na tym nie znam, więc w razie czego będziesz musiał mną pokierować.

    OdpowiedzUsuń
  178. - Jestem duchem. To coś zdecydowanie nie powinno na mnie działać, ale... wszystko możliwe, co?
    Złapał chustkę i chwilę się jej przyglądał, nim również zawiązał sobie na twarzy. Uważał to za bez potrzebny zabieg, no ale. Z szefem nie będzie się kłócić, prawda?
    Skrzywił się, ale wziął od Cilliana kość i posłusznie zaczął mieszać to coś, co właśnie powstawało w garze. Gdyby tylko miał czym, to na samym początku zapewne by się porzygał. Potem już było znacznie lepiej. W pewnym momencie oderwał wzrok od gara i zerknął na swojego Opiekuna. Tuż za Opiekunem dostrzegł znajomą sylwetkę. Niemal wypuścił kość, gdy jego wzrok padł na twarz Blythe'a. Sapnął i cofnął się w tył. Nie, nie, niemożliwe. To tylko halucynacja.
    Zamrugał kilka razy, aż w końcu obraz mężczyzny zniknął.
    - Cholera... Gdyby moje serce wciąż biło, to spokojnie mógłbym dostać zawału - wymamrotał, powracając do, przerwanego chwilę wcześniej, zadania.
    W pewnym momencie znów spojrzał na swojego Opiekuna. Mocniej zacisnął palce na kości. Tym razem Blythe był bliżej i trzymał nóż tuż przy gardle Cilliana. Kei zrobił krok w przód, a Blythe w tym samym czasie podciął gardło Opiekunowi. Jakiś dziwny, nieokreślony dźwięk wydostał się z ust Keirana, ale nim zdążył cokolwiek zrobić, Blythe zniknął. Mężczyzna zniknął, a Cillian stał cały i zdrowy, wpatrując się w niego dziwnym wzrokiem. Głupie halucynacje.
    Duchowi chwilę zajęło otrząśnięcie się z tego.
    - On mnie już chyba nigdy nie przestanie prześladować...

    OdpowiedzUsuń
  179. - Wiem, że jestem bezpieczny - powiedział, ale brzmienie jego głosu przeczyło jego słowom. Chyba wciąż bał się, że Blythe może go dopaść i... tak właściwie to co może mu zrobić? Zrobił już wystarczająco. Nie dość, że się nad nim znęcał, to do tego najprawdopodobniej również przyczynił się do jego śmierci.
    Nie rozglądał się już więcej. Wpatrywał się w wywar, ani myśląc o tym, bo chociażby zerknąć w bok. Wciąz miał w głowie obraz Blythe'a podcinającego gardło Cilliana. Uderzyło go to, że tak naprawdę wcale nie martwił się o siebie, a o swojego Opiekuna. Bał się, że Blythe może zrobić krzywdę Cillianowi.
    Przecisnął się obok Opiekuna, oparł o parapet i wyjrzał na zewnątrz. Było tak dziwnie cicho.
    - Lubię jak jest chłodno. Nienawidzę upałów, choć przecież w Anglii o nie niełatwo. Właśnie dlatego tak bardzo podoba mi się tutejsza pogoda.
    Przymknął powieki, rozkoszując się zarówno ciszą, jak i chłodem.
    - Czego boisz się najbardziej, C? - spytał po kilku minutach, przerywając tym samym ciszę, która zapadła pomiędzy nimi.

    OdpowiedzUsuń
  180. Parsknął śmiechem.
    - Tam w podziemiu musi być całkiem fajnie.
    Powoli pokiwał głową. Ogień i ciemność...
    Nie spojrzał na Cilliana, ale uśmiechnął się jednym kącikiem ust.
    - Kiedyś bałem się ciemności, ale on nigdy nie pozwalał mi spać przy zapalonym świetle. Jak byłem mały to bardzo źle spałem. Chowałem się pod kołdrą i długo nie potrafiłem zasnąć. W końcu przyzwyczaiłem się do ciemności i przestałem się jej bać, choć czasami... Czasami, gdy budziłem się w nocy, a w pomieszczeniu panowała całkowita ciemność, zaczynałem panikować.
    Obrócił się i oparł o parapet. Przez chwilę błądził spojrzeniem po całej kuchni.
    - Boję się lasów. On miał taką leśniczówkę tuż za Londynem... Zabierał mnie tam czasami. Zazwyczaj wtedy, gdy zrobiłem coś źle. Albo zamykał mnie w tej leśniczówce, albo zostawiał samego w nocy, choć nie zawsze, w środku lasu. Potem dostawałem wielkie lanie, na kilka dni był spokój... A później znów ktoś go zdenerwował i musiał się na mnie wyżyć.
    W końcu jego spojrzenie zatrzymało się na Cillianie.
    - Kiedyś w szkole zobaczyli siniaki na moich rękach. Siniaki w kształcie palców, więc ciężko je było wytłumaczyć. Wiesz, co powiedziała matka? Powiedziała, że to dziadek mi je zrobił - parsknął śmiechem. - Nie mam pojęcia, jak dziadkowi udało się uciszyć tę sprawę. Potem przez dwa miesiące mieszkałem u dziadków, ale w końcu matka kazała mi wrócić.

    OdpowiedzUsuń
  181. - Chyba nikt nie wiedział o tej leśniczówce. Nawet nie wiem, czy ona wciąż tam jest - wzruszył ramionami, jakby kompletnie go to nie odchodziło. Prawda była jednak zupełnie inna. Na samo wspomnienie tamtej leśniczówki oraz samego lasu, po plecach Kei;a przechodził dreszcz.
    - Nie narzekaj. Dzieci z Afryce głodują, a ty masz pełną lodówkę - parsknął śmiechem.
    Podszedł do niego i popukał palcami w jego czoło.
    - Zwariowałeś? Bucefał mnie kocha i nigdy by się na mnie nie obraził. Przestraszył mnie. Mógł się nie chować i wtedy dostałby ten ser - mruknął, a zaraz dodał: - To w ogóle jest nie fair. Wy sobie możecie jeść, a co ze mną? Ja nie mogę ani jeść, ani spać... Do dupy - jęknął cierpiętniczo, ale wyciągnął ser z lodówki.
    W tej samej chwili Bucefał wkroczył do kuchni dumnym krokiem, ale gdy tylko zobaczył Kei'a i ser, niemal od razu znalazł się na duchu. Wspinał się tak długo, aż w końcu usiadł na jego ramieniu i zaczął mu miauczeć do ucha.
    - Okej, Bucefał, okej... Przecież wiesz, że nie potrafię ci odmówić - parsknął śmiechem, nim postawił kota na blacie i dał mu trochę tego nieszczęsnego sera.

    OdpowiedzUsuń
  182. - Znawca kotów się znalazł - fuknął.
    Pogłaskał Bucefała, który na chwilę oderwał się od sera i spojrzał na niego nieufnie.
    - No nie rób sobie jaj, kociaku. Nie ufasz mi? Przecież bym ci tego nie zabrał! - wykrzyknął, niczym mały, obrażony chłopiec.
    Wydął dolną wargę i pociągnął nosem. Czy mu się tylko wydawało, czy kot rzeczywiście wyglądał na trochę... skruszonego? Tak, na pewno mu się wydawało. Oderwał wzrok od kota i spojrzał na swojego Opiekuna. Zmarszczył brwi i przesunął wzrokiem wzdłuż całego jego ciała, na dłużej zatrzymując się w okolicy krocza.
    Uśmiechnął się krzywo, pokonując dzielącą ich odległość. Objął go ramionami i przycisnął swoje biodra do jego. Przesunął językiem wzdłuż jego dolnej wargi, następnie wzdłuż policzka, aż dotarł do ucha, które przygryzł. Dłonie umieścił na jego pośladkach, które lekko ścisnął.
    - Chciałbyś. Żeby się nie okazało, że to ty będziesz musiał mnie ładnie prosić, Opiekunie - wyszeptał, znów napierając mocno na jego biodra.
    Pocałował go, niemal od razu wciskając język pomiędzy jego wargi, ale odsunął się po kilku sekundach.
    - Powinieneś pilnować swojego jedzenia, Cilli - mruknął, odsuwając się od niego.
    Zajrzał do piekarnika i wyciągnął z niego pizzę.
    - Smacznego, C - podał mu jedzenie z ironicznym uśmieszkiem.

    OdpowiedzUsuń
  183. - Raz się żyje, a tak się składa, że ja już nie żyję, więc... czy nie uważasz, że należy mi się trochę przyjemności po śmierci?
    Wywrócił oczami, a potem podążył zaraz za nim, z kotem depczącym mu po piętach. Położył się na kanapie, opierając głowę o udo Cilliana. Zerknął na kota i podrapał go za uchem.
    - Wiesz co dobre, Bucefał - mruknął z rozbawieniem. - Tylko go tam nie pokalecz. Myślę, że nasz Opiekun jeszcze kiedyś będzie chciał zrobić z tego użytek - dodał ze śmiechem.
    Oderwał wzrok od kociaka i spojrzał w górę na Cilliana.
    - No nie rób takiej miny, C. Bucefał nie zrobi krzywdy twoim klejnotom. To bardzo mądry kot - mrugnął do niego.
    Pokręcił się jeszcze chwile, nim udało mu się znaleźć najwygodniejszą pozycję. Głowę pozostawił jednak na udzie Cilliana. Westchnął z i zamknął oczy. Naprawdę żałował, że nie może zwyczajnie zasnąć.

    OdpowiedzUsuń
  184. -Tak, mam pewność. Bucefał by cię nie skrzywdził.
    Kei odsunął się i zaczął się śmiać, przyglądając się poczynaniom Cilliana. Zaczął śmiać się jeszcze głośniej, gdy Opiekun ściągnął spodnie. Kei wiedział, że to i tak nic nie da, bo Bucefał był bardzo upartym kociakiem.
    - No już nie przesadzaj! - wykrzyknął z rozbawieniem, podnosząc się do siadu. - On po prostu znalazł sobie idealne miejsce do spania. Widzisz w tym coś złego?
    Spojrzał na kociaka, który próbował wcisnąć się pod poduszkę. Keiran po raz kolejny wybuchł śmiechem, ale zabrał Bucefała i umieścił go na swoich kolanach. Kot zerknął na Cilliana, prychnął i tym razem ułożył się na kroczu Kei'a.
    - Zadowolony? - spytał, gdy udało mu się zapanować nad śmiechem.

    OdpowiedzUsuń
  185. - Może gdyby wygrzał ci jaja i dzięki temu wyklułyby się z nich pisklaki, to przynajmniej byś się do czegoś przydał - mruknął.
    Pogłaskał kota, który zachowywał się niespokojnie.
    - Nie zapominaj o tym, że ty też jesteś jego właścicielem - powiedział.
    Wiedział, że po kilku minutach i po uśpieniu czujności Opiekuna, Bucefał do niego wróci. Kei prawie się roześmiał, gdy do jego uszu dotarły słowa Cilliana. Spojrzał na niego z urazą. A potem przeniósł swój wzrok na Bucefała. O nie, już więcej sera nie dostanie.
    - Pierdol się - wymamrotał. - Obaj się pierdolcie. Pasujecie do siebie.
    Usiadł po turecku, zaplótł ramiona na piersi i wbił wzrok w telewizor.
    - Mam nadzieję, że ci podrapie tego kutasa. Albo jeszcze lepiej, nich ci go odgryzie - powiedział, nie odrywając wzroku od tv.

    OdpowiedzUsuń
  186. Kei skrzywił się. Chyba nawet nie chciał sobie wyobrażać Cilliana posuwającego małego kociaka. Nie, nie, na pewno nie.
    - Ehe, gdybyś tylko ty ociekał tą zajebistością... Bucefał jest bardziej zajebisty, niż ty.
    Przygryzł dolną wargę, odrywając wzrok od telewizora. Spojrzał na kota, który jeszcze chwilę się wiercił, ale w końcu się ułożył i już po chwili zasnął.
    - Nie potrzebuję twojego kutasa do zabawy, ale ty jeszcze kiedyś możesz go potrzebować, więc lepiej uważaj na Bucefała. Teraz już za niego nie ręczę - mruknął, zerkając na niego kątem oka. - Po co? - uniósł jedną brew. - Wygodnie mi tutaj - wzruszył ramionami. - No i nie chcę się wciskać tam, gdzie mnie nie chcą - dodał, uśmiechając się krzywo. - Masz Bucefała. Ciesz się. Nikt lepiej od niego nie zagrzeje ci klejnotów. A jak bardzo potrzebujesz bzykanka, to ten twój Ian na pewno czeka na telefon - zamknął się, gdy dotarło do niego, że zabrzmiał tak, jakby był zazdrosny. A przecież nie był zazdrosny. Ani trochę.

    OdpowiedzUsuń
  187. - Nie mam żadnego focha, skąd ci się to wzięło? - westchnął. - Nie znam imion innych twoich kochanków i raczej nie chcę ich poznać.
    Nerwowym gestem przeczesał dłonią włosy, a potem przysunął się do Cilliana.
    - Powinienem się cieszyć i doceniać to, że tu ze mną siedzisz? Serio? Łaskę mi robisz? - zaśmiał się, ale w jego śmiechu brakowało prawdziwej wesołości. - Chcesz się pieprzyć, tak? Dobra. Skoro jeszcze mnie stąd nie wywaliłeś, to powinienem skorzystać w okazji, nie? - jego głos ociekał sarkazmem i złością.
    Podniósł się i jednym ruchem pozbył się koszulki, a potem reszty ubrań. Nagi stanął przed Opiekunem. Chwycił kota, który miauknął żałośnie i postawił go na podłodze.
    - Idź stąd, Bucefał - powiedział i poczekał, aż kot pójdzie w tylko sobie znanym kierunku.
    Usiadł okrakiem na kolanach Cilliana i niemal od razu wsunął palce pod jego koszulkę, która już po chwili wylądowała na podłodze. Przesunął palcami wzdłuż jego klatki piersiowej, aż dotarł do bielizny. Spojrzał mu w oczy.
    - Nie patrz tak na mnie, Opiekunie. Nie tego chciałeś?

    OdpowiedzUsuń
  188. Zamknął na chwilę oczy i odetchnął głęboko.
    - Jeżeli każesz mi spieprzać, to wcale się nie obrażę. Będę wiedzieć na czym stoję i tyle.
    Chciał się odsunąć, ale nie zdążył, bo poczuł dłonie Cilliana na swoich plecach. W pierwszej chwili spiął się, ale wystarczyło jedno spojrzenie w oczy Opiekuna, by udało mu się rozluźnić. Przełknął głośno ślinę, pochylając się do przodu. Wtulił twarz w jego szyję i westchnął. Dał mu się tak przez chwilę dotykać, aż w końcu wyrzucił z siebie:
    - Przepraszam. Ja po prostu... czuję się trochę niepewnie. Sam do końca nie rozumiem, dlaczego. Może to dlatego, że powiedziałem ci, że się w tobie zakochałem. Wiem, że nie powinienem tego mówić. Tak samo, jak Xavier. To nie jego sprawa.
    Odchylił głowę do tyłu, by na niego zerknąć.
    - To bycie duchem tak na mnie działa. Nigdy nie byłem taki emocjonalny... a może jednak byłem?
    Przygryzł dolną wargę.
    - Fakt, masz rację. Zachowuję się jak baba z okresem - mruknął, zabierając jego dłonie ze swoich pleców. Zsunął się z jego kolan i usiadł obok. - To wszystko jest takie dezorientujące...

    OdpowiedzUsuń
  189. - Chcę być tu najdłużej, jak tylko jest możliwe. Czy jako duch, czy jako człowiek... Obojętnie.
    Uśmiechnął się lekko i obrócił się niemal całym ciałem w jego stronę. Zupełnie zapomniał o tym, że jest nagi. Przekrzywił odrobinę głowę i przez kilka minut analizował jego słowa.
    - Jeżeli obaj będziecie traktować się jak wrogów, to nigdy nie będziesz miał spokoju. Obaj nie będziecie mieć spokoju. Nie lepiej byłoby dojść do porozumienia i żyć z nim w zgodzie? No chyba, że jego mentalność sześciolatka w tym przeszkadza. A tak właściwie, to dlaczego ma mentalność sześciolatka? Czy nie powinien dorosnąć?
    Wyciągnął dłoń i pogładził policzek Opiekuna.
    - Wcale nie jesteś psycholem. Ten cały świat jest popieprzony, więc jak my możemy być w pełni normalni? Każdy ma swoje psychozy, Cilli.
    Przysunął się do niego, przerzucił swoje nogi przez jego i oparł głowę o jego ramię.
    - Gdybyś mógł zmienić jedną rzecz w swoim życiu... co by to było? - spytał w pewnym momencie.

    OdpowiedzUsuń
  190. Nigdy nawet przez myśl mu nie przeszło, że kiedyś aż tak bardzo może spodobać mu się dotyk na plecach. Nikomu nie pozwalał się tam dotykać, ale także nikt tak naprawdę nie chciał nawet patrzeć na jego blizny.
    - Widzisz? Jesteś dobrym człowiekiem. Gdybyś był zły, to już dawno byś go odesłał. Lubisz go. Może nawet kochasz. I jestem pewien, że uwielbiasz go prawie tak samo, jak on ciebie - uśmiechnął się. - Tak, miło by było, gdybyś mi go przedstawił - dodał, uśmiechając się szerzej.
    Wtulił się w niego i rozsunął nogi, by dać mu lepszy dostęp. Odetchnął trochę ciężej i przygryzł mocno dolną wargę. Nie mógł nic poradzić na to, że dotyk Cilliana na niego działał. Zarówno na jego ciało, jak i na jego uczucia. Czuł ciepło w miejscu, w którym powinno bić jego serce.
    - Wychodzi na to, że ja też jestem egoistą, bo cieszę się, że nie możesz tego zmienić - wymamrotał. - Myślę, że dziadek nie chciał nas ze sobą poznać, bo wiedział, że prędzej czy później się w tobie zakocham, a potem będę mieć złamane serce. Miał straszne wyrzuty sumienia. Widziałem to w jego oczach za każdym razem, gdy tylko patrzył na moje blizny na plecach. Nie mógł oszczędzić moich pleców, to chciał chociaż oszczędzić moje biedne serce - zaśmiał się. - Szkoda tylko, że dziadek tak bardzo lubił zagadki. Lepiej by było, gdyby całą tą sprawę z moimi prawdziwymi rodzicami, z Izbą, z duchami... żeby to wszystko wyjaśnił mi wcześniej. Może wtedy bym nie umarł i nie musiałbym szukać nowego ciała. Mimo wszystko przyzwyczaiłem się do swojego ciała. Nie lubię go, nigdy nie lubiłem, ale jest, to znaczy było, moje.

    OdpowiedzUsuń
  191. - Wiem, że nikt z Izby nie może wiedzieć. Nie martw się, nikomu o nim nie powiem. Może w to nie wierzysz, ale możesz mi zaufać. Nie mam w zwyczaju wygadywać czyichś tajemnic - uśmiechnął się.
    Przez chwilę przyglądał mu się spod lekko przymrużonych powiek, ale już po chwili poddał się i ułożył się wygodnie. Wsunął palce w jego włosy i bawił się miękkimi kosmykami.
    - Nie umiem z tym walczyć. Możliwe, że jestem zbyt słaby - powiedział z zamyśleniem. - Nadzwyczaj łatwo jest cię kochać. Nie rozumiem tego, ale tak po prostu jest. Nie martw się, nie mam jakichś złudnych nadziei co do happy endu. Podobno pierwsze miłości mają to do siebie, że umierają prędzej czy później - zaśmiał się trochę nerwowo.
    Mocniej zacisnął palce w jego włosach i przyciągnął jego twarz do swojej. Pocałował go.
    Oderwał się od jego warg i spojrzał na niego ze zmieszaniem.
    - Zaraz... Zajmę się Ciuciusiem? - spytał z rozbawieniem. - Ciuciusiem...?

    [Spoko, spoko. I ojej, jaki z Ciebie dobry synek! Dostałeś już nagrodę dla syna roku? XD
    I ja się wcale nie naśmiewam, czy coś. Gdybym kiedyś miała syna, co się nie zdarzy no ale mniejsza, to chciałabym żeby w ramach zabawy przejechał dla mnie Polskę. Zwłaszcza, że to naprawdę jest kawał drogi. Coś o tym wiem. Jechałam kiedyś z Lubelskiego aż do Zachodniopomorskiego. Pociągiem do Katowic, a potem autem. Koszmar XD]

    OdpowiedzUsuń
  192. [O kurde, śliwki w czekoladzie... Uwielbiam! Jak byłam w Olsztynie to ciocia kupiła mi takie pyszne, chyba dobromiejskie.
    Przez Ciebie nabrałam ochoty na śliwki, to nie fair. XD]

    - Mogę o ciebie walczyć, jeżeli chcesz. Jeżeli mi pozwolisz - powiedział ze śmiechem. - Tylko, że jakoś ciężko mi uwierzyć w powodzenie tej misji - dodał.
    Trochę ciężko mu było skupić się, gdy czuł na sobie dłonie i usta Opiekuna. Pokręcił się chwilę, ale zaraz ułożył wygodnie udo na jego biodrze.
    - Och, ja tez lubię masło orzechowe. Jak byłem mały to potrafiłem zjeść go naprawdę dużo. Babcia zawsze musiała przede mną chować każdy słoik masła orzechowego. Thomas się nim zajmuje? A przed chwilą mówiłeś, że nikt nie wie o jego istnieniu... - parsknął śmiechem.
    Objął go ramionami i przesunął palcami po jego bliźnie na barku. Potem przesunął jedną dłoń na klatkę piersiową Cilliana i niżej. Jakoś udało mu się zsunąć bieliznę Opiekuna, by móc bez problemu dotykać jego blizn. Zostawił na jego szyi kilka czerwonych śladów, nim powrócił do jego ust.
    - Naprawdę chciałbym go poznać - powiedział w pewnym momencie, przesuwając usta na jego szyję. - Jak byliśmy w sklepie, to wrzuciłem do koszyka aż dwa słoiki masła orzechowego. Miałem nadzieję, że zechcesz trochę dla mnie zjeść. Skoro twój mały przyjaciel je lubi, to będzie z tego masła lepszy użytek.

    OdpowiedzUsuń
  193. [No cóż... Dobre Miasto, dobre słodycze, hahah XD]

    - Czaję.
    Zmarszczył brwi.
    - Mam skaleczyć sześciolatka, jak będę miał go dość? - spytał z powątpiewaniem.
    Poruszył się i jęknął, gdy palec Cilliana prawie bez żadnego problemu zaczął się w nim zagłębiać. Miał jeszcze tak wiele pytań, które chciał zadać Opiekunowi, ale mu to znacząco utrudniał. Chwycił jego nadgarstek.
    - Poczekaj. Jak to zrobisz? Jak to wygląda? To przywołanie go? Jak ty... - znów jęknął, gdy Cillian pomimo uścisku na nadgarstku, zaczął poruszać ręką. - Niech cię diabli, C - wymamrotał.
    Przesunął dłoń i objął palcami jego męskość. Przesunął po niej kilka razy dłonią. Drugą rękę zabrał z pleców Opiekuna i chwycił jego jądra. Nie było mu zbyt wygodnie w tym momencie, ale nie za bardzo się tym przejmował. Na chwilę zupełnie zapomniał o sobie i swoim, domagającym się uwagi, członku.

    OdpowiedzUsuń
  194. [To dobrze. Nawet bardzo dobrze. :D]

    W pierwszej chwili nie za bardzo zrozumiał jego słowa. Ich sens dotarł do niego dopiero po chwili. Już otwierał usta, by coś powiedzieć, ale zamiast słów wydostał się z nich głośny jęk.
    Wplątał palce w jego włosy, przyciągając go bliżej.
    Ledwo powstrzymywał się przed tym, by nie zacząć poruszać biodrami. Wiedział, że długo nie wytrzyma. Był zbyt podniecony, a to przyjemne ciepło ust Cilliana i ten kolczyk, to było dla niego za dużo. Próbował wysunąć się z jego ust, ale nie zdążył. Doszedł niezwykle mocno, z cichym jękiem. Chwilę zajął mu powrót do rzeczywistości.
    - Gdybym już nie żył, to ty na pewno okazałabyś się moją śmiercią - wymamrotał.
    Popchnął Cilliana, by ten usiadł, a następnie usadowił się okrakiem na jego kolanach. Znów objął palcami jego męskość i ustawił się nad nią. Pocałował go, osuwając się na jego członka. Gdzieś z boku dotarło do niego miauczenie Bucefała, ale w tym momencie nie za bardzo przejmował się obecnością kota.

    OdpowiedzUsuń
  195. Roześmiał się w odpowiedzi na jego słowa, ale ostatecznie jego śmiech zamienił się w jęk. Objął ramionami jego szyję i zaczął powoli się poruszać.
    - Przyznaj, że tobie też podoba się seks ze mną i chcesz coraz więcej - wyszeptał mu do ucha, nim zaczął się poruszać trochę szybciej.
    Obaj powoli zbliżali się do szczytu, ale czegoś wciąż brakowało. Sapnął, gdy Cillian rzucił go na kanapę, ale całkowicie mu się poddał. Kei przestał się kontrolować i przejmować tym, że sąsiedzi Cilliana mogą usłyszeć jego krzyki. Wbijał palce w plecy Opiekuna i drapał je paznokciami, będąc pewnym, że zostaną ślady. Choć tak naprawdę nie miał już ciała, to doskonale udawało mu się panować nad swoim duchowym... czymś.
    Doszedł po raz drugi, bez najmniejszego dotyku. Jeszcze mocniej zacisnął się na Cillianie i pocałował go mocno akurat w momencie, gdy Opiekun zaczął szczytować. Potem pozwolił mu na siebie opaść i objął go ramionami.

    OdpowiedzUsuń
  196. - Jesteś niemożliwy - parsknął śmiechem.
    Oddał pocałunek. Kei przez kilka minut zwyczajnie głaskał dłońmi jego plecy, aż w końcu i on zwrócił uwagę na kota. Miał wrażenie, że kociak chce ich przewiercić na wylot swoim spojrzeniem. Wyciągnął dłoń, by go podrapać, a Bucefał wykorzystał okazję i jakby nigdy nic wspiął się po jego ręce, aż dotarł do kanapy.
    - Serio, Bucefał? - mruknął, gdy kociak ułożył się na jego obojczyku.
    Przeniósł wzrok na swojego opiekuna i roześmiał się z jego miny. Objął dłonią jego policzek, nim po raz kolejny go pocałował.
    - Tylko nie zgnieć Bucefała - wyszeptał mu prosto w usta.
    Przesunął się odrobinę w bok, by obaj mogli wygodnie ułożyć się na kanapie. Zamknął oczy, wciąż gładząc dłonią plecy Opiekuna.
    - Czuję się tak, jakbym zaraz mógł zasnąć...

    OdpowiedzUsuń
  197. - Chciałbym, ale obaj wiemy, że nie mogę - westchnął z rezygnacją. Naprawdę wiele by dał za możliwość przespania się.
    Podsunął sobie poduszkę pod głowę, by było mu wygodniej, a potem zaczął przeczesywać włosy Opiekuna palcami, ani na chwilę nie przestając gładzić jego pleców. Ani na chwilę nie oderwał wzroku od śpiącego Cilliana. Właśnie zaczął zastanawiać się nad tym, czy może nie powinien go obudzić i zaprowadzić do łóżka, ale Opiekun się obudził.
    Również się uśmiechnął.
    - Myślisz, że tego nie wiem? To wyjątkowy kot - powiedział z rozbawieniem.
    Leżał tak jeszcze chwilę, ale nie było to to samo, co kilka minut temu, gdy miał obok siebie Opiekuna. Zabrał kota ze swojego obojczyka i usiadł.
    - Czyli ufasz mi na tyle, by zostawić mnie samego z twoim ciuciusiem? - spytał, nim się podniósł. - Wiesz, że twoja kanapa jest brudna, prawda? - parsknął śmiechem.
    Zerknął na siebie i zmarszczył brwi. Część nasienia Cilliana, które nie wypłynęło z Kei'a wyglądało tak, jakby latało w powietrzu. Dziwne.
    - Ja chyba też powinienem... się wytrzeć?
    Szybko doprowadził się do porządku i ubrał. Potem jeszcze nakarmił Bucefała.
    - Więc... jak długo będzie tutaj twój przyjaciel? - spytał Cilliana, ponownie zajmując miejsce na kanapie.

    OdpowiedzUsuń
  198. - Na kanapie to akurat jest też twoja sperma, mądralo - mruknął i pokazał mu język.
    Wywrócił oczami, ale nie potrafił powstrzymać szerokiego uśmiechu. Zamrużył oczy, gdy ten cholerny Opiekun jakby nigdy nic klepnął go w tyłek.
    - Jasne, mógłbym, ale nie przy twoim małym przyjacielu. Jak wrócisz to zastanowię się nad tym, czy opłaca mi się chodzić nago po twoim domu - wyszczerzył się.
    Usiadł na podłodze, ale w pewnej, według Kei'a bezpiecznej, odległości od niego. Ostatnie czego chciał to przestraszyć tego malucha. Bucefał zajął miejsce na ramieniu Keirana i przyglądał się Cillianowi.
    - Braciszkiem?
    Kąciki jest ust uniosły się w uśmiechu.
    - Nie. Chyba nie. Nie. Raczej nie. Jestem Kei, miło mi cię poznać. Jestem duchem. Cillian trochę mi o tobie opowiadał. Chciałbyś może... coś porobić? Cillian wspominał, że lubisz rysować.

    OdpowiedzUsuń
  199. Zamrugał, jakby nie mogąc uwierzyć w to, że to co mówi ten sześciolatek jest prawda. Sześciolatek w ciele Cilliana, jezusie...
    - Nie jestem babą jagą, przyjacielu. Jestem duchem. Twój braciszek się mną opiekuje - powiedział najbardziej łagodnym głosem, na jaki go było stać.
    Kei zawsze miał dobry kontakt z dzieciakami. Od rodziców nigdy nie dostawał kieszonkowego, więc gdy tylko podrósł, zaczął dorabiać pilnując dzieciaki sąsiadów. Skoro poradził sobie z tamtymi, z tym też powinno mu się udać.
    Podniósł się i ruszył za nim.
    - Masło orzechowe, jasne. Ja też je bardzo lubię.
    Sięgnął po słoik masła orzechowego.
    - Ale to będzie nasza tajemnica, okej? Twój braciszek nie może się o tym dowiedzieć. Ja mu nie powiem, pod warunkiem, że ty też mu nie powiesz. Bucefał też będzie milczał, prawda?
    Zerknął na kota, rozłożonego na jego ramieniu.
    - Chcesz samo masło orzechowe, czy może posmarować ci nim chleb? - spytał, odkręcając słoik.
    W tym samym czasie Bucefał jakimś sposobem przemieścił się na dół i podszedł do Cilliana, który Cillianem nie był. Kei mógł się załozyć, że kot był tak samo zdezorientowany.
    - Nie bój się go. To bardzo grzeczny kot. I lubi twojego braciszka - powiedział szybko, gdy uświadomił sobie, że temu sześciolatkowi Bucefał może nie przypaść do gustu.

    OdpowiedzUsuń
  200. - Tak, tajemnica - potwierdził z rozbawieniem.
    Zerknął na niego. Chciał mu zaproponować, żeby może usiadł przy stole, ale z doświadczenia wiedział, że z sześciolatkami lepiej nie dyskutować.
    - Twój braciszek po prostu nie miałby czasu, żeby zajmować się jakimś zwierzakiem, to dlatego. Ale teraz możesz pobawić się z Bucefałem.
    Uniósł brew, gdy zobaczył jak Bucefał znika w kieszeni bluzy. Kot miauknął głośno, ale nie zaprotestował w żaden inny sposób. Kei podał dzieciakowi kanapkę. Tak, mógł mu dać cały słoik, zamiast bawić się w smarowanie chleba masłem.
    - Widzę właśnie.
    Wziął od niego kromkę chleba, zgarnął słoik z masłem i łyżeczkę. Usiadł naprzeciwko i wyciągnął słoik w jego stronę.
    - Tylko nie zjedz wszystkiego, bo może rozboleć cię brzuch - powiedział z lekkim uśmiechem. - Cillian będzie na mnie wściekły, jeżeli zjesz za dużo masła orzechowego - dodał ze śmiechem.
    Kot wyjrzał z kieszeni. Przez chwile przyglądał się Keiranowi, a potem powrócił na swoje miejsce w kieszeni.
    Kei podniósł wzrok i przez chwilę patrzył mu w oczy. Podobał mu się ich kolor.
    - Myślę, że kociak cię polubił.

    OdpowiedzUsuń