26 lutego 2017

[KP] rise from the ashes

And my only hope 

Is falling down...



 

Kapitan Arthur J. M. Hastings
najlepszy przyjaciel monsieur Herkulesa Poirota
30 lat
Były żołnierz armii angielskiej
Człowiek, na którym można polegać


Po wojnie niełatwo jest odnaleźć samego siebie. Trudno jest przerzucić się ot tak do cywila, zapomnieć, że strzelało się w okopach do człowieka, którego pierwszy raz widziało się na oczy. Ciężko wyrzucić z umysłu widoki rannych z gangreną, wrzaski, wycia, wspomnienia z frontu, ciała martwych kolegów z oddziału. Niemniej jednak Arthurowi J.M. Hastingsowi się to udało. Przed wojną (albo i w jej trakcie, różni różnie mówią) poznał swego najlepszego przyjaciela, Herkulesa Poirota, który za swych najlepszych czasów święcił triumfy w belgijskiej policji. Parę miesięcy temu spotkali się ponownie w Styles Court, gdzie Arthur odpoczywał u przyjaciół i regenerował siły nadszarpnięte wojną. Razem rozwiązali tajemniczą zagadkę śmierci starszej damy, a obecnie mieszkają w Whitehaven Mansions w Londynie i czekają na kolejne sprawy, którymi zajmować się będą wspólnie. 
Wszyscy uważają Arthura za człowieka odważnego - gentlemana starej daty, bohatera wojny, w którym - jak wiele lat później napisze umierający Poirot - "nie ma mordercy". Widać to w jego powściągliwym, iście brytyjskim zachowaniu, w chłodzie, z jakim odnosi się do znajomych i zachowuje stare, przedwojenne zasady wyniesione z Eton, oraz w skrywanym braku nadziei na poznanie pięknej kobiety, która mogłaby wypełnić pustkę w jego sercu - wszak nie tak dawno spławiła go mała Cyntia, siostrzenica zmarłej pani Inglethorp, z którą wiązał poważne nadzieje. Z drugiej strony, jak powtarza uparcie Poirot, ma jeszcze na to czas. Jeszcze pozna właściwą dla siebie kobietę, z którą stworzy szczęśliwy związek. Na razie kapitan Hastings pali fajkę lub ukochane papierosy, wita klientki małego Belga powściągliwym ukłonem i uchyleniem kapelusza, a także co jakiś czas odwiedza starych znajomych w Styles, ciesząc się zwyczajnym, codziennym życiem. 


Kapitan Hastings w wersji trzydziestoletniego dżentelmena, zaraz po sprawie w Styles - tam podano jego wiek ;) Wizerunkiem jest Jim Sturgess, w tytule "Rise from the Ashes" Strii - postać powstała specjalnie pod wątek z Władcą Nocy, ale można go wykorzystywać w innych wątkach! Obiecuję dołożyć starań, by zachować kanonicznego Hastingsa. 

15 komentarzy:

  1. [ To była bardzo żałosna randka XD W połowie drogi złapał nas deszcz, po czym dostałem opiernicz że nie wziąłem parasola i ostatecznie to żałuję, że poszedłem. ]

    Powoli podniosłe spojrzenie, przenosząc je to na kapitana to na swoją sekretarkę. Czasem ta kobieta przyprawiała mnie o dreszcze. Odnosiłem wrażenie, że gdyby zdenerwować ją wystarczająco silnie, kobieta ta zawstydziłaby wielu mężczyzn swoją wytrwałością i mocą.
    - Właściwie... To może przyda nam się kilka dni urlopu. - zdecydowałem. Nie byłem do końca pewien czego się spodziewać, ale wiedziałem jedno. Ta wiadomość była bardzo podejrzana. Odebrałem list od Panny Lemon i przesunąłem wzrokiem po literach. Dlaczego właśnie teraz zechcieli mnie zaprosić? Z natury jestem człowiekiem bardzo ciekawskim. Nie mogłem się oprzeć tej niewątpliwej zagadce.
    - Pakuj się Hastings. - zdecydowałem, wstając zza biurka. Mimowolnie spojrzałem w stronę wiszącego po prawiej stronie kryształowego lustra w nowoczesnej metalowej ramie. Nabyłem go całkiem niedawno na aukcji. Zdecydowanie pasował do mnie i mojego stylu. Będąc trzydziestopięcio letnim kawalerem mogłem sobie pozwolić na pewną ekstrawagancję.
    Wygładziłem dłońmi poły kamizelki. Na szczupłej sylwerce prezentowała się dużo lepiej niż na większości znanych mi mężczyzn. Mimo to, nie miałem zamiaru nikogo krytykować.
    - Wyruszamy jutro. Panno Lemon, proszę sprawdzić rozkład jazdy i wybrać najbardziej optymalne połączenie.
    To była bardzo dobra okazja na bojowy chrzest mojego nowego garnituru i mozliwe, że idealna pożywka dla szarych komórek.

    OdpowiedzUsuń
  2. Chyba spodziewałem się, że spakowanie kilku przedmiotów na zaledwie dwudniowy pobyt będzie rzeczą prostą. Zaraz po otworzeniu szafy, to irracjonalne złudzenie zniknęło. Georg przyniósł zostawioną w schowku walizkę i otwartą ułożył na łóżku. Stanął obok mnie, oglądając wnętrze szafy a właściwie małej garderoby. Zawsze uważałem się za człowieka eleganckiego. Miałem wiele garniturów, fraków, marynerek na każdą okazję i koszul. Do tego niemal do każdego zestawu miałem odpowiednie pasujące spodnie i kapelusz. Nie wspominając już o kamizelkach, krawatach, fularach, muszkach i innych pierdółkach, które lubiłem dobierać wedle kształtu, koloru i aktualnego humoru.
    - Zapakuj ten nowy, George. Na podróż wezmę szary. I frak. Spakuj dodatkową koszulę. Ta rodzina ma talent do rozlewania napojów, zwłaszcza wina. I za każdym razem dostaję pokaz tego ich talentu i pamiątkę na koszuli.
    Spakowanie przyborów kosmetycznych również było sztuką. Posiadałem pięną męską kosmetyczkę w której mieściło się wszystko czego potrzebowałem, od własnego mydła, maszynki do golenia, grzebyka do wąsów i brody aż po nozyczki do paznokci i pilniczka. Taki wyjazd to na prawdę duża operacja logistyczna. I przy okazji niezła gimnastyka dla umysłu.
    Podróż była istnym koszmarem. Mimo, ze podróżowaliśmy w przedziale pierwszej klasy, miałem wrażenie że fotele nie były sprzątane od lat. Mój kompan jak zwykle wydawał się całkowicie nie przejmować tymi niewygodami.
    Odetchnąłem z ulgą, gdy w końcu mogłem wysiąść z tego środka transportu. Spojrzałem na swoje błyszczące lakierowane buty z beżowymi getrami, które zwykle nosiłem. Uważałem je za bardzo eleganckie. Ale tutaj, na tej dziwnej plamie na mapie świata, czułem niemal że moje buty są szykanowane przez bród, kurz, piach i kamienie.
    analizując sytuację, powóz wydawal się zbawieniem. Po zabezpieceniu naszych bagaży, zajeliśmy miejce i oglądając okolicę ruszyliśmy w stronę, jak się domyślałem, domostwa.
    - Coś zaczyna się dziać, drogi Hastings. I podejrzewam, że to "coś" nie jest niczym dobrym.
    Głos stangreta wyrwał mnie z zamyślenia. Zupełnie tu nie pasował. Był jak czerwona lampa w salonie damy. Odnotowałem tę rzecz wpamięci. Nie wiedziałem dlaczego, ale podejrzewałem że informacja ta mi się przyda.
    Na mojej twarzy pojawił się uprzejmy acz wyuczony uśmiech, gdy dostrzegłem Thomasa. Nie zmienił się niemal w ogóle. Przybyło mu trochę siwych włosów ale poza tym jego twarzy nabrała nieco ostrzejszych rysów i pewnej zadziorności.
    - Niestety jutro wieczorem musimy być z powrotem w Londynie, zatem zostaniemy jeszcze jutro na śniadanie.
    Musiałem to dyplomatycznie rozegrać. Najważniejsze było by dowiedzieć się co się dzieje i dlaczego mam wrażenie, że jestem tu by zapobiec morderstwu.
    Uprzjmie przywitaliśmy się ze wszystkimi domownikami. Cała atmosfera tego miejsca wydawał mi się dziwnie sztuczna. Te uśmiechy, gesty, trochę nachalne uprzejmości, wydawały się jakby wyciągnięte z teatralnego scenariusza.
    Ubraliśmy się odpowiednio do przyjęcia. Moja podejrzliwość wzrosła gdy mój kieliszek ciągle był napełniny alkoholem. Likier wiśniowy był w rzeczy samej wyśmienity. Jednak nadmiar alkoholu przytępiał moje szare komórki. Poza nadmiarem alkoholu, stałem sie obiektem najbardziej pożądanym w towarzystwie. Nagle wszyscy chcieli ze mną rozmawiać. Pochlebiało mi to. Jednak było też męczące...
    Uwolniłem sie na chwilę od przytłaczającego towarzystwa, i udałem na taras aby w spokoju wypalić cygaretkę. Przyjazd tu nie był najlepszym pomysłem. Ale przeczucie, które mnie nie opuszczało, sprawiało że wiedziałem, iź nie znalazłem się tu przypadkiem.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ta dziwna atmosfera i czająca się w cieniu groźba przerażała mnie coraz bardziej. Miałem wrażenie, że otacza mnie fałsz i próżna zabawa, rozgrywana między potencjalną ofiarą i jej potencjalnym zabójcą. To było podłe uczucie. Miałem przypuszczenie, myśl że możo się wydarzyć ale przez brak jednoznacznej pewności nie mogłem wpłynąć na tok wydarzeń. Ukratkowe spojrzenia, szepty i slowa, których nie miał nikt słyszeć, a jednocześnie zostały wypowiedzane tak, by usłyszeli je wszyscy będący w pobliżu. To była gra, rozgrywka szachowa. Napastnik przesuwał swoje pionki, rozgrywając swoją strategię.
    Pożegnałem się z gośćmi, usprawiedliwiając się sennością i tym, że kolacja nie chciała ułożyć mi się w żołądku.
    Było późno gdy się położyłem. Nie mogłem zasnąć, chociaż bardzo starałem się nie myśleć o tym co się wydarzyło. Chyba miałem nadzieję, że nic złego się nie wydarzy. Że wcale nie uczyniono ze mnie obserwatora, gościa na widowni w teatrze.
    Usnąłem po długiej i nierównej walce z własnym umysłem. Podejrzewam, że smacznie spałbym do rana, ale zostałem brutalnie wyrwany ze swojego świata sennych marzeń.
    Przetarłem oczy i uniosłem się nieco by spojrzeć na człowieka, który tak po prostu wpadł do mojego pokoju. nabrałem powierza by rzucić w niego jakimś kąśliwym komentarzem, ale jedo dalsze słowa uświadczymy mnie w przekonaniu, że jak zwykle miałem rację. Tak, umysłu Herkulesa Poirota nie dało się pokonać! małe szare komórki pracowały nawet wtedy kiedy ciało się relaksowało.
    - Tego się spodziewałem... - mruknąłem. - Pilnuj miejsca zbrodni Hastings. Nie możemy teraz pozwolić na to by ktoś nas ubiegł.
    Zerwałem się z łóżka. Przed położeniem się spać, jak zwykle przygotowałem sobie ubranie na następny dzień. Dlatego teraz bez problemu odnalazłem ubrania i mogłem się bardzo szybko i sprawnie ubrać. Zabralem klucz, który mój przyjaciel zostawił na nocnej szafce. Kilkoma szybkimi ruchami szczotki ułożyłem brodę tak by nie wyglądała jak niezgrabny kołtun. Potem poprawiłem wąsy i wyszedłem.
    Hastings stał przy drzwiach sypialni nieboszczki.
    - Obejrzyjmy z czym mamy doczynienia nim policja zadepcze ślady. - zaproponowałem Hastingsowi. Wsunąłem klucz do zamka i weszliśmy do środka.

    [Musimy ustalić kto i jak zabił, byśmy wiedzieli jakich śladów szukać :D ]

    OdpowiedzUsuń
  4. W pokoju było zimno. Unosiła się nieprzyjemna woń zastoju i specyficzny zapach śmierci. Wszedłem do środka. Więc stało się to czego się obawiałem. Napięta do granic atmosfera w końcu pękła. W powstałą wyrwę ktoś bez skrupułów zaczął wtłaczać obłęd.
    Zatrzymałem się przy puchatym dywanie, rozłożonym przy łóżku. Przyjrzałem się włóknom. Wyraźnie widziałem odcisk niedużej stopy, w pantoflu o płaskiej podeszwie. Zerknąłem na zwłoki by się upewnić, ze ofiara miała bose stopy. Jej kapcie leżały przy łóżku w nienaruszonym stanie. Podniosłem jeden z nich, sprawdzając rozmiar. Były większe niż odcisk. Zatem w pokoju musiała być jakaś kobieta w kapciach na płaskiej podeszwie.
    Wyprostowałem się, zerkając w stronę mojego przyjaciela. Co ja bym zrobił bez jego spostrzegawczości? Uniosłem kąciki ust w uśmiechu.
    - Więc, świecą musiał przynieść ktoś, kto nie powinien się tu najdować. - wypowiedziałem na głos to co obaj myśleliśmy. - Hanna Connors była osobą dbającą o czystość i porządek. Nie pozwoliłaby sobie na ślady stearyny na melach... Zatem ślady te nie mogły powstać wcześniej. - wywnioskowałem. - Możliwe, że zbudziła się i zobaczyła kogoś, kogo się nie spodziewała. Moze szok spowodował atak serca? Jednak nie jestem pewien czy zgon pani Hanny był przypadkowy czy naturalny. Niestety, podejrzewam morderstwo, mój drogi Hastings...
    Potarłem w zamyśleniu brodę. Moje szare komórki potrzebowały świeżego paliwa do pracy. Będę musiał zwrócić się do kucharki o przygotowanie ryby na śniadanie. Zbliżyłem się do biurka. Wolałem nie dotykać pozostawionych tam resztek. Istotnie mieliśmy do czynienia ze stearyną i jakimś przyschniętym płynem. Po zapachu rozpoznałem kawę. Ale czym były pozostałe ślady? Zmarszczyłem brwi.
    - Co masz na myśli? - dopytałem.

    OdpowiedzUsuń
  5. - Skandalem… - powtórzyłem, zastanawiając się nad znaczeniem tego słowa. Właściwie dla każdego miało inne znaczenie. W Belgii prowadziłem albo uczestniczyłem w wielu sprawach, które zostały określone przez zainteresowanych mianem „skandalu”. Dla mnie, człowieka z niejako dużym doświadczeniem, wiązało się albo z pieniędzmi albo ze zdradą małżeńską. Tylko kto miałby zdradzić? Urocza Rosalie czy nieco zbyt delikatny Thomas? Pieniądze Hanna na pewno miała. Należałoby przyjrzeć się jej finansom. Możliwe, że majątek został znacznie uszczuplony.
    - Musimy mieć ich na oku, dorgi Hastings. Jeśli ktoś raz zabił, może zrobić to ponownie.
    Gdy mój przyjaciel opuścił pomieszczenie, raz jeszcze przyjrzałem się śladom na dywaniku. Policja zapewne przeoczy ten istotny dowód, ponieważ zwykle ignoruje pamięć przedmiotów. Stanąłm znów przy drzwiach i obejrzałem całą sceną z perspektywy. Biurko było w zasięgu wzroku. Nie możliwym było by Thomas wszedł tu i nie dostrzegł możliwego intruza. Chyba, że dobrze znał tę osobę. Po cóż tak naprawdę przyszedł do sypialni matki w środku nocy? Jego sypialnia mieściła się po drugiej stronie korytarza. Nie usłyszał by krzyku matki. Bliżej znajdowała się sypialnia Megan. Jednak trzeba poczekać na opinie lekarza. Jeśli kobieta nie zmarła od razu, to być może miała czas na przyjrzenie się rzekomemu zabójcy. Może zstawiła wskazówkę? Ale jeśli została otruta to czy trucizna znajdowała się w kawie? Po cóż inego wylewać płyn na meble?
    Znów zbliżyłem się do biurka. Nie wiedziałem dlaczego, teatralna atmosfera tego domu zaczęła udzielać mi się również teraz. Nie mogłem do końca zrozumieć, przynajmniej jeszcze teraz, dlaczego widziałem w tym pomieszczeniu scenografię przygotowaną dla oczu widza. Ślady kawy, stearyny i tej smierdzącej cieczy… Mam doczynienia z głupcem albo z geniuszem, żonglującym tropami, podejrzeniami i motywami. Miałem szczerą nadziję, ze to ten pierwszy typ.
    Moje rozmyślania i ponowne przeszukanie sypialni przerwało pojawienie się doktora i Hastingsa. Przywitałem się, wymieniając uprzejmości. Kultura obowiązywała nawet, a raczej przede wszystkim, w obliczu tragedii.
    - Kiedy dowiemy się co to była za trucizna będziemy wiedzieli kiedy najwcześniej musiała zostać podana. Jeśli była w kawie… bardzo nie rozsądnym było wylanie jej na meble. Z takiej plamy również= można pobrać próbkę do badań. – powiedziałem bardziej do siebie, niż do swoich towarzyszy. Wyciągnąłem z kieszonki kamizelki zegarek cebulę. Zapewne niedługo pojawi się policja. Musiałem zdążyć przeszukać pokoje domowników i gości, nim policyjne buciory zadepczą wszystkie ślady.
    - Poirot musi przesłuchać najbliższych, dopóki wspomnienia są jeszcze świeże. Pokojówka podała kawę? Zacznijmy od niej…
    Mówienie o sobie w trzeciej osobie, pzwalało mi zachować dystans do siebie i swojego geniuszu. Przy okazji musiałem obejrzeć stopy zebranych oraz to w co są obute.
    Wzmianka o formalinie nieco zbiła mnie z głównego tropu. Jak mogłem nie rozpoznac tego zapachu? Więc sztuka została dopełniona. Podwójny trop, kilka przekrętów i wzajemnie zaburzające się dowody. Z tego co pamiętałem z wczorajszych rozmów na przyjęciu, jedna osoba w domu, była nauczycielką i miała kontakt z formaliną. Czyżby ktoś chciał wrobić Megan, podrzucając dowody przeciwko niej?

    OdpowiedzUsuń
  6. Słuchałem uważnie przełuchania prowadzonego przez mojego przyjaciela. Ostatnimi czasy, zaczynałem czuć się coraz gorzej. Miałem niejasne wrażenie, ze życie mija mnie nie przystając nawet by zerknąć na mnie, choćby kątem oka. Wiele się zmieniało i to na moich oczach. A ja, ten biedny samotny ja, nie miałem się nawet dla kogo starać. Zostały mi tylko ostygnięte ciała umarłych, których życie zostało odebrane i wybierali mnie bym oddał im sprawiedliwość i godność, która została im odebrana.
    - Mademoisell Annie, chciałbym jeszcze poznać odpowiedź na dwa pytania. Rozumie, że to dla ciebie trudne ale postaraj się przypomnieć sobie jak najwięcej… Czy zanosząc pani Hannie kawę, czułaś jakiś nieprzyjemny zapach w pokoju pani albo w jakimś innym miejscu domu? A drugie pytanie… - tu podszedłem do dziewczyny, by to co powiem nie zostało usłyszane przez czyjeś więcej niż jej uszy. – czy jako oddana i niewątpliwie bardzo inteligentna osoba, nie dostrzegłaś może jakichś dokumentów na biurku pani?
    Przyglądałem się butom wszystkich zebranych. Zapisałem w pamięci trzy fakty, które później mogły się okazać istotne. Panna Megan miała buty na wysokich obcasach. Nie pasowało mi to. Gdyby została nagle wyciągnięta z łóżka, zapewne włożyłaby domowe pantofle a nie buty, które wyglądały jakby zostały świeżo wyciągnięte z pudełka. Potem Thomas. Dlaczego włożył oficerki? Były to wojskowe buty, wzmacniane gwoździami. Chodząc w takich butach po kamiennych podłogach, których wiele było w tym domu, robiłby dużo hałasu a widziałem, ze tego wieczoru nosił wiązane półbuty, zatem dlaczego wybrał akurat oficerki? Jednak najbardziej zaskoczył mnie stangret, który wedle pełnionej funkcji powinien nosić buty, zdradzające pracę w stajni i powozowni. Jego natomiast były czyste i zdecydowanie zbyt drogie jak na jego, niewątpliwie, skromną pasję. Chyba że posiadał inny dochód. Na tyle duży by pozwolić sobie na coś tak ekstrawaganckiego. Zwłaszcza, że ubranie które nosił nie było ani najświeższe ani najczystsze.
    - Dziękuję Hastings. – odparłem, sięgając po karteczkę. Przeczytalem kilkukrotnie zawarte na niej informacje.
    - Musisz dowiedzieć się Hastings, co Thomas robił w pokoju matki o tej porze. Jeśli powie że usłyszał jej krzyk czy wołanie o pomoc, zapytaj gdzie się znajdował gdy ją usłyszał. A potem zapytaj pannę Megan czy słyszała wołanie matki. Poirot musi udać się na poszukiwanie kapci…
    Ruszyłem w kierunku schodów i skrzydla domu, przeznaczonego dla rodziny. Wsunąłem na dłonie rękawiczki z cieniutkiej cielęcej skóry i zacząłem badać pokoje. Wątpiłem by na dywanie, którym wyłożony był korytarz zostały jakieś ślady. Jednak dla spokojnego sumienia chciałem się przekonać czy rzeczywiście, niczego nowego nie znajdę.
    Z przeszukaniem, powinienem poczekać na policję. Jednak moja intuicja detektywa podpowiadała, że do przyjazdu policji wszystki drobne pozostałości po dowodach mogą już zostać zniszczone. Nie wiedziałem jak długo Hastingsowi uda się przytrzymać zebranych w salonie. Zatem musiałem się spieszyć.
    Jako pierwszy wybrałem pokój panny Megan. Coś w jej obrazie nie dawało mi spokoju. Zapewne później sobie uświadomię, cóż to było. Pchnąłem drzwi i zajrzałem do środka. Od razu wyczułem zwietrzałą ale jednak wyczuwalną woń formaliny. Podszedłem do okna i obejrzałem framugę oraz parapet Na parapecie wciąż widać było krople wody. Okno musiało zostać otwarte jeszcze przed tym jak zaczął padać deszcz i zamknięte w pośpiechu, skoro nie wytarto parapetu. Interesujące…
    Obszedłem łóżko. Brak pantofli i kapci. Tłumaczyłoby to dlaczego zdecydowała się na takie buty. Ale z kolei nie tłumaczyło, dlaczego nie włożyła butów, które miała na nogach wczoraj na przyjęciu, tylko zupełnie nowe. Pobierznie przejrzalem dokumenty w szufladach. Kilka rachunków za suknie, drogie suknie. Oraz ponaglenie zapłaty od modystki.
    Zajrzałem do kominka. W szarym popiele zalśnił kawałek papieru. Wydobyłem z kieszeni kopertę oraz pęsetę. Ostrożnie wybierałem z popiołu kawałki niedopalonego papieru i umieszczałem je bezpiecznie w kopercie. Dowody trzeba dobrze zabezpieczać.

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie przypominałem sobie bym kiedyś słyszał to imię - Alyn. Kolejna sprawa do sprawdzenia i dopytania.
    - Na razie zostawmy wiedzę o resztkach z kominka dla siebie. - wyznałem Hastingsowi.
    Doczytałem notatki sporządzone przed mego towarzysza. Widać, że Hastings zdążył się wiele nauczyć.
    Kilka z zebranych faktów wydawało mi się podejrzanych a przynajmniej takich, które zwróciły moją uwagę. Teraz, do podejrzanej zmiany kapci na wyjściowe buty Megan, doszedł jeszcze fakt że Thomas, znzny koneser alkoholi, bardzo kiepskich alkoholi, których sam zapach przyprawiał mnie o wzdęcia, nic nie wypił. Czyżby planował coś na tę noc? Przydałaby się pomoc policji. Pewnych informacji jednak nie mogłem zebrać sam.

    Trudno było nie usłyszeć irytującego dźwięku policyjnej syreny. Zaraz potem lokaj oznajmił przybycie policji. Najpierw weszło dwóch mundurowych a za nimi znana mi dobrze sylwetka inspektora Jappa. Ah, ten wyświechtany płaszcz... Wygnieciony kapelusz i wygnieciona koszula. Jednak to nie ubranie zawsze mnie w tym człowieku zastanawiały, a jego nie do końca zadbane wąsy. Nie można było powiedzieć, że inspektor jest człowiekiem nieodpowiednim albo zwyczajnie nieporządnym. On po prostu miał swój niechlujny styl.
    - Poirot? Czy ty zawsze przyciągasz zbrodnie? Może powinniśmy jeździć razem by zawsze być na miejscu w odpowiednim czasie. - zażartował Japp, swoim stałym nieśmiesznym dowcipem. Przywitaliśmy się uprzejmie. Pokrótce przedstawiłem zaistniałą sytuację. Udaliśmy się na miejsce zbrodni. Od razu za nami udali się sanitariusze z noszami i policyjny fotograf.
    Japp przyglądał się ciału, marszcząc nos, usilnie starając się ignorować smród. Po zrobieniu notatek i opinii policyjnego lekarza, można było w końcu otworzyć okno i wywietrzyć cały ten zapach.
    - Zaczne przesłuchania. - oznajmił Japp. - Wyniki sekcji powinny być jutro.
    - Bon... - przyznałem. - Drogi Japp... Mam dziwne przeczycie, że to zabójstwo to dopiero początek

    OdpowiedzUsuń
  8. Musiałem przyznać, ze ogody tej posiadłości były na prawdę niezwykłe. Chociaż ja osobiście, wolałbym je podziwiać z bezpiecznego wnętrza domu. Moje buty nie były przystosowane do błotnistych ani żwirowych dróżek.
    - Nasz morderca nie jest głupi, Hastings. Zaplanował zbrodnię właśnie na ten konkretny dzień. Musimy ustalić kto kłamie a wtedy cała historia zacznie się układać na nowo. Musimy ustalić kim jest osoba, wspomniana w liście. Na pewno wie to osoba, która spaliła dokumenty. Zatem co najmniej jedna osoba.
    Dotarliśmy do jednej z kamiennych ławek, rozsianych po ogordzie. Wydobyłem z kieszeni równo złożoną bawełnianą chusteczkę i rozłożyłem ją na ławce. Potem usiadłem, starając się by materiał spodni nie zetknął się z brudnym kamieniem.
    - Panna Megan nie należy do osób, które działają bezmyślnie. Ślady jej kapci były w pokoju ofiary. Zatem miała je na stopach. Potem zmieniła je na inne. Czy osoba która myśli o swoim wyglądzie w takich sytuacjach, mogłaby zapomnieć o elektryczności, która z resztą jest w całym domu? Możliwe jest też to że zauważyła swój błąd... w pokoju Megan unosił się lekki ale wyczuwalny zapach formaliny. W pokoju matki na pewno była w kapciach. Musiała przypadkiem nastąpnąć na wciąż mokrą plamę tej substancji...
    Znałem wiele podobnych spraw. Obojętnie jak skomplikowane wydawały się być te prawy rozwiązanie zwykle tak na prawdę wszystkie zbrodnie opierały się na dwóch największych żądzach człowieka: na pieniądzach albo miłości, jakkolwiek ludzie ją interpretowali.

    Chciałem porozmawiać z każdym członkiem rodziny oddzielnie aby nie mogli się ze sobą skontaktować i ostrzec jakie tez pytanie chciałem im zadać. Często ważniejsze od słów były reakcje na nie. Zastanawiałem się też, czy prawnik rodziny, wieloletni współpracownik Hanny zna chociaż kilka jej tajemnic.
    Wróciliśmy do domu. Zacząłem się zastanawiać czy przypadkiem niczego nie pominąłem. Bo oto ja Herkules Poirot, stałem w obliczu dwóch największych potęg tego świata : człowieka żywego i człowieka umarłego. Skoro wiedzieliśmy już jak wygląda testament, kto dziedziczy i w jakich proporcjach, motyw stał się bardziej widoczny. Czyżby pieniądze? Wciąż nie dawała mu spokoju panna Megan i jej dziwny spokój. Zupełnie jakby była pewna tego, że czegoś nie dostrzegliśmy, że o czymś zapomnieliśmy. Pozostawało tylko dowiedzieć się czego. Od niej raczej się tego nie dowiemy. Ale może Thomas? Albo jego żona. Chętnie dowiedziałbym się co kłóciła się z teściową. Uznałem, ze to powinien być pierwszy punkt na mojej liście.

    OdpowiedzUsuń
  9. Całe śledztwo bardzo się dłużyło. Pojawiło się kilka punktów zapalnych ale nie było konkretnych dowodów. A to samo było już ogromną podpowiedzią. Zbrodni dokonał członek rodziny, ktoś kto znał tajemnice tego domu. Poza tym, tylko rodzina mogła miec motyw. Kobieta zostawiała spory majątek. Osobiście, wyróżniłem dwoje podejrzanych. Ale dowody były wciąż zbyt marne by można było kogokolwiek oskarżyć.
    Czułem się trochę bezsilny. W mojej głowie układała się cała scena i przebieg przedstawienia. Jednak coż z tego? Przecież na podstawie samych przypuszczeń, nic nie uda mi się zrobic.
    Zaprosiłem Hastingsa do środka. Mój przyjaciel, mimo że nie był asem górnolotnych myśli, czasem miał dobre pomysły. A innym razem jego dziwne uwagi sprawiały, że wpadałem na genialne prezenty.
    Lambeth było dobrym tropem. Mogło nam to wiele wyjaśnić.
    - To może być dobry trop... Jeśli istotnie Hanna miała nieslubne dziecko i byłoby starsze od Thomasa, chłopak mógłby roszczyć sobie prawa do majątku. - zastanowiłem sie chwilę nad zaistniałą sytuacją. - Pojadę do Lambeth z panną Lemon. Ona bardzo szybko potrafi wybadać i wyszukać pewne informacje, zwłaszcza w takich placówkach jak dom dziecka... A ty w tym czasie, drgoi Hastings, udaj się do Chatterleya, tego sąsiada. Mam wrażenie, ze nie powiedział nam wszystkiego.
    Zamilkłem na chwilę. Oparłem się wygodniej w fotelu, łącząc opuszki palców w kształt piramidy. Musiałem dobrze to rozegrać.
    - Całe to przedstawienie, które zostało nam pokazane, miało jakiś cel. Zabójca nie jest głupi. Wybrał sposób, ofiarę i czas... ale popełnił błąd. Pytanie tylko... w jaki sposób zechce go naprawić?
    Znów zamilkłem, zastanawiając się nad sprawa. Podniołem spojrzenie na Hastingsa, przyglądając się jego zatroskanej i zawziętej minie.
    - Obawiam się, drogi przyjacielu, że musimy się spieszyć... Obawiam się, że ten... Alyn, może byc w powaznym niebezpieczeństwie. Nawet jeśli okazałby się kimś nieistotnym, może stać się celem.

    OdpowiedzUsuń
  10. Zerknąłem na wskazówki kieszonkowego zegarka. Jeśli panna Lemon dalej będzie się tam grzebać, nie dojedziemy na miejsce do wieczora. Jednak ta kobieta miała inne plany. Sprawdziła czy na pewno okna są zamknięte, kurki zakręcone i czy na pewno zabrała klucze.
    Taksówka już czekała.
    W drodze, raz jeszcze analizowałem to co już wiedziałem. Moje podejrzenia krążyły wokół dwóch osób. I teraz musiałem się poważnie zastanowić, co dalej uczynić. Jeżeli nie znajdę odpowiednich dowodów, konieczna będzie prowokacja. Tylko którą z tych osób powinienem sprowokować najpierw? Co mogę tym uzyskać? Co mogę stracić? Albo inaczej... kogo mogę stracić.
    Lambeth w ogóle mi się nie podobało. Panowała dziwna atmosfera chaosu i braku wszelkiej symetrii.
    Wysiedliśmy przed szpitalem. Najlepiej rozpocząć poszukiwania własnie tutaj. Jeśli moje podejrzenia będą słuszne, a na pewno będą, powinniśmy właśnie tu znaleźć pierwszą wskazówkę, która doprowadzi nas do zabójcy.
    Stałem spokojnie z tyłu, oglądając z umiechem pannę Lemon w akcji. Wpuścili nas do archiwum. Nie mieli skatalogowanych dawnych akt. Oznaczało to, o zgrozo, poszukiwania ręczne.
    Zasiedliśmy, wraz z panną Lemon i pulchną pracownicą archiwum przy długich szufladach, pełnych małych karteczek z danymi. Szukaliśmy konkretnej osoby, więc poszukiwania powinny pójść sprawnie.
    W połowie przeszukiwania kartoteki, zacząłem powątpiewać w skuteczność tej metody poszukiwań i pozytywne zakończenie tej wyprawy.
    Aż tu nagle...
    Jest.
    Panna Lemon podsunęła mi pod nos karteczkę. Uśmiechnąłem się. Więc miałem rację. Szkoda tylko, że musieliśmy poświęcić tyle czasu na poszukiwania i uzyskanie ostatecznej pewności. Zerknąłem na wydobyty z kieszonki kamizelki zegarek. Było jeszcze na tyle wcześnie, ze mogliśmy pójść dalej tym tropem.
    Czekaliśmy jeszcze kilka chwil na odpis dokumentów. Odwiedziliśmy sierociniec, do którego, jak wynikało z akt, trafiło dziecko o dość niezwyczajnym imieniu i całkowicie niezwyczajnej matce.
    Okazało się, że w placówce nie uzyskaliśmy pomocy tak chętnie jak w szpitalu. Ja, co nie należało do mojej natury, stałem cicho i grzecznie z boku, ponownie obserwując pannę Lemon w akcji. Ta kobieta miała coś w sobie. I dlatego właśnie pracowała u nikogo innego, tylko o wielkiego, słanego detektywa Herkulesa Poirota.
    Aż w końcu szelest otwieranej szuflady z teczkami podopiecznych stał się naszą nagrodą. Chłopiec trafił do placówki, właściwie zaraz po urodzeniu. Obecnie był już dorosłym mężczyzną. Tutaj nie było nazwiska matki, inaczej niż w akcie urodzenia. Na szczęście była krótka wzmianka o tym, czym się teraz zajmuje.
    Złapaliśmy kolejną taksówkę i udaliśmy się do niedużej redakcji niezbyt poczytnej gazety plotkarskiej. W odróżnieniu od panny Lemon, nie znałem tego tytułu. Herkules Poirot nie marnuje czasu ani swoich szarych komórek na czytanie durnowatych plotek w szmatławcach, jak to mówi Hastings.
    Gdy weszliśmy, nikt nie zwrócił na nas uwagi. To niedopuszczalne!
    W końcu podeszła do nas jakaśk obieta, która z trudem oderwała się od przepisywania na maszynie do pisania, jakichś odręcznych notatek.
    - W czym mogę pomóc? - zapytała, poprawiając wskazującym palcem okulary na nosie.
    Wydobyłem zręcznym ruchem wizytówkę z kieszonki, i wręczyłem ją kobiecie.
    - Nazywam się Herkules Poirot. Chciałbym rozmawiać z panem... Alynem. - powiedziałem, wciąż obruszony tą ignorancją. Nie byłem pewien czy pozostał przy swoim nazwisku, które otrzymał w sierocińcu, czy może je zmienił na bardziej wyszukane, lepiej pasujące do tego brukowca.
    - Ten detektyw? - spytała zaskoczona, unosząc wysoko brwi. Okulary znów jej się zsunęły. - Prowadzi pan jakąś sprawę panie Poirot?
    No... troche się zrehabilitowała. Przynajmniej o mnie słyszała.
    - Istotnie... To gdzie go znajdziemy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaprowadziła nas do jednego z biurek. siedział przy nim przygarbniony mężczyzna, namiętnie uderzający w klawisze. Tak bardzo był pochłonięty pracą, że nie zauważył kiedy podeszliśmy. Podskoczył gdy kobieta, dotknęła jego ramienia. Zapalony papieros, wetknięty między wargi spadł na podłogę. Podniósł się i odwrócił w naszym kierunku.
      - W czym mogę pomóc? - spytał, uśmiechając się. Z bliska było widać iż posiadał charakterystyczne rysy twarzy, które posiadała Hanna, Thomas i jego siostra.
      - Moglibyśmy porozmawiać na osobności? - wręczyłem mężcyźnie kolejną wizytówkę, bo kobieta nie oddała tej wcześniejszej.
      - Oczywiście...

      Wracając do domu, miałem wrażenie że sprawa stała się bardziej klarowna. Mężczyzna, reporter jakiejś szmatławej gazetki, dowiedział się kim była jego matka, kilka miesięcy temu. Nie rozgłaszał tego, bo chociaż ganiał za marnymi plotkami, sam jedną z tych plotek nie chciał być.
      Zasmuciła go wieść o śmierci kobiety, kóra go urodziła. Nie nazywał jej matką. Mówił o niej Hanna. Wiedział, że ma rodzeństwo ale nigdy nie spotkał ani Thomasa ani Megan. Byłem jednak ciekaw, czy oni wiedzieli o swoim przyrodnim bracie i czy byliby gotów zabić, aby powstrzymać matkę przed zmianą testamentu i ujawnieniem tego faktu opinii publicznej.
      Pora dać szarym komórką czas na przeanalizowanie tego, czego się dowiedziałem i tego co przywiezie ze sobą Hastings.

      Usuń
  11. Przedstawiłem Hastingsowi obraz sytuacji. Wyraziłem też kilka swoich obaw związanych z tą sprawą. Wydawało mi się, że rodzina wie o istnieniu nieślubnego syna Hanny. Z tego co mówił, matka chciała mu wynagrodzić wszystkie krzywdy. Podejrzewałem, że zamierzała zmienić testament albo już tego dokonała a kodycyl był wśród spalonych dokumentów albo wciąż jest gdzieś w domu.
    ​W takiej sytuacji moje podejrzenia znów skierowały się do dwóch osób, mistrzów tego dramatu. Z uwagą wysłuchałem tego co dowiedział się Hastings. Zmarszczyłem brwi, rozważając jego słowa. Miałem już do czynienia z osobami, które wolały towarzystwo osób tej samej płci. Jednak był to temat tabu, o którym nigdy się nie rozmawiało. Była to wstydliwa sprawa.
    Złączyłem opuszki palców, mrużąc oczy. Romans Thomasa wyjaśniałby kłótnię Rosalin z Hanną. Bo kobiety mogły wiedzieć... One mają szósty zmysł. Ale by to potweirdzić konieczna była rozmowa z Rosalin. Jeżeli istotnie Thomas miałby romans z innym mężczyzną, Hanna mogła zechcieć go całkowicie wydziedziczyć na rzecz drugiego syna.
    - Nie, drogi przyjacielu. Nie chodziło o to by uniemożliwić ci przesłuchanie lorda. Zabójca mógł zrobić to wcześniej... Pożar był prezentacją... pokazem siły naszego przeciwnika. I jego bezwzględności. Tu chodzi o pieniądze, Hastings. Bardzo duże pieniądze.
    Podniosłem się, zerkając w stronę jadalni.
    - Musimy być ostrożni. Jesteśmy tuż nad krawędzią. Musimy zajrzeć w przepaść i do niej nie wpaść.
    Atmosfera przy stole była dziwna. Wszyscy byli spięci. Wszyscy poza Megan, która wydawała się odetchnąć w końcu pełną piersią. Thomas był smutny. I dziś użył wyjątkowo dużo wody kolońskiej. Przyjemny choć zdecydowanie zbyt intensywny zapach dominował, zagłuszając przyjemną woń potraw. Thomas zwykle o siebie dbał. Był elegenckim mężczyzną. Więc ta nagła zmiana, nie mogła być przypadkowa.
    Po kolacji powinniśmy się rozmówić z Rosalin. Zapewne zna odpowiedź na kilka nurtujących mnie pytań.

    OdpowiedzUsuń
  12. Złączyłem opuszki palców i słuchałem uważnie. A zatem rodzina wiedziała. Na ile znałem panią Hanne, mogłem przypuszczać co chciała zrobić. skoro jeden syn był w pewien sposób inny, nie spełniał jej oczekiwań, zatem zwróciła się w stronę syna, który mimo trudności świetnie sobie radził, o ile można było to tak ująć. To co się działo w rodzinie pozostawało w rodzinie. Wszędzie gdzie tylko się zjawiałem w tym niezwykłym kraju, słyszałem to samo zdanie. Z doświadczenia w prowadzeniu takich spraw, wiedziałem dobrze jak wiele niektórzy mogli poświęcić by ukryć pewne sprawy.
    Wizja zabójstwa zaczynała się stawać coraz bardziej klarowna.
    - Mam dwa pytania… Czy pani Hanna w jakiś sposób dała do zrozumienia że rzeczywiście zamierza zmienić… drastycznie testament? A drugie… czy Megan stała przy tym oknie?- wskazałem na okno, z którego widać było niedawno spaloną posiadłość ich sąsiada.
    Wiedziałem iż z wyższych pięter nie byłoby możliwości oglądania tego budynku, gdyż okna znajdowały się w pokojach należących do służby a Megan nie ośmieszyłaby się, wchodząc tam.
    Zastanawiając się głębiej nad tym wszystkim, doszedłem do wniosku że brak mi dowodów. Przedstawienie przypuszczeń może nie wystarczyć. Mogłem wymusić przyznanie się do winy. Jednak musiałem znaleźć słaby punkt tego planu. Tym słabym punktem był Thomas. Megan potrafiła zachować zimną krew w każdej sytuacji, była aż za bardzo opanowana.

    OdpowiedzUsuń
  13. Przysłuchiwałem się słowom, wypowiedzianym przez Rosalie. Miałem wrażenie, ze kobieta się boi, chociaż sama nie wie czego. Chyba wszystkie kobiety posiadały szósty zmysł i intuicję, która pozwalała im wyczuć pewne rzeczy, nie zawsze mogąc je właściwie nazwać.
    Wyszliśmy do ogrodów. Wyciągnąłem cygarniczkę i zapaliłem papierosa. Siwy dym unosił się powoli, dając mi czas na przemyślenie wielu spraw.
    - Mamy tu do czynienia z kimś bardzo bezwzględnym.Kimś kto wysługuje się słabszymi od ciebie, samemu będąc bardziej winnym.
    Strzepnąłem popiół na trawę i zaciągnąłem się mocno dymem.
    - Możliwe, ze został wykorzystany... Możliwe, ze odegrał jakąś rolę. Szukanie na oślep niewiele nam pomoże. Dom jest duży a skrytek w nim może być bardzo wiele. Zastanawiam się, Hastings... Gdzie można by ukryć coś niewielkiego, w miejscu zupełnie obojętnym a jednoczesnie takim w którym nikt nie pomyśli by szukać i nikt przypadkiem tego nie znajdzie. Służba zagląda w wiele miejsc. Policja robiła przeszukanie i niczego nie znaleźli. Musimy myśleć nieszablonowo, przyjacielu.

    OdpowiedzUsuń
  14. [ Nie wiem jak to się stało, na prawdę... Byłem pewien że odpiałem o.o Dlaczego nie powiedziałeś wcześniej?! ]

    Byłem przekonany, że coś nam umyka. Przeszukanie nie wiele dało, bo tak na prawdę nie byłem przekonany, ze coś znajdziemy. Mieliśmy do czynienia z kimś sprytnym, kimś kto potrafi myśleć co nie jest umiejętnością często spotykaną. Jednak co do jednego miałem pewność - morderca zaciera ślady. Pierwsza zbrodnia była zaplanowania i zrealizowana, ale pojawił się pewien problem, który zniweczył plan zabójcy. Dlatego konieczne było odwrócenie uwagi.
    Metodyczne sprawdzanie pomieszczeń okazało się zadaniem bezowocnym i miernym. Gdybym tylko wiedział czego szukać może wszystko wydało się prostsze i logiczniejsze.
    W tym domu było wiele sekretów, których odkrywanie sprawiało, że traciłem ochotę do dalszych poszukiwań. Mimo wszystko zobowiązałem się do odnalezienia zabójcy, chociaż teraz miałem już pewność, ze to nie jedna osoba a para doskonale uzupełniających się zabójców. Wykluczyłem służbę. To nie był plan na miarę prostych ludzi, którymi byli tu służący, nie licząc jednej osoby. Poznaliśmy motyw zabójstwa. Spośród zawiłości ludzkiej psychiki i niezwykłości umysłu, najczęstszymi powodami dla których ludzie dokonywali zbrodni były to pieniądze i miłość, często mylona z pożądaniem. Mieliśmy tu oba te elementy. Początkowo sądzilem, że sprawa kręci się wokół żony Thomasa, ale teraz gdy Hastings opowiedział mi o tym co odkrył w domu sąsiada, wiedziałem już że chodzi o Thomasa. To był ów skandal, dla którego ktoś był gotów zabić. Pytanie tylko, kto? Megan? Siostra, która miała odziedziczyć część fortuny, która chciała zrzucić winę za zabójstwo Hanny na brata? Czy może sama żona Thomasa, która czuła się upokorzona i jest na tyle dumna by za wszelką cenę uniknąć skandalu...? Jednak porównując obie kobiety, mogłem śmiało wysunąć wnioski, które pozwalały mi wytypować Megan jako mózg całej operacji. Kobieta ta była wyrachowana, pewna siebie, inteligentna a przede wszystkim posiadała wiedzę i sposobność by mordu dokonać. Na nią wskazywały ślady substancji w pokoju nieboszczki i inne poszlaki, jak choćby buty, które ciągle nie dawały mi spokoju. A to, że stojąc przy oknie musiała widzieć pożar z odległości tylko utwierdzało mnie w przekonaniu, że nie miała czystego sumienia. Większość ludzie zapewne zareagowałoby inaczej, widząc pożar w domu sąsiada niż spokojna gra na fortepianie, co uczyniła Megan.
    W obecnej chwili wolałem nie dzielić się tą wiedzą z Hastingsem. Wolałem by on spał spokojnie a ja zapewne spędzę część nocy na rozmyślaniu o możliwych scenariuszach rozwiązania całej tej sytuacji. Pożar na pewno zamknie skutecznie usta samemu sąsiadowi. Jednak zostały jeszcze dwie osoby, które znały prawdę o Thomasie a jedną z nich posądzałem o morderstwo. Miałem tylko nadzieję, że liczba ofiar w tej sprawie nie zwiększy się w czasie, gdy będziemy szukać dowodów.

    OdpowiedzUsuń