Trochę nas ubyło, choć po linkach tego nie widać. Proszę o sygnał, co usunąć z linków :)

28 marca 2017

[KP] Nic nie jest prawdziwe, wszystko jest dozwolone.

Żaden człowiek nie powinien odchodzić z tego świata bez zaznania odrobiny życzliwości.





Nazywam się Altaïr ibn-la-Ahad. Przez lata służyłem bractwu asasynów, wypełniając swoje posłannictwo, usuwając tych, którzy nie chcieli wolnego świata, likwidując templariuszy. Miałem dziesięć lat, gdy umarł ojciec Abbasa, a mój ojciec, Umar, zginął razem z nim, w momencie moich narodzin zmarła moja matka, zabijałem, by zostać zabitym...przynajmniej w teorii. Mentor, który mnie wychowywał, poniósł sprawiedliwą karę za swoje knowania. Mądrość Al-Mualima, którą mi przekazał, doświadczenie braci i własne zdolności doprowadziły do tego, że go pokonałem w walce o Fragmenty Edenu. Godność mentora lewantyńskiego bractwa, którą mi przekazano w Masjafie, przyszła do mnie sama - nigdy się o nią nie starałem.  Teraz...Cokolwiek ma wydarzyć się teraz, nie dbam o to. Ważne jest, byśmy nie zapominali o naszym Credo - jeśli o nim zapomnimy, jeśli damy się uwieść mocy Jabłka i potędze, to nadchodzący rok będzie rokiem zagłady dla nas wszystkich...i dla wolności, o którą walczymy - ja, moja żona i moi towarzysze.


Wątek z Neco (Alessandra Sofia Patros), Altaïr z AC 1 ożeniony z OC, rysunek z Deviantarta. Karta będzie jeszcze formatowana z x razy ^^"

2 komentarze:

  1. Wróciła do twierdzy nieco ponad dwie godziny zanim zaczęło się ściemniać, poprowadziła zmęczonego wierzchowca do wodopoju, oddając go przy tym pod opiekę jednego z mężczyzn, którzy zajmowali się końmi. Przechodząc przez dziedziniec, przez chwilę obserwowała walczących młodzików, bawiło ją to z jaką zapalczywością wymachiwali bronią. Jeszcze parę lat temu, podobne zachowanie widziała u Altaïra, tak szczeniackie wyskoki i pewna nonszalancja, która wtedy zwróciła uwagę Alessandry i zawróciła jej w głowie. Obecnie o wiele bardziej ceniła rozwagę swego męża, fakt, że nie podejmował zbyt pochopnych decyzji, analizował to co miał robić. Dzięki temu była spokojniejsza o niego, gdy zasiadając w siodle wyjeżdżał na kilka dni.
    Oddaliła się od tej części twierdzy, którą wypełniały krzyki i zgrzyt stali, woląc obecnie nieco spokojniejsze otoczenie. Finalnie zatrzymała się w ogrodach, które swoją surowością, ale i naturalnością od początku zaskarbiły sobie miano jej ulubionego miejsca.
    Stała w ciszy, przymykając oczy i wsłuchując się w dźwięki jakie dobiegały do niej z każdej strony. Czuła się bezpieczna w tym miejscu, to było tak przyjemne uczucie, chociaż było złudne i powinno wzbudzać zaniepokojenie. Wiedziała w końcu jaka jest obecna sytuacja, że wróg czai się tuż za rogiem i czeka na dogodny moment.
    Drgnęła i obejrzała się na mężczyznę, który zjawił się w pobliżu i zakłócił panującą ciszę, ale jemu mogła to wybaczyć, mogłaby wszystko mu zapomnieć.
    - Szukałeś mnie z konkretnej przyczyny czy zwyczajnie przypomniałeś sobie, że masz żonę? - spytała w typowy dla siebie sposób wypominając mu, że więcej go nie ma niż jest. Zmniejszyła odległość między nimi, dotknęła policzka mężczyzny, przesuwając po nim palcami.- Jestem, mimo wszystko jestem szczęśliwa, bo te pięć lat to czas, którego nie żałuję... ani jednego dnia – odparła z delikatnym uśmiechem, który nieco łagodził jej surowe spojrzenie i ostre rysy. Położyła na moment dłoń na jego klatce piersiowej, zanim cofnęła się o krok, zachowując taktowny dystans. Nie była wybitnie wylewną osobą, gównie przez wychowanie oraz wyuczone zachowania jakie szybko pojęła, gdy zamieszkała tutaj. Rozejrzała się dyskretnie, jak zawsze kontrolując to czy kogoś nie ma w pobliżu, czy nikt im nie przerwie rozmowy oraz cieszenia się swoim towarzystwem.
    - Mam wrażenie, że coś cię martwi, Altaïrze – powiedziała w końcu, po kilku minutach obserwowania go czujnie, wręcz przeszywająco.

    OdpowiedzUsuń
  2. Uniosła na niego chłodne spojrzenie, ale nie odsunęła się kiedy została objęta w tak delikatny sposób. Oparła ostrożnie głowę na jego ramieniu, przez tą ulotną chwilę sycąc się bliskością własnego męża. Odkąd tutaj zamieszkała przy boku mentora, miała wrażenie, że wszyscy spoglądają krzywo w ich stronę ilekroć pozwalają sobie na drobne gest. Dlatego też z czasem pojęła jak potrzebny jest jej dystans, aby nie wprowadzać nerwowości do otoczenia.
    Ci ludzie są w Niego zapatrzeni westchnęła w myślach, ale już nie denerwowała się z tego powodu. Zacisnęła lekko palce na materiale jego szaty, ale zaraz wyprostowała się i skupiła na tym co mówi mężczyzna. Nie spodobały jej się te słowa, potwierdzające, że coś najwyraźniej martwi Altaïra. Zachowywała spokój i cierpliwe czekała, aż dowie się czegoś więcej, ale już po chwili pożałowała, że mąż zaczął mówić. Cisza chyba była lepsza od tego co teraz musiała słuchać oraz jakie informacje przyswoić. Wolała nawet nie myśleć do czego byliby zdolni Templariusze, gdyby weszli w posiadanie Jabłka. To jednak nie najbardziej ją poruszyło, a informacja, że pojmano jej brata. Wiedziona odruchem, cofnęła się gwałtownie, ale nie zrobiła nawet kroku więcej, chociaż zwykle kiedy coś nią wstrząsnęło, nie potrafiła stać w miejscu.
    - Godzinę temu? - powtórzyła ponuro, przez moment zła, że dopiero teraz postanowił przekazać jej tą informację, jednak pojęła szybko, że najpewniej szybciej nie mógł pojawić się tutaj. Jego kolejne słowa nieco ja rozluźniły i odrobinę rozbawiły. Tak bardzo oczywiste było, że sprzeciwiłaby się nawet jemu, gdyby kazał jej pozostać w Masjafie. Sprawa tyczyła się jej rodziny, więc musiała jechać... obojętnie ile osób byłoby przeciwnym temu. Na szczęście jednak, wszystko miał iść gładko, skoro sytuacja była już jasna, przynajmniej w tej kwestii.
    Przymknęła delikatnie oczy, czując to przyjemne muśnięcie warg na policzku. Uniosła na niego wzrok, zbliżając się jeszcze o krok, by w odpowiedzi złożyć krótki pocałunek na jego wargach.
    - Wyruszmy już... zaraz... natychmiast – wyszeptała, gdyby to tylko od niej zależało, najpewniej już zbiegała by do stajni, gotowa do wyjazdu, by jak najszybciej dotrzeć w rodzinne strony.

    OdpowiedzUsuń