Żyjemy, piszemy! Niedługo pojawi się lista obecności.

8 marca 2017

[KP] stand in the wilderness


Deep within me, lies a smoldering flame 

Like the pure fire of death, a dark glow 







Mikoto Suoh  
24 lata  
Trzeci Król, Czerwony Król, "Mikoto-san," "kretyn". 
przywódca Czerwonego Klanu, zwanego HOMRĄ lub Straszliwym Płomieniem  



Największy leń i palacz, jakiego kiedykolwiek miało miasto Shizume, nie wyobrażał sobie ani współpracy z tym niebieskim, durnym obszczymurkiem, Reisim Munakatą, ani tym bardziej wstawania z kanapy tylko dla jakiegoś śmiertelnika. Zwyczajnie nie chciało mu się fatygować zbyt daleko, jednak jego przyjaciel Izumo przemówił mu do rozsądku i Czerwony przemógł śmiertelne "nicmisięniechcenie" w celu wyższego dobra. O co chodzi z tym dobrem wyższym? Rzecz jest prosta. Rząd ukraiński zajmuje się tajnymi eksperymentami w laboratoriach klasy X, a rząd japoński dostarcza części do maszyn pracujących w tych laboratoriach - poufnie, oczywiście. W laboratoriach tych produkuje się tajemniczą broń, opisywaną jako Obiekt R-34. Szaleńcowi, który wykradł tablice, zależy na tym, by dostać się do Obiektu R-34 i połączyć go z mocami Tablic w celu wywołania powszechnego armagedonu...
Problem w tym, że królowie nie zamierzali patrzeć na to przez palce. A już na pewno nie zamierzał na to pozwolić Suoh Mikoto. Dlatego dogadał się - choć z wielkim trudem i przy pomocy pewnego mediatora - z Niebieskim Królem, powierzył mu sprawy w mieście, Izumo kazał zaopiekować się HOMRĄ, a sam wraz ze Srebrnym Królem Yashiro Isaną wyruszył na Ukrainę, gdzie według ostatnich meldunków rządu mogą znajdować się Tablice i Obiekt R-34. Na miejscu ma czekać na niego grupa stalkerów, eksploratorów odizolowanej po słynnym wybuchu w 1989 roku strefy zwanej Zoną. Stalkerzy ci, z tego, co Mikoto wie, mają go eskortować i z rozkazu rządu ukraińskiego lub też osób, które są ich mocodawcami, doprowadzić ich do rozwiązania zagadki żywych. 



Obrazek z deviantarta, Mikoto Suoh z K: Project, wątek z Bzem (Misza ), crossover anime K-Project ze Stalkerem: Cień Czarnobyla. W tytule i w nagłówku "stand in the wilderness", będące character song Mikoto Suoha i wykonywane przez Kenjiro Tsudę.

1 komentarz:

  1. Misha nie wierzył w tymczasowe zawieszenie broni między stalkerami, a wojskiem patrolującym w obrębie Zony, sytuacja kryzysowa wynikająca z wykradnięcia tablic, i próby dotarcia do obiektu R-34 jakiegoś szaleńca sprawiło, że zmuszeni byli do tolerowania się w nieco większym stopniu niż w normatywnych warunkach. W obliczu tego, że rządy dwóch państw pokładały nadzieje w rozwiązaniu sprawy jak najszybciej, z jak najmniejszymi szkodami — nie zmieniało to zasadniczego faktu, iż praca dla władzy, dla tak niezależnego stalkera jego pokroju, była upierdliwością samą w sobie. Skłonny był jednak zacisnąć szczęki i pomóc im dla świętego spokoju, lecz zmuszanie go do współpracy z kimś obcym, kto nie tylko nie znał języka, ale i terenu na jaki został zesłany, przerosło poziom jego tolerancji. Misha nie dowierzał temu, że zdecydowano o wciśnięciu mu jakiegoś żółtodzioba pod opiekę i to wprost do samej Zony, miejsca gdzie logika nie istniała, a nadmierna pewność siebie była kwitowana jej złośliwym śmiechem tuż nad stygnącym ciałem ów śmiałka. A w razie takich niefortunnych okoliczności, których się zresztą spodziewał, zważywszy na przepaść w postaci doświadczeń, pozwoliłby sobie na na wypowiedzenie klasycznej formułki: Niech mu Zona lekką będzie.
    Liczyła się każda kolejna godzina, która mogła zbliżać szaleńca z tablicami do obiektu R-34, a zwłoka wynikająca z oczekiwania na przybycie intruzów z Japonii sprawiała, że wyruszenie było opóźnione ku jawnemu niezadowoleniu, nieufnemu Mishy, który poniekąd odgrywał rolę jednostki akceptowanej zarówno przez osadzone tutaj wojsko i rząd ukraiński (zapewne dlatego, że kiedyś przynależał do tego pierwszego, ale nie, o tym nigdy nie wspominano, traktując to jako pogrzebaną przeszłość). Spoczywała na jego barkach podwójna odpowiedzialność za powodzenie tego zlecenia, i doprowadzeniw tego do końca, a nie sposób byłoby zaliczyć go do osób, które zmuszone do czekania w okolicy Kordonu, wykazywały się, choćby najbardziej skąpym zaufaniem względem obcych. Zresztą... Wśród stalkerów zamieszkujących Zonę nie można było na to liczyć bez dłuższej znajomości, i nie należało to do zjawisk zaskakujących.
    Jednakże konieczność pozostania w jednym miejscu zdecydowanie nie była dla niego. Wyjątek stanowiły sytuacje, które go do tego zmuszały w ramach niezbędnej dla organizmu regeneracji w efekcie odniesionych ran; radiacja czy niezbyt zdrowe, według powszechnie uznanej definicji pożywienie, nie pozostawała w dalekosiężnych skutkach obojętna dla ciała. Misha zatem musiał osiąść tymczasowo w miasteczku pełnym stalkerów, lecz nie zwykł przebywać zbyt długo wśród towarzystwa braci, lepiej czując się samemu, zdany na łaskę i niełaskę humorów Zony.
    — Wreszcie, intruzi — przywitał ich zimno, mierząc od stóp do głów przybyszy lekceważącym wzrokiem, którzy nawet na pierwszy rzut oka nie wyglądali jak wprawieni stalkerzy. Na twarzy Mishy zawitał krzywy półuśmiech. Do tej pory stał z boku, tuż przy obdartej ścianie, która lata świetności miała dawno za sobą, i przy czymś co niegdyś miało szybę w dziurze zwanej oknem, ze skrzyżowanymi ramionami. — Ruszać się, nie mamy za wiele czasu na imprezę zapoznawczą, musimy ruszać. — warknął, podchodząc do niepewnych swojego położenia. Niektórych stalkerów jego ton nawet rozbawił, gdyż tylko Mishy nie trzymał się ten lekki nastrój, który podbijany był przez wygrywaną melodię przy ognisku na gitarze.
    Ich cel przed wyruszeniem na obiekt R-34 był jasny i obracał się wokół stosownego zaopatrzenia nie tylko siebie, ale i tego żółtodzioba, który miał mu towarzyszyć. Lepiej dla niego, aby nie zginął po wyjściu na rodzime ziemie Zony, choć Misha jak Misha wzruszyłby wówczas tylko ramionami. Bywa. W Zonie częściej niż gdziekolwiek indziej.


    //Jakościowo będzie lepiej, jak się wgryzę w realia i tam ewentualne błędy, które wynikałyby z nieznajomości gry, musisz wybaczyć. O ile mnie pamięć nie zwodzi mieli kierować się do Sidorowicza, czyż nie?

    OdpowiedzUsuń