11 czerwca 2017

[KP] Między niebem a ziemią, ludzie nic już nie wiedzą.




Jayla Grayer


 dwadzieścia osiem lat  najstarsza z rodzeństwa  
 utracone marzenia  walka z rzeczywistością 
  nieustanne poczucie odpowiedzialności  

....

Gdy patrzymy w niebo wszyscy jesteśmy tacy sami. Mali w porównaniu do otaczającego nas wszechświata. Nikt z nas nie wie, co kryje się za tym niebem. Widzimy te same gwiazdy, ten sam nieskończony bezmiar, o którym wciąż zbyt mało wiemy. Wtedy jesteśmy jednością. Małym pionkiem, który tak naprawdę nie znaczy nic. Wszyscy jesteśmy tacy sami, ale tylko w tej jednej chwili.
Wystarczy spuścić wzrok i dostrzec świat, który jest przed nami. Wtedy nasze połączenie znika. Każdy z nas znajduje się na innym szczeblu łańcucha. Jedni przewodzą, a inni znajdują się gdzieś tam, daleko, na samym końcu. Niedostrzegalni, praktycznie niewidzialni. Jedni z nas rodzą się po to, by dreptać nisko po żwirze. Inni po to, by wspinać się po górach. Jedni mają za zadanie zbierać kamyczki, by znalazł się ktoś, kto zechce nimi rzucić. Nie jesteśmy jednością. Jesteśmy oddzielnymi planetami. Dwoma krańcami, poszarpanymi albo przypalonymi. Tylko gdy patrzymy w niebo, tylko wtedy, wszyscy jesteśmy tacy sami. 


 Take me back to younger dreams

26 komentarzy:

  1. Pieniądze. To jedyny powód, dla którego w ogóle zgodził się na małżeństwo. Gdyby nie korzyść finansowa, myśl o ślubie nawet nie przeszłaby mu przez głowę, nie miałaby racji bytu. Gdy usłyszał o całym tym świetnym pomyśle, na początku go wyśmiał, ale im dłużej o tym myślał, tym bardziej zdawał sobie sprawę z tego, że to przecież dla niego najlepsze wyjście. Uważał, że lepiej będzie ożenić się bez zobowiązań i mieć z tego przynajmniej jakiś zysk niż zakochać się, a potem cierpieć. To nie byłoby mu już potrzebne. Przeżył jeden ogromny zawód. Ktoś mógłby powiedzieć, że to głupota rezygnować po jednej porażce, ale on dla niego był to o jeden miłosny zawód za dużo. Nie wierzył w prawdziwą miłość. W każdej kobiecie widział tylko hienę, czyhającą na jego pieniądze. O, ironio! Czy ten ślub nie stanowił potwierdza, że wszystko kręci się wokół pieniędzy? Nie wierzył w to, że Jayla robi to bezinteresownie. Musiało chodzić o zysk i korzyści. Po co pakowałaby się na lata w związek, który nie ma podstaw się udać? Znał kobietę z czasów licealnych, pamiętał, jak zakończyła się ich znajomość i w zasadzie do tej pory nie wiedział, dlaczego akurat w taki sposób. Lubił ją wtedy, może nawet do niej czuł, ale teraz to wszystko już nie miało znaczenia. Czasu nie dało się cofnąć, a mężczyzna nie zamierzał się w nic pakować. Bez uczuć było mu lepiej, a przynajmniej tak sobie wmawiał.
    Kiedy poproszono ich o wygłoszenie toastu, James miał ochotę przewrócić oczami. Nie czuł się komfortowo na tej uroczystości, a jedyny toast, jaki przychodził mu do głowy, to: "Niech to wszystko skończy się jak najszybciej". Nie mógł jednak powiedzieć tego na głos, bo rodzice z pewnością spiorunowaliby go wzrokiem. Nie chciał narobić wstydu, musiał się jakoś zachować, chociaż tutaj. To nie tak, że nie potrafił być miły. Potrafił, czasem nawet zachowywał się jak na dżentelmena przestało, jeśli sytuacja tego wymagała, ale jeżeli tylko jakaś kobieta próbowała z nim flirtować, od razu to ukrócał bez żadnych wyrzutów sumienia i stanowczo. Odchrząknął delikatnie i zaczął mówić:
    - Na początku, skoro już łamiemy tradycję, chciałbym w imieniu swoim i Jayli serdecznie powitać wszystkich na dzisiejszej uroczystości. Dziękujemy, że zdecydowaliście się uświetnić swoją obecnością ten szczególny dzień i mamy nadzieję, że będziecie się dobrze bawić dzisiejszego wieczoru - zaczął. - Do rzeczy, chciałbym wznieść toast za moją małżonkę. Mam nadzieję, że będzie ten dzień wspominać z lekką nostalgią, a wszystkie kolejne przeżywać w szczęściu - skończył, po czym uniósł kieliszek.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mężczyzna miał ochotę zagwizdać na przemowę Jayli, bo była naprawdę dobra jak na blef i sam musiał przyznać, że była zdecydowanie lepsza od jego toastu, przynajmniej w oczach gości. Nie wyglądali jak zakochana para, część osób na sali wiedziała doskonale, jak jest naprawdę, jednak byli zmuszeni odegrać tę całą szopkę. James nie bał się tańca ze swoją świeżo upieczoną małżonką. Wiedział, jak stawiać kroki, bo kiedyś naprawdę uwielbiał szaleć na parkiecie i nawet dobrze mu to wychodziło, ale teraz nie zamierzał jakoś specjalnie się wczuwać. Nie miał na to po prostu ochoty. Najchętniej nie robiłby tego w ogóle, jednak rodzice tego od niego oczekiwali. Wszystko było ustalone, a szczególnie jego mama nie znała w tej kwestii słowa sprzeciwu. Musiał i koniec. Odkąd przeżył rozstanie z ostatnią dziewczyną, totalnie się zmienił. Rodzina nieraz próbowała do niego dotrzeć, mówiła mu, że jedna kobieta nie może przekreślać całego jego życia, ale on nie chciał tego słuchać, nie dał sobie nic powiedzieć, nic wytłumaczyć. Zawsze urywał rozmowę, zmieniał temat albo wychodził. To było dla niego tabu, nikt nie miał prawa, według niego, tego ruszać. To dowodziło tego, że tak naprawdę w głębi duszy nie był tak mocny, jakiego grał. Zawód miłosny go bolał, a fakt, że nie umiał sobie z tym poradzić, sprawił, że zamknął się na ludzi.
    Wyszedł na środek sali i objął Jay w talii, a druga rękę zacisnął na jej ręce. Zaczął powoli się poruszać. Nie chciał robić tego gwałtownie, bo zapewne kobieta nie ruszyłaby się, a przynajmniej tak mu się wydawało. Nigdy razem nie tańczyli, więc nie mieli tego wyczucia, dlatego postawił najpierw na spokój. To nie było tak, że był totalnym chamem, miał ją gdzieś, a nawet chciał, żeby się zbłaźniła. Nie, aż tak źle z nim nie było, czasem myślał o innych. Może to wynikało tylko z tego, że kiedyś się znali? Chociaż z drugiej strony... Czy znajomość z Jaylą nie była kolejnym powodem do tego, że powinien się trzymać z dala od kobiet? Z każdą kolejną chwilą, trochę przyśpieszał, ale dalej oboje tańczyli w rytmie. Nie okazywał emocji. Po prostu potraktował to jak kolejne zadanie do wykonania. To wszystko.

    OdpowiedzUsuń
  3. Gdyby nie tamto zdarzenie, kto wie, jakby potoczyło się życie Jamesa? Może nigdy nie przeżyłby tamtego zawodu miłosnego? Wtedy sam nie wiedział, co się stało i nawet, choć nigdy tego nie pokazał, było mu po prostu przykro, że nagle dziewczyna zerwała z nim kontakt, chociaż tak w zasadzie nic złego nie zrobił. Kiedyś jeszcze by zapytał, co się stało, ale teraz już nie. Po co mu to wiedzieć? I tak to, co było już nie wróci. Nigdy. Uśmiechnął się na to, co powiedziała i musiał się postarać, żeby nie wyglądało to kpiąco w oczach gości.
    - Moje życie tak wygląda i dobrze mi z tym - powiedział całkiem szczerze. - Manekiny nie mają pieniędzy, Jay.
    Zdawał sobie sprawę, że to, co jej przed sekundą wyszeptał było nieuprzejme, a wręcz w jakimś stopniu mogła się czuć urażona. Nie panował już nad tym, bo i po co? Z resztą... Jakaś jego część słyszała tą niechęć w głosie kobiety i choć 99,9% jego umysłu miało to kompletnie gdzieś, to ten niewielki ułamek procenta to zabolało. To nie był nawet strach czy obawa przed nowym życiem. Miał wrażenie, że być może go nie znosiła, ale dlaczego? Co takiego zrobił, że traktowała go w taki sposób? Ten ułamek sprawiał, że przez jego głowę przeleciały dziwne myśli, jakby coś zaczęło go obchodzić. Wiedział jednak, że to tylko przebłysk, który czasem przychodził i za chwilę znikał. Chciał już wrócić do domu, zaszyć się w biurze, oddać w wir pracy.
    - Będziemy żyć w jednym miejscu, ale osobno. Tak będzie - dodał jeszcze.
    Nie zamierzał się angażować i w zasadzie to myślał, że będzie żył tak jak przed ślubem. Zmieni się tylko zapis w papierach, ale nic poza tym nie zostanie naruszone, zostanie tak jak było. Patrząc na stosunek kobiety do niego, sądził, że brak większego kontaktu z nim powinien jej odpowiadać. Z resztą chyba nawet będzie lepiej dla wszystkich, jeśli będzie trzymał ją na dystans. Po co ma ją irytować swoją obecnością? Przy okazji upiecze dwie pieczenie na jednym ogniu.

    OdpowiedzUsuń
  4. Poczuł, jak zaciskała mocniej dłonie. W głębi duszy przestraszył się tego gestu. Dlaczego? Co takiego powiedział? Nie powinien się przejąć słowami dziewczyny i normalnie pewnie miałby to gdzieś, ale teraz... Dotknęły go te słowa, bo wiedział, co znaczy samotność, szczególnie po tym niefortunnym zawodzie miłosnym. Cholera jasna... Po co ona to powiedziała, po co? Nie wiedział, co miała na myśli przez: "Ale ty już masz w tym doświadczenie, prawda?" . Mógł się tylko domyślać, że chodzi o powód, dla którego przestała z nim rozmawiać. Powód, którego sam nie znał. Już chciał zapytać ją, o co jej chodzi, ale nie zdążył, bo ojciec porwał ją do tańca. Z jednej strony, poczuł ulgę, że już nie musi z nią tańczyć. Kontakt z nią nie wychodził mu na dobre, zdecydowani. Miał kolejny powód, żeby ograniczać z nią styczność. Może dlatego że jej słowa otworzyły w jego mózgu tą przegródkę, która się już zakurzyła. Przez moment zaczął myśleć, jak to będzie czuć się samotnie w towarzystwie kogoś. Wśród ludzi jest się także samotnym. Pierwszy raz od dawna przeszło mu przez myśl, że może mu to przeszkadzać, ale w mig przypomniał sobie ból po odejściu ukochanej. Wolał być sam niż przeżyć zawód drugi raz. Wydawało mu się, że czuł jeszcze te zaciskające się dłonie Jay, jakby jego słowa sprawiły jej ból. Coś go delikatnie ruszyło, jakby na ułamek sekundy się tym przejął, ale trwało to zaledwie krótką chwilę, po której wrócił do bycia chłodnym, bezdusznym Jamesem. Musiał się ogarnąć. Przecież sam tego chciał, prawda? Spoglądał na nią, jak tańczy z ojcem i wydawała się o wiele bardziej swobodna, a przede wszystkim pogodniejsza niż przed chwilą. No cóż, nie był najlepszą partią do życia, a dla Jay prawdopodobnie najgorszą z możliwych...

    OdpowiedzUsuń
  5. Mężczyzna bardzo dokładnie obserwował Jay w czasie jej tańca z ojcem. Minę miał poważną, ale w środku coś się w nim kotłowało. To nie tak, że jej współczuł, w końcu sama się na to wszystko zgodziła, jednak zobaczył diametralną zmianę pomiędzy tą kobietą, która tańczyła z nim, a tą, która wiruje w tańcu ze swoim ojcem. Może gdyby jej nigdy wcześniej nie spotkał, miałby do tego więcej dystansu i nawet nie zajmowałby się obserwowaniem jej, ale tak… Pamiętał ją przecież. Cały czas sobie powtarzał, że nic go to nie obchodzi, że już nie zostało mu nic z dawnego siebie i teraz jest już tylko zimnym draniem. Tylko czy to była prawda? Odwrócił od niej wzrok, żeby odegnać te wszystkie natrętne myśli. Do diabła z tym wszystkim…
    Wesele dopiero się rozkręcało, a on już miał dosyć całej tej imprezy. Modlił się, żeby to skończyło się jak najszybciej. Chciał po prostu wrócić do domu i odciąć się od Jay, zachowywać się tak, jakby jej nie było w domu. Niestety, czekało go jeszcze wiele atrakcji… Kiedy race skończyły się palić, podał Jay nóż, a następnie położył swoją dłoń na jej ręce, by mogli wspólnie ukroić pierwszy kawałek. Dziwnie się czuł, tak trzymają jej rękę, ale w końcu zwyczaj to zwyczaj. Mieli wyglądać na zakochaną parę, chociaż James nawet nie silił się na uśmiech. Nie chodziło nawet o to, że się męczył. Im dłużej przebywał w jej towarzystwie, tym coraz dziwniej i nieswojo się czuł. W jego głowie zaczęła kiełkować myśl, że ten cały ślub był jednym z najgłupszych i najbardziej idiotycznych błędów w jego życiu.

    OdpowiedzUsuń
  6. Wiedział, jak beznadziejne będzie ich wspólne życie, ale przecież tego właśnie chciał. Ożenił się tylko i wyłącznie dla majątkowej korzyści, a nie z miłości. Jedyny problem, jaki miał, to to, że coś z tyłu głowy niemiłosiernie go kłuło, mówiło, że Jayla nie zasłużyła na taki los. Nie chciał jej krzywdzić, choć sam nie potrafił tego przed sobą przyznać. Może właśnie dlatego powinien trzymać ją na dystans. Dla dobra ich obojga.
    O mało nie parsknął śmiechem, słysząc jej tekst, jednak w porę się opanował i po prostu uniósł brwi, jakby chciał ją strofować za te słowa. Posłusznie otworzył usta i łapczywie zjadł dosyć spory kawałek. Podłożył rękę pod podbródek, żeby nie ubrudzić sobie garnituru, po czym posłał jej karcące spojrzenie. Domyślał się, że zrobiła to specjalnie. Czy teraz będą się tak przekomarzać?
    - Może i za moje pieniądze, ale to Ty będziesz chodziła w ubrudzonej, a nie ja - odpowiedział, po czym również nabrał pokaźną porcję tortu na widelczyk. - Smacznego - dodał, kierując w jej stronę kawałek słodkości.
    Jakież to idiotyczne przyszło mu do głowy. Nie rozumiał, po co musieli to robić. Kolejna niepotrzebna nikomu do niczego szopka. Odetchnął z ulgą, kiedy wreszcie skończyli to całe przedstawienie. Myślał, że teraz będzie mógł spokojnie usiąść i czekać, aż to wszystko się skończy. W jak wielkim był błędzie... Kiedy do jego uszu dopadło słynne "gorzko, gorzko", zaczął poważnie myśleć o uduszeniu wszystkich weselnych gości. Większego bzdetu dawno nie słyszał... Wiedział, że nie przestaną, dopóki państwo młodzi nie spełnią ich prośby. Lud chciał przedstawienia, a oni mieli im to dostarczyć. Absurd, a niby wesele to święto młodych. Bzdura. Robili to wszystko dla gości.
    - Tylko nie panikuj. Nic Ci nie zrobię, a oni przynajmniej się zamkną. To nic osobistego - szepnął do niej.
    Objął jej twarz dłońmi bardzo ostrożnie, jakby była z porcelany, po czym zbliżył swoje usta i umieścił dosłownie kilka milimetrów od ust kobiety. Nie zamierzał się z nią całować naprawdę. Mieli tylko udawać. Teraz i przez całe przyszłe życie. Przed chwilą mówił jej, że ma nie panikować, a w tamtym momencie jego serce waliło zdecydowanie mocniej niż powinno. Przez głowę przeszła mu myśl, że gdyby wtedy się dogadali, gdyby nagle Jayla nie zerwała z nim kontaktu i przestała się odzywać, to może teraz jego usta nie znajdowałaby się w miejscu, w którym się znalazły i te kilka milimetrów dystansu by zniknęło. Przestraszył się tego tak bardzo, że dosyć szybko odsunął się od niej, przełykając ślinę i chroniąc się pokerową twarzą. Obiecał sobie, że już nigdy w nic się nie zaangażuje, nigdy. Nie chciał zostać kolejny raz skrzywdzony. Jayla miała być jego wrogiem, w końcu była kobietą, a to właśnie przez reprezentantkę płci pięknej stał się taki...

    OdpowiedzUsuń
  7. Zmarszczył brwi, słysząc zamieszanie przy drzwiach. Co jeszcze przyszykowano mu na ten dzień? Zmierzył mężczyznę, który wtargnął do sali. Nie rozpoznawał go, więc co on tu robił? Spojrzał na swoją małżonkę i ze zdziwieniem odkrył, że ta chyba wie, kim jest ten facet. Jego krzyki nie powinny robić na nim wrażenia, ale uruchomiły całą lawinę myśli. Czy tym ślubem wtargnął w życie prywatne kobiety do tego stopnia, że musiała zerwać z człowiekiem, którego kochała? Ilu jeszcze rzeczy się dowie w trakcie tego chorego spektaklu? Czuł się teraz jak w brazylijskiej telenoweli. Zobaczył, jak Jayla zmierza w kierunku awanturnika i nie wiedział, co zrobić. Zatrzymać ją czy pozwolić jej do niego podejść? Z jednej strony, może jak wytłumaczy mu, że ma sobie pójść i na tym się skończy, ale z drugiej... Mężczyzna nie wyglądał na trzeźwego. Nie, żeby jakoś bardzo przejmował się Jaylą, ale od dzisiaj był jej mężem, czy tego chciał, czy nie i nie mógł pozwolić, żeby coś jej się stało. Ostatecznie zrobił tylko krok bliżej, chcąc obserwować na spokojnie całe zajście i w razie czego móc wkroczyć. Kłębiło się w nim dużo emocji. Był zmieszany, wściekły i zdezorientowany całą sytuacją. Miał serdecznie dosyć tego wesela. Z każdą mijającą minutą tej tortury żałował, że podjął taką decyzję. Może gdyby to nie była Jayla, byłoby mu łatwiej, czułby się inaczej. Teraz stał i przeklinał ją w myślach, że przez jej chłoptasia musi tu stać, i na to patrzeć. Nie wiedział, czy w tej chwili jego rodzice patrzą na niego zmieszani, czekając na jego śmiałą reakcję, ale on stał i wpatrywał się w pannę młodą. Nie powinno go to obchodzić i usilnie wmawiał sobie, że tak jest, ale w rzeczywistości dalej myślał o tym, czy ona kocha tego faceta czy nie i co jest pomiędzy nimi. Przypomniał mu się ich udawany pocałunek sprzed chwili i coś go boleśnie zakłuło. Oni tylko udawali miłość, a to było gorsze od szczerej nienawiści. Zdał sobie sprawę, że musi się zachowywać tak, jakby jej nie było, bo inaczej stanie się coś złego...

    OdpowiedzUsuń
  8. Kilka razy miał ochotę się zerwać i dać temu całemu Danielowi w pysk, a najsilniej za pierwszym razem, gdy chciał zbliżyć się do Jayli. Przestraszył się tych myśli, które go uderzały za każdym razem, kiedy się z nim szarpała. Przecież miał mieć to kompletnie gdzieś... To dlatego stał jak słup soli, przerażony tym, co dzieje się w jego glowie, ale za ostatnim razem, gdy dziewczyna o mało się nie przewróciła, zrobił zdecydowany krok do przodu. Słowa mężczyzny sprawiły, że całe swoje emocje przelał w nienawiść i złość. Co on sobie wyobrażał? Zupełnie zapomniał, że ma na sobie garnitur, że panu młodemu nie wypada się tak zachowywać i olał fakt, że obserwują go wszyscy goście weselni. Zbliżył się do niego i po prostu go popchnął. Tak, zaczął i był tego świadomy, ale już nie mógł tego wytrzymać.
    - Spieprzaj stąd natychmiast i nie waż się nawet jej tknąć. Twoje przedstawienie nie robi na mnie wrażenia. To Ty robisz z siebie pośmiewisko - warknął do niego. - Nawet nie wiesz, z kim zadzierasz, chłoptasiu.
    Mężczyzna wydawał się być jeszcze bardziej rozsierdzony posunięciem Jamesa. Zerwał się i wręcz natarł na niego, wymierzając mu ostry cios w twarz. Pan młody poczuł, jak coś ciepłego spływa mu po policzku, a w ustach poczuł metaliczny smak. Cholera jasna...
    - Ona jest moja, rozumiesz? - krzyknął, zaśmiewając się. - Widzisz, jakiego sobie faceta znalazłaś? Nawet obronić cię nie umie, frajer. Jak mogłaś wybrać jego? - zwrócił się do Jayli, po czym zaczął niebezpiecznie zbliżać się do niej.
    James miał już dosyć i teraz pragnął tylko, żeby ten gość się stąd wyniósł. Miał w dupie to, że krew spływa mu na białą koszulę, na której zaraz pojawią się czerwone plamy. Mimo lekkiego zamroczenia nie chciał pozwolić, żeby mężczyzna zbliżył się do kobiety. Zaczął iść w jego stronę, po czym złapał go mocno za bark, odwrócił w swoją stronę i odwdzięczył się prawym sierpowym. Gdy ten się delikatnie skulił, James kopnął go w splot słoneczny i popchnął, żeby ten upadł na ziemię. Zaraz potem poczuł, że ktoś chwyta go za ramiona, próbując odwieść go od pomysłu skopania przeciwnika jeszcze bardziej.
    - James, wystarczy - usłyszał spokojny głos ojca.
    Jego znajomi wzięli się za Daniela i wyprowadzili go gdzieś na zewnątrz. Najprawdopodobniej przyjedzie po niego policja, żeby się nie awanturował więcej, ale Jamesa to nie obchodziło. Dalej był wściekły i miał ochotę zatłuc tamtego chłystka, chociażby za to, że przez niego zareagował tak emocjonalnie. Kiedy ojciec go puścił, mężczyzna poszukał wzrokiem Jayli, żeby sprawdzić, czy nic jej się nie stało, ale momentalnie odwrócił wzrok i praktycznie bez słowa, skierował się w stronę łazienki, chcąc doprowadzić się do stanu używalności. Nie zamierzał z nikim rozmawiać, a już na pewno nie z Jaylą, chociaż ona z nim pewnie też. Przez chwilę przeszło mu przez głowę pytanie, czy chociaż trochę przejęła się tym, że dostał, ale zaraz wyrzucił to z głowy. Zapewne go nienawidziła, więc jeszcze odczuła satysfakcję z tego powodu...

    OdpowiedzUsuń
  9. Dobrze, że nie widział, jak Jayla zrobiła wtedy krok w stronę leżącego na ziemi mężczyzny, bo z pewnością by go to zabolało w jakiś dziwny sposób. Odkręcił zimną wodę i chlusnął nią w swoją twarz, chcąc się otrzeźwić. Spojrzał na swoje odbicie w lustrze. Wyglądał koszmarnie. Westchnął ciężko, ale zamiast doprowadzać się do porządku, stał jak słup soli i gapił się na siebie w szklanej tafli. Jaki Ty jesteś głupi, Gardner... Jeszcze się nie nauczyłeś? Jeszcze Ci mało? Po cholerę w ogóle się wdałeś w tą bójkę, przecież to nie był Twój problem pytał sam siebie. Zamknął oczy i wówczas jego umysł przywołał ten piekielny moment, kiedy odkrył, jak bardzo dał się wykorzystać. Migały mu w pamięci jeden po drugim te wszystkie chwile, kiedy został zmanipulowany i robił wszystko na skinienie palca, bo przecież kochał. Gonitwę myśli przerwało mu pukanie i znajomy głos. Nie chciał jej widzieć, nie, gdy był tak odsłonięty emocjonalnie, nie, kiedy tak ciężko mu będzie przykryć ból, który kolejny raz powrócił. Nie miał jednak siły jej spławiać, więc po prostu bez słowa, otworzył drzwi. W zastraszająco szybkim tempie odkręcił kran z lodowatą wodą. Nie chciał, żeby ktokolwiek zobaczył go w takim stanie, w jakim był teraz. Pewnie wyglądał dla osoby postronnej jak wrak. Najgorsze było to, że mimo powtarzania sobie taką ilość razy, jak bardzo nie obchodziło go już to, jak został skrzywdzony, to ciągle wracało, cały czas udowadniając mu, że jednak rana pozostaje otwarta i boli dalej.
    - Nie musisz udawać przed nimi, że się martwisz - powiedział, posyłając jej zmęczone spojrzenie, po czym zaczął niepokojąco kaszleć. Chyba powinien trzymać jednak głowę w dół... - Nie powinienem się wtrącać i dać się mu sprowokować. Zrobiłem to, to teraz mam nauczkę - dodał, uśmiechając się ironicznie pod nosem.
    Miał ochotę zamknąć się w swoim gabinecie i tam spędzić kolejne godziny w samotności. Starał się bardzo przybrać maskę cynizmu i obojętności, ale średnio mu to wychodziło. Był tylko człowiekiem i też miał momenty słabości.
    - Wracaj na salę, poradzę sobie. Nie mam dziesięciu lat, a poza tym, krew.
    Przez moment żałował, że nie oberwał mocniej. Pojechałby na pogotowie i nie musiał tu siedzieć przez kolejne kilka godzin, patrzeć na tych wszystkich ludzi. Nagle przypomniał sobie, że dziewczyna oglądała się za Danielem, którego wyprowadzali jego znajomi. Pewnie się zastanawiała, co z nim będzie.
    - Tamten pewnie spędzi noc w areszcie, ale to wszystko i nie musisz się martwić, nie wniosę oskarżenia przeciw temu twojemu chłopakowi. Nie chce mi się z nim szarpać.
    Nie wiedział, co ich łączyło, ale może Jayla właśnie po to tu przyszła, żeby się upewnić, że ten cały Daniel nie trafi za kratki?

    OdpowiedzUsuń
  10. Chciał odmówić, kiedy zbliżyła się do niego z ręcznikiem, ale w końcu się poddał. Nie zamierzał już się kłócić, więc po prostu usiadł. Nie chciał litości ze strony Jayli, poza tym domyślał się, że się do tego zmusza. Ten ślub to chyba najgłupszy pomysł, na jaki wpadł w życiu. Teraz dałby wszystkie pieniądze, żeby to cofnąć, ale chyba było już na to za późno. Chciał zostać sam, żeby niepotrzebnie nie otwierać po raz kolejny tych samych ran, a z Jaylą to będzie niemożliwe. Spędzili ze sobą kilka godzin, a już działy się takie rzeczy...
    Odetchnął gdzieś w środku z ulgą, kiedy powiedziała, że nie rozstała się z Danielem z powodu ślubu. Przynajmniej nie będzie miał jakiś wyrzutów sumienia, że zostawiła swoją miłość dla atrapy małżeństwa. Nie chciał ciągnąć ją za język w kwestii przyczyn rozstania. To jej prywatna sprawa.
    - Nie przepraszaj. To niczyja wina. Ty za to musiałaś tu przyjść, więc jesteśmy kwita - odparł spokojnie.
    Był zmęczony tymi wszystkimi emocjami. To, że grał ostatniego dupka i ignoranta nie znaczy, że taki był. On też coś czuł, też miał swoje demony i problemy, którymi jednak nie zamierzał się dzielić z nikim.
    - Już chyba wystarczy, dzięki - powiedział, starając się odsunąć. - Wszystko w porządku? - zapytał jeszcze. - Pewnie zaraz będziemy musieli tam wrócić. Zgaduję, że nie będą o nic pytać, chociażby z grzeczności. Nie wiem, czy nie powinienem poprosić, żeby mi przywieźli koszulę na zmianę. Chyba nie wypada paradować w czymś takim - dodał, pokazując na kawałek materiału zaplamiony krwią.
    Gadał od rzeczy, bo nie chciał tak siedzieć w ciszy, a poza tym, zamierzał tym jakoś stłumić swoje samopoczucie.

    OdpowiedzUsuń
  11. Westchnął, kiedy dziewczyna wyszła z łazienki i jeszcze raz obejrzał się w lustrze. Jego pytanie o jej stan było totalnie głupie, bo przecież na pewno czuła się źle. Nie chciał myśleć, w jakim stanie by był, gdyby podobną akcję odwaliła mu jego poprzednia partnerka. Szybko się przebrał i postanowił wrócić na salę, żeby o tym nie myśleć. Próbował robić dobrą minę do złej gry i od czasu do czasu obserwował, co się dzieje z kobietą. Odliczał kolejne minuty i z satysfakcją wpatrywał się we wskazówkę zegara. Wreszcie nadeszła pora, gdy mogli pożegnać gości i wrócić do domu. Teraz zapewne powinien przenieść ją przez próg i zanieść do sypialni, ale jasnym było, że nic takiego nie nastąpi. Ani dziś, ani nigdy.
    Jechali w ciszy, a James obserwował budynki zza okna samochodu. Wreszcie mógł zaszyć się w gabinecie, cały dzień o tym marzył.
    - No to... - odchrząknął - witaj w domu. Twoja sypialnia jest na pierwszym piętrze, pierwsze drzwi na lewo. Łazienkę masz w pokoju. Możesz ją urządzić po swojemu, jak coś ci nie będzie pasować. No... Będę w gabinecie, jakby co - dodał jeszcze, po czym w zastraszającym tempie zniknął za drzwiami wspomnianego biura.
    Uznał, że tyle informacji na razie starczy i tak mieli dużo wrażeń, a nawet za dużo. Mężczyzna usiadł w fotelu i wyciągnął szklankę whiskey. Wiedział, że nie zaśnie tak prędko przez tą całą sytuację i durne wspomnienia. Zaraz potem postawił na stole laptopa i po prostu pogrążył się w pracy, mimo że było już naprawdę późno, a on jeszcze czuł bolący nos.

    OdpowiedzUsuń
  12. Mężczyzna starał się pracować, ale mu to nie wychodziło. Co chwilę się rozpraszał. Myślał o ślubie, całej akcji z Danielem, o której przypominał mu przede wszystkim delikatnie bolący nos, ale też o Alison - swojej byłej partnerce. W dodatku jego podły umysł podsuwał mu sceny ze znajomości z Jaylą. Minęło tyle czasu, a on dalej nie miał pojęcia, dlaczego właściwie kobieta przestała się do niego odzywać, skoro nic jej nie zrobić. Cóż, może nigdy już się nie dowie... Czuł, że z braku snu zaczyna boleć go głowa, ale nie zamierzał się kłaść. Nawet nie wiedział, która była godzina, gdy udał się do kuchni, aby napić się kawy. Nie sądził, że kogokolwiek spotka o tak późnej (bądź wczesnej) porze. Po chwili usłyszał jednak kroki i kiedy się obejrzał, zobaczył swoją świeżo upieczoną małżonkę. Zmarszczył brwi, zastanawiając się, dlaczego nie spała.
    - Cześć - przywitał się cicho. - Nie możesz spać? - zapytał.
    Pewnie czuła się bardzo obco w tym domu. Dopiero teraz zdał sobie sprawę, że w tym układzie ona ma zdecydowanie gorzej niż on. Musi się przyzwyczajać do nowego otoczenia, nowego życia, nowych wnętrz, a jakby tego było mało, musiała mieszkać z człowiekiem, którego praktycznie nie znała i nie darzyła go sympatią. Nie wiedział, czy wobec tego miał je unikać i znikać z oczu przy każdej okazji, czy jednak próbować z nią żyć na tyle normalnie, na ile jest to możliwe w ich sytuacji. Wyczuwał jakieś dziwne napięcie, gdy pojawiała się w jego otoczeniu, bo nie wiedział, jak ma się wobec niej zachowywać. Może pora się w końcu dowiedzieć?
    - Jayla, posłuchaj. Czy chcemy, czy nie, to jesteśmy na razie na siebie skazani, więc od razu powiedz, czy chcesz, żebym cię unikał i żebyśmy rozmawiali tylko wtedy, kiedy to konieczne. Wiem, że za mną nie przepadasz, nie mam pojęcia dlaczego, ale zostawmy ten temat. Nie musimy się tu zabijać i skakać sobie do gardeł, chociaż nie wykluczam, że może się tak stać - powiedział dosyć formalnym tonem, wkładając ręce w kieszenie weselnych spodni i opierając się nonszalancko o kuchenny blat. Nawet się nie przebrał. Zdjął tylko marynarkę i krawat, żeby było mu w miarę wygodnie.

    OdpowiedzUsuń
  13. Jakby dostał mokrą szmatą w pysk... Chciał się jakoś dogadać, ale z nią to było widocznie niemożliwe. Ciśnienie aż mu skoczyło i chociaż był zmęczony, to po jej słowach chyba nie potrzebował już kawy.
    - Słucham? To ciekawe, bo jednego dnia wszystko było okej, nawet sprawiałaś wrażenie, jakbyś mnie lubiła, a już następnego obraziłaś się jak jakaś księżniczka. Kto tu jest zadufany w sobie, co? Po co w ogóle ze mną gadałaś? Wcześniej się nie zorientowałaś, że jestem, jak to określiłaś, "zadufanym i egocentrycznym dupkiem", tylko nagle zmieniłaś zdanie po jednym dniu, chociaż nic Ci nie zrobiłem? Proponuję jakieś rozwiązanie, żeby się dogadać, a Ty mówisz, że jestem dupkiem i myślę, że wszystko mi się należy? Jesteś śmieszna - prychnął. - Jaaaaasne, oczywiście, że wybrałem Cię spośród tysiąca innych kobiet, żebyś się mogła poczuć wyjątkowa. Nie schlebiaj tak sobie. Przeszkadza Ci, że tu mieszkasz? Tak Ci źle i okropnie? Może trzeba było przyjrzeć się interesom rodziców, to teraz nie musiałabyś mnie oglądać. Żałosne... Poza tym, nie wiem nawet do czego pijesz, bo nie przypominam sobie, żebym okazywał jakąś wyższość czy cokolwiek innego. Masz jakieś urojenia chyba - skwitował, po czym zaczął nerwowo przemieszczać się po kuchni. - Z resztą, chyba nie do końca nie przepadasz za kolesiami, którzy myślą, że wszystko im się należy, bo wyglądałaś momentami na przejętą tym całym Danielem, więc widocznie to też zależy od Twojego widzimisię - dodał jeszcze.

    OdpowiedzUsuń
  14. Za dużo emocji, których jeszcze nie zdążył przetrawić do końca, kłębiło się w nim. To musiało zaowocować taką reakcją. Myślał, że jak wyjdzie za mąż dla korzyści majątkowej, to mu jakoś pomoże i udowodni sobie, że już nic go nie rusza i że już dawno przetrawił związek z Alison. Taaaa... Było jeszcze gorzej niż wcześniej i to już pierwszego dnia. Gdy mówiła o nim, czuł, jakby to on krzyczał te same słowa w stosunku do swojej byłej, bo przecież zrobiła dokładnie to samo, o co Jayla oskarżała mężczyznę. Nie rozumiał, dlaczego kobieta tak zażarcie broniła swojego byłego. Przecież było widać, że mu na niej nie zależało. Zachowywał się jak niezrównoważony, jak opętany, a ona jeszcze teraz stawiała go w lepszym świetle niż Jamesa, który nie był niczemu winien? "Ty jesteś w stanie tylko niszczyć". Nawet popchnięcie nie bolało tak bardzo jak te słowa. Zaczął się zastanawiać, co się z nim dzieje, że skorupa, którą sobie stworzył, zaczęła mieć szczeliny, w które Jayla uderzała tak celnie, jakby dokładnie znała całą jego przeszłość i wiedziała, gdzie przyłożyć...
    - To trzeba było za nim iść i jeszcze pogłaskać go po główce, za to, że cię popchnął i szarpał się z tobą. Wiedziałem, że to tak się skończy. Zawsze tak się kończy. Oczywiście, że musiałem jak ostatni idiota wkroczyć, bo przecież chciałem pomóc, ale Wy radzicie sobie ze wszystkim doskonale, a z wykorzystywaniem nas najbardziej - wyrwało mu się. Przez moment milczał, chcąc się uspokoić, żeby nie wylać żalów ze swojej przeszłości. Nie musiała tego wiedzieć.
    - Gówno o mnie wiesz - powiedział, zbliżając się do niej, dzierżąc w ręku szklankę.
    Zacisnął zęby z całej siły, żeby się powstrzymać od rzucenia w nią naczyniem. W końcu odwrócił się napięcie i nie zwrócił uwagi, jak mocno zaciska jedną z rąk na szklankę, która kilka sekund później rozpadła mu się w palcach.
    - Cholera jasna - krzyknął, po czym po prostu opuścił kuchnię z poranioną dłonią.
    Z pomocą resztek zdrowego rozsądku szybko wyjął apteczkę z jednej z szafek w łazience. Już po chwili trzasnął z całej siły drzwiami wejściowymi, a Jayla mogła usłyszeć, jak odjeżdża z piskiem opon.

    OdpowiedzUsuń
  15. Mężczyzna nawet po samemu sobie nie spodziewał się takiej reakcji. Nie sądził, że to wszystko tak mocno go dobije. Jechał kilkanaście minut z pokiereszowaną ręką, zdecydowanie za szybko niż powinien. Zapewne nie powinien jechać pod takim wzburzeniem, ale nie mógłby wytrzymać teraz w domu. Zatrzymał się w dobrze znanym sobie miejscu, nad pobliskim jeziorem, w które często zabierał go ojciec, gdy był mały. Oparł się o samochód, delektując się przepięknym widokiem. Nigdy nikogo tu nie zabierał, nawet Alison. Chciał mieć jedno miejsce, które będzie mu się kojarzyło z pozytywnymi wspomnieniami z dzieciństwa. To był dla niego wentyl bezpieczeństwa, tu zawsze łatwiej było mu się uspokoić. Nie kontrolował czasu i nie wiedział nawet, ile tak stał i patrzył, myśląc o tym wszystkim. Kiedy emocje już trochę z niego opadły, spróbował opatrzeć sobie rękę. Wracając do domu czuł, że znowu odzyskuje kontrolę nad sobą i całą sytuacją. Miał mocne postanowienie, żeby nie dać ponieść się już więcej emocjom, bo to w jego przypadku powodowało lawinę.

    Alison zmierzyła Jaylę od stóp do głów. Nie mogła uwierzyć, że rywalka, której lata temu tak zręcznie się pozbyła, mieszkała teraz w domu Jamesa. Jakim cudem do tego doszło? Wiedziała, że po całej intrydze, Grayer nie znosi Gardnera, więc na pewno nie przyszła tu z własnej woli, a to znaczyło, że... Nie, to niemożliwe.
    - Nie rozśmieszaj mnie. Sprzątasz tu i udajesz, że jesteś wielką panią? Ciekawe, co na to James - powiedziała pogardliwie.
    W tym momencie czarny samochód wjechał na podjazd, a z niego wyszedł Gardner. W pierwszej chwili totalnie nie zauważył swojej byłej, ale gdy tylko trochę się zbliżył, wryło go w ziemię i Jayla musiała to widzieć. Zrobił się blady w ciągu sekundy, a jego oczy wypełniło przerażenie. Trwało to zaledwie chwilę, bo zdał sobie sprawę, co robi i znacząco odchrząknął, żeby móc się ogarnąć. Miał wrażenie, że zaraz zetnie go z nóg. Spodziewał się wszystkiego, ale nie jej... Spokojnie podszedł do kobiet, jednak w rzeczywistości serce waliło mu jak cholera i dalej jego twarz nie wróciła do swoich kolorów, chociaż było już lepiej. Jakby zobaczył ducha...
    - Chyba pomyliłaś adresy, Alison - powiedział lodowatym tonem, wchodząc do środka.
    - James, błagam Cię, porozmawiaj ze mną - jej głos zmienił się o sto osiemdziesiąt stopni. Przybrał słodką, wręcz teatralnie błagalną formę.
    Mężczyzna nawet nie patrzył na kobietę. Zwrócił za to uwagę na swoją żonę i posłał jej zaledwie jedno spojrzenie. Zwyczajnie szukał ratunku, ale zdał sobie sprawę, że w Jayli nigdy nie będzie mieć sojusznika. Milczał, bojąc się, że jeszcze się zgodzi.
    - James, proszę Cię... - spróbowała jeszcze raz. - Co ci się stało? Okropnie wyglądasz - próbowała się zbliżyć, ale mężczyzna zrobił zdecydowany krok w tył.
    Wyglądał jak bezbronna owca, która stoi przed wilkiem. Ten jej troskliwy ton kusił go jak za dawnych lat...
    - Widzę, że poznałaś już moją żonę - powiedział, wskazując na Jaylę.
    Myślał, że to ją odstraszy, że odwróci się napięcie i wyjdzie, zrezygnuje. To była jego ostatnia deska ratunku.
    - Tak, poznałam i cieszę się Twoim szczęściem. Nie chcę ci niczego burzyć, po prostu mnie wysłuchaj, ten ostatni raz, a potem możesz mnie stąd wyrzucić - powiedziała mocno zdesperowanym, trochę drżącym głosem.
    Odważył się na nią spojrzeć. Te rysy twarzy, te usta, oczy, nie mylił się, to była ona. Jeszcze by wytrzymał, jeszcze raz by stanowczo odmówił, gdyby tylko nie obdarzył ją spojrzeniem.
    - Masz 5 minut - odparł zimno. - Wiesz, gdzie jest gabinet.

    OdpowiedzUsuń
  16. Skarbie. Aż oglądnął się za kobietą, obdarzając ją zaskoczonym spojrzeniem, ale ona chyba tego nie dostrzegła. Szedł jak na ścięcie. Nie wiedział, jak mógł po raz kolejny jej ulec, ale zaczął sobie tłumaczyć, że zrobił to tylko po to, żeby w końcu sobie poszła, a nie że chciał wiedzieć, o co chodzi. Wskazał ręką na fotel, na którym miała usiąść Alison. Obok nie było już Jayli, więc mógł sobie pozwolić na konkrety.
    - Czego chcesz? Mało jeszcze ode mnie wyciągnęłaś? Masz tupet... - zwrócił się do niej.
    - Jamie, przepraszam, byłam głupia i wiem, że nie powinnam tu przychodzić, ale nie miałam wyboru. Tylko ty mi zostałeś, inaczej trafię pod most, błagam Cię - odparła błagalnie.
    - Idź do swojego partnera, ja już nie mam z Tobą nic wspólnego - próbował odmówić.
    Wstała i podeszła do niego, podnosząc rękaw. Oczom mężczyzny ukazały się siniaki. Jego pięści się zacisnęły, ale tylko wpatrywał się w przebarwienia skóry, nie podnosząc wzroku na nią.
    - Wiem, że byłam podła, wiem, że sobie na to zasłużyłam, ale... - głos zaczął jej się łamać. James usłyszał, jak przełyka ślinę. - Proszę cię, pomóż mi... Niedawno od niego odeszłam. Wstydziłam się tu przyjść, bo wiem, że Cię skrzywdziłam, wiem, że zwykłe przepraszam nic nie zmieni. Uwierz mi, żałuję tego. Ja naprawdę zrozumiałam swój błąd, szczególnie po tym, co przeszłam, dotarło do mnie, jak durne było wtedy moje myślenie - powiedziała łzawym tonem.
    James podniósł wzrok i zobaczył, że po jej policzkach popłynęły łzy. Przygryzł wargę. Tak bardzo chciał nie ulec...
    - Przepraszam... Nie powinnam w ogóle tu przychodzić. Widzę, że masz żonę, ułożyłeś sobie życie. Jeszcze raz przepraszam i mam nadzieję, że będziesz szczęśliwy - odezwała się nagle, po czym pośpiesznie naciągnęła rękaw i ze spuszczoną głową zaczęła zbliżać się do drzwi.
    Mężczyzna walczył ze sobą, ale jej zachowanie, te siniaki, łzy. Przecież nie mógł jej tak zostawić. Ona nigdy nie przepraszała, nigdy. Prawda była taka, że James bardziej chciał, żeby to wszystko nie okazało się kłamstwem, bo po raz kolejny by się załamał.
    - Zaczekaj - zatrzymał ją, wzdychając ciężko. - Pomogę Ci, ale pod jednym warunkiem. Kiedy już wszystko będzie w porządku, znikniesz z mojego życia na zawsze.

    OdpowiedzUsuń
  17. Już wiedział, że popełnił błąd, godząc się na to wszystko, ale nie mógł się wycofać. Przełknął ślinę. Nie potrafił pozostać obojętny, kiedy stała przed nim i wylewała może łez. To była potworna manipulacja, ale sam James tego nie dostrzegał. Mężczyzna kompletnie nie wiedział, co miał zrobić, jak się zachować. Nie chciał żadnego kontaktu fizycznego, nawet nie zamierzał poklepać jej po ramieniu. Podszedł do biurka i wyciągnął z niego chusteczki, po czym w ciszy podał je Alison.
    - Przykro mi - powiedział, ograniczając chłód w głosie. - Mogę Ci zaproponować jakiś pokój w mieszkaniu dla pracowników firmy, ale nie możesz tam zostać wiecznie. Jest tam bezpiecznie, więc nie powinien cię nękać. W razie czego dzwoń na policję - dodał.
    Chciał, żeby już stąd poszła, żeby mógł odetchnąć. Nagle usłyszał pukanie do drzwi.
    - Jasne, zaraz się ogarnę, dzięki.
    Podziękowanie miało podwójną wymowę, bo to oznaczało, że Alison będzie musiała się usunąć.
    - Jak pewnie słyszałaś, zaraz musimy się zbierać razem z żoną, więc... - poszukał gdzieś swojej wizytówki. - Zadzwoń do mnie jutro, przygotuj rzeczy i wtedy porozmawiamy.
    Jego ton był oficjalny, jakby ubijał interes. Teraz skrywał się pod maską, jak nigdy dotąd.
    - James, nawet nie wiesz, jak jestem Ci wdzięczna, naprawdę. Twoja żona to szczęściara. Nie mam pojęcia, jak Ci się odwdzięczę. Ja...
    - Wystarczy - przerwał jej. - Najlepiej tym, że po tym wszystkim znikniesz z mojego życia, jak obiecałaś. Odprowadzę cię - powiedział, przepuszczając ją w drzwiach.
    Sam nie wiedział, czy dobrze robił, pomagając jej, ale nie miał serca odmówić. Dalej miał do niej słabość i to mogło go zgubić... Pożegnał kobietę, a potem ruszył prędko pod prysznic, żeby przygotować się na obiad do jego rodziców.

    Byli już w samochodzie i zmierzali do ustalonego celu. Mężczyzna był wyraźnie nieobecny, bo cały czas analizował postępowanie Alison. Scena po scenie analizował ich dzisiejszą rozmowę, a także jej zachowanie w czasie ich związku. Czuł się zagubiony w tym wszystkim. Zgodził się pod wpływem chwili, łez, płynących po jej policzkach. Będzie musiał totalnie się wysilić, żeby jego matka nie zauważyła, że coś jest nie tak. Nie chciał jej martwić, tym bardziej że zapewne bardzo się cieszyła na ten wspólny obiad.

    OdpowiedzUsuń
  18. Mężczyzna założył na siebie niebieską koszulę, bo w takim stroju czuł się dobrze. Charakter jego pracy zmuszał go do profesjonalnego wyglądu, więc w zasadzie koszula stała się jego strojem codziennym, co nie znaczy, że nie nosił zwykłych t-shirtów. Po prostu miał ich mniej niż wcześniej. Słowa kobiety wyrwały go z transu prowadzenia. Obdarzył szybko spojrzeniem swoją rękę. Do wesela się zagoi...
    - Możliwe - skwitował krótko, jakby chciał ją wystraszyć. - Po prostu skaleczyłem się szkłem, co dalekie od prawdy nie jest, a o tym, że stało się to w czasie kłótni, nie musimy wspominać. Nie chciałbym jej niepotrzebnie stresować, bo zgaduję, że jest cała w skowronkach w związku z dzisiejszym obiadem i niech tak zostanie - dodał jeszcze ze znużeniem.
    Zajechali na podjazd pięknego domu, w którym James spędził dzieciństwo. Uśmiechnął się na ułamek sekundy, patrząc na posiadłość. Lubił tu przyjeżdżać i w zasadzie jego mama wybrała idealny moment na zaproszenie obiadowe. Potrzebował zaznać spokoju, a tu z pewnością mu się to uda. Wyszedł z pojazdu i nawet przeszło mu przez myśl, żeby otworzyć dziewczynie drzwi, ale uznał, że zrobi to sama, zanim on zdąży położyć rękę na klamce. Dopiero gdy wysiedli, zwrócił uwagę na strój Jayli. Wyglądała naprawdę ślicznie w prostej, czarnej sukience. Nie wątpił, że spodoba się to jego mamie, bo Grayer prezentowała się po prostu skromnie.
    - Kochani, jak się cieszę, że przyszliście - powitała ich serdecznie, po czym przytuliła swojego syna i uśmiechnęła się do Jayli. - Pięknie wyglądasz, moja droga - pochwaliła ją szczerze. - Wchodźcie, już wszystko gotowe.
    Kąciki ust Jamesa powędrowały do góry, kiedy widział, jak bardzo Cassandra promieniała z radości. Jego ojciec przywitał się z nimi równie szczodrze.
    - Spędziła kilka godzin w kuchni, żeby Wam to wszystko przygotować. Nawet nie pozwoliła mi tam wściubić nosa, tak się uparła, że zrobi wszystko sama - szepnął do nich, kiedy kobieta przeszła do przodu.
    Gardner był bardzo ciekawy, co takiego przygotowała jego matka. Im bardziej zbliżał się do jadalni, tym intensywniej czuł cudownie kuszący zapach potraw. James odsunął swojej małżonce krzesło, żeby mogła usiąść, po czym zajął miejsce obok niej.
    - Jedzenia jak dla wojska, mamo - uśmiechnął się chłopak.
    - Nie marudź, tylko jedz - powiedziała podekscytowana. - Wszystko w porządku? Co ci się stało w rękę? - zapytała podejrzliwie.
    - To nic takiego, pokaleczyłem się szkłem, to wszystko - odparł.
    - Ty to masz szczęście. Jayla, uważaj na niego. Jak był mały, cały czas sobie coś robił, a to złamana ręka, a to skaleczenie. Chyba ci tak zostało - powiedziała, badawczo przyglądając się jeszcze raz poszkodowanemu. - Jak Ci się podoba dom? - zwróciła się pełnym troski głosem do Jayli.

    OdpowiedzUsuń
  19. Mężczyzna słuchał odpowiedzi kobiety i zastanawiał się, czy była szczera, czy może chciała najzwyczajniej w świecie być miła. Wydawało mu się, że jego żona czuje się tu nieswojo i w zasadzie trudno było się jej dziwić, bo nie znała nikogo przy tym stole. James obdarzył spojrzeniem swoją mamę, jakby próbował jej niewerbalnie przekazać to, co chodziło mu po głowie.
    - Wręcz uwielbiam - odparła z uśmiechem - ale nigdy nie gotowałam aż tyle jednocześnie. Mam nadzieję, że będzie smakować tak, jak wygląda.
    - Na pewno, kochanie - zwrócił się do Cassandry jej mąż.
    Był zdecydowanie cichszy niż kobieta i bardziej obserwował młodych niż starał się nawiązać jakąś rozmowę, ale darzył ich życzliwym spojrzeniem. Cassandra domyślała się, jak czuła się Jayla w tak wielkim domu, wśród obcych ludzi, bo sama przez to przechodziła. Nie chciała jej peszyć w żaden sposób.
    - A ty? Lubisz gotować? - zapytała życzliwie. - James się stara, ale czasem z marnym skutkiem - zachichotała, na co jej syn zareagował szczerym uśmiechem.
    - Kiedyś to ja zaprosiłem rodziców na obiad do siebie, tylko skończyło się na tym, że w końcu musieliśmy coś zamówić, bo nie dało się tego jeść - wytłumaczył Jayli.
    - Delikatnie mówiąc - dodał jego ojciec.
    James przez moment poczuł się tak rozluźniony i okazał to też w swojej wypowiedzi do żony, że po chwili aż odchrząknął i powrócił spokojnie do naturalnego wyrazu twarzy, jakby chciał sam siebie zdyscyplinować.
    Nałożył sobie pokaźną porcję jedzenia. Rozpływało się w ustach. Jego mamie naprawdę zależało, żeby ten obiad wypadł, jak należy. Kiedy już udało im się na spokojnie zjeść, ojcu Jamesa zadzwonił telefon.
    - Przepraszam Was, muszę odebrać, to ważne. James, chodź ze mną na chwilę - poprosił syna, po czym spojrzał na swoją żonę przepraszającym wzrokiem.
    - Wybacz im, praca czasem wymaga niestety poświęceń - powiedziała Cassandra. - Jayla, powiedz mi... - zaczęła nieśmiało. - Dobrze Ci się mieszka w nowym domu? Wiem, że pewnie nie jestem osobą, z którą chciałabyś o tym rozmawiać, ale jak nikt inny zdaję sobie sprawę, że nagłe zmiany mogą przytłaczać, bo sama przez nie przechodziłam, więc... Chodzi mi o to, że gdybyś czegokolwiek potrzebowała, to ja zawsze służę pomocą. Wiem też, że James nie jest łatwy w obyciu, a od pewnego czasu nawet trudny, ale... - jakby ugryzła się w język. - Po prostu gdybyś z nim miała jakiś problem, to staraj się po prostu puszczać mimo uszu to, co mówi.
    Cassandra bardzo się denerwowała, gdy mówiła te słowa, ale biła z niej pełna ciepła aura. Chciała, żeby Jayla dobrze się czuła w nowej rzeczywistości, żeby nie miała wrażenia, że jest w tym domu za karę...

    OdpowiedzUsuń
  20. Cassandra cała się spięła, gdy usłyszała imię Alison i pierwszy raz w trakcie tego obiadu z jej twarzy zniknął uśmiech, a pojawił się cień złości, a nawet przerażenia. Skoro Jayla wspomniała o tej kobiecie, znaczyło to, że musiała złożyć jej synowi wizytę. Wiedziała dobrze, że James nigdy sam z siebie nie powiedziałby komukolwiek o swojej byłej. Nie chciał nawet słyszeć jej imienia, a co dopiero o niej dyskutować...
    - Za długo - odpowiedziała lakonicznie na jej pytanie.
    Nie mogła usiedzieć w miejscu, więc zaczęło nerwowo splatać palce.
    - Ta dziewucha ma tupet... - szepnęła sama do siebie, po czym wzięła głęboki oddech. - Nie mogę Ci powiedzieć, o co chodzi do końca, bo nazywasz Alison znajomą, znaczy, że James nic Ci o niej nie wspominał, więc ja też nie mogę wchodzić w szczegóły, tym bardziej że wiem, jak bardzo... bolesny ten temat jest dla niego. Znają się od czasów licealnych, jeśli dobrze pamiętam. Alison to była dziewczyna Jamesa i jedyne, co Ci mogę wyjawić to to, że potraktowała go w okrutny sposób. Odkąd ze sobą zerwali, to już nie jest taki, jak wcześniej. Mam nadzieję, że poszedł po rozum do głowy i odprawił ją z kwitkiem, zanim ta lafirynda zdążyła cokolwiek powiedzieć - zamilkła na moment. - Przepraszam, nie powinnam tak przy Tobie, ale samo mi się wyrwało... Szczerze powiedziawszy, to gdzieś w głębi duszy liczyłam na to, że ten ślub go jakoś ułagodzi.

    OdpowiedzUsuń
  21. Cassandra o mało nie parsknęła śmiechem, gdy usłyszała o jakichkolwiek przeprosinach ze strony Alison. Świat musiałby stanąć na głowie, żeby coś takiego nastąpiło. Kobieta skinęła głową Jayli w podziękowaniu. James nigdy nie pisnął o tej sytuacji nawet słówkiem, a dzięki jego żonie wiedziała, że coś zaczyna się źle dziać. Chciała jak najszybciej porozmawiać z synem i zapobiec katastrofie.
    - Gdzie James? - zapytała zaniepokojona.
    - Dostał jakiś telefon. Zaraz do nas dołączy - odparł mężczyzna.
    Kobieta zaczęła się stresować. Myślała, czy jej syn nie rozmawia przypadkiem ze swoją byłą. Nie mieściło jej się w głowie, jak można było być taką wyrachowaną żmiją i po tym wszystkim jeszcze przyjść do niego. James wrócił i w ciszy usiadł przy stole, a kobieta zauważyła zmianę w zachowaniu syna, którą ewidentnie próbował zamaskować. Długo walczyła ze sobą, czy poruszać temat Alison, ale chciała go chronić. Nie zamierzała być bierna, gdy istniało poważne ryzyko, że Gardner narażał się na kolejny, bolesny cios, po którym mogło być jeszcze gorzej. Gdy małżeństwo miało już wychodzić z obiadu, matka postanowiła zadziałać.
    - James, chodź ze mną na moment do kuchni. Zapakuję Wam trochę ciasta na drogę - powiedziała, zachęcając syna, aby za nią poszedł.
    Wyciągnęła wypiek z lodówki, po czym bardzo powoli zaczęła go kroić.
    - Słyszałam, że Alison u Ciebie była - zaczęła niepewnie i od razu zauważyła, jak James się spiął. - Synku, proszę Cię, uważaj na nią, a najlepiej zerwij wszelkie kontakty, zanim będzie za późno. Ona Cię wykorzysta i znowu będziesz cierpiał.
    James zacisnął pięści. Nie chciał się kłócić z matką, więc dał sobie chwilę na uspokojenie.
    - Wszystko jest pod kontrolą, nie masz się, o co martwić, mamo - powiedział, starając się mówić spokojnie, choć krew w nim buzowała, bo domyślał się, skąd jego matka wie o wizycie jego byłej dziewczyny.
    - Mam, bo wiem, do czego ta kobieta jest zdolna. Ona Cię zmanipuluje. James...
    - Mamo - przerwał jej - proszę Cię. Jestem dorosły i doskonale sobie poradzę, okej? Wiem, że boisz się o mnie, ale naprawdę wszystko jest dobrze. Jayla czeka, musimy już jechać - skwitował.
    Podał ciasto swojej żonie, żeby trzymała je na kolanach, po czym ruszył samochodem w kierunku ich domu.
    - Po co powiedziałaś mojej matce o wizycie Alison? Nikt Cię o to nie prosił, a poza tym miło by było, gdybyś nie wtrącała się w mojej prywatne sprawy - oznajmił, uszczypliwym tonem.

    OdpowiedzUsuń
  22. Mężczyzna ciężko westchnął. Co za uparta kobieta...
    - Zawsze mogłaś zapytać mnie, a nie jej albo po prostu ugryźć się w język. Nie przyrównuj tego, co Ci powiedziałem rano do spowiadania się mojej matce z tego, kto był u nas w domu.
    Nie zamierzał przekładać tej dyskusji na potem. Był w stanie spokojnie prowadzić samochód i z nią rozmawiać. Tym bardziej że w domu mogłaby mu uciec, a chciał się dowiedzieć, do jakiego stopnia Cassandra zdradziła jego żonie tajemnicę związaną z Alison.
    - Co o niej wiesz? - zapytał nagle, łagodniejszym tonem, żeby nie bała się odpowiedzieć. - Chyba mogę wiedzieć, jakie szczegóły z mojego życia ujawniła Ci moja mama, prawda?
    Nie chciał, żeby znała szczegóły jego rozstania z Alison. Nie oczekiwał litości ani pastwienia się nad nim, że dał się wykorzystać i cały czas jeszcze ślepo liczył na to, że to wszystko to jakaś jedna wielka pomyłka. Poza tym wstydził się z całego serca swojej naiwności, mimo że teraz dawał się z powrotem nabierać na sztuczki kobiety.

    OdpowiedzUsuń
  23. Zamilkł. Nie zamierzał się już z nią sprzeczać, ale nie chciał też odpuścić. Dawno nie spotkał na swojej drodze kogoś do tego stopnia upartego. Chciała taka być? Proszę bardzo. On będzie ćwiczył jej upartość tak długo, jak tylko jej się to będzie podobać. Zobaczymy, kto szybciej straci cierpliwość... Zatrzymał się na podjeździe i w mgnieniu oka zatrzasnął zamki we wszystkich drzwiach. Zrobił to z totalną premedytacją i sam był ciekaw, jak zachowa się w tej sytuacji dziewczyna.
    - Naprawdę aż tak Cię to zaboli, jak mi powiesz? Serio? Ciekawa jestem, jak Ty byś zareagowała, gdyby to Twoi rodzice powiedzieli mi coś na temat Twojej przeszłości, czego sama mi nie ujawniłaś. Mam prawo wiedzieć i będziemy tu siedzieć, dopóki mi nie powiesz - oznajmił jej.
    Wiedział, że to było głupie i prawdopodobnie bardzo dziecinne, ale sama Jayla upierała się jak małe dziecko, więc on też mógł odwdzięczyć się jej tym samym. Swoją drogą, był bardzo ciekawy, czy kiedyś uda im się przeżyć jeden dzień bez jakichkolwiek sprzeczek. Na razie się na to nie zapowiadało.

    OdpowiedzUsuń
  24. Potarł skronie, totalnie załamany całą sytuacją. Brakowało mu już słów na Jaylę. O ile na początku jeszcze był chłodny, to teraz czuł, że jeszcze trochę i znienawidzi ją równie mocno jak ona jego. Grayer nawet nie starała się być miła czy cokolwiek takiego. Najgorsze że nie wiedział nawet, za co jest tak przez nią traktowany. Przecież po kilku dniach on wyląduje w psychiatryku... Już chyba wolał rozmawiać z Alison niż znosić ciągłe humorki swojej żony.
    - Nazywasz mnie egocentrycznym dupkiem, a sama zachowujesz się jak rozkapryszona księżniczka, która nic nie powie, nic nie wyjaśni, bo przecież ja mam umysł absolutny i z pewnością sam przez czytanie w myślach się domyślę. Z tego, jak Cię pamiętam, nie byłaś taka, no chyba że to ja tak na Ciebie działam, choć dalej nie podałaś żadnego powodu i lecisz tylko na ogólnikach. Nawet anioł by z Tobą nie wytrzymał - powiedział jej, po czym do ich uszu dotarł charakterystyczny dźwięk.
    Mężczyzna wyszedł z samochodu i bez względu na to, czy Jayla zamierzała mu coś odpowiedzieć, czy nie, powziął mocne postanowienie, że po prostu nie będzie się do niej odzywał. Nie umiał się z nią komunikować jak z normalnym człowiekiem, a co gorsze, odkrył, że potrafił nawet jako tako porozmawiać z Alison, a z własną żoną nie potrafił. Zastanawiał się, co miał w głowie, gdy zgadzał się na ślub. Jakby mało mu było w życiu kobiet, jakby jego była nie skrzywdziła go już wystarczająco...

    OdpowiedzUsuń
  25. Choć miał ogromną ochotę jej odpysknąć i powiedzieć, że jest kompletną wariatką i furiatką, to postanowił na razie trzymać się swojego postanowienia. Po prostu milczał. Nie zrobił nawet żadnego uniku, kiedy rzucała w niego szpilkami, bo zamierzał pokazać, jak bardzo ma gdzieś jej fochy, których ni w ząb nie rozumiał. Jeden z butów trafił go w pierś, a drugi przeleciał gdzieś koło nogi. Szkoda, że tego nie zrobiłaś, bo może teraz byś się tak nie wściekała pomyślał z pogardą. Już miał wystarczająco obrażeń jak na 48-godzinną egzystencję u boku Jayli, a jeśli dałby się kolejny raz ponieść emocjom, to może nabawiłby się kolejnej skaleczonej ręki albo poharatanej twarzy. Chciał dać jej się wykrzyczeć, bo widocznie każde jego słowo i tłumaczenie zostało odbierane w zły sposób, jeszcze bardziej rozsierdzając kobietę. On naprawdę nie wiedział, o co jej chodziło, bo przecież całe cierpienie Jayli było spowodowane przez intrygę Alison. James nie przyłożył do tego nawet opuszka swojego palca. Bez reakcji na jej krzyki, ruszył w stronę gabinetu, gdzie po prostu usiadł na fotelu, wyciągając z szuflady ważne papiery, którymi miał się zająć. Spodziewał się, że Grayer może za nim pójść, ale niewiele go to obchodziło. Nienawidziła go? W porządku, z pewnością ucieszy się, gdy przestanie się do niej odzywać. Chyba tego chciała, prawda?

    OdpowiedzUsuń
  26. Kiedy usłyszał pisk odjeżdżającego auta, aż podniósł się z krzesła, żeby sprawdzić, co się dzieje. Gdy nie spostrzegł samochodu na podjeździe, przeklnął soczyście. Mieszkał z wariatką, totalną wariatką... Nie potrafił usiedzieć w miejscu, więc chodził w tę i z powrotem po gabinecie. Nie mógł nawet spokojnie przez nią popracować. Nagle usłyszał dzwoniący telefon.
    - Tak słucham?
    - Komenda policji, aspirant...
    Z każdym następnym słowem jego brwi się unosiły. Nie wierzył w to, co usłyszał. Rozumiał, że Jayla go nie cierpi, ale żeby kłócić się z policją? Może ona po prostu już tak miała? Nie wiedział. Z jednej strony był po prostu wściekły, ale z drugiej liczył, że to może trochę ostudzi zapał Grayer, więc z niewielkim uśmieszkiem na twarzy ruszył w stronę komisariatu. Wziął taksówkę, bo nie zamierzał dać jej prowadzić auta kolejny raz. Mężczyzna stawił się przed policją z papierkiem potwierdzającym jego związek małżeński z Jaylą. Przy okazji zapłacił jeszcze wysoki mandat.
    - Pozostaje jeszcze jedna sprawa. Pana żona znieważyła policjanta na służbie, wyzywając funkcjonariusza, wykonującego czynności bucem - dodał.
    James westchnął głęboko. Wiedział, że użycie taka słowa wobec policjanta grozi karą nawet pozbawienia wolności, ale zgadywał, że Grayer dostałaby najwyżej grzywnę. Nie zmieniało to faktu, że nie miał ochoty płacić za jej głupotę i uganiać się za prawnikami. Co to, to nie!
    - Panie władzo, na pewno pan wie, jakie są kobiety. Pokłóciliśmy, a ona po prostu była wzburzona i powiedziała to wszystko ze złości na mnie. Ja ją znam, normalnie by się tak nie zachowała. Proszę jej odpuścić, a ja zrobię wszystko, co w mojej mocy, żeby to się już nigdy nie powtórzyło - powiedział, starając się ją jakoś usprawiedliwić.
    Mężczyzna przez moment wpatrywał się w Jamesa i po chwili się zgodził, choć niechętnie. Gardnerowi autentycznie opadały ręce.

    OdpowiedzUsuń