11 czerwca 2017

[KP] Między niebem a ziemią, ludzie nic już nie wiedzą.




Jayla Grayer


 dwadzieścia osiem lat  najstarsza z rodzeństwa  
 utracone marzenia  walka z rzeczywistością 
  nieustanne poczucie odpowiedzialności  

....

Gdy patrzymy w niebo wszyscy jesteśmy tacy sami. Mali w porównaniu do otaczającego nas wszechświata. Nikt z nas nie wie, co kryje się za tym niebem. Widzimy te same gwiazdy, ten sam nieskończony bezmiar, o którym wciąż zbyt mało wiemy. Wtedy jesteśmy jednością. Małym pionkiem, który tak naprawdę nie znaczy nic. Wszyscy jesteśmy tacy sami, ale tylko w tej jednej chwili.
Wystarczy spuścić wzrok i dostrzec świat, który jest przed nami. Wtedy nasze połączenie znika. Każdy z nas znajduje się na innym szczeblu łańcucha. Jedni przewodzą, a inni znajdują się gdzieś tam, daleko, na samym końcu. Niedostrzegalni, praktycznie niewidzialni. Jedni z nas rodzą się po to, by dreptać nisko po żwirze. Inni po to, by wspinać się po górach. Jedni mają za zadanie zbierać kamyczki, by znalazł się ktoś, kto zechce nimi rzucić. Nie jesteśmy jednością. Jesteśmy oddzielnymi planetami. Dwoma krańcami, poszarpanymi albo przypalonymi. Tylko gdy patrzymy w niebo, tylko wtedy, wszyscy jesteśmy tacy sami. 


 Take me back to younger dreams

4 komentarze:

  1. Pieniądze. To jedyny powód, dla którego w ogóle zgodził się na małżeństwo. Gdyby nie korzyść finansowa, myśl o ślubie nawet nie przeszłaby mu przez głowę, nie miałaby racji bytu. Gdy usłyszał o całym tym świetnym pomyśle, na początku go wyśmiał, ale im dłużej o tym myślał, tym bardziej zdawał sobie sprawę z tego, że to przecież dla niego najlepsze wyjście. Uważał, że lepiej będzie ożenić się bez zobowiązań i mieć z tego przynajmniej jakiś zysk niż zakochać się, a potem cierpieć. To nie byłoby mu już potrzebne. Przeżył jeden ogromny zawód. Ktoś mógłby powiedzieć, że to głupota rezygnować po jednej porażce, ale on dla niego był to o jeden miłosny zawód za dużo. Nie wierzył w prawdziwą miłość. W każdej kobiecie widział tylko hienę, czyhającą na jego pieniądze. O, ironio! Czy ten ślub nie stanowił potwierdza, że wszystko kręci się wokół pieniędzy? Nie wierzył w to, że Jayla robi to bezinteresownie. Musiało chodzić o zysk i korzyści. Po co pakowałaby się na lata w związek, który nie ma podstaw się udać? Znał kobietę z czasów licealnych, pamiętał, jak zakończyła się ich znajomość i w zasadzie do tej pory nie wiedział, dlaczego akurat w taki sposób. Lubił ją wtedy, może nawet do niej czuł, ale teraz to wszystko już nie miało znaczenia. Czasu nie dało się cofnąć, a mężczyzna nie zamierzał się w nic pakować. Bez uczuć było mu lepiej, a przynajmniej tak sobie wmawiał.
    Kiedy poproszono ich o wygłoszenie toastu, James miał ochotę przewrócić oczami. Nie czuł się komfortowo na tej uroczystości, a jedyny toast, jaki przychodził mu do głowy, to: "Niech to wszystko skończy się jak najszybciej". Nie mógł jednak powiedzieć tego na głos, bo rodzice z pewnością spiorunowaliby go wzrokiem. Nie chciał narobić wstydu, musiał się jakoś zachować, chociaż tutaj. To nie tak, że nie potrafił być miły. Potrafił, czasem nawet zachowywał się jak na dżentelmena przestało, jeśli sytuacja tego wymagała, ale jeżeli tylko jakaś kobieta próbowała z nim flirtować, od razu to ukrócał bez żadnych wyrzutów sumienia i stanowczo. Odchrząknął delikatnie i zaczął mówić:
    - Na początku, skoro już łamiemy tradycję, chciałbym w imieniu swoim i Jayli serdecznie powitać wszystkich na dzisiejszej uroczystości. Dziękujemy, że zdecydowaliście się uświetnić swoją obecnością ten szczególny dzień i mamy nadzieję, że będziecie się dobrze bawić dzisiejszego wieczoru - zaczął. - Do rzeczy, chciałbym wznieść toast za moją małżonkę. Mam nadzieję, że będzie ten dzień wspominać z lekką nostalgią, a wszystkie kolejne przeżywać w szczęściu - skończył, po czym uniósł kieliszek.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mężczyzna miał ochotę zagwizdać na przemowę Jayli, bo była naprawdę dobra jak na blef i sam musiał przyznać, że była zdecydowanie lepsza od jego toastu, przynajmniej w oczach gości. Nie wyglądali jak zakochana para, część osób na sali wiedziała doskonale, jak jest naprawdę, jednak byli zmuszeni odegrać tę całą szopkę. James nie bał się tańca ze swoją świeżo upieczoną małżonką. Wiedział, jak stawiać kroki, bo kiedyś naprawdę uwielbiał szaleć na parkiecie i nawet dobrze mu to wychodziło, ale teraz nie zamierzał jakoś specjalnie się wczuwać. Nie miał na to po prostu ochoty. Najchętniej nie robiłby tego w ogóle, jednak rodzice tego od niego oczekiwali. Wszystko było ustalone, a szczególnie jego mama nie znała w tej kwestii słowa sprzeciwu. Musiał i koniec. Odkąd przeżył rozstanie z ostatnią dziewczyną, totalnie się zmienił. Rodzina nieraz próbowała do niego dotrzeć, mówiła mu, że jedna kobieta nie może przekreślać całego jego życia, ale on nie chciał tego słuchać, nie dał sobie nic powiedzieć, nic wytłumaczyć. Zawsze urywał rozmowę, zmieniał temat albo wychodził. To było dla niego tabu, nikt nie miał prawa, według niego, tego ruszać. To dowodziło tego, że tak naprawdę w głębi duszy nie był tak mocny, jakiego grał. Zawód miłosny go bolał, a fakt, że nie umiał sobie z tym poradzić, sprawił, że zamknął się na ludzi.
    Wyszedł na środek sali i objął Jay w talii, a druga rękę zacisnął na jej ręce. Zaczął powoli się poruszać. Nie chciał robić tego gwałtownie, bo zapewne kobieta nie ruszyłaby się, a przynajmniej tak mu się wydawało. Nigdy razem nie tańczyli, więc nie mieli tego wyczucia, dlatego postawił najpierw na spokój. To nie było tak, że był totalnym chamem, miał ją gdzieś, a nawet chciał, żeby się zbłaźniła. Nie, aż tak źle z nim nie było, czasem myślał o innych. Może to wynikało tylko z tego, że kiedyś się znali? Chociaż z drugiej strony... Czy znajomość z Jaylą nie była kolejnym powodem do tego, że powinien się trzymać z dala od kobiet? Z każdą kolejną chwilą, trochę przyśpieszał, ale dalej oboje tańczyli w rytmie. Nie okazywał emocji. Po prostu potraktował to jak kolejne zadanie do wykonania. To wszystko.

    OdpowiedzUsuń
  3. Gdyby nie tamto zdarzenie, kto wie, jakby potoczyło się życie Jamesa? Może nigdy nie przeżyłby tamtego zawodu miłosnego? Wtedy sam nie wiedział, co się stało i nawet, choć nigdy tego nie pokazał, było mu po prostu przykro, że nagle dziewczyna zerwała z nim kontakt, chociaż tak w zasadzie nic złego nie zrobił. Kiedyś jeszcze by zapytał, co się stało, ale teraz już nie. Po co mu to wiedzieć? I tak to, co było już nie wróci. Nigdy. Uśmiechnął się na to, co powiedziała i musiał się postarać, żeby nie wyglądało to kpiąco w oczach gości.
    - Moje życie tak wygląda i dobrze mi z tym - powiedział całkiem szczerze. - Manekiny nie mają pieniędzy, Jay.
    Zdawał sobie sprawę, że to, co jej przed sekundą wyszeptał było nieuprzejme, a wręcz w jakimś stopniu mogła się czuć urażona. Nie panował już nad tym, bo i po co? Z resztą... Jakaś jego część słyszała tą niechęć w głosie kobiety i choć 99,9% jego umysłu miało to kompletnie gdzieś, to ten niewielki ułamek procenta to zabolało. To nie był nawet strach czy obawa przed nowym życiem. Miał wrażenie, że być może go nie znosiła, ale dlaczego? Co takiego zrobił, że traktowała go w taki sposób? Ten ułamek sprawiał, że przez jego głowę przeleciały dziwne myśli, jakby coś zaczęło go obchodzić. Wiedział jednak, że to tylko przebłysk, który czasem przychodził i za chwilę znikał. Chciał już wrócić do domu, zaszyć się w biurze, oddać w wir pracy.
    - Będziemy żyć w jednym miejscu, ale osobno. Tak będzie - dodał jeszcze.
    Nie zamierzał się angażować i w zasadzie to myślał, że będzie żył tak jak przed ślubem. Zmieni się tylko zapis w papierach, ale nic poza tym nie zostanie naruszone, zostanie tak jak było. Patrząc na stosunek kobiety do niego, sądził, że brak większego kontaktu z nim powinien jej odpowiadać. Z resztą chyba nawet będzie lepiej dla wszystkich, jeśli będzie trzymał ją na dystans. Po co ma ją irytować swoją obecnością? Przy okazji upiecze dwie pieczenie na jednym ogniu.

    OdpowiedzUsuń
  4. Poczuł, jak zaciskała mocniej dłonie. W głębi duszy przestraszył się tego gestu. Dlaczego? Co takiego powiedział? Nie powinien się przejąć słowami dziewczyny i normalnie pewnie miałby to gdzieś, ale teraz... Dotknęły go te słowa, bo wiedział, co znaczy samotność, szczególnie po tym niefortunnym zawodzie miłosnym. Cholera jasna... Po co ona to powiedziała, po co? Nie wiedział, co miała na myśli przez: "Ale ty już masz w tym doświadczenie, prawda?" . Mógł się tylko domyślać, że chodzi o powód, dla którego przestała z nim rozmawiać. Powód, którego sam nie znał. Już chciał zapytać ją, o co jej chodzi, ale nie zdążył, bo ojciec porwał ją do tańca. Z jednej strony, poczuł ulgę, że już nie musi z nią tańczyć. Kontakt z nią nie wychodził mu na dobre, zdecydowani. Miał kolejny powód, żeby ograniczać z nią styczność. Może dlatego że jej słowa otworzyły w jego mózgu tą przegródkę, która się już zakurzyła. Przez moment zaczął myśleć, jak to będzie czuć się samotnie w towarzystwie kogoś. Wśród ludzi jest się także samotnym. Pierwszy raz od dawna przeszło mu przez myśl, że może mu to przeszkadzać, ale w mig przypomniał sobie ból po odejściu ukochanej. Wolał być sam niż przeżyć zawód drugi raz. Wydawało mu się, że czuł jeszcze te zaciskające się dłonie Jay, jakby jego słowa sprawiły jej ból. Coś go delikatnie ruszyło, jakby na ułamek sekundy się tym przejął, ale trwało to zaledwie krótką chwilę, po której wrócił do bycia chłodnym, bezdusznym Jamesem. Musiał się ogarnąć. Przecież sam tego chciał, prawda? Spoglądał na nią, jak tańczy z ojcem i wydawała się o wiele bardziej swobodna, a przede wszystkim pogodniejsza niż przed chwilą. No cóż, nie był najlepszą partią do życia, a dla Jay prawdopodobnie najgorszą z możliwych...

    OdpowiedzUsuń