Jeśli coś pomyliłam przy dodawaniu linków lub coś nie działa - dajcie znać, proszę! Trochę zamotana jestem ostatnio. - //V.

19 lipca 2017

[KP] Save me from the ones that hunt me in the night.

Daryl Radkie. Pseudonim Soul Eater. Lat 25. Moc znana tylko dyrektorowi szkoły. Przeszłość owinięta tajemnicą. Rodzice nie żyją. Młodszy brat przebywa w rodzinie zastępczej. Pod poduszką ukrywa pistolet. Przy sobie zawsze nosi nóż.
Zawsze trzyma się z boku. Nie lubi ludzi i ich towarzystwa. Uwielbia słuchać ciężkiej muzyki na słuchawkach i spacerować wokół uniwersytetu. Czasami kiedy nie ma nikogo w pobliżu po prostu krzyczy. To pomaga mu się wyżyć. Pomaga mu zapomnieć o tym co się wydarzyło i o tym jak bardzo chciałby być normalny....

18 komentarzy:

  1. Jak na Denverskie realia dzień zapowiadał się wyjątkowo dobrze. Dwudziestotrzyletnie Amy wstała jak zwykle zbyt późno i w dosłownie 10 minut przywołała się do stanu używalności. Włożyła luźny sweter, wcisnęła na tyłek opięte spodnie, chwyciła pod pachę stertę książek i zarzuciwszy plecak na jedno ramię, wybiegła z pokoju. Jak zwykle była spóźniona. Gdyby nie fakt, że zaczynała matematyką nawet by się nie przejęła, jednak profesor Murphy był przewrażliwiony, na dosłownie każdym, punkcie.
    Padało. Na szczęście padało. Ulewy w Denver były naprawdę obfite i choć wszyscy psioczyli na paskudną pogodę, Amy dziękowała za każde rozpraszające uderzenie kropli o chodnik. Wreszcie było ciszej. Wreszcie nie musiała zaciskać pieści, zagryzać wargi i przymykać oczu, usilnie starając się wywalić z głowy wszystkie, bezsensowne myśli. A nawiedzały ją codziennie. Wlewawy się do jej umysłu z siłą tsunami. Zaprzątały skołatany i zmęczony umysł, krzątały się korytarzami jej podświadomości mącąc jej postrzeganie świata.
    Dlatego Rosegal nienawidziła tłumów. Każda lekcja była dla niej katorgą i już nie raz wstawała na wykładzie z krzykiem, by wszyscy się wreszcie zamknęli. Była w instytucie od dziecka, toteż dyrektor przyzwyczaił się do jej małych wybryków. Zapisał ją na dodatkowe zajęcia z nauczycielami by ćwiczyła wyciszanie myśli innych, jednak przez okres 11 lat udało jej się to dosłownie kilka razy. Czasami myślała, że wariuje. Nie umiała rozróżnić swoich myśli od cudzych, rozszyfrować, kto czego chce i dlaczego to ona, musi wszystkie emocje, pragnienia i zwątpienia kumulować w swojej małej głowie.
    Tym razem deszcz nie pomógł. Gdy tylko brunetka weszła do sali, a profesor Murphy nie zdążył się jeszcze odezwać, pojawił się w okolicach jej skroni pulsujący ból, który automatycznie postanowiła rozmasować. Rosegal, znów spóźniona… będę musiał zgłosić to dyrektorowi - pomyślał Murphy.
    - Nie trzeba profesorze. – powiedziała wzruszając ramionami i choć matematyk znał moce wszystkich studentów, doznał lekkiego szoku. Miał świadomość, że każda jego myśl, nawet najgłupsze i najbardziej prozaiczne pragnienie może wpłynąć do umysłu dziewczyny, a on jest wobec tego zwyczajnie bezsilny. Zresztą jak każdy inny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wykład przebiegał jak zwykle. Zamiast równania matematycznego Amy starała się wyrzucić z głowy myśl o śniadaniu – Andrew widocznie był głodny; starała się nie skupiać na głupich plotkach bo choć od dziewczyn, które rozmawiały na jej temat dzieliła ich prawie cała aula, Rosegal wszystko dokładnie słyszała. Nie wytrzymała dopiero w momencie, gdy chłopak koło niej zaczął myśleć o grze komputerowej, dziewczyna z końca sali o rozmiarze nowo zakupionego stanika, a profesor, o dzwonku. – Czy wy choć na chwilę, nie możecie być cicho?! – zapytała zdenerwowana, poderwała się na równe nogi i chwyciwszy podręczniki, wyszła z klasy. Zatrzasnęła za sobą drzwi. Oparła się o ścianę, kilka razy uderzając tyłem głowy o twardą powierzchnię. Wdech i wydech. Wdech i wydech. Dlaczego nic nie pomaga? Dlaczego to właśnie ona musi przypominać swoim zachowaniem rozchwianą emocjonalnie nastolatkę? Dlaczego choć na chwilę nie może być cicho?!
      Przetarła zmęczone oczy, zaklęła pod nosem trzy razy i gdy już miała ruszyć w kierunku zmoczonego dziedzińca, rozległ się głośny dzwonek. Z sal zaczęły wylewać się dziesiątki osób, a młoda kobieta powtarzała sobie niczym mantrę wszystko będzie dobrze. Nie było. Im więcej ludzi wokół niej, tym więcej plączących się po jej umyśle myśli. Znała w tej szkole dosłownie każdego i choć z większością nie zamieniła ani słowa, miała wiedzę na temat ich największych sekretów. Wkurzyła się. Tak po prostu. Na siebie, na świat, na wszystkich idiotów, którzy zaprzątali jej głowę bezsensownymi pragnieniami. Poderwała się z miejsca i przyciskając podręczniki do piersi stała się jak najszybciej opuścić zatłoczony korytarz. Robiła uniki by nie uświadczyć z nikim kontaktu fizycznego - wtedy nie była w stanie zatrzymać wlewających się do jej świadomości myśli, pragnień i uczuć innej osoby. Zrobiło się na tyle gęsto, że kilka osób zahaczyło brunetkę ramieniem, a dziewczyna chcąc się wyrwać z nieprzyjemnego uścisku zderzyła się z jakimś mężczyzną lądując przy tym na posadzce korytarza. W jednej chwili cały jej świat jakby stanął w miejscu. Przez dosłownie kilka sekund nie była w stanie zebrać własnych myśli, nie mówiąc już o myślach innych osób – zniknęły jak gdyby jej moc przestała działać. Rosegal poczuła się strasznie dziwnie. Nie umiała sobie przypomnieć kiedy odczuwała coś podobnego. W pierwszej chwili uznała, że zwariowała. Wpatrywała się w jasne tęczówki mężczyzny stojącego naprzeciw i nie potrafiła zrozumieć jakim cudem jest tak cicho. Jak to jest możliwe, że nie słyszy osób stojących dosłownie kilkanaście centymetrów od niej? Jak to jest możliwe, że nie zna JEGO imienia?

      Amy Rosegal

      Usuń
  2. Rozpadła się. Na milion malutkich kawałeczków i w żaden sposób nie potrafiła żebrać się w całość. Zgubiła w ciszy i ciemności, co dla osoby z darem słyszenia cudzych myśli, było balsamem na rany. Czuła się jak w wielkiej czarnej dziurze. Sama, słysząca jedynie kołatanie w klatce piersiowej. Czy to naprawdę się dzieje?
    Przez dłuższą chwilę młoda kobieta nie potrafiła się odnaleźć, bo choć usilnie wpatrywała się w, jasne od światła, tęczówki mężczyzny nie mogła poznać jego imienia. Przecież nigdy nie miała z tym problemu. Była w stanie wymienić imiona wszystkich uczniów i nauczycieli bez zająknięcia, a on był jak biała kartka. Pusty. Nieznajomy. Dziwny. Przez dłuższą chwilę milczała jakby zapomniała jak wypowiada się słowa. Momentalnie poczuła suchość w gardle, a szalejące serce nie chciało się uspokoić.
    Po krótkiej chwili wszystko wróciło. Świat nagle przestał być cichy. Cornelia znów zastanawiała się nad zadaniem domowym z Panowania Nad Mocą, Katherine omawiała z przyjaciółką trendy na przyszły sezon, a zmiennokształtni chwalili się kto szybciej przeszedł transformacje. Wszystko wróciło. Wszystko prócz JEGO myśli.
    - Nie szkodzi. – wydukała wreszcie poprawiając grzywkę, która przez wysoką wilgotność i tak układała się we wszystkie możliwe strony. Wręcz automatycznie zaczęła zbierać porozrzucane kartki lecz zamiast się spieszyć, zaczęła przeglądać prace chłopaka. Sama nie miała raczej zdolności manualnych ani plastycznych, lecz mimo to często zdobiła marginesy zeszytów jakimiś nieskomplikowanymi szkicami. By nie słyszeć myśli innych uciekała w różne rzeczy. Próbowała alkoholu, kilka razy nawet się naćpała, lecz gdy to nie przyniosło zamierzonego efektu, zrezygnowała z używek. Kontakt z ludźmi zawsze kończył się tak samo. Albo Amy nie wytrzymywała i uciekała bo natłok myśli nie pozwalał jej normalnie funkcjonować, albo nie czekając na wypowiedź towarzysza odpowiadała słysząc jego myśli. Często irytowała tym koleżanki, dlatego zwykle trzymała się dość na uboczu. Nie znaczyło to jednak, że Rosegal należała do cichych i spokojnych ludzi. Wręcz przeciwnie. Otwarcie wyrażała swoją opinie i wierząc, że gorzej już nie będzie, pozwalała sobie na małe wybryki.
    - Interesujące. – powiedziała w końcu wpatrując się w ciemny szkic przedstawiający pogrążony w mroku krajobraz. Nie wiedziała dlaczego akurat ten rysunek stał się dla niej intrygujący, ale odniosła wrażenie, że już to gdzieś widziała. Ona albo ktoś inny. Przez natłok krzątających się po jej umyśle myśli, czasami myliła własne wspomnienia z wspomnieniami innych osób. Zwykle te bliskie sercu Rosegal zostawiały w jej umyśle piętno i kilka wspomnień, które uważa za swoje wcale do niej nie należą.
    Wstała, poprawiła wygnieciony sweterek i wyciągnęła rękę w kierunku nieznajomego. – Jestem Amy. – powiedziała oczekując uścisku dłoni.
    I znów to poczuła. Gdy tylko jej skóra zetknęła się ze skórą młodego mężczyzny wszystko zniknęło. Znów zaczęła się rozpadać. Znów znalazła się w czarnej dziurze, zupełnie sama. Jej serce momentalnie przyspieszyło i niepokojąco dudniło w piersi. Ludzie znajdujący się wokół przestali mieć dla niej jakiekolwiek znaczenie bo zwyczajnie ucichli, tak po prostu. Kim on był? I dlaczego, dosłownie w ułamku sekundy uzależnił ja od siebie?

    Amy Rosegal

    OdpowiedzUsuń
  3. Daryl. Daryl. Daryl. Nic jej to nie mówiło. Kompletnie. W jej głowie nie pojawił się nawet mały, uspokajający sygnał, że jednak nie zwariowała. Był obcy. Był cholerną, obcą ciszą, w której chciała się zatracać. Przyciągał ją całym sobą, choć widząc jego zachowanie nie zdawał sobie z tego sprawy.
    Gdyby nie fakt, że brunetka była nadal lekko oszołomiona, pewnie palnęła by coś w stylu „mam oczy to się patrzę”. Zamiast tego odchrząknęła tylko i w nerwowy sposób poprawiła wywijające się strączki. Sama nie wiedziała skąd u niej taka nagła dbałość o wygład. Nigdy wcześniej nie przykładała do tego wagi, bo czy spędził przed lustrem, 5 czy 50 minut była, równie niezadowolono. Typowa kobieta. Pewnie dlatego od dłuższego czasu miała gdzieś czy przecierają jej się trampki bądź czy jej okulary są na tyle brudne, że przestaje widzieć otaczający ją świat. Ubierała to co czyste wychodząc z założenia, że zagięcia wyprostują się na niej. Głupie podejście. Pewnie przez nie czuła się w tej chwili tak niepewnie.
    - Wydawało mi się, że skądś Cię znam.. – powiedziała w końcu dość wymijająco i mocniej przycisnęła do piersi nieco pogniecione podręczniki.
    Po chwili wszystko wróciło. Słyszała myśli wszystkich wokół tylko nie jego. Pewnie dlatego w jej głowie automatycznie zrodził się plan by złapać chłopaka za rękę i uwolnić się od panujących, w zatłoczonym korytarzu, katuszy. Nie zrobiła tego. Może przez głos zdrowego rozsądku, może przez zawstydzenie, które z pewnością można było dostrzec na jej płonących policzkach.
    Nastała między nimi niezręczna cisza. Ona w duchu dziękowała za każdą chwilę spędzoną w jego towarzystwie i skupiała się na hipnotyzujących tęczówkach jakby w nich, nagle zawarł się, cały jej świat. Pulsujący ból głowy zaczął się nasilać więc Amy mimowolnie zmarszczyła brwi i zaczęła rozmasowywać miejsce sprawiające jej dyskomfort. Nim zdążyła wykonać jakiś ruch usłyszała w głowie niski, doskonale znajomy głos – dyrektora.
    - Cieszę się Darylu, że kogoś poznałeś.. – wysoki, brodaty mężczyzna stanął za brunetką i delikatnie położył jej rękę na ramieniu. Do jej głowy automatycznie wlały się słowa cieszę się, że nie unikasz kontaktu z rówieśnikami, oby tak dalej. Dyrektor pochwalił studentkę w myślach i uśmiechnął się do niej pokrzepiająco.
    - Więc skoro się już znacie może Amy oprowadzi Cię po szkole? – starszy mężczyzna spojrzał wymownie na ciemnowłosego, bo choć nadal obawiał się zdolności młodego mutanta, dał mu kredyt zaufania. Dodatkowo był zszokowany podejściem brunetki, bo ta zwykle odpowiadała nieznajomym w opryskliwy i nieuprzejmy sposób.

    Amy Rosegal

    OdpowiedzUsuń
  4. Panienka Rosegal pokiwała głową słysząc w umyśle przestrogę, a raczej prośbę dyrektora. Mimo iż nie chciała znać myśli młodego mężczyzny troszkę irytował ją ten fakt. Pierwszy raz w życiu mogła się poczuć jak zwyczajny człowiek. Niegdyś o tym marzyła, teraz nie wiedziała jak zachować się w tej dziwnej i niespotykanej dla niej, sytuacji.
    Amy, pamiętaj, że wieczorem widzimy się na Twojej terapii. - męski, niski głos dyrektora znów pojawił się w głowie dziewczyny, a ona mimowolnie zmarszczyła brwi i pomasowała skroń. Czy zawsze musiał to robić? Owszem, rozmawianie myślami było całkiem wygodną alternatywą zwykłej rozmowy, tym bardziej jeśli chodziło o tak intymną sprawę jak terapia dziewczyny, jednak gdy w korytarzu jest kilkadziesiąt innych osób wyłuskanie tych informacji kosztowało brunetkę naprawdę mnóstwa siły i energii.
    Nowy uczeń.. to dlatego brunetka nie miała pojęcia kim jest Daryl. Może miał moc blokowania zdolności innych osób? Może wysyłał w przestrzeń jakieś pole siłowe i osoby w jego otoczeniu były totalnie bezbronne? Może miał w sobie coś zupełnie innego? Dla Amy nie miało to większego znaczenia. Liczyła się dla niej cisza i spokój, który przy nim odczuwa. Znalazła go dosłownie kilka minut, a już czuła się bezbronna jak baranek. Ufała mu, wierzyła w każe słowo i pragnęła chłonąć jego obecność. Pierwszy raz w życiu czułą się tak dziwnie i cudownie jednocześnie.
    - Dyrektor ma zdolność wykrywania kłamstw… Będzie wiedział, że Cie zostawiłam.. – powiedziała w końcu zgodnie z prawdą. Szczerze nienawidziła mocy brodatego mężczyzny bo prześwietlał ją na wylot. Wiedział kiedy brunetka mija się z prawdą, kiedy ma zamiar urwać się z lekcji i posiedzieć nad jeziorem, które znajduje się nieopodal Instytutu. Swoją drogą jezioro było miejscem, do którego uczniowie nie mieli wstępu. Legalnie rzecz jasna. – Więc chcesz czy nie jesteś trochę na mnie skazany. – dodała wreszcie, już z nieco szerszym uśmiechem.
    Rozejrzała się dokoła i już miała zaproponować by poszli gdzieś, gdzie jest ciszej, ale rozległ się głośny dźwięk dzwonka i uczniowie stopniowo zaczęli rozchodzić się do wyznaczonych klas.
    Co za ulga… - pomyślała ciemnowłosa i ponownie poprawiła sterczącą grzywkę. Gdy korytarz całkowicie opustoszał, a nieznośne dźwięki w głowie dziewczyny nieco ucichły, Rosegal odetchnęła z ulga. – Z czym tu trafiłeś? – zapytała bez większych ogródek lecz, gdy brunet nie odpowiedział, dodała. – Jaką zdolność masz? – tego typu pytanie może i było dość odważne, jednak Amy spędziła w Instytucie 11 lat. Najpierw jako dzieciak chodziła do szkoły dla Szczególnie Uzdolnionych, teraz na Uniwerek, także tego typu pytania były dla niej czymś normalnym. Doskonale pamięta jak trafiła do Denver i zazdrościła telekinetykom, że potrafią przenosić przedmioty, zawsze chciała latać albo władać jakimś żywiołem. Niestety dostała w spadku po matce zdolności czytania w myślach i choć nie pamięta kobiety, która ją urodziła, czasami nienawidzi jej za te predyspozycje.

    Amy Rosegal

    OdpowiedzUsuń
  5. Dyrektor Funery był naprawdę wspaniałym człowiekiem. Starał się traktować Amy nieco bardziej pobłażliwie i ulgowo, bowiem doskonale znał jej rodziców, ba nawet ich uczył! Wiedział, że dziewczynka miała problemy od małego, że gdyby nie babcia pewnie trafiłaby do jakiegoś domu dziecka, zostałbym uznana za schizofreniczkę i nigdy nie odnalazłaby drogi do Instytutu. Całe szczęście babcia brunetki uratowała dziewczynkę i gdy ta osiągnęła 13 lat automatycznie została wysłana do internatu. Czasami tego żałuje. Mieszkały z babcią na odludziu, z dala od zgiełku miasta i ludzi. Młoda Rosegal mogła biegać po łąkach, kąpać się w jeziorze i myśli, które słyszała pochodziły tylko od jednej osoby – jej kochanej opiekunki, babci. Wszystko było w porządku, dziewczynka nie narzekała dopóki dopóty nie musiała udać się w bardziej zatłoczone miejsce. Niegdyś, gdy jeszcze nie do końca rozumiała co się z nią dzieje, płakała, albo reagowała w bardzo agresywny sposób. Wyżywała się na wszystkich i niejednokrotnie tego żałowała.
    Brak mocy był dla brunetki totalnie nieakceptowany. Nie znaczy to oczywiście, że osoby normalne, czyli bez wyjątkowych zdolności Amy piętnowała jako gorsze. Wiedziała jedynie tyle, że Dyrektor Funery nie jest zwolennikiem łączenia ich, nieco paranormalnego świata, z tym zwykłym, ludzkim. Było to całkowicie zrozumiałe dla brunetki. Dzieci w instytucie miały zupełnie inne problemy. W codziennym świecie zwykle czuły się zagubione i niezrozumiałe. Czasami nawet uznawane były za chore. Tutaj? Każdy był inny. Każdy był wyjątkowy i prócz wszystkich lekcji, które miały pomóc im w zapanowaniu nad darem, były także pikniki i inne imprezy, na których każdy mógł się bawić swoimi zdolnościami. Każdy, kto potrafił coś więcej niż czytanie w myślach. Ten dar nie był ani trochę zabawny.
    - Znikanie.. – powiedziała pod nosem i energicznie popukała palcami w usta chwilę się nad tym zastawiając. Daryl ani trochę nie ułatwił jej zadania. Nie wytłumaczył ten błogiej ciszy, która się koło niego pojawia i faktu, że przy zetknięciu się ich skóry cały świat znika. Ani jedna głupia myśl, nie wkrada się do umysłu brunetki. To było nielogiczne… Chyba, że potrafi niwelować moce innych.
    - Moi rodzice chodzili do tej szkoły.. – powiedziała w końcu zaciskając dłonie. Brunetka nie należała do osób, które opowiadają całemu światu historię swojego życia. Szczerze? Nie pamiętała kiedy ostatni raz mówiła coś o siebie. Ona znała wszystkich, lecz jej, prawie nikt. – Oboje byli szczególnie uzdolnieni, wiec w efekcie i ja odziedziczyłam moc. – wyjaśniła pokrótce i zatrzymawszy się przy swojej szafce, zaczęła ją otwierać. Wsadziła niepotrzebne jej już, tego dnia, podręczniki, i zatrzasnęła drzwiczki. Powolnym krokiem ruszyła dalej. – Bój się… - powiedziała dramatycznym głosem, lecz po chwili szczerze się uśmiechnęła. Uwielbiała tą ciszę. Ten błogi spokój, który pojawiał się przy młodym mężczyźnie. – Czytam w myślach. – zdradziła oczekując reakcji. Wszyscy mieszkańcy instytutu wiedzieli, że przy Amy nie ma co kłamać, bo ona i tak wie jaka jest prawda. Pewnie dlatego dziewczyna czekała na jakąś reakcję ze strony swojego towarzysza. Powiedział jej prawdę? Nawet gdyby chciała nie potrafiła tego zweryfikować.

    Amy Rosegal

    OdpowiedzUsuń
  6. Próba niemyślenia o czymś istotnym jest, zdaniem brunetki, najzabawniejszym zjawiskiem na świecie. Młoda kobieta wielokrotnie słyszała jak ktoś próbował wmawiać sobie nie myśl o tym, nie myśl o tamtym, jednakże bezskutecznie. Im usilniej próbujesz wyrzucić jakieś myśli z głowy tym szybciej zalewają Twój umysł i doszczętniej go zapełniają.
    Zachowanie Daryla było co najmniej dziwne. Szczerze mówiąc wręcz książkowe. Gydby ktoś wydał książkę Jak poznać kłamcę? zachowanie Deryla byłoby opisane na pierwszej stronie. Kłamał. W którymś aspekcie na pewno. Ludzie, którzy mówią prawdę nie reagują aż tak gwałtownie dowiadując się o zdolnościach brunetki. Fakt, nie jest to najprzyjemniejsza wiadomość, że ktoś siedzi Ci w głowie i może poznać Cię w dosłownie kilka minut, jednak nie ma co przesadzać. Tym bardziej, że gdyby Amy mogła, jako pierwsza wyzbyła się swojej mocy.
    Co prawda dyrektor codziennie stara się jej wmówić, że przecież to pożyteczny dar, że w wywiadzie takie osoby jak Rosegal są niezbędne. Że niektóre instytucje rządowe zatrudniają tajnych agentów, którzy potrafią w ułamku sekundy rozpracować seryjnych morderców. W wiadomościach lokalnych jest o tym cicho, jednak tygodnik wydawany w Instytucie wszystko dokładnie opisuje.
    - Nigdy nie wchodzę celowo do czyjegoś umysłu bo tego zwyczajnie nie umiem. – powiedziała w końcu zagryzając lekko przesuszoną wargę. Pech chciał, że chłopak oparł się szafki tusz przy drzwiach do sali, w której zaczęło wrzeć. Pulsujący ból zaczął się pogłębiać, a brunetkę znów zalała fala niezrozumiałych i mało ważnych informacji. Ktoś oblał egzamin, przyjaciółki pokłóciły się o chłopaka, a jej znajomy Carl znów coś podpalił. – Czytanie w myślach jest jak słuchanie radia.. wyobraź sobie, że puszczasz 15 stacji na raz i każda nadaje równie głośno. – oparła się jedną rękę o szafkę, drugą cały czas masowała pulsującą skroń. – Można oszaleć, dosłownie. – wyjaśniła przymykając oczy. Mimowolnie zmarszczyła brwi i przełknęła głośno ślinę. Po raz kolejny tego dnia pojawiła się suchość w gardle i kołatanie serce. – I nie. Nie siedzę Ci w głowie, spokojnie. Twoje sekrety są dla mnie zagadką. – mruknęła czując się coraz gorzej. Sama nie wiedziała czym spowodowany jest nagły atak. Amy niejednokrotnie już tak miała. Siadała wtedy w kącie, kuliła się niczym małe dziecko i zaciskała dłonie na głowie jakby to miało jej w czymś pomóc. Już kilka razy trafiała do pielęgniarki podrapana, bo czasami ból głowy jest tak nieznośny, że Rosegal próbuje zając mózg czymś innym – w tym wypadku bólem fizycznym. Na krótką chwilę pomaga.
    - Jesteś pierwszą osobą, która jest dla mnie zagadką. Pierwszą, przy której słyszę błogą ciszę.. – mówiła coraz ciszej, bardziej przez zęby bo chcąc nie chcąc ból głowy nie ustawał. – Nawet z dyrektora Funery czytam jak z książki.

    Amy Rosegal

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie wiedziała czy się złościć czy się cieszyć. Nie wiedziała czy dociekać i pobawić się w detektywa czy odpuścić i poczekać aż Daryl sam jej wszystko powie. Przecież w końcu to kiedyś zrobi? Póki co myślała tylko aby jak najszybciej znaleźć się w swoim pokoju i przetrać nadciągające tsunami myśli całkowicie obcych jej osób. Stan, w którym obecnie była dziewczyna był tylko początkiem, krótkim wstępem przed prawdziwym przedstawieniem.
    Dyrektor pewnie w tej chwili wziąłby ją do swojego gabinetu i kawał liczyć kropki na ścianie. Zawsze tak robi, gdy nie wie co poradzić, a uzdrowicielki akurat nie ma w Instytucie. Osoby zabierające część bólu w niektórych przypadkach są dla Amy jedynym ratunkiem. Funery nie przepada za wykorzystywaniem dzieciaków, jednak w stanach zagrożenia życia nie waha się ani minuty.
    Amy nic nie mogła na to poradzić. Nie wiedziała czym wywoływane są ataki i jak się im przeciwstawić więc czekała niczym baranek na żeś. Czuła jak spłyca się jej oddech, a białko w oczach mimowolnie zaczyna różowieć. Ból głowy stawał się coraz bardziej natarczywy i już z piersi brunetki miał wyrwać się krzyk, gdy poczuła ulgę. Błogą ciszę jakby ktoś własnie dotknął ją czarodziejską różdżką. Jej oczy mimowolnie się powiększyły a jej samej nagle zabrało języka w ustach. Jak to było możliwe? Co się właśnie wydarzyło i jakim cudem nie dostała ataku?
    Wzięła w płuca porządny haust powietrza i przekręcając głowę w lewo próbowała zlokalizować jasne tęczówki. Chłopak wpatrywał się w nią z przejęciem, a ona nie wiedziała jak wytłumaczyć ma, sobie i jemu, co się właśnie wydarzyło. Nie wiedziała dlaczego jego ręce działają na nią jak balsam na rany. Nie rozumiała co w nim takiego jest, że już pierwszego dnia przewraca jej świat do góry nogami. Przecież był zwykłym chłopakiem. Jak każdy tutaj. Miał wyjątkowe zdolności, lecz w Instytucie nie wyróżniał się spośród rówieśników.
    - Już w porządku. – odpowiedziała nieco drżącym, zdziwionym i jednocześnie przerażonym głosem. Amy nie była optymistką. Czuła, że za tą całą ciszą i ratowaniem od natrętnych myśli musi się kryć coś poważniejszego. Może Daryl nie trafił tu przypadkiem? Może dyrektor specjalnie znalazł osobę, która w jakiś dziwny sposób niweluje jej przypadłość? Może to wszystko zostało ukartowane i jej potrzeba przebywania z chłopakiem jest uwarunkowana czymś poważniejszym?
    - Jesteś pewny, że zamiast znikania nie emanujesz jakimś polem siłowym? – zapytała po chwili starając się brzmieć jak najbardziej neutralnie, wyszło całkiem nieźle. Wręcz automatycznie przytrzymała dłoń młodego mężczyzny na swoim ramieniu jakby w obawie, że za chwile ją puści, a cały ból i natrętne myśli wkradną jej do niej głowy ze zdwojoną siła. Tego już by dziś nie zniosła.

    Amy Rosegal

    OdpowiedzUsuń
  8. Była zdziwiona nie tylko dobrym samopoczuciem fizycznym, ale także psychicznym. Nie robiła nic nadzwyczajnego, a mimo to czuła się najlepiej na świecie. Już zapomniała jakie to uczucie zwyczajnie się z czegoś cieszyć. Czuć spokój i odpoczywać. Zapomniała jakie życie może być przyjemne i lekkie.
    Złapanie za ramię było nie tylko bardzo miłym, ale i wyczekiwanym przez dziewczynę akcentem. Pragnęła więcej i więcej. W tym momencie nie marzyła o niczym więcej. Obawa przed ponownym atakiem przyprawiała ją o dreszcze mimo, iż prawdopodobnie znalazła swój sposób na złe samopoczucie. Wystarczy mieć przy sobie ciemnowłosego i wszystko nagle staje się jasne i klarowne. Myśli obcych ludzi nie pałętają się bezczynnie w jej głowie, a ona może odpocząć choć na chwile. Ból głowy mimowolnie mija, a jej nastrój samoistnie wzrasta dwukrotnie. Brunetka może teraz skupić się na odgłosie deszczu, może dostrzec śpiew ptaków, może zwrócić uwagę na szumiejące topole, które rosły wokół dziedzińca.
    - Jeśli to nie problem wolałabym żebyś mnie nie puszczał.. – przyznała się dość niechętnie jednak błogi stan, w którym obecnie się znajdowała był wart wszystkiego. Nie przeszkadzały jej nawet zaróżowiałe policzki, które płonęły silnie kontrastując z jej jasną skórą.
    Gdy tylko wyszli na, mokry od ulewy, dziedziniec zaczęło silnie wiać, więc włosy brunetki zaczęły fikuśnie tańczyć. Ona sama, pierwszy raz od dłuższego czasu uśmiechnęła się szeroko i pragnęła by ta chwila trwała wiecznie. Uratował ją. Nieświadomie, zupełnym przypadkiem zabrał z jej życia wszystko co najgorsze.
    Ławka na, którą zmierzali zbliżała się niewiarygodnie szybko i choć dziewczyna starała się iść jak najwolniej wiedziała, że lada chwila wszystko wróci. Tak też się stało. Gdy tylko usiedli, a chłopak postanowił ograniczyć ich kontakt fizyczny, ciche szmery w głowie powróciły. Gdyby brunetka bardziej skupiała się na tym co myślą inni, niż na jasnych, obserwujących ją, tęczówkach pewnie ból głowy by powrócił. Niemniej ona czuła się jak w transie. Jak zahipnotyzowana, naćpana albo coś jeszcze lepszego.
    - Dziękuję. – wydukała z siebie wreszcie choć szczerze mówiąc nie należało to do najłatwiejszego zadania. Daryl miał w sobie coś tak dziwnego i przyciągającego, że dziewczyna nie umiała i przede wszystkim nie chciała się od niego oderwać.
    - To, że nie czytam Ci w myślach, nie znaczy, że nie wiem, że coś ukrywasz. – powiedziała w końcu przeszukując twarz bruneta wzrokiem jakby chciała poznać umiejscowienie każdego pieprzyka.

    Amy Rosegal

    OdpowiedzUsuń
  9. Dla niej kontakt fizyczny z ciemnowłosym to było coś wspaniałego, a młody mężczyzna się zwyczajnie męczył. Gdyby chodziło o kogoś innego to Amy również stroniłaby od jakiegokolwiek dotykania, bowiem myśli i uczucia osoby obok są tak natarczywie nieznośne, że dziewczyna nie jest w stanie trzeźwo kontynuować konwersacji. Pewnie dlatego całe życie jest sama, a wszystkie bliższe kontakty z mężczyznami uważa za nieudane. Ilekroć dochodziło do czegoś więcej dziewczyna się wycofywała bo nie mogła dłużej znieść płatających się po jej umyśle głosów.
    - Czuję się przy Tobie bardzo dziwnie.. – stwierdziła w końcu splatając swoje dłonie by bawić się rękawek dzianinowego sweterka. – Słyszenie myśli innych jest serio słabe, ale jest to moją codziennością. – wyjaśniła dogłębniej i rozejrzała się po mokrym dziedzińcu. Słońce wyszło zza chmur co spowodowało nie tylko piękną tęczę nad budynkiem Instytutu, ale także prześlicznie oświetliło mokre, betonowe kafle.
    Dla młodej mutantki czas stanął w miejscu. Co prawda szmery w głowie od czasu do czasu, głośniej przypomniały o swojej egzystencji, ale w tej chwili wszystko było do zniesienia. Chłopak koło niej był niczym nieodkryty skarb, zamknięta książka, której zamek jest nie do rozszyfrowania. Coś cudownego i niespotykanego. Fascynował ją. Nie wiedziała co tak naprawdę lubi Daryl. Nie miała pojęcia czy nie lawiruje między prawdą, a kłamstwem. Nie wiedziała o czym w tej chwili myśli. Nie wiedziała do momentu póki się do niej nie odezwał.
    To co powiedział wcale nie zmroziło krwi w jej żyłach, wręcz przeciwnie. Może i podświadomie, ale chłopak podpuścił młodą studentkę do zgłębienia prawdy. Do rozmowy z dyrektorem. Do odkrycia najmroczniejszych sekretów nowego ucznia Instytutu.
    - Deryl, ja nie mam 5 lat. Owszem, czasem zachowuję się jak furiatka, albo rozemocjonowana nastolatka, ale jest tu naprawdę długo. I dużo w tym czasie się wydarzyło. – stwierdziła w końcu chcąc odepchnąć jego bezsensowny argument. – Cztery lata temu zginął dzieciak. Pierwszoroczny. Nikt z nauczycieli nie wiedział, co się tak naprawdę wydarzyło, bo wszyscy dyrektorowi kłamali… - wyjawiła sekret szkoły, choć pewnie nie powinna tego robić. Ciemnowłosy był tu góra kilka dni więc jeszcze nie zdążył się zaklimatyzować, a dziewczyna już straszyła go mrocznymi opowieściami rodem z horroru. – Funery nie chciał tego robić bo byłam jeszcze dzieciakiem, ale nie miał wyjścia. Poprosił żebym przeszukała głowy wszystkich mieszkańców Instytutu i znalazła choćby jakiś punkt zaczepienia.. – dziewczyna mimowolnie posmutniała i zamiast oglądać przepiękny krajobraz mieniącego się w słońcu chodnika, spoglądała na swoje trampki. – Chyba nie muszę kończyć, że trójka winnych wyleciała. – skwitowała wzdychając. – Widziałam zabójstwa, porwania, znęcanie się nad innymi więc nie sądzę byś mógł pokazać mi coś gorszego.

    Amy Rosegal

    OdpowiedzUsuń
  10. Słysząc tekst o pomocy prawie się roześmiała. Jedyną osobą, która mogłaby jej w jakikolwiek pomoc jest Thomas, jeden z nauczycieli, który potrafi trwale wymazać pamięć. Tą technikę w Instytucie wprowadza się naprawdę rzadko, lecz Amy pamięta przypadek, gdy wezwano młodego nauczyciela do pomocy. – Dziś się przekonałam, że nie potrzebuję superbohatera.. – powiedziała z delikatnym przekąsem. Wystarczysz mi Ty. - dokończyła w myśli i momentalnie odgoniła je kręcąc głową. Emocje opadły. Euforia wywołana ustąpieniem ataku odeszła w niepamięć i brunetka mogła delektować się przyjemnym krajobrazem.
    Ktoś się zbliżał, ewidentnie słyszała znajomy, męski głos. Dyrektor Funery.
    - Amy, mógłbym prosić Cię teraz do mojego gabinetu? Wieczorem chciałbym się spotkać z Darylem. – powiedział stanowczo lecz radośnie. Dziewczyna niechętnie pokiwała głową i wstając rzuciła w kierunku młodego chłopaka tylko „Do zobaczenia.”
    W gabinecie Funerego można było znaleźć nie tylko masę książek, cały sprzęt potrzebny do prowadzenia szkoły, ale także wygodną kanapę wraz z fotelami i telewizor z xBoxem. Gdy Rosegal była tu po raz pierwszy śmiała się z połączenia, które tam panowało. Z jednej strony było naprawdę surowo, biurko stojące na środku pokoju przypominało antyk, a szafa pełna książek stwarzała wrażenie znajdowania się w bibliotece. W kąciki użytecznym znajdował się laptop, dużą drukarka i niszczarka, która zdaniem Funery była jedną z najważniejszych maszyn w całym Instytucie. Podobno akty dzieciaków ze specjalnymi zdolnościami są na wagę złota i po opuszczeniu szkoły muszą zostać zniszczone.
    - Wysłał pan do mnie Daryla? – zapytała bez ogródek opierając się o jeden z foteli i umieszczając swoje świdrujące spojrzenie w mężczyźnie.
    - Skąd ten pomysł? – zapytał nieco zdziwiony brodaty mężczyzna i wręcz automatycznie wyciągnął swój gruby, oprawiony w czarną skórę, notatnik – stały element każdej terapii.
    Dziewczyna zamiast odpowiedzieć na rzucone przez dyrektora pytanie spojrzała na niego intensywniej by sprawdzić czy aby na pewno ten nie ma zamiaru jej oszukać. Nie miał. Jego myśli, choć nieco przymglone nadal nie dawały żadnych wątpliwości.
    - Jaką moc ma Deryl? – zapytała ponownie kręcąc się między oknem, a stojącą nieopodal paprotką. Młoda kobieta naprawdę lubiła rośliny choć nigdy nie miała do nich ręki.
    - Kto jak to, ale Ty moja droga powinnaś doskonale wiedzieć. W sumie o tym chciałem z Tobą porozmawiać. – wyjaśnił przecierając zabrudzone okulary. Funery zdawał sobie sprawę, że przy bliższym kontakcie Amy dowie się prawdy o mocy dopiero co przyjętego mutanta i żadne kłamstwa w tym wypadku, nie pomogą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. - Nie słyszę jego myśli. – wypaliła wreszcie siadając ociężale na jeden z foteli. Nie wiedziała czy bardziej się z tego cieszy czy jest wkurzona. Pierwszy raz w życiu ktoś jest odporny na jej zdolności. Czyżby zaczynało się dziać coś niepokojącego? – Ma to związek z jego mocą? Mówił mi coś o znikaniu, ale nie uwierzyłam.. – dyrektor jedynie słuchał cierpliwie swej podopiecznej co jakiś czas robiąc notatki. Szczerze mówiąc brunetka nigdy nie widziała go w tak zamyślonym stanie. Widać było, że brodaty sam nie rozumie zaistniałej sytuacji. Zresztą, jego myśli tylko to potwierdziły.
      - Nawet mnie to cieszy moja droga.. – wyznał z ulgą, doskonale szacując zagrożenie, które może wypłynąć ze strony Daryla. – Widzę, że chcesz mi coś jeszcze powiedzieć.. – mężczyzna podrapał się po czole, po czym poprawiając okulary skupił swój wzrok na brunetce. Faktycznie, widać było, że bije się z myślami i nie jest pewna czy chce odkrywać wszystkie karty, czy woli pewne rzeczy zostawić dla siebie. Co prawda w stu procentach ufała swojemu pedagogowi, jednak stres wywołany dzisiejszym atakiem dał się jej we znaki.
      - Jakimś cudem powstrzymał mój atak… złapał mnie za ramię i to wszystko zniknęło. – powiedziała paznokciami zahaczając o wiszącą, na jej lewej ręce, bransoletkę – zawsze tak robiła w sytuacjach stresowych. – Wreszcie było cicho. Zupełnie cicho, panie dyrektorze. – profesor Funery zmarszczył brwi, a młoda kobieta starała się wyczytać z jego twarzy jak najwięcej. Niestety bezskutecznie. Jego myśli też niewiele mówiły, bowiem starszy mężczyzna przez okres pobytu dziewczyny w Instytucie nauczył się lawirować myślami tak, by młoda kobieta nie mogła złożyć jego przekonać w jedną, logiczną całość. – To wszystko jest już dla mnie jasne. Amy, musimy skończyć na dziś Twoją terapię. Mogłabyś pojść po Daryla i poprosić go do mnie? – dziewczyna nieco zdziwiona wypowiedzią dyrektora posłusznie pokiwała głową i nerwowo zagryzła wargę. Czyżby wkopała młodego mutanta? Powiedziała dyrektorowi za dużo?
      - Panie dyrektorze… Proszę go ode mnie nie odciągać. Ja go naprawdę potrzebuję. – powiedziała, na ułamek sekundy odnalazła wzrok dyrektora i wyszła, zamykając za sobą drzwi.
      Poszła pod wskazany przez dyrektora pokój i zapukała. Miała nadzieję, że otworzy jej nikt inny, jak Deryl.
      Amy Rosegal

      Usuń
  11. Zdziwiła się energicznym otworzeniem drzwi i nim cokolwiek zdążyła powiedzieć, chłopak już ją wyminął i kierował się do gabinetu dyrektora. Nieco zszokowana i oszołomiona brunetka stała przez dłuższą chwilę w korytarzu i próbowała dojść do siebie. Cały czas myślała jak to wszystko jest możliwe i czy aby na pewno nie zwariowała. Może psychiatrzy mają rację? Może to zwykła schizofrenia, które teraz zaczynała powolutku znikać?
    Dziewczyna pokręciła głową by wyrzucić z niej zbędne, plączące się myśli. Wręcz automatycznie skierowała się do biblioteki w nadziei na znalezienie odpowiedzi, w odniesieniu do nurtującego ja pytania. Przeszukała wszystkie działy, począwszy od mocy blokowania innych, aż do czytania w myślach i rozbrajaniu bomb telepatią. Stek bzdur i domysłów. Żadna z opisanych tam teorii nie działa w ich przypadku. Więc co chodziło?
    Dyrektor Funery doskonale wiedział kiedy ktoś kłamał, więc i tym razem od razu przejrzał młodego mutanta. Mimo to pozwolił mu wyjść i ochłonąć.
    Dziewczyna odkładając książki na odpowiednie półki poczuła pulsujący ból w okolicy skroni co jak na tą godzinę i miejsce, było niespotykanym przeżyciem. W bibliotece brunetka odczuwała zwykle spokój. Poszczególne szmery kołatały się gdzieś z zakamarkach jej podświadomości jednak w piątek, późnym popołudniem, mutanci woleli szykować się na imprezy aniżeli zgłębiać wiedzę.
    Pani bibliotekarka właśnie odłożyła telefon i spojrzała na Amy wyczekująco. Młoda kobieta zmarszczyła brwi i nim rudowłosa wypowiedziała słowo, studentka pokiwała głową. Znów jest wzywana do dyrektora. Gdyby coś przeskrobała z pewnością omijałaby ostatnie piętro szerokim łukiem, jednak po zaistniałej dziś sytuacji i nowym studencie, chciała się dowiedzieć o co chodzi brodatemu mężczyźnie.
    Dziewczyna dostała jasne instrukcje i choć sama raczej wątpiła w powodzenie swojej misji, ufała pedagogowi. Wzruszyła ramionami, powiedziała żart na odchodne i wyszła z gabinetu. Jej wzrok przykuła dziura w ścianie, która, sądząc po tynku na podłodzie, musiała być świeża. Dziewczyna niewiele się zastanawiając wyciągnęła z tylnej kieszeni spodni malutką karteczkę, ołówkiem dość niestarannie napisała Masz być gotowy o 20. Mamy misję. Weź coś ciepłego do ubrania... i cokolwiek jeszcze chcesz. A. Złożyła biały pergamin w kostkę i przechodząc obok pokoju chłopaka wsunęła go pod drzwiami.
    Miała zaledwie godzinę na przygotowanie wszystkiego, więc wręcz automatycznie zaczęła przeszukiwać szafę w poszukiwaniu odpowiednich ubrań. Znalazła dresy, z 3 rozmiary za dużą bluzę i trampki za kostkę. Dopakowała do plecaka śpiwór, jakieś przekąski i coś zimnego do picia. Noce w Denver nie należały do najcieplejszych, jednak następnego zapowiadano upał.
    Zegarek brunetki właśnie wskazywał 19.30, a ona siedziała jak na szpilkach. Nie miała pojęcia jak w pół godziny udało jej się to wszystko zorganizować. Z jednej strony była cholernie podekscytowana, z drugiej przerażona. Co jeśli Daryl oleje jej liścik? Co jeśli już dawno uciekł ze szkoły, a ona do końca życia będzie go szukała?
    Zegarek wybił 19.50, a dziewczyna poderwała się z miejsca i zarzuciwszy plecak na jedno ramię wyszła z pokoju. Klucz od domku nad jeziorem kurczowo ściskała w dłoni i nadal nie mogła uwierzyć, że dyrektor serio wpadła na tak irracjonalny pomysł. Miała go poznać. Miała dać się mu poznać. Pretekstem do spędzenia nocy nad jeziorem była obserwacja sworzeń magicznych, które wychodzą podczas pełni. Dziś takowa miała być.
    Amy przeskakiwała z nogi na nogę jak najwolniej umiała, bowiem zdawała sobie sprawę, że od pokoju bruneta dzieli ją może z 5 minut spacerkiem, nie 10.
    Już miała zastukać w drewniane drzwi z odpowiednim numerem, jednak zawahała się. Stwierdziła, że jeszcze poczeka. Nie chciała być zbyt nachalna, dlatego usiadła na schodkach nieopodal i zwyczajnie czekała.

    Amy Rosegal

    OdpowiedzUsuń
  12. Czekała w nieskończoność. Szczerze mówiąc, dziewczyna wahała się między wtagnięciem do pokoju młodego mutanta, a ucieczką do własnego. Z jednej strony nie chciała być natarczywa, z drugiej aż kipiała z ciekawości jak może potoczyć się ich znajomość. Stała się nie kalkulować, nie analizować tylko przeżywać. Była cieka aile jeszcze przed nimi, czym chłopak może ją zaskoczyć i co tak naprawdę potrafi bo znikanie było typową ściemą.
    - Dziś Twój szczęśliwy dzień. – powiedziała z przekąsem i zarzuciwszy drugie ramię plecaka, wstała i otrzepała pupę – podłoga w Instytucie stanowczo wymagała umycia. – Jest ponad 10 stopni więc przysięgam, że nie zamarzniesz. – uśmiechnęła się ironicznie i schowała dłonie w kieszeniach obszernej bluzy. Znów czuła się jak mała dziewczynka w pożyczonych od sąsiada ubraniach. Mimo iż brunetka nigdy nie należała do towarzyskich, pan Thomson uczył ją jak naprawiać auta. Dawał jej specjalny kombinezon – ze 3 rozmiary za duży i tłumaczył jak zbudowana jest skrzynia biegów, a także jak łatwo wymienić przepaloną żarówkę. Obecnie Amy nie pamiętała z tych lekcji nawet połowy, jednak bardzo dobrze wspomina brudzenie się smarem i duże bluzy starszego mężczyzny. Był jak jej ociec. No może trochę bardziej normalny i spokojniejszy.
    - Spokojnie nie będziemy łapać gobelinów ani torturować małych smoków. – powiedziała wreszcie pół żartem pół serio chcąc nieco rozluźnić napiętą atmosferę. Przebywanie w pobliżu chłopaka sprawiało młodej mutantce niewiarygodną przyjemność, jednak on w tak ochoczy sposób nie reagował na jej obecność. Może coś zrobiła nie tak? Może czuł się w jej towarzystwie zagrożony? Każdy kłamca czułby niesmak w pobliżu osoby mogącej go w mgnieniu oka rozszyfrować.
    Wyszli wreszcie na dziedziniec. Zrobiło się już szarawo, a małe i te nieco większe, nietoperze postanowiły wyruszyć na łowy. Dziewczyna wręcz automatycznie nałożyła obszerny kaptur na głowę chcąc uchronić przed atakiem swoje powywijane, we wszystkie strony, włosy. Nigdy nie słyszała o przypadku wplątania się nietoperza jednak wszyscy ją przed tym ostrzegali.
    Szli w ciszy. Im dalej od Instytutu tym szmery w głowie brunetki szeptały ciszej, mniej dosadnie. Z każdym kolejnym krokiem odchodziły coraz dalej, a dziewczyna mogła swobodnie oddychać i myśleć. Obecność Daryla potęgowała jej dobry nastrój i wewnętrzny spokój, który pewnie dla większość byłby niezrozumiały.
    Droga, którą wybrała brunetka nie należała do najładniejszych. Ulewy, które nawiedzały Denrver przez ostatnich kilka dni, zostawiły po sobie ślad w postaci kałuż, a przesiąknięta ziemia zrobią się błotnista i przyklejała się to butów. Śpiew ptaków zastąpiły świerszcze i kumkające żaby, które od pokoleń zamieszkiwały pobliski staw. W oddali można było usłyszeć uderzające o ziemię kopyta i pluskanie wody – fantastyczne zwierzęta właśnie zaczynały swój koncert.
    - O czym myślisz? – zapytała wreszcie i wręcz automatycznie się roześmiała. Nigdy w życiu nie zadała tego pytania bo zwyczajnie nie musiała. Umysły innych ludzi były dla niej otwartą księgą, brunet dziwnym sposobem się jej przeciwstawiał.

    Amy Rosegal

    OdpowiedzUsuń
  13. Gdy doszli na miejsce, brunetka uśmiechnęła się szeroko. Nie była po tej części jeziora już dobrych kilka miesięcy, wiec zapomniała jak pięknie to wszystko wygląda. Ostatki wystającego zza horyzontu słońca, odbijały się w tafli wody, co w połączeniu z otaczającym jezioro, lasem tworzyło istnie bajkowy pejzaż. Coś idealnego do narysowania bądź sfotografowania. Amy podziękowała wynalazcy telefonów komórkowych, które robiły zdjęcia w lepszej jakości niż niektóre aparaty. Wiedziała, że na siedzeniu w domku się nie skończy. Pretekst miała idealny – fantastyczne zwierzęta wodne miały podczas pełni dawać przepiękne przedstawienie, a oni w ramach jakiegoś, wymyślonego przez dyrektora, projektu, mięli to opisać.
    - A wierzysz w to, że potrafię czytać w myślach? – zadała pytanie w przestrzeń bo tak naprawdę nie oczekiwała od swojego towarzysza odpowiedzi. W sumie nie miał powodów by jej wierzyć, bo w żaden sposób mu tego nie udowodniła. – Byłabym głupia, gdybym w to nie wierzyła. Widziałam tu ludzi, którzy potrafili ogłuszyć spojrzeniem, ludzi którzy zmieniali się w zwierzęta, a także ludzi, którzy unosili przedmioty siłą woli. Więc tak, wierzę, że można porozumieć się ze zmarłymi. – wyjawiła ciut smutniejąc. Poprawiła wystające zza kaptura włosy i przeniosła wzrok na bruneta. – Wiem jednak, że jeśli chcesz porozmawiać ze zmarłymi to oni też muszą szukać kontaktu. – wyjaśniła jak gdyby już wcześniej zgłębiała ten temat. Tak właśnie było. Gdy Amy przechodziła okres buntu, a dyrektor Funery nie był stanie nad nią zapanować, podsunął jej pomysł spotkania się z nieżyjącymi rodzicami. Nie za pomocą mutantów potrafiących cofnąć czas, ale za pomocą specjalnych technik, które oferowała, swym klientom, Aubrey Collins. Wtedy brunetka uświadomiła sobie, że jej rodzice raczej jej nie szukają. Że gdzieś tam są i albo zajmują się naprawdę ważnymi sprawami albo nie darzą jej żadnym uczuciem.
    Gdy stanęli na drewnianym ganku, dziewczyna wręcz automatycznie włożyła odpowiedni klucz do zamka i zdecydowanym ruchem otworzyła drzwi. Domek był naprawdę mały bo mieścił w sobie zaledwie 3 pomieszczenia. Kuchnia łączyła się ze sporym salonem, w którym znajdowała się wielka kanapa i stół. W małej sypialni można było znaleźć dwuosobowe łóżko, a łazienka przypominała te z lat 90. Wystrój pomieszczanie od zawsze zachwycał młodą mutantkę, bo wszystkie meble były drewniane. Firanki ozdobione małymi kwiatkami, a naprzeciwko sofy stał duży kominek – jedyne źródło ciepła. Dyrektor chyba przewidział ich przybycie bo prócz kawałków drewna położonych w rogu salonu, lodówka była wypełniona po brzegi. Amy zawsze zastawiała się jakim cudem wszystkie kwiaty, stojące na parapetach, nadal żyją. Czyżby ktoś je tu regularnie odwiedzał? Przecież o domku wie zaledwie kilka osób, a klucz posiada tylko Funery.
    Kwestia spania nie była wcale trudną do rozstrzygnięcia bo choć Amy wiedziała, że raczej pierwszą noc w całości spędzą nad jeziorem, druga noc bez snu mogła być już problematyczna. Brunetka należała do grupy śpiochów, także minimum 8 godzin snu potrzebowała by się zregenerować. – Z kim chcesz się skontaktować? – zapytała w końcu otwierając kilka okien by wpuścić do środka świeże powietrze. Co prawda domek był drewniany jednak upływ czasu zdziałał swoje i pachniało stęchlizną.

    Amy Rosegal

    OdpowiedzUsuń
  14. Daryl był trochę zabawny. Z jednej strony zachowywał się jakby naprawdę chciał dać się poznać Amy, lub chociaż pokazać swoje spojrzenie na daną sprawę, a z drugiej udawał głupka, gdy brunetka go o coś zapytała. Ona naprawdę nie miała złych intencji, wręcz przeciwnie. Może młody mutant jeszcze o tym nie wiedział, ale ona była tu dla niego. Co prawda mentalnie nie czuła by chłopak był dla niej, ba była pewna, że gdyby nie wpływ dyrektora, chłopak nawet by się nie pokazał w tych okolicach.
    U brunetki słowo nieważne po prostu nie istniało. Jej zdaniem jeśli jakiś temat został poruszony to miało to jakiś cel i trzeba go było kontynuować aż oboje stwierdzą, że wszystko już zostało powiedziane. – Nieśmiertelność nie wyklucza pojawienia się tam gdzie zmarli. – powiedziała rzucając ciężki plecak w kąt salonu. Może i brunetka zachowywała się jak ciut przemądrzała, ale spędziła w Instytucie naprawdę długie lata i zamiast udzielać się towarzysko czerpała z bibliotecznych zbiorów. Szczerze mówiąc dziewczyna przeczytała bądź przejrzała jakieś ¾ pozycji znajdujących się w szkole i uważała to za swój mały sukces. Zważywszy na moc, która posiada skupienie się i przyswojenie danego materiału wcale nie należało do najłatwiejszych. Na całe szczęście w te okolice rzadko kto się zapuszczał więc mogła odetchnąć. W razie poważnego ataku zawsze miała przy sobie bruneta i choć nigdy mu się do tego nie przyzna, czuje, że ratuje jej życie. – Myślę, że pani Collins może Ci pomóc. – pochyliła się nad plecakiem i wyciągnęła najpotrzebniejsze rzeczy to znaczy zeszyt i ołówek. – To naprawdę wybitna specjalistka jeśli chodzi o zaświaty także myślę, że warto spróbować. – dodała nie drążąc tematu, bo zdawała sobie sprawę, że prędzej czy później Daryl i tak zbije ją z tropu byleby tylko nie pokazać kawałka swojego świata. Pilnował swoich sekretów jak mało kto.
    - A przyszliśmy tu bo Funery prosił byśmy zrobili projekt o fantastycznych zwierzętach. – przelotnie spojrzała na swojego towarzysza idąc w kierunku kuchni. Otworzyła lodówkę, wyciągnęła z niego zimnego arbuza i powoli zaczęła odpakowywać folię. Dyrektor nigdy jej nie zawodził.
    - W sumie nikt z uczniów nigdy ich nie widział bo wstęp tu mają tylko uczniowie wyżsi rangą. – powiedziała szukając w jednej z szuflad ostrego noża. No gdzie on był?
    Nauczyciele przyznawali uczniom punkty i jeśli jakiś z młodych mutantów wybitnie w czymś zasłynął miał możliwość wychodzenia poza teren Instytutu. Ani Daryl ani Amy nie posiadali specjalnych względów, a mimo to Funery ich tu wysłał. Zrobił to dla ich dobra. Rosegal nigdy nie utrzymywała z nikim bliższych kontaktów, a Daryl był nowym uczuciem i przydała mu się taka forma klimatyzacji w obcym miejscu.
    - Dziś jest pełnia więc pewnie trochę poszaleją. Mam nadzieję, że się nie boisz? – zapytała lekko rozbawiona. Była nie tylko podekscytowana spędzaniem czasu z brunetem, ale także tym co ich czekało. Rosegal już kilka razy w tajemnicy zakradała się do tego domku i obserwowała fantastyczne zwierzęta jednak za każdym razem fascynowało ją to jeszcze bardziej. – Chcesz? – wyciągnęła w kierunku chłopaka pokrojonego arbuza, a sama wzięłą porządny kęs. Naprawdę kochała te owoce.

    Amy Rosegal

    OdpowiedzUsuń
  15. Naprawdę istnieli ludzie, którzy nie lubili owoców, czy była to kolejna wymówka pod tytułem i tak nigdy mnie nie poznasz? Amy już nie miała siły się nad tym zastanawiać. Naprawdę można było dostrzec, że chłopak się z nią męczy, a ona nieudolnie zabiega o jego atencję. W tej chwili miała tylko ochotę się poddać i powiedzieć, że może iść gdzie chce, bo przecież go nie przywiązała. Miał wolną wolę, a jakiekolwiek plany Funery, czy Rosegal, brunet miał pełne prawo zanegować. Tylko czy tego chciał? Może i Amy nie należała do najbardziej ciekawych osób, do tego miała masę problemów i tylko przy Darylu czuła się normalnie, jednak była. Dawała mu swoją obecność i uśmiech. Podtrzymywała rozmowę, starała się go poznać i troszczyć. Nie dociekała, starała się nie być nazbyt nachalna, a jednocześnie pokazywać swoje zainteresowanie. Myślała, że młody mutant właśnie tego potrzebuje, bo ona potrzebowała.
    Trochę ją zirytował tym pytaniem, dlatego uniosła brwi do góry, odłożyła talerzyk z pokrojonym owocem i przemieliła kolejny kęs. – Jesteś głuchy czy mnie nie słuchałeś? – zapytała wreszcie dość ironicznie bo aż wrzało w niej od emocji. Powiedziała mu wszystko zgodnie z prawdą, a pan Radkie postanowił zadać jej to irracjonalne pytanie i podnieść jej ciśnienie. Chwile milczała. Byłą to z tych niezręcznych chwil, gdy żądne z nich nie ma odwagi się odezwać. – Daryl.. ja naprawdę nie zatrzymam Cię tu na siłę. Nie chcesz tu być to proszę, droga wolna. – dziewczyna zdenerwowana, a zarazem zrezygnowana podeszła do drzwi i jednym ruchem otworzyła je na oścież pokazując tym samym, że brunet rzeczywiście ma prawo wyboru.
    - Ja nie zrobię Ci krzywdy. – powiedziała po wzięciu głębokiego wdechu nim chłopak zdążył wykonać jakikolwiek ruch. Jej serce delikatnie spowalniało, a ona starała się odprężyć. – Nie chcesz powiedzieć jaką rzeczywiście masz moc, okej, szanuję. Nie chcesz powiedzieć mi o co chodzi z rozmawianiem ze zmarłymi, również rozumiem i nie nalegam, ale nie zamykaj się tak. Jesteś w nowym miejscu, więc daj sobie szansę na nowe życie. – powiedziała prawie na jednym tchu choć tak naprawdę nie miała pojęcia z jaką przeszłością musi mierzyć się młody mężczyzna. Chciała go jakoś zatrzymać. Chciała by choć postarał się być wobec niej szczery. Chciała by naburmuszona mina choć na chwilę zniknęła z jego twarzy. Chciałaby tu był, z nią.
    - Nie musisz ze mną rozmawiać, nie musisz zdradzać sekretów, które tak bardzo zatruwają Ci życie, ale po prostu bądź. Bądź tu ze mną bo jesteś jedyną osobą, przy której nie wariuję. – sama nie wiedziała, dlaczego nagle wzięło ja na tak głębokie wyznania, bo przecież znała chłopaka zaledwie kilka godzin. Było to nadwyraz dziwne uczucie, jednak Amy chciała je chłonąć całą sobą. Czuła się swobodnie, nie krepowała się, że słyszy te najbardziej skrywane przez człowieka myśli.

    Amy Rosegal

    OdpowiedzUsuń
  16. Niby mógł wyjść i już nigdy się z nią nie spotkać. Pewnie potrafiłby to zrobić z łatwością przypominającą pstrykniecie palcami. Szczerze, brunetka już żałowała, że podsunęła mu ten głupi pomysł do głowy, dlatego automatycznie zmarszczyła brwi i lekko przygryzła wargę w konsternacji. Czekała na rozwój wydarzeń i w myśli błagała by jednak posłuchał drugiej części jej wypowiedzi.
    Został. Został w domku nad jeziorem i mimo iż dosadnie podkreślił, że nie zrobił tego dla niej, brunetka pokiwała głową i szerzej się uśmiechnęła. Akceptowała jego podejście, rozumiała, że młody mutant ma tajemnice, które skrywa nie tylko przed nią, ale zapewnie także przed resztą świata. Mimo to, Amy miała nadzieję, że w jakiś sposób do niego dotrze. Że stanie się coś magicznego, czarodziejskiego, a chłopak od tak postanowi jej wszystko wyjawić. Nie po to by mogła zdać dobry raport Funeremu, ale po to by brunetka mogła go poznać. Może razem dadzą radę rozwiązać zagadkę ciszy, którą dziewczyna odczuwa w jego towarzystwie? Przecież co dwie głowy to niejedna.
    Dziewczyna pokiwała głową w geście akceptacji zasad, które właśnie ustanowił Daryl. Nie podobało jej się to, że chłopak cały czas chciał coś przed nią ukrywać nawet dla jej dobra. Rosegal nie należała do najbardziej dojrzałych kobiet i pewnie nie raz chłopak porówna ją do kobiety z wiecznym okresem bądź do rozhisteryzowanej małolaty, jednak brunetka coś tam przeżyła. Coś tam widziała i coś tam czuła. To, że izolowała się od innych rówieśników zwykle tłumaczyła swoją mocą jednak istniał również drugi powód. Amy nie lubiła się zwierzać. Nie przepadała za plotkowaniem i rozmawianiem co w danej chwili czuje, a przecież właśnie tego typu rozmowy najbardziej zbliżały ludzi. To powierzone komuś sekrety najbardziej scalały i umacniały daną relację.
    - Nie boję się. – powiedziała całkowicie pewna siebie i wręcz automatycznie chwyciła ciemnowłosego za dłoń jakby tym gestem chciała go zapewnić, że mówi prawdę. Szmery w jej głowie momentalnie ucichły, a ona w lekkim szoku nadal delikatnie ściskała męską dłoń. Uśmiechnęła się do siebie i cofając rękę umieściła ją w kieszeni szerokiej bluzy. Ta sytuacja nie tylko bardzo jej się podobała, ale także cholernie ją ciekawiła i irytowała. Co on takiego w sobie miał, że po raz kolejny pokazywał jej, że jest przy nim totalnie bezbronna? I nie chodziło, rzecz jasna, o tajemnicza, niebezpieczną moc bruneta, ale o jego działanie na delikatny organizm dziewczyny. O błogą ciszę, o uśmiech, który automatycznie lądował na jej ustach, a także o spokój, który w niej wywoływał. Pewnie nie miał o tym zielonego pojęcia, ale naprawdę go potrzebowała.
    - Cokolwiek to nie jest.. i jakkolwiek to nie wygląda… - powiedziała świdrując swym spojrzeniem drewnianą podłogę. -… poradzimy sobie z tym. – dokończyła szukając jasnych tęczówek młodego mutanta. Była tego pewna. Sama nie wiedziała skąd i kiedy pojawiła się w niej ta trzeźwość umysłu i odwaga by pokonać wszystkie, nawet najstraszniej demony siedzące gdzieś w Darylu. Po prostu chciała stawić temu czoła i pokazać mu, że naprawdę może jej ufać. Teraz, za tydzień i za miesiąc. Ona nie ucieknie z krzykiem jak zobaczy jego najciemniejsza stronę, nie wyjawi jego sekretów rówieśnikom i nie podzieli się swoją wiedzą z dyrektorem.

    Amy Rosegal

    OdpowiedzUsuń