26 lipca 2017

To tylko nasza, a nie gwiazd naszych wina.


P o d p o r u c z n i k     O l g a    I ż y ń s k a 

ps. "Sroka". Lat 31.
Zastępca dowódcy drużyny w Gwardii Ludowej. 


Komunizmem zainteresowała się już we wczesnej młodości. Jeszcze przed wojną wstąpiła do Komunistycznej Partii Polski, gdzie zasłynęła jako osoba konkretna i szczerze oddana sprawie. W 1938 roku wyjechała do Moskwy, gdzie została aresztowana. 
Zwolniona w ramach amnestii ogłoszonej po zawarciu układu Sikorski-Majski, przedostała się na tereny okupowanej Polski, by walczyć z hitlerowcami. Dwa lata temu przysięgła wierność i służbę Gwardii Ludowej.  Dzięki umiejętnościom, politycznemu zaangażowaniu i koneksjom szybko otrzymała stopień oficerski. Obecnie służy w niedawno sformowanym oddziale Gwardii Ludowej w okolicach Białegostoku. 
Znana jest jako bezwzględny żołnierz i dobry strzelec. Lata spędzone w ZSRR sprawiły, że polska mowa w jej ustach brzmi obco, częste rosyjskie wstawki zjednują jej sympatię tych, którzy uciekli z obozu dla sowieckich jeńców, a którzy obecnie razem z nią służą w oddziale kapitana "Murawy" w większości złożonym z Polaków.





Nikt nie może się dowiedzieć, że jej prawdziwe personalia to: Olga Siergiejewna Sachariewa. Podporucznik GRU.

___________________________
Cytat w tytule pochodzi z książki "Gwiazd naszych wina" John Green'a. Wizerunek z DeviantArtu, nie wiem, kogo przedstawia.  Postać stworzona na potrzeby wątku  z chudym kotem, ale w razie ciekawych pomysłów, mogę ją odegrać także w innych historiach.
___________________________
---> Janina Janda

1 komentarz:

  1. Słońce prażyło niemiłosiernie.
    Janka z niemal bezgłośnym westchnięciem odciągnęła od ciała koszulę, która przylegała jej do pleców i powachlowała się wilgotnym materiałem. Ziemia, jeszcze nasiąknięta niedawnym deszczem, teraz wysychała niespodziewanie szybko, co groziło jeszcze gorszym przegrzaniem z braku jednego chłodniejszego miejsca. Przyszło jej do głowy, że gdyby życie bywało czasem zbyt proste, mogłaby teraz wylegiwać się w cieniu starego dębu na podwórku i cieszyć wakacjami.
    Kucający obok niej dwudziestopięciolatek przetarł czoło dłonią i westchnął ciężko. Jance zamajaczyło, że nazywał się chyba Mirek albo Marek; wszyscy mówili na niego po prostu Bażant.
    – Strata czasu – mruknął, wyraźnie poirytowany. Dziewczyna zerknęła na niego kątem oka, ukradkiem, zastanawiając się, co tak właściwie miał na myśli.
    Czas ciągnął się jak guma. Upał z wolna usypiał Jankę, chociaż miała świadomość, że nie ma opcji, by tutaj zasnęła. Odpowiedzialność przygniatała ją jak wielki tom książki; a ona nie potrafiła po prostu przestać się zamartwiać.
    – Psst. Mysz! – Szept dobiegał z lewej strony, ale Janda nie była zachwycona słysząc, kto jest nadawcą tejże wiadomości. Odwróciła niechętnie głowę w stronę Zenka Kowala, zwanego Kozakiem, dając mu do zrozumienia, że lepiej, by milczał, jeżeli nie jest to sprawa nie cierpiąca zwłoki. Mężczyzna znany był z ignorowania wszelkich zasad oraz tego co wypada, a czego nie w danym momencie, toteż dziewczyna podchodziła do niego ze sporą dawką rezerwy, nastawiona zazwyczaj na nudziarskie marudzenie. – Potrzebuję... Siostra... Dokumenty... – Jego głos utonął w ostrzegawczym prychnięciu Bażanta, co dało młodej kobiecie możliwość puścić mimo uszu słowa natrętnego towarzysza. – Janina! – Dopominał się dalej, nie pozwalając o sobie zapomnieć.
    – Nie mów do mnie „Janina” – warknęła na niego Janda, piorunując starszego kolegę wzrokiem. Fakt, iż była jedyną przedstawicielką płci żeńskiej w tym gronie, najwidoczniej w jakiś sposób upoważniał Kozaka do traktowania jej jak osobę o mniejszej sprawności intelektualnej.
    Mężczyzna coś tam jeszcze mruczał pod nosem, ale Janka osunęła się na ziemię, plecy opierając o wciąż odrobinę chłodną i mokrą murawę. Szczęściem natrętny Kowal został po drugiej stronie pagórka tak, że teraz nie mógłby dostrzec nawet czubka jej głowy. Dziewczyna zapaliła papierosa, tkwiąc między obezwładniającym gorącem a stawiającym na nogi stresem i niepewnością. Czyjeś kroki obok nakazały jej skierować wzrok w tamtą stronę, odruchowo zaciskając palce na skrytej broni.
    – Coś za jeden? – Spytała zimno bladego chłopaka stojącego naprzeciwko. Nawet nie zauważyła, kiedy podniosła się na nogi.

    OdpowiedzUsuń