5 września 2017

[KP] The rest is silence


Dwadzieścia cztery lata -- Jedyna córka szanowanego przedsiębiorcy i zmarłej pianistki -- Do niedawna mieszkanka Pensylwanii -- Architekt krajobrazu -- Fotograf-amator -- Niepoprawna romantyczka -- Miłośniczka kawy, szybkiej jazdy i wieczornego nieba -- Krnąbrna córka -- Śpioch, gadający przez sen --Wieczorne przebieżki -- Tatuaż na biodrze

Ciekawość, ponoć prowadzi do piekła -- Bystrość do zwycięstwa -- Szaleństwo do miłości -- A wytrwałość, tak po prostu do starości 


"Zobaczyć świat w ziarenku piasku, Niebiosa w jednym kwiecie z lasu. W ściśniętej dłoni zamknąć bezmiar, W godzinie – nieskończoność czasu." 
William Blake

10 komentarzy:

  1. Życie nieraz płata nam przeróżne figle. Dlatego nasze wspomnienia przywołują uśmiech, żal, gniew i smutek. Każda minuta jest zabarwiona jakąś emocją, naznaczona jest czyjąś obecnością albo tęsknotą za czymś co nam odebrano. Wallenberg jednak uważał swoje życie za nieskomplikowane i tak postanowił je prowadzić dawno temu. Wychowany z dala od wielkich metropolii, przyzwyczajony do ciężkiej pracy nigdzie nie miał zamiaru się ruszać. Fayateville może i nie miało wiele do zaoferowania a jednak dla blondyna było tu wszystko czego potrzebował. Od dzieciaka niewiele się w jego życiu zmieniło: ci sami znajomi, rodzina pod jednym dachem, sąsiedzi, którym wyprowadzał psy za kilka centów. Jedyną rysą jaka gdzieś wciąż pojawiała się przed jego oczami była pierwsza miłość. Brzmi śmiesznie, banalnie wręcz. Pierwszy zawód miłosny ponoć boli najbardziej i nic nie można na to poradzić. On po prostu ruszył dalej, tak jak ona, gdziekolwiek była.
    Z butelką zimnego piwa stał w okrągłym pokoju, jednej z najpiękniejszych posiadłości w okolicy. Wokół słychać były śmiechy i rozmowy pozostałych gości. Spojrzał na swojego przyjaciela i wciąż ciężko było mu uwierzyć, że ten człowiek jest krok przed ołtarzem. Zaśmiewali się do łez wspominając dawne czasy, Kevin doskonale pamiętał jego pierwsze nieudolne próby zdobycia dziewczyny, która- ku zdumieniu wszystkich- zgodziła się zostać jego żoną. Blondyn może niewiele wiedział, ale doskonale zdawał sobie sprawę, że to co łączy Thomasa z Jenny było czymś rzadkim. Sam nie był pewny czy to co łączy go z Kate było tak samo prawdziwe i szczere, dlatego też pierścionek był na dnie szuflady a nie na jej palcu. Nie chodziło o to, że nie darzył drobnej blondynki uczuciem a o to, że wydawało mu się za wcześnie na takie zobowiązania. Nie widział się w roli męża, a z pewnością nie teraz. Chyba.
    Usłyszeli głos przyszłej pani Hill i odwrócili się na pięcie.
    - Jest i ona- zagrzmiał Kevin na cały pokój, otwierając szeroko ramiona by przywitać się z panną młodą. Figlarne iskierki w oczach zdradzały, że nie było to jego pierwsze piwo tego wieczoru.- To, że on ma gadane wiedziałem zawsze, ale że taka bystra dziewczyna jak Ty na to poszła to...- zaczął z szerokim uśmiechem i dopiero wtedy podniósł wzrok na osobę stojąca obok, druhnę. Wyprostował się a między jego brwiami pojawiła się pionowa zmarszczka oznaczająca, iż jest nieco zdezorientowany. Przez moment zastanawiał się czy przypadkiem nie widzi ducha. – Amy – wydukał po czym przekręcił głowę w kierunku przyjaciela z niemym pytaniem. Wyglądało na to, że dopiero teraz Tom zdał sobie sprawę, że zapomniał o czymś wspomnieć swojemu drużbie.
    - Niespodzianka? – wymruczał, obejmując ramieniem blondyna z krzywym uśmiechem na twarzy.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziwne jak działa nasz mózg, jak odbieramy otaczający nas świat. Stała przed nim i doskonale zdawał sobie sprawę, że nie jest to ta sama dziewczyna, która zniknęła bez słowa. A jednak, przez ułamek sekundy, znów miał naście lat. Zupełnie jakby ktoś znalazł stare, zakurzone skrzynie na strychu i zaczął przeglądać poszarzałe zdjęcia, mnóstwo wspomnień przelało się przez jego głowę. I nigdy wcześniej te obrazy nie były tak ostre, wyraźne, żywe. Jego nozdrza napełniły się tak dobrze znanym zapachem, który przynosił ukojenie, mimo, że od lat nie trzymał jej w ramionach niemalże czuł ciepło jej ciała, przyśpieszony oddech na szyi i słyszał nerwowe picie serca, jakby wczoraj leżał na jej piersi. Po chwili wrócił do siebie i nigdy wcześniej nie był tak świadomy tego gdzie i kim jest, świadomy czasu. Nie jest tym chłopakiem, którego zostawiła.
    Skłamałby, gdyby powiedział, że nie zastanawiał się jak będzie wyglądać ich spotkanie. Przez pierwszy tydzień, miesiąc a nawet rok po jej zniknięciu. Wyobrażał sobie, że po prostu schowałby ją w ramionach, bez pytań, tylko żeby była z nim. Potem porzucił wszelkie scenariusze. Stała przed nim, piękna jak zawsze, a jednak zupełnie mu obca. Widział w tym rękę Jenny i wierzył, że Tom nie wiele miał do powiedzienia w tej kwestii. Życie to nie bajka, nie byli bohaterami jakieś ckliwej komedii romatycznej. Wszystkie decyzje jakie podejmowali miały swoje konsewkencje, ona wyjechała, tym samym podejmując dezycje za niego.
    Kiedy Amy zrobiła krok do przodu on mimowolnie, jakby nie będąc w stanie nad tym zapanować, odsunął się milimetr.
    - Hej – odpowiedział, a na jego twarzy utworzyło się coś na kształt krzywego uśmiechu. Zanim zdążyła zacząć się tłumaczyć czy snuć opowieści, zatrzymał ją podnosząc dłoń do góry, kręcąc głową. Nie była mu winna nic, a on nie był zobowiązany do wysłuchiwania jej powodów.- Świetnie wyglądasz Amy, dobrze cię widzieć- powiedział po raz pierwszy patrząc jej prosto w oczy. Nie znalazł tej iskierki, którą tak niegdyś wypatrywał, uwielbiał. Chrząknął i napił się łyka z niemal pustej butelki, patrząc na pozostałych. Minuta, którą tak stali w kółeczku trwała zdecydowanie za długo.

    OdpowiedzUsuń
  3. Wallenberg to prosty człowiek, nie przepadał za niespodziankami ani ryzykiem. Znajdował komfort w rutynie, w tym, że wiedział co czeka go następnego dnia. Nauczony, że mężczyzna ma mocno stąpać po ziemi i być opoką dla rodziny tak starał się żyć. Jeśli coś się psuło jego obowiązkiem było to naprawić, do tego miał obie sprawne ręce. Był oddany, lojalny i szczery. Stroni od takich przyjemności jak gdybanie i rozgrzebywanie przeszłości. A teraz, jak na złość, duch przeszłości stał tuż przed nim.
    Odprowadził wzrokiem przyjaciela, który w geście bezradności wzruszył ramionami ciągnięty przez swoją narzeczoną. Blondyn nie był pewny czego od niego oczekiwali w tej sytuacji. Uniósł lekko brew na słowa brunetki, i choć sytuacja była zupełnie nie do śmiechu, kącik jego ust uniósł się nieco.
    - Przepraszam, nie chciałem cię urazić- opowiedział spokojnym, niskim głosem.- Jedyne co miałem na myśli, to, że nic nie jesteś mi winna.- Widział jej determinacje, chciała wytłumaczyć sytuację, więc nie było siły która by ją powstrzymała. Doskonale o tym wiedział dlatego westchnął i wskazał na fotele przed kominkiem. Problem polegał na tym, że on chyba nie był gotowy tego słuchać. Nie chciał znać jej powodów, nie chciał słuchać jej usprawiedliwień. Gdy wyjechała był zdruzgotany, ale po tęsknocie przyszedł gniew i widok jej twarzy wcale go nie rozczulił. Pojawiła się w najgorszym możliwym momencie. Dawno pogrzebał plany i marzenia związane z brunetką. Długo trwało zanim postanowił zaprosić dziewczynę na drinka a teraz od ponad dwóch lat budował nową rzeczywistość. Obecnie główna rolę w jego planach na przyszłość grała Kate. Może nie był gotowy rozbić kolejny krok, ale pojawienie się Amy było ostatnią rzeczą jakiej potrzebował. - Zamieniam się w słuch- oznajmił rozsiadając się wygodnie na oparciu fotela, choć wcale nie czuł się komfortowo. Nie miał pojęcia jak się zachować dlatego skupił wzrok na szyjce pustej butelki po piwie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie był dzieckiem, nie miał zamiaru robić scen i tupać nogą z niezadowolenia. Czuł jej spojrzenie na sobie, ale uparcie wpatrywał się w odbicie tańczacych płomieni w butelce po piwie.
    - Pamiętam. Byłem tam- odparł sucho, chcąc ją popchnąć do sedna sprawy. Nie pisał się na sentymentalną podróż. Pamiętał a długi czas pracował na tym by wspomnienia nie rujnowały mu życia. Skrupulatnie, dzień po dniu, chował je w szufladach swojej pamięci, nie pielęgnował ich tak jak ona, bo był przekonany, że nigdy już jej nie zobaczy. Jasne, znali się. Znała go jak nikt inny na świecie- wtedy. Nie miała pojęcia co się z nim działo, co mu się przydarzyło przez ostatnie pięć lat. Nie wie, że pije kawę, bo przyzwyczaił się do jej smaku po dwudziestce, kiedy musiał w nocy uczyć się do egzaminów, bo za dnia zastępował ojca na budowie, gdy ten miał zapalenie płuc. Nie była na ślubie jego siostry ani nie poznała jego chrześniaka. Nie widziała blizn po szwach na ramieniu po wypadku w garażu a już z pewnością nie zdawała sobie sprawy z tego, jak miotał się przez pierwsze miesiące jej nieobecności. Chodził po sąsiadach, szukał jej rodziny, wypytwał przyjaciółek i nikt nie był w stanie odpowiedzieć na jego pytania. W sumie zaczął się zastanawiać czy Jenny miała z nią kontakt przez te lata, czy zdawała jej relacje z jego życia, czy wiedziała o Kate. Jeśli tak to i Thomas musiał o tym wiedzieć a wtedy czekałaby go nieprzyjemna rozmowa z wieloletnim przyjacielem. Podniósł wzrok i zauważył jak nerwowo wykręca palce. Jego pierwszym odruchem byłoby ujęcie jej dłoni, ale zdusił to w sobie. Nie mógł się powstrzymac przed parsknięciem, kiedy usłyszał, że nie chciała, żeby tak wyszło. – Tak bywa, czyż nie? Życie pełne niespodzianek.- Zupełnie nie wiedział skąd mu się to wzięło. Ciężko było go wyprowadzić z równowagi. Opanowanie było jego mocną stroną, rzadko tracił zimną krew. Bywał sarkastyczny ale nie opryskliwy jak teraz. Teraz jednak targało nim wiele emocji, przede wszystkim robił się niecierpliwy.- Przepraszam, po prostu... nie wiem co tu jest do powiedzienia- dodał odkładając szkło na ziemię i po raz drugi zdobył się by spojrzeć jej w oczy.- Nie wiem czego oczekujesz Amy. Ja niczego. A wiem, że ta rozmowa nie sprawi, iż którekolwiek z nas poczuje się lepiej.

    OdpowiedzUsuń
  5. Minęło może dziesięć minut odkąd zobaczył ją po raz pierwszy po pięciu latach i był tym zmęczony. Poirytowany. Drażniło go jej milczenie, nerwowe podrygiwanie a słowa, które wypowiadała dotkliwie raniły.
    - Dobra, wiesz co? – powiedział wstając z fotela kręcać głową.– Już ustaliliśmy, że nie chciałaś, że jest cieżko. OK. Było, minęło- patrzył na nią z góry i nie mógł uwierzyć, że to dzieje się naprawdę. Nie spodziewał się takiej reakcji ze swojej strony. – Ale nie będziesz mi mówić jak bardzo ci zależało, jak bardzo kochałaś a już na pewno nie, że wróciłaś DLA MNIE! Co ty sobie myślisz?! Że robisz mi przysługę pojawiając się po latach?- rozłożył ręce śmiejąc się, nerowowo, nienaturalnie.- Dziękuję, Amy. Nie mam zamiaru tego dalej słuchać- machnął ręką zrezygnowany i ruszył w stronę wyjścia. Naprawdę potrzebował papierosa.
    Nie rozumiał co właśnie się wydarzyło, takie zachowanie zupełnie do niego nie pasowało. Za mostkiem poczuł cieżar nieznanego pochodzenia i czuł narastającą złość. Co ona sobie wyobrażała? Przeprosi, rzuci mu się na szyję? Ha! Przecież nie przeprosiła tylko mówiła rzeczy, które nie miały najmniejszego sensu. Nie porzuca się bez słowo ludzi, których rzekomo się kocha. Doskonale wiedział, że ta cała sytuacja nie przyniesie nic dobrego.
    - Przyjechałam dla ciebie Też mi coś!- mruknął odpalając papierosa.
    Oparł sie o drewnianą balustradę i głębokim wdechem napełnił płuca trującym dymem. Była to chyba jedyna rzecz, która mogła go teraz uspokoić. Pomyślał o Kate czy powinien do niej zadzwonić, ona potrafiła sprawić, że czuł się lepiej. Zrezygnował jednak z tego pomysłu, jutro i tak się z nią zobaczy. Podniósł wzrok na spokojną taflę jeziora myśląc o tym, że w końcu będzie musiał wrócić do środka. Miał wiele obowiązków związanych z byciem drużbą. Powinien zabawiać gości, cieszyć się razem z przyjaciółmi, nie był to czas ani miejsce na jego dramaty.

    OdpowiedzUsuń
  6. Kiedy zobaczył Amy idącą w jego kierunku wniósł oczy ku niebu i westchnął zrezygnowany. Nie miał zamiaru uciekać przed nią, ale ostatnią rzeczą jakiej chciał to jest kontynuacja tej rozmowy. Wiedział jednak, że ona będzie wracać jak bardzo upierdliwy bumerang, więc zaciągnął się po raz ostatni i wyrzucił za siebie peta, odwracając twarz w jej kierunku. Była bliżej niż przypuszczał, teraz dokładnie widział plamki na jej tęczówkach i delikatne zmarszczki wokół oczu, kiedy jej usta wygięły się w uśmiechu.

    Dobra, chcesz rozmawiać-mów! Bez żadnych prologów, wspomnień, powiedz co masz do powiedziania i miejmy to za sobą A.- zacisnął szczęki, uważnie przyglądając się jej rysom. Czy tylko on się zmienił? Albo czy on naprawdę tak bardzo się zmienił jak próbował sobie wmówić? Nie chciał myśleć tych wszystkich emocjach i uczuciach, które wyparł, bo to przecież nie tak, że otworzył oczy i ich nie było. Nie chciał kwestionować życia, które właśnie buduje. Kochał Kate i nie miał do tego wątpliwości, ale czy istnieje miłośc większa od drugiej? Przecież musi być coś takiego jak data przedawnienia, kiedy nie ma prawa się ot tak powrócić, wywracając czyjeś życie do góry nogami. Ponownie. - Co się stało? Powiedz mi co się stało w ciągu niecałych dziesięciu godzin od momentu kiedy się pożegnaliśmy do poranka, gdzie już cię nie było? - Może jednak potrzebował jakiegoś wytłumaczenia, jakiegoś zakończenia by móc naprawdę zakończyć ten etap i ruszyć dalej. Sama chciała rozmawiać, więc równie dobrze może odpowiedzieć na jego pytania. On wcale nie czuł się rozluźniony. Wyczekiwał a zarazem bał się tego co usłyszy. - Czemu teraz? - Był kompletnie zdezorientowany tym co się działo z nim i w okół niego, co zdradzała szeroka bruzda na jego czole. Zadawał pytania nie wiedząc czy odpowiedzi dadzą mu to czego oczekuje. Jak ja nienawidzę niespodzianek.

    OdpowiedzUsuń
  7. Słuchał jej uważnie, próbując sobie wszystko ułożyć w głowie. Jednak im dłużej mówiła, jemu coraz bardziej chciało się śmiać. W końcu nie wytrzymał.
    - Czy Ty się słyszysz czy tylko brzęczy Ci w uszach? W którym wieku my żyjemy, zaaranżowane małżeństwo, serio?- zapytał przyglądając się jej z niedowierzaniem. To wszystko brzmiało jak scenariusz bardzo kiepskiego filmu mafijnego. Pamiętał ojca Amy i nie darzyli się sympatią, doskonale wiedział, że syn budowlańca i siostry oddziałowej nie pasuje do świata biznesu Woodlanda. Nigdy jednak się tym nie przejmował, opinia jednej osoby z tej rodziny miała dla niego znaczenie. Jego rodzina nie było zamożna, jednak niczego ani jemu ani jego siostrze nie brakowało. Nie stać ich było na ekskluzywne wczasy zagranicą a kredyt hipoteczny na dom wciąż jest spłacany, co nie czyniło z nich nieudaczników. Wszyscy byli zdrowi i szczęśliwi, i bardzo ciężko na to pracowali.
    Widząc, że brunetce wcale nie jest do śmiechu spoważniał i ułożył ręce na balustradę, huśtając się w przód i w tył. - Wierzę, że twój ojciec świetnie ciągnie za sznurki i ma wiele wpływowych marionetek. I jestem nawet skłonny zrozumieć, że wtedy wydawało ci się, że postępujesz słusznie. Szlachetnie, poświęcając się dla mojej rodziny, co swoją drogą wcale nie było w twoim obowiązku- dodał, zerkając na nią z boku, kiedy ta patrzyła przed siebie, na poruszane lekkim wiatrem gałęzie drzew.- Wymyślilibyśmy coś, razem. Jednak nic z tego co powiedziałaś nie tłumaczy milczenia- teraz odwrócił się przodem do niej, chcąc widzieć jej twarz, jej oczy.- Trzymał cię w piwnicy, w wysokiej wieży? Byłaś odcięta od świata, bez możliwości wysłania głupiego smsa, maila albo listu czy krótkiego telefonu, bym ja przestał cię szukać, z informacja, że jesteś cała, ale nie chcesz ze mną być? Czegokolwiek co pozwoliłoby mi ruszyć dalej. Wyjechałaś na życzenie ojca, ale milczenie było już twoją decyzją Am- nie można było przeoczyć nutki wyrzutu w jego głosie. Nie mógł nic na to poradzić, że obwiniał ją za wiele rzeczy, z którymi najwyraźniej jeszcze wcale się nie pogodził.- Po pięciu latach milczenia wracasz i mówisz, że robisz to dla mnie. Miałaś kontakt z ludźmi stąd, z Jenny, przez te wszystkie lata?

    OdpowiedzUsuń
  8. Kevin lubił swoje małomiasteczkowe życie, daleko było mu do ideału, ale nigdy nie szukał zgiełku wielkich miast. A ludzie? Wszędzie można spotkać zepsutych, zgorzkniałych i nieszczęśliwych. Różnica polegała na tym co się takim życiem robi- niszczy się ludzi wokół siebie czy próbuje się ze wszystkich sił pozbierać do kupy. Wiele rozumiał, potrafił znaleźć usprawiedliwienie dla wielu rzeczy, ale nie dla rujnowania ludziom życia dla własnej przyjemności czy korzyści. Nagle zebrał się w nim okropny gniew, taki co wnieca ogień i pożera wszystko na swojej drodze. Wypuścił z siebie gwałtownie powietrze i zacisnął dłonie na balustradzie, a zrobił to tak mocno, że zbielały mu knykcie. Przecież nie tylko jego zostawiła, nie tylko on jej szukał a później przeklinał pijany wracając do domu. Nie był wtedy sam. Nie mógł uwierzyć, że osoba z którą widział się niemal codziennie nie wspomniała ani słowa.
    W końcu schował twarz w dłoniach i ponownie się zaśmiał.
    - Wiesz czego byś dowiedziała, gdybyś chociaż raz o mnie zapytała? Że miesiąc po Twoim zniknięciu złamałem nogę, kiedy pijany kopałem naszą ławkę. Że Ann wyszła za mąż rok później a teraz ma pięknego siedmiomiesięcznego synka- Nie miał pojęcia czemu zaczął to wszystko wymieniać, a każdą kolejną rzecz było mu trudniej wymówić.- Że mój ojciec był poważnie chory przez wiele miesięcy i wszystkie obowiązki spadły na mnie. Że skończyłem studia, ledwo, ale ukończyłem zarządzanie. Że ostatni rok spędziłem na remoncie domu, teraz na dole mieszkają rodzice a ja mam mieszkanie na górze.- Gula w gardle robiła się coraz większa i chociaż trudno było w to uwierzyć jego oczy się zaszkliły.- Wiedziałabyś również, że ponad dwa lata temu poznałem przepiękną dziewczynę, Kate, która od pół roku mieszka ze mną. I może nawet usłyszałabyś, że kupiłem pierścionek, bo jestem przekonany, że Tom wygadał się Jenny.- Może w jakiś sposób chciał ją tym ukarać, zranić dokładnie nakreślając jej oś czasu. Odetchnął i ujął jej twarz w dłonie.- I oboje jesteśmy tu dla naszych przyjaciół, bo jeśli wróciłaś tu dla mnie... Powinnaś wrócić skąd przyjechałaś. Ja mam tu swoje życie Amy, a ty już nie jesteś jego częścią- powiedział i musnął ustami jej czoło po czym opuścił dłonie i odsunął się kilka kroków. Nawet nie zauważył kiedy zaszło słońce.

    OdpowiedzUsuń
  9. Po raz pierwszy miał wrażenie, że nie stoi przed nim obca osoba, duch przeszłości, który przywołał wiele bolesnych wspomnień. Teraz dopiero zobaczył Amy, jegoAm. Może kiepskie aktorstwo wystarczało by zadowolić ojca brunetki, ale niegdyś on spędził z nią każdą wolną chwilę i ani przez moment nie kupił jej występu. Wymuszona nonszalancja i powstrzymane łzy, jednak nie zdobył się na nic, nie skomentował. Tak właśnie miało być, tak będzie lepiej. Dla nich oboje. Kiedy odwróciła się do niego plecami i ruszyła w stronę lasu, on nie zerwał się w pogoń. Potrzebowała chwili dla siebie, a wiedział, że bieganie dawało jej wolność i możliwość oddechu w momencie gdy coś szło nie po jej myśli.

    ***

    Całą noc przewracał się z boku na bok. Nie lubił spędzać nocy poza swoim łóżkiem i, szczerze powiedziawszy, nie lubił ich spędzać sam. Wypalił cała paczkę papierosów przez okno pokoju, ignorując zakaz palenia w posiadłości, wpatrywał się w sufit, próbował słuchać muzyki i za nic nie mógł zmrużyć oka. Wspomnienia, o których myślał, że dawno utracił wypłynęły na wierzch, myśli kołatały w czaszce, boleśnie się o nią obijając. Myślał o Kate, o pierścionku schowanym pod skarpetami, o Amy i jej powrocie, o wszystkich rzeczach, które zostały powiedziane.
    Kiedy wskazówka na zegarze, wiszącym przed łóżkiem, zatrzymała się na ósmej postanowił wstać. Sunął bosymi stopami po zimnej podłodze w kierunku łazienki, by obmyć twarz zimną wodą. Widząc swoje odbicie skrzywił się lekko, przejeżdżając dłonią po zarośniętym policzku. Założył parę jeansów i granatową koszulę, po czym wyszedł z pokoju. Ku jego zdziwieniu z dołu było słychać rozmowy i salwy śmiechu. Przypominając sobie, że wszyscy byli zaproszeni na wspólne śniadanie, zaklął w myślach. Nie miał siły ani ochoty na kurtuazje i krótkie pogawędki. Wziął głęboki oddech i wszedł do Sali, gdzie rozstawione były okrągłe stoliki a pod ścianą szwedzki stół. Wyglądało na to, że wszyscy wpierw podchodzili do przyszłej pary młodej. Blondyn przywitał się z rodzicami przyjaciół, a gdy Thomas go zobaczył uśmiech nieco przygasł.
    - Stary, naprawdę przep...-zaczął, lecz ten mu przerwał kręcąc głową.
    -Kiedy indziej...- odparł klepiąc go po ramieniu, po czym spojrzał na Jenny, która wyglądała na zatroskaną.- A z Tobą w ogóle już nie chce rozmawiać- dodał i odszedł, zabierać talerz by wybrać sobie coś do jedzenia. Woodland nie było w zasięgu jego wzroku.

    [ Mam nadzieję, że nie obrazisz się, że to nieco posunęłam. I mam pytanie; kiedy wesele? ;p]

    OdpowiedzUsuń
  10. Mówią, że czas leczy rany. Trzeba swoje przecierpieć, przeczekać i z czasem będzie lepiej. Kevin właśnie, dosyć boleśnie, przekonał się, że to wszystko gówno prawda. Jeśli zostałeś zraniony, twoje serce zostało złamane, czas nie ma tutaj żadnego znaczenia. Mijają dni, tygodnie i miesiące, a Ty po prostu uczysz się z tym żyć, przyzwyczajasz się do tego uczucia, które towarzyszy ci codziennie. W końcu staje się częścią ciebie, że przestajesz zwracać uwagę na to jak boli. A później poznajesz kogoś kto nie sprawia, że wszystko znika, ale daje ci nadzieję, że wciąż możesz kochać i planować jutro. Jednak ta rysa wciąż istnieje. Poprzedni dzień i cała konfrontacja z przeszłością rozdrapała strupy a potem jeszcze posypała ranę solą.
    Ponownie słysząc jej głos i ciągłe próby usprawiedliwia, tłumaczenia znów wzburzyły w nim fale gniewu, on jednak głęboko odetchnął i odłożył pusty talerz na bok. Stracił apetyt.
    - Jesteś ostatnią osobą, która ma prawo mówić mi co mogę robić, kogo obwiniać i na kogo ma być zły- powiedział odwracając się do niej przodem. Jego głos był dobitny, lecz cichy, nie miał zamiaru robić sceny.- I uwierz mi były też rzutki. I zgadnij kto rzucał w dwoje zdjęcie z taką samą wściekłością jak ja? Nie sądziłem, że Jen może mieć takiego cela...- wskazał na przyszłą pannę młodą z grymasem mającym przypominać uśmiech.- Tylko nie mogę sobie przypomnieć czy było to przez pierwsze sześć miesięcy czy już potem jak miała z tobą kontakt. Uważałem ją za przyjaciółkę, była ze mną przez te pięć lat niemalże codziennie i nie powiedziała ani słowa. Nie będziesz mi mówić jak mam ją traktować- odwrócił się na pięcie i skierował swoje kroki w stronę wyjścia. Wiedział, że się od niej nie uwolni, ale nie chciał dalej prowadzić tej rozmowy przy świadkach. Zaraz po przekroczeniu progu wyciągnął paczkę papierosów, lecz zanim zdążył zapalić odezwał się jego telefon. Na ekranie wyświetliło się zdjęcie uśmiechniętej Kate a on zastanawiał się nieco za długo czy odebrać, po czym przesunął zieloną słuchawkę.
    - Hej skarbie...- rzucił, siadając na ławce. Nie wiedział co ma powiedzieć a może nic nie powinien mówić. Kiwał głową wsłuchując się w słowa dziewczyny, ale nie wiele do niego docierało.- Yhym, jasne rozumiem... Wszystko gra, nie przejmuj się, widzimy się jutro. Mmm ja ciebie też- mruknął, opierając łokcie na kolanach a kiedy zakończył rozmowę schował twarz w dłonie. Nie tak miał wyglądać ten weekend. Zdecydowanie nie był na to przygotowany, miał wrażenie, że traci grunt pod nogami.

    [Przepraszam, zajęło dłużej niż przypuszczałam, ale jestem! Musimy ich popchnąć do przodu jak zostały dwa dni]

    OdpowiedzUsuń