11 maja 2018

[KP] We'd both forget the breeze

Valentina Haines
Studentka -- Architektura -- Córka policjanta i pielęgniarki -- Jedynaczka
Każdy ma dwa oblicza. To które myślisz, że znasz. Obraz porządnej dziewczyny, która musi coś w życiu osiągnąć, bo tego się oczekuje. Dziewczyny, która wie do czego dąży i kieruje się wyznaczonymi ścieżkami. Jednak to w oczach widać ukrytą dzikość i nieposkromioną energię. Pragnienie wolności i wiatru we włosach. Chęć rzucenia się w przepaść bez konsekwencji i stróżów obserwujących każdy krok.

The shorter story;
No love, no glory;
No hero in her skies.

189 komentarzy:

  1. W tym jednym momencie kiedy obraz wkoło zaczyna się rozmazywać... w tej jednej chwili, kiedy świat przestaje istnieć, a ty dociskasz pedał gazu i pozwalasz by maszyna, którą sterujesz przeniosła cię w inny wymiar czujesz się jakbyś był prawdziwym bogiem.
    Dla Maxa nielegalne wyścigi były całym światem. Ci którzy znali go od zawsze mogli dziwić się czego mu brakuje w obecnym życiu, że szuka jeszcze rozrywek w wyścigach? Przecież jego matka była znanym chirurgiem, a ojciec najlepszym prawnikiem. Mieszkał w ogromnym domu na obrzeżach miasta, mieli własny basen, stajnię i pokojówkę. Ale miłości do wyścigów nie mógł zrozumieć nikt, kto choć raz się nie ścigał...
    -Dziękujemy ci za bezpośrednie wtryskiwacze podtlenku azotu, chłodnice między stopniowe, turbosprężarki z łożyskami kulkowymi i tytanowe sprężyny zaworu.... -Stali w trójkę obejmując się ramionami. Powtarzali tę modlitwę od dnia kiedy tylko postanowili wejść w biznes.
    Kiedy spotkali się pierwszy raz on miał pieniądze, Sam znajomości, a Jake wiedzę. Taka mieszanka sprawiła, że był teraz tym kim był.
    Maxa znał każdy kierowca, który brał udział nielegalnych wyścigach, każda dziewczyna chciała pójść z nim do łóżka, a każdy bogaty dzieciak kupował taki samochód jakim jeździł i nie wiedząc, że wszystko co sprawia, że wygrywa kryje się pod maską i w jego umiejętnościach ścigał się i rozbijał na pierwszym zakręcie.
    Jak zawsze Max siedział w swoim czarnym Challengerze z którego głośników grał ostry rock. Jego przyjaciel Sam nachylił się nad szybą. Max wypuścił dym z ust i wyrzucił niedopalonego papierosa na zewnątrz widząc jak rudowłosa, skąpo ubrana dziewczyna wychodzi na środek drogi. Wiedział, że już pora do startu...
    -Co to za frajer? -Kiwnął na nowego uczestnika wyścigu.
    -Nie przejmuj się nim. Dupek nawet nie chce pokazać twarzy.

    OdpowiedzUsuń
  2. Max początkowo nie wygrywał z nikim. Właściwie nie uważali go nawet za konkurencję. Ale z czasem zwycięstw było coraz więcej, a nawet jeśli zdarzały się sporadycznie jakieś przegrane zaraz był rewanż i dawał z siebie wszystko by przegonić kolejnego kierowcę z podkulonym ogonem.
    Najlepsze zwycięstwa zawdzięczał nie szybkiemu samochodowi, nie Samowi, który miał znajomości i gdyby tylko chciał mógłby ustawić wyścig, ani też nie dzięki Jake'owi który zdziałał cuda pod maską jego Challengera. Najlepsze zwycięstwa przychodziły wtedy gdy odchodził zdrowy rozsadek. O Maxie mówiło się, że jest szalony i poniekąd mieli rację. Wiele razy wchodził w zakręt za szybko i cudem samochód nie wywalił się na dach. Ile to razy dociskał pedał gazu kiedy powinien był zwalniać? Dla niego nie było rzeczy niemożliwych bo zwyczajnie nie miał nic do stracenia. A śmierć w samochodzie wydawała mu się taka bohaterska.
    Tym razem gdy stanik rudej dziewczyny dotknął ziemi ruszył z piskiem opon na razie nie popisując się. Musiał wyczuć swojego przeciwnika. Zobaczyć jakie popełni błędy i jak będzie mógł to wykorzystać.
    Tłum dziewczyn, które zostawił w tyle skandowało jego imię i dobrze wiedział, że każda z nich marzy o tym by to ona wylądowała tej nocy na siedzeniu obok niego. Niedoczekanie.
    Byle kto nie wsiadał do jego samochodu.
    W zakręt wszedł spokojnie, a zaraz po nim zrównał się ze swoim przeciwnikiem. Już kiedyś słyszał o tym kierowcy. Zjawia się co jakiś czas i nie pokazuje twarzy. Dla niego był tchórzem, który kuli się za przyciemnianymi szybami, nie ma przyjaciół i szuka rozrywki bawiąc się w Ghost Ridera. Nie mógł zrozumieć po co w ogóle się ukrywać? Przecież o to chodziło... o sławę i fanów. Dzięki nim miało się więcej wyścigów i zgarniało nie marne sto dolców postawione na byle wyścigu lecz kilka tysięcy...

    OdpowiedzUsuń
  3. Pierwszy wyścig w jakim brał udział był totalną porażką. Podjechał na metę niepodrasowanym samochodem mając nadzieję, że podbije tym świat. Oczywiście przegrał, faceci go wygwizdali, a dziewczyny wyśmiały. Wtedy do akcji wkroczył Jake zwany przez kumpli Wielkim J. Potrafił z samochodami zdziałać cuda. Drugi wyścig poszedł już lepiej, ale wciąż daleko było mu do perfekcji. Dziś nikt już nie pamiętał tamtego Maa, który uporczywie starał się choćby przez chwilę pokazać, że to on góruje nad przeciwnikiem.
    Kiedy samochód tajemniczego kierowcy zahaczył o jego zderzak żałował, że nie ma wbudowanej wyrzutni rakiet bo na pewno by skorzystał z niej.
    -Chuj. -Rzucił pod nosem dociskając gazu. Dobrze, że za naprawy nie płacił nic bo i tak dzielił się cześcią z przyjaciółmi. On był gwiazdą, Sam jakby menagerem, a J grzebał w Challengerze całymi dniami byle tylko ten nie stanął na środku drogi tuż przed metą.
    -Pierdolony Ghost Rider. -Dodał gazu podjeżdżając pod sam zderzak kierowcy. Przez chwilę nie miał nawet możliwości wyprzedzić go. Było zbyt wąsko. Lecz Max słynął z szalonych pomysłów. Wręcz obłędnych. Dobrze wiedział, że zaraz będzie krótki odcinek tuż przed grupą publiczności, która czekała na ich przyjazd. Niewielki odcinek, gdzie nie ma już barierki i jeśli wjedzie na chodnik może wyminąć kierowcę. Problem tym, że tylko ułamki sekundy decydowany o tym czy zdąży ponownie wjechać na tor czy uderzy w publiczność.
    -No to tańczymy. -Docisnął pedał gazu. Auto ruszyło mocno do przodu.-Pięć...-Odliczał. Teraz był czas na rewanż.-Cztery... Zahaczył o zderzak kierowcy wjeżdżając na chodnik. Po drodze uderzył kosz i śmieci wystrzeliły w powietrze. -Trzy... -Zrównał się z rywalem. -Dwa... -Zmienił bieg. -Jedne... -Wyprzedził go zajeżdżając drogę w ostatniej chwili. Przejechał zaledwie centymetr od stojącej publiczności zrzucając chudemu chłopkowi z kręconymi włosami czapkę z daszkiem. Jednak ten był zbyt przerażony by się poruszyć. Tłum oszalał z radości.
    -Tak się jeździ frajerze. -Uderzył w kierownicę.

    [Dobra wygrywaj bo mi się pomysły kończą co do wyścigu hahah :D ]

    OdpowiedzUsuń
  4. Już go prawie miał... był pewny, że wygra... nawet wtedy kiedy kierowca próbował manewrować samochodem na prawo i lewo. Nawet wtedy gdy uderzył go w bok mając nadzieję, że zjedzie całkiem na bok. Był przygotowany na tego typu akcję, ale nie na to, że gdy wyprostuje po uderzeniu samochód to lewe tylne koło zacznie nieco hamować.
    Wtedy już wiedział, że ta niewielka zmiana prędkości dała fory tajemniczemu kierowcy. Nie pamiętał kiedy przekroczył metę jako drugi, ale kiedy to zrobił teraz zaczął przeklinać i walić w kierownicę.
    -Kurwa! Kurwa! Kurwaaa!
    Zatrzymał samochód tuż przed autem w którym siedział Sam i J.
    -Mówiłem kurwa nie ruszaj klocków hamulcowych! -Wydarł się do J przez opuszczoną szybę.
    -GLINY! -Wrzasnął Sam. -Uciekaj!
    Kilka sekund później pędził główną ulicą ścigany przez dwa radiowozy. Jeśli ktoś brał udział w tego typu rozrywkach musiał liczyć się z tym, że policja wcześniej czy później zjawi się w okolicy.
    Skręcił w boczną uliczkę, a potem w jeszcze jedną co okazało się błędem. To była ślepa uliczka. Znajdował się tam jakiś zakład pracy, parking i mnóstwo samochodów. Podziękował losowi za to, że mógł ukryć samochód pośród aut pracowników, którzy zapewne przeklinali teraz swój zakład. A sam ruszył szybkim krokiem w stronę siatki, która uniemożliwiała przejazd. Wtedy zawyły syreny policyjne. Namierzyli go...
    Jedynym sposobem na ucieczkę było przeskoczenie na drugą stronę ogrodzenia. Max nie zastanawiając się rozbiegł się, wskoczył na śmietnik, podciągnął się barierki i szybkim susem znalazł się po drugiej stronie ogrodzenia. Policja była tuż za nim.

    OdpowiedzUsuń
  5. Samochód zatrzymał się tuż przed nim. Musiał odskoczyć by nie zastać potrąconym. Policjanci wysiadali właśnie z radiowozu by ruszyć jego śladem. Po chwili rzucił okiem na auto stojące na przeciwko. Dobrze wiedział kto siedzi za kółkiem. Miał chwilę zawahania, a potem wskoczy do środka zamykając za sobą drzwi.
    -Witaj Ghost Rider. -Odwrócił się do tylnej szyby by upewnić się, że policja została w tyle. Widząc odjeżdżający samochód szybko ruszyli z powrotem do radiowozu. Jeden z nich krzyczał coś do krótkofalówki.
    Ma wiedział co teraz się stanie bo przecież policjanci zdążyli zapamiętać numery rejestracyjne wozu. To był wielki błąd jego rywala. Nawet jeśli blachy były na kogoś innego to w obecnej chwili byli w dupie... Policja będzie ich ścigać...
    -Musisz mieć dobre serce, co Ghost Rider? -Wyprostował się na przednim siedzeniu. -Nie wiem czy znasz te okolice, ale radzę ci skręcić w lewo. Za kilkanaście kilometrów wyjedziemy na autostradę, a tam mogą pocałować nas w dupę.
    Oczywiście o ile wjazd na nią nie został zablokowany, ale tego wolał mu nie mówić bo wtedy na pewno obrałby inną drogę, która wiodła prosto do policyjnych radiowozów. Jedyną drogą ucieczki była autostrada.
    -Jestem Max, a ty? Masz jakieś imię czy mam ci mówić Ghost Rider? -Dopiero teraz spojrzał na zakapturzoną postać. Wpatrywał się w nią widząc zaledwie zarys nosa i ust. Bardzo delikatny zarys.
    Wtedy niespodziewanie sięgnął do schowka otwierając go.
    -Zobaczymy co tam masz może jakaś płytę z dobrą muzą.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  7. Max zerknął na swojego rywala, kiedy ten pacnął go w dłoń. Rozsiadł się wygodnie w fotelu jakby to wszystko było dla niego zupełnie normalne. Nie przejmował się się radiowozem czy tym co stanie się kiedy ich złapią.
    Nie dość, że ukrywa twarz to jeszcze nie mowa i ma babskie zachowanie, pomyślał.
    -Dobra Ghost Rider, nie będziemy słuchać muzyki. -Odgarnął grzywkę z prawego oka. -To chociaż powiedz czemu zakrywasz twarz? Jesteś taki szpetny czy co? Może miałeś wypadek i masz ogromną bliznę na gębie? Co?
    Max słynął z tego, że był gadułą. Może dlatego, że jako dziecko był bardzo samotny. Rodzice pracowali całymi dniami, a on za swojego towarzysza miał jedynie psa. Starego poczciwego Otisa.
    -Wygrałeś. Nie jesteś takim ciotą za jakiego cię mają, ale nie dostałeś kasy. Jak uciekniesz im to osobiście ci ją wręczę. Opalę nawet ekstra premię...
    Wtedy zauważył dłonie swojego rywala. Bardzo delikatnie, z równo przyciętymi paznokciami, zaciśnięte na kierownicy.
    -Proszę... proszę... to twój pierwszy raz. -Wyprostował się i uśmiechnął. -Nigdy przedtem nie uciekałeś, co? -Nachylił się nad nim. -Stres to nasz wróg. Powinieneś o tym wiedzieć. Jeśli ci to pomoże w razie gdybyś nie odnalazł jaj w tych twoich za dużych gaciach to z paki wyciągnie nas mój stary. Ale wtedy kasę zabieram.

    OdpowiedzUsuń
  8. Po części mówił tak bo chciał go sprowokować, chciał by w końcu nie wytrzymał i zaczął z nim rozmawiać. No bo przecież mógł tam sobie ukrywać swoją twarz, ale co po co głos?
    Kiedy jednak jego rywal odezwał się zrozumiał dlaczego tak zawzięcie milczał...
    -Ja pierdole. -Wyrwało mu się. Siedział teraz wciskając się w fotel i wpatrywał w kierowcę. Nagle ściągnął z jej głowy kaptur jednocześnie z czapką. -DZIEWCZYNA?! -Wrzasnął otwierając szeroko oczy. -Jesteś laską! Zaraz... -Teraz on przyłożył dłoń do ust. -Kurwa... to znaczy, że pokonała mnie dziewczyna... Jasna cholera! Mnie! Mistrza ulicy! Pokonała laska. -Zaczął walić pięścią w drzwi przy każdym zdaniu. -Jesteś dobra... -Wskazał na nią palcem i kiwał z uznaniem głową. -Cholernie dobra!
    Teraz wszystko było jasne. Gdyby przyszła jako kobieta na wyścigi raczej nikt nie wziął by jej na poważnie .Tak to już było. Wyścigi były dla facetów, a dopingowanie należało dla kobiet. Niesprawiedliwe, ale jakoś do tej pory nikomu to nie przeszkadzało.
    -Chwila... ja cię znam! Chodzimy razem na francuski! -Wrzasnął zapominając w ogóle o radiowozie, a przecież zbliżali się już do autostrady. Za chwilę mieli przekonać się czy policja nie zablokowała wjazdu. -Czekaj jak ci na imię? Victoria? Veronica?

    [Przyjęłam, że skoro studiują różne kierunki to mogą chodzić na jakieś wspólne zajęcia. Wybrałam francuski, ale możemy zrobić że jeszcze np. na hiszpański chodzą i psychologie? Dajmy na to jest obowiązkowa na studiach xD]

    OdpowiedzUsuń
  9. -Zatem Valentino zapamiętaj sobie jedno. Jestem cholernie dobry. -Obrócił się do tyłu jakby dopiero teraz zdał sobie sprawę, że są ścigani. Potem spojrzał do przodu i odetchnął z ulgą widząc wolny zjazd na autostradę. -No to gaz do dechy maleńka. -Ponownie spojrzał w tył i tym razem otworzył aż usta z wrażenia. Radiowóz był tuż za nimi. Najwyraźniej policjant nie zamierzał poddać się tak łatwo.
    -Co jest? Od kiedy oni mają tak szybkie bryki? -Zerknął zdziwiony na dziewczynę. -Wyciśnij z tego wozu wszystko co się da. Siedzą nam na ogonie. -Powiedział tym razem już bez głupkowatego uśmiechu z poważnym tonem.
    Sięgnął do kieszeni swojej skórzanej kurtki. Wyjął telefon,który wibrował. Ktoś do niego dzwonił. To był Sam. Nie odebrał. Nie pora była na rozmowy poza tym wiedział, że mógł wpaść i to policja dzwoniła do niego.
    -Wiem jak ich zgubić, ale to ci się nie spodoba. -Powiedział kiedy wjechali na autostradę, która była prawie pusta o tej porze. -Zawróć na ręcznym kiedy ci powiem. Tam...- Wskazał palem na barierki. -Był wypadek. Nie naprawili barierek. Możesz nimi przejechać wjeżdżając na drugi pas i od razu zjeżdżając zjazdem do miasta. Ale... porysujesz cały wóz...

    OdpowiedzUsuń
  10. Zdążył tylko powiedzieć, że nikt nie może prowadzić jego Challengera nawet Sam i J. A potem przytrzymał się fotela, kiedy gwałtownie manewrowali. Tak jak się spodziewał policja była zaskoczona i kiedy oni już przejeżdżali na drugi pas ci dopiero zjeżdżali na pobocze. Jeden z nich, ten za kierownicą przeklinał i walił pięściami w kierownicę. Udało im się Byli wolni.
    -TAK! -Otworzył niespodziewanie okno, przytrzymał się dachu i wyjrzał na zewnątrz. -TAK TO SIĘ WŁAŚNIE ROBI! -Krzyczał radośnie.
    Max chociaż za kierownicą był opanowany jak nikt, a jego rywale mieli go za zimnego skurwiela to tylko ci, którzy byli z nim blisko wiedzieli, że jest szalony i żyje chwilą zupełnie tak jakby nie obchodziło go czy zginie w wyścigu czy umrze na starość śmiercią naturalną.
    -NIGDY NAS NIE ZŁAPIECIE! -Pokazał środkowy palec w stronę znikającego w oddali radiowozu, a potem wrócił na swoje miejsce. Wiedział, że gdyby nie jego szalone pomysły i taktyka złapali by dziewczynę. Była dobra bo wygrała nim i musiał to przyznać. -Musimy się gdzieś ukryć. Na pewno wysłali już patrole. -Próbował uspokoić oddech. -Ale to była akcja! Widziałaś ich miny?!
    Max uwielbiał pościgi. Chyba kręciły go bardziej niż sam wyścig. Kiedy wygrywał wyścig uśmiechał się tylko, brał kasę i odjeżdżał. Kiedy udawało mu się zwiać przed glinami cieszył się tak jakby obrobił właśnie bank.

    OdpowiedzUsuń
  11. -No chyba nie chcesz mnie zostawić na środku drogi? Nie ma mowy jadę z tobą, a jak sprawa ucichnie zadzwonię po któregoś z tych głąbów żeby po mnie przyjechali. -Włączył radio zupełnie tak jakby był w swoim samochodzie. Zamknął szybę bo na zewnątrz było dość chłodno i rozsiadł się wygodnie w fotelu.
    Samochód zaparkował w dobrym miejscu. Nie mogli go znaleźć. Policja widziała go pieszo więc marne szanse na skonfiskowanie. A nawet jeśli ojciec go odzyska, a na czas kolejnych wyścigów na pewno J da mu swój wóz. Max nie musiał martwić się nigdy niczym. Rodzice zarabiali mnóstwo pieniędzy, a jemu przesyłali tylko co miesiąc pieniądze na przyjemności.
    -Dlaczego? -Spytał niespodziewanie. -Dlaczego się ukrywasz? Przecież mogłabyś skopać im dupy oficjalnie jako kobieta. Byłabyś sensacją. Po co całe to przebranie? Bo zgaduję, że musi być jeszcze jakiś powód.

    OdpowiedzUsuń
  12. On też zaczynał chcąc jeździć. Na początku nie zależało mu na żadnych wygranych, aż do pierwszej. Kiedy poczuł się ważny, kiedy wszyscy skandowali jego imię i w końcu jego idole zaczęli się go obawiać. Ale nie na darmo mówi się, że sława uderza do głowy.
    -No właśnie... uratowałaś mnie. Czemu?
    Max siedział już w wyścigach dwa lata i dobrze znał to środowisko. Jeśli pojawiały się gliny każdy ratował swoją dupę. To były okrutne realia tego środowiska. Nikt przecież nie chciał zostać złapany. I nie każdy miał ojca, który wyciągnąłby go z więzienia.
    Nawet rozumiał poniekąd jej ukrywanie się. Nie chciała być znana ok. Lubiła się ścigać -ok. Ale dlaczego go uratowała? Był jej rywalem, porysował jej auto, prawie ją zabił, a ona narażała się by pomóc obcemu.
    -Ooo... -Na jego twarzy znów pojawił się głupkowaty uśmiech. -Tajemnice! Mamy wspólny sekret i teraz tylko ode mnie zależy czy wyjdzie na jaw.. -Poruszał charakterystycznie brwiami. Znów był panem sytuacji i nigdy nie ukrywał, że uwielbiał to uczucie. -I co ja z tego będę miał?

    OdpowiedzUsuń
  13. -O nie. Tego nie zrobisz bo nie dostałabyś wtedy swojej forsy. A tylko ja mogę ci ją oddać. -Odwzajemnił uśmiech. Sam często organizował wyścigi i to on przechowywał pieniądze dla zwycięzcy. Czy chciała czy nie dalej Max kontrolował sytuację.
    Na ulicach było zupełnie pusto. Na szczęście nie spotkali żadnego radiowozu. Może dlatego, że w biednej dzielnicy przez którą jechali cały czas nikt nie szukałby rozpieszczonych dzieciaków biorących udział w wyścigach i rozpijających się za pieniądze swoich rodziców.
    Wtedy ponownie zadzwonił jego telefon. To był Sam. Tym razem odebrał połączenie. Dziewczyna siędząca obok musiała słyszeć dokładnie całą rozmowę bo sam wręcz wrzeszczał do telefonu.
    -Gdzie ty jesteś?! Wszyscy cię szukamy!Znalazłem twój samochód na parkingu a po tobie ani śladu! Myślałem, że cię zgarnęli!
    -Nic mi nie jest.
    -Gdzie jesteś? Podjadę po ciebie.
    -Spokojnie mam już taksówkę. -Wyszczerzył do niej zęby w uśmiechu. -Spotkamy się za dwie godziny w bazie.
    -Dostanę przez ciebie zawału kiedyś! Prawie rozjechałeś publiczność! Ten gówniarz posikał się w majty ze strachu! Minąłeś go o zaledwie centymetry!
    -Och uspokój się... i tak mnie za to kochasz.
    Odłączył się spoglądając na dziewczynę.
    -No i? Gdzie ta twoja kryjówka? Czy będziemy tak jeździć w nieskończoność póki nie braknie ci benzyny? -Tym razem zaczął przeglądać telefon. Dzwoniła matka, ale nigdy od niej nie odbierał. Zawsze dzwoniła kiedy przywozili jej kogoś z wypadku samochodowego jakby chciała się upewnić, że i jemu nic się nie stało. Od zawsze wiedziała, że lubi szybką jazdę. Ale Max nie potrzebował matki na telefon jako dziecko, a tym bardziej nie potrzebował jej teraz.

    OdpowiedzUsuń
  14. Max i jego przyjaciele byli bardzo specyficzni. Tam gdzie się pojawiali zawsze było głośno i święciły się kłopoty bowiem zawsze wpadali na szalone pomysły. Sam był grubszym chłopakiem ubierającym się jak raper. Nosił czapkę z daszkiem przekręconą na bok i gruby złoty łańcuch. Był w wieku Maxa, ale zamiast studiować wolał zająć się prowadzeniem klubu. Z kolei J był dość przystojnym blondynem, który był najstarszy i prawie nigdy nie wychodził z garażu chyba że na wyścigi.
    Tą słynną trójkę albo się kochało albo nienawidziło.
    Max wysiadł z samochodu rozglądając się po garażu. Szczytem marzeń nie był i daleko było mu do raju w jakim pracował J. Ale musiał przyznać, że jak na dziewczynę nieźle się urządziła.
    -Proszę proszę... Jestem w jaskini lwa. -Od razu zlokalizował puszkę pepsi leżącą na stoliku. Podszedł i bez pytania otworzył ją robiąc kilka łyków. -Co ty właściwie studiujesz Veronica? -Przejęzyczył jej imię. -Na tym francuskim siedzisz zawsze z boku i mało się odzywasz... Szara myszka z ciebie a w nocy rajdowiec... -Jak zwykle gadał za dużo.

    [Jak robimy, że dowie się o jej ojcu? Może jakieś zdjęcie w garażu? ]

    OdpowiedzUsuń
  15. -A no tak... -Przekręcił oczami i dopił resztę pepsi. -Valentina.
    Podszedł pod komodę na którą odłożył pustą puszkę i zamarł w bezruchu. Na owej komodzie leżały jakieś klucze, perfumy oraz stała szklana ramka i zdjęcie... Zdjęcia na którym było dwóch mężczyzn. Jeden z nich najwyraźniej był mechanikiem. Kucał obok małej dziewczynki o jasnych włosach, która śmiała się wesoło z czegoś. Była cała pobrudzona od smaru. Po drugiej stronie kucał inny mężczyzna. Mężczyzna, którego Max znał bardzo dobrze.
    Poczuł jak robi mu się gorąco. Powoli wysunął rękę do przodu i podniósł zdjęcie. Nie miał wątpliwości to był on...
    Ten jebany skurwiel...
    Pamiętał tą noc dokładnie. Byli znacznie młodsi i chcieli włamać się do garażu jednego z rywali by zajrzeć pod maskę jego niepokonanego mustanga. Max wtedy jeszcze nie wygrywał tak często, a właściciel auta był jego wrogiem od samego początku. Oczywiście wpadli i musieli uciekać. By z nimi wtedy Chris... Najlepszy przyjaciel Maxa. Złapała ich policja. Próbowali uciekać, ale nie mieli wtedy takich wozów... Chris też się ścigał... jechali jego autem. Mieli stłuczkę, ale samochód już nie odpalił. Policjanci ich dopadli. Chris wyjął broń. Czasami chwalił się, że nosi swojego ojca pistolet. Oczywiście nie potrafił nawet strzelać.
    Policjanci mierzyli do nich. A potem wszystko działo się szybko... Chrisa postrzelili, przyjechała karetka, ich zabrali na komisariat. Oczywiście ojciec Maxa wyciągnął ich tego samego dnia, ale Chris... umarł bo kula przebiła niefortunnie tętnicę.
    -Twój ojciec był mechanikiem? -Spytał celowo o tego drugiego ściskając mocniej zdjęcie.

    OdpowiedzUsuń
  16. Miał ochotę roztrzaskać zdjęcie o podłogę. Chciał chwycić klucz leżący obok i rozwalić nim jej samochód. Ale wiedział, że musi zachować zimną krew. Wyprostował się nagle spoglądając na nią z uśmiechem.
    -Śliczny bobasek z ciebie był. W takim razie ten drugi to twój tata co? -Musiał mieć pewność, że jest jego córką. -A mechanikiem kto był? Po kim masz to zamiłowanie do samochodów? -Ruszył powoli w stronę wyjścia.
    Zatrzymał się z dłonią na klamce i obrócił jeszcze w jej stronę.
    -Dziękuję a pomoc Valentino. -Spojrzał w jej oczy, a potem wyszedł.

    Pierwsze co to zadzwonił do Sama. Przyjechali po niego dwie przecznice dalej, ale zamiast kazać im jechać do domu polecił by Sam zaparkował samochód na niewielkim parkingu, gdzie po drugiej stronie ulicy znajdował się garaż Val. Zaczął padać intensywny deszcz.
    -Co ty kombinujesz Max? -J odpalił papierosa podając paczkę Maxowi.
    -W tym garażu. -Kiwnął głową. -Zaraz wyjdzie... Nie będzie przecież siedzieć tu całą noc.
    -Kto do diabła? -Sam uchylił szybę by wyrzucić papierek po batoniku.
    -Córka Heinesa. Tego skurwiela, który zabił Chrisa.
    Obserwowali ją gdy wychodziła, a nawet chwilę za nią jechali. To było oczywiste, że dziewczyna nie była winna śmierci Chrisa, a ich nie usprawiedliwiało zupełnie nic...
    Wpierw chcieli zemścić się na policjancie. To był pierwotny plan. Złapać go i pobić na kwaśne jabłko, ale choć Maxa ojciec był świetnym prawnikiem to nie mógł przecież ratować syna z każdej opresji, a napaść na policjanta była niewybaczalna. Potem myśleli o zdewastowaniu mu domu, podrzuceniu jakiś narkotyków by wyleciał z pracy. Pomysłów było mnóstwo. Nawet nie pamiętali kiedy rozmowa zeszła na córkę policjanta. Oczywiście Max powiedział im o sekrecie dziewczyny. Chcieli to jakoś wykorzystać.
    Aż w końcu powstał, perfekcyjny plan... plan dzięki któremu mieli dokonać zemsty.
    -Dwa tysiące plus nowe felgi, które ci ufunduje. Takie jakie będziesz chciał. Jeśli to zrobisz. -Podpuszczał J.
    -Zrobiłbym to z czystej satysfakcji, ale skoro już powiedziałeś. Niech zatem gra się zacznie. -Dopalił papierosa, zasunął szybę i puścił głośno radio uśmiechając się podstępnie.
    Czas zemsty miał wkrótce nadejść.

    OdpowiedzUsuń
  17. Max do szkoły jeździł drugim samochodem by się nie narażać. Challengera wstawił do garażu J na jakiś czas zawieszając działalność. Zawsze najbliższe wyścigi były odwołane jeśli do akcji wkraczały gliny. Był wściekły z tego powodu bo miał zmierzyć się ze swoim największym rywalem Trevorem. To nie był pierwszy raz kiedy odwoływali ich wyścig z różnych powodów. Sam odradzał mu start bo przez Trevora zginęło już mnóstwo ludzi. Słynął z nieczystej gry.
    Pierwsze miał zajęcia z francuskiego, ale odsypiał nieprzespaną noc i spóźnił się na zajęcia. Wszedł w połowie lekcji. Otworzył szeroko drzwi przerywając profesorowi wykład na temat gramatyki.
    -Pan Turner jak zwykle spóźniony. Zależy panu na zaliczenie francuskiego?
    -Francuski to ja zaliczam perfekcyjnie.
    Grupa studentów wybuchnęła śmiechem.
    -Proszę siadać panie Turner.
    Ruszył zadowolony na sam koniec sali po drodze przybijając piątki tym, którzy go kochali i posyłając krzywe spojrzenia tym, którzy go nienawidzili.
    -Witaj Ghost Rider. -Wyszeptał jej do ucha zajmując miejsce obok. Kilka dziewczyn spojrzało na blondynkę krzywo. Najwyraźniej one marzyły by ktoś taki jak Max zajmował miejsce obok nich. -Mam coś dla ciebie w samochodzie. -Puścił do niej oczko i wyciągnął zeszyt. -Dasz odpisać? -Uśmiechał się głupkowato.
    Zaczynamy grę laleczko.

    OdpowiedzUsuń
  18. Max rozsiadł się wygodnie na krześle, a długopis włożył sobie za ucho. Zerkał w stronę profesora, który ponownie wrócił do pisania przykładów na tablicy.
    -Doskonale pamiętam jak masz na imię, Valenino. Ale Ghost Rider to jest nasz wspólny, mały sekret prawda? Bo ja nie powiedziałem nikomu. Tak jak prosiłaś. -Nachylił się nad nią. Może i ścigała się w przebraniu o czego jednak trzeba było mieć jaja, ale jak dla niego była kompletną sztywniarą. Przez chwilę pomyślał sobie, że czeka go baaardzo dużo pracy by wcielić ich plan w życie.
    -Po co iść w przeciwnym stronę jak można w tą samą? -Poruszał śmiesznie brwiami. Wyjął długopis zza ucha i wciąż uśmiechając się zaczął bez pytania spisywać jej notatki przybliżając się do niej jeszcze bardziej. -Jak bryka? Dużo do roboty? -Upewnił się wcześniej, że nikt ich nie podsłuchuje. Tylko Sarah jedna ze studentek co chwile zerkała w ich stronę przeszywając blondynkę zazdrosnym spojrzeniem.
    Kiedyś Max się z nią spotykał, narobił jej nadziei, ale jak to zazwyczaj z nim bywało nie chciał się angażować i zostawił ją jak zawsze dla wyścigów.
    -Masz chłopaka? -Wypalił niespodziewanie.

    OdpowiedzUsuń
  19. -No właśnie to mam dla ciebie w moim samochodzie. Sam trochę kręcił nosem, ale mam pieniądze i jestem uczciwy.
    Wyprostował się kiedy profesor zmierzył ich krzywym wzrokiem. Nigdy nie lubił francuskiego, ale był obowiązkowy tak samo jak drugi język obcy. Tamten przynajmniej można było sobie wybrać. Żałował, że musi studiować. Marzył o tym by rzucić studia, założyć swój warsztat i żyć z samochodów, ale syn najbardziej znanej pani chirurg oraz najlepszego prawnika w USA nie mógł przecież żyć z dłubana w samochodach. Już wystarczająco wściekali się, że wybrał komputery niczym jakiś informatyk, ale on nie tylko pasjonował się wyścigami. Hakerem też był całkiem niezłym.
    -O zazdrosna! -Rozpromienił się jeszcze bardziej i nachylił nad nią szepcząc do ucha co oczywiście zauważyła Sarah. -Nie ma z tobą szans. Nie jeździ tak jak ty nawet w jednej dziesiątej.
    Tu cię mam maleńka.
    -Panie Turner! No do prawdy przyszedł pan nam tutaj przeszkadzać?! -Profesor nie wytrzymał. -Proszę opuścić salę!
    Zgarnął szybko swoje rzeczy do plecaka, który przerzucił przez ramię.
    -Czekam na korytarzu. -Puścił jej oczko i zaczął iść w stronę wyjścia.

    OdpowiedzUsuń
  20. Do końca zajęć trochę jeszcze zostało więc wyszedł zapalić papierosa. Potem wrócił pod salę i czekał na nią. Nie zauważyła go, albo nawet nie chciała widzieć.
    Spokojnie to się niebawem zmieni.
    Mimowolnie uśmiechnął się sam do siebie ruszając w jej kierunku. Złapał ją niespodziewanie pod ramię i wciągnął do pustej sali. Zamknął za sobą drzwi.
    -Tu jest połowa. -Wyjął zza kurtki plik pieniędzy. -Resztę mam w samochodzie.
    Oczywiście nie wziął jej celowo. Miał już pewien pomysł i wiedział, że dziewczyna potrzebuje tych pieniędzy. Przecież z pensji policjanta nie naprawi swojego wozu. Max też znał się na mechanice i dobrze wiedział jakie są koszty napraw...
    -Wolałem nie nosić całej sumy przy sobie. Mam tutaj sporo wrogów. -Oparł się o ścianę tak, że zagrodził jej drzwi. -No to mów czemu jesteś taka niemiła, co? Najpierw mnie ratujesz, a teraz zbywasz. Niezdecydowana jesteś. Ale ja wiem dlaczego wtedy się zatrzymałaś. -Spojrzał w jej oczy.

    OdpowiedzUsuń
  21. Co prawda nigdy nie narzekał na brak powodzenia wśród dziewczyn to jednak nie korzystał z pierwszych lepszych okazji. Nie był jednym z tych kierowców, których kręcił widok pół nagich kobiet ocierających się o ich samochody. Nie jeden jego znajomy skreślał na tapicerce zaliczone na tylnej kanapie panienki.
    On jednak za bardzo kochał swój samochód żeby wpuszczać do niego jakieś wywłoki, które pójdą do łóżka ze zwycięzcą. Ale wiązać się na stałe z kimś też nie chciał. Ta wolność, brak obowiązków mu odpowiadała.
    -To oczywiste. -Przekrzywił głowę na bok wciąż wpatrując się w jej oczy. -Spodobałem ci się. Miałaś wyrzuty sumienia, że dokopałaś tak fajnemu facetowi, więc kiedy byłem w potrzebie zjawiłaś się niczym huragan.
    Poczekaj jeszcze jakim huraganem będę dla twojego tatusia mordercy.
    -Zatem ułatwię ci sprawę. Nie. Nie mam dziewczyny. Szukam tej jedynej. Tak zabiorę cię do kina samochodowego w tą sobotę, ale najpierw chodźmy po resztę twojej kasy.

    OdpowiedzUsuń
  22. Oczywiście nic sobie nie zrobił z tego, że się zdenerwowała i wrzeszczała. Poprawił swoje włosy, zrzucił plecak na ramię i zaczął grzebać w kieszeni. Po chwili wyciągnął kluczki do samochodu i otworzył drzwi na korytarz, który był już pusty. Przerwa była na tyle krótka, że wszyscy zdążyli już rozjeść się na następne wykłady. Obrócił się jeszcze spoglądając na nią.
    -Chyba spóźniłaś się na następne zajęcia.
    Ruszył korytarzem w stronę parkingu.
    -Chodź księżniczko po diamenty! -Zawołał zachęcając ją by poszła za nim.
    Mogła się wściekać, mogła piszczeć, płakać i rzucać się po podłodze jak rozpieszczony bachor, ale on nie zamierzał zrezygnować. To była jego zemsta. Nie robił tego tylko dla siebie, ale również dla kumpli i Chrisa...

    OdpowiedzUsuń
  23. Samochód na co dzień wyglądał na nie wiele uboższy niż jego Challenger, ale nie miał podrasowanego silnika i wszystkich tych bajerów potrzebnych do ścigania się. Otworzył drzwi, wsiadł do środka i odpalił silnik. Po chwili opuścił przyciemnianą szybę. Na nosie miał okulary przeciwsłoneczne, a w głośnikach śpiewał Marilyn Manson.
    -Wsiadaj! -Starał przekrzyczeć głośniki. -Zabieram cię na małe wagary! -Pomachał jej ze środka drugą częścią pieniędzy. -Spoko nie jestem seryjnym porywaczem i mordercą. Drugi raz sama będziesz chciała zabrać mnie na wagary! Wsiadaj, wsiadaj! Zachęcał ją.
    Wsiadaj do cholery jasnej bo mam dość tego przedstawienia. Do felg karzę jeszcze dorzucić opony zimowe przez to jaka jesteś uparta.
    -Jak ci się nie spodoba przestanę cię nękać. Obiecuję. -Rzucił pieniądze na deskę rozdzielczą i otworzył drzwi od strony pasażera.

    OdpowiedzUsuń
  24. Wyjechał spod uczelni na główną drogę kierując się w stronę autostrady, gdzie wczoraj dzięki pięknym manewrom udało im się uciec przed policją. Ściszył muzykę na tyle by mogli swobodnie rozmawiać. Otworzył jeszcze puszkę energetyka i wypił wszystko do dna.
    -Oj już nie obrażaj się tak na mnie! -Szturchnął ją łokciem. -Odzyskałaś pieniądze, mamy nasz mały sekret, a ty jesteś niezadowolona z życia.
    Pięknie o czym ja mam z nią gadać?
    Max nie przywykł do przebywania z tego typu dziewczynami. Nie zawsze obracał się pośród głupich idiotek w mini i szpilkach. Niestety szybkie samochody przyciągały tylko takie. Spotykał się też z normalnymi dziewczynami, ale żadna nie była tak nudna jak Valentina.
    -Nie będziemy rozmawiać o twojej karierze rajdowca bo wiem, że to drażliwy temat. Studiujesz architekturę, prawda? -Zatrzymał się na czerwonym. -Tak sama z siebie czy rodzice naciskali?
    Nie interesowało go to, ale będzie musiał jeszcze wiele znieść nim dopnie swego i poczuje słodki smak zemsty.

    OdpowiedzUsuń
  25. Spojrzał na nią, ale nie był wcale zdziwiony tym co powiedziała.
    -Ty mała, bezduszna istoto. -Udawał obrażonego. -Już wiem za kogo mnie masz! Zdaje ci się, że żyję samymi wyścigami, że zw wyjątkiem ścigania się nie potrafię niczego. Myślisz, że po każdym wyścigu biorę sobie jakąś panienkę do wozu i obracam ją tak długo póki nie zacznie wrzeszczeć mojego imienia.
    Ruszył na zielonym skręcając w prawo. Ruch był niewielki, wszyscy byli albo w pracy albo w szkole. Prawdziwe korki zawsze zaczynały się około piętnastej. Wtedy można było dostać tutaj szału. Na tych samych ulicach, które służyły im za tor stało mnóstwo samochodów blokując przejazd na kilka kilometrów.
    -I widzisz? Już mnie zaszufladkowałaś, a nie powinnaś była tego robić jako dziewczyna, która chce się ścigać. -Spojrzał na nią ponownie. -Nie jestem tylko świrem za kółkiem, który ryzykuje własne życie. Też mam uczucia. -Teraz powiedział to zupełnie poważnie. Bez uśmiechów i wygłupiania się. Nie bolało go to, że ludzie tak o nim mówili. Nawet lepiej kiedy mieli go za bezdusznego demona. Stworzył sobie swój wizerunek i tylko nieliczni mogli znać prawdę. Zupełnie zresztą jak ona.

    OdpowiedzUsuń
  26. Wjechali właśnie na autostradę tym samym zjazdem, który wczoraj otworzył im wrota do ucieczki. Max uśmiechnął się delikatnie na to wspomnienie. Zawsze tak robił kiedy miejsca kojarzyły mu się z czymś przyjemnym.
    -Może masz rację, ale... -Przyspieszy wyprzedzając jakiegoś kierowcę, któremu najwyraźniej wcale się nie spieszyło. -Czasami tak jest wygodniej. No dobra... nie oszczędzałaś sobie na mnie. Teraz moja kolej. -Zjechał na drugi pas. -Udajesz taką grzeczną, porządną dziewczynkę z dobrego domu. Studiujesz, jesteś pilna, masz mało przyjaciół i nie jesteś popularna, ale w głębi ciebie drzemie prawdziwa bestia, która pragnie się uwolnić. I wiesz co? Ta bestia budzi się przy mnie. -Mrugnął do niej. -Złościsz się na mnie, a tak na prawdę nawet mnie nie znasz. Tak jak większość tych dziewczyn skandujących moje imię czy dzieciaków w swoich marnych golfach próbujących mi dorównać. Nikt z was nie spędził ze mną nawet jednego dnia... One mnie kochają, a gdyby mnie poznały może wcale nie marzyłyby o mnie podczas kąpieli... Z kolei ty mnie nie lubisz, a co by było gdybyś mnie poznała? Nie wiesz i tego się boisz.

    OdpowiedzUsuń
  27. -O proszę... -Roześmiał się. -Same wady. Ale mam jedną zaletę. Potrafię dochować tajemnicy. Mogłem rozpowiedzieć wszystkim kim jest tajemniczy kierowca, ale szanuję twoją decyzję. Skąd w ogóle takie zdanie o mnie? Spędziłaś ze mną może z dwie godziny!
    Niespodziewanie jakiś samochód wyprzedził ich i zajechał im drogę. Max wcisnął gwałtownie hamulec.
    -Pierdolony chuj!
    Max wiedział, że nie jest to żaden kierowca z wyścigów. Był to zwykły gówniarz, który zdał dopiero co prawko i popisywał się szybką jazdą. Zupełnie tak on sprzed laty. Może faceci mieli to we krwi?
    Kierowca w granatowym aucie przymierzał się właśnie do wyprzedzenia kolejnego samochodu. I wtedy zupełnie niespodziewanie odpadło mu koło. Auto obróciło się i zaczęło dachować. Ruch był niewielki. Wszyscy uniknęli zderzenia z samochodem. Większość nawet tego nie zauważyła. Pędzili prędko jadąc przed nim. Max wcisnął hamulec do oporu i zjechał na pobocze, gdzie w rowie leżał przewrócony do góry kołami granatowy mercedes.
    Nikt się nie zatrzymał. Tylko on.
    Spojrzał na Valentine. Nie wiedział czy jej był obce takie wypadki, ale on już nie raz ratował kumple czy obcego z wraku rozwalonego auta. Wysiadł podchodząc pod mercedesa. W środku siedział młody chłopak. Tak jak podejrzewał tyle co zdał maturę i dostał samochód od ojca. Był nieprzytomny. Max poczuł zapach benzyny.

    OdpowiedzUsuń
  28. Jego matka była chirurgiem. Jako dziecko i nastolatek spędził wiele nocy w szpitalu na poczekalni. Widział wystarczająco dużo. Widział nie raz jak matka ratowała ludzi na ulicy, sam niejednokrotnie ratował innych kierowców jeszcze zanim on stał się jednym z najlepszych. Wyciągał ich z płonących wraków, a czasami pomagał wyjść im o własnych siłach.
    Nachylił się nad chłopakiem. Sprawdził mu puls. Benzyna kapała po drzwiach.
    -Nie oddycha. -Odparł zupełnie opanowany. -Odsuń się samochód może wybuchnąć! -Bardziej wydał jej rozkaz niż prośbę. Widział, że trzyma telefon.
    Spróbował otworzyć drzwi lecz na darmo. Wcisnął się przez szybę i odpiął pasy bezpieczeństwa. Chłopak spadł na dach. Chwycił go pod pachami i zaczął wyciągać przez okno.
    Wtedy na pobocze zjechał jeszcze jeden samochód. Jakieś starsze małżeństwo. Kobieta o siwych włosach wyszła z auta przykładając dłoń do ust. Była przerażona. Jej mąż łysawy pan z białą brodą niczym święty Mikołaj podbiegł do dziewczyny.
    -Rany boskie... Dodzwoniła się pani? -Wyjął swój telefon i wykręcił połączenie.
    Chłopak był już w połowie poza samochodem. Liczyły się teraz sekundy.
    A spod maski zaczął wydobywać się dym... Samochód palił się.

    OdpowiedzUsuń
  29. W końcu udało im się wyjąć go z samochodu. Max pociągnął na bezpieczną odległość by wybuch nie mógł ich zabić. Wszystko działo się tak szybko, że zajęło zaledwie parę sekund, ale dla niego wydawało się, że to wieczność. Uklęknął obok chłopaka, odchylił jego głowę lekko to tyłu i zaczął wykonywać masaż serca.
    Kiedy twój przyjaciel umiera na twoich kolanach, a ty nic nie możesz zrobić to ratowanie dla ciebie obcej osoby jest czymś zupełnie spokojnym.
    -No dawaj młody! Nie umieraj mi tu!
    Starszy mężczyzna trząsł się chyba bardziej niż jego żona, ale w końcu udało mu się wytłumaczyć gdzie się znajdują.
    -Przyśle ratowników, straż i policję. -Stał przerażony przyglądając się jak Max wychodzi z siebie byle tylko uratować chłopaka.
    Wtedy rozległ się huk. Samochody na autostradzie zatrzymały się, część zwolniła. Granatowy mercedes eksplodował. Pomimo huku i zamieszania Max nie przestał uciskać klatki piersiowej chłopaka, kiedy niespodziewanie ten zaczął ponownie oddychać.
    Max zamknął na chwilę oczy i ciężko dysząc zwyczajnie usiadł na ziemi.
    Niektórzy ludzie wysiadali z aut by zwyczajnie się przyglądać. W oddali było już słychać wyjące syreny.

    OdpowiedzUsuń
  30. Kiedy przyjechała karetka stał tylko i wpatrywał się jak pakują chłopaka do środka. Jakiś lekarz spytał kto go uratował, starsza kobieta wskazała Maxa. Podziękowali mu,chcieli podać jakieś tabletki na uspokojenie, ale nie potrzebował ich.
    Przed oczami miał tylko jedną noc, która zmieniła jego życie.
    -Uratowałem obcego chłopaka, a nie potrafiłem swojego przyjaciela. -Opuścił wzrok i zacisnął zęby by opanować się. -Poza tym... każdy na moim miejscu by to zrobił.
    Potem policja poprosiła ich jeszcze i zeznania. Pogratulowali Maxowi i byli już wolni.
    Wsiadł do samochodu, odpalił silnik i dopiero teraz na nią spojrzał. Kiedy na nią patrzył widział jej ojca, słyszał wystrzał, krzyk, czuł nawet zapach krwi. Zacisnął dłonie na kierownicy wpatrując się jak straż gasiła przygasający już wrak mercedesa.
    Piękny wóz... można było zrobić z niego świetną brykę do ścigania się. Ale koniec końców chłopak żył i jego stan określono jako stabilny.
    -Masz ochotę na drinka? Bo ja chyba bym się napił. -Ruszył zostawiając całą to scenerię daleko w tyle.

    OdpowiedzUsuń
  31. Max również czuł się nieobecny. Miał ochotę zatrzymać auto, wysiąść i wrzeszczeć. Chris zmarł półtora roku temu i to on przekazał mu najważniejsze rady co do prowadzenia samochodu. Był najstarszy z nich i nie trudno było się domyślić, że to on ogarniał ich szaloną paczkę.
    Niedaleko był całkiem miły bar, który zazwyczaj świecił pustkami. Zjechał z autostrady i musiał przyznać, że nawet nie pamiętał z tego wszystkiego gdzie miał ją zabrać.
    Zrealizowanie planu okazało się dla niego trudniejsze niż myślał bowiem dziewczyna zaczynała coraz bardziej przypominać swojego ojca, którego przecież tak nienawidził. Może nie wyglądu czy z zachowania lecz chodziło o sam fakt.
    -To działa też w drugą stronę. -Zerknął na nią próbując opanować emocje. -Zaczynam podejrzewać, że przynosisz mi pecha... no wiesz wczorajsza ucieczka, a teraz wypadek? Zaczynam się bać. -Na jego twarzy pojawił się uśmiech i nagle jakby ktoś włączył guzik i dawny Max wrocił.
    Myśl o zemście. Myśl o tym.

    OdpowiedzUsuń
  32. -Jeszcze jeden wypadek i wraca pani pieszo. -Zerknął na nią i puścił jej oczko.
    Bar do którego ją zabrał był niedaleko zjazdu na centrum miasta. Zaparkował na prawie pustym parkingu, zarzucił na siebie skórzaną kurtkę i zachęcił ją gestem ręki by weszła do środka. Nie był to pierwszy lepszy bar. Było tu spokojnie, wystrój pasował idealnie do wyścigów, dużo neonów, flag w szachownicę, lampy były zrobione z reflektorów samochodów, a stoliki ze szkła stojące na... silnikach.
    Max wskazał jej jeden ze stolików.
    -Siadaj i powiedz co chcesz. Pójdę zamówić. Raczej wrócimy stąd taksówką.
    Max nie był przywiązany do swojego audi, którym przyjechali. challengera nie zostawiłby samego choćby na jedną noc, ale jego stawiał na pierwszym miejscu. Poza tym od dawna zastanawiał się nad kupnem nowego auta do jazdy codziennej.

    OdpowiedzUsuń
  33. Ma podszedł do lady, gdzie stała rudowłosa barmanka. Oparła się o blat, nie trudno było zauważyć, że miała ogromny dekolt, a piersi wręczy wylewały się jej z bluzki. Była mniej więcej w ich wieku i od razu uśmiechnęła się na widok zbliżającego się chłopaka.
    -Cześć Max. -Odgarnęła włosy do tyłu. -Co podać? Dziś nie jesteś sam? -Zerknęła w stronę siedzącej dziewczyny.
    -Cześć Kelly. Podaj cokolwiek... -Machnął ręką. -Mieliśmy ciężki dzień.
    -No to na ciężki dzień mam coś najlepszego. -Zabrała się za robienie drinków.
    Po chwili Max postawił na stoliku dwa puchary z drinkami. Zdjął z siebie skórzaną kurtkę i zajął miejsce obok niej.
    -Kelly twierdzi, że pomoże nam Sex on the beach. -Z kieszeni od spodni wyjął paczkę papierosów i zapalniczkę z wygrawerowanym samochodem, którą dostał od Sama na swoje ostatnie urodziny. -Palisz?
    Rudowłosa zerknęła w ich stronę i uśmiechnęła się. Z kolei Max wyjął papierosa, odpalił go i mocno się zaciągnął. Nie palił dużo, ale czasami ciężko było mu się powstrzymać zwłaszcza teraz kiedy mieli za sobą cały ten wypadek, a on siedział przy stole z córką faceta, który zniszczył wszystko. Skoro miał z tym problem to jak do diabła miał z nią pójść do łóżka?

    OdpowiedzUsuń
  34. -Kelly to moja dobra znajoma. -Przysunął do siebie popielniczkę, a potem zrobił pierwszy łyk drinka jakie poleciła mu rudowłosa. Musiał przyznać, że był całkiem smaczny. Z kumplami raczej pili tequilę albo piwa. Ale jakoś nie wyobrażał sobie w tej roli Valentiny. Oparł się wygodnie o krzesło wpatrując w nią. Nie była wcale brzydką dziewczyną. Miała w sobie jakiś rodzaj uroku, ale wciąż pozostawało JEGO córką.
    -No dobra... przykładna studentka, zakładam, że też świetna córka, dobry kierowca, nie pali, pije pewnie tylko wtedy kiedy jest świadkiem wypadku. Nie sypiasz z byle kim, nie chodzisz na imprezy, a przynajmniej te w akademikach. Nie rozmawiasz na zajęciach... a przynajmniej do dziś... -Zaciągnął się papierosem i wypuścił dym w przeciwną stronę. -Skoro ja mam jakąś zaletę to ty musisz mieć jakąś wadę. Dziś ją odkryję.
    Kelly ruszyła w ich stronę. Zatrzymała się obok Maxa posyłając mu uśmiech.
    -Może podać wam coś do jedzenia?
    -Masz na coś ochotę? -Zerknął na Valentinę i zgasił papierosa.
    Zastanawiał się co ma zrobić by w jakikolwiek sposób go polubiła. Nie był głupi wiedział, że dla niej jest tylko głupkiem ryzykującym własne życie, który zalicza panienki i ma więcej kasy niż jej tatuś policjant zarobi przez całe swoje życie. Musiał grać... musiał zacząć traktować ją jak kobietę, którą naprawdę pożąda.

    OdpowiedzUsuń
  35. Siedział przy stoliku bawiąc się swoją zapalniczką i popijając od czasu do czasu drinka, kiedy Kelly podeszła do niego. Usiadła na przeciwko i uśmiechnęła się. Zerknęła w stronę toalety i westchnęła.
    -Ładna, ale zazdrosna. Chyba chce uciec oknem.
    -Co? -Max wyrwał się z zamyślenia.
    -Ona myśli, że ja na ciebie lecę.
    -Serio? -Zaśmiał się nerwowo.
    -Nie wyjdzie oknem bo nie jest aż tak szczupła, ale jak ci na niej zależy to przestań być dupkiem. -Wstała, a kiedy przechodziła położyła mu dłoń na ramieniu.
    -Nie jestem dupkiem. -Rzucił za nią.
    -Ja to wiem ona nie. -Podeszła do klientów, którzy właśnie weszli do baru.
    Max wstał idąc w stronę łazienek. Zatrzymał się przy wejściu do damskiej. Oparł o ścianę i zaczął intensywnie myśleć. Wtedy spojrzał na Kelly, a obraz z tej nocy ponownie powrócił. Czuł się winny lecz to nie była wina nikogo z ich paczki. To była wina jej ojca.
    Zapukał w drzwi.
    -Valentina? Jeśli aż tak ci źle ze mną to odwiozę cię do domu nie musisz się tam ukrywać... chciałem... chciałem tylko miło spędzić czas i cię poznać. To wszystko... -Jego ton choć był udawany to brzmiał bardzo realistycznie. Był smutny i zawiedziony. Ktoś kto dopiero go poznał nie mógł wiedzieć, że to była tylko gra aktorska. Cóż rok na aktorskich studiach opłacił się.

    OdpowiedzUsuń
  36. Max uśmiechnął się tylko przez chwilę, a potem zerknął na Kelly, która robiła drinka lekko kołysząc biodrami w rytm muzyki. Zrobiło mu się smutno.
    -Ta ruda... z której miałem skorzystać to była narzeczona mojego przyjaciela. Po jego śmierci ja i chłopaki pomagaliśmy jej finansowo. Samotnej matce ciężko utrzymać mieszkanie, pracować i wychowywać dzieciaka... -Oparł się o zimną ścianę i na chwilę zamknął oczy. -Wezwać taksówkę? Jesteś zbyt porządną dziewczyną. Nie poleciałabyś na kogoś takiego jak ja... Nie wiem co sobie wyobrażałem. -Zaśmiał się nerwowo. -Ale cholera... za tą kierownicą wczoraj kiedy zaciągnęłaś ręczny... -pokiwał głową na to wspomnienie. -Chyba sobie za dużo wyobraziłem.

    OdpowiedzUsuń
  37. Trochę się zdziwił, że zmieniła zdanie bo był przekonany, iż będzie chciała wrócić do domu. Wtedy z pewnością nasłałby Sama albo J'a by bawili się z nią w podchody bo on zaczynał mieć już dość. Aż tu nagle taka zmiana...
    Gdyby mógł uśmiechnął by się podstępnie czym sam diabeł, ale gdyby to zauważyła mogłaby zacząć coś podejrzewać.To mógł być jego wieczór... Mógł ją upić, odwieść do jej mieszkania i liczyć na to, że zaprosi go na górę. Ale wątpił by mu się to udało. Zakładał, że albo dziewczyna okaże się mieć mocną głowę, albo będzie na tyle rozsądna by grzecznie pożegnać się z nim pod klatką...
    Gdyby ktoś inny stał dziś na barze poprosiłby by lali jej więcej alkoholu. Chłopaki zawsze byli po jego stronie, ale nie Kelly. Kelly nie zrobiłaby tego.
    Ruszył w jej stronę łapiąc po drodze drinka.
    -Bilard? -Spytał zaskoczony. -Grałem w to lata temu. -Postawił drinka na stolik obok i sięgnął po kije.

    OdpowiedzUsuń
  38. Max kiwnął do Kelly i podała im po kolejnym drinku. Nie żywiła urazu do dziewczyny, że źle odebrała jej uśmiechy do bruneta. Poklepała ją po ramieniu i życzyła powodzenia.
    Max nachylił się nad stołem. O tak zakłady to moja specjalność. Zaczął gładzić się dłonią po brodzie i udawać, że intensywnie myśli.
    -O co chcę grać... hmmm... Przegrany całuje zwycięzcę! -Uderzył dłońmi w stoł bilardowy. Widząc jej minę obszedł stół i zatrzymał się wyjątkowo blisko niej podając kij. -Nic lepszego nie przychodzi mi do głowy, a na rozbieranego grać nie możemy bo Kelly wyrzuci nas z hukiem.
    Jakby nie patrzeć nawet jeśli przegra to wygra więc dla niego wynik byłby wtedy bez znaczenia, ale musiała o tym wiedzieć. Nie była głupia.
    -To jak? -Szturchnął ją lekko łokciem.

    OdpowiedzUsuń
  39. [Bilard- czarna magia hahah ratuj albo wybacz a błędy hahaha]

    -Jasne niech będzie. -Rzucił obojętnie upijając kilka łyków alkoholu.
    Obserwował jej ruchy i doszedł do wniosku, że dobrze iż nie założyli się o samochód bo prawdopodobnie by go przegrał. Dziewczyna najwyraźniej często grywała w bilard.
    Kiedy nadeszła jego kolej ustawił się obok niej i szturchnął ją lekko biodrem.
    -Przepraszam, ale stoi mi pani na drodze. -Uśmiechnął się, nachylił mierząc kijem w białą bile chyba zbyt długo. Aż w końcu uderzył. Dwie kolorowe bile wpadły do łuzy.
    -O taaaak! -Max uniósł rękę do góry niczym zwycięzca. Najwyraźniej miał więcej szczęścia niż myślał, ale to nie był jeszcze koniec gry.
    Wtedy w tym momencie chyba pierwszy raz odkąd dowiedział się kim jest przestał myśleć o zemście, zakładzie i jej ojcu. Po prostu grał z nią jakby byli dobrymi znajomymi, jakby spotkali się od tak i zamierzali dziś dobrze bawić.

    OdpowiedzUsuń
  40. Max obserwował ją jak chodziła wokół stołu i modlił się za każdym jej uderzeniem by spudłowała. Kiedy przymierzała się do czwartego uderzenia stanął tuż za nią, bardzo blisko. Jeśli zawodziło szczęście zawsze można było użyć podstępu, a w tym przypadku zakłócić nieco jej przestrzeń co równało się z rozkojarzeniem.
    -Nie tylko za kierownicą wyglądasz seksowie. -Wypalił niespodziewanie sięgając po drinka, którego dopił już do końca. Nie było sensu latać co chwilę i zamawiać kolejne więc pokazał Kelly kilka gestów i chwilę później postawiła na ich stoliku butelkę wódki i dwa kieliszki. Nie rozlał jednak pierwszej kolejki. Wpierw wolał zakończyć te grę, ponieważ miał już inny pomysł.

    OdpowiedzUsuń
  41. -Ja oszukiwać? -Udał oburzonego jej stwierdzeniem. -A czy ja kiedykolwiek oszukiwałem? -Nachylił się nad stołem i wymierzył w wybraną bilę. Wpadła do łuzy. -Spójrz... -Wskazał na stół. -Świetnie mi idzie.
    Wzorkiem odszukał następnej bili lecz tym razem spudłował. Wyprostował się spoglądając na dziewczynę.
    -A co zamierzasz obślinić się czy bekać w trakcie? -Zaśmiał się wesoło ze swojego pytania. -Nie ważne kto wygra i tak się całujemy więc... Możemy to zrobić teraz i pozostawić wynik tej rozrywki w naszej niewiedzy. Nie sądzisz, że ta będzie najlepiej? -Podszedł trochę bliżej wpatrując się w jej oczy. -I wcale nie musi być to nasz najgorszy pocałunek życia.
    Musiał ją jakoś zachęcać do siebie, ale nie mógł też zbytnio przesadzać. Kobiety lubiły udawać niedostępne, ale były też pewne granice i nie mógł być przeciez cały czas taki nachalny. Poza tym nie musiał się spieszyć. Zemsta mogła w pełni ich zadowolić dopiero wtedy kiedy Valentina zakocha się w nim bez pamięci.

    OdpowiedzUsuń
  42. Tym razem stał grzecznie nie oszukując. W sumie miał ochotę na butelkę wódki, która leżała na stoliku i hipnotyzowała go. Po tak ciężkim dniu pełnym wrażeń można było usprawiedliwić wszelkie pijaństwo. Wtedy przez chwilę opierając się o ścianę zastanawiał się co z tym chłopakiem ktorego uratował? Czy był już przytomny? Czy nie uszkodził sobie kręgosłupa? Jeśli tak po takim wyszarpywaniu go z wozu na pewno skończy na wózku.
    Mógł oczywiście spytać swojej matki bo zabierali go do jej szpitala, ale czy chciał wiedzieć? Czasem niewiedza była lepsza od okrutnej prawdy.
    -Teraz przyznaj... Grasz w to częściej niż myślałem. -Kiwnął na stół. -Przypominam, że jeśli ja przegram... cóż to będzie dłuuuuugi pocałunek po którym się zakochasz. -Odgarnął zadowolony włosy do tyłu.
    Do baru weszli kolejni goście. Jakaś para, która zajęła stolik niedaleko nich. Kelly od razu podeszła do nich by przyjąć zamówienie. Kiedy przechodziła obok grających spytała:
    -Na pewno nie chcecie nic do jedzenia? Mamy pyszne sajgonki i pieczone ziemniaczki na przegryzkę.

    OdpowiedzUsuń
  43. Kelly zaśmiała się wesoło i zniknęła na zapleczu. Dawno nie widziała Maxa z żadną dziewczyną i ucieszył ją ten widok. Wiele mu zawdzięczała, a poza tym wiedziała jak blisko był z Chrisem.
    -Wiedziałem, że nie odpuścić. -Odłożył kij i zaczął klaskać kiwając głową z uznaniem. -Dziewczyna urodzona pod szczęśliwą gwiazdą, co? -Zaczął powoli obchodzić stół w jej stronę. -Ale zakład to zakład i nie możesz się teraz wycofać. -Zatrzymał się na przeciwko niej. -To możesz już odłożyć. -Wyjął z jej dłoni kij. -To wiesz... względy bezpieczeństwa. Nie chcemy robić mi tego na głowie. -Wyszeptał jej do ucha.
    W głowie miał wiąż rozmowę z kumplami. Wciąż słyszał powtarzane przez nich zdania... Rozkochaj ją. Niech oszaleje na twoim punkcie. Stań się dla niej najważniejszy. Niech odda ci siebie i całe swoje życie, a potem... Zemsta.

    OdpowiedzUsuń
  44. Musiał przyznać, że był ciekawy w jaki sposób ona chciała go pocałować i zniechęcić do siebie, ale najwidoczniej miał się o tym nie przekonać. To, że się cofnęła przewidział i uniósł delikatnie kąciki ust, kiedy napotkała ścianę.
    -Dobrze, że nie potrafisz przenikać przez ściany. -Zrobił krok w jej stronę kładąc jedną dłoń na jej biodrze, a drugą opierając o ścianę tuż obok jej twarzy. Lekko przycisnął ją swoim ciałem i znalazł się teraz zaledwie kilka centymetrów od niej. Ale długi i nachalny pocałunek jakiego się spodziewała nie nastąpił. Max niespodziewanie pocałował ją w szyję zjeżdżając coraz niżej i niżej i kończąc na jej obojczyku.
    -Teraz zagramy w moją grę. -Wyszeptał jej do ucha i ruszył w stronę stolika odsuwając jedno z krzeseł. -No co tak stoisz? Siadaj. -Zachęcił ją. Obok wódki stały już usmażone przekąski.

    OdpowiedzUsuń
  45. Nawet nie wiesz ile w tym prawdy.
    -No więc to jest gra w którą często gra się po wyścigach. -Sięgnął po butelkę wódki i otworzył ją. -Nie wiem czy miałaś okazję w nią grać bo zazwyczaj robi się to kiedy wszyscy już się rozjeżdżają do swoich domów czy barów. -Podsunął sobie oba kieliszki i zaczął nalewać. -Może wydawać się to głupia i dziecinna gra, ale polega na zaufaniu i przede wszystkim na tym by grający lepiej się poznali. -Odłożył butelkę i podsunął jej kieliszek. -Zasady są proste. Ja mówię na przykład
    : Nigdy nie byłem w... Grecji. -Spojrzał w jej oczy. -Jeśli byłaś to pijesz. Jeśli nie mówisz coś podobnego i tak na zmianę.
    Pochylił się nad stolikiem nie odrywając od niej oczu.
    -Ponieważ jestem dżentelmenem pozwolę ci zacząć. A i ten kto upije się bardziej przegrywa. Wygrany jest zobowiązany odeskortować przegranego bezpiecznie do domu. -Wyszczerzył zęby w uśmiechu. -Ale ponieważ cię lubię nie musimy wypić całej butelki.

    OdpowiedzUsuń
  46. Max uderzył dłonią o oparcie krzesła. Sięgnął po swój kieliszek i opróżnił go.
    -Czemu mnie to nie dziwi, że nigdy nie paliłaś? Przyznaj się... twoja rodzina jest idealna, co? No wiesz... kochacie się, szanujecie i spędzacie ze sobą dużo czasu. Rodzice dobrze cię wychowali.
    Jego wychowywała raczej babcia, ktora zmarła dawno temu bo matka i ojciec nie mieli dla niego czasu. Ważniejsze były awanse, nadgodziny, branie kolejnych pacjentów czy klientów. Trochę posmutniał wspominając swoje dzieciństwo, które spędził wiecznie wypatrując rodziców w oknie. Wtedy często zastanawiał się obserwując radosne dzieci bawiące się ze swoimi rodzicami jak to jest być szczęśliwym, a nie bogatym?
    -Dobra moja kolej. -Nachylił się nad stolikiem. -Nigdy nie byłem z rodzicami na wakacjach.

    OdpowiedzUsuń
  47. Uśmiechnął się sięgając po wódkę. Rozlał ją do obu kieliszków, a potem sięgnął po swój i wypił go do dna. Ciekawe co by zrobiła gdyby tylko wiedziała, że aresztowanie zawdzięcza jej ojcu. Cóż sądząc po tym, że najwyraźniej nawet za nim nie przepadała pewnie byłaby zadowolona.
    O nie kotku, nie mogłabyś być aresztowana... twój stary to pieprzony glina.
    -Nigdy nie miałem wypadku samochodowego.
    Co prawda kilkakrotnie otarł się o śmierć, ale coś nad nim czuwało, coś co sprawiało, że z największych opresji wychodził cało wraz ze swoim samochodem. Wypadek jaki wiedzieli dziś na drodze należał do jednego z lepszych. Chłopaka wyciągnęli w całości, nie było krwi, ani wnętrzności. A przede wszystkim nie było śmierci.

    OdpowiedzUsuń
  48. -Nie udało ci się. -Posłał jej sztuczny uśmiech. -Nienawidzę owoców morza. Obrzydzają mnie. -Sięgnął po przekąskę i ugryzł kawałek zastanawiając się nad kolejnym zdaniem.
    Max w swoim życiu był w jedynie dwóch dłuższych związkach. Dlaczego? Sam nie wiedział. Niby dziewczyny mu się podobały, a on podobał się im. Niby lubił spędzać z nimi czas, ale obie na dłuższą metę go drażniły. One zakochiwały się w nim po uszy, planowały wspólną przyszłość, wyobrażały sobie jak się im oświadcza, jak biorą razem ślub, mają dzieci i umierają w swoich ramionach. Max nigdy nie planował niczego z żadną kobietą. Nigdy nie zależało mu na nich i nigdy nie chciał zakładać rodziny. Lubił być wolny i niezależny. Lubił być panem swojego losu, a miłość... miłość nie była dla niego. Osłabiała nas. Sprawiała, że się zmieniamy.
    -Nigdy nie byłem zakochany.

    OdpowiedzUsuń
  49. -O proszę wciąż rozpamiętujesz ten pocałunek. -Mrugnął do niej. -Gdybyś chciała go powtórzyć wystarczy powiedzieć.
    Trochę się zdziwił, że nie była zakochana. Raczej wyglądała mu na dziewczynę, która miała idealnego faceta, ale nie mogli przeżyć kilometrów jakie ich dzieliły albo rozdzielił ich jej zaborcy tatuś.
    Spojrzał w jej oczy uśmiechając się zawadiacko, a potem sięgnął po kieliszek i wypił do dna.
    -Żeby to jeden... -Westchnął. Ten na karku musiała zauważyć bo choć ostatnie dni były chłodne to wystawał mu spod kurtki. O innych nie wiedziała, ale miał nadzieję, że się dowie kiedy już przejdą na nieco inny etap związku. Podwinął jeszcze rękaw pokazując jej wytatuowanego na przedramieniu rozwścieczonego wilka.
    -Nigdy nie... hmm... Nigdy nie spałem z facetem. -Podsunął jej kieliszek.

    OdpowiedzUsuń
  50. -O proszę! -Odpowiedział na jej gest. -Chociaż tu nie byłaś święta.
    Pomyślał, że teraz będzie o wiele prościej bo gdyby miał przed sobą dziewicę byłby w totalnej dupie. To znacznie poprawiło mu humor. Wyjął portfel, zostawił sto dolarów na stoliku w tym napiwek dla Kelly i wstał łapiąc za butelkę wódki, której nie zamierzał zostawić.
    -Chodź kilka przecznic dalej stoją taksówki.
    Pomachał Kelly na pożegnanie i otworzył szeroko drzwi przepuszczając Val pierwszą, a potem żwawo wyszedł na zewnątrz upijając łyk wódki prosto z butelki. Podał alkohol dziewczynie.
    -A jak z samochodem? Cały lewy bok miałaś porysowany. Zabrałaś się już za to? Bo wiesz... jeśli potrzebujesz pomocy to daj znać. Razem szybciej doprowadzimy go do porządku.
    Wtedy zadzwonił jego telefon. Wyjął go zza kurtki i zobaczył na wyświetlaczu, że to Sam. Odłączył połączenie i spojrzał na dziewczynę. Nie wiedząc czemu nagle poczuł się podle. Nie sądził, że kiedykolwiek będzie zdolny do czegoś takiego... do prób rozkochania w sobie dziewczyny tylko po to by złamać jej serce. Ale zaraz przypomniał sobie tamtą noc i szybko mu przeszły wyrzuty.

    OdpowiedzUsuń
  51. Max wziął od niej butelkę i od razu upił kolejny łyk. Kiedyś nie miał takiej mocnej głowy jak teraz. Nie raz narobił sobie wstydu przy kumplach zaliczając zgona, ale co jak co choć rodziców nie miał dobrych to za kumpli był w stanie oddać życie. Sam i J byli dla niego jak braci, który nigdy nie miał. Zawsze eskortowali go do domu jeszcze za czasów gdy żył Chris. Zawsze powtarzał, że rodziny się nie wybiera aczkolwiek swoją drugą rodzinę możemy utworzyć sami i Max tego się trzymał.
    Gdy stanęła tak na przeciwko niego i wypowiedziała te słowa po prostu go zatkało. Nie dlatego, że po części zmieniła zdanie i to mogło pomóc w zemście. Właściwie teraz w ogóle o niej nie myślał. Wpatrywał się tylko w dziewczynę, która powiedziała coś naprawdę szczerego i coś co jednocześnie podniosło go na duchu, ale również zrobiło mu się przykro. Dzieciństwo nigdy nie wspominał dobrze. Opuścił po chwili wzrok.
    -Może i jestem dupkiem, ale... -Upił kolejny łyk wódki. -Sam nie wiem... -Westchnął i dopiero teraz zauważył wysiadającego z samochodu ojca Val. Jego poznał by wszędzie, ale musiał przecież grać. Na szczęście ten miał na sobie strój policjanta. -O kurwa glina. -Odrzucił w bok butelkę wódki. -Spadamy... -Kiwnął w stronę starych kamienic.
    Nie chciał się z nim spotkać. Co jeśli ojciec go rozpozna? Co jeśli nic nie wyjdzie z ich zemsty?

    OdpowiedzUsuń
  52. [I co dalej? Zaczynamy od kolejnych zajęć? ]

    Max choć nie był zaskoczony musiał takiego udawać. Wytrzeszczył szeroko oczy i wyszeptał:
    -Co? Policjant?
    Kiedy zobaczył jak twardym tonem wydawał jej rozkazy, a ona niczym posłuszna owieczka stała zupełnie bezradna i wiedziała, że przegrała. Teraz nie była w ogóle podobna do tej dziewczyny z wyścigów, która była pewna siebie i miała swoje zdanie. Nie wiedząc czemu poczuł jeszcze większą złość do policjanta. Może i kochał swoją córkę, ale trzymał ją krótko i nie pozwalał by była sobą.
    -Val... -Wyszeptał nim odeszła. -Czekaj. -Zrobił krok w jej stronę, ale jej ojciec zmierzył go krzywym wzrokiem. Czyżby go poznał? A może kojarzył go tylko z wyścigów? Lub wiedział czyim jest synem... a jego ojciec często bronił klientów w sądzie przed policją. -Dziękuję ci za dziś. -Spojrzał w jej oczy, a potem obrócił się przechodząc na drugą stronę ulicy i idąc w kierunku taksówek. Nie wsiadł jednak do żadnej. Zadzwonił po Sama, który był w okolicy i przyjechał po niego. Wsiadł do jego samochodu opierając głowę o fotel i ciężko wzdychając.
    -I jak urobiłeś ją?
    -Nie... -Wyszeptał.
    -Nie poddawaj się.
    -Zamknij się ok? Jedźmy do mnie. Mam tequilę w barku. Opowiem ci co spotkało mnie dziś na autostradzie...

    OdpowiedzUsuń
  53. Sam i Max pojechali do domu tego drugiego. Pili jeszcze długo tequilę, a Sam przenocował u niego i by rano podrzucić go pod bar, gdzie zostawił swój samochód. Oczywiście wszystko opowiedział przyjacielowi i ten wspominał, że mówili coś w wiadomościach na temat tego wypadku, ale nie miał pojęcia, że to on jest bohaterem.
    Nie trudno było się domyślić, że rozmowa w końcu zeszła na Valentinę. Max też opowiedział o wszystkim ze szczegółami. Przyjaciel doszedł do wniosku, że prędzej czy później osiągnie swój cel tylko musi być cierpliwy.
    -Stary... to jest córusia tatusia... Ale jak ją przelecisz to do ciebie będzie mówić tatusiu. -Zarechotał i prawie zakrztusił się hot dogiem.

    Na zajęcia przyjechał z ogromnym kacem. Wysiadając z parkingu wypił puszkę pepsi, a do ręki wziął butelkę zimnej wody. Okropnie bolała go głowa. Gdyby nie mieszał czułby się dziś znacznie lepiej, ale przy Samie nie dało się nie mieszać.
    Postanowił dalej realizować ich plan. Wystarczyło tylko powspominać z przyjacielem dawne czasy by obudzić w sobie demona, który za wszelką cenę pragnął zniszczyć swojemu wrogowi to co piękne i niewinne... a tym czymś była właśnie Tina.
    Zobaczył ją nachyloną nad telefonem. Czytała coś w skupieniu nie zdając sobie nawet sprawy, że ją obserwuje. Podszedł do niej dość blisko, po cichu by go nie zauważyła i stanął za nią wychylając się zza jej ramienia.
    -Czyżby zdjęcia nowej bryki? -Wyszczerzył zęby w uśmiechu tylko na chwilę. Zdjął z nosa okulary przeciwsłoneczne, a światło od razu poraziło go w oczy. Głowa mu pękała... Rozejrzał się w koło jakby chciał upewnić się, że nikt ich nie podsłuchuje. -Jak bardzo masz przesrane?

    OdpowiedzUsuń
  54. -Ej! Ej! Czekaj! -Ruszył za nią dotrzymując jej kroku. -Rany poczekaj! -Złapał ją delikatnie za łokieć by się zatrzymała. -Posłuchaj... nie przeszkadza mi to. Nie dbam o to, że twój ojciec jest gliną... Policjantem. -Chciał dobrać to lepiej w słowa. Czuł, że traci grunt pod nogami bo już nie wiedział co ma zrobić by w końcu połknęła haczyk. Ona najwyraźniej nie chciała z nim spędzać czasu, a co dopiero iść do łóżka.
    -Wiem, że byłem aresztowany i to nie raz. Wiem, że pewnie miałaś w domu niezłą awanturę z mojego powodu, ale... Kurwa no jestem idiotą, ale jestem też dobry. Spytaj choćby Kelly i jej córeczki. -Przeczesał swoją grzywkę, która opadła mu na jedno do tyłu. To akurat było prawdą. Kelly znała Maxa, Sama i J'a z tej drugiej strony i prawdopodobnie tylko ona posiadała taką wiedzę.
    -Dobra... -Zaczął nerwowo przechadzać się wokół niej. Zatrzymał się blisko niej spoglądając w jej oczy. -Powiedz mi, że nie podobał ci się nasz wypad... No nie mówię o wypadku. Ale... jeśli nawet przez chwilę nie pomyślałaś, że chcesz jeszcze się ze mną spotkać to ok... Jeśli nawet w jednej dziesiątej nie zmieniłaś zdania na mój temat to dobrze... zostawię cię w spokoju.

    OdpowiedzUsuń
  55. Stał przez chwilę patrząc w jej oczy i myśląc. Jego twarz nie wyrażała żadnych emocji, aż niespodziewanie uśmiechnął się w ten swój sposób i pokiwał głową rozbawiony.
    -To jesteś ty? -Kiwnął na nią. -Wiesz jaka jest naprawdę Tina? Ta w za dużej bluzie, za kierownicą swojego super szybkiego wozu, która nie cofnie się przed niczym. To jest właśnie Tina. A nie to. -Wskazał na uczelnię. -Jesteś pilna i masz plan na życie. Ale czy to twój plam czy twojego ojca?
    To akurat rozumiał. Sam musiał iść na studia bo tak trzeba było. Przez co zaliczył rok studiów aktorskich, potem próbował coś w ratownictwie bo matka tak chciała ale szybko przeniósł się na grafikę byle tylko dali mu spokój.
    -Nic nas nie łączy? -Otworzył szeroko oczy. -Łączy nas tajemnica. Łączy nas pasja i... świetnie pływam. Nawet jak stoisz po drugiej stronie tej dzikiej rzeki to ja się nie boję.

    OdpowiedzUsuń
  56. To prawda nie rozmawiali i nawet nie zwracał na nią uwagi. Dla niego była to jakaś sztywniara, która całe zajęcia zapisuje notatki, ma dobre oceny i nigdy z nikim nie rozmawia.
    -Tak wiem... ale o czym mieliśmy rozmawiać? -Zbliżył się do niej. -Nie wiedziałem wtedy, że coś nas łączy. I faktycznie nie znam cię, ale próbuję poznać jakbyś nie zauważyła.
    Odsunął się od niej i stanął zwrócony do niej plecami. Przyłożył dłoń do skroni czując ból tak silny jakby głowa miała mu zaraz eksplodować. Pierwsza zasada nie mieszaj... a ty oczywiście ją złamałeś.
    Obrócił się do niej i wyciągnął dłoń w jej stronę. Trzymał w niej okulary, które zostawiła u niego w samochodzie.
    -Chciałem ci je od razu oddać, ale nie wiedziałem gdzie mieszkasz...

    OdpowiedzUsuń
  57. Dawno nie miał takiego kaca, a co gorsza na pewno jeszcze miał alkohol we krwi. Po mimo tego wsiadł za kółko i przyjechał tutaj swoim samochodem. Taki już był. Lubił ryzykować i nie zależało mu życiu z prostej przyczyny... Nie miał dla kogo żyć. Owszem miał przyjaciół, ale Sam miał swoją dziewczynę i świetnych rodziców. J miał bardzo dużą rodzinę, a on? On miał swój wóz w którym chciał zginąć.
    -Trochę... przegiąłem wczoraj... -Uniósł głowę do góry spoglądając w niebo i wzdychając ciężko. Otworzył butelkę z jeszcze zimną wodą i wypił całą zawartość. -Miała być tylko tequila, a wypiliśmy jeszcze martini i po piwie... -Poczuł jak wszystko podchodzi mu do żołądka. Wiedział, że nie będzie wymiotować. Nigdy nie wymiotował. -Nie przejmuj się skacowanym dupkiem. -Uśmiechnął się do niej. -Idź... spóźnisz się na zajęcia. Tobie w przeciwieństwie do mnie zależy na studiach.

    OdpowiedzUsuń
  58. Max nagle się rozpromienił.
    -W takim razie będę czekał w samochodzie. -Pomachał jej i od razu udał się do swojego wozu, gdzie postanowił przespać się na tylnej kanapie. Nie trwało to jednak długo bo obudził go telefon od J'a. Przyjaciel dzwonił z dobrą i złą nowiną. Po pierwsze udało mu się kupić większe cylindry do jego Challengera co oznaczało więcej wprowadzanego podtlenku azotu i znacznie większego kopa.
    Poza tym policja ponoć przyłapała wczoraj jakieś ścigające się dzieciaki więc na razie o wyścigach mogli zapomnieć wszyscy...
    Najbardziej istotną informacją dla Maxa było to, że Trevor-jego największy rywal z którym jeszcze nie udało mu się zmierzyć bo ciągle odwoływano ich wyścigi wypytywał o niego. Czyżby znów chciał go wyzwać na pojedynek?
    Zbliżała się godzina obiadu i Max wyszedł przed samochód by zapalić.Tabletki podziałały i nawet zgłodniał. Nie bolała go już głowa, ale cały czas musiał pić wodę. Czuł się jakby był na Saharze.

    OdpowiedzUsuń
  59. Ucieszył się na jej widok. Jeszcze trochę i się zakochasz... A wtedy... \
    -No serio? -Dopalił papierosa i spojrzał na nią wzorkiem, który przypominał wzrok małego szczeniaczka. Jednak wiedział, że nie odpuści. Swoją drogą pomyślał, że jeśli straci prawo jazdy to może od razu położyć się na torach i czekać na koniec.
    Oczywiście gdyby to był Challenger nie pozwoliłby jej nawet dotknąć kierownicy. Ale audio mogła sobie prowadzić do woli. I tak miał już na niego kupca, którego załatwił J.
    Podał jej kluczyki i wpakował się na siedzenie pasażera co było cholernie dziwne, ale przynajmniej wygodne. Pogoda dziś dopisywała i w samochodzie było dość duszno więc zdjął kurtkę skórzaną i bluzę. Teraz mogła sobie podziwiać jego tatuaże do woli. Przynajmniej te na rękach.
    -Tylko wybierz jakaś wegetariańską knajpkę. -Opuścił daszek przeciwsłoneczny i przeglądał się w lusterku. -Jak ja wyglądam... -Pacnął się dłonią w czoło.

    OdpowiedzUsuń
  60. Bez słowa założył okulary i oparł głowę o siedzenie. Zanotował sobie w pamięci, że kiedy spotka Sama zabije go za tą nocną popijawę.
    -Tak... niegrzeczny chłopiec nie jada mięsa.
    Jego matka jako lekarz prowadziła zdrowy tryb życia i w domu mieli tylko kucharzy wegetariańskich. Ojciec szybko przeszedł na jej stronę, a Max jadał to co mu podano do stołu. Czasem podjadał jakieś kebaby czy hamburgery na mieście, ale z czasem mięso nie miało już takiego smaku jak kiedyś i dobrowolnie z niego zrezygnował. Chyba tylko to poszło po myśli matki...
    -No więc co o mnie usłyszałaś od ojca? -Zaciekawił się przechylając głowę tak by móc na nią patrzeć. -Ten chłopak nie jest dla ciebie. -Zaczął udawać surowy ton jej ojca. -Jesteś porządną dziewczyną a on to zwykły chuligan i degenerat. A do tego socjopata.
    Musiał przecież wypytać co jej ojczulek wie na jego temat. Jeśli go poznał to kiepska sprawa chociaż to było dwa lata temu i Max nieco zmienił się z wyglądu.

    OdpowiedzUsuń
  61. -Jasne... jasne... nie rozmawiamy o twoim ojcu. -Pokiwał głową i ziewnął głośno. wyspany za bardzo też nie był, ale najważniejsze, że nie bolała go już głowa i czuł się coraz bardziej głodny. Sięgnął do swojego schowka, wyjął puszkę energetyka i wypił wszystko do dna. Drugą puszkę podsunął Val na desce rozdzielczej gdyby też miała ochotę się napić.
    -Nie śmiej się ze mnie. Teraz będziesz mi mówić krówko czy coś w tym stylu... Aczkolwiek ogierze zezwalam. -Zaśmiał się głupkowato i włączył radio. Nie cierpiał jeździć bez muzyki.
    -Kiedyś piłem dużo i często... -Sam nie wiedział czemu zaczął jej o tym mówić. -Po każdym wyścigu imprezy, chlanie do rana i leczenie się tym czym się strułem... Teraz zaledwie wypiłem wódkę z tobą, a potem tequilę, wino i piwo. -Mówił tak jakby chciał się usprawiedliwić sam przed sobą. -Masz rodzeństwo? -Spytał niespodziewanie. Nie dlatego, że mieli awaryjny plan zemsty tylko z czystej ciekawości.

    OdpowiedzUsuń
  62. Wziął od niej puszkę i zaczął pić łapczywie. Kiedy usłyszał jej komentarz zakrztusił się. Nawet dość mocno bo zaczął klepać się sam po plecach jakby to miało coś dać.
    -Że co? Źrebaczek? -Powiedział ze załzawionymi od kaszlu oczami. -Czekaj... czekaj już wiem czemu źrebaczek. -Mrugnął o niej. -Bo on częściej bryka.
    -Przykro mi... -Odpowiedział na wzmiankę o zmarłym dziecku. Nie było to udawane. Naprawdę zrobiło mu się jej żal. W tej chwili zamiast myśleć, że to dobrze iż takie coś spotkało tego drania jej ojca, on raczej myślał o tym jakie to okropne stracić dziecko... -Dlatego nie wierzę w boga.No bo pomyśl... gdyby tam gdzieś był ktoś i zarządzał tym światem zupełnie tak jakby grał w simsy to musiałby to być kawał skurwiela. Bo jaki miałby cel w stwarzaniu istnienia tylko po to by zabić je zaraz po urodzeniu? -Podgłośnił radio kiedy usłyszał jedną ze swoich ulubionych piosenek. -A nawet jeśli się mylę i ktoś nad nami czuwa to mam dla niego wiadomość. -Pokazał środkowego palca w stronę nieba.

    OdpowiedzUsuń
  63. -No nawet mi nie mów! To by było straszne gdyby dajmy na to taki bóg mógł sobie włączyć podgląd na każdego w każdej chwili... Golę sobie jaja, a jemu nagle zachciało się sprawdzać co tam słychać u Maxa.... -Zawsze miał dużą wyobraźnię więc widział już miliony scen ze swojego życia, których bóg z pewnością nie powinien był nigdy zobaczyć. -Ale chyba nie to byłoby najgorsze... Jakby zobaczył mnie uprawiającego seks? Z pewnością nie kocham się po bożemu... Bozia by chyba się zgorszyła. -Zaśmiał się wesoły. -Albo okazała jakimś zboczeńcem i podglądała wszystkich ludzi w takich momentach... Wiesz to by miało sens... Dajmy na to... Właśnie zaczynasz się przede mną rozbierać. Bozia dostaje alarm, że ta dwójka za chwilę zgrzeszy. Przełącza kanał na naszą sypialnię i co? -Spojrzał na nią i poruszał charakterystycznie brwiami. -I przeoczył jak dziecko przebiega przez jezdnię, nie wspomógł kierowcy w hamowaniu rozpędzonego samochodu i tragedia gotowa. A wszystko przez twoje cycki!

    OdpowiedzUsuń
  64. -Oooo Ghost Rider rumieni się na wzmiankę o erotycznych przeżyciach, albo ... -Przez chwilę zamilknął dla podtrzymania atmosfery. -Albo wyobraziłaś sobie nas i ci się to spodobało!
    Max nigdy nie krępował się jeśli chodziło o te tematy. Rozmawiał o nich otwarcie i często z nich żartował. Co wcale nie oznaczało, że miał w swoim życiu dużo kobiet. Przez całe swoje życie był w dwóch związkach, które były poważne tylko ze strony pań, a dwie zaliczył przypadkowo z czego wcale nie był dumny bo pierwszej nawet nie pamiętał gdyż był tak pijany.
    -Zakładam, że dawno nie miałaś faceta. Nawet nie pamiętasz jak to jest. A kiedy już sobie przypomnisz to powiesz, cholera miałeś rację! -Spojrzał przez szybę. Mijali właśnie budynek w którym pracował jego ojciec. Ogromny szklany wieżowiec pełen samych prawników. Max zaczął się teraz zastanawiać co by się stało gdyby ktoś podłożył tam bombę. Ciekawe czy ktoś płakałby za pijawkami?

    OdpowiedzUsuń
  65. -Widzisz? Mogłem ja prowadzić. -Zamknął drzwi i od razu wyciągnął rękę po kluczyki. -No co? Wracam ja. Już czuję się znacznie lepiej.
    Max nie był przyzwyczajony do bycia pasażerem. Nawet ja spędzał czas z Samem i J to zazwyczaj on prowadził i to nawet wtedy kiedy przyjeżdżali swoimi wozami.
    W środku wypatrzył jakiś stolik w rogu i tam zachęcił ją by usiedli. Dobrze, że w knajpce była klimatyzacja bo robiło się naprawdę duszno. To za pewne były ostatnie dni ciepła... nadchodziła bowiem jesień. A potem zima... zima której Max nienawidził bo wtedy wszystkie wyścigi były uzależnione od pogody.
    -To co zamawiamy? Wezmę ten makaron z brokułami w sosie serowy, a ty? -Podał jej kartę menu widząc jak młody kelner kieruje się w ich stronę by przyjąć zamówienie. Dobrze znał tego chłopka... to był ten sam, któremu strącił czapkę przejeżdżając zaledwie kilka centymetrów od niego.

    OdpowiedzUsuń
  66. Chłopak właśnie przed nimi stanął wpatrzony w Maxa jak w obrazek. On z kolei zerkał na przemian to na Tinę to na swoją kartę menu.
    -No więc zamówimy makaron z brokułami w sosie serowym i tagliatelle z suszonymi pomidorami. Do tego wodę. -Odłożył menu rozsiadając się na krześle.
    Chłopak coś zapisał, ale nadal stał obok nich.
    -Dzięki możesz odejść. -Pomachał mu dłonią przed oczami.
    -Ach tak... -Otrząsnął się jakby z hipnozy. -Zaraz podam. -Odszedł oglądając się na Maxa.
    -Nic nie mów. -Uprzedził ją. -Nawet nie zaczynaj...
    Dobrze wiedział, że gdyby się pomylił i nie zdążył jej wyprzedzić to dziś kto inny by ich obsługiwał, ale przecież Max zawsze zdążał i nigdy się nie mylił w takich obliczeniach.
    -Lepiej powiedz coś o sobie. co lubisz robić? Jak spędzasz wolne chwile? Jakie są twoje marzenia? -Oparł się łokciami o stół i wpatrywał w jej oczy czekając na odpowiedzi. -Jakie masz plany na przyszłość?

    OdpowiedzUsuń
  67. Max popatrzył na nią jakby spadła właśnie z nieba. Nie rozumiał po co robi to całe przedstawienie. W jego mniemaniu był pewny, że nie zrobi mu krzywdy. Przecież był pieprzonym mistrzem. Gdyby nie zakład, gdyby nie zemsta wyśmiał by ją i olał chłopaka. Ale musiał zdobyć jej serce za wszelką cenę. Musiał ją w sobie rozkochać.
    -Dobrze... -Wywrócił oczami ulegając. Było to udawane, ale nie mogła przecież o tym wiedzieć.
    Kiedy młody chłopak podał im zamówienie i znów stanął wpatrując się w swojego idola jak w obrazek, Max odłożył szklankę z wodą, przelotnie spojrzał na Tinę, a potem zwrócił się do chłopaka.
    -Posłuchaj... Jim. -Spojrzał na jego plakietkę z imieniem. -Masz samochód?
    -Mam. -Pokiwał szybko głową.
    -Szybki?
    -Tak. Zbierałem na niego odkąd zobaczyłem twój pierwszy wyścig.
    -Świetnie Jim. Powiedz mi ścigałeś się już?
    -Nie, ale chcę spróbować.
    -To nie rób tego. -Spojrzał mu w oczy. -Niezły z ciebie twardziel bo na moim ostatnim wyścigu myślałem, że wskoczysz przerażony w tłum, a ty stałeś niewzruszony i czekałeś aż przejadę. Jesteś gość.
    -Ale...
    -Najpierw pojeździj swoim wozem, poznaj go. Sprawdź czy cię nie zawiedzie. Poczekaj do zimy, naucz się radzić sobie w różnych warunkach pogodowych... Dopiero potem się ścigaj. Uwierz mi to nie jest zabawa...
    -Tak zrobię. -Uśmiechnął się.
    -To przybij piątkę. Jesteś wielki ja bym chyba zemdlał na twoim miejscu.
    Przybili sobie piątkę, chłopak najwyraźniej był w siódmym niebie. Max dał mu napiwek.
    -Zadowolona? Uratowałem kolejną duszę przed rozbiciem cię w nowo zakupionym wozie. -Przekrzywił głowę i posłał się uśmiech.

    OdpowiedzUsuń
  68. -Ale nie zginął... rany... ja... -Aż w końcu zamilknął.
    Miała rację. Mogła być córką najbardziej znienawidzonego przez niego człowieka, mogła dla niego być tylko zabawą i zemstą, ale musiał przyznać, że miała rację. Wziął do ręki widelec i grzebał nim w makaronie jakby tam miała znajdować się odpowiedź.
    Podjął wtedy szybką decyzję i myślał, że jedynie ryzykuje swoje życie, ale co gdyby zepsuła się kierownica? Co gdyby wysiadły hamulce czy odpadło mu koło tak jak temu młodemu chłopakowi wczoraj? Takich rzeczy nie dało się przewidzieć.
    -Ja... Nie pomyślałem wtedy o nim. -Zaczął niepewnie. -Myślałem tylko o sobie i o tym, że nawet jeśli mi się nie uda i rozwalę się o budynek to... To marna to będzie strata. -Odłożył widelec na bok. Stracił ochotę na jedzenie. -Bo widzisz... Może ciężko ci to zrozumieć, ale nie zależy mi na życiu. Nie mam nic do stracenia. Nie mam kogoś do kogo mógłbym wracać, nikt nie czeka na mnie i nie zamartwia się. Nikt nie zapłacze kiedy zginę goniąc marzenia. A... -Uniósł wzrok znad talerza.- Tylko taka śmierć wydaje mi się sensowna.
    Chris też tak powtarzał. Był przekonany, że zginie podczas wyścigu. I co? Wykrwawił mu się na rękach, a on nie mógł nic zrobić. Tylko, że za nim płakała Kelly... i za nim będzie płakać jego córeczka której nie zdążył poznać.

    OdpowiedzUsuń
  69. I znów mówił prawdę... Jego kumple chyba by zapłakali się na wieść o jego śmierci. Ale nie był pewny co do swojej matki i ojca. Ich rodzicielstwo zaczęło się od wpadki i przymusowego porodu, a kończyło na dawaniu mu pieniędzy byle tylko zaspokoić jego potrzeby. Poza tym z ojcem nigdy dobrze się nie dogadywał, kiedy tylko się widzieli za każdym razem wybuchała awantura. A matka? Chyba nigdy nie chciała mieć dzieci. Nawet nie przewijała go gdy był niemowlakiem bo miała od tego ludzi. Więc kto tu do cholery był jego rodzicami? Bo na pewno nie ci, którzy zrobili go sobie przez przypadek.
    Sięgnął po szklankę z wodą i zaczął obracać ją w palcach. Wpatrywał się w bąbelki, które ulatywały do góry. Takie dla niego właśnie było życie. Jak te bąbelki. Czekało na dnie by wzlecieć na krótką chwilę i tak po prostu zupełnie zniknąć... Zakład... myśl o zakładzie. Myśl o zemście nie o sensu egzystencji. Skarcił się w myślach. Uniósł wzrok ku górze. Patrzył teraz w jej oczy i przez chwilę nie odzywał się.
    -Cholera, przepadłem. -Wyszeptał.

    OdpowiedzUsuń
  70. Ta dziewczyna była niesamowita. Nie leciała na pierwsze lepsze teksty, na spojrzenia, nie była tą której pasek od spodni rozpinała duża ilość alkoholu. Ale musiał być jakiś sposób by ją zdobyć, by rozkochać. Musiał sprawić by oszalała na jego punkcie, by stał się najważniejszy w jej życiu.
    Tylko jak?
    Zabrał się za jedzenie swojego dania pogrążony w swoich myślach.
    -Nie martw się zdążę odwieść cię na zajęcia. -Sam nie zamierzał jednak na nie iść. W jego naturze było zaczynanie czegoś, nudzenie się tym i porzucanie. Tak właśnie było z każdą kobietą czy jakimkolwiek kierunkiem studiów. -No więc nie chcesz rozmawiać o wyścigach, twoim ojcu, seksie, o swoich marzeniach i przyszłości. Zatem jest jakiś temat na który ten wypatrzony w ciebie dupek może z tobą pogadać przy obiedzie?

    OdpowiedzUsuń
  71. W głębi duszy ucieszył się na wzmiankę o ojcu. Jadł obiad słuchając tego co mówiła i mając ochotę wywrzeszczeć jej w twarz, że twój pieprzony ojciec zabił mojego przyjaciela. Nie zrobił jednak tego. Widział przed oczami Sama, który pouczał go co powinien zrobić.
    Po raz kolejny uznał, że robi dobrze. Zwłaszcza teraz dowiedział się jak bardzo kocha ją ten skurwiel. Kiedy już złamie jej serce, wykorzysta na wszystkie sposoby i ośmieszy powie jej tylko jedno zdanie. Za Chrisa Summersa. To nazwisko na pewno musiało nawiedzać jej ojca wiele razy. A przynajmniej taką miał nadzieję.
    -Ten który cię skrzywdził... To był twój były?
    Nie oczekiwał, że cokolwiek mu powie na ten temat bo przecież ciężko było z niej wyciągnąć choćby wiadomość o ulubionym kolorze...
    -Twój ojciec miał rację. -Obrał nową strategię. -Nikt cię tak kochać nie będzie jak on. W końcu jesteś częścią jego. Krew z krwi.
    Dlatego zapłacisz za jego grzechy.

    OdpowiedzUsuń
  72. -Nie do końca? -Nie ukrywał zdziwienia. -Nie mów, że jesteś adoptowana? Albo to nie twój biologiczny ojciec?
    Bez różnicy. Ważne, że mu na tobie zależy. To wystarczy by dać mu nauczkę.
    Odłożył widelec. Upił jeszcze trochę wody i wstał.
    -Poczekaj. -Mrugnął do niej i ruszył w stronę Jima, który sprzątał właśnie jeden ze stolików. Od razu zauważył Maxa idącego w jego stronę. Wyprostował się jak na baczność. -Słuchaj Jim... Wpadnij jutro do warsztatu J'a a podrasujemy ci trochę tą twoją brykę.
    -Ale... ale ja nie mam pie...
    -Na koszt firmy. -Poklepał go po ramieniu. - Na koszt firmy.
    A potem ruszył w stronę Tiny. Najzabawniejsze było to, że odkąd zgodził się na ten głupi zakład zrobił więcej dobrych uczynków niż przez całe swoje życie. No może z wyjątkiem pomocy Kelly. w każdym bądź razie nie zdawał sobie nawet sprawy z tego, że jego gra aktorska okazywała się być lepsza niż jego oryginał, który nie szanował nikogo.
    Odpalił silnik, zapiął pasy i ruszył w stronę uczelni. Czuł się już znacznie lepiej. Nie bolała go głowa i mógł patrzeć na światło słoneczne bez okularów.

    OdpowiedzUsuń
  73. Oczywiście włączył radio. No bo jak to tak jechać w ciszy bez muzyki? Wyjechał na autostradę modląc się by tym razem nic ich nie spotkało bo wrażeń za pewne miała już dość, a to tylko utrudniało mu jego plan.
    -Nie potrzebny nam jest surrealistyczny świat Tino. -Dodał gazu.Znał skrót dzięki, któremu dziewczyna na pewno zdąży z zapasem czasu na zajęcia. -Jest coś takiego jak druga szansa. -Posłał jej krótkie spojrzenie. -Ty cały czas widzisz mnie siedzącego w samochodzie na mecie tuż przed startem. Palącego fajkę, przeklinającego i uśmiechającego się na widok dziewczyny, która pokazała mi na szczęście swoje cycki. Tylko, że w głębi duszy już dałaś mi tą szansę.
    Musiała o tym wiedzieć inaczej nawet by się nie zatrzymała by go ratować. Po co? To był jej wróg. To był jej rywal i kawał dupka jak utrzymywała przez cały czas. Ich spotkanie gdyby tak naprawdę chciała zakończyłoby się wtedy w garażu i żadna siła nawet boska w którą nie wierzyli nie zmusiłaby jej do ponownego wypadu z nim tym bardziej do baru na alkohol czy na obiad w trakcie zajęć.
    -I wiesz co? Umówisz się ze mną jeszcze. Wiem to.

    OdpowiedzUsuń
  74. Z tym musiał się zgodzić. Cokolwiek nie powiedział czy nie zrobił ona robiła na opak. Wtedy pomyślał, że skoro za każdym razem tak jest to może właśnie to jest sposób na to by podbić jej serce. Bo na razie jego ciągłe naleganie, podteksty i namawianie ją nie doprowadziły do niczego dobrego z wyjątkiem tego, że dała mu szansę. A co gdyby tak trochę odpuścić? Może to jest klucz do wszystkiego?
    Max zatrzymał się na parkingu przed uczelnią, ale sam nie zamierzał wychodzić z auta. Nie szedł na zajęcia. Nie miał ochoty dziś na naukę, a poza tym umówił się z Samem. Mieli jechać obejrzeć jakiś nowy samochód. Zgasił na chwilę silnik i spojrzał na dziewczynę.
    -Widzisz... zdążyłaś. Masz jeszcze kwadrans. -Uśmiechnął się kiwając na zegarek.

    OdpowiedzUsuń
  75. Może powinien był iść na zajęcia, mieć jakiś obowiązek, skończyć coś co zaczął, ale nie czuł się na siłach by to robić. Próbował aktorstwa, ale odgrywanie scen z spektakli było dla niego śmieszne. Jak ratownik medyczny nie widział się wcale. Z kolei grafika komputerowa nie miała nic wspólnego hakerstwem.
    -Może powinienem rzucić studia i otworzyć własny warsztat? A może zostanę tatuażystą? Kto wie... -Spojrzał na nią gdy tak stała. -Ale do tego czasu chyba jeszcze pojawię się na francuskim... muszę odłożyć kasę póki ją dostaję...
    Rodzice otwarcie powiedzieli, że kiedy rzuci studia nie dostanie od nich ani grosza. Dlatego zmieniał kierunki tłumacząc im, że wciąż nie może się zdecydować. Ale przecież nie zamierzał być wiecznym studentem....

    OdpowiedzUsuń
  76. [Co robimy dalej ;D? Masz jakiś pomysł? Ja coś tam mam ale raczej na późniejszy etap wątku :D ]

    OdpowiedzUsuń
  77. [Myślałam, że może koleżanka Val zaprosi ją na swój ślub albo ogólnie jakiś wyjazd tylko żeby ona potrzebowała pary np. na dwa dni :P Później można by doda motyw tego całego Trevora, który nienawidzi Maxa. Chciałam zrobić żeby on miał nieczyste zagrania i zazwyczaj inni kierowcy wychodzą albo jako kalecy z wyścigów albo giną.
    Ale teraz przydałoby się ją pchnąć do niego xD]

    OdpowiedzUsuń
  78. [Super pomysł :D To co zacznę jak przychodzą do baru? ]

    OdpowiedzUsuń
  79. Na zajęciach nie pojawił się do końca tygodnia. Po pierwsze musiał sobie zrobić przerwę w nauce. Był zmęczony codziennymi wykładami, notatkami, projektami i natłokiem wiedzy. Poza tym kupił nowy samochód. Nie do ścigania się bo do tego był jego Challenger. Kupił auto do jazdy na co dzień, ale i tak musieli podłubać w nim w garaż.
    Przez te wszystkie dni kompletnie zapomniał o Tinie. Miał na głowie ważniejsze sprawy. Oczywiście chłopaki wypytywali o nią, ale Max uznał, że dziewczyna jest nie do wyrwania. J podniósł wtedy stawkę.
    -Każdą można wyrwać. -J dokręcał właśnie przednie koło do nowego czerwonego Ferrari Maxa.
    -Nie córusie policjanta. -Oparł się o przednią maskę i zaciągnął papierosem. -Ona mnie nienawidzi, jest zbyt grzeczniutka.
    -Rozkochaj ją w sobie, wykorzystaj, nagraj filmik z upojnej nocy, a.... -Wstał otrzepując kolana. -A...
    -Kasy nie potrzebuję.
    -Oddam ci mustanga.
    Sam zakrztusił się piwem.
    Kiedy skończyli z Ferrari była sobota wieczór i cała trójka miała ochotę się zabawić. Zamówili więc taksówkę i udali się do najbliższego baru. Mieli ochotę zaszaleć w tę noc. Do świętowania było dużo zatem weszli do środka i zajęli jeden ze stolików w kącie baru.
    -Dobra chłopaki co pijemy? -Sam zdjął czapkę z daszkiem i położył ją na stoliku. -Wódka? Piwa? Tequila?

    OdpowiedzUsuń
  80. Max grzebał w kurtce w poszukiwaniu zapalniczki. Był przekonany, że zabrał ją ze sobą, ale najwyraźniej została w garażu. Rzucił paczkę papierosów na stolik, odgarnął grzywkę opadająca mu na oczy i uniósł wzrok na barmankę, która właśnie podeszła ich obsłużyć.
    Takie miejsce jak to było jednym z ostatnich w których by jej szukał. A jednak ich los znów się skrzyżował. To nie mógł być przypadek. Jeśli życie samo podsuwało mu ją jak na tacy to musiał ją zaliczyć.
    Będziesz moja. Rozpoczęła się gra aktorska. Nie tylko z jego strony, ale rownież ze strony kumpli. Dobrze wiedzieli kim jest dziewczyna stojąca obok z notesem, ale milczeli. Nic nie mogło wyjść na jaw.
    -Valentina? -Otworzył szeroko oczy i uśmiechnął się. -Chłopaki to jest Tina. Tina to ....
    -Cześć jestem Sam. -Ten grubszy w za dużej koszulce i grubym łańcuchu n szyli wstał od stolika i podał jej rękę.
    -Jake. -Ten drugi przystojniejszy zrobił to samo. -Cholera to ty jesteś Valentina? Miło nam cię poznać. Max dużo o tobie opowiadał.
    -Max praktycznie cały czas o tobie opowiada. -Mrugnął do niej.
    -Zamknij się Sam. -Rzucił obojętnie opierając się o krzesło. Teraz on zamierzał grać niedostępnego. Tylko tego jeszcze nie próbował... -Daj nam dwie butelki wódki i po piwie.
    -Mieliśmy nie mieszać? -Sam zaśmiał się nerwowo spoglądając na Tinę. -Jesteśmy grzeczne chłopaki.
    -Pieprzyć to. Dziś świętujemy. -Max wyciągnął papierosa z paczki i wsadził sobie go do ust po czym wystawił dłoń w stronę J'a. -Zapalniczka.

    OdpowiedzUsuń
  81. Kiedy odeszła Max spojrzał na nich z wyrazem twarzy "a nie mówiłem?". Jak zwykle musiała założyć, że nie mówił o niej nic miłego. Teraz do głowy przyszło mu, że jeszcze nigdy nie spotkał tego typu osoby i w sumie nie żałował.
    -Stary do roboty. -Upomniał go Sam.
    -Mustang sam się nie przyprowadzi.
    -Tak, ale nie mówiliście ile mam na to czasu. Za jakieś dziesięć lat myślę, że w końcu pozwoli mi się objąć. -Pokazał mu środkowego palca.
    -Ja ci pomagać nie będę. Nie chcę oddawać mustanga.
    -A ja chcę zobaczyć jak wręczasz Maxowi kluczyki. -Sam wstał od stolika.
    -Co ty kurwa robisz? -Max skrzywił się.
    -Pomagam ci.
    Zlokalizował Tinę za barem. Przygotowywała zamówienie dla nich. Stanął grzecznie przy ladzie i czekał aż go zauważy. Potem posłał jej przyjazny uśmiech i nachylił się bliżej.
    -Jeszcze byśmy wzięli jakieś orzeszki do przegryzania. -Rozejrzał się teatralnie po barze. -Ponoć uratowałaś tego dupka przed glinami? Opowiadał jak to wpadł pod twoje koła bo wybiegł na ulicę a ty wracałaś od kumpeli i wpakował ci się do samochodu wrzeszcząc "gazu!"
    Powiedział to specjalnie. Dzięki temu mogła być pewna, że ich tajemnica pozostała ich tajemnicą i nie wygadał jej nawet najlepszym kumplom. Niby nie powinien mu pomagać, ale do diabła z tym przecież pragnął zemsty najbardziej z nich wszystkim. To on znał Chrisa od dziecka.

    OdpowiedzUsuń
  82. Sam był prawdziwym typem przyjemniaczka. Jego nie dało się nie lubić. Z całej tej trójki to on był tym, któremu się ufało, zwierzało i do którego często się uśmiechało. J był tym przystojniakiem, który miał swoje zasady i ciężko było go rozgryźć. Z kolei Max... Max był tym najbardziej szalonym ,który potrafił rozruszać każde towarzystwo.
    -Gdybym wsiadł z tobą do auta... -Sam ściszył teatralnie ton. -To Max by mnie zamordował. Wiesz... -Kiwnął na niego. -Zazdrośnik z niego. W każdym razie przejrzałaś mnie... Przyszedłem tutaj szepnąć parę dobrych słów o nim bo chyba pierwszy raz widzę jakie maślane oczka robi w twoją stronę. -Zachichotał. -Dobra nie przeszkadzam ci już. Jakbyś chciała to zapraszam do stolika chociaż na sok albo colę. -Usmiechnął się przyjaźnie i odszedł w stronę przyjaciół.
    Max siedział przy stole bawiąc się zapalniczką J'a. Po chwili zerknął w stronę Tiny i na kilka sekund zwiesił na niej wzrok.

    OdpowiedzUsuń
  83. Max spojrzał na dziewczynę zaskoczony i uśmiechnął się do niej kiedy jego kumple byli zajęci dobieraniem się do skrzydełek z kurczaka.
    -Dzięki Tina. -Szepnął odprowadzając ja wzrokiem. A potem sięgnął po butelkę wódki by ją otworzyć. -No to co panowie? Zaczynamy naszą imprezę?

    Siedzieli już dość długo. Nie spieszyli się z piciem bo zamierzali spędzić tutaj całą noc. Rozmawiali o wszystkim i o niczym. O tym, że dopiero za dwa tygodnie odbędzie się pierwszy wyścig w którym Sam ustawił Maxa z jakimś ważniaczkiem, który ponoć jest pewny że wygra i chce wyłożyć na stół dwadzieścia tysięcy. Oczywiście Max się zgodził. Wspominali stare czasy kiedy Chris był mistrzem i kiedy pojechali razem do Kalifornii by oblać pierwsze zwycięstwo Maxa.
    Czas leciał bardzo szybko, a Max co chwilę zerkał na pracującą gdzieś w oddali Tinę. Musiał przyznać, że wyglądała seksownie w tych szortach, ale jakoś osobiście wolał ją w tej za dużej bluzie z kapturem. Może dlatego, że zawsze ciągnęło go do chłopczyc niż do panienek w szpilkach.

    OdpowiedzUsuń
  84. Sam i J pogrążyli się właśnie w rozmowie na temat marzeń, marzeń które nikt nigdy nie chciał spełnić. Zawsze dużo gadali a mało robili i Max przestał już uczestniczyć w snuciu marzeń. Obiecał sobie, że jeśli będzie chciał w końcu spełniać je to po prostu to zrobi.
    -Ścigać będą się zawsze... nikt im tego nie zabroni. -Sam uderzył pięścią w stolik. -Dlatego potrzebują takiego warsztatu, który zajmie się nie zwykłymi naprawami lecz TYMI NAPRAWAMI.
    -Wiesz, że taki interes może być niebezpieczny. -J rozlewał im właśnie kolejną kolejkę. -Klienci będą chcieli wyciągać od nas jakie wtryskiwacze kupił Eddie, co ostatnio robił w swoim wozie Ian i dlaczego tak często odwiedza nas Greg... Pomyśl o tym.
    -Obowiązuje nas tajemnica zawodowa i tyle.
    -Tak, ale taki dajmy na to Trevor tego nie zrozumie. -Odłożył butelkę wódki kiedy ją zauważył. -Max twoja przyszła niunia idzie.
    Max obrócił się w momencie kiedy postawiła im na stoliku dzbanek z piwem i uśmiechnął się na jej widok. Sam nie wiedział czemu to zrobił. Czyżby z nimi zaczynał się nudzić, a z nią spędził ostatnio świetnie czas?
    -Czytasz w naszych myślach. -Spojrzał w jej oczy.
    -A mieliśmy nie mieszań. -Sam mrugnął do niej.
    -Tino dasz nam jeszcze tych skrzydełek i dla tego twojego jelonka sajgonki wegetariańskie? -Powiedział J.
    Dopiero teraz Max zauważył stojącego za nią mężczyznę, który nie wyglądał na zadowolonego. Pierwsze co pomyślał, że to jeden z tych natrętnych klientów.
    -Ta pani jest zajęta. -Rzucił o niego obojętnie. -Poczekaj na swoją kolej.

    OdpowiedzUsuń
  85. Gdyby ktoś zrobił teraz zdjecie Samowi i J'owi to pewnie byłoby to bardzo komiczne zdjęcie bo wpatrywali się w tę całą scenerię z szeroko otwartymi oczami i ustami. Zupełnie tak jakby zobaczyli ducha. Byli bardziej zszokowani słowami jakie obcy koleś wypowiedział pod adresem Maxa i cóż... mogli już tylko spodziewać się co dalej się wydarzy.
    Max aż poczerwieniał ze złości. Może nie wyglądał na chłopaka z dobrego domu, który nie musi się martwić o pieniądze, ale mógł się założyć, że miał ich więcej niż ten blondyn sobie mógł wyobrazić. Poderwał się z krzesła stając na przeciwko faceta.
    -Coś ci się kurwa nie podoba lalusiu? -Przeniósł wzrok z Tiny na Patricka. Max nienawidził takich typków, którzy myśleli, że piękną buzią załatwią wszystko. -Wyjdźmy na zewnątrz... Załatwimy to. -Sięgnął po kieliszek wódki i opróżnił go nie spuszczając chłopaka z oczu.
    -Dobra... -Sam podskoczył jak oparzony. Nie chciał wywołać tutaj bójki zwłaszcza jeśli chodziło o Val... dziewczyna nie była tego warta owszem chcieli by Max ją zaliczył i wykorzystał, ale nie by narobił sobie kłopotów przez nią. On najwyraźniej nie myślał. -Spokojnie panowie.

    OdpowiedzUsuń
  86. Ojciec Maxa był najlepszym prawnikiem jakiego znał cały kraj dlatego może Max czasem zachowywał się jak szaleniec ale wiedział, że ojciec wyciągnie go z każdego gówna. Miał znajomych inny prawników i sędziów oraz ławę przysięgłych. Był nietykalny.
    -A ty pierdolony ważniaku? -Max podszedł bliżej.
    -Max! -Wrzasnął J i teraz on wstał. Nie zamierzał pozwolić by jego przyjaciel zrobił coś głupie w imię dziewczyna za którą miał dostać mustanga. Mógł ją zaliczać na tylnej kapanie swojego wozu, ale nie nadstawiać za nią karku.
    Max jednak nie był głupi. Domyślił się, że Patrick jest był Tiny, którego najwyraźniej ona nie mogła zbyć. Zastawiła się Maxem, ale czy mógł ją za to winić? Była tylko bezbronną kobietą, która najwyraźniej zakończyła już związek z blondynem i nie chciała do tego wracać.
    Max złapał Tinę za ramię. Delikatnie by nie poczuła, że i on na nią naciska. Pociągnął ją w swoją stronę i objął ramieniem uśmiechając się w ten swój szyderczy sposób, którego ona nie mogła jeszcze poznać... Bowiem uśmiechał się tak zawsze wtedy kiedy wygrywał wyścig.
    -Zaraz ktoś zadzwoni na policję i się skończy... więc dajcie spokój. -J rzucił obojętnie mając nadzieję, że załagodzi sytuację. Dla niego cała ta akcja była niepotrzebna. Żeby zaliczyć ją nie musiał wcale stawać w jej obronie .Tylko, że Max wcale nie odgrywał swojej roli, którą narzuciła mu Tina by ją zaliczyć...
    -Spierdalaj blondasku. Uwierz mi jestem jedną z tych osób, których nie chcesz wkurwić.

    OdpowiedzUsuń
  87. Max oczywiście poczuł jak Tina zamienia się w dosłownie galaretkę. Poczuł też jej dłoń na swoich plecach i nie wiedząc czemu na prawdę zamierzał tym razem odpuścić temu dupkowi. Nagle jakby z wciśnięciem guzika przeszły mu nerwy. Tak samo jak wszelkie myśli o zemście i zakładzie.
    -Kurwa co to za typek? -Sam opadł na krzesło i odetchnął z ulgą gdy Patrick opuścił bar.
    -Jeszcze kolejka? -Spytał J jakby nic się nie stało i sięgnął po butelkę z wódką.
    -Dajcie mi chwilę. -Max spojrzał na swoich przyjaciół, a potem położył dłoń na plecach Tiny i odciągnął ją delikatnie na bok. -Wszystko ok? -Spytał troskliwie co kompletnie nie było w jego stylu. Kurwa Max ogarnij się ty nie troszczysz się o nikogo. -O której dziś kończysz? Wiem, że jesteś autem, ale zostanę do końca żeby mieć pewność, że ten pieprzony dupek tu nie wróci. -Spojrzał w jej oczy. -Nosz ale ważniaczek z niego! -Nagle wróci stary Max. -Przysięgam, że byłem gotowy dać mu w mordę!
    J spoglądał na nich krzywo. Coś mu się nie podobało. To miał być tylko czysty seks, a on stawał w jej obronie? Po co była cała ta akcja? Czyżby tak bardzo chciał wygrać ten zakład?

    OdpowiedzUsuń
  88. -Ma ją... -Wyszeptał J do Sama.
    Sam wpatrywał się w nich i jakoś tak dziwnie stwierdził, że owszem przepadła, ale ta dwójka wyglądała razem dobrze. Może nawet byt dobrze. A dawno nie widział Maxa w takiej relacji z żadną dziewczyną. jednak po chwili jakby ktoś oblał go kubłem zimnej wody. Powiedział sobie, do cholery to jest córka tego skurwiela.
    -Tak... ma ją. -Odparł sięgając po swój kieliszek.
    Max wpatrywał się w nią przez cały czas jak w obrazek. Zaznał w życiu wiele złego, widział jeszcze gorsze rzeczy, pomagał stanąć na nogi Kelly dlatego stanął w obronie Val. Może nie był idealny jak Kapitan Ameryka, ale tliło się w nim jakieś dobro o którym nawet sam nie wiedział.
    -Oni pójdą za godzinę bo z tym piwem to ich załatwiłaś. -Mrugnął do niej. -Ale ja poczekam. Dla pewności. Cholera co to za dupek? Byłaś z nim? Nie twierdzę, że to głupota bo sam byłem z laską, która dawała każdemu... Ale on do ciebie nie pasuje. -Zerknął na kumpli i dopiero teraz zdał sobie sprawę że ich obserwują. Pokazał im środkowego palca i wrócił do rozmowy z Tiną. -Pomogę ci z tym żarciem dla nich. Sam je więcej niż baba w ciąży. -Kiwnął na grubszego przyjaciela.

    OdpowiedzUsuń
  89. -Aaaaa... -Zaśmiał się. -A więc ten dupek chciał cię zamknąć w kuchni byś mu gotowała, prała i sprzątała. Co za idiota. -Pokręcił głową z niedowierzania ruszając za nią. -Wiesz co? -Spytał zbliżając się do niej na niebezpieczną odległość. -Jakoś ciebie widzę w garażu za kierownicą jak po raz kolejny wygrywasz. -Puścił do niej oczko. -To do ciebie pasuje.
    Stanął obok lady czekając aż kucharz przygotuje zamówienie dla jego kumpli. Widział jak popijają wódkę piwem i nie wróżył im dobrego zakończenia. Wyjął z kieszeni telefon.
    -Chyba wezwę im taksówkę. -Kiwnął na przyjaciół po czym wykręcił numer. Znał ich już tyle lat, że dobrze wiedział iż Sam zaraz odpadnie, a J też nie wyglądał na wyjątkowo trzeźwego. Tylko dlaczego on nie siedział z nimi mając wszystko w dupie? Tylko tego nie potrafił zrozumieć. -Kiedy im powiem, że zostaję zrobią mi scenę zazdrości więc nie zwracaj uwagi. -Oparł się łokciami o ladę kiedy kobieta po drugiej stornie odebrała telefon. -Witam chciałem zamówić taksówkę za pół godziny przy ulicy Green Hill.

    OdpowiedzUsuń
  90. Max również przyglądał się swoim przyjaciołom. Owszem przesadzili i to grubo bo kiedy on się awanturował, stawał w obronie Val i teraz nią rozmawiał oni cały czas pili.
    -A niech piją. Dam im te przekąski i powiem, że taksówka w drodze. -Odebrał od niej tacę i puścił jej oczko jak to miał w zwyczaju. Potem ruszył w ich stornę. Postawił zamówienie na stoliku.
    -A ty co bawisz się w kelnera? -Rzucił J mocno pijany.
    -Taaa taksówka po was przyjedzie.
    -A ty? -Spytał zaniepokojony Sam.
    -Ja? Wracam z Tiną.
    -Oooo no tak już ci popuści sparki co ?- J wyszczerzył zęby w uśmiechu.
    -Odwal się.
    -Zapomniałeś już po co się z nią spotykasz? -Spojrzał mu w oczy.
    -Nie... ale dziś nie o to chodzi. -Przewrócił oczami mając gdzieś jego zdanie. -Smacznego. -Posłał im krotko i po chwili usiadł przy barze gdzie pracowała Val. Uśmiechnął się do niej zwieszając swój wzrok na jej szotach. Cóż musiał przyznać, że pasowały jej. -J jak zwykle zazdrosny. Ale przejdzie mu.

    OdpowiedzUsuń
  91. Max usiadł na przeciwko niej, na podwyższonym krześle tuż obok lady i zerknął na moment na kumpli ,którzy wydali się już totalnie nieobecni. A mówiliśmy, że nie mieszamy.
    -Nimi się nie martw. Wsadzę ich w taksówkę, rano nie będą nic pamiętać. -Uśmiechnął się na wzmiankę o przyjacielach. -J i Sam znają się dłużej niż ja znam ich... Poznałem sama jakieś pięć lat temu. Długo przekonywał mnie ,że nadaję się do wyścigów... Dwa lata później poznał mnie z Jake'iem. Wiem, że wyglądają na świrów i idiotów, ale to dobre chłopaki. Wskoczyli by za mną w ogień choć nie zawsze się zgadzamy. Oddałbym za nich życie. I widziałem to. -Wskazał na nią palcem. -Jak rumieniłaś się przed J. Przyznaj. Tacy właśnie ci się podobają co?

    OdpowiedzUsuń
  92. -A żebyś wiedziała, że zazdrosny. -W gruncie rzeczy wszystkie bardziej leciały na J'a. Był jak model z pierwszej strony gazety o modzie. Dopiero kiedy dowiadywały się kto tutaj jest mistrzem kierownicy i ma więcej kasy zmieniały swoje upodobania. Oczywiście były też takie, które wolały złych chłopców z tatuażami, trampkach i z niecodzienną fryzurą. -Narobisz mi tylko nadziei, a jutro się wyprzesz, że jesteś moją dziewczyną.
    Skinął głową kiedy odeszła odprowadzając ją wzrokiem do klientów. Na chwilę spojrzał na stolik przy którym siedzieli jego kumple. Sam pokazał mu kciuka uniesionego do góry. J usiłował pisać coś na telefonie, ale był już zbyt pijany. Zawsze miał najsłabszą głowę z całej trójki.

    OdpowiedzUsuń
  93. Max zauważył, że Mandy koleżanka Tiny przygląda mu się co chwilę. Raz nawet był pewny, że puścił mu oczko, ale odwrócił szybko wzrok. Nie lubił dziewczyn, które same przejmowały rolę faceta i podrywały swój obiekt westchnień. Wolał te, które czekały na niego. No bo do cholery w końcu był facetem lubił podboje.
    Max zerknął jeszcze na swoich kumpli po czym pokiwał przecząco głową.
    -Nieee... Poradzę sobie. Sam chyba wyjdzie o własnych siłach. -Wstał z krzesła i ruszył w ich stronę. Nachylił się nad Samem i powiedział mu, że taksówka już czeka. Wziął J'a pod ramię i o mało nie przewrócili się na stolik obok, gdzie siedziała jakaś para. J zaniósł się histerycznym śmiechem, a Sam ich przepraszał. Max spojrzał na Tinę i postukał się palcem w czoło kiwając na J'a.
    W końcu udało mu się wyprowadzić go na zewnątrz gdzie czekał już kierowca taksówki. Jak zwykle jakiś arab co było częstym widokiem w stanach. Sam usiadł na przednim siedzeniu, a Max wpakował pijanego przyjaciela do tyłu.
    -A ty? -J otworzył oczy widząc jak Max przymyka drzwi. -Nie jedziesz z nami?
    -Muszę sobie zapracować na twojego mustanga. -Poklepał go po ramieniu.
    -Szykuje mu się bzykanko też byś został. -Rzucił Sam ziewając.
    -Bzykanko zawsze dobre. -Odparł arabski kierowca.
    Wszyscy wybuchnęli śmiechem. Max wrócił do baru siadając przy ladzie.
    -Jeśli taksówkarz nie zechce wysadzić lotnika po drodze to powinni dotrzeć bezpiecznie do domu.

    OdpowiedzUsuń
  94. -Zazwyczaj nie robią takiej wiochy, ale dobiłaś ich tym dzbanem piwa. -Zaśmiał się. -Jak już zaczną pić to nie wiedzą kiedy skończyć. Ich motto to "Czemu wypiliśmy tą butelkę wódki? Bo była. " Ale spokojnie Sam ogarnie to.
    Sam choć nie wyglądał na najbardziej odpowiedzialnego zwłaszcza w tych ciuchach rodem z teledysku Snoop Doga głoszący, że marichuana jest lecznicza to jednak taki był. To on ogarniał całą trójkę.
    -Ok nigdzie się nie wybieram. Będę czekać. -Obserwował jak znika na zapleczu. Co prawda wspominał kumplom, że musi się postarać o mustanga co zabrzmiało jednoznacznie, ale wiedział, że Tina nie jest taka i co by się dziś nie wydarzyło jeszcze, bo w końcu ciągle ich coś spotykało, to i tak wrócą do swoich łóżek.
    I choć po tym kolejnym bohaterskim czynie wiedział, że jego szanse na nowy wóz wzrosły to jakoś wale go to nie cieszyło tylko, że to wszystko zaszło już za daleko by się wycofać. No bo co by powiedzieli kumple? Mieli by go za mięczaka.

    OdpowiedzUsuń
  95. Max jakby nie patrzeć martwił się o swoich kumpli więc przedzwonił pod jej nieobecność do Sama by sprawić czy u nich wszystko w porządku. Sam odebrał dopiero za drugim razem tłumacząc się, że odgrzewał pizzę. Okazało się, że J wysiadł razem z Samem pod jego domem gdzie mieli bliżej i to tam dalej pili i jedli.
    -Jesteś popieprzeni wiecie? J ledwo trzymał się na nogach.
    -Ale whishey nie był w stanie odmówić. -Zarechotał Sam. -Miłego bzykania. Jutro widzę filmik z upojnej nocy.
    -Nara frajerze. -Odłączył się.
    Kiedy wyszła z zaplecza wstał i ruszył z nią w stronę wyjścia.
    -Umieram z głodu. -Wziął od niej połowę kanapki i od razu ugryzł. Była wyśmienita. -Mieszkasz z rodzicami? -Nie mógł przecież spytać czy zamierza dziś wrócić do swojego mieszkanka czy do rodziców bo to oznaczałoby, że śledził ją tamtej nocy kiedy to uratowała go przed policją.

    OdpowiedzUsuń
  96. -Fatalnym? -Udał oburzony ton i pokręcił przecząco głową. -No wiesz co? Nawet nie dajesz mi się wykazać. -Otworzył drzwi siadając na miejscu pasażera. Cholera znowu? Jak to możliwe że ciągle ona prowadziła?
    -Skoro wszystko robimy źle to odwiezienie mnie do domu nie jest w naszym stylu nie uważasz? -Zapiął pasy. Nigdy tego nie robił, ale nie chciał by poczuła się zbyt pewnie. -W takim razie proponuję jechać do ciebie na drinka. O nie... nic z tych rzeczy. -Udał ponownie obrażonego. -Nie zostanę na noc u ciebie. Nie ma mowy. To nie przystoi na pierwszej randce.
    Oczywiście czując się jakby był w swoim samochodzie załączył radio ustawiając na rockową stacje i nieco podgłaśniając. Dla niego w parze zawsze szła jazda samochodem i dobra muzyka.

    OdpowiedzUsuń
  97. -Źrebaku? -Zaśmiał sie na dźwięk tego słowa. -Dobrze wiesz, że brykam częściej niż ogier dlatego tak mnie nazywasz. -Szturchnął ją łokciem lekko w ramię. -No dobra Green Hills Street.
    Nie było innej opcji. Musiała wiedzieć, że Green Hills to była dzielnica najbardziej bogatych ludzi w mieście. Tu nie mieszkał byle kto, a najbiedniejszy dom był wart więcej niż pierwsza lepsza dzielnica domków rodzinnych... Jednak dla Maxa było to zupełnie normalne. Ulica jak ulica... dom jak dom... nawet jeśli był wart kilka milionów tak jak w jego przypadku.
    -Dobra w takim razie ja zapraszam ciebie na pyszny deser. A jak się skusisz naleję ci najlepszego wina w okolicy prosto z słonecznej Hiszpanii więc nie chcę słyszeć sprzeciwu. A no i nie bój się rodzice zjawiają się w domu tylko od święta. -Mrugnął do niej. -Będziemy sami... no prawie sami...

    OdpowiedzUsuń
  98. -No prawie sami. -Oparł się wygodnie o siedzenie i odsunął szybę lekko w dół by świeże powietrze mogła wpadać do środka samochodu. -Z wyjątkiem stajni mojej matki gdzie trzyma cztery konie w domu znajdziesz jeszcze dwa psy. -Zaczął wyliczać. -Labradora Riko i jakiegoś kundla, którego uratowała ze schroniska Fisa. Poza tym mamy papugę, która przeklina bo sam ją tego nauczyłem. -Poczuł się dumnie. -Za co oczywiście moja matka mnie nienawidzi. Jak widzisz ta kobieta ma pierdolca na punkcie zwierząt i przygarnia wszystko co się da... Poza tym kiedy była w moim wieku... Cóż była mistrzynią w ujeżdżeniu. Wygrywała złoto i była najlepsza. -Trochę posmutniał. W końcu matka zrezygnowała z kariery jeźdźca wtedy kiedy zaszła w ciąże. Może dlatego teraz uciekała w wir pracy? Na jazdę konną i zawody było już za późno, a w domu zawsze czuła że się marnuje.

    OdpowiedzUsuń
  99. -Ja wiem, że moja matka tęskni za dawnym życiem. No wiesz... kiedy przyjeżdża do domu pierwsze co biegnie do stajni i poświęca każdemu ze swoich wierzchowców tyle czasu ile potrzebuje. Wraca do domu dopiero wieczorem,robi sobie kolację, otwiera wino i znika w swojej sypialni. Ojca poznała w szpitalu jak miała praktyki. Ponoć od razu się w sobie zakochali... Szkoda tylko, że ich karierę zaburzyłem ja... ponoć nie chcieli mieć dzieci. -Machnął ręką. -Mniejsza z tym... Wysiadasz ze mną. Jeśli nie jesteś typem dziewczyny, którą skuszą zwierzęta to na pewno chętnie popatrzysz na samochody mojego ojca... zabytkowe. -Dodał uśmiechając się. Nie trudno było się domyślić, że to po nim odziedziczył swoje zamiłowanie. Z tym, że ojciec wolał zabytkowe wozy, a on szybkie.

    OdpowiedzUsuń
  100. -Tak skręć tutaj. -Wskazał palcem. -A potem na rondzie w lewo i prosto aż do mostu.
    Wiedział, że Tina nie zgodzi się od tak na wizytę w jego domu, ale dlaczego by nie próbować? Kto wie? Może mu się poszczęści i zdarzy się cud?
    -Daj spokój. -Przekręcił oczami. -Ja też śmierdzę piwem. Mam takie coś w domu jak prysznic. Nie jeden a dwa gdybyś jednak nie chciała kąpać się ze mną... No i mam mnóstwo pokoi w których możesz przenocować by przypilnować mnie rano bym poszedł na zajęcia... Wiesz ostatnio mam z tym problem.
    Unikał zajęć bo nie widział sensu w studiowaniu grafiki, ale przecież coś musiał skończyć, a nie mógł wiecznie zmieniać kierunków... w końcu rodzice się wściekną i nici z kasy na jego koncie.

    OdpowiedzUsuń
  101. -Oczywiście jeśli chcesz możemy uprawiać dziki seks, potem weźmiemy prysznic, pójdziemy spać a rano ci się oświadczę, żebyś nie czuła się podle. -Zaśmiał się głośno. Przy swoich kumplach nauczył się tego typu żartów i cóż... teraz nie uważał ich za coś złego.
    -Za mostem od razu w prawo i na samym końcu pod lasem jest mój dom.
    Dom ogromny jakby mieszkało w nim kilka rodzin. Dom w stylu nowoczesnym bo zaprojektowała go matka, a ona zawsze goniła za modą. Ich ziemia była ogromna sięgała nawet część lasu i mnóstwo pól. Coż mając cztery konie trzeba było je gdzieś wypuszczać. Posesja rodziców Maxa nadawała się do tego idealnie.
    -Matka sypia w mieszkaniu naszym bo tam ma bliżej do szpitala, a ojciec... wiecznie w podróży. Zajmuje się sprawami z wszystkich stanów.

    OdpowiedzUsuń
  102. J i Sam też mieszkali w willach lecz nie takich jak on. Po mimo tego nie zareagowali w taki sposób jak ona. Max wyobrażał sobie jak pan policjant mieszka z żoną i córką w przeciętnym domu z ogrodem na który nikt nie zwraca uwagi. Nawet na wakacje nie jeździli do takich miejsc w jakich mieszkał on.
    -Mam basen kryty i otwarty. No i jacuzzi. -Odparł jakby to było zupełnie normalne. Coś w stylu mam play station i xboxa. -Jeden basen jest na dachu można oglądać z niego gwiazdy. A drugi tam... -Wskazał na garaż. -Kryty, ale możesz wypłynąć nim na ogród.
    Wtedy zupełnie niespodziewanie w bramie wjazdowej stanął młody mężczyzna. Dość dobrze umięśniony z ogoloną głową ubrany w koszulę i spodnie z garnituru.
    -Nie spodziewałem się ciebie w towarzystwie damy. -Odparł uśmiechając się do Tiny. -Bardzo mi miło jestem Steve. Ochroniarz.
    -A tak... o nim też zapomniałem ci powiedzieć. Klepnął Steva w ramię i ruszył w stronę wejścia do domu. -Chodź basen czeka.

    OdpowiedzUsuń
  103. -Daj spokój strój kąpielowy do niczego nie będzie ci potrzebny. -Zachęcił ją gestem ręki by weszła dalej. -Psy są w części z ogrodem.
    W takiej willi nawet psy miały luksus. By nikt nie musiał ich wyprowadzać mieszkały w ogrodzie z możliwością wejścia do domu, ale tylko do takich pomieszczeń w których by nie przeszkadzały oraz pilnowały posesji od drugiej strony bo przecież Steve nie mógł być wszędzie na raz.
    Co prawda w dzień od czasu do czasu przychodziła tutaj sprzątaczka oraz ogrodnik, ale poza tym dom pozostawał zupełnie pusty. Aż za bardzo pusty jak dla Maxa.
    Zaprowadził ją wpierw do ogromnego salonu gdzie stał barek. Otworzył go i wyjął dwie szklanki.
    -Teraz decyzja twojego życia. -Postawił na stolik butelkę whiskey i coli. -Albo jedno albo oba na raz. -Uśmiechnął się wrzucając do szklanek kostki lodu. -A potem wybierzesz basen. Ten na górze, albo z wyjściem na ogród.
    Nie przechwalał się bo to wszystko było dla niego po prostu normalne. Baseny, samochody, ogrody wielkości centru handlowych. Wszystko to stanowiło część jego rodzinnego domu w którym się wychował.

    OdpowiedzUsuń
  104. Max nalał coli do dwóch szklanek po czym usiadł bardzo blisko niej i postawił napoje na stoliku obok. Obrócił się w jej stronę z uśmiechem na twarzy.
    -Wiem, że taka nie jesteś, ale to tylko kąpiel. -Poruszał brwiami. -Możesz pływać w bieliźnie, nago... w tych ciuchach, a gdybyś bała się, że jednak coś zobaczę zawsze możemy wejść do jacuzzi. Przez bąbelki nie będzie nic widać.
    Max jak zwykle nie widział problemu. Taki już był. Na wszystko miał rozwiązanie.
    -Wiem, że chcesz. -Zbliżył się jeszcze bardziej. -Tylko nie chcesz się wyluzować bo ciągle przejmujesz się wszystkim. Zabaw się choć raz. A kto wie może ci się spodoba?

    OdpowiedzUsuń
  105. -Świetny wybór. -Ucieszył się. -Trzeba przejść przez sypialnie ty diablico.
    Kiedy na niego wskoczyła nie ukrywał zaskoczenia. Lekko ugięły się pod nim nogi zaskoczenia, ale na szczęście nie wypił tyle co jego kumple i ruszył w trochę schodów.
    -No pięknie ważysz więcej niż wyglądasz. Niestety windy nie mamy. Podejrzewam, że ją zamontują kiedy ojciec przestanie chodzić o ile w ogóle zacznie wracać do domu.
    Schodów nie było dużo, ale kiedy wszedł na górę musiał odsapnąć.
    -Dobra schodź... -Oparł się o ścianę i ciężko oddychał, ale był zadowolony. -Kupa mięśni albo grubo kości... -Westchnął ruszając w stronę drzwi od sypialni. Owszem można było wejść jeszcze od drugiej strony, ale trzeba było przecież podsycić całą tą atmosferę. Otworzył podwójne drzwi, a ich oczom ukazała się niewielka sypialnia z łóżkiem na środku wyjściem na taras. W sypialni były też schody, które prowadziły na dach gdzie znajdował się niewielki basen.
    -Kochałaś się kiedyś na wodnym łóżku? -Wyszeptał jej do ucha, a potem obrócił się i ruszył w stronę schodów.

    OdpowiedzUsuń
  106. -Mogłabyś to zrobić, ale tylko wtedy gdybyś nie chciała bym cię dotykał. -Zaczął wchodzić na górę. To było kilka stopni.Otworzył drzwi, a do środka wkradło się świeże powietrze. -Ale tobie by się spodobało. -Obrócił do niej wychodząc na zewnątrz.
    Wszystko wyglądało jak z filmu. Basen na środku dachu, podświetlany i podgrzewany tak, że nawet w zimę można było się tutaj kąpać. A obok stało jacuzzi, stolik z leżakami i ogromną parasolką. Dopiero teraz Max zdał sobie sprawę jak dawno tutaj nie był. Kiedy miało się taki luksus na co dzień przestawało się w końcu z niego korzystać.
    -Zawsze chciałem to do ciebie powiedzieć. Rozbieraj się. -Poczekał aż wyszła na zewnątrz po czym zamknął drzwi. Jeszcze by brakowało, żeby Steve się do nich przyłączył... owszem był ochroniarzem, ale też przyjacielem rodziny i czasem za dużo sobie pozwalał jak na gust Maxa.

    OdpowiedzUsuń
  107. Max zdjął swoją kurtkę i rzucił ją na ziemię. To samo zrobił ze swoją koszulką.
    -Jasne... ty sobie patrz. Mi nie należy się nic. -Udawał obrażonego rozpinając pasek od spodni jednocześnie ściągając buty. Nie wiedział czemu, ale pomyślał wtedy, że gdyby widział go Sam i J to pewnie przeżywali by całe to zajście jak kibice na jakimś meczu czekając na finał... Sam nie wierzył jak to możliwe, że taka dziewczyna jak ona jest tu z nim. No bo przecież gdyby nie ten zakład nigdy nawet by na nią nie spojrzał. Była zbyt grzeczna i ułożona. Nie taka w typie Maxa. Ale im dłużej ją poznawał dochodził do wniosku, że bardzo się mylił co do niej.
    W końcu został w samych bokserkach. Nie zastanawiając się wskoczył do wody zanurzając się cały. Wypłynął na powierzchnię obracając tyłem do dziewczyny. -No pospiesz się bo sam się tu zanudzę. -Zachęcił ją i zastanawiał się czy bielizny też się pozbędzie.

    OdpowiedzUsuń
  108. Kiedy usłyszał plusk wody obrócił się w jej stronę. Musiał przyznać, że nie spodziewał się tego po niej, że w ogóle tutaj przyjedzie, a co dopiero się rozbierze i będzie z nim pływać w basenie.
    -Cudo techniki. Podgrzewany basen tak by woda zawsze miała stałą temperaturę. -Podpłynął do niej bliżej. -No proszę teraz to ty mnie zaskoczyłaś. Już się bałem, że zakochałem się w sztywnej dziewczynie, która nie ma poczucia humoru.
    Sztywna z pewnością nie była tylko jakaś taka zamknięta na świat, albo tylko na niego. Obwiniał tym wszystkim jej ojca. Wyobrażał sobie jak wracał z pracy i zamiast zostawiać swój "strój" policjanta w pracy zakładał go również w domu. Zaczął zastanawiać się kto miał gorsze dzieciństwo. Nie mógł przecież wiedzieć, że ojciec Tiny był dla niej dobry. Zaszufladkował go jako złego glinę i tak miało juz zostać.

    OdpowiedzUsuń
  109. -Zdziwię cię, ale nie wiele dziewczyn widziało mój dom.
    Nigdy nie lubił zapraszać nikogo do siebie z wyjątkiem swoich kumpli.Dziewczyny owszem mdlały na widok takiego domu, samochodów i już wyobrażały obie ilość cyferek na koncie. To było przekleństwo bogaczy... Kiedy zależało im na znalezieniu prawdziwej i bezwarunkowej miłości. Kiedy pragnęli by ktoś pokochał ich za to jacy są, wszyscy w koło wiązali się z nimi tylko dla pieniędzy. Max zdążył się o tym przekonać dwa razy. Trzeciego razu obiecał sobie, że nie będzie.
    -Już się tak nie drocz ze mną. -Teraz on ochlapał ją wodą. -Wcale nie skończyłaś ze mną. Ty dopiero zaczynasz...

    OdpowiedzUsuń
  110. -Jasne, że umiem. -Po chwili położył się na wodzie widząc czyste niebo nad nimi. Dziś była wyjątkowo piękna noc. Było widać wszystkie gwiazdy na niebie, księżyc był w pełni, było dość ciepło i nie wiał wiatr, który w tych okolicach lubił dokuczać. On mógł tak leżeć w nieskończoność. Czuł się wtedy tak jakby był winnym świecie, jakby nic w koło już nie istniało, a on mógł się wyciszyć.
    -Tak pewnie te grube kości ciągną cię w dół. Podpłynął do niej blisko. -Dobra to bardzo proste. Pomogę ci. Połóż się na plecach i rozluźnij. -Zdał sobie sprawę, że pewnie wszyscy to mówią. A przecież choć było to proste polecenie nie było to łatwe do zrobienia. -Po prostu nie myśl, że leżysz na wodzie. Pomyśl o czymś przyjemnym. Na przykład o mnie.

    OdpowiedzUsuń
  111. -Zapomniałaś, że jestem bohaterem? -Uśmiechnął się do niej i kiedy położyła się na plecach podpłyną jeszcze bliżej. Położył swoje dłonie na jej plecy by podtrzymać ją na wodzie. -Rany... Jaka ty jesteś spięta nic dziwnego, że idziesz na dno niczym Titanic. -Spojrzał na nią rozbawiony. -Oddychaj bo zaraz się udusisz i będę miał martwą dziewczynę w basenie. Matka mi nie uwierzy, że to twoja wina.
    Chociaż znając jego matkę zanim by pojawiła się w domu to dziewczyna zaczęłaby się już rozkładać. O ile w ogóle zajrzała by do basenu bo wpadała tu tylko przespać się, zgarnąć nowe ciuchy i zatroszczyć się o swoje konie.
    -Wyobraź sobie kosmos... Że jesteś w jakimś statku kosmicznym gdzie nie ma grawitacji... unosisz sie w powietrzu zupełnie swobodnie jakbyś była piórkiem.

    OdpowiedzUsuń
  112. Max nie był typem faceta, który od razu pokazywał co mu w duszy gra. Podchodził do wszystkiego z dystansem i nie ufał ludziom. Tylko nieliczni wiedzieli jaki jest na prawdę. Na co dzień zakładał strój niegrzecznego chłopaka z którym lepiej było nie zadzierać bo tak było wygodnie, ale miał też inne cechy... Cechy o których ona zaczynała się dowiadywać, a przecież nie tak miało być. To tylko zakład Max. Pamiętaj.
    -Ale wierszy nie piszę. To pedalskie. -Zaśmiał się i minimalnie wycofał ręce tak, że tylko od czasu do czasu ponownie ją dotykał by nie poczuła, że jest zależna jedynie od siebie samej. -Mniej więcej tak... ale tam nie jest tak mokro. Chociaż nie sypiam na wodnym łóżku. Wolę to które mam w swoim pokoju.

    OdpowiedzUsuń
  113. -Śpiewać też nie będę, ale grać potrafię i nie tylko na nerwach. -Zaśmiał się głośno.
    Potem spojrzał jej w oczy i poczuł się dziwnie kiedy stała tak blisko niego. Nie pamiętał kiedy ostatnio był tak blisko z dziewczyną. Ostatnio zajął się bardziej wyścigami i majsterkowaniem przy samochodzie. Nie miał przez to czasu prawie na nic. Kiedy pocałowała go w policzek wszystko jakby runęło. Cały ten mur jaki wokół się zawsze tworzył. Położył swoje dłonie na jej biodrach i przyciągnął lekko do ciebie wpatrując się w jej oczy.
    Mówili, że oczy są zwierciadłem duszy i jeśli to była prawda to Max zobaczył w nich zwyczajną dziewczynę, która chce być kochana i chce kochać. Dziewczynę, która nie miała nic wspólnego z wypadkiem w którym zginął Chris. Niestety zanim to zrozumie minie jeszcze sporo czasu...
    Patrzył tak na nią przez dłuższą chwilę, a potem zupełnie niespodziewanie powoli zbliżył swoje usta do jej ust.

    OdpowiedzUsuń
  114. Nawet jeśli dziś doszło by do czegoś to i tak nie wygrałby zakładu do końca. Owszem miał ją zaliczyć, ale również złamać serce, a do miłości potrzeba było czasu. Tylko, że teraz nie myślał o tym głupim zakładzie i swoich kumplach. Wpatrywał się w nią jak w obrazek i pragnął by ta chwila trwała w nieskończoność.
    Objął ją w talii jakby chciał mieć pewność, że się nie odsunie. Od tej pory wiedział, że wszystko się zmieni.
    -Widzisz? Teraz stoimy razem w tej rzece, która była między nami. -Pocałował ją namiętnie w usta.

    OdpowiedzUsuń
  115. Często zastanawiał się jak to będzie tak po prostu bez uczucia zbliżyć się do niej i udawać, że jest zakochany. Tera kiedy stali tak w basenie i całowali się namiętnie musiał przyznać, że nie będzie miał problemów z robieniem tego typu rzeczy.
    Jego dłonie błądziły po jej plecach, przycisnął ją mocniej do siebie kiedy objęła go nogami. Miał wrażenie, że trwało to wieczność. A kiedy odsunęła się żałował, że to koniec.
    -Nie chciałem dostać po mordzie. -Podpłynął do niej zmuszając do tego by lekko się cofnęła, a ca plecami miała ścianę basenu. Przysunął się do niej i pocałował ją w szyję w taki sam sposób jak całował ją tam w barze. A potem wyszeptał jej do ucha. -Może chcesz wypróbować łóżko wodne?

    OdpowiedzUsuń
  116. Był pewien, że ją ma... Że za chwilę położą się w łóżku i zakład będzie w połowie wygrany, ale tak się nie stało. Nie z nią. Nie była taka jak inne dziewczyny. Nie rozkładała nóg przed byle kim i od byle pocałunku.
    Podpłynął do niej zagradzając jej wyjście z basenu. Musiał interweniować by nie zepsuć tego co udało mu się osiągnąć.
    -Przepraszam. -Spojrzał w jej oczy. -Poniosło mnie. My faceci zawsze sobie za dużo wyobrażamy. -Uśmiechnął się. -Ale... Zostań ze mną dziś. -Pod wodą wziął ją za dłoń i uniósł do góry splatając jej palce ze swoimi. -Nie chcę cię na raz. Chcę cię na zawsze.
    Czy ja naprawdę jestem taki potworem zdolnym do takich kłamstw? W głowie pojawił mu się obraz Chrisa, który z sekundy na sekundę stawał się coraz bledszy. Max klęczał ściskając go mocno. Chris trzymał głowę na jego kolanach. Trzymał go za przedramię.
    Mówiło się, że Max był odważny, ale przy Chrisie był przeciętnym tchórzem. To Chris nauczył go ryzykować i walczyć o swoje. Ale wtedy tej nocy kiedy leżał w jego objęciach nie był już bohaterem w swoim Porsche, który nie wahał się przed dodaniem gazu. Trząsł się, a w oczach miał łzy.
    -Max... ja nie chcę umierać.
    -Nie umrzesz. -Podciągnął go wyżej. -Sam! Sam kurwa! Zrób coś!
    Sam stał wpatrując się w całą to scenerię. J klęczał obok nich. Policjant wzywał karetkę.
    -Max... zimno mi... boję się. -Po jego policzku popłynęła łza.
    -Już dobrze... już dobrze nic ci nie jest to tylko draśniecie. -Zerknął na powiększającą się kałużę krwi... Już wiedział.
    -Kelly... ona zostanie sama... nie poradzi sobie...
    -Chris kurwa ogarnij się! Nie umrzesz! Nie umrzesz! Nie ty!
    Dłoń Chrisa, którą ściskał przedramię Maxa opadła bezwładnie na chondnik.
    -Nie umrzesz! -Powtarzał jeszcze długo po tym jak Chris odszedł.
    Tak jestem takim potworem. Pomyślał nie spuszczając wzroku z Tiny.

    OdpowiedzUsuń
  117. Zaskoczyła go jej reakcja. Nie spodziewał się, że aż tak zmienia się jego spojrzenie wyraz twarzy kiedy wspomina tamto okropne zdarzenie. Ale co miał jej powiedzieć? Słuchaj twój ojciec zabił mojego najlepszego przyjaciela? Dlatego postanowiliśmy z chłopakami zemścić się na tobie?
    Wtedy wydawało mu się to niedorzeczne i nawet przez chwilę nie pomyślałby, że kiedyś właśnie tak jej powie... i wcale nie będzie z tego dumny jak do tego pory. Chociaż musiał przyznać, że czasami naprawdę zapominał o tym zakładzie i czuł się jakby to co miedzy nimi się rodziło było prawdziwe.
    -Ja... Nic mi nie jest może to wszystko przez to... że... mam za sobą dwa nieudane związki w które mocno sie zaangażowałem i nie chcę znow cierpieć. -Skłamał bo przecież wcale nie był zaangażowany.

    OdpowiedzUsuń
  118. Max dobrze wiedział, a przynajmniej mu się wydawało, że wie co z tego wyniknie. Kiedy już dowie się, że była zwykłym sposobem na zemstę dla jej ojca usiądzie w kącie zapłakana, zraniona, poleci do ojca i wszystko mu opowie, a on z kolei... Cóż będzie świętował nowy samochód i zemstę.
    Może i tak miało być lecz nie w tym świecie i nie mógł przewidzieć, że podejmując te a nie inną decyzję przepadnie na zawsze.
    -Wiem... to tylko głupie słowa. Nigdy nie możesz przewidzieć co się wydarzy, ale też chcę spróbować. -Objął ją w talii wpatrując się w jej oczy. Musiał przyznać, że był świetnym kłamcą. Mało komu nie drgnęłaby nawet powieka...

    OdpowiedzUsuń
  119. Nie musiała mu powtarzać dwa razy. Podpłynął pod wejście, wyszedł na zewnątrz i podszedł pod dwa leżaki, które stały obok stolika z parasolką. Wziął dwa ręczniki i jeden z nich podał Tinie. Ruszając w stronę drzwi, otworzył je przepuszczając ją, a potem znaleźli się oboje w sypialni.
    -Jesteś głodna? Może masz ochotę na drinka? Albo piwo? -Podszedł do tarasu by przymknąć drzwi ponieważ w pomieszczeniu było dość chłodno. Zostawił tylko uchylone okno. Wyjrzał przez nie widząc w oddali stajnię, ogród oraz biegnące w stronę domu psy. Dla nich też była już pora by położyć się spać.

    OdpowiedzUsuń
  120. Kiedy ktoś wychował się w takich warunkach basen, jacuzzi czy ogród z przydomowa stają to było coś normalnego. Tak samo jak normalne było to, że jeździło się na wakacje gdzie tylko chciało. W przypadku Maxa zawsze były to jakieś obozy dla bogatych dzieciaków, których rodzice nie mieli czasu na urlop albo nawet nie chcie mieć czasu. Ważniejsza była dla nich praca.
    -Łazienka jest tutaj. -Otworzył jedne z drzwi prowadzące do luksusowej, wykafelkowanej łazienki z wanną na środku pomieszczenia. -W takim razie ja skoczę sobie po drinka. Na pewno nie chcesz? -Spytał oglądając się jeszcze na nią.
    Dom był ogromny i każdy obcy mógłby się tutaj pogubić. Miał dwa piętra, trzy sypialnie, dwa gabinety, pokój do zabaw i gier, salon, biblioteczkę, siłownię, kuchnie i jadalnię wychodzącą na ogromny taras z widokiem na wypasające się wierzchowce pani Turner.

    OdpowiedzUsuń
  121. Max udał się do gabinetu ojca gdzie w barku zawsze trzymał najlepsze alkohole z całego świata. Zrobił sobie drinka i zszedł do kuchni. Musiał nakarmić psy bo Steve nie zawsze o tym pamiętał. Do tego uznał, że nawet jeśli dziewczyna nie jest głodna przyda się coś do przegryzienia. W lodówce było nie wiele bo nie gotowali tylko jadali na mieście. Ale w ostatni weekend wpadła do niego babcia i zostawiła mu jagodowy placek, którego nawet nie miał czasu zjeść. Chwycił więc w jedną dłoń placek, w drugą drinka, nogą zamknął lodówkę i ruszył na górę.
    Natchnął się na Tinę, która wyglądła lekko zagubiona. Zaśmiał się na jej widok.
    -Czyżbyś potrzebowała nawigacji? -Podał jej placek. -Spróbuj. Babcia lubi piec różne ciasta, ale zazwyczaj wszystko ląduje w koszu bo nikt tego nie je...

    OdpowiedzUsuń
  122. [Wybacz, że dopiero teraz ale miałam ostatnio ciężkie dni w pracy:/]

    Max kiedy był dzieckiem często zamykał drzwi od swojego pokoju, przesuwał biurko pod nie blokują wejście i chował się pod łóżkiem z latarką i swoim ulubioną zabawką. Czerwoną małą podobizną ferrari. Modlił się by złe potwory odeszły, rodzice wrócili.
    Aż pewnego dnia dorósł i wszystko stało się inne. Ktoś mądry kiedyś powiedział mu by uczynił swoje demony przyjaciółmi, a strach by dodawał mu siły. Tak też zrobił.
    -Ja i gotowanie? -Wybuchnął śmiechem. -Jedyne co możesz spodziewać się po mnie, że zrobię ci do jedzenia to frytki. Kucharz ze mnie marny...
    No bo jak miał się nauczyć? Zawsze gotowała babcia i przynosiła mu obiady, albo zamawiał pizzę. Matka owszem potrafiła świetnie gotować i robiła to tylko raz w roku. Jeden jedyny raz kiedy udawali przykładną i kochającą rodzinę... W święta bożego narodzenia...
    -Po co chcesz coś zakładać? -Poruszał śmiesznie brwiami. -Ale jeśli nalegasz moja mama ma pełno rzeczy. Macie podobną figurę, a ona ma ciuchy w których nie była ani razu... ma tendencję do kupowania nawet tego czego nie potrzebuje, ale wiesz... wyglądało ładnie na manekinie.

    OdpowiedzUsuń
  123. Nie trudno było się domyślić, że dziewczyn coś do niego czuję i cały akt zemsty to tylko kwestia czasu. Owszem myślał o tym, ale nie tylko to zaprzątało mu głowę. Myślał również o tym, że dziewczyna po mimo wielu przeciwności jakie mu przeszkadzały jak zbytnia sztywność jest atrakcyjna.
    Chociaż puściła jego rękę, on złapał ją w talii prowadząc z powrotem na górę. Uciszył go fakt, że wolała pozostać w samym szlafroku. Dla niego był to pewien rodzaj znaku... znaku, ktorego nie chciała bezpośrednio pokazać.
    -Nie przepraszaj. Chodź położymy się na tym wodnym łóżku i puścimy jakiś film. -Wyszeptał jej do ucha.

    OdpowiedzUsuń
  124. Sypialnia nie należała do jego rodziców tylko do gości. Kiedy jeszcze Max był dzieckiem wpadali tutaj znajomi rodziców z pracy, albo ciotka z wujkiem. Łóżko owszem stało w innej sypialni, ale kiedy ojciec przerobił ją na gabinet szkoda było mu wyrzucić jedyne wodne łóżko.
    -Nie znoszę komedii. -Kucnął pod ogromną plamą, gdzie w szafce znajdowało się mnóstwo płyt z filmami, które za nastolatka kolekcjonował. Jakoś trzeba było zabić nudne w samotne wieczory. -Co tu mamy... -Zaczął przeglądać płyty. -Marvel... Władca pierścieni, Sierociniec, Opętana... O Szybcy wściekli. -Uniósł płytę nad swoją głową. -Gdyby czasem mało nam było wyścigów.
    Musiał przyznać, że przez przerwę jaka była konieczna w wyścigach brakowało mu tego cholernie. Był już ustawiony z jakimś gówniarzem, który twierdził, że go pokona jak i wszystkich innych, ale czekali na jakieś informacje od Sama. Zawsze tak było. Po prostu organizatorzy wybierali spontanicznie miejsce wyścigu by nikt nie mógł powiadomić wcześniej policji. Max miał nadzieję, że nie będzie to dzisiaj, bo w końcu i jedno i drugie było ważne. Zakład i wyścig.

    OdpowiedzUsuń
  125. -Ok no to Sierociniec. -Wyjął płytę pudełka i wsunął ją do odtwarzacza. Na ogromnym ekranie wiszącej na ścianie plazmy pojawiły się napisy. Chwycił za pilot, zmienił coś w ustawieniach by lepiej było słychać dźwięk i zajął miejsce obok nie. -Nie... możesz zjeść wszystko nie mam ochoty na ciasto.
    Max jakoś nie przepadał za słodyczami. Wszystkie dzieci aż śliniły się na widok ciasteczek, batonów czy innych słodyczy. On nigdy nie widział w czym ten cały fenomen słodkością.
    -Widzę, że ci smakuje. Co tydzień babcia przynosi jakieś wypieki. Teraz będzie miał kto je jeść. -Przysunął się bliżej niej. Film właśnie się zaczynał.

    OdpowiedzUsuń
  126. -Oczywiście, że zaproszenie oparł się o poduszkę wpatrując w ekran. Kiedy usłyszał swoje imię spojrzał na nią.
    Skoro sama już zdobywała się do tego by go całować to już ją miał, a chłopaki biły by właśnie brawa gdyby tylko to widzieli. No właśnie miał przecież nagrać cały akt... Jeśli zatem na dojść do czegoś dzisiaj musi im to uwiecznić na nagraniu. Na szczęście w plazmie była kamerka internetowa. Wszystko układało się w końcu po jego myśli.
    Obrócił się na bok, jedną rękę położył na jej talii oczywiście wpatrując się przy tym w jej oczy, a potem odwzajemnił jej pocałunek nieco bardziej namiętnie.

    OdpowiedzUsuń
  127. Był rozczarowany bo miał pewność, że dziewczyna jednak pójdzie na całość. Niestety była inna niż większośc kobiet w tym wieku i by posunąć się do czegoś więcej niż tylko pocałunków będzie potrzeba na to więcej czasu. Dla Maxa było to nawet lepiej bo w końcu miał jej złamać serce, a nie tylko przelecieć.
    -No tak film lepszy ode mnie. -Udał obrażonego opierając się o poduszkę. Wziął jej dłoń w swoją i zaczął delikatnie się nią bawić. Czemu to zrobił? Nie wiedział, ale trochę go to zaskoczyło. Może jej bliskość wcale nie była taka zła? A raczej na pewno nie była. Cieszył się, że dziś nie jest sam. Cieszył się, że w końcu ktoś tu jest.
    Ostatnim razem do swojego domu wpuścił jakaś czarnowłosą laleczkę, która przegieła z solarium. Nie pamiętał wiele bo był pijany, a rano nawet nie znał jej imienia. Ją to nie bardzo obchodziło. Zmyła się ku jego szczęściu od razu.

    OdpowiedzUsuń
  128. Max znał dwa typy dziewczyn. Te które od razu wskakiwały do łóżka i znikały rano choć z takimi osobiście miał tylko dwa razy styczność, a raz nawet nie pamiętał co robili. Może nic? Może byli tak pijani, że tylko usnęli? Drugi typ jaki przyszło mu poznać to te, które wskakują do łóżka od razu, ale nie wychodzą rano. To były jego dwie byłe o których wolał zapomnieć.
    Z kolei Tina... ona była zupełnie inna. Nie goniła za typowym stereotypem. Była sobą i... i zrobiło mu się jej żal. W tej chwili kiedy tak leżeli. Kiedy zrozumiał, że nie jest złą dziewczyną. Wręcz przeciwnie jest świetną partią na partnerkę. Zaraz potem skarcił się w myślach, że po pierwsze jest córką tego policjanta, a po drugie on nie chce się z nikim wiązać. Bo po co? I w ogóle nie z nią.
    -No pięknie... Duch wygrywa ze mną... Twój samochód wygrywa ze mną... Ty wygrywasz ze mną... Choć to ostatnie wcale mi nie przeszkadza. Jakim jeszcze cudem zostałem twoim facetem?

    OdpowiedzUsuń
  129. To akurat była prawda nie chciał się wiązać. A przynajmniej nie tak na prawdę. Jeśli się kogoś poznaje to zaczyna ci na nim zależeć. W końcu z zauroczenia przechodzisz w stan zakochania, a kiedy kochasz... stajesz się słaby. Miłość zmiękcza wszystkich. Miłość sprawia, że człowiek ślepnie.
    A na samym końcu jest tylko cierpienie, rozczarowanie i płacz.
    Dlatego nigdy się nie angażował.
    -No nie wyszły... Zdradziły mnie. -Skłamał. Nie zdradziły go. Marzyły jak im się oświadcza, jak jak biorą ślub jak kupują dom, jak rodzi się im dziecko. Co prawda nie były to porządne dziewczyny bo szybko szły do łóżka, dużo imprezowały i nie były zbyt inteligentne, ale on jakoś nigdy nie brał ich na poważnie. Może przez to jakie były? Zwykłe blachary. Choć te zwykłe blachar... kochały go.
    -Ale wiesz... przychodzi taki moment, kiedy kogoś poznasz i już wiesz... -Spojrzał na nią. -Że przepadłeś.

    OdpowiedzUsuń
  130. Mówiła mądrze i musiał się z nią zgodzić. Chociaż miłość była na prawdę dziwna. Nikt nigdy nie mógł przewidzieć kiedy go dopadnie i kiedy się skończy. Czy to już odpowiedni czas by się zakochać czy nie?
    -Wiesz... wydaje mi się, że ta prawdziwa miłość to nie jest przejście obok kogoś, spojrzenie mu w oczy jak to w filmach... Prawdziwa miłość przychodzi z czasem... po tym kiedy znasz już tę drugą osobę, kiedy po mimo jej wad dalej ją kochasz i kiedy razem wiele przeszliście, ale wciąż się trzymacie we dwoje... Tak mi się wydaje, że to właśnie prawdziwa miłość.
    Nie można było określić ile potrzeba czasu by naprawdę pokochać. Bo przecież w obecnych czasach małżeństwa z dwudziestoletnim stażem rozwodzą się, a młode pary, które wzięły ślub po trzech miesiącach znajomości trwać będą wiecznie... Na miłość nie ma reguły.

    OdpowiedzUsuń
  131. [Przeskoczę już do następnego dnia]

    Max jakoś długo nie mógł zasnąć. Nie wiedział czy to było spowodowane tym, że myślał o całym tym zakładzie i o tym, że chciał by już to się skończyło. Chciał ją zaliczyć, rzucić i dokonać zemsty by dłużej tego nie ciągnąć. Bo jakby nie patrzeć im bardziej ją poznawał tym bardziej wydawała mu się inna i lepsza niż wszystkie kobiety jakie do tej pory poznał.
    Obejrzał film do końca pogrążony jednak w swoich myślach. Potem wyłączył wszystko i zasnął.

    Obudził się wczas rano. Tina jeszcze spała więc postanowił jej nie budzić. Zszedł na dół. Wstawił wodę na kawę. Oparł się o blat zastanawiając co z śniadaniem. Lodówka była prawie pusta więc może zabierze ją do jakieś kawiarni?
    Wtedy zadzwonił do niego telefon. To był Sam.
    -I jak? I jak?
    -Nijak.
    -Nie zaliczyłeś?
    -Nie. To nie będzie takie proste.
    -Kurwa... Nawet drugiej bazy?
    -Sam... Zamknij się.
    -Ustawiłem ci wyścig.
    -Kiedy?
    -Dziś wieczorem.

    OdpowiedzUsuń
  132. Max zauważył wchodzącą do kuchni Tinę. Trochę się przestraszył, że mogła wszystko podsłuchiwać, ale za chwile zdał sobie sprawę, że przecież jedyne co słyszala to jego odpowiedzi.
    -O której?
    -Dwudziesta druga. Za galerią Fame.
    -Ok będę tam. Muszę kończyć. Do zobaczenia. -Odłożył telefon na blat kuchenny i uśmiechnął się do dziewczyny. -Kiepski ze mnie kucharz jak wiesz więc może wybierzemy się gdzieś na śniadanie? -Obrócił się by wstawić wodę. -Napijesz się kawy?
    Czuł się nieco rozkojarzony. Zawsze każdy wyścig budził w nim dreszczyk emocji. Tim bo tak miał na imię ten ważniak dość szybko wybił się na szczyt. Miał kasę i dobrego mechanika. Nie tak dobrego jak J, ale pokonał innych i nie bał się ścigać z Maxem. Max nie jednokrotnie obserwował tego ważniaka w akcji. Spychał samochody na pobocze, od razu próbował zyskać przewagę, a przecież nie o to chodziło.
    -Dziś mam wyścig. Przyjdziesz popatrzeć? -Spytał nie wiedząc czemu.

    [Na randkę jak już jest z Maxem xD? Ale napisz coś więcej bo nie wiem o co chodzi... Ogólnie teraz ma się ścigać z jakimś ważniakiem. Miałam też pomysł co do tego Trevora taki, że.... T jest strasznie popieprzony i wiele osób zginęło przez niego bo np. grzebie coś w ich samochodach czy stosuje jakieś dziwne metody by pozbyć się przeciwnika. No i Max mógłby w końcu się ścigać z nim... Tina mogła by go prosić, żeby tego nie robił bo np. i tu zależy czy to będzie po tym jak się dowie wszystkiego czy przed bo... albo zakochana bedzie się martwic o niego, albo właśnie wtedy pójdzie na randkę po tym jak się dowie wszystkiego i pozna T... i bedzie chciała uratować Maxa. Oczywiście plan mam taki że albo on wygra, albo w jakiś okropny sposób dojdzie do wypadku i zginie... rzekomo bo wróci :D Ale się rozpisałam xD]

    OdpowiedzUsuń
  133. Max wyjął z szafki dwa kubki, wsypał do nich kawę, a potem zalał wrzącą wodą. Na stoliku postawił cukier i kartonik z mlekiem. Sam wolał pić tylko czarną, ale nie wiedział przecież co lubi Tina.
    Usiadł przy stoliku i przysunął swój kubek. Od razu czuł się lepiej wiedząc, że jeszcze dziś będzie się ścigać. Zawsze kiedy dowiadywał się o ustawionym wyścigu wszystko jakoś nabierało większego sensu. Czuł się zupełnie tak jak czuje się ktoś zakochany.
    -Chcę. -Uśmiechnął się do niej. -Chyba, że boisz się fanek... Ale... myślę, że poradzisz sobie z nimi. -Mrugnął do niej. -Jesteś twarda. Dobra to gdzie jedziemy na śniadanie? Potem mamy francuski.
    Nawet zachciało mu się iść do uczelni co również go zdziwiło. Może warto było skończyć tą grafikę? Zostało nie wiele. Nie musiał zbyt dużo się uczyć bo i tak wszystko wiedział.
    -A jak twój samochód? Pomyślałem, że mogę ci przy nim pomóc. We dwójkę zawsze szybciej.

    [Aaaa ok niech zatem byli na tej randce :D Ja to widzę tak. Teraz na wyścigu spotkają Trevora. Dojdzie do jakiejś tam sprzeczki bo Max i T się nienawidzą. Na wyścig ustawią się, ale np... odwołają go bo znów policja zacznie węszyć, albo jakiś kierowca zginął i też odwołają wszystko. Tina będzie próbowała wybić mu to z głowy... Za jakiś czas wiadomo okaże się, że Max ją wykorzystywał. Wtedy to dojdzie do wiadomo kłótni ble ble ble .... :D I myślałam, że może Max ustawi się na ten wyścig. Ona się dowie o tym. Czy mu bedzie zyczyć źle czy będzie próbowała dalej mu to wybić z głowy to już zależy od ciebie. Podczas wyścigu T mógłby np. poluzować Maxowi hamulce [oczywiście wcześniej ] i M się rozbije. Mogłoby być tak, że wkroczy wtedy FBI czy jakieś inne siły specjalne hahah wszyscy będą pewni, że M nie żyje. Nawet Tina. Ale... że Trevor zostanie złapany i go robi to M będzie się ukrywać/ albo jego będą przetrzymyć najpierw w szpitalu nim dojdzie do siebie, a potem na komisariacie, żeby zaczął sypać... nie wiem dopracuje się. Wtedy po latach np. mogliby się ponownie spotkać z Tiną. Na przykład podczas wyścigu Trevora z... no właśnie jakimś kierowcą nowym, który okaże się Maxem, a ona go pozna po stylu jazdy i dorwie po wyścigu zarzuci, że zgapił od niej zamaskowanego kierowcexD Miałybyśmy już plan na dalszy etap wątku :D

    OdpowiedzUsuń
  134. -Jasne ja płatki? -Zaśmiał się i zaczął pić kawę. Wtedy do kuchni wszedł Steve. Jak zawsze uśmiechnięty, jak zawsze rześko wyglądający i od wczesnego rana na nogach. Przywitał się z nimi po czym zupełnie jakby tu mieszkał od zawsze otworzył sobie szafkę, wyjał kubek z imieniem Steve i zrobił dla siebie kawę.
    -Jak tam gołąbeczki? -Usiadł na przeciwko Tiny, a obok Maxa. -Dzisiaj przyjeżdża twoja matka. Ponoć prosiła byś był wieczorem w domu. Chce pogadać o jakimś chłopaku, którego przywieźli do jej szpitala z wypadku.
    Max spojrzał na Tinę, ale nie powiedział nic na ten temat.
    -Nie będzie mnie.
    -Maaaax dawno jej nie widziałeś.
    -Nie mogę mam plany. -Wstał od stołu jakby ten temat go drażnił. Lubił Steva ale nie lubił kiedy nakłaniał go do kontaktu z rodzicami. -Jedziemy coś zjeść. Idę się ubrać. -Włożył kubek do zmywaki i wyszedł nieco poddenerwowany. Udał się do łazienki. Tam odkręcił wodę i oparł się o umywalkę spoglądając w swoje odbicie. Jak on nienawidził rodziców, tego domu i swojego życia. Dlaczego nie mógł ścigać sie wiecznie? Dlaczego nie mógł ciągle spotykać się z kumplami i żyć beztrosko?

    [Albo chociaż rok czy dwa. Wiesz taki powrót z zaświatów, zemsta na T i próba odzyskania Val no bo w końcu on też coś do niej poczuje:D Ale jeszcze zanim to nastąpi może spotkać ich parę przygód. Może nawiedzona laska z którą spędził noc zjawi się z dzieciakiem w wozku twierdząc, że to jego oczywiście to nie będzie jego, ale trochę dramy będzie hahah :D albo jakaś akcja z byłym Tiny.]

    OdpowiedzUsuń
  135. Wiadomo, że przeciętny człowiek marzył o takim bogactwie jak Max. Każdy chciał żyć w luksusie i nie wiedzieć jak to jest żyć od wypłaty od wypłaty. Max jednak nie lubił swojego życia. Coś mu w nim przeszkadzało i nie do końca wiedział co czy zniszczone dzieciństwo czy samotność czy po prostu zbyt dużo pieniędzy. W końcu znane osobistości też popełniały samobójstwa a nic im nie brakowało. Max też taki był choć nie zamierzał powiesić się czy zaćpać, ale ...zginąć w wyścigu.
    Usłyszał ją. Ciężko westchnął, zakręcił kran i otworzył drzwi od łazienki.
    -No wejdź. -Wyszeptał opierając się o umywalkę. Spojrzał w jej oczy i zmusił się do sztucznego uśmiechu. -Ona wie, że go uratowałem. Znów będzie mi truć o studiach na chirurga. Twierdzi, że mam przyszłość przed sobą, ale przepieprzam swoje życie dla kumpli i głupich pasji... Dobrze wiem, że byłem niechcianym dzieckiem, że miała przed sobą karierę jeździecką a ja wszystko zepsułem. A teraz ona na siłę próbuje robić ze mnie urodzonego geniusza. -Sam nie wiedział czemu jej to powiedział. Może dlatego, że ufał jej? Pomimo tego zakładu na prawdę uważał, że była dobrą dziewczyną, której mógł powiedzieć wszystko.
    Do diabła dziś z tym zakładem. Pomyślał chcąc po prostu spędzić ten dzień miło bez martwienia się o swoją przyszłość, o zdanie rodziców czy inne nic nie wart głupoty.

    [Ale z kim w to narzeczeństwo :D ok zróbmy i to i to :D potem wyścig z T i wielka śmierćxD]

    OdpowiedzUsuń
  136. Max nie chciał się spotykać z matką. Nie w dzień swojego wyścigu. Zawsze doprowadzała go do złości, a kiedy się ścigał musiał myśleć racjonalnie. Objął ją w pasie i pokręcił przecząco głową.
    -Nie. Nie spotkam się z nią dziś. Chcę... Pojedźmy po prostu na to śniadanie, potem na uczelnię, a później może obejrzymy twój samochód? I tak przed wyścigiem muszę podjechać do J'a więc może będzie miał jakieś części dla ciebie. Co ty na to? J ma tam rupieciarnie powinnaś coś znaleźć dla siebie. No i nie musisz płacić. -Uśmiechnął się do niej rozpogadzając. Zawsze tak było gdy mówił o samochodach. -No to znaczy jemu nie. Mi tak, ale w naturze. -Poruszał brwiami i zaśmiał się. -Tylko nie odgrywaj kobiety silnej i niezależnej jak twój super przystojny facet chce ci pomóc.
    Twój super przystojny facet... zabrzmiało w jego głowie. Wtedy chyba po raz pierwszy pomyślał co gdyby ten związek nie był udawany z jego strony? Co gdyby to wszystko było prawdą? Miałby w końcu kogoś... Miał by dziewczynę do której mógłby wracać po ciężkim dni. Miałby kogoś kto zawsze by się o niego martwił i tęsknił. Kogoś kto by go kochał.
    Co ja wyprawiam? Po co nam ten zakład? Po co to wszytko? Chrisowi życia nie zwrócę. A ona... ona nie jest zła. Będę musiał porozmawiać z Samem i J'em.

    [Oooooo genialne:D takie dramaty lubię:D]

    OdpowiedzUsuń
  137. -W spodniach zaraz obok czegoś o wiele fajniejszego. Możesz tam zajrzeć jeśli chcesz zobaczyć. -Przyciągnął ją lekko do siebie. Odwzajemnił pocałunek bo kiedy to robili czuł się dobrze. Zupełnie tak jakby właśnie to wszystko nie było udawane. -Dobra ogarnij się ja też i jedziemy. Nie możemy spóźnić się na francuski chociaż gdybyśmy weszli do sali trzymając się za ręce i krzyknęli przepraszamy zaspaliśmy pewnie stary Hills dostałby zawału.
    Kiedy został sam wziął szybki prysznic. Potem udał się do swojego pokoju, gdzie z ogromnej szafy wybrał koszulkę z nadrukiem jednego ze swoich ulubionych zespołów, dżinsy i trampki. Do ręki wziął jak zwykle skórzaną kurtkę bo dziś nie zapowiadał się słoneczny dzień. Zerknął jeszcze w lustro by poprawić fryzurę i poszedł do sypialni z wodnym łóżkiem. Zapukał do drzwi.
    -Gotowa?

    [Bardzo dobry plan :D Przez jakiś czas mogę poprowadzić nowego narzeczonego, albo jakiś wątek z Samem czy J'em kiedy umrze niby Max. Na pogrzebie czy coś :D]

    OdpowiedzUsuń
  138. -Ładnie wyglądasz. -Powiedział nie dlatego, że musiał lecz naprawdę tak sądził. -Na razie możemy jechać jednym samochodem. Po zajęciach wrócimy do mnie i pojedziemy na dwa auta do twojego garażu. Bo J na pewno będzie chciał coś podkręcić w moim wozie.
    Kiedy wyszli przed dom zatrzymał się przed samochodami. Stało tam jego nowe ferrari i jej samochód na co dzień. Challenger zajmował specjalne miejsce w garażu do którego nie zaglądał nawet ojciec....Z resztą ojciec ostatnio w domu był na święta więc nawet gdyby Max miał żonę i zrobił sobie dzieciaka to spokojnie mógłby ukrywać ich w domu i rodzice nie mieliby nawet o tym pojęcia.

    [Myślę, że mogli by jej to zaproponować no bo Max w końcu im powie, że ją kocha nie? Na przykład przed wyścigiem z T:D Myślałam, że J będzie taki trochę nieugięty i nadal anty do niej, ale Sam będzie starał się jej wytłumaczyć wszystko. Zaproponuje jej, że może ustawiać ją na wyścigi. Pokłóci się z J'em. Będzie taki bardziej za nią. Dopiero J zmięknie jak dowie się, że Max żyje. ]

    OdpowiedzUsuń
  139. Max spojrzał to na ferrari to na nią i zaśmiał się szczerze. Sięgnął do kieszeni swojej kurtki i wyciągnął kluczki. Wysunął dłoń trzymając je w jej stronę, a potem kiedy chciała je pochwycić wycofał do tyłu rękę. Zrobił kilka kroków wstecz i uśmiechnął się grożąc jej palcem od drugiej ręki.
    -Nie... nie.. nie... nie tak prędko moja droga. Przekonaj mnie. -Jak to Max lubił czuć się panem sytuacji. Pomachał jej jeszcze kluczykami. -Pokazanie cycków załatwi sprawę. Chyba, że jesteś kreatywniejsza. -Nacisnął guzik i drzwi od kierowcy ferrari zaczęły otwierać się po woli do góry. W środku można było dostrzec skórzane wnętrze w barwach czerwieni i czerni.

    [Plan jest genialny :D ]

    OdpowiedzUsuń
  140. -No wiesz co? -Westchnął zrezygnowany. -Steve? Na prawdę? Lubisz łysych? Nie uwierzę w to po za tym jest za stary dla ciebie. -Ruszył w jej stronę. Zatrzymał się przed samochodem i zastawił swoim ciałem drzwi uniemożliwiając jej otwarcie ich.
    -Trochę kreatywności dziewczyno. -Złapał ją w biodrach. -Jakiś pocałunek? Albo Obietnica. No pomyśl, że... -Kiwnął na ferrari. Ponownie nacisnął jeden z guzików i niespodziewanie dach z ferrari zaczął się składać. -Cabrio to chyba jeszcze nie jechałaś co? -Wyszeptał jej do ucha. I tak zamierzał dać jej ten kluczyk, niech dziewczyna się cieszy, ale nie mógł tak po prostu tego zrobić. Swoje przedstawienie musiał odegrać. Taki już był.
    -Nie wymagam dzikiej nocy na moim łóżku wodnym. Challengera nawet za to bym ci nie pozwolił prowadzić.

    OdpowiedzUsuń
  141. Max nie przejmował się czy zobaczy coś Steve czy może dzieciaki od sąsiadów akurat będą wychodziły do szkoły, albo jakaś starsza babcia właśnie będzie wracała ze spaceru ze swoim psem. Jego nigdy nie obchodziło cudze zdanie. Nie musiała go zachęcać by włożył swoje dłonie pod jej bluzkę, które oczywiście powędrowały od razu na jej biust. Oddawał pocałunki z taką samą namiętnością co ona. A kiedy zrobiła mu malinkę bo niewątpliwie zostanie po tym ślad złapał ją w talii przyciągnął do siebie i szybkim ruchem zrobił to samo zostawiając maleńki ślad na jej szyi. Potem wysunął otwartą dłoń z kluczykami.
    -To mi się podobało. -Uśmiechnął się. -Muszę częściej kupować samochody.

    OdpowiedzUsuń
  142. Maxowi nie przeszkadzało, że Tina prowadziła. Póki oczywiście nie był to Challenger. Ale lubił siedzieć obok i patrzeć jak prowadzi jego samochody, a przy tym ma ten dziwny błysk w oku, który świadczy o jej fascynacji. Innym facetom przeszkadzało, kiedy kobieta górowała w samochodzie. Max zawsze uważał, że taka dziewczyna jak Tina to powód do dumy.
    Zamiast siadać obok w mini wolała ruszyć z piskiem opon.
    Max wiedział, że ma malinkę i to mu odpowiadało. Kiedy kumple to zobaczą będzie oznaczać tylko jedno... Ma ją w garści. Tylko, że teraz on nie chciał tego... nie chciał zakładu bo uznał, że ona nie jest taka jak jej ojciec...
    Muszę z nimi pogadać.
    -No a co? Teraz wiedzą, że nie jesteś wolna. A to. -Wskazał na swoją malinkę i uśmiechnął się. -To świadczy o tym, że jestem twój.

    OdpowiedzUsuń
  143. Max załączył radio i rozsiadł się wygodnie w samochodzie. Lubił Ferrari, ale tego typu samochód miał każdy bogaty dzieciak. Kiedy zaczynał się ścigać połowa jeździła czerwonymi samochodami tej marki. Challenger od razu go urzekł. Był inny i jedyny w swoim rodzaju. Wyglądał jak nieco starszy samochód, ale nie był wcale gorszy czy wolniejszy. Wręcz przeciwnie. Nie zamierzał zamieniać go na nic innego.
    -Wjedź na autostradę i zjedź drugim zjazdem tam jest fajna restauracja. No i potem będzie blisko na zajęcia.
    Chodź tak na prawdę Max nie mógł doczekać się wieczora i wyścigu. Miał tylko nadzieję, że wszystko pójdzie po jego myśli i nikt go nie odwoła. Gliny ostatnio lubił zajmować się nielegalnymi wyścigami zamiast morderstwami czy gwałtami.

    OdpowiedzUsuń
  144. -Dystansu? -Spojrzał na nią dziwnie. Musiał przyznać, że nie przeszkadzało mu jej towarzystwo w ogóle, ale zdał sobie sprawę, że może ona ma coś do załatwienia, albo chce pobyć sama. -Jeśli potrzebujesz chwili dla siebie to jasne... Mogę pojechać sam do J'a.
    Nawet mogłoby wyjść mu to na dobre bo miałby chwilę by pogadać z nimi o zakładzie. Teraz patrzył na to nieco inaczej. Ona nie była zła i uznał, że nie powinna płacić za błędy swojego ojca. Chociaż kiedy tylko przypominał sobie widok umierającego przyjaciela czuł jakby był w stanie zrobić jej najgorszą rzecz pod słońcem. Sam już gubił się w tym wszystkim. Musiał z nimi pogadać. Miał nadzieję, że znajdą inny sposób na zemstę. Musiał przecież jakiś być?
    Nie wiedział jeszcze, że Sam i J szybko wybiją mu to z głowy. Oni nie znali Tiny, za to doskonale pamiętali co zrobił im jej ojciec. Nie zamierzali tego zostawić od tak póki stary nie zapłaci za swoje grzechy. On był nietykalny bo był policjantem. Ona z kolei... Sam i J mieli swój plan o którym na razie nie wspominali Maxowi. Chcieli zdobyć filmik z ich upojnej nocy i opublikować na jakiejś stronce dla amatorskich aktorek porno.
    To miała być prawdziwa zemsta.
    [Myślę, że można by to przeskoczyć już na ten wyścig jak spotykają się wszyscy w umówionym miejscu. Np. jakiś parking za centrum handlowym]

    OdpowiedzUsuń
  145. [Wybacz moja praca wyjątkowo mi nie służy... :/]

    Kiedy Max pojechał do swoich kumpli wszedł tam z postanowieniem, że zakończą tą głupią zabawę w uwiedzenie Tiny i zaliczenie jej. Po wyścigu wyjaśnił by jej, że to jednak nie to czego szuka i problem z głowy. Ale Sam i J nie odpuścili tak łatwo.
    -Dlaczego? Dlaczego Max nie chcesz tego robić? -Spytał Sam.
    -Bo... Jaki sens w robieniu tego jej skoro to ojciec jest winny?
    -Czy ty przypadkiem jej nie polubiłeś? -J podniósł głowę znad maski Challengera i oparł się o samochód. -Nie pamiętasz już co zrobił Chrisowi? Nie pamiętasz już jak cierpiała Kelly? Patrząc na jej dziecko nie widzisz w nim Chrisa? Wychowuje się bez ojca. Ma tylko nas. Jej ojciec i ona muszą za to zapłacić.
    Max nic nie odpowiedział. Wiedział, że J ma rację. Musieli ponieść karę.
    -Nie dość, że laska zrobi ci dobrze to jeszcze się zemścić. W czym problem kurwa?
    -W niczym... Nie wiem... Wydało mi się, że... Nie ważne.
    I tak skończyła się rozmowa na temat Tiny.

    Tłum ludzi zebrał się pod centrum handlowym Fire and Ice. Rywal Max stał już na pasie startowym. Opierał się o swój wóz i palił nerwowo papierosa. Obok stała jego śliczna siostra, prawie naga, z cyckami wielkości arbuzów, która nie miała zbyt dobrej opinii wśród zgromadzonych bowiem co drugi mężczyzna stąd spędził z nią noc. Rozmawiali o czymś zawzięcie. Dziewczyna obróciła się słysząc warczenie silnika czarnego Challengera.
    Max wjechał powoli pośród tłumu,który zaczął się rozstępować. Nie trudno było mu zlokalizować Tinę. Jej białe włosy mógł dostrzec nawet z drugiego końca ulicy. Zatrzymał się tuż obok niej i opuścił przyciemnianą szybę. Z tyłu wysiadł Sam i J.
    -Tęskniłaś? -Poruszał brwiami i dodał gazu, a silnik ponownie zaryczał.
    Nie trać głowy dla niej. Nie warto. To tylko córeczka tego skurwysyna. Myśl o Kelly. Myśl o jej synku, który musi wychowywać się bez ojca.

    OdpowiedzUsuń
  146. -Moim rywalem? Skarbie on nawet w połowie nie robiłby ci tak dobrze jak ja. -Mrugnął do niej po czym wybuchnął śmiechem.
    Sam i J spojrzeli na nich. J z lekkim uśmiechem. Wiedział, że dziewczyna już przepadła i niebawem dokona się zemsta. To go cieszyło bardziej niż Sama. Sam z kolei przyglądał się swojemu przyjacielowi i Tinie i nie czuł już ochoty zemsty. Patrzył na nich z przekrzywioną głową i musiał przyznać, że Max nigdy nie zachowywał się tak przy żadnej dziewczynie. Dla niej był taki... zwyczajny. Był sobą. Przy innych dziewczynach nie otwierał się aż tak. Zastanawiał się tylko czy to przez zakład czy Max zaczyna coś do niej czuć i dlatego chciał zrezygnować...
    -Nie inaczej. -Uśmiechnął się do niej. -Szkoda by było takiego pięknego wozu. No dobra. -Zawarczał ponownie silnikiem. -Dawaj buziaka żeby twoje rywalki dostały nerwicy macicy i spadam. -Opuścił szybę do końca i lekko się wychylił.

    OdpowiedzUsuń
  147. Wszyscy ich obserwowali. Nie tylko Sam i J. Również dziewczyny, które miały ochotę przespać się z Maxem, ale on dawał im kosza za każdym razem. Uśmiechnął się do niej nie zwracając uwagi na resztę.
    -Trzymam cię za słowo. Po wyścigu będę głodny i chętnie napiję się zimnego piwa. Obyś miała takie w lodówce. -Zasunął szybę ruszając na pas startowy, gdzie jego rywal właśnie żegnał się z blondynką w bikini. O ile w ogóle to było bikini.
    J spojrzał na Tinę krzywo. Samo patrzenie na nią przyprawiało go o odrazę. Sam z kolei bacznie ją obserwował. Sam zawsze był tym najmilszym z całej trójki. Tym któremu każdy chciał się zwierzać i który był godny zaufania. To jemu pierwszemu mówiło się o wstydliwych problemach.
    -Jak tam Tina? -Sam spytał podchodząc do niej. Musiał przekonać się na własnej skórze jaka jest ta dziewczyna. Coś w zachowaniu Maxa nie grało i musiało mieć to związek z nią.
    Max zatrzymał się na pasie startowym. Siostra jego rywala stanęła na przeciwko ich samochodów. Wygięła ręce do tyłu by rozpiąć swój różowy stanik. Max dodał lekko gazu. Po chwili to samo zrobił jego rywal. Tłum zapiszczał.
    -Bogaty dzieciak z super wozem i jego siostra dziwka. -Burknął pod nosem. -Nie mogę uwierzyć, że ciągnęła J'owi na imprezie...
    Blondynka odpięła stanik. Zdjęła go unosząc do góry. Po czym upuściła. Nim bielizna opadła na ziemię dwa samochody minęły ją z ogromną prędkością. Zaczęło się.
    Max zacisnął dłonie na kierownicy czując adrenalinę jaka towarzyszyła mu zawsze podczas wyścigu.

    OdpowiedzUsuń
  148. -Och daj spokój. -Machnął ręką. -Chciałaś być miła, a my idioci jak zwykle przesadziliśmy. Taką już mamy naturę.
    J spojrzał na Sama i Tinę krzywo. Zastanawiał się co jego kumpel wyprawia. Po co w ogóle z nią rozmawia. To Max miał zabiegać o jej względy, a nie oni. Poza tym Sam najwidoczniej ułatwiał mu zadanie bo chciał zobaczyć jak Max wsiada za kółko jego wozu. Zaczynało go to denerwować.
    -Ale dziś i ty możesz się wyluzować. -Sięgnął do skrzynki, która stała obok nich. Na wyścigach alkohol był dostępny dla każdego dzięki organizatorom. -Piwko? -Uśmiechnął się podając jej butelkę piwa. -Organizujemy dziś u mnie w domu imprezę gdybyście chcieli wpaść z Maxem.
    -Wyścig cię nie interesuje? -J wtrącił niespodziewanie.
    Max tak jak przewidział, bogaty chłopak będzie ostry już na samym starcie. Wyprzedził go i cieszył się jak głupi zyskując przewagę. Po pierwszym zakręcie znów szli łeb w łeb. Aż do momentu, kiedy na ich torze pojawił się tunel. Tunel do którego mógł wjechać tylko jeden samochód jednocześnie.
    Młody chłopak przyspieszył. Max zrobił to samo. Oboje pędzili z zawrotną szybkością prosto w stronę tunelu. Problem był taki, że tylko jeden mógł do niego wjechać. Na obecną chwilę znajdowali się oboje w niedogodnej pozycji. Jeden z nich musiał ustąpić drugiemu. Ale ani Max, ani bogaty chłopak nie zamierzał odpuścić co oznaczało, że rozbiją się oboje...

    OdpowiedzUsuń
  149. -Na pewno będzie chciał. -Odezwał się J. Znał przyjaciela i dobrze wiedział, że nie odmówi im imprezy. To było oczywiste.
    Tunel zbliżał się coraz bardziej. Max wcisnął gaz do oporu.
    No dawaj. Dawaj. Zacisnął dłonie na kierownicy. Wiem, że stać cię na więcej.
    Zaczął lekko wyprzedzać samochód rywala. Miał przewagę o całą przednią maskę. Wtedy młody chłopak, który miał na imię Rick był już na tyle zdesperowany, że szybkim manewrem uderzył w samochód Maxa. Potem wszystko działo się bardzo szybko. Rick wyprzedził Maxa, a Challenger obrócił się o trzysta sześćdziesiąt stopni pod wpływem uderzenia i zatrzymał przodem do tunelu. Rick zwolnił, odsunął szybę i pokazał mu środkowy palec.
    -Ty pierdolony skurwysynie. -Max wcisnął gaz ruszając z piskiem opon, aż zadymiło się w koło. -Trzeba było nie zwalniać jebana cioto. Twoje bmw przyspiesza znacznie wolniej niż mój Challenger.
    Nagle sytuacja znacznie się zmieniła. Znów jechali na równo z odsuniętymi szybami.
    -I tak wygram. -Rick spojrzał na Maxa.
    -Chyba żartujesz. -Zepchnął jego samochód w bok.
    Rick musiał hamować by nie rozbić się o ścianę. Max wysunął rękę zza szyby i pokazał mu środkowy palec wjeżdżając do tunelu. Chwilę później dotarł na metę gdzie tłum szalał. Z wyjątkiem blondynki, która dopiero teraz była łaskawa założyć swój biustonosz.

    OdpowiedzUsuń
  150. [Co teraz? :D mam poprowadzić Trevora czy jak? ]

    OdpowiedzUsuń
  151. Sam i J już czekali na niego na mecie. Klaskali i wiwatowali razem z resztą. Max wysiadł z samochodu. Rick wręczył mu nagrodę. Były gratulacje, uściski dłoni, uśmiechy dziewczyn i skinienia głową mężczyzn. I nagle Max uświadomił sobie, że nie na to czekał przez cały wyścig. Czekał na Tinę, która powinna stać tutaj na mecie...

    Trevor był starszy od Maxa o kilka lat. Zazwyczaj obserwował wyścigi z daleka by szukać słabych punktów swoich rywali. Na Maxa znaleźć cokolwiek było ciężko gdyż był nieprzewidywalny, ale i na takiego był sposób... Wystarczyło pogrzebać w jego samochodzie.
    Jednak nie tym Trevor teraz zaprzątał sobie głowę. Rozpoznał ją... jej jasne włosy zawsze się wyróżniały. Nie spodziewał się, że będzie chodziła na wyścigi po ich randce, a tu proszę...
    Ruszył w jej stronę dopalając papierosa z wkładką jak zwykł mawiać. Oczywiście chodziło o marihuanę. Miał on ciemne włosy, ulizane i zaczesane do tyłu oraz kilkudniowy zarost. Ubierał się zawsze w białe koszulki i dżinsy.
    -Proszę... proszę... -Stanął za jej plecami. -Kogo ja tutaj widzę. Moja śliczna Tina na wyścigach? Kogo kochanie przyszłaś dopingować? Tylko proszę nie mów mi, że tego dupka Maxa.

    OdpowiedzUsuń
  152. -Ja zawsze biorę dziewczyny od tyłu. -Zaśmiał się głupkowato. Chociaż Max był typem złego chłopaka na którego leciały wszystkie dziewczyny te grzeczne i te nie to Trevor był prawdziwym typem kobieciarza. Co noc inna. Nie wchodził w długie wiązki. Był częstym gościem w Puszystym Słoneczku co oczywiście nie było restauracją...
    Trevor był typowym facetem, którego każda porządna kobieta pragnęła unikać. Miał na swoim koncie wiele złamanych serc, jak i zgaszonych dusz... dusz swoich przeciwników, którzy zginęli rzekomo z przypadku. Problem w tym, że przypadku nigdy nie było.
    -Zaraziłem cię wyścigami dobitnie, co? -Zbliżył się do niej. -Przyszłaś sama? Mam w samochodzie świetne whiskey. Chodź napijemy się. -Zachęcił ją gestem reki.

    OdpowiedzUsuń
  153. Max chociaż miał mnóstwo chętnych, którzy chcieli mu złożyć gratulacje ulotnił się szybko zostawiając ich z J'em, i wciskając szybką gadkę o tym, że to tylko dzięki niemu ponieważ to on zrobił z jego samochodu cud techniki.
    Widział ją już z daleka i skrzywił się widząc z kim rozmawia. Nienawidził Trevora od pierwszego spotkania. Nigdy nie miał okazji zmierzyć się z nim podczas wyścigu. Mówiono, że mądrzy kierowcy unikali wyścigów z Trevorem. Idioci i samobójcy próbowali się nim ścigać i albo jeśli mieli dużo szczęścia ich wozy lądowały na złomowisku, albo gorzej... oni sami w szpitalu. Jeden chłopak nawet zginął.
    Ale Max nie pragnął niczego bardziej jak ścigać się ze swoim wrogiem.
    -Gdzie to się podziałaś? -Spytał podchodząc do niej i mierząc Trevora wzrokiem. -Ten kretyn ci się narzuca?
    -Zważaj na słowa Maksiu.
    -Zamknij mordę. Na torze nie będziesz taki cwany.
    -Już niebawem Max... już niebawem znajdę sposób byśmy się zmierzyli. -Obecnie Trevor nie ścigał się. Po ostatnim wyścigu gdzie przewieziono kierowcę do szpitala gdzie zmarł musi się ukrywać przez jakiś czas. Ale pierwszy wyścig po powrocie zamierzał zorganizować z Maxem.

    OdpowiedzUsuń
  154. [Błagam o wybaczenie... Ostatnio źle się działo i nawet głowy nie miałam do bloga :C Jak nie chcesz już pisać to oczywiście zrozumiem. ]

    Max obrócił się jeszcze w stronę Trevora. Nic już nie mówili tylko mierzli się spojrzeniami dopóki nie zniknęli w tłumie. Na ich wyścig czekał każdy kto siedział w tym klimacie. Miało być to największe widowisko od dziesięciu lat kiedy to wtedy dwóch najlepszych kierowców zmierzyło się ze soba podczas wyścigu.
    -Skąd znasz tego pojeba? -Spytał spoglądając na Tinę. Nie sądził, że ona mogłaby obracać się pośród takich ludzi jak T. Z drugiej strony zastanawiał się czy wielki T ma pojęcie kim jest Tina? Na pewno zrzedłaby mu ta mina gdyby dowiedział się kim jest jej ojciec. Z resztą jak każdemu tutaj.
    -Przysięgam, ze skopię dupę tego kretynowi podczas wyścigu. Dowie się gdzie jest jego miejsce.

    OdpowiedzUsuń
  155. -Co? -Wrzasnął zdziwiony. -Na randce? Byłaś z tym dupkiem na randce? Rany... -Złapał się za głowę i zaśmiał. -Co to miało być? On... I jeszcze ten kretyn z baru. Dziewczyno faktycznie trafiałaś na złe partie. -Zaśmiał się przez chwilę czując jak złość mija.
    A potem spojrzał na nią zdziwiony. Nie rozumiał dlaczego Tina robi mu teraz wyrzuty. Sama się ścigała i musiała wiedzieć, że bez ryzyka nie ma zabawy. Nie wierzył w to, że ona nigdy nie zaryzykowała. Choćby wtedy gdy ścigała ich policja.
    -Daj spokój. Przecież wygram. Wiesz o tym. Poza tym co może się stać? Pilnuję samochodu, a on lubi w nich grzebać. Nie ma szans, żeby coś zrobił.
    To było oczywiste, że przed wyścigiem samochód zamknie w garażu z alarmem a J posprawdza wszystko przed wyjazdem w wyznaczone miejsce. Nie mógł przecież wiedzieć, że T zaplanuje dokonać pewnych poprawek w jego aucie dopiero na miejscu...
    T może był dupkiem, ale nie był głupi. Dobrze wiedział, że Max będzie ostrożny i będzie obserwować samochód. Musiał coś zrobić dopiero przed samym wyścigiem. Wystarczyło odwrócić ich uwagę....

    OdpowiedzUsuń
  156. -Oczywiście, że jestem dobrą partią. -Wyszczerzył zęby w uśmiechu.
    Nikt nie mógł go powstrzymać przed wzięciem udziału w wyścigu. Nie pomogą tu płacze, krzyki i prośby. Od lat marzył by zmierzyć się z T i wiedział, że któregoś dnia to się stanie. A ten dzień zbliżał się szybciej niż mogło mu się wydawać.
    -Ty? -Otworzył szeroko oczy i zaśmiał się. -Skopała byś mu dupę na samym starcie, kochanie. -Czy ja właśnie powiedziałem do niej kochanie? -Wygrałaś ze mną, a T jest o wiele gorszy niż ja. Jego technika jest beznadziejna. Stawia tylko na prędkość. -Zaczął wyliczać na palcach. -Za wcześnie zmienia biegi i chociaż tego nie widzi to jego samochód minimalnie zwalnia. A wygrywa tylko dlatego, że grzebie w autach przeciwników i to wie każdy. Mniejsza z tym... -Machnął ręką chcąc skończyć ten temat. -Wygrałem i trzeba to uczcić. -Wyjął telefon. -Idziemy na imprezę do garażu J czy jedziemy do klubu poszaleć? Sam na pewno zabierze się z nami i tak czy tak. Chyba, że masz ochotę uczcić to tylko we dwójkę. -Poruszał śmiesznie brwiami i złapał ją w talii przyciągając do siebie.

    OdpowiedzUsuń
  157. Max miał mieszane uczucia co do wyścigu. Z jednej strony chciał już brać w nim udział, a z drugiej chciał go przeciągać. Bo przecież jeśli już wygra to co wtedy? Z kim będzie się ścigał? Czy na jego miejsce przyjdzie kiedyś inny? Młodszy i to on zacznie zgarniać nagrody? Max nie chciał na razie o tym myśleć. Przecież to jedyne co miał... te wygrane, tor i samochód.
    Uśmiechnął się kiedy mu pogratulowała i odwzajemnił pocałunek. Z kolei jej pytanie mocno go zdziwiło. A więc jednak dziewczyna się zakochała. Jedno ze swoich zadań już wykonał. Jeszcze tylko zaciągnie ją do łóżka co za pewne nastąpi dzisiaj i koniec... Nie spotkają się już więcej, nikt nie będzie się o niego martwić na mecie i nikt go już nie przytuli. Wszystko wróci do normy zanim się poznali.
    Zrobiło mu się smutno.
    -Jasne, że tak. Posiedzimy trochę w garażu i spadamy do mnie.

    OdpowiedzUsuń
  158. Tina nie mogła wiedzieć, że Max już dawno wszystko im wygadał. Czy zrobił by to samo teraz? Sam nie był pewny. Polubił ją, ale z drugiej strony Sam i J mieli rację. To był jedyny sposób na zemstę. Skinął głową gdy odeszła na bok i przybił piątki z chłopakami, którzy wciąż przeżywali wyścig.
    -To było coś. -J poklepał go po ramieniu.- Utarłeś mu nosa.
    -Z całą pewnością. -Sam kiwnął głową. -Panienka jedzie z nami?
    -Tak, a potem do mnie.
    -Na nockę? -J mrugnął do niego. -Świetnie nagraj film i po sprawie. Załatwimy to szybko.
    -Mam nagrać jak ją rucham? -Max uniósł brwi do góry.
    -Taka była umowa.
    -Tak, ale nie pomyślałem wtedy, że na tym filmiku będę i ja. -Max oparł się o samochód J'a. -Dlatego nie będzie filmu. Jakieś zdjęcie kiedy będzie spała ci wystarczy.
    -Możesz jej wcale nie zaliczyć, a nam powiesz co innego. -J nie był przekonany co do tego. On potrzebował dowodów.
    -Jedno zdjęcie w trakcie i kończymy sprawę. -Max spojrzał na przyjaciela. J kiwnął głową. Podali sobie ręce jakby to była jakaś transakcja.

    OdpowiedzUsuń
  159. -Mojego Challengera? Nie ma mowy. Ferrari możesz prowadzić, ale nie jego. -Poklepał samochód po masce, jakby to było możliwe, że coś poczuje. Po czym szybko wskoczył na miejsce kierowcy. -Wsiadaj. Tu nie pomoże nic. -Uśmiechnął się do niej.
    -Widzimy się u mnie. -J machnął do nich ręką, a potem powiedział coś do Sama. Max dobrze wiedział na jaki temat. Ale Sam obrócił się i spojrzał Maxowi w oczy. Sam był tym łagodniejszym z całej trójki. Jeśli ktoś miałby odpuścić pierwszy to byłby to właśnie on.
    -Wpadniemy po drodze do sklepu. Kupimy jakiś alkohol. Samochód zostawię u J'a, a wrócimy taksówką. -Wyjaśnił Max zapinając pasy i odpalając silnik. I wtedy przypomniał sobie, że jeśli to ma stać się TEJ nocy to zapomniał się przygotować na tą chwilę. Miał jej tylko złamać serce, a nie robić dzieciaka. A tego przecież by nie chciał.

    OdpowiedzUsuń
  160. -Nie pić? -Spojrzał na nią. -No jak to? Musimy opić moje zwycięstwo.
    Miał nadzieję, że Sam i J zachowają się normalnie i nie dadzą niczego po sobie poznać. Chociaż wtedy cała ta zemsta straciłaby sens i mogliby dać sobie z tym spokój.
    Max już sam nie wiedział co robić. Nie wypadała mścić się na dziewczynie, ale z drugiej strony kochał Chrisa jak brata... Gdyby nie jej ojciec byłby tu razem z nimi. Czekał by na niego na mecie, Kelly byłaby szczęśliwa, a ich synek [cholera nie pamiętam czy mieli syna czy córkę hahaha ] miałby ojca.
    Na pytanie jakie my zadała od razu zerknął na nią kątem oka. Dlaczego kiedy coś kombinujesz to ta druga osoba zachowuje się tak jakby faktycznie coś przeczuwała? A może właśnie tak było? Czuło się, że coś się święci?
    -Nie wiem sam... Chyba zdrady. Nie chciałbym, żeby moją dziewczynę, którą kocham obracał jakiś typek. Tak. -Kiwnął głową. -Zdrady bym nie wybaczył. I gdyby ktoś skasował mój samochód. Zabiłbym dupka. -Dodał dla żartu. -A ty? Czego ty byś nie wybaczyła?

    OdpowiedzUsuń
  161. -Po co się z nim spotkałaś? -Max nie mógł tego zrozumieć. Człowieka, który zabiłby choćby w głupim wypadku kogokolwiek z jego rodziny prędzej by zamordował gołymi rękami niż wybaczył... Może wcale tak nienawidził rodziców? Owszem miał wiele do zarzucenia im, ale nie chciał by coś im się stało. -Mój... mój najlepszy przyjaciel, który był mi jak brat umarł na moich rękach. -Zacisnął dłonie na kierownicy. Przez twojego pierdolonego ojca. -Umarł bo jakiś dupek podjął niewłaściwą decyzję. -Musiał mówić tak by Tina nie skapnęła się o co może chodzić. Kto wie? Co jeśli ojciec mówił o tym w domu? Chyba, że był zimnym skurwysynem za jakiego miał go Max i totalnie go to obeszło. -I tak... życzę mu śmierci. -Dodał gazu. Zawsze kiedy był zły musiał to odreagować szybką jazdą. -I chcę by umierał tak samo jak Chris. Albo przynajmniej czuł to co czułem ja kiedy przestał oddychać. Albo żeby zobaczył jak żyje Kelly... Albo... kurwa. Nie ważne. Chcę by spotkała go kara.

    OdpowiedzUsuń
  162. Wszystko to co mówiła Tina mocno go zszokowało. On widział mordercę swojego przyjaciela tylko raz po tym wszystkim na rozprawie sądowej z której zresztą go wyprowadzili. Pamiętał ten dzień jakby to było wczoraj. Kiedy tylko na salę rozpraw wprowadzono ojca Tiny i ten stwierdził, że to był wypadek Max zaczął wrzeszczeć, dostał karę w postaci grzywny i wyprowadzono go z sali. Nie mógł zeznawać.
    Ale Max wiedział, że to nie był żaden wypadek. Był przekonany, że ten fiut strzelał z pełną premedytacją. Przecież Chris nawet nie zamierzał strzelać. Chciał ich nastraszyć...
    -Przykro mi z powodu twojego wujka, ale Chris nie zginął bo to był wypadek. Zginął bo ten człowiek tak chciał... On był najlepszym z naszej czwórki. Zawsze powtarzał przed wyścigiem, że jeśli ma umrzeć to w samochodzie. Nie stało się tak więc nie wiem... jeśli jest tam jakieś życie po śmierci i Chris patrzy teraz na nas to na pewno jest nieźle wkurwiony. Ale nie to było najgorsze... sama jego śmierć czy pogrzeb. Najgorsze było to jak musiałem stanąć przed Kelly i powiedzieć jej, że jej Chrisa już nie ma... że mały Tobby kiedy się urodzi nigdy nie pozna swojego ojca. -Głos Maxa zadrżał. Minęło tyle czasu a on wciąż cierpiał po stracie. -A mnie najbardziej bolało, że nikt nie poklepie mnie po ramieniu, kiedy stoję na starcie i nie powie mi "Skop mu dupę Max. " -Na chwilę wspomnienia wróciły. -To była zimna noc. -Zaczął opowiadać. Chciał by wiedziała co zrobił jej ojciec. -Byliśmy głupi i wplątaliśmy się w coś idiotycznego. Ale nie o tym chcę mówić. Kiedy wbił mu nóż. -Skłamał. Nie mógł ryzykować, że Tina nie skojarzy faktów. O śmierci Chrisa było głośno w mediach. -... i uciekł złapałem go w ramiona. Upadliśmy oboje na ziemię. Sam kucnął obok nas. J dzwonił na pogotowie. -Prawda była taka, że jeden z policjantów wezwał karetkę, a Sam i J stali z uniesionymi rękami bo drugi glina wciąż w nich celował. -Ścisnął mnie za ramię i spojrzał mi w oczy. Powiedział "Max... ja nie chcę umierać. Boję się." A ja go okłamałem. Powiedziałem mu, że to tylko draśnięcie, że wyliże się. Czułem jak krew leje się po mojej kurtce, po spodniach, cały byłe w jego krwi w jedną chwilę... A potem uścisk zelżał i jego ręka upadła na ziemię. To był koniec wszystkiego.

    OdpowiedzUsuń
  163. Wszystko co powiedziała uderzyło go niczym jadący z naprzeciwka tir. To była prawda. To, że ją skrzywdzi nie przywróci życia Chrisowi. To, że w jakiś sposób będzie cierpiała ona i jej ojciec nie sprawi, że Max, Sam i J przestaną cierpieć po utracie Chrisa. Max zamilknął. Czuł się podle. A przede wszystkim czuł się zagubiony. Obiecał to kumplom. Może w jakiś sposób oni zaznają spokoju? Bo na pewno nie on.
    Wtedy niespodziewanie zjechał na pobocze i zatrzymał się gwałtownie. Zaciskał ręce na kierownicy. Zakończ to. Powiedz jej teraz nim będzie za późno. To jest ten moment. Moment w którym wyznajesz jej jaki był plan. Zrób to nim zaczniesz żałować. Powtarzał do siebie.
    Zgasił silnik i oparł się o fotel.
    -Jestem beznadziejny. -Westchnął i zamknął na chwilę oczy. Chciał znaleźć się daleko stąd. -Jestem egoistą, dupkiem i kretynem. Co ty w ogóle we mnie widzisz? - Cholera przecież nie zabijamy nikogo. Chcemy tylko małej zemsty. Próbował się opanować by nie spieprzyć tego co zaczął. Spojrzał na Tinę. -Chris chciał tylko jednego. Żebyśmy wszyscy byli szczęśliwi. I spieprzyliśmy sprawę totalnie. Kelly płacze za nim nocami, ja jestem przesiąknięty złem, J zalicza panienki i łamie serca, a Sam... zamiast zacząć żyć czymkolwiek innym on żyje wyścigami.

    OdpowiedzUsuń
  164. Jej słowa totalnie go zaskoczyły. Nie dlatego, że nie spodziewał się takiej szczerości po niej lecz tylko z jednego powodu. Ktoś w końcu powiedział to do niego. Nie były to wyzwiska, złe komentarze czy krytyka pod jego adresem. Siedział tak przez chwilę i nic nie mówił. Sam już nie wiedział co robić.
    -Nie... Kelly nie chciałaby tego. -Odparł krótko nie chcąc dłużej drążyć tego tematu. Dobrze znał Kelly. Wiedział, że ona jedyne co pragnęła to szczęścia dla swojego syna i spokoju.
    A potem niespodziewanie odpiął pasy i pocałował ją ją namiętnie w usta. Nie zrobił tego bo tak miało być. Bo musiał się do niej zaleć. Zrobił to bo chciał. Naprawdę w tej chwili chciał ją pocałować.

    OdpowiedzUsuń
  165. Max zatrzymał się na szczęście na poboczu przy mało uczęszczanej drodze. Niedaleko było widać stację benzynową, ale nikogo w pobliżu nie było. Całował ją z coraz większą namiętnością. Jego dłonie również powędrowały pod bluzkę Tiny. Odruchowo pierwsze co sięgnął do tłu by odpiąć jej stanik. Zrobił to dość szybko. Zsunął jej jedno ramiączko i lekko odchylił się do tyłu by spojrzeć w jej oczy.
    -Kocham cię. -Wyszeptał mimowolnie. Sam zdziwił się bo przecież jej nie kochał. Ale czy aby na pewno?
    A potem znów ją pocałował kładąc lewą rękę na jej udzie. Przesunął ją wzdłuż ciała Tiny zatrzymując na pośladku.
    Gdyby tylko wiedziała co zaplanował pewnie strzeliłaby mu w pysk, wyszła z samochodu i uciekła czym prędzej do domu. Może płakała by w poduszkę, a może nie. Tego już nie będzie mu dane się dowiedzieć. Ale nie to się liczyło. Liczyła się ta chwila. Chris chciał by byli szczęśliwi. A on teraz był.

    OdpowiedzUsuń
  166. [Zdecydowanie nie xD Nie cierpię wątków kiedy ciąża, porody i dzieci dotyczą głównych postaci xD nie widzę po prostu moich postaci jako rodziców. ]

    Samochód zatrąbił i Max zaśmiał się wesoło i sięgnął po sprzączkę, która odsunęła nieco fotel do tyłu. Nie było jakoś specjalnie wygodnie, ale na pewno było więcej miejsce. Po chwili od razu zaczął całować ją po szyi dekolcie jednocześnie rozpinając jej spodnie.
    To co robili było szalone, a kiedy już przekroczyło się pewną granicę nie było możliwości odwrotu. Człowiek był w tych sprawach podobny do zwierząt. Kiedy już czegoś pragnął i miał to zdobyć właśnie teraz nie liczyło się nic.
    No prawie nic. Bo Max chodź był szalony i zazwyczaj wszystko miał głęboko gdzieś to była jedna jedyna sprawa w której wolał uważać. Chodziło oczywiście o dzieci. Nie chciał ich, nie potrzebował i przede wszystkim nie pasowały do jego życia.
    Odchylił się szybko do tyłu i spojrzał na Tinę.
    -Nie mam... no wiesz... nie mam gumek. -Zerknął w stronę oddalonej stacji. -Ale zaraz mogę mieć. -Uśmiechnął się do niej i poruszał brwiami.

    OdpowiedzUsuń
  167. [Jasne zapraszam :D powiem ci że super się pisze takie wątki bo się nie skupia tylko na jednej postaci.]

    Max również poczuł się jakby ktoś oblał go zimną wodą. Tabletki jakoś go nie przekonywały. Ile to razy słyszał, że zapewniała faceta o tym iż nic się nie stanie a potem wręczała mu pozew o alimenty i chłopak był uziemiony.
    Pocałował ją czule w obojczyk i zaczął bawić się jej jasnymi kosmykami włosów. Wpatrywał się przed siebie opierając o głowę o fotel. W jakiś sposób chciał by była przy nim tak blisko jak teraz już na zawsze.
    -Tak... impreza. -Westchnął. -Pewnie zastanawiają sie co się z nami dzieje. Ale i tak podjadę na stację. -Uśmiechnął się. -No wiesz nigdy nic nie wiadomo. No i wódka..... chłopaki się ucieszą jak coś kupię. Zaraz. Po co bierzesz tabletki? -PRzecież była z nim od niedawna. Brała je bo lubiła od czasu do czasu wskoczyć do łóżka z kimś czy zaczęła myśleć już o nim na tyle poważnie? -To znaczy wiem po co się je bierze, ale... sypiasz z kimś? -Poczuł ukłucie zazdrości.

    OdpowiedzUsuń
  168. [Zerknę na pomysły :D Moje jak co też można wzbogacić :D ]

    -Młodzieńczym wyskoku? -Ożywił się nagle. -No o tym to musisz mi opowiedzieć. -Nie podejrzewał jej o nic szalonego z wyjątkiem jej wyścigów. -Po co ci stanik. -Zerknął na jej nagie piersi. -Tak jest idealnie. Wystarczy sam top. -Mrugnął do niej okiem, ale po chwili również zaczął rozglądać się po samochodzie jednak niczego nie widział. Zapalił światło by ułatwić im zadanie i wtedy usłyszał pukanie do szyby. Aż podskoczył bo tak się przestraszył.
    -Kurwa dobrze, że mam przyciemniane szyby. -Poprawił swoje włosy i przekręcił kluczyk w stacyjce by otworzyć szybę czekał jeszcze na Tinę by z niego zeszła. Nie chciał by ktokolwiek zastał ich w takiej pozycji.
    -Jednak cycki muszą zniknąć. -Znalazł stanik na fotelu obok.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [Z Twoich pomysłów jakbyś chciała coś stworzyć grupowego to można by połączyć jakoś nasze wątki z tą agentką bo mamy podobne pomysły :D Podoba mi się ten motyw o zwaśnionych rodach :D I post apokaliptyczny wątek tez byłby mega :D ja mam w pomysłach jedno marzenie do realizacji tam można prowadzić po dwie postacie :D z tym przemytnikiem]

      Usuń
  169. Max upewnił się, że Tina się ubrała i odsunął szybę. Latarka zaświeciła mu prosto w oczy tak, że go oślepiła. Miał ochotę zwyzywać tego idiotę, który to zrobił, ale ugryzł się w język i to była najmądrzejsza rzecz jaką ostatnio udało mu się zrobić. Kiedy już wrócił mu wzrok ujrzał nie wiele starszego od siebie policjanta.
    -Jakiś kłopot z samochodem? -Zapytał mężczyzna.
    -Yyyy... -Maxa zaskoczyło pytanie. -Nie... nie. Ja tylko chciałem upewnić się czy dobrze jadę.
    -Nie wolno się tutaj zatrzymywać. Nawet awaryjnych pan nie załączył.
    -Zgasł mi samochód jak parowałem.
    -Na dziesięć minut? -Uniósł brwi do góry i wychylił się zza Maxa by zajrzeć do środka. -Prawo jazdy i dowód rejestracyjny. Od pani też poproszę o jakiś dokument.
    Max spojrzał na Tinę.
    -Dostanę mandat? -Spytał sięgając na tylne siedzenie po skórzaną kurtkę w której miał dokumenty.
    -Tym razem nie, ale proszę również wysiąść z wozu. Muszę upewnić się, że jest pan trzeźwy. -Odsunął się czekając na dokumenty.

    OdpowiedzUsuń
  170. -Procedura to procedura. -Sięgnął po dokument, kiedy Max również wysiadł z samochodu. Nie zrobili nic złego, ale sam fakt, że byli sprawdzani nie należał do najlepszych. -Dobrze panno... -Spojrzał na nazwisko i przez chwilę milczał. -Panna Haines? Pani ojciec pracuje na moim komisariacie. Przepraszam najmocniej. -Oddał jej dokument. -Jestem tu jeszcze nowy. -MAchnął ręką i zaśmiał się nerwowo. Spojrzał na Maxa. -Już nie trzeba. Możecie jechać dalej.
    -O dzięki. -Max spojrzał na Tinę i uśmiechnął się. A więc opłaciło się chodzić z córką policjanta. -Udanego wieczoru. -Otworzył drzwi i wsiadł do samochodu. Odpalił silnik gotowy do drogi.
    -Panno Haines... Spodnie... -Młody policjant zaczerwienił się i kiwnął na jej rozpięty rozporek. Max palnął się w czoło i zaśmiał. Policjant wydawał się bardziej zawstydzony niż oni.

    [To ja to widzę tak. C i D porwali jak jechały do pracy. Ta ładniejsza wiadomo poszła jako prostytutka, ta druga może zajmować sie tym co mówisz, albo np. doprowadzać te prostytutki do stanu po każdym kliencie zwłaszcza jakimś brutalnym. Jeśli ty wzięłabyś kobiety to jeśli chodzi o facetów widziałabym to w moim wykonaniu tak: A faktycznie może pracować dla nich bo np. porwali mu młodszego brata i wogóle wie za dużo i zmuszają go do tego. Zaprzyjaźni się z C i D i postanowią wszyscy uciec z kolei D mógłby być jakimś bratem właścicela burdelu. Dość wpływowy, ale w jakiś sposób też się z tą trójką zaprzyjaźni. Może będzie chciał wrobić brata? Sprzedać go FBI, żeby przejąć interes? Albo nawet może pracować dla FBI bo kiedy go złapali dali mu warunek albo więzienie albo wystawi im brata. A on nie bedzie chciał zrobić ani tego ani tego i pomoże im uciec. ]

    OdpowiedzUsuń
  171. Max śmiał się wesoło kiedy go tak okładała.
    -No co? Kilka chwil temu nie narzekałaś. -Złapał ją za rękę, a potem przyciągnął do siebie i pocałował w usta. -Dobra jedźmy już zanim znów cię rozbiorę. -Odpalił silnik i ruszył w stronę stacji benzynowej. -Nowa moda? Skąd przyszło ci to do głowy? -Zaśmiał się kiedy zaparkował na stacji. -Dobra poczekaj tutaj. Ja zaraz wracam. -Wyjął portfel i telefon z kieszeni.
    Ruszył szybkim krokiem wchodząc do środka. Wziął dwie butelki wódki, colę i oczywiście prezerwatywy mając nadzieję, że być może dziś to się stanie. A nawet jeśli nie to musi być przygotowany na te okazję. Stanął w kolejce i napisał sms-a do Sama, że wstąpili do sklepu po drodze i zaraz będą. Oczywiście kumpel wyraził swoje niezadowolenie, że czekają na nich już pół godziny.
    Max zerknął przez szybę w stronę Challengera w którym siedziała Tina. Wtedy na stację wjechał radiowóz policyjny.
    Kurwa czy im odbiło? Śledzą mnie czy co?

    OdpowiedzUsuń
  172. Kasjerka na stacji w ogóle się nie spieszyła, a przed nim było jeszcze sporo ludzi. Max nerwowo zerkał w stronę radiowozu. Pierwszego policjanta nie poznał. Drugiego za to tak... To był jej ojciec i to nie podlegało wątpliwości. We dwójkę zmierzali w stronę stacji.
    Kiedy weszli do środka Max skorzystał z kolejki i zasłonił się facetem przed nim. Oboje udali się w stronę przekąsek. Pierdolone psy pewnie kupują pączki.Będą siedzieć i się opychać. A potem zabijać niewinnych.
    Oczywiście pech chciał, że stanęli zaraz za nim, ale Max nie zamierzał się odwracać. Może go nie pozna? Podsłuchiwał rozmowę. Mówili o wyścigach. O tym, że muszą przymknąć paru dupków, którzy je organizują. O tym, że ostatnio ktoś miał wypadek i że dzieciaki bawią się przy tym świetnie.
    Max położył rzeczy na ladę. Kasjerka spojrzała na niego.
    -Mogę prosić dowód?
    Kurwa...
    -Proszę. -Podał jej dokument czując wzrok policjantów za sobą. Potem złapał szybko reklamówkę z zakupami i wyszedł pospiesznym krokiem ze stacji. Wskoczył szybko za kierownicę Challengera i podał reklamówkę Tinie.
    -Ktoś miał wypadek. -Powiedział. -Szukają kogo mogą przymknąć. Pewnie to ta druga grupa co organizuje wyścigi mniej efektowne od nas... rozbijają się gdzie popadnie, a potem jest na nas...

    OdpowiedzUsuń
  173. Max bez słowa odpalił samochód i wyszył w stronę garażu J'a. Na miejscu zastali dość sporo ludzi. Głównie znajomi Sama, którzy po części organizowali wszystkie wyścigi. Była też dziewczyna do której chciał startować J wraz ze swoimi koleżankami, które wcale nie ucieszyły się kiedy Max wszedł do środka z Tiną trzymając ją za rękę.
    -Jak zwykle... -Sam przekręcił oczami. -Na najważniejsze osobistości się czeka. -Podszedł do nich, a Max wręczył mu reklamówkę z wódką i colą. -Co pijecie? -Sam obrócił się do stołu by nalać im alkohol.
    -Cokolwiek. -Uśmiechnął się Max i przyjął kilka gratulacji od znajomych, którzy po chwili wrócili do swojej rozmowy.
    -Jak wrażenia Tina? -Sam podał jej czerwony kubeczek typowy na imprezach po czym wlał jej trochę wódki i colę.
    -Zapomniałeś gdzie mam garaż? -J wtrącił się do rozmowy.
    -A ty, że to ja jestem gwiazdą.
    Oboje wybuchnęli śmiechem.

    OdpowiedzUsuń
  174. Sam chociaż brał udział w tym całym zakładzie nie patrzył na Tinę jak na wroga. Raczej jak na dziewczynę swojego kumpla i może dlatego wydawało jej się, że był dla niej miły. W sumie Sam był miły dla każdego, ale musiał przyznać, że w jakiś dziwny sposób Tina pasowała do Maxa i że ją nawet polubił. Chociaż tak naprawdę nie widzieli się zbyt długo.
    J z kolei był inny. Najbardziej z całej trójki pragnął zemsty i za każdym razem kiedy widział Tinę widział jej ojca, który pociąga za spust i morduje Chrisa. Nienawidził jej i nie chciał nawet z nią rozmawiać. Pragnął by cierpiała.
    Max oderwał wzrok od swojego drinka i spojrzał na dziewczynę.
    -Tak ja też wiedziałem, że wygram. -Wypalił a Sam wybuchnął śmiechem.
    -Jak zawsze skromny Max. -Szturchnął łokciem Tinę.
    -A wy co dupki? -Rzucił w jego stronę. -Dlaczego nie stoicie w pierwszych rzędach?

    OdpowiedzUsuń
  175. Była o niego zazdrosna, ale nie zauważył tego od razu i szybko pożałował bo mógłby się jeszcze podroczyć troszkę i zobaczyć do czego jest zdolna Tina.
    -Tak. Ona rządzi w tym związku. Nie wpuści cię na swoje miejsce. -Rzucił w stronę dziewczyny, kiedy Tina odciągnęła go na bok. Spojrzał na nią i uśmiechnął się. -Wielką gwiazdą? Kochanie, a co byś zrobiła jakbym był Bradem Pittem? Nie odpędziłbym się od fanek. Będziesz musiała z tym żyć. -Mrugnął do niej i zbliżył się kładąc swoją dłoń na jej biodrze. -Zazdrośnica. Musisz pokazywać bardziej, że ze mną jesteś. Być jak lwica, która broni swoje młode. No wiesz o co chodzi? Niech wszystkie widzą, że jestem twój. -poruszał brwiami. -Tylko nie rób mi kolejnych malinek. Kumple będą się śmiać.

    OdpowiedzUsuń
  176. -Jak to nie muszę? -Uśmiechnął się do niej. -Przecież co chwilę to robię. A tak w ogóle kiedy spróbowałaś być już z nieprzeciętnym facetem to nie dałabyś rady być z takim dajmy na to księgowym czy informatykiem. Zanudziłabyś się na śmierć. -Max sięgnął po czerwony kubeczek z wódką i wypił wszystko do dna.
    -Proszę proszę... -Usłyszeli głos za sobą. To była Kelly. Podeszła do nich uśmiechnięta. Maxa klepnęła w ramię, a do Tiny puściła oczko. -Kogo ja widzę. Słyszałam, że wygrałeś. Znów się przechwala? -Spytała Tiny. -Zawsze to robił...
    -A gdzie twoje dziecko? -Spytał by jej dopiec oczywiście na żarty.
    -Toby siedzi u mojej mamy. Zlitowała się nad pracującą, samotną matką i pozwoliła mi tu przyjść. -Tak w ogóle to Toby kazał się spytać kiedy nauczysz go jeździć. -Roześmiała się bo jej syn miał dopiero sześć lat.
    -Jak dowie się do czego służy to co ma w spodniach.
    -MAX! -Kelly palnęła się w czoło. -Jak ty z nim wytrzymujesz? -Spojrzała na Tine. -Dolać ci? Mam na prawdę coś mocnego. -Wyjęła mała buteleczkę z torebki. -Tylko nie patrzcie tak na mnie. Matka ma też prawo zaszaleć.

    OdpowiedzUsuń
  177. [Jasne rozumiem :D]

    -Ja studiuję grafikę bo mogę pracować przy montazu filmów, tworzyć gry komputerowe albo przerabiać zdjęcia. A poza tym jestem świetnym hakerem. Potrafiłbym nawet włamać się do twojego kompa i ściągnąć sobie na swój twoje nagie zdjęcia. -Uśmiechnął się wesoło.
    Max podsunął Kelly swój kubeczek i posłał Tinie spojrzenie. Nie łatwo było go upić i musiała o tym wiedzieć.
    -Och tak prócz tego że jestem mamą jestem tez osiedlowym dilerem. -Mrugnęła do dziewczyny. -Mam w tej torbie wszystko.
    -To daj mi pigułkę gwałtu. Poużywam sobie. A co! -Upił kilka łyków i skrzywił się od razu. -Kurwa Kelly co to jest...
    -Mój kumpel mi to sprzedał. Jest z Rosji.
    -Co oni tam piją? Paliwo lotnicze? -Odłożył kubek na pobliski stolik. -Przecież tego się nie da pić.

    OdpowiedzUsuń
  178. Kelly również zrobiła łyk i szybko się skrzywiła. Mimo wszystko jako jedyna przełknęła zawartość ust. Od razu zrobiła się cała czerwona.
    -Kiedy jest się samotną matką i kiedy masz chwilę by wyjść i się zabawić to wszystko ci jedno co pijesz. -Uśmiechnęła się.
    -Dlatego nigdy nie będę matką. -Max uniósł dumnie głowę. -Wystarczy, że jestem wujkiem.
    -Musicie kiedyś do nas wpaść. Może nie mam tam luksusów... -Przewróciła oczami. -Ale zawsze możemy posiedzieć, pogadać, wypić kawę. -Kelly była spragniona kontaktów z koleżankami. Jedyne osoby, które ją odwiedziały to trio chłopków. Ona potrzebowała kobiecego towarzystwa. -Albo mam inny pomysł. -Uśmiechnęła się do Tiny. -Zrobimy sobie damską posiadówkę, a Maz zajmie się Tobbym.

    OdpowiedzUsuń
  179. -Koniecznie musimy się spotkać. -Kelly uśmiechnęła się kiedy zostały same. -Ciesze się, że Max ma w końcu dziewczynę. -Uśmiechnęła sie do Tiny. -No wiesz... on zawsze jakoś wydawał mi się samotny. Jego rodzice nigdy nie mieli dla niego czasu, a on jakoś nigdy nie podchodził do związków poważnie. Z tobą jest inaczej. -Puściła jej oczko. -Widzę to po nim. Widzę jak na ciebie patrzy. To dobry chłopak chociaż czasem... cóż robi głupoty, ale jak ta trójka się spotka... -Kiwnęła na Maxa, Sama i J'a. -To nie wychodzi z tego nic dobrego.

    Max podszedł do swoich kumpli zostawiają Tinę z Kelly. Sam poklepał go po plecach i jeszcze raz mu pogratulował. J jednak nie był tak wesoły. Bacznie obserwował rozmawiające ze sobą dziewczyny. Po chwili odciągnął na bok Maxa.
    -Co ty robisz?
    -O co kurwa znowu ci chodzi? -Warknął Max.
    -Co powiedziałeś jej o Chrisie?
    -Że dźgnął go jakiś typ na ulicy.
    -Kelly powie jej że zastrzelił go policjant. Myślisz idioto, że nie skuma, że chodzi o jej ojca? Na pewno jego pierdolona rodzina o wszystkim wiedziała! Pisali o tym w gazetach!
    -Nie dojdzie do ich spotkania! Człowieku nie będą rozmawiać o Chrisie! Dobrze wiesz, że Kelly nie lubi tego tematu!
    -Ale dziwka będzie wypytywać ją o to!
    -To nie jest dziwka! -Zbliżył się do niego. Sam to zauważył i od razu podbiegł do nich.
    -Bronisz jej?! Zapomniałeś dlaczego tu jest?! -Szturchnął go w ramię.
    -Odpierdol się! -Max zacisnął pięść.
    -Wolisz ją?! -J popchną go tak, że Max zatrzymał się na pobliskim stoliku. W garażu zapadła cisza. Nawet ktoś wyłączył muzykę.
    -Powiedziałem... odpierdol się! -Max uderzył J'a prosto w nos z którego po chwili trysnęła krew.

    OdpowiedzUsuń
  180. J patrzył na niego zszokowany. Ktoś podał mu chusteczkę, którą przystawił do krwawiącego nosa. Sam podbiegł do Maxa i chwycił go za drugie ramię.
    -Czy wy kurwa oszaleliście?! -Wrzasnął na przyjaciół.
    Kelly podbiegła do J'a. Krzywo patrzyła na jednego i drugiego. Ale musiała przyznać, że to ją zdziwiło. Chłopaki czasami się sprzeczali, ale nie do tego stopnia by się bić.
    -Wychodzimy stąd. -Max warknął w stronę Tiny.
    -A więc tak? -J rzucił wciekły w jego stronę.
    -Dajcie spokój! Niech ktoś im na po wódce! I ma być zgoda! -Sam próbował wszystko załagodzić.
    -Wypiję z nim wódkę. -J spoważniał. -Tylko kiedy dotrzyma słowa. -Oczywiście miał na myśli zakład i to co miał zrobić Tinie. -Tylko wtedy.
    -Tego chcesz? -Max wyrwał się Tinie i Samowi. Podszedł do przyjaciela. -Proszę bardzo, a potem odpierdol się ode mnie bo będziesz musiał sam się ścigać. Chodź. -Złapał Tinę za rękę i pociągnął w stronę wyjścia.
    Przed garażem wyjął z kieszeni paczkę papierosów i zapalił jednego trzęsąc się jeszcze z nerwów. Co ja do cholery wyprawiam? Miałem ją zaliczyć, a staję w jej obronie? Mnie już całkiem popierdoliło. Dobrze wiedział, że J wybaczmy mu tylko jeśli dotrzyma danego słowa. A przecież nie chciał zranić kolejnego przyjaciela.

    OdpowiedzUsuń
  181. Max był wściekły. Chciał to wszystko zakończyć. Dobrze wiedział dlaczego J był tak wściekły. Musiał się przespać z Tiną i ją rzucić bo to wszystko nie prowadziło do niczego innego. Stracił już Chrisa, a z własnej głupoty mógł stracić tez J'a. Poza tym wciąż nie rozumiał swojej reakcji na słowa jakimi J nazwał Tinę.
    Wyjął papierosa i zapalił. Próbował się uspokoić by nie wypalić zaraz czegoś głupiego co przekreśliłoby szansę na zemstę.
    -Coś mu obiecałem, a on twierdzi, że nie dotrzymam słowa bo się w tobie zakochałem. -Odparł spoglądając na Tinę. Musiał wszystko załagodzić. Teraz po tym wybuchu czuł się na siłach. Da radę ją przelecieć i zwyczajnie zostawić. To przecież pasował do jego wizerunku. Jutro będzie po wszystkim. -Chodzi o ten pierdolony wyścig. -Zaczął odgrywać swoją rolę. -Z Trevorem. Powiedziałem mu, że nie wystartuję to się wkurwił i powiedział, że pewnie to wina tej szmaty. No to dostał w mordę.

    OdpowiedzUsuń
  182. Niestety Max pragnął tego najbardziej na świecie. Wyścig z Trevorem był jego marzeniem i sądził, że w jakiś sposób Tina by go zrozumiała gdyby tylko... cóż gdyby tylko go nie kochała. Musiała go kochać skoro to wszystko znosiła. Zatem cel został dla Maxa osiągnięty.
    Tylko czy dawało mu to szczęście? Poczucie bezpieczeństwa i posiadania kogoś kto się o ciebie troszczy tak... Ale zemsta? Chuj z tym, pomyślał. Pora to skończyć.
    Wysunął dłoń w jej stornę i zaczął bawić się kosmykami jej włosów.
    -Skarbie... -Westchnął ciężko. Mówił jednak szczerze. -Trevor lubi grzebać w brykach. Jeśli pogodzę sie z J'em to nie ma szans, żeby Trevor zrobił cos z moich Challegerem. Spokojnie... Nie pozwolę by przy nim grzebał. Jeśli wygram to Trevor zniknie. A ja... cholera wie... może sam zajmę się jakąś organizacją wyścigów czy coś... Albo ... nie to głupie -Zaśmiał się i machnął ręką. -Wiesz, że kiedyś był u mnie jakiś Rick Green. Ponoć to menager z formuły i chciał bym ścigał się zawodowo. Zostawił mi nawet swój numer.

    OdpowiedzUsuń
  183. Max wybuchnął głośno śmiechem. Wizytówkę od tego całego pana Greena wrzucił do biurka i zapomniał o całej sprawie w tej samej chwili gdy zasunął szufladę.
    -Serio? Miałbym założyć ten cały głupi strój obszyty nazwami wszystkich moich sponsorów, do tego ubrać na moją zajebistą twarz kask, który zniszczy moją fryzurę i wsiąść do wozu, który jest bardziej oklejony logami sponsorów niż ja? O nie... -Pokiwał przecząco głową. -To nie dla mnie. Tam wygrałbym parę sezonów i wszyscy by o mnie zapomnieli. Tutaj możesz ścigać się mając nawet pięćdziesiąt lat jeśli tylko jesteś sprawny.
    Max nie wyobrażał sobie siebie jako jakiegoś kierowce formuły. Co by mu to dało? tylko kolejne zasady i zakazy, które tym razem musiałby przestrzegać. Stałby się czyjąś własnością, a nie o to przecież mu chodziło. Tu mógł być wolny. Nie należeć do nikogo. I tak chciałby pozostało do końca jego dni.

    OdpowiedzUsuń
  184. -Jutro z nimi pogadam. Chyba oboje powinniśmy ochłonąć.
    Poza tym jeśli uda mu się ją zaliczyć to J'owi szybko przejdą nerwy. Wtedy będa mogli przygotować się do wyścigu z Trevorem. Może Max był szalony, ale nawet nie bał się z nim zmierzyć. Znał jego technikę bo oglądał każdy wyścig i wiedział,że jest lepszy. Musi tylko pilnować swojego wozu.
    -Zastanawia mnie czemu ludzie zawsze wybiegają w przyszłość i ją planują. -Wyrwał się z zamyślenia. -Zobacz tylko... wszyscy w koło idą na studia by w przyszłości mieć dobrze płatną pracę, są w związkach z góry zakładając że wezmą ślub i będą mieć z tą osobą dzieci, a kiedy już je mają latami odkładają pieniądze na ich studia... nie wiedząc nawet czy te dzieci będą chciały obrać taką samą drogę co oni. -Wyciągnął z kieszeni paczkę papierosów by zapalić jednego w oczekiwaniu na taksi. -A ja nie chcę studiować, nie chcę mieć dzieci i nie chcę żyć jak każdy. Czy to ja jestem nienormalny czy oni?

    OdpowiedzUsuń
  185. -Nie jest to złe, ale... Jednego dnia masz plan. Rzeczy twoje są spakowane bo się jutro przeprowadzasz, albo czekasz na przyjście na świat swojego dziecka czy odliczasz czas do wesela... Wychodzisz z domu po pieprzony sok pomarańczowy bo zachciało ci się go o drugiej w nocy, przechodzisz przez pasy do miejscowego sklepiku, a tam akurat ściga się dwóch wariatów. I koniec... nie ma cię. Po co więc te plany?
    Zaczął o tym mówić bo może i ściganie się zawodowo było lepsze bo było legalne, ale było też rodzajem planów... a on nauczył się jednego w swoim życiu. Niczego nie możesz być pewnym.
    Chris też miał plany, miał marzenia i wierzył,że to wszystko wcześniej czy później się spełni, ale jego plany zepsuł ojciec Tiny. Mimowolnie zacisnął pięść.
    Wtedy niespodziewanie otworzyły się drzwi od garażu i wybiegła z nich Kelly. W dłoni trzymała telefon. Za nią jak oparzeni wyskoczyli Sam i J. Zatrzymali sie na widok pary.
    -Co jest grane? -Max spojrzał na przyjaciółkę.
    -Toby jest w szpitalu. Moja mama dzwoniła. Nie wiem co się stało. Podobno upadł i stracił przytomność.
    -Taksówka tu zaraz będzie. -Max spojrzał na Tinę.
    -Pieprzyć to zwieziemy ją. -J wyjął kluczyki od swojego Mustanga.
    -Ja tam szybciej dojadę. -Max sięgnął po swoje kluczyki.
    -Nie potrzebujemy kolejnych problemów. -Sam okazał się jedynym opanowanym. -Poczekamy na taksi.

    OdpowiedzUsuń
  186. Kelly lekko załkała kiedy Tina przytuliła ją do siebie. J spojrzał na Maxa i jakby telepatycznie sobie wybaczyli poprzednią sprzeczkę bo J za chwilę podszedł do niego, a Max wyjął paczkę papierosów i poczęstował go.
    -Daj spokój. -Max spojrzał w oczy Tiny. -Nie pojadę nigdzie. Obiecuję.
    -Przede wszystkim zachowajmy spokój. -Sam był wyjątkowo opanowany. Max pamietał ten dzień gdy Chris umarł na jego rękach. Dużo się wtedy działo, przyjechał drugi radiowóz, karetka i prokurator, wszyscy w koło biegali, a kiedy skuli ich w kajdanki i zapakowali do wozu Max i J nie mogli przestać klnąć i wyzywać ojca Tiny od morderców. Sam siedział spokojnie, spoglądał przed siebie i powiedział "Chłopaki. Zachowajmy spokój."
    -Toby żyje i nic mu nie jest, a to najważniejsze. Jest teraz pod opieką lekarza i zaraz go zobaczymy. Nie ma powodu do paniki. Pojedziemy tam wszyscy razem. I nikt nie będzie wpadać na głupie pomysły ani się kłócić. Jasne?
    -Jasne. -Odparł J i Max.

    OdpowiedzUsuń
  187. Taksówka podjechała po chwili. Wszyscy władowali się do środka i pojechali w milczeniu prosto do szpitala. Trochę zajęło im odnalezienie oddziału na który zabrali Toby'ego. Kiedy jednak im się udało lekarz zagrodził im drogę i wyjaśnił, że wstęp mają tylko najbliżsi. Oczywiście J i Max kłócili się, że to syn ich nieżyjącego przyjaciela, ale ostatecznie Kelly weszła sama zostawiając ich na korytarzu.
    -Z jakiego powodu od tak mógł stracić przytomność? -Spytał Sam kręcąc przecząco głową.
    -Moja matka jest chirurgiem. Może to załatwić. -Przypomniał im Max stając obok Tiny. Spojrzał na dziewczynę. -Cokolwiek to nie jest będzie mogła to zoperować jest najlepsza. J... -Przeniósł wzrok na przyjaciela. -Przepraszam.
    -Ja też. Zachowałem się jak dupek. -Zerkną na Tinę.

    OdpowiedzUsuń
  188. Kiedy usłyszeli pielęgniarkę spojrzeli na nią przez chwilę. Potem Tina rozmawiała z nią i nie trudno było się domyślić, że to jej matka. Max usiadł na pobliskim krześle i wlepił wzrok w drzwi za którymi zniknęła Kelly.
    -To wszystko jest pojebane. -Wypalił Sam opierając się o ścianę, schował ręce do kieszeni i westchnął. -Dlaczego takie małe dzieci mdleją? Nic przecież nikomu nie zrobiły.
    J bacznie obserwował pielęgniarkę i Tinę. Nic nie słyszał, ale od razu domyślił się, że pewnie mowa jest o Maxie. Musiał przyznać, że zdziwiło go, że matka jest pielęgniarką. Ojciec zabijał, a ona leczyła? Jak dobro i zło. Czerń i biel.
    Wtedy z sali wyszła zapłakana Kelly. Od razu wtuliła się w stojącego Sama i wybuchnęła płaczem. Max spojrzał na Tinę i jej mamę jakby chciał spytać 'co jest z jej synem?'.
    -Co ci powiedzieli? -Uprzedził go J.
    -Ma słabe serce. Prawdopodobnie będzie potrzebny przeszczep. -Jęknęła nie przestając przytulać Sama.
    -Mama Maxa jest chirurgiem na pewno wszystkim się zajmie. -Sam poklepał ją po plecach. -Prawda? -Spojrzał na przyjaciela.
    -Tak... tak jutro z nia porozmawiam. -Zapewnił go Max.

    OdpowiedzUsuń