Trochę nas ubyło, choć po linkach tego nie widać. Proszę o sygnał, co usunąć z linków :)

30 kwietnia 2008

[KP] Du weißt genauso gut wie ich, dass ich nicht schlafen kann

Alexander Skarsgard:
Maxmilian Krüger
najemnik wojskowy • 19.04.1987 • były żołnierz wojsk specjalnych • Niemiec • z przekonania i wychowania demokrata


Najemnik, bo jednak jednostka specjalna się nieco przeformowała i zamiast być jednostką typowo wojskową, dla najlepszych z najlepszych, stała się jednostką dla najlepszych z najlepszych ze wszystkich krajów. Tworząc grupę do zadań specjalnych...najemników z których usług korzysta większość ludzi światowego formatu. Wyszkoleni, opanowani, pewni siebie...
Nie wahający się ani chwili, kiedy trzeba wykonać rozkaz. Biorący udział w większości konfliktów na ziemi.
I on. Niemiec, demokrata z wychowania i przekonania...osoba, która wierna jest tylko samemu sobie i najprawdopodobniej jednostce. Jest to dosyć śmieszne, że demokrata z niego, skoro jego ojciec przy pomocy siły obalił władzę i królewski elektorat Niemiec. Jednak chyba tak właśnie było trzeba, chociaż wojen domowych nie popiera i popierać nigdy nie będzie.
Widział wiele, jeszcze więcej słyszał, sporo przeżył. Doświadczony żołnierz, oficer....którego wysłano do pilnowania jakiejś księżniczki, bo krążą pogłoski, że anarchiści (albo w sumie to może i każdy)...ogólnie to ktoś chce obalić władzę królewską i celuje w następczynię tronu.

8 komentarzy:

  1. Łóżko było teraz jej największym pragnieniem, ale żeby się do niego dostać musiała jeszcze cicho przemknąć się nad ranem do królewskiej rezydencji, nikt nie wiedział że młoda księżniczka tej nocy nie spędziła w swoim pokoju i Ruxandra liczyła że tak właśnie będzie, że nikt się nie dowie. Więc już nawet nie pod osłoną nocy ale pierwszy słonecznych promieni przemykała tajnymi korytarzami przeznaczonymi bardziej do wychodzenia niż wchodzenia do pałacu.
    Cicho na palcach wyszła zza gobelina przykrywającego tajne przejście i pędem pobiegła do swojego pokoju wcześniej wywracając się na zrolowanym fioletowym dywanie i uderzając kolanem o nagą podłogę. To sprawiło że zaklęła cicho i dalej już spokojniej i kulejąc dotarła do drzwi swojego pokoju które pchnęła i rzuciła się na łóżko w odpowiednim momencie. Bo po paru minutach ktoś boleśnie odsłonił zasłony. Robił to o piątej rano. Była wściekła kto dopuszcza się takiego barbarzyństwa ale przynajmniej zadowolona że wróciła w miarę na czas nie przewidywała takiego obrotu sprawy.
    Przed nią stał sam król, Michał I jej dziadek i spoglądał na jej strój surowo. Zupełnie zapomniała o swojej skompej bieliźnianej sukience ale generalnie dziękowała za taki trend dzięki któremu wyglądało to jakby naprawdę w tym zasnęła.
    A obok dziadka stał jakiś "sztywniak" wyglądał tak poważnie że nie mogła uwierzyć że jest oddychającym człowiekiem a nie figurą woskową.
    - Co jest... - mruknęła zmęczonym głosem. W swoich zmęczonych myślach modliła się by dziadek nie podszedł bliżej i by przypadkiem nie pachniała jak melina co mogło ja zdradzić.
    Nie wiedziała po co przychodzi tu o piątej rano z jakimś przerażająco powaznym osobnikiem, nie wiedziała też że król wiedział o jej dzisiejszej nocnej eskapadzie i o każdej innej bo król wiedział wszystko. Pozwalał jej na to bo sądził że musi się wyszumieć, ale teraz czasy się zmieniły i czas było zatroszczyć się o Ruxandrę by nie podzieliła losu swoich rodziców.

    [ Jak coś nie tak to pisz]

    OdpowiedzUsuń
  2. - Ale on szybko odpadnie - palnęła szybko Ruxandra. - Zostań załatwmy to szybko - powiedziała stanowczo. Była zmęczona chciała mieć to za sobą. - Szlag go trafi - zmieniła język na włoski. - Dziadku...
    - Dziecko, sytuacja się zmieniła, nie mogę ci pozwolić na te twoje nocne eskapady, tak wiem o wszystkich, nie Elżbieta-Maria nie wie, wybrałem go, jest odpowiedni nie odpadnie tak szybko, doniesiono mi o planowanym zamachu sprawdziliśmy to, ci ludzie - tu wycedził to słowo - są coraz bardziej śmielsi, zuchwali, nie mogę pozwolić by cię dopadli jak twoją matkę, nie będziesz marudzić, ani pyskować, nie będziesz uciekać, będziesz grzeczną dziewczynką i w razie potrzeby będziesz wykonywać jego polecenia. - skończył swój wywód po włosku i wrócił na angielski który rozumieli wszyscy tu obecni, obowiązkowym było znanie rumuńskiego, włoskiego, angielskiego i niemieckiego, jednak Ruxadnra była oporna w nauce tego czwartego języka i mówiła w nim bardzo słabo. Czuła się w pełni Rumunką i nie chciała być postrzegana jako obca niemiecka pretendentka do tronu, jej ojcem był Rumun był człowiekiem z ludu i tego się trzymała, a teraz, teraz przecież chcieli się ich pozbyć ludzie których głównym argumentem był ich niemiecki rodowód dynastii.
    - Max od dzisiaj będzie spać w twoim pokoju, będziesz mieć ochronę 24h na dobę póki zagrożenie nie minie. Każe wstawić tu dodatkowe łóżko. Nie wiadomo kiedy uderzy wróg. - dodał groźnie na zakończenie król i wyszedł pozostawiając ich samych.
    Ruxandra spojrzała z wrogością na swojego nowego opiekuna i usiadła wyzywająco .
    - Miesiąc. Tyle ci daje. - burknęła i poszła spać czekając na nowy dzień w który już nadszedł. A miał on się zacząć otwarciem "zamku Draculi" o 10.

    OdpowiedzUsuń
  3. Obudziła się jakieś trzy godziny później z wielkim bólem głowy - skutki wczorajszej nocy. Nie była zbyt zadowolona że kazali je wstać o 8. Jeszcze bardziej nie była zadowolona z faktu że ten mężczyzna patrzył się na nią. Aż pisnęła z zaskoczenia bo zapomniała że teraz ma swoją prywatną osobistą niańkę.
    Patrzyła na niego wrogo.
    - A ty jeszcze tu? - burknęła i zrzuciła z siebie kołdrę na podłogę. Zdjęła z siebie kusą sukienkę pozostając w samej bieliźnie i przemarszowała tuż przed jego nosem w formie buntu traktując go jak powietrze. Udała się do prywatnej łazienki i trzasnęła drzwiami. Musiała doprowadzić się do stanu godnego przyszłej królowej.
    Kiedy wyszła po około czterdziestu minutach czekała na nią kawa którą zawsze pijała zamiast śniadań. Upiła łyk, wciąż nie zwracając na niego uwagi.
    - Przydaj się na coś i poślij po cytrynę z wodą czy coś. - powiedziała zwrócona do niego tyłem zastanawiając sie co powinna ubrać na dzisiejsze otwarcie galerii, skończyło się na limonkowej sukience za kolano z wielką falbaną w pasie.
    - Gdzie moja cytryna? Czemu jej nie ma? I jak ty wyglądasz... Nie. Odmawiam. Nie będziesz przy mnie stać wyglądając tak... Albo mundur armii Rumuńskiej albo biały garnitur... Mógł mi dziaduś dać przynajmniej kogoś z manierami. - westchnęła. - Śniadanie chociaż zjadłeś? Jak masz mnie bronić bez jedzenia które daje siły? Aj, aj, aj - pokręciła karcąco głową. - Chodź idziemy cie nakarmić. - zaczęła iść do wyjścia z pokoju.
    Na korytarzu dopadła ją wysoka blondynka w żółtym kombinezonie i białej garsonce. Jej usta ułożyły się w nieprzyjemnym uśmiechu kiedy widziała Ruxandrę.
    - Za blada - rzuciła
    - Przynajmniej nie wyglądam jak musztarda - burknęła w jej stronę.
    Minęły się. To była właśnie Elżbieta-Maria. Jej wróg. Jej kuzynka.
    - Przyzwyczajaj się tu wszyscy są niemili. - dotarli do jadalni gdzie cała rodzina królewska próćz Elżbiety-Marii spożywała śniadanie.
    Ruxandra odsunęła jedno z krzeseł miejsce koło najmłodszego członka całej familii prawnuka króla Dragomira.
    - Jedz
    - Nie wybierałabym na twoim miejscu tej sukienki - rzuciła Bogdana jedna z ciotek które zostały wykluczone z linii dziedziczenia przez swoje kryminalne występki.
    - Dokładnie... Powinnaś ubrać coś z energią. - wtrąciła się Sonia najmłodsza z jej ciotek.
    I tak dalej wyglądała ta rozmowa pełna niemiłych psztyczków w kierunku Ruxadnry.
    W końcu udało im się przetrwać rodzinne śniadanie bez jedzenia i wyruszyć na otwarcie galerii. Jej dziadek miał tam przemawiać a ona uśmiechać się i przeciąć wstęgę.
    Miało być dużo ludzi więc duże niebezpieczeństwo że coś się stanie.
    Oto sała Ruxandra w swojej "zbyt bladej" sukience po prawicy dziadka a obok niej wszystkie ciotki.

    {zróbmy jakiś dym}

    OdpowiedzUsuń
  4. Upadając na podest myślała tylko o jednym. Żeby nabój trafił w stojącą opodal Elżbietę-Marię i żeby miała w końcu spokój. Och jak się zawiodła kiedy wstając odprowadzona pod eskortą zobaczyła ją idącą i pochyloną wwyglądała jak zmaltretowany kanarek, mogłaby nawet się z tego zaśmiać gdyby nie to że sytuacja temu nie sprzyjała i pewnie ona sama nie lepiej wyglądała.
    Ewakuacja rodziny królewskiej przebiegła sprawnie wszyscy popakowani w różne samochody ruszyli w drogę powrotną do zamku.
    Ruxandra siedziała w samochodzie wraz ze swoją "niańką" i zamyślona spoglądała za okno.
    Jej dziadek jechał w oddzielnym samochodzie ona też a reszta już po pare osób rozlokowana w kolejnych trzech samochodach. Środki bezpieczeństwa. Wszystkie ruszały innymi drogami. By zapobiec kolejnemu zamachowi na całą rodzine.
    - Dzisiaj było całkiem blisko. - spojrzała na niego. - Robią się coraz śmielsi. Dziękuje. - czuła że powinna to zrobić. Duma, dumą ale tak wypadało, mimo że było to w jego kompetencjach. - Następnym razem masz ubrać biały garnitur. Służysz mi i masz wyglądać tak żeby nie robić wstydu. - znów zaczęła spoglądać zza okno. I przestraszyła się. Coś było nie tak.
    Spojrzała z trwogą na twarz Maxa.
    Ścisnęła jego kolano.
    - Ta droga nie prowadzi do zamku. - szepnęła mieszając angielski z niemiecki co brzmiało conajmniej dziwnie.
    - Prawda że piękne przemawiał Król na dzisiejszym wydarzeniu? - zaczęła jak gdyby nigdy nic.

    OdpowiedzUsuń
  5. Zarumieniła się, zatrzepotała rzęsami i spojrzała na niego maślanym wzrokiem zakochanego kundla. Dobrze umiała grać. Zachichotała i niby strzepnęła niewidzialny kurz z jego ramienia. Nachyliła się nad jego uchem.
    - Biel to dobre zamiary, biel kojarzy się pozytywnie, biel jest ślubna, nie uderzę cię w policzek, dam ci klapsa. - ugryzła go w ucho dobrze wiedząc że jeden z ludzi siedzących z przodu ich obserwuje. - Patrzą. - szepnęła i odsunęła się gwałtownie od Maxa.
    - Przepraszam? Musimy się zatrzymać. Muszę do łazienki. Kobiece sprawy.
    - Wasza wysokość z całym szacunkiem, jesteśmy w szczerym polu
    - A właśnie że nie, o tutaj będzie stacja bezynowa, proszę zjechać.
    - Ale...
    - ZATRZYMAĆ SIĘ POTRZEBUJE DO TOALETY TO ROZKAZ CZEGO NIE ROZUMIESZ - wydarła się na kierowce po rumuńsku dodatkowo uderzając w tapicerkę. Wyglądała teraz jak prawdziwa królowa, ten ton to spojrzenie. Królowa rozwrzeszczana i wściekła ale jednak.
    Jakby pod jej urokiem mężczyźni zjechali na stację benzynową.
    Ruxandra czekła aż otworzą jej drzwi. Opuściła pojazd zarzucają włosami i przemieszczając się krokiem zbyt szybkim jak na księżniczkę. Naprawdę musiała do łazienki.
    - Halo a gdzie moja niańka? - odwróciła się przez ramię. - Panowie bez niego nie idę. - skinęła na Maxa. Kiedy do niej podszedł położyła mu dłoń na ramieniu.
    - Zmiana planów idę siku - mrugnęła do niego okiem jakby na nowo nie biorąc tej sytuacji na poważnie. - Księżniczka chce księżniczka ma. Zapamiętaj to sobie. Coś wymyślisz co dalej. Musimy im zwiać. Cztery kilometry od tej stacji jest kompleks wypoczynkowy a w nim mój domek wypoczynkowy. A tam samochód. Miło gdybyśmy się tam dostali. - mówiła mu w drodze do łazienki.

    OdpowiedzUsuń
  6. - Rób co musisz, tak żeby się nie pobrudzić. Pamiętaj higiena pracy musisz być czysty jeśli chcesz się ze mną pokazywać, a niestety musisz się ze mną pokazywać więc współpracuj i bądź czysty i nie rób za dużo bałaganu. - westchnęła zmęczonym głosem spoglądając w małe lusterko. Nie widziała siebie w pełni, ale wiedziała jak bardzo pobrudziła swoją sukienkę na kolanach i jak bardzo źle się z tym czuła. Miała obsesje na punkcie swojego wyglądu kiedy musiała być księżniczką to była nią w każdym calu, nie godziła się na żadne kompromisy musiała wyglądać formalnie i na czasie, zawsze czysto. Działało to na jej korzyść wydawała się dzięki tym zabiegom wizerunkowym osobą godną zaufania, najlepszym wyborem i opcją do reprezentowania kraju. Była nadzieją. Cóż z tego że w głównej mierze samą dla siebie.
    Spróbowała zrobić z sobą porządek, otrzepała swoją sukienkę przeczesała palcami włosy, przypudrowała twarz i dołożyła szminkę. Wyglądała wciąż tragicznie jak na nią w takich sytuacjach ale było lepiej niż wcześniej.
    Po parunastu minutach opuściła łazienkę upewniając się że jest bezpiecznie.
    - To już? Już wszystko gra? - spytała jakby samą siebie gdyż nigdzie nie widziała żywej duszy. - No bez jaj, gdzie ta moja niańka? - zirytowała się nigdzie nie dostrzegając swojego ochroniarza. Tupała gniewnie stopą. Poczuła nagłe uderzenie i szarpnięcie, czyjeś obce dłonie ciągnęły ją w nieznaną jej stronę.
    Wierzgała i krzyczała, rzucała słowami które zupełnie księżniczce nie przystoiły. Złamała obcas zapierając się mocno ziemii. No nie mogła tak skończyć. A dziadek ostrzegał, gdzie teraz był jej osobisty ochroniarz no gdzie?

    OdpowiedzUsuń
  7. Już drugi raz tego dnia wylądowała na kolanach tym razem boleśnie je raniąc do krwi która pozostała na bruku przed stacją benzynową. Pierwsza krew, polała się królewska krew, kto zapłaci za zniewagę głową swą, no kto W głowie zabrzęczały jej słowa starej upiornej rumuńskiej piosenki którą kazano jej się uczyć wraz z Elżbietą-Marią a która śniła jej się po nocach. Nie była zbyt przyjemna tylko okropna jak śpiewany horror.
    Postarała się wstać w miarę szybko by stąsnąć z siebie tą ponurą pieśń, upokorzenie i gorzki żal, była bowiem pewna że to wszystko wina jej kuzynki.
    Posłusznie wstała oglądając się za swoim niedoszłym porywaczem. Zanim zdążyła zapiąć pasy ruszyli.
    Wbiła swoje długie paznokcie w obicie fotela miała dość.
    - To twoja praca - warknęła na niego. - Nie jedziemy do pałacu. - skrzywiła się z bólu kiedy próbowała rozprostować jedną nogę w rozwalonym kolanie. - Jedziemy do moich domków, niech się trochę o mnie pomartwią. - była wściekła i zaczęła analizować.
    - To na pewno wina Elżbiety-Marii, ach przeklinam cię przeklęta żmijo! - zaczęła wygrażać swojej kuzynce po rumuńsku rzucając parę niewybrednych epitetów. Uspokoiła się po paru minutach.
    - Zjedź tutaj, o a teraz prosto. W prawo. Patrz już widać jezioro! To tutaj. - wysiadła z samochodu uradowana i pobiegła na małą skalistą plaże wbiegła do wody aż po kolana. Tutaj mogła myśleć.
    - Przynieś z domku apteczkę, musisz się mną zająć przecież jesteś moją nianią. - krzyknęła do niego.

    OdpowiedzUsuń
  8. Chlapnęła go wodą z jeziora za to jego marudzenie. Ma ją niańczyć to niech to robi, niech nie marudzi bo to ona jest od tego, to ona przecież ma marudzić i wybrzydzać. Uniosła wysoko głowę i uśmiechnęła się zawadiacko.
    - Wodna wojna! - krzyknęła i zaczęła chlapać wodą na wszystkie strony mocząc nie tylko swoje ubranie ale też trochę swojego zaskoczonego ochroniarza. Sama nie wiedziała czemu dopadł ją tak dobry humor by wysilać się na takie głupie zabawy najwidoczniej musiała jakoś odreagować dzisiejszy dzień a że nie byli jeszcze w pałacu a ona nie miała dostępu do swoich zwyczajowych "relaksów" to poskutkowało to obudzeniem wewnętrznego dziecka. Śmiała się całkiem wesoło.
    - Koniec. - spoważniała równie szybko jak wcześniej rozpoczęła wodną wojne. Usiadła grzecznie na wskazanym kamieniu wyciągając zranione nogi. - Warto marnować opatrunki dla księżniczki. Ani kropla krwi królewskiej nie może być stracona dla mnie warto zrobić wszystko. Przecież jestem następczynią, głową kraju - tłumaczyła mu jak małemu dziecku rzecz oczywistą. - Musze być idealna, pamiętaj stan władcy obrazuje stan kraju. Nawet taka mała rzecz jak zdarte kolana muszą zostać opatrzone, od małych rzeczy się zaczyna. Widzisz czasy niespokojne władca musi być przykładem, ja muszę być. Rozumiesz już? Ha wątpie, wy już nie macie swoich królów, szacunku do nich to nie rozumiecie, żeby stracić władze... Trzeba źle rządzić, wasza władza była chora odbijało się to na społeczeństwie i to się zemściło, tak jak teraz mści się na mnie... Dziadek jest dla nich reliktem przeszłości, jak ja i moja rodzina. A to trzeba zdusić w zarodku tą rebelie. Nie po to walczyliśmy z komunistami by teraz znów pozwolić im dojść do władzy. No może ci którzy nam teraz zagrażają inaczej się nazywają ale tak czy siak chcą pozornej wolności która przyniesie Rumunii załamanie. - rozgadała się. - Opatruj. Potem wracamy. Chociaż ładnie tutaj, tutaj można zapomnieć. Chociaż nie ja całkiem lubie być księżniczką. - pomimo iż groziło jej niebezpieczeństwo, nigdy nie była dzieckiem tak naprawdę, zawsze musiała się silić na to by być i lśnić, chociaż jej relacje rodzinne nie były idealne a wszystko co ją spotkało to właśnie przez to kim była, nie zamieniłaby tego na bycie normalną dziewczyną, czuła się potrzebna temu narodowi, czuła że może coś zmienić, że jest nadzieją czuła że ma zadanie do wykonania i wszystko było warte większego dobra. Dobra Rumunii. Niewazne że niektórzy z chęcią widzieliby jej głowę na palu.

    OdpowiedzUsuń