Trochę nas ubyło, choć po linkach tego nie widać. Proszę o sygnał, co usunąć z linków :)

1 stycznia 2016

supergirl

Vergie Svensson
Wychowana w przeświadczeniu, że jest tą gorszą bliźniaczką. Zawsze musiała się starać, ciężej pracować, walczyć, niekiedy wręcz wyszarpywać zwycięstwo, podczas gdy Maille wszystko przychodziło z nadzwyczajną łatwością. Zabrała całe szczęście, a dla Vergie została tylko siła do walki z zazdrością, która przepełniała ją dosłownie od zawsze. 
Tak naprawdę wcale nie była gorsza. Po prostu wszystko, co osiągała, zawsze było przypisywane siostrze. Nawet szansa na wyrwanie się z rodzinnego domu, którą samodzielnie zdobyła, została zagarnięta. Maille wyjechała, a Vergie utknęła w rodzinnym koszmarze na kilka następnych lat.
I chociaż na pierwszy rzut oka wyglądają identycznie, charaktery od zawsze miały diametralnie różne.

11 komentarzy:

  1. Nie odczuwał mijania czasu. Był bierny wobec tej siły, nawet jeśli miałaby mu przeciekać między palcami całymi latami, a nie zaledwie tygodniami. Nie dbał o nic. Dosłownie. Patrzył w sufit łazienki, zaplątany w kilka ręczników i nie robił nic ponadto. Jakiś czas temu zdjął koszulkę, którą oblał, pijąc ostatni alkohol z barku, ale nie potrafiłby określić, kiedy to zrobił. Ani kiedy skończyła się tamta whisky.
    Powinien wstać, posprzątać mieszkanie i zająć się sobą. Wejść w codzienną rutynę, zacząć funkcjonować i sprawiać choćby pozory, że wszystko będzie z nim dobrze. Jednak nie potrafił. Nie umiał pogodzić się z tym, że teraz każdy dzień zacznie i skończy samotnie, że obok nie będzie Maille. Więc po co miałby w ogóle próbować, skoro jeszcze przed startem wiedział, że tego nie chce? Nie chciał tego życia, w którym nie było jej, dlatego podświadomie przeszedł w stan stagnacji społecznej, ignorując wszelkie sygnały na to, że świat zewnętrzny istnieje.
    Była tylko wanna, puste szkła i czekanie.
    Ciało jednak miało potrzeby, musiało jakoś funkcjonować, bo chociaż umysł wkładał wszelkie starania, by zapewnić o zgonie całego organizmu i chęci do życia, krew nadal krążyła, a mięśnie wykonywały minimum swej pracy. Musiał w końcu się ruszyć, chociaż wewnętrznie nie chciał opuszczać nawet niewygodnej wanny, nie wspominając o łazience. Ta potrzeba pojawiła się w chwili, gdy usłyszał dzwonek do drzwi. Świat wewnętrzny zaatakował w sposób, któremu nie mógł zapobiec.
    Wysłał do niego Maggie.
    Był pewien, że to jego siostra postanowiła sięgnąć po silniejsze środki. Nikt inny nie miał przecież powodu, by tu przychodzić. Budynek był strzeżony, więc nie było mowy o bezdomnych, listonosz zostawiał pocztę u portiera, a znajomi pewnie się obrazili, bo nie można się było nawet do niego dodzwonić. Rodzice działali za pośrednictwem właśnie Maggie. Także to mogła być tylko ona.
    Westchnął, przecierając podkrążone oczy i ociężale przełożył ciało nad krawędzią wanny. Usiadł na chwilę na podłodze, czując zawroty głowy i niewiele myśląc, na czworaka doczłapał się do drzwi łazienki. Ciągnął za sobą jeden z ręczników, który zahaczył o pasek jego spodni i który towarzyszył mu aż do drzwi wejściowych. Podniósł się, podpierając się ściany i wręcz z męczeńską niechęcią zabrał się za rozbrajanie zamka. Z lekkim zdumieniem stwierdził, że drzwi przez kilka tygodni musiały być otwarte, bo nie miał czego otwierać. Wystarczyło jedynie nacisnąć klamkę.
    Już otwierał usta, by wypowiedzieć kilka słów o tym, że ostatnie, na co ma teraz ochotę, to towarzystwo siostry. Kogokolwiek właściwie. Ale wszelkie dźwięki musiały ustąpić na rzecz mało eleganckiego ziewnięcia i późniejszego chrząknięcia.
    Prezentował się... źle. Trochę jak wspomniani wcześniej bezdomni. Był nieogolony, miał przydługie, przetłuszczone włosy, które sterczały w każdą stronę i czuć było od niego nieprzyjemny zapach potu i alkoholu. Jego twarz wyrażała jedno - beznadzieję. Nie zmienił tego nawet dziwny błysk w oczach, jakaś iskierka, gdy spojrzał na osobę stojącą po drugiej stronie drzwi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przez chwilę stał nieruchomo, patrząc na przybyłą kobietę, jak na jakieś fantastyczne zjawisko. Zapomniał, że chciał coś powiedzieć i że przed chwilą jeszcze leżał w wannie. Miał wrażenie, jakby serce na nowo zaczęło bić, nadając rytm całemu ciału, jakby właśnie obudził się ze śpiączki klinicznej. Stała przed nim Maille. Jego Maille zadzwoniła do drzwi, jakby zapomniała swoich kluczy wychodząc do pracy. To było piękne, bo to znaczyło, że wcale nie było wypadku.
      Tylko jego Maille miała krótkie włosy.
      Inaczej się malowała.
      I uśmiechała się, gdy na nią patrzył.
      Podświadomie już wiedział, że ta kobieta nie może być jego narzeczoną, ale uparcie starał się wyprzeć tę informację z głowy, dlatego zrobił krok, by ją uściskać, a wręcz do siebie przycisnąć. Ale potem chłodna prawda zaczęła się dobijać do drzwi, czemu towarzyszyła fala racjonalizmu. Przecież widział ją martwą, a martwi nie powstają z grobów, zakopani pod czterema metrami ziemi.
      Koniec końców, Arthur Leighton jedynie patrzył na złudnie podobną do Maille kobietę i zaczął podejrzewać, że to jakiś przykry żart losu.

      Usuń
  2. To go trochę przytłoczyło, przygniatając chęć życia ogromnym kamieniem rozczarowania i tęsknoty. O ile prostsza byłaby sprawa, gdyby ta głupia ciężarówka jechała jeszcze trochę szybciej i przybiła dodatkowo jego stronę samochodu do jakiegoś drzewa. Zdaniem lekarzy i tak miał szczęście, że doświadczył jedynie kilku złamań i zadrapań, bo właściwie powinien zginąć na miejscu. To byłoby o wiele prostsze.
    Oparł przedramię o framugę drzwi, a następnie czoło o swoją rękę. Bolała go głowa, co pogarszało jeszcze bardziej podejście do rzeczywistości. Na początku nie zwrócił uwagi na słowa dziewczyny. Musiał najpierw poukładać bałagan w głowie, który powstał w skutek jego pomyłki determinowanej nie tylko podobieństwem przybyłej do narzeczonej, a również nieakceptowaniem realnego stanu rzeczy.
    Maille nie żyła i to już od kilku tygodni. Bliscy, w tym rodzina Arthura, ze smutkiem się z tym pogodzili, ale nikt z nich nie zatrzymał się na tym jednym zdarzeniu, jak on. Pozwolili, by czas zasklepił rany, czego młody niedoszły jeszcze prawnik, nie przyjmował w ogóle do świadomości. Dlatego stał, jak jakiś menel, który przez przypadek dostał się do czyjegoś mieszkania i zagęszczał powietrze swoim zapachem. Normalnie wyglądał zupełnie inaczej, nie był przecież zapuszczonym człowiekiem, unikającym wynalazku, jakim była higiena. Tylko ostatnie tygodnie pozwoliły o tym zapomnieć.
    Spojrzał z boku na dziewczynę, czując po kilku chwilach jakąś presję przyzwoitości, że skoro już wyszedł na światło dzienne, to powinien zachować jakieś resztki ludzkiej dumy i zachowywać się odpowiednio. Bolało go jednak to, że były tak do siebie podobne. Nie identyczne, ale jednak. Coś mu świtało, jakaś możliwość, tylko jeszcze nie do końca funkcjonował tak, jak trzeba, by do niej dotrzeć. W końcu sypiał w wannie i odżywiał się bardzo ubogo. Zapach alkoholu też o czymś świadczył, chociaż teraz Arthur nie był już pijany, był za to na wielkim kacu.
    - Kim jesteś? - spytał mocno zachrypniętym głosem, co dawało kolejny powód, by podważyć fakt, że wcale nie był jakimś źródłem patologii, w którym zagnieździła się Maille.
    W rzeczywistości daleko im do tego było. Mieli naprawdę dobre życie, w którym niczego nie brakowało. Fakt, to on miał większy wkład finansowy, a właściwie jego rodzice, ale przecież nie był tak głupi, by proponować pierwszej lepszej pannie wspólne mieszkanie. Poza tym gdy tylko znalazła się możliwość pracy, zaraz ją wykorzystała i nieraz widział, że wolała kupić coś sobie sama, nawet jeśli prezentami nie gardziła. Od razu rozpoznał, że niekoniecznie należała do tej samej warstwy społecznej co on, ale przecież nawet Arthur część dzieciństwa spędził w domu dziecka utrzymywanego z podatków. Jednak szybko się przyzwyczaiła, jednocześnie zyskując sympatię państwa Leighton, potęgowaną jego wielkim zauroczeniem Maille.
    Nie wiedział zbyt dużo o jej przeszłości, nie mówiła też o niej chętnie. Rozumiał, nie naciskał - sam nie czułby się dobrze, gdyby zaczęła go wypytywać o dzieciństwo. Widział w niej dobrą, nieco szaloną i entuzjastyczną dziewczynę i nic więcej nie musiał wiedzieć. Poznał kilku jej znajomych, których sama spotkała po przyjeździe do miasta, więc nawet gdyby chciał o coś zapytać i nie wprawiać Maille w zakłopotanie, nie miał nikogo. Pracowała jako hostessa i tak w pracy ją poznał, studiowała i wynajmowała pokój razem z jakąś koleżanką - to wszystko, bo potem i tak zamieszkali w jego świecie, gdzie czas można było wypełnić czymś zupełnie innym i przyjemniejszym, niż rozmowy o przeszłości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Popatrzył jeszcze raz na przybyszkę. Widział coraz więcej różnic, jak i paradoksalnie podobieństw, ale wciąż nie za bardzo rozumiał, kim mogła być i dlaczego chciała rzeczy jego ukochanej. Nie miał pojęcia, że w ogóle jej rodzina została poinformowana, bo nigdy też się nad nią nie zastanawiał, skoro sama o niej nie mówiła. Wiedział natomiast, kim była Maille Svensson i nie przyszłoby mu do głowy, że po świecie może chodzić jej siostra bliźniaczka. Dlatego jego spojrzenie nabrało wyraźnej podejrzliwości.

      [Nie ma potrzeby ;> Ja się tylko wczuć dobrze muszę, żeby mi ciapa z niego taka nie wyszła. Odpis etapami składałam i to też trochę wybiło mnie z rytmu.]

      Usuń
  3. Arthur odczuwał coś na rodzaj zdezorientowania. Przez ostatnie kilka tygodni życie próbowało mu zamknąć przed oczami ten jeden rozdział, a teraz nagle pokazywało jakieś dodatkowe strony, które musiały się zlepić przy pierwszym czytaniu. Ponadto zapisane na nich słowa wcale nie były łatwe do odczytania i ich sens docierał do jego głowy bardzo powoli. Z natury jednak nie był tłumokiem, który spędza godziny nad łączeniem prostych faktów.
    Vergie Svensson. Czy kiedykolwiek Maille coś o niej wspomniała? Nie. Nie była też rozchwytywaną celebrytką, żeby inne kobiety wydawały pieniądze na upodobnianie się do niej, więc rzeczywiście najbardziej logiczne był niewiarygodny fakt o istnieniu siostry bliźniaczki. Rzecz właściwie całkiem normalna, sam był bliźniakiem i nie powinno go to aż tak bardzo dziwić. Tylko Maille wiedziała o jego rodzinie i siostrze, a on nagle dostawał pod drzwi jej klona. To budziło wiele pytań, których nie mógł zostawić bez odpowiedzi. Każdy na jego miejscu chciałby znać prawdę. Szczególnie, że to dawało pewne złudne wrażenie, że jego narzeczona cały tu była.
    Przetarł oczy, odchrząknął, by zwilżyć suche gardło i wypuścił powietrze nosem.
    - Nie do końca rozumiem, o czym dokładnie mówisz - przyznał, czego pewnie nawet nie musiał robić. - Nie spodziewałem się nikogo z jej strony, nie zostałem powiadomiony, że ktoś przyjdzie po jej rzeczy - wyjaśnił spokojnie, powoli układając zdania, by brzmiały sensownie i jednocześnie starał się trochę usprawiedliwić swoje zachowanie.
    Zignorował na razie to, jak dziewczyna jasno dała do zrozumienia, jakie już wyrobiła sobie zdanie. Za to uderzyło go trochę zdenerwowanie. Nie robił przecież niczego specjalnie, był po prostu zaskoczony, w ogóle myślał, że za drzwiami zobaczy Meggie i będzie musiał wzbraniać się przed jej dzikimi pomysłami na nowe życie. Nie chciał sprawiać żadnych problemów, ale zwyczajnie nie rozumiał, a chyba miał prawo to zmienić.
    Tylko nie za bardzo wiedział, jak powinien się do tego zabrać.
    - Najlepiej będzie, jak rzeczywiście wejdziesz - oznajmił po chwili zastanowienia, cofając się trochę, by zrobić przejście.
    Nie ułożył sobie jeszcze tego wszystkiego w głowie, przez co też był taki spokojny i nawet uprzejmy wobec kogoś, kto jawnie go obraził. Zapomniał na chwilę, że wygląda jak żul, który włamał się komuś do apartamentu i jedynie z przyzwyczajenia wybrał najmniej wygodne pomieszczenie do życia, czyli łazienkę. Potrzebował zimnego prysznica, ale nie mógł teraz pozwolić, by ta dziewczyna gdzieś uciekła. Przyszła po rzeczy Maille, chociaż powiedziała, że ich nie chce i że może je sobie zatrzymać. Nie przemyślał jeszcze tego, ale póki co nie miało to znaczenia.
    - W środku jest lekki bajzel, nikt nie sprzątał od... - Nie dokończył, urywając w pół zdania.
    W rzeczywistości nie było tak źle. Może trochę kurzu na półkach, kilka nieposkładanych rzeczy z prania i tym podobne. Po prostu jakby żyli tu normalni ludzie, którzy prowadzili swoje codzienne sprawy bez żadnej presji pedantyzmu. W groszym stanie była łazienka, bo tam walały się butelki zaplątane w śmierdzącą alkoholem koszulę, resztki po jedzeniu szybkiej roboty i powywracane pojemniki z płynami do kąpieli.
    No i właściciel był sam w bałaganie, przez co trochę odcinał się od otoczenia.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jakoś nie miał ochoty tłumaczyć się z tego, dlaczego pewne formalności mogły go ominąć. Zaraz po wyjściu ze szpitala zabunkrował się w swoim małym kafelkowym świecie i odciął się od wszystkiego. Nie odbierał telefonów ani poczty, co mogło być przyczyną jego kompletnego zaskoczenia, że w ogóle ktokolwiek powiązany z jego narzeczoną mógłby nakreślić swoją obecność w rzeczywistości, która go otaczała. Zdawał sobie doskonale sprawę z tego, że klasyczny obraz faceta nie obejmuje kilkutygodniowej żałoby w łazience.
    Słuchał Vergie spokojnie, ale bez większego skupienia. W tej chwili starał się ogarnąć w swojej głowie inne myśli, a wymagało to od niego trochę więcej czasu. Nie, nie był pijany, bo alkohol skończył mu się stosunkowo dawno. Nie ćpał, jeśli to też przyszłoby jej do głowy. Zwyczajnie musiał powrócić do świata normalnych ludzi, co nie do końca mu się uśmiechało.
    - Jestem Arthur. Arthur Leighton. Maille była moją narzeczoną - odparł, ignorując cały potok słów, który próbował go zalać. - Zrobię teraz kawę, a ty usiądziesz tam - wskazał na miejsce zaaranżowane na salon za jej plecami, na który padało światło z okien tarasowych - i poczekasz - zakończył miękko.
    W jego głosie nie pobrzmiewał żaden władczy ton, po prostu Arthur był spokojny i lubił pewne rzeczy organizować w odpowiedniej atmosferze. Jasny salonik ze skórzanym umeblowaniem i szklanym stolikiem był dobrym początkiem. Poza tym nie miał zamiaru teraz przechodzić do spraw związanych z rzeczami Maille. Obrał zdecydowanie inne priorytety, do których również musiał się trochę przygotować.
    Bez słowa odwrócił się i ruszył w stronę kuchni, mijając spiralne schody na piętro. Kawa należała do priorytetów. Gdy nastawił wodę, poszedł do zabałaganionej łazienki, odgarniając stopą cały zestaw podręczny bezdomnego, by utorować sobie przejście do umywalki. Opłukał twarz i przygotował szczoteczkę do zębów, unosząc jednocześnie głowę. Pierwszy raz od dawna spojrzał na swoje odbicie i aż ciężko było mu uwierzyć, że patrzy na siebie.
    Zarost. Popękane wargi. Podkrążone oczy. Przydługie, tłuste włosy. Kompletnie nie przypominał tego zadbanego gościa, który robił praktyki prawnicze w porządnej kancelarii, a gdy to do niego dotarło, poczuł się jak ostatni idiota. I on w takim stanie w ogóle kogokolwiek wpuścił do domu?
    Higienę ograniczył do minimum, wiedząc, że woda nie będzie gotować się przez całą wieczność. Szybko się odświeżył, umył zęby i włosy w umywalce, musząc pogodzić z myślą, że nie ma czasu teraz się ogolić. Po koszulkę też nie było co sięgać, chociaż zdawał sobie sprawę, że zapewne to nie poprawi jego sytuacji i tak. W końcu sam miał co do siebie wątpliwości po tym, jak spojrzał w lustro.
    Zaraz potem wrócił do kuchni, zalewając dwa kubki kawą i razem z nimi poszedł do Vergie. No cóż, jej może nie zależało kompletnie na tym, by tu być. Tym się jednak kompletnie nie przejmował, mając zupełnie inne rzeczy na uwadze, z którymi na tę chwilę musiała się pogodzić.
    - Bardzo cię przepraszam za to, w jakim stanie cię przyjmuję - zaczął, cicho wzdychając. - Nigdy nie mówiła, że ma siostrę. Że w ogóle kogokolwiek ma. Normalnie w takim przypadku sam zapakowałbym jej rzeczy i wysłał na odpowiedni adres.

    OdpowiedzUsuń
  5. W tym momencie mężczyzna uniósł brwi, trzymając swój kubek przy ustach. Jakkolwiek mógł zrozumieć wcześniejsze nastawienie niespodziewanego gościa, tak teraz chyba chciał się przesłyszeć. Właściwie to nie była nawet kwestia grzeczności, a zwykłej, ludzkiej przyzwoitości. Mówiła o kimś, kto był dla niego ważny i nie żył, w taki sposób, który całkowicie upoważniał Arthura do wyproszenia jej za drzwi. Przez chwilę patrzył na blondynkę z nad kubka, trawiąc w sobie wypowiedziane przez nią słowa, aż w końcu odstawił kubek na szklany stolik.
    - Nie powiedziałbym, że zostałem wykorzystany - zaznaczył poważnym, trochę chłodnym tonem, napełniając go jeszcze pewną ostrzegawczą nutą.
    Był człowiekiem cierpliwym, na swój sposób wyrozumiałym, ale pilnował granic. Może sam nie był teraz najlepszym gospodarzem, ale to wcale nie usprawiedliwiało panny Svensson.
    - Byłbym też wdzięczny, gdybyś powstrzymała się od takich komentarzy. Przynajmniej do momentu, aż wszystko zostanie wyjaśnione.
    Samo to, że Maille nie powiedziała mu nic o tym, że ma siostrę, która w dodatku jest jej bliźniaczką, nie czyniło jej potworem. Nie w oczach Arthura, który w swoją narzeczoną znał od zupełnie innej strony. Nigdy nie zauważył, by pieniądze i inne dobrodziejstwa świata były jej priorytetem. Właściwie nie miał żadnych podstaw, żeby ją chociaż podejrzewać o takie coś, bo nigdy nie miała swoich zachcianek i przez stosunkowo długi czas nie wiedziała, jakie Arthur prowadzi życie. Wtedy był przecież tylko studentem prawa.
    Dlatego jeszcze trudniej było mu zrozumieć, dlaczego Vergie jest tak wrogo nastawiona do swojej siostry, a nawet do życia, które prowadziła u jego boku. Pierwsza rzecz, jaka przyszła mu do głowy, to zwykła zazdrość, która jest czymś powszechnym między rodzeństwem. Sam znał to uczucie, ale jakoś nigdy nie trzymało się go to dłużej niż parę dni. Nie chciał też zbyt szybko osądzać dziewczyny, nawet jeśli zdradzała wszystkie symptomy chorobliwej zazdrości.
    - Skąd przyjechałaś? Zatrzymałaś się w jakimś hotelu? - Upił łyk gorącej kawy, po chwili zdając sobie sprawę z tego, jak mógł brzmieć. - Pytam, bo mam wrażenie, jakbyśmy mówili o zupełnie różnych osobach, więc od tego trudno będzie do czegokolwiek dojść.
    Zabawne, że od razu założył, że Vergie bez sprzeciwu pójdzie mu na rękę i zgodzi się wyjaśnić całą sprawę w taki sposób, w jaki on już zaczynał planować. Na razie jedyne, co mu przychodziło do głowy, to po prostu siostrzana rywalizacja i zazdrość, ale jedno rozwiązanie nie zawsze było tym właściwym. A Arthur takie rzeczy wiedział aż za dobrze.

    OdpowiedzUsuń
  6. Przeczesał jeszcze wilgotne włosy do tyłu, nie spuszczając wzroku z dziewczyny. Jej podejście i sposób bycia niespecjalnie mu się podobały, właściwie to nawet odrzucały. Rozumiał, że ludzie mieli różne charaktery i nie każdy musiał być pogodną ostoją przyjaźni, ale chyba nie wymagał aż tak dużo. Szczerość, szczerością, jednak istnieje mnóstwo innych metod na nią. Pomimo tego nie potrafił Vergie umieścić tak łatwo do szufladki osób nielubianych. Po prostu zbyt bardzo przypominała Maille, a on niestety był bardzo sentymentalny.
    - Nie możesz tak od razu wyjechać - stwierdził, patrząc, jak odkłada kubek.
    To było dziwne. Jeśli nie lubiła kawy, to chyba powinna wiedzieć o tym cały czas. Wcześniej sam mógł zapytać, ale jakoś tak nie pomyślał o tym, że ktoś może nie pić kawy w ogóle. Poza tym był przed chwilą dosyć skonfundowany.
    - Nie uważasz, że to, że dopiero teraz się o tobie dowiaduje, wymaga wyjaśnienia?
    Odłożył na razie na bok kwestie noclegowe. Jak z resztą wiele rzeczy związanych z finansami, które nie stanowiły dla niego większych problemów. Oparł się bokiem o jeden z foteli. Było tutaj mnóstwo do wyjaśnienia i dużo spraw do załatwienia. W końcu miał dzielić z Maille życie, a teraz dowiadywał się, że ma siostrę. Coś zdecydowanie było nie tak.
    - Muszę skontaktować się z tym notariuszem i przejrzeć dokumenty, na których się opierał. Zapewne zajmie to trochę czasu. - Wzruszył lekko ramionami, mając już mniej więcej plan działania, który obejmował obecność Vergie.
    Zamyślił się na moment, cicho wzdychając. Powinien też zadzwownić do rodziny i dać znać, że wszystko z nim w porządku. Nie miał zamiaru jeszcze ich powiadamiać o tej dziwnej niespodziance, która zjawiła się dziś pod jego drzwiami.
    - Nie było żadnych rzeczy, do których nie miałbym dostępu. To mój dom. - Odszedł od fotela, kierując się nieznacznie w stronę schodów. - Jej rzeczy osobiste są głównie na górze, chcesz je teraz zobaczyć i zdecydować, które ewentualnie weźmiesz? Nie wiem, przejrzysz ubrania, może jakieś będziesz chciała wziąć.
    Może powinna jakieś wziąć? Nie mógł nie zauważyć, że ubierała się zdecydowanie inaczej od siostry i nie chodziło o sam styl, a bardziej o staranność dobierania wszystkiego. Normalnie pewnie powstrzymałby się od takich myśli, ale Vergie nie wydawała się powstrzymywać siebie.
    A Arthur wydawał się puszczać jej słowa mimo uszu, tak jakby jego postanowienia były już zatwierdzone przez wszystkich i wszystko. Uważał, że wyjaśnienia są potrzebne i tyle, dla samego dobra ogółu, a nie tylko jego własnego sumienia o rozdarcia.

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie obwiniał jej o nic. Z resztą miał zamiar zostać prawnikiem, a nie prokuratorem, więc w ogóle był ostatni do oskarżania kogokolwiek. Zwyczajnie chciał to wszystko wyjaśnić. Miał narzeczoną, a teraz dowiaduje się, że mogła być kompletnie inną osobą. Albo ktoś próbuje mu coś wcisnąć, czym też nie byłby zdziwiony. No i nie lubił zagadek, niewyjaśnionych spraw i tajemnic.
    - Zaprowadzę cię na górę, to wszystko sobie przejrzysz. - Pokiwał lekko głową, jakby chciał powiedzieć, że tak, owszem, słucha jej, ale to i tak nie ma większego znaczenia, bo on już ma co innego w zanadrzu.
    Wskazał ręką na spiralne schody, puszczając Vergie pierwszą. Poczekał, aż zrobi te kilka kroków i poszedł za nią, szukając po drodze słuchawki od telefonu stacjonarnego. Znalazł dwie, ale obie rozładowane. No tak, czego się spodziewał.
    - Sypialnia jest po prawej, tam jest większość rzeczy Maille - odparł, gdy wchodzili po schodach na piętro.
    Prócz sypialni był tam jeszcze pokój, który przerobił na swój mały gabinet. Tam zamierzał iść, żeby zadzwonić do siostry, bo wszystkie inne telefony prócz tego stacjonarnego były nie do użytku na tę chwilę. Najpierw jednak chciał zaprowadzić dziewczynę do sypialni, która wyglądała zupełnie tak samo, jak w dniu w którym doszło do wypadku. Pościelone satyną, duże łóżko, trochę dziennych ubrań na jednym krześle, komoda i ogromna szafa, która zajmowała całą ścianę. Podobnie jak w salonie, były tu duże okna, które wprowadzały do pokoju światło.
    - Oglądaj do woli. Ja zaraz do ciebie wrócę - powiedział, na moment jeszcze stając w progu. - Będę w pokoju obok w razie czego.
    Spieszył się. Chciał jak najszybciej zadzwonić do siostry i zorganizować cały proces. Powoli też zaczynał się denerwować, chociaż nie do końca wiedział czym. Obudziło się w nim jakieś napięcie, może drobny stres i dlatego nie ciągnął na razie kwestii tego, że na przykład Vergie nie ma gdzie się zatrzymać. To był akurat najmniejszy problem. Ostatecznie mógł jej wynająć jakiś pokój w hotelu, bo i to nie byłby dla Arthura żaden kłopot. Nie brał jedynie pod uwagę, że panna Svensson mogła nie przestać na to tak ochoczo...
    W gabinecie dorwał się do telefonu i wycisnąć numer do Maggie, nie zdając sobie sprawy z tego, jak nerwowe były jego ruchy.

    OdpowiedzUsuń
  8. Rozmowa z siostrą była szybka, bardzo ogólnikowa. Nie chciał się teraz rozdrabniać nad szczegółami, dlatego poprosił tylko, by jak najszybciej do niego przyjechała. Zbył pytania związane z tym, jak się czuje i co się właściwie stało, bo brzmi trochę dziwnie. Nie wspomniał o przybyciu drugiej panny Svensson, pominął kwestię tajemniczego testamentu i jedynie zaznaczył, żeby na razie nic nie mówiła rodzicom. Maggie dała znać, że przyjedzie w ciągu godziny i lepiej, żeby to było coś poważnego, bo właśnie przerwał jej uczestnictwo w zajęciach.
    Tak, tak. Zawsze ją to denerwowało, nic wielkiego.
    Odłożył słuchawkę i jeszcze przez chwilę na nią spoglądał, zastanawiając się, czy nie powinien dać znać na uczelni, przeprosić za brak odzewu. Tylko wtedy musiałby też zadzwonić do kancelarii, bo przecież robił tam staż, który został na razie zawieszony. Nie było mowy, by ojciec się nie dowiedział, więc Arthur zrezygnował z tego pomysłu, przekładając te sprawy na później. Studia nie uciekną, a jego gość mógł to zrobić w każdej chwili.
    Zamknął za sobą drzwi gabinetu i skierował się w stronę sypialni, w której zostawił Vergie. To, że pozwolił jej tak po prostu przejrzeć cały pokój, było związane z jego pewnością siebie i zwyczajnym przekonaniem, że nie ma nic do ukrycia. Rzeczy jak rzeczy, każdy miał swoje, a to, że trzymał w szafce nocnej prezerwatywy, też nie było niczym niezwykłym. Przebywał w środowisku, w którym o pewnych rzeczach nie mówiło się głośno, ale wydawały się one po prostu oczywiste i wręcz dziwnym zjawiskiem była sytuacja inna niż ta ogólnie przyjęta.
    - Znalazłaś coś, co cię zainteresowało? - spytał, stając w progu i obrzucając pomieszczenie swoimi spojrzeniem.
    Mogło to śmiesznie zabrzmieć, ale dawno tu nie był i nie pamiętał właściwie, czy na pewno tak tu wyglądało, kiedy ostatni raz widział to wnętrze. Nikt prócz niego nie miał możliwości zaglądania tu, więc prawdopodobnie tak prezentowała się ich sypialnia tego poranka, który jednocześnie był ich ostatnim.

    OdpowiedzUsuń
  9. Widząc kopertę, zmarszczył brwi. Szczerze powiedziawszy, nie spodziewał się, żeby było tu coś do znalezienia. Co prawda, sam nigdy nie przeglądał rzeczy Maille. No chyba, że go o coś poprosiła, ale z pewnością nie chodziło o żadną kopertę ukrytą w ubraniach. Ledwo powstrzymał się od próby przekonania jej, żeby może jednak otworzyła to teraz, jakby zawartość mogła wyjawić całą prawdę od razu. Tym bardziej, że jeśli list był zaadresowany, to by znaczyło, że był przeznaczony do wysłania. Co więc robił tutaj?
    - Jak wolisz. - Uniósł lekko ręce w geście kapitulacji, postanawiając nie naciskać w tym przypadku.
    Byłoby to bardzo nietaktyczne posunięcie, skoro już postanowił, że Vergie dzisiaj nigdzie nie pojedzie i właśnie miał zamiar do tego dojść. Zdawał sobie sprawę, że ludziom mogą nie podobać się takie sytuacje, jednocześnie uznając, że ostatecznie to i tak nie ma żadnego znaczenia.
    - O znalezienie notariusza nie musisz się martwić. Zajmę się tym. - Uśmiechnął się lekko, niespecjalnie zwracając uwagę na skrócony przez dziewczynę dystans, bo myślami był i tak zupełnie gdzie indziej. - Niedługo przyjedzie tu moja siostra, weźmie cię gdzieś na lunch, ja się w tym czasie doprowadzę do używalności i go poszukam.
    Mówiąc to, odruchowo przysunął się bliżej progu, żeby zrobić Vergie więcej miejsca i podążył za nią wzrokiem. Już chciał iść w jej ślady, gdy sobie o czymś przypomniał i zniknął na chwilę w sypialni, by wyjść ze świeżymi ubraniami przewieszonymi przez przedramię.
    - W sprawie tego pociągu - zaczął, unosząc trochę głos, bo dziewczyna znalazła się już poza zasięgiem jego wzroku - to raczej przełożyłbym go na za kilka dni - dodał, trochę umyślnie zniżając głos i skupiając wzrok na białej, świeżej koszuli, którą rozłożył w trakcie schodzenia na dół.
    Nie widział specjalnie tego, żeby już dziś miała wrócić tam, skąd przyjechała i zostawić go z chaosem w głowie. Był przekonany, że nawet jeśli w ciągu tych kilkunastu godzin zadałby jej tysiące pytań i dostałby wyczerpujące odpowiedzi, następnego dnia pojawiłyby się inne, determinowane mnóstwem przemyśleń. Niestety dla Vergie, jej siostra była jednym z ważniejszych elementów w życiu Arthura, któremu nie mógł i nie umiał pozwolić odejść tak pon prostu.
    - Maggie nie wie o istnieniu niezręcznej ciszy, więc nie ma się co martwić. Czasami tylko robi mnóstwo dygresji, gdy wpadnie w amok mówcy. Wtedy po prostu kiwam głową, aż wróci do głównego wątku. - Zaśmiał się pod nosem, wracając od razu do tematu jego siostry, z nadzieją, że to jakoś sprawi, że jego gość puści wcześniejsze słowa mimo uszu, jeśli w ogóle je zrozumiała i ominie go mała batalia o wyjazd.

    OdpowiedzUsuń