Żyjemy, piszemy! Niedługo pojawi się lista obecności.

13 kwietnia 2016

I can fake it with the best of anyone



Vigdis Cramer
praktykantka w CNN
jeszcze dwa lata

Na początku chciała być strażakiem. Przecież nie mogła być gorsza od kolegów na podwórku. Potem postanowiła, że zostanie pielęgniarką, ale na szczęście szybko zmądrzała. Natomiast chęć zostania lotnikiem szybko została zweryfikowana przez umiejętności. Skorzystała więc z rady osoby prawdopodobnie najważniejszej w jej życiu, a wrodzona determinacja pozwala jej nieźle odnajdywać się w świecie przekłamania i wiecznie włączonych kamer. Ma nosa do sensacji i koniecznie chce osiągnąć COŚ. Najlepiej coś wielkiego. Zapewne kosztem innych.

2 komentarze:

  1. Vyn od zawsze wiedział, czego tak naprawdę oczekuje od życia – a przynajmniej pod względem zawodowym – przygotowywał się pilnie do egzaminów w szkole średniej, nie zawracał sobie głowy imprezami czy dziewczynami. Owszem, uczestniczył w życiu poza szkolnym, jednak z umiarem. Cały czas pamiętając, że to tylko od niego zależy to, w jakim miejscu będzie znajdował się za pięć, dziesięć czy piętnaście lat. A Warren doskonale wiedział, w jakim miejscu chciałby być. Nie tracił więc nadziei ani motywacji, robił wszystko, aby być tu, gdzie jest teraz. I w chwili obecnej robił równie dużo, aby znaleźć się w następnym miejscu jakie sobie upatrzył. Po trupach do celu. Te powiedzenie, w żaden sposób go nie przerażało. Sprawiało jedynie tyle, że wiedział, jak daleko może się posunąć, jak wiele może zrobić. Nie mając później do siebie żadnych wyrzutów. Nie było tak, że pozbawił się swojego człowieczeństwa. Czasami marzył o tym, aby obudzić się o poranku i spotykając na swojej drodze cudze cierpienie, zatrzymać się i empatycznie pomóc poszkodowanemu. Za każdym razem, budził się w nim jednak instynkt dziennikarski. We wszystkim widział potencjalny materiał na reportaż, każda rozmowa mogła przynieść jakieś informacje, które w późniejszym czasie mógłby wykorzystać. Być może, powoli wpadał w jakąś paranoję, jednak to go tylko napędzało do kolejnych działań. Cudze nieszczęście, było dla niego radością. Był zwykłą hieną, za którą nikt nie przepada – Vyn jednak w ogóle się tym nie przejmował. Miał swoje zdanie, swoje zasady i twardo się tego trzymał, chociaż i jego dopadały chwile słabości. W końcu był tylko człowiekiem.
    — Cramer, Warren bierzcie ekipę i biegiem na trasę wyjazdową z NYC w kierunku zachodnim. — Słysząc głos Szewa, Vyn od razu zerwał się na nogi. Uświadamiając sobie jednak z kim ma współpracować, mina znacząco mu zrzedła. Nie mógł jednak zrezygnować; i nie miał nawet takiego zamiaru. Niezależnie od tego z kim, przygotuje najlepszy materiał. W końcu musiał zrobić to, co do niego należało. — Spróbujcie tylko wrócić z niczym, a się pożegnamy. — Dodał po chwili, mężczyzna w średnim wieku, podpierając się dłońmi w biodrach. — No dalej, na co czekacie? Do roboty! — Uniósł nieco głos, jednak nie krzyczał. Ogarnął spojrzeniem młodą ekipę i odwrócił się plecami, ruszając w stronę swojego biura.
    Warren rzucił krótki spojrzenie młodszej od siebie dziewczynie i uśmiechnął się nieco ironicznie. To nie było tak, że nie lubił Vigdis. Po prostu często działała mu na nerwy, sprawiając, że chciał pokazać się z najlepszej strony. Udowodnić jej (ale nie tylko), że jest najlepszy w tym co robi. Dlaczego? Sam nie wiedział, przecież i tak był najlepszy.

    No patrz to. Zaczęłam nam w końcu. Teraz już będzie z górki. No i daj mi chwilę, bo się muszę "wczuć" w wątek ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mimowolnie zerkał na nią, a gdy tylko dostrzegł zdziwienie na jej twarzy powędrował wzrokiem w tę samą stronę, w którą spojrzała dziewczyna. Przymrużył tylko odrobinę brwi, jednak nawet nie skupiał się na tym co tak właściwie zobaczył. Automatycznie wzruszył ramionami i zgarnął z biurka telefon komórkowy, który leżał tuż obok laptopa. Zapisał otwarte pliki i zamknął klapkę, wylogowując się uprzednio. Nim zdążył cokolwiek powiedzieć, dziewczyna rzuciła mu informacją i wyszła pospiesznie z pomieszczenia biurowego. Prychnął cicho, już widział, jak przyjemna będzie ich współpraca. Znał już kilka osób z ekip nagrywających i wiedział, czego można się po nich spodziewać, miał więc nadzieję, że Vigdis zadzwoniła właśnie, po któryś z tych ludzi. Nie miał ochoty użerać się z nią i kimś, kogo jeszcze nie zdążył poznać i zaznajomić się ze stylem pracy. Zgarnął jeszcze klucze, które wsadził do kieszeni spodni i ruszył szybkim krokiem za blondynką. Gdy udało mu się ją dogonić – dzięki windzie, która jeszcze się nie pojawiła na piętrze – zatrzymał się po jej lewej stronie kilka kroków za nią i uważnie jej się przyglądał.
    — Coś dziś taka nerwowa? — Zapytał od niechcenia, chociaż jakaś część niego była naprawdę tym zaciekawiona, szczególnie, że jeszcze chwilę temu wydawała się być względnie spokojna i gotowa do pracy — nie powinnaś się rozpraszać, przed przygotowaniem reportażu — napomknął, zaciskając wargi. Gdy winda otworzyła przed nimi swoje drzwi, weszli do środka. Vyn od razu wcisnął guzik z zerem i wziął głęboki oddech. Zsunął plecak z ramienia i oparł się nim o lustro, zamontowane na tylnej ścianie windy.
    — Skup się na tym, co mamy do zrobienia. Nie zamierzam wylecieć tylko przez to, że masz jakieś humorki, weź się więc w garść i zrób dobrze to, co mamy do zrobienia. Jasne? — Ponownie się odezwał nieco oschłym tonem głosu. Zależało mu na tej pracy i naprawdę, byłby wkurzony, gdyby coś poszło nie tak tylko i wyłącznie przez to, że Vigdis wstała lewą nogą. Jeżeli wciąż będzie się tak zachowywać miał zamiar przejąć pracę nad reportażem całkowicie. Wyjął z kieszeni spodni telefon komórkowy i przesunął po nim palcem, zdejmując blokadę. Chwycił urządzenie w obie dłonie i wpisał w wyszukiwarkę drogę, o której wspominał szef. Chciał wiedzieć, czy ktoś już coś na ten temat udostępnił – jeżeli tak, koniecznie musiał wiedzieć co, aby to podważyć lub potwierdzić, chociaż zdecydowanie wolałby wzbudzić uczucie niewiarygodności wśród widzów względem konkurencji. W końcu to CNN było najlepsze i tak też miało pozostać.
    — Strajk taksówkarzy… — liczył na coś bardziej ekscytującego, ale cóż… Skoro szef wysłał ich samych, faktem było, że to nic nadzwyczajnego. Nie wysłałby dwójki nowicjuszy samych. Oczywiście mogli liczyć na pomoc i wsparcie ekipy filmującej; ci w końcu mieli już niezłe doświadczenie, ale… Wciąż byli tylko dzieciakami, którym wydawało się, że są już świetnymi dziennikarzami – przynajmniej tak było w przypadku Vyna. Gdy winda zjechała, przepuścił przodem dziewczynę i tak, jak poprzednio ruszył za nią krok w krok.

    OdpowiedzUsuń