Trochę nas ubyło, choć po linkach tego nie widać. Proszę o sygnał, co usunąć z linków :)

18 maja 2016

I think I'm paranoid


Victoire Ellard
Vic 

Chciałaby, aby to wszystko nigdy się nie wydarzyło. Póki co, z powodzeniem wykorzystuje nabyte wcześniej umiejętności i próbuje nie dać się złapać, choć to akurat niespecjalnie jej wyszło. Niewiele mówi, nie udziela informacji, nie reaguje na zaczepki, a jej odpowiedzią na dokładnie wszystko jest "gówno cię to obchodzi".
Rzeczywistość natomiast jest taka, że cholernie boi się nawet na chwilę zostać sama, choć udaje nieustraszoną Larę Croft.

12 komentarzy:

  1. Z każdym dniem byłem coraz bliżej obiektu numer 205. Człowiek, niezbyt wysoki o dość przeciętnej budowie ciała, płci żeńskiej o jasnych włosach. Prawdopodobnie na oko liczący sobie 20 lat ludzkich. Obiekt namierzyłem 3 dni temu obok rzeki, kiedy to obiekt przemywał swoje ciało. Miałem odgórny nakaz rozpisywania raportów z każdego dnia obserwacji celu jak i dokładny opis wyglądu, który potem musiałem wysłać do bazy głównej. Obiekt miał szczęście. Nadawał się. Obiekt 205 przeżyję...

    Szła na północ i pewnie sama nie wiedziała gdzie. Już od kilku dobrych dni kręciła się aż w końcu dnia wczorajszego postanowiła zmierzać prosto w kierunku granic miasta. Był to zupełnie przeciwny kierunek do którego miałem ją zabrać. Było mi to bardzo nie na rękę, więc musiałem przejąć obiekt jak najszybciej gdyż z każdym jej krokiem droga powrotna wydłużała się.
    Zbliżał się wieczór - do tego czasu postanowiłem pozostać w ukryciu by ta nie nabrała zbyt dużych podejrzeń kiedy to usłyszała by szelest krzewów i drzew. Zawsze była opcja zawalenia winy na dzika zwierzynę, która przebudziła się do życia nocą. Ostrożnie przechdzilem kolejne metry, które zbliżały mnie do obiektu. Kiedy jednak ten poruszył się zaniepokojony stanąłem w bezruchu. Lubiłem wykonywać swoją prace w sposob jak najbardziej profesjonalny i niezwykle ceniłem sobie wykonanie swojej pracy bez zbędnego zamieszania na które nie mogłem i nie chciałem sobie pozwolić.
    Uspokoiła się, wręcz słyszałem jak jej oddech zwalnia a ciało rozluźnia się. Stała sie wtedy niezwykle bezbronna istota, słabą i delikatna. Choć obserwują ją doskonale wiedziałem ze taka nie jest...
    Ruszyłem dalej ostrożnie stawiając każdy krok i obmyślając już w głowie plan w jaki sposob ją zajdę. Wybrałem dłuższa drogę na około by zajść ją od tyłu. Idealnym miejscem byle drzewo o szerokim pniu, która wybrała jako oparcie. Stałem tuż za nią i dokładnie słyszałem jak ta ponownie nerwowo rozgląda się - jej tętno przyspiesza a ciało drętwieje ze strachu. Wychyliłem się i kiedy spojrzała w moja stronę wymierzyłem w nią glockiem z tłumikiem....
    -Nie krzycz, nie ruszaj się - przyłożyłem broń do jej stroni aby wiedziała, że nie żartuje.

    OdpowiedzUsuń
  2. Posłusznie wykonała moje polecenie co było dla mnie nowością gdyż spotykałem się bardziej z ucieczką, która zazwyczaj kończyła się i tak złapaniem osobnika bądź celnym strzałem w staw skokowy aby szybko i skutecznie zastopować cel. W najgorszych przypadkach kończyła to sie wykrawieniem kiedy to baza była zbyt daleko a obiekt był zbyt słaby. Jednakże szybko sie przekonałem, że myliłem się co do dziewczyny. W końcu ludzie w czymś mieli racje - nie chwali sie dnia przed zachodem słońca. Jej sposob myślenia był i tak nieco lepszy od jej poprzedników. Pod wpływem uderzenia moja dłoń przesunęła sie o pare centymetrów i tym sposobem dziewczyna nie znajdowała sie już na celowniku. Następnie kolejne uderzenie poczułem w środkowej części ciała. Co wtrąciła mnie całkowicie z równowagi. Wszystko działo dość szybko, tak szybko ze nawet nie zauważyłem gdy glock wypadł mi z ręki, ale na całe szczęście spadł na tyle daleko że dziewczyna musiałaby najpierw przejść mnie by chwycić go. Szybkim ruchem reki wyciągnąłem myśliwski nóż, który wbilem w konar drzew prosto przed twarzą dziewczyny. Spojrzałem prosto w jej oczy z nienawiścią, która pałałem do ludźkiej rasy. Patrzę delikatnie raziło jej policzek, z ktorej zaczęła spływać krew. Uśmiechnąłem się do niej i posłałem szybkiego łokcia, który przyjęta czysto na podróbek tym samym trafiając w idealny punkt, który posłał ją na ziemię.
    Nóż wyjąłem z drzewa - dziewczyna leżała nieprzytomna na ziemi. Z plecaka wyjąłem sznur, którym przewiazałem jej ręce - potrzebne Ci to było ? Rzuciłem choć wiedziałem ze mowię bardziej do siebie bo ta z pewnością nie zareagowała by aktualnie na żadne bodźce zewnętrzne. Przerzuciłem ją przez ramie i ruszyłem na południe... Przed nami dobry tydzień drogi.

    OdpowiedzUsuń
  3. [aaaaa zaliczone - teraz tylko układ nerwowy i krwionośny :/]

    Przeszedłem dobry kilometr z nią na barkach. Chyba miałem szczęście ze trafiłem na tą piękniejsza płeć. Gdyż nie wiem jak droga by się miała niosąc na barkach dobre 100 kg czystej wagi. Jako że należałem do samotników nie przeszkadzało mi to, że w okol mnie jedyne co słyszę to szum drzew i czasami jakiś odzew dzikiej zwierzyny. Cieszyłem się chwila spokoju póki dziewczyna nie ocknie się i z pewnością bedzie wrzeszczeć zadawać mnóstwo pytań a co gorsze prosić i błagać żebym oszczędził ją. Poza tym będe musiał miec sie na baczności gdyż na każdym kroku bedzie chciała mnie zaskoczyć i uciec jak najdalej ode mnie. Także spokoj i jeszcze raz spokój. Cieszy sie czym póki to mamy.
    Kruche pieści zaczęły dręczy moje plecy, piskliwy głos krzywdził moje uszy a wszystko to działało mi na nerwy. Zrzuciłem dziewczynę prosto na ziemie nie zważając na jej zdrowie gdyż miałem to wszystko głęboko w powtarzaniu. Nie byłem jednych z tych którzy dostarczyli swoje cele w jednym kawałku. Ale byłem niezwykle skuteczny a to liczyło sie bardziej.
    Spojrzałem na nią z wielkim grymasem na twarzy. Jednak moja cierpliwość była jeszcze w miarę duża i miała dzieki temu dużo szczęścia. - Zamknij sie ! - uniosłem sie jednak zaraz potem przypomniałem sobie ze raczej powinienem zachować ciszę w okol siebie zeby nie zaciekawić ludzi albo Innych, którzy chętnie odbiorą łup koledze po fachu. - uwierz i Tobie i mi nie są na rękę twoje krzyki, wiec bądź tak uprzejma i zamknij tej swój ludzki dziub.

    OdpowiedzUsuń
  4. Pokręciłem głowa z niedowierzaniem - twoje rzeczy nie beda Ci juz potrzebne. Zmarszczylem brwi kiedy to do moich uszu dotarły dziwne dźwięki. Puściłem to mimo chodem myśląc, że z pewnością to jakiś ptak lub mały gryzoń.
    - Ktoś inny zadecyduje czy przeżyjesz czy nie. Ja mam inne zadanie. Mam Cię dostarczyć a to już chyba i tak wiele patrząc na to, że muszę sie z Toba użerać przez kolejne kilka dni - szelest nadal nie ustępował, nasilał sie i był coraz bliższy.
    - najlepiej bedzie jak pogodzisz sie ze swoim losem i umilisz mi prace nie odzywając sie i nie robiąc problemów.
    Nagle rozległ się wielki huk. Ptaki z drzew w pośpiechu odleciały a nabój przeleciał prosto przed moja twarzą. Albo miałem do czynienia z amatorem albo ktoś po prostu nie zamierzał mnie trafić. Popchnalem dziewczynę na bok, aby to nie ona została trafiona. Upadła. A ja szybko ukucnalem by zniknąć na chwile z oczu napastnika. Wyjąłem glocka z kabury i wycelowalem prosto w intruza, który stał jakieś dziesięć metrów ode mnie za drzewem. Mężczyzna dostał prosto w środek klatki piersiowej. Padł wypuszczając z dłoni strzelbę snajperska. Był amatorem - tylko tacy kretyni mogliby nie trafić ze snajperki do celu. Z pewnością był to człowiek, który chciał ugrać bohatera. Nie tym razem moj drogi. Jak gdyby nigdy nic schowałem broń i odwróciłem sie do dziewczyny - To jak bedzie ?

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie było jej. Nie w miejscu gdzie powinna być. I w takich chwilach żałowałem, że nie siedzę w bazie i niw trenuje rekrutów lub nie sprawuje władzy nad badaczami, ale myśle ze prędzej czy pózniej znudziloby mi sie to. Praca najemnika wiązała sie z codziennym ryzykiem i zastrzykiem adrenaliny, która była moim uzależnieniem.
    Nie udało jej się uciec daleko. Była juz z pewnością u kresu sił. Spragniona, głodna a na dodatek zraniona kilka razy. Cóż, miałem dostarczyć ją w jednym kawałku. Chyba to nie bedzie łatwe skoro jest tak krąbna osobą. Chwyciłem za jej kostkę. Na tyle mocno by poczuła uścisk pełen gniewu mówiący jedno, żeby więcej nie wykręcała takich numerów. Myślałem ze wczesniej wyraziłem sie dosyc jasno i zrozumiała mnie. Mam nadzieje ze po tej sytuacji chociaz pojmie, że jestem jedyna osoba przy ktorej moze przeżyć. Z pewnością wersja przeżycia a potem tracenia jako królik doświadczalny dla Innych nie była wizja jaka ta układa sobie będąc maja dziewczynka, ale to nie bajka a ja nie jestem księciem na białym koniu.
    Przyciągnąłem ją do siebie. Chwyciłem za grube sznury, które wiązały jej nasdgastki i postawiłem na równe nogi - Nie rób tego więcej. Rzuciłem krótko czując sie jak ojciec który gani swoje dziecko za niestosowne zachowanie. Zdjąłem plecak, poszperałem w nim trochę i wyjąłem bidon z woda. - Pij. Podałem jej.

    OdpowiedzUsuń
  6. Spojrzałem na bidon, który przeturlał sie w stronę najbliższego drzewa. Nic nie mówiąc podniosłem go i wypiłem pare łyków na oczach dziewczyny. Teraz to już na pewno nie bedzie miała tego wypić, gdyż piłem z niego rownież ja. Bo odstraszało i brzydziło jaą podwójnie. Żyje na Ziemi już pare tygodni i zdążyłem sie przekonać jak schludnie przesadne kobiety potrafią byc. Jednak ta była wyjątkowo opryskliwa i denerwująca. Wyjąłem z plecaka kolejny kawał sznura i obwinalem pare razy ten, który znajdował sie juz w okol jej dłoni. Tworząc cos w rodzaju smyczy, aby "nie dotykać jej", jak prosiła bo to była chyba jedyna z jej próśb jakie mogłem i miałem ochote wykonać. Muszę przyznać ze coraz bardziej zastanawiałem sie nad zaklejeniem jej ust, ale myśle ze przyniósłby to odwrotny efekt. - Idziemy.
    Nie czekając na jej zgodę pokierowalem się na północ, a kiedy to sznur był coraz bardziej naprężony pociągnął dziewczynę w moja stronę. Uśmiechnąłem sie pod nosem. Sama tego chciała.

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie znałem dokładnych zamiarów ludzi z bazy. Po co byli im Ci wszyscy lidzie, których dostarczyłem? Czy oni nadal żyją a może stają sie jednymi z Nas? Nie należałem te tego typu osobników, którzy wnikają w swoją prace bo liczy sie dla nich fakt czy jest to coś moralnego a moze niezgodne z zasadami etycznymi. Jedno wiedziałem jedno. My nie należy do osobników etycznych. Nie znamy ludzkich emocji, zachowań czy uczuć. Jesteśmy wyzbyci: milosci, radosci, smutny działamy w sposob racjonalny i perfekcyjny bo tylko taki przynosi zamierzony cel. Kiedy dochodzą emocje czy uczucia słabniemy i jesteśmy do niczego.
    - Tam, idż - wstawałem palcem na gruby dąb, który bez problemu zasobu cała dziewczynę i bedzie mogła w spokoju załatwić to co ma. Ja stanąłem po drugiej stronie nadal trzymając na sznurek, gdyż nie ufałem jej za tyle by pozostawić ją sama. Wywinęła juz dwa numery a za trZecim razem nie moze jej sie udać. - Nie patrzę. Oczy tak naprawdę miałem do około głowy by ponownie nikt nie nabrał ochoty ataku na Nas.

    OdpowiedzUsuń
  8. Niebo zaczęło przybierać pomarańczowo- granatowy odcień. Zachód słońca zbliżał się powolnymi krokami, a my nadal byliśmy daleko w polu nie majac w pobliżu nawet żadnego domku leśnego, sklepu czy nawet auta, w którym moglibyśmy sie ukryć. - W porządku - pewnie moja relacja mogła wywołać zaskoczenie u dziewczyny. Jak dotąd byłem w stosunku co do niej nieprzyjemny a juz na pewno nie zgadzałem się z jej sugestiami czy zachciankami. Jednak w tym wypadku dalsza podróż i tak nie miała sensu. Do bazy głównej zostały nam nie cały tydzień drogi, w dzień musieliśmy nadgonić stracone kilometry jednak ona jak i ja byliśmy wykończeni dzisiejszym dniem. Przyznam ze dziewczyna zalazła mi za skore i sprawiła ze niektóre z mięśni czuje bardziej. Rozejrzałem się po okolicy nie oddalając sie zbyt daleko od blondynki. Było bezpiecznie jak narazie. - mam nadzieje ze dotarło do Ciebie że nie ma sensu uciekać już - usiadłem obok niej opierając plecy o drzewo i juz myślami byłem w nocy, która nie prześpie z uwagi na nią i na wszystko w okół. Przez ten czas niebo nabrało jeszcze ciemniejszych barw.

    OdpowiedzUsuń
  9. Bliskość.
    Bliskość była mi obca, podobnie jak wszystko inne co było ludzkimi relacjami i uczuciami. Nie czułem sie komfortowo, szczerzej mówiąc to byłem skrępowany tą sytuacja. I nie wiedziałem tez jak sie zachować. Czy powienien odsunąć się czy może pozwolić jej aby nadal ja głowa spoczywała na moim ramieniu. I nagle poczułem niewyobrażalne ciepło, którego wczesniej nie poczułem. Słońce juz dawno zaszło, na niebie pojawiały sie gwiazdy a w okol słychać było głucha ciszę, zwierzynę i jej oddech. Ostrożnie wyjąłem z plecaka podręczny koc, którym przykryłem nogi dziewczyny. Wziąłem torbę i szybko a zarazem spokojnie zamieniłem ją ze swoim ramieniem. Sam wstałem gdyż czułem ze nie bedzie najlepszym rozwiązaniem wchodzić w tak bliskie relacje z nią. Spojrzałem na nią; nadal spała. Ja mogłem w tym czasie spokojnie zakreślić trasę drogi jaką najszybciej i najbezpieczniej dotrzeć do bazy.
    Blask księżyca oświecał twarz dziewczyny. Dopiero teraz miałem okazje przyglądać się jej bez mniejszych oporów. Miała delikatna skórę, która szpeciła rana rozciągając sie na lewym policzku. Była niewinna, ale dobrze wiedziałem ze tkwiła w niej bestia bo pokazała mi to juz kilka razy.
    Ciszę przerwało wycie wilków, które przebudziło dziewczynę.

    OdpowiedzUsuń
  10. To wszystko działo się za szybko i czułem jakby czas sie zatrzymał wpatrując się w dziewczynę. Nie wiedziałem czy wywołane jest jej nagły atak paniki, strachu i przerażenia. Wilki? Jeśli cały ten czas była zdana tylko na siebie i żyła tez w takich warunkach te dźwięki powinny byc dla niej czymś normalnym. Zobaczyła cos lub kogos czego ja nie widziałem? Rozglądałem sie w okol siebie, ale nie było nic prócz Nas, drzew i paru sów na drzewach. Chyba, że jej zachowanie odstraszyło kogos kto Nas obserwował. Sznur napiął się kiedy dziewczyna nie widzieć czemu cofała się po omacku. Pociągnął moja rękę na która poszłam nie chcąc wytracić równowagi. Co jest do cholery? W jakich chwilach nienawidziłem swojej roboty. Nikt mnie nie szkolił co zrobic w trakcie takich sytuacji; jak kogos uspokoić i ustawić do pionu. Moje zadania opierały sie na zlokalizowaniu celu i jak najszybszym dostarczeniu. Miałem większych asów od niej, ale nie miałem jeszcze przerażonych i ewidentnie rozwalonych emocjonalnie nastolatek. Ruszyłem w jej stronę, chwyciłem mocno za ramiona, tak ze skóra pod moimi palcami zrobiła się blada. - Uspokój się! - wstrzymałem nią. Jednak to nic nie dało. Wydało sie jakby nie była tutaj tylko gdzieś zupełnie indziej. Jej jęski i krzyki tylko zaprosiłby tutaj niepotrzebnych gości. - Kurwa! Mocno objąłem ją. Nie wiem co chciałem w ten sposob jej dać. Bezpieczeństwo? Choć to w moim przypadku nie było zbyt trafne.

    OdpowiedzUsuń
  11. Jej włosy otuliły moja twarz a ich zapach sprawił, że poczułem coś na kształt przyjemności i spokoju. Tak jakbym przez chwile znalazł sie w miejscu gdzie wszystko jest proste, łatwe i przyjemne. Jednakże ta chwila została nagle przerwana. Nie znałem takiego uczucia. Było mi to zupełnie obce i z pewnością patrząc na to kim jestes, jaki jestem... Nie powienien był uznać tego za cos przyjemnego. Byłem Innym, nie człowiekiem a wszystko co ludzkie było słabością. Moje zadanie polegało na obserwacji ludzi i przez ten cały czas nauczyłem sie wiele od nich, wiele z tych rzeczy wydawało mi sie bezsensownych, takich jak: czy płacz jest potrzebny? Po co komu uśmiech? Po co komu uścisk? Jeszcze wtedy nie wiedziałem co to wszystko znaczy.
    Całkowicie zignorowałem słowa dziewczyny - Uspokój sie w porządku. Po prostu sie uspokój. Nie jest mi na rękę zeby ktoś zaraz tu wpadł.
    Znów wrócił stary, zimny Tony... A przynajmniej tak sie przedstawiałem. Tam u gory nazywali nas inaczej.... Nosiliśmy numer i pierwsze litery naszych planet lub statków. Tam nie było tego wszystkiego co tutaj. Tamto zycie było moze nie o tyle lepsze co prostsze. Brak emocji, brak relacji ułatwiał sprawę. - jestes w stanie iść dalej? Zaoszczędzimy na czasie.
    Wcale nie powienien jej pytać o to... Jednak zrobiłem to, czemu? Czyżby wzbudziła we mnie emocje? Troskę?

    OdpowiedzUsuń
  12. - Ciesze się - oznajmiłam ledwie uslyszalnie. Ciężko było u mnie z byciem miłym albo choć trochę koleżeńskim, sympatycznym a co dopiero opiekuńczym. Jednak ta dziewczyna miała w sobie coś co sprawiało, że moj płomień w środku uspokajał się. Stawałem sie spokojny i nie potrafiłem tego wytłumaczyć. - Na północ - Ta wiadomość powinna była jej wystarczyć. "Baza" wcale dobrze nie zabrzmiała . Mogła kojarzyć jej sie tylko z tym nadwyraz złym, miejscem gdzie zabiera sie ludzi a u zrobic z nich swoich podwładnych bądź maszyny do zabijania. Sam nie wiedziałem. Sam byłem ich pionkiem w grze. I mi to wcale nie odpowiadało. Obcowałem więcej z ludźmi lub w samotności niż z moja rasą. Wziąłem od niej plecak i schowałem do niego koc. - Ruszajmy.
    ***
    Szliśmy już dobre pięć, byliśmy juz dość blisko by móc znaleźć teraz czas na chwile odpoczynku lub po prostu odprężenia. Przydałoby sie to tak damo mi jak i jej. - Widzisz to co ja? - moim oczom ukazała się stara opuszczona chata, która nie wiem jakim cudem ale przetrwała te wszystkie katastrofy albo tutaj to nie dotarło. Ostrożnie badałem wzrokiem okolice. Z pewnością nie my piersi tutaj sie znaleźliśmy. Będąc tak blisko celu nie mogłem sobie juz pozwolić na żadne pomyłki. I nagle poczułem pałacy ból na ramieniu, któremu towarzyszył dziwek wystrzeliwanego naboju. Moj umysł zbyt często przezywał podobne sytuacje dlatego doskonale wiedziałem jak musiałem sie zachować. Schowałem sie za drzewem pociągając za sobą dziewczynę. - Jestes cała ?!

    OdpowiedzUsuń